piątek, 6 maja 2016

14.

Koniec pisemnych matur!!!!

Teraz tylko przeżyć ustne i WOLNOOOOOŚĆ!
________________________________________



10 LIPCA 2017r.
*Destiny*

Niall i ja przestaliśmy odzywać się do siebie dwa dni temu. Unikaliśmy rozmowy, a nawet patrzenia się na siebie. Głupio wyszło z tą grą i tym jego dziwnym, samczym zachowaniem. Nie byłam pewna czy byłam gotowa na takie sytuacje.
- Pokłóciliście się? - zapytała mama, kiedy weszłam do kuchni zaraz po przebudzeniu.
Przetarłam oczy ręką i ziewnęłam.
- Słucham?
- Pytałam czy...
- Wiem, słyszałam - nie dałam jej dokończyć. - Chodziło mi o to, jak możesz zadawać mi takie pytanie o dziesiątej rano?
Mama cicho się zaśmiała i dokończyła pić kawę.
- Wychodzę na spotkanie z ciocią Ann. Pamiętaj, żeby tu trochę posprzątać i zająć się kolegą.
- Tak, tak, jasne - westchnęłam.
- Tata jest u siebie.
- Pracuje?
- Tak i prosił, żeby mu nie przeszkadzać.
Przeszła obok, cmokając mnie przelotnie w czoło.
- Bawcie się dobrze - dodała, wychodząc z domu.
Przewróciłam oczami i westchnęłam ciężko. Naszykowałam sobie płatki z mlekiem i kawę. Usiadłam do stołu, a wtedy pojawił się Niall i zepsuł mój humor. Zatrzymał się w progu, zlustrował mnie od góry do dołu i podszedł do lodówki.
- Może byś się ubrała - rzucił, nie patrząc w moim kierunku.
- Jestem u siebie w domu i będę chodziła ubrana tak, jak mi się podoba, a tobie nic o tego - odpysknęłam.
- Jak sobie chcesz, ale nie miej później do mnie pretensji.
Oczywiście, że nawiązywał do swoich zapędów.
- Sam mógłbyś się ubrać - rzuciłam zaczepnie.
Horan stał tam w krótkich spodenkach, a mówił że to ja nie byłam ubrana. Miałam na sobie bieliznę i dużą koszulkę do spania, która zakrywała mi pupę.
- Wiem, że lubisz na mnie patrzeć, więc dałem ci okazję. Korzystaj póki możesz.
- Jesteś idiotą.
Zaśmiał się i usiadł przy stole. Siedział przede mną. Nie wytrzymałam jego zboczonego spojrzenia, więc podniosłam się i wyszłam. Usiadłam w salonie i włączyłam telewizor. Zostawiłam jakiś teleturniej i tępo się w niego wgapiałam. Nagle kanapa się poruszyła, a obok mnie znalazł się blondyn. Był tak blisko, że nasze uda się dotykały.
- Idź sobie - bąknęłam. - Albo z łaski swojej się odsuń.
- Chciałem pooglądać telewizję.
Zacisnęłam zęby, żeby się uspokoić. Nie mogłam nic poradzić na to, że czasami tak bardzo mnie irytował.
- To ja sobie pójdę - westchnęłam ciężko.
- Czekaj - zatrzymał mnie, nim zdążyłam się ruszyć.
Położył dłoń na moim kolanie i zaczął sunąć nią w górę. Zatrzymał się dopiero w górnej części uda, a jego długie paluchy prawie chowały się pod moją kusą koszulką. Mój oddech przyspieszył.
- Co ty...?
- Cicho - przerwał mi.
Obserwowałam uważnie jego poczynania. Chciał ruszyć ręką dalej, ale wtedy spanikowałam. Mocno odrzuciłam jego palce i szybko wybiegłam z salonu. Zamknęłam się w łazience i przemyłam twarz zimną wodą.
Co się ze mną działo?
Co się z nim działo?!
Wcześniej nie zachowywał się w ten sposób.
Usidłam na kiblu prawie nieprzytomna, ale wtedy usłyszałam pukanie do drzwi.
- Co? - warknęłam.
- Nic ci nie jest, kochanie?
Odetchnęłam z ulgą na znajomy głos.
- W porządku, tato.
- Na pewno?
- Tak.
- Gdyby coś się działo, jestem u siebie.
- Wiem, dziękuję.
Potem usłyszałam tylko jego cichnące kroki. Poprawiłam włosy i przeszłam do siebie. Przebrałam się w normalne ciuchy i siadając na łóżku, wykręciłam numer Cindy.
- Hej! - pisnęła zanim zdążyłam się odezwać. - Co tam?
- Słodkie lenistwo, a u ciebie?
- To samo. Kiedy się widzimy?
- Dzisiaj?
- Wieczorem?
- Klub czy kawiarenka?
- Może kawiarenka, a potem klub? - zaproponowała.
- Mi pasuje - ucieszyłam się.
- Mi również.
- To spotkajmy się o piątej w naszej ulubionej kawiarence.
- Jasne. Do zobaczenia, kochanie.
- Do zobaczenia, Cin.
Rozłączyłam się z uśmiechem na ustach. Wystarczył jej głos i od razu miałam lepszy humor. Teraz tylko musiałam dotrwać do wieczora, a potem mogłam ruszyć na polowanie.
Oczywiście w przenośni.

***

- Destiny! - usłyszałam z dołu.
Od kilku godzin siedziałam w swoim pokoju, żebym tylko nie musiała oglądać Horana. Zwyczajnie nie miałam na to ochoty. Rysowałam, słuchałam muzyki, przeglądałam internet i tak dalej.
Cokolwiek, byle by zająć czymś czas.
- Co?! - odkrzyknęłam.
Nawet nie chciało mi się wstać z łózka, żeby sprawdzić, co ode mnie chciano.
- Zejdź tutaj!
Z jękiem podniosłam się do pionu i wyszłam na korytarz. Poczłapałam do kuchni, gdzie zastałam mamę robiącą podwieczorek.
- Co tam? - zapytałam, siadając na jednym z krzeseł.
- Wychodzisz dzisiaj z domu?
- Tak.
Mama uśmiechnęła się pod nosem?
- Co? - Zmrużyłam oczy, wpatrując się w kobietę.
- Nic, nic. - Uśmiechnęła się. - Tylko pytam.
- Pomóc ci z jedzeniem?
- Byłabym wdzięczna.
Mama podała mi warzywa, które miałam pokroić na sałatkę. W międzyczasie dowiedziałam się, że tata i Niall coraz lepiej się dogadywali, a właśnie teraz oglądali razem jakieś głupoty w telewizji.
- Weź talerze i ustaw je na stole - powiedziała, kiedy skończyłyśmy przygotowywać posiłek.
Podwieczorki odbywały się u nas różnie. Spojrzałam na zegarek, który wisiał na ścianie. Okazało się, że dochodziła szesnasta.
- Mamo, ja nie zdążę zjeść. Umówiłam się z Cindy za godzinę.
- Naprawdę?
- Mhm - przytaknęła z miną smutnego psiaka.
- No dobrze, możesz iść.
- Dziękuję. - Cmoknęłam ją w policzek i pobiegłam się przygotować.
Zeszłam na dół pół godziny później w pełni gotowa na imprezowanie. Założyłam obcisłą spódniczkę przed kolano w mocno żółtym kolorze, a do tego czarną, zwiewną koszulę bez rękawów. Na nogi wsunęłam wysokie, kremowe szpiki. Makijaż miałam delikatny, bo nie lubiłam się mazać, a w szczególności nie cierpiałam podkładów.
Weszłam do kuchni, gdzie siedziała reszta rodziny i blondyn.
- Już wychodzisz? - zapytał tata.
- Za kilka minut - rzuciłam zanim napiłam się wody.
Wszyscy troje obserwowali mnie przez kilka minut, a później wrócili do posiłku.
- Na pewno nic nie zjesz?
- Nie mamo, dziękuję - odmówiłam grzecznie.
Czułam na sobie intensywne spojrzenie i dziwnym trafem domyślałam się, do kogo mogło należeć. Miałam ochotę rzucić we właściciela krzesłem.
- Może weźmiesz ze sobą Nialla? - odezwał się tata.
Zdziwiona nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
Dzieki, tato....
- Chciałbyś iść, chłopcze? - zwrócił się do blondyna, kiedy nie odpowiadałam.
- Z chęcią - odparł zadowolony.
- Ale nie jest gotowy, a ja się spieszę - wymyśliłam na szybko.
Próbowałam znaleźć jakikolwiek argument, żebym tylko nie musiała brać go ze sobą.
- Daj mi pięć minut. - Potem chłopak zniknął na górze.
Zmroziłam ojca wzrokiem, a on tylko niewinnie się uśmiechnął. Dobrze wiedział, że ja i Niall ostatnio nie dogadywaliśmy się zbyt dobrze.
- Jeśli gdzieś zginie, to nie będzie moja wina - zastrzegłam. - Co oczywiście będzie ewentualnym przypadkiem.
- Myślę, że nie będzie mógł się od ciebie oderwać - powiedziała z przekonaniem mama, kiwając głową na mój strój. - Wyglądasz oszałamiająco.
Zarumieniłam się speszona i spuściłam wzrok na podłogę. Czy tylko ja nie lubiłam tak otwartych komplementów?
- Poza tym, wasze instynkty pomogą wam się odnaleźć. Nawet nieświadomie. Nie wiem czy to wada, czy bardziej zaleta. Zależy od was.
- Super - rzuciłam sarkastycznie. - Moje życie zapowiada się zajebiście. Nie mogłam go sobie lepiej wyobrazić.
- Uważaj na słowa, młoda damo - droczył się tata.
Uwielbiał to.
Przeszłam na korytarz, gdzie zarzuciłam na siebie kurteczkę i małą torebkę na ramie.
- Już jestem - usłyszałam za sobą.
- Chodźmy już - mruknęłam bez entuzjazmu.
Na dworze zrobiło się odrobinę chłodniej, ale nie tak, żebym marzła.
- Idziemy pieszo? - odezwał się.
- Tak.
- Dlaczego?
- Bo to niedaleko.
- Czyli gdzie?
Jego dopytywanie zaczęło mnie denerwować.
- Zamkniesz się wreszcie? - nie wytrzymałam napięcia.
Horan uniósł ręce w geście poddania, po czym schował je do kieszeni swoich czarnych spodni. Z tego, co zdążyłam zauważyć, ubrał się normalnie. Spodnie, koszulka i bluza.
Wyglądał całkiem przystojnie.

***

- Myślałam, że gdzieś się zgubiłaś - pisnęła Cindy, wstając z krzesła.
Przywitałyśmy się buziakiem w policzek, zanim usiadłam na przeciwko niej.
- Des?
- Tak?
- Mogłabym zaprosić Liama do klubu? Znaczy, żeby poszedł z nami?
- Jasne.
- Naprawdę? - ucieszyła się. - Akurat jest w okolicy i się zgadaliśmy. No wiesz... Stęskniłam się.
Rumieniec wykwitł na jej policzkach.
- Chętnie się z nim zobaczę. - Uśmiechnęłam się szeroko. - I myślę, że nie tylko ja.
- Jak to? - Zmarszczyła czoło.
- Witam panie.
O wilku mowa.
No, kuźwa, dosłownie.
- Niall? - Cin zmarszczyła czoło. - Co ty tu robisz?
- Spędzam miło czas w towarzystwie dwóch pięknych kobiet - odpowiedział kokieteryjnie.
Przyjaciółka zachichotała, a mi zebrało się na wymioty.
- Tata kazał mi go zabrać - syknęłam, przypominając sobie, żeby poważnie z rodzicem pogadać.
Nie obchodziło mnie, że Horan siedział na krześle obok. Nie miałam zamiaru przestać na niego narzekać.
- Rozumiem - zaśmiała się.
- Czuję się jak niańka - narzekałam.
Blondyn odchrząknął głośno.
- Jestem tutaj - bystro zauważył.
Wzruszyła ramionami z głupią miną na twarzy i zabrałam się za przeglądanie menu. Wybrałam karmelowe latte i śmietankową babeczkę. Cindy wzięła to samo, ale z czekoladową babeczką. Niall nie chciał nic. Czułam od niego wyraźną woń papierosów, co automatycznie skręcało mi nos.
- To gdzie idziemy później? - wtrącił chłopak.
Prawie zadławiłam się własną śliną.
- Nieważ... - zaczęłam.
- Do naszego ulubionego klubu - przerwała mi Cindy.
Zmroziłam ją wzrokiem, ale zdawała się tego nie zauważać.
Czy ona mnie ignorowała?
- Znam go? - zainteresował się Horan.
- To tam gdzie... No wiesz. To tam gdzie Des oblała cię piwem.
Kopnęłam ją pod stołem, dlatego posłała mi przepraszające spojrzenie.
- To było ciekawe spotkanie - zaśmiał się blondyn. - Nie uważasz? - zwrócił się do mnie.
- Nie - bąknęłam.
W końcu dostaliśmy swoje zamówienie.
Cin i ja zaczęłyśmy dyskutować o babskich pierdołach, a Horan zdawał się nam przysłuchiwać. Miałam nadzieję, że Niall się znudził i sam zechciałby wrócić do domu. Niestety dotrwał do końca razem z tym swoim niby słodkim, głupawym uśmieszkiem.
- Idziemy? - zapytałam, zakładając torebkę na ramię.
Przyjaciółka przytaknęła głową i wstała z miejsca. Razem wyszliśmy na zewnątrz, wcześniej płacąc za kawę i babeczki. Horan odpalił papierosa.
- Nie wolno palić w miejscach publicznych - napomniałam.
Wzruszył ramionami, zaciągając się.
- Kogo to obchodzi.
- Liam będzie na miejscu? - odwróciłam wzrok do Cin, ignorując jego głupią minę.
- Mhm.
- Nie mogę się doczekać. Dawno go nie widziałam - ucieszyłam się.
Całą drogę przebyliśmy taksówką i w całkowitym milczeniu. Ze względu na to, że wujek Cindy akurat stał na bramce, weszliśmy od razu. Mieliśmy szczęście, bo nie zawsze trafiałyśmy na jego zmianę.
- Te znajomości. - Dziewczyna zarzuciła teatralnie włosami.
Zaśmiałam się i szturchnęłam ją w ramię. Wnętrze klubu jeszcze nie było aż tak zatłoczone, jak będzie za godzinę lub dwie. Podeszliśmy razem do baru.
- Co dla pań? - zapytał uprzejmie i trochę flirciarsko barman.
Trochę oklepane zachowanie, ale czasami udało się zdobyć drinka na koszt firmy.
- Kamikadze - rzuciłam.
- Oczywiście bezalkoholowe, prawda? - Mrugnął do mnie.
- Alkoholowe - dodał Niall. - Ja stawiam.
- Dowodzik jest? - Mężczyzna przyjrzał się blondynowi.
Chłopak podał mu dokument, na który barman rzucił okiem i skinął głową.
- Już się robi.
Czekałam razem z Cindy na nasze drinki. Zdziwiłam się, kiedy Horan postanowił postawić nam napój z procentami. Niall skokietował uroczą blondynkę i zamówił u niej piwo, nie przestając gapić się na jej małe, ale praktycznie odkryte cycki. Wydawało mi się, że pod bluzką miała same sutki.
No serio.
- Faceci - prychnęłam.
Spojrzał się z uśmiechem w moją stronę, kiedy siadałam na stołku.
- Zazdrosna?
- Żartujesz sobie, prawda?
- Nigdy nie żartuję - odpowiedział poważnie.
Może bym mu uwierzyła, ale sekundę później puścił mi oczko.
Idiota.
Rozglądałam się po ludziach, bo Cindy poprosiła, żebym pomogła jej znaleźć Liama. Umówili się przy ladzie, więc nie powinno być problemu ze znalezieniem się. Nagle ktoś zagrodził mi widok na salę. Zmarszczyłam czoło i zeskanowałam przybysza.
Potem zachłysnęłam się powietrzem.
- Cześć, skarbie - powiedział.
Ten głos.
- Tęskniłaś?
Te oczy.
- Kochanie?
Luke...
- C-co ty... - zająknęłam się. - Co ty tu robisz?
- Mieszkam? - prychnął. - A ty? Myślałem, że cię więcej nie zobaczę. Miałaś wyjechać.
- Wróciłam tylko na wakacje.
Nie miałam ochoty z nim rozmawiać, ale nawet nie wiedziałam kiedy Niall i Cindy zniknęli.
- Coś się stało? - zapytał, zauważając mój niespokojny wzrok.
Może się go nie bałam, ale to, co kiedyś było między nami nie potoczyło się najlepiej. Nie chciałam nigdy do tego wracać. Tylko Cindy znała szczegóły, ale też nie wszystkie.
- Muszę znaleźć znajomych.
Zeskoczyłam ze stołka barowego, ale to był błąd. Wylądowałam prosto w objęciach Luke'a.
- Nawet się nie przywitałaś. - Zrobił smutną minę. - Tak samo jak się nie pożegnałaś. Byłem zły. Naprawdę zły i... Chyba zraniony.
- Luke, przestań - westchnęłam. - Nic tym nie wskórasz. Nasz koniec nastąpił już dawno. Oboje na to przystaliśmy.
- Nie tęskniłaś?
- Dobrze wiesz, że już dawno to wszystko zakończyliśmy - powtórzyłam, myśląc, ze może mnie nie usłyszał.
- Nie! - podniósł głos. - Ja nie skończyłem. Ty podjęłaś decyzję za nas oboje.
Starałam się uwolnić od jego silnych ramion, ale byłam za słaba.
Luke był średniej urody, jednak miał śliczny uśmiech. Umawiałam się z nim, bo mieliśmy dużo wspólnych tematów i swego czasu był uroczym chłopakiem. Był chuderlawy, ale miał więcej siły niż można się było spodziewać. Tylko sprawiał pozory słabeusza.
- Puść mnie, Luke.
- Nie odpuściłem - warknął. - Nigdy nie odpuszczę. Jesteś i będziesz tylko moja.
Dogadywaliśmy się do czasu, kiedy prochy wyżarły mu większość mózgu. Niektóre z jego zachowań stały się wręcz psychiczne i obsesyjne.
- Puść mnie - zażądałam.
Uniósł brwi w zdziwieniu. Zawsze kuliłam się pod nim i podporządkowywałam, kiedy tylko pstryknął palcami.
Zmieniłam się.
- Zadziorna?
- Luke - ostrzegłam.
Już zaczęło mi brakować nadziei na zbawienie, ale wtedy...
- Wszystko w porządku?
...pojawił się Niall.
Rzuciłam mu spojrzenie, które na pewno zrozumiał, chociaż tak naprawdę nie musiałam tego robić. Pewnie już odczytał moje emocje względem Luke'a. Jednak dopasowanie miało swoje plusy.
- Masz jakiś problem? - zwrócił się do mojego byłego.
- Kim jesteś?
- Nie ważne kim jestem, ważne że masz ją puścić - nakazał mu spokojnym głosem.
- Widzę, że znalazłaś sobie nowego. - Zmroził mnie spojrzeniem. - To ja miałem być tym jedynym.
Ścisnął ręce na moich biodrach, przez co jęknęłam.
- Puść ją - zażądał Niall. - Albo pogadamy inaczej.
Złapał natręta za bark i stopniowo zaciskał palce. W oczach Luke'a zobaczyłam zdezorientowanie, a następnie ból, który rozprzestrzenił się na twarz, wykrzywiając ją w grymasie. Przeklął pod nosem i odskoczył w tył.
- Coś ty mi, kurwa, zrobił?! - wydarł się na Horana. - Nie mogę ruszyć ręką!
- O to chodziło - odpowiedział blondyn z szerokim uśmiechem.
Przysunął się odrobinę bliżej mnie, dzięki czemu poczułam się bezpieczniej. Spodobało mi się to uczucie.
- Spierdalaj! - krzyknął Luke. - Spierdalajcie oboje!
Odetchnęłam z ulgą dopiero, kiedy zniknął w gęstym tłumie.
- Dzięki - rzuciłam pod nosem.
- Co?
Otaczał nas gwar muzyki, więc nie dziwne, że mnie nie usłyszał. Pochyliłam się do jego ucha i powtórzyłam. Kiwnął głową na znak, że zrozumiał, a ja jeszcze przez chwilę wdychałam zapach jego perfum. Męskie perfumy były moją słabością.
Przez chwilę staliśmy niezręcznie, ale przypomniałam sobie o zakochanej parze i kazałam blondynowi mnie do nich zaprowadzić.
Naprawdę liczyłam na udaną zabawę.

8 komentarzy:

  1. Mam nadzieję, że ta sytuacja poprawi ich relacje... czekam na kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Znalazłam się na Twoim blogu pierwszy raz i bardzo mi się spodobał. Trafiłam tu przypadkowo, ale nie żałuję. Bardzo fajne te twoje opowiadanie. zaczęłam ją czytać wczoraj i tak mnie wciągnęła że nawet nie zauważyłam jak doszłam do końca ;). Czekam na następny rozdział i życzę powodzenia w tworzeniu jego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba Ci się moje opowiadanie ;) Zachęcam Cię do przeczytania moich dwóch innych opowiadań, do których linki znajdują się w zakładce na górze zatytuowanej "Moje blogi" :) xxx

      Usuń
    2. na pewno je przeczytam :)

      Usuń
    3. Mam jeszcze pytanie, czy jak byś miała czas mogłabyś zrobić opowiadanie z Niallem Horanem?

      Usuń
  3. sorki znaczy z Harrym. Mała pomyłka ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kuszący pomysł... ;)
      Pomyślę nad tym i jakby coś, to dam znać tutaj na blogu :)

      Usuń
    2. oki, dzieki :)

      Usuń