środa, 27 kwietnia 2016

10.

Nie wierzę, że w piątek kończę szkołę... 
:(
Która maturzystka/maturzysta łączy się ze mną w bólu?

#maturatobzdura 
____________________________________________________






17 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Zwlokłam swoje zwłoki z łóżka i zaczołgałam się do łazienki. Nastał poniedziałek, a ja miałam ochotę umrzeć. Nie cierpiałam poniedziałków, nawet na tak fajnej uczelni. Tym bardziej, że czekał mnie trening, prawdopodobnie siłowy. Miałam nadzieję, że nie będziemy musieli kończyć meczu piłki nożnej, który zremisowaliśmy ostatnio.
- Des, pospiesz się! - krzyknęła Cindy, czekając na swoją kolej do łazienki.
Własnie skończyłam nakładać tusz na rzęsy. Poprawiłam włosy, użyłam perfum i wyszłam gotowa na spotkanie ze szkołą. W czasie gdy przyjaciółka szykowała się w łazience, ja przygotowałam książki.
O równej ósmej byłyśmy pod odpowiednią salą. Po wejściu do środka rozlokowaliśmy na naszych stałych miejscach.
- Dzień dobry - przywitała nas pani profesor. - Na dobry początek dnia wyciągniemy karteczki.
Załamałam się. Kto robił kartkówki na studiach?! Przez ostatni weekend, oprócz balu, leniuchowałam. Nie miałam ochoty na otworzenie książek, a ona akurat teraz musiała zrobić jakąś głupią niezapowiedzianą kartkówkę.
Szmer niezadowolenia rozszedł się po sali. Jedni zawodzili, inni jęczeli, a jeszcze inni mieli na to wywalone. Byłam w tej trzeciej grupie. Pani podyktowała pytania i zaczęła odliczać czas. Przeczytałam uważnie każde z zadań i stwierdziłam, że stał się cud. Umiałam odpowiedzieć na każde z pytań. Pamiętałam jak mama opowiadała mi o tym okresie dziejów w życiu istot nadprzyrodzonych. Szybko wypełniłam całą kartkę moim prawie zgrabnym pismem i zadowolona wyprostowałam się,  czekając, aż pani zbierze kartki i w końcu zacznie lekcję.
- Mam nadzieję, że nikt nie dostanie oceny niższej niż dwa - westchnęła nauczycielka. - Ta praca była jedną z najprostszych. Czekają was o wiele gorsze rzeczy, więc radzę się przygotować. Jeśli tego nie zaliczycie, to nie radzę wam startować do zaliczenia sesji.
Sesji!?
- To nas pani pocieszyła - prychnął jedne z chłopaków, siedzących na końcu rzędu.
Klasa parsknęła śmiechem.
- Proszę o ciszę! - podniosła głos i uderzyła dłonią w biurko.
Poza tym incydentem, reszta historii minęła dość spokojnie.

***

*Niall*

- Myślę, że powinniśmy powiedzieć o tym Destiny - powiedział Liam. - Nie możemy tak tego zostawić.
Cały dzień chodził z głową w chmurach. Nie poznawałem go.
- Dlaczego akurat jej? - zdziwiłem się.
- Bo... No bo... - motał się. - Musimy i tyle. Wiem, że one też wiedzą coś, czego nam nie powiedziały.
- To niech nie mówią. Nie interesuje mnie to - fuknąłem.
Szczerze nie interesowało mnie, co wymyśliła sobie tamta laska, a tu nagle Payne wyjeżdża mi z tym, że mam z nią pogadać o sprawie z dyrektorem i tym co słyszałem na początku roku szkolnego.
- Niall, ja nie żartuję - jęknął i wywrócił oczami.
- Ja też nie - uparłem się.
- Niall.
- Chyba cię pogięło! - uniosłem się. - Nie będę z nią rozmawiał o moich sprawach!
- Uspokój się, okey?
Przewróciłem oczami, a potem wziąłem głęboki wdech.
- Skoro ona zapytała cię o twojego ojca to znaczy, że miała jakiś powód - ciągnął swoje rozmyślania.
- Albo po prostu jest wścibska.
- Niall, do cholery! - wkurzył się i wyrzucił ramiona w górę.
- Liam daj spokój. - Przetarłem twarz dłońmi, chcąc dać upust napięciu.
- Nie, kolego. Nie mogę dać sobie spokoju, bo... To znaczy... Nie, nic.
- Payne? - zacząłem podejrzliwie. - Czy ty wiesz coś, czego ja nie wiem?
Przyjaciel zawahał się, starając się unikać mojego wzroku. Nagle zadzwonił dzwonek oznajmiający początek kolejnego wykładu.
- Chyba musimy już iść - rzucił pospiesznie i podrapał się w kark.
Widziałem jak westchnął z ulgą. Pędem znalazł się w klasie i już się do mnie nie odezwał.

***

*Destiny*

- Dostałam trzy z matematyki! - pisnęła Cindy, kiedy jadłyśmy lunch.
- Naprawdę? Ile miałaś punktów? - zainteresowałam się, przeżuwając frytki.
- Chyba piętnaście.
Wzruszyłam ramionami, niby bez zainteresowania.
- Kujon - bąknęłam żartobliwie.
Dziewczyna się zaśmiała, a ja odsunęłam od siebie pusty talerz.
- Ile zostało nam do końca przerwy? - zapytałam, bo byłam zbyt leniwa, żeby wyciągnąć telefon z kieszeni mundurka.
- Jeszcze dziesięć minut.
Cindy prawdopodobnie nie chciała przegapić żadnego SMS-a od swojego ukochanego, więc trzymała komórkę pod ręką. Przewróciłam na to oczami i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Wszyscy świetnie się bawili, rozmawiając i śmiejąc się. Zauważyłam też kilka uroczych par, które całowały się po kątach.
Czy to nie było tutaj zabronione?
- Przystojniaki na trzeciej - szepnęła Cindy, uśmiechając się od ucha do ucha.
Wzrok miała utkwiony w kimś za moimi plecami. Spojrzałam w tym samym kierunku.
- Will - odparłam na wdechu.
Dlaczego znowu zrobiło mi się gorąco?
- Idzie tutaj - przyjaciółka szepnęła z podekscytowaniem.
- Mylisz się. - Wzruszyłam ramionami, kiedy chłopak skierował się w stronę wyjścia.
- Jeste...
Urwała, bo Will pomachał do mnie, a potem jeszcze mrugnął i wyszedł z pomieszczenia.
- On ewidentnie z tobą flirtuje! - Klasnęła w dłonie, prawie spadając z krzesełka.
Westchnęłam ciężko i wywróciłam oczami na jej zapędy. Z Willem nic mnie nie łączyło i łączyć nie będzie.
Nie będzie, prawda?
- Witam drogie panie - usłyszałam głos, którego nie chciałam słyszeć. - Co to za rumieńce na waszych policzkach?
Oto Szanowny Pan Niall Horan.
Wzięłam jeden głęboki wdech dla uspokojenia i automatycznie potarłam twarz. Nie obchodziło mnie, co mógł sobie pomyśleć, ale nie chciałam dawać mu powodów do żartów.
- Mhm - rzuciłam i odwróciłam wzrok.
- Hej - przywitał się Liam, po czym dał całusa Cindy. - Co słychać?
- Wszystko w porządku - odparła przyjaciółka.
Towarzystwo pogrążyło się w rozmowie, a ja bujałam w obłokach. Miałam wrażenie, że nagle cały gwar ucichł i wszystko zniknęło. Znalazłam się w stanie, którego nie potrafiłam wyrazić.
- Des. - Zostałam szturchnięta w bok. - Destiny!
- Co? - syknęłam, odwracając się twarzą do Horana i jego uporczywego łokcia. - Czego chcesz?
- Co ty taka niemiła? - Głupio się uśmiechnął.
- Nie twój interes - mruknęłam.
Mierzyliśmy się przez chwilę twardymi spojrzeniami. Niemą walkę przerwał nam dopiero głos Liama.
- Przyjdźcie do nas po kolacji - poprosił.
- Po co? - Uniosłam brew, posyłając mu zdziwione spojrzenie.
- Musimy o czymś porozmawiać.
Payne popatrzył srogo na Nialla, który prawie niezauważalnie kiwnął głową na znak zgody.
- Będziemy - zapewniła Cin.
- Muszę? - jęknęłam żałośnie.
Nie miałam ochoty przebywać w jednym pomieszczeniu z Horanem zbyt długo.
Drażnił mnie.
Skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej w geście buntu. Długa przerwa się skończyła, a my rozeszliśmy się do właściwych sal. Już nie mogłam się doczekać, kiedy w końcu będę mogli porządnie się wybiegać.

***

Zapukałam do znanych mi już drzwi i usłyszałam niedbałe "proszę". Skinęłam głową na Cindy i razem weszłyśmy do środka. Usiadłam tam gdzie zwykle, czyli na fotelu przy biurku Liama.
Payne i moja przyjaciółka siedzieli na jego łóżku, a Niall na swoim.
- To o co się rozchodzi? Coś ważnego, czy mogę już iść? - zapytałam.
Okres właśnie mi się zaczął, więc mogłam być w naprawdę skrajnych nastrojach. Cindy doskonale o tym wiedziała. Ciężko znosiłam ten etap bycia kobietą.
- Des, daj spokój - skarciła mnie Cin.
Uniosłam ręce w geście poddania, postanawiając, że więcej się nie odezwę.
- Ktoś tu chyba ma okres - blondyn bąknął pod nosem.
Mam nadzieję, że zgadywał, a nie wywąchał bo um... Fuj!
- Przejdźmy do tematu - Liam zwrócił naszą uwagę na siebie. - Niall ma wam coś do powiedzenia.

*Niall*

Wszystkie oczy skierowały się na mnie.
Lubiłem być w centrum uwagi, ale nie w takich poważnych momentach, a poza tym, to nie był łatwy temat dla mnie. Wziąłem głęboki oddech i zacząłem mówić. Powiedziałem wszystko, od pielęgniarki zaczynając, na spotkaniu z dyrektorem kończąc. W międzyczasie wspomniałem trochę o moim tacie.
- To się układa w zgrabną całość - wydukała Cindy.
Zmarszczyłem czoło na znak, że nie bardzo wiem o co jej chodzi.
- Jak to w całość? - zapytałem.
- Już wszystko rozumiem.
Dziewczyna mówiła jakby była w jakimś transie.
- O co chodzi, kochanie? - dopytywał Liam. - Powiedz nam.
Wodziłem wzrokiem po każdym obecnym, ale moją uwagę przyciągnęła Destiny. Ona też coś odkryła. Widziałem to w jej oczach i tak jakby...
Wyczułem to?
- Ja powiem - odezwała się.

*Destiny*

Zdecydowałam, że jednak się odezwę. Nie mogłam dłużej się powstrzymywać.
Zaciekawione oczy Liama i Niall wpatrywały się we mnie, a ja czułam się jak pod ostrzałem. Opowiedziałam im o podsłuchiwaniu dyrektora i pielęgniarki, która okazała się być tą badającą Nialla. Fakty o "tajemniczym" zgadzały się z blondynem, co w pełni potwierdził.
- To dlatego pytałaś mnie o ojca.- powiedział w zamyśleniu.
Przytaknęłam głową i spuściłam wzrok. Mimo wszystko było mi głupio.
- Ale co to znaczy, że mam znaleźć swoją Omegę i że wtedy będą przegrani? - Chłopak spojrzał niezrozumiale na swojego przyjaciela.
- Cóż... - Szatyn podrapał się po czole. - Myślę, że skoro przejąłeś w jakimś stopniu potęgę swojego ojca, to w połączeniu z Omegą, z którą się dopasujesz, moc jeszcze się zwiększy.
- Omegą? Serio?
Niall widocznie nie dowierzał, że takie coś istniało. Ja byłam tego świadoma, bo mama opowiadała mi o swoich znajomych, którzy byli naprawdę potężną parą. Niestety zostali złapani przez odwiecznego wroga wszelkich stworzeń nadprzyrodzonych - Myśliwych zwanych też Łowcami. Istniała ich naprawdę duża (czyt. ogromna) zjednoczona grupa. Wiedziałam tylko tyle, że byli niesamowicie dobrze szkoleni.
- Tak, Omegą. - Przewróciłam oczami.
- Czyli, że to miałaby być jakaś dziewczyna ze szkoły? - dopytywał Niall.
- Najprawdopodobniej.
Byłam pod wrażeniem stoickiego spokoju i cierpliwości Liama.
- I mam ją znaleźć, czy lepiej nie?
- Dla dyrektora byłoby lepiej gdybyś tego nie robił, ale myślę, że powinieneś ze względu na niebezpieczeństwo w jakim możesz się znajdować.
- Rozumiem.
- Jeszcze jedno - zaczął Payne niepewnie.
- Co się stało? - Zmarszczyłam czoło skonsternowana. - Jest coś jeszcze?
- Myślę, że ja i Liam odnaleźliśmy twoja Omegę, Niall. Wydaje nam się, że sam ją odnalazłeś. - Cindy była tak poważna, jak nigdy.
To była naprawdę poważna sprawa. Być może nawet na śmierć i życie.
- Kim ona jest? - Niall zmarszczył czoło.
- Chyba nie będziesz zadowolony.
- Mów, do cholery - warknął zniecierpliwiony.
- To jest... Jakby ci to powiedzieć? Ona jest...
- No? - ponaglił.
Chwilowa cisza napełniła mnie przerażeniem. Napięcie rosło z sekundy na sekundę.
- To Destiny.
Co?!
W szoku poderwałam się z krzesła i wybiegłam z pokoju.

*Niall*

Po tych słowach zamarłem.
Jak Destiny Smith mogłaby być moją Omegą?
Przecież my się nawet nie lubiliśmy. Wręcz miałem wrażenie, że sobą gardziliśmy.
- Mówiłem, że nie będziesz zadowolony - powtórzył Liam, wzdychając.
- Ale jak to ma być ona? Jak to możliwe?
Wstałem z łóżka i zacząłem niespokojnie krążyć po pokoju.
- Tak wyszło - bąknęła Cindy. - Nikt nie ma na to wpływu.
- To wszytko jest uwarunkowane w naszych genach, Horan. Nie masz się co unosić. Ja na przykład chciałbym być dopasowany z Cindy, ale nie jestem. Gdzieś na świecie żyje Omega, z którą jestem dopasowany. Oczywiście są różne stopnie dopasowania.
O, proszę. Włączył mu się tryb mądrali.
- To mogła być jakakolwiek inna dziewczyna - jęknąłem, łapiąc się za głowę.
- Tak wyszło - mruknął przyjaciel.
- Przecież nie musicie od razu być parą! - uniosła się Cin. - Lepiej do niej pójdę, bo jeszcze coś sobie zrobi.
Wyszła z pokoju, a ja obrzuciłem chłopaka czujnym spojrzeniem.
- Od kiedy o tym wiesz?
- Od ostatniej pełni - zawahał się. - Znaczy wtedy zacząłem podejrzewać, a później to wywnioskowałem.
- Dlaczego wcześniej mi nie powiedziałeś?
- Bo wiedziałem jak zareagujesz, ale kiedy z Cindy nad tym debatowaliśmy stwierdziliśmy, że musimy powiedzieć wam obojgu. Sytuacja okazał się być bardziej niebezpieczna, niż myśleliśmy.
- Czyli ona też wcześniej nic nie wiedziała? - męczyłem go.
- Nie, nie wiedziała.
- Zajebiście - mruknąłem i przeczesałem dłonią włosy. - Musze ochłonąć, a ty lepiej wymyśl dobry dowód na to, że się nie mylisz.
Zostawiłem chłopaka samego i wyszedłem na papierosa do odkrytej niedawno palarni. Wilkołak też musiał czasami przykurzyć.

*Destiny*

Siedziałem bez słowa już jakieś pół godziny. Przyjaciółka wpatrywała się we mnie bolesnym wzrokiem i szukała jakichkolwiek oznak życia.
- Wiedziałam, że ktoś taki pojawi się w moim życiu, ale żeby on?- wyszeptałam, nie dowierzając.
- To wina naszych genów. Nikt nie potrafił tego przewidzieć. Chciałabym być dopasowana z Liamem, ale niestety nie jestem i mam świadomość, że kiedyś odnajdziemy dopasowane nam osoby.
- Czyli, co? Mam się zacząć z nim umawiać? - Wykrzywiłam twarz w grymasie. - Chodzić za rączki i tak dalej?
- Oczywiście, że nie - zachichotała.
Odetchnęłam z ulgą. Trochę przesadnie.
- Oczywiście najlepiej by było gdybyście zaczęli się dogadywać i spędzać razem czas, żeby się nie rozdzielać. Nie wiemy, co planuje dyrektor, ale Niall prawdopodobnie jest w niebezpieczeństwie. Tylko ty możesz zwiększyć jego moc.
- Samą obecnością? Przecież jeszcze nie nauczyliśmy się panowania nad naszą mocą.
- Tego jeszcze nie rozpracowaliśmy, ale sądzę, że wyjdzie w praniu. - Uśmiechnęła się niepewnie.
Przecież byliśmy tylko węszącymi dzieciakami, prawda?
- Ciężki jest mój żywot. - Przetarłam twarz rękoma i podniosłam się z podłogi, a przyjaciółka podniosła się zaraz za mną. - Lepiej znajdź jakiś dobry dowód na potwierdzenie waszej teorii.
Pogroziłam jej palcem i uśmiechnęłam się złowieszczo.

***

21 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Minęło kilka dni zanim Liam i Cindy wymyślili dobry argument, żeby do końca przekonać mnie i Nialla o naszym "przeznaczeniu". Spotkaliśmy się na korytarzu przy mojej szafce podczas długiej przerwy.
- I co? - zaczęłam temat, patrząc czujnie na zakochanych.
- Macie coś? - zapytał obojętnie Niall.
- Chyba mamy, ale będziecie musieli nam w tym pomóc. - Od Payne'a biła ogromna powaga.
- Zaczynam się bać - rzuciłam dla żartu.
Niestety nikomu nie było do śmiechu, więc spochmurniałam.
- Co znowu będziemy musieli zrobić? - zainteresowałam się.
- Nie tutaj - szepnęła Cindy i kątem oka popatrzyła w róg sufitu. - Kamery.
Zgodnie przytaknęliśmy głowami i przeszliśmy w jedyne miejsce bez kamer, którym była palarnia.
- Nie możemy zostać tutaj długo - ostrzegł Liam. - Długa przerwa nie trwa wiecznie i w końcu zorientują się, że nie ma nas na stołówce.
- Więc co wymyśliliście? - ponagliłam.
- Niall uderz pięścią w ścianę.
Uniosłam brwi w zdziwieniu na słowa Liama, ale się nie odezwałam. Blondyn zrobił zdziwioną minę, ale wykonał polecenie. Poczułam przeszywający ból w prawej dłoni. Zgięłam się w pół, dociskając rękę do brzucha. Jęknęłam cicho i zacisnęłam mocno powieki.
- Co do kurwy? - wydukałam.
- To był jeden z naszych dowodów, że jesteście dopasowani.
- Ale jak? - Niall zmarszczył czoło, masując swoje kostki.
Przyjaciółka podeszła do mnie i sprawiła, że się wyprostowałam. Mimo, że najgorszy ból minął, ciągle czułam pulsowanie w kostkach prawej dłoni.
- Kiedy Horan uderzył ścianę, Destiny też to poczuła. To jest jedna z wad mocno dopasowanych wilkołaków. Raniąc jedno cierpią oboje, chyba że będą na tyle potężni, że znajda sposób na kontrolowanie tego. Ponoć jest to możliwe.
- O kurwa - bąknął Niall, oglądając swoją rękę. - Czy ty też czujesz mocne pulsowanie? - zwrócił się do mnie.
Popatrzyłam na moją dłoń, która nie miała żadnej rany. Nawet malutkiego draśnięcia.
- Tak.
- To jest dziwne. - Zdezorientowany Horan podrapał się po głowie.
- Macie jeszcze jakieś inne argumenty? - zapytałam Liama.
Chyba przerosła go jego własna teoria, bo trząsł się z przejęcia.
- Jest taki jeden, ale wątpię żebyście chcieli go sprawdzać - odpowiedział, uciekając wzrokiem.
- Po prostu to powiedz - westchnął Niall. - Chyba nie mamy nic do stracenia, prawda?
Wahał się kilka sekund, a ja myślałam, że Horan za chwile rozniesie go na strzępy. Wszyscy ostatnio byliśmy strasznie nerwowi.
- Liam - ponagliłam go uprzejmie. - Powiedz nam.
- Bo wy...
- Macie się pocałować - dokończyła moja przyjaciółka.
Wytrzeszczyłam oczy na Cindy, myśląc że to była tylko moja wyobraźnia.

piątek, 22 kwietnia 2016

9.

Z okazji Dnia Ziemi!!!!
___________________________________________




14 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Dzisiaj miał odbyć się bal.
Nie wybrałam sukienki, którą chciałabym założyć. Cóż... Najprawdopodobniej byłam w kropce. Żaden kurier nie dostarczyłby paczki w ciągu kilku godzin. Miałyśmy spotykać się z Kimberly - jedną z naszych klasowych stylistek. Miała naprawdę dobry gust. Byłyśmy umówione po lekcjach, czyli właśnie teraz. Przyjaciółka ciągnęła mnie za rękę tak mocno, że aż się skrzywiłam. Chciała pozbyć się problemu jak najszybciej.
- Hej - rzuciłam zdyszana, zamykając za sobą drzwi pokoju.
- Cześć, rozgośćcie się. - Dziewczyna obdarowała nas radosnym uśmiechem.
Była niską, drobną szatynką z krótkimi, lekko kręconymi włosami. Miała prostą grzywkę zasłaniającą brwi. Wdzięczna, że nie musiałam już biec, klapnęłam na łóżko, a Cindy tuż obok mnie.
- To jak? Macie już sukienki? Moja jest w szafie.
- Moja też już czeka - ucieszyła się Cin. - Pokażesz swoją?
Kimberly zachichotała.
- Zobaczycie mnie dzisiaj na balu. Więc w jakiej sprawie do mnie przychodzicie?
- Des jeszcze nie ma sukienki - wyjaśniła Cindy. - Robi wszystko, żeby tylko nie iść na imprezę.
- Nieprawda! - oburzyłam się.
W sumie, to chyba miała rację...
- Moja ciocia prowadzi sprzedaż internetową i ma bardzo przyzwoity asortyment w przyzwoitych cenach. Sprawdzamy?
Obie przytaknęłyśmy na propozycję i zbliżyłyśmy się do laptopa. Po godzinie wybierania, Kimberly zamówiła wszystkie potrzebne rzeczy, łącznie z dodatkami. Ze względu na znajomości paczka miała pojawić się w ciągu półtorej godziny.
I tak się stało.
- Boję się - mruknęłam, trzymając dość spore pudełko.
- Otwieraj! - dziewczyny pisnęły.
Miałam wrażenie, jakby miały się zaraz posikać z podekscytowania.
Więc otworzyłam.
- Piękna - wymamrotałam, będąc w szoku.
Wyciągnęłam wszystko ze środka, a one kazały mi się w to ubrać. Tak też zrobiłam. Kiedy wyszłam z łazienki, zapanowała kompletna cisza.
- Jesteś świetna! - pisnęła Cindy, tuląc zaskoczoną Kim. - Jest idealna.
Przejrzałam się w lustrze. Moja przyjaciółka miała rację. Wyglądałam naprawdę ładnie.
Uściskałam mocno Kimberly, a kiedy emocje opadły, wszystko wróciło na swoje miejsce do kartonu.
- I jak? Zadowolona? - zagadnęła Kim.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - odpowiedziałam szczerze.
- Polecam się na przyszłość - zaśmiała się.
Zmarszczyłam czoło skonsternowana.
- Do mody mam szósty zmysł - wyjaśniła.
- Jesteś niesamowita.
- Łap buty. - Podała mi parę cielistych szpilek i mocno różową kopertówkę.
- Dziękuję, Kim. - Przytuliłam ją.
Po kilku pochwałach i kolejnych słowach wdzięczności opuściłyśmy pokój koleżanki i wróciłyśmy do siebie. Nadeszła pora, żeby zacząć przygotowania. Cindy miała iść z Liamem.
Szkoda, że nie mogłam zamówić sobie partnera na bal...

*Niall*

- Myślisz, że dobrze leży? - zapytałem Liama, kiedy w pełni ubrałem swój garnitur.
- Dobrze - mruknął, wiążąc krawat.
Wiedziałem, że nawet na mnie nie spojrzał. Był zbyt zajęty sobą.
- Jakoś mi tak... Dziwnie.
Kręciłem się niespokojnie. Czułem się nieswojo. Nie bylem przyzwyczajony do tak sztywnego ubioru. Wszystko mnie irytowało i drażniło.
- Jest dobrze, Niall - westchnął, wywracając oczami.
Zdjąłem krawat i rozpiąłem guzik pod samą szyją i poprawiłem kołnierzyk. Od razu poczułem się lepiej. Nie nadawałem się, żeby nosić krawat.
- Niall! - Liam się oburzył. - Tak nie można!
- Ja mogę wszystko, zapomniałeś? - Uśmiechnąłem się cwaniacko i założyłem buty.
- Partnerkę byś sobie znalazł - rzucił z lekkim uśmiechem.
Wiedział, że się zezłoszczę. Uwielbiał mnie drażnić.
- Zamknij się - syknąłem.
Chłopak westchnął przesadnie i poklepał mnie po ramieniu.  Nie to, że nie miałem partnerki. Po prostu jej nie potrzebowałem.
W porządku, byłem frajerem, nie mając na balu dziewczyny. Ale co miałem poradzić, kiedy wszystkie o przyzwoitym wyglądzie były zajęte?

