piątek, 13 maja 2016

17.

Tak na poprawę dnia, jeśli jest dla kogoś pechowy (mam wielką nadzieję, że nie jest) ;)
_______________________________________________



*Destiny*
Biegaliśmy już od trzydziestu minut.
Zmęczona przystanęłam na chwilę i oparłam dłonie na kolanach. Płuca paliły mnie żywym ogniem, ale mimo wszystko nie miałam dosyć. Zerknęłam przez ramię, żeby zlokalizować Horana.
- Niall?! - krzyknęłam.
Wyprostowałam się i rozejrzałam wokół własnej osi.
Gdzie, do cholery, schował się ten głupek?
Wtedy zostałam powalona na ziemię. Kiedy otworzyłam zaciśnięte powieki, byłam gotowa do ataku. Spięłam ciało, czekając na ruch napastnika. Niestety włosy, które opadły mi na twarz, utrudniały mi widoczność.
- Mam cię - wyszeptał.
Zmarszczyłam czoło, rozpoznając głos. Jednym ruchem odgarnął mi włosy z twarzy, jednocześnie muskając opuszkami palców mój policzek.
- Puść mnie - zażądałam. - Teraz.
- Nie jestem dżinem, nie spełnię twojego życzenia. - Wzruszył ramionami.
Na sekundę zatrzymał wzrok na moich ustach.
- Jesteś ciężki - jęknęłam.
- Trzeba było nie uciekać.
Westchnęłam ciężko i wywróciłam oczami. Jego dłoń powędrowała po moim boku, aż do uda. Na szczęście miałam na sobie sportowe leginsy do połowy łydki, więc nie miał dostępu do mojej skóry.
- Co ty robisz? - zapytałam wyraźnie zniesmaczona. - Zabierz swoją łapę z mojej nogi - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
Potrząsnął głową, jakby nagle wybudził się ze snu. Szybko podniósł się do pionu i pomógł mi wstać.
- Nie wiem, co się ze mną ostatnio dzieję - rzucił zmieszany. - Zawieszam się.
- Zauważyłam - odparłam. - Wedy często się na mnie gapisz.
- Naprawdę? - Uniósł wysoko brwi.
Czyżbym zaskoczyła go tą wiadomością?
Nie sądziłam, że jego wzrok będzie wywoływał na moim ciele ciarki, ale tak było. Nie zmierzałam się komuś do tego przyznawać. Wolałam zostawić to dla siebie.
- Tak - przytaknęłam i otrzepałam się z liści. - To dziwne i krępujące.
- Wracamy?
Zmienił temat. Okey...
- Chodź. - Skinęłam na niego głową i zaczęłam powolny marsz.
Nagle usłyszałam szelest tuż za nami. Znajdowaliśmy się bardzo blisko granicy z lasem, do którego tata zabronił nam się zbliżać. Przystanęłam i uważniej się wsłuchałam. Zdezorientowany Niall stanął obok i przyglądał mi się.
- Co robisz? - zapytał, próbując zwrócić moją uwagę na siebie.
Uciszyłam go gestem dłoni i wskazałam brodą las. Blondyn odwrócił się powoli i wlepił wzrok w gęstą barierę z drzew. Wtedy między naszymi głowami śmignęła strzała i wbiła się w pień drzewa, które było tuż za nami.
- Uciekamy! - krzyknęłam przerażona.
Złapałam Horana za rękę i pociągnęłam w stronę drogi. Włożyłam w bieg wszystkie siły, ale Niall i tak mnie wyprzedził. Teraz on ciągnął mnie. Po kilku minutach byliśmy już pod domem. Całą drogę nie oglądaliśmy się za siebie. Zanim weszliśmy na podwórko, zatrzymałam chłopaka i zbliżyłam się, żeby dobrze mnie usłyszał.
- Nie mów nic mojemu tacie - wyszeptałam prosząco.
Gdyby się dowiedział, dałby mi szlaban na całe życie, bo miałam uważać.
- Dlaczego? - Zmarszczył czoło. - Co to w ogóle było?
- Nieważne - mruknęłam rozgorączkowana, przykładając dłoń do czoła.
Niall popatrzyłam na mnie groźnie i wziął głęboki oddech.
- Chyba ważne, skoro musieliśmy uciekać - wycedził z zaciśniętymi zębami.
- Właśnie dlatego nic mu nie powiemy. - Zmarszczyłam czoło. -  Zrozumiałeś? Bo nie wiem, czy dotarło do tego twojego małego móżdżku.
Przytaknął głową i odwrócił się do furtki. Zniknął w domu zanim się obejrzałam.

