środa, 6 kwietnia 2016

5.




*Niall*

Kiedy Destiny wyszła złapałem się za głowę i upadłem na kolana. Nie potrafiłem opanować swojego instynktu i nie miałem pojęcia dlaczego. W głowie dudniło mi od nadmiaru adrenaliny, a krew krążyła jak szalona.
Nie potrafiłem się uspokoić.
- Niall? - Liam wyszedł z łazienki akurat wtedy, kiedy starałem się podnieść z podłogi. - Co jest?
Chwycił mnie pod ręce i szarpnął do góry. Miał nadludzka siłę, więc to nie było dla niego wyzwaniem. Posadził mnie na łóżku, a ja schowałem twarz w dłoniach. Odkrył mi oczy i widziałem jak się przeraził.
- Boże, Niall - wydusił. - Co ty zrobiłeś?
- Ja... Nie wiem - wycharczałem. - Co się ze mną dzieje?
Rozejrzałem się po pomieszczeniu w gniewie, którego źródła nie znałem. Payne zastanowił się przez chwilę.
- Już wiem - rozejrzał się gorączkowo po pomieszczeniu. - Musisz natychmiast wyładować napięcie, bo mnie za chwilę rozszarpiesz.
Liam ułożył stos poduszek obok mnie i kazał w nie uderzać. Zrobiłem co kazał, a moje ciśnienie zaczęło spadać. Czułem się coraz lepiej. Skończyłem z obolałą pięścią i nierównym oddechem.
- Żyjesz? - Położył rękę na moim ramieniu, przyglądając mi się badawczo.
- Mhm.
Tylko na tyle było mnie stać. Byłem bez sił.
- Destiny tu była? - zapytał ze znajomym błyskiem w oczach. - Widziałem, że zostawiła telefon i słyszałem jej głos, kiedy byłem w łazience.
Po co pytał, skoro wiedział?
Nie odpowiedziałem tylko spojrzałem na niego obojętnie. Z moich oczu wyczytał wszystko, czego potrzebował i zacisnął usta w wąską linię. Wiedziałem, że Liam coś odkrył i miałem nadzieję, że niedługo będę wiedział co to takiego.

