niedziela, 17 kwietnia 2016

7.




*Destiny*

- Co? - zapytałam wystraszona.
Nie miałam pojęcia, czemu tak się na mnie gapili. Aż tak źle wyglądałam?
- Liam? - Zszokowana Cindy popatrzyła na swojego chłopaka. - Co to było?
- Myślę, że domyślam się, co to mogłoby być - odpowiedział w zamyśleniu. - Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o...?
- Tak, tak! - Podskoczyła na łóżku i klasnęła w dłonie.
Tak to jest, jak kumplujesz się z dwoma wszechwiedzącymi geniuszami. Wspominałam, że czytają tony książek?
- O czym wy, do cholery, mówicie? - wtrąciłam się w ich podnieconą, szeptaną wymianę zdań.
Zamilkli.
Nawet nie raczyli odpowiedzieć na moje pytanie.
Naburmuszona zamknęłam się w łazience i jeszcze raz obejrzałam bolącą rękę. To już nie był ten sam ból, ale jeszcze coś czułam. Tak po prostu zaczęła mnie boleć...
Westchnęłam ciężko, nie wiedząc ile czasu tutaj spędziłam, ale moje oznaki wilkołactwa powoli znikały, więc zgadywałam, że powinno być już tylko lepiej. Otworzyłam zamaszyście drzwi, prawie zderzając się z przyjaciółką, która wpadła do toalety jak strzała. Wypchnęła mnie i zatrzasnęła wejście za sobą.
Zapukałam, przystawiając ucho drzwi.
- Cindy, co ty wyrabiasz?
W odpowiedzi usłyszałam westchnięcie ulgi. Przewróciłam oczami i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Z przykrością, a może i nie, stwierdziłam, że Liam już sobie poszedł. Ciągle nie ogarniałam sytuacji, która się dzisiaj wydarzyła i dlaczego Payne do nas w ogóle przyszedł.
- Co robiłaś w tej łazience tyle czasu? - Usłyszałam za plecami.
Rzuciłam się na łóżko, podkładając ręce pod głowę. Popatrzyłam z uśmiechem na dziewczynę.
- Nic.
- Głupia jesteś, wiesz? - zapytała ze śmieszną miną.
Zaśmiałam się, a przyjaciółka ze mną.
- Ej, co to dzisiaj było, co? - Przeniosłam wzrok na sufit.
Cin opadła tyłkiem na materac swojego posłania.
- Sama nie wiem. - Wzruszyła ramionami. - Chodźmy już spać.
Powstrzymałam się od komentarza na ten temat i przykryłam się kołdrą. Nie przebrałam się z wygodnych spodenek i bluzki, w których chodziłam po skończeniu lekcji, bo byłam na to zbyt leniwa.

***

6 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Przez resztę dni ja i Cindy próbowałyśmy rozgryźć zagadkę tajemniczego chłopaka bez ojca, który mógł zagrozić dyrektorowi szkoły. Nie wskórałyśmy nic w sprawie schowanych dokumentów. Kompletne zero.
Z drugiej strony bawił mnie fakt zabawy w detektywa w wieku dwudziestu lat.
- Piatek, piąteczek, piątunio! - Cin zaklaskała z radości.
Właśnie skończyłyśmy lekcje i szłyśmy do szafek, żeby zabrać potrzebne rzeczy na weekend, bo w wolne dni nie mieliśmy wstępu do części budynku, gdzie znajdowała się szkoła. Mogliśmy korzystać z pokoi i podwórka, nic poza tym.
- Mam pomysł. - Zamyślona wpatrywałam się w drzwiczki mojej szafki.
- Oświeć mnie.
- Musimy się wkraść do gabinetu pielęgniarki i znaleźć te podmienione dokumenty - wyjawiłam sekretny plan.
- Jak chcesz to zrobić, skoro nawet znamy jego nazwiska? - Wywróciła oczami.
Westchnęłam ciężko na pesymizm przyjaciółki.
- Niemożliwe, żeby było niesamowicie dużo nazwisk, które mają podmienione dokumenty. Poza tym, pewnie nie będzie dużo wilkołaków jak na pierwszy rocznik studiów. Mówię ci. Przecież tylko po dwudziestym pierwszym roku życia muszą stawić się na to badanie. Młodsi nie.
- Uważasz, że mało jest na tej uczelni chłopaków w przedziale zaliczającym się do poszukiwań - Cindy zmarszczyła czoło. - Nie  rób sobie żartów, Des. Nie ma szans na znalezienie tych papierów.
- Dowiedziałam się od kolegi, ze te badania co roku przechodzą tylko nowi uczniowie - wyjaśniłam konspiracyjnym szeptem.
- To zmniejsza okrąg poszukiwań, ale i tak...
- To jak? - przerwałam jej.
- Co?
Popatrzyłam na nią, jak na idiotkę.
Albo naprawdę, albo udawała, że nie wiedziała, o co mi chodziło.
- Idziemy znaleźć te papiery?
- Dobra, ale kiedy?
Przez chwilę byłam zdziwiona, że Cindy zgodziła się tak szybko. Zwykle namówienie jej zajmowało mi kilka godzina, ewentualnie kilka dni.
- Myślę, że dzisiaj wieczorem. Tylko nikomu ani słowa. - Pogroziłam jej palcem. - Nawet Liamowi.
Dziewczyna przytaknęła głową i położyła rękę na sercu. Z uśmiechami na twarzach pobiegłyśmy na obiad. W międzyczasie wpadłam na Willa i od razu spaliłam buraka.
- Gdzie tak pędzisz? - zaśmiał się.
- Umieram z głodu - sapnęłam. - Nie strasz mnie więcej, dobrze?
Zbliżył się i lekko pochylił, a ja speszona wstrzymałam oddech.
- Jeśli tylko chcesz - wyszeptał i poszedł przed siebie.
Cindy sprzedała mi zdziwione spojrzenie. W odpowiedzi złapałam ją za ramię i pociągnęłam na stołówkę.