***

19 LIPCA 2017r.
*Niall*

Unikałem jej cały tydzień. Nie odzywałem się, a nawet na nią nie patrzyłem. Przynajmniej starałem się nie patrzeć.
- Możesz się do mnie w końcu odezwać? - zapytała z błagalną miną.
Zignorowałem ją.
Siedzieliśmy w salonie na kanapie, gdzie próbowałem skupić się na filmie.
- Niall?
Milczałem.
- No weź - zirytowała się. - Co ja ci zrobiłam?
Kolejny brak odpowiedzi z mojej strony.
Jej ciągłe próbowanie zwrócenia na siebie mojej uwagi w pewien sposób mnie satysfakcjonowało.
- Odezwij się wreszcie! - krzyknęła, uderzając pięścią w oparcie mebla. - Z moimi rodzicami rozmawiasz, do cholery!
Łaskawie przeniosłem wzrok z telewizora na jej zaczerwienioną twarz, ale pozostałem obojętny. Widziałem jak zacisnęła zęby, czekając aż coś zrobię. Nie zrobiłem nic. Podniosłem się z kanapy i poszedłem na górę do pokoju, który teraz zajmowałem.
- Niall! - krzyknęła za mną, ale nawet się nie odwróciłem.
Usiadłem na łóżku i przez chwilę patrzyłem się w ścianę. Zastanowiłem się, dlaczego tak właściwie się do niej nie odzywałem.
Ah tak... Zasugerowała, że jestem głupi.
Nagle usłyszałem mocne pukanie, ale zanim zdążyłem coś powiedzieć, drzwi z hukiem uderzyły o ścianę.

*Destiny*

Przyznaję, że otworzyłam drzwi odrobinę za mocno, ale chciałam zrobić wejście smoka.
- Nie będziesz mnie ignorował - warknęłam zła i pospieszyłam w stronę zaskoczonego blondyna.
Pchnęłam go na łóżko i wczołgałam się na jego uda. Działałam sprawnie i szybko. Najpierw uderzyłam go dłonią w twarz, a potem przywarłam ustami do jego ust. Dwie sekundy zajęło mu zreflektowanie, aż w końcu oddał pocałunek. Dlaczego to zrobiłam?
To był impuls. Nie zastanawiałam się nad tym. Chciałam, żeby wreszcie przestał mnie ignorować, a to wydawało mi się jedynym sposobem.
- Co ty robisz? - mruknął między małymi pocałunkami.
Uciszyłam go, mocniej wpijając się w jego wargi. Pozwoliłam mu dołączyć język, bo sama tego chciałam. Zaprzestał prób dowiadywania się, co było przyczyną mojego zachowania. Wsunął ręce pod moją koszulkę, głaszcząc skórę na moich plecach. Sama wsunęłam palce w jego rozczochrane włosy i zaczęłam się nimi bawić.
W końcu zabrakło mi powietrza, więc odsunęłam się od jego twarzy i spojrzałam mu prosto w oczy.
- Mnie się nie ignoruje - przypomniałam mu, dysząc jakbym przebiegła maraton.
Odepchnęłam się od jego toru i zeszłam z łóżka. Kiedy już stanęłam stabilnie na podłodze, poprawiłam ubrania i włosy. Odchrząknęłam i odwróciłam się na pięcie.
- Gdzie idziesz? - zapytał zdezorientowany, podpierając się na łokciach.
W tej pozie wyglądał kusząco seksownie.
- Muszę zrobić obiad.
Pewnym krokiem opuściłam pokój zajmowany przez blondyna i wróciłam na dół.
- Cześć, skarbie - przywitała mnie mama.
Odłożyła torebkę i zaczęła wyjmować składniki potrzebne do zrobienia obiadu.
- Usiądź sobie, ja dzisiaj gotuję - oznajmiłam i popchnęłam ją lekko w stronę stołu.
- Coś się stało? - zapytała ostrożnie i klapnęła na krzesło. - Nie poznaję cię. W ogóle wyglądasz jakoś inaczej.
- Inaczej? - zdziwiłam się.
Pozostałam odwrócona do niej plecami, kiedy zaczęłam gotować zupę.
- Zakochałaś się?
Jej pytanie poraziło mnie, jakbym wsadziła palce do kontaktu. Gwałtownie odwróciłam się twarzą do mamy i wytrzeszczyłam oczy.
- C-co takiego? - zająknęłam się.
- Pytałam czy...
- Wiem, o co zapytałaś - przerwałam jej. - Po prostu zdziwiło mnie to pytanie.
- Dlaczego?
Mama popatrzyła na mnie wzrokiem, który wyrażał więcej niż tysiąc słów. Już wiedziałam, że podejrzewa mnie o podkochiwanie się w tej nieodpowiedniej osobie.
- Sama nie wiem - mruknęłam i wróciłam do mieszania zupy.
- Lubisz go, prawda? - zapytała po krótkiej chwili ciszy.
Westchnęłam ciężko i zacisnęłam powieki. Musiałam zastanowić się nad odpowiednią odpowiedzią. Inaczej mama nie dałaby mi spokoju.
Zmniejszyłam gaz pod garnkiem i stanęłam do niej twarzą, opierając się tyłkiem o blat.
- Chodzi mi o Nialla - dodała, kiedy się nie odezwałam.
- Domyśliłam się - mruknęłam speszona. - Jest denerwujący i nawet nie uważam go za kolegę.
- Jak to? - Mama uniosła brwi.
Czyżby nie oczekiwała takiej odpowiedzi? Myślała, że wyznam jej, że kocham tego głupka?
- Normalnie - rzuciłam. - Przestań podejrzewać mnie o kochanie się w Horanie. To niesmaczne.
- Przecież jest przystojny, pomocny i bardzo miły. Bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało - ciągnęła. - Jest naprawdę mądry.
Złapałam się za głowę i zacisnęłam usta. On mi się nie podobał. To całe całowanie też nie miało żadnego znaczenia.
Nie miało, prawda?
- Może tobie się podoba - prychnęłam ironicznie.
- Uważaj, młoda damo - ostrzegła mnie i wstała. - Idę odpocząć, bo padam z nóg, a ty się lepiej zastanów. Widzę jak na niego patrzysz. Zauważyłam też zmiany w twoim zachowaniu i wyglądzie. Stałaś się bardziej kobieca.
- Dorosłam, mamo.
- Jeśli wolisz taką wersję. - Skierowała się do wyjścia, a ja zdecydowałam się zakończyć wątek jak najszybciej.
- Ja go nie lubię, mamo! - krzyknęłam za nią. - Nie podoba mi się i wcale nie uważam go za przystojnego! Wnerwia mnie i myślę, że zaczynam żywić do niego jeszcze większą nienawiść!
Krzycząc te wszystkie rzeczy starałam się przekonać samą siebie. Kątem oka zarejestrował ruch w progu kuchni. Zamarłam, kiedy moje oczy napotkały zawiedzione spojrzenie Nialla.
- Czyli to o mnie myślisz? - zapytał obojętnie.
Zanim zdążyłam cokolwiek odpowiedzieć, odwrócił się i wyszedł z domu.
Co ja najlepszego narobiłam?
Naprawdę tak uważałam?

***

2 SIERPNIA 2017r.
*Destiny*

Lipiec dobiegł końca.
Okazało się, że Niall nie mógł wrócić do domu, bo zdrowie jego mamy się pogorszyło. Przez jakiś czas chodził smętny i był jakby nieobecny. Czasami mój tata woził go na spotkania do szpitala.
Było mi go żal.
Jeszcze cztery tygodnie i będziemy musieli wrócić do szkoły, w której tak naprawdę nie będzie bezpiecznie. Szczególnie dla Nialla. Jeśli chodzi o niego, to nie odzywał się do mnie od dwóch tygodni. Zraniłam go, ale nie umiałam przyznać się do winy. Nawet nie próbowałam z  nim porozmawiać.
- Destiny! - krzyknął tata z garażu.
- Co?! - odkrzyknęłam, leżąc na kanapie.
- Chodź do mnie na chwilę!
Dźwignęłam się z kanapy i niechętnie poczłapałam do garażu, gdzie zastałam ojca ubrudzonego smarem. Na twarzy. Uśmiechnęłam się na ten widok, zatrzymując się na progu wejścia.
- Co cię tak śmieszy? - zapytał, marszcząc brwi.
- Nic, nic. - Machnęłam lekceważąco ręką. - Co chciałeś?
- Musisz mi pomóc w naprawie kosiarki.
- Kosiarki? - Uniosłam jedną brew. - Przecież działała. Ostatnio kosiłam nią trawnik.
Tata wskazał ręką na zielony mini-ciągnik, czyli naszą słabo używaną kosiarkę.
- Używałaś tej ręcznej. Teraz wygrzebałem naszą dużą kosiarkę, która kiedyś się zepsuła i której oczywiście nie chciało mi się naprawiać - wytłumaczył. - W końcu koszenie będzie o wiele łatwiejszym zadaniem.
- Co cię nakłoniło, żeby przywrócić ją do życia?
- Jakoś tak - mruknął pod nosem i sięgnął po ścierkę, żeby wytrzeć ręce. - Muszę iść do swojego gabinetu na chwilę. Weź ten klucz i dokręć wszystkie śrubki po prawej stronie.
- Dobrze, ale...
- Poradzisz sobie -  poklepał mnie po ramieniu i zniknął w domu.
Podeszłam do maszyny i uważnie się jej przyjrzałam. Obróciłam klucz w palcach, wypatrując swoich celów.
- Już jestem, panie Smith - głos Nialla wprowadził mnie w stan paniki. - Musiałem tylko...
Urwał, a ja podniosłam głowę.
Czy ojciec zrobił to celowo, widząc, że się do siebie nie odzywaliśmy?
Zabiję go, jak tylko tu wróci.
Po minie blondyna widziałam, że zdziwił się na mój widok. Odskoczyłam na bok, przez co uderzyłam się ręką w pobliską półkę z narzędziami. Syknęłam z bólu i zgięłam się w pół. Przycisnęłam dłoń do brzucha z nadzieją, że przestanie tak boleć.
- Pokaż rękę - rozkazał, a ja mogłam z tej pozycji zobaczyć jego ubrudzone buty robocze, które dostał od taty.
Przez chwilę rozważałam bezpieczną opcję. Zrezygnowana brakiem pomysłów wyprostowałam się z małym grymasem na twarzy. Nawet nie starałam się patrzeć mu w oczy.
- Pokaż - powtórzył.
Niechętnie wystawiłam dłoń w jego stronę i przyjrzałam mu się kątem oka. Rzeczywiście był przystojny.
Chłopak uważnie obejrzał moją rękę i w końcu ją puścił. Czułam coś dziwnego w miejscy, gdzie przykładał swoje palce, ale być może tylko naczytałam się za dużo romansideł.
- Jest tylko mocno obita. Jako wilkołaki mamy moc regeneracji, więc nie umrzesz. Przez chwilę poboli i przestanie - powiedział i odsunął się na sporą odległość.
Schował ręce do kieszeni, patrząc na mnie uważnie.
- Dzięki - mruknęłam.
Chciałam go wyminąć, żeby wyjść z garażu przepełnionego mocno napiętą atmosferą, ale zostałam zatrzymana. Blondyn złapał mnie za łokieć i przyciągnął tak, żeby mieć usta blisko mojego ucha.
- Ze mną się tak nie postępuje - wyszeptał groźnie.
Wyrwałam się z uścisku i popatrzyłam na niego, jak na wariata.
- Królewicz się znalazł - prychnęłam.
Szybkim krokiem opuściłam pomieszczenie.
- Uważaj na siebie następnym razem! - rzucił za mną.
Pobiegłam do swojego pokoju i usiadłam na łóżku, chcąc to spokojnie przemyśleć.
Co to w ogóle miało być?

***

*Niall*

To, co usłyszałem z ust Destiny trochę zraniło moją dumę. Nie uważałem się za super przystojniaka, ale miałem swój honor. Wykrzyczała coś co zaprzeczało wcześniejszemu pocałunkowi bez konkretnego powodu. Coraz mniej podobał mi się fakt, że byliśmy ze sobą złączeni na zawsze, ale musiałem to jakoś przetrwać. Miałem nadzieję, że ktoś w końcu znajdzie jakieś rozwiązanie.
- Gdzie podziała się moja córka? - zapytał pan Smith, rozglądając się po garażu.
- Musiała wykonać pilny telefon, więc ją puściłem - zażartowałem.
- Czyli między wami już wszystko dobrze? - zapytał, nie patrząc mi w oczy.
Czyli on to wszystko wymyślił? Specjalnie ją tu zawołał, żebyśmy w końcu zaczęli się do siebie odzywać. Przebiegły jak na swój wiek.
- Tak, proszę pana - skłamałem. - Wszystko jest w jak najlepszym porządku.
Miałem nadzieję, ze nie wyczuje kłamstwa, ale jako podstarzały wilkołak nie miał już tak silnego zmysłu, jak kiedyś. Nie chciałem, żeby znowu pakował się w nasze sprawy. Musieliśmy załatwić to między sobą.
W końcu byliśmy dorośli, prawda?.

***

Podczas kolacji dziewczyna nie spuszczała wzroku z talerza nawet na chwilkę. Grzebała widelcem w sałatce, nie biorąc nic do ust. Spowodowałem jej brak apetytu?
Dobrze. Niech ma za swoje.
- Jak ci się u nas podoba, Niall? - zapytała pani Smith. - W sumie późno jak na takie pytanie, bo pewnie czujesz się jak pełnoprawny członek rodziny po całym miesiącu.
- Mógłbym tu mieszkać całą wieczność - odparłem z zadowoleniem.
Oczywiście, że chciałem wkurzyć Destiny.
- Myślę, że będzie tu częstym gościem skoro jesteście dopasowani - zauważył pan Smith. - Cieszę się, że trafiła na ciebie. Jesteś bardzo rozsądnym młodym mężczyzną.
Matka szturchnęła Destiny w ramię, ale ta nie zareagowała.
- Co się z tobą dzisiaj dzieje, córeczko? - zapytał ojciec.
Dziewczyna mruknęła coś pod nosem i podniosła się z krzesła. Zabrała swój talerz i poszła do kuchni.
- Pójdę do niej - powiedziałem cicho i posłałem im milutki uśmieszek, który był całkowicie fałszywy.
Nie miałem na celu wydobycia z niej informacji, co ją tak gryzło. Wiedziałem, co to było.
Musiała zapamiętać, że ze mną nie warto było zaczynać wojny.

3 komentarze:

  1. Zarąbisty, ale jak dla mnie za krótk, ale i tak świetny. Proszę, dodaj następny jak najszybciej °Π°

    OdpowiedzUsuń
  2. Przynajmniej to poprawia mi humor... dziękuję za to!!! A z okazji tego, że jest piątek 13 a to jest nad naturalne ff to... dodasz jesz że jeden???

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdzial cudny, boski, wspaniały (i wiele więcej słów których nie znam ;p).
    Dziewczyno, ty mnie rozwalasz od środka! Sprawiasz, że mam gęsią skórkę! Ze wszystkich ff jakie czytałam, twoje to arcydzieło pisarskie!Pisz tak dalej i nie przestawaj, bo inaczej cię znajdę!
    Czekam na kolejny rozdział mam nadzieję,że szybko się zjawi.
    I jak zawsze POWODZENIA w pisaniu kolejnej części. XD

    OdpowiedzUsuń