***

4 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Obudziłam się pełna życia, tak jakby nic się wczoraj nie wydarzyło. Nie zastałam Cindy zakopanej w pościeli, więc musiała okupować łazienkę. Dzisiaj był drugi dzień szkoły, a ja miałam jej dosyć. Wiem, że wczoraj mówiła co innego, ale pewne osoby spowodowały zmianę mojego zdania.
Przeciągnęłam się czemu towarzyszyło leniwe ziewnięcie i wsunęłam stopy w kapcie. Podeszłam do dużego lustra i przyjrzałam się potworowi, który się w nim odbijał. Tak, nie wyglądałam z rana najlepiej, w przeciwieństwie do Cindy. Ona zawsze wyglądała nad wyraz słodko.
- Już wstałaś? Myślałam, że będę musiała cię ściągnąć za nogę - zaśmiała się dziewczyna, zamykając za sobą drzwi łazienki.
- Nie chcesz wiedzieć, co bym ci wtedy zrobiła - zagroziłam.
- Nie pokonałabyś mnie. - Uniosła głowę wysoko i przemaszerowała przez cały pokój aż do wyjścia.
- Nie?
- Nie. Nawet nie wiesz jaką siłę daje miłość. - Wystawiła do mnie język. - I się nie dowiesz, bo jesteś zimną suką.
Wytrzeszczyłam oczy na jej słowa i zerwałam się do biegu. Nie zdążyłam jej złapać, bo szybko zniknęła za drzwiami.
- Czekam w stołówce - rzuciła na odchodne, a ja uderzyłam pięścią w powłokę.
Wciąż mocno zdziwiona starałam się przyswoić jej słowa. Może miała racje?
Machnęłam na to ręką i biorąc mundurek weszłam do łazienki. Pół godziny później stałam w wejściu do stołówki i rozglądałam się za przyjaciółką. Wtedy zobaczyłam, że ktoś do mnie machał. Tym "ktosiem" okazał się być Liam. Na moje nieszczęście siedział z nimi Niall. Nogi stawiały opór, ale zmusiłam je do współpracy. Nie mogłam zawieść przyjaciółki. Gdybym miała chłopaka, co było aktualnie bardzo wątpliwe, też chciałabym spędzać z nim każdą wolną chwilę. Ale z drugiej strony, długo pracowałam nad tym, żeby wyrobić sobie charakter zimnej suki.
- Cześć - usłyszałam gdzieś z boku.
Zaskoczona odwróciłam głowę i zobaczyłam Willa.
- Cześć - odpowiedziałam, a napięcie zeszło z mojego ciała.
Wyrównał krok, nie spuszczając ze mnie pięknych, szarych, błyszczących oczu.
- Co słychać? - Wytrącił mnie z zamyślenia.
- W porządku. - Wzruszyłam ramionami. - A u ciebie?
- Teraz o wiele lepiej. - Mrugnął do mnie.
Momentalnie poczułam gorąco na twarzy.
- To dobrze - mruknęłam speszona.
Uśmiechnął się pod nosem, napomniał coś o swoich znajomych, którzy na niego czekają i odszedł. Resztę drogi do stolika Cindy pokonałam sama.
- Hej - przywitałam się z fałszywym uśmiechem na ustach.
Dobry humor wywołany przez Willa zniknął natychmiast.
- Siema - odpowiedział Liam. - Co tam?
- Jak możesz pytać o takie rzeczy we wtorek rano? - Zrobiłam minę męczennicy i klapnęłam z gracją na krzesełko obok przyjaciółki.
- Kto to był? - odezwała się blondynka. - Niezłe ciacho.
Payne wytrzeszczyło oczy na jej słowa.
- Znajomy ze sklepu - odparłam, rozglądając się za czymś dobrym do zjedzenia, czym zakończyłam ten niezręczny temat.
Niestety wyszło tak, że siedziałam prawie na przeciwko blondyna.
Para zakochanych śmiała się z moich słów, a ja w tym czasie zaczęłam pochłaniać tosty z dżemem brzoskwiniowym. Byłam uczulona na truskawki, więc nie pozostawiono mi wyboru.
- Jaki macie pierwszy wykład? - Zainteresował się szatyn.
- W sumie to nie wiem - bąknęłam, przełykając resztkę tosta. - To Cindy zna nasz cały plan na pamięć.
- Tak, to prawda - poparła mnie.
Liam objął ją ramieniem i szepnął coś do ucha. Cindy się zaczerwieniła, ale ochoczo pokiwała głową. Nie wnikałam tylko udawałam, że tego nie widziałam.
- Będziemy się zbierać. Chodź, Niall - rzucił Payne.
Blondyn podniósł swoje szanowne cztery litery posyłając mi długie, obojętne spojrzenie. Nie spuściłam wzroku, a on przeniósł swój na moją szyję. Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc, co takiego przyciągnęło jego wzrok. Nim się obejrzałam już ich nie było, a moja towarzyszka pochłaniała płatki miodowe z mlekiem.
- Gdzie twoja dieta? - Szturchnęłam ją w bok.
- Daj spokój - wybełkotała z pełną buzią, a ja zaniosłam się śmiechem.
- Mam pytanie.
- No?
- Ile właściwie Liam ma lat? - Ściągnęłam brwi w zastanowieniu.
- Dwadzieścia dwa - odpowiedziała, nawet na mnie nie patrząc. - Niall też.
Och...
A zachowuje się jak bachor.
Ups.

