sobota, 21 maja 2016

22.

Trzymajcie się krzeseł, bo Nestiny's Moments!!!!!

Niall + Destiny = Nestiny

Miłego czytania! xxx
_________________________________________________-



*Destiny*

Nie mogłam złapać prawidłowego oddechu, a wcale się nie zmęczyłam. Zwyczajnie zaczynałam panikować. Wpadłam do pokoju bez pukania, czym zwróciłam na siebie ich uwagę.
- Co się stało? - zapytała Cindy, widząc moją minę i bladą twarz.
Cud, że trzymałam się na nogach.
- Oni chcą nas porwać - wydyszałam z trudem. - Musimy uciekać.
- Jak to? - Blondyn zmarszczył czoło.
- Podsłuchałam rozmowę dyrektora z jakimś facetem i wyraźnie słyszałam jak tamten dostał rozkaz, żeby wieczorem zabrać nas w jakieś nieznane miejsce - tłumaczyłam gorączkowo. - Nie możemy tutaj zostać.
Nie wiedziała, co ze sobą zrobić. Złapałam się za głowę i zacisnęłam powieki, żeby się nie rozpłakać. Poczułam dotyk na ramieniu, a kiedy otworzyłam oczy napotkałam uważne spojrzenie Horana.
- Oddychaj - wyszeptał.
Zakwiliłam cicho i wtuliłam się w chłopaka. Nie zaskoczył go ten ruch. Wiedział, że właśnie tego potrzebowałam.
- Razem jesteśmy bezpieczniejsi - powiedział cicho, masując moje plecy.
Zaprowadził mnie na łóżko i ostrożnie posadził. Sam wyciągnął z szafki torbę i spakował niezbędne rzeczy. Gotowy usiadł obok mnie, a ja złapałam go za dłoń. Zerknął na mnie zaskoczony, ale nic nie powiedział.
- Destiny ma rację, musicie uciekać - przyznał Liam. - Pomożemy wam.
- Nie możecie. Poniesiecie przez to konsekwencje, jeśli was przyłapią. - Niall pokręcił głową.
- Nie przyłapią. Zaufaj mi
Blondyn skinął głową i rzucił okiem na mnie.
- Dasz radę iść? - zapytał.
- Tak. - Wyprostowałam się, puszczając go. - Jest dobrze.
Rzeczywiście było lepiej. Sama obecność chłopaka sprawiała, że czułam się zadziwiająco bezpieczniej. Panika odpłynęła, ale czaiła się, żeby znowu mnie zaatakować.
- Nie ma na co czekać - odezwała się przyjaciółka.
Zgodnie zebraliśmy się do wyjścia. Para zakochanych sprawdziła teren i potem dała nam znak. Kiedy dostaliśmy się na zewnątrz, zaczęliśmy biec. Biegliśmy przed siebie, aż dotarliśmy do bramy posiadłości i ukryliśmy się w pobliskich zaroślach. Zręcznie wstukałam w telefon numer przyjaciółki i nacisnęłam "połącz".
- Gdzie wy jesteście? - zapytała nerwowo.
- Musicie pomóc nam z bramą. Nie otworzymy jej manualnie - powiedziałam nerwowo.
- Ale... Nie możecie przez nią przeskoczyć?
- Jest za wysoka. Zróbcie to, Cindy. Błagam - jęknęłam żałośnie. - Musimy się stąd wydostać.
- Dobrze.
W trakcie mojej rozmowy Niall obserwował okolicę. Nie widzieliśmy nikogo, kto mógłby nas obserwować i śledzić.
- Kocham cię, Destiny. Pamiętaj o tym - odezwała się przyjaciółka, a ja wykryłam jej załamany głos.
- Też cię kocham - odpowiedziałam.
- Liam mówi, że Niall ma coś, co wam pomoże - dodała jeszcze. - Powodzenia.
Rozłączyłam się, bo nie chciałam żeby doprowadziła mnie do płaczu. Horan sięgnął do kieszeni i wyjął z niej mały pilot.
- Skąd go masz? - Wytrzeszczyłam oczy z zaskoczenia.
- Ukradłem go, kiedy dowiedziałem się, że jesteśmy zagrożeni.
Skinęłam głową na znak, że rozumiałam takie posunięcie. Każdy wiedział, że był cwany, więc nic dziwnego, że się zabezpieczył.
- Zróbmy to. - Wypuścił powietrze i wystawił dłoń w moją stronę.
Bez wahania splotłam nasze palce i zamknęłam oczy, chcąc uspokoić galopujące serce. Musieliśmy poczekać na znak od Liama albo Cindy. Mieli sprawić, żeby ochroniarz odwrócił uwagę od kamer patrolujących teren. Chwilę potem dostałam wiadomość, a Niall nacisnął mały guziczek. Uchylił bramę tylko na tyle, żebyśmy mogli się przecisnąć. Poszedł pierwszy, a ja z moją niezdarnością musiałam się potknąć, przez co wpadłam w objęcia chłopaka. Mruknął z zadowoleniem, obserwując moją zapewne zaczerwienioną twarz.
- Ciekawe... Często znajdujesz się w moich ramionach, co? - zadrwił.
- Mhm - przytaknęłam i się wyswobodziłam. - Schowajmy się i przemyślmy dalsze postępowanie.
Kucnęliśmy w pobliskich zaroślach. Oparłam się plecami o drzewo i zamknęłam oczy. Przetarłam twarz dłońmi i głośno westchnęłam. Z racji, że ciągle byłam w galowym mundurku szkolnym, nie czułam się komfortowo. Z upragnieniem czekałam na możliwość powrotu do swoich wygodnych ubrań. Nagle zostałam szturchnięta w kolano. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przerażoną twarz blondyna. Usłyszałam, że ktoś się do nas zbliżał. Skamieniałam.
Niall pokazał mi, żebym siedziała cicho, a sam lekko się wychylił się. Zagryzłam wargę, żeby powstrzymać się od ewentualnego krzyku. Wtedy Horan został wyciągnięty na drogę, a ja zatkałam usta dłonią. Nie chciałam, żeby mnie też znaleźli, kimkolwiek byli.
- Wyłaź już - usłyszałam po chwili znajomy głos.
Wstałam i zobaczyłam trzy dobrze znane mi osoby - Liama, Cindy i Horana. Wywróciłam oczami na ich dziecinne zachowanie.
- Chcieliście przyprawić mnie o zawał? - oburzyłam się. - Jak mogliście mnie tak wystraszyć?
- Nie zamierzaliśmy tego - odezwał się Liam. - Po prostu was szukaliśmy. Nie mamy zbyt dużo czasu.
Potrząsnęłam głową, żeby zebrać myśli. Popatrzyłam na wszystkich po kolei i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, że mieli ze sobą dwa plecaki.
- W ogóle co tu robicie? Czemu przynieśliście plecaki? - zapytałam podejrzliwie.
- Idziemy z wami - odparła Cin.
- Słucham? - Niall złapał się za głowę. - Nie ma mowy.
-Przestańcie dyskutować, bo nie mamy czasu. Zaraz się zorientują, że wcale nie poszliśmy się miziać po kątach - prychnął Payne.
- Nic z tego, Cindy. - Zaprzeczyłam, kręcąc głową. - Nie pozwolę, żebyś się narażała. Nie przeze mnie.
- Już to zrobiłam. - Wskazała na plecaki. - Nie odepchniecie nas. My też nie będziemy tutaj bezpieczni. I tak zorientują się, że ktoś wam pomógł. Poza tym pewnie wzięliby nas na przesłuchanie.
Zacisnęłam usta, chcąc powstrzymać łzy. Utknęłam w sytuacji, gdzie moje życie było zagrożone, a do tego ciągnęłam za sobą przyjaciół. A to wszystko przez...
- To wszystko twoja wina! - krzyknęłam i rzuciłam się na Horana z pięściami. - Gdyby nie ty, nie stalibyśmy tutaj!
Nim zdążyłam zadać mu cios, Niall chwycił mnie za oba nadgarstki i przysunął do siebie.
- Zamknij się - syknął. - Chyba, że chcesz ich na nas naprowadzić.
- To twoja wina - powtórzyłam płaczliwie.
Chłopak popatrzył mi prosto w oczy i puścił moje ręce. Z braku sił opuściłam głowę, czołem dotykając jego ramienia. Odetchnęłam urywanym oddechem i spuściłam bezwładnie ramiona. Blondyn przytulił mnie delikatnie. Nie mogłam zaprzeczyć, że na to nie liczyłam. Potrzebowałam kogoś, kto rozumiał w jak beznadziejnej sytuacji się znaleźliśmy. Niall był osobą, która czytała moje uczucia i emocje.
- Poradzimy sobie - wyszeptał.
Wyprostował się, sprawiając, że musiałam podnieść głowę. Jednak jego jedno ramię wciąż oplatało moją talię.
- Ruszajmy - zarządził.
Zabraliśmy bagaże i ruszyliśmy zgodnie przez las. Czekała nas długa droga do wolności.

***

- Dlaczego nie możemy używać GPS czy coś? - jęknęłam wykończona. - Błądzimy od dłuższego czasu.
Całodniowe wędrowanie przez las nie byłam moją ulubioną rzeczą. Niebo zaczynało szarzeć.
- Im częściej będziemy używać internetu, tym łatwiej nas namierzą - wyjaśnił Liam.
- Zadzwońmy po taksówkę - zaproponowałam głupio.
Zignorowali mnie. Szłam coraz wolnej, traciłam siły. Po wyrazie twarzy Nialla wiedziałam, że nie był z tego zadowolony i miał ochotę zmieszać mnie z błotem.
- Moglibyśmy to zrobić, ale nawet nie wiem, gdzie jesteśmy. - Payne rozwiał moje pomysły, więc spełzłam na niczym.
Opadłam na kolana, zrzucając torbę z ramienia. Reszta ekipy przeszła kawałek zanim zorientowali się, że zostałam z tyłu.
- Destiny - odezwała się oburzona przyjaciółka. - Nie rób sobie żartów.
- Nie robię. - Wywróciłam oczami.
Niechętnie cofnęli się do miejsca w którym siedziałam.
- Ja pierdole - warknął Horan. - Obudź się dziewczyno. Pewnie już nas szukają.
- Skąd wiesz? - rzuciłam, zanim pomyślałam.
- Serio zadałaś to pytanie? - zapytał sarkastycznie.
- Nieważne - bąknęłam. -Muszę odpocząć.
Znaleźliśmy w pobliżu zaciszne miejsce i postanowiliśmy tam odsapnąć. Z racji, że w panice nie zabrałam żadnej bluzy ani kurtki, nie miałam na czym się położyć. Zdecydowałam oprzeć się plecami o drzewo. Niall wziął wartę, twierdząc że w ogóle nie był zmęczony.
W czasie kiedy Liam i Cindy spokojnie drzemali, ja siedziałam na tyłku i nie mogłam utrzymać opadającej głowy. W końcu położyłam ją na kolanach, wiedząc, że później będę cała obolała.
Nie miałam wyboru.
- Destiny - zagadnął cicho Horan.
- Co? - mruknęłam, nawet na niego nie patrząc.
- Chodź tutaj.
Poderwałam głowę, słysząc jego dziwne słowa.
- Po co? - Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Wiem, że chcesz na chwilę usnąć, więc proponuję ci moje ramię - powiedział jakby nigdy nic.
Czemu moje serce właśnie podskoczyło, a ciało zadrżało?
- W porządku - przytaknęłam niepewnie.
Przysunęłam się do chłopaka, który również opierał się o drzewo. Nie wyglądał na śpiącego, więc moje sumienie trochę się uspokoiło. Nie bardzo wiedziałam, jak mam się ułożyć, więc zatrzymałam się i zaczęłam myśleć nad najwygodniejszą formą.
- Oprzyj się tyłem o moją klatkę. Będziesz mogła spokojnie położyć głowę - odezwał się, rozkładając swoją bluzę między nogami, żebym mogła na niej usiąść.
Wstrzymałam oddech i ułożyłam się w proponowanej pozycji, co okazało się strzałem w dziesiątkę. I ja i Niall mieliśmy wygodnie.
- W porządku? - zapytał, pochylając się do mojego ucha.
- Tak, dziękuję.
- Nie mam nic, żebyś mogła się przykryć.
- Jest okey.
- Na pewno?
- Jesteś wystarczająco ciepły - ziewnęłam. - Mam szczęście, że jesteś samcem wilkołaka, który wytwarza własne ciepło. Naturalnie jesteśmy dość ciepli, ale wiadomo też, że w razie potrzeby samce wytwarzają go więcej, żeby móc ogrzać swoje wybranki.
Myślałam, że mnie wyśmieje, ale tak nie zrobił. Zamiast tego, splótł swoje ręce na moim brzuchu, przez co dodatkowo otoczył mnie ramionami.
Od razu pogrążyłam się we śnie.

***

Obudziłam się kilka minut później, a przynajmniej wydawało mi się że spałam tylko kilka minut.
- Dzień dobry, śpiąca królewno - usłyszałam nad sobą.
Niechętnie podniosłam powieki i pisnęłam. Okazało się, że byłam niesiona przez Nialla.
- Czemu ty mnie niesiesz? - zapytałam zszokowana.
Niall zaśmiał się krótko, ale nie zwolnił kroku.
- Gdzie jest moja torba? - dodałam, rozglądając się.
Szliśmy jakąś pustą ulicą. Dosłownie otaczał nas tylko gęsty las.
- Wszystko jest pod kontrolą - powiedział, patrząc na mnie przez sekundę.
- Gdzie jesteśmy?
- Gdzieś w Maine - odezwała się Cindy.
- Jak to? - Uniosłam wysoko brwi.
- Jakiś czas temu skorzystałem z internetu - wyjaśnił, jak zwykle pomocny, Liam. - A potem pozbyliśmy się mojego telefonu.
- To ile ja spałam? I czemu jeszcze mnie nie postawiłeś?
- Godzinę i po prostu tak było szybciej i wygodniej.
- Możesz mnie odstawić - zdecydowałam.
Horan westchnął i się zatrzymał. Delikatnie odstawił mnie na ziemię. Ucieszona puściłam się jego ramienia, ale niestety zaraz do niego wróciłam, bo zakręciło mi się w głowie.
- Mówiłem, że tak będzie - bąknął blondyn, rażąc spojrzeniem pozostałą dwójkę.
- Co? - Spojrzałam na Nialla, a potem na Liama i Cin.
- Masz objawy odwodnienia, a do tego jesteś przemęczona, więc nie powinnaś się wysilać. - Payne podrapał się po karku, chcąc ukryć zażenowanie. - Nie chcieliśmy tracić więcej czasu na odpoczynek, więc zaryzykowaliśmy.
- Dlatego wolałeś mnie nieść przez cały ten czas? - zwróciłam się do Horana. - Żeby się nie zmęczyła i dalej mogła spać?
Ten tylko wzruszył ramionami i zrzucił bagaż z pleców. Odzyskałam swój, więc mogliśmy iść dalej.
- To jest jakieś zadupie - powiedziałam, obserwując okolicę.
- Mam dość i jestem okropnie głodna - westchnęła Cindy.
- Ja też - poparłam przyjaciółkę.
- W sumie, to też bym coś zjadł - przyznał Horan.
- Ja również - zgodził się Payne.
- Wiec chodźmy czegoś poszukać! - zawołałam radośnie i wesoło ruszyłam do przodu.

***

- Mamy ze sobą jakieś pieniądze? - zapytała Cin, przeszukując swój plecak.
Zrobiliśmy to samo i znaleźliśmy wystarczająco pieniędzy na nocleg i kilka posiłków. Postanowiliśmy zameldować się w motelu na dwie noce. Budynek znajdował się w centrum małego miasteczka, którego nazwy nie potrafiłam zapamiętać. Razem weszliśmy do środka i od razu podeszliśmy do recepcji.
- Dzień dobry - przywitałam się z grzecznym uśmiechem.
Dojrzała pani zlustrowała nas wszystkich wzrokiem i od razu przeszła do rzeczy.
- Dwie dwójki? - zapytała, wpisując coś w komputer.
Zanim się odezwałam, zastanowiłam się nad odpowiedzią. Ja i Cindy, a w drugim Niall i Liam? Może być.
- Tak - odpowiedziała za mnie Cindy.
Zmarszczyłam czoło, a dziewczyna wzruszyła ramionami. Zapłaciłam za dwie noce z góry, po czym udaliśmy się do wskazanych pomieszczeń, które jak się okazało były po przeciwnych końcach korytarza.
- Ja i Cindy bierzemy tamten. - Wskazałam za siebie.
- Tak właściwie... - zaczęła przyjaciółka, krzywiąc się.
- Co? - Zmarszczyłam czoło.
- Tak naprawdę to myślałam, żeby zostać w pokoju z Liamem, ale skoro się nie zgadzasz to w porządku.
- Chyba oszalałaś - oburzyłam się. - Że niby miałabym spać w pokoju z Niallem?
- Przecież i tak jesteście dopasowani - próbowała się wywinąć. - Nic ci nie zrobi.
Blondyn stał i głupio się uśmiechał. Jak zwykle...
- Liam, powiedz coś! - Tupnęłam noga i zacisnęłam pięści.
Jak ona mogła mnie zdradzić? Własna przyjaciółka!
- Ja... - zaciął się.
Niall cieszył gębę, jak głupek. Jemu ta sytuacja odpowiadała.
- Dobra - zgodziłam się wkurzona. - Tylko jeśli się pozagryzamy, to będziecie mieć nas na sumieniu.
Gwałtownym ruchem poprawiłam swoją torbę i udałam się do wcześniej wskazanego pokoju.
- Dobranoc - rzuciła za mną Cindy, chcąc mnie udobruchać.
W tej chwili miałam ją gdzieś.
Po wejściu do pokoju doznałam szoku. Jak kobieta mówiła, że jest dwuosobowe łóżko małżeńskie, to myślałam że to będzie chociaż inaczej wyglądało. Tym czasem miałam przed sobą łóżko, które prawdopodobnie zmieści tylko jedną osobę.
- To się trochę poprzytulamy - usłyszałam za plecami.
- Chyba śnisz - prychnęłam, odkładając bagaż. - Śpisz na podłodze.
- Chyba śnisz - powtórzył po mnie z kpiącym uśmieszkiem. - Śpię na łóżku, czy ci się to podoba, czy nie.
- W takim razie zaprzyjaźnię się z podłogę, która wygląda na względnie czystą. - Wzruszyłam ramionami, chcąc udawać, że mnie to nie ruszyło.

Byłam zrozpaczona.

***

Od jakichś dwóch godzin próbowałam usnąć na tej cholernie twardej podłodze. Sprawdzałam już każdą pozycję. KAŻDĄ!
Zrezygnowana podniosłam swoje szanowne cztery litery z podłogi i podreptałam w stronę łózka i śpiącego na nim chłopaka. Jak najdelikatniej położyłam się obok niego i przykryłam kołdrą, którą na szczęście wczesnej mi podarował. Z racji, że na podłodze i tak zmarzłam na kość, drżałam na całym ciele. Przeklęłam pod nosem, a wtedy poczułam jak Niall obejmuje jedną ręką mój brzuch. Przylgnęłam plecami do jego klatki piersiowej, a ciepło momentalnie rozlało się po moim organizmie.
- Korzystaj póki możesz - mruknął zaspany.
Czemu on mi to zrobił?
Czemu starał się sprawić, żebym pragnęła go jeszcze bardziej?
Przez niego musiałam hamować pragnienie, co było istna torturą.

Jednak dla własnego bezpieczeństwa byłam w stanie zrobić wszystko.

2 komentarze:

  1. Nadrabiam odcinki, ale mam nadzieje że może wpadniesz do mnie.
    http://save-me-from-my-fear.blogspot.com/
    Przepraszam za spam.

    OdpowiedzUsuń