czwartek, 7 września 2017

65.

BŁAGAM O WYBACZENIE!


I miłego czytania :) xxx

_______________________________________________-




25 STYCZNIA 2018r. 

*Destiny*

Od samego śniadanie miałam wrażenie, że rodzice wiedzieli czego się dopuściłam. W każdym ich geście i słowie widziałam swoją winę. Czułam się, jakby czekali aż w końcu sama się przyznam.
- Co się dzieje, skarbie? - Mama wyrwała mnie z zamyślenia.
Skubnęłam niechętnie zimną jajecznicę, która zalegała na moim talerzu praktycznie w całości. Jedyne co dzisiaj zjadłam to kilka pomidorków koktajlowych.
- Nie masz apetytu? Coś cię boli? - Dopytywała.
Westchnęłam cicho i odłożyłam widelec.
- Wszystko dobrze. - Wymusiłam uśmiech, który miał zmylić rodzicielkę, ale nie byłam pewna czy się udało. - Po prostu nie do końca się wyspałam.
- Rozumiem. - Skinęłam głową, patrząc na mnie z czułością. - Ale mimo wszystko musisz coś zjeść.
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - wtrącił się tata, nie przerywając przeglądania gazety.
Przesadnie wywróciłam oczami, czym rozbawiłam rodziców i zgrabnie wstałam z krzesła.
- Pójdę odpocząć i obiecuję, że potem coś jeszcze zjem.
- Oby przed obiadem - ostrzegła mama z powagą.
Zasalutowałam i sztywnym krokiem opuściłam pomieszczenie. Już w pokoju od razu rzuciłam się na komórkę, chcąc dowiedzieć się czy Cindy napisała wiadomość z pomysłem dotyczącym spotkania.
Niestety skrzynka odbiorcza była pusta.

***

Obudziłam się dwie godziny później z opuchniętymi oczami i wzorkami odgniecionymi na twarzy. Na chwilę opanowała mnie panika, gdyż nie mogłam zlokalizować telefonu. Rzucałam pościelą we wszystkie strony, aż urządzenie w końcu spadło na podłogę. Wbrew pozorom ten nieprzyjemny dźwięk sprawił, że zaznałam spokoju. Ta niewielka rzecz była moją jedyną szansą na powrót do życia sprzed wypadku.
Tylko tak mogłam spotkać Nialla.
- Nie rób mi tego więcej - skarciłam komórkę, niczym dziecko i powoli odłożyłam ją na biurko.
Jakiś czas później, kiedy na zegarku wybiła siódma wieczorem, usłyszałam długo wyczekiwany dźwięk. Po posprzątaniu pokoju i obejrzeniu kilku odcinków serialu już straciłam nadzieję, że dzisiaj Cindy w ogóle mogłaby się odezwać, ale jednak nie próżnowała.
Nie zawiodła mnie.
Musiałam jakoś się jej odwdzięczyć za to, że mimo wszystko ze mnie nie zrezygnowała. Takich osób nie spotyka się codziennie.
Każdy ma swojego anioła stróża.


***

*Niall*

Dopiero leżąc w łóżku uświadomiłem sobie, że nadszedł czas, kiedy była możliwość ponownego połączenia z moją Omegą. Cały dzień myślałem, co mógłby zrobić w tej sprawie. Rozmawiałem z przyjacielem, zapisywałem pomysły i wykonywałem różne telefony.
Robiłem wszystko, żeby umożliwić nam spotkanie.

***

1 LUTY 2018r.

*Niall*

Dokładnie tydzień po pierwszym kontakcie z Destiny nadszedł dzień, w którym miałem wykonać plan. Starannie wszystko obmyśliłem z nadzieją, że nikt nam nie przeszkodzi. Przekonywałem się też, że uda jej się wymknąć z domu bez zauważenia. W takim momencie, gdy byłem maksymalnie zdesperowany, obawiałem się wszystkiego. Emocje wymykały się spod kontroli, a sam fakt że powróciły do mojego ciała był zadziwiający.
- Stary, trzymasz się? - Liam wytracił mnie z zamyślenia.
- Kurwa, zaraz oszaleję - jęknąłem żałośnie.
Chłopak zaśmiał się krótko i poklepał mnie po ramieniu.
- Nie ma przypadków, pamiętaj o tym - powiedział pewnie. - Skoro macie przeznaczone znowu się spotkać, to na pewno wszystko się uda.
Skinąłem głową i lekko się uśmiechnąłem. Całym sobą pragnąłem wierzyć, że miał rację.

***

*Destiny*

To dzisiaj.
To ten dzień.
Już za kilka godzin miałam zobaczyć go osobiście.
Nie wiedziałam czy się cieszyć, czy płakać. Miałam w sobie sprzeczne uczucia, ale jedno wiedziałam w stu procentach...
Pragnęłam tego spotkania.
Pragnęłam, jak nic innego.
Trzeci raz sprawdziłam spakowane w mały plecak najpotrzebniejsze rzeczy, po czym upchnęłam go na dnie szafy, żeby żadne z rodziców go nie odkryło. Nie potrzebowałam afery, a miałam świadomość, że nie zrozumieliby mojego postępowania. Tym bardziej, że odważyłam się ich okłamać. Liczyłam na szczęście i zwierzchnictwo sił wyższych.
- Desti! - Usłyszałam gdzieś z głębi domu.
Wzięłam głęboki wdech i bez pośpiechu udałam się do salonu. Upewniłam się, żeby wyglądać na znudzoną.
- Tak? - Uniosłam brwi, widząc wystrojonych rodziców. - Gdzieś wychodzicie?
Doskonale wiedziałam, że tak. Nawet wiedziałam gdzie i ile ich nie będzie.
- Musimy wyjechać na weekend ze względów służbowych - odparł tata.
- Poradzisz sobie sama przez te kilka dni? - Mama podeszła i założyła mi włosy za ucho.
Wywróciłam oczami na fakt, że nadal traktowali mnie jak dziecko.
- Kolejny raz uświadamiam was, że jestem jak najbardziej dorosła i już nie raz zostawałam sama.
Oboje uśmiechnęli się szeroko i popatrzyli na siebie.
- Po prostu musiałam się upewnić, że nie urządzisz żadnej imprezy pod naszą nieobecność - zażartował tata i mrugnął do mnie znacząco.
- Gdybym tylko miała tutaj jakichś znajomych - mruknęłam.
Kobieta westchnęła i popatrzyła mi w oczy.
- Jeszcze będziesz ich miała. Musisz tylko zacząć wychodzić, ale dopiero jak wydobrzejesz do końca.
Wzruszyłam ramionami, nie mówiąc nic więcej. Rozłożyłam się na kanapie i przyglądałam się, jak rodzice krzątali się po domu, pakując ostatnie rzeczy do jednego z naszych samochodów. Czas zdawał się wlec nieubłaganie, a ja tylko odliczałam minuty.
- Do zobaczenia w niedzielę! - Krzyknęła mama zanim zatrzasnęli za sobą drzwi.
Upewniłam się, że wyjechali poza teren posesji i poczekałam jeszcze dodatkowe pięć minut. Po tym czasie pozamykałam wszystkie okna w pobliskich pomieszczeniach i pobiegłam do pokoju. Z walącym sercem sięgnęłam po komórkę i wstukałam wiadomość, która brzmiała:

"Odjechali. Wrócą w niedziele, najprawdopodobniej wieczorem, ale będą się jeszcze ze mną kontaktować. Zawsze to robią, więc będę na bieżąco. Jestem gotowa."

Następnie wysłałam ją na numer Cindy, niespokojnie oczekując odpowiedzi. Dostałam ją po dwóch minutach.

"Jesteśmy już w drodze. Będziemy czekać w umówionym miejscu. Oczekujemy, że dotrzesz cała i zdrowa :)"

Taki też miałam zamiar. Musiałam tylko wziąć taksówkę i dojechać do pobliskiego motelu, w którym zarezerwowaliśmy pokoje. Pokrótce nasz plan wyglądał tak - spotkanie miało odbyć się wieczorem w motelu, który dla bezpieczeństwa znajdował się piętnaście minut drogi od mojego domu. Zdecydowaliśmy tak, żebym mogła wrócić jak najszybciej, gdyby jednak rodzice mieli pojawić się wcześniej niż zakładałam. Nie mogłam zabrać auta mamy, bo zorientowałaby się, że go ruszałam. Zawsze tak było. W zależności od tego, jak przebiegło by pierwsze spotkanie, miałam tam zostać aż do niedzieli.
Wszystko było przed nami.
Nie miałam pojęcia, jak udało im się to wszystko tak zgrabnie ułożyć, ale czułam, że mimo wszystko to była zasługa Nialla. Od Cindy wiedziałam, że zależało mu tak bardzo jak mi, a może nawet bardziej, bo on znał dawną mnie.

***

*Niall*

Dojechaliśmy pod motel godzinę przed umówionym czasem. To dało mi czas na uspokojenie emocji i zapalenie papierosa. Niby nie paliłem już regularnie, ale od czasu do czasu nic innego nie pomagało, jeżeli chciałem zachować czysty umysł.
- Zaraz zwariuję! - Pisnęła podekscytowana Cindy. - Już nie mogę się doczekać
Payne roześmiał się w głos i zgarnął ją w ramiona. Odwróciłem się plecami do nich. Było mi ciężko patrzeć na ich szczęśliwą miłość, chociaż już w jakiś sposób przywyknąłem. Z myślą, że zobaczę Destiny całą i zdrową przyprawiała mnie o ciarki i szybsze bicie serca.
Pragnąłem jej, nawet jej nie widząc.
Pragnąłem jej każdą komórką ciała.
Zamknąłem na sekundę oczy, żeby po ich otworzeniu zauważyć jak bardzo trzęsły mi się ręce. Wyrzuciłem niedopałek i zagasiłem go butem. Podszedłem do auta, żeby zabrać torbę i upewnić się, że wszystko jest w porządku.
- Niall - odezwał się Payne.
- Hm? - Mruknąłem, nie patrząc na niego.
Zatrzasnąłem drzwi samochodu i wcisnąłem guzik pilota, żeby zablokować zamki.
- Co chciałeś? - Zapytałem, kiedy nie odpowiedział.
Powoli odwróciłem się w stronę przyjaciela, który gapił się w punkt za moimi plecami. Serce zatrzymało mi się w momencie, kiedy uświadomiłem sobie jedno....
Przyjechała.


___________________________________________


Nie chcę tego mówić, ale... ZBLIŻAMY SIĘ DO KOŃCA.