wtorek, 19 kwietnia 2016

8.




9 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Sobota i niedziela minęły jak z bicza strzelił. Przez cały weekend starałam się nie natknąć na Nialla, co było trudne, bo wszędzie chodził z Liamem a ja z Cindy, więc widzieliśmy się dosyć często.
Obecnie siedziałam w pokoju sama i kończyłam czytać potrzebne teksty na poniedziałek. Robiłam to tak szybko, że ślimak wyprzedziłby mnie dwa razy. Udało mi się skończyć. Położyłam się na podłodze i popatrzyłam na sufit. Niby nic ciekawego, a jak wciągnęło. Zrezygnowana przebrałam się w piżamę, umyłam i położyłam do łóżka. Nie mogłam przestać myśleć o tej całej sprawie z tajemniczym chłopakiem.
Miałam dziwne przeczucie, że wiedziałam, kim był. Wolałam nie mieć racji...

*Cindy*

- Myślisz, że to może być to? - zapytałam zamyślonego Liama.
Spędziłam u niego praktycznie całą niedzielę, gdyż Niall postanowił spędzić cały dzień na ćwiczeniach fizycznych, paleniu i tak dalej. Ani razu nie pokazał się w pokoju.
- Może to dziwne, ale zdaje się, że jestem tego pewny. - Przeniósł zmartwiony wzrok z książek na mnie.
- Powiemy im?
- Musimy.
- Przecież oni się nienawidzą! - Pisnęłam z przerażeniem. - Nie uda się.
- Musimy pomóc Niallowi, a Destiny jest jedyną nadzieją, że się uda. Nie da rady sam się z tym wszystkim uporać. Będą musieli przestać zachowywać się jak dzieci i zacząć współpracować.
Chłopak popatrzył w moje oczy takim wzrokiem, że wiedziałam, że miał całkowitą rację. Nie chciałam przyznać tego przed sobą. Wiedziałam jaka była moja przyjaciółka i mogłam się domyślać jak mogłaby zareagować na tego typu wiadomość.
Nie będzie fajnie.
- Kiedy im powiemy? - zapytałam.
Bardzo porządnie się wahałam. To mogło zniszczyć relacje całej czwórki.
- Myślę, że musimy się pospieszyć. Nie wiemy, co władze szkoły planują z tym zrobić, a założe się, że doskonale znają sytuację. Myślę, że czekają na odpowiedni moment, żeby pozbyć się zagrożenia. Powiemy im przed kolejną pełnią.
- Masz rację. Weźmiemy ich do jednego miejsca i powiemy jak wygląda sytuacja.
- Będziemy musieli mieć jakieś dowody na uwierzytelnienie naszych domysłów - zamyślił się.
Złapałam się za brodę, myśląc intensywnie.
- Chyba wiem, co może nam pomóc. - W końcu uśmiechnęłam się zwycięsko.
Nachyliłam się do ucha Liama i wyszeptałam kilka prostych słów. Chłopak klasnął z radości, po czym mocno mnie przytulił. Kiedy znudziło mu się tulenie, zaatakował moje usta. Oddałam pocałunek, przez co wylądowaliśmy objęci na jego łóżku. Nie mogliśmy pozwolić sobie na więcej, bo w każdej chwili mógł ktoś wejść. Nie to żebym chciała.
Takie spędzanie czasu również sprawiało mi przyjemność.
Nieważne.
Payne pocałował mnie w czoło, przytulił mocniej i zaczął ręką głaskać mój brzuch pod bluzką. Szczęśliwa, że trafiłam na kogoś tak mądrego, przymknęłam oczy. W głębi duszy wiedziałam, że Liam odnajdzie kiedyś swoją Omegę i będziemy musieli to zakończyć.
Postanowiłam jednak nacieszyć się chwilą.

***

*Niall*

Całą niedzielę spędziłem na zewnątrz.
Nie miałem ochoty kisić się w pokoju, wiedząc, że była taka piękna pogoda. Wypaliłem kilka papierosów, ale musiałem przestać godzinę przed powrotem do budynku, żeby nic ode mnie nie wyczuli, bo inaczej zostałbym wydalony ze szkoły, a tego nie chciałem.
Idąc korytarzem, zostałem zatrzymany przez dyrektora.
- Niall Horan? - Położył dłoń na moim ramieniu.
- Tak, to ja.
Nie wiedziałem na co miałem się gotować. Widział jak paliłem?
Przecież się schowałem.
- Możemy pogadać? - Uważnie zeskanował moją twarz.
Wyczułem wokół niego dziwną aurę. Postanowiłem być bardziej czujnym.
- Oczywiście - przytaknąłem z grzeczności. - O co chodzi?
- Wolałbym żebyśmy przeszli do mojego gabinetu.
- Właśnie miałem szykować się na jutrzejsze wykłady. - Wskazałem brodą w kierunku mojego pokoju.
- Chłopcze - zaśmiał się. - Szkoła nie zając.
Uniosłem brwi. Czy dyrektor uczelni powinien mówić takie rzeczy?
Zobaczyłem w jego oczach coś, co mnie zaniepokoiło. Jakby...
Wrogość?
- Przepraszam, ale jest naprawdę późno, a muszę się jeszcze przygotować i doprowadzić do porządku po treningu.
Starałem się wybrnąć z tej sytuacji. Nie chciałem iść do jego gabinetu, gdzie nie kręcili się ludzie. Miałem złe przeczucia, co do niego.
- Myślę, że ważniejsze jest to, o czym chcę porozmawiać - naciskał.
- O czym?
Zawahał się na chwilę.
- O twojej rodzinie - odpowiedział niepewnie.
Natychmiast się spiąłem. Nienawidziłem rozmawiać o tym z nikim innym oprócz własnej matki. Tylko my znaliśmy całą prawdę, a mama nawet więcej.
- Przykro mi, ale nie chcę o tym rozmawiać. To jest moja prywatna sprawa i nie mam zamiaru dzielić się tym z nikim innym - powiedziałem pewny siebie.
Mówiąc o rodzinie, stawałem się bardzo ostry, co według mnie było odpowiednią reakcją. Nie pozwalałem komuś na pakowanie się z butami w moje życie.
- Nie chciałem cię urazić, ale myślę, że...
- Musze iść - przerwałem mu i go wyminąłem.
Zdecydowanym krokiem doszedłem do pokoju. Liam jeszcze nie spał. Leżał na łóżku i czytał książkę. W pomieszczeniu unosił się zapach słodkich perfum, stąd wiedziałem, że niedawno była tu Cindy. Zakochani.... Porzygać się można.
Zrobiłem, co miałem zrobić i położyłem się spać. We śnie nawiedziły mnie kipiące złością oczy dyrektora placówki.

Czy to był jakiś znak?

***

10 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Przeżyłam połowę wykładów i miałam ochotę się zabić. Przede mną był jeszcze trening, dokładnie za dwie godziny.
- Może się urwiemy? - szepnęłam do przyjaciółki.
Właśnie męczyłyśmy się na chemii. Mikstury, eliksiry i te sprawy. Kompletnie mnie to nie interesowało. Ten przedmiot był głównie dla czarowników i czarodziejek z naszej klasy. My, jak na wilki przystało, woleliśmy biegać. Lubiliśmy też jeść i spać, ale to nie wchodziło w zakres lekcji.
Dwie lekcje i piętnaście minut później, przebierałam się w damskiej szatni w ciuchy do ćwiczeń. Nasza grupka trenowała dzisiaj na świeżym powietrzu mimo deszczu. Pech chciał, że założyłam czarny stanik, a moja koszulka była biała. Taką oferowała szkoła, więc nie miałam wyboru. Zawiązałam buty i truchtem dołączyłam do dwuszeregu na boisku.
- Witam państwa bardzo serdecznie! - krzyknął trener. - Dzisiaj będzie lekko i przyjemnie, a mianowicie zagramy sobie w piłkę nożną. Pewnie zastanawiacie się dlaczego. Otóż piłka uczy szybkiej reakcji, opanowania i koncentracji. Musicie rozglądać się dookoła, jednocześnie prowadząc piłkę. Dziewczyny zagrają przeciwko chłopakom. Żadnego marudzenia!
Żeńska część składu zajęczała w proteście.
- To niesprawiedliwie! - krzyknęła jedna z koleżanek.
- Oni są silniejsi i szybsi jako samce - jęknęła kolejna.
- Przegramy - westchnęła Cindy i spojrzała na mnie, pocierając czoło wierzchem dłoni.
Przewróciłam oczami i postanowiłam przejąć pałeczkę kapitana drużyny. Stanęłam w takim miejscu, żeby każda mnie widziała i klasnęłam kilka razy, żeby zdobyć ich uwagę.
- Dziewczyny, słuchajcie! Mamy szansę, żeby udowodnić, że jako samice wcale nie jesteśmy gorsze. Jesteśmy równie sprawne jak ci kolesie, tylko jeszcze nie do końca jesteśmy świadome swoich możliwości. Jesteśmy bardziej przewidujące, więc wyczujemy odpowiedni moment w grze, żeby strzelić bramkę czy zabrać im piłkę. Ustawię was na odpowiednich pozycjach, a wy mi zaufacie, uwierzycie w siebie i zagracie najlepiej jak potraficie, jasne?
Dziewczyny nagrodziły mnie oklaskami, a kiedy chłopcy odeszli, zebrałyśmy się w ciasne kółko.
- Wykorzystajcie to, że jesteście samiczkami - powiedziałam cicho.
Puściłam im oczko, a potem rozbiegłyśmy się na właściwe miejsca. Mi pozostał atak, więc byłam przygotowana. Przede mną stanął Niall. Na buzi miał rozciągnięty łobuzerski uśmieszek, który, szczerze mówiąc, był rozpraszający.
Cóż, nieważne.
Gra się rozpoczęła.

***

Przegrywałyśmy dwoma punktami. Kilka razy wywaliłam się na śliskiej trawie, próbując strzelić piłką do bramki. Do tej pory deszcz nie zaczął padać. Niestety jak na złość, w drugiej połowie zaczęło okropnie lać. Wszyscy staliśmy się mokrzy do ostatniej suchej niteczki. Na szczęście deszcz był ciepły i przeszkadzał tylko w patrzeniu na piłkę. Weszłyśmy zgrabnie na boisko i zajęłyśmy nasze stanowiska. Czekałyśmy na chłopaków, ale ci jak zaczarowani wpatrywali się w naszą drużynę. Popatrzyłam na każdą dziewczynę, a później również na siebie i już wiedziałam, o co chodziło. Miałyśmy białe bluzki, ciemne bądź kolorowe staniki i padał deszcz.
No jasne, że chłopaki z przeciwnej drużyny mieli piękny widok na nasze piersi. Postanowiłam wykorzystać ich słabość  i zaatakowałam z zaskoczenia. Byli tak rozproszeni, że nie wiedzieli co się działo.
Wiecie jak to jest z cyckami, kiedy się biega, prawda? No własnie!
W tym momencie miałyśmy ogromną przewagę. Poprowadziłam ładną akcję i zdobyłyśmy gola. Chłopaki zawyli z bezradności. Starali się nie patrzeć na nasze piersi, ale ciężko im to wychodziło. Z moich ust nie schodził zwycięski uśmieszek. Nie zlękłam się nawet wtedy, gdy kiwałam się z Niallem. Zręcznie manewrowałam piłką, która wyjątkowo dobrze ze mną współpracowała. Tuż przed bramką zatrzymałam się z piłką między moimi stopami i rozejrzałam się dookoła. Reszta chłopaków zablokowała dziewczyny, więc zostałam sama. Horan zatrzymał się dwa kroki przede mną i czekał na mój ruch.
Wtedy zrobiłam coś, czego nikt by się nie spodziewał...
Podniosłam bluzkę do góry, a kiedy byłam pewna, że Niall jest w zbyt dużym szoku, wyminęłam go i strzeliłam remisową bramkę.
- Koniec! - krzyknął trener. - Dokończycie innym razem! Nie chcę, żebyście mi się pozaziębiali! Marsz do szatni! A ty Smith więcej bez takich akcji!
Uśmiechnęłam się do trenera i pokornie przytaknęłam głową. Dołączyłam do reszty samic, a dziewczyny podbiegały do mnie piszcząc i zaczęły obdarowywać mnie uściskami. Cieszyły się z tego, że zmotywowałam je do walki z samcami. Kiedy dały mi spokój, szybko się przebrałam i udałam się w drogę powrotną do pokoju. Cindy pobiegła z Liamem do jego pokoju. Miałam przeczucie, że wezmą prysznic u niego. Było bardzo prawdopodobne, że zrobią to razem.
- Gratuluję - usłyszałam  za plecami znajomy głos.
Nie odwróciłam się, a Niall zrównał ze mną krok.
- Jeszcze z wami wygramy - odparłam.
- Z takimi walorami na pewno - zaśmiał się, żartując.
Zmroziłam go wzrokiem, który mógłby zabijać.
- Dzięki nim zdobyłam dwa gole. Jednak są czasami przydatne.
- Jeśli mam być szczery, to naprawdę masz się czym cieszyć. Oczywiście bez brudnych skojarzeń. - Uniósł ręce w geście poddania.
- Możemy przestać już rozmawiać o moich cyckach? - Uniosłam brew. - To dziwne i krępujące. Nawet jak na nasze specyficzne rozmowy.
Niall wzruszył ramionami.
- Dla mnie jest okey, ale jak chcesz.
Szliśmy w ciszy całą drogę. Zatrzymaliśmy się na rozwidleniu do pokoju dziewcząt i chłopaków.
- Myślę, że nie powinieneś tam iść - zasugerowałam.
- Nie mogę przebywać we własnym pokoju? - zdziwił się.
- Liam i Cindy tam są. - To wyjaśniało wszystko.
Pokiwał w zrozumieniu głową i usiadł na podłodze pod ścianą. Patrzyłam na niego, jak na głupka. Miał zamiar czekać tutaj aż oni skończą się miziać?
Biłam się z myślami.
- Możesz poczekać w naszym pokoju jeśli chcesz - rzuciłam w końcu niby obojętnie, siląc się na dobry uczynek.
Tak naprawdę nie wiedziałam, czy to był dobry pomysł. Jeśli by się zgodził, to będziemy zmuszeni siedzieć w niezręcznej ciszy, albo znowu się pokłócimy.
Niespodziewanie blondyn chwycił plecak i stanął obok mnie.
- To idziemy?
Zmarszczyłam czoło zbita z tropu faktem, ze w ogóle przystał na moja propozycję.
- Jasne - mruknęłam.
Wpuściłam go do środka i kazałam się rozgościć. Mimo moich słów i swobodnej postawy, miałam go na oku. Nie chciałam, żeby zajrzał tam, gdzie nie trzeba albo zrobił coś, czego oboje byśmy żałowali. Zabrałam codzienne ubrania i weszłam do łazienki. Przebrałam się i stanęłam nad umywalką. Przyjrzałam się swojemu odbiciu i z niezadowoleniem stwierdziłam, że byłam zarumieniona.  Przez wysiłek?
Nigdy się nie rumieniłam...
Opłukałam twarz zimną wodą, wytarłam się i dołączyłam do Nialla. Siedział na fotelu przy moim biurku i stukał długopisem o blat.
- Zaliczyłaś ostatnią kartkówkę z budowy ciał? - zapytał nagle.
- Jasne, że tak - odpowiedziałam, przeglądając plecak. - A ty?
- Nie - bąknął.
- W ogóle coś napisałeś? - Przerwałam wykonywaną czynność i wyprostowałam się na łóżku.
Chłopak spojrzał na mnie z głupim uśmiechem, a ja już znałam odpowiedź.
- Czyli nic - mruknęłam pod nosem.
- Jutro przed lekcjami mam ją poprawić.
Wzruszyłam ramionami.
- Myślę, że powinieneś zacząć się uczyć.
- Uczyłem się - jęknął. - Ale tego jest za dużo, a ja chyba jednak jestem za głupi.
Przeczesał włosy dłońmi i potarł twarz. Ziewnął i ponownie umieścił wzrok na mnie.
- Skoro się uczyłeś, to powinieneś ją zaliczyć.
- Niby tak, ale... - zaciął się. - Nie potrafię tego ogarnąć tak, żeby wszystko zapamiętać. Mam z tym problem. Jak ty to wszystko zapamiętałaś? Jeszcze te wszystkie szczegóły, o które pyta nauczycielka.
Zastanowiłam się chwilę, żeby przypomnieć sobie sposób w jaki nauczyłam się budowy ludzkiej i wilka, znaczy wilkołaka.
- Cóż... Wyobraź sobie ciało, najlepiej czyjeś ciało, a później po kolei omówimy każdą część. Na poprawie pomyślisz o tej osobie i jej ciele i będziesz wszystko pamiętał.
Czekałam na reakcję chłopaka, bo właśnie zaproponowałam mu wspólną naukę.
- Obojętnie czyje ciało?
Przytaknęłam głową. Zastanowił się przez chwilę, patrząc na mnie i marszcząc czoło. Chwilę potem na jego ustach pojawił się mały uśmiech.
- Możemy zaczynać.
Wyciągnęłam gruby podręcznik i przekartkowałam go. Odnalazłam odpowiedni rozdział i zaczęłam wkładać wiedzę do tej blond czupryny.
W niektórych momentach było ciężko, ale dałam radę. Jak nie tak, to inaczej i jakoś poszło. Spędziliśmy przy nauce około półtorej godziny. Przez cały czas miałam  wrażenie, że dziwnie na mnie patrzył, ale mogło mi się tylko wydawać.  Po tym czasie Niall rzucił krótkie "dzięki" i wyszedł z zadowoloną miną. Cindy wróciła chwile po nim i razem powtórzyłyśmy materiał na chemię. Nawet nie pamiętałam, kiedy usnęłam.

***

11 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Cindy zajęła nasz stolik na stołówce, a ja poszłam po obiad dla nas obu. Z zadowoleniem postawiłam posiłek przed przyjaciółką, bo dzisiaj było nasze ulubione danie.
Spaghetti!
We wtorki zawsze dawali to, co my uwielbiałyśmy. Nie wiedziałam, jak to robili, ale nie narzekałam.
- Pychota. - Cin oblizała wargi i wzięła się za konsumowanie.
Złapałam za widelec i zabrałam pierwszą porcję. W trakcie mojego przeżuwania, przy stoliku pojawili się chłopcy. Liam usiadł obok Cindy, co było oczywiste, a Niall zajął miejsce na przeciwko mnie. Gruchające gołąbki zajęły się sobą, więc ja zagadnęłam blondyna.
- Zaliczyłeś?
- Jeszcze nie trafiła się godna mojej uwagi szczęściara. - Uśmiechnął się zadziornie.
Przewróciłam oczami. Wiedziałam, że te słowa miały dwuznaczny wydźwięk.
- Dobrze wiesz, że pytałam o kartkówkę z biologii.
Zaśmiał się, grzebiąc widelcem w makaronie.
- Tak, wiem. Napisałem wszystko. Jutro okaże się czy dobrze. - Wzruszył ramionami.
- Pomógł ci mój sposób uczenia się? Zapamiętałeś cokolwiek?
- Zapamiętałem to, czego się uczyliśmy, czyli prawdopodobnie wszystko.
- Dobrze. - Przytaknęłam głową z uznaniem. - Będziesz musiał mi się odwdzięczyć.
- Co? - Zaskoczony uniósł brwi.
- Przysługa za przysługę. - Wzruszyłam ramionami. - Jeśli zaliczysz, to zrobisz coś dla mnie.
- Na przykład co? - Wytrzeszczył oczy.
- Żartowałam, wyluzuj. Nic od ciebie nie chcę.
Niall chwilę mi się przyglądał z nieodgadnionym wyrazem twarzy, potem się uśmiechnął i wstał.
- Przepraszam panie - powiedział tonem arystokraty i wyszedł ze stołówki.
Zamrugałam kilkakrotnie powiekami zdezorientowana i zajęłam się dokończeniem mojego obiadu. Nagle obok nas przebiegła dziewczyna, która prawdopodobnie była w jakiejś radzie uczniowskiej, rzucając jakąś kartkę na blat. Sięgnęłam po nią i przeczytałam.
Jej treść brzmiała:

"UWAGA!
Już w ten piątek (tj. 14.10.16r.) odbędzie się najlepsza impreza w roku!
BAL NOWICJUSZY!
Już wyjaśniam, o co chodzi.
Każdego roku przybywają nowi studenci, więc żeby ich poznać i oficjalnie przyjąć na uniwersytecie najstarsze klasy organizują bal. Obowiązuję stroje balowe, czyli smokingi/garnitury/fraki i sukienki (długie lub krótkie, ale nie za krótkie).
Liczę na obecność wszystkich tegorocznych nowicjuszy.
Bal rozpoczyna się o godzinie 18.00!
ZAPRASZAMY!
Samorząd szkolny."

O nie.
Niemożliwe.
Jaki bal?
Sukienka? Ja nie wyglądam dobrze w sukienkach. Moje ramiona się do tego nie nadają. W ogóle moja figura to jeden, prosty słupek.
Dziękuję, do widzenia.
- Co to? - zainteresowała się Cindy i wyrwała kawałek papierku z mojej ręki.
Ledwo przełknęłam ostatni kęs jedzenia. To już za trzy dni...
- Jejku! - pisnęła. - Bal! Kocham bale!
- Byłaś już na jakimś? - zapytał Liam.
- Nie, ale to nie zmienia faktu, ze chcę założyć piękną sukienkę, której jeszcze nie mam.
- Powodzenia - mruknęłam.
- Co? - Zmarszczyła czoło, patrząc na mnie. - Nie cieszysz się?
Pokręciłam głową.
- Nie bardzo. Raz, że nie mam z kim iść, a dwa, że nie mam co założyć. Nie podoba mi się ten pomysł.
- Spokojnie. - Położyła mi dłoń na ramieniu. - Znam świetną stronkę z sukienkami. Dostawa jest praktycznie natychmiastowa.
- Jesteśmy wilkołakami. To nie jest to, co lubimy.
- Chyba ty. - Zrobiła sarkastyczną minę. - Nasze koleżanki z klasy nam pomogą wszystko wybrać. Już ja ci to załatwię.
- Jak chcesz - bąknęłam. - Ale w dalszym ciągu nie jestem do tego balu przekonana.
Odniosłam brudny talerz do okienka i wyszłam.
Odnalazłam sale, w której mieliśmy mieć kolejny wykład i niecierpliwie czekałam na dzwonek.
Iść na bal? Przecież wszyscy nowicjusze mają tam być, prawda?  Z tego wszystkiego zapomniałam zapytać Nialla czyje ciało sobie wyobraził, ale w sumie nie obchodziło mnie to.
Co mam zrobić z balem?
Czułam, że to będzie jedno, wielkie upokorzenie.

1 komentarz:

  1. To się nazywa podstęp... dobrze wykorzystana natura ^^

    OdpowiedzUsuń