niedziela, 8 maja 2016

15.

*Niall*

- Odprowadzisz ją do pokoju? - zapytała zmartwiona Cindy.
Patrzyła na swoją przyjaciółkę tak zatroskanym wzrokiem, aż pomyślałem, że zaraz zacznie płakać. Przecież nic wielkiego się nie wydarzyło. Zwyczajnie się upiła.
- Nie panikuj - rzuciłem.
Chciałem podnieść ją na duchu, ale nie wiedziałem czy zadziałało. Chyba nie do końca mi ufała.
- Jeśli coś jej się stanie, to utnę ci...
- Spokojnie, zrozumiałem - przerwałem jej. - Liam odwieź Cindy do domu.
- Spoko, stary. Trzymaj się - powiedział chłopak zanim wsiadł do samochodu.
Na szczęście przyjechał po niego starszy kolega i dzięki temu mieliśmy transport. Obiecał, że odstawi Cindy.
Mocniej owinąłem ramię wokół szatynki i powoli zaprowadziłem ją do domu. Światła były zgaszone, więc liczyłem na to, że wszyscy spali. Destiny nie potrzebowała teraz afery. Nie w tym stanie. Dosłownie słaniała się na nogach.
- Niall? - wybełkotała, kiedy zdejmowałem swoje buty.
Ona pozbyła się szpilek już w klubie, więc je niosłem. Już mogłem odłożyć je na podłogę.
- Co?
- Ja chyba...
Spojrzałem na nią i się przeraziłem. Dziewczyna zrobiła się blada, a potem nagle zielona i miała odruchy wymiotne.
- O Matko - wydusiłem na wdechu.
Już miałem chwycić wazon stojący na stoliku nieopodal, ale powstrzymała mnie ruchem ręki.
- Opanowałam sytuację, ale tylko na chwilę - mruknęła.
Szybko wróciłem z nią do poprzedniej pozycji i w mgnieniu oka znaleźliśmy się w jej pokoju.
- Musze do łazienki - marudziła.
Westchnąłem z irytacją. Pytałem się o łazienkę, kiedy obok niej przechodziliśmy, ale mnie nie słuchała.
- Chodź.
Odstawiłem ją do niewielkiego pomieszczenia. Usiadła przed muszlą klozetową i uniosła klapę.
- Czy ty będziesz...?
Nie potrafiłem dokończyć. Nigdy nie lubiłem widzieć ani słyszeć jak ktoś wymiotuje.
- Tylko chcę porozmawiać z sedesem - fuknęła.
Nawet pijana nie odpuszczała sobie droczenia się. Przewróciłem oczami i kucnąłem obok niej. Złapałem jej rozpuszczone włosy i przytrzymałem z daleka od twarzy.
- Szybciej - mruknąłem pod nosem.
- Staram się - jęknęła. - Jesteś okropny.
Czas leciał, a ja zdążyłem policzyć kafelki na jednej ze ścian. Kiedy się znudziłem, zwróciłem swoją uwagę ponownie na dziewczynę.
- No to chyba, kurwa, jakiś żart - prychnąłem.
Dziewczyna spała sobie smacznie z głową wspartą na dłoni. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do łóżka. Zdenerwowałem się. Siedziałem z nią w łazience tylko po to, żeby mogła przespać się na sedesie.
Super.
Ostrożnie przykryłem ją kołdrą i miałem wyjść, ale się poruszyła.
- Niall?
- Tak?
- Niall.
- Co?
- Ale Niall - jęknęła boleśnie.
- Co, kurwa?
- Chodź tutaj.
Zmarszczyłem czoło zdezorientowany.
- Słucham?
- Chodź do mnie - powtórzyła.
Nie bardzo wiedząc, co zrobić, usiadłem na brzegu łóżka niedaleko niej.
- Bliżej.
- Nie - zaprzeczyłem stanowczo. - Tak jest dobrze.
Czemu tak właściwie zaprzeczyłem?
- Niall - jej ton głosu sprawił, że miałem dreszcze.
Nieważne.
- Spij - nakazałem cicho.
- Chodź tu.
- Nie.
- Chodź, bo nie pójdę spać - zagroziła, bełkocząc.
Zaczynałem mieć wątpliwości, czy ona aby na pewno była pijana. Westchnąłem ciężko i wspiąłem się na materac. Ona przysunęła się bliżej i położyła mi głowę na klatce piersiowej. Spiąłem się, bo nigdy nie byliśmy aż tak blisko. Nie wiedziałem, jak zareagują na to moje wilcze hormony i ten cały instynkt.
- Co ty robisz? - zapytałem zmieszany.
- Jesteś taki ciepły - wymamrotała, obejmując mnie jedną ręką wokół brzucha.
Czekałem na jakiś wybuch, czy zmianę koloru oczu, ale to nie nastąpiło. Jedyne, co w tej chwili miałem, to przeczucie, że musiałem się nią zaopiekować.
Tak wiem, pojebane, ale usnąłem nim się obejrzałem.