***

*Destiny*

Czułam się jakbym szła na jakiś ważny egzamin. Moje ręce się trzęsły i pociły jednocześnie. Raz było mi gorąco, a raz zimno. Myślałam, że za chwilę dostanę ataku paniki. Serio. Niby się umalowałam, uczesałam i ładnie ubrałam, ale bałam się, że wezmą mnie za dziwoląga. Cindy wyglądała ślicznie. Sukienka leżała na niej idealnie.
Czułam, że Liam ucieszy się jak ją zobaczy.
- Gotowa? - zapytała przyjaciółka, kiedy stanęłyśmy przed drzwiami sali balowej.
Nie miałam cholernego pojęcia, że ta szkoła posiadała taką salę.
- Mhm - przytaknęłam niemrawo.
Pchnęłam duże drzwi i oniemiałam z zachwytu. Sala wyglądała jak wyjęta z jakiejś bajki o księciu, księżniczce i tych całych pałacach. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że te wszystkie złote ozdoby były prawdziwe. Ta szkoła mogła wszystko.
Dosłownie wszystko.
Drogę zastąpił nam wysoki, szczupły szatyn o jasnej karnacji.
- Nazwiska - rzucił, patrząc w listę.
- Smith i Cliford - powiedziałam, uśmiechając się lekko.
Był całkiem przystojny i liczyłam, że pomyśli, że ja też nie jestem niczego sobie. Chłopak spojrzał na nas uważnie i odhaczył listę. Potem wrócił na nas wzrokiem i lustrując mnie od góry do dołu powiedział:
- Zapraszam na najlepszy bal w historii szkoły. - Gestem ręki wskazał w głąb sali.
- Dziękujemy - odpowiedziałam uprzejmie, a on sprzedał mi zajebiście słodki uśmiech.
Zrobiłam krok w przód i poczułam rękę na łokciu. Spojrzałam przez ramię.
- Zamawiam taniec. - Chłopak od listy wyszeptał te słowa prosto do mojego ucha, po czym mnie puścił.
Zarumieniłam się i eleganckim krokiem, lekko kręcąc tyłkiem, dołączyłam do Cindy przy jednym ze stolików.
- Co to było? - zapytała, jak tylko usiadłam na krzesełku obok niej.
- Nic takiego. - Wzruszyłam ramionami. - No... Zajebiście przystojny chłopak zamówił sobie u mnie taniec.
W duchu cieszyłam się jak małe dziecko, że ktokolwiek zwrócił na mnie uwagę.
- Już się tak nie podniecaj - prychnęła.
- Chce ze mną zatańczyć i tyle - rzuciłam obojętnie, biorąc jeden z kieliszków z szampanem.
My, nowicjusze, zebraliśmy się na środku sali, a dyrektor wygłosił szybkie przemówienie, żeby nie zabierać nam czasu przeznaczonego na zabawę. Kiedy skończył, wszyscy porozchodzili się w swoje strony.
- Poszukajmy chłopaków. - Cindy szturchnęła mnie w ramię, rozglądając się po tłumie.
- Masz ich tu pod dostatkiem - odpowiedziałam zaczepnie.
Dziewczyna zmroziła mnie wzrokiem.
- Wcale nieśmieszne.
Pociągnęła mnie za nadgarstek, a ja myślałam, że za chwilę wyleję resztę alkoholu na moją piękną suknię, ale na szczęście opanowałam sytuację.
- Tam są - przyjaciółka wskazała miejsce gdzieś między ludźmi, ale ja kompletnie nikogo nie widziałam.
Posłusznie dreptałam za nią w tych wysokich szpilkach, co nie było łatwe. Chwilę później stałyśmy już na drugim końcu sali razem z Liamem i Niallem. Widziałam, że Payne nie mógł oderwać wzroku od Cindy. Popatrzyłam na blondyna i stwierdziłam, że prezentował się gorąco, jak na takiego dupka. Nasze spojrzenia się spotkały, więc każde z nas machinalnie odwróciło wzrok.
- Idziemy tańczyć - rzucił Liam i razem z moją przyjaciółką zniknęli w tłumie.
Odchrząknęłam nerwowo.
Rozejrzałam się po sali, drapiąc się po ramieniu. Zlokalizowałam jakiś kolorowy napój, więc podeszłam do najbliższego stolika, wcześniej mamrocząc ciche "przepraszam". W trakcie nalewania napoju przy moim boku pojawił się Niall. Również napełnił swoją szklankę niebieskim płynem i uniósł szkło do ust. Wróciliśmy razem na poprzednie miejsce pod ścianą i powoli raczyliśmy się tym bezalkoholowym napojem.
- Idę zapalić - rzucił chłopak. - Idziesz?
- Nie, dzięki. - Zaskoczona wróciłam wzrokiem na tańczących ludzi.
Miałam cichą nadzieję, że jednak ktoś zaprosi mnie do tańca, nawet Cindy, ale cóż...
Blondyn przepchnął się przez tłum i zniknął mi z oczu. Wtedy, po drugiej stronie, wyłonił się chłopak od sprawdzania listy. Podszedł do mnie tak blisko, że praktycznie stykaliśmy się ramionami. Potem pochylił się delikatnie w moją stronę.
- Hej! - starał się przekrzyczeć muzykę.
- Cześć!
- Jestem Caleb. - Podał mi rękę, którą uścisnęłam.
- Destiny.
- Miło mi. - Skinął głową, po czym ucałował moją dłoń.
Zachichotałam zawstydzona i odstawiłam napój. Czy już wspomniałam, że prawdopodobnie gdyby nie makijaż na twarzy, to zobaczyłby mocny rumieniec na moich policzkach?
- Czy mój taniec jest jeszcze aktualny? - zapytał, puszczając oczko.
Czy on właśnie ze mną flirtował? Jeśli tak, to miał nie przestawać.
- Oczywiście, że tak.
- W taki razie, zapraszam.
Caleb wystawił łokieć, a ja wsunęłam pod niego dłoń. Znaleźliśmy trochę wolnego miejsca i zgraliśmy się z rytmem muzyki. Z racji, że to był bal, orkiestra grała odpowiednie na tę okazję utwory. Z reguły były to wolniejsze kawałki do tańca w parach, ale zdarzało się kilka bardziej ruchliwych. Szczerze? To pierwszy taki bal w moim życiu.
Kiedy stwierdziłam, że odpadły mi stopy, poinformowałam o tym mojego towarzysza. Przetańczyliśmy kilka piosenek i czułam się z tym dobrze. Caleb świetnie tańczył, a ja umiałam dotrzymać mu kroku. Zmęczeni usiedliśmy przy wolnym stoliku na końcu sali, gdzie było odrobinę ciszej i dało się rozmawiać.
- Więc jesteś tu nowa, tak? Nowicjusz? - zaczął temat.
- Tak - odpowiedziałam z uśmiechem. - Cieszę się, że jednak mnie przyjęli.
- Wszyscy wiemy, ze niestety ciężko się tu dostać. Jak wrażenia po pierwszych dwóch tygodniach?
- Niektóre zajęcia są naprawdę ciężkie a inne nudne, ale daję radę. Moja przyjaciółka jest kujonem, więc tak jakby mam ułatwienie.
Chłopak się roześmiał.
- Też miałem problemy na pierwszym roku - przyznał, bawiąc się krawędzią obrusu.
Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Na pierwszym? Czyli ty jesteś...?
- Jestem na trzecim roku.
- Och - wydusiłam zaskoczona.
- Wkręciłem się w pomoc przy organizacji i liście, więc mogę ocenić wasz hmm... Rocznik.
- Jak to? - zdziwiłam się. - Co dokładnie masz na myśli?
- Nieważne - westchnął, mając na twarzy łobuzerski uśmieszek, który nie zapowiadał nic dobrego.
- Kim jesteś? - rzuciłam z ciekawością.
- Jakby to wyjaśnić? - Zamyślił się. - Kojarzysz postać druida? To ja jestem druidem, ale oczywiście dobrym i wiesz... Pomagam leczyć, uzdrawiać i tym podobne.
- Czyli wszelkie proszki, miksturki i trucizny to twoja działka? - Uniosłam brew, chcąc być zaczepną.
- Tak i o wiele więcej. Ciężko wymienić, bo jako druidzi posiadamy szeroką wiedzę. Często też robimy za doradców.
- To ciekawe.
- A ty?
- Wilkołak. - Wzruszyłam ramionami. - Nic ciekawego.
- Wręcz przeciwnie - zaprzeczył szybko. - Uczę się o was i ciągle nie jestem w stanie poznać wszystkich waszych tajemnic i właściwości. Jak na wilki jesteście dość skomplikowanymi stworzeniami, ale to dobrze.
- Dobrze?
- Lubię wyzwania.
Powiedział to takim tonem, że przez chwilę uderzyło mnie gorąco.
Czyżby mnie zawstydzał?
Zaśmiałam się dla rozluźnienia atmosfery, która się lekko zagęściła. Z opresji wybawiła mnie przyjaciółka oraz  Liam i Niall. Odetchnęłam z ulgą, bo Caleb nie będzie mógł skupiać się tylko na mnie.
- Co tam słychać? - zaświergotała Cindy. - Dobrze się bawicie?
- Cindy, Niall, Liam to jest Caleb. - Wskazałam ręką na chłopaka. - Caleb, to Cindy, Niall i Liam.
Wymienili się uściskami dłoni, po czym przybysze rozsiedli się na wolnych miejscach. Blondyn zajął krzesło obok Caleba, a ja nieświadomie zaczęłam się im przyglądać i oceniać który był przystojniejszy. Zamyśliłam się, przez co wgapiałam się tępo raz w jednego, a raz w drugiego chłopaka. Cindy to zauważyła, bo trąciła mnie łokciem w żebra. Syknęłam cicho, mrożąc ją spojrzeniem, ale ona tylko przewróciła oczami.
- O Matko! - krzyknęła moja przyjaciółka. - Uwielbiam ten kawałek! Chodźmy zatańczyć!
Poderwała się z miejsca i zaklaskała w dłonie radośnie.
- Niestety muszę wrócić do pilnowania wejścia - powiedział Caleb.
Pożegnał się z nam i odszedł od stolika.
- Liam kochanie, proszę - nalegała Cindy. - Des, Niall... No nie bądźcie takimi sztywniakami!
Odetchnęłam ciężko i podniosłam tyłek z krzesła. Chłopaki zrobili to samo i chwilę potem przepychaliśmy się przez tłum naszych rówieśników. Ustawiliśmy się w kółku i zaczęliśmy skakać, kręcić się i wywijać w rytm skocznej muzyki.
Bawiłam się doskonale.
Nagle wszystko ucichło, a potem z głośników popłynęła spokojna, wolna i melodyjna piosenka. Wszyscy dobrali się w pary oprócz mnie i Horana. Już miałam odejść, żeby uniknąć i tak już niezręcznej sytuacji, ale zostałam powstrzymana.
- Zatańczysz? - odezwał się blondyn.
Popatrzyłam się na niego mocno zdziwiona, ale widząc, że nie żartuje szybko się zreflektowałam.
- Jasne.
Podeszłam do niego na przyzwoitą odległość. Niall uśmiechnął się nieznacznie i chwytając mnie w pasie, przyciągnął bliżej siebie. Moje cycki prawie dotykały jego torsu. Zmieszałam się, hamując mój wewnętrzny protest. W sumie nie było tak źle. Położyłam dłonie na jego ramionach, a on trzymał dłonie na dole moich pleców. W pewnym momencie zaczęłam się obawiać, że stanę mu na palca, albo potknę się o suknię i upadnę.
- Nie bój się, nie gryzę - wyszeptał, pochylając się do mojego ucha.
- Nie byłabym taka pewna - rzuciłam kąśliwie, mając na myśli mój znikający ślad na obojczyku.
Chłopak bąknął coś pod nosem i zaczął prowadzić nasz taniec. Kołysaliśmy się leniwie do taktu wspaniałej muzyki. Bezwiednie przeniosłam dłonie na jego kark i delikatnie pochyliłam głowę ku ramieniu blondyna.
No co? To był tylko taniec.
Czułam jego oddech w moich włosach. Naprawdę wyglądał gorąco w garniturze. Fryzura na "odczep się" dodawała mu uroku niegrzecznego chłopca. Często przed snem zastanawiałam się, dlaczego nie umieliśmy się dogadać. Przecież oprócz wpadki w klubie, nic takiego się nie stało. Gdzieś w środku poczułam lekkie ukłucie. Wydawało mi się, że moja dusza i organizm podpowiadały mi pewną rzecz. Nie do końca byłam pewna, że właściwie to odczytywałam. Coś mówiło mi, że tu było...
Bzdura! Żadnych przeczuć względem Nialla! Przecież to niedorzeczne. Równie dobrze mogłam się tak poczuć przez piosenkę, prawda?
Podobno instynkt wilka nigdy nie zawodził.

______________________________________________

Sorrki, ale jakiś taki krótki xD

Miłego czytania i zachęcam do komentowania! xxx

wtorek, 19 kwietnia 2016

8.




9 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Sobota i niedziela minęły jak z bicza strzelił. Przez cały weekend starałam się nie natknąć na Nialla, co było trudne, bo wszędzie chodził z Liamem a ja z Cindy, więc widzieliśmy się dosyć często.
Obecnie siedziałam w pokoju sama i kończyłam czytać potrzebne teksty na poniedziałek. Robiłam to tak szybko, że ślimak wyprzedziłby mnie dwa razy. Udało mi się skończyć. Położyłam się na podłodze i popatrzyłam na sufit. Niby nic ciekawego, a jak wciągnęło. Zrezygnowana przebrałam się w piżamę, umyłam i położyłam do łóżka. Nie mogłam przestać myśleć o tej całej sprawie z tajemniczym chłopakiem.
Miałam dziwne przeczucie, że wiedziałam, kim był. Wolałam nie mieć racji...

*Cindy*

- Myślisz, że to może być to? - zapytałam zamyślonego Liama.
Spędziłam u niego praktycznie całą niedzielę, gdyż Niall postanowił spędzić cały dzień na ćwiczeniach fizycznych, paleniu i tak dalej. Ani razu nie pokazał się w pokoju.
- Może to dziwne, ale zdaje się, że jestem tego pewny. - Przeniósł zmartwiony wzrok z książek na mnie.
- Powiemy im?
- Musimy.
- Przecież oni się nienawidzą! - Pisnęłam z przerażeniem. - Nie uda się.
- Musimy pomóc Niallowi, a Destiny jest jedyną nadzieją, że się uda. Nie da rady sam się z tym wszystkim uporać. Będą musieli przestać zachowywać się jak dzieci i zacząć współpracować.
Chłopak popatrzył w moje oczy takim wzrokiem, że wiedziałam, że miał całkowitą rację. Nie chciałam przyznać tego przed sobą. Wiedziałam jaka była moja przyjaciółka i mogłam się domyślać jak mogłaby zareagować na tego typu wiadomość.
Nie będzie fajnie.
- Kiedy im powiemy? - zapytałam.
Bardzo porządnie się wahałam. To mogło zniszczyć relacje całej czwórki.
- Myślę, że musimy się pospieszyć. Nie wiemy, co władze szkoły planują z tym zrobić, a założe się, że doskonale znają sytuację. Myślę, że czekają na odpowiedni moment, żeby pozbyć się zagrożenia. Powiemy im przed kolejną pełnią.
- Masz rację. Weźmiemy ich do jednego miejsca i powiemy jak wygląda sytuacja.
- Będziemy musieli mieć jakieś dowody na uwierzytelnienie naszych domysłów - zamyślił się.
Złapałam się za brodę, myśląc intensywnie.
- Chyba wiem, co może nam pomóc. - W końcu uśmiechnęłam się zwycięsko.
Nachyliłam się do ucha Liama i wyszeptałam kilka prostych słów. Chłopak klasnął z radości, po czym mocno mnie przytulił. Kiedy znudziło mu się tulenie, zaatakował moje usta. Oddałam pocałunek, przez co wylądowaliśmy objęci na jego łóżku. Nie mogliśmy pozwolić sobie na więcej, bo w każdej chwili mógł ktoś wejść. Nie to żebym chciała.
Takie spędzanie czasu również sprawiało mi przyjemność.
Nieważne.
Payne pocałował mnie w czoło, przytulił mocniej i zaczął ręką głaskać mój brzuch pod bluzką. Szczęśliwa, że trafiłam na kogoś tak mądrego, przymknęłam oczy. W głębi duszy wiedziałam, że Liam odnajdzie kiedyś swoją Omegę i będziemy musieli to zakończyć.
Postanowiłam jednak nacieszyć się chwilą.

***

*Niall*

Całą niedzielę spędziłem na zewnątrz.
Nie miałem ochoty kisić się w pokoju, wiedząc, że była taka piękna pogoda. Wypaliłem kilka papierosów, ale musiałem przestać godzinę przed powrotem do budynku, żeby nic ode mnie nie wyczuli, bo inaczej zostałbym wydalony ze szkoły, a tego nie chciałem.
Idąc korytarzem, zostałem zatrzymany przez dyrektora.
- Niall Horan? - Położył dłoń na moim ramieniu.
- Tak, to ja.
Nie wiedziałem na co miałem się gotować. Widział jak paliłem?
Przecież się schowałem.
- Możemy pogadać? - Uważnie zeskanował moją twarz.
Wyczułem wokół niego dziwną aurę. Postanowiłem być bardziej czujnym.
- Oczywiście - przytaknąłem z grzeczności. - O co chodzi?
- Wolałbym żebyśmy przeszli do mojego gabinetu.
- Właśnie miałem szykować się na jutrzejsze wykłady. - Wskazałem brodą w kierunku mojego pokoju.
- Chłopcze - zaśmiał się. - Szkoła nie zając.
Uniosłem brwi. Czy dyrektor uczelni powinien mówić takie rzeczy?
Zobaczyłem w jego oczach coś, co mnie zaniepokoiło. Jakby...
Wrogość?
- Przepraszam, ale jest naprawdę późno, a muszę się jeszcze przygotować i doprowadzić do porządku po treningu.
Starałem się wybrnąć z tej sytuacji. Nie chciałem iść do jego gabinetu, gdzie nie kręcili się ludzie. Miałem złe przeczucia, co do niego.
- Myślę, że ważniejsze jest to, o czym chcę porozmawiać - naciskał.
- O czym?
Zawahał się na chwilę.
- O twojej rodzinie - odpowiedział niepewnie.
Natychmiast się spiąłem. Nienawidziłem rozmawiać o tym z nikim innym oprócz własnej matki. Tylko my znaliśmy całą prawdę, a mama nawet więcej.
- Przykro mi, ale nie chcę o tym rozmawiać. To jest moja prywatna sprawa i nie mam zamiaru dzielić się tym z nikim innym - powiedziałem pewny siebie.
Mówiąc o rodzinie, stawałem się bardzo ostry, co według mnie było odpowiednią reakcją. Nie pozwalałem komuś na pakowanie się z butami w moje życie.
- Nie chciałem cię urazić, ale myślę, że...
- Musze iść - przerwałem mu i go wyminąłem.
Zdecydowanym krokiem doszedłem do pokoju. Liam jeszcze nie spał. Leżał na łóżku i czytał książkę. W pomieszczeniu unosił się zapach słodkich perfum, stąd wiedziałem, że niedawno była tu Cindy. Zakochani.... Porzygać się można.
Zrobiłem, co miałem zrobić i położyłem się spać. We śnie nawiedziły mnie kipiące złością oczy dyrektora placówki.

Czy to był jakiś znak?

***

10 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Przeżyłam połowę wykładów i miałam ochotę się zabić. Przede mną był jeszcze trening, dokładnie za dwie godziny.
- Może się urwiemy? - szepnęłam do przyjaciółki.
Właśnie męczyłyśmy się na chemii. Mikstury, eliksiry i te sprawy. Kompletnie mnie to nie interesowało. Ten przedmiot był głównie dla czarowników i czarodziejek z naszej klasy. My, jak na wilki przystało, woleliśmy biegać. Lubiliśmy też jeść i spać, ale to nie wchodziło w zakres lekcji.
Dwie lekcje i piętnaście minut później, przebierałam się w damskiej szatni w ciuchy do ćwiczeń. Nasza grupka trenowała dzisiaj na świeżym powietrzu mimo deszczu. Pech chciał, że założyłam czarny stanik, a moja koszulka była biała. Taką oferowała szkoła, więc nie miałam wyboru. Zawiązałam buty i truchtem dołączyłam do dwuszeregu na boisku.
- Witam państwa bardzo serdecznie! - krzyknął trener. - Dzisiaj będzie lekko i przyjemnie, a mianowicie zagramy sobie w piłkę nożną. Pewnie zastanawiacie się dlaczego. Otóż piłka uczy szybkiej reakcji, opanowania i koncentracji. Musicie rozglądać się dookoła, jednocześnie prowadząc piłkę. Dziewczyny zagrają przeciwko chłopakom. Żadnego marudzenia!
Żeńska część składu zajęczała w proteście.
- To niesprawiedliwie! - krzyknęła jedna z koleżanek.
- Oni są silniejsi i szybsi jako samce - jęknęła kolejna.
- Przegramy - westchnęła Cindy i spojrzała na mnie, pocierając czoło wierzchem dłoni.
Przewróciłam oczami i postanowiłam przejąć pałeczkę kapitana drużyny. Stanęłam w takim miejscu, żeby każda mnie widziała i klasnęłam kilka razy, żeby zdobyć ich uwagę.
- Dziewczyny, słuchajcie! Mamy szansę, żeby udowodnić, że jako samice wcale nie jesteśmy gorsze. Jesteśmy równie sprawne jak ci kolesie, tylko jeszcze nie do końca jesteśmy świadome swoich możliwości. Jesteśmy bardziej przewidujące, więc wyczujemy odpowiedni moment w grze, żeby strzelić bramkę czy zabrać im piłkę. Ustawię was na odpowiednich pozycjach, a wy mi zaufacie, uwierzycie w siebie i zagracie najlepiej jak potraficie, jasne?
Dziewczyny nagrodziły mnie oklaskami, a kiedy chłopcy odeszli, zebrałyśmy się w ciasne kółko.
- Wykorzystajcie to, że jesteście samiczkami - powiedziałam cicho.
Puściłam im oczko, a potem rozbiegłyśmy się na właściwe miejsca. Mi pozostał atak, więc byłam przygotowana. Przede mną stanął Niall. Na buzi miał rozciągnięty łobuzerski uśmieszek, który, szczerze mówiąc, był rozpraszający.
Cóż, nieważne.
Gra się rozpoczęła.

***

Przegrywałyśmy dwoma punktami. Kilka razy wywaliłam się na śliskiej trawie, próbując strzelić piłką do bramki. Do tej pory deszcz nie zaczął padać. Niestety jak na złość, w drugiej połowie zaczęło okropnie lać. Wszyscy staliśmy się mokrzy do ostatniej suchej niteczki. Na szczęście deszcz był ciepły i przeszkadzał tylko w patrzeniu na piłkę. Weszłyśmy zgrabnie na boisko i zajęłyśmy nasze stanowiska. Czekałyśmy na chłopaków, ale ci jak zaczarowani wpatrywali się w naszą drużynę. Popatrzyłam na każdą dziewczynę, a później również na siebie i już wiedziałam, o co chodziło. Miałyśmy białe bluzki, ciemne bądź kolorowe staniki i padał deszcz.
No jasne, że chłopaki z przeciwnej drużyny mieli piękny widok na nasze piersi. Postanowiłam wykorzystać ich słabość  i zaatakowałam z zaskoczenia. Byli tak rozproszeni, że nie wiedzieli co się działo.
Wiecie jak to jest z cyckami, kiedy się biega, prawda? No własnie!
W tym momencie miałyśmy ogromną przewagę. Poprowadziłam ładną akcję i zdobyłyśmy gola. Chłopaki zawyli z bezradności. Starali się nie patrzeć na nasze piersi, ale ciężko im to wychodziło. Z moich ust nie schodził zwycięski uśmieszek. Nie zlękłam się nawet wtedy, gdy kiwałam się z Niallem. Zręcznie manewrowałam piłką, która wyjątkowo dobrze ze mną współpracowała. Tuż przed bramką zatrzymałam się z piłką między moimi stopami i rozejrzałam się dookoła. Reszta chłopaków zablokowała dziewczyny, więc zostałam sama. Horan zatrzymał się dwa kroki przede mną i czekał na mój ruch.
Wtedy zrobiłam coś, czego nikt by się nie spodziewał...
Podniosłam bluzkę do góry, a kiedy byłam pewna, że Niall jest w zbyt dużym szoku, wyminęłam go i strzeliłam remisową bramkę.
- Koniec! - krzyknął trener. - Dokończycie innym razem! Nie chcę, żebyście mi się pozaziębiali! Marsz do szatni! A ty Smith więcej bez takich akcji!
Uśmiechnęłam się do trenera i pokornie przytaknęłam głową. Dołączyłam do reszty samic, a dziewczyny podbiegały do mnie piszcząc i zaczęły obdarowywać mnie uściskami. Cieszyły się z tego, że zmotywowałam je do walki z samcami. Kiedy dały mi spokój, szybko się przebrałam i udałam się w drogę powrotną do pokoju. Cindy pobiegła z Liamem do jego pokoju. Miałam przeczucie, że wezmą prysznic u niego. Było bardzo prawdopodobne, że zrobią to razem.
- Gratuluję - usłyszałam  za plecami znajomy głos.
Nie odwróciłam się, a Niall zrównał ze mną krok.
- Jeszcze z wami wygramy - odparłam.
- Z takimi walorami na pewno - zaśmiał się, żartując.
Zmroziłam go wzrokiem, który mógłby zabijać.
- Dzięki nim zdobyłam dwa gole. Jednak są czasami przydatne.
- Jeśli mam być szczery, to naprawdę masz się czym cieszyć. Oczywiście bez brudnych skojarzeń. - Uniósł ręce w geście poddania.
- Możemy przestać już rozmawiać o moich cyckach? - Uniosłam brew. - To dziwne i krępujące. Nawet jak na nasze specyficzne rozmowy.
Niall wzruszył ramionami.
- Dla mnie jest okey, ale jak chcesz.
Szliśmy w ciszy całą drogę. Zatrzymaliśmy się na rozwidleniu do pokoju dziewcząt i chłopaków.
- Myślę, że nie powinieneś tam iść - zasugerowałam.
- Nie mogę przebywać we własnym pokoju? - zdziwił się.
- Liam i Cindy tam są. - To wyjaśniało wszystko.
Pokiwał w zrozumieniu głową i usiadł na podłodze pod ścianą. Patrzyłam na niego, jak na głupka. Miał zamiar czekać tutaj aż oni skończą się miziać?
Biłam się z myślami.
- Możesz poczekać w naszym pokoju jeśli chcesz - rzuciłam w końcu niby obojętnie, siląc się na dobry uczynek.
Tak naprawdę nie wiedziałam, czy to był dobry pomysł. Jeśli by się zgodził, to będziemy zmuszeni siedzieć w niezręcznej ciszy, albo znowu się pokłócimy.
Niespodziewanie blondyn chwycił plecak i stanął obok mnie.
- To idziemy?
Zmarszczyłam czoło zbita z tropu faktem, ze w ogóle przystał na moja propozycję.
- Jasne - mruknęłam.
Wpuściłam go do środka i kazałam się rozgościć. Mimo moich słów i swobodnej postawy, miałam go na oku. Nie chciałam, żeby zajrzał tam, gdzie nie trzeba albo zrobił coś, czego oboje byśmy żałowali. Zabrałam codzienne ubrania i weszłam do łazienki. Przebrałam się i stanęłam nad umywalką. Przyjrzałam się swojemu odbiciu i z niezadowoleniem stwierdziłam, że byłam zarumieniona.  Przez wysiłek?
Nigdy się nie rumieniłam...
Opłukałam twarz zimną wodą, wytarłam się i dołączyłam do Nialla. Siedział na fotelu przy moim biurku i stukał długopisem o blat.
- Zaliczyłaś ostatnią kartkówkę z budowy ciał? - zapytał nagle.
- Jasne, że tak - odpowiedziałam, przeglądając plecak. - A ty?
- Nie - bąknął.
- W ogóle coś napisałeś? - Przerwałam wykonywaną czynność i wyprostowałam się na łóżku.
Chłopak spojrzał na mnie z głupim uśmiechem, a ja już znałam odpowiedź.
- Czyli nic - mruknęłam pod nosem.
- Jutro przed lekcjami mam ją poprawić.
Wzruszyłam ramionami.
- Myślę, że powinieneś zacząć się uczyć.
- Uczyłem się - jęknął. - Ale tego jest za dużo, a ja chyba jednak jestem za głupi.
Przeczesał włosy dłońmi i potarł twarz. Ziewnął i ponownie umieścił wzrok na mnie.
- Skoro się uczyłeś, to powinieneś ją zaliczyć.
- Niby tak, ale... - zaciął się. - Nie potrafię tego ogarnąć tak, żeby wszystko zapamiętać. Mam z tym problem. Jak ty to wszystko zapamiętałaś? Jeszcze te wszystkie szczegóły, o które pyta nauczycielka.
Zastanowiłam się chwilę, żeby przypomnieć sobie sposób w jaki nauczyłam się budowy ludzkiej i wilka, znaczy wilkołaka.
- Cóż... Wyobraź sobie ciało, najlepiej czyjeś ciało, a później po kolei omówimy każdą część. Na poprawie pomyślisz o tej osobie i jej ciele i będziesz wszystko pamiętał.
Czekałam na reakcję chłopaka, bo właśnie zaproponowałam mu wspólną naukę.
- Obojętnie czyje ciało?
Przytaknęłam głową. Zastanowił się przez chwilę, patrząc na mnie i marszcząc czoło. Chwilę potem na jego ustach pojawił się mały uśmiech.
- Możemy zaczynać.
Wyciągnęłam gruby podręcznik i przekartkowałam go. Odnalazłam odpowiedni rozdział i zaczęłam wkładać wiedzę do tej blond czupryny.
W niektórych momentach było ciężko, ale dałam radę. Jak nie tak, to inaczej i jakoś poszło. Spędziliśmy przy nauce około półtorej godziny. Przez cały czas miałam  wrażenie, że dziwnie na mnie patrzył, ale mogło mi się tylko wydawać.  Po tym czasie Niall rzucił krótkie "dzięki" i wyszedł z zadowoloną miną. Cindy wróciła chwile po nim i razem powtórzyłyśmy materiał na chemię. Nawet nie pamiętałam, kiedy usnęłam.

***

11 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Cindy zajęła nasz stolik na stołówce, a ja poszłam po obiad dla nas obu. Z zadowoleniem postawiłam posiłek przed przyjaciółką, bo dzisiaj było nasze ulubione danie.
Spaghetti!
We wtorki zawsze dawali to, co my uwielbiałyśmy. Nie wiedziałam, jak to robili, ale nie narzekałam.
- Pychota. - Cin oblizała wargi i wzięła się za konsumowanie.
Złapałam za widelec i zabrałam pierwszą porcję. W trakcie mojego przeżuwania, przy stoliku pojawili się chłopcy. Liam usiadł obok Cindy, co było oczywiste, a Niall zajął miejsce na przeciwko mnie. Gruchające gołąbki zajęły się sobą, więc ja zagadnęłam blondyna.
- Zaliczyłeś?
- Jeszcze nie trafiła się godna mojej uwagi szczęściara. - Uśmiechnął się zadziornie.
Przewróciłam oczami. Wiedziałam, że te słowa miały dwuznaczny wydźwięk.
- Dobrze wiesz, że pytałam o kartkówkę z biologii.
Zaśmiał się, grzebiąc widelcem w makaronie.
- Tak, wiem. Napisałem wszystko. Jutro okaże się czy dobrze. - Wzruszył ramionami.
- Pomógł ci mój sposób uczenia się? Zapamiętałeś cokolwiek?
- Zapamiętałem to, czego się uczyliśmy, czyli prawdopodobnie wszystko.
- Dobrze. - Przytaknęłam głową z uznaniem. - Będziesz musiał mi się odwdzięczyć.
- Co? - Zaskoczony uniósł brwi.
- Przysługa za przysługę. - Wzruszyłam ramionami. - Jeśli zaliczysz, to zrobisz coś dla mnie.
- Na przykład co? - Wytrzeszczył oczy.
- Żartowałam, wyluzuj. Nic od ciebie nie chcę.
Niall chwilę mi się przyglądał z nieodgadnionym wyrazem twarzy, potem się uśmiechnął i wstał.
- Przepraszam panie - powiedział tonem arystokraty i wyszedł ze stołówki.
Zamrugałam kilkakrotnie powiekami zdezorientowana i zajęłam się dokończeniem mojego obiadu. Nagle obok nas przebiegła dziewczyna, która prawdopodobnie była w jakiejś radzie uczniowskiej, rzucając jakąś kartkę na blat. Sięgnęłam po nią i przeczytałam.
Jej treść brzmiała:

"UWAGA!
Już w ten piątek (tj. 14.10.16r.) odbędzie się najlepsza impreza w roku!
BAL NOWICJUSZY!
Już wyjaśniam, o co chodzi.
Każdego roku przybywają nowi studenci, więc żeby ich poznać i oficjalnie przyjąć na uniwersytecie najstarsze klasy organizują bal. Obowiązuję stroje balowe, czyli smokingi/garnitury/fraki i sukienki (długie lub krótkie, ale nie za krótkie).
Liczę na obecność wszystkich tegorocznych nowicjuszy.
Bal rozpoczyna się o godzinie 18.00!
ZAPRASZAMY!
Samorząd szkolny."

O nie.
Niemożliwe.
Jaki bal?
Sukienka? Ja nie wyglądam dobrze w sukienkach. Moje ramiona się do tego nie nadają. W ogóle moja figura to jeden, prosty słupek.
Dziękuję, do widzenia.
- Co to? - zainteresowała się Cindy i wyrwała kawałek papierku z mojej ręki.
Ledwo przełknęłam ostatni kęs jedzenia. To już za trzy dni...
- Jejku! - pisnęła. - Bal! Kocham bale!
- Byłaś już na jakimś? - zapytał Liam.
- Nie, ale to nie zmienia faktu, ze chcę założyć piękną sukienkę, której jeszcze nie mam.
- Powodzenia - mruknęłam.
- Co? - Zmarszczyła czoło, patrząc na mnie. - Nie cieszysz się?
Pokręciłam głową.
- Nie bardzo. Raz, że nie mam z kim iść, a dwa, że nie mam co założyć. Nie podoba mi się ten pomysł.
- Spokojnie. - Położyła mi dłoń na ramieniu. - Znam świetną stronkę z sukienkami. Dostawa jest praktycznie natychmiastowa.
- Jesteśmy wilkołakami. To nie jest to, co lubimy.
- Chyba ty. - Zrobiła sarkastyczną minę. - Nasze koleżanki z klasy nam pomogą wszystko wybrać. Już ja ci to załatwię.
- Jak chcesz - bąknęłam. - Ale w dalszym ciągu nie jestem do tego balu przekonana.
Odniosłam brudny talerz do okienka i wyszłam.
Odnalazłam sale, w której mieliśmy mieć kolejny wykład i niecierpliwie czekałam na dzwonek.
Iść na bal? Przecież wszyscy nowicjusze mają tam być, prawda?  Z tego wszystkiego zapomniałam zapytać Nialla czyje ciało sobie wyobraził, ale w sumie nie obchodziło mnie to.
Co mam zrobić z balem?
Czułam, że to będzie jedno, wielkie upokorzenie.

niedziela, 17 kwietnia 2016

7.




*Destiny*

- Co? - zapytałam wystraszona.
Nie miałam pojęcia, czemu tak się na mnie gapili. Aż tak źle wyglądałam?
- Liam? - Zszokowana Cindy popatrzyła na swojego chłopaka. - Co to było?
- Myślę, że domyślam się, co to mogłoby być - odpowiedział w zamyśleniu. - Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o...?
- Tak, tak! - Podskoczyła na łóżku i klasnęła w dłonie.
Tak to jest, jak kumplujesz się z dwoma wszechwiedzącymi geniuszami. Wspominałam, że czytają tony książek?
- O czym wy, do cholery, mówicie? - wtrąciłam się w ich podnieconą, szeptaną wymianę zdań.
Zamilkli.
Nawet nie raczyli odpowiedzieć na moje pytanie.
Naburmuszona zamknęłam się w łazience i jeszcze raz obejrzałam bolącą rękę. To już nie był ten sam ból, ale jeszcze coś czułam. Tak po prostu zaczęła mnie boleć...
Westchnęłam ciężko, nie wiedząc ile czasu tutaj spędziłam, ale moje oznaki wilkołactwa powoli znikały, więc zgadywałam, że powinno być już tylko lepiej. Otworzyłam zamaszyście drzwi, prawie zderzając się z przyjaciółką, która wpadła do toalety jak strzała. Wypchnęła mnie i zatrzasnęła wejście za sobą.
Zapukałam, przystawiając ucho drzwi.
- Cindy, co ty wyrabiasz?
W odpowiedzi usłyszałam westchnięcie ulgi. Przewróciłam oczami i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Z przykrością, a może i nie, stwierdziłam, że Liam już sobie poszedł. Ciągle nie ogarniałam sytuacji, która się dzisiaj wydarzyła i dlaczego Payne do nas w ogóle przyszedł.
- Co robiłaś w tej łazience tyle czasu? - Usłyszałam za plecami.
Rzuciłam się na łóżko, podkładając ręce pod głowę. Popatrzyłam z uśmiechem na dziewczynę.
- Nic.
- Głupia jesteś, wiesz? - zapytała ze śmieszną miną.
Zaśmiałam się, a przyjaciółka ze mną.
- Ej, co to dzisiaj było, co? - Przeniosłam wzrok na sufit.
Cin opadła tyłkiem na materac swojego posłania.
- Sama nie wiem. - Wzruszyła ramionami. - Chodźmy już spać.
Powstrzymałam się od komentarza na ten temat i przykryłam się kołdrą. Nie przebrałam się z wygodnych spodenek i bluzki, w których chodziłam po skończeniu lekcji, bo byłam na to zbyt leniwa.

***

6 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Przez resztę dni ja i Cindy próbowałyśmy rozgryźć zagadkę tajemniczego chłopaka bez ojca, który mógł zagrozić dyrektorowi szkoły. Nie wskórałyśmy nic w sprawie schowanych dokumentów. Kompletne zero.
Z drugiej strony bawił mnie fakt zabawy w detektywa w wieku dwudziestu lat.
- Piatek, piąteczek, piątunio! - Cin zaklaskała z radości.
Właśnie skończyłyśmy lekcje i szłyśmy do szafek, żeby zabrać potrzebne rzeczy na weekend, bo w wolne dni nie mieliśmy wstępu do części budynku, gdzie znajdowała się szkoła. Mogliśmy korzystać z pokoi i podwórka, nic poza tym.
- Mam pomysł. - Zamyślona wpatrywałam się w drzwiczki mojej szafki.
- Oświeć mnie.
- Musimy się wkraść do gabinetu pielęgniarki i znaleźć te podmienione dokumenty - wyjawiłam sekretny plan.
- Jak chcesz to zrobić, skoro nawet znamy jego nazwiska? - Wywróciła oczami.
Westchnęłam ciężko na pesymizm przyjaciółki.
- Niemożliwe, żeby było niesamowicie dużo nazwisk, które mają podmienione dokumenty. Poza tym, pewnie nie będzie dużo wilkołaków jak na pierwszy rocznik studiów. Mówię ci. Przecież tylko po dwudziestym pierwszym roku życia muszą stawić się na to badanie. Młodsi nie.
- Uważasz, że mało jest na tej uczelni chłopaków w przedziale zaliczającym się do poszukiwań - Cindy zmarszczyła czoło. - Nie  rób sobie żartów, Des. Nie ma szans na znalezienie tych papierów.
- Dowiedziałam się od kolegi, ze te badania co roku przechodzą tylko nowi uczniowie - wyjaśniłam konspiracyjnym szeptem.
- To zmniejsza okrąg poszukiwań, ale i tak...
- To jak? - przerwałam jej.
- Co?
Popatrzyłam na nią, jak na idiotkę.
Albo naprawdę, albo udawała, że nie wiedziała, o co mi chodziło.
- Idziemy znaleźć te papiery?
- Dobra, ale kiedy?
Przez chwilę byłam zdziwiona, że Cindy zgodziła się tak szybko. Zwykle namówienie jej zajmowało mi kilka godzina, ewentualnie kilka dni.
- Myślę, że dzisiaj wieczorem. Tylko nikomu ani słowa. - Pogroziłam jej palcem. - Nawet Liamowi.
Dziewczyna przytaknęła głową i położyła rękę na sercu. Z uśmiechami na twarzach pobiegłyśmy na obiad. W międzyczasie wpadłam na Willa i od razu spaliłam buraka.
- Gdzie tak pędzisz? - zaśmiał się.
- Umieram z głodu - sapnęłam. - Nie strasz mnie więcej, dobrze?
Zbliżył się i lekko pochylił, a ja speszona wstrzymałam oddech.
- Jeśli tylko chcesz - wyszeptał i poszedł przed siebie.
Cindy sprzedała mi zdziwione spojrzenie. W odpowiedzi złapałam ją za ramię i pociągnęłam na stołówkę.

***

Zasunęłam czarną bluzę pod samą brodę i odwróciłam sie do przyjaciółki.
- Gotowa?
- Trochę się boję - przyznała drżącym głosem.
Przeniosłam wzrok na jej dłonie, które siłowały się z zamkiem jej bluzy. Trzęsły się ze strachu.
- Cindy, kochanie. - Podeszłam do niej. - Spokojnie. Wszystko się uda. Gdybyśmy kogoś spotkały, to powiemy, że słyszałyśmy jakieś głosy i chciałyśmy to sprawdzić.
- A jeśli przyłapią nas w gabinecie?
- Wtedy nas wyrzucą.
- Nie! - krzyknęła przerażona. - Nie mogę wylecieć - dodała ciszej.
Bawiła mnie jej reakcja, ale nie śmiałam jej tego pokazać.
- Przestań panikować i pomyśl pozytywnie. Damy radę.
Przytuliłam ją mocno, żeby dodać jej otuchy. Wzięłam głęboki wdech przez nos, a powietrze wypuściłam ustami. Odprężyłam mięśnie. Nie mogłam powiedzieć, że się nie denerwowałam. Po prostu tego nie okazywałam. Wychyliłam głowę za drzwi naszego pokoju. O tej porze wszyscy już siedzieli u siebie. Był późny piątkowy wieczór i każdy chciał odpocząć. Kiwnęłam na Cindy i razem wyszłyśmy cichutko na korytarz. Stawiałyśmy stopy bardzo ostrożnie i zatrzymywałyśmy się co kilka minut, żeby nasłuchiwać czy nikt nie szedł w naszą stronę. Serce waliło mi w piersi, przez co nie mogłam się skupić. Poza tym, czułam dziwną chęć pójścia w kierunku pokojów dla chłopców. Potrząsnęłam delikatnie głową, starając się odgonić głupie pragnienie. Cin i ja chowałyśmy się w każdym zagłębieniu i przystawałyśmy w każdym ciemnym miejscu. Nie chciałyśmy, żeby ktoś nas zauważył. Wcześniej upewniłam się, że kamery znajdują się tylko w salach lekcyjnych i na korytarzach między nimi. Na szczęście gabinet pielęgniarki znajdował się w odosobnionym miejscu, więc nie byłyśmy narażone na uwiecznienie naszych sylwetek na nagraniu.
Przynajmniej taką żywiłam nadzieję.
- Jesteśmy - szepnęłam za siebie.
W odpowiedzi usłyszałam ciche sapnięcie. Odwróciłam głowę do pobladłej przyjaciółki. Po upewnieniu się, że będzie żyła sięgnęłam do klamki. Drzwi ani drgnęły.
- Kurwa - syknęłam pod nosem.
- Co?
Cindy przylgnęła do moich pleców, obserwując moje poczynania.
- Zamknięte.
Przyjaciółka wstrzymała oddech.
- Co teraz?
- Spokojnie.
Z cwaniackim uśmiechem na ustach, sięgnęłam do kieszeni spodni. Wyciągnęłam z niej wsuwkę do włosów, którą wcześniej spakowałam w obawie przed taką sytuacją. Ostrożnie włożyłam ją w dziurkę od klucza i zaczęłam kręcić. Minutę później klamka ustąpiła a drzwi się uchyliły. Zadowolona z siebie weszłam na palcach do środka.
Opłacało się trzymać w gimnazjum z grupą kumpli.
- Zostaniesz na czatach? - zapytałam przerażonej towarzyszki.
- Ja... - zawahała się. - No dobrze.
Wysłałam jej całusa, po czym zlokalizowałam szafkę z dokumentami. Otworzyłam szufladę, ale tutaj nazwiska dotyczyły jakichś magików, czy coś w tym stylu. Przeszłam do drugiej i trafiłam. Ta część dotyczyła wilkołaków. Na początku nie znalazłam nic ciekawego. Przebiegłam przez prawie cały alfabet.
- Hopkins, Hitch, Huvey, Harvey, Horan, Hels... - wymieniałam pod nosem.
Oprócz nich były jeszcze trzy dziewczyny o nazwisku na tą samą literę, ale automatycznie odpadły. Nie miałam dzisiaj czasu na przeszukiwanie każdej teczki w poszukiwaniu fałszywych badań. Poza tym, nie wiedziałam jak je rozpoznać. Nici z sukcesu misji.
- Wracajmy do pokoju - powiedziałam, podchodząc do przyjaciółki.
- Znalazłaś?
- Pogadamy o tym w bezpiecznym miejscu.
Tym samym sposobem, którym się tu dostałyśmy, wróciłyśmy do siebie z dudniącymi sercami i uśmiechami ulgi na twarzach.

***

 *Niall*

Siedziałem z plecami wspartymi o łóżko i zastanawiałem się nad jedyną rzeczą, która nie dawała mi spokoju przez ostatnie kilka dni. Dokładnie od czasu pełni.
Odkąd skończyłem dwadzieścia jeden lat, nie targały mną dziwne emocje w czasie pełni księżyca, a potem przyszedłem tutaj. Odkąd tu jest, dzieją się ze mną dziwne rzeczy.
Czemu przyszedłem na ta uczelnie tak późno?
Po prostu wcześniej się dałem rady spełnić ich oczekiwań i zwyczajnie mnie nie przyjęli.
Tak, ostatnia pełnia mnie przeraziła. Liam też był w szoku. Cieszyłem się, że zachowałem na tyle zdrowego rozsądku, że kazałem mu wyjść zanim go rozszarpałem. W trakcie jego nieobecności w pokoju rozwaliłem kilka rzeczy, obiłem ścianę i porwałem komplet poszewek, które ukryłem głęboko w łóżku. Nie miałem pojęcia, co się ze mną działo.
To nie byłem ja.
- Liam.
Podniosłem na niego głowę, żeby zobaczyć, że siedzi przy swoim biurku ze słuchawkami na uszach.
- Liam! - krzyknąłem, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
Mozolnie ściągnął słuchawki z uszu i odwrócił się na krześle.
- Tak?
- Podejrzewałeś, że to może się wydarzyć, prawda? - Zmarszczył czoło na moje pytanie. - Mam na myśli moje zachowanie podczas ostatniej pełni.
- Możliwe, że coś tam wyczytałem...
- Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałeś?
- Bo sam nie byłem pewien swojej teorii - jęknął zmęczony. - To były tylko domysłu, Niall. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę miał z tym styczność. Do tej pory wszystko miało miejsce tylko i wyłącznie w książkach.
- Na pewno wiedziałeś, że kiedyś się z czymś podobnym zderzyć, tylko nie chciałeś tego do siebie dopuścić. Inaczej nie dowiadywał się tego wszystkiego. Wiem, że chcesz być na wszystko przygotowany.
Pokręcił głową zrezygnowany.
- To wcale nie jest takie proste, jak ci się wydaje. Tu chodzi o coś poważniejszego, Niall. Niestety jeszcze nie wiem, co to jest.
- Spokojnie, bracie. Na pewno wszystko się rozwiąże. Musimy powiedzieć o tym naszemu wychowawcy.
- Nie! - Poderwał się z krzesła.
Otworzyłem szerzej oczy, a on odchrząknął i usiadł ponownie. Zawstydził się swojej reakcji.
- Dlaczego nie?
- Nie wiem, co z tym zrobią. Nie wiemy, co tobie zrobią, kiedy dowiedzą się, że coś jest z tobą nie tak.
- Jest aż tak źle? - jęknąłem przerażony. - A jeśli już wiedzą? Co wtedy?
- Nie mam pojęcia. - Przeczesał ręką włosy w nerwowym odruchu. - Może czekają, az coś zrobisz, żeby nie wyszło, że cię obserwują lub podejrzewają?
Nagle coś sobie uświadomiłem.
- Badania - wydusiłem bez tchu.
- Co?
- Co jeśli wykryli coś podczas badania? - Podniosłem się i zacząłem nerwowo krążyć po pokoju.
- To niemo...
- Co jeśli z tego powodu ta pielęgniarka tak się zachowywała w stosunku do mnie? - panikowałem.
- Może nie jesteś jedyny, który tak reaguje na pełnie w tym wieku. - Starał się mnie pocieszyć, ale mu nie wychodziło. - Albo masz jakiś gorszy okres, czy coś.
- Mój ojciec.
- Twój ojciec?
- Mama opowiadała mi, że mój ojciec zaczął zachowywać się agresywnie podczas pełni, kiedy skończył dwadzieścia jeden lat. W moim przypadku mogło się to trochę przeciągnąć. On nie mógł iść do magicznej szkoły, żeby nauczyć się panowania nad sobą, bo nie chcieli go przyjąć. Podobno to nie było przypadkowe, ale mama nigdy nie chciała mi powiedzieć, co to oznaczało. Pewnie się go obawiali. Mój ojciec bardzo starał się żyć normalnie, wyprzeć się swojej drugiej natury, ale każdego miesiąca znikał na tydzień, żeby nie skrzywdzić mamy, ani mnie. Nie pamiętam go, bo zmarł kiedy miałem trzy lata. Nie wiem jak wyglądał, ale wiem jedno...
Liam wstrzymał powietrze.
- Zabiła go potęga jego siły - dodałem.

***

8 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Nadeszła sobota, godzina dziesiątą rano, a ja nie ruszyłam tyłka z łóżka. Nie spałam, ale nie mogłam się podnieść. Z tego, co wiedziałam, w weekendy mieliśmy kuchnię dla siebie, więc nie musiałam spieszyć się na śniadanie. Mogliśmy jeść o której chcieliśmy i co tylko chcieliśmy.
- Destiny Smith! - zawołała oburzona Cindy.
Nie mogła znieść widoku mnie leżącej w łóżku o tej porze. Ona już dawno wstała, poszła na śniadanie, zobaczyła się z Liamem i wróciła. Właśnie wyszła z łazienki, a ja nie ruszyłam się nawet o milimetr.
- Tak, kochanie? - zapytałam najsłodziej, jak umiałam.
- Wstawaj - nakazała ze stoickim spokojem. - Natychmiast.
Położyłam rękę na oczach, chcąc odciąć się od głośnego świata rzeczywistego. Wykorzystała moja nieuwagę i ściągnęła ze mnie kołdrę. Szybko objęłam się ramionami i zwinęłam w kuleczkę.
- Ubierz się. Liam zaraz tu będzie. - oznajmiła, ostentacyjnie rzucając kołdrę na podłogę.
- Jeszcze pięć minut - mruknęłam.
Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Nie potrzebowałam większej zachęty, żeby zerwać się z łóżka. Wpadłam do łazienki, po drodze zabierając pierwsze lepsze ubrania. Zakluczyłam zamek i wreszcie poczułam się bezpiecznie. Zawsze z rana wyglądam jak pół dupy zza krzaka.
Zwarta, gotowa i z umalowanymi czarną kredką kreskami na powiekach, wyszłam z toalety. Wszystkie oczy skierowały się na mnie, ale starałam się udawać, że tego nie zauważyłam. Pościeliłam łóżko, schowałam piżamę i postanowiłam być grzeczna.
Podeszłam do zakochanych, witając się.
- Hej Liam. - Uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Cześć. - Odwzajemnił gest, po czym wrócił psim wzrokiem na Cindy.
- Co słychać? - Rzuciłam, skubiąc paznokcie.
- W porządku, dzięki.
Coś czułam, że nie byłam tu mile widziana. Wsłuchałam się i zarejestrowałam szybkie bicie dwóch serc. To był autentyczny galop.
Tak w ogóle można? To była ta cała miłość?
- Wiesz, Des... - zaczęła dziewczyna, niechętnie odrywając oczy od Payne'a.
- Tak, wiem - przerwałam jej. - Już sobie idę. Tylko nie zdemolujcie mi pokoju.
Puściłam jej oczko i wymaszerowałam zza drzwi z zamiarem udania się na stołówkę. Na miejscu zajęłam swój ulubiony stolik, stawiając tam kubek. Z czyściutkim, jeszcze cieplutkim talerzem, podeszłam do lodówki i podgrzewaczy ustawionych na blacie kuchennym. Zdecydowałam się na płatki z mlekiem i jednego tosta. Do picia zrobiłam sobie kawę rozpuszczalną z mlekiem. Na śniadanie więcej nie potrzebowałam. Nie miałam idealnej figury, ale starałam się jeść regularnie. Czułam się dobrze ze swoim ciałem, bo Bóg nie popełniał błędów. Miałam gorsze dni i chęci, żeby stłuc wszystkie lustra, bo tak bardzo nienawidziłam siebie. Jednak zawsze starałam się akceptować siebie, żeby nie żyć w przekonaniu, że jestem gorsza. Byłam sobą. To powinno wystarczyć.
Zanim wzięłam się za jedzenie, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Oprócz mnie, w stołówce było kilka równie zaspanych osób, zajmujących stoliki pod oknami. W pewnym momencie mój leniwy wzrok napotkał osobę, której nie miałam ochoty oglądać z samego rana.
Horan siedział sobie przy stoliku jakby miał jakiś powód do życia.
Dobra, to było zbyt chamskie...
Wpatrywał się w  swój, pusty już talerz i stukał palcami o blat.
Dlaczego go obserwowałam?
Nie wiedziałam, ale nagle przypomniałam sobie, że miałam go na liście chłopaków, którzy robili te dziwne badania. Miałam zabrać swój talerz i się do niego dosiąść, ale szybko zrezygnowałam. Nie mogłam od tak po prostu do niego podejść. Nie do niego. Gdyby to był Liam albo jakikolwiek inny chłopak. Chociaż...
Kiedy jeszcze będę miała taką okazję pogadania z nim sam na sam, bez świadków?
Wzięłam kilka rozluźniających wdechów i podniosłam moje szanowne cztery litery. Ludzie byli zbyt zajęci własnymi sprawami i nie zwracali na mnie uwagi. Spokojnym krokiem podeszłam do niego. Popatrzył na mnie z dołu i uniósł pytająco brew.
Ja tez nie wiedziałam, co tu robię, dobra?
- Cześć - bąknęłam, czując się mocno niezręcznie.
Chłopa podrapał się za uchem, a ja stałam nad nim jak lama.
- Usiądź sobie - rzucił, myśląc że robił mi łaskę.
Z godnością królowej zajęłam krzesełko po przeciwnej stronie stołu i postawiłam przed sobą prawie pusty talerz. Tak naprawdę, to nie miałam już ochoty na jedzenie. Nie byłabym w stanie nic przełknąć.
- Co cię do mnie sprowadza? - Zaczął bawić się widelcem, a ja mogłam zauważyć, że wcześniej jadł jajecznicę.
Nie wiedziałam jak dobrać słowa, żeby nie wyjść na głupią.
- Ja...
- Nie umówię się z tobą - rzucił obojętnie.
Wytrzeszczyłam oczy na jego słowa.
Że co proszę? On myślał, że chciałam się z nim umówić?
Zabawne.
- Chyba cię głowa boli - prychnęłam.
- Więc o co chodzi?
- Chciałam się zapytać, czy ty...
Wywrócił oczami na moje wahanie się.
- No? - ponaglił.
- Masz tatę? - wydusiłam cicho, mając nadzieję, że nie będę musiała tego powtarzać.
- Słucham?
- Pytałam czy...
- Słyszałem - warknął wściekły. - Nie wysilaj się.
Wstrzymałam oddech. Jego oczy przez moment były żółte. Przygryzłam wargę, czekając aż jego emocje opadną.
- Jesteś poważna? - Pochylił się w moim kierunku.
Przytaknęła głową niepewna, co teraz zrobi.
- Serio myślisz, że będę ci się zwierzał z mojego życia rodzinnego? Komu jak komu, ale tobie? Naprawdę przeszło ci to przez myśl?
Uniosłam głowę, żeby przyjąć porażkę z godnością. Nie mogłam dać po sobie poznać, że mi wstyd za tak osobiste pytanie.
Tak naprawdę chciałam zapaść się pod ziemię.
- Nie wiem, co ty masz w tej swojej ślicznej główce, ale lepiej pomyśl dwa razy zanim coś powiesz.
Tym zdaniem zakończył nasza konwersację, zostawiając mnie przy stoliku. Wyszedł zdecydowanym krokiem. Dopiero kiedy nikt nie patrzył, spaliłam buraka.
Jak mogłam wystawić się na takie pośmiewisko? Powinnam od razu wiedzieć, że nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Przecież się nienawidziliśmy.
W ogóle, co to było za pytanie?!
Pełna porażki i wstydu, udałam się na spacer, żeby pobyć chwilę w samotności.

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

6.




5 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Niall*

- Liam no! - krzyknąłem do chłopaka, który blokował łazienkę. - Pospiesz się!
- Już wychodzę! - warknął.
Powtarzał to od dobrych dwudziestu minut. Przez niego byłem bliski spóźnienia się na lekcję. Nie było moją winą, że wstawaliśmy o tej samej godzinie i potrzebowaliśmy równie dużo czasu przed lusterkiem. Wbrew temu, nie zaliczałem się do lalusiów.
Żeby nie było.
- Już. - Payne minął mnie na środku pokoju, a ja pokazałem mu język.
Po wyjściu z łazienki zgarnąłem plecak i razem z przyjacielem wyszedłem na korytarz.
- Byłeś na badaniach? - zagadnął Liam.
- Mhm.
- I co?
- Nie wiem. Pielęgniarka nic mi nie powiedziała.
- Nic nie powiedziała? - zdziwił się.
Wzruszyłem ramionami, słabo zainteresowany jakimiś głupimi badaniami, które musiał przejść tutaj każdy ewentualny przyszły samiec Alfa, który kiedyś mógłby być przywódcą Rady lub Prawdziwym Alfą. Póki co, każdy młodzik był Betą i nie każdy przechodził na Alfę.
- Skończyła, gdzieś zadzwoniła, schowała papiery i kazała mi wyjść.
- Naprawdę? Wiedziałeś, że masz wgląd w wyniki badań?
- Nie, a co? Tobie coś powiedziała?
- Tak.
- Co takiego? - zaciekawiłem się.
Może było z nim coś nie tak, ale jeszcze nic mi nie powiedział?
- Poinformowała mnie, że jest w porządku, wręcz idealne warunki na przyszłego Alfę. Jednak potwierdziła, ze to nie ja zasiądę na krześle przywódcy Radą, bo coś nie zgadzała się w jednym z testów. Stwierdziła, że ja mógłbym być Pierwszym Doradcą. Potem podziękowała i pozwoliła opuścić gabinet.
Zmrużyłem oczy w zamyśleniu.
- Czekaj - zacząłem. - Jaki miała wyraz twarzy?
- Cały czas się uśmiechała. Dziwiłem się, jak może tak długo wytrzymywać i czy mięśnie twarzy jej nie bolały. Nawet pomachała mi na pożegnanie.
- Jeśli mówimy o tej samej pielęgniarce, to niech mnie piorun strzeli. Przy mnie ta kobieta miała kamienną twarz. Jak powiedziałem jej "do widzenia", to nie odpowiedziała tylko bąknęła coś  pod nosem. Pomyślałem, że taka jest i tyle. Nie zastanawiałem się nad tym. Aż do teraz...
Obaj zamyśliliśmy się nad tą dziwną sytuacją. Niestety nie mieliśmy dużo czasu, bo zbliżaliśmy się do sali lekcyjnej, w której po chwili zajęliśmy swoje miejsca.

***

*Destiny*

- Mam dość - jęknęłam w książkę. - Która godzina?
- Wytrzymaj jeszcze pięć minut, Des - rzuciła Cindy szeptem.
- No dobra - westchnęłam.
Z powrotem wzięłam długopis do ręki i zaczęłam spisywać to, co dyktowała nauczycielka. Nawet nie miałam pojęcia o czym tak właściwie mówiliśmy. Chyba gadała coś o eliksyrach i temu podobnych duperelach. Może gdyby mnie to dotyczyło, byłabym bardziej zainteresowana.
- Nie zadaję wam pracy domowej z racji, że dzisiaj pełnia i musicie na siebie uważać. Możecie opuścić salę. Pamiętajcie o zachowaniu szczególnej ostrożności.
Zerwałam się z krzesła, prawie zapominając o książkach, które w ostatniej chwili złapałam pod pachę. Pospieszyłam na stołówkę i zajęłam nasze ulubione miejsce, długo przed pojawieniem się mojej przyjaciółki. Podręczniki wpakowałam do plecaka, który odłożyłam pod stół. Poszłam po obiad i wróciłam na miejsce. Dzisiaj miałam ochotę na frytki z sałatką ze świeżych warzyw. Jak na specjalną szkołę, to mieli tu normalne jedzenie. Mi pasowało, bo było bardzo smaczne.
- Zakurzyło się za tobą, kochana. - Cin klapnęła obok mnie. - Coś się stało, ze tak się zerwałaś?
- Zgłodniałam.
- Podczas pełni doskwiera nam większy głód niż zazwyczaj.
- Wiem. - Skinęłam głową ze smutną miną. - Jeszcze kilka takich pełni i będę małym grubaskiem.
Przez chwile przyjaciółka chichotała pod nosem, ale za chwilę przywołała na twarz ten poważny wyraz.
- Na pewno wszystko okey?
- Tak, Cindy, na pewno.
Wepchnęłam kilka frytek do ust, a w tym czasie pojawiły się  osoby, których nie chciała widzieć podczas posiłku. Znaczy tylko jedna mi przeszkadzała.
- Hej, Liam - odezwała się przyjaciółka.
Przewróciłam oczami na jej zachowanie. Spojrzałam na uśmiechniętą buzię Payne'a i skinęłam do niego głową. Nie mogłam mówić ze względu sporą porcję jedzenia w ustach.
- Cześć, Niall - przywitała się Cindy, która była równie uradowana nawet z jego powodu.
Udałam, że byłam okropnie zajęta moim posiłkiem, żebym tylko nie musiała patrzeć na jego twarz. Oni zajęli się rozmową, a ja w spokoju pozbyłam się zawartości mojego talerza. Wytarłam usta chusteczką i cmoknęłam policzek przyjaciółki.
- Idę do szafki wymienić książki - wyjaśniłam, kiedy napotkałam jej pytający wzrok.
Sekundę później byłam na korytarzu i zmierzałam w stronę szafek. Wypakowałam plecak i zabrałam to, co było mi potrzebne na ostatnie dwie lekcje. Zadowolona, że dzisiaj nie mieliśmy treningu fizycznego, postanowiłam zahaczyć o toaletę.
- Co zrobiłaś z wynikami? - usłyszałam, skręcając za róg.
Korytarz w tej części budynku był o tej porze pusty. Otworzyłam szeroko oczy na widok dyrektora i szkolnej pielęgniarki. Nie zauważyli mnie, więc mogłam bezpiecznie się wycofać. Stanęłam przy krawędzi ściany, by móc słyszeć ich rozmowę w całości.
- Schowałam je w bezpiecznym miejscu, proszę pana. Nikt się nie zorientuje, że zniknęły, bo podłożyłam mu wyniki jakie powinien otrzymać normalny Beta, który nie ma żadnych szans na zostanie przywódcą Rady.
Z tego co pamiętałam, wszystkich samców obowiązywały specjalne badania, ale nie wiedziałam w jakim celu. Chyba o wyniki tego badania im chodziło. Tylko czyje one były i czemu musiała je podmienić i schować?
- Bardzo dobrze, pani Evans.
Pielęgniarka była urodziwą kobietą w wieku około czterdziestki. Dyrektor był dużo mniej urodziwy i starszy od niej o jakieś dziesięć lat. Myśl, że z nim flirtowała, wywołała u mnie odruch wymiotny. Powstrzymałam pawia i skupiłam się na słowach dyrektora.
- Nikt nie może się dowiedzieć o wynikach tego chłopaka. Jego ojciec nie żyje, więc mamy pewność, że nikt nie zainteresuje się tą sprawą. Wszystko spoczywa na pani barkach. Dokumenty musza być pilnie strzeżone, inaczej spotkają nas niemiłe konsekwencje. Trzeba trzymać tego chłopaka w ryzach i mieć na niego oko. Nie pozwolę, żeby jakiś gówniarz zrujnował moje życie i karierę. Ułożyłem naprawdę doskonały plan i nie pozwolę go sobie zniszczyć.
Zmarszczyłam czoło na jego słowa.
Karierę?
Chodziło mi o karierę dyrektora?
- Dzisiaj jest pełnia. Ten chłopak może być niebezpieczny, a my nie wiemy czy znalazł już swoją Omegę i czy się dopasowali. Jeśli już o zrobił, to jesteśmy na dobrej drodze do porażki.
- Zachowamy wszelkie środki ostrożności, pani Evans. Szkoła będzie dzisiaj pilnie strzeżona. Ja już przypilnuję, żeby wszyscy zostali w swoich pokojach. Kto go opuści, zostanie wydalony ze szkoły natychmiastowo. Chłopak pewnie jeszcze nie wie, że otrzymał tak ogromny dar.
- A co z jego współlokatorem? - zapytała zmartwiona kobieta.
- Z tego, co wiem, są przyjaciółmi. Dwie Bety w sojuszu się nie skrzywdzą. Powinna pani o tym wiedzieć, panno Evans.
Wstrzymałam oddech, przetwarzając usłyszane informacje. Chłopak z przyjacielem, brak ojca, ukryte badania, zagrożona kariera, niebezpieczny...
Co tu się, do cholery, działo?
Została dokładnie minuta do dzwonka, a ja nie miałam pojęcia, o kim oni mówili.
- Jak on się nazywa? - Dyrektor zmrużył oczy, jakby starał się coś sobie przypomnieć.
Z dudniącym sercem czekałam na odpowiedz pielęgniarki i modliłam się, żeby zdążyła przed tym niesamowicie ogłuszającym dzwonkiem.
- Jego nazwisko to...
Tyle zdołałam usłyszeć, kiedy moje bębenki zostały zranione przeraźliwym dzwonieniem. Zła, skołowana i z pełnym pęcherzem skierowałam się do odpowiedniej sali. Nawet siedząc w ławce i patrząc na tablicę, nie myślałam o niczym innym, jak o niosącym zagrożenie chłopaku bez ojca.

***

*Niall*

Był wieczór, a ja i Liam spokojnie czekaliśmy na koniec pełni w swoim pokoju.
- Ile jeszcze? - niecierpliwiłem się.
Zazwyczaj podczas pełni nic się nie działo oprócz zarostu, kłów i innego koloru oczu. Jedyne, o czym wiedziałem, to z nadejściem wyjątkowej pełni dowiemy się o swoim przeznaczeniu. Miała nastąpić po dwudziestych pierwszych urodzinach.
Miałem dwadzieścia dwa lata i do tej pory nic się nie wydarzyło...
- Przestań się tak niecierpliwić. Swędzi cię tyłek, czy coś?
Mój przyjaciel rytmicznie tupał stopą, co oznaczało, że sam się stresował.
- To ja się denerwuję? - prychnąłem ironicznie.
Położyłem się na łóżku, kładąc dłonie pod głowę i krzyżując kostki. Wróciłem myślami do mojego ostatniego dziwnego zachowania. Nie pamiętałem co mnie wtedy napadło. Miałem wrażenie, że to nie byłem ja, tylko jakiś sen albo jakby ktoś mną kierował. Sam nie wiem. To było dziwne i zdarzyło się pierwszy raz. Miałem nadzieję, że więcej się nie powtórzy.
Nagle poczułem ukłucie bólu w tyle głowy. Zacisnąłem powieki i złapałem się za bolące miejsce. Uczucie nasilało się z każdą sekundą, a ja nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Zwinąłem się w kłębek i warknąłem. Jak zazwyczaj miałem już kły, pazury i zarost na policzkach, ale nigdy nie czułem takiego bólu.
Wściekłem się i poderwałem na równe nogi. Nie myślałem jasno. Chciałem tylko, żeby ból ustąpił. Wtedy zauważyłem Liama, a potem urwał mi się film.

*Liam*

Obserwowałem Nialla, z którym zaczęło się dziać coś złego. Widziałem jak zwijał się bólu i cierpienia, z którym nie mógł sobie poradzić. Siedziałem na swoim łóżku i ściskałem brzeg materaca, wbijając w niego paznokcie. Moja reakcja na pełnię nie różniła się niczym od wcześniejszych. Wstrzymałem oddech, kiedy Niall obdarzył mnie wściekłym spojrzeniem swoich złotych oczu, które po chwili zmieniły kolor na dziwnie mieszany. Minęła sekunda i wróciły do poprzedniego koloru. Blondyn zbliżył się do mnie na minimalną odległość i przyglądał mi się, odchylając głowę na bok.
- Niall? - zagadnąłem ostrożnie. - Słyszysz mnie?
Żadnej reakcji z jego strony. Już miałem się podnieść i iść zaalarmować któregoś z dyżurujących opiekunów, ale byłem za wolny. Niall złapał mnie za gardło i mocno zacisnął. Jego pazury wbiły się w moją skórę, a gorący oddech owinął moją twarz. Przełknąłem ślinę z dużą trudnością, ze względu na rosnący nacisk na gardło. Gdzieś w środku poczułem do niego duży szacunek i dystans.
Dlaczego, skoro to mój przyjaciel, a ja też mógłbym zostać przyszłym Prawdziwym Alfą?
- Uciekaj - warknął. - Teraz.
Zawarczałem na niego, ale nic to nie dało. W żaden sposób nie mogłem do niego dotrzeć. To nie było normalne. Nie byłem pewien, czy powinienem komuś o tym powiedzieć.
Co jeśli jego zachowanie poprowadzi do czegoś złego?
A jeśli coś mu zrobią?
Nie mogłem narazić na niebezpieczeństwo własnego kumpla.
- Teraz! - krzyknął, puszczając moją szyję.
Rzuciłem się do drzwi, potykając się  o własne nogi. Zatrzaskując drzwi, usłyszałem przerażające wycie, przez które obsypała mnie gęsia skórka.
Trochę spanikowałem.

***

*Destiny*

Siedziałam wpatrując się w okno, za którym czaił się księżyc w swej pięknej okazałości. W tym miesiącu przypadła niesamowita pełnia. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego samice wilkołaka nie przechodziły przemiany tak drastycznie, jak samce. Pojawiają nam się kły, pazury i świecące złote oczy.
Cieszyłam się z braku nadmiernego owłosienia.
- Jak się czujesz? - zapytałam, spoglądając na towarzyszkę.
Cindy leżała na swoim łóżku i przeglądała plotkarskie czasopismo. Zamrugała powiekami kilka razy, żeby poprawić widoczność.
- Dobrze. Jak zwykle - odpowiedziała.
Nie spojrzała na mnie, ale ja dostrzegłam ten stoicki spokój na jej obliczu. W przeciwieństwie do mnie, ona umiała się opanować. Ja miałam ochotę biegać, skakać, wyć, śmiać się, krzyczeć, rozwalać i wariować całą noc. Taka już byłam.
Każda samica miała swój charakter.
Ku naszemu zaskoczeniu w drzwiach pokoju pojawił się Liam. Uniosłam brwi zaskoczona. Przecież nikt nie mógł dzisiaj opuszczać swojego pokoju.
- Co ty tu robisz? - Zmarszczyłam czoło i trochę spanikowałam, bo nie chciałam żeby go złapali w żeńskiej części podczas pełni.
Mogli wydalić go ze szkoły bez większego gadania.
Cin odrzuciła gazetę i zrobiła mu miejsce obok siebie, pokazując żeby usiadł. Zdyszany szatyn opadł na łóżko.
- Co się stało, Liam? Dlaczego wyszedłeś z pokoju? - Dziewczyna dotknęła jego ramienia.
Chłopak odskoczył i odsunął się na drugi koniec łóżka.
- Wolałbym, żebyś nie dotykała mnie podczas pełni - wymamrotał. - Niepohamowany instynkt i te sprawy.
Cindy oblała się rumieńcem i cofnęła dłoń.
- Przerażasz mnie. - Złapałam się za głowę i przymknęłam oczy. - Czy mógłbyś...?
- Już spieszę z wyjaśnieniami. - Próbował uspokoić oddech.
Zgarnęłam z twarzy kosmyki włosów, które uwolniły się z niechlujnego kucyka. Payne przesiadł obok mnie dla bezpieczeństwa jego i Cindy.
- Teraz wróćmy do tego, co ty tu robisz. - Spojrzałam na niego podejrzliwie. - Gdzie masz Nialla? Robicie sobie ze mnie jakieś żarty?
- Właśnie... Bo... Tu o niego chodzi.
Przerwałam mu syknięciem. Poczułam ból w okolicach kostek mojej prawej dłoni. Uniosłam rękę i obejrzałam ją ze wszystkich stron. Nie było żadnego śladu, ani nic, co mogłoby powodować ból. Uniosłam wzrok na pozostałych.
Liam i Cindy patrzyli na mnie w przerażeniu.

*Niall*

Zdenerwowany, że nie mogłem opanować swojego drugiego ja, uderzyłem pięścią w ścianę. Poczułem silny ból w pięści. Zacisnąłem zęby i warknąłem. Potem pojawiło się uczucie bólu w okolicach kostek mojej prawej dłoni.

********************

Czyżby wszystko układało się w całość?
Jaka będzie przyszłość nieświadomych swojej potęgi nastolatków?

środa, 6 kwietnia 2016

5.




*Niall*

Kiedy Destiny wyszła złapałem się za głowę i upadłem na kolana. Nie potrafiłem opanować swojego instynktu i nie miałem pojęcia dlaczego. W głowie dudniło mi od nadmiaru adrenaliny, a krew krążyła jak szalona.
Nie potrafiłem się uspokoić.
- Niall? - Liam wyszedł z łazienki akurat wtedy, kiedy starałem się podnieść z podłogi. - Co jest?
Chwycił mnie pod ręce i szarpnął do góry. Miał nadludzka siłę, więc to nie było dla niego wyzwaniem. Posadził mnie na łóżku, a ja schowałem twarz w dłoniach. Odkrył mi oczy i widziałem jak się przeraził.
- Boże, Niall - wydusił. - Co ty zrobiłeś?
- Ja... Nie wiem - wycharczałem. - Co się ze mną dzieje?
Rozejrzałem się po pomieszczeniu w gniewie, którego źródła nie znałem. Payne zastanowił się przez chwilę.
- Już wiem - rozejrzał się gorączkowo po pomieszczeniu. - Musisz natychmiast wyładować napięcie, bo mnie za chwilę rozszarpiesz.
Liam ułożył stos poduszek obok mnie i kazał w nie uderzać. Zrobiłem co kazał, a moje ciśnienie zaczęło spadać. Czułem się coraz lepiej. Skończyłem z obolałą pięścią i nierównym oddechem.
- Żyjesz? - Położył rękę na moim ramieniu, przyglądając mi się badawczo.
- Mhm.
Tylko na tyle było mnie stać. Byłem bez sił.
- Destiny tu była? - zapytał ze znajomym błyskiem w oczach. - Widziałem, że zostawiła telefon i słyszałem jej głos, kiedy byłem w łazience.
Po co pytał, skoro wiedział?
Nie odpowiedziałem tylko spojrzałem na niego obojętnie. Z moich oczu wyczytał wszystko, czego potrzebował i zacisnął usta w wąską linię. Wiedziałem, że Liam coś odkrył i miałem nadzieję, że niedługo będę wiedział co to takiego.

***

4 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Obudziłam się pełna życia, tak jakby nic się wczoraj nie wydarzyło. Nie zastałam Cindy zakopanej w pościeli, więc musiała okupować łazienkę. Dzisiaj był drugi dzień szkoły, a ja miałam jej dosyć. Wiem, że wczoraj mówiła co innego, ale pewne osoby spowodowały zmianę mojego zdania.
Przeciągnęłam się czemu towarzyszyło leniwe ziewnięcie i wsunęłam stopy w kapcie. Podeszłam do dużego lustra i przyjrzałam się potworowi, który się w nim odbijał. Tak, nie wyglądałam z rana najlepiej, w przeciwieństwie do Cindy. Ona zawsze wyglądała nad wyraz słodko.
- Już wstałaś? Myślałam, że będę musiała cię ściągnąć za nogę - zaśmiała się dziewczyna, zamykając za sobą drzwi łazienki.
- Nie chcesz wiedzieć, co bym ci wtedy zrobiła - zagroziłam.
- Nie pokonałabyś mnie. - Uniosła głowę wysoko i przemaszerowała przez cały pokój aż do wyjścia.
- Nie?
- Nie. Nawet nie wiesz jaką siłę daje miłość. - Wystawiła do mnie język. - I się nie dowiesz, bo jesteś zimną suką.
Wytrzeszczyłam oczy na jej słowa i zerwałam się do biegu. Nie zdążyłam jej złapać, bo szybko zniknęła za drzwiami.
- Czekam w stołówce - rzuciła na odchodne, a ja uderzyłam pięścią w powłokę.
Wciąż mocno zdziwiona starałam się przyswoić jej słowa. Może miała racje?
Machnęłam na to ręką i biorąc mundurek weszłam do łazienki. Pół godziny później stałam w wejściu do stołówki i rozglądałam się za przyjaciółką. Wtedy zobaczyłam, że ktoś do mnie machał. Tym "ktosiem" okazał się być Liam. Na moje nieszczęście siedział z nimi Niall. Nogi stawiały opór, ale zmusiłam je do współpracy. Nie mogłam zawieść przyjaciółki. Gdybym miała chłopaka, co było aktualnie bardzo wątpliwe, też chciałabym spędzać z nim każdą wolną chwilę. Ale z drugiej strony, długo pracowałam nad tym, żeby wyrobić sobie charakter zimnej suki.
- Cześć - usłyszałam gdzieś z boku.
Zaskoczona odwróciłam głowę i zobaczyłam Willa.
- Cześć - odpowiedziałam, a napięcie zeszło z mojego ciała.
Wyrównał krok, nie spuszczając ze mnie pięknych, szarych, błyszczących oczu.
- Co słychać? - Wytrącił mnie z zamyślenia.
- W porządku. - Wzruszyłam ramionami. - A u ciebie?
- Teraz o wiele lepiej. - Mrugnął do mnie.
Momentalnie poczułam gorąco na twarzy.
- To dobrze - mruknęłam speszona.
Uśmiechnął się pod nosem, napomniał coś o swoich znajomych, którzy na niego czekają i odszedł. Resztę drogi do stolika Cindy pokonałam sama.
- Hej - przywitałam się z fałszywym uśmiechem na ustach.
Dobry humor wywołany przez Willa zniknął natychmiast.
- Siema - odpowiedział Liam. - Co tam?
- Jak możesz pytać o takie rzeczy we wtorek rano? - Zrobiłam minę męczennicy i klapnęłam z gracją na krzesełko obok przyjaciółki.
- Kto to był? - odezwała się blondynka. - Niezłe ciacho.
Payne wytrzeszczyło oczy na jej słowa.
- Znajomy ze sklepu - odparłam, rozglądając się za czymś dobrym do zjedzenia, czym zakończyłam ten niezręczny temat.
Niestety wyszło tak, że siedziałam prawie na przeciwko blondyna.
Para zakochanych śmiała się z moich słów, a ja w tym czasie zaczęłam pochłaniać tosty z dżemem brzoskwiniowym. Byłam uczulona na truskawki, więc nie pozostawiono mi wyboru.
- Jaki macie pierwszy wykład? - Zainteresował się szatyn.
- W sumie to nie wiem - bąknęłam, przełykając resztkę tosta. - To Cindy zna nasz cały plan na pamięć.
- Tak, to prawda - poparła mnie.
Liam objął ją ramieniem i szepnął coś do ucha. Cindy się zaczerwieniła, ale ochoczo pokiwała głową. Nie wnikałam tylko udawałam, że tego nie widziałam.
- Będziemy się zbierać. Chodź, Niall - rzucił Payne.
Blondyn podniósł swoje szanowne cztery litery posyłając mi długie, obojętne spojrzenie. Nie spuściłam wzroku, a on przeniósł swój na moją szyję. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc, co takiego przyciągnęło jego wzrok. Nim się obejrzałam już ich nie było, a moja towarzyszka pochłaniała płatki miodowe z mlekiem.
- Gdzie twoja dieta? - Szturchnęłam ją w bok.
- Daj spokój - wybełkotała z pełną buzią, a ja zaniosłam się śmiechem.
- Mam pytanie.
- No?
- Ile właściwie Liam ma lat? - Ściągnęłam brwi w zastanowieniu.
- Dwadzieścia dwa - odpowiedziała, nawet na mnie nie patrząc. - Niall też.
Och...
A zachowuje się jak bachor.
Ups.

***

- Wszyscy do szatni i widzę was za dziesięć minut na boisku! - krzyknął trener.
Podążyłam za dziewczynami z grupy do naszej przebieralni i zajęłam jedną z szafek. Zdjęłam bluzkę, sięgając po druga, która była przeznaczona do treningów. Te również zapewniała nam szkoła.
- Ej, Destiny - zawołała jedna z dziewczyn. - Coś cię ugryzło? A może ktoś?
Aż dziwne, że już pamiętała moje imię, mimo że to był drugi dzień w tej szkole.
- Mnie? - Wskazałam palcem na siebie.
- Tak, na obojczyku - powiedziała ta sama dziewczyna i wróciła do składania ubrań.
Podeszłam do lusterka nad umywalką i zapaliłam światło. Kiedy zobaczyłam ślad zakryłam usta dłonią, żeby nie wydać okrzyku przerażenia. Na moim lewym obojczyku widniały dwie kropki oddalone od siebie na jakieś dwa, może trzy centymetry.
Coś mnie ugryzło.
Niall musiał mi to zrobić poprzedniej nocy. Nie wiedziałam, ze zostało takie coś.Potarłam miejsce z myślą, że może cudem by zniknęło, ale się myliłam. Na szczęście strój od zajęć częściowo zakrywał ślad, więc liczyłam, że nikt nie byłby w stanie tego zauważyć.
- Chodź Des, bo się spóźnimy. - Przyjaciółka pociągnęła mnie za rękę i wyprowadziła na świeże powietrze.
Był wieczór, ale ogólnie było całkiem ciepło. Ustawiłyśmy się w szeregu i wszyscy czekaliśmy na naszego trenera.
- Witam was ponownie. - Uśmiechnął się złowieszczo. - Na początek trzy kółeczka wokół boiska.
Wiedziałam, ze powinnam mieć to w naturze, ale niestety nie byłam fanką biegania. Truchtałam sobie powoli, kiedy obok mnie pojawiła się znajoma sylwetka.
- Musimy pogadać. - Na te słowa zeskanowałam towarzysza.
Ugh, Horan.
- O czym? - Wróciłam wzrokiem na trasę, dając mu do zrozumienia że nie miałam ochoty go widzieć.
Nie mogliśmy się zatrzymać, bo nauczyciel dodałby więcej okrążeń.
- Dobrze wiesz, o czym - syknął zniecierpliwiony.
- Teraz chcesz o tym gadać? - Uniosłam jedną brew.
- Jutro jest pełnia i do tego czasu nie chcę, żebyś przychodziła do naszego pokoju. Liam będzie odwiedzał Cindy u was.
- Dlaczego?
- Po prostu nie i tyle. Tak ciężko ci to zrozumieć? - rzucił poirytowany.
- Horan! Smith! Nie ociągać się! Zostajecie w tyle! - krzyk trenera rozniósł się po całym boisku.
- Żeby nie było, że nie ostrzegałem - dodał blondyn i przyspieszył, wyprzedzając mnie o kilka metrów.
- Panikarz - prychnęłam, ale w duchu przystałam na jego decyzję.
Wolałam nie ryzykować.

***

- Kiedy przyjdzie Liam? - mruknęłam z zamkniętymi oczami.
Leżałam na łóżku, a Cindy przy poprawiała makijaż w lusterku. Chciała wyglądać zabójczo na spotkanie z chłopakiem.
- Za jakieś hmm... Dziesięć minut - rzuciła z rozdziawioną buzią. Właśnie nakładała tusz na rzęsy. - A co?
- Muszę wiedzieć, kiedy mam się zbierać.
- Dlaczego zbierać? - Przestała i odwróciła głowę w moją stronę.
- Chyba chcecie zostać sami, prawda? - Uniosłam brwi pytająco, podnosząc głowę z poduszki.
- Niby tak, ale nie musimy. - Wzruszyła ramionami.
W jej oczach widziałam co innego. Bardzo chciała zostać z Liamem sam na sam. Była moją przyjaciółką, więc znałam ją lepiej niż ktokolwiek inny. Byłam w stanie się dla niej poświęcić.
- To ja lecę. - Wstałam ociężale i poprawiłam ciuchy.
- Dziękuję - pisnęła radośnie, kiedy ja już trzymałam klamkę. - Wiszę ci czekoladę.
Fuknęłam wyniośle i opuściłam pokój. Nie wiedząc gdzie się udać skierowałam się przed siebie. Nogi zaniosły mnie na zewnątrz. Co prawda był już wieczór i się ściemniło, ale czego miałam się bać jako wilkołak?
Dotarłam do starej altanki, rozsiadłam się najwygodniej jak mogłam i głęboko odetchnęłam. Nagle coś po mojej lewej się poruszyło. Wytężyłam słuch i zarejestrowałam spokojne bicie serca, które z pewnością nie należało do mnie. Czekałam cierpliwie, aż ów osobnik raczył się ujawnić.
- Co ty tu robisz? - zapytał mocno zdziwiony.
Proszę państwa, nikogo innego nie mogło tu przywiać. Pan Niall Horan we własnej, wkurzającej osobie.
- Co ty tu robisz? - Zgromiłam go wzrokiem. - Byłam pierwsza, gdybyś nie zauważył.
- Przyszedłem zapalić - rzucił obojętnie, wyciągając papierosa.
Wsadził go między wargi i zapalił, a ja z głupią uwagą obserwowałam cały proces. Kiedy się zaciągnął na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Starałam się zachować pozory, ale z wilkołakiem nie wygrasz.
Wiedziałam to z autopsji.
- Co ci się tak spodobało, że ci puls skoczył? - odezwał się.
Patrzył przed siebie, co wyglądało typowo książkowo. Mroczny chłopak, wieczór, dym z papierosa...
Wiecie, co mam na myśli.
- Przestań analizować mój organizm. Nie wsłuchuj się w niego - wymamrotałam lekko speszona. - To przez papierosa. Jestem w trakcie rzucania - zmyśliłam.
- Zaśmiałbym się, gdybyś zareagowała tak na mnie palącego papierosa - kpił sobie.
- To odpada na sto procent.
- Na pewno? - wyszeptał mrocznie, zwracając oczy na moją twarz.
Wiedziałam, że ze mną pogrywał. Całkiem, jak wtedy w klubie.
Wstałam, ostentacyjnie otrzepując ubranie z niewidzialnego pyłu. Miałam zamiar udać się w inne, nieskażone przez niego miejsce, ale...
- Gdzie idziesz? - Zatrzymał mnie.
- Czy to cię w ogóle obchodzi? - Spojrzałam przez ramię.
- Tak właściwie, to nie bardzo - przyznał szczerze.
- Własnie. - Wepchnęłam dłonie do kieszeni spodni i zrobiłam krok.
W ciągu sekundy Niall znalazł się za mną, pociągnął mnie za ramię i zamknął w uścisku. Mocnym uścisku. Chciałam się wyszarpać, ale był zbyt silny. Zwyczajnie ustąpiłam, czekając na rozwój wydarzeń.
Zapadła głucha cisza i niekomfortowe wpatrywanie się Nialla w moją twarz. Ja patrzyłam wszędzie, tylko nie na niego.
- Mógłbyś mnie puścić? - odchrząknęłam niezręcznie.
- Mógłbym - odpowiedział spokojnie.
- To puść - zaproponowałam, nie chcąc używać sarkazmu.
Po co miałam pogarszać swoją sytuację? Wolałam, żeby nie ponowił swojego ataku na mnie, tak jak wczoraj.
- Nie podoba ci się? - mruknął i uśmiechnął się głupio.
- Nie.
- Naprawdę?
- Tak.
- Jesteś bardzo rozmowna - zironizował.
- Czemu się na mnie uparłeś? - jęknęłam.
Zmęczyłam się próbami walki. Był samcem wilkołaka, co skutecznie zmniejszało moje szanse na jakikolwiek ratunek.
- Nudziłem się, byłaś pod ręką, więc skorzystałem - odparł niewinnie.
- No patrz, no - udałam zaskoczenie. - Szkoda, ze bawi to tylko i wyłącznie ciebie.
- Źle się bawisz?
- Niekoniecznie dobrze. - Poruszyłam ściśniętymi ramionami.
- Chyba masz pecha.
Zacisnęłam mocno zęby, żeby nie zacząć krzyczeć.
Czemu zachowywał się, jak potłuczony?
- Przecież mieliśmy się do siebie nie zbliżać - przypomniałam mu nasza wymianę zdań w czasie treningu.
- Powiedziałem, że ty masz trzymać się ode mnie z daleka - poprawił, dumnie wypinając pierś. - Nie wspomniałem o sobie.
- Jesteś dziwny i zaczynasz mnie przerażać - mruknęłam.
Pochylił twarz w moją stronę, a ciepły oddech owinął moją twarz. Czuć go było papierosem, przez co miałam ochotę kaszlnąć. Zmarszczyłam czoło, bo nie wiedziałam co myśleć o jego obecnym zachowaniu. Uderzył się w głowę, czy coś?
- Co ci się stało?! - nie wytrzymałam i podniosłam głos. - Najpierw traktujesz mnie jak wroga, a teraz się do mnie kleisz?!
- Znasz takie powiedzenie "Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej"? - odpowiedział tuż przy moim uchu.
Fuknęłam, zebrałam wszystkie siły i odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam. Nie spodziewał, bo mnie puścił.
- Spierdalaj! - Krzyknęłam, zaciskając dłonie w pięści. - Jesteś przerażający i nie mam ochoty z tobą przebywać!
- Wiem. - Puścił oczko.
- Zostawiłeś mi wczoraj ślad na obojczyku - prychnęłam. - Już do końca cię pojebało?
Odchyliłam materiał bluzy, żeby miał lepszą widoczność.
- Całkiem ładnie wycelowałem - przyznał z aprobatą, przyglądając się małym kropkom.
- Co cię wczoraj napadło, co? - Zmrużyłam oczy, czekając na odpowiedź.
Nie dał mi jej. Zaczął wpatrywać się w punkt ponad moją głową.
- Odpowiedz do cholery. - Tupnęłam nogą jak mała dziewczynka, żądająca lizaka.
- Nie wiem. - Jego pięść odbiła się od słupka podtrzymującego dach altanki. - Po prostu nie wiem, okey?!
Popatrzyłam na niego z szokiem. Po prostu osłupiałam. Zachowywał się co najmniej dziwnie.
Jak niezrównoważony psychicznie.
- Dobra, nieważne. - Podrapałam się po ręce. - Pójdę już.
Tak, zrobiło się niezręcznie.
Blondyn odwrócił się na pięcie i wszedł do altanki. Niekomfortowa sytuacja dobiegła końca. Stwierdziłam, że trzydzieści minut w zupełności zakochanym wystarczyło. Miałam ochotę rzucić się na łóżko i pójść spać. Czułam, że moje życie tutaj nie zapowiadało się na najłatwiejsze. To był drugi dzień, a już miałam psychicznego wilkołaka na głowie.
Co to za czasy, że trzeba pukać do własnego pokoju?
Zastukałam kostkami o drewno i po chwili usłyszałam pospieszne "proszę", więc ostrożnie otworzyłam drzwi. Para siedziała na łóżku Cindy i "oglądała film" na jej laptopie. Nieźle pomyślane i nawet bym uwierzyła, gdyby nie zaczerwienione policzki przyjaciółki i potargane włosy Liama.
- Ogarnijcie fryzury przed wieczornym obchodem - rzuciłam niby od niechcenia.
Usiadłam na swoim posłaniu i zdjęłam buty. Przeciągnęłam się, rozluźniając wszystkie możliwe mięśnie i jak zwykle przed spaniem przejrzałam telefon.
- To ja będę leciał. - Liam podniósł się na równe nogi i poprawił lekko opadnięte spodnie.
Obserwowałam ich spod rzęs. Nie chciałam wyjść na gapia, ale oni byli bardzo słodcy jako para. Chłopak nachylił się i złączył ich usta. Przyjaciółka nieśmiało oddała pieszczotę, przytrzymując jego kark i mocniej wyciągając szyję. Odsunęli się od siebie z wielkimi uśmiechami.
- Dobranoc - szepnęła Cindy i przygryzła wargę.
- Dobranoc - mruknął Liam.
Odwrócił się w moją stronę, dopiero kiedy stanął przy drzwiach.
- Dobranoc, Destiny.
- Dobranoc, Liam. - Pomachałam, a on zniknął na korytarzu.
Ziewnęłam i podrapałam się po policzku.
- Która pierwsza do łazienki? - westchnęłam.
- Idź, a ja tu trochę posprzątam.
Dopiero teraz zauważyłam opakowania po różnego rodzaju słodyczach. Czyżby nic dla mnie nie zostawili?
- W szufladzie biurka masz dużą czekoladę - powiedziała dziewczyna, jakby odczytała moje myśli.
- Dziękuję. - Przesłałam jej całusa i biorąc piżamę zniknęłam w łazience.
Gorące fale wody zmyły całe napięcie i stres z dzisiejszego dnia. Ochłonęłam, a temperatura wody ukoiła moje zmysły i sprawiła, że będę mogła szybciej zasnąć. Od zawsze tak było.
Po wyjściu z brodzika, ubraniu się i zawinięciu włosów w ręcznik wyszczotkowałam dokładnie zęby. Nałożyłam na twarz trochę kremu nawilżającego i z grubsza osuszyłam włosy. Odprężona i czyściutka ułożyłam się pod cieplutką kołdrą.