wtorek, 10 maja 2016

16.

Z tego szczęścia, że zdałam maturkę ustną z polskiego na 90% aż dodam rozdział ;) xxx

Musieliście mocno kciuki trzymać hahaha
____________________________________________________



*Destiny*

Wytrzeszczyłam oczy, nie dowierzając.
- Czy ja dobrze usłyszałam?
- Tak.
- Żartujesz, prawda?
- Nie.
- O Matko. - Zabrakło mi powietrza.
Niall popatrzył na mnie przez chwilę, po czym stanął na środku pokoju.
- Podejdź - rozkazał.
Posłuszna zrobiłam to i stanęłam krok przed nim. Wyciągnął rękę, łapiąc mnie za bok i przyciągnął do siebie.
- Musisz być bliżej - wyjaśnił, jak jakiemuś głupkowi.
Nasze klatki się stykały, więc czułam bicie jego serca.
Było intensywne.
- Czy tak jest wystarczająco blisko? - użyłam przesłodzonego głosiku.
- Uprzejma jak zawsze - zironizował.
Bez słowa pokręciłam głową litościwie.
- Obiecaj mi, że się nie ruszysz.
Zmarszczyłam czoło.
- Dlaczego?
- Nie robiliśmy tego wcześniej, więc nie wiem jak to się potoczy.
Skinęłam głową i czekałam. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy przez kilka sekund. Niall chwycił mój podbródek między dwa palce i uniósł go. Powietrze nagle zrobiło się cięższe i myślałam, ze za chwilę mi go zabraknie. Serce kołatało mi w piersi jak szalone. Nie chciałam zejść przy nim na zawał.
Horan powoli przysunął swoją twarz do mojej. Poczułam nieznane uczucie gdzieś w środku mnie i miałam wrażenie, że między nami przepływała silna energia.
- Czujesz to? - wyszeptał chłopak prosto w moje wargi.
- Mhm.
Delikatnie musnął moje usta, na co przymknęłam oczy. Powtórzył to, a potem jeszcze raz i kolejny. W końcu położyłam dłoń na jego karku i przyciągnęłam go bliżej. Pogłębił pocałunek, a ja się nie opierałam. Nie potrafiłam tego zrobić. Czułam w sobie jakąś zmianę. Nie potrafiłam określić, co to takiego, ale to było niespotykane uczucie. Pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny. Blondyn powoli zaczął kierować mnie do tyłu. Kilka kroków później przywarłam plecami do drzwi. Między naszymi ciałami nie było żadnej wolnej przestrzeni.
- Destiny - chłopak syknął w pewnym momencie.
- Hm? - mruknęłam rozkojarzona.
- Stop.
Jęknęłam smutno i starałam się przetrzymać go dłużej. Potrzebowałam tego. Czułam się jak na głodzie.
- Co się dzieje? - westchnęłam między pocałunkami.
- Nie wiem - wymamrotał, przenosząc usta na moją szyję. - Nie umiem tego zatrzymać.
- Nie chcę tego zatrzymywać - wydusiłam pozbawiona świadomości.
Moja klatka unosiła się ciężko i tak samo opadała. W końcu Horan gwałtownie przerwał ten słodki precedens. Skrzywiłam się z niesmakiem. Chciałam jeszcze, pragnęłam więcej. Moje wnętrze tego potrzebowało.
Jednak nagle oprzytomniałam i zorientowałam się, że patrzyłam błagalnie na blondyna, który stał w przeciwnym końcu pokoju. Przetarłam twarz dłońmi i wróciłam na niego już normalnym wzrokiem.
- Co to było? - wydukałam speszona.
- Nie wiem. - Złapał się za głowę.
Splotłam swoje dłonie, bawiąc się palcami.
- Czułeś tą silną energię?
Nie chciał patrzeć mi prosto w oczy. Wgapiał się w podłogę jakby była ciekawsza od tego, co właśnie się wydarzyło.
- Niall?
- Myślę, że wiem o czym mówisz - odparł.
Kiedy na mnie spojrzał, wstrzymałam oddech. Jego oczy były niebieskie i świecące.
- To przeze mnie? - zapytałam, a potem zakryłam usta dłonią.
- Wydaje mi się, że tak. - Wzruszył ramionami. - Mam nadzieję, że zaraz mi przejdzie.
- To dziwne. - Uśmiechnęłam się lekko.
- Spójrz w lusterko. - Schował dłonie do kieszeni spodni i przekręcił głowę na bok.
- Po co?
Nie odpowiedział, ale posłuchałam go i podeszłam do biurka, gdzie stało małe lustereczko, którego używałam do makijażu. Spojrzałam w nie.
Moje oczy również jarzyły się intensywnym błękitem.
- Co ty mi zrobiłeś? - zapytałam oburzona. - Matko kochana... Wyglądają jak soczewki. Przecież naturalnym kolorem oczu wilkołaka jest złoty, prawda?
- Myślę, że ta cała energia spowodowana naszym dopasowaniem działa w dwie strony. Twój tata wspominał, że w naszym przypadku jest bardzo silna.
- Kiedy wrócą moje oczy? - wystraszyłam się.
Dla pewności, że nie śniłam, pomacała swoją twarz.
- Sądzę, że za kilka minut.
- Nie jesteś pewien? - zapytałam z niedowierzaniem. - Myślałam, że to wiesz. W końcu jesteś, no wiesz, Alfą.
- To nic nie zmienia, bo i tak stało się to niedawno. Jestem młody. Moje oczy robiły się żółte w najmniej spodziewanych momentach, ale zdążyłem nauczyć się nad tym panować.
- Ale teraz masz niebieskie oczy.
- Właśnie.
Utkwiłam w nim wzrok, nie rozumiejąc co miał na myślisz.
- Jak to?
- Niebieskie oczy mam dopiero drugi raz i nie mam pojęcia na jakiej zasadzie działają.
- Kiedy był pierwszy?
Zawahał się, jakby nie był pewien tego, co miał za chwilę powiedzieć.
- Jak przyparłem cię do drzwi w pokoju moim i Liama.
Zbił mnie z tropu.
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
- Jestem w tym nowy. - Wskazał na swoją twarz. - Dzięki tobie.
- Chyba przeze mnie - poprawiłam go z grymasem na twarzy.
Niall przeszedł obok mnie, podchodząc do drzwi. Złapał za klamkę, ale jej nie nacisnął.
- Właściwie to... Raczej dzięki tobie. - Uśmiechnął się, unosząc jeden kącik ust. - To co przy tobie czuje... Czasami strasznie mnie irytuje, ale też w pewien sposób intryguje.
Wyszedł.
Tak po prostu.

***

12 LIPCA 2017r.
*Destiny*

Kolejny dzień zaczął się tak samo jak poprzednie. Zeszłam zaspana na śniadanie, gdzie spotkałam wyszczerzonego Nialla.
- Dzień dobry, śpiąca królewno - przywitał się radośnie.
- Przestań - jęknęłam.
- Co? - zdziwił się, zatrzymując łyżkę w połowie drogi do ust.
- Zawsze mnie tak witasz.
- Nie podoba ci się, że mówię na ciebie "śpiąca królewna"?
- Nie.
- Dlaczego?
Podrapałam się po karku, szukając odpowiednich słów.
- To dziwne.
- Dziwne? - zaśmiał się. - Nie wydaje mi się.
- Nieważne - mruknęłam.
Zrobiłam sobie jajecznicę i usiadłam przy stole.
- Chcesz kawy? - zapytał blondyn, podchodząc do dzbanka.
- Coś ci się stało? Uderzyłeś się w głowę? Może to ja śnię? - Spojrzałam na niego z dezorientacją.
- Po prostu chciałem być miły. - Wzruszył ramionami.
- W porządku - Pokiwałam powoli głową. - Ale to dopiero jest dziwne.
Niall i miły?
To określenie na pewno nie dla niego. Wszystko inne, ale nie "uprzejmy" czy "miły".
Przynajmniej nie dla mnie.
- Kiedy oczy wróciły ci do normalności? - przerwałam ciszę, zmieniając temat.
- Kilka minut po tym jak od ciebie wyszedłem - odpowiedział.
Wziął łyk gorącej kawy i wsparł się wygodnie na oparciu krzesła. Nie spuszczał ze mnie uważnego wzroku.
- A twoje?
- Jakieś dziesięć minut po tym wszystkim - odpowiedziałam.
Poczułam natarczywe spojrzenie, które bardzo starałam się zignorować.
- Możesz przestać? - W końcu wywróciłam oczami.
- Co znowu?
- Gapisz się.
- Nie mogę?
- Nie.
- Bo?
- Czuję się niekomfortowo, kiedy patrzysz jak jem.
- Czynność jak każda inna. - Wziął kolejny łyk.
- Nie prawda.
- Nie?
- Nie, bo nie patrzysz jak sikam, a to też jest czynność.
- Mógłbym patrzeć, ale pewnie nie chcesz - zadrwił.
- Jesteś okropny. - Skrzywiłam się.
- Przyzwyczajaj się.
- Nie zamierzam.
- Już to kiedyś przerabialiśmy - westchnął ciężko.
- Wiem - sapnęłam smutno. - Ciągle mi się to nie podoba.
- Ciekawe, co będzie jak wrócimy na uniwersytet. Myślisz, że dyrektor będzie starał się mnie zlikwidować?
- Najprawdopodobniej.
- Pocieszyłaś mnie - prychnął.
- Mówię prawdę - wzruszyłam leniwie ramionami.
Wstałam i odstawiłam talerz do zlewu. Oparłam się tyłkiem o blat i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- To wszystko jest do bani. Czasami chciałbym być normalny - wymamrotał niezadowolony.
- Mi też brakuje czasów, kiedy jeszcze moje wilkołacze zdolności się nie rozwinęły.
- Piękne czasy - zaśmiał się.
Oboje zatopiliśmy się we własnych wspomnieniach.
- Mój tata nie pozwoli cię skrzywdzić - powiedziałam nagle.
Zapanowała chwilowa cisza. Bałam się, że nie powinnam tego mówić, ale w sumie...
Czemu nie?
- Naprawdę tak myślisz?
- Tak. Lubi cię, a poza tym jest członkiem Rady, więc musi się opiekować resztą gatunku.
- Jeszcze nie wie, że pocałowałem jego córkę.
Spuściłam wzrok na podłogę.
- To co z tego? - bąknęłam pod nosem.
- Jesteśmy dopasowanymi Alfą i Omegą. Powinniśmy zdawać mu informacje ze wszystkiego, co się między nami dzieje.
- Nie przesadzaj. - Machnęłam dłonią lekceważąco. - Akurat to nie jest takie ważne.
- Twój tata nas uważnie obserwuje. Nawet jak tylko stoimy obok siebie. Nie zauważyłaś?
- Nie zwracałam na to uwagi.
- Zwróć następnym razem.
Wstał od stołu i podszedł do mnie.
- Myślę, że powinniśmy powiedzieć mu o pocałunku i tym, co wtedy czuliśmy. Do tego te oczy i...
- Nie - zaprzeczyłam szybko, przerywając mu.
Horan uniósł wysoko brwi w zdziwieniu.
- Dlaczego?
- Jeśli tata dowie się, że byłeś u mnie w pokoju, a do tego się całowaliśmy, to mnie zabije. Mniejsza o to, że jesteś moim Alfą. Sam fakt, że jesteś chłopakiem sprawi, że zwariuje. To, ze cię polubił nic nie zmienia bo i tak jest sceptycznie nastawiony do twojej obecności tutaj.
- Jeden mały pocałunek. - Puścił mi oczko. - Nic złego.
- Przestań to powtarzać! - pisnęłam. - Celowo chcesz mnie zawstydzić. Było, minęło.
Zakryłam twarz dłońmi, żeby ukryć czerwone policzki.
- Słodko się czerwienisz - rzucił zaczepnie. - Jak mała, słodka dziewczynka.
Przetrawiłam jego słowa i posłałam mu nieobecne spojrzenie.
Co on właściwie powiedział?
- Musze iść kosić trawnik - wykręciłam się.
Szedł za mną, a kiedy mieliśmy się rozdzielić klepnął mnie w tyłek, zatrzymując tam dłoń dłużej niż powinien.
- Co to było? - oburzyłam się, patrząc na niego groźnie.
Nic sobie nie robił z mojej złości.
- Chciałem to zrobić, odkąd złapałem cię za tyłek podczas całowania. Jest idealny do moich dłoni.
Po raz kolejny w jego obecności zachłysnęłam się powietrzem. Byłam zła, że miałam pod ręką tylko wazon, którym nie mogłam rzucić w jego blond głowę. Ugh!
Najchętniej starłabym mu ten głupawy uśmieszek z twarzy...

Najlepiej krzesłem.

***

Też lubicie ten zapach świeżo skoszonej trawy? Tak? Ja od teraz go nie cierpię.
Musiałam skosić cały trawnik przed i za domem. Każdą małą kępkę trawy. Każde źdźbło. Umarłam kilka razy podczas tej czynności.
Spocona podeszłam do stolika na tarasie, żeby napić się wody z cytryną i lodem. Wchłonęłam dwie szklanki, dzięki którym wreszcie zaspokoiłam pragnienie.
- Niezły spust - usłyszałam od strony wyjścia tarasowego.
Przeniosłam tam wzrok i zobaczyłam tego, którego się spodziewałam.
- Nie masz nic do roboty? - zaczęłam marudzić. - Cokolwiek?
- Przykro mi, ale nie.
Opierał się nonszalancko o futrynę i śledził moje poczynania. Nie czułam się dobrze pod jego czujnym wzrokiem. Cała lepiłam się od potu. Lato miało swoje wady i zalety, a ja nienawidziłam dużych temperatur.
- Nudzi mi się - westchnął chłopak, siadając na jednym z krzeseł.
- Inteligentni ludzie się nie nudzą.
- Zabawne - prychnął. - Postaraj się bardziej.
Lubiłam mu dokuczać, ale z drugiej strony podobały mi się momenty, gdzie rozmawialiśmy jak normalni ludzie. Niestety było ich bardzo mało.
- W sumie to... - zaczęłam.
- Co? - Ożywił się.
- Nie wiem, czy tata się zgodzi, ale...
- No?
- Moglibyśmy...
- Wysłowisz się wreszcie, czy mam ci pomóc? - warknął, wstając gwałtownie.
- Zaraz się dowiesz.
Przechodząc obok, złapałam jego nadgarstek i zaciągnęłam go do domu. Razem doszliśmy do biura taty. Dzisiaj pracował w domu.
Zapukałam delikatnie.
- Proszę -odpowiedział.
- Cześć, tato. - Uśmiechnęłam się, uchylając drzwi. - Możemy zając ci chwilę?
Mężczyzna dokończył pisanie na klawiaturze, kliknął kilka razy myszką, schował jakieś papiery do teczki i przeniósł wzrok na naszą dwójkę.
- Co was tu sprowadza? - zapytał w końcu.
- Strasznie nam się nudzi - powiedziałam spokojnie. - Pomyślałam, że może moglibyśmy pójść pobiegać i...
- Wiem, o co ci chodzi i nie uważam, żeby to był dobry pomysł.
Westchnęłam ciężko.
Jak zwykle czytał mi w myślach.
- Tato, jestem już starsza. Poradzę sobie. - Wywróciłam oczami.
- No nie wiem, kochanie.
- Przecież Niall będzie ze mną.
Starałam się go przekonać, co w przypadku mojego ojca było nie lada wyczynem.
- Właśnie tego najbardziej się obawiam. - Przeczesał włosy dłonią w nerwowym geście. - Jesteście dopasowani i nie znacie jeszcze swoich możliwości. Możecie nie dać rady.
- Intensywnie nad tym pracujemy - wtrącił Horan.
Oczywiście, że nawiązał do naszego pocałunku.
- Ja teraz mówię - szepnęłam.
Wzruszył ramionami, ale grzecznie zamknął usta.
- Skoro aż tak bardzo się nudzicie...
- Proszę. - Złożyłam dłonie jak do modlitwy.
-  Cóż... Możecie.
- Dziękuję! - pisnęłam zadowolona.
- Ale pod jednym warunkiem. - Tata podniósł palec wskazujący do góry.
- Tak?
- Nie zbliżajcie się do granicy lasu, zrozumiano? Destiny wiesz, o czym mówię.
Przytaknęła głowa i wyszłam, wyciągając za sobą chłopaka.
- O co chodzi z tą granicą? - zapytał, jak tylko zeszliśmy na dół.
- Nie pytaj - westchnęłam. - Za dużo by opowiadać.
- Jak uważasz.
Podrapał się po głowie, a drugą rękę schował do kieszeni spodenek.
- Gotowy na trochę zabawy? - Wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu i poprawiłam kucyk, który lekko opadł.
- Chyba tak - odpowiedział niepewnie. - Nie wiem, czego mam się po tobie spodziewać.
- Zaufaj mi - powiedziałam całkowicie poważnie.

4 komentarze:

  1. Kuuuurde to się za szybko czyta, dawaj od razu 15 rozdziałów czy coś :D Jak najszybciej daj nam kolejny!

    OdpowiedzUsuń
  2. Poprawiasz swój warsztat pisarski z rozdziału na rozdział, to niesamowite. I ta historia... Coraz bardziej urzeka i wciąga... Mistrzyni Moja.
    ;*
    Nie mogę się doczekać dalszych rozdziałów
    <3
    Już nie wiem co napisać, jestem pod wielkim wrażeniem.
    Jak zawsze, powodzenia w tworzeniu dalszej części
    XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham Cię za wywołanie wielkiego uśmiechu na mojej twarzy! <3
      Dziękuję baaardzo!

      Usuń
    2. Ja powinnam dziękować za to że piszesz tak świetnie rozdziały, za czas który poświęcasz na wstawianie ich, oraz tworzenie. <3

      Usuń