poniedziałek, 11 kwietnia 2016

6.




5 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Niall*

- Liam no! - krzyknąłem do chłopaka, który blokował łazienkę. - Pospiesz się!
- Już wychodzę! - warknął.
Powtarzał to od dobrych dwudziestu minut. Przez niego byłem bliski spóźnienia się na lekcję. Nie było moją winą, że wstawaliśmy o tej samej godzinie i potrzebowaliśmy równie dużo czasu przed lusterkiem. Wbrew temu, nie zaliczałem się do lalusiów.
Żeby nie było.
- Już. - Payne minął mnie na środku pokoju, a ja pokazałem mu język.
Po wyjściu z łazienki zgarnąłem plecak i razem z przyjacielem wyszedłem na korytarz.
- Byłeś na badaniach? - zagadnął Liam.
- Mhm.
- I co?
- Nie wiem. Pielęgniarka nic mi nie powiedziała.
- Nic nie powiedziała? - zdziwił się.
Wzruszyłem ramionami, słabo zainteresowany jakimiś głupimi badaniami, które musiał przejść tutaj każdy ewentualny przyszły samiec Alfa, który kiedyś mógłby być przywódcą Rady lub Prawdziwym Alfą. Póki co, każdy młodzik był Betą i nie każdy przechodził na Alfę.
- Skończyła, gdzieś zadzwoniła, schowała papiery i kazała mi wyjść.
- Naprawdę? Wiedziałeś, że masz wgląd w wyniki badań?
- Nie, a co? Tobie coś powiedziała?
- Tak.
- Co takiego? - zaciekawiłem się.
Może było z nim coś nie tak, ale jeszcze nic mi nie powiedział?
- Poinformowała mnie, że jest w porządku, wręcz idealne warunki na przyszłego Alfę. Jednak potwierdziła, ze to nie ja zasiądę na krześle przywódcy Radą, bo coś nie zgadzała się w jednym z testów. Stwierdziła, że ja mógłbym być Pierwszym Doradcą. Potem podziękowała i pozwoliła opuścić gabinet.
Zmrużyłem oczy w zamyśleniu.
- Czekaj - zacząłem. - Jaki miała wyraz twarzy?
- Cały czas się uśmiechała. Dziwiłem się, jak może tak długo wytrzymywać i czy mięśnie twarzy jej nie bolały. Nawet pomachała mi na pożegnanie.
- Jeśli mówimy o tej samej pielęgniarce, to niech mnie piorun strzeli. Przy mnie ta kobieta miała kamienną twarz. Jak powiedziałem jej "do widzenia", to nie odpowiedziała tylko bąknęła coś  pod nosem. Pomyślałem, że taka jest i tyle. Nie zastanawiałem się nad tym. Aż do teraz...
Obaj zamyśliliśmy się nad tą dziwną sytuacją. Niestety nie mieliśmy dużo czasu, bo zbliżaliśmy się do sali lekcyjnej, w której po chwili zajęliśmy swoje miejsca.

