czwartek, 19 maja 2016

21.

Trochę inaczej wyszło z tymi rozdziałami, ale miałam kilka spraw na głowie, więc zrozumcie.

Cieplutki post dla Was! xxx
______________________________________________



*Destiny*

Niecierpliwiłam się, a Cindy maglowała mnie od godziny na temat wyjścia z Willem.
- Naprawdę się zgodziłaś? - Nie mogła uwierzyć.
- Tak Cin, zgodziłam się - westchnęłam po raz kolejny.
- Ale jak mogłaś tak po prostu to zrobić?! - oburzyła się. - Przecież ty i Niall...
- Nic między nami nie ma - przerwałam jej. - Jesteśmy dopasowani i to wszystko.
Zmrużyła na mnie oczy i zacisnęła wargi.
- Horan nie może wtrącać się w moje życie, nawet jeśli jest moim Alfą - mruknęłam. - To nie upoważnia go do kontrolowania mnie.
Sama byłam słabo przekonana swoimi słowami, ale musiałam coś powiedzieć, żeby w końcu się odczepiła.
- Jak chcesz - bąknęła pod nosem i wróciła do czytania książki.
Pół godziny później ktoś zapukał do drzwi. Bez ociągania otworzyłam je i napotkałam zadowoloną twarz Willa.
- No to jestem. - Uśmiechnął się jeszcze szerzej, a ja miałam ładny widok na jego lśniące wampirze zęby.
- Idziemy? - zapytałam i zerknęłam przez ramię na przyjaciółkę, która udawała, że nas nie podsłuchiwała.
- Jasne, chodźmy. - Odsunął się, żebym szła przed nim.
Dopiero, kiedy oddaliliśmy się od pokoju zrównał krok ze mną.
- Co będą grali? - zainteresowałam się.
Nie chciałam, żebyśmy szli w niezręcznej ciszy.
Lubiłam go. Był naprawdę miły.
- Nie mam pojęcia. - Zrobił głupia minę, na co zachichotałam. - Mój kumpel jest w tym kółku i chciał, żebym koniecznie przyszedł, więc się zgodziłem.
- I wplątałeś w to również mnie? - Uniosłam brew zaczepnie.
- Tak jakby - zaśmiał się. -Ale mam nadzieję, że utrzymam twoją sympatię do mnie.
Speszyłam się jego słowami. Nie wiedziałam co odpowiedzieć.
- Aż tak cię onieśmielam? - zapytał zadowolony, patrząc przed siebie.
Zeszliśmy ze schodów na parter i skierowaliśmy się do sali balowej, która znajdowała się w drugim końcu budynku.
- Tak bardzo to widać? - mruknęłam.
Nie mogłam na niego spojrzeć. Było mi głupio.
- W sumie, to nawet mi się to podoba.
Zatrzymałam się i otworzyłam usta ze zdziwienia.
- Co? - Zmarszczył czoło zdezorientowany. - Powiedziałem coś nie tak?
- N-nie, tylko... - zająknęłam się i pokręciłam głową. - Już nic.
- Co byś powiedziała gdybym zrobił to? - Zanim zorientowałam się, co miał na myśli, zostałam przyparta do ściany.
Co faceci na tej uczelni mieli z przypieraniem do ścian, ja się pytam?!
Will zagrodził mi drogę ucieczki swoim ciałem, kładąc dłonie płasko na ścianie po bokach mojej głowy. Żeby zawstydzić mnie jeszcze bardziej, pochylił się niebezpiecznie blisko mojej twarzy.
- Co ty wyprawiasz? - Zachichotałam nerwowo.
Panikowałam!
- Nie podoba ci się?
Zachłysnęłam się powietrzem w reakcji na jego śmiałe zachowanie. Z racji, że nie był wilkołakiem, nie działały na niego moje feromony.
- Nie wygłupiaj się, Will.
Złapał mnie za brodę i podniósł moją głowę tak, żeby zrównać nasze oczy.
- Will - jęknęłam trochę bezradnie.
Pochylił się jeszcze bardziej i złożył na moich wargach delikatny pocałunek. Odepchnęłam go całą siłą, jaką miałam w rękach. Zachwiał się i zaskoczony wpatrywał się w moją twarz.
- Nie mogę - wydusiłam. - Nie rób tego więcej.
Wywinęłam się spod jego ciała i stanęłam w bezpiecznej odległości. Wzięłam głęboki oddech i z odwagą spojrzałam na chłopaka.
- To nie powinno się wydarzyć i oboje dobrze o tym wiemy - powiedziałam wyraźnie.
- Destiny, ja... - Zrobił krok ku mnie, ale powstrzymałam go gestem ręki. - Nie mogłem się powstrzymać, przepraszam. Chciałem to zrobić od dłuższego czasu, ale brakowało mi śmiałości. Nie sądziłem, że wyjdzie tak okropnie.
- Nie wyszło okropnie. - Pokręciłam głową. - Nie zrozum mnie źle, bo było miło i w ogóle, ale zwyczajnie nie mogę tego z tobą zrobić. Wiadomo, że gdybym pozwoliła na więcej, nie skończyłoby się na jednym pocałunku. To byłoby nie w porządku w stosunku do... - urwałam i wytrzeszczyłam oczy.
No bo hej, prawie się wygadałam.
- Do? - zaciekawił się. - Czy aż tak się wygłupiłem, nie pytając czy kogoś masz?
- Ja... - zaczęłam, ale nie wiedziałam jak to ubrać w słowa. - To nie jest tak, że kogoś mam. Znaczy w pewien sposób tak, ale z drugiej strony... To jest naprawdę skomplikowane, a ja nie mam ochoty o tym dyskutować. - Posłałam mu przepraszający uśmiech, licząc że nie będzie się na mnie boczył.
- W porządku. - Skinął głową. - Zapomnijmy o tym. Nic tu się nie wydarzyło.
- Chodźmy na film - rzuciłam radośnie.
Idąc ramię w ramię udaliśmy się na salę balową.

***

- Film był beznadziejny, było mało ludzi i śmierdziało jakąś dziwną substancją, ale i tak spędziłam miło czas - spowiadałam się przyjaciółce, kiedy dwie godziny po moim spotkaniu z Willem objadałyśmy się lodami.
Tak, było późno, ale co z tego? Czasami można było sobie pozwolić.
- Zauroczył cię, prawda? - Poruszyła brwiami jednoznacznie.
Rzuciłam w nią poduszką, robiąc groźną minę.
- Nie - zaprzeczyłam, na co wybuchła śmiechem.
- Jasne - prychnęła rozbawiona. - Jesteś mało wiarygodna.
- Odczep się! - wkurzyłam się.
Dokończyłam lody, odłożyłam miskę i po umyciu zębów położyłam się do łóżka.
- Dobranoc - burknęłam, nawet na nią nie patrząc.
- Miłych snów, kochanie. Najlepiej o Willu - odpowiedziała z wyraźną satysfakcją.
- Wal się - wymamrotałam.
- Wiedziałam, że wolisz Nialla - prychnęła z wyższością.

***

*Destiny*

Przebudziłam się, czując natarczywe szturchanie w ramię. Jęknęłam i przekręciłam się na drugi bok.
- Wstawaj, Des - usłyszałam spanikowany głos. - Szybko.
Czego ona ode mnie chciała w środku nocy?
- Co się stało? - wymamrotałam i rozkleiłam zaspane oczy. - Pali się, czy co?
- Niall - wydusiła na granicy paniki.
Wtedy poczułam narastający niepokój. Nie potrzebowałam większej zachęty. Natychmiast zerwałam się z łóżka, narzuciłam na siebie pierwszą lepszą bluzę i wybiegłam z pokoju. Niezauważona przeszłam do części męskiej, a przyjaciółka za mną. W środku paliła się lampka nocna przy łóżku blondyna.
- Co się dzieje? - zapytałam, widząc jak Liam koczuje przy swoim przyjacielu.
- B-bo... - zaczął się jąkać. - Obudził nas smród, a potem Niall zaczął się dusić i jego oczy zaczęły wariować. Nie wiedziałem, co się dzieje dlatego zaalarmowałem Cindy i ona... - mówił spanikowany. - Destiny... Ja nie wiem, co robić - jęknął.
Jego mina przyprawiła mnie o ból serca. Strasznie martwił się o Horana. Umierał w obawie o swojego przyjaciela.
Podeszłam do łóżka, a Payne zrobił mi więcej miejsca. Pochyliłam się nad blondynem i uważnie mu przyjrzałam.
- Niall? - wyszeptałam. - Słyszysz mnie?
Skinął głową, krzywiąc się. Miał urywany oddech.
- Da radę podnieść rękę?
- Mhm - mruknął.
Wyciągnęłam dłoń w jego stronę, a on powoli podał mi swoją. Domyślając się, że to coś sprawiło, że miał wrażliwe zakończenia nerwów na całym ciele, ujęłam ją jak najdelikatniej. Nie chciałam sprawić mu więcej bólu.
- Wytrzymaj jeszcze chwilę - poprosiłam. - Muszę czegoś spróbować.
Nie zaprotestował, więc uznałam to za zgodę.
- Musisz mnie uważnie posłuchać - nakazałam wyraźnie. - Postaraj się skupić na naszych złączonych dłoniach, dobrze?
Przytaknął gorączkowo i stłumił jęk, który rozerwał mi serce.
- Zabierz to - wycharczał. - To tak kurewsko boli.
Zacisnęłam zęby, żeby pozostać twardą i trzeźwo myślącą. Po spleceniu naszych palców, poczułam coś dziwnego. Jakby silną energię, przez którą przebiło się niesamowite cierpienie, które właśnie przeżywał. Skrzywiłam się, zabierając część tego, co sprawiało mu ból.
- To wilcze zioło - wydusiłam, nie dowierzając.
Jednak było tam coś jeszcze, ale nie byłam w stanie tego rozpoznać.
- Jak to? - Przyjaciółka wytrzeszczyła oczy.
Wzruszyłam ramionami, uważnie obserwując Horana. Nie mogłam dłużej wytrzymać, więc puściłam jego rękę i wzięłam głęboki wdech. Widać było po jego twarzy, że czuł się odrobinę lepiej.
- Kto pozwolił im tego użyć? - zdenerwował się Liam. - Przecież wilkołaki mają na to uczulenie.
- Więc dlaczego nie zagięło nas? - zastanowiłam się, ale nie mogłam robić tego zbyt długo.
Miałam obok siebie cierpiącego Alfę.
Mojego Alfę.
- Zabierzmy go do naszego pokoju - zarządziłam. - A potem pomyślimy nad tą chorą sytuacją.
Było ciężko, ale wspólnie udało nam się dotrzeć do nas i położyć prawie nieprzytomnego Horana na moim łóżku.
- Musieli dodać tam coś jeszcze - powiedziałam. - Coś, na co Niall ma szczególne uczulenie.
- Nigdy nic mi nie mówił - odparł Payne, myśląc intensywnie.
- Zjebane chuje - syknęłam, gotując się ze złości.
Zapadła cisza.
Ponowiłam próbę ze złączonymi dłońmi i skupiłam się na odebraniu chociaż połowy bólu, z jakim zmagał się teraz blondyn. W międzyczasie wywietrzyliśmy pokój, dzięki czemu mógł nabrać świeżego powietrza. Po kilkunastu minutach zaczął normalnie oddychać.
- Boli? - zapytałam cicho, jakbym miała go tym pytaniem urazić.
Zwrócił na mnie zbolałe oczy i pokręcił głową.
- Jest lepiej - odparł zmęczonym głosem.
Mimo wszystko na jego twarzy gościł grymas, który jednoznacznie wskazywał na cierpienie. Było mi źle z tym, że nie mogłam nic więcej zrobić. Zostało mi obserwowanie go.

Nie puściłam jego dłoni do momentu, aż spokojnie zasnął.

***

10 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

- Pójdę tam! - krzyknęłam wkurzona, jak tylko skończyłam się szykować.
Ostatniej nocy prawie zabito mojego Alfę, czyli prawdopodobnie również mnie, więc nie mogłam tego tak zostawić. Rano miałam więcej siły, co równało się z większą siłą psychiczną. Poza tym, włączył mi się tryb suki.
- To nie jest dobry pomysł, Destiny - odradziła Cindy. - Liam mówił, że...
- Co mnie obchodzą słowa twojego chłopaka?! - Wyrzuciłam ramiona w powietrze. - Mam własne zdanie w tym temacie!
- Nie działaj pod wpływem impulsu - skarciła mnie, co zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
Nikt nie miał prawa mi rozkazywać.
- Zrobię, co uznam za stosowne!
Trzasnęłam drzwiami i zbiegłam na parter, gdzie oczywiście musiałam zderzyć się z Calebem.
- Gdzie się panienka tak spieszy? - zapytał z uśmiechem.
Z czego się cieszył? Nie wiem, ale podkręcił moje zdenerwowanie.
- Wybacz mi, Caleb, ale nie mam na to ochoty. Nie wiem, czy tak to odebrałeś, ale nie bawię się z tobą w kotka i myszkę. Zwyczajnie cię unikam, bo nie lubię natrętnych ludzi. Przykro mi, że padło akurat na ciebie. Trzymaj się, cześć.
Po tych słowach zostawiłam go oniemiałego na środku korytarza. Jak miałam postąpić? Udawać miłą, kiedy krew mi wrzała?
Pędziłam szybkim krokiem przed siebie, ale zagrodzono mi drogę kolejny raz.
- Czego znowu? - mruknęłam pod nosem, starając się ominąć przeszkodę.
Męska dłoń oplotła mój łokieć.
- Uspokój się.
Dopiero na dźwięk znajomego głosu podniosłam wzrok.
- Niall? - Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Co taka zdziwiona?
- Dopiero umierałeś, a teraz... Ty tu... Ale jak to? - motałam się.
Wywrócił oczami i odciągnął mnie w ustronne miejsce, które znajdowało się w łączniku z salą gimnastyczną.
- Pomogłaś mi i dlatego chciałem ci podziękować - wyjaśnił. - Dziękuję, że zgodziłaś się mi pomóc.
Wyrwałam rękę z jego uścisku i zrobiłam krok w tył.
- Miałam cię zostawić w tych męczarniach? - Zmrużyłam oczy, nie rozumiejąc co sobie pomyślał.
Miał mnie za sukę bez serca?
- Nie musiałaś tego robić.
Prychnęłam i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Czemu jesteś wściekła? - Oczywiście, że wsłuchał się w bicie mojego serca.
- Nie twój int...
- Powiedz - przerwał ostro.
W tej kwestii nie dało się z nim dyskutować.
- Po prostu nie rozumiem, jak można celowo narażać życie studentów - westchnęłam ciężko. - Chcieli cię zabić w środku nocy, żeby nikt się nie połapał. Kto tak, kuźwa, robi?
- Samo wilcze zioło by na mnie tak nie podziałało - wywnioskował to samo, co ja jakiś czas temu.
- Zgadzam się. - Skinęłam głową i przygryzłam wargę. - Tylko, co to było?
- Nie mam pojęcia. Nie wiem o żadnym uczuleniu, mama nic mi nie mówiła. Może odkryli coś w badaniach i teraz wykorzystują to przeciwko mnie.
- To bardzo prawdopodobne - przyznałam.
Oboje zamyśliliśmy się nad możliwymi opcjami. Miałam się odezwać, ale wtedy w wejściu do łącznika zjawił się Will.
- Hej - przywitał się, jak zwykle radośnie. - Co tu robicie?
- Hej, Will - odparłam, czując się niezręcznie.
- Rozmawiamy - odpowiedział Niall z powagą.
Ojej?
- Co u ciebie? - zapytałam.
Chciałam zwrócić uwagę chłopaka na moją osobę.
- Dowiedziałem się, że za tydzień znowu organizują wieczór filmowy i pomyślałem, że może znowu chciałabyś ze mną pójść.
Już czułam ten palący wzrok Horana. No to wpadłam...
- Jaki wieczór filmowy? - zainteresował się i posłał mi surowe spojrzenie.
- Opowiem ci później - zbyłam go. - Dam ci znać, jak sprawdzę moją dostępność za tydzień, dobrze? - zwróciłam się do Willa, który przytaknął i zostawił nas samych.
- Jaki wieczór filmowy? - powtórzył.
Opowiedziałam mu w skrócie historię, która była z tym związana, ale oczywiście pominęłam fakt, ze Will mnie pocałował.
- Więc poszłaś z nim na randkę? - Uniósł brew, przyglądając mi się.
Schował ręce do kieszeni i czekał na odpowiedź.
- To nie była randka - oburzyłam się.
Nie zareagował.
- Destiny! - krzyknęła Cindy, biegnąc w moją stronę. - Widziałam Willa. Czyżby znowu rzucił się na ciebie i pocałował?
Czyli jeszcze nie zauważyła Horana.
Kurwa mać.
Myślałam, że zaraz wybuchnę.
- Witaj, Cindy - odezwał się Niall, kiedy ta stanęła jak wmurowana w podłogę.
Widziałam, jak panika zmieniła wyraz jej twarzy.
- J-ja miałam na myśli... To znaczy... Bo wiesz... - jąkała się, przebierając nogami.
- Zabijcie mnie - mruknęłam pod nosem i złapałam się za głowę.
Ten dzień nie mógł być jeszcze gorszy.
- Całowałaś się z Willem? No proszę - zakpił. - Myślałem, że nie jesteś taka łatwa.
Otworzyłam usta z szoku. Nie wiedziałam, jak się wytłumaczyć.
- Ja już sobie pójdę. - Dziewczyna wybiegła, zostawiając mnie na pastwę blondyna.
- Zrobię to samo - rzuciłam.
Nie mogłam spojrzeć mu w oczy.
Złapał mnie za rękę i zatrzymał.
- O, nie - zaśmiał się szyderczo. - Teraz opowiesz mi wszystko, co ominęłaś.
- Co cię to obchodzi, co? - zirytowałam się. - Zachowujesz się, jakbym cię zdradziła.
- Pozwól, że coś ci przypomnę - zaczął i pchnął mnie na ścianę. - Niedawno obraziłaś się i nazwałaś mnie bachorem, odnosząc się do mojego zachowania. Że niby pozwalam na intymne sytuacje, a potem znikam. Cóż... Ty też na nie pozwalasz, a potem lecisz w ślinę z innym. Teraz powiedz mi, kto zachował się jak dziecko?
Zaniemówiłam, bo miał całkowitą racje. W tym momencie wyszłam na hipokrytkę.
- Nie będę się tłumaczyła - bąknęłam i uciekłam.
Zwyczajnie wybiegłam z łącznika i jak najszybciej umiałam oddaliłam się od zdenerwowanego chłopaka. Spanikowałam i czułam wstyd.
Zachowałam się jak bachor?

Tak.

***

Cały dzień zawalił mi się na głowę. Po wykładach zaszyłam się w bibliotece i nie miałam zamiaru z niej wychodzić. Usiadłam między regałami, które były odwiedzane najrzadziej. Przeglądałam tytuły starych książek, kiedy usłyszałam kroki, a potem cichą rozmowę.
- Musimy zacząć dzisiaj - powiedział mężczyzna.
Było zbyt ciemno, żebym mogła rozpoznać twarz, ale głos wydał mi się znajomy.
- Jest pan pewien? Przecież zorientowali się, jak próbowaliśmy otruć tego gówniarza podczas snu - odpowiedział inny.
A więc to tak? Wiedziałam, że to było planowane.
- Nie możemy dłużej czekać. Dzisiaj wieczorem zabierzecie jego i tę dziewczynę. Zawieziecie ich w miejsce, którego współrzędne podam wam na chwilę przed odjazdem. Nikt nie zorientuje się o ich nieobecności, bo przecież mają jechać na wycieczkę.
- Tak jest, panie dyrektorze.
Przestałam oddychać.
Facet, który powinien się nami opiekować własnie planował zgładzenie Nialla i mnie. Nie mogliśmy tutaj dłużej zostać. Musieliśmy uciekać.
Zaczekałam aż opuszczą pomieszczenie i ostrożnie wróciłam do pokoju. Wyciągnęłam niedużą torbę i spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy. Potem pobiegłam do pokoju chłopaków.

1 komentarz:

  1. Co??? Jak??? Matko, proszę dodaj jak najszybciej kolejny! Dzieje się... oj tak... PS. Will to dupek!

    OdpowiedzUsuń