***

Zasunęłam czarną bluzę pod samą brodę i odwróciłam sie do przyjaciółki.
- Gotowa?
- Trochę się boję - przyznała drżącym głosem.
Przeniosłam wzrok na jej dłonie, które siłowały się z zamkiem jej bluzy. Trzęsły się ze strachu.
- Cindy, kochanie. - Podeszłam do niej. - Spokojnie. Wszystko się uda. Gdybyśmy kogoś spotkały, to powiemy, że słyszałyśmy jakieś głosy i chciałyśmy to sprawdzić.
- A jeśli przyłapią nas w gabinecie?
- Wtedy nas wyrzucą.
- Nie! - krzyknęła przerażona. - Nie mogę wylecieć - dodała ciszej.
Bawiła mnie jej reakcja, ale nie śmiałam jej tego pokazać.
- Przestań panikować i pomyśl pozytywnie. Damy radę.
Przytuliłam ją mocno, żeby dodać jej otuchy. Wzięłam głęboki wdech przez nos, a powietrze wypuściłam ustami. Odprężyłam mięśnie. Nie mogłam powiedzieć, że się nie denerwowałam. Po prostu tego nie okazywałam. Wychyliłam głowę za drzwi naszego pokoju. O tej porze wszyscy już siedzieli u siebie. Był późny piątkowy wieczór i każdy chciał odpocząć. Kiwnęłam na Cindy i razem wyszłyśmy cichutko na korytarz. Stawiałyśmy stopy bardzo ostrożnie i zatrzymywałyśmy się co kilka minut, żeby nasłuchiwać czy nikt nie szedł w naszą stronę. Serce waliło mi w piersi, przez co nie mogłam się skupić. Poza tym, czułam dziwną chęć pójścia w kierunku pokojów dla chłopców. Potrząsnęłam delikatnie głową, starając się odgonić głupie pragnienie. Cin i ja chowałyśmy się w każdym zagłębieniu i przystawałyśmy w każdym ciemnym miejscu. Nie chciałyśmy, żeby ktoś nas zauważył. Wcześniej upewniłam się, że kamery znajdują się tylko w salach lekcyjnych i na korytarzach między nimi. Na szczęście gabinet pielęgniarki znajdował się w odosobnionym miejscu, więc nie byłyśmy narażone na uwiecznienie naszych sylwetek na nagraniu.
Przynajmniej taką żywiłam nadzieję.
- Jesteśmy - szepnęłam za siebie.
W odpowiedzi usłyszałam ciche sapnięcie. Odwróciłam głowę do pobladłej przyjaciółki. Po upewnieniu się, że będzie żyła sięgnęłam do klamki. Drzwi ani drgnęły.
- Kurwa - syknęłam pod nosem.
- Co?
Cindy przylgnęła do moich pleców, obserwując moje poczynania.
- Zamknięte.
Przyjaciółka wstrzymała oddech.
- Co teraz?
- Spokojnie.
Z cwaniackim uśmiechem na ustach, sięgnęłam do kieszeni spodni. Wyciągnęłam z niej wsuwkę do włosów, którą wcześniej spakowałam w obawie przed taką sytuacją. Ostrożnie włożyłam ją w dziurkę od klucza i zaczęłam kręcić. Minutę później klamka ustąpiła a drzwi się uchyliły. Zadowolona z siebie weszłam na palcach do środka.
Opłacało się trzymać w gimnazjum z grupą kumpli.
- Zostaniesz na czatach? - zapytałam przerażonej towarzyszki.
- Ja... - zawahała się. - No dobrze.
Wysłałam jej całusa, po czym zlokalizowałam szafkę z dokumentami. Otworzyłam szufladę, ale tutaj nazwiska dotyczyły jakichś magików, czy coś w tym stylu. Przeszłam do drugiej i trafiłam. Ta część dotyczyła wilkołaków. Na początku nie znalazłam nic ciekawego. Przebiegłam przez prawie cały alfabet.
- Hopkins, Hitch, Huvey, Harvey, Horan, Hels... - wymieniałam pod nosem.
Oprócz nich były jeszcze trzy dziewczyny o nazwisku na tą samą literę, ale automatycznie odpadły. Nie miałam dzisiaj czasu na przeszukiwanie każdej teczki w poszukiwaniu fałszywych badań. Poza tym, nie wiedziałam jak je rozpoznać. Nici z sukcesu misji.
- Wracajmy do pokoju - powiedziałam, podchodząc do przyjaciółki.
- Znalazłaś?
- Pogadamy o tym w bezpiecznym miejscu.
Tym samym sposobem, którym się tu dostałyśmy, wróciłyśmy do siebie z dudniącymi sercami i uśmiechami ulgi na twarzach.

***

 *Niall*

Siedziałem z plecami wspartymi o łóżko i zastanawiałem się nad jedyną rzeczą, która nie dawała mi spokoju przez ostatnie kilka dni. Dokładnie od czasu pełni.
Odkąd skończyłem dwadzieścia jeden lat, nie targały mną dziwne emocje w czasie pełni księżyca, a potem przyszedłem tutaj. Odkąd tu jest, dzieją się ze mną dziwne rzeczy.
Czemu przyszedłem na ta uczelnie tak późno?
Po prostu wcześniej się dałem rady spełnić ich oczekiwań i zwyczajnie mnie nie przyjęli.
Tak, ostatnia pełnia mnie przeraziła. Liam też był w szoku. Cieszyłem się, że zachowałem na tyle zdrowego rozsądku, że kazałem mu wyjść zanim go rozszarpałem. W trakcie jego nieobecności w pokoju rozwaliłem kilka rzeczy, obiłem ścianę i porwałem komplet poszewek, które ukryłem głęboko w łóżku. Nie miałem pojęcia, co się ze mną działo.
To nie byłem ja.
- Liam.
Podniosłem na niego głowę, żeby zobaczyć, że siedzi przy swoim biurku ze słuchawkami na uszach.
- Liam! - krzyknąłem, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
Mozolnie ściągnął słuchawki z uszu i odwrócił się na krześle.
- Tak?
- Podejrzewałeś, że to może się wydarzyć, prawda? - Zmarszczył czoło na moje pytanie. - Mam na myśli moje zachowanie podczas ostatniej pełni.
- Możliwe, że coś tam wyczytałem...
- Dlaczego nic mi wcześniej nie powiedziałeś?
- Bo sam nie byłem pewien swojej teorii - jęknął zmęczony. - To były tylko domysłu, Niall. Nie sądziłem, że kiedykolwiek będę miał z tym styczność. Do tej pory wszystko miało miejsce tylko i wyłącznie w książkach.
- Na pewno wiedziałeś, że kiedyś się z czymś podobnym zderzyć, tylko nie chciałeś tego do siebie dopuścić. Inaczej nie dowiadywał się tego wszystkiego. Wiem, że chcesz być na wszystko przygotowany.
Pokręcił głową zrezygnowany.
- To wcale nie jest takie proste, jak ci się wydaje. Tu chodzi o coś poważniejszego, Niall. Niestety jeszcze nie wiem, co to jest.
- Spokojnie, bracie. Na pewno wszystko się rozwiąże. Musimy powiedzieć o tym naszemu wychowawcy.
- Nie! - Poderwał się z krzesła.
Otworzyłem szerzej oczy, a on odchrząknął i usiadł ponownie. Zawstydził się swojej reakcji.
- Dlaczego nie?
- Nie wiem, co z tym zrobią. Nie wiemy, co tobie zrobią, kiedy dowiedzą się, że coś jest z tobą nie tak.
- Jest aż tak źle? - jęknąłem przerażony. - A jeśli już wiedzą? Co wtedy?
- Nie mam pojęcia. - Przeczesał ręką włosy w nerwowym odruchu. - Może czekają, az coś zrobisz, żeby nie wyszło, że cię obserwują lub podejrzewają?
Nagle coś sobie uświadomiłem.
- Badania - wydusiłem bez tchu.
- Co?
- Co jeśli wykryli coś podczas badania? - Podniosłem się i zacząłem nerwowo krążyć po pokoju.
- To niemo...
- Co jeśli z tego powodu ta pielęgniarka tak się zachowywała w stosunku do mnie? - panikowałem.
- Może nie jesteś jedyny, który tak reaguje na pełnie w tym wieku. - Starał się mnie pocieszyć, ale mu nie wychodziło. - Albo masz jakiś gorszy okres, czy coś.
- Mój ojciec.
- Twój ojciec?
- Mama opowiadała mi, że mój ojciec zaczął zachowywać się agresywnie podczas pełni, kiedy skończył dwadzieścia jeden lat. W moim przypadku mogło się to trochę przeciągnąć. On nie mógł iść do magicznej szkoły, żeby nauczyć się panowania nad sobą, bo nie chcieli go przyjąć. Podobno to nie było przypadkowe, ale mama nigdy nie chciała mi powiedzieć, co to oznaczało. Pewnie się go obawiali. Mój ojciec bardzo starał się żyć normalnie, wyprzeć się swojej drugiej natury, ale każdego miesiąca znikał na tydzień, żeby nie skrzywdzić mamy, ani mnie. Nie pamiętam go, bo zmarł kiedy miałem trzy lata. Nie wiem jak wyglądał, ale wiem jedno...
Liam wstrzymał powietrze.
- Zabiła go potęga jego siły - dodałem.

