czwartek, 31 marca 2016

1.

Zapraszam do rozgłaszania i polecania nowego opowiadania!

Oczywiście ucieszę się z jakichkolwiek komentarzy xD

Miłego czytania! xxx

________________________________________




*Destiny*

Jako osoba szczególnie uzdolniona, nie mogłam iść na normalne studia. Zostałam zmuszona do przeczekania roku, żeby aplikować do szkoły specjalnej. Co mam na myśli?
Wyjątkową szkołę.
Szkołę dla istot nadprzyrodzonych.
Dlaczego? Bo jestem niezwykłym zwierzaczkiem.
Ściślej mówiąc, wilkołakiem.
Czy to lubię? Toleruję.
Musiałam przywyknąć. Do pewnego momentu moje zdolności były uśpione, co pomagało w normalnym funkcjonowaniu w mocno ludzkim świecie.
Czy był inny świat? Tak jakby.
Szkoła znajdowała się w bardzo odosobnionym miejscy. Nikt nie znał dokładnej lokalizacji. To własnie tam miałam wyjechać z przeznaczonym mi kierowcą.

***

1 PAŻDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Sobota, słoneczko świeci. Pięknie...
Z ociąganiem wstałam z mojego wygodnego łóżeczka i sprawdziłam godzinę. Zegar wskazywał dwadzieścia pięć minut po dziewiątej. Na nogi wsunęłam kapcie i podreptałam na dół do kuchni.
- Hej, rodzinko. - Ziewnęłam i przetarłam oczy, wchodząc do kuchni.
- Dzień dobry, kochanie - odparła mama i wstała od stołu odstawiając szklankę do zlewu.
- Skoro już wstałaś, to chcieliśmy z tobą porozmawiać - powiedział tata i wielkimi kęsami pozbył się reszty jajecznicy ze swojego talerza, który po chwili zabrała mama.
- Jestem dorosła - westchnęłam i oparłam się tyłkiem o blat. - Nie potrzebuję pouczenia.
- Oj córciu, córciu. - Mama podeszła i pogłaskała mnie po głowie z wielkim uśmiechem na ustach.
Co im się dzisiaj stało? Nagle zachciało im się być idealnymi rodzicami? Przecież dobrze nas wychowali...
- Jesteś już w odpowiednim wieku, żeby w końcu iść tam gdzie twój brat - zaczął tata i spojrzał na mnie znacząco. - Jak wszyscy wiemy, nie jesteśmy normalną rodziną. Ty i twój  starszy brat mieliście zaszczyt odziedziczyć po nas szczególe umiejętności. Jesteście wilkołakami i nie możemy tego tak zostawić. Musicie się rozwijać. To znaczy tylko ty, bo twój brat jest na etapie dopracowywania detali, bo skończył już dwadzieścia pięć lat. Jest absolwentem szkoły, do której dzisiaj wyjeżdżasz. Tymczasem ty masz dopiero dwadzieścia i jeszcze długa droga przed tobą. Pamiętam jak...
- Kochanie, chyba odszedłeś od tematu - napomniała mama. - Skrócę to trochę. Nie widzisz, że nasze dziecko cierpi na syndrom niedospania? - Zaśmiała się, a ja zmroziłam ją spojrzeniem.
W tym mogłam się z nią zgodzić, ale przecież nie zmogłam zrobić tego jawnie. Uwielbiałam spać.
- Możecie przejść do rzeczy? - marudziłam. - Jestem śpiąca i głodna, a wszyscy wiemy, że w moim przypadku to nie jest dobre połączenie.
- Tak, tak kochanie. - Tata mrugnął do mnie porozumiewawczo i się uśmiechnął. - Kontynuuj, skarbie - zwrócił się do mojej rodzicielki.
- Wysyłamy się do szkoły specjalnej i chcielibyśmy, żebyś dobrze reprezentowała nasze nazwisko. Pamiętaj, żeby być wzorem najlepszych cnót. - Mama uniosła ręce jak w geście poddania. - Oczywiście w miarę możliwości. Twój brat swego czasu lubił rozrabiać, ale mamy nadzieję, że nie przeszło to na ciebie.
- Wiem, że nie do końca zawsze byłam grzeczna, ale hej, gdzie zaufanie? - Zrobiłam głupią minę.
Mój bilans zachowań wypadał aż tak źle?
- To jest własnie nasza córcia! - Tata zaniósł się śmiechem. - To szkoła dla ludzi ze specjalnymi zdolnościami - wyjaśnił po chwili. - Na pewno się tam odnajdziesz.
Uśmiechnęłam się szeroko i przypomniałam sobie, jak żegnałam mojego brata Michaela kilka lat temu. Był w takiej samej sytuacji, jak ja teraz.
- Mogę iść się spakować?
Jutro wieczorem miał przyjechać kierowca ze szkoły. Musiałam być gotowa wcześniej, żeby móc spotkać się z przyjaciółką.
- Oczywiście - odpowiedzieli jednocześnie.

***

Szybko skończyłam pakować najważniejsze rzeczy, więc miałam dużo czasu, żeby zobaczyć się z Cindy. Chwyciłam telefon z szafki nocnej i wybrałam numer, który od dawna znałam na pamięć.
- Słucham cię, kochanie moje? - Usłyszałam dźwięczny głos przyjaciółki na drugiej linii.
- Co ty taka wesoła, co? - zapytałam podejrzliwie.
- Mam dla ciebie super wieści - oznajmiał, starając się zbudować napięcie.
- Serio? Ja dla ciebie też! - pisnęłam podekscytowana.
- Ty pierwsza.
- Już jutro jadę do Mystic College! - krzyknęłam i zaczęłam skakać po całym pokoju.
- Ej, ja też miałam to powiedzieć - mruknęła obrażona.
- To powiedz - rzuciłam z szerokim uśmiechem. - Znaczy... Jak to?
- Też tam jadę! Wyjeżdżamy razem do Mystic College! - zapiszczała z radości.
Teraz już piszczałyśmy razem.
Moja ukochana przyjaciółka również była niesamowitą istotą. Byłyśmy dorodnymi wilczymi samiczkami, nie chwaląc się.
- Dobra, koniec tego, bo ogłuchniemy - przerwałam, uspokajając oddech.
- Widzimy się dzisiaj?
- Skąd ta myśl?
- Miałam zamiar widzieć się z tobą ostatni raz przed odjazdem, ale skoro obie tam jedziemy, to możemy to uczcić - odparła.
- Świetna myśl. Wieczorem w naszym ulubionym klubie? - zaproponowałam.
- Jeszcze pytasz? Oczywiście, ze tak.
- Do zobaczenia, złotko.
- Pa, skarbie.
Rozłączyłam się. Nie mogłam uwierzyć, że już wkrótce miałam nauczyć się panować nad samą sobą, że będę umiała kontrolować zmiany i poznam głębiej swoją drugą naturę.
Było dopiero po dziesiątej rano, więc ponownie zajęłam miejsce w cieplutkim łóżeczku. Zanim zdążyłam zamknąć oczy, dostałam wiadomość:

Brat:
Gratuluje, mała!!!

Od razu odpisałam.

Ja:
Dziękuję! Jestem taka szczęśliwa! Nie mogę uwierzyć, ze mnie przyjęli :)

Nie czekałam długo na reakcję.

Brat:
Wiedziałem, że się dostaniesz ;) Trzymaj się!

Ja:
Dobranoc! xx

Odłożyłam telefon na stolik nocny i położyłam się z ogromnym uśmiechem na ustach.

