poniedziałek, 30 maja 2016

24.

AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!
_____________________________________




*Niall*

Zatraciłem się w pragnieniu, jak tylko złączyłem nasze usta. Prawdą było stwierdzenie, że powinno się ulegać swoim pragnieniom, bo inaczej mogły nas zniszczyć i to samo powiedziałem Destiny. Czasami miałem wrażenie, że oprócz dopasowania było między nami coś jeszcze. Coś, czego nie umiałem określić.
To musiało być coś ważnego.

*Destiny*

Im dłużej się całowaliśmy, tym większą miałam na niego ochotę. Pragnienie nie malało, a wręcz rosło.
- Niall - jęknęłam, kiedy położył się na plecach, ciągnąc mnie za sobą.
- Hm? - mruknął między pocałunkami.
- To nic nie daje - wydusiłam niewyraźnie.
Chłopak przeniósł usta na moją szyję, co sprawiło że wydałam pomruk szczęścia. Kto nie uwielbiał pocałunków w szyję?
- To idzie za daleko - próbowałam przekonać i jego i siebie.
- Spokojnie - uciszył mnie, przez chwilę patrząc mi w oczy.
Jego tęczówki były jaskrawo niebieskie. Uwielbiałam je!
- Uwielbiam twoje oczy w tym stanie - wyznałam, powstrzymując go od kolejnego ataku na moje wargi.
- Takie jak teraz?
- Tak. Normalnie świecą słabiej niż w tej chwili.
- Przecież możesz oglądać je częściej. - Mrugnął do mnie zadziornie. - Tylko musisz się postarać. Albo mnie wkurzyć, albo...
- Podniecić - dokończyłam za niego.
- Dokładnie. - Mrugnął zaczepnie.
- Jesteś okropny. - Wywróciłam oczami.
- Powiedz coś, czego nie słyszałem - mruknął przy moim uchu.
- Popsułeś taką piękną chwilę.
- Zaraz ją naprawię.
Złapał mnie jedną ręką za szyję, a drugą za tyłek i przyciągnął moje usta do swoich. Celowo otarł się o mnie swoim kolegą, który niecierpliwie czekał w spodniach.
- Czego chcieć więcej? - zapytał cicho, po czym gwałtownie mnie pocałował.
Przekręcił nas tak, że teraz ja leżałam pod nim. Wsunął swoją ciepłą dłoń pod moją koszulkę i zaczął badać moje ciało. Z natężenia emocji nie mogłam złapać właściwego oddechu. Nie pomagały mi także usta Horana, które były strasznie nieustępliwe. Jak tylko poczułam, że Niall zaczął powoli mnie rozbierać, natychmiast ochłonęłam.
- Co ty robisz? - Odsunęłam się, zatrzymując dłonie na jego torsie.
- Dobrze się bawię? - Zmarszczył czoło, jakby nie wiedział, czemu protestuję.
- Nie umawialiśmy się, że zajdzie to tak daleko.
- Czy my w ogóle się na coś umawialiśmy? - zapytał sarkastycznie.
Przeklęłam pod nosem i włożyłam dużo siły w to, żeby go z siebie zepchnąć. Udało mi się za pierwszym razem, więc wolna stanęłam na podłodze.
- Teraz wyjdę, a ty ochłoniesz - oznajmiłam, poprawiając ubranie. - Potem możemy pogadać.
- Słucham? - zdziwił się.
Przeczesał poburzone włosy i wlepił we mnie wciąż jarzące się oczy.
- Mówisz poważnie? - dodał. - Chcesz  teraz wyjść? Po czymś takim?
- A co mam zrobić w takiej sytuacji? - Uniosłam brwi autentycznie zdezorientowana. - Oboje wiemy, że głównym celem tego zdarzenia było dobranie mi się do majtek, żebyś zaspokoił swoje pragnienie.
- Ty też tego chciałaś - rzucił zirytowany. - Poza tym, wiesz jak działa dopasowanie.
- Może i czułam, ale tylko przez chwilę. Nie obchodzi mnie czy dopasowanie ci to nakazało, czy sam tego chciałeś, czy nie wytrzymywałeś pragnienia, ale osobiście przestało mi się to podobać.
O dziwo, jeszcze nie krzyczeliśmy.
- W taki razie, czego ode mnie oczekujesz? - Wstał z łóżka i zrobił krok w moją stronę.
- Nie mam pojęcia, Niall - westchnęłam, rozkładając ręce z bezsilności. - Robimy te wszystkie rzeczy, a nie umiemy się dogadać. Jak tylko dochodzi do fizycznego zbliżeni, wszystko inne przestaje istnieć. To jest takie pomieszane. Nie nadążam.
- Czemu żadne z nas nie wypowie tego na głos? - zapytał i przechylił głowę.
Przestałam na chwilę oddychać, bo skupiłam się na słowach chłopaka.
- Czego? - wyszeptałam niepewnie.
- Jak myślisz?
- Chyba nie chcę o tym myśleć. - Pokręciłam głową, odwracając wzrok.
- Czyli jednak? - Nie potrafiłam przeoczyć zawodu w jego głosie, co uderzyło we mnie podwójnie.
Blondyn podszedł do okna. Oparł się o parapet i spuścił głowę.
- Nie rozumiem czemu ty...
- Nieważne - przerwał mi. - Możesz iść, skoro tak bardzo nie chcesz mnie przy sobie. Nie trzymam cię tutaj.
Mimo, że go dzieliśmy, opuściłam pokój zdezorientowana i z ogromnym poczuciem winy.

*Niall*

Rzeczy, na które dzisiaj pozwoliliśmy, w jakiś sposób przekonały mnie, że będzie z tego coś więcej niż tylko obściskiwanie się po kątach. Myliłem się.
Oboje ułożymy sobie życia tak, żebyśmy nie wchodzili sobie w drogę. Jakoś to będzie.
Dopasowanie nam w tym nie przeszkodzi.

***

*Destiny*

Nie powiedziałam Cindy o tym, co zaszło w pokoju z Niallem. Pytali, co się stało, jak tylko do nich wróciłam. Okazało się, że nie było mnie czterdzieści minut i się wystraszyli. Wymyśliłam historyjkę o tym, że Niall nie chciał wpuścić mnie do  pokoju, a potem trochę się pokłóciliśmy, po czym wyszłam. Uwierzyli mi od razu, dzięki czemu odetchnęłam z ulgą.
Zapadł późny wieczór, a ja siedziałam z przyjaciółką na dachu motelu i gadałyśmy o wszystkim, co przyniosła nam ślina na język. Do tego popijałyśmy sobie tanie wino. Niestety nasz spokój zakłócił Liam.
- Szukałem was - powiedział z wyrzutem.
Ledwo oddychał i miał nieciekawy wyraz twarzy.
- Co się stało? - zaniepokoiła się Cindy.
- Niall zniknął.
- Jak to zniknął? - Poderwałam się na równe nogi.
- Nigdzie go nie ma. Nie mogę go wyczuć - panikował. - Jakby rozpłynął się w powietrzu.
- Poczekaj chwilę. - Przymknęłam powieki i przyłożyłam dłoń do czoła. - Zaraz coś wymyślimy.
- Jesteśmy poszukiwani, a on postanowił się powłóczyć w nocy po nieznanej mu okolicy. Do tego zbliża się pełnia - mówił coraz bardziej zdenerwowanym głosem. - Najebie mu, jak tylko go znajdziemy.
Chciałam prychnąć śmiechem, ale w tej sytuacji nie wypadało.
- Przecież Des może go znaleźć - przypomniała Cindy. - Pamiętasz słowa swojego ojca, o których mi mówiłaś?
- Znajdziemy się nawet jeśli tego nie chcemy - powtórzyłam szeptem słowa taty.
Bez słowa, zdecydowanym krokiem opuściłam dach budynku. Pobiegłam do pokoju, żeby wziąć cieplejsze ubrania. Zwarta i gotowa, czekałam na przyjaciół.
- Wy zostańcie tutaj i czekajcie, bo może wrócić zanim go znajdę - nakazałam, widząc, ze mieli ochotę się sprzeciwić. - Poradzę sobie. Dopasowanie nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.
- Miejmy nadzieje, że wrócisz cała i zdrowa - rzucił Liam drżącym głosem.
Cindy wtuliła się w jego bok, chcąc dodać mu otuchy. Tez bym się denerwowała, gdyby rozchodziło się o Cindy.
- Trzymajcie kciuki! - Posłałam im pocieszający uśmieszek i wyszłam z motelu.

***

Od piętnastu minut krążyłam po okolicy i jeszcze nie natrafiłam na ślad Horana. Miałam ochotę zmiażdżyć mu twarz za taką samowolkę. Zachciało mu się, kuźwa, spacerów.
- Gdzie ty jesteś, idioto? - warknęłam pod nosem.
Przystanęłam na chwilę i zamknęłam oczy. Pomyślałam o blondynie i nogi jakby zaczęły mnie prowadzić w nieznanym kierunku. Czyżby instynkt zadziałał?
Dziesięć minut później, w trakcie których kompletnie oddałam władze mojemu ciału, znalazłam się przed klubem, z którego wypływała głośna muzyka i masa ludzi. Przepchnęłam się do wejścia i bez problemu dostałam się do środka. Instynkt zaprowadził mnie przed drzwi męskiego kibla. Uniosłam brwi mocno tym zdziwiona, ale postanowiłam sprawdzić wiarygodność tego cholerstwa w mojej głowie. Zaraz po przekroczeniu progu omamił mnie okropny smród, więc zatkałam nos i spięłam się w sobie.
- Mmm... Kochanie - usłyszałam z jednej z kabin. - Jesteś taki twardy.
Bleh! Jak tak można?
Chłopak mruknął w odpowiedzi. Rozmowny, nie ma co.
- Przypomnij mi jak masz na imię, skarbie - mówiła dziewczyna, a ja zarejestrowałam dźwięk odpinanego paska od spodni.
Czemu ja tu jeszcze stałam?
- N-Niall - czknął i zarechotał.
Wytrzeszczyłam oczy i rzuciłam się w stronę zajętej kabiny. Otworzyłam drzwi z rozmachem, przygotowując się na najgorsze. Na szczęście nie zdążyli zacząć.
- Niall, do kurwy nędzy! - krzyknęłam wściekła.
Obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem i nie ruszył się o milimetr. Stał oparty o ścianę, jak ta ciamajda.
- A ty odczep się od jego kutasa - warknęłam na puszczalską. - Znajdź sobie innego chętnego.
Posłuchała mnie, zanim złapałam ją za te tlenione kudły. Moja cierpliwość się wyczerpała. Jak tylko dziewczyna zniknęła za drzwiami, wyciągnęłam Horana przed umywalkę i opłukałam mu twarz zimną wodą. Ledwo trzymał się na nogach.
- Do końca cię popierdoliło - syknęłam, starając się ocucić go chociaż odrobinę.
- Nie przeklinaj - zagroził mi z cwaniackim uśmieszkiem, który nawet w tej sytuacji wydał mi się seksowny.
- Nie przeginaj - upomniałam i przerzuciłam jego rękę przez moje ramiona.
W miarę gładko dotarliśmy na zewnątrz klubu, gdzie pozwoliłam mu odsapnąć na pobliskim murku.
- Dalej nie idę - mruknął, pochylając się między kolanami.
Sekundę później zwymiotował. Wywróciłam oczami i podeszłam bliżej.
- Teraz poczujesz się lepiej, chociaż po twoim powrocie Liam sprawi, że nie podniesiesz się z ziemi.
- Daj spokój - bąknął wyraźniejszym tonem.
Jako wilkołak nie mógł być pijany na długo. Szybko pozbywaliśmy się toksycznej substancji z organizmu, a taką był alkohol.
Nic nie mówiąc, zgarnęłam go z murka i zaczęłam prowadzić do motelu.
- Naprawdę nie mogłeś gorzej postąpić? Co w ciebie wstąpiło? - zaczęłam kazanie.
- Chciałem się rozerwać - odparł zadowolony.
- Mogli znaleźć cię ci goryle od dyrektora i pewnie chętnie by cię porwali - prychnęłam sarkastycznie. - Wyłożyłeś im się na tacy.
- Nieważne - mruknął.
- Ważne, Niall! - krzyknęłam i rzuciłam go na pobliską ścianę. - Liam się o ciebie martwił i prawie dostał zawału! Nie potrafisz być odpowiedzialny chociaż przez chwilę?! Myślałeś w ogóle o nas, jak wychodziłeś do klubu?!
- Myślałem tylko o tobie! - odkrzyknął od razu.
Zaskoczona zaniemówiłam na chwilę.
- O mnie? - Uniosłam brwi.
- Tak, ale czy to ważne? - warknął i sam ruszył dalej.
Resztki alkoholu wspierały jego chęć bycia szczerym. Przez chwilę przyswajałam jego słowa.
- To co zdarzyło się w pokoju była przyczyną twojego zniknięcia, prawda?
- Pobaw się w detektywa - prychnął.
- Przestań być sarkastyczny, Horan - upomniałam. - Dopiero nie mogłeś słowa wydusić.
Przez chwilę szliśmy w całkowitym milczeniu.
- Do tego ta akcja w toalecie - rzuciłam nagle. - Upadłeś aż tak nisko?
- Przynajmniej ona była chętna - zaśmiał się.
- Jesteś obrzydliwy - westchnęłam.
- Jesteś zazdrosna - stwierdził. - Odrzuciłaś mnie, ale teraz jesteś zazdrosna. Cóż za ironia. Jak pies ogrodnika - sam nie weźmiesz, a innej nie dasz. Myślę, że powinnaś się zastanowić nad...
- No i co z tego, że jestem o ciebie zazdrosna? - warknęłam, nie chcąc już krzyczeć.
Stanęłam w miejscu, a Niall odwrócił się przodem do mnie.
- Nie odrzuciłam cię. Znaczy nie w ten sposób, w jaki to odebrałeś - kontynuowałam. - Nawet nie dałeś mi dokończyć tej rozmowy. Kazałeś mi się wynosić. Źle to wszystko odebrałeś. Twoja propozycja była ciekawa, ale nie uważasz, że to wszystko byłoby dziwne? Nie rozumiem, czemu aż tak cię to zabolało. Przecież się nie trawimy, a teraz nagle wyskakujesz z czymś więcej.
- Tego nie powiedziałem - poprawił mnie.
- Ale oboje o tym pomyśleliśmy. - Wymachiwałam rękami. - Nie chciałam podejmować pochopnej decyzji. W tych okolicznościach ciężko mi stwierdzić, co dokładnie utworzyło się między nami. Domyśliłam się, że mogłoby to być coś więcej niż dopasowanie.
Doszło to do mnie, dopiero jak powiedziałam to na głos. Czy my właśnie rozważaliśmy bycie razem?
- Chciałabyś się przekonać? - Zbliżył się, niwelując przestrzeń między nami.
- Teraz musimy być ostrożni, bo mają nas na celowniku - wymigałam się, próbując zmienić temat.
- Powiedz mi tylko, czy też czujesz, że to coś więcej niż dopasowanie.
Też?
Popatrzyłam mu głęboko w oczy i postanowiłam.
- Czuję, że to coś więcej niż tylko dopasowanie. Nie wiem, co to jest, ale jest silne. Po prostu czasami sprawiasz, że czuję się jak w niebie, a innym razem sprawiasz, że mam ochotę cię uderzyć. Na przykład teraz.
- Teraz? - Uniósł brwi zaintrygowany. - Za co?
- Za sytuacje w klubie.
- Zrób to.
Bez wahania spełniłam jego prośbę. Pod wpływem uderzenia odrzucił głowę w prawo i złapał się za policzek.
- Konkretnie - przyznał, masując obolałe miejsce.
Zrobiło mi się go żal, więc chwyciłam jego rękę i odciągnęłam ją od czerwonego policzka. Stanęłam na palcach i złożyłam tam lekkiego całusa.
- Lepiej? - Uśmiechnęłam się przepraszająco. - Wybacz, ale jestem wściekła.
- Należało mi się - wymamrotał.
- Walisz wódką - rzuciłam, krzywiąc się.
- Na szczęście jako wilkołaki szybko trzeźwiejemy. - Wzruszył ramionami.
Przytaknęłam, przyznając mu rację. O tym wiedziałam.
- Wiec co teraz? - zapytałam.
Przygryzłam wargę, patrząc na jaskrawe niebieskie oczy.
- Próbujemy to jakoś zidentyfikować? - Wskazał na przestrzeń między nami, której raczej nie było. - Czy tchórzysz?
- Czyżby wyzwanie? - Zmrużyłam na niego oczy, a on przytaknął. - Przyjmuję, ale pod jednym warunkiem.
Niall przyciągnął mnie do siebie i oplótł ramiona w mojej talii.
- No?
- Z racji, że jeszcze nie znamy na tyle siły naszego dopasowania, nie możemy stwierdzić, że to naprawdę jest coś więcej. Może po prostu w naszym przypadku dopasowanie jest aż tak silne, że wprowadza nas w błąd. Nie robimy nic pochopnego, okey? Tylko identyfikujemy.
Kto by się spodziewał, że skończymy na określaniu więzi, która się między nami stworzyła?
Bo na pewno nie ja.
- Identyfikujemy - powtórzył szeptem.
- Czy ty też jesteś zszokowany obrotem spraw? - mruknęłam, obserwując jego usta.
- Bardzo - odparł, obserwując moje.
- Liam i Cindy nie mogą wiedzieć, że coś kombinujemy, bo nie dadzą nam spokoju.
Nie mogłam się doczekać, aż przejdziemy do punktu kulminacyjnego.
- Nie będą na razie wiedzieli. Powiemy im, jeśli uda nam się zidentyfikować obiekt badań - obiecał.
Dłużej nie chciałam czekać. Uniosłam głowę i złączyłam nasze wargi. Nasz pocałunek okazał się bezbłędny.

Jak zwykle.

***

Wróciliśmy do motelu kilka minut później. Niby podczas całej drogi się nie mizialiśmy a ni nic z tych rzeczy, ale widząc budynek włączyliśmy zachowanie, jakbyśmy ciągle byli pokłóceni.
- Liam cię zabije - przypomniałam mu.
- Może przeżyję - mruknął, udając strach.
Uśmiechnęłam się lekko, nie mogąc opanować zadowolenia jakie czułam w środku. To było coś, co wypełniało tę wilkołaczą część. Być może rzeczywiście to było tylko dopasowanie...
- Nadal uważam, że postąpiłeś głupio - powiedziałam z wyrzutem. - Jak zobaczyłam twarz Liama, to myślałam, że zejdzie nam na zawał.
- Nie powinienem wychodzić, nic wam nie mówiąc. - Wyrzucił ręce w powietrze i wywrócił oczami. - Mój błąd.
- W ogóle nie powinieneś wychodzić - dodałam sarkastycznie.
Przywołałam windę, która zjawiła się chwilę później. W ciszy, ale też w ogromnym napięciu, wjechaliśmy na odpowiednie piętro i udaliśmy się do pokoju Cindy i Liama. Zanim weszłam, wzięłam głęboki oddech.
- Jezu Chryste! - krzyknęła Cindy, jak tylko uchyliła drzwi. - Myślałam, że was porwali albo zabili i wyrzucili gdzieś w lesie!
- Przestań krzyczeć. - Przystawiłam palec wskazujący do warg. - Obudzisz innych gości i wtedy będziemy mieć kłopoty.
Skinęła głową i wpuściła nas do środka. Dziwiło mnie, że jej wzrok jeszcze nie powalił blondyna na podłogę.
- Gdzieś ty się, kurwa, podziewał!? - wrzasnął wkurzony Payne.
Odstąpiłam na bok, żeby nie przeszkadzać chłopakom w konfrontacji.
- Liam, posłuchaj ja... - zaczął spokojnie Horan.
- Nie, to ty mnie posłuchaj. - Liam zbliżył się do niego o dwa kroki. - Jeszcze minuta twojej nieobecności i wezwałbym posiłki.
- Nie przesadzaj - mruknął Niall, czym jeszcze bardziej rozzłościł szatyna.
- Możecie nas na chwilę opuścić? - usłyszałam z ust Payne'a i bez wahania wyciągnęłam Cindy na korytarz, a potem do mojego pokoju.

*Niall*

Dziewczyny wyszły. Musiałem dać sobie radę ze złością Liama sam na sam. Byłem zdziwiony i zaniepokojony jego zachowaniem. Pierwszy raz zobaczyłem go w takim roztrzęsionym stanie i miałem nadzieję, że to się więcej nie powtórzy.
- Jak się z tym czujesz, idioto? - zapytał mnie.
- Jestem świadomy, ze zrobiłem źle, ale musisz mnie zrozumieć.
- Zrozumieć? - prychnął. - Prędzej ci przywalę niż cię wysłucham.
- Moje wyjście było spowodowane pewną niekomfortową sytuacją, którą chciałem odreagować - wyjaśniłem, starając się nie ujawniać wszystkiego.
- Co to za sytuacja?
- Nie mogę powiedzieć. - Spuściłem wzrok na podłogę. - To coś dość osobistego.
- Siedzimy w tym gównie wszyscy razem i musimy mieć do siebie zaufanie - przypomniał mi. - Jestem twoim najlepszym przyjacielem, do cholery.
- Wiem, ale... No wiesz - nie mogłem się wysłowić.
- Co?
- To skomplikowane - bąknąłem i spojrzałem na niego z ukosa.
Jego mina nie mówiła nic oprócz tego, ze był wściekły i zawiedziony.
- Myślałem, że masz więcej oleju w głowie - powiedział zrezygnowany.
- Przepraszam. - Podniosłem głowę, patrząc mu prosto w oczy. - Przepraszam za tą wpadkę i za tą całą gównianą sytuację.
Payne westchnął głęboko i na chwile przymknął oczy.
- Może ci wybaczę, a teraz jest późno, więc idź zaznać trochę snu, bo jutro ruszamy dalej.
Rozłożyłem ramiona, sygnalizując że chcę go przytulić i czekałem na reakcję. Z lekkim wahaniem w końcu podszedł, więc mogliśmy wymienić się braterskimi uściskami.
- Jesteś dla mnie najważniejszy, Niall - wyznał cicho.
- Ty dla mnie też jesteś najważniejszy, Liam. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.
Odsunęliśmy się od siebie i obaj się uśmiechnęliśmy. Nie umieliśmy się na siebie długo gniewać.
Byliśmy braćmi, a bratu zawsze się wybacza.

3 komentarze:

  1. Kochana ja do tej pory nie mogę wyjść z podziwu jak opisujesz ich uczucia. Jestem zakochana w tym opowiadania. Zarówno w fabule jak i stylu pisma. Cudownie. Nie będę się rozpisywać bo nie ma po co. Czekam z niecierpliwością do następnego i zapraszam do mnie :D <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kocham, kocham, kocham, kocham!!!!!
      <3 <3 <3

      Usuń
  2. Jestem ciekawa co będzie dalej z Niallem i Destiny i jak on mógł pocieszyć się ramionach jakiejś puszczalskiej! Skandal! :D
    Zapraszam do siebie na kolejny odcinek. Mile widziany komentarz. :)

    OdpowiedzUsuń