***

8 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Nadeszła sobota, godzina dziesiątą rano, a ja nie ruszyłam tyłka z łóżka. Nie spałam, ale nie mogłam się podnieść. Z tego, co wiedziałam, w weekendy mieliśmy kuchnię dla siebie, więc nie musiałam spieszyć się na śniadanie. Mogliśmy jeść o której chcieliśmy i co tylko chcieliśmy.
- Destiny Smith! - zawołała oburzona Cindy.
Nie mogła znieść widoku mnie leżącej w łóżku o tej porze. Ona już dawno wstała, poszła na śniadanie, zobaczyła się z Liamem i wróciła. Właśnie wyszła z łazienki, a ja nie ruszyłam się nawet o milimetr.
- Tak, kochanie? - zapytałam najsłodziej, jak umiałam.
- Wstawaj - nakazała ze stoickim spokojem. - Natychmiast.
Położyłam rękę na oczach, chcąc odciąć się od głośnego świata rzeczywistego. Wykorzystała moja nieuwagę i ściągnęła ze mnie kołdrę. Szybko objęłam się ramionami i zwinęłam w kuleczkę.
- Ubierz się. Liam zaraz tu będzie. - oznajmiła, ostentacyjnie rzucając kołdrę na podłogę.
- Jeszcze pięć minut - mruknęłam.
Wtedy usłyszałam pukanie do drzwi. Nie potrzebowałam większej zachęty, żeby zerwać się z łóżka. Wpadłam do łazienki, po drodze zabierając pierwsze lepsze ubrania. Zakluczyłam zamek i wreszcie poczułam się bezpiecznie. Zawsze z rana wyglądam jak pół dupy zza krzaka.
Zwarta, gotowa i z umalowanymi czarną kredką kreskami na powiekach, wyszłam z toalety. Wszystkie oczy skierowały się na mnie, ale starałam się udawać, że tego nie zauważyłam. Pościeliłam łóżko, schowałam piżamę i postanowiłam być grzeczna.
Podeszłam do zakochanych, witając się.
- Hej Liam. - Uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Cześć. - Odwzajemnił gest, po czym wrócił psim wzrokiem na Cindy.
- Co słychać? - Rzuciłam, skubiąc paznokcie.
- W porządku, dzięki.
Coś czułam, że nie byłam tu mile widziana. Wsłuchałam się i zarejestrowałam szybkie bicie dwóch serc. To był autentyczny galop.
Tak w ogóle można? To była ta cała miłość?
- Wiesz, Des... - zaczęła dziewczyna, niechętnie odrywając oczy od Payne'a.
- Tak, wiem - przerwałam jej. - Już sobie idę. Tylko nie zdemolujcie mi pokoju.
Puściłam jej oczko i wymaszerowałam zza drzwi z zamiarem udania się na stołówkę. Na miejscu zajęłam swój ulubiony stolik, stawiając tam kubek. Z czyściutkim, jeszcze cieplutkim talerzem, podeszłam do lodówki i podgrzewaczy ustawionych na blacie kuchennym. Zdecydowałam się na płatki z mlekiem i jednego tosta. Do picia zrobiłam sobie kawę rozpuszczalną z mlekiem. Na śniadanie więcej nie potrzebowałam. Nie miałam idealnej figury, ale starałam się jeść regularnie. Czułam się dobrze ze swoim ciałem, bo Bóg nie popełniał błędów. Miałam gorsze dni i chęci, żeby stłuc wszystkie lustra, bo tak bardzo nienawidziłam siebie. Jednak zawsze starałam się akceptować siebie, żeby nie żyć w przekonaniu, że jestem gorsza. Byłam sobą. To powinno wystarczyć.
Zanim wzięłam się za jedzenie, rozejrzałam się po pomieszczeniu. Oprócz mnie, w stołówce było kilka równie zaspanych osób, zajmujących stoliki pod oknami. W pewnym momencie mój leniwy wzrok napotkał osobę, której nie miałam ochoty oglądać z samego rana.
Horan siedział sobie przy stoliku jakby miał jakiś powód do życia.
Dobra, to było zbyt chamskie...
Wpatrywał się w  swój, pusty już talerz i stukał palcami o blat.
Dlaczego go obserwowałam?
Nie wiedziałam, ale nagle przypomniałam sobie, że miałam go na liście chłopaków, którzy robili te dziwne badania. Miałam zabrać swój talerz i się do niego dosiąść, ale szybko zrezygnowałam. Nie mogłam od tak po prostu do niego podejść. Nie do niego. Gdyby to był Liam albo jakikolwiek inny chłopak. Chociaż...
Kiedy jeszcze będę miała taką okazję pogadania z nim sam na sam, bez świadków?
Wzięłam kilka rozluźniających wdechów i podniosłam moje szanowne cztery litery. Ludzie byli zbyt zajęci własnymi sprawami i nie zwracali na mnie uwagi. Spokojnym krokiem podeszłam do niego. Popatrzył na mnie z dołu i uniósł pytająco brew.
Ja tez nie wiedziałam, co tu robię, dobra?
- Cześć - bąknęłam, czując się mocno niezręcznie.
Chłopa podrapał się za uchem, a ja stałam nad nim jak lama.
- Usiądź sobie - rzucił, myśląc że robił mi łaskę.
Z godnością królowej zajęłam krzesełko po przeciwnej stronie stołu i postawiłam przed sobą prawie pusty talerz. Tak naprawdę, to nie miałam już ochoty na jedzenie. Nie byłabym w stanie nic przełknąć.
- Co cię do mnie sprowadza? - Zaczął bawić się widelcem, a ja mogłam zauważyć, że wcześniej jadł jajecznicę.
Nie wiedziałam jak dobrać słowa, żeby nie wyjść na głupią.
- Ja...
- Nie umówię się z tobą - rzucił obojętnie.
Wytrzeszczyłam oczy na jego słowa.
Że co proszę? On myślał, że chciałam się z nim umówić?
Zabawne.
- Chyba cię głowa boli - prychnęłam.
- Więc o co chodzi?
- Chciałam się zapytać, czy ty...
Wywrócił oczami na moje wahanie się.
- No? - ponaglił.
- Masz tatę? - wydusiłam cicho, mając nadzieję, że nie będę musiała tego powtarzać.
- Słucham?
- Pytałam czy...
- Słyszałem - warknął wściekły. - Nie wysilaj się.
Wstrzymałam oddech. Jego oczy przez moment były żółte. Przygryzłam wargę, czekając aż jego emocje opadną.
- Jesteś poważna? - Pochylił się w moim kierunku.
Przytaknęła głową niepewna, co teraz zrobi.
- Serio myślisz, że będę ci się zwierzał z mojego życia rodzinnego? Komu jak komu, ale tobie? Naprawdę przeszło ci to przez myśl?
Uniosłam głowę, żeby przyjąć porażkę z godnością. Nie mogłam dać po sobie poznać, że mi wstyd za tak osobiste pytanie.
Tak naprawdę chciałam zapaść się pod ziemię.
- Nie wiem, co ty masz w tej swojej ślicznej główce, ale lepiej pomyśl dwa razy zanim coś powiesz.
Tym zdaniem zakończył nasza konwersację, zostawiając mnie przy stoliku. Wyszedł zdecydowanym krokiem. Dopiero kiedy nikt nie patrzył, spaliłam buraka.
Jak mogłam wystawić się na takie pośmiewisko? Powinnam od razu wiedzieć, że nie będzie chciał ze mną rozmawiać. Przecież się nienawidziliśmy.
W ogóle, co to było za pytanie?!
Pełna porażki i wstydu, udałam się na spacer, żeby pobyć chwilę w samotności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz