niedziela, 3 kwietnia 2016

3.




3 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

- Widziałaś moją bluzkę? - Kręciłam się po pokoju jak szalona.
Nigdzie nie mogłam znaleźć mojej bluzki, którą dostałam do szkolnego mundurka.
Tak, obowiązywały mundurki i wcale nie były takie złe. Dziewczyny miały czarne, lekko rozchylane spódniczki do kolan, czarne marynarki ze złotymi klapami i białe koszule. Do tego złota kokarda we włosach i czarne baleriny. Identyfikator ze zdjęciem i imieniem obowiązkowo musiał być przypięty do małej kieszonki w marynarce.
Spodobał mi się ten zestaw.
Chłopcy mieli podobnie, tylko że ich obowiązywały czarne dżinsy i czarne buty, a zamiast kokardek musieli nosić złoty krawat.
- Jest w szafie! - odkrzyknęła z łazienki.
Miałyśmy łazienkę w pokoju, co było bardzo pocieszające. Nie widziałam siebie we wspólnej toalecie. Zauroczyłam się w tej szkole za luksus, którego nie oferowały normalne szkoły. Nigdy nie przebywałam w takich warunkach, więc mój zachwyt był czymś naturalnym.
- Znalazłam- mruknęłam zmieszana i naciągnęłam koszulę. - Dziękuję!
Cindy dołączyła do mnie, kiedy już zapięłam guzik marynarki i kończyłam wiązać kokardkę na kucyku.
- Gotowa? - zapytała i stanęła obok, żeby przejrzeć się ze mną w dużym lustrze na ścianie.
- Teraz tak. - Cmoknęłam ją w policzek. - Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Pewnie zagubiła byś się w tym wielkim świecie - zachichotała i sięgnęła po książki.
Nikt w tej szkole nie potrzebował plecaków. Na kilka wykładów potrzebowaliśmy po jednej książce, na resztę żadnych. Żyć nie umierać!
- Chodźmy już. Nie chcę spóźnić się na pierwsze zajęcia. - Pociągnęłam ją za rękę i wyszłyśmy z pokoju.

***

Siedziałyśmy przy stoliku na stołówce. Trwała właśnie długa przerwa. Na początku zdziwiła mnie obecność stołówki, ale przypomniałam sobie, że uczelnia była połączona z internatem, a my musieliśmy mieć gdzie jeść.
Pomieszczenie wypełniło się uśmiechniętymi studentami. Miałam ochotę dowiedzieć się czegokolwiek o każdym z nich. Czy gdzie tu czaił się inny wilkołak?
Mama lubiła opowiadać mi bajeczki o znalezieniu tego jedynego, który jest mi przeznaczony. Że niby wybrał go dla mnie los i bla bla bla...
- Powiem ci, że profesorowie w tej szkole są całkiem w porządku - stwierdziłam, grzebiąc widelcem w sałatce. - Przynajmniej ci, których do tej pory poznałam.
- Tak, rzeczywiście - przytaknęła. - Zostały nam jeszcze tylko dwa wykłady, a potem wieczorne warsztaty. Podobno jesteśmy podzieleni na grupy czy coś.
- Zaczynam się przywiązywać. - Uśmiechnęłam się. - Cały nasz plan składa się z kilku zajęć plus warsztaty. Nie musimy się męczyć, bo reszta dnia jest wolna. Poza tym, chcę się wreszcie nauczyć dobrze posługiwać moją mocą.
- Ja też. - Cindy wzięła kawałek pomidora do ust.
Spojrzałam na wyświetlacz komórki.
- Mamy jeszcze dziesięć minut do końca przerwy. Co robimy? - Odsunęłam od siebie talerz i spojrzałam z wyczekiwaniem na przyjaciółkę, która musiała najpierw przeżuć swój posiłek.
- Chodźmy na dziedziniec. - Wstała, poprawiając spódniczkę.
Zrobiłam to samo i byłam gotowa do wyjścia.
- Chodźmy. - Skinęłam głową.
Ciekawostka - wilkołak zawsze potrafił wyczuć drugiego wilkołaka.
To było coś przypisane naszej naturze.
- Ej, Alex. - Cin szturchnęła mnie łokciem w żebro.
- Auć - syknęłam. - Czego? - Spojrzałam na nią gniewnie.
- Widziałaś tego chłopaka? - Wskazała palcem na tłum za nami. - Normalnie ciacho, jakiego twoje oczy nie widziały.
- Jakiego chłopaka? - Uniosłam brew.
- Nie dało się go nie zauważyć. - powiedziała z sarkazmem. - Jesteś gapą. Nie wiem, jak znajdziesz sobie jakiegoś faceta.
Machnęłam dłonią lekceważąco.
- To, że ty się zakochałaś nie znaczy, że mam znaleźć kogoś z kim będę mogła chodzić na twoje wymarzone podwójne randki - zaśmiałam się i złapałam ją za rękę.
Przyjaciółka wywróciła oczami i westchnęła. Przepchnęłam się przez tłum przy zewnętrznych schodach. Rozłożyłyśmy się pod największym drzewem na dziedzińcu kładąc plecaki po głowy i zamknęłyśmy oczy.
- Piękny dzień - westchnęłam zachwycona.
- Idealny - zgodziła się Cindy. - Ciekawe, co on teraz robi...
Popatrzyłam na nią ukradkiem. Miała na ustach uśmiech marzycielki i lekko zaczerwienione policzki.
- Zadzwoń do niego - rzuciłam niby obojętnie.
Dla mnie to była prosta sprawa. Jeśli się za kimś tęskniło, to zazwyczaj się z nim kontaktowało, prawda?
No własnie.
- Co mu powiem? - bąknęła z krzywym grymasem. - "Hej, jestem własnie w szkole dla istot nadnaturalnych, może się spotkamy. A zapomniałam dodać, że jestem wilkołakiem." Tak to sobie wyobrażasz? To mam mu powiedzieć?
Też poczuliście ten kilogram sarkazmu?
Wybuchłam śmiechem na jej słowa. Nawet mówiąc poważnie, była strasznie zabawna.
- Skończyłaś? - mruknęła zirytowana i skrzyżowała ręce na piersiach. - Mówię poważnie.
- Dobra, dobra. - Rozmasowałam bolący od śmiechu brzuch. - Skończyłam.
Zadzwonił dzwonek, oznajmiający koniec leniuchowania.
- Chodź, nie chcę się spóźnić. Nie możemy popsuć dobrego pierwszego wrażenia.
Cin wstała otrzepując ciuchy i żwawym krokiem ruszyła do szkoły. Byłam ja tuż za nią.

***

- Skończyłam! - Uniosłam ręce z zaciśniętymi pięściami w geście zwycięstwa. - Misja ukończona. Pięć rozdziałów przeczytane.
- Jestem z ciebie dumna - zachichotała Cindy.
Odwróciłam się w jej stronę, żeby zobaczyć, ze leżała na łóżku z telefonem w ręku, któremu bacznie się przyglądała.
- Co robisz? -  zagadnęłam.
- Nic - rzuciła i przyłożyła telefon do klatki piersiowej.
Czyżby chciała coś ukryć?
- Na pewno? - zapytałam podejrzliwie. - Coś ci nie wierzę.
Westchnęła ciężko i ponownie uniosła komórkę.
- Co tam masz? - Rzuciłam się na nią, ale zrzuciła mnie obok siebie.
- Wiadomość od Liama.
I znowu pojawił się ten rozanielony uśmiech i czerwień na policzkach. Wydawało mi się, że już zawsze będzie tak na niego reagowała.
- Co napisał? - zainteresowałam się, co było moim obowiązkiem, jako przyjaciółki.
Zwróciła wyświetlacz w kierunku mojej twarzy. Widniała na nim otwarta wiadomość o treści:
" Tęsknię xxx"
Tylko tyle? Tym się tak zachwyciła? Ja nie widziałam w tym nic nadzwyczajnego.
- Nic więcej? - Posłałam jej zdziwione spojrzenie.
- A czego ty byś chciała? - zapytała z wyrzutem. - Wyznania miłości?
Przytaknęłam z głupią miną.
- Chyba trochę na to za wcześnie, nie uważasz?
Popukała się palcem w czoło, sugerując mi głupotę.
Wzruszyłam ramionami.
- Ważne, że o mnie pomyślał i napisał, że tęskni. - Ucałowała ekran urządzenia.
- Jesteś dziwna - mruknęłam, po czym uśmiechnęłam się szeroko. - Ale masz rację.
- Uczę się od najlepszych, kochanie - rzuciła i również się uśmiechnęła.
- A idź sobie. - Szturchnęłam dziewczynę i pokracznie zeszłam na podłogę. - O której mamy te warsztaty?
- O siedemnastej, czyli za jakieś pół godziny.
- Idę się odświeżyć - oznajmiłam i zniknęłam w łazience.
- I tak nikogo nie wyrwiesz, brzydkie kaczątko! - Usłyszałam z pokoju.
- Spadaj, grubasie! - Odpysknęłam.
W zamian usłyszałam głośmy śmiech, którym się zaraziłam i nie mogłam przestać chichotać.

***

Stanęłyśmy pod salą gimnastyczną.
Nie wiedziałam dlaczego spotykaliśmy się tutaj, ale również nie wnikałam. Zebrało się nas osiem osób, a miało być dziesięć - pięciu chłopaków i pięć dziewcząt. Miałam nadzieję, że nie będę musiala być w parze z jakimś chłopakiem. Nie chciałam, żeby pary były mieszane.
A co jeśli trafię na jakiegoś kujona-brzydala i będę musiała z nim ćwiczyć?
Nawet nie chciałam sobie tego wyobrażać.
- Dzień dobry. - Nagle pojawił się nauczyciel.
Był potężnym mężczyzną koło czterdziestki. Miał niezłe, zarośnięte baczki. Patrząc na niego miałam wrażenie, że był wojskowym. Do tego sposób w jaki wypowiedział te dwa proste słowa... Sto procent, że gdzieś służył.
- Od dzisiaj będę waszym trenerem. Jesteście grupą wilkołaków, a moim zadaniem jest wzmocnienie waszej kondycji i nauczenie przydatnych umiejętności manualnych - mówił. - Pierwsza zasada, widzę was pod salą punktualnie. Minuta spóźnienia równa się kara. - Spojrzał na każdego przenikliwie. - Nie powiedziałem, że lekka. Gdzie dwóch pozostałych członków?
Przełknęłam ciężko ślinę. Brakowało dwóch osób... Ciekawe, czy będą mieli wyznaczoną karę, skoro to była dopiero pierwsza lekcja.
- Nazywam się John Break. Macie się do mnie zwracać "trenerze" bądź "trenerze Break", zrozumiano? - powiedział, a mi wydawało się, jakby patrzył tylko na moją twarz.
- Tak, panie trenerze - odpowiedzieliśmy zgodnie.
- Teraz wejdziemy do sali, a wy ustawicie się w dwóch szeregach. Dziewczęta w pierwszej linii, a panowie w drugiej. Mężczyźni pobawią się również w dżentelmenów i będą przepuszczać panie w drzwiach sali. Potem wejdzie wam to w nawyk i będziecie tak robić wszędzie - oznajmił, przekręcając kluczyk w zamku. - Zapraszam.
Tak jak powiedział, tak zrobiliśmy. Kiedy już wszyscy się ustawili rozejrzałam się po sali. Była ogromna. Nie mogłam się doczekać pierwszych prawdziwych warsztatów, chociaż nie wiedziałam czy powinnam się tak ekscytować skoro te lekcje prowadził tak przerażający facet.
- Widzę, że ciągle brakuje nam dwóch owieczek w naszym stadzie. Na ich szczęście są to wasze pierwsze zajęcia, więc mogą się spóźnić, gdyż ta  szkoła wcale nie jest taka mała. Sam na początku się gubiłem, ale da się przywyknąć. Jednak powinni zrobić jakiś przewodnik, czy coś w tym stylu. Tak dla ułatwienia życia. - Wzruszył ramionami i sięgnął po dziennik.
Tak, w nienormalnej szkole były normalne dzienniki, w których sprawdzano obecność. Trener miał zacząć czytać listę, ale wtedy drzwi wejściowe się otworzyły. Spóźnialscy weszli do środka, a ja zamarłam. Zaparło mi dech w piersiach.
To było niemożliwe.
Odwróciłam się twarzą do przyjaciółki, a ona patrzyła prosto na mnie. Jej oczy wyrażały szok, ale i ekscytację. Zobaczyła osobę, której nigdy nie spodziewałaby się ujrzeć.
Niestety z moich oczu można było wyczytać jedynie przerażenie i nienawiść. Nic nie mogłam na to poradzić. Myślałam, że zejdę na zawał. Chciałam zemdleć, zapaść się pod ziemię, zniknąć, wyparować, cokolwiek, żeby tylko nie patrzeć na tą twarz. Cindy z jednej strony wyglądała jakby miała zemdleć, ale z drugiej jakby chciała się rzucić na osobnika właśnie zmierzającego ku nam.
Zgadniecie, kto zaszczycił nas swoją obecnością?
Dokładnie!
Liam i ten idiota z baru. Ten na którego wylałam piwo.
Tak, dokładnie oni.
- Do szeregu - ponaglił ich trener. - Macie szczęście, że to wasze pierwsze zajęcia, więc nie będziecie mieli żadnych konsekwencji. Nie toleruję spóźnień i nieobecności na moich warsztatach.
Chłopaki skinęli głowami i posłusznie ustawili się w drugim rzędzie, na szczęście na przeciwległym końcu niż my. Trener wygłosił przemówienie na temat zasad i naszych obowiązków, po czym pozwolił się rozejść i porozglądać po sali. Zdecydował, że ze względu na pierwsze raz zrobi luźne zajęcia.
Odciągnęłam przyjaciółkę na bok. Nawet nie zdążyłam się odezwać, bo...
- Boże, Destiny. Czy ty widzisz, to co ja? - zapytała z wielkimi rumieńcami na polikach - On tu jest...
- Ogarnij się. - Potrząsnęłam nią, bo nie mogłam na nią nakrzyczeć. - To jest ten koleś z klubu.
- Ten blondyn? To jego oblałaś piwem? - zdziwiła się. - Liam kiedyś mi go przedstawił. Ma na imię Niall.
Popatrzyła w ich stronę, ale na szczęście stali do nas tyłem.
- Tak Cindy, to on. - Złapałam się za głowę. - Nie mam pojęcia, co oni tutaj robią. Przecież to Mystic College, a to jest grupa wilkołaków, więc... O nie.
- Nie panikuj. - Poklepała mnie po ramieniu. - Poznacie się, to zobaczymy. Może cię nie pamięta. Widocznie nie tylko my mamy mały sekret. Nawet nie wiesz, jak się cie...
- Po moim trupie - nie dałam jej dokończyć. - Nie wyskakuj mi teraz ze swoim szczęściem. Możesz się miziać po kątach z Liamem, ale nie zmuszaj mnie żebym przebywała w towarzystwie tego... Tego idioty. Nie chciałam znać jego imienia, ale musiałaś się z tym wyrwać - bąknęłam zła.
- Nie mów tak brzydko o mnie i Liamie - upomniała, na co przytaknęłam z pokorą. - Zaraz się przekonamy co się wydarzy, bo własnie tu idą - szepnęła uradowana.
Kurwa.
- Hej, dziewczyny. Co za niespodzianka - przywitał się Liam. - Nie spodziewałem się, że wy też.
Dał Cindy buziaka w policzek, a mi uścisnął dłoń.
- Ogromna niespodzianka - mruknęłam sarkastycznie, patrząc wszędzie tylko nie na nich.
- Coś mówiłaś, Des? - zapytała przyjaciółka.
Pokręciłam głową i zauważyłam jak bardzo ciekawe są metalowe belki na suficie.
- Poznajcie mojego przyjaciela. Niall?
Czyli to prawda, że to jego przyjaciel?
Ja pierdole.
- Niall Horan. - Chłopak podszedł do Cindy. - Wydaje mi się, że już się kiedyś poznaliśmy.
- Cześć. Tak, to prawda. Liam skojarzył nas kiedyś na imprezie.
Była na imprezie beze mnie!?
- No tak! - przypomniał sobie Liam i złapał się za głowę. - Zapomniałem.
Dziewczyna zachichotała, rozbawiona jego reakcją.
- Poznaj moją przyjaciółkę. - Popatrzyła na mnie, ale udawałam, że nie widzę. - Destiny? - zwróciła się do mnie, więc musiałam zareagować.
Niestety ani ja, ani blondyn nie byliśmy zadowoleni tym, co zobaczyliśmy.
- Cześć - bąknęłam, nawet nie podając mu ręki. - My się już poznaliśmy - zwróciłam się do Liama
- Ta, tak jakby - rzucił Niall, przyglądając mi się z obojętnym wyrazem twarzy.
Staliśmy i się na siebie gapiliśmy. Niestety, to nie był flirt, czy coś. Bardziej jak obiecywanie sobie "rozszarpię ci gardło, kiedy tylko zostaniemy sami".
Miło, prawda?
- Serio? Nie spodziewałem się. - Liam był autentycznie zaskoczony.
- Tak jak ja nie spodziewałam się jego osoby tutaj. - Skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Miło, że mamy takie samo zdanie na swój temat. - Niall uniósł jedną brew i wciągnął na usta irytujący uśmieszek.
Nie mówiąc nic, odwróciłam się na pięcie i jak najszybciej oddaliłam.
Szłam przed siebie, żeby tylko być jak najdalej od tamtego osobnika. Jak mogłam nie wyczuć, że też był wilkołakiem? Dzisiaj od razu poczułam, że walił mokrym psem.
Dotarłam na dziedziniec i stanęłam pod drzewem, które ja i Cindy wypatrzyłyśmy sobie na przerwie. Usiadłam na trawie i głęboko odetchnęłam. Postanowiłam unikać go na tyle, na ile to będzie możliwe. Nie zamierzałam zepsuć sobie szansy i przyjemności nauki na tej uczelni przez tak niewydarzonego typa jak on.
Starałam się oczyścić umysł z negatywnych emocji tylko po to, żeby zachowywać się przyjaźnie w stosunku do Liama i Cindy.
Nie mogłam zawieść przyjaciółki.

1 komentarz: