poniedziałek, 30 maja 2016

24.

AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!
_____________________________________




*Niall*

Zatraciłem się w pragnieniu, jak tylko złączyłem nasze usta. Prawdą było stwierdzenie, że powinno się ulegać swoim pragnieniom, bo inaczej mogły nas zniszczyć i to samo powiedziałem Destiny. Czasami miałem wrażenie, że oprócz dopasowania było między nami coś jeszcze. Coś, czego nie umiałem określić.
To musiało być coś ważnego.

*Destiny*

Im dłużej się całowaliśmy, tym większą miałam na niego ochotę. Pragnienie nie malało, a wręcz rosło.
- Niall - jęknęłam, kiedy położył się na plecach, ciągnąc mnie za sobą.
- Hm? - mruknął między pocałunkami.
- To nic nie daje - wydusiłam niewyraźnie.
Chłopak przeniósł usta na moją szyję, co sprawiło że wydałam pomruk szczęścia. Kto nie uwielbiał pocałunków w szyję?
- To idzie za daleko - próbowałam przekonać i jego i siebie.
- Spokojnie - uciszył mnie, przez chwilę patrząc mi w oczy.
Jego tęczówki były jaskrawo niebieskie. Uwielbiałam je!
- Uwielbiam twoje oczy w tym stanie - wyznałam, powstrzymując go od kolejnego ataku na moje wargi.
- Takie jak teraz?
- Tak. Normalnie świecą słabiej niż w tej chwili.
- Przecież możesz oglądać je częściej. - Mrugnął do mnie zadziornie. - Tylko musisz się postarać. Albo mnie wkurzyć, albo...
- Podniecić - dokończyłam za niego.
- Dokładnie. - Mrugnął zaczepnie.
- Jesteś okropny. - Wywróciłam oczami.
- Powiedz coś, czego nie słyszałem - mruknął przy moim uchu.
- Popsułeś taką piękną chwilę.
- Zaraz ją naprawię.
Złapał mnie jedną ręką za szyję, a drugą za tyłek i przyciągnął moje usta do swoich. Celowo otarł się o mnie swoim kolegą, który niecierpliwie czekał w spodniach.
- Czego chcieć więcej? - zapytał cicho, po czym gwałtownie mnie pocałował.
Przekręcił nas tak, że teraz ja leżałam pod nim. Wsunął swoją ciepłą dłoń pod moją koszulkę i zaczął badać moje ciało. Z natężenia emocji nie mogłam złapać właściwego oddechu. Nie pomagały mi także usta Horana, które były strasznie nieustępliwe. Jak tylko poczułam, że Niall zaczął powoli mnie rozbierać, natychmiast ochłonęłam.
- Co ty robisz? - Odsunęłam się, zatrzymując dłonie na jego torsie.
- Dobrze się bawię? - Zmarszczył czoło, jakby nie wiedział, czemu protestuję.
- Nie umawialiśmy się, że zajdzie to tak daleko.
- Czy my w ogóle się na coś umawialiśmy? - zapytał sarkastycznie.
Przeklęłam pod nosem i włożyłam dużo siły w to, żeby go z siebie zepchnąć. Udało mi się za pierwszym razem, więc wolna stanęłam na podłodze.
- Teraz wyjdę, a ty ochłoniesz - oznajmiłam, poprawiając ubranie. - Potem możemy pogadać.
- Słucham? - zdziwił się.
Przeczesał poburzone włosy i wlepił we mnie wciąż jarzące się oczy.
- Mówisz poważnie? - dodał. - Chcesz  teraz wyjść? Po czymś takim?
- A co mam zrobić w takiej sytuacji? - Uniosłam brwi autentycznie zdezorientowana. - Oboje wiemy, że głównym celem tego zdarzenia było dobranie mi się do majtek, żebyś zaspokoił swoje pragnienie.
- Ty też tego chciałaś - rzucił zirytowany. - Poza tym, wiesz jak działa dopasowanie.
- Może i czułam, ale tylko przez chwilę. Nie obchodzi mnie czy dopasowanie ci to nakazało, czy sam tego chciałeś, czy nie wytrzymywałeś pragnienia, ale osobiście przestało mi się to podobać.
O dziwo, jeszcze nie krzyczeliśmy.
- W taki razie, czego ode mnie oczekujesz? - Wstał z łóżka i zrobił krok w moją stronę.
- Nie mam pojęcia, Niall - westchnęłam, rozkładając ręce z bezsilności. - Robimy te wszystkie rzeczy, a nie umiemy się dogadać. Jak tylko dochodzi do fizycznego zbliżeni, wszystko inne przestaje istnieć. To jest takie pomieszane. Nie nadążam.
- Czemu żadne z nas nie wypowie tego na głos? - zapytał i przechylił głowę.
Przestałam na chwilę oddychać, bo skupiłam się na słowach chłopaka.
- Czego? - wyszeptałam niepewnie.
- Jak myślisz?
- Chyba nie chcę o tym myśleć. - Pokręciłam głową, odwracając wzrok.
- Czyli jednak? - Nie potrafiłam przeoczyć zawodu w jego głosie, co uderzyło we mnie podwójnie.
Blondyn podszedł do okna. Oparł się o parapet i spuścił głowę.
- Nie rozumiem czemu ty...
- Nieważne - przerwał mi. - Możesz iść, skoro tak bardzo nie chcesz mnie przy sobie. Nie trzymam cię tutaj.
Mimo, że go dzieliśmy, opuściłam pokój zdezorientowana i z ogromnym poczuciem winy.

*Niall*

Rzeczy, na które dzisiaj pozwoliliśmy, w jakiś sposób przekonały mnie, że będzie z tego coś więcej niż tylko obściskiwanie się po kątach. Myliłem się.
Oboje ułożymy sobie życia tak, żebyśmy nie wchodzili sobie w drogę. Jakoś to będzie.
Dopasowanie nam w tym nie przeszkodzi.

***

*Destiny*

Nie powiedziałam Cindy o tym, co zaszło w pokoju z Niallem. Pytali, co się stało, jak tylko do nich wróciłam. Okazało się, że nie było mnie czterdzieści minut i się wystraszyli. Wymyśliłam historyjkę o tym, że Niall nie chciał wpuścić mnie do  pokoju, a potem trochę się pokłóciliśmy, po czym wyszłam. Uwierzyli mi od razu, dzięki czemu odetchnęłam z ulgą.
Zapadł późny wieczór, a ja siedziałam z przyjaciółką na dachu motelu i gadałyśmy o wszystkim, co przyniosła nam ślina na język. Do tego popijałyśmy sobie tanie wino. Niestety nasz spokój zakłócił Liam.
- Szukałem was - powiedział z wyrzutem.
Ledwo oddychał i miał nieciekawy wyraz twarzy.
- Co się stało? - zaniepokoiła się Cindy.
- Niall zniknął.
- Jak to zniknął? - Poderwałam się na równe nogi.
- Nigdzie go nie ma. Nie mogę go wyczuć - panikował. - Jakby rozpłynął się w powietrzu.
- Poczekaj chwilę. - Przymknęłam powieki i przyłożyłam dłoń do czoła. - Zaraz coś wymyślimy.
- Jesteśmy poszukiwani, a on postanowił się powłóczyć w nocy po nieznanej mu okolicy. Do tego zbliża się pełnia - mówił coraz bardziej zdenerwowanym głosem. - Najebie mu, jak tylko go znajdziemy.
Chciałam prychnąć śmiechem, ale w tej sytuacji nie wypadało.
- Przecież Des może go znaleźć - przypomniała Cindy. - Pamiętasz słowa swojego ojca, o których mi mówiłaś?
- Znajdziemy się nawet jeśli tego nie chcemy - powtórzyłam szeptem słowa taty.
Bez słowa, zdecydowanym krokiem opuściłam dach budynku. Pobiegłam do pokoju, żeby wziąć cieplejsze ubrania. Zwarta i gotowa, czekałam na przyjaciół.
- Wy zostańcie tutaj i czekajcie, bo może wrócić zanim go znajdę - nakazałam, widząc, ze mieli ochotę się sprzeciwić. - Poradzę sobie. Dopasowanie nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.
- Miejmy nadzieje, że wrócisz cała i zdrowa - rzucił Liam drżącym głosem.
Cindy wtuliła się w jego bok, chcąc dodać mu otuchy. Tez bym się denerwowała, gdyby rozchodziło się o Cindy.
- Trzymajcie kciuki! - Posłałam im pocieszający uśmieszek i wyszłam z motelu.

***

Od piętnastu minut krążyłam po okolicy i jeszcze nie natrafiłam na ślad Horana. Miałam ochotę zmiażdżyć mu twarz za taką samowolkę. Zachciało mu się, kuźwa, spacerów.
- Gdzie ty jesteś, idioto? - warknęłam pod nosem.
Przystanęłam na chwilę i zamknęłam oczy. Pomyślałam o blondynie i nogi jakby zaczęły mnie prowadzić w nieznanym kierunku. Czyżby instynkt zadziałał?
Dziesięć minut później, w trakcie których kompletnie oddałam władze mojemu ciału, znalazłam się przed klubem, z którego wypływała głośna muzyka i masa ludzi. Przepchnęłam się do wejścia i bez problemu dostałam się do środka. Instynkt zaprowadził mnie przed drzwi męskiego kibla. Uniosłam brwi mocno tym zdziwiona, ale postanowiłam sprawdzić wiarygodność tego cholerstwa w mojej głowie. Zaraz po przekroczeniu progu omamił mnie okropny smród, więc zatkałam nos i spięłam się w sobie.
- Mmm... Kochanie - usłyszałam z jednej z kabin. - Jesteś taki twardy.
Bleh! Jak tak można?
Chłopak mruknął w odpowiedzi. Rozmowny, nie ma co.
- Przypomnij mi jak masz na imię, skarbie - mówiła dziewczyna, a ja zarejestrowałam dźwięk odpinanego paska od spodni.
Czemu ja tu jeszcze stałam?
- N-Niall - czknął i zarechotał.
Wytrzeszczyłam oczy i rzuciłam się w stronę zajętej kabiny. Otworzyłam drzwi z rozmachem, przygotowując się na najgorsze. Na szczęście nie zdążyli zacząć.
- Niall, do kurwy nędzy! - krzyknęłam wściekła.
Obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem i nie ruszył się o milimetr. Stał oparty o ścianę, jak ta ciamajda.
- A ty odczep się od jego kutasa - warknęłam na puszczalską. - Znajdź sobie innego chętnego.
Posłuchała mnie, zanim złapałam ją za te tlenione kudły. Moja cierpliwość się wyczerpała. Jak tylko dziewczyna zniknęła za drzwiami, wyciągnęłam Horana przed umywalkę i opłukałam mu twarz zimną wodą. Ledwo trzymał się na nogach.
- Do końca cię popierdoliło - syknęłam, starając się ocucić go chociaż odrobinę.
- Nie przeklinaj - zagroził mi z cwaniackim uśmieszkiem, który nawet w tej sytuacji wydał mi się seksowny.
- Nie przeginaj - upomniałam i przerzuciłam jego rękę przez moje ramiona.
W miarę gładko dotarliśmy na zewnątrz klubu, gdzie pozwoliłam mu odsapnąć na pobliskim murku.
- Dalej nie idę - mruknął, pochylając się między kolanami.
Sekundę później zwymiotował. Wywróciłam oczami i podeszłam bliżej.
- Teraz poczujesz się lepiej, chociaż po twoim powrocie Liam sprawi, że nie podniesiesz się z ziemi.
- Daj spokój - bąknął wyraźniejszym tonem.
Jako wilkołak nie mógł być pijany na długo. Szybko pozbywaliśmy się toksycznej substancji z organizmu, a taką był alkohol.
Nic nie mówiąc, zgarnęłam go z murka i zaczęłam prowadzić do motelu.
- Naprawdę nie mogłeś gorzej postąpić? Co w ciebie wstąpiło? - zaczęłam kazanie.
- Chciałem się rozerwać - odparł zadowolony.
- Mogli znaleźć cię ci goryle od dyrektora i pewnie chętnie by cię porwali - prychnęłam sarkastycznie. - Wyłożyłeś im się na tacy.
- Nieważne - mruknął.
- Ważne, Niall! - krzyknęłam i rzuciłam go na pobliską ścianę. - Liam się o ciebie martwił i prawie dostał zawału! Nie potrafisz być odpowiedzialny chociaż przez chwilę?! Myślałeś w ogóle o nas, jak wychodziłeś do klubu?!
- Myślałem tylko o tobie! - odkrzyknął od razu.
Zaskoczona zaniemówiłam na chwilę.
- O mnie? - Uniosłam brwi.
- Tak, ale czy to ważne? - warknął i sam ruszył dalej.
Resztki alkoholu wspierały jego chęć bycia szczerym. Przez chwilę przyswajałam jego słowa.
- To co zdarzyło się w pokoju była przyczyną twojego zniknięcia, prawda?
- Pobaw się w detektywa - prychnął.
- Przestań być sarkastyczny, Horan - upomniałam. - Dopiero nie mogłeś słowa wydusić.
Przez chwilę szliśmy w całkowitym milczeniu.
- Do tego ta akcja w toalecie - rzuciłam nagle. - Upadłeś aż tak nisko?
- Przynajmniej ona była chętna - zaśmiał się.
- Jesteś obrzydliwy - westchnęłam.
- Jesteś zazdrosna - stwierdził. - Odrzuciłaś mnie, ale teraz jesteś zazdrosna. Cóż za ironia. Jak pies ogrodnika - sam nie weźmiesz, a innej nie dasz. Myślę, że powinnaś się zastanowić nad...
- No i co z tego, że jestem o ciebie zazdrosna? - warknęłam, nie chcąc już krzyczeć.
Stanęłam w miejscu, a Niall odwrócił się przodem do mnie.
- Nie odrzuciłam cię. Znaczy nie w ten sposób, w jaki to odebrałeś - kontynuowałam. - Nawet nie dałeś mi dokończyć tej rozmowy. Kazałeś mi się wynosić. Źle to wszystko odebrałeś. Twoja propozycja była ciekawa, ale nie uważasz, że to wszystko byłoby dziwne? Nie rozumiem, czemu aż tak cię to zabolało. Przecież się nie trawimy, a teraz nagle wyskakujesz z czymś więcej.
- Tego nie powiedziałem - poprawił mnie.
- Ale oboje o tym pomyśleliśmy. - Wymachiwałam rękami. - Nie chciałam podejmować pochopnej decyzji. W tych okolicznościach ciężko mi stwierdzić, co dokładnie utworzyło się między nami. Domyśliłam się, że mogłoby to być coś więcej niż dopasowanie.
Doszło to do mnie, dopiero jak powiedziałam to na głos. Czy my właśnie rozważaliśmy bycie razem?
- Chciałabyś się przekonać? - Zbliżył się, niwelując przestrzeń między nami.
- Teraz musimy być ostrożni, bo mają nas na celowniku - wymigałam się, próbując zmienić temat.
- Powiedz mi tylko, czy też czujesz, że to coś więcej niż dopasowanie.
Też?
Popatrzyłam mu głęboko w oczy i postanowiłam.
- Czuję, że to coś więcej niż tylko dopasowanie. Nie wiem, co to jest, ale jest silne. Po prostu czasami sprawiasz, że czuję się jak w niebie, a innym razem sprawiasz, że mam ochotę cię uderzyć. Na przykład teraz.
- Teraz? - Uniósł brwi zaintrygowany. - Za co?
- Za sytuacje w klubie.
- Zrób to.
Bez wahania spełniłam jego prośbę. Pod wpływem uderzenia odrzucił głowę w prawo i złapał się za policzek.
- Konkretnie - przyznał, masując obolałe miejsce.
Zrobiło mi się go żal, więc chwyciłam jego rękę i odciągnęłam ją od czerwonego policzka. Stanęłam na palcach i złożyłam tam lekkiego całusa.
- Lepiej? - Uśmiechnęłam się przepraszająco. - Wybacz, ale jestem wściekła.
- Należało mi się - wymamrotał.
- Walisz wódką - rzuciłam, krzywiąc się.
- Na szczęście jako wilkołaki szybko trzeźwiejemy. - Wzruszył ramionami.
Przytaknęłam, przyznając mu rację. O tym wiedziałam.
- Wiec co teraz? - zapytałam.
Przygryzłam wargę, patrząc na jaskrawe niebieskie oczy.
- Próbujemy to jakoś zidentyfikować? - Wskazał na przestrzeń między nami, której raczej nie było. - Czy tchórzysz?
- Czyżby wyzwanie? - Zmrużyłam na niego oczy, a on przytaknął. - Przyjmuję, ale pod jednym warunkiem.
Niall przyciągnął mnie do siebie i oplótł ramiona w mojej talii.
- No?
- Z racji, że jeszcze nie znamy na tyle siły naszego dopasowania, nie możemy stwierdzić, że to naprawdę jest coś więcej. Może po prostu w naszym przypadku dopasowanie jest aż tak silne, że wprowadza nas w błąd. Nie robimy nic pochopnego, okey? Tylko identyfikujemy.
Kto by się spodziewał, że skończymy na określaniu więzi, która się między nami stworzyła?
Bo na pewno nie ja.
- Identyfikujemy - powtórzył szeptem.
- Czy ty też jesteś zszokowany obrotem spraw? - mruknęłam, obserwując jego usta.
- Bardzo - odparł, obserwując moje.
- Liam i Cindy nie mogą wiedzieć, że coś kombinujemy, bo nie dadzą nam spokoju.
Nie mogłam się doczekać, aż przejdziemy do punktu kulminacyjnego.
- Nie będą na razie wiedzieli. Powiemy im, jeśli uda nam się zidentyfikować obiekt badań - obiecał.
Dłużej nie chciałam czekać. Uniosłam głowę i złączyłam nasze wargi. Nasz pocałunek okazał się bezbłędny.

Jak zwykle.

***

Wróciliśmy do motelu kilka minut później. Niby podczas całej drogi się nie mizialiśmy a ni nic z tych rzeczy, ale widząc budynek włączyliśmy zachowanie, jakbyśmy ciągle byli pokłóceni.
- Liam cię zabije - przypomniałam mu.
- Może przeżyję - mruknął, udając strach.
Uśmiechnęłam się lekko, nie mogąc opanować zadowolenia jakie czułam w środku. To było coś, co wypełniało tę wilkołaczą część. Być może rzeczywiście to było tylko dopasowanie...
- Nadal uważam, że postąpiłeś głupio - powiedziałam z wyrzutem. - Jak zobaczyłam twarz Liama, to myślałam, że zejdzie nam na zawał.
- Nie powinienem wychodzić, nic wam nie mówiąc. - Wyrzucił ręce w powietrze i wywrócił oczami. - Mój błąd.
- W ogóle nie powinieneś wychodzić - dodałam sarkastycznie.
Przywołałam windę, która zjawiła się chwilę później. W ciszy, ale też w ogromnym napięciu, wjechaliśmy na odpowiednie piętro i udaliśmy się do pokoju Cindy i Liama. Zanim weszłam, wzięłam głęboki oddech.
- Jezu Chryste! - krzyknęła Cindy, jak tylko uchyliła drzwi. - Myślałam, że was porwali albo zabili i wyrzucili gdzieś w lesie!
- Przestań krzyczeć. - Przystawiłam palec wskazujący do warg. - Obudzisz innych gości i wtedy będziemy mieć kłopoty.
Skinęła głową i wpuściła nas do środka. Dziwiło mnie, że jej wzrok jeszcze nie powalił blondyna na podłogę.
- Gdzieś ty się, kurwa, podziewał!? - wrzasnął wkurzony Payne.
Odstąpiłam na bok, żeby nie przeszkadzać chłopakom w konfrontacji.
- Liam, posłuchaj ja... - zaczął spokojnie Horan.
- Nie, to ty mnie posłuchaj. - Liam zbliżył się do niego o dwa kroki. - Jeszcze minuta twojej nieobecności i wezwałbym posiłki.
- Nie przesadzaj - mruknął Niall, czym jeszcze bardziej rozzłościł szatyna.
- Możecie nas na chwilę opuścić? - usłyszałam z ust Payne'a i bez wahania wyciągnęłam Cindy na korytarz, a potem do mojego pokoju.

*Niall*

Dziewczyny wyszły. Musiałem dać sobie radę ze złością Liama sam na sam. Byłem zdziwiony i zaniepokojony jego zachowaniem. Pierwszy raz zobaczyłem go w takim roztrzęsionym stanie i miałem nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.
- Jak się z tym czujesz, idioto? - zapytał mnie.
- Jestem świadomy, ze zrobiłem źle, ale musisz mnie zrozumieć.
- Zrozumieć? - prychnął. - Prędzej ci przywalę niż cię wysłucham.
- Moje wyjście było spowodowane pewną niekomfortową sytuacją, którą chciałem odreagować - wyjaśniłem, starając się nie ujawniać wszystkiego.
- Co to za sytuacja?
- Nie mogę powiedzieć. - Spuściłem wzrok na podłogę. - To coś dość osobistego.
- Siedzimy w tym gównie wszyscy razem i musimy mieć do siebie zaufanie - przypomniał mi. - Jestem twoim najlepszym przyjacielem, do cholery.
- Wiem, ale... No wiesz - nie mogłem się wysłowić.
- Co?
- To skomplikowane - bąknąłem i spojrzałem na niego z ukosa.
Jego mina nie mówiła nic oprócz tego, ze był wściekły i zawiedziony.
- Myślałem, że masz więcej oleju w głowie - powiedział zrezygnowany.
- Przepraszam. - Podniosłem głowę, patrząc mu prosto w oczy. - Przepraszam za tą wpadkę i za tą całą gównianą sytuację.
Payne westchnął głęboko i na chwile przymknął oczy.
- Może ci wybaczę, a teraz jest późno, więc idź zaznać trochę snu, bo jutro ruszamy dalej.
Rozłożyłem ramiona, sygnalizując że chcę go przytulić i czekałem na reakcję. Z lekkim wahaniem w końcu podszedł, więc mogliśmy wymienić się braterskimi uściskami.
- Jesteś dla mnie najważniejszy, Niall - wyznał cicho.
- Ty dla mnie też jesteś najważniejszy, Liam. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.
Odsunęliśmy się od siebie i obaj się uśmiechnęliśmy. Nie umieliśmy się na siebie długo gniewać.
Byliśmy braćmi, a bratu zawsze się wybacza.

środa, 25 maja 2016

23.

No to teraz dostaniecie zawału! xxx
________________________________________________




11 PAŻDZIERNIKA 2017r.
*Niall*

Obudziłem się tuż nad ranem. Nie mogłem ponownie usnąć, więc zacząłem rozmyślać.
Na przykład zastanawiałem się, czemu Destiny się ode mnie nie odsunęła. Była we mnie wtulona bardziej niż na początku. Nie chodziło o to, że było mi źle.  Po prostu nie przywykłem do tego.
Jej głowa leżała na moim ramieniu, a rękę przerzuciła przez mój brzuch. Wiedziałem, że chciała się ogrzać, bo poczułem na własnej skórze, że motel oszczędzał na ogrzewaniu.
- Niall? - usłyszałem szept dochodzący z krótkiego przejścia do drzwi.
- Nie śpię - odpowiedziałem, starając się nie obudzić dziewczyny.
Liam wszedł głębiej i jak tylko zobaczył mnie i dziewczynę w dość dwuznacznej pozycji mało nie wybuchnął śmiechem.
- Zamknij się - ostrzegłem, zanim powiedziałby coś, czego by pożałował.
- Myślałem, że wam się nie układa. - Wzruszył ramionami z niewinną miną.
- Nie jesteśmy razem - wyjaśniłem.
- Ale... No wiesz. - Wskazał na łóżko.
- Nie twój interes - burknąłem.
- Dobra, uspokój się bo ją obudzisz - wycofał się z dyskusji.
Wywróciłem oczami i zbadałem sytuację. Nie wyglądała na obudzoną.
- Chciałem wyjść zapalić, a skończyły mi się fajki - powiedział, rozglądając się po pomieszczeniu.
Niespodzianka! Liam Payne palił papierosy i to dłużej niż ja.
- Są w mojej torbie - westchnąłem i przetarłem twarz ręką. - Nie możesz na mnie poczekać?
- Nie wiem kiedy twoja księżniczka się obudzi, więc nie - zironizował.
Spiorunowałem go spojrzeniem, co zrozumiał jako "spierdalaj" i wyszedł z głupawym uśmieszkiem na ustach. Przez chwilę zastanawiałem się, czy ją obudzić, bo miałem kurewską ochotę zapalić, ale było mi jej szkoda. Była taka spokojna i cicha.

W końcu sam usnąłem.

***

*Destiny*

Przeciągnęłam się, mrucząc. Wyspałam się, jak nigdy. Otworzyłam zaspane oczy i zobaczyłam brudny sufit. Czując, że ciepło ciągle na mnie oddziaływało, więc domyśliłam się, że ja i chłopak byliśmy blisko. Jego dłoń leżała na moim brzuchu, a jak tylko spojrzałam w lewo napotkałam jego twarz. Gdybym odrobinę wychyliła głowę i usta mogłabym go na spokojnie pocałować. Co?
Nie, nie to miałam na myśli. Po prostu mogłabym, ale nie pocałuję, bo mi nie wypada, to znaczy nie chcę, ale... Nieważne.
W momencie, kiedy mu się przyglądałam, oczy Nialla się otworzyły, a ja pisnęłam.
- Witam - uśmiechnął się leniwie.
Czemu ten uśmiech musiał być taki seksowny?
Dlaczego należał akurat do Horana?
- Hej - mruknęłam zmieszana. - Czy mógłbyś? - Skinęłam głową na swój brzuch, wskazując co miałam na myśli.
- Przeszkadza ci to? - Zmarszczył czoło.
- No wiesz... Bo my... - motałam się. - Chyba nam nie wypada.
- Rano leżeliśmy w zupełnie innej pozycji - rzucił obojętnie i podniósł się do siadu.
- Co masz na myśli? - Dołączyłam do niego, przyciskając kołdrę do klatki piersiowej.
Pod piżamą nie miałam stanika i czułam się niesamowicie niekomfortowo.
- Przytulałaś się do mnie - odparł, jakby nigdy nic.
- Chyba sobie żartujesz! - oburzyłam się.
- Jestem całkowicie poważny. Nie chcesz, to nie musisz mi wierzyć.
- Ale... - zacięłam się. - Ty i ja... To nie tak miało być.
Złapałam się za głowę i zacisnęłam powieki. Niall westchnął głośno i wyszedł z łóżka.
- Nic się nie wydarzyło, nie przeżywaj. - Ubrał koszulkę. - Musimy iść na śniadanie.
Wcale na niego nie zerkałam!
- Mhm - przytaknęłam.
Jak tylko zniknął w łazience, podbiegłam do swojego plecaka i odnalazłam odpowiednie rzeczy. On wyszedł z pokoju, a ja zajęłam łazienkę i mogłam się spokojnie przygotować. Po tej nocy czułam się bardziej niezręcznie niż po naszym pierwszym pocałunku.

***

- Jak wam się spało? - zagadnęła zaspana Cindy.
- Pewnie lepiej niż wam. - Poruszyłam brwiami jednoznacznie.
Spiorunowała mnie wzrokiem, więc nabrałam jajecznicy do buzi, chcąc uniknąć dalszej rozmowy. Niall miał inny zamiar.
- Było dobrze, ale Destiny mogłaby się bardziej postarać - powiedział z cwanym uśmieszkiem.
Puścił mi oczko i wrócił do przeżuwania tosta. Odchrząknęłam i odłożyłam widelec.
- Nic się nie wydarzyło - sprostowałam z poważną miną.
- Nie wnikam. - Przyjaciółka próbowała się nie uśmiechnąć, ale słabo jej to wyszło.
- Jesteście okropni - bąknęłam i wstałam zbyt ostentacyjnie.
Z gracją odeszłam od stolika i udałam się do wyjścia z motelowej stołówki. Z racji, że było jeszcze przed południem, owinęło mnie świeże powietrze. Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy. Miałam dosyć tych wszystkich insynuacji względem mnie i Horana. Nic między nami nie było, nie licząc dopasowania. Z tym musiałam się pogodzić, bo nie miałam na to wpływu. Nie mogłam tego cofnąć.
Byłam z góry skazana na życie z nim.
- Czemu uciekłaś? Przecież nikt nie powiedział nic złego. - Niall stanął tuż obok i wyciągnął paczkę z papierosami.
- Smakowało ci śniadanie? - zmieniłam temat. - Całkiem dobre produkty jak na takie ceny.
- Wiem, co próbujesz zrobić. Nie wymiguj się.
Wywróciłam oczami i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Czego chcesz? - westchnęłam.
- Wyszedłem zapalić.
- Okey - mruknęłam i odwróciłam wzrok.
Czemu zależało mi na jego uwadze? Nie lubiłam go aż tak bardzo.
-  Nie obrażaj się na nich - odezwał się po dłuższej chwili milczenia.
- To nie twój interes - odpowiedziałam oschle.
- Denerwuje mnie to uczucie, które odczuwam, jak masz zły humor - wyznał ku mojemu zdziwieniu.
- Naucz się z tym żyć, bo to nie ostatni raz, kiedy będziesz czuł coś takiego - odparłam obojętnie.
- Och zamknij się już - jęknął. - Ciągle tylko narzekasz.
- Jak mam nie narzekać skoro znaleźliśmy się w tak beznadziejnej sytuacji?! - podniosłam głos, nie zważając na ludzi dookoła.
Niestety, ale nie byliśmy sami przed budynkiem motelu. Z racji, że Niall nie zamierzał kontynuować naszej rozmowy, szybkim krokiem odeszłam w głąb parkingu i usiadłam na osamotnionej ławce.
- Myślisz, że będę za tobą ganiał? - usłyszałam, jak tylko zdążyłam zrobić jeden spokojny oddech.
- To po co tu jesteś? - Zmrużyłam oczy, patrząc na niego uważnie. - Nie kazałam ci ze mną iść.
- Jasne. - Zaciągnął się papierosem.
- Spierdalaj - warknęłam. - Jesteś coraz gorszy. Nie dość, że zachowujesz się jak dzieciak, to jeszcze masz się za mądrale. Nie mam ochoty cię oglądać, a tym bardziej cię słuchać.
Wzrok blondyna uległ nagłej zmianie. Wpatrywał się w moją twarz, a papierosa upuścił prosto na chodnik. Widziałam jak zacisnął szczękę i pięści.
Nie bałam się.
-Nie mów tak o mnie nigdy więcej - syknął, zmniejszając odległość między nami. - Nie znasz mnie.
Złapał mnie boleśnie za ramiona i pociągnął do góry, przez co musiałam wstać z ławki.
- Puść mnie - zażądałam, patrząc mu głęboko w oczy, które zaświeciły się na złoto, a zaraz potem na niebiesko.
- Nie możesz mi rozkazywać. Nie należę do ciebie.
- Ja do ciebie też nie, więc mnie puść.
Nie zareagował.
- Puść mnie, Niall - powtórzyłam.
- Jeśli jeszcze raz zasugerujesz, że jestem głupi, to... - powiedział ostrzegawczo, ale nie dokończył.
- Puść mnie - dobrze zaakcentowałam każde słowo.
Chłopak wypuścił z siebie drżący oddech i zacisnął palce na moich ramionach. Syknęłam z bólu, ale nie spuściłam wzroku.
- To boli - powiedziałam cicho.
Dopiero po tych słowach się otrząsnął. Zrobił dużo krok w tył, potrząsając głową. Rzucił mi niepewne spojrzenie i oddalił się w kierunku motelu.

Co się właściwie wydarzyło?

***

Od trzech godzin siedziałam z Liamem i Cindy w ich pokoju, udając, że Niall mnie nie interesował. Sprawiałam wrażenie, że miałam na niego wyjebane. Cóż... W rzeczywistości niestety tak nie było.
- Sprawdzałeś co z Niallem? - Cindy zwróciła się do Liama.
- Nie, a ty?
- Nie - pokręciła głową.
Czekałam aż ich oczy wylądują na mnie. Nie musiałam długo czekać. Oboje popatrzyli na mnie wymownie.
- Mam sprawdzić, co się z nim dzieje? - Uniosłam brwi. - Że niby mnie to obchodzi?
- Przestań - westchnęła ciężko przyjaciółka. - Po prostu to zrób.
- Słucham? - Zmarszczyłam czoło.
Wydawało mi się, czy właśnie mi rozkazała?
- Przecież każdy obecny w tym pokoju wie, że Niall nie jest ci obojętny - wyjaśniła spokojnie. - Ty też nie jesteś mu obojętna. Po co się oszukiwać?
- Nieprawda - prychnęłam. - Nie zależy mi na nim w TEN sposób. Po prostu jest...
- Tak, tak - mruknęła. - Jest tylko twoim Alfą. Znamy już tę śpiewkę.
- Nie wmawiaj mi czego, czego nie ma - momentalnie się zdenerwowałam.
- Tylko nie umiem pojąć jednego - zrobiła dramatyczną pauzę. - Dlaczego ciągle jesteście dla siebie niemili, skoro już nie raz się całowaliście i nie raz ze sobą spaliście. W szkole nawet całkiem dobrze się dogadywaliście. Nie rozumiem, co się zmieniło?
Zamknęła mi usta. Ja też nie wiedziała, czemu się tak zachowywaliśmy. Nie znałam przyczyny i podejrzewałam, że Horan też jej nie znal. Tak wyszło po prostu.
- To jest bardziej skomplikowane, niż wam się wydaje - wydusiłam.
Czy naprawdę było aż tak skomplikowane?
Nie powiedziałabym, ale trzeba było obrać jakąś wersję.
- Wy to sobie komplikujecie - odezwał się Payne.
Poczułam się, jakbym była bombardowana. Popatrzyłam raz na jedno, potem na drugie i odchrząknęłam.
- Pójdę już - bąknęłam pod nosem i opuściłam ich pokój.
Zatrzymałam się w połowie drogi do mojego pokoju. Nie byłam pewna, czy powinnam tam iść. Co jeśli będzie jeszcze gorzej? Może tak naprawdę nie powinniśmy być sobie przeznaczeni?
Może to pomyłka?
- Weź się w garść Smith - powiedziałam do siebie, idąc powoli w kierunku drzwi.
Dziwne byłoby pukanie do własnego pokoju, wiec tego nie zrobiłam. Weszłam ostrożnie, bo bałam się, że natknę się na coś dziwnego. W środku panowała niepokojąca cisza, która przyprawiła mnie o ciarki na ciele.
- Niall? - odezwałam się względnie cicho.
Nie uzyskałam odpowiedzi.
- Jesteś tu? - Weszłam głębiej i dopiero wtedy zobaczyłam, jak leży na łóżku z twarzą schowaną w dłoniach.
W odpowiedzi usłyszałam słabe warknięcie.
- Niall - westchnęłam.
- Nie podchodź - wymamrotał.
- Co ci jest?
Podeszłam bliżej i uważnie zeskanowałam jego postać. Nie zarejestrowałam niepokojących oznak przemiany. Poza tym dzisiaj nie wypadała pełnia.
- Mogę zrobić ci krzywdę, więc lepiej wyjdź z pokoju. - Podniósł się do siadu.
W momencie kiedy mnie zobaczył, jego złote oczy zmieniły się w niebieskie. Wiedziałam, że moje nabrały identycznego koloru. Taka kolej rzeczy.
- Coś jest nie tak - powiedział lekko przejętym głosem. - Nie umiem zapanować nad swoim pragnieniem.
- Pragnieniem? - zdziwiłam się.
- To właśnie powiedziałem - rzucił ironicznie.
Powstrzymałam się od wywrócenia oczami i zrobiłam dwa kroki w kierunku blondyna.
- Wytłumacz mi to - poprosiłam. - Może coś wspólnie na to poradzimy.
- Wydaje mi się, że... - zaczął.
- Tak?
- To pragnienie... - nie mógł znaleźć odpowiednich słów.
- Powiedz mi czego pragniesz?
Na te słowa Niall znieruchomiał i wlepił we mnie swój piękny, niebieski wzrok. Patrzył na mnie w sposób, którego wcześniej nie widziałam. Dopiero po chwili połączyłam kawałki układanki.
Już znałam odpowiedz.
- Ciebie - odparł przerażająco cicho. - Pragnę własnie ciebie i nie umiem tego powstrzymać.
Moje serce przestało na chwile bić, a potem zerwało się do galopu.
- To niemożliwe, żebyś ty... Mnie? Nie, to nie tak. Musisz się mylić - motałam się.
- Uwierz mi, chciałbym się mylić - powiedział szczerze.
- Co teraz?
- Myślę, że jest tylko jeden sposób. - Odwrócił wzrok i przygryzł wargę.
- Czy to jest to, o czym właśnie pomyślałam? - zapytałam drżącym głosem.
- Wydaje mi się, że myślimy o tym samym - przyznał.
- Musimy to zaspokoić - powiedziałam jakby do siebie.
Horan skinął głową, nie odrywając wzroku ode mnie.
- Poczułaś to, prawda? - zapytał.
- Tak.
Bez wahania, jakby coś ciągnęło mnie do przodu, zbliżyłam się do Nialla. Położył swoje ręce na moich biodrach, a ja usiadłam okrakiem na jego kolanach.
- Nie panuje nad własnym ciałem - przyznałam cicho, nie wierząc w to, co własnie robiłam.
- Mam to samo - przyznał, jakby go to bolało. - Tak bardzo cię...
- Nie - przerwałam mu. - Nie kończ.
- Czemu? - Zmrużył oczy.
- Jeśli to powiesz, nie będę miała wyboru jak przyjąć to do wiadomości, a wtedy będę musiała ulec. Nie chcę tego. To dzieje się zbyt szybko i tak niekontrolowanie.
- Wiesz, że nic z tym nie zrobimy?
- Właśnie, kurwa, tej kwestii nienawidzę - jęknęłam żałośnie.
- Po prostu daj temu płynąc - odparł szczerze.
- Nie! - Zerwałam się na równe nogi.
- Dlaczego?
- Nie mogę. To nie jest to, co powinniśmy teraz robić.
- Co masz na myśli?
- Powinniśmy planować ucieczkę i martwić się o bezpieczne schronienie, a nie zaspokajać nasze pragnienia.
- Czasami człowiek powstrzymuje się zbyt długo, a wtedy boi się jeszcze bardziej. Dlatego co jakiś czas powinno się ulec swojemu pragnieniu - powiedział spokojnie, czym mnie zaskoczył.
Skinęłam głową i odpuściłam dalszej walki.
Złapał moje dłonie i przyciągnął mnie do siebie. Znowu siedziałam na jego kolanach. Wplotłam palce w jego włosy, bawiąc się nimi. Pochyliłam się, a Horan złączył nasze usta. Wiedziałam, że mnie pragnął. Nie mógł opanować okropnego pragnienia, które zjadało go od wewnątrz.
Skąd wiedziałam jak się czuł?

Odczuwałam to samo.

sobota, 21 maja 2016

22.

Trzymajcie się krzeseł, bo Nestiny's Moments!!!!!

Niall + Destiny = Nestiny

Miłego czytania! xxx
_________________________________________________-



*Destiny*

Nie mogłam złapać prawidłowego oddechu, a wcale się nie zmęczyłam. Zwyczajnie zaczynałam panikować. Wpadłam do pokoju bez pukania, czym zwróciłam na siebie ich uwagę.
- Co się stało? - zapytała Cindy, widząc moją minę i bladą twarz.
Cud, że trzymałam się na nogach.
- Oni chcą nas porwać - wydyszałam z trudem. - Musimy uciekać.
- Jak to? - Blondyn zmarszczył czoło.
- Podsłuchałam rozmowę dyrektora z jakimś facetem i wyraźnie słyszałam jak tamten dostał rozkaz, żeby wieczorem zabrać nas w jakieś nieznane miejsce - tłumaczyłam gorączkowo. - Nie możemy tutaj zostać.
Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Złapałam się za głowę i zacisnęłam powieki, żeby się nie rozpłakać. Poczułam dotyk na ramieniu, a kiedy otworzyłam oczy napotkałam uważne spojrzenie Horana.
- Oddychaj - wyszeptał.
Zakwiliłam cicho i wtuliłam się w chłopaka. Nie zaskoczył go ten ruch. Wiedział, że właśnie tego potrzebowałam.
- Razem jesteśmy bezpieczniejsi - powiedział cicho, masując moje plecy.
Zaprowadził mnie na łóżko i ostrożnie posadził. Sam wyciągnął z szafki torbę i spakował niezbędne rzeczy. Gotowy usiadł obok mnie, a ja złapałam go za dłoń. Zerknął na mnie zaskoczony, ale nic nie powiedział.
- Destiny ma rację, musicie uciekać - przyznał Liam. - Pomożemy wam.
- Nie możecie. Poniesiecie przez to konsekwencje, jeśli was przyłapią. - Niall pokręcił głową.
- Nie przyłapią. Zaufaj mi
Blondyn skinął głową i rzucił okiem na mnie.
- Dasz radę iść? - zapytał.
- Tak. - Wyprostowałam się, puszczając go. - Jest dobrze.
Rzeczywiście było lepiej. Sama obecność chłopaka sprawiała, że czułam się zadziwiająco bezpieczniej. Panika odpłynęła, ale czaiła się, żeby znowu mnie zaatakować.
- Nie ma na co czekać - odezwała się przyjaciółka.
Zgodnie zebraliśmy się do wyjścia. Para zakochanych sprawdziła teren i potem dała nam znak. Kiedy dostaliśmy się na zewnątrz, zaczęliśmy biec. Biegliśmy przed siebie, aż dotarliśmy do bramy posiadłości i ukryliśmy się w pobliskich zaroślach. Zręcznie wstukałam w telefon numer przyjaciółki i nacisnęłam "połącz".
- Gdzie wy jesteście? - zapytała nerwowo.
- Musicie pomóc nam z bramą. Nie otworzymy jej manualnie - powiedziałam nerwowo.
- Ale... Nie możecie przez nią przeskoczyć?
- Jest za wysoka. Zróbcie to, Cindy. Błagam - jęknęłam żałośnie. - Musimy się stąd wydostać.
- Dobrze.
W trakcie mojej rozmowy Niall obserwował okolicę. Nie widzieliśmy nikogo, kto mógłby nas obserwować i śledzić.
- Kocham cię, Destiny. Pamiętaj o tym - odezwała się przyjaciółka, a ja wykryłam jej załamany głos.
- Też cię kocham - odpowiedziałam.
- Liam mówi, że Niall ma coś, co wam pomoże - dodała jeszcze. - Powodzenia.
Rozłączyłam się, bo nie chciałam żeby doprowadziła mnie do płaczu. Horan sięgnął do kieszeni i wyjął z niej mały pilot.
- Skąd go masz? - Wytrzeszczyłam oczy z zaskoczenia.
- Ukradłem go, kiedy dowiedziałem się, że jesteśmy zagrożeni.
Skinęłam głową na znak, że rozumiałam takie posunięcie. Każdy wiedział, że był cwany, więc nic dziwnego, że się zabezpieczył.
- Zróbmy to. - Wypuścił powietrze i wystawił dłoń w moją stronę.
Bez wahania splotłam nasze palce i zamknęłam oczy, chcąc uspokoić galopujące serce. Musieliśmy poczekać na znak od Liama albo Cindy. Mieli sprawić, żeby ochroniarz odwrócił uwagę od kamer patrolujących teren. Chwilę potem dostałam wiadomość, a Niall nacisnął mały guziczek. Uchylił bramę tylko na tyle, żebyśmy mogli się przecisnąć. Poszedł pierwszy, a ja z moją niezdarnością musiałam się potknąć, przez co wpadłam w objęcia chłopaka. Mruknął z zadowoleniem, obserwując moją zapewne zaczerwienioną twarz.
- Ciekawe... Często znajdujesz się w moich ramionach, co? - zadrwił.
- Mhm - przytaknęłam i się wyswobodziłam. - Schowajmy się i przemyślmy dalsze postępowanie.
Kucnęliśmy w pobliskich zaroślach. Oparłam się plecami o drzewo i zamknęłam oczy. Przetarłam twarz dłońmi i głośno westchnęłam. Z racji, że ciągle byłam w galowym mundurku szkolnym, nie czułam się komfortowo. Z upragnieniem czekałam na możliwość powrotu do swoich wygodnych ubrań. Nagle zostałam szturchnięta w kolano. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przerażoną twarz blondyna. Usłyszałam, że ktoś się do nas zbliżał. Skamieniałam.
Niall pokazał mi, żebym siedziała cicho, a sam lekko się wychylił się. Zagryzłam wargę, żeby powstrzymać się od ewentualnego krzyku. Wtedy Horan został wyciągnięty na drogę, a ja zatkałam usta dłonią. Nie chciałam, żeby mnie też znaleźli, kimkolwiek byli.
- Wyłaź już - usłyszałam po chwili znajomy głos.
Wstałam i zobaczyłam trzy dobrze znane mi osoby - Liama, Cindy i Horana. Wywróciłam oczami na ich dziecinne zachowanie.
- Chcieliście przyprawić mnie o zawał? - oburzyłam się. - Jak mogliście mnie tak wystraszyć?
- Nie zamierzaliśmy tego - odezwał się Liam. - Po prostu was szukaliśmy. Nie mamy zbyt dużo czasu.
Potrząsnęłam głową, żeby zebrać myśli. Popatrzyłam na wszystkich po kolei i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mieli ze sobą dwa plecaki.
- W ogóle co tu robicie? Czemu przynieśliście plecaki? - zapytałam podejrzliwie.
- Idziemy z wami - odparła Cin.
- Słucham? - Niall złapał się za głowę. - Nie ma mowy.
-Przestańcie dyskutować, bo nie mamy czasu. Zaraz się zorientują, że wcale nie poszliśmy się miziać po kątach - prychnął Payne.
- Nic z tego, Cindy. - Zaprzeczyłam, kręcąc głową. - Nie pozwolę, żebyś się narażała. Nie przeze mnie.
- Już to zrobiłam. - Wskazała na plecaki. - Nie odepchniecie nas. My też nie będziemy tutaj bezpieczni. I tak zorientują się, że ktoś wam pomógł. Poza tym pewnie wzięliby nas na przesłuchanie.
Zacisnęłam usta, chcąc powstrzymać łzy. Utknęłam w sytuacji, gdzie moje życie było zagrożone, a do tego ciągnęłam za sobą przyjaciół. A to wszystko przez...
- To wszystko twoja wina! - krzyknęłam i rzuciłam się na Horana z pięściami. - Gdyby nie ty, nie stalibyśmy tutaj!
Nim zdążyłam zadać mu cios, Niall chwycił mnie za oba nadgarstki i przysunął do siebie.
- Zamknij się - syknął. - Chyba, że chcesz ich na nas naprowadzić.
- To twoja wina - powtórzyłam płaczliwie.
Chłopak popatrzył mi prosto w oczy i puścił moje ręce. Z braku sił opuściłam głowę, czołem dotykając jego ramienia. Odetchnęłam urywanym oddechem i spuściłam bezwładnie ramiona. Blondyn przytulił mnie delikatnie. Nie mogłam zaprzeczyć, że na to nie liczyłam. Potrzebowałam kogoś, kto rozumiał w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźliśmy. Niall był osobą, która czytała moje uczucia i emocje.
- Poradzimy sobie - wyszeptał.
Wyprostował się, sprawiając, że musiałam podnieść głowę. Jednak jego jedno ramię wciąż oplatało moją talię.
- Ruszajmy - zarządził.
Zabraliśmy bagaże i ruszyliśmy zgodnie przez las. Czekała nas długa droga do wolności.

***

- Dlaczego nie możemy używać GPS czy coś? - jęknęłam wykończona. - Błądzimy od dłuższego czasu.
Całodniowe wędrowanie przez las nie byłam moją ulubioną rzeczą. Niebo zaczynało szarzeć.
- Im częściej będziemy używać internetu, tym łatwiej nas namierzą - wyjaśnił Liam.
- Zadzwońmy po taksówkę - zaproponowałam głupio.
Zignorowali mnie. Szłam coraz wolnej, traciłam siły. Po wyrazie twarzy Nialla wiedziałam, że nie był z tego zadowolony i miał ochotę zmieszać mnie z błotem.
- Moglibyśmy to zrobić, ale nawet nie wiem, gdzie jesteśmy. - Payne rozwiał moje pomysły, więc spełzłam na niczym.
Opadłam na kolana, zrzucając torbę z ramienia. Reszta ekipy przeszła kawałek zanim zorientowali się, że zostałam z tyłu.
- Destiny - odezwała się oburzona przyjaciółka. - Nie rób sobie żartów.
- Nie robię. - Wywróciłam oczami.
Niechętnie cofnęli się do miejsca w którym siedziałam.
- Ja pierdole - warknął Horan. - Obudź się dziewczyno. Pewnie już nas szukają.
- Skąd wiesz? - rzuciłam, zanim pomyślałam.
- Serio zadałaś to pytanie? - zapytał sarkastycznie.
- Nieważne - bąknęłam. -Muszę odpocząć.
Znaleźliśmy w pobliżu zaciszne miejsce i postanowiliśmy tam odsapnąć. Z racji, że w panice nie zabrałam żadnej bluzy ani kurtki, nie miałam na czym się położyć. Zdecydowałam oprzeć się plecami o drzewo. Niall wziął wartę, twierdząc że w ogóle nie był zmęczony.
W czasie kiedy Liam i Cindy spokojnie drzemali, ja siedziałam na tyłku i nie mogłam utrzymać opadającej głowy. W końcu położyłam ją na kolanach, wiedząc, że później będę cała obolała.
Nie miałam wyboru.
- Destiny - zagadnął cicho Horan.
- Co? - mruknęłam, nawet na niego nie patrząc.
- Chodź tutaj.
Poderwałam głowę, słysząc jego dziwne słowa.
- Po co? - Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Wiem, że chcesz na chwilę usnąć, więc proponuję ci moje ramię - powiedział jakby nigdy nic.
Czemu moje serce właśnie podskoczyło, a ciało zadrżało?
- W porządku - przytaknęłam niepewnie.
Przysunęłam się do chłopaka, który również opierał się o drzewo. Nie wyglądał na śpiącego, więc moje sumienie trochę się uspokoiło. Nie bardzo wiedziałam, jak mam się ułożyć, więc zatrzymałam się i zaczęłam myśleć nad najwygodniejszą formą.
- Oprzyj się tyłem o moją klatkę. Będziesz mogła spokojnie położyć głowę - odezwał się, rozkładając swoją bluzę między nogami, żebym mogła na niej usiąść.
Wstrzymałam oddech i ułożyłam się w proponowanej pozycji, co okazało się strzałem w dziesiątkę. I ja i Niall mieliśmy wygodnie.
- W porządku? - zapytał, pochylając się do mojego ucha.
- Tak, dziękuję.
- Nie mam nic, żebyś mogła się przykryć.
- Jest okey.
- Na pewno?
- Jesteś wystarczająco ciepły - ziewnęłam. - Mam szczęście, że jesteś samcem wilkołaka, który wytwarza własne ciepło. Naturalnie jesteśmy dość ciepli, ale wiadomo też, że w razie potrzeby samce wytwarzają go więcej, żeby móc ogrzać swoje wybranki.
Myślałam, że mnie wyśmieje, ale tak nie zrobił. Zamiast tego, splótł swoje ręce na moim brzuchu, przez co dodatkowo otoczył mnie ramionami.
Od razu pogrążyłam się we śnie.

***

Obudziłam się kilka minut później, a przynajmniej wydawało mi się że spałam tylko kilka minut.
- Dzień dobry, śpiąca królewno - usłyszałam nad sobą.
Niechętnie podniosłam powieki i pisnęłam. Okazało się, że byłam niesiona przez Nialla.
- Czemu ty mnie niesiesz? - zapytałam zszokowana.
Niall zaśmiał się krótko, ale nie zwolnił kroku.
- Gdzie jest moja torba? - dodałam, rozglądając się.
Szliśmy jakąś pustą ulicą. Dosłownie otaczał nas tylko gęsty las.
- Wszystko jest pod kontrolą - powiedział, patrząc na mnie przez sekundę.
- Gdzie jesteśmy?
- Gdzieś w Maine - odezwała się Cindy.
- Jak to? - Uniosłam wysoko brwi.
- Jakiś czas temu skorzystałem z internetu - wyjaśnił, jak zwykle pomocny, Liam. - A potem pozbyliśmy się mojego telefonu.
- To ile ja spałam? I czemu jeszcze mnie nie postawiłeś?
- Godzinę i po prostu tak było szybciej i wygodniej.
- Możesz mnie odstawić - zdecydowałam.
Horan westchnął i się zatrzymał. Delikatnie odstawił mnie na ziemię. Ucieszona puściłam się jego ramienia, ale niestety zaraz do niego wróciłam, bo zakręciło mi się w głowie.
- Mówiłem, że tak będzie - bąknął blondyn, rażąc spojrzeniem pozostałą dwójkę.
- Co? - Spojrzałam na Nialla, a potem na Liama i Cin.
- Masz objawy odwodnienia, a do tego jesteś przemęczona, więc nie powinnaś się wysilać. - Payne podrapał się po karku, chcąc ukryć zażenowanie. - Nie chcieliśmy tracić więcej czasu na odpoczynek, więc zaryzykowaliśmy.
- Dlatego wolałeś mnie nieść przez cały ten czas? - zwróciłam się do Horana. - Żeby się nie zmęczyła i dalej mogła spać?
Ten tylko wzruszył ramionami i zrzucił bagaż z pleców. Odzyskałam swój, więc mogliśmy iść dalej.
- To jest jakieś zadupie - powiedziałam, obserwując okolicę.
- Mam dość i jestem okropnie głodna - westchnęła Cindy.
- Ja też - poparłam przyjaciółkę.
- W sumie, to też bym coś zjadł - przyznał Horan.
- Ja również - zgodził się Payne.
- Wiec chodźmy czegoś poszukać! - zawołałam radośnie i wesoło ruszyłam do przodu.

***

- Mamy ze sobą jakieś pieniądze? - zapytała Cin, przeszukując swój plecak.
Zrobiliśmy to samo i znaleźliśmy wystarczająco pieniędzy na nocleg i kilka posiłków. Postanowiliśmy zameldować się w motelu na dwie noce. Budynek znajdował się w centrum małego miasteczka, którego nazwy nie potrafiłam zapamiętać. Razem weszliśmy do środka i od razu podeszliśmy do recepcji.
- Dzień dobry - przywitałam się z grzecznym uśmiechem.
Dojrzała pani zlustrowała nas wszystkich wzrokiem i od razu przeszła do rzeczy.
- Dwie dwójki? - zapytała, wpisując coś w komputer.
Zanim się odezwałam, zastanowiłam się nad odpowiedzią. Ja i Cindy, a w drugim Niall i Liam? Może być.
- Tak - odpowiedziała za mnie Cindy.
Zmarszczyłam czoło, a dziewczyna wzruszyła ramionami. Zapłaciłam za dwie noce z góry, po czym udaliśmy się do wskazanych pomieszczeń, które jak się okazało były po przeciwnych końcach korytarza.
- Ja i Cindy bierzemy tamten. - Wskazałam za siebie.
- Tak właściwie... - zaczęła przyjaciółka, krzywiąc się.
- Co? - Zmarszczyłam czoło.
- Tak naprawdę to myślałam, żeby zostać w pokoju z Liamem, ale skoro się nie zgadzasz to w porządku.
- Chyba oszalałaś - oburzyłam się. - Że niby miałabym spać w pokoju z Niallem?
- Przecież i tak jesteście dopasowani - próbowała się wywinąć. - Nic ci nie zrobi.
Blondyn stał i głupio się uśmiechał. Jak zwykle...
- Liam, powiedz coś! - Tupnęłam noga i zacisnęłam pięści.
Jak ona mogła mnie zdradzić? Własna przyjaciółka!
- Ja... - zaciął się.
Niall cieszył gębę, jak głupek. Jemu ta sytuacja odpowiadała.
- Dobra - zgodziłam się wkurzona. - Tylko jeśli się pozagryzamy, to będziecie mieć nas na sumieniu.
Gwałtownym ruchem poprawiłam swoją torbę i udałam się do wcześniej wskazanego pokoju.
- Dobranoc - rzuciła za mną Cindy, chcąc mnie udobruchać.
W tej chwili miałam ją gdzieś.
Po wejściu do pokoju doznałam szoku. Jak kobieta mówiła, że jest dwuosobowe łóżko małżeńskie, to myślałam że to będzie chociaż inaczej wyglądało. Tym czasem miałam przed sobą łóżko, które prawdopodobnie zmieści tylko jedną osobę.
- To się trochę poprzytulamy - usłyszałam za plecami.
- Chyba śnisz - prychnęłam, odkładając bagaż. - Śpisz na podłodze.
- Chyba śnisz - powtórzył po mnie z kpiącym uśmieszkiem. - Śpię na łóżku, czy ci się to podoba, czy nie.
- W takim razie zaprzyjaźnię się z podłogę, która wygląda na względnie czystą. - Wzruszyłam ramionami, chcąc udawać, że mnie to nie ruszyło.

Byłam zrozpaczona.

***

Od jakichś dwóch godzin próbowałam usnąć na tej cholernie twardej podłodze. Sprawdzałam już każdą pozycję. KAŻDĄ!
Zrezygnowana podniosłam swoje szanowne cztery litery z podłogi i podreptałam w stronę łózka i śpiącego na nim chłopaka. Jak najdelikatniej położyłam się obok niego i przykryłam kołdrą, którą na szczęście wczesnej mi podarował. Z racji, że na podłodze i tak zmarzłam na kość, drżałam na całym ciele. Przeklęłam pod nosem, a wtedy poczułam jak Niall obejmuje jedną ręką mój brzuch. Przylgnęłam plecami do jego klatki piersiowej, a ciepło momentalnie rozlało się po moim organizmie.
- Korzystaj póki możesz - mruknął zaspany.
Czemu on mi to zrobił?
Czemu starał się sprawić, żebym pragnęła go jeszcze bardziej?
Przez niego musiałam hamować pragnienie, co było istna torturą.

Jednak dla własnego bezpieczeństwa byłam w stanie zrobić wszystko.

czwartek, 19 maja 2016

21.

Trochę inaczej wyszło z tymi rozdziałami, ale miałam kilka spraw na głowie, więc zrozumcie.