***

*Destiny*

- Mam dość - jęknęłam w książkę. - Która godzina?
- Wytrzymaj jeszcze pięć minut, Des - rzuciła Cindy szeptem.
- No dobra - westchnęłam.
Z powrotem wzięłam długopis do ręki i zaczęłam spisywać to, co dyktowała nauczycielka. Nawet nie miałam pojęcia o czym tak właściwie mówiliśmy. Chyba gadała coś o eliksyrach i temu podobnych duperelach. Może gdyby mnie to dotyczyło, byłabym bardziej zainteresowana.
- Nie zadaję wam pracy domowej z racji, że dzisiaj pełnia i musicie na siebie uważać. Możecie opuścić salę. Pamiętajcie o zachowaniu szczególnej ostrożności.
Zerwałam się z krzesła, prawie zapominając o książkach, które w ostatniej chwili złapałam pod pachę. Pospieszyłam na stołówkę i zajęłam nasze ulubione miejsce, długo przed pojawieniem się mojej przyjaciółki. Podręczniki wpakowałam do plecaka, który odłożyłam pod stół. Poszłam po obiad i wróciłam na miejsce. Dzisiaj miałam ochotę na frytki z sałatką ze świeżych warzyw. Jak na specjalną szkołę, to mieli tu normalne jedzenie. Mi pasowało, bo było bardzo smaczne.
- Zakurzyło się za tobą, kochana. - Cin klapnęła obok mnie. - Coś się stało, ze tak się zerwałaś?
- Zgłodniałam.
- Podczas pełni doskwiera nam większy głód niż zazwyczaj.
- Wiem. - Skinęłam głową ze smutną miną. - Jeszcze kilka takich pełni i będę małym grubaskiem.
Przez chwile przyjaciółka chichotała pod nosem, ale za chwilę przywołała na twarz ten poważny wyraz.
- Na pewno wszystko okey?
- Tak, Cindy, na pewno.
Wepchnęłam kilka frytek do ust, a w tym czasie pojawiły się  osoby, których nie chciała widzieć podczas posiłku. Znaczy tylko jedna mi przeszkadzała.
- Hej, Liam - odezwała się przyjaciółka.
Przewróciłam oczami na jej zachowanie. Spojrzałam na uśmiechniętą buzię Payne'a i skinęłam do niego głową. Nie mogłam mówić ze względu sporą porcję jedzenia w ustach.
- Cześć, Niall - przywitała się Cindy, która była równie uradowana nawet z jego powodu.
Udałam, że byłam okropnie zajęta moim posiłkiem, żebym tylko nie musiała patrzeć na jego twarz. Oni zajęli się rozmową, a ja w spokoju pozbyłam się zawartości mojego talerza. Wytarłam usta chusteczką i cmoknęłam policzek przyjaciółki.
- Idę do szafki wymienić książki - wyjaśniłam, kiedy napotkałam jej pytający wzrok.
Sekundę później byłam na korytarzu i zmierzałam w stronę szafek. Wypakowałam plecak i zabrałam to, co było mi potrzebne na ostatnie dwie lekcje. Zadowolona, że dzisiaj nie mieliśmy treningu fizycznego, postanowiłam zahaczyć o toaletę.
- Co zrobiłaś z wynikami? - usłyszałam, skręcając za róg.
Korytarz w tej części budynku był o tej porze pusty. Otworzyłam szeroko oczy na widok dyrektora i szkolnej pielęgniarki. Nie zauważyli mnie, więc mogłam bezpiecznie się wycofać. Stanęłam przy krawędzi ściany, by móc słyszeć ich rozmowę w całości.
- Schowałam je w bezpiecznym miejscu, proszę pana. Nikt się nie zorientuje, że zniknęły, bo podłożyłam mu wyniki jakie powinien otrzymać normalny Beta, który nie ma żadnych szans na zostanie przywódcą Rady.
Z tego co pamiętałam, wszystkich samców obowiązywały specjalne badania, ale nie wiedziałam w jakim celu. Chyba o wyniki tego badania im chodziło. Tylko czyje one były i czemu musiała je podmienić i schować?
- Bardzo dobrze, pani Evans.
Pielęgniarka była urodziwą kobietą w wieku około czterdziestki. Dyrektor był dużo mniej urodziwy i starszy od niej o jakieś dziesięć lat. Myśl, że z nim flirtowała, wywołała u mnie odruch wymiotny. Powstrzymałam pawia i skupiłam się na słowach dyrektora.
- Nikt nie może się dowiedzieć o wynikach tego chłopaka. Jego ojciec nie żyje, więc mamy pewność, że nikt nie zainteresuje się tą sprawą. Wszystko spoczywa na pani barkach. Dokumenty musza być pilnie strzeżone, inaczej spotkają nas niemiłe konsekwencje. Trzeba trzymać tego chłopaka w ryzach i mieć na niego oko. Nie pozwolę, żeby jakiś gówniarz zrujnował moje życie i karierę. Ułożyłem naprawdę doskonały plan i nie pozwolę go sobie zniszczyć.
Zmarszczyłam czoło na jego słowa.
Karierę?
Chodziło mi o karierę dyrektora?
- Dzisiaj jest pełnia. Ten chłopak może być niebezpieczny, a my nie wiemy czy znalazł już swoją Omegę i czy się dopasowali. Jeśli już o zrobił, to jesteśmy na dobrej drodze do porażki.
- Zachowamy wszelkie środki ostrożności, pani Evans. Szkoła będzie dzisiaj pilnie strzeżona. Ja już przypilnuję, żeby wszyscy zostali w swoich pokojach. Kto go opuści, zostanie wydalony ze szkoły natychmiastowo. Chłopak pewnie jeszcze nie wie, że otrzymał tak ogromny dar.
- A co z jego współlokatorem? - zapytała zmartwiona kobieta.
- Z tego, co wiem, są przyjaciółmi. Dwie Bety w sojuszu się nie skrzywdzą. Powinna pani o tym wiedzieć, panno Evans.
Wstrzymałam oddech, przetwarzając usłyszane informacje. Chłopak z przyjacielem, brak ojca, ukryte badania, zagrożona kariera, niebezpieczny...
Co tu się, do cholery, działo?
Została dokładnie minuta do dzwonka, a ja nie miałam pojęcia, o kim oni mówili.
- Jak on się nazywa? - Dyrektor zmrużył oczy, jakby starał się coś sobie przypomnieć.
Z dudniącym sercem czekałam na odpowiedz pielęgniarki i modliłam się, żeby zdążyła przed tym niesamowicie ogłuszającym dzwonkiem.
- Jego nazwisko to...
Tyle zdołałam usłyszeć, kiedy moje bębenki zostały zranione przeraźliwym dzwonieniem. Zła, skołowana i z pełnym pęcherzem skierowałam się do odpowiedniej sali. Nawet siedząc w ławce i patrząc na tablicę, nie myślałam o niczym innym, jak o niosącym zagrożenie chłopaku bez ojca.

***

*Niall*

Był wieczór, a ja i Liam spokojnie czekaliśmy na koniec pełni w swoim pokoju.
- Ile jeszcze? - niecierpliwiłem się.
Zazwyczaj podczas pełni nic się nie działo oprócz zarostu, kłów i innego koloru oczu. Jedyne, o czym wiedziałem, to z nadejściem wyjątkowej pełni dowiemy się o swoim przeznaczeniu. Miała nastąpić po dwudziestych pierwszych urodzinach.
Miałem dwadzieścia dwa lata i do tej pory nic się nie wydarzyło...
- Przestań się tak niecierpliwić. Swędzi cię tyłek, czy coś?
Mój przyjaciel rytmicznie tupał stopą, co oznaczało, że sam się stresował.
- To ja się denerwuję? - prychnąłem ironicznie.
Położyłem się na łóżku, kładąc dłonie pod głowę i krzyżując kostki. Wróciłem myślami do mojego ostatniego dziwnego zachowania. Nie pamiętałem co mnie wtedy napadło. Miałem wrażenie, że to nie byłem ja, tylko jakiś sen albo jakby ktoś mną kierował. Sam nie wiem. To było dziwne i zdarzyło się pierwszy raz. Miałem nadzieję, że więcej się nie powtórzy.
Nagle poczułem ukłucie bólu w tyle głowy. Zacisnąłem powieki i złapałem się za bolące miejsce. Uczucie nasilało się z każdą sekundą, a ja nie potrafiłem sobie z nim poradzić. Zwinąłem się w kłębek i warknąłem. Jak zazwyczaj miałem już kły, pazury i zarost na policzkach, ale nigdy nie czułem takiego bólu.
Wściekłem się i poderwałem na równe nogi. Nie myślałem jasno. Chciałem tylko, żeby ból ustąpił. Wtedy zauważyłem Liama, a potem urwał mi się film.

*Liam*

Obserwowałem Nialla, z którym zaczęło się dziać coś złego. Widziałem jak zwijał się bólu i cierpienia, z którym nie mógł sobie poradzić. Siedziałem na swoim łóżku i ściskałem brzeg materaca, wbijając w niego paznokcie. Moja reakcja na pełnię nie różniła się niczym od wcześniejszych. Wstrzymałem oddech, kiedy Niall obdarzył mnie wściekłym spojrzeniem swoich złotych oczu, które po chwili zmieniły kolor na dziwnie mieszany. Minęła sekunda i wróciły do poprzedniego koloru. Blondyn zbliżył się do mnie na minimalną odległość i przyglądał mi się, odchylając głowę na bok.
- Niall? - zagadnąłem ostrożnie. - Słyszysz mnie?
Żadnej reakcji z jego strony. Już miałem się podnieść i iść zaalarmować któregoś z dyżurujących opiekunów, ale byłem za wolny. Niall złapał mnie za gardło i mocno zacisnął. Jego pazury wbiły się w moją skórę, a gorący oddech owinął moją twarz. Przełknąłem ślinę z dużą trudnością, ze względu na rosnący nacisk na gardło. Gdzieś w środku poczułem do niego duży szacunek i dystans.
Dlaczego, skoro to mój przyjaciel, a ja też mógłbym zostać przyszłym Prawdziwym Alfą?
- Uciekaj - warknął. - Teraz.
Zawarczałem na niego, ale nic to nie dało. W żaden sposób nie mogłem do niego dotrzeć. To nie było normalne. Nie byłem pewien, czy powinienem komuś o tym powiedzieć.
Co jeśli jego zachowanie poprowadzi do czegoś złego?
A jeśli coś mu zrobią?
Nie mogłem narazić na niebezpieczeństwo własnego kumpla.
- Teraz! - krzyknął, puszczając moją szyję.
Rzuciłem się do drzwi, potykając się  o własne nogi. Zatrzaskując drzwi, usłyszałem przerażające wycie, przez które obsypała mnie gęsia skórka.
Trochę spanikowałem.

