piątek, 22 kwietnia 2016

9.

Z okazji Dnia Ziemi!!!!
___________________________________________




14 PAŹDZIERNIKA 2016r.
*Destiny*

Dzisiaj miał odbyć się bal.
Nie wybrałam sukienki, którą chciałabym założyć. Cóż... Najprawdopodobniej byłam w kropce. Żaden kurier nie dostarczyłby paczki w ciągu kilku godzin. Miałyśmy spotykać się z Kimberly - jedną z naszych klasowych stylistek. Miała naprawdę dobry gust. Byłyśmy umówione po lekcjach, czyli właśnie teraz. Przyjaciółka ciągnęła mnie za rękę tak mocno, że aż się skrzywiłam. Chciała pozbyć się problemu jak najszybciej.
- Hej - rzuciłam zdyszana, zamykając za sobą drzwi pokoju.
- Cześć, rozgośćcie się. - Dziewczyna obdarowała nas radosnym uśmiechem.
Była niską, drobną szatynką z krótkimi, lekko kręconymi włosami. Miała prostą grzywkę zasłaniającą brwi. Wdzięczna, że nie musiałam już biec, klapnęłam na łóżko, a Cindy tuż obok mnie.
- To jak? Macie już sukienki? Moja jest w szafie.
- Moja też już czeka - ucieszyła się Cin. - Pokażesz swoją?
Kimberly zachichotała.
- Zobaczycie mnie dzisiaj na balu. Więc w jakiej sprawie do mnie przychodzicie?
- Des jeszcze nie ma sukienki - wyjaśniła Cindy. - Robi wszystko, żeby tylko nie iść na imprezę.
- Nieprawda! - oburzyłam się.
W sumie, to chyba miała rację...
- Moja ciocia prowadzi sprzedaż internetową i ma bardzo przyzwoity asortyment w przyzwoitych cenach. Sprawdzamy?
Obie przytaknęłyśmy na propozycję i zbliżyłyśmy się do laptopa. Po godzinie wybierania, Kimberly zamówiła wszystkie potrzebne rzeczy, łącznie z dodatkami. Ze względu na znajomości paczka miała pojawić się w ciągu półtorej godziny.
I tak się stało.
- Boję się - mruknęłam, trzymając dość spore pudełko.
- Otwieraj! - dziewczyny pisnęły.
Miałam wrażenie, jakby miały się zaraz posikać z podekscytowania.
Więc otworzyłam.
- Piękna - wymamrotałam, będąc w szoku.
Wyciągnęłam wszystko ze środka, a one kazały mi się w to ubrać. Tak też zrobiłam. Kiedy wyszłam z łazienki, zapanowała kompletna cisza.
- Jesteś świetna! - pisnęła Cindy, tuląc zaskoczoną Kim. - Jest idealna.
Przejrzałam się w lustrze. Moja przyjaciółka miała rację. Wyglądałam naprawdę ładnie.
Uściskałam mocno Kimberly, a kiedy emocje opadły, wszystko wróciło na swoje miejsce do kartonu.
- I jak? Zadowolona? - zagadnęła Kim.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo - odpowiedziałam szczerze.
- Polecam się na przyszłość - zaśmiała się.
Zmarszczyłam czoło skonsternowana.
- Do mody mam szósty zmysł - wyjaśniła.
- Jesteś niesamowita.
- Łap buty. - Podała mi parę cielistych szpilek i mocno różową kopertówkę.
- Dziękuję, Kim. - Przytuliłam ją.
Po kilku pochwałach i kolejnych słowach wdzięczności opuściłyśmy pokój koleżanki i wróciłyśmy do siebie. Nadeszła pora, żeby zacząć przygotowania. Cindy miała iść z Liamem.
Szkoda, że nie mogłam zamówić sobie partnera na bal...

*Niall*

- Myślisz, że dobrze leży? - zapytałem Liama, kiedy w pełni ubrałem swój garnitur.
- Dobrze - mruknął, wiążąc krawat.
Wiedziałem, że nawet na mnie nie spojrzał. Był zbyt zajęty sobą.
- Jakoś mi tak... Dziwnie.
Kręciłem się niespokojnie. Czułem się nieswojo. Nie bylem przyzwyczajony do tak sztywnego ubioru. Wszystko mnie irytowało i drażniło.
- Jest dobrze, Niall - westchnął, wywracając oczami.
Zdjąłem krawat i rozpiąłem guzik pod samą szyją i poprawiłem kołnierzyk. Od razu poczułem się lepiej. Nie nadawałem się, żeby nosić krawat.
- Niall! - Liam się oburzył. - Tak nie można!
- Ja mogę wszystko, zapomniałeś? - Uśmiechnąłem się cwaniacko i założyłem buty.
- Partnerkę byś sobie znalazł - rzucił z lekkim uśmiechem.
Wiedział, że się zezłoszczę. Uwielbiał mnie drażnić.
- Zamknij się - syknąłem.
Chłopak westchnął przesadnie i poklepał mnie po ramieniu.  Nie to, że nie miałem partnerki. Po prostu jej nie potrzebowałem.
W porządku, byłem frajerem, nie mając na balu dziewczyny. Ale co miałem poradzić, kiedy wszystkie o przyzwoitym wyglądzie były zajęte?

***

*Destiny*

Czułam się jakbym szła na jakiś ważny egzamin. Moje ręce się trzęsły i pociły jednocześnie. Raz było mi gorąco, a raz zimno. Myślałam, że za chwilę dostanę ataku paniki. Serio. Niby się umalowałam, uczesałam i ładnie ubrałam, ale bałam się, że wezmą mnie za dziwoląga. Cindy wyglądała ślicznie. Sukienka leżała na niej idealnie.
Czułam, że Liam ucieszy się jak ją zobaczy.
- Gotowa? - zapytała przyjaciółka, kiedy stanęłyśmy przed drzwiami sali balowej.
Nie miałam cholernego pojęcia, że ta szkoła posiadała taką salę.
- Mhm - przytaknęłam niemrawo.
Pchnęłam duże drzwi i oniemiałam z zachwytu. Sala wyglądała jak wyjęta z jakiejś bajki o księciu, księżniczce i tych całych pałacach. Nie zdziwiłabym się, gdyby okazało się, że te wszystkie złote ozdoby były prawdziwe. Ta szkoła mogła wszystko.
Dosłownie wszystko.
Drogę zastąpił nam wysoki, szczupły szatyn o jasnej karnacji.
- Nazwiska - rzucił, patrząc w listę.
- Smith i Cliford - powiedziałam, uśmiechając się lekko.
Był całkiem przystojny i liczyłam, że pomyśli, że ja też nie jestem niczego sobie. Chłopak spojrzał na nas uważnie i odhaczył listę. Potem wrócił na nas wzrokiem i lustrując mnie od góry do dołu powiedział:
- Zapraszam na najlepszy bal w historii szkoły. - Gestem ręki wskazał w głąb sali.
- Dziękujemy - odpowiedziałam uprzejmie, a on sprzedał mi zajebiście słodki uśmiech.
Zrobiłam krok w przód i poczułam rękę na łokciu. Spojrzałam przez ramię.
- Zamawiam taniec. - Chłopak od listy wyszeptał te słowa prosto do mojego ucha, po czym mnie puścił.
Zarumieniłam się i eleganckim krokiem, lekko kręcąc tyłkiem, dołączyłam do Cindy przy jednym ze stolików.
- Co to było? - zapytała, jak tylko usiadłam na krzesełku obok niej.
- Nic takiego. - Wzruszyłam ramionami. - No... Zajebiście przystojny chłopak zamówił sobie u mnie taniec.
W duchu cieszyłam się jak małe dziecko, że ktokolwiek zwrócił na mnie uwagę.
- Już się tak nie podniecaj - prychnęła.
- Chce ze mną zatańczyć i tyle - rzuciłam obojętnie, biorąc jeden z kieliszków z szampanem.
My, nowicjusze, zebraliśmy się na środku sali, a dyrektor wygłosił szybkie przemówienie, żeby nie zabierać nam czasu przeznaczonego na zabawę. Kiedy skończył, wszyscy porozchodzili się w swoje strony.
- Poszukajmy chłopaków. - Cindy szturchnęła mnie w ramię, rozglądając się po tłumie.
- Masz ich tu pod dostatkiem - odpowiedziałam zaczepnie.
Dziewczyna zmroziła mnie wzrokiem.
- Wcale nieśmieszne.
Pociągnęła mnie za nadgarstek, a ja myślałam, że za chwilę wyleję resztę alkoholu na moją piękną suknię, ale na szczęście opanowałam sytuację.
- Tam są - przyjaciółka wskazała miejsce gdzieś między ludźmi, ale ja kompletnie nikogo nie widziałam.
Posłusznie dreptałam za nią w tych wysokich szpilkach, co nie było łatwe. Chwilę później stałyśmy już na drugim końcu sali razem z Liamem i Niallem. Widziałam, że Payne nie mógł oderwać wzroku od Cindy. Popatrzyłam na blondyna i stwierdziłam, że prezentował się gorąco, jak na takiego dupka. Nasze spojrzenia się spotkały, więc każde z nas machinalnie odwróciło wzrok.
- Idziemy tańczyć - rzucił Liam i razem z moją przyjaciółką zniknęli w tłumie.
Odchrząknęłam nerwowo.
Rozejrzałam się po sali, drapiąc się po ramieniu. Zlokalizowałam jakiś kolorowy napój, więc podeszłam do najbliższego stolika, wcześniej mamrocząc ciche "przepraszam". W trakcie nalewania napoju przy moim boku pojawił się Niall. Również napełnił swoją szklankę niebieskim płynem i uniósł szkło do ust. Wróciliśmy razem na poprzednie miejsce pod ścianą i powoli raczyliśmy się tym bezalkoholowym napojem.
- Idę zapalić - rzucił chłopak. - Idziesz?
- Nie, dzięki. - Zaskoczona wróciłam wzrokiem na tańczących ludzi.
Miałam cichą nadzieję, że jednak ktoś zaprosi mnie do tańca, nawet Cindy, ale cóż...
Blondyn przepchnął się przez tłum i zniknął mi z oczu. Wtedy, po drugiej stronie, wyłonił się chłopak od sprawdzania listy. Podszedł do mnie tak blisko, że praktycznie stykaliśmy się ramionami. Potem pochylił się delikatnie w moją stronę.
- Hej! - starał się przekrzyczeć muzykę.
- Cześć!
- Jestem Caleb. - Podał mi rękę, którą uścisnęłam.
- Destiny.
- Miło mi. - Skinął głową, po czym ucałował moją dłoń.
Zachichotałam zawstydzona i odstawiłam napój. Czy już wspomniałam, że prawdopodobnie gdyby nie makijaż na twarzy, to zobaczyłby mocny rumieniec na moich policzkach?
- Czy mój taniec jest jeszcze aktualny? - zapytał, puszczając oczko.
Czy on właśnie ze mną flirtował? Jeśli tak, to miał nie przestawać.
- Oczywiście, że tak.
- W taki razie, zapraszam.
Caleb wystawił łokieć, a ja wsunęłam pod niego dłoń. Znaleźliśmy trochę wolnego miejsca i zgraliśmy się z rytmem muzyki. Z racji, że to był bal, orkiestra grała odpowiednie na tę okazję utwory. Z reguły były to wolniejsze kawałki do tańca w parach, ale zdarzało się kilka bardziej ruchliwych. Szczerze? To pierwszy taki bal w moim życiu.
Kiedy stwierdziłam, że odpadły mi stopy, poinformowałam o tym mojego towarzysza. Przetańczyliśmy kilka piosenek i czułam się z tym dobrze. Caleb świetnie tańczył, a ja umiałam dotrzymać mu kroku. Zmęczeni usiedliśmy przy wolnym stoliku na końcu sali, gdzie było odrobinę ciszej i dało się rozmawiać.
- Więc jesteś tu nowa, tak? Nowicjusz? - zaczął temat.
- Tak - odpowiedziałam z uśmiechem. - Cieszę się, że jednak mnie przyjęli.
- Wszyscy wiemy, ze niestety ciężko się tu dostać. Jak wrażenia po pierwszych dwóch tygodniach?
- Niektóre zajęcia są naprawdę ciężkie a inne nudne, ale daję radę. Moja przyjaciółka jest kujonem, więc tak jakby mam ułatwienie.
Chłopak się roześmiał.
- Też miałem problemy na pierwszym roku - przyznał, bawiąc się krawędzią obrusu.
Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Na pierwszym? Czyli ty jesteś...?
- Jestem na trzecim roku.
- Och - wydusiłam zaskoczona.
- Wkręciłem się w pomoc przy organizacji i liście, więc mogę ocenić wasz hmm... Rocznik.
- Jak to? - zdziwiłam się. - Co dokładnie masz na myśli?
- Nieważne - westchnął, mając na twarzy łobuzerski uśmieszek, który nie zapowiadał nic dobrego.
- Kim jesteś? - rzuciłam z ciekawością.
- Jakby to wyjaśnić? - Zamyślił się. - Kojarzysz postać druida? To ja jestem druidem, ale oczywiście dobrym i wiesz... Pomagam leczyć, uzdrawiać i tym podobne.
- Czyli wszelkie proszki, miksturki i trucizny to twoja działka? - Uniosłam brew, chcąc być zaczepną.
- Tak i o wiele więcej. Ciężko wymienić, bo jako druidzi posiadamy szeroką wiedzę. Często też robimy za doradców.
- To ciekawe.
- A ty?
- Wilkołak. - Wzruszyłam ramionami. - Nic ciekawego.
- Wręcz przeciwnie - zaprzeczył szybko. - Uczę się o was i ciągle nie jestem w stanie poznać wszystkich waszych tajemnic i właściwości. Jak na wilki jesteście dość skomplikowanymi stworzeniami, ale to dobrze.
- Dobrze?
- Lubię wyzwania.
Powiedział to takim tonem, że przez chwilę uderzyło mnie gorąco.
Czyżby mnie zawstydzał?
Zaśmiałam się dla rozluźnienia atmosfery, która się lekko zagęściła. Z opresji wybawiła mnie przyjaciółka oraz  Liam i Niall. Odetchnęłam z ulgą, bo Caleb nie będzie mógł skupiać się tylko na mnie.
- Co tam słychać? - zaświergotała Cindy. - Dobrze się bawicie?
- Cindy, Niall, Liam to jest Caleb. - Wskazałam ręką na chłopaka. - Caleb, to Cindy, Niall i Liam.
Wymienili się uściskami dłoni, po czym przybysze rozsiedli się na wolnych miejscach. Blondyn zajął krzesło obok Caleba, a ja nieświadomie zaczęłam się im przyglądać i oceniać który był przystojniejszy. Zamyśliłam się, przez co wgapiałam się tępo raz w jednego, a raz w drugiego chłopaka. Cindy to zauważyła, bo trąciła mnie łokciem w żebra. Syknęłam cicho, mrożąc ją spojrzeniem, ale ona tylko przewróciła oczami.
- O Matko! - krzyknęła moja przyjaciółka. - Uwielbiam ten kawałek! Chodźmy zatańczyć!
Poderwała się z miejsca i zaklaskała w dłonie radośnie.
- Niestety muszę wrócić do pilnowania wejścia - powiedział Caleb.
Pożegnał się z nam i odszedł od stolika.
- Liam kochanie, proszę - nalegała Cindy. - Des, Niall... No nie bądźcie takimi sztywniakami!
Odetchnęłam ciężko i podniosłam tyłek z krzesła. Chłopaki zrobili to samo i chwilę potem przepychaliśmy się przez tłum naszych rówieśników. Ustawiliśmy się w kółku i zaczęliśmy skakać, kręcić się i wywijać w rytm skocznej muzyki.
Bawiłam się doskonale.
Nagle wszystko ucichło, a potem z głośników popłynęła spokojna, wolna i melodyjna piosenka. Wszyscy dobrali się w pary oprócz mnie i Horana. Już miałam odejść, żeby uniknąć i tak już niezręcznej sytuacji, ale zostałam powstrzymana.
- Zatańczysz? - odezwał się blondyn.
Popatrzyłam się na niego mocno zdziwiona, ale widząc, że nie żartuje szybko się zreflektowałam.
- Jasne.
Podeszłam do niego na przyzwoitą odległość. Niall uśmiechnął się nieznacznie i chwytając mnie w pasie, przyciągnął bliżej siebie. Moje cycki prawie dotykały jego torsu. Zmieszałam się, hamując mój wewnętrzny protest. W sumie nie było tak źle. Położyłam dłonie na jego ramionach, a on trzymał dłonie na dole moich pleców. W pewnym momencie zaczęłam się obawiać, że stanę mu na palca, albo potknę się o suknię i upadnę.
- Nie bój się, nie gryzę - wyszeptał, pochylając się do mojego ucha.
- Nie byłabym taka pewna - rzuciłam kąśliwie, mając na myśli mój znikający ślad na obojczyku.
Chłopak bąknął coś pod nosem i zaczął prowadzić nasz taniec. Kołysaliśmy się leniwie do taktu wspaniałej muzyki. Bezwiednie przeniosłam dłonie na jego kark i delikatnie pochyliłam głowę ku ramieniu blondyna.
No co? To był tylko taniec.
Czułam jego oddech w moich włosach. Naprawdę wyglądał gorąco w garniturze. Fryzura na "odczep się" dodawała mu uroku niegrzecznego chłopca. Często przed snem zastanawiałam się, dlaczego nie umieliśmy się dogadać. Przecież oprócz wpadki w klubie, nic takiego się nie stało. Gdzieś w środku poczułam lekkie ukłucie. Wydawało mi się, że moja dusza i organizm podpowiadały mi pewną rzecz. Nie do końca byłam pewna, że właściwie to odczytywałam. Coś mówiło mi, że tu było...
Bzdura! Żadnych przeczuć względem Nialla! Przecież to niedorzeczne. Równie dobrze mogłam się tak poczuć przez piosenkę, prawda?
Podobno instynkt wilka nigdy nie zawodził.

______________________________________________

Sorrki, ale jakiś taki krótki xD

Miłego czytania i zachęcam do komentowania! xxx

2 komentarze:

  1. Mam nadzieję ze w następnym będą się dziko całować i wylądują w łóżku 😂😂😂 Pisałam Ci wiele razy, że świetnie piszesz, ale napiszę jeszcze raz. Świetnie piszesz :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna sukienka *. * i wgl Oni RAZEM tańczyli!!! Mam fangirl! <3

    OdpowiedzUsuń