Cieplutki post dla Was! xxx
______________________________________________



*Destiny*

Niecierpliwiłam się, a Cindy maglowała mnie od godziny na temat wyjścia z Willem.
- Naprawdę się zgodziłaś? - Nie mogła uwierzyć.
- Tak Cin, zgodziłam się - westchnęłam po raz kolejny.
- Ale jak mogłaś tak po prostu to zrobić?! - oburzyła się. - Przecież ty i Niall...
- Nic między nami nie ma - przerwałam jej. - Jesteśmy dopasowani i to wszystko.
Zmrużyła na mnie oczy i zacisnęła wargi.
- Horan nie może wtrącać się w moje życie, nawet jeśli jest moim Alfą - mruknęłam. - To nie upoważnia go do kontrolowania mnie.
Sama byłam słabo przekonana swoimi słowami, ale musiałam coś powiedzieć, żeby w końcu się odczepiła.
- Jak chcesz - bąknęła pod nosem i wróciła do czytania książki.
Pół godziny później ktoś zapukał do drzwi. Bez ociągania otworzyłam je i napotkałam zadowoloną twarz Willa.
- No to jestem. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ja miałam ładny widok na jego lśniące wampirze zęby.
- Idziemy? - zapytałam i zerknęłam przez ramię na przyjaciółkę, która udawała, że nas nie podsłuchiwała.
- Jasne, chodźmy. - Odsunął się, żebym szła przed nim.
Dopiero, kiedy oddaliliśmy się od pokoju zrównał krok ze mną.
- Co będą grali? - zainteresowałam się.
Nie chciałam, żebyśmy szli w niezręcznej ciszy.
Lubiłam go. Był naprawdę miły.
- Nie mam pojęcia. - Zrobił głupia minę, na co zachichotałam. - Mój kumpel jest w tym kółku i chciał, żebym koniecznie przyszedł, więc się zgodziłem.
- I wplątałeś w to również mnie? - Uniosłam brew zaczepnie.
- Tak jakby - zaśmiał się. -Ale mam nadzieję, że utrzymam twoją sympatię do mnie.
Speszyłam się jego słowami. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Aż tak cię onieśmielam? - zapytał zadowolony, patrząc przed siebie.
Zeszliśmy ze schodów na parter i skierowaliśmy się do sali balowej, która znajdowała się w drugim końcu budynku.
- Tak bardzo to widać? - mruknęłam.
Nie mogłam na niego spojrzeć. Było mi głupio.
- W sumie, to nawet mi się to podoba.
Zatrzymałam się i otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Co? - Zmarszczył czoło zdezorientowany. - Powiedziałem coś nie tak?
- N-nie, tylko... - zająknęłam się i pokręciłam głową. - Już nic.
- Co byś powiedziała gdybym zrobił to? - Zanim zorientowałam się, co miał na myśli, zostałam przyparta do ściany.
Co faceci na tej uczelni mieli z przypieraniem do ścian, ja się pytam?!
Will zagrodził mi drogę ucieczki swoim ciałem, kładąc dłonie płasko na ścianie po bokach mojej głowy. Żeby zawstydzić mnie jeszcze bardziej, pochylił się niebezpiecznie blisko mojej twarzy.
- Co ty wyprawiasz? - Zachichotałam nerwowo.
Panikowałam!
- Nie podoba ci się?
Zachłysnęłam się powietrzem w reakcji na jego śmiałe zachowanie. Z racji, że nie był wilkołakiem, nie działały na niego moje feromony.
- Nie wygłupiaj się, Will.
Złapał mnie za brodę i podniósł moją głowę tak, żeby zrównać nasze oczy.
- Will - jęknęłam trochę bezradnie.
Pochylił się jeszcze bardziej i złożył na moich wargach delikatny pocałunek. Odepchnęłam go całą siłą, jaką miałam w rękach. Zachwiał się i zaskoczony wpatrywał się w moją twarz.
- Nie mogę - wydusiłam. - Nie rób tego więcej.
Wywinęłam się spod jego ciała i stanęłam w bezpiecznej odległości. Wzięłam głęboki oddech i z odwagą spojrzałam na chłopaka.
- To nie powinno się wydarzyć i oboje dobrze o tym wiemy - powiedziałam wyraźnie.
- Destiny, ja... - Zrobił krok ku mnie, ale powstrzymałam go gestem ręki. - Nie mogłem się powstrzymać, przepraszam. Chciałem to zrobić od dłuższego czasu, ale brakowało mi śmiałości. Nie sądziłem, że wyjdzie tak okropnie.
- Nie wyszło okropnie. - Pokręciłam głową. - Nie zrozum mnie źle, bo było miło i w ogóle, ale zwyczajnie nie mogę tego z tobą zrobić. Wiadomo, że gdybym pozwoliła na więcej, nie skończyłoby się na jednym pocałunku. To byłoby nie w porządku w stosunku do... - urwałam i wytrzeszczyłam oczy.
No bo hej, prawie się wygadałam.
- Do? - zaciekawił się. - Czy aż tak się wygłupiłem, nie pytając czy kogoś masz?
- Ja... - zaczęłam, ale nie wiedziałam jak to ubrać w słowa. - To nie jest tak, że kogoś mam. Znaczy w pewien sposób tak, ale z drugiej strony... To jest naprawdę skomplikowane, a ja nie mam ochoty o tym dyskutować. - Posłałam mu przepraszający uśmiech, licząc że nie będzie się na mnie boczył.
- W porządku. - Skinął głową. - Zapomnijmy o tym. Nic tu się nie wydarzyło.
- Chodźmy na film - rzuciłam radośnie.
Idąc ramię w ramię udaliśmy się na salę balową.

***

- Film był beznadziejny, było mało ludzi i śmierdziało jakąś dziwną substancją, ale i tak spędziłam miło czas - spowiadałam się przyjaciółce, kiedy dwie godziny po moim spotkaniu z Willem objadałyśmy się lodami.
Tak, było późno, ale co z tego? Czasami można było sobie pozwolić.
- Zauroczył cię, prawda? - Poruszyła brwiami jednoznacznie.
Rzuciłam w nią poduszką, robiąc groźną minę.
- Nie - zaprzeczyłam, na co wybuchła śmiechem.
- Jasne - prychnęła rozbawiona. - Jesteś mało wiarygodna.
- Odczep się! - wkurzyłam się.
Dokończyłam lody, odłożyłam miskę i po umyciu zębów położyłam się do łóżka.
- Dobranoc - burknęłam, nawet na nią nie patrząc.
- Miłych snów, kochanie. Najlepiej o Willu - odpowiedziała z wyraźną satysfakcją.
- Wal się - wymamrotałam.
- Wiedziałam, że wolisz Nialla - prychnęła z wyższością.

***

*Destiny*

Przebudziłam się, czując natarczywe szturchanie w ramię. Jęknęłam i przekręciłam się na drugi bok.
- Wstawaj, Des - usłyszałam spanikowany głos. - Szybko.
Czego ona ode mnie chciała w środku nocy?
- Co się stało? - wymamrotałam i rozkleiłam zaspane oczy. - Pali się, czy co?
- Niall - wydusiła na granicy paniki.
Wtedy poczułam narastający niepokój. Nie potrzebowałam większej zachęty. Natychmiast zerwałam się z łóżka, narzuciłam na siebie pierwszą lepszą bluzę i wybiegłam z pokoju. Niezauważona przeszłam do części męskiej, a przyjaciółka za mną. W środku paliła się lampka nocna przy łóżku blondyna.
- Co się dzieje? - zapytałam, widząc jak Liam koczuje przy swoim przyjacielu.
- B-bo... - zaczął się jąkać. - Obudził nas smród, a potem Niall zaczął się dusić i jego oczy zaczęły wariować. Nie wiedziałem, co się dzieje dlatego zaalarmowałem Cindy i ona... - mówił spanikowany. - Destiny... Ja nie wiem, co robić - jęknął.
Jego mina przyprawiła mnie o ból serca. Strasznie martwił się o Horana. Umierał w obawie o swojego przyjaciela.
Podeszłam do łóżka, a Payne zrobił mi więcej miejsca. Pochyliłam się nad blondynem i uważnie mu przyjrzałam.
- Niall? - wyszeptałam. - Słyszysz mnie?
Skinął głową, krzywiąc się. Miał urywany oddech.
- Da radę podnieść rękę?
- Mhm - mruknął.
Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, a on powoli podał mi swoją. Domyślając się, że to coś sprawiło, że miał wrażliwe zakończenia nerwów na całym ciele, ujęłam ją jak najdelikatniej. Nie chciałam sprawić mu więcej bólu.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę - poprosiłam. - Muszę czegoś spróbować.
Nie zaprotestował, więc uznałam to za zgodę.
- Musisz mnie uważnie posłuchać - nakazałam wyraźnie. - Postaraj się skupić na naszych złączonych dłoniach, dobrze?
Przytaknął gorączkowo i stłumił jęk, który rozerwał mi serce.
- Zabierz to - wycharczał. - To tak kurewsko boli.
Zacisnęłam zęby, żeby pozostać twardą i trzeźwo myślącą. Po spleceniu naszych palców, poczułam coś dziwnego. Jakby silną energię, przez którą przebiło się niesamowite cierpienie, które właśnie przeżywał. Skrzywiłam się, zabierając część tego, co sprawiało mu ból.
- To wilcze zioło - wydusiłam, nie dowierzając.
Jednak było tam coś jeszcze, ale nie byłam w stanie tego rozpoznać.
- Jak to? - Przyjaciółka wytrzeszczyła oczy.
Wzruszyłam ramionami, uważnie obserwując Horana. Nie mogłam dłużej wytrzymać, więc puściłam jego rękę i wzięłam głęboki wdech. Widać było po jego twarzy, że czuł się odrobinę lepiej.
- Kto pozwolił im tego użyć? - zdenerwował się Liam. - Przecież wilkołaki mają na to uczulenie.
- Więc dlaczego nie zagięło nas? - zastanowiłam się, ale nie mogłam robić tego zbyt długo.
Miałam obok siebie cierpiącego Alfę.
Mojego Alfę.
- Zabierzmy go do naszego pokoju - zarządziłam. - A potem pomyślimy nad tą chorą sytuacją.
Było ciężko, ale wspólnie udało nam się dotrzeć do nas i położyć prawie nieprzytomnego Horana na moim łóżku.
- Musieli dodać tam coś jeszcze - powiedziałam. - Coś, na co Niall ma szczególne uczulenie.
- Nigdy nic mi nie mówił - odparł Payne, myśląc intensywnie.
- Zjebane chuje - syknęłam, gotując się ze złości.
Zapadła cisza.
Ponowiłam próbę ze złączonymi dłońmi i skupiłam się na odebraniu chociaż połowy bólu, z jakim zmagał się teraz blondyn. W międzyczasie wywietrzyliśmy pokój, dzięki czemu mógł nabrać świeżego powietrza. Po kilkunastu minutach zaczął normalnie oddychać.
- Boli? - zapytałam cicho, jakbym miała go tym pytaniem urazić.
Zwrócił na mnie zbolałe oczy i pokręcił głową.
- Jest lepiej - odparł zmęczonym głosem.
Mimo wszystko na jego twarzy gościł grymas, który jednoznacznie wskazywał na cierpienie. Było mi źle z tym, że nie mogłam nic więcej zrobić. Zostało mi obserwowanie go.

Nie puściłam jego dłoni do momentu, aż spokojnie zasnął.

***

10 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

- Pójdę tam! - krzyknęłam wkurzona, jak tylko skończyłam się szykować.
Ostatniej nocy prawie zabito mojego Alfę, czyli prawdopodobnie również mnie, więc nie mogłam tego tak zostawić. Rano miałam więcej siły, co równało się z większą siłą psychiczną. Poza tym, włączył mi się tryb suki.
- To nie jest dobry pomysł, Destiny - odradziła Cindy. - Liam mówił, że...
- Co mnie obchodzą słowa twojego chłopaka?! - Wyrzuciłam ramiona w powietrze. - Mam własne zdanie w tym temacie!
- Nie działaj pod wpływem impulsu - skarciła mnie, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
Nikt nie miał prawa mi rozkazywać.
- Zrobię, co uznam za stosowne!
Trzasnęłam drzwiami i zbiegłam na parter, gdzie oczywiście musiałam zderzyć się z Calebem.
- Gdzie się panienka tak spieszy? - zapytał z uśmiechem.
Z czego się cieszył? Nie wiem, ale podkręcił moje zdenerwowanie.
- Wybacz mi, Caleb, ale nie mam na to ochoty. Nie wiem, czy tak to odebrałeś, ale nie bawię się z tobą w kotka i myszkę. Zwyczajnie cię unikam, bo nie lubię natrętnych ludzi. Przykro mi, że padło akurat na ciebie. Trzymaj się, cześć.
Po tych słowach zostawiłam go oniemiałego na środku korytarza. Jak miałam postąpić? Udawać miłą, kiedy krew mi wrzała?
Pędziłam szybkim krokiem przed siebie, ale zagrodzono mi drogę kolejny raz.
- Czego znowu? - mruknęłam pod nosem, starając się ominąć przeszkodę.
Męska dłoń oplotła mój łokieć.
- Uspokój się.
Dopiero na dźwięk znajomego głosu podniosłam wzrok.
- Niall? - Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Co taka zdziwiona?
- Dopiero umierałeś, a teraz... Ty tu... Ale jak to? - motałam się.
Wywrócił oczami i odciągnął mnie w ustronne miejsce, które znajdowało się w łączniku z salą gimnastyczną.
- Pomogłaś mi i dlatego chciałem ci podziękować - wyjaśnił. - Dziękuję, że zgodziłaś się mi pomóc.
Wyrwałam rękę z jego uścisku i zrobiłam krok w tył.
- Miałam cię zostawić w tych męczarniach? - Zmrużyłam oczy, nie rozumiejąc co sobie pomyślał.
Miał mnie za sukę bez serca?
- Nie musiałaś tego robić.
Prychnęłam i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Czemu jesteś wściekła? - Oczywiście, że wsłuchał się w bicie mojego serca.
- Nie twój int...
- Powiedz - przerwał ostro.
W tej kwestii nie dało się z nim dyskutować.
- Po prostu nie rozumiem, jak można celowo narażać życie studentów - westchnęłam ciężko. - Chcieli cię zabić w środku nocy, żeby nikt się nie połapał. Kto tak, kuźwa, robi?
- Samo wilcze zioło by na mnie tak nie podziałało - wywnioskował to samo, co ja jakiś czas temu.
- Zgadzam się. - Skinęłam głową i przygryzłam wargę. - Tylko, co to było?
- Nie mam pojęcia. Nie wiem o żadnym uczuleniu, mama nic mi nie mówiła. Może odkryli coś w badaniach i teraz wykorzystują to przeciwko mnie.
- To bardzo prawdopodobne - przyznałam.
Oboje zamyśliliśmy się nad możliwymi opcjami. Miałam się odezwać, ale wtedy w wejściu do łącznika zjawił się Will.
- Hej - przywitał się, jak zwykle radośnie. - Co tu robicie?
- Hej, Will - odparłam, czując się niezręcznie.
- Rozmawiamy - odpowiedział Niall z powagą.
Ojej?
- Co u ciebie? - zapytałam.
Chciałam zwrócić uwagę chłopaka na moją osobę.
- Dowiedziałem się, że za tydzień znowu organizują wieczór filmowy i pomyślałem, że może znowu chciałabyś ze mną pójść.
Już czułam ten palący wzrok Horana. No to wpadłam...
- Jaki wieczór filmowy? - zainteresował się i posłał mi surowe spojrzenie.
- Opowiem ci później - zbyłam go. - Dam ci znać, jak sprawdzę moją dostępność za tydzień, dobrze? - zwróciłam się do Willa, który przytaknął i zostawił nas samych.
- Jaki wieczór filmowy? - powtórzył.
Opowiedziałam mu w skrócie historię, która była z tym związana, ale oczywiście pominęłam fakt, ze Will mnie pocałował.
- Więc poszłaś z nim na randkę? - Uniósł brew, przyglądając mi się.
Schował ręce do kieszeni i czekał na odpowiedź.
- To nie była randka - oburzyłam się.
Nie zareagował.
- Destiny! - krzyknęła Cindy, biegnąc w moją stronę. - Widziałam Willa. Czyżby znowu rzucił się na ciebie i pocałował?
Czyli jeszcze nie zauważyła Horana.
Kurwa mać.
Myślałam, że zaraz wybuchnę.
- Witaj, Cindy - odezwał się Niall, kiedy ta stanęła jak wmurowana w podłogę.
Widziałam, jak panika zmieniła wyraz jej twarzy.
- J-ja miałam na myśli... To znaczy... Bo wiesz... - jąkała się, przebierając nogami.
- Zabijcie mnie - mruknęłam pod nosem i złapałam się za głowę.
Ten dzień nie mógł być jeszcze gorszy.
- Całowałaś się z Willem? No proszę - zakpił. - Myślałem, że nie jesteś taka łatwa.
Otworzyłam usta z szoku. Nie wiedziałam, jak się wytłumaczyć.
- Ja już sobie pójdę. - Dziewczyna wybiegła, zostawiając mnie na pastwę blondyna.
- Zrobię to samo - rzuciłam.
Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
Złapał mnie za rękę i zatrzymał.
- O, nie - zaśmiał się szyderczo. - Teraz opowiesz mi wszystko, co ominęłaś.
- Co cię to obchodzi, co? - zirytowałam się. - Zachowujesz się, jakbym cię zdradziła.
- Pozwól, że coś ci przypomnę - zaczął i pchnął mnie na ścianę. - Niedawno obraziłaś się i nazwałaś mnie bachorem, odnosząc się do mojego zachowania. Że niby pozwalam na intymne sytuacje, a potem znikam. Cóż... Ty też na nie pozwalasz, a potem lecisz w ślinę z innym. Teraz powiedz mi, kto zachował się jak dziecko?
Zaniemówiłam, bo miał całkowitą racje. W tym momencie wyszłam na hipokrytkę.
- Nie będę się tłumaczyła - bąknęłam i uciekłam.
Zwyczajnie wybiegłam z łącznika i jak najszybciej umiałam oddaliłam się od zdenerwowanego chłopaka. Spanikowałam i czułam wstyd.
Zachowałam się jak bachor?

Tak.

***

Cały dzień zawalił mi się na głowę. Po wykładach zaszyłam się w bibliotece i nie miałam zamiaru z niej wychodzić. Usiadłam między regałami, które były odwiedzane najrzadziej. Przeglądałam tytuły starych książek, kiedy usłyszałam kroki, a potem cichą rozmowę.
- Musimy zacząć dzisiaj - powiedział mężczyzna.
Było zbyt ciemno, żebym mogła rozpoznać twarz, ale głos wydał mi się znajomy.
- Jest pan pewien? Przecież zorientowali się, jak próbowaliśmy otruć tego gówniarza podczas snu - odpowiedział inny.
A więc to tak? Wiedziałam, że to było planowane.
- Nie możemy dłużej czekać. Dzisiaj wieczorem zabierzecie jego i tę dziewczynę. Zawieziecie ich w miejsce, którego współrzędne podam wam na chwilę przed odjazdem. Nikt nie zorientuje się o ich nieobecności, bo przecież mają jechać na wycieczkę.
- Tak jest, panie dyrektorze.
Przestałam oddychać.
Facet, który powinien się nami opiekować własnie planował zgładzenie Nialla i mnie. Nie mogliśmy tutaj dłużej zostać. Musieliśmy uciekać.
Zaczekałam aż opuszczą pomieszczenie i ostrożnie wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam niedużą torbę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Potem pobiegłam do pokoju chłopaków.

wtorek, 17 maja 2016

20.

Miłego czytania! xxx

Jutro część druga rozdziału ;)

P.S. Trzymajcie jutro o 8:00 kciuki, bo mam ustny angielski! <aaaaaaaaa!>
____________________________________________________


1 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Przez kolejne dni ja i Niall udawaliśmy, że tamta wspólna noc nie miała miejsca. Rozmawialiśmy ze sobą coraz więcej, ale wyczuwalne było duże napięcie między nami, na które musieliśmy uważać.
- Dzisiaj pojawią się Liam i Cindy, racja? - zapytał blondyn, przeżuwając frytki.
Właśnie kończyliśmy jeść obiad. Moje frytki dojadał Horan, bo nie byłam w stanie ich w sobie zmieścić.
- Tak - odpowiedziałam bez entuzjazmu.
- Nie cieszysz się? - Zmarszczył czoło i szybko skończył jeść.
Odwróciłam wzrok w drugą stronę i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Czemu miałabym?
- Nie widziałaś się ze swoją przyjaciółką już dłuższy czas.
- No i? - prychnęłam.
Niall westchnął ciężko i złapał za moje krzesełko. Bez większego wysiłku przyciągnął mnie bliżej siebie i pochylił się do mojego ucha.
- Powiedz mi, co się dzieje. - To zdecydowanie nie była prośba, a ja i tak zaprzeczyłam ruchem głowy.
- Czuję, że coś się dzieje i jeśli zaraz mi tego nie wyjaśnisz to szlak mnie trafi - syknął zły.
Przygryzłam wargę na jego ostre słowa. Nagle wstał i mocno pociągnął mnie za rękę.
- Chodź na stronę - mruknął.
Garstka ludzi siedzących na stołówce patrzyła na nas z zaciekawieniem. Już od zeszłej klasy huczały o nas plotki. Rzekomo byliśmy ze sobą odkąd się poznaliśmy.
Ha! Co za bujdy!
My nawet po tylu przejściach ciągle nie byliśmy ze sobą.
- Puść mnie - jęknęłam, starając się uwolnić rękę. - To boli.
Niall zaprowadził mnie do altanki, w której zwykł palić papierosy. Ze względu na jej stan i wygląd nie była użytkowana praktycznie wcale. Tym bardziej nikt jej nie sprawdzał.
Zostałam pchnięta na spróchniałą ławeczkę, przez co prawie się połamała. Niall stanął przede mną i oparł dłonie na biodrach.
- Mów - rozkazał tonem nieznoszącym sprzeciwu.
- Wal się - bąknęłam pod nosem.
- Przestań zachowywać się jak bachor! - krzyknął wkurzony.
Na jego szyi mogłam zobaczyć pulsującą żyłkę.
Ups?
Wstałam i mocno go od siebie odepchnęłam.
- Sam zachowujesz się jak bachor! Przychodzisz do mnie w nocy, pozwalasz zdecydowanie na zbyt wiele, śpisz ze mną, a rankiem nagle znikasz! Tak się zachowuje dojrzały człowiek?! - wyrzuciłam mu prosto w twarz.
- Co? - Zmarszczył czoło zdezorientowany moimi słowami.
- To co słyszałeś!
Na widok jego oczu zacisnął mi się żołądek. Zacisnęłam zęby, żeby nie wypomnieć mu już nic więcej. W końcu wyszłoby, że mi zależy.
- Destiny... - zaczął niepewnie.
- Daruj sobie - przerwałam mu i pobiegłam w stronę szkoły.
Zaszyłam się w pustym pokoju i usiadłam na podłodze przy łóżku. Oparłam głowę na kolanach i pozwoliłam emocjom opuścić moje spięte ciało. Wiedziałam, że gdybym czegoś nie czuła, to bym tak nie zareagowała. Moje serce reagowała na Horana mimo sprzeciwów mojego mózgu. Teraz już nie byłam taka pewna, czy to było tylko dopasowanie, czy może czułam coś więcej...

***

*Niall*

Po aferze z Destiny wróciłem do swojego pokoju w marnym nastroju. Sprawiła, że czułem się winny.
Rozebrałem się z koszulki z zamiarem ucięcia sobie drzemki, ale moje zamiary przerwał niespodziewany gość.
- Siema, stary! - usłyszałem, jak tylko przekroczył próg.
- Liam! - ucieszyłem się i od razu do niego podszedłem.
Uścisnęliśmy się i nie mogliśmy przestać się uśmiechać.
- Czekałem na ciebie, stary - zaśmiałem się, odrzucając koszulkę na bok.
- Domyśliłem się, że będziesz tęsknił, ale żeby od razu szykować dla mnie striptiz - zażartował.
- Oj Liam - westchnąłem z uśmiechem na ustach. - Przygotuj się na seans, bo na pewno będziesz chciał wiedzieć przez, co musiałem przejść przez ostatnie trzy miesiące.
Czy były powody do radości? Nie sądzę, ale nie chciałem go martwić.
- Daj mi się rozpakować i odpocząć. - Poklepał mnie po ramieniu i podszedł do swojego łóżka.
Sam położyłem się na swoim i włożyłem ręce pod głowę. W tym czasie, kiedy Payne ogarniał swoje rzeczy, ja zdałem mu relację z nocy spędzonej z Destiny dwa dni temu.
- Naprawdę to zrobiliście? Spaliście ze sobą? - Wytrzeszczył oczy.
- Nie w tym sensie. - Wywróciłem oczami. - Tylko spaliśmy. Rano od razu wyszedłem.
- Ale to nie zmienia faktu, że wymienialiście się śliną i z tego, co przed chwilą usłyszałem, było całkiem namiętnie - zauważył Liam i poruszył znacząco brwiami.
- Spadaj - prychnąłem. - Odwaliło jej dzisiaj.
- Jak to?
- Normalnie. - Wzruszyłem ramionami, chociaż tego nie zobaczył. - Zaczęła się na mnie drzeć, że zachowuję się jak bachor, bo przyszedłem do niej w nocy i pozwoliłem na chwilę intymności, po czym zostawiłem ją zanim się obudziła - opowiedziałem w skrócie. - Kompletnie jej nie rozumiem. Przecież nic sobie nie obiecywaliśmy. Już wcześniej zdarzały nam się takie sytuacje.
Liam skończył się rozpakowywać, schował walizkę i stanął przodem do mnie. Z dumnym uśmiechem skrzyżował ramiona na piersi.
- Co? - zapytałem zaskoczony jego dziwnym zachowaniem.
- Myślę, że po prostu się jej podobasz - odpowiedział najnormalniej w świecie.
Wyśmiałem go, po czym nic nie mówiąc odwróciłem się na drugi bok i udałem, że zasypiam. Tak naprawdę odechciało mi się jakiejkolwiek drzemki. Zastanawiałem się nad stwierdzeniem przyjaciele i własnymi, skomplikowanymi uczuciami.

***

2 PAŻDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Poniedziałkowe wykłady upłynęły wyjątkowo szybko ze względu na to, że był to pierwszy dzień na uczelni po wakacjach. Już za kilka dni będę mogła wybrać sobie zajęcia, na które sama mam ochotę chodzić.
Podczas głównego apelu, który miał zakończyć nasz dzień szkolny, obserwowałam dyrektora. Miał rozbiegany wzrok, jakby kogoś szukał, nerwowo splatał i rozplatał swoje palce, a całego efektu dopełniała spocona twarz. Szturchnęłam Cindy w bok.
- Czego? - Zwróciła na mnie zniecierpliwione spojrzenie.
- Popatrz na dyrektora.
Zmarszczyła czoło.
- Po co?
- Po prostu spójrz na niego - syknęłam.
Przyjaciółka wywróciła oczami i namierzyła wzrokiem mężczyznę. Po chwili jej usta przypominały literę "o".
- I co? - wyszeptałam do jej ucha.
- On się czymś denerwuje - rzuciła. - I to na pewno nie jest związanie z rozpoczęciem roku szkolnego.
- Myślisz, że ma to związek z...? - zaczęłam, obawiając się swojej racji.
- Tak - odpowiedziała nim skończyłam.
W momencie, kiedy obie zlustrowałyśmy dyrektora, kiwnął on głową na dwóch potężnych mężczyzn, którzy zniknęli w tłumie uczniów. Spotkałyśmy się przejętymi spojrzeniami.
- Pójdę po niego - wymamrotałam i zaczęłam przepychać się przez tłum, w kierunku blondyna, który zajął miejsce na samym końcu sali balowej.
Dotarłam do niego w możliwie najszybszy sposób i złapałam go za ramię.
- Co robisz? - zapytał zdziwiony.
Nic nie mówiąc, pociągnęłam go za sobą i wyszliśmy na zewnątrz. Skierowałam nas do naszej altanki, po czym pchnęłam Nialla na starą ławkę. Dziwiłam się, że dzielnie to wszystko wytrzymywała.
- O co ci chodzi? - odezwał się zdenerwowany moim dziwnym zachowaniem. - Chciałaś się ze mną pomiziać, to trzeba było powiedzieć.
W tej chwili miałam ochotę uderzyć go w twarz za brak powagi. Ale jak mógł być poważny skoro nic mu nie powiedziałam?
Głupia ja.
- Dyrektor cię szuka i prawdopodobnie wysłał po ciebie dwóch goryli - wyjaśniłam. - Jego zachowanie na rozpoczęciu nie było normalne. Strasznie się czymś przejął, bo aż oblał go pot.
- No i?
- Niall - upomniałam go. - Skup się.
- Jestem skupiony - warknął. - Nie rób ze mnie głupka.
- To mnie posłuchaj! - wrzasnęłam, będąc na granicy nerwów. - Przestań gapić się na mnie, jakbyś widział mnie pierwszy raz w życiu i daj mi wszystko wytłumaczyć!
- Twoje oczy - zająknął się.
- Co? - Zmarszczyłam czoło. - Co z nimi nie tak?
- Są niebieskie. Mocno niebieskie i świecące.
Zaklęłam pod nosem i zacisnęłam pięści.
- Niall - westchnęłam. - Oboje wiemy, że dyrektor chce ci coś zrobić i zapewne rozpoczął swój plan już dzisiaj. Czuję niepokój.
- Mądra wypowiedz - prychnął.
- Mój Boże, jesteś takim idiotą - jęknęłam i złapałam go za nadgarstek. - Musimy się schować.
Niall nie zaprotestował. Grzecznie szedł za mną do samego budynku warsztatów, należących do szkoły.
- Myślisz, że tu nas nie znajdą? - zapytał, rozglądając się nerwowo.
Czyżby w końcu zrozumiał powagę sytuacji?
- Nie mam pojęcia - powiedziałam zrezygnowana. - Nie wiem, co powinniśmy zrobić.
-  Może wrócę do domu? - zaproponował, patrząc mi w oczy.
Zaprzeczyłam głową gwałtownie i mocniej ścisnęłam jego rękę.
- Tam zaczną cię szukać na pierwszym miejscu.
- Twój dom?
- Pewnie podejrzewają, że już się dopasowaliśmy. Nie mogę narażać rodziców.
- Kurwa. - Przygryzł wargę.
Jego oczy zaczęły zmieniać kolor. Najpierw były złote, a potem na mocno niebieskie. Zapatrzyłam się w przepiękny kolor, o którego nie mogłam oderwać oczu.
- Co? - zapytał, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Twoje oczy są... - nie mogłam wydusić.
Zrobiłam krok w jego stronę i wolną ręką przytrzymałam się jego ramienia. Stanęłam na palcach i złączyłam nasze czoła. Niall uwolnił swój nadgarstek z mojego uścisku i oplótł mnie jedną ręką w pasie. Zagłębiłam się w błękicie jego tęczówek.
- Wspaniałe - dokończyłam szeptem.
Horan pochylił się, trącając nosem mój policzek. Westchnęłam z zaskoczenia i wsunęłam palce w jego włosy. Kiedy jego usta zetknęły się z moja żuchwą, usłyszeliśmy jak ktoś woła nasze imiona. Gwałtownie oderwaliśmy się od siebie i powoli wyszliśmy z ukrycia. Nikogo nie zauważyliśmy, więc weszliśmy na ścieżkę i złączyliśmy dłonie, udając parę na spacerze.
- Niall i Destiny? - zapytał ktoś za nami.
Obróciliśmy się jednocześnie, gotowi do ewentualnej obrony.
- To my - odpowiedziałam, uważnie obserwując postawnego mężczyznę.
Był wysoki i umięśniony. Wyglądał groźnie, wręcz przerażająco.
- Dyrektor chciałby się z wami widzieć - oznajmił, nie spuszczając z nas wzroku.
Skinęliśmy głowami i poszliśmy za nim. Bałam się, przez co mocniej ścisnęłam dłoń chłopaka. W odpowiedzi pochylił się i musnął ustami moją skroń. Wypuściłam wstrzymywane powietrze i trochę się rozluźniłam. Dotarliśmy do gabinetu, do którego od razu nas wpuszczono. Oprócz nas znalazł się tam również opiekun mojej i Nialla grupy.
- Witam moich drogich studentów - odezwał się dyrektor placówki. - Usiądźcie, proszę.
Zrobiliśmy grzecznie to, o co poprosił.
- Pewnie zastanawiacie się, dlaczego was wezwałem - zaczął z uśmiechem. - Od waszych opiekunów dowiedziałem się, że robicie duże postępy w swoich grupach i chciałbym was jakoś wynagrodzić.
- Wynagrodzić? - zdziwiłam się. - Naprawdę jest taka potrzeba?
- Z chęcią to zrobię, dlatego pozwalam wam uczestnictwo w zbliżającej się wycieczce-niespodziance.
Niall zmarszczył czoło i posłał mi spojrzenie, które mówiło "on coś kombinuje".
- Dziękujemy. - Uśmiechnęłam się. - Jednak myślę, że są uczniowie, którzy bardziej na to zasłużyli.
- Sprawdziłem to - odparł mężczyzna i wydał się być jakby bardziej zirytowany.
- W porządku - przytaknął Niall. - Dostaniemy więcej szczegółów?
- Już niedługo.
Ustaliliśmy jeszcze kilka mało ważnych spraw i mogliśmy odejść. Bez gadania udaliśmy się do pokoju chłopaków, w którym czekał Liam i Cindy. Opowiedzieliśmy im wszystko od początku do końca.

***

- Dziewczyny wszczęły panikę - skwitował Payne, kiedy skończyłam mówić.
- Nieprawda - oburzyła się przyjaciółka. - To nie jest normalne. Kto organizuje wycieczkę-niespodziankę dla wybranych uczniów?
- I "przypadkiem" trafiło na mnie i Nialla. - Zrobiłam szeroki gest dla ukazania wagi całej sprawy. - Musimy wymyślić jakiś plan.
- Po pierwsze, na pewno nigdzie nie jedziemy - zaznaczył Horan.
- Popieram. - Podniosłam rękę wysoko.
- Zróbmy burzę mózgów - zarządził Liam.
Po około czterdziestu minutach intensywnego myślenia doszliśmy do wniosku, że musimy zaczekać na ruch dyrektora. Póki co mieliśmy zachowywać się tak, jak do tej pory.
- Czyli udawaliście przed nimi parę? - zapytała nagle Cindy.
Oboje skinęliśmy głowami.
- Dlaczego? - Zmrużyła oczy. - Czy ja o czymś nie wiem?
Na początku nie wiedziałam, co miała na myśli, mówiąc to, ale potem...
- Nie! O Matko! Nie! - zaprzeczyłam szybko, zrywając się z krzesła. - Nie jesteśmy razem!
- Spokojnie - mruknęła. - Tak tylko zapytałam.
Odetchnęłam i ponownie usiadłam. Spojrzałam na blondyna, który uważnie mi się przyglądał. Zapytałam bezgłośnie "no co?", ale nawet nie mrugnął.
- Myślę, że na dzisiaj koniec. Mózg mnie boli - odezwała się przyjaciółka.
- Super - bąknęłam i jako pierwsza praktycznie wybiegłam z pomieszczenia.
To coś między mną i Niallem zaczynało być nie do zniesienia. Kiedy zaprzeczyłam naszemu związkowi, nie sądziłam, że on mógłby mieć inne zdanie na ten temat. Ale przecież...
Nie, na pewno nie o to mu chodziło.

***

9 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Tydzień minął bez atrakcji. Dyrektor, ani jego ludzie się nie wychylali. Zauważyłam, że mieli nas na oku przez większą część czasu, ale nauczyłam się to ignorować.
Co do Nialla... Nie dogadałam się z nim. Praktycznie go nie widywałam.
- Gdzie masz swojego ukochanego? - zaczepiła mnie przyjaciółka, kiedy kierowałyśmy się na stołówkę.
Podobno mieli podać pyszny obiad, a ja umierałam z głodu.
- Nie mam pojęcia. - Wzruszyłam ramionami. - Zapytaj Liama.
- Mieliście się nie rozdzielać.
- Jemu to powiedz. Obraził się, a ja nawet nie wiem dlaczego.
- Czemu sądzisz, że się obraził? Może po prostu ma cię dość?
Otworzyłam usta zaskoczona jej słowami, a potem szturchnęłam ją łokciem w bok. Zaśmiała się i złapała mnie pod rękę. Zajęłyśmy nasz stały stolik i oczywiście musiałyśmy poczekać na dwie dodatkowe osoby. Codzienna rutyna.
- Już jestem - wydyszał Payne. - Ten gburowaty profesor mnie zatrzymał.
Klapnął ciężko na siedzenie obok Cin i cmoknął jej policzek.
- Co tam? - zwrócił się do mnie.
W odpowiedzi wzruszyłam ramionami i wróciłam do przeglądania telefonu.
- Może ty wiesz, gdzie podziewa się Niall? - zapytała dziewczyna.
- Włóczył się gdzieś po korytarzu. Nie jestem jego niańką - odparł obojętnie.
Czyżby też mieli konflikt. Ehh.
Musiałam się tym zająć.
- Wybaczcie - rzuciłam, wstając.
- Gdzie idziesz? - odezwali się jednocześnie.
- Muszę siku - skłamałam i czym prędzej ewakuowałam się z pomieszczenia.
Zatrzymałam się na środku holu, żeby pomyśleć. Mogłabym sprawdzić pokój chłopaków w pierwszej kolejności, ale byłam pewna, że tam bym go nie znalazła. W zamian tego skierowałam się do dobrze znanej mi miejscówki.
- Wiedziałam, że cię tu znajdę. Musisz zmienić miejsce - powiedziałam, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
Stał w tym samym miejscu altanki, w którym zawsze palił papierosa.
- Wyrzuć to świństwo, bo chcę z tobą porozmawiać.
Nie patrząc na mnie, spokojnie dokończył palić i wyrzucił peta, którego przydeptałam.
- Już? - zapytałam zniecierpliwiona.
Przeniósł na mnie obojętne spojrzenie i przechylił głowę.
- Czego chcesz? Nudzi ci się? Chcesz się miziać? Potrzymać za rączkę? Przytulić? Wypłakać? - wyliczał.
Uniosłam brwi i podeszłam bliżej.
- Zachowujesz się gorzej niż ja przed okresem - rzuciłam zaczepnie.
- Coś jeszcze?
- Od tygodnia masz wszystkich w dupie. Co się z tobą dzieje? - Zmarszczyłam czoło.
- Nie powinno cię to obchodzić.
- Wiesz, co? Wal się - warknęłam. - Chciałam pogadać, bo to zazwyczaj robiliśmy w takich momentach, ale skoro wolisz zgrywać zbuntowanego dzieciaka, to proszę bardzo. Nie będę się wysilać ani prosić.
Odwróciłam się na pięcie i wróciłam do budynku. Miałam go głęboko w poważaniu.
- Destiny? - usłyszałam za plecami.
Zatrzymałam się gwałtownie, przez co prawie upadłam. Zwróciłam się do towarzysza, którym okazał się być nikt inny jak...
- Caleb. - Uśmiechnęłam się nieszczerze. - Hej.
- Dawno się nie widzieliśmy. Jak po wakacjach?
- Dobrze - rzuciłam.
Moim planem były krótkie odpowiedzi, które miały go zniechęcić do dalszej rozmowy.
- Wybrałaś już wykłady?
- Mhm.
Zapadła niezręczna cisza.
- Pewnie się spieszysz, a ja cie tutaj zagaduje - odezwał się, drapiąc palcami kark.
Poczuł się niezręcznie.
- Trochę - skłamałam.
- W takim razie do zobaczenia.
- Tak. - Pomachałam mu na pożegnanie i zniknęłam w budynku uczelni.
Spacerowałam korytarzem, myśląc, że tylko jeszcze jednego mi brakowało do kompletu.
- Kogo moje oczy widzą?
No i proszę!
- Cześć, Will - przywitałam się z lekkim uśmiechem.
Jego akurat lubiłam, ale strasznie mnie onieśmielał.
- Jak ci mija życie? - Skrzyżował ramiona na piersi i wlepił intensywny wzrok we mnie.
- W porządku, naprawdę.
- Świetnie! - ucieszył się. - Słuchaj, może chciałabyś wyskoczyć ze mną dzisiaj na wieczór filmowy?
- Wieczór filmowy? - zdziwiłam się.
- Organizuje je kółko filmowe. Prawdopodobnie na sali balowej. Chcesz iść?
Przewiercał mnie na wylot swoimi pięknymi oczami. Nie mogłam odmówić.
- Z przyjemnością - zgodziłam się, ale coś w środku mówiło mi, że to nie była dobra decyzja.
- Wpadnę po ciebie o siódmej trzydzieści - odparł i zrobił coś, czego kompletnie się nie spodziewałam.
Pocałował mnie w policzek i krótko przytulił, a potem zniknął za rogiem.
Dlaczego musiałam mieć takiego pecha w sprawach facetów?
Najpierw fochy Horana, potem natarczywy Caleb, a teraz onieśmielający Will.

Cudownie.

niedziela, 15 maja 2016

19.

Jak już jutro wstawię 20 rozdział, to potem nie będę dodawała codziennie, bo zbyt szybko ta historia dobiegnie końca. Będziecie musieli się trochę niecierpliwić, żeby lepiej się potem czytało ;)
________________________________________________




27 WRZEŚNIA 2017r.
*Niall*

Mama zachorowała poważniej, niż wydawało się lekarzom. Musiałem opuścić dom Horanów i przyjechać do domu, z którego zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy dla mamy. Zamknąłem frontowe drzwi i mój telefon zadzwonił. Nie rozpoznałem numeru, ale odebrałem.
- Słucham?
- Niall? - odezwał się mężczyzna w słuchawce.
- Kto mówi?
- Smith Horan.
Wytrzeszczyłem oczy ze zdziwienia, że do mnie zadzwonił. Na pewno nie dzwonił bez powodu.
- Co się stało? - zapytałem, przyspieszając kroku.
Wsiadłem do samochodu mamy i go odpaliłem.
- Od ostatnich dwóch dni z Destiny jest coś nie tak.
- Mówi pan o jej pobudkach w środku nocy? - Zmarszczyłem czoło i wyjechałem na ulicę.
- Tak. Skąd wiesz? - zdziwił się.
- Byłem świadkiem jednej z takich sytuacji. To było dzień przed moim wyjazdem.
- Co się wtedy wydarzyło?
- Spałem i nagle poczułem dziwny impuls w środku, więc kierując się instynktem, wylądowałem w jej pokoju. Siedziała przerażona na łóżku. Wtedy powiedziała mi, że...
- Ktoś był za oknem - dokończył za mnie.
- Tak.
- Myślę, że ona cię teraz potrzebuje - powiedział, a ja zaniemówiłem.
- Jak to?
- Tworzycie dla siebie wzajemną ochronę. Razem jesteście silniejsi - odpowiedział gorączkowo.
Od razu poznałem, ze nie chciał tracić czasu i bał się o swoją jedyną córkę.
- Ale my nawet nie panujemy nad swoimi mocami i instynktami, więc jak mam jej pomóc?
- Destiny wszystko mi opowiedziała.
Otworzyłem szeroko usta, nie mogąc wydusić odpowiedzi. Byłem zaskoczony faktem, że zwierzyła się swojemu ojcu, przed którym tyle czasu to wszystko ukrywała.
- Przybądź najszybciej, jak tylko będziesz mógł - poprosił i rozłączył się.
Będąc w szoku, dojechałem do szpitala, błądząc myślami przy dziewczynie. 
Poszedłem odwiedzić schorowaną matkę z mętlikiem w głowie.

***

28 WRZEŚNIA 2017r.
*Destiny*

Spakowałam wszystkie najpotrzebniejsze rzeczy i czekałam na dalszą decyzję rodziców. Od wyjazdu Nialla minęło już kilka dni, a moje koszmary zdarzały się każdej nocy. Wiedziałam, że to nie był tylko zwykły koszmar. To musiało dziać się na jawie.
- Nie możemy dłużej na niego czekać - odezwała się przejęta mama. - Musisz jechać do szkoły sama.
- Ale... - chciałam zaprotestować, jednak szybko mi przerwano.
-  Nie - odezwał się tata. - To nie ty tutaj decydujesz. Tu chodzi o twoje życie. Tu chodzi o wasze życie, twoje i Nialla.
Zacisnęłam wargi, chcąc powstrzymać płacz, ale i tak jedna łza spłynęła po moim policzku. Szybko się jej pozbyłam i gotowa wstałam z kanapy.
- Chodźmy - rzuciłam, nie patrząc na rodziców.
Bez słowa pomogli mi przerzucić bagaże do samochodu, po czym mocno mnie wyściskali. Kazali informować ich o każdym dniu spędzonym w szkole. 
- Do zobaczenia, córciu. - Mama ucałowała oba moje policzki i zrobiła miejsce dla taty, który pocałował czubek mojej głowy.
Wzięłam głęboki oddech i wsiadłam do auta.

