wtorek, 5 kwietnia 2016

4.



*Niall*

 Nie mogłem pojąć, co ona tutaj robiła. Jak tylko ją zobaczyłem, pomyślałem, że to jakiś żart. Poszła sobie i bardzo dobrze postąpiła. Ja, Liam i Cindy staliśmy lekko zdziwieni jej zachowaniem. Postanowiłem przerwać niezręczną ciszę.
- To ja idę jeszcze pochodzić, a wy sobie pogadajcie.
- Spoko - odpowiedział Liam.
Przyjaciel przybił ze mną żółwika, a potem odwróciłem się do dziewczyny.
- Do zobaczenia, Cindy. - Skinąłem głową.
- Do zobaczenia, Niall. - Uśmiechnęła się przyjaźnie.
Powędrowałem przed siebie.
Z planu pamiętałem tylko tyle, że po warsztatach magii mieliśmy czas wolny. W sumie, nie miałem co robić. Pomyślałem, że mógłbym powłóczyć się po okolicy. Musiałem znaleźć miejsce, gdzie będę mógł spokojnie zapalić.
Tak, wilkołak też mógł robić takie rzeczy.
Cindy i jej przyjaciółka też nimi były. Tak jak Liam, ale o nim wiedziałem od dawna. Złościłem się na siebie, że nie wyczułem jej wtedy w klubie. Musiała nieźle się zamaskować, albo byłem zbyt rozproszony i pijany.
Wyszedłem na dziedziniec, gdzie chłodne październikowe powietrze owiało moją twarz. Rozejrzałem się po otoczeniu ale nie zobaczyłem nikogo. Oprócz niej. Siedziała sobie pod drzewem. Nie wiedziałem, co tutaj robiła, ale na pewno nie mogła zepsuć mi przyjemności nauki w tym miejscu. Chciałem coś osiągnąć, bo tego chciał mój tata. Nie mogłem zawieść matki.
Prychnąłem i odwróciłem się w kierunku jednej z altanek znajdujących się na środku placu. Usiadłem i odetchnąłem świeżym powietrzem.
Będę jej unikał i tyle. To było w tej chwili najlepszym rozwiązaniem. Nie miałem zamiaru próbować jej polubić, tak jak doradzał mi Liam.  Niech nawet na to nie liczy.

*Destiny*

Siedzenie pod drzewem mi się znudziło, dlatego też wróciłam do pokoju. W drodze powrotnej minęłam Nialla. Siedział w altance i truł się papierosami. Nie kręciły mnie używki, a jeśli chodziło o alkohol, to większe ilości piłam tylko na imprezach. Po dotarciu do pokoju usiadłam na podłodze, plecy opierając o moje łóżko i wyciągnęłam pamiętnik. Pisałam tam coś od czasu do czasu. Zwykle jak się nudziłam.
Słowa same pojawiały się na kartkach, a ja nawet nie zauważyłam, kiedy w pokoju pojawiła się uśmiechnięta Cindy.
- Jak ja kocham życie! - Okręciła się na środku pokoju.
Oderwałam wzrok od zeszytu i spojrzałam na nią podejrzanie.
- Naćpałaś się czegoś czy uderzyłaś się w głowę idąc tutaj?
- Głupia jesteś - prychnęła z głupawym uśmiechem.
- Może i jestem, ale nie szczerzę się jak mysz do sera z powodu jakiegoś tam chłopaka.
- To nie jest "jakiś tam" chłopak - oburzyła się i popatrzyła na mnie wrogo. - Jest niesamowity.
- Jasne, niech ci będzie - mruknęłam pod nosem i schowałam pamiętnik. - Co robimy?
Przyjaciółka podrapała się po czole, myśląc intensywnie.
- Może pójdziemy do chłopaków? - zasugerowała ostrożnie.
- Masz na myśli Liama i tego drugiego? - Uniosłam brew chociaż znałam odpowiedź.
- Mhm - przytaknęła nieśmiało.
- Powiedziałam ci, że nie mam ochoty oglądać jego twarzy. - Klapnęłam niezdarnie na materac, starając się ściągnąć buty. - Poza tym, to chyba zabronione.
- Sama nie pójdę. - jęknęła. - Za bardzo się wstydzę, a po drugie możemy spotykać się z innymi do północy, jeśli nie będziemy zakłócać ciszy nocnej, która zaczyna się o dziesiątej.
- Czemu nawet studentów ograniczają? - jęknęłam. - No, ale fajnie wiedzieć i cóż... Trudno. - Wzruszyłam ramionami.
- Może dlatego, żeby nie mieć w każdym pokoju orgii seksualnej? - Rzuciła mi ironiczne spojrzenie.
Wzruszyłam ramionami z niewinną miną.
- Destiny! - Tupnęła mogą, jak mała dziewczynka. - Proszę cię, chodź ze mną.
Zrobiła te swoje słynne maślane oczka. Westchnęłam ciężko i zastanowiłam się.
- Robię to tylko dlatego, że jesteśmy przyjaciółkami - zmiękłam.
- Jesteś najukochańszą przyjaciółką pod słońcem! - Dopadła mnie i przygniotła do łóżka.
- Jeśli mnie udusisz, to tam nie dotrzemy - wydusiłam.
Wstała pośpiesznie i rzuciła się do łazienki. Po chwili słyszała prysznic i jej ciche podśpiewywanie. Ubrałam wygodniejsze ciuchy i czekałam na dziewczynę. Nie stroiłam się, bo po co? Po jakichś piętnastu minutach stałyśmy pod drzwiami pokoju jej chłopaka. Chyba byli już parą, prawda? Nic nie mówiła, ale tak mi się wydawało.
- Pukaj - rzuciłam znudzona.
- Ty zapukaj.
- Serio? - Uniosłam brew ironicznie. - W ogóle, skąd znasz ich numer pokoju?
Zarumieniła się lekko i spuściła wzrok.
- Liam mi powiedział, geniuszu - mruknęła.
- Och, no dobra. - Poprawiłam bluzkę, prostując się.
Zastukałam kostkami o powłokę i miałam wielką nadzieję, że jednak nie było ich w środku. Niestety usłyszałam szuranie butów, co pozbawiło mnie wszelakiej nadziei na jakikolwiek ratunek z tej sytuacji. Cindy wepchnęła się przede mnie z myślą, że to będzie Liam. Jakie było jej rozczarowanie, kiedy powitała nas zaspany blondyn.
- To wy. - Ziewnął i szerzej otworzył drzwi.
Weszłyśmy, a przyjaciółka z szerokim uśmiechem skierowała się prosto na środek pokoju i zaciągając się prawie niezauważalnie powietrzem, klapnęła na jedno z łóżek. Zajęłam miejsce obok, w tym czasie Niall wszedł do łazienki. Usłyszałam niemrawe "Liam, ktoś do ciebie", po czym znowu pojawił się w pomieszczeniu i rzucił na swoje posłanie.
- Skąd wiedziałaś, że to łóżko Liama? - szepnęłam do ucha dziewczyny.
- Zapach - odparła zadowolona.
- Blefujesz.
- Wilkołaki tak mają. Kiedy czują coś do innego wilkołaka, to wyczuwają jego zapach bardziej niż inne. Czują lepiej nawet bardzo słabą woń - wyjaśniła i natychmiast się wyprostowała, bo dołączył do nas Liam.
- Hej, mała - przywitał się i ucałował policzek zarumienionej dziewczyny, a mi podał dłoń.
Odwzajemniłam uścisk, jak to robiłam za każdym razem gdy się witaliśmy. Chłopak usiadł obok Cindy i położył dłoń na jej kolanie.
- Co u was? - zapytał zaciekawiony.
- Nic się nie zmieniło od czasu naszej ostatniej rozmowy - wypaliłam szczerze.
Oczywiście wszystkim przypomniało się niemiłe rozwinięcie naszego pierwszego spotkania sprzed kilku godzin.
- Jest wspaniale - odrzekła uradowana przyjaciółka.
Tego w jaki sposób się do niego zwracała nie dało się nie zauważyć. Przewróciła oczami na zagęszczającą się przez słodycz atmosferę.
- Może zostawię was samych - zaproponowałam z myślą, że usłyszę zgodne "tak".
- Nie musisz - odpowiedział Payne, posyłając pocieszający uśmiech mojej towarzyszce. - Poza tym... Niall! Miałeś iść do sklepu!
Podskoczyłam na nagłą zmianę tonu Liama.
- Czego drzesz mordę? - Blondyn podniósł głowę i poraził spojrzeniem swojego kumpla.
- Trochę kultury - skarcił go szatyn. - Mamy gości, jakbyś nie zauważył.
- Zapomniałeś, że jesteś w specjalnej szkole?
- Według panujących tu zasad nie możemy wysługiwać się czarodziejami - wyjaśnił Liam.
- Tu są czarodzieje? - Zdziwiona wytrzeszczyłam oczy. - Pierwsze słyszę. I naprawdę nie możemy się nimi wysługiwać?
- To dlatego, że nie przeczytałaś regulaminu, który leży na twoim biurku.
- To był regulamin? - Jeszcze bardziej się zdziwiłam. - Myślałam, że to jakieś BHP czy inne gówno.
- Oj, Destiny. - Cindy uderzyła się otwartą dłonią w czoło.
- Obiecuję zapoznać się z tą lekturą. - Przyłożyłam dłoń do serca, na co Liam zareagował śmiechem.
- To ty umiesz czytać? - Do żywych powrócił Niall.
- Spierdalaj - rzuciłam w jego kierunku z miną "odezwij się jeszcze raz, a cię zabiję".
Czułam, że ta wizyta nie będzie należała do najmilszych.

***

Spędziłam w pokoju Liama jakiś kwadrans i miałam dosyć. Moja przyjaciółka nie widziała świata poza szatynem, a ja musiałam udawać, że świetnie się bawię. Niall leżał u siebie na łóżku i bawił się telefonem.
- Chyba będę się zbierała - zwróciłam na siebie ich uwagę. - Muszę przeczytać zadane tematy i takie tam. - Wstałam z krzesła, wygładzając spodnie.
- Już je odrobiłaś, Des. - Cindy wystawiła do mnie język. - Źle się bawisz?
Zająknęłam się, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Mam pomysł - uratował mnie Liam.
Wszyscy popatrzyliśmy na niego z wyczekiwaniem.
- Niall miał iść do sklepu, więc Destiny może mu towarzyszyć. Poznacie się lepiej i być może dogadacie.
- Pogięło cię? - Niall zerwał się do siadu. - Ja nigdzie z nią nie idę.
- Wyjąłeś mi to z ust - powiedziałam, nawet na niego nie patrząc.
Nie chciałam psuć sobie resztek dobrego humoru.
- Proszę mi tutaj nie marudzić - rozkazał Payne. - Póki jeszcze jest wcześnie, podniesiecie te swoje wilcze dupska i pójdziecie razem do pobliskiego sklepu, który na wasze szczęście znajduje się na terenie uczelni.
- Ale... - zaczęłam, chcąc się kłócić.
- Żadnego ale! Tak trudno zrozumieć, że ja i Cindy chcieliśmy pobyć przez chwilę sami, do cholery?!
Chyba się wkurzył...
Ani ja, ani blondyn nie odważyliśmy się odezwać. Nie chciałam pogarszać naszej sytuacji, więc podeszłam do drzwi i spojrzałam wymownie na Nialla, a Liam chrząknął znacząco.
- Idę, idę - mruknął tamten i ledwo zwlókł się z łóżka.
Pięć minut później byliśmy w drodze do celu. Trochę zeszło nam z wyjściem, bo musieliśmy się zameldować u jednego z dyżurujących opiekunów. Między nami panowała niezręcznie głucha cisza. Znowu miałam wrażenie, że słyszę ciche warczenie.
- Czy ty na mnie warczysz? - zapytałam zaskoczona.
Chłopak odwrócił głowę w moją stronę. Miał zmarszczone czoło i zdezorientowaną minę.
- Co?
- Słyszałeś, co powiedziałam. Nie będę się powtarzać.
- Znalazłem się w niekomfortowej sytuacji i jestem zły, wiec to chyba nie dziwne - odparł.
- Ja mam tak samo i nie warczę - brnęłam w temat.
- Jestem samcem i trudniej mi opanować swoje instynkty.
- No chyba, że tak - mruknęłam pod nosem. - Dlaczego nie wyczułam cię w klubie?
- Sam nie wiem. - Wzruszył ramionami, patrząc przed siebie. - Ja ciebie też nie wyczułem.
- Dziwne - zamyśliłam się.
Na tym nasza fascynująca rozmowa się skończyła. Nie zaczynałam innego tematu, bo zwyczajnie go nie miałam. Podrapałam się za uchem jednocześnie zauważając, że zbliżamy się do celu. Kilka kroków przed nami widniał kolorowy budynek z napisem "WizMart".
Celowy chwyt marketingowy? Że niby jakiś inny, magiczny świat?
Neonowe reklamy ozdabiały każdy wolny kawałek ściany, dlatego cudem znaleźliśmy drzwi. Weszliśmy do środka, ale próg pierwszy przekroczył Niall. Wywróciłam oczami i weszłam za nim. Wyciągnęłam listę z kieszeni spodni i zaczęłam ją czytać. Chłopak zaplątał się gdzieś między regałami, a ja nie miałam pojęcia gdzie iść najpierw. Zobaczyłam, że przy ladzie stał chłopak w firmowym ubraniu i przeglądał towar w pudle obok.
- Przepraszam - zaczepiłam go, a on się odwrócił.
Był... Wow.
- Słucham? - Uśmiechnął się przyjaźnie.
W myślach od razu stwierdziłam, ze był przystojny.
Bardzo.
Niespodziewanie poczułam dziwne uczucie w głowie.
- Dzięki - odezwał się nagle, a ja nie wiedziałam dlaczego dziękował.
- Słucham? - Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Wybacz, już spieszę z wyjaśnieniami - zaśmiał się krótko. - Jestem Will. - Podał mi rękę, którą uścisnęłam.
- Destiny - odparłam.
- Umiem czytać w myślach, stąd to podziękowanie. Jestem wampirem.
- Słyszałeś, co o tobie pomyślałam? - zapytałam, zawstydzona.
Już czułam jak się czerwienię.
- Tak, ale nie chciałem tak bez uprzedzenia. - Przygryzł wargę. - Czasami nie mogę się opanować. Szczególnie przy tak ładnej dziewczynie.
Zrobiło mi się gorąco.
Nie wierzyłam w opowieści o nienawiści i walkach między wilkołakami a wampirami. Z tym przede mną nie mogłabym walczyć. Raczej mogłabym ale inaczej, na przykład...
Stop! Zagalopowałam się.
- Możesz tego nie robić? Możesz nie czytać moich myśli? - poprosiłam.
- Już przestaję. - Pstryknął palcami, a dziwne uczucie w głowie zniknęło.
- Uczysz się w Mystic College? - zapytałam, chcąc odwrócić uwagę od mojej czerwonej twarzy.
- Tak. Jestem na trzecim roku. Jeszcze tylko dwa lata i będę mógł się uwolnić. - Przewrócił oczami, śmiejąc się. - Pracuję tu po zajęciach.
Zachichotałam i odchrząknęłam.
- Szczerze współczuję - również zażartowałam. - Pomożesz mi z zakupami? Nie mogę się odnaleźć.
- Od tego tu jestem. - Wziął ode mnie listę i szybko ją przeczytał. - Minuta i będę.
Po tych słowach zniknął mi z oczu, a w zamian pojawił się Niall.
- Gdzie byłeś? - Rzuciłam obojętnie. - To ty miałeś robić zakupy.
- Ciebie wyręczył tamten koleś. - Wskazał kciukiem w kierunku rzędów półek za naszymi plecami.
- Skąd wiesz? - Uniosłam jedną brew w zdziwieniu.
- Jestem wilkołakiem, słyszałem wasz flirt. Wyostrzone zmysły i tak dalej. Chyba powinnaś to wiedzieć. - Wywrócił oczami.
Wtedy pojawił się Will.
- Proszę, to twoje zakupy. - Wręczył mi już spakowane torby.
- Już spakowałeś? - zdziwiłam się.
- Prędkość wampira czasami się przydaje. - Uśmiechnął się szeroko, a ja mogłam zobaczyć jego dłuższe, niż normalne, kły.
Był słodki jak na wampira. Sądziłam, że zazwyczaj były bladsze i brzydsze, ale na Willa nie mogłam narzekać.
- Dziękuję. - Znowu się zarumieniłam. - Niall zapłaci.
Blondyn posłał mi rażące spojrzenie i wyciągnął portfel. Dostaliśmy paragon i wyszliśmy ze sklepu. Wręczyłam mu torbę zakupów.
- Nigdzie z tobą nie można wyjść, bo od razu się do ciebie kleją - burknął Niall. - Ty do nich też.
Otworzyłam szerzej oczy, zaskoczona słowami chłopaka.
- Jesteś zazdrosny? - zapytałam kąśliwie.
- Jasne, że nie - prychnął. - Bo niby o co? O ciebie?
- Sztywniak - mruknęłam.
- To przez twoje feromony, tępa istoto - odezwał się po chwili ciszy.
- Jakie feromony? Przecież nie robiłam nic specjalnie - oburzyłam się.
- Ty nie, ale zbliża się pełnia i to dzieje się samoistnie.
Naprawdę byłam taka tępa, że on musiał mi wszystko wyjaśniać?
Byliśmy z jednego gatunku, a ja  nic o sobie nie wiedziałam. Nawet on lepiej znał moje zachowania, znaczy tej drugiej strony mnie, bo nie tej pierwszej, którą jestem normalnie, a nie jako istoty nadprzyrodzonej... Eh, Nieważne.
Nie otworzyłam buzi, aż nie dotarliśmy ponownie do ich pokoju.
- Już myśleliśmy, że się zgubiliście. - Zmartwiona Cindy dopadła mnie w drzwiach.
Popatrzyłam na oboje lekko zmieszana.
- Przecież chcieliście spędzić trochę czasu razem.
Nie rozumiem czemu się martwiła, skoro sami kazali nam iść i ich zostawić.
- Ale nie wiedzieliśmy, że znikniecie na tak długo - wyjaśnił Liam i poklepał miejsce obok siebie.
Leżał na swoim łóżku z głową wspartą na zgiętej ręce. Moja przyjaciółka zajęła wskazane przez niego miejsce, a na jej ustach zagościł szeroki uśmiech. Podczas tego przypatrywania się im, zauważyłam coś dziwnego.
- Liam, czy ty masz malinkę na szyi? - Zmrużyłam oczy podejrzliwie.
Przeniosłam wzrok na Cindy, a ta zakryła twarz dłońmi.
- Ja? Yyy... Ja nie... Um, ta... - chłopak nie potrafił się wysłowić.
Niall głośno zagwizdał i wskazał palcem na moją przyjaciółkę.
- A ty gdzie masz malinkę?
Tamta jeszcze mocniej przycisnęła dłonie do twarzy i pisnęła cichutko. Szatyn obok niej podniósł rękę do ugryzionego miejsca i udawał, że się drapie. Chyba chciał to jakoś zakryć, albo zdrapać. Niestety słabo mu to wychodziło.
