czwartek, 30 czerwca 2016

39.

No to za ten rozdział, to musicie mnie już ubóstwiać :)
Sama jestem z niego dumna i bardzo mi się podoba.
xxx

P.S. Trzymajcie cię krzeseł (lub czegokolwiek, na czym siedzicie)!

P.S.2 Jest godzina 00:20, ale nie mogłam się doczekać xD
_________________________________________________________






10 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Mama i tata wczoraj odjechali do domu. Obiecali kontrolować sytuację i w razie problemów byli na zawołanie. Obecność mamy bardzo podniosła mnie na duchu i pozwoliła zobaczyć całą sytuację z innej strony. Cały czas miałam w głowię historię miłości, którą mi opowiedziała. To co nieco rozjaśniło mi wszystkie zdarzenia, jakie do tej pory przytrafiły się mi i Horanowi.
- Dostaliśmy pozwolenie na wyjście wieczorem - powiedziała Cindy, siadając na łóżku.
Odłożyłam książkę i spojrzałam na nią, jak na pozbawioną rozumu.
- Wyjście? Gdzie?
- Do uniwersyteckiego klubu.
- Chyba sobie żartujesz - prychnęłam. - Nie ma czegoś takiego.
- Jest - westchnęła i odgarnęła włosy z twarzy.
- Jasne - zaśmiałam się.
To z pewnością był nieśmieszny żart.
- Nie chcesz, to nie musisz mi wierzyć, ale ja, Liam i Niall tam idziemy. Zostań w pokoju i czytaj książkę, skoro to jest lepsze od zabawy - wymamrotała obrażona.
Uważnie obserwowałam jej zachowanie. Najpierw przebierała ciuchy w szafie, nie mogąc się zdecydować na żaden z wybranych zestawów. Potem poszła się wykąpać, a kiedy wróciła zaczęła się malować.
- Ej - zaczepiłam, ale nawet na mnie nie spojrzała.
Była zbyt zajęta tuszowaniem rzęs.
- Cindy? - spróbowałam jeszcze raz.
- Tak? - mruknęła.
- Ty tak serio z tym klubem? - Uniosłam jedną brew i odłożyłam książkę na stolik nocny.
- Mhm.
Usiadłam na brzegu łóżka i poważnie zastanowiłam się nad jej propozycją.
- Zaproszenie nadal aktualne? - zapytała, uśmiechając się niewinnie.
Przyjaciółka odwróciła się przodem do mnie i wywróciła oczami.
- Tylko się pospiesz - rzuciła i zabrała się za suszenie włosów.
Udało mi się i byłam gotowa w dwadzieścia minut, łącznie z makijażem.
- No, nie spodziewałam się tego po tobie. - Cindy z uznaniem poklepała mnie po ramieniu. - Twój rekord w najkrótszym czasie przygotowywania się do wyjścia.
- Nie wierzyłaś we mnie?! - oburzyłam się trochę zbyt teatralnie.
- Ależ skąd, moja droga przyjaciółko. - Zrobiła przerażoną minę.
Wybuchłyśmy śmiechem i w takim stanie wyszłyśmy z pokoju. Na dole zameldowałyśmy się u opiekuna i dołączyłyśmy do czekających przy wejściu chłopaków. Jak się okazało, oprócz Liama zebrało się więcej osób niż oczekiwałam.
- Widzę, że zrobiła się mała wycieczka - zażartowała Cindy.
- Trochę. - Liam podrapał się po karku, posyłając swojej dziewczynie przepraszające spojrzenie. - Ale Niall zrezygnował.
Posmutniałam, licząc na obecność blondyna. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Przyjaciółka pocałowała Payne'a na pocieszenie i pociągnęła za rękę do wyjścia. Zostałam na końcu grupy, co wcale mi nie przeszkadzało.
- Nie sądziłem, że się wybierzesz. - Obok mnie pojawił się Will.
- Ty też idziesz? - Zaskoczona wytrzeszczyłam oczy.
- Namówili mnie - bąknął pod nosem z obrażoną miną, a ja się uśmiechnęłam.
- Przeżyjemy to razem. - Poklepałam go po ramieniu dla pocieszenia.
W gwarze rozmów przeszliśmy wokół budynku, a potem jeszcze jakiś kawałek w głąb posiadłości.
- Dlaczego nie wiedziałam, że tutaj istnieje jakikolwiek klub? - Zmrużyłam groźnie oczy, na co Will zareagował śmiechem.
- Pewnie dlatego, że wcześniej był nieczynny. Remontowali go - wyjaśnił.
- Ten uniwersytet rządzi! - pisnęłam i podbiegłam do przyjaciółki.
Złapałam ją pod rękę i przytuliłam policzek do jej ramienia.
- Co jest? - zapytała, odrywając się na chwilę od swojego chłopaka.
- Dzięki, że mnie wyciągnęłaś.
- Wiedziałam, że nie dasz się prosić. - Uśmiechnęła się szeroko i cmoknęła mnie w czoło.
Rozczulona jej gestem raźnie pomaszerowałam przed siebie. Póki co, moje myśli zajęte były zamiarem dobrej zabawy, a nie brakiem mojego Alfy.
Chciałam, żeby pozostało tak cały wieczór.

***

- Źle się czujesz? - zapytała zmartwiona przyjaciółka, kiedy zobaczyła mnie siedzącą samą przy stoliku.
Zajęłam miejsce najbardziej oddalone od parkietu, bo chciała chwilę odpocząć.
- Wszystko w porządku - rzuciłam dla odczepki.
- Już znam to twoje "wszystko w porządku" - zironizowała. - Mówiłaś tak samo, kiedy umierałaś z bólu po porwaniu Nialla.
Westchnęłam ciężko i wskazałam głową na wolne krzesło obok mnie. Cindy bez wahania się przysiadła i wlepiła we mnie uważne spojrzenie.
- Dopadła mnie jakaś chandra - wyznałam ze smutkiem.
- Nie wiem dlaczego nie chciał z nami przyjść - odparła i pogłaskała mnie po ręce.
- Czemu zakładasz, ze o niego chodzi? - Uniosłam brwi.
- Powiedz mi, że tak nie jest.
Miała rację. Brakowało mi go tutaj i właśnie dlatego miałam ochotę wybiec stąd, znaleźć go i mocno przytulić.
- Wszystko powoli się układa. Zobaczysz, ze niedługo znowu będziecie miziać się po kątach - powiedziała pewnym głosem. - A teraz chodź zatańczyć, przyjaciółeczko!

***

12 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Niedziela dzień lenia. To moje motto przewodnie od jakiegoś czasu. Poza tym byłam zmęczona po wczorajszych próbach zidentyfikowania problemu Nialla. Liam bardzo się starał, ale Horan w dalszym ciągu krzywił się z bólu, kiedy zbliżał się do mnie.
Odpuściliśmy.
Po wczorajszej kolacji spieszyłam się do pokoju i na korytarzu zderzyłam się z nikim innym jak z blondynem. Niespodziewany dotyk był czymś, na co nie wpadliśmy. Wymuszając zbliżenie się do mnie, chłopak momentalnie się blokował. W tym przypadku było inaczej. Przez chwilę nawet przytrzymał mnie, żebym nie upadła, ale sekundę później szedł już w innym kierunku, zaciskając pięści.
Taka drobna rzecz przywróciła mi nadzieję na poprawę sytuacji.

***

13 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

- Dlaczego przeciągnęli nam dzisiaj wykłady aż do samego treningu? - jęknęłam i opadłam na łóżko.
- Na szczęście skończyły się i wykłady i trening. Nie uważasz, że facet dzisiaj przegiął z tą musztrą? - Cindy zawzięcie wachlowała twarz dłonią.
- Definitywnie - zgodziłam się.
Trener miał dzisiaj gorszy dzień i wyżył się na nas.
- Niall gapił się na ciebie przez całą lekcję - dziewczyna przerwała ciszę.
- Naprawdę? - Podniosłam się do siadu zaciekawiona spostrzeżeniem.
- Mhm. - Skinęła głową.
Uśmiechnęłam się szeroko i trochę rozmarzyłam.
- Przestań bujać w obłokach i idź się wykapać, bo cuchniesz na kilometr - przerwała mi rozmyślanie. - W takim stanie Niall na pewno nie będzie chciał cię dotykać.
Wystawiłam język w jej stronę i zaczołgałam się do łazienki. Musiałam doprowadzić się do porządku.

***

Po wspólnej kolacji Liam i Cindy gdzieś zniknęli, zostawiając mnie z Niallem. Nie mogłam narzekać, ale nie byłam pewna czy odpowiadało to również jemu. Zaszyliśmy się w pokoju chłopaków i rozmawialiśmy.
Bardzo długo.
- Jak myślisz, ile to jeszcze potrwa? - zapytał, zmieniając temat na bardziej drażliwy.
- Mam nadzieję, że nie długo - odparłam szczerze.
Po co miałam go oszukiwać? Pragnęłam go w każdy możliwy sposób.
- Musimy coś z tym robić, bo inaczej będziemy stać w miejscu - stwierdził.
- Co ty nie powiesz, Sherlocku? - zakpiłam i wywróciłam oczami.
Niall warknął pod nosem i gwałtownie zerwał się z łóżka, na którym do tej pory siedział. Zatrzymał się dopiero przy mnie, opierając się o podłokietniki obrotowego krzesła.
- Denerwujesz mnie, wiesz? - syknął, mrużąc świecące już oczy.
- Ups?
Uwielbiałam go droczyć i od jakiegoś czasu mogłam znowu sobie na to pozwolić.
- Wiesz, że teraz bardziej mogę się do ciebie zbliżać?
- Wiem. - Skinęłam głową, przeciągając litery.
Popatrzył mi głęboko w oczy, nic nie mówiąc przez dłuższy moment.
- Zróbmy coś z tym - odezwał się nagle zachrypniętym głosem. - Pomożesz mi?
Jego wzrok niebezpiecznie zjechał na moje usta i został tam na chwilę. Z podniecenia przygryzłam wargę na co wciągnął głośno powietrze. Pragnął mnie, a ja jego. Byłam w stanie zgodzić się, żeby mu pomóc.
- Mam ci podać pomocną dłoń? - zapytałam zaczepnie.
- Oczekiwałem czegoś innego niż dłoń.
- Czego?
Jego wzrok ewidentnie znowu zjechał na moje usta, przez co wstrzymałam oddech. Przechylił głowę i westchnął, przymykając oczy.
- W sumie to wszystkiego - odparł.
- To na co czekasz? - Uniosłam brew zaczepnie.
Kurwa. Tak bardzo chciałam go pocałować.
- Nie tak szybko - ostudził mój zapał.
- Niall - jęknęłam żałośnie, zdradzając swoje podniecenie.
Zaśmiał się krótko, a ja odepchnęłam go od siebie, robiąc groźną minę.
- No co? - Wzruszył ramionami niewinnie.
- Najpierw sprawiasz, że... - zacięłam się.
Nie chciałam zdradzać, jakie uczucia we mnie wywołał. To byłoby jednoznaczne z polegnięciem w walce.
- Sprawiam, że co? - Skrzyżował ramiona na piersi, patrząc wyczekująco.
- Nieważne - syknęłam. - Wychodzę.
Nie wyszłam. Stałam tam, jak idiotka i czekałam aż mnie powstrzyma.
Nie zrobił tego.
Patrzył, jak w końcu złapałam za klamkę i wyszłam na korytarza. Byłam zdezorientowana.
Najpierw zachęcił do robienia jednoznacznych rzeczy, a potem zwyczajnie dał mi odejść. Zdecydowanie poprzestawiało mu się w głowie.

***

Nie mogłam zasnąć. Był środek nocy, a ja przekręcałam się z boku na bok. Coś sprawiało, że nie mogłam się uspokoić i zrelaksować. Gdzieś wewnątrz mnie czułam uścisk, jakby miało stać się coś złego. Nie znałam tego uczucia. Po raz setny przekręciłam się na plecy i głęboko odetchnęłam. Pogodziłam się z myślą, że za cztery godziny będę musiała wstać, nie mrużąc wcześniej oka. Już widziałam, jak odsypiałam na każdym wykładzie. Cindy poruszyła się na łóżku obok i chrapnęła. Miałam ochotę się zaśmiać, ale bałam się, że bym ją obudziła. Zamknęłam oczy i starałam się wyciszyć.
Nagle usłyszałam szmer i zanim zorientowałam się o co chodzi, zostałam pociągnięta za nogę do brzegu łóżka, a potem dwie ręce uniosły mnie w powietrze. Pisnęłam cicho i złapałam się kurczowo ramion nieznajomego.
- Niall - wydusiłam, jak tylko przełożył mnie sobie przez ramię, więc mogłam poczuć jego zapach i poznać rytm serca. - Zidiociałeś?
Wyszedł na korytarz i szybkim krokiem, jakbym była piórkiem, znalazł się na dole.
On mnie dotykał, do cholery!
- Jestem w piżamie - zauważyłam ironicznie, kiedy zobaczyłam, ze kieruje się do wyjścia.
- Ogrzeję cię - odparł zachrypniętym głosem.
To oznaczało, że musiał wcześniej spać. Co go zmusiło do porwania mnie z cieplutkiego łóżeczka, w którym i tak nie mogłam zasnąć?
- Przestaniesz zachowywać się jak głupek i postawisz mnie na ziemi? - Wywróciłam oczami z pełną świadomością, że tego nie widział.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo wychodzimy, a ty nie masz butów - wyjaśnił, jak jakiemuś kretynowi.
Jak tylko przekroczył próg szkoły, co było fartem, bo nikt nas nie złapał, poczułam przenikliwy chłód. W końcu był początek listopada, prawda?
- Jestem w piżamie - pisnęłam, drżąc.
Cwaniak ubrał się w spodnie i kurtkę. Nawet nie starałam się zrozumieć, co nim kierowało. Miałam nadzieję, że nie odbije się to na moim zdrowiu.
- Jesteś wilkołakiem, Destiny - przypomniał sarkastycznie, klepiąc mnie w gołe udo.
- Samice mają słabo wykształconą tą cechę i nie możemy się same ogrzewać - odparłam groźnie. - Własnie od tego mamy samców.
- Ups?
W napływie złości uderzyłam go pięścią w plecy, co przyniosło mi tyle, co nic. Zignorował mnie i mój nastrój.
- Nie odzywam się do ciebie - fuknęłam.
Na prawdę miałam taki zamiar.
- Właśnie to zrobiłaś.
- Nie prawda - odpysknęłam, ale chwilę później ugryzłam się w język.
Próbował mnie sprowokować. Niestety nie byłam taka łatwa, jak mu się zdawało. Zbyt zajęta moją złością nie zauważyłam, że doszliśmy do doskonale znanego mi miejsca.
- Dlaczego przyniosłeś mnie do altanki w środku nocy? - zapytałam, próbując rozgrzać ramiona przez pocieranie.
- Zadajesz za dużo pytań - westchnął. - Poza tym miałaś się nie odzywać.
- Możesz mnie puścić? - zignorowałam jego uwagę.
- Nie?
- Niall - jęknęłam. - Niewygodnie mi na twoim kościstym ramieniu.
- Tak? - mruknął. - Dobrze.
Usiadł na ławce. A ja? Oczywiście, że posadził mnie sobie bokiem na kolanach.
- Nie to miałam na myśli. - Wywróciłam oczami.
Splotłam swoje palce razem i położyłam je na kolanach. Zmarzłam. Wtedy ponownie doznałam olśnienia.
- Dlaczego mnie dotykasz? - wyszeptałam, jakby to była jakaś tajemnica.
- Bo mogę? - odszeptał, przedrzeźniając mnie.
- Możesz?
- Mhm. - Skinął głową z lekkim uśmieszkiem.
- Ale... Jak to?
- Normalnie. - Zrobił głupią minę.
- Nie rób ze mnie idiotki - warknęłam. - Dobrze wiesz, że dopiero co nie mogłeś się do mnie zbliżyć, a teraz mnie obłapujesz.
- Przeszkadza ci to?
- Co ci się stało, do cholery?! - krzyknęłam i uderzyłam do w ramię.
Niall bez słowa położył mi palce na wargach i rozejrzał się uważnie.
- Nie hałasuj, bo nas złapią - powiedział cicho.
Siedziałam tam zmarznięta, skołowana i jednocześnie podniecona.
- Jest mi zimno - rzuciłam z pretensją. - Zabierz mnie do MOJEGO pokoju, skoro nie masz zamiaru zdradzić mi swojego niecnego planu.
- Mam lepszy pomysł. - wymamrotał pod nosem i zdjął kurtkę.
Miałam na niego nakrzyczeć, żeby się nie wygłupiał tylko wrócił ze mną do środka, ale kiedy otuliło mnie ciepło i jego zapach postanowiłam zamknąć usta na kłódkę. Na szczęście miał na sobie jeszcze dość ciepłą bluzę.
- Moje nogi dalej zamarzają - wspomniałam niby od niechcenia.
- Jesteś straszną marudą - zaśmiał się.
- Próbuję ci coś przekazać - westchnęłam zmęczona.
- Co takiego?
- Żebyś mnie ogrzał, debilu.
Nie potrzebował większej zachęty. Zgarnął mnie w swoje długie, ciepłe ramiona i przysunął bliżej swojej klatki piersiowej. Automatycznie oparłam głowę o jego obojczyk i przymknęłam oczy. Żeby dopełnić dobrego uczynku ułożył rozpostarte dłonie na moich gołych nogach i przesuwał je raz w jedną, raz w drugą stronę. Nie wiem, jak to zrobił, ale miał gorące palce.
- Lepiej?
Pokiwałam głową z uśmiechem.
- Dlaczego nie zrobiłeś tego od razu?
- Dałem ci kurtkę. - Skrzywił się.
- Faceci. - Pokręciłam głową litościwie.
Przygryzł wargę i wlepił we mnie swoje świecące żółte oczy, co oznaczało, że używał wilczego wzroku. Nie mogłam oderwać od nich spojrzenia.
- Dlaczego nie są niebieskie? - zapytałam, jak w hipnozie.
- Nie wiem, ale to nie jest normalne. Zgodnie z historią, skoro mam Omegę, to powinny być błyszczące i niebieskie. Po porwaniu świecą się tylko na żółto.
- Co z oczami Alfy?
- Nie potrafię sprawdzić. Nie nauczyłem się ich wywoływać.
- Zepsuli to, co kochałam najbardziej - wyznałam, niewiele myśląc.
O kurwa.
- Kochałaś? - Wytrzeszczył oczy i zesztywniał.
- Ja, nie... To znaczy wiesz... - motałam się. - Miałam na myśli, że bardzo mi się podobały.
Skakałam w duchu z radości, że było cholernie ciemno, bo mogłam nie martwić się o moją czerwoną twarz.
- Dlaczego nie włączysz wilczego wzroku? - zapytał, zmieniając temat.
- No tak. - Klepnęłam się w czoło.
Zacisnęłam powieki, a kiedy je otworzyłam mogłam idealnie zobaczyć twarz chłopaka.
- Już - rzuciłam zadowolona. - Moje są niebieskie?
- Tak. - Niall uśmiechnął się jednym kącikiem ust i zeskanował mnie od góry do dołu.
Jego ręce nie przerywały kontaktu z moją skórą.
- Chyba powinniśmy wracać - powiedział nagle, czym wytrącił mnie z zamyślenia.
A raczej podziwiania jego urody z bliska. Był cholernie pociągający.
- Dobrze mi tutaj z tobą - odparłam kompletnie szczerze.
Chciałam, żeby to wiedział.  Chciałam, żeby wiedział, że był dla mnie ważny mimo tego, co się stało.
- Marzniesz coraz bardziej i nie jestem w stanie cię właściwie ogrzać.
Miał zbolałą minę, jakby czuł się źle z tego powodu.
Martwił się.
- Jest okey - wyszeptałam, przysuwając się bliżej, chociaż miałam wrażenie, ze bardziej się nie dało.
- Uważaj - mruknął.
Zmarszczyłam czoło, nie wiedząc, co miał na myśli. Dopiero kiedy poruszył biodrami, zrozumiałam, ze naruszyłam jego strefę prywatną. Mianowicie jednym pośladkiem dotykałam jego przyjaciela.
- Przepraszam. - Odsunęłam się jak oparzona, przez co spadłam na zimne deski.
Znaczy tak rzeczywiście ich nie dotknęłam, bo Niall w ostatniej chwili mnie złapał mnie, więc zatrzymałam się na krawędzi jego kolan.
- Co ty byś beze mnie zrobiła - westchnął przesadnie i wstał, biorąc mnie jak pannę młodą.
- Gdybyś tylko wiedział, co się ze mną działo, jak ciebie nie było - posmutniałam. - Chyba byś się załamał, gdybyś mnie wtedy zobaczył.
Horan się spiął, przez co poczułam się naprawdę winna. Nie powinnam była poruszać tego tematu. Rozłąkę przeżył tak samo ciężko, jak ja. Nie mogłam go winić.
- Nie chciałam, żeby to tak zabrzmiało - powiedziałam ze skruchą, kiedy się nie odezwał.
W ciszy pokonał odległość między altanką a szkołą. Słońce powoli wschodziło, więc wywnioskowałam, ze było wcześnie rano. Super... Zapowiadały się ciekawe wykłady.
Blondyn odstawił mnie na podłogę przed drzwiami pokoju i został.
- Chyba chciałabym ci podziękować - bąknęłam niepewnie.
- Chyba? - Uniósł brwi.
- Na początku miałam ochotę przywalić ci w twarz, ale potem było całkiem miło i w sumie, to mi się podobało. I tak nie mogłam spać, więc dobrze, że wpadłeś. Dziękuję za spędzenie ze mną czasu. - Patrzyłam mu prosto w oczy.
- To ja dziękuję.
- Za co?
- Za cierpliwość.
Momentalnie zmiękłam. Zrobiło mi się ciepło, a nogi miałam jak z waty. Jego wzrok był wszystkim czego pragnęłam, bo widziałam w nim wszystko, czego potrzebowałam.
- Wiem, że nawaliłem - dodał z widocznym smutkiem.
- Powiedziałam ci, że to nie twoja wina.
Pokręcił głową, jakby chciał odepchnąć moje słowa.
- Śpij dobrze - rzucił i podrapał się kark.
Staliśmy, nie wiedząc jak się pożegnać.
- Przytulisz mnie? - zapytałam, pokonując wstyd.
Zamknął oczy i rozłożył ramiona, w które się wtuliłam. Na chwilę zamarł, ale potem jego duże dłonie ułożył na dole moich pleców. Oparłam policzek o tors chłopaka i też zamknęłam powieki.
- Dlaczego nie może być łatwiej? - zapytał cicho.
Zrobił to, nie oczekując odpowiedzi, bo nikt nie mógłby mu jej dać.
- Staram się - mówił dalej. - Naprawdę. Ale to nie jest takie proste. To cholerstwo mimo wszystko mnie blokuje. Dobrze, że czekasz, bo chyba bym sam zwariował, a tak to wiem, że mam dla kogo to przezwyciężać.
Jego słowa sprawiły, że się wzruszyłam. Rzadko się przede mną otwierał. Nie lubił mówić o o sobie, albo swoich uczuciach. Krył się i dusił emocje.
- Zawsze będę dla ciebie - odpowiedziałam spokojnie. - W końcu nie bez powodu to ja jestem twoją Omegą. Mnie z natury ciężko się pozbyć. Jestem upierdliwa.
Niall odetchnął głęboko, a kiedy na niego spojrzałam, uśmiechał się.
- Rób to częściej - poprosiłam.
Otworzyło oczy i przeniósł zdezorientowany wzrok na mnie.
- Czyli co? - Zmarszczył czoło.
- Uśmiechaj się.
Uniósł brwi w zaskoczeniu.
- Uśmiechaj się dla mnie - powtórzyłam pewniej i zrobiłam mały krok w tył, nie chcąc go osaczać.
Obdarzył mnie spojrzeniem, którego nie zdołałam odczytać. Wyciągnął rękę i delikatnie dotknął moich warg.
- Dla ciebie wszystko - powiedział cicho.
I po prostu sobie poszedł, zostawiając mnie oniemiałą pod drzwiami pokoju.

-----------------------------------------------------

KOMENTUJCIE!
KOMENTUJCIE!
KOMENTUJCIE!

Bo kocham Wasze komentarze!!!!!!! <3

wtorek, 28 czerwca 2016

38.

Dodajecie takie SUPER(!) komentarze i sprawiacie, że robię się miękka, a wtedy dodaje kolejny rozdział ehh...
Co ja się z Wami mam? 

_____________________________________________



7 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Wstałam wyjątkowo wyspana i w ciągu trzydziestu minut byłam gotowa na wykłady. Cindy nie było w pokoju, więc założyłam, że umówiła się na śniadanie z Liamem. Nie byłam o to zła. Ustaliłyśmy pewne rzeczy, dzięki czemu nie wynikały między nami niepotrzebne kłótnie.
To było bardzo wygodne.
Kończyłam tuszować rzęsy, kiedy usłyszałam pukanie. Nikogo się nie spodziewałam, ani z nikim się nie umawiałam. Spokojnie dokończyłam robotę i niespiesznie podeszłam do drzwi. Gdybym tylko mogła sfotografować swoją minę...
- Niall? - zdziwiłam się, widząc blond czuprynę.
- Hej - przywitał się trochę nieswojo.
Trzymał dłonie w kieszeniach i wydawał się być skrępowany. Pewnie nie bardziej niż ja.
- Wejdź - rzuciłam, cofając się, żeby zebrać potrzebne rzeczy.
- Nie przeszkodziłem?
- Nie, właśnie wychodziłam. - Pokręciłam głową, pochylając się nad łóżkiem.
Pościeliłam łóżko, wyprostowałam się i położyłam dłonie na biodrach dumna ze swojej pracy. Wszystko musiało leżeć idealnie. Odwróciłam się powoli, żeby stanąć twarzą w twarz z blondynem. Stał kilka kroków ode mnie, a ja starałam się nie gapić na niego zbyt intensywnie.
- Coś się zmieniło - odezwał się cicho.
Wpatrywał mi się w oczy, a ja nie widziałam w nich bólu. Mogłam się już cieszyć?
- A dokładniej? - poprosiłam o wyjaśnienie lekko zdezorientowana.
- Pamiętasz, jak ostatnio gwałtownie złapałaś mnie za rękę? - zapytał, a ja skinęłam głową. - Na początku zabolało.
- Tak, mnie też - przyznałam, krzywiąc się na wspomnienie.
- Potem poczułem jakby wewnętrzny wstrząs, upadłem na kolana, zaciskając powieki. Myślałem, że rozniosę w pył cały pokój, ale wtedy nagle ból zniknął, czego kompletnie się nie spodziewałem - kontynuował. - Chciałem ci powiedzieć o tym od razu, ale byłaś za bardzo wkurzona.
Momentalnie skoczyło mi ciśnienie.
- Ty byś nie był? - Zmrużyłam oczy i skrzyżowałam ręce na piersi.
Niall wzruszył ramionami, jakby chciał podać mi do wiadomości, że nie był w stanie mi odpowiedzieć.
- Dlatego przyszedłeś teraz, prawda? - wywnioskowałam wspaniałomyślnie, przerywając ciszę.
Brawo, Destiny! Gdyby nie ty, nikt by na to nie wpadł.
- Dokładnie tak. - Skinął głową. - Mam jeszcze propozycję.
Chyba zaczynałam się ekscytować.
- Jaką? - Uniosłam brew, wyczuwając podstęp.
Sprawdziłam tempo jego serca, ale nic nie zdradzało stresu ani obawy.
- Chodź ze mną - zaproponował poważnie.
Wolałam kiedy żartował i mówił niegrzeczne rzeczy.
- Gdzie?
- Czyli jesteś chętna?
Koniec powagi, wykrakałam. Co się z nim stało w ciągu nocy? Miał rozdwojenie jaźni? Bo teraz był taki... Bardziej śmiały?
- Czyżby wrócił mój Niall? - droczyłam się.
Nie odpowiedział, a ja dopiero wtedy zrozumiałam, co go powstrzymało. Nazwałam go MOIM Niallem.
Cholercia.
- Wybacz - odchrząknęłam, czując się bardzo niezręcznie. - To nie miało być... No wiesz.
- W porządku. - Skinął głową.
Uśmiechnęłam się kwaśno, mając świadomość twarzy buraka. Niestety nie miałam jak się ukryć, bo i tak by wyczuł mój wstyd.
- Byłem twój? - zapytał po chwili ściszonym głosem.
- Raczej nadal jesteś - wyszeptałam drżącym głosem.
Chłopak cicho warknął i w ułamku sekundy znalazł się tuż przy mnie, zachowując delikatny dystans. Gdybym chciała, mogłabym wyciągnąć rękę i dotknąć jego policzka. Zamiast tego zagryzłam wargę, wpatrując się w jego spięte oblicze. Bolało go przebywanie przy mnie.
- Niesamowite - westchnął jakby z częściową ulgą.
Dekoncentrowała mnie jego twarz w tak małej odległości od mojej. Pragnęłam poczuć jego usta na swoich, ale miałam bolesną świadomość, że nie mogłam tego zrobić.
- Co? - wydusiłam wyrwana z transu i odchrząknęłam.
- Ból jest... Jakby mniejszy.
- Może już się do niego przyzwyczaiłeś? - Zmarszczyłam czoło, pilnując normalnego oddechu.
W tym momencie to było nie lada wyzwanie.
- Nie wydaje mi się. Do tego nikt nie mógłby się przyzwyczaić. - mruknął, kręcąc głową.
- To dobrze, że jest mniejszy, racja?
Pochylił się delikatnie w moim kierunku, a ja zamarłam.
Nienienienienienie!
- Genialnie - wyszeptał, skanując moją twarz świecącym, ale dalej żółtym wzrokiem.
Te słowa sprawił, że zadrżałam. Odchrząknęłam, starając się opanować wymykający się spod mojej kontroli organizm.
- Niall nie jestem pewna czy powinieneś...
- Shhh - uciszył mnie.
Co, do cholerki, się z nim stało?! Przełknęłam ślinę i oblizałam usta. Palec blondyna zbliżył się do moich warg, ale ich nie dotknął, a mimo to moje serce zrobiło fikołka.
- Chciałbym cię pocałować - rzucił boleśnie.
Teraz to dostałam zawału. No, serio.
- Nie rób tego - mruknęłam kompletnie oderwana od rzeczywistości.
Nie chciałam, żeby to zrobił, bo nie potrafiłabym się opanować, gdyby coś poszło nie tak. Poza tym, nie chciałam, żeby cierpiał. Wolałam odstawić swoje pragnienia na później.
- Nawet jeśli byś pozwoliła i tak bym tego nie zrobił. - Wyprostował się i zrobił krok w tył.
Auć?
- Chodź ze mną - poprosił.
Skinęłam głową na znak zgody. Odrzuciłam książki, które trzymałam i podążyłam za chłopakiem w dobrze znanym mi kierunku.
- Co robimy w twoim pokoju? - zapytałam, jak tylko zamknął za sobą drzwi.
Na klucz. Zamknął je na cholerny klucz!
Prawie umarłam z podekscytowania, ale dzielnie się kryłam.
- Niall, co ty wymyśliłeś?
Nie uzyskałam odpowiedzi. W zamian tego chłopak zaczął iść w moim kierunku, a ja instynktownie się cofałam. Po chwili poczułam na plecach zimną powierzchnię ściany, co oznaczało koniec ucieczki. Niall zostawił między nami krok odległości.
- Już postanowiłem. Będziemy pokonywać bariery - wyjaśnił poważnie.
- To nie jest dobry pomysł. - Pokręciłam głową pełna obaw.
Nie chciałam go skrzywdzić. Nie przeżyłabym kolejnego oddalenia od niego.
- Nie? - droczył się.
- Nie.
- Dlaczego? - Przechylił głowę.
- Będziesz cierpiał. Nie chcę tego - odparłam stanowczo.
- Martwisz się o to? - Zmarszczył czoło. - Przecież mnie pragniesz. Czuję to na kilometr.
- Tylko dlatego chcesz, żeby cię bolało? Bo ja cię pragnę? - Skrzyżowałam ramiona na piersi, przyjmując bojową postawę.
Niall odsunął się na większą odległość i przeczesał włosy palcami.
- Może to jedyny sposób, żeby sto przerwać? - zasugerował, patrząc w bok.
- Nie będziesz ryzykował.
Przeniósł na mnie groźne spojrzenie i zacisnął pięści.
- A ty nie będziesz mi rozkazywała - warknął.
- Widzisz? Nawet nie potrafisz kontrolować swoich emocji - prychnęłam.
Nie odpowiedział, a ja odepchnęłam się od ściany i podeszłam do drzwi. Przez chwilę mocowałam się z kluczem.
- Spieszę się na wykłady - rzuciłam przez ramię i wyszłam.

***

8 LISTOPADA 2017r.
*Desitny*

Od sytuacji z wczoraj nie wydarzyło się nic specjalnego. Ja i Niall cały dzień obdarowywaliśmy się obojętnymi spojrzeniami. Mimo tego, czułam przyciąganie, któremu silnie się opierałam. Czułam się lepiej, wiedząc, ze żył i miał się całkiem dobrze. Starałam się nie myśleć o tym, że mnie nienawidził, co było całkiem pomocne w próbie przetrwania najgorszego.
- Twój tata kazał, żebyś stawiła się w gabinecie dyrektorki - powiedziała Cindy, kiedy wychodziłyśmy ze stołówki po obiedzie.
- To on jeszcze nie wrócił do domu? - zdziwiłam się.
- Mnie nie pytaj. - Wzruszyła ramionami i zrobiła głupią minę.
Szturchnęłam ją łokciem i pomachałam na odchodne. Dwie minuty później stanęłam przed gabinetem dyrekcji.
- Raz się żyje - westchnęłam i nacisnęłam klamkę, wchodząc.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy na miejscu, na którym zawsze siadałam zobaczyłam rodzoną matkę.
- Mamo! - ucieszyłam się, a ona gwałtownie wstała i od razu zgarnęła mnie w ramiona.
- Córeczko - westchnęła z ulgą i pogładziła mnie po głowie.
Przytulałyśmy się przez dłuższą chwilę, nie zwracając uwagi na rozczulone spojrzenia taty i dyrektorki. Na szczęście nie było nikogo z Rady. No oprócz mojego ojca, ale to nieważne.
- Co ty tu robisz? - zapytałam, jak tylko się od siebie oderwałyśmy.
Mama złapała mnie za dłoń, a ja wiedziałam, że nie miała zamiaru jej puścić. Stęskniła się tak samo, jak ja.
- Musiałam sprawdzić, co dzieje się z moją księżniczką - powiedziała, posyłając mi szeroki uśmiech. - A Michael kazał cię pozdrowić.
- Radzę sobie - zachichotałam. - Jak zwykle kochany braciszek. - Zrobiłam śmieszną minę.
Zaśmiała się i pogładziła moje włosy.
- Dzielna jesteś, wiesz?
- Wiem, mamo.
- Oby tak dalej. - Położyła mi dłoń na ramieniu i popatrzyła mi prosto w oczy. - Wierzę, że wam się uda.
Wzruszenie odebrało mi mowę i ścisnęło serce.
- Zostawimy was same - odezwał się tata i razem z kobietą opuścili pomieszczenie.
- Tak się cieszę, że udało ci się przyjechać. - Nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Twój ojciec nie dawał mi spokoju - westchnęła przesadnie.
Zajęłyśmy krzesła pod ścianą i pogrążyłyśmy się w rozmowie. Opowiedziałam jej wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Również z zachowaniem Nialla z poprzedniego dnia. Nie obyło się bez rumieńców przy kwestii z pocałunkiem.
- Myślę, że chłopak idzie w dobrym kierunku - przyznała kobieta w zamyśleniu.
- Naprawdę? - Uniosłam brwi.
- Kochasz go, prawda? - zapytała nagle, a ja przestałam oddychać.
To wciąż była dla mnie kwestią, o której nie chciałam rozmawiać. Zwyczajnie się wstydziłam.
- Mamo - jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
- Córeczko - skarciła mnie i cmoknęła z niesmakiem.
Wywróciłam oczami póki nie mogła tego zobaczyć i ponownie na nią spojrzałam, co było bardzo trudne.
- Mi możesz powiedzieć.
- Wiem, tylko... - zawahałam się. - To nie jest takie proste do wyjaśnienia.
- Nie potrafisz określić swoich uczuć względem niego?
- Jest dla mnie ważny, to na pewno - przyznałam.
- Ale? - Przyjrzała mi się uważnie.
- Kiedy został porwany bardzo cierpiałam. Ból był nie do zniesienia. Naprawdę. - Skrzywiłam się. - W tym czasie zrozumiałam, że stał się dla mnie kimś, za kogo mogłabym oddać życie. Raz powiedziałam samej sobie, że się zakochałam, ale to nie wyraziło tego, co do niego czuję. Nie sprawiło, ze byłam pewna.
- Czyli to coś więcej niż miłość.
- To możliwe?
- Tak, skarbie.
- Ale co to jest? Jak to nazwać? - westchnęłam ciężko.
Byłam zmęczona ciągłym szukaniem odpowiedzi i wskazówek, dotyczących mnie i moich uczuć.
- Nie mam pojęcia, bo nigdy się z tym nie spotkałam - odparła szczerze.
- Co jeśli Niall tak tego nie odbiera? Co jeśli on kieruje się tylko pragnieniem? - Dopadły mnie wątpliwości.
- Zgodził się, żeby zidentyfikować waszą więź?
- No, tak. - Skinęłam powoli głową
- Przecież jesteś w stanie wyczuć jego intencje, Destiny.
- Wiem mamo, ale...
- Posłuchaj pewnej historii - przerwała mi. - Mama opowiadała mi o pewnej parze, którą łączyło silne pragnienie. Ich więź była bardzo podobna do twojej i Nialla. Na początku nic nie wskazywało na jakieś specjalne relacje. Zaakceptowali się i tak żyli przez kilka miesięcy. Z czasem pragnienie zaczęło domagać się czegoś więcej. Większego poświęcenia i zaangażowania uczuć. W tamtych czasach nie było możliwości, żeby wystarczająco nauczyć się, jak nad sobą panować. Po kilku nieudanych próbach, każdy członek Rady wróżył tej parze niepowodzenie. Oczywiście, mieli wzloty i upadki, jak każdy. Jednak było między nimi coś, co trzymało ich przy zdrowych zmysłach. Kiedy chłopak cięzko przechodził pełnie i tracił nad sobą kontrolę, dziewczyna zawsze przy nim była. Czuwała nad jego dobrem. Często krzywdził ją słowami, których wówczas nie kontrolował. Mimo tego była wytrwała i nie poddawała się. Mogłoby się wydawać, że chłopak nie czuł aż takiego przywiązania jak ona. Pewnego dnia ktoś zawiadomił go o poważnym uszkodzeniu zdrowia dziewczyny. Bez zwlekania udał się na miejsce, w którym się nią opiekowano. Leżała w śpiączce. On z każdym dniem opadał z sił. Wiedział, że długo nie pociągnie, jeśli ona się nie wybudzi. Tęsknota sprawiła, że zamknął się w sobie i nie odstępował jej łóżka na krok. Pewnego dnia otworzyła oczy, a on zrozumiał jak ważna była dla niego ta krucha istota i że za wszelką cenę musiał ją chronić.
- Kochali się? - wyrwałam się z pytaniem.
- Za każdym razem, gdy ktoś pytał ich czy się kochają, zaprzeczali. Dla obojga słowo "miłość" było niewystarczające.
- Nie rozumiem - jęknęłam.
- Jesteś istotą nadprzyrodzoną, Destiny. Nic, co dla człowieka jest oczywiste, nie będzie oczywiste dla ciebie. W przypadku dopasowania to nie jest miłość. Tego nie można nazwać zakochaniem. To za mało.
- Jak się potoczyły losy tej dwójki? - zapytałam podekscytowana, chcąc znać zakończenie.
- Tragicznie. - Mama posmutniała. - Wrogowie porwali chłopaka. Za jakiś czas ktoś porwał również dziewczynę. Oboje cierpieli tortury i przesłuchania. Znali bardzo dużo szczegółów związanych z działaniem Rady, a na tym zależało oprawcom. Nie dawano im spokoju. Jednego dnia wyprowadzono ich na duży plac i postawiono na przeciwko siebie. Powiedziano im, że jeśli któreś nie zacznie mówić, to zabiją to drugie na ich oczach. Jak się pewnie domyślasz, żadne nie uległo. Patrząc sobie w oczy, wiedzieli, ze porywacze już nigdy nie pozwolą im być razem, nawet jeśli dowiedzą się tego, co pragnęli wiedzieć. Dlatego też wyrwali się z rąk tych, którzy ich przytrzymywali. Nim oprawcy zdążyli ich rozdzielić, złączyli usta w mocnym pocałunku i wzajemnie wbili sobie pazury w serca.
Zamarłam i zakryłam usta dłonią. Byłam w szoku.
- Woleli razem umrzeć niż żyć osobno - mama zakończyła i przygarnęła mnie do uścisku. - Teraz rozumiesz, jak silne jest uczucie, które was łączy?
- To bardzo niedobrze - wystraszyłam się.
Mama zaśmiała się i odsunęła mnie tak, ze widziała moją twarz.
- To nie znaczy, ze wy też tak skończycie. - Pokręciłam litościwie głową. - Chodziło mi o unaocznienie ci tego, jak silna jest więź między wami. To z nią związany jest ból z rozdzieleniem i pragnienie, kiedy jesteście razem. Własnie na tym, to wszystko polega.
- Każdy tak ma?
- Każda dopasowana para odczuwa pewne przyciąganie, ale nie jest ono tak silne. Potrafią bez siebie funkcjonować i żyć w związkach z innymi osobami. Ty i Niall otrzymaliście coś wyjątkowego. Coś, co jest zarówno darem, jak i przekleństwem.
- O mój Boże - wymamrotałam. - To za dużo, jak na mój mózg.
Chwilę później obie zaniosłyśmy się śmiechem, który ciężko nam było opanować. Może nie był to odpowiedni moment, ale trzeba było jakoś rozładować napięcie.

Musiałam to wszystko na spokojnie i w samotności przetrawić, żeby logicznie coś wymyślić.

____________________________________________

Zarządzam PRZERWĘ W ROZDZIAŁACH!

Kolejny dodam dopiero w piątek (30.06.16r.) na dniu (postaram się w godzinach porannych).

Czekajcie z niecierpliwością, bo będzie ZAJEBISTY!

37.

Wiem, jestem najlepsza ;)
___________________________________________




6 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Nie zasnęłam przez całą noc, dlatego poranek był dla mnie koszmarem. Z racji, że nastał poniedziałek, musiałam zwlec się z łóżka i przygotować na wykłady. Okropnie nie miałam na nie ochoty. Wysłuchiwanie zrzędzenia profesorów o rzeczach, których nigdy nie wykorzystasz. Z przykrością zauważyłam, że nic nie wiązało się z tym, żebyśmy mogli uczyć się panować nad sobą. Coś się zmieniło, a te zmiany wcale nie były lepsze.
- Dzień dobry, księżniczko - przyjaciółka przywitała się radośnie.
Usiadłam na brzegu materaca, żeby wybudzić się z letargu. Byłam wykończona i nie miałam siły otworzyć oczu. Trwałam w zawieszeniu między snem, a jawą.
- Żyjesz? - zapytała, kiedy się nie odezwałam.
- Mhm - mruknęłam z zamkniętymi oczami.
- Destiny, jeśli teraz nie zaczniesz się szykować spóźnisz się na wykłady - skarciła mnie.
- Mhm.
Cindy szarpnęła moje ramię, sprawiając, ze prawie upadłam na kolana. Pociągnęła mnie w górę, więc stanęłam na równych nogach. Niechętnie uniosłam powieki i obdarzyłam ją nieobecnym spojrzeniem.
- Czy ty w ogóle spałaś?! - oburzyła się, uważnie oglądając moją twarz.
Pokręciłam głową na "nie" i ziewnęłam.
- Wykąp się, bo cuchniesz. - Zmarszczyła nos.
Nawet nie miałam siły, żeby zabić ją wzrokiem, czy odepchnąć. Posłusznie poczłapałam do łazienki i zrobiłam, co należało. Po wyjściu wyglądałam dużo lepiej, ale nie idealnie. Skłoniłam bym się na określenie 'znośnie'.
- Możemy iść? - odezwałam się, chwytając książki.
Przyjaciółka wystraszyła się i cicho pisnęła.
- Nie skradaj się tak - marudziła.
Wywróciłam oczami i wyszłam na korytarz. Chwilę później znalazłyśmy się pod właściwą salą. W trakcie wykładu o oddziaływaniu różnych faz księżyca na istoty nadprzyrodzone myślałam zupełnie o czym innym. Na przykład zastanawiałam się co będzie na obiad, albo co mi się przyśni, kiedy tylko znowu będę mogłam położyć się do łóżka. O tak, łóżko było tym, czego potrzebowałam. Nawet nie zorientowałam się, że wykład dobiegł końca. Opuściłam salę jako ostatnia, a Cindy przedarła się przez tłum, rzucając mi szybkie "Liam". Zniknęła za rogiem, a ja ciężko westchnęłam.
- Hej - usłyszałam znajomy głos po prawej stronie, kiedy szłam przez korytarz.
Nie miałam ochoty na niczyje towarzystwo. W sensie oprócz przyjaciółki.
- Cześć, Will - odparłam, sprzedając mu mały uśmiech.
Nieszczery, ale zawsze coś.
- Jak jest?
- Mogło być lepiej. - Wzruszyłam ramionami. - A u ciebie?
- W porządku.
Przystanęłam, bo mój wzrok przyciągnęła jedna rzecz. W sumie, to była osoba.
- To Caleb nie współpracował z dyrektorem? - zapytał, patrząc intensywnie w kierunku znajomego, nachalnego chłopaka.
Stał oparty o ścianę i żywo rozmawiał z jakąś blondynką. Wyglądał na zadowolonego i beztroskiego. Pomyliłam się, co do niego i było mi wstyd.
- Dlaczego miałby? - Will zmarszczył czoło.
- Chyba źle go oceniłam - mruknęłam.
- Wczoraj wrócił do szkoły. Był na jakimś wyjeździe z rodziną - wyjaśnił, nawet jeśli nie zapytałam.
Zrobiłam głupawą minę i machnęłam lekceważąco dłonią. Chłopak zaśmiał się i szturchnął mnie w ramię.
- Muszę iść na kolejny wykład - powiedział, a ja dopiero teraz zauważyłam, że odprowadził mnie pod moją salę.
- Tak, ja też. Dziękuję za przemiły spacer.
- Nie ma za co. Widzimy się na stołówce?
Chciał spędzić ze mną czas, jakby nigdy nic. Nie spodziewałam się tego, ale też nie miałam powodów, żeby odmówić. Być może to miało mi jakoś pomóc...
- Jasne. - Uśmiechnęłam się już bardziej szczerze.
Skinął głową i zniknął za rogiem. Wydawało się, że ten dzień mógłby być całkiem dobry, ale potem zobaczyłam coś, co natychmiast zmieniło moje zdanie. Kilka metrów dalej stał Niall i uważnie mi się przyglądał. Podejrzewałam, że widział mnie z Willem, co sprawiło, że poczułam się w pewien sposób winna.

Potrzebuję cię. - Pomyślałam, wpatrując się w jego oczy.

Niestety niećwiczona telepatia nie zawsze działała i nigdy nie mogłam mieć pewności, że usłyszał to, o czym pomyślałam. Chłopak patrzył na mnie przez kolejne kilkanaście sekund, a potem odepchnął się od ściany i jak najszybciej oddalił w przeciwnym kierunku.

Auć.

***

- Umieram czy umieram? - westchnęła Cindy, opierając czoło o blat stolika.
Pokręciłam litościwie głową na jej zachowanie i rozejrzałam się po stołówce. Nigdzie nie było Willa, który ewidentnie się ze mną umówił. Nagle wśród tłumu wyłapałam wzrokiem jego twarz. Siedział przy stoliku z grupą znajomych i ewidentnie flirtował z dziewczyną obok. Zorientował się, że na niego patrzyłam i posłał mi przepraszające spojrzenie. Wywróciłam oczami i odwróciłam głowę do przyjaciółki. Wystawił mnie w najbardziej niegrzeczny sposób dlatego się obraziłam.
- Gdzie zgubiłaś kochasia? - zapytałam, jednak dziewczyna nie miała szansy odpowiedzieć.
Obok nas pojawił się Liam, a kilka sekund później dołączył do nas Horan.
- Tutaj jest. - Wyszczerzyła się i od razu wyprostowała.
Payne usiadł obok niej i zarzucił rękę na jej ramiona, pochylając się do jej ucha. Wyszeptał coś, co sprawiło, że Cindy się zarumieniła.
- Och, przestańcie już być tacy słodcy - jęknęłam.
Byłam zmęczona i zła, a zachowanie Willa tylko pogorszyło mój nastrój. Postanowiłam się przewietrzyć i oczyścić umysł. Młody wampir był jedyną osobą, przy której mogłam zapomnieć o bagnie w którym siedziałam. Bez słowa podniosłam się, odstawiłam pustą tackę na ladę i wyszłam. Po przejściu kilku kroków musiałam przytrzymać się ściany, bo zakręciło mi się w głowie. Zamknęłam na chwilę oczy i wzięłam głęboki oddech. Powoli ruszyłam przed siebie, ale nim zrobiłam dwa kroki zobaczyłam ciemność i usłyszałam głuche wołanie mojego imienia.

***

Ból głowy sprawił, że zacisnęłam zęby. Ocknęłam się w nieznanym mi dotąd pomieszczeniu.
- Jesteś w uniwersyteckim szpitalu - powiedział męski głos, a ja od razu rozpoznałam w nim tatę.
Mieliśmy tutaj coś takiego? Dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałam?
- Co się stało? - Przechyliłam głowę, więc mogłam zobaczyć jak siedział zmartwiony obok łóżka i ściskał pocieszająco moją dłoń.
- Straciłaś przytomność, córeczko - westchnął. - Will uratował cię przed upadkiem.
Musiał wyjść za mną ze stołówki, widząc moją posępną minę. W głowie zanotowałam, żeby koniecznie mu podziękować.
- To niemożliwe. - Pokręciłam głową. - Nie byłam osłabiona, dużo spałam i jadłam regularnie.
- To było spowodowane czymś innym - odparł cicho, unikając mojego spojrzenia.
Urywał coś istotnego, bo tylko przy ważnych sprawach się tak zachowywał.
- Czy chciałbyś mi coś powiedzieć, tato? - Uniosłam brwi w oczekiwaniu.
- Razem z Radą uważnie obserwowaliśmy ciebie i Nialla. Z racji, ze jesteście silnie dopasowani wasze organizmy nie mogą bez siebie pozostać na zbyt długi czas. Tak już jest i nic nie ma na to wpływu. Musieliśmy zobaczyć ile czasu zajmie zanim doprowadzi cię to do takiego stanu.
- Pozwoliłeś, żebym była obiektem obserwacji? - oburzyłam się i wyszarpnęłam moje palce z jego dłoni.
Wyprostował się i odchrząknął.
- Źle mnie zrozumiałaś. - Potrząsnął głową. - My nie możemy w was ingerować. To wszystko dzieje się tylko między wami i nikt nie jest w stanie wam pomóc. Sami musicie to zrobić. Wiem, że to brzmi strasznie, ale taka jest brutalna prawda. Nie ma osoby czy istoty, która miałaby to zrobić za was.
- Czyli zasłabłam, bo już dłuższy czas nie miałam przy sobie Alfy? - zapytałam dla pewności.
- Wyjaśniłem wam na czym polega dopasowanie. Tylko razem jesteście wystarczająco silni i możecie się wzajemnie wspierać. Gdybyście tylko... - urwał.
- Gdybyśmy co?
- Dopasowanie staje się poważniejsze, kiedy między dwoma osobnikami pojawiają się jakieś uczucia. Zauważyłem, ze coś zaczęło was łączyć i domyślałem się, że przez to co przytrafiło się jemu będziesz mocno cierpiała. Najgorsze jest to, że nie mogę nic z tym zrobić.
- Dlaczego Niall tak nie zareagował? Nic mu się nie dzieje - odwróciłam uwagę na inny temat, żeby nie musieć rozmawiać o moich uczuciach względem Horana. - Dlaczego on wygląda lepiej niż ja?
- Wydaje mi się, że to przez szok w jakim się teraz znajduje. Na pewno czuje ból związany z odseparowaniem od ciebie, co zwiększa jego pragnienie, ale dyrektor zrobił coś, co nie pozwala mu się do ciebie zbliżyć. Jedno wyklucza