czwartek, 5 maja 2016

13.

Mały maraton maturalny xD

Na szczęście już po matmie uff...

Jutro pojawi się kolejny rozdział ;)
____________________________________________




*Destiny*

Tata podniósł się gwałtownie z fotela i zaczął energicznie krążyć po pokoju. Mama zastygła w bezruchu.
- To niemożliwe - wymamrotał ojciec. - To nie tak miało być.
Słucham? Jak miało być?
- Tato, możesz nam wytłumaczyć, o co chodzi? - zapytałam mocno przejęta.
Zrobiliśmy coś złego? Przecież nie mieliśmy na to wpływu.
- To wszystko... - Zbladł. - Nie, nie, nie...
- Tato! - Starałam się zwrócić na siebie jego uwagę.
Mężczyzna spojrzał na mnie zszokowanym wzrokiem, ale po chwili odetchnął i usiadł na poprzednim miejscu.
- Dzieciaki - zaczął. - Z jednej strony dobrze, że się dopasowaliście i bardzo mnie to cieszy, że to stało się w tym wieku, ale z drugiej strony... Niall nie jest normalnym Alfą.
- Jak to? - Blondyn zmarszczył czoło. - Co ma pan na myśli?
- Dostałeś w genach najpotężniejszą moc, jaką można sobie wyobrazić. Większej nie można mieć. Twój ojciec ci ja przekazał, a sam nie umiał jej opanować. Oczywiście nie miał na to wpływu. Jesteś naznaczony od urodzenia. Jesteś Alfą, który wkrótce zasiądzie jako przywódca Rady Starszych. Jeśli się nie mylę.
- To dlatego zatuszowali moje badania. Odkryli, że to ja jestem następcą.
- W genach masz to zapisane i jestem pewien, że nie tylko to wystraszyło twojego wroga. Musiało być tam coś jeszcze.
- Skąd wiesz o dyrektorze, tato?
- Jest dość znany w środowisku Rady. Miał uważać na swoje zachowanie, ale jak widzę odzyskał siły. Nie spodziewałem się, że zostawią cię na uczelni.
- Może być coś jeszcze? - zapytał Niall.
- Tak. Nie zauważyłeś nic podejrzanego? Na przykład w swoim zachowaniu?
- Październikowa pełnia - wtrąciłam. - Pamiętasz?
- Co z nią był nie tak? - zapytała mama.
Wreszcie raczyła się odezwać. Pewnie nie mogła się już dłużej powstrzymywać.
- Tamta pełnia była naprawdę dziwna. Nie mogłem nad sobą zapanować. Miałem ochotę rozszarpać mojego współlokatora, a kiedy Destiny weszła do naszego pokoju, to poczułem ucisk gdzieś w klatce piersiowej i nie mogłem przestać na nią patrzeć. Później, jakby to powiedzieć... Rzuciłem się na nią i zrobiłem jej ślad kłami. No, a potem dowiedzieliśmy się, że jesteśmy dopasowani - opowiedział Niall.
- Dla ciebie nie za dobrze. Właśnie wtedy miałeś próbkę wzmocnienia twojej mocy przez moją córkę. Przeskoczyłeś z Bety w wieku dwudziestu dwóch lat, co jest naprawdę rzadkim zjawiskiem. Nie stało się to od kilkunastu lat. Możesz się spodziewać, że inni będą chcieli przeszkodzić ci w dojściu na ważne stanowisko, jak tylko dojrzejesz do zajęcia właściwej pozycji. Z ukończeniem przez ciebie dwudziestu pięciu lat staniesz się dla nich łatwym celem. Do tego czasu chroni cię kodeks istot nadprzyrodzonych. Do tego wszystkiego dochodzi umiejętność panowania nad sobą, której prawdopodobnie jeszcze nie posiadasz.
- Jaki ma na to wpływ Omega? - dopytywał Horan.
- Wyzwala w tobie mocniejsze instynkty, ale także jest twoim kołem ratunkowym. Tylko ona może spowodować, że nad sobą zapanujesz. Jej nigdy nie zrobisz krzywdy. Nawet jeśli sam byś tego chciał.
Wytrzeszczyłam oczy na słowa ojca.
- To możliwe? - blondyn nie dowierzał.
- Niall, jakby to powiedzieć... Od teraz Destiny jest częścią ciebie.
Moje serce zabiło szybciej. Wstrzymałam poszarpany już oddech.
- Czyli coś jak przeznaczenie? - zapytałam przestraszona.
- Mhm - tata przytaknął. - Od teraz musicie trzymać się razem. To najbezpieczniejsza opcja.
- Jest jeszcze jedna sprawa - przypomniałam sobie nagle.
Tata skupił wzrok na mnie, a ja zdałam mu wszystkie sytuacje z dyrektorem, pielęgniarką, zatajaniem badań i próba zatrzymania Nialla.
- Dyrektor się dowiedział i bardzo mu się to nie podoba - ojciec podsumował. - Można się było tego spodziewać. Ten wariat nie potrafi usiedzieć na miejscu.
- Będzie chciał mnie zabić? - Niall uniósł brwi.
- Z pewnością.
- Jak mam się bronić?
- Póki co, trzymaj przy sobie moją córkę.
- Ale... - próbowałam się wtrącić.
To wszystko zaczynało iść odrobinę za daleko.
- Nie skończyłem. - Mężczyzna zmroził mnie spojrzeniem. - Tak jak mówiłem, na razie chroni cię kodeks, ale odkąd się dopasowaliście robi to także moja córka. Jedną z rzeczy, które powoduje Omega jest samouleczenie. Jeśli jednak między Alfa i Omega pojawi się prawdziwa miłość, do uleczania może dołączyć nieśmiertelność oraz ogromna siła fizyczna i psychiczna. To dzieje się z obojgiem. Minusem jest to, że jeśli prawdziwa miłość zostanie przerwana przez śmierć lub inny czynnik, druga osoba z pary również umiera.
Tego było za dużo.
- Chyba zaraz zemdleję - bąknęłam, łapiąc się za czoło.
Nim się obejrzałam, Niall położył mnie na kanapie i cierpliwie czekał aż otworzę oczy. Mama pobiegła po wodę, a tata ulotnił się do swojego gabinetu, żeby do kogoś zadzwonić.
Dzisiaj przyswoiłam stanowczo zbyt dużo informacji.
- Jak jest? - zapytał chłopak.
Popatrzyłam na niego spod przymrużonych powiek.
- Chyba lepiej.
- Dobrze.
Nastąpiła niezręczna cisza.
- Uważasz, ze to wszystko jest prawdą? - odezwał sie blondyn. - To takie... Dziwne.
- Mój tata nigdy się nie myli - oznajmiłam sucho.
- Rozumiem, ale... No, nieważne.
Znowu zamknęłam oczy i chyba usnęłam, bo kiedy znowu uniosłam powieki na dworze było odrobinę mniej słońca, a w tle grał telewizor. Dźwignęłam się na łokciach i zobaczyłam tatę siedzącego na fotelu.
- Gdzie Niall? - Tak, to była pierwsza rzecz o jaką zapytałam.
- Cześć, córeczko. - Uśmiechnął się. - Zaprowadziłem twojego kolegę do pokoju twojego brata.
Skinęłam głową, ziewnęłam i przeciągnęłam się.
- Ile spalam?
- Trzy godziny.
- Jest czternasta? - Uniosłam brwi ze zdziwienia.
- Dochodzi piętnasta. Mama powinna za chwilę wrócić z zakupami, żeby zrobić obiad.
- Pójdę do pokoju się rozpakować. Gdzie moje walizki?
- Niall zaniósł je do ciebie.
- Och.
- Jak się czujesz po tym wszystkim? - zapytał ze zmartwieniem w głosie.
- Jestem zszokowana - przyznałam szczerze. - Muszę przywyknąć.
Tata skinął głową, a ja wyszłam z salonu i pobiegłam na górę. Zanim wróciłam do siebie, zahaczyłam o toaletę. Kiedy skończyłam wkładać ubrania do szafek, coś mnie podkusiło i wyszłam na korytarz. Przeszłam kilka kroków i zatrzymałam się przed drzwiami z ciemnego drewna. Pokój brata...
Zapukałam niepewnie, bo być może nie chciał mnie widzieć.
- Proszę - usłyszałam.
Ostrożnym krokiem przekroczyłam próg, zamykając za sobą wejście.
- Hej.
- Wyspałaś się?
- Tak jakby. - Podrapałam się po karku. - Jak się czujesz w naszym domu?
- Dobrze. Dzięki, że pytasz.
Klapnął na łóżku jednoosobowym, a ja zajęłam krzesło pod ścianą.
- Myślisz, że to związane z...?
- Tak - zaśmiał się. - Podejrzewam, że będzie mi dobrze tam, gdzie będziesz ty. Wydaje mi się, że z każdym dniem jesteśmy coraz bardziej złączeni.
Zarumieniłam się lekko, więc spuściłam głowę. Te słowa zabrzmiały dość dziwnie.
- Głupio mi to mówić, ale umieram z głodu - rzucił cicho.
Nie wierząc w jego słowa, wybuchłam śmiechem.
- No co? - zapytał zaskoczony. - Jako moja Omega musisz o mnie dbać.
- Chyba sobie żartujesz - prychnęłam i wywróciłam oczami.
- Mówię całkowicie poważnie.
Naprawdę miał poważną minę, co zbiło mnie z tropu.
- Masz szczęście, że mama za chwilę zrobi obiad.
- Na to mogę się zgodzić, ale jutro zamawiam śniadanie u ciebie.
- Jakieś specjalne zamówienie? - zapytałam z przesadną grzecznością.
- Jajecznica z trzech jajek i dwa tosty z masłem. No i oczywiście pyszna kawa z mlekiem.
Pokręciłam głową z politowaniem i zachichotałam.
- To będzie naprawdę ciężkie lato - wymamrotałam pod nosem.
Celowo zrobiłam to trochę głośniej, żeby usłyszał. Podniosłam się i podeszłam do drzwi. Nim złapałam za klamkę, zostałam objęta od tyłu w talii. Poczułam jego ciepły oddech przy uchu.
- Myślę, że to jednak będzie niezapomniane lato - wyszeptał. - Nie uważasz?
Nogi mi się zadrżały, a serce na chwile przestało bić. Ocknęłam się i odepchnęła go od siebie. Zbiegłam na dół najszybciej jak mogłam, po czym zajęłam miejsce przy stole w kuchni. Chwilę później dołączył do mnie Horan i tata. Mama cały czas krzątała się od szafek do kuchenki i stołu, który powoli zapełniał się jedzeniem.

***

7 LIPCA 2017r.
*Destiny*

Tydzień wakacji minął jak z bicza strzelił. Niall i ja zaczęliśmy się powoli dogadywać i nie było najgorzej.
Stałam w ogrodzie i rozglądałam się w poszukiwaniu piłki do nogi. Nagle dostałam nią w plecy.
- Tego szukałaś? - usłyszałam za sobą.
Wkurzona odwróciłam się do właściciela głosu, którym był Niall. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- Tak, dziękuję - syknęłam z sarkazmem, podnosząc piłkę spod nóg.
Zignorowałam nachalnego blondyna i odeszłam na drugą stronę ogrodu.
- Mogę zagrać z tobą?! - zawołał.
- Nie!
- Proszę!
- Przestań się drzeć!
Nic nie mówiąc, uniósł jedną brew w oczekiwaniu, aż zmięknę. Jego niedoczekanie. Nim zdążyłam się zorientować, podbiegł do mnie i wyrwał piłkę z moich rąk.
- Oddaj to - warknęłam.
- Będę mógł z tobą zagrać?
- Zachowujesz się jak dziecko.
- Będę mógł?
Wywróciłam oczami.
- Ugh - stęknęłam zdenerwowana.
- Mogę?
- Dobra - wymamrotałam.
- Dobra suczka.
Rzucił mi piłkę i potruchtał kilka metrów dalej. Wcale nie zamierzałam z nim grać. Zaczęłam podrzucać piłkę nogą, nie zwracając uwagi na zdezorientowanego chłopaka. Poczułam w głowie coś dziwnego, więc odruchowo odwróciłam się do Nialla.
Nie było go.
Zmarszczyłam czoło i przeszukałam wzrokiem teren, ale nic nie znalazłam. Miałam kopnąć piłkę, ale zostałam popchnięta na trawę. Wylądowałam na brzuchu, ale szybko obróciłam się na plecy. W tej samej sekundzie zostałam przygnieciona przez dość postawne ciało Horana.
- Żarty sobie, kurwa, stroisz? - wydusiłam. - To bolało.
- Nie bluźnij, dziewczynko.
Na ustach miał cwaniacki uśmieszek, który chciałam mu zetrzeć.
Najlepiej pięścią.
- Złaź - zaczęłam się szamotać, ale na niewiele się to zdało.
- O nie, koleżanko - zaprzeczył, kręcąc powoli głową. - Oszukałaś mnie.
- No i co z tego?
- Tego nie robi się Horanowi.
- Gówno mnie to obchodzi i nie mów o sobie w trzeciej osobie - prychnęłam. - Zejdź, albo zacznę krzyczeć.
- To krzycz. Twoi rodzice pojechali na jakieś zakupy, a sąsiedzi pewnie i tak uznają, że się bawimy.
- Jesteś wstrętny.
- I tak na mnie lecisz.
Uniosłam wysoko brwi w niedowierzaniu.
- Zejdź ze mnie tą swoją grubą dupą - jęknęłam płaczliwie.
Powoli robiło mi się duszno, a jego twarz tuż nad moją nie ułatwiała koncentracji.
- Coś za coś - rzucił niby obojętnie. - Poza tym wcale nie jestem gruby, ale o tym powinnaś przekonać się sama.
- Masz marzenia - rzuciłam z odrobiną sarkazmu. - Co chcesz?
- Zagramy w "kamień, papier, nożyce" - powiedział.
Zamrugałam szybko powiekami.
Co takiego?
- To wszystko? - zdziwiłam się.
- Nie. Jeszcze nie skończyłem. - Poprawił się tak, że podpierał się łokciami po bokach mojej głowy, ale dalej leżał prawie całym ciałem na mnie.
To wcale nie była intymna pozycja, a moje serce wcale nie biło szybciej.
Och, kogo ja chciałam oszukać?
- No?
- Z każdą przegraną ta osoba będzie musiała ściągnąć z siebie jedną rzecz. Mówię tylko o ubraniach. Biżuteria i buty się nie liczą. Gramy do trzech. Umowa?
- Chyba oszalałeś - oburzyłam się.
- Jestem w pełni świadomy tego co robię i mówię.
- Mogę ci kupić gazetkę Playboy'a, ale nie mam zamiaru się przed tobą rozbierać.
Było gorące lato. Chodziłam dzisiaj w krótkich spodenkach i koszulce. Wcale nie miałam dużo do ściągania. Niall miał podobną sytuację.
- To sobie poleżymy. Mi jest całkiem wygodnie.
Leżałam przez chwilę cierpliwie, próbując zignorować wylegującego się na mnie chłopaka. Westchnęłam ciężko i sama nie mogłam uwierzyć w to, co zadecydowałam.
- Okey.
- Zgadzasz się?
- Tak.
- Na sto procent? - upewnił się.
- Tak, ale dalej uważam, że jesteś niewyżyty i zboczony.
- Jak to samce- rzucił mimochodem i zszedł ze mnie.
Wyciągnął rękę, ale jej nie złapałam. Zrobił minę, mówiącą że nie będzie się prosił i poszedł za mną do domu. Wkurzona przekroczyłam próg mojej sypialni i zatrzymałam się na środku.
- Już. Im szybciej zaczniemy, tym szybciej skończymy - wymamrotałam pod nosem.
Zaczęliśmy. Najpierw był remis, bo oboje daliśmy kamień.
Odetchnęłam z ulgą.
- Raz, dwa, trzy - odliczył z uśmiechem.
Wystawiłam papier, a on nożyce.
O kurczaczek...
- Ściągaj. - Poruszył jednoznacznie brwiami. - Koszulka czy spodnie?
Ze skrzywioną miną złapałam rąbek bluzki i przeciągnęłam ją przez głowę. Wzrok Horana zatrzymał się oczywiście na moich cyckach i zjechał w dół. Przygryzł wargę, nie mówiąc nic przez chwilę. Nie miałam idealnego ciała i byłam tego świadoma. Starałam się zignorować uczucie wstydu, które wywołało wypieki na moich policzkach.
- Jedziemy dalej - ocknął się. - Raz, dwa, trzy.
Ja kamień, on nożyce.
Uśmiechnęłam się zwycięsko.
- Ściągaj - zacytowałam go.
Bez wahania zrzucił z siebie koszulkę i tym razem ja zaczęłam się gapić na niego. Może nie był jakoś strasznie umięśniony, ale na pierwszy rzut oka było widać, że dbał o kondycję. Ja na przykład nie byłam jakaś chudziutka i wyrzeźbiona. Z reguły nie lubiłam ćwiczyć, ale zdarzało mi się, ze biegałam sama z siebie.
Nikt nie był idealny.
Gapiłam się na niego przez około dwie minuty. Odchrząknął, a ja wróciłam do rzeczywistości.
- Skończyliśmy, mogę już się ubrać? - zapytałam ironicznie, rozglądając się za ubraniem.
- Wolałbym, żebyś tak została.
- Jednak jesteś pojebany, a już myślałam, że jest dla ciebie nadzieja.
- I tak na mnie lecisz.
- Chciałbyś - prychnęłam.
Jednym krokiem zniwelował przestrzeń między nami. Patrząc na swoją dłoń zaczął gładzić nią drogę od mojej lewej dłoni do szyi, gdzie się zatrzymał. Zniżył się do mojego ucha.
- Może się nie lubimy, ale nawet nie masz pojęcia co teraz chciałbym z tobą zrobić - wyszeptał.
Przełknęłam gulę w gardle i nagle spanikowałam.
Dlaczego? Bo po jego słowach zaczęłam sobie wyobrażać nas razem, w moim łóżku, robiących... TO.
Blondyn pocałował mnie w obojczyk i za uchem. Coraz bardziej zbliżał się do policzka i ust. Nie chciałam, żeby coś między nami zaszło.
- Niall - wyszeptałam, kiedy całował moją żuchwę. - My nie...
Położył delikatnie palce wskazujący na moich ustach i przez chwile patrzył prosto w moje oczy. Oddech mi przyspieszył, alarmując mnie o wewnętrznej panice.
Kurwa.
Mimo tego, nie ruszyłam się nawet o milimetr. Na co czekałam? Nie wiem. Niall miał pocałować mnie prosto w usta, kiedy zastygł w bezruchu z jego nosem, dotykającym mojego. Uważnie zeskanował brak miejsca między nami, swoje ręce i moją twarz. Gwałtownie zrobił krok w tył i potrząsnął głową.
- Przepraszam - bąknął i wybiegł na korytarz.
Stałam osłupiała na środku pokoju, nie wiedząc co mam zrobić. Wtedy usłyszałam dźwięk klaksonu, co oznaczało, że rodzice wrócili. Gdyby nie nagła rezygnacja Horana, pewnie teraz pieprzylibyśmy się na podłodze jak dwa króliki.
W sumie, to straciłabym wtedy cnotę.
Tak, byłam dziewicą. Chciałabym zrobić to z kimś, kto będzie darzył mnie uczuciem. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby to wyszło w przypadku. To byłoby mocno niefajne. Przynajmniej dla mnie.
Ubrałam się, poprawiłam włosy, otrząsnełąm się z lekkiego szoku i zeszłam pomóc mamie w robieniu kolacji.

2 komentarze:

  1. To było genialne! Świetnie piszesz i oby tak dalej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Supcio! Nie mogę doczekać się następnego rozdziału.

    OdpowiedzUsuń