- Przynajmniej inne samiczki nie będą cie podrywały - stwierdził Horan.
Liam popatrzył na niego przerażony i rzucił się na Cindy. Dziewczyna krzyknęła wystraszona, a my zaczęliśmy się śmiać. Chwilę później moja przyjaciółka zerwała się z łóżka i pobiegła na drugą stronę pokoju.
- Oszalałeś?! - krzyknęła na swojego chłopaka. - Teraz ja będę miała ślad!
Jej oczy wyrażały przerażenie, kiedy trzymała się za obojczyk. Potem spojrzała na Liama i po sekundzie wypełniły się czułością.
- Teraz mam pewność, że nie będzie do ciebie zarywał żaden inny samiec - wyjaśnił słodko.
Obserwowałam całe zajście z uśmiechem. Oni całkowicie i w każdej komórce ciała do siebie pasowali. Ciekawe czy byli sobie przeznaczeni...
Babcia kiedyś mi opowiadała, że tacy jak my są sparowani już od urodzenia. W przyszłości miałam znaleźć swojego Alfe, a ja miałam być dla kogoś Omegą. Podobno to jest tak, ze skoro jesteśmy sobie przeznaczeni, to mimo wszystko się odnajdziemy, czy tego chcemy czy nie. Nawet możemy o tym nie wiedzieć.
- My będziemy się zbierały, bo za pół godziny musimy być w swoim pokoju. - Przyjaciółka chwyciła mnie za rękę i pociągnęła do drzwi.
Prawie straciłam równowagę, ale pięknie z tego wybrnęłam szybko przebierając nogami. Pomachałam do Liama, a moja towarzyszka posłał mu całusa. Pięć minut później siedziałyśmy na swoich łóżkach.
Przypomniałam sobie coś i zerwałam się z miejsca.
- Co się stało? - Cindy znieruchomiała na krześle.
- Zostawiłam telefon u chłopaków - wyjaśniłam. - Idę po niego.
- Ja pójdę się wykapać.
Przez wyższą konieczność musiałam ponownie znaleźć się w miejscu, w którym nie chciałam przebywać. Zapukałam i nie czekając na zaproszenie weszłam do środka, ale zaraz zatrzymałam się zaskoczona. Przed sobą miałam Nialla bez koszulki.
- Czego? - rzucił obojętnie i wrócił do słania łóżka.
- Zostawiłam u was telefon. - Rozejrzałam się po pomieszczeniu.
Zlokalizowałam moją własność na biurku Liama. Sięgnęłam po niego i włożyłam do kieszeni.
- Spadam - bąknęłam i odwróciłam się do wyjścia.
Nie zdążyłam złapać za klamkę, bo zostałam brutalnie odwrócona i przyciśnięta plecami do drzwi.
- Co ty robisz? - wydusiłam zszokowana.
Blondyn zatrzymał swoją twarz kilka centymetrów od mojej. Miał rozszerzone źrenice i oddychał bardzo nierównomiernie. Naturalnie żółte oczy wilkołaka stały się mieszanką dwóch kolorów, ciężkich do rozpoznania. Pochylił się do mojej szyi, a ja tym razem usłyszałam ciche mruczenie, a nie warczenie. Stałam nieruchomo i czekałam, bo bałam się poruszyć. Wiedziałam, że zbliżała się pełnia i trudniej nam wtedy było zapanować nad sobą, ale jego zachowanie było co najmniej dziwne. Bardzo dziwne. Ręce trzymał na moich biodrach, które mocno ściskał. Zacisnęłam powieki, kiedy poczułam lekkie ukłucie na obojczyku. Tak szybko, jak wtedy się pojawił, tak teraz Niall oddalił się na drugą stronę pokoju. Jego klatka unosiła się i ciężko opadała. Serce waliło mi niemiłosiernie i myślałam, że cała szkoła je słyszy.
- Wyjdź - wychrypiał, zaciskając pięści i patrząc w podłogę.
Nie musiał mnie długo namawiać do opuszczenia ich pokoju. Zrobiłam to z wielką przyjemnością. Zatrzasnęłam za sobą drzwi naszego pokoju z myślą, że to powstrzyma wszystkie myśli wkradające się do mojej głowy. Musiałam postarać się usnąć, bo jutro mamy cały dzień zajęć, a po lekcjach trening fizyczny.
Tylko czy byłam w stanie o tym zapomnieć?
Co tak właściwie się przed chwila wydarzyło?

__________________________________________________

Uuuuu coś się dziejeeeee! :)

Kocham! xxx

1 komentarz:

  1. Ta sytuacja w pokoju to było...
    Łoł nie wiem jak dalej to określić...

    OdpowiedzUsuń