***

11 LIPCA 2017r.
*Destiny*

Obudził mnie ból głowy i całej reszty ciała. Coś grzało mi policzek. Było całkiem przyjemnie, przez co nie miałam ochoty się podnosić.
Do czasu...
- Wstałaś? - usłyszałam.
Poderwałam głowę do góry. Moje przerażenie było nie do określenia.
- Co ty tu robisz? - bardzo starałam się nie krzyczeć.
Serce waliło mi jak młot pneumatyczny.
- Śpię - odpowiedział z zadziornym uśmieszkiem.
Złapałam się za głowę rękami i zacisnęłam powieki.
- Nic nie pamiętam - jęknęłam. - Znaczy do momentu kolejki szotów.
- Ja pamiętam wszystko.
Blondyn odwinął kołdrę, a ja odetchnęłam z ulga. Był w ubraniach tak samo jak ja.
- Co się wczoraj stało? - zapytałam, ale nie byłam pewna, czy chciałam to wiedzieć.
- Byliśmy na imprezie.
- To wiem - bąknęłam, rażąc go wzrokiem.
Ewidentnie się ze mnie nabijał.
- Wypiłaś odrobinę za dużo i...
- Odrobinę? - Zmarszczyłam czoło. - Przecież...
- Słaniałaś się na nogach - rzucił zniecierpliwiony.
- O Boże - wydusiłam.
Jak mogłam zrobić coś takiego przy Liamie i Niallu? Totalne upokorzenie. Moje postanowienie o pozostaniu przy bezalkoholowych napojach wcale się nie sprawdziło.
- Podwiózł nas kolega Liama i zaprowadziłem cię tutaj. Potem przysnęłaś na kiblu i się zdenerwowałem, ale znowu cie tu zatargałem. Kiedy chciałem wyjść, kazałaś mi zostać i z tobą spać, więc zostałem.
- Niemożliwe. - Pokręciłam głową.
Nie mogłam mu uwierzyć.
Nie chciałam mu wierzyć.
- Jak sobie chcesz. - Wzruszył ramionami i wolnym krokiem skierował się do drzwi.
- Niall? - zatrzymałam go,a on został zwrócony plecami do mnie. - Powiesz o tym moim rodzicom?
Nie odpowiedział, trzymając mnie w zniecierpliwieniu.
- Niall? - naciskałam.
- Co mi dasz w zamian za dotrzymanie tajemnicy?
- Jak to? - wydukałam.
- Zwyczajnie.
Zachłysnęłam się powietrzem i tępo patrzyłam jak znika na korytarzu.

***

- Jak się wczoraj bawiłaś, kochanie? - zapytała mama, kiedy tylko przekroczyłam próg kuchni.
Siedziała przy stole i piła kawę. Popatrzyłam na nią z szokiem wymalowanym na twarzy.
Czy ona nie widziała jak wyglądam? Przecież byłam chodzącym nieszczęściem.
- Całkiem dobrze - bąknęłam.
- Niall mówił, że spotkałaś swojego starego kolegę.
Powiedział jej o tym, że spotkałam Luke'a?
- Powiedzmy - bąknęłam pod nosem.
Odwróciłam wzrok przed badawczym spojrzeniem matki.
- Spotkałaś czy nie?
- Stary znajomy - mruknęłam, machając na to dłonią. - Nic ważnego.
- Dobrze. - Rodzicielka wzruszyła ramionami i wstała. - Zrób sobie śniadanie, a ja wychodzę do pracy.
- Gdzie tata?
- Naprawiają z Niallem kosiarkę w garażu.
Wytrzeszczyłam oczy.
Mój tata i Niall? Czy ja śniłam? On zamierzał zaprzyjaźnić się z moimi rodzicami?
- Do zobaczenia. - Cmoknęła mnie w czoło i wyszła.
Westchnęłam ciężko, przecierając dłonią oczy. Poczłapałam do lodówki i wyciągnęłam mleko. W szafce znalazłam płatki kukurydziane, więc przygotowałam sobie śniadanie.
- Dzień dobry, śpiąca królewno - usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się i napotkałam szyderczy wzrok Horana. Zignorowałam go i zajęłam się jedzeniem. Nawet nie chciało mi się siadać przy stole.
- Powiedziałeś mamie o której wróciliśmy i w jakim byłam stanie? - zapytałam w końcu, udając obojętność.
W środku zżerały mnie nerwy, ale on nie musiał o tym wiedzieć.
- A chciałabyś żebym to zrobił?
Czy on się droczył?
- Jasne, że nie - prychnęłam.
- Jeszcze nie powiedziałem.
- Czy ty zamierzasz mnie szantażować, czy coś?
- Czy coś - zaśmiał się.
Powstrzymałam się od rzucenia w niego trzymanym naczyniem, w zamian czego wstawiłam miskę do zlewu.
- Co dzisiaj robimy? - zapytał i ziewnął. - Nudzę się.
- Zdaje mi się, że jesteś na etapie zaprzyjaźniania się z moim ojcem - zauważyłam z sarkazmem.
Oparłam się tyłem o blat, oblizałam wargi i skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej.
- Tylko mu pomagałem. - Posłał mi zdezorientowane spojrzenie.
- Jasne - prychnęłam.
Przemierzył odległość jaka nas dzieliła i stanął tuż przede mną.
- Masz mi coś do zarzucenia?
- O co ci chodzi?
- O co tobie chodzi? - Odbił piłeczkę.
- O nic. - Wzruszyłam ramionami.
- Zaczynasz mnie denerwować - warknął.
- Skąd ta nagła zmiana nastroju? - Dla zabawy dodałam ironiczny uśmieszek.
- Staram się jakoś z tobą dogadywać, ale ciągle to utrudniasz.
- Jak przykro - westchnęłam sarkastycznie.
Przepchnęłam się między nim a blatem. Złapał mnie za tył koszulki, w którą byłam ubrana.
- Puść mnie - zażądałam przez zaciśnięte zęby.
- Wyjaśnijmy sobie coś. - Jednym ruchem sprawił, że stałam tuż przy jego torsie twarzą do niego. - Mi też nie podoba się to, że musimy przebywać razem i to, że akurat ty jesteś moja Omegą. Postaraj się chociaż udawać, że współpracujesz. Wtedy będzie nam o wiele łatwiej. Mam nadzieję, że twój ojciec znajdzie sposób, żeby mnie od ciebie uwolnić.
- Aż tak mnie nienawidzisz? - syknęłam, mrużąc oczy.
- Myślę, że żywimy to samo uczucie względem siebie. Ty nie trawisz mnie, a ja ciebie. Tyle.
- Dobrze, niech będzie jak mówisz.
Odepchnęłam go, wróciłam do swojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Kiedy powiedział te wszystkie słowa poczułam ukłucie w sercu. To nie było ukłucie typu "kocham go a on mnie nie chce". To było związane z naszym dopasowaniem. Byłam ciekawa, czy on tez to poczuł.
- Destiny - za drzwiami zabrzmiał głos chłopaka.
- Czego chcesz? Chyba już wszystko sobie wyjaśniliśmy, prawda? Nie mamy o czym rozmawiać.
- Po prostu otwórz te cholerne drzwi i przestań się wreszcie mazać jak dziecko.
Jęknęłam i zsunęłam się z materaca. Niechętnie nacisnęłam klamkę i wpuściłam go do środka.
- No? - ponagliłam go, chcąc żeby jak najszybciej zniknął mi z oczu.
Rozsiadł się na fotelu przy biurku i zaczął bawić się długopisem. Przysiadłam na końcu łóżka i czekałam, aż się odezwie.
- Też to poczułaś, prawda?
- Tak.
Wiedziałam o czym mówił. Nagle zdałam sobie sprawę, że to uczucie zniknęło jak tylko się tu pojawił.
- Dziwne, co?
- Przyszedłeś mi się pozwierzać? - zadrwiłam.
- Przestań udawać kogoś, kim nie jesteś - skarcił mnie z wymalowaną pobłażliwością na twarzy.
- Skąd ty możesz...
- Po prostu przestań - przerwał mi.
Nie odezwałam się, chcąc zachować resztki dumy.
- Czyli ten ból oznacza, że nie możemy z siebie zrezygnować?
Zastanowiłam się przez chwilę.
- Wydaje mi się, że chyba tak, ale nie mamy pewności.
Blondyn westchnął i przeczesał palcami włosy.
- Nic im nie powiem.
- Naprawdę? - Wytrzeszczyłam oczy.
- Tak.
Miałam wrażenie, że to nie była bezinteresowna przysługa.
- Co chcesz w zamian?
- Nic, a nic. - Puścił mi oczko.
- Uważaj, bo ci uwierzę.
- Dobra.
- Co "dobra"?
Moje serce zaczęło bić szybciej, kiedy on się zastanawiał.
- Jest coś, czego chciałbym spróbować - powiedział zamyślony.
- Co to takiego?
- Obiecaj, że się zgodzisz.
- Najpierw powiedz, co to jest.
- Obiecaj.
- Powiedz - szłam w zaparte.
- Destiny- jęknął zniecierpliwiony. - Po prostu się zgódź. Co ci szkodzi?
- Nie wiem, na co się zgadzam. Nie chcę robić tego w ciemno.
Wlepił we mnie oczy i nie ruszył się na milimetr. Starałam się to wytrzymać, ale zmiękłam. Jego spojrzenie przewiercało mnie na wylot. Poczułam się z tym niekomfortowo.
- Dobra zrobię to, czymkolwiek to coś jest. - Wywróciłam oczami.
Wiem. Byłam głupia, że się zgodziłam, wiedząc na co stać Horana.
- Chcę cie pocałować - oznajmił bez ogródek.
Co?!

3 komentarze:

  1. Jezu jakie emocje, jestem ciekawa co będzie dalej. Już nie mogę się doczekać. ;*
    Ps. Życzę weny w tworzeniu następnych rozdziałów. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przez kilka dni nie mam neta a tutaj tyle rozdziałów 😂 Teraz pewnie będą się dziko całować i skończą w łóżku. Uwielbiam Niall'a i jejego droczenie się, a ostatnie rozdziały są świetne. Czekam na kolejne!

    OdpowiedzUsuń
  3. Byłam na wycieczce i nie mogłam czytać... A w między czasie aż TTTTYYYYYYYLLLLLEEE się wydarzyło... czekam na następny ^^

    OdpowiedzUsuń