***

- Wszyscy do szatni i widzę was za dziesięć minut na boisku! - krzyknął trener.
Podążyłam za dziewczynami z grupy do naszej przebieralni i zajęłam jedną z szafek. Zdjęłam bluzkę, sięgając po druga, która była przeznaczona do treningów. Te również zapewniała nam szkoła.
- Ej, Destiny - zawołała jedna z dziewczyn. - Coś cię ugryzło? A może ktoś?
Aż dziwne, że już pamiętała moje imię, mimo że to był drugi dzień w tej szkole.
- Mnie? - Wskazałam palcem na siebie.
- Tak, na obojczyku - powiedziała ta sama dziewczyna i wróciła do składania ubrań.
Podeszłam do lusterka nad umywalką i zapaliłam światło. Kiedy zobaczyłam ślad zakryłam usta dłonią, żeby nie wydać okrzyku przerażenia. Na moim lewym obojczyku widniały dwie kropki oddalone od siebie na jakieś dwa, może trzy centymetry.
Coś mnie ugryzło.
Niall musiał mi to zrobić poprzedniej nocy. Nie wiedziałam, ze zostało takie coś.Potarłam miejsce z myślą, że może cudem by zniknęło, ale się myliłam. Na szczęście strój od zajęć częściowo zakrywał ślad, więc liczyłam, że nikt nie byłby w stanie tego zauważyć.
- Chodź Des, bo się spóźnimy. - Przyjaciółka pociągnęła mnie za rękę i wyprowadziła na świeże powietrze.
Był wieczór, ale ogólnie było całkiem ciepło. Ustawiłyśmy się w szeregu i wszyscy czekaliśmy na naszego trenera.
- Witam was ponownie. - Uśmiechnął się złowieszczo. - Na początek trzy kółeczka wokół boiska.
Wiedziałam, ze powinnam mieć to w naturze, ale niestety nie byłam fanką biegania. Truchtałam sobie powoli, kiedy obok mnie pojawiła się znajoma sylwetka.
- Musimy pogadać. - Na te słowa zeskanowałam towarzysza.
Ugh, Horan.
- O czym? - Wróciłam wzrokiem na trasę, dając mu do zrozumienia że nie miałam ochoty go widzieć.
Nie mogliśmy się zatrzymać, bo nauczyciel dodałby więcej okrążeń.
- Dobrze wiesz, o czym - syknął zniecierpliwiony.
- Teraz chcesz o tym gadać? - Uniosłam jedną brew.
- Jutro jest pełnia i do tego czasu nie chcę, żebyś przychodziła do naszego pokoju. Liam będzie odwiedzał Cindy u was.
- Dlaczego?
- Po prostu nie i tyle. Tak ciężko ci to zrozumieć? - rzucił poirytowany.
- Horan! Smith! Nie ociągać się! Zostajecie w tyle! - krzyk trenera rozniósł się po całym boisku.
- Żeby nie było, że nie ostrzegałem - dodał blondyn i przyspieszył, wyprzedzając mnie o kilka metrów.
- Panikarz - prychnęłam, ale w duchu przystałam na jego decyzję.
Wolałam nie ryzykować.

