środa, 4 maja 2016

12.

Już po polskiiiiiim :)

Trzymajcie na rozluźnienie kolejny rozdział xxx
____________________________________________



26 CZERWCA 2017r.
*Destiny*

Zostało kilka dni do wakacji.
- Dzisiaj znowu pełnia - westchnęłam.
- Tak, niestety - odparła Cin.
- Te ostatnie nie były najgorsze. Chociaż raz myślałam, że Niall mnie rozszarpie.
- Wiem, tamta noc była wyjątkowa - zaśmiała się. - Myślę, że jako dopasowani Alfa i Omega się uzupełnicie.
Wywróciłam oczami na jej słowa.
- To nic nie znaczy, dobra? Taki nasz los i tyle. Wcale nie musimy być razem. Kolegujemy się i to wszystko.
- Tak sobie wmawiaj - mruknęła pod nosem.
Po drodze do części mieszkalnej spotkałyśmy Nialla i Liama.
- Pozwól, że porwę na chwilę tą ślicznotkę - odezwał się Payne i za chwile zniknęli gdzieś za rogiem.
Skrzywiłam się i odwróciłam się do Horana.
- Co tam? - zapytałam.
- Nudy. Dzisiaj pełnia.
- Wiem.
- Spoko.
- Znowu siedzimy razem, prawda? - jęknęłam.
- Nie chcesz, to nie musimy. - Wzruszył ramionami.
- To nie tak. Źle mnie zrozumiałeś - zaprzeczyłam szybko. - Chodzi o to, że większość uczniów uważa nas za parę, którą tak naprawdę nie jesteśmy. Przecież nawet nie trzymamy się za ręce, ani nie obejmujemy, więc nie wiem skąd im się to wzięło. Nie rozumiem ich toku rozumowania. Nie wiem skąd wytrząsnęli taką wiadomość.
- Mają po prostu nudne życie, więc zajęli się naszym.
 Zaśmiałam się i założyłam kosmyk włosów z ucho.
- Pewnie masz rację - przyznałam.
Uśmiechnął się lekko i włożył dłonie do kieszeni spodni. Bez słowa ruszyliśmy w dalszą drogę. Niestety po kilku krokach wpadliśmy na najmniej spodziewaną osobę.
- Cześć.
- Hej, Caleb - odpowiedziałam, bo Niall wcale się do tego nie palił.
- Gdzie pędzicie? - zainteresował się, mierząc blondyna uważnym spojrzeniem.
- Do siebie - odparłam.
Chciałam, żeby sobie poszedł. Od jakiegoś czasu ciągle "przypadkiem" na siebie wpadaliśmy. Ostatnio kilka razy uratował mnie Will za co byłam mu ogromnie wdzięczna.
- Może się przejdziemy, pogadamy? - zaproponował i popatrzył mi w oczy.
Podrapałam się w kark, nie wiedząc co powiedzieć.
- Przykro mi, ale jest już umówiona ze mną, gdybyś nie zauważył - wtrącił Horan.
Caleb niechętnie odwrócił się do chłopaka i przez chwilę nic nie mówił.
- Coś takiego - mruknął. - Czyli te plotki, to prawda?
- Musimy iść. - Niall złapał mnie za dłoń i delikatnie odciągnął od starszego kolegi. - Chodź, Destiny.
- Wybacz - bąknęłam i podreptałam za blondynem.
W przypływie ulgi chciałam rzucić mu się na szyję, ale nie wypadało w naszej sytuacji. Puścił mnie dopiero, kiedy znaleźliśmy się w bezpiecznej odległości od Caleba.
- Dziękuję - rzuciłam cicho, co zaskoczyło Horana.
- Aż tak się go boisz?
- Może się nie boję, ale mam dosyć jego wpadania na mnie, które oczywiście nie jest przypadkiem. Przestało nim być po dziesiątym razie w ciągu trzech dni.
Niall zaśmiał się i pokręcił głową. Mieliśmy spokojnie wrócić do pokojów, ale znowu nam przeszkodzono.
- Witam najdroższych uczniów. - Przed naszymi nosami wyrosła sylwetka dyrektora.
- Dzień dobry, proszę pana - odpowiedziałam z grzecznym uśmiechem.
Niall stanął tuż obok mnie.
- Co u was słychać?
Zauważyłam, ze uważnie przyglądał się raz mi, a raz blondynowi.
Chciał nas wybadać?
- Właśnie szliśmy do swoich pokoi - rzucił obojętnie Niall.
Domyśliłam się, że miał do niego żal za wkraczanie w temat jego rodziny. Ja też byłabym zła.
- Dzisiaj pełnia. - Uśmiech mężczyzny wydawał się być nienaturalnie szeroki. - Gotowi?
- Jak zawsze.
Mój przesadny entuzjazm też był wyczuwalny, bo Horan zmierzył mnie zniesmaczonym spojrzeniem. No co?
Może nie byłam najlepszą aktorką...
- Już niedługo wakacje - dodałam dla odwrócenia uwagi.
- Właśnie! - Dyrektor się ożywił, jakby o czymś sobie przypomniał. - W tej sprawie cię szukałem, chłopcze.
- Coś się stało? - zapytał Niall bardzo formalnym tonem.
Nawet zbyt formalnym.
- Z przykrością chciałem ci przekazać, że niestety nie będziesz miał gdzie wrócić na wakacje.
Niall zmarszczył brwi. Z coraz większa ciekawością obserwowałam ich wymianę zdań.
- Jak to?
- Dzwonili do mnie ze szpitala i powiedzieli, że twoja mama wylądowała na pogotowiu.
- Co się stało? - chłopak żywo się zainteresował.
- Prawdopodobnie źle zareagowała na antybiotyk i teraz będzie musiała spędzić tam co najmniej miesiąc, żeby organizm powrócił do normalności.
- I z tego powodu nie mogę wrócić do domu na wakacje? - Śmierdział mu ten podstęp, tak samo jak mi.
Chłopak przyjął bojowa postawę i w pewnym momencie przestraszyłam sie, ze był w stanie rzucić się na dyrektora.
- Nie możesz przebywać bez opieki teraz, kiedy...
- Kiedy, co?
- Właśnie... Bo... - mężczyzna się zawahał. -  Teraz poznajesz swoje moce i mógłbyś wpaść w niebezpieczeństwo i nikt nie mógłby ci pomóc.
Niall zmrużył oczy badawczo i spojrzał na mnie.  Coś tu ewidentnie śmierdziało. Dlaczego chcieli zostawić go w szkole na okres wakacji? Może to miało związek z...
O nie!
- Właściwie, to... - zaczął blondyn niepewnie.
- Właściwie, to Niall miał jechać na wakacje do mnie - przerwałam mu.
- Słucham? - dyrektor się zdziwił.
Przeniósł na mnie swój zawiedziony wzrok.
- Mama przysłała zaproszenie Niallowi, bo bardzo chciała go poznać. Teraz będzie miała okazję, bo będziemy mieli wakacje.
- Dlaczego miałaby chcieć go poznać?
Starałam się nie przewrócić oczami.
Serio był taki głupi, czy tylko udawał?
- Może jeszcze się pan nie zorientował, ale Niall i ja jesteśmy razem - oznajmiłam bez zająknięcia.
Może jednak byłam dobrą aktorką?
Po tych słowach przysunęłam się do zaskoczonego chłopaka .
- Naprawdę? - dyrektor wydał się być autentycznie zaskoczony.
- Tak - potwierdził Horan.
Objął ramieniem moją talię i przysunął mnie jeszcze bliżej siebie.
- Rozumiem - mężczyzna mruknął pod nosem.
Widziałam to.
Widziałam tą iskierkę nienawiści w ciemnych oczach faceta.
Widziałam.
- W takim razie, życzę wam powodzenia i mam nadzieje, że wasze Alfy i Omegi nie będą na was złe.
Zaśmialiśmy się dla niepoznaki. O niczym nie wiedział?
Nie domyślał się?
Udawał?
- Bądźmy dobrej myśli - rzuciłam, wtulając się w chłopaka.
- Udanych wakacji - dodał mężczyzna na odchodne i zniknął za zakrętem.
Odetchnęłam z ulgą i oparłam swoje czoło o tors Horana. Dopiero po kilkunastu sekundach zreflektowałam, ze wciąż się obejmowaliśmy. Odsunęłam się od niego gwałtowanie, czerwieniąc się jak burak.
- To było całkiem sprytne i nawet miłe. - Niall puścił mi oczko.
Wystawiłam do niego język w złośliwym geście.
- Nie przyzwyczajaj się.
- Musimy udawać do twojego wyjazdu.
- Naszego wyjazdu, skarbie - dałam nacisk na ostatnie słowo.
Zmarszczył czoło, myśląc intensywnie.
- Mówiłaś serio z tym wyjazdem do ciebie?
- Nie zostaniesz w szkole, a do domu na pewno cię nie puszcza. Jakie masz inne wyjście?
Nie odpowiedział.
- No własnie - mruknęłam.
Odeszłam kawałek, a Horan poszedł za mną. Dumna ze swojego małego zwycięstwa nie przyjęłam do wiadomości tego, że przez miesiąc będę przebywała z blondynem pod jednym dachem.

***

30 CZERWCA 2017r.
*Destiny*

- Zabrałam wszystko? Spakowałam kosmetyczkę? Wzięłam buty? - mamrotałam do siebie.
- Dobrze się czujesz, Destiny?
- Tak Cindy. Jasne, ze tak.
Przyjaciółka się zaśmiała, a ja dosunęłam zamek trzeciej już torby. No co? Trochę się tego uzbierało.
- Gotowa?
- Chyba tak - odetchnęłam. - Mam wrażenie, ze o czymś zapomniałam.
- Może o Niallu.
Powoli odwrócił głowę w jej stronę, obdarzając ją groźnym spojrzeniem.
- Nawet nie zaczynaj tego tematu - warknęłam.
Odkąd powiedziałam Cindy i Liamowi o sytuacji z dyrektorem i o tym, w jaki sposób uratowałam dupę Horanowi, robili sobie ze mnie żarty. Zaciekle twierdzili, ze to "przeznaczenie i wielka miłość".
Ja kwalifikowałam to jako zwyczajną koleżeńską przysługę.
- Nieźle wam szło udawanie pary w szkole - przyznała z podziwem.
- Czepiasz się. - Zrobiłam głupią minę. - Czasem się przytuliliśmy i daliśmy sobie buziaka w policzek. Nic wielkiego. Dalej jesteśmy tylko kolegami. Nawet nie zawsze się dogadujemy.
- W związkach tak bywa.
W tym momencie na twarzy Cindy wylądowała poduszka z mojego łóżka.
- Jeszcze raz coś powiesz na ten temat, a obiecuję, że utnę ci język i dopiero wtedy będzie miała problem z całowaniem Pana Liama Ciacha Payne'a. To tak na niego mówisz, prawda? On o tym wie?
Dziewczyna prychnęła, wywracając oczami. Po chwili zorientowała się, dlaczego zadałam to pytanie i wytrzeszczyła oczy.
- Nie waż się mu o tym powiedzieć - zastrzegła surowo.
- Więc przysługa za przysługę. Ty nie docinasz mi w sprawie z Niallem, a ja siedzę cicho w sprawie z pseudonimem Liama. Zgoda?
- Zgoda.
Zadowolona wytaszczyłam walizki z pokoju. Z wielkim trudem dotarłam przed drzwi wyjściowe, gdzie czekał na mnie Niall. Oczywiście stał z nim jego przyjaciel Payne.
- Do zobaczenia za trzy miesiące - powiedziałam, przytulając Liama.
- Do zobaczenia - odpowiedział i pocałował mój policzek.
Niall pożegnał się z nim koleżeńskim uściskiem. Moja przyjaciółka zdecydowała, że wyjedzie wieczorem, bo chciała spędzić jeszcze trochę czasu ze swoim ukochanym.
W ogóle to okazało się, że Niall i Liam mieszkają w mieście oddalonym trzy godziny od tego, w którym mieszkałam ja i Cindy. Jeszcze nie zakwalifikowałam tej wiadomości do plusów...
- Idziemy? - zapytał Niall, kiedy już skończyłam ściskać się z Cin, z którą i tak miałam zobaczyć się w wakacje.
No tak, wiem. Przyjaciółki, to przyjaciółki.
- Tak, tak - bąknęłam.
Pan portier pomógł nam donieść moje walizki do czekającego czarnego auta.
- Dziękuję - powiedziałam zadowolona.
Nie mogłam pohamować emocji związanych z powrotem do domu.
- No właź już. - Horan popchnął mnie w kierunku drzwi, które trzymał otwarte.
Oboje rozsiedliśmy się wygodnie, a kierowca zapalił silnik. W trakcie drogi strasznie nam się nudziło. Na początku trochę rozmawialiśmy, ale potem zabrakło nam tematów i nastała cisza.
Zrobiłam się senna.
- Niall? - zaczęłam ostrożnie, czym oderwałam go od wpatrywania się w krajobraz za szybą.
- Tak? - Popatrzył na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Czy będziesz miał coś przeciwko, jeśli oprę się na twoim ramieniu?
Uniósł brwi w zdziwieniu.
- Jestem cholernie zmęczona - wyjaśniłam i zrobiłam prosząca minę.
Wywrócił oczami ale skinął dłonią na znak, żebym się przysunęła. Przełożył ramię na zagłówek, żebym mogła być bliżej jego boku, co okazało się być wygodnym wyjściem.
- Ręka ci zdrętwieje - zauważyłam, kiedy nie opuszczał ramienia.
- Jest w porządku.
- Możesz je położyć tutaj. - Wskazałam swoją rękę.
Horan wahał się przez chwilę, ale przystał na moja propozycję.
- Lepiej? - zapytałam, zamykając oczy.
- Mhm.
Potem oboje zasnęliśmy.

***

Obudziłam się dopiero, kiedy samochód zatrzymał się przed moim domem. Szturchnęłam łokciem chłopaka, który jęknął w odpowiedzi.
Z naszego przytulania wyszło tyle, że opletliśmy się ramionami dla większej wygody. Było naprawdę przyjemnie.
- Jesteśmy - rzuciłam i wygramoliłam się na zewnątrz.
Niall zrobił to samo. Kierowca wystawił nasze bagaże, a ja wbiegłam do środka.
- Jestem! - krzyknęłam radośnie.
- Córciu, to ty? - usłyszałam z głębi domu.
- Tak, mamo!
- O mój Boże! - kobieta pisnęła.
Chwilę potem zobaczyłam swoją rodzicielkę. Zza niej wyłoniła się nieco postawniejsza sylwetka, która należała do mojego taty.
- Tato!
Wpadłam w ich otwarte ramiona, wiec zrobiliśmy grupowy uścisk. Nagle przypomniałam sobie o Niallu. Odchrząknęłam i odsunęłam się od nich.
- Mamo, tato - zaczęłam z powagą i z uśmiechem na ustach. - To jest Niall Horan. Mój kolega z uczelni.
- Miło cię poznać, młodzieńcze. - Ojciec uścisnął mu dłoń, a mama skinęła głową, ciepło się uśmiechając. - Co cię tu sprowadza?
Chłopak nie zdążył się odezwać, bo odpowiedziałam za niego.
- Jego mama wylądowała w szpitalu, a dyrektor nie chciał zgodzić się na to, żeby przebywał sam w domu, więc zaproponowałam mu pokój brata. Zgadzacie się, prawda?
- Nie mam nic przeciwko - odparła mama, patrząc na tatę.
- Ja również.
- To dobrze - odetchnęłam z ulga.
- Jak to? Coś się stało?
- Może przejdźmy do salonu. Zrobię nam herbatę i porozmawiamy. - Moja rodzicielka podreptała do kuchni.
Ja i Niall zajęliśmy kanapę, a tata jeden z dwóch foteli. Na początek tata zaczął zadawać pytania Horanowi. W głębi duszy miałam nadzieję, że nie pomyśleli sobie o nas jako o parze. Tego nie chciałam. Wiedziałam jaki był mój ojciec i jakie miał podejście do chłopców w moim otoczeniu. O Nialla nie miał się co obawiać. Przecież my nigdy ze sobą...
Nawet nie ma mowy.
- Przykro mi z powodu twojego ojca. Słyszałem o nim.
Otworzyłam szeroko oczy.
Tata znał pana Horana?
- Naprawdę? - Niall nie dowierzał.
Tata skinął głową. W tym czasie mama przyszła z taca pełną szklanek i talerzem ciasta.
- Był bardzo szlachenym człowiekiem, ale zbyt upartym. Nie chciał żadnej pomocy. Odepchnął nawet mnie, a byłem jego Pierwszym Doradcą. Był przekonany, że sam poradzi sobie z ogromną mocą, ale... No cóż, niestety. Wszyscy wiemy, jak to się skończyło.
- Mama mi opowiadała, ale nie wspominała o panu.
Blondyn nagle posmutniał. Zrobiło mi się go naprawdę szkoda.
- Wiesz na co jesteś narażony?
- Tak, proszę pana.
- To dobrze. Im wcześniej nauczysz się kontrolować moc, tym masz większe szanse na przeżycie i prowadzenie normalnego życia.
Horan nie odpowiedział, tylko wpatrywał się w mojego ojca.
- Gorzej jeśli dopasujesz się ze swoją Omegą - dodał mężczyzna.
Zamarłam. Chłopak również się spiął.
- Co się wtedy stanie? - zapytał.
- W przypadku twoim i twojej Omegi to połączenie będzie wieczne i tak silne, że będziecie musieli spędzić ze sobą życie. W waszych genach jest coś, co powoduje, że nie potraficie znaleźć nikogo innego, kto mógłby być dla was równie bliski i ważny. Omega wyzwoli w tobie instynkt i moce, o których nie masz nawet pojęcia. Po dopasowaniu nawet wasze myśli i uczucia będą podobne. Znałem takich, którzy nauczyli się porozumiewać bez słów.
- Co się z nimi stało?
- Zgubiła ich moc.
- Dlaczego? - wtrąciłam się.
- Nie mieli jednego, ale i najważniejszego...
W napięciu czekaliśmy aż tata dokończy.
- Nie było miedzy nimi prawdziwej miłości. Tak jak to mówi jedna z zasad wilkołaków: "Jeśli prawdziwa miłość w twoim sercu zagości, nie strasznym ci będzie nawet najgorsze zło".
- Tato - wydusiłam ledwo. - Chyba muszę ci coś powiedzieć.
- Co się stało, córeczko?
- Bo my...
- Tak? - ponaglał ojciec.
Mama słuchała wszystkiego z drugiego fotela.
- Ja...
Słowa, które miałam zamiar wypowiedzieć, nie chciały przejść mi przez gardło.
- Ja i Destiny jesteśmy dopasowani - dokończył za mnie Niall.
Tata zamarł na chwilę.
- Nie żartuj sobie, chłopcze, bo to nie temat do żartów - warknął. - Destiny, kochanie? Co chciałaś mi powiedzieć?
- On mówi prawdę - przyznałam z pokorą. - Jestem jego Omegą.

2 komentarze:

  1. Omg!!!! To jest... łoł no po prostu mega!!! Ich reakcja... wspaniale piszesz i wgl...

    OdpowiedzUsuń
  2. Powodzenia na reszcie matur, trzymam kciuki i czekam na następny rozdział! ( mam nadzieję, że pojawi się naprawdę szybko )

    OdpowiedzUsuń