***

*Destiny*

Siedziałam wpatrując się w okno, za którym czaił się księżyc w swej pięknej okazałości. W tym miesiącu przypadła niesamowita pełnia. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego samice wilkołaka nie przechodziły przemiany tak drastycznie, jak samce. Pojawiają nam się kły, pazury i świecące złote oczy.
Cieszyłam się z braku nadmiernego owłosienia.
- Jak się czujesz? - zapytałam, spoglądając na towarzyszkę.
Cindy leżała na swoim łóżku i przeglądała plotkarskie czasopismo. Zamrugała powiekami kilka razy, żeby poprawić widoczność.
- Dobrze. Jak zwykle - odpowiedziała.
Nie spojrzała na mnie, ale ja dostrzegłam ten stoicki spokój na jej obliczu. W przeciwieństwie do mnie, ona umiała się opanować. Ja miałam ochotę biegać, skakać, wyć, śmiać się, krzyczeć, rozwalać i wariować całą noc. Taka już byłam.
Każda samica miała swój charakter.
Ku naszemu zaskoczeniu w drzwiach pokoju pojawił się Liam. Uniosłam brwi zaskoczona. Przecież nikt nie mógł dzisiaj opuszczać swojego pokoju.
- Co ty tu robisz? - Zmarszczyłam czoło i trochę spanikowałam, bo nie chciałam żeby go złapali w żeńskiej części podczas pełni.
Mogli wydalić go ze szkoły bez większego gadania.
Cin odrzuciła gazetę i zrobiła mu miejsce obok siebie, pokazując żeby usiadł. Zdyszany szatyn opadł na łóżko.
- Co się stało, Liam? Dlaczego wyszedłeś z pokoju? - Dziewczyna dotknęła jego ramienia.
Chłopak odskoczył i odsunął się na drugi koniec łóżka.
- Wolałbym, żebyś nie dotykała mnie podczas pełni - wymamrotał. - Niepohamowany instynkt i te sprawy.
Cindy oblała się rumieńcem i cofnęła dłoń.
- Przerażasz mnie. - Złapałam się za głowę i przymknęłam oczy. - Czy mógłbyś...?
- Już spieszę z wyjaśnieniami. - Próbował uspokoić oddech.
Zgarnęłam z twarzy kosmyki włosów, które uwolniły się z niechlujnego kucyka. Payne przesiadł obok mnie dla bezpieczeństwa jego i Cindy.
- Teraz wróćmy do tego, co ty tu robisz. - Spojrzałam na niego podejrzliwie. - Gdzie masz Nialla? Robicie sobie ze mnie jakieś żarty?
- Właśnie... Bo... Tu o niego chodzi.
Przerwałam mu syknięciem. Poczułam ból w okolicach kostek mojej prawej dłoni. Uniosłam rękę i obejrzałam ją ze wszystkich stron. Nie było żadnego śladu, ani nic, co mogłoby powodować ból. Uniosłam wzrok na pozostałych.
Liam i Cindy patrzyli na mnie w przerażeniu.

*Niall*

Zdenerwowany, że nie mogłem opanować swojego drugiego ja, uderzyłem pięścią w ścianę. Poczułem silny ból w pięści. Zacisnąłem zęby i warknąłem. Potem pojawiło się uczucie bólu w okolicach kostek mojej prawej dłoni.

********************

Czyżby wszystko układało się w całość?
Jaka będzie przyszłość nieświadomych swojej potęgi nastolatków?

2 komentarze:

  1. Już nadrobiłam rozdziały :D Wszystko cacy, jak zawsze. I pisz dalej dziewczyno! :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Co jest Niallowi?? Pisz dalej, bo muszę się tego dowiedzieć :>

    OdpowiedzUsuń