***

- Kiedy przyjdzie Liam? - mruknęłam z zamkniętymi oczami.
Leżałam na łóżku, a Cindy przy poprawiała makijaż w lusterku. Chciała wyglądać zabójczo na spotkanie z chłopakiem.
- Za jakieś hmm... Dziesięć minut - rzuciła z rozdziawioną buzią. Właśnie nakładała tusz na rzęsy. - A co?
- Muszę wiedzieć, kiedy mam się zbierać.
- Dlaczego zbierać? - Przestała i odwróciła głowę w moją stronę.
- Chyba chcecie zostać sami, prawda? - Uniosłam brwi pytająco, podnosząc głowę z poduszki.
- Niby tak, ale nie musimy. - Wzruszyła ramionami.
W jej oczach widziałam co innego. Bardzo chciała zostać z Liamem sam na sam. Była moją przyjaciółką, więc znałam ją lepiej niż ktokolwiek inny. Byłam w stanie się dla niej poświęcić.
- To ja lecę. - Wstałam ociężale i poprawiłam ciuchy.
- Dziękuję - pisnęła radośnie, kiedy ja już trzymałam klamkę. - Wiszę ci czekoladę.
Fuknęłam wyniośle i opuściłam pokój. Nie wiedząc gdzie się udać skierowałam się przed siebie. Nogi zaniosły mnie na zewnątrz. Co prawda był już wieczór i się ściemniło, ale czego miałam się bać jako wilkołak?
Dotarłam do starej altanki, rozsiadłam się najwygodniej jak mogłam i głęboko odetchnęłam. Nagle coś po mojej lewej się poruszyło. Wytężyłam słuch i zarejestrowałam spokojne bicie serca, które z pewnością nie należało do mnie. Czekałam cierpliwie, aż ów osobnik raczył się ujawnić.
- Co ty tu robisz? - zapytał mocno zdziwiony.
Proszę państwa, nikogo innego nie mogło tu przywiać. Pan Niall Horan we własnej, wkurzającej osobie.
- Co ty tu robisz? - Zgromiłam go wzrokiem. - Byłam pierwsza, gdybyś nie zauważył.
- Przyszedłem zapalić - rzucił obojętnie, wyciągając papierosa.
Wsadził go między wargi i zapalił, a ja z głupią uwagą obserwowałam cały proces. Kiedy się zaciągnął na moim ciele pojawiła się gęsia skórka. Starałam się zachować pozory, ale z wilkołakiem nie wygrasz.
Wiedziałam to z autopsji.
- Co ci się tak spodobało, że ci puls skoczył? - odezwał się.
Patrzył przed siebie, co wyglądało typowo książkowo. Mroczny chłopak, wieczór, dym z papierosa...
Wiecie, co mam na myśli.
- Przestań analizować mój organizm. Nie wsłuchuj się w niego - wymamrotałam lekko speszona. - To przez papierosa. Jestem w trakcie rzucania - zmyśliłam.
- Zaśmiałbym się, gdybyś zareagowała tak na mnie palącego papierosa - kpił sobie.
- To odpada na sto procent.
- Na pewno? - wyszeptał mrocznie, zwracając oczy na moją twarz.
Wiedziałam, że ze mną pogrywał. Całkiem, jak wtedy w klubie.
Wstałam, ostentacyjnie otrzepując ubranie z niewidzialnego pyłu. Miałam zamiar udać się w inne, nieskażone przez niego miejsce, ale...
- Gdzie idziesz? - Zatrzymał mnie.
- Czy to cię w ogóle obchodzi? - Spojrzałam przez ramię.
- Tak właściwie, to nie bardzo - przyznał szczerze.
- Własnie. - Wepchnęłam dłonie do kieszeni spodni i zrobiłam krok.
W ciągu sekundy Niall znalazł się za mną, pociągnął mnie za ramię i zamknął w uścisku. Mocnym uścisku. Chciałam się wyszarpać, ale był zbyt silny. Zwyczajnie ustąpiłam, czekając na rozwój wydarzeń.
Zapadła głucha cisza i niekomfortowe wpatrywanie się Nialla w moją twarz. Ja patrzyłam wszędzie, tylko nie na niego.
- Mógłbyś mnie puścić? - odchrząknęłam niezręcznie.
- Mógłbym - odpowiedział spokojnie.
- To puść - zaproponowałam, nie chcąc używać sarkazmu.
Po co miałam pogarszać swoją sytuację? Wolałam, żeby nie ponowił swojego ataku na mnie, tak jak wczoraj.
- Nie podoba ci się? - mruknął i uśmiechnął się głupio.
- Nie.
- Naprawdę?
- Tak.
- Jesteś bardzo rozmowna - zironizował.
- Czemu się na mnie uparłeś? - jęknęłam.
Zmęczyłam się próbami walki. Był samcem wilkołaka, co skutecznie zmniejszało moje szanse na jakikolwiek ratunek.
- Nudziłem się, byłaś pod ręką, więc skorzystałem - odparł niewinnie.
- No patrz, no - udałam zaskoczenie. - Szkoda, ze bawi to tylko i wyłącznie ciebie.
- Źle się bawisz?
- Niekoniecznie dobrze. - Poruszyłam ściśniętymi ramionami.
- Chyba masz pecha.
Zacisnęłam mocno zęby, żeby nie zacząć krzyczeć.
Czemu zachowywał się, jak potłuczony?
- Przecież mieliśmy się do siebie nie zbliżać - przypomniałam mu nasza wymianę zdań w czasie treningu.
