piątek, 26 maja 2017

57.

Przepraszaaaam baaardzo!

Wiem, długo nic nie dodawałam, ale już nadrabiam ;)

Miłego czytania! xx

___________________________________________



*Destiny*

Wszyscy dookoła pewnie pomyśleli, że zwariowałam.
- Zrobię, co tylko będziesz chciał - zdeklarowałam głośno i wyraźnie. - Jedyne czego chcę w zamian, to uwolnienia naszych rodzin.
Dyrektor zaśmiał się ponuro, przerażając mnie obleśnym uśmieszkiem, który nie schodził mu z twarzy.
- Naprawdę myślisz, że to takie proste? - zapytał.
Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam pięści i napięłam mięśnie w całym ciele.
- No dalej - ponagliłam, ignorując jego pytanie.
Niall szarpnął mnie za ramię, przyciągając do siebie.
- Oszalałaś? - syknął.
Miał zmarszczone czoło i rozbiegany wzrok.
-Nie bój się, wiem co robię - zapewniłam.
Chociaż do końca sama nie wiedziałam, co mogło się wydarzyć.
Ale zaryzykowałam.
- Ja to załatwię. - Wystąpił przede mnie i uniósł brodę, żeby wyglądać na pewnego siebie.
Był taki, nie musiał udawać.
- Czyżby kłótnia między zakochanymi? - zażartował Dyrektor.
Zmrużyłam oczy, próbując zabić go spojrzeniem.
- Przestań pierdolić i mów czego chcesz. Mam dość tej głupiej zabawy w kotka i myszkę - warknął Horan.
Wiedziałam, że jego oczy rozbłysły na żółto, a następnie na niebiesko. Nie było konieczne, żebym widziała jego twarz.
- Spokojnie, wilczku.
Nagle ze wszystkich stron wyłonili się faceci ubrani na czarno. Przez to jak bardzo byli napakowani, wyglądali jakby nie mieli szyi. Po moim ciele przebiegł dreszcz niepokoju.
Było ich zbyt wielu, żebyśmy dali im szansę tylko we dwoje.
- Mam kilku pomocników na wypadek, gdybyście coś kombinowali - odezwał się mężczyzna. - Kochana, nadal jesteś chętna do współpracy?
Mówił do mnie...
Kurwa.
- Odpieprz się od nas i naszych rodzin! - wrzasnęłam.
Emocje brały górę, a ja nie mogłam nad tym zapanować.
W całym holu rozległ się głośny rechot tego idioty. Dlaczego nikt nie przybywał z pomocą?
Hmm... Może dlatego, że nikt nie wiedział, że tutaj dotarliśmy.
- Pójdziecie ze mną, a wtedy odstawię waszych bliskich do domu - powiedział Dyrektor, poważniejąc.
- Co chcesz z nami zrobić? - zapytałam, stając obok blondyna. - Zabić?
- Być może. - Wzruszył ramionami i skinął głową do swoich goryli. - Brać ich.
Niespodziewanie akcja zaczęła się toczyć jakby w zwolnionym tempie. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie straciłam przytomności umysłu.
- Uciekaj! - krzyknął Horan i odepchnął mnie wgłąb pomieszczenia.
Jednak, jak na mnie przystało, nie mogłam przystać na takie rozwiązanie. Używając całej siły w nogach rozbiegłam się i z wyskoku zaatakowałam faceta. który chciał zajść Nialla od tyłu. Ten runął na ziemię, powodując lekkie trzęsienie ziemi.
- Już nie jesteś taki mocny, co? - splunęłam w jego stronę i podarowałam mu kilka kopniaków.
Zdziwiony blondyn skinął głową z uznaniem i już nie próbował mnie odsyłać. Stanęliśmy do siebie plecami i odpieraliśmy ataki każdej z małp Dyrektora. Wyglądało to całkiem, jak na wszystkich filmach akcji.
- Myślicie, że dacie rade ich wszystkich pokonać? - Usłyszałam gdzieś z daleka. - Zmiażdżą was jak robaki.
Napędzana strachem o utratę bliskich, warknęłam wściekle. Niall zrobił to samo i w tym momencie poczułam przypływ niesamowitej energii. Oddychałam ciężko, ale miałam wrażenie, jakbym unosiła się nad ziemią.
- Współpracujmy - wyszeptał Niall.
Wykonaliśmy wszystkie ataki, jakich nauczył nas wuj Horan. Dzięki nim położyliśmy każdego, kto się zbliżał. Po dłuższym czasie mieliśmy spokój. Wokół nas rozpościerał się widok powalonych czarnych mas.
- Myślicie, że wygraliście? - Dyrektor skierował się do wyjścia. - Otóż nie. Ja nadal mam waszych bliskich. Do zobaczenia niebawem.
Pożegnał się i zniknął. Wybiegliśmy za nim i zatrzymaliśmy się na schodach, ale nie było po mężczyźnie żadnego śladu. Całkiem jakby wyparował.
- Zabierajmy się stąd. - Blondyn złapał moją dłoń i pociągnął w kierunku bramy posiadłości.

***

2 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Zatrzymaliśmy się w małym pensjonacie, który napotkaliśmy w drodze powrotnej do domu. Do tego momentu nie skorzystaliśmy nawet z zatrzymania przypadkowego samochodu. To było zbyt niebezpieczne. Dotarliśmy tutaj grubo po północy, a teraz zbliżało się południe. Fakt, że była zima nie ułatwiał nam przemieszczania się. Mimo tego, że ja potrafiłem ogrzać się ciepłotą własnego ciała, to Destiny musiała polegać z tym na mnie.
Starałem się najbardziej, jak mogłem.
- Umm. - Masa z kołdry, leżąca obok mnie poruszyła się nieznacznie.
- Czy księżniczka zamierza wstać? - zapytałem wesoło.
Nie chciałem jej zrywać, ale nie mogliśmy tutaj długo zostać. Z drugiej strony uwielbiałem na nią patrzeć.
- Jeszcze chwilkę - mruknęła niewyraźnie.
- Jest już dwunasta - zaśmiałem się. - Wstawaj, śpiochu.
- Nie bądź gburem.
Uniosłem brwi zdziwiony.
- Słucham?
Dziewczyna zachichotała i szczelniej przykryła się kołdrą.
- Powtórz - poprosiłem.
- Ale co? - Wychyliła pół twarzy, dzięki czemu widziałem jej piękne oczy.
- Kim jestem? - Zmrużyłem oczy, udając zezłoszczonego.
- Niallem Horanem. - Wzruszyła ramionami.
Nie będzie robiła ze mnie głupka...
Rzuciłem się na nią i zacząłem łaskotać gdzie popadnie. Destiny zaniosła się śmiechem i w efekcie wierzgała nogami jak szalona.
- Przestań już! - Piszczała.
- Przeproś.
- Ale za co? - Wymamrotała zaczepnie.
Zerwałem z niej kołdrę i zrzuciłem na podłogę. Oparłem się nad nią tak, że nie mogła mi uciec.
- Co teraz? - Uniosłem jedną brew.
- Musimy wstać i zjeść jakieś śniadanie - odparła, odwracając wzrok.
- Ja mam ochotę na co innego.
Dziewczyna zastygła w bezruchu, wstrzymując oddech. Dotknąłem kciukiem jej warg. które okazały się zadziwiająco miękkie i dopiero wtedy wypuściła powietrze ze świstem.
- Boisz się? - Wyszeptałem.
- Ciebie? - Zmrużyła oczy. - Nigdy.
Bez wahania zaatakowałem jej usta, łącząc je z moimi w namiętnym pocałunku. Był on pełen uczucia, którym ją darzyłem. Nie byłem w stanie wyrazić go słowami, wiec wspomagałem się czynami.
- Och - westchnęła, kiedy odsunąłem się na kilka centymetrów. - Dlaczego to robisz?
Miała zamknięte oczy i rozmarzony wyraz twarzy.
- Co takiego? - Uniosłem brwi zaskoczony.
- Wszystko - mruknęła, złapała mnie za kark i zdecydowanym ruchem przyciągnęła do pocałunku.
Oczywiście, że nie protestowałem.
- Kocham cię - wyszeptałem między całusami. - Jesteś moim światem.
Na te słowa Destiny popatrzyła mi w oczy tak głęboko, że poczułem się jak zahipnotyzowany. Nic nie powiedziała, ale wyczułem, że to co powiedziałem coś w niej ruszyło.
- Umrę, jeśli coś ci się stanie - wyznała. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
Atmosfera zrobiła się dość ciężka, więc odsunąłem się i usiadłem na brzegu łóżka.
- Nie możesz tak mówić. - Pokręciłem głową i zamknąłem powieki.
Spuściłem głowę, opierając łokcie na kolanach.
- Niall - westchnęła. - Mówię to, co mam na myśli.
- Dobrze wiesz, że szykuje się coś niebezpiecznego. Musisz być samodzielna, bo nie wiadomo, które z nas wyjdzie cało.
- Nie wiadomo, czy którekolwiek wyjdzie - dodała smutno.
- Przestań, proszę - odparłem cicho.
Serce bolało mnie na myśl utraty tak wspaniałej osoby, jaką była dziewczyna przy moim boku. Musiałem zrobić wszystko, żeby brudne łapy Dyrektora jej nie dopadły.
- Niall zamykaj się przede mną - poprosiła płaczliwie.
Zacisnąłem zęby i potrząsnąłem głową.
- Uratuję ich i ciebie - obiecałem, patrząc jej prosto w oczy. - Zrobię to.
Dziewczyna zacisnęła wargi i wtuliła się w moje ramię. Pocałowałem ją w czubek głowy, napawając się chwilą spokoju.
- Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz.
Słysząc taką prośbę, aż zamarłem.
Mogłem to obiecać?
- Nigdy - przyrzekłem i jej i sobie. - Zawsze wybiorę ciebie, nie ważne co się będzie działo.

***

*Destiny*

Zaraz po śniadaniu postanowiliśmy zebrać wszystkie rzeczy, które mieliśmy ze sobą i ruszyliśmy w drogę. Przemiły starszy mężczyzna podwiózł nas prawie pod sam dom.
- Dziękujemy. - Powiedziałam na odchodne i zostawiłam mu na fotelu banknot.
Należało mu się za tak długą podróż z nami.
- Jesteśmy u siebie - westchnął Niall, kiedy przekroczyliśmy próg mojego domu.
- Tylko co teraz?
To pytanie bardziej zadałam sobie, niż jemu.
- Coś wymyślimy - odpowiedział mimo wszystko.
Od razu skierowałam się do kuchni, z nadzieją, że coś zostało w lodówce z przyjęcia sylwestrowego. Dzisiaj jedliśmy jedynie niewielkie śniadanie.
- Jesteś głodny? - Rzuciłam przez ramię do śledzącego mnie blondyna.
- Ciebie zawsze.
Zawstydziłam się i przyspieszyłam kroku. Na szczęście znalazłam w lodówce dwie sałatki i jakieś ciasto.
- Chodź, podzielimy się.
Przy posiłku staraliśmy się wykombinować najlepszy sposób na odzyskanie naszych rodziców, co nie było łatwym zadaniem. W międzyczasie nawet zadzwonił Mike, ale wspólnie uzgodniliśmy, żeby nie pokazywał się w mieście przez najbliższe kilka dni. Obawiałam się, że jego Dyrektor też mógł porwać.
Pozmywałam naczynia i wyrzuciłam niepotrzebne śmieci, żeby kuchnia wyglądała porządnie. Oparłam się biodrem o brat i wytarłam ręce w mały ręczniczek.
- Jestem totalnie padnięty. - Niall ziewnął, czym zaraził również mnie. - Powinniśmy odpocząć.
Chłopak podszedł i owinął swoje ręce wokół mojej talii, przysuwając się do mnie najbliżej jak tylko się dało. Ciepło jego ciała sprawiło, że się odprężyłam.
- Nie możemy oboje zasnąć - stwierdziłam stanowczo. - Ktoś musi stać na warcie.
- Czyli zgłaszasz się na ochotnika? - Mrugnął zaczepnie i złożył całusa na moim czole.
- Tego nie powiedziałam. - Wtuliłam się w klatkę piersiową blondyna i odetchnęłam ciężko. - Ale jeśli mnie przekonasz, to pozwolę ci spać.
Niall jak na zawołanie zrobił minę smutnego pieska, próbując na mnie wpłynąć.
- No nie wiem, nie wiem.... - wahałam się.
Boże, jak ja go kochałam.
- A teraz? - zapytał, ale zanim odpowiedziałam pocałował mnie mocno.
Na chwilę straciłam oddech i panowanie nad własnym ciałem. Niekontrolowanie jęknęłam, kiedy już się odsunął. Na jego ustach pojawił się uśmieszek oznaczający wygraną.
- No dobrze - westchnęłam. - Ale tylko godzinę, a potem ja.

Wszystko byłby w porządku, gdybym nie przytuliła się do Horana i nie zamknęła oczu. Przez to przysnęłam i nie usłyszałam hałasu dochodzącego z tyłu domu.


__________________________________________

Już niedługo kolejny! <3