***

Cindy miała wrócić do szkoły dopiero za trzy dni.
Znudzona przesiadywaniem w pokoju postanowiłam przejść się po budynku. Oprócz mnie, w szkole było jeszcze kilku zanudzonych na śmierć uczniów, którzy snuli się po korytarzach. Kiedy przechodziłam obok części dla chłopaków, usłyszałam rozmowę, ale jakby jednostronną. Ktoś rozmawiał przez telefon. Cicho poszłam w tamtym kierunku, nasłuchując źródła dźwięków. Z zaskoczeniem okazało się, że dobiegały one z pokoju Liama i Nialla. 
Czyżby Payne przyjechał wcześniej niż planował?
Zapukałam i niecierpliwie czekałam na odzew. Kiedy drzwi się otworzyły, zmarłam. Przede mną stał Horan we własnej osobie. Otworzyłam szeroko usta z zaskoczenia i rzuciłam się w jego kierunku. Wskoczyłam na niego, a on podtrzymał mnie za uda i wszedł w głąb pokoju, stopą popychając drzwi, żeby się zamknęły.
- Niall - wymamrotałam, jakbym sama nie wierzyła, że tu był i wtuliłam twarz w jego szyję.
Zachowywałam się inaczej, ale właśnie to podpowiadało mi serce.
Stanęłam na podłodze i dopiero wtedy blondyn objął mnie ramionami i przytulił, jak nigdy wcześniej. Nasze powitanie było pierwszym tak emocjonalnym powitaniem. Byliśmy rozłączeni przez cztery dni i być może właśnie to wpłynęło na nasze emocje.
- Tak bardzo mi cię brakowało - przyznałam cicho, kiedy już spojrzałam mu w oczy.
Cały czas staliśmy objęciu na środku pokoju.
- Może to dziwne, ale też za tobą tęskniłem, a przede wszystkim strasznie się martwiłem.
Co my właściwie wyrabialiśmy? 
Przecież dopiero co byliśmy bardzo pokłóceni.
- Co ty tutaj robisz? - Zmarszczyłam czoło, wpatrując się w jego zmęczoną twarz.
- Twój tata chciał, żebym jak najszybciej do ciebie przyjechał, ale musiałem zostać trochę u mamy. Potem instynkt podpowiedział mi, żebym koniecznie tu wrócił, więc tak zrobiłem - wyjaśnił.
- Dziękuję - powiedziałam z powagą.
- Za co? - zdziwił się.
- Za to, że wtedy przyszedłeś i za to, że jesteś tu teraz. Za to, że ostatnio byłeś przy mnie za każdym razem, kiedy cię potrzebowałam, nawet jeśli o tym nie wiedziałeś.
- Musimy się trzymać razem, pamiętasz? - Uśmiechnął się pokrzepiająco.
Zrobiłam krok w tył i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- A teraz musisz się przespać, bo wyglądasz jak trup - nakazałam stanowczo.
- Nie trzeba. - Machnął dłonią lekceważąco. - Czuję się dobrze.
- Niall, przecież widzę - westchnęłam.
- Przez ostatnie dni siedziałem w szpitalu przy mamie - wyznał ściszonym głosem i opuścił głowę.
- Jest bardzo źle, prawda? - zapytałam, choć wiedziałam, że takie stwierdzenie bardzo go zaboli.
Podniósł oczy na mnie i prawie niewidocznie przytaknął. Zacisnął usta, po czym odwrócił wzrok. Bez wahania podeszłam bliżej i złapałam go za rękę. Zaprowadziłam go do łóżka i pchnęłam, żeby się położył. Zrobił to, ale nie chciał puścić mojej ręki. Posłałam mu pytające spojrzenie, ale on pozostał obojętny. 
Właśnie w ten sposób ukrywał emocje, co strasznie irytowało.
- Zostań - powiedział zanim się odezwałam.
To była prośba, którą chciałam spełnić, ale...
- Przecież dopiero ze sobą walczyliśmy - powiedziałam, czując mętlik w głowie. - To nieodpowiednie, Niall.
- To już przeszłość - rzucił i mocniej ścisnął moją dłoń, patrząc na mnie z dołu. - W obliczu zagrożenia musimy odrzucić dziecinne zachowania. To wszystko stało się zbyt poważne. Potrzebujemy siebie.
Zastanowiłam się przez chwilę i stwierdziłam, że naprawdę miał rację. Nic nie mówiąc, położyłam się obok chłopaka. 
- Mogę? - zapytał, kiedy już wygodnie się ułożyłam.
Uniosłam brwi na jego pytanie, a Niall położył głowę na moim brzuchu i przerzucił swoje ramię przeze mnie. Ciepło w brzuchu sprawiło, że poczułam się o wiele przyjemniej niż przypuszczałam. Przesunęłam palce na jego kark i zaczęłam go delikatnie głaskać. Westchnął, a ja zauważyłam małe ciarki na jego bladej skórze.
- Dziękuję - bąknął pod nosem.
- Za co? - zapytałam zaciekawiona.
- Po prostu.

***

*Niall*

Musiałem usnąć, bo jak otworzyłem oczy ona dalej tutaj była. Ciągle leżałem na jej brzuchu i niekoniecznie spieszyłem się do zmiany pozycji. To cale dopasowanie sprawiało, ze ciągnęło nas do siebie jak muchy. To działo się samoistnie. Mimo, ze nie żywiliśmy do siebie głębszych uczuć.
Uniosłem lekko głowę i popatrzyłem na drzemiącą dziewczynę. Musiałem przyznać, że wyglądała uroczo i nad wyraz spokojnie. Po chwili ponownie umieściłem głowę na jej miękkim brzuchu i przymknąłem powieki.
- O Boże - usłyszałem ciche jęknięcie.
Uśmiechnąłem się szeroko, ale udawałem, ze śpię.
- Niall? - odezwała się szeptem.
Pozostałem cicho. Wsunęła palce w moje włosy i podrapała mnie po głowie, na co mruknąłem.
- Kłamczuch - rzuciła oburzona.
Westchnąłem ciężko i wstałem, podpierając się na łokciu. Miałem twarz na wysokości jej cycków.
- Co chciałaś? - zapytałem z miną niewiniątka.
- Muszę iść, bo jak mnie przyłapią, to będę miała konsekwencje z przebywania sam na sam z chłopakiem.
- Już nie pierwszy raz jesteś ze mną sam na sam w pokoju. - Zmarszczyłem czoło, nie bardzo ją rozumiejąc.
- Chodzi o miejsce gdzie jesteśmy. - Wywróciła oczami. - Leżymy w łóżku. Jakby... Przytuleni.
- I co z tego? - Wzruszyłem ramionami nieprzejęty.
Dziewczyna wymamrotała coś pod nosem i mnie odepchnęła. Na początku nie chciałem ustąpić, ale postanowiłem jej nie denerwować i pozwoliłem jej zejść na podłogę. Podobał mi się sposób w jaki zareagowała na mój widok i nie chciałem tego zepsuć.
- Idę coś zjeść - oznajmiła, poprawiając pogniecione ubranie. -Idziesz?
Zwinnie zeskoczyłem z łóżka, poprawiłem potargane włosy, sprawdziłem się w lustrze, po czym otworzyłem dla niej drzwi.
- O proszę. - Uniosła brew zaskoczona. - Jaki dżentelmen.
- Nie musisz dziękować - westchnąłem teatralnie i zamknąłem za nami pokój. - Jest jedna sprawa.
- Tak? - zainteresowała się, ale nawet na mnie nie spojrzała.
- Od dzisiaj możesz częściej miziać mnie po karku i przeczesywać moje włosy - powiedziałem bez skrępowania i przerzuciłem rękę przez jej ramiona.
Odtrąciła mnie i obdarzyła groźnym spojrzeniem. Powiedziałem coś nie tak?
- Nie możesz mówić takich rzeczy - jęknęła, trącając moje ramię, na co się zaśmiałem.
Przyspieszyła kroku, a jak tylko ją dogoniłem podarowałem jej klapsa w tyłek. Pisnęła zszokowana i odskoczyła. Gdyby wzrokiem można było zabijać, już bym leżał na podłodze w kałuży krwi.
- Ja mogę wszystko - skomentowałem i ruszyłem przed siebie, zostawiając oniemiałą dziewczynę krok za sobą.

***

*Destiny*

Posiłek z Niallem przebiegł bez zbędnych komplikacji. Pożegnaliśmy się na klatce schodowej i udaliśmy się do swoich pokoi, żeby móc przygotować się do snu. Jak tylko podeszłam do odpowiednich drzwi, moje serce mało nie wyrwało mi się z piersi.
Bałam się.
- Uspokój się. Tu jesteś bezpieczna - powiedziałam do siebie.
Nacisnęłam klamkę i ostrożnie zajrzałam do środka. Nim zdążyłam cokolwiek zobaczyć, włączyłam światło. Odetchnęłam z ulgą i spokojna weszłam do środka. Bałam się sama spać, ale nic nie mogłam na to poradzić. Musiałam wytrzymać aż Cindy do mnie dołączy i razem będziemy mogły rozpocząć nowy rok szkolny na Mystic College.
Po odbyciu wieczornej toalety, ułożyłam się w łóżku i ziewnęłam. Byłam wykończona mimo drzemki u Nialla. Zdążyłam przykryć się kołdrą kiedy ktoś wszedł do pokoju.
- Kto tam? - zapytałam szeptem, wpatrując się w gęstą ciemność.
Nie dostałam odpowiedzi.
- Halo?
Głupie było, że we własnym pokoju nie udało mi się nikogo zobaczyć, mimo że ewidentnie drzwi zostały otwarte i zamknięte. Byłam pewna, że słyszałam ostrożne kroki. Wstrzymałam oddech i sięgnęłam żeby zapalić lampkę nocną. Niestety moja ręką została złapana i odciągnięta w drugą stronę. Pisnęłam z przerażenia, ale potem poczułam ogarniający mnie spokój. 
Tak czułam się tylko przy jednej osobie...
- Niall, idioto - wydusiłam.
W odpowiedzi usłyszałam ciche mruknięcie, a potem poczułam jego ciepły oddech na szyi.
- Znowu włączył ci się instynkt? - spanikowałam.
- Ćśś... - uciszył mnie i dotknął nosem mojej żuchwy.
- Pokaż oczy - nakazałam.
- Przywołaj swoje wilcze oczy - zachęcił mnie. - Wtedy będziesz mogła mnie zobaczyć.
- Nie umiem - jęknęłam i wyrwałam rękę z jego uścisku.
Usiadłam na łóżku i pewnie cudem nie zderzyłam się z chłopakiem. Czułam, że był tuż przede mną.
- Wystarczy się skupić - mówił.
- Och, zamknij się - wymamrotałam pod nosem. - Pokaż oczy.
Na moją prośbę uchylił powieki. To co zobaczyłam, sprawiło, że nie wiedziałam co myśleć.
- Twoje oczy są niebieskie i świecące - wydusiłam z niedowierzaniem. - Przecież nie ma pełni, a ty...
- To się nie dzieje tylko podczas pełni. Zauważyłem, że mam takie oczy za każdym razem kiedy jestem z tobą i przerzucę się na wilcze oczy - wyjaśnił. - Nie musisz się mnie bać. Jestem w pełni świadomy swoich czynów.
- Więc co tu robisz?
Nie odpowiedział na moje pytanie. Skupiłam się i wytężyłam swój wilczy zmysł, żeby móc patrzeć inaczej. Otworzyłam oczy i... Udało się. Mogłam widzieć Nialla.
- Widzę cię - ucieszyłam się.
Skinął głową i spuścił wzrok na swoje dłonie. Od razu poznałam, że coś zjadało go od środka. Być może miał wyrzuty sumienia, albo po prostu potrzebował ciepła w sytuacji, w której się znajdował.
- Co się dzieje? - zapytałam, przysuwając się bliżej niego.

*Niall*

Nie byłem pewien czemu przyszedłem do jej pokoju, ale to było silniejsze ode mnie. Kiedy już siedziała przede mną, patrzyła na mnie swoimi niebieskimi oczami i pytała co się dzieje, nie umiałem się odezwać.
Zamiast tego złapałem jej twarz w obie dłonie i pochyliłem się, łącząc nasze usta. Zaskoczona dziewczyna na początku nie oddała pieszczoty, ale po kolejnym muśnięciu przez moje wargi udało mi się przekonać ją do współpracy.

*Destiny*

Niall mnie pocałował.
Całowaliśmy się spokojnie i delikatnie. Żadne z nas się nie spieszyło. Horan delikatnie gładził kciukiem mój policzek, a ja oplotłam dłońmi jego szyję. Kiedy już skończyliśmy, Niall spojrzał mi prosto w oczy.
- To było silniejsze ode mnie - powiedział skrępowany.
Zacisnęłam zęby, nic nie mówiąc.
Dlaczego mi się to podobało? 
Dlaczego byłam zawiedziona, że przestał?
- Coś kazało mi tu przyjść, a kiedy już cię zobaczyłem i poczułem twoją skórę przy sobie nie mogłem się opanować.
W odpowiedzi znowu zaatakowałam jego usta i pociągnęłam go, kładąc nas na łóżku. Zawisł nade mną, opierając się łokciami po bokach mojej głowy. 
- Czemu ty...? - zaczął, ale przerwał mu kolejnym dotykiem warg.
Nie chciałam, żeby się odzywał. Chciałam żeby był. 
Leżał na mnie częściowo, a ja delikatnie ściągnęła jego koszulkę i rzuciłam ją na podłogę. Nie chciałam robić z nim TEGO. Chciałam poczuć jego gorącą skórę tuż przy mojej. 
Jęknął, kiedy przygryzłam skórę na jego szyi. Z uśmiechem przerzuciłam go na łóżko i usiadłam mu okrakiem na biodrach. Oparłam dłonie na jego torsie i pochyliłam się z cwaniackim uśmieszkiem.
- Teraz ja tu rządzę - wyszeptałam.
- Co ci się stało? - zdziwił się z szeroko otwartymi oczami.
Zmieszana nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Uleciała ze mnie cała śmiałość.
- Nie pasuje ci to, co teraz robimy? - zapytałam zaskoczona i zsunęłam się na miejsce obok.
- Nie to miałem na myśli. - Odwrócił się w moją stronę.
- Nie, to nie - wymamrotałam, wyszarpnęłam rękę i odwróciłam się tyłem do niego.
Bez zaskoczenia stwierdziłam, że jednak nie miał zamiaru wyjść z mojego łóżka, za co byłam mu bardzo wdzięczna. Chodziło mi o to, żeby ze mną został, ale oczywiście jako dziewczyna kazałam mu się tego domyślić. Miał szczęście, że był wilkołakiem i byliśmy dopasowani. Właśnie dlatego było mu łatwiej wyczuć moje zachowania. 
Przy nim czułam się bezpieczniej. 
Przysunął się do moich pleców i objął mnie w pasie, mocno przytulając do siebie. Schował nos w mojej szyi i mruknął z zadowolenia. Obezwładniający spokój ogarnął moje ciało i mój umysł. Zmęczona i z lekkim uśmiechem na ustach zamknęłam oczy.

Czy mogłoby kiedykolwiek coś z tego być?