***

*Niall*

Właśnie skończyłem biegać. Nie mogłem zmarnować tak pięknego sobotniego przedpołudnia. Zdążyłem przekroczyć próg domu, kiedy usłyszałem wołanie.
- Niall, synku, chodź tutaj na sekundę!
- Pędzę, mamo - westchnąłem.
Otarłem czoło wierzchem dłoni. Jeszcze nie zdążyłem ochłonąć po treningu. Powolnym korkiem przeszedłem do kuchni i sięgnąłem do szafki po szklankę, żeby napić się wody.
- Słucham? - zwróciłem się do rodzicielki.
- Udało się! - krzyknęła, czym wprawiła mnie w zakłopotanie.
Czy moja mama właśnie podskakiwała z radości? Dopiero po kilku sekundach zrozumiałem, co miała na myśli.
- Naprawdę? - Zatrzymałem szklankę w połowie drogi do ust.
- Z ręką na sercu. - Uśmiechnęła się tak szeroko. Jak nigdy dotąd. - Przyjęli cię, Niall! Nie mogę w to uwierzyć!
- O Boże! - zawołałem zszokowany.
Złapałem mamę w pasie, przytuliłem i okręciłem dookoła.
- Jesteś uratowany, kochanie - szepnęła kiedy odstawiłem ją, ciągle obejmując w pasie.
- Przecież nic by się nie stało, gdybym nie poszedł na te specyficzne studia. - Wzruszyłem ramionami, poważniejąc.
- Nie zdołałabyś sam zapanować nad swoją mocą, Niall - również spoważniała.
- Nie zostawię cię tutaj samej. - Przytuliłem ją mocno. - Nigdy.
- Poradzę sobie, synku - odrzekła spokojnie. Tak umiały tylko matki. - Tata byłby z ciebie dumny, a ja nie chcę żebyś skończył tak jak on.
Jej głos się załamał. Odsunąłem ją od siebie delikatnie, tylko tyle żebym mógł spojrzeć w jej zmęczone oczy. Z tego co wiedziałem, tata nie podołał stanowisku Pierwszego Alfy.
Pierwszy Alfa oznacza przywódcę Rady.
- Nie mów tak. Nie skończę - uparłem się.
Powtarzałem jej to za każdym razem, kiedy zaczynaliśmy wałkować ten temat.
- To jest potężna siła, Niall. Twój ojciec nie dał rady - westchnęła i spuściła głowę. - Nie wiemy, jak będzie z tobą.
Przez chwilę myślałem, że znowu zacznie płakać.
Tata zmarł kilka lat temu, ale mama do tej pory odczuwała skutki jego nieobecności. Darzyli się niesamowitym uczuciem. Mogłem śmiało stwierdzić, że byli sobie naprawdę przeznaczeni.
- Nie był na tyle silny, mamo - stwierdziłem święcie przekonany, że ja taki byłem.
- Jesteś odważny i uparty. Niech tak zostanie. - Pogładziła czule mój policzek. - Wyjeżdżasz już jutro.
- Nie mogę się doczekać. - Uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie nowe życie. - Wrócę do ciebie, kiedy już zapanuję nad tym cholerstwem.
Skinęła głową z rozczuloną miną.
- Przepraszam, ale muszę zadzwonić - dodałem.
- A ja muszę iść do pracy. Do zobaczenia wieczorem, kochanie. - Ucałowała mój policzek i wyszła.
Po wypiciu naszykowanej wody, wspiąłem się po schodach do mojego pokoju. Wyjąłem telefon z kieszeni, a on w tym samym czasie zaczął dzwonić.
- Co tam? - Odebrałem bez wahania.
- Stary, mam dla ciebie mega super wiadomość - powiedział Liam z przejęciem. - Normalnie spadną ci spodnie.
- Ja też - przyznałem, starając się powstrzymać narastającą radość.
- Kto pierwszy?
- Dawaj ty - odparłem.
Na linii zapanowała chwilowa cisza.
- Przyjęli mnie do Mystic College! - krzyknął nagle, omal nie uszkadzając moich bębenków.
- Co? Jak to? Żartujesz?
Nie wierzyłem w to, co właśnie usłyszałem.
- Przyjęli mnie! - darł się do telefonu. - No autentycznie!
- Mnie też, stary! - Starałem się go przekrzyczeć - Dostałem się! Idziemy tam razem!
Na linii zapanowała chwilowa cisza.
- Nie wierzę - ucichł momentalnie, wypuszczając westchnienie niedowierzania.
- Chyba musimy to opić - zaproponowałem z uśmiechem, którego i tak nie był w stanie zobaczyć.
- Jasne. Tam gdzie zawsze?
Wyczułem, że tez się uśmiechał.
- Tam gdzie zawsze - potwierdziłem.
- Do zobaczenia na miejscu - pożegnał się.
- Do zobaczenia.
Rozłączyłem się i szczęśliwy opadłem na łózko.
Klub do którego chcieliśmy się udać był oddalony od naszej miejscowości, czyli Oakland, o półtorej godziny, co było jedynym minusem. Dlatego zazwyczaj musieliśmy wychodzić odpowiednio wcześniej. Niestety moją chwilę błogiego spokoju przerwała myśl, że zapomniałem się wykąpać. Po bieganiu strasznie śmierdziałem. Z bananem na ustach udałem się do łazienki.
Kiedy wróciłem dalej nie wierzyłem, że to wszystko działo się naprawdę. Wreszcie będę mógł się przygotować do pozycji jaką zajmował mój ojciec. Nie wiedziałem, kiedy zajmę pozycję Pierwszego Alfy, ale wiem że kiedyś to nastąpi.
Jako dziecko marzyłem, żeby zostać Prawdziwym Alfą.
Nie tylko Pierwszym, ale też Prawdziwym.
Z tym trzeba było się urodzić. Osiągnęło to niewielu. Przede wszystkim trzeba było spełniać określone warunki, których nikt nie umiał określić. Nikt ich nie znał. Były ustalone przez pradawnych przodków. W przypadku Pierwszego zasady zmieniały się co pokolenie,  a w każdym pokoleniu mógł być tylko jeden Prawdziwy i jeden Pierwszy Alfa.
Rzadko kiedy trafiało się połączenie tych dwóch.
Marzenie dziecka zmieniło się w realne myślenie i teraz już nie byłem tak bardzo chętny do zajęcia pozycji Prawdziwego Alfy. W sumie do Pierwsze też mi się nie spieszyło. Po co miałbym przewodniczyć jakiejś Radzie?
Wiązała się z tym ogromna odpowiedzialność, której niekoniecznie mogłem podołać.

***

*Destiny*

- Pospiesz się. - Za moimi plecami pojawiła się zniecierpliwiona Cindy. - Jesteś piękna, nie musisz się tak przeglądać.
- Chciałam się tylko upewnić, że wszystko jest na swoim miejscu - mruknęłam obrażona i zarzuciłam na siebie kurteczkę.
- Nareszcie. - Przyjaciółka odetchnęła z ulgą. - Nie zapomnij torebki.
- No tak. - Chwyciłam torebkę leżącą na łóżku. - Idziemy balować! - krzyknęłam i wybiegłam z pokoju.
Cin była zaraz za mną.
- Wariatka z ciebie - dziewczyna wysapała z trudem, kiedy już stałyśmy w korytarzu i zakładałyśmy buty.
- Za to mnie kochasz. - Posłałam jej całusa i wyszłam, a ona za mną.
- Taksówka? - Zapytała, dopinając swoją kurteczkę.
- Taksówka. - Wyciągnęłam komórkę, żeby zadzwonić po auto.

***

W Louisville zatrzymałyśmy się pod eleganckim budynkiem z wielkim neonowym napisem "Special Word". Niestety, w przeciwieństwie do nazwy, klub nie był ani trochę specjalny. "Special World" był najlepszym klubem w Missisipi. Minus był taki, ze był oddalony od Bay Springs, w którym mieszkałyśmy, o półtorej godziny jazdy autem. Dlatego też nie bywałyśmy tam często, tylko przy specjalnej okazji.
Grzecznie stanęłyśmy w kolejce. Po jakichś dziesięciu minutach czekania dostałyśmy się do środka. Naszym pierwszym celem był bar. Ze względu na nasz wiek nie mogłyśmy zamówić alkoholu. Został nam rok do tego przywileju. To był porządny klub. Tu nie było narkomanów i alkoholików. Dlatego też tak bardzo go lubiłam. Niestety jeśli nie pojawiłaś się w kolejce w odpowiednim momencie, to mogłaś zwyczajnie się nie dostać.
Chyba, że miałaś znajomości, ale ja niestety takowych nie miałam.
Wzięłyśmy z Cindy bezalkoholowe kamikadze.
- Za nową szkołę! - starałam się przekrzyczeć dudniącą muzykę.
- Za nową szkołę! - Cindy stuknęła swoją szklanką o moja.
Upiłyśmy po łyku. Drink miał bardzo przyjemny smak. Zaczęłyśmy planować, co będziemy robiły w nowym miejscu, ale skończyłyśmy razem z końcem napoju.
- Idziemy tańczyć? - Wskazałam głową na parkiet.
- Idziemy. - Cindy wstała, złapała mnie za rękę i pociągnęła za sobą.
Grali ciekawy kawałek, więc bez problemu wczułyśmy się w rytm i zaczęłyśmy wariować. Normalnie tak, jakby wokół nas nie było ludzi. Przetańczyłyśmy jakieś cztery piosenki i zmęczone usiadłyśmy na jednej z kanap przy ścianie.
- Jestem wykończona, muszę odsapnąć - odetchnęłam ciężko, wachlując się dłonią.
- Ja też - dziewczyna przytaknęła.
W tym samym momencie podszedł do nas przystojny, wysoki szatyn. Popatrzyłam zdziwionym wzrokiem na przyjaciółkę. Ona patrzyła na niego z rozanielonym uśmiechem. Odchrząknęłam znacząco.
- Własnie - powiedziała nagle, jakbym wybudziła ją z jakiegoś transu. - Des poznaj Liama. Liam to jest Des, moja najlepsza przyjaciółka.
Podniosłam się lekko i uścisnęłam jego dłoń.
- Cześć. Moje pełne imię to Destiny - powiedziałam i uśmiechnęłam się ciepło. - Miło cię poznać. Teraz już wiem, co miała na myśli Cin, kiedy mówiła, że...
- Destiny! - Oburzona przyjaciółka szturchnęła mnie w żebro.
Nie chciała, żebym ujawniła jej momenty, w których dosłownie miała ślinotok, mówiąc o tajemniczym chłopaku poznanym przypadkiem na jakiejś imprezie. Tak sobie pomyślałam...
Co by było gdyby Liam dowiedział się, że ja i Cindy miałyśmy doskonały węch, wzrok i słuch?
- Mnie również. Cindy dużo mi o tobie opowiadała. - odparł i najpierw spojrzał na zarumienioną dziewczynę, potem na mnie.
- Czyli miałam rację, że to jest ten chłopak, o którym ciągle nawijasz? - zapytała z celowym zamiarem zawstydzenia jej. - Miałaś rację. Rzeczywiście ciacho. Dokładnie tak, jak mówiłaś.
Te jej podekscytowane raporty trwały już jakieś dwa miesiące, a dopiero teraz go poznałam. Musiałam się porządnie zastanowić, czy byłam w stanie jej wybaczyć.
- Nie prawda! - oburzyła się, a na polikach pojawiły się różowe plamy.
- Niech ci będzie - westchnęłam i przewróciłam oczami. - I tak mnie kochasz.
- Kocham najbardziej na świecie. -  Objęła mnie ramieniem i cmoknęła w policzek.
- Mam konkurencję? Bo czuję się lekko zazdrosny - zaśmiał się Liam i usiadł obok Cindy, kładąc rękę na oparciu za nią.
Moja przyjaciółka, speszona słowami chłopaka, spuściła wzrok na podłogę i zachichotała.
- Może zostawię was samych? - zaproponowałam i już miałam wstać, ale chłopak powstrzymał mnie ruchem ręki.
- Nie, zostań. Ja już się zbieram, bo kumpel na mnie czeka - wyjaśnił. - Wiesz, idziemy wyrwać jakieś laski - mówiąc to spojrzał zadziornie na moją przyjaciółkę.
Dziewczyna klepnęła go w ramię, robiąc naburmuszoną minę.
- Idź sobie - bąknęła urażona. - Nie chcę cię tutaj.
- Cindy... - Zbliżył swoje usta do jej ucha.
Na pewno wyszeptał coś ciekawego, bo dziewczyna uśmiechnęła się jakby zobaczyła wielką przecenę  w ulubionym sklepie. Pocałował ją w policzek i wstał, podając mi rękę, którą uścisnęłam.
- Do zobaczenia - rzucił i już go nie było.
Zniknął w tłumie tańczących. Popatrzyłam na Cindy spod byka.
- No co? - Udawała, że nie wiedziała o co mi chodziło.
O nie.
Ze mną się tak nie postępowało.
Widziałam po jej oczach, że miała wyrzuty sumienia. Poza tym jako wilkołak, wyczułam przyspieszone tempo jej serca.
- Dlaczego poznałam go dopiero teraz, skoro nawijałaś o nim od jakiegoś miesiąca albo dwóch? - zapytałam autentycznie zła.
- Wstydziłam się - mruknęła na tyle głośno, żebym ją usłyszałam.
Przysunęłam się do dziewczyny na maksymalnie bliską odległość, żebyśmy nie musiały przekrzykiwać tego hałasu wokół nas.
- Jeszcze mi powiedz, ze już jesteście razem - rzuciłam z sarkazmem.
Chciała odpowiedzieć, ale się zawahała.
- No bo... - zająknęła się. - W sumie, to nie było powiedziane tak do końca. Sama nie wiem, co między nami jest. Słabo się znamy.
Uniosłam brew i wpatrywałam się w nią z wyczekiwaniem. Popatrzyła na mnie niepewnie.
- Nie poprosił mnie o chodzenie, jeśli to chcesz wiedzieć, ale zdarzyło nam się pocałować raz... Może dwa.
- Całujecie się, a nie jesteście razem? - Wytrzeszczyłam na nią oczy.
Nie spodziewałam się takiego romansu po własnej przyjaciółce. Myślałam, że znałam ją na wylot, ale widocznie się myliłam.
- To tylko niewinne całusy. Nawet bez języczka. Za słabo się znamy, żeby było coś więcej. Przysięgam. - Przyłożyła dłoń do klatki piersiowej.
- Cóż, na twoim miejscu też bym nie protestowała gdyby takie ciacho mnie całowało. - Dla pocieszenia szturchnęłam ją łokciem w bok.
- Za to cię kocham. - Wyszczerzyła się i mocno mnie uścisnęła.
- Ja ciebie też. - Cmoknęłam ją w policzek. - Wiesz, nie spodziewałam się tego po tobie.
Wzruszyła ramionami z niewinną miną.
- To przez niego. Jest gorący.
- Dobrze, niech ci będzie. Tylko pamiętajcie o zabezpieczeniu. - Mrugnęłam do niej prowokująco. - Pójdę zamówić nam po jeszcze jednym drinku. Musimy to uczcić.
Pewnym krokiem podeszłam do lady i zagwizdałam na barmana.
- Co podać? - Uśmiechnął  i zlustrował mnie wzrokiem.
Faceci.
Otworzyłam usta, ale nie zdążyłam nic powiedzieć, bo ktoś bezczelnie wepchnął się w kolejkę i zagrodził mi ramieniem bar.
- Poproszę dwa kufle piwa. - Chłopak rzucił kasę na blat, którą barman po sekundzie zgarnął.
Podniosłam głowę, żeby zobaczyć do kogo należał ten głos. Tuż obok mnie stał wysoki chłopak z blond włosami i typowym uśmieszkiem na twarzy.
- Dowodzik jest? - zapytał barman, uśmiechając się szeroko.
Znali się?
- Daj spokój - prychnął blondyn.
- Więc piwka nie będzie.
- Steve, nie rób sobie jaj. Pracowałem tu. Możesz przestać udawać, że mnie nie znasz. Dobrze wiesz, że mogę legalnie pić alkohol - odparł chłopak z drwiącą miną.
Mężczyzna westchnął ciężko i rozejrzał się po sali. Potem czym sięgnął po dwa kufle i zaczął nalewać piwo.
- Kolejka obowiązuje, kolego. - Spojrzał na mnie, a ja spiorunowałam go wzrokiem
Ucieszony oparł rękę na blacie przed sobą.
- Wybacz koleżanko, nie wdam się z tobą w głębszą dyskusję na ten temat, gdyż moje piwo wietrzeje.
Próbował sięgnąć po zamówienie, ale zagrodziłam mu dostęp własnym ciałem.
- Ja zamawiałam pierwsza, więc to moje piwa - oznajmiłam stanowczo.
Ze mną nie wolno było zadzierać. Byłam miła, do czasu.
- Chyba śnisz, złotko - prychnął i przesunął się odrobinę w prawo. - Nawet nie jesteś pełnoletnia, prawda? Masz osiemnaście lat?
Wywróciłam oczami i również się przesunęłam.
- Dziewczynom się ustępuje, złotko - zaakcentowałam ostatnie słowo, uśmiechając się sztucznie. - I gówno ci do tego ile mam lat.
- Nie pogrywaj sobie, bo za chwilę nie będę taki miły - ostrzegł.
Miałam wrażenie, że usłyszałam ciche warknięcie, ale pewnie mi się wydawało. Bo czemu głupi, egoistyczny chłopczyk miałby na mnie warczeć?
- Bo się wystraszę. - Wydęłam dolną wargę i zrobiłam niewinną minę. - A teraz pozwól, że odejdę - powiedziałam i chwyciłam jeden z kufli. - Dzięki za postawienie piwa.
Drugiego nie zdążyłam zabrać, bo zrobił to nieznajomy.
- Nie tak prędko. - Zatrzymał mnie. - Ja płaciłem, więc jest moje.
- Wepchnąłeś się, kiedy ja zamawiałam - oburzyłam się.
- Trzeba umieć sobie radzić, złoto. - Wzruszył ramionami. - Z taką ładna buzią powinnaś nieźle sobie w życiu poradzić. - Zeskanował moją twarz z zaciekawieniem. - Znajdzie się tutaj dużo facetów chętnych na takie świeże mięsko.
- Gdybyś nie zauważył, to rozmawiamy teraz o byciu dupkiem - odpowiedziałam dość spokojnie. - Wygodnie ci w tych butach wypchanych po brzegi twoim nadętym ego?
Te słowa do mnie nie pasowały. Nigdy nie lubiłam być tak niemiła. Wręcz nienawidziłam, kiedy ktoś komentował moje ciało. Miało wiele do życzenia i nie do końca byłam z niego zadowolona. Pracowałam nad tym.
Chłopak zlustrował mnie wzrokiem i prychnął, dając mi do zrozumienia, że nie wziął moich słów na poważnie. Ciśnienie mi podskoczyło... Jednym zgrabnym ruchem cała zawartość kufla, który trzymałam, znalazła się na chłopaku.
- Proszę, oto twoje piwo.
Odstawiłam puste naczynie na bar i zrobiłam krok do przodu. Blondyn zatarasował mi drogę.
- Chyba musimy być kwita - rzucił, ociekając piwem.
Wyglądał komicznie. Zanim się obejrzałam, zawartość jego kufla wylądowała na mojej bluzce. Byłam rada, ze przynajmniej oszczędził głowę, bo chyba bym się popłakała.
Bądź co bądź i tak się wkurwiłam.
- Teraz lepiej - mruknął zadowolony, wgapiając się w mój dekolt, który pod wpływem cieczy stał się prześwitujący.
Brawa dla mnie, że pod jasną bluzkę założyłam ciemny stanik. Ale to moje życie i moje wybory.
- Dupek! - krzyknęłam i mocno go odepchnęłam.
- Już to mówiłaś- zaśmiał się i odszedł.
Nabuzowana złością, podążyłam w kierunku przyjaciółki. Nic nie mówiąc złapałam ją za rękę i wyciągnęłam na zewnątrz.
- Co ci się stało? - zapytała zauważając moją mokrą koszulkę.
Zakryłam się kurteczką i zaczęłam przestępować z nogi na nogę.
- Nieważne - bąknęłam i machnęłam dłonią na taksówkę. - Wracam do domu, nie wiem jak ty.
Cindy nie wiedziała, o co mi chodzi. Nie miałam ochoty na dalszą zabawę przez tego idiotę. Głupiej zabawy mu się zachciało. Przez niego musiałam wcześniej opuścić imprezę.
- Sama nie będę się bawić. - Posłała mi pocieszający uśmiech i potarła moje ramiona.
- Jakiś głupek oblał mnie piwem przy barze - wyjaśniłam, chociaż wiedziałam, ze nie będzie nalegała.
- A ty?
- Oblałam go pierwsza, a on się zemścił. - Uśmiechnęłam się złowieszczo. - Wepchnął się w kolejkę, więc dostał za swoje.
- To wszystko wyjaśnia. - Pokiwała głową ze zrozumieniem. - Przynajmniej też ma zepsutą imprezę.
Razem wybuchłyśmy śmiechem i wsiadłyśmy do taksówki. Po czasie, który ciągnął się w nieskończoność, byłyśmy w moim domu. Na zegarku wybiły trzy minuty po pierwszej w nocy, więc rodzice powinni już spać.
Przyłożyłam palec wskazujący do ust.
- Nie możemy ich obudzić - szepnęłam.
Ostrożnie weszłyśmy na piętro. Kiedy przechodziłyśmy obok sypialni rodziców, usłyszałyśmy coś czego nie powinnyśmy słyszeć nigdy w życiu. To były zduszone jęki i westchnięcia. Dosłownie.
Skrzywiłam się, kiedy w mojej bujnej wyobraźni pojawiła się ilustracja do sytuacji za drzwiami. Potrząsnęłam głową. Widziałam, że Cindy nie mogła wytrzymać ze śmiechu, więc jak najprędzej wpadłyśmy do mojego pokoju.
Moja psychika została zniszczona na amen.
Wiedziałam, że to było dość normalne w ich wieku, ale wybaczcie. Przecież mieli dziecko, które wyszło i na pewno kiedyś wróci, tak? Nie mogli poczekać, aż grzecznie wrócę i pójdę spać?
Pewnie myśleli, że wrócimy nad ranem.
Przebrałyśmy się, zmyłyśmy makijaż, skorzystałyśmy na zmianę z prysznica i toalety i byłyśmy gotowe do spania. Ułożyłyśmy się wygodnie twarzami do siebie.
- Też to słyszałaś? - zapytała cicho, hamując się od parsknięcia śmiechem kolejny raz.
Na chwilę mocno zacisnęłam powieki.
- Niestety tak.
- Mają formę - zachichotała.
Wydawało mi się, że świetnie bawiła się, drwiąc z sytuacji. Mi nie było do śmiechu.
- Proszę cię - jęknęłam. - Ja tu próbuję uratować resztki mojej zdrowej psychiki.
- Dobrze, dobrze - wycofała się z głupim uśmiechem.
- Tylko rano ani słówka na ten temat, zrozumiano? - wyszeptałam stanowczo. - Jak coś, to wróciłyśmy nad ranem.
To nie były żarty. Nie chciałam popsuć moich relacji z rodzicami.
- Tak jest. Rozkaz przyjęty. - Zasalutowała, próbując mnie rozbawić.
- Chicho, bo im przeszkodzisz - skarciłam ją.
Zdziwiłam się na własne słowa, ale nie dałam tego poznać po sobie.
- Idziemy spać - dodałam.
Kiedy zamknęłam oczy, zaczęły prześladować mnie wyobrażenia pieprzących rodziców, co było obrzydliwe.

__________________________________________________

I jak?
Wiem, że głupie pytanie, bo to dopiero pierwszy rozdział, no ale cóż xD

Kolejny już niedługo ;)

Prolog

Można by powiedzieć, że los im sobie przeznaczył.
Jednak wyniknął mały problem.
Oni kompletnie się znienawidzili.
Niezwykła szkoła = niezwykli uczniowie.
Co los im przyniesie?
Tego nikt nie wie.

_______________________________________________________________


WITAM, WITAM!
To już mój trzeci blog z opowiadaniem.

Pierwszy zakończyłam: dark-secrets-zayn.blogspot.com
Drugi też jest już zakończony: just-a-dream-zayn.blogspot.com

Tym razem bohaterem jest Niall, co zdarzyło się u mnie po raz pierwszy :)
Znacie mnie, więc nie muszę się rozpisywać (jeśli chcecie poznać, to zapraszam na pierwsze opowiadania i POLECAM!).

Mam nadzieję, że ta historia będzie Wam się podobała.

Coś czuję, że to jest ostatnie opowiadanie fanfiction jaki piszę i udostępniam.

Dziękuję za uwagę! xxx