- Powiedziałem, że ty masz trzymać się ode mnie z daleka - poprawił, dumnie wypinając pierś. - Nie wspomniałem o sobie.
- Jesteś dziwny i zaczynasz mnie przerażać - mruknęłam.
Pochylił twarz w moją stronę, a ciepły oddech owinął moją twarz. Czuć go było papierosem, przez co miałam ochotę kaszlnąć. Zmarszczyłam czoło, bo nie wiedziałam co myśleć o jego obecnym zachowaniu. Uderzył się w głowę, czy coś?
- Co ci się stało?! - nie wytrzymałam i podniosłam głos. - Najpierw traktujesz mnie jak wroga, a teraz się do mnie kleisz?!
- Znasz takie powiedzenie "Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej"? - odpowiedział tuż przy moim uchu.
Fuknęłam, zebrałam wszystkie siły i odepchnęłam go najmocniej jak potrafiłam. Nie spodziewał, bo mnie puścił.
- Spierdalaj! - Krzyknęłam, zaciskając dłonie w pięści. - Jesteś przerażający i nie mam ochoty z tobą przebywać!
- Wiem. - Puścił oczko.
- Zostawiłeś mi wczoraj ślad na obojczyku - prychnęłam. - Już do końca cię pojebało?
Odchyliłam materiał bluzy, żeby miał lepszą widoczność.
- Całkiem ładnie wycelowałem - przyznał z aprobatą, przyglądając się małym kropkom.
- Co cię wczoraj napadło, co? - Zmrużyłam oczy, czekając na odpowiedź.
Nie dał mi jej. Zaczął wpatrywać się w punkt ponad moją głową.
- Odpowiedz do cholery. - Tupnęłam nogą jak mała dziewczynka, żądająca lizaka.
- Nie wiem. - Jego pięść odbiła się od słupka podtrzymującego dach altanki. - Po prostu nie wiem, okey?!
Popatrzyłam na niego z szokiem. Po prostu osłupiałam. Zachowywał się co najmniej dziwnie.
Jak niezrównoważony psychicznie.
- Dobra, nieważne. - Podrapałam się po ręce. - Pójdę już.
Tak, zrobiło się niezręcznie.
Blondyn odwrócił się na pięcie i wszedł do altanki. Niekomfortowa sytuacja dobiegła końca. Stwierdziłam, że trzydzieści minut w zupełności zakochanym wystarczyło. Miałam ochotę rzucić się na łóżko i pójść spać. Czułam, że moje życie tutaj nie zapowiadało się na najłatwiejsze. To był drugi dzień, a już miałam psychicznego wilkołaka na głowie.
Co to za czasy, że trzeba pukać do własnego pokoju?
Zastukałam kostkami o drewno i po chwili usłyszałam pospieszne "proszę", więc ostrożnie otworzyłam drzwi. Para siedziała na łóżku Cindy i "oglądała film" na jej laptopie. Nieźle pomyślane i nawet bym uwierzyła, gdyby nie zaczerwienione policzki przyjaciółki i potargane włosy Liama.
- Ogarnijcie fryzury przed wieczornym obchodem - rzuciłam niby od niechcenia.
Usiadłam na swoim posłaniu i zdjęłam buty. Przeciągnęłam się, rozluźniając wszystkie możliwe mięśnie i jak zwykle przed spaniem przejrzałam telefon.
- To ja będę leciał. - Liam podniósł się na równe nogi i poprawił lekko opadnięte spodnie.
Obserwowałam ich spod rzęs. Nie chciałam wyjść na gapia, ale oni byli bardzo słodcy jako para. Chłopak nachylił się i złączył ich usta. Przyjaciółka nieśmiało oddała pieszczotę, przytrzymując jego kark i mocniej wyciągając szyję. Odsunęli się od siebie z wielkimi uśmiechami.
- Dobranoc - szepnęła Cindy i przygryzła wargę.
- Dobranoc - mruknął Liam.
Odwrócił się w moją stronę, dopiero kiedy stanął przy drzwiach.
- Dobranoc, Destiny.
- Dobranoc, Liam. - Pomachałam, a on zniknął na korytarzu.
Ziewnęłam i podrapałam się po policzku.
- Która pierwsza do łazienki? - westchnęłam.
- Idź, a ja tu trochę posprzątam.
Dopiero teraz zauważyłam opakowania po różnego rodzaju słodyczach. Czyżby nic dla mnie nie zostawili?
- W szufladzie biurka masz dużą czekoladę - powiedziała dziewczyna, jakby odczytała moje myśli.
- Dziękuję. - Przesłałam jej całusa i biorąc piżamę zniknęłam w łazience.
Gorące fale wody zmyły całe napięcie i stres z dzisiejszego dnia. Ochłonęłam, a temperatura wody ukoiła moje zmysły i sprawiła, że będę mogła szybciej zasnąć. Od zawsze tak było.
Po wyjściu z brodzika, ubraniu się i zawinięciu włosów w ręcznik wyszczotkowałam dokładnie zęby. Nałożyłam na twarz trochę kremu nawilżającego i z grubsza osuszyłam włosy. Odprężona i czyściutka ułożyłam się pod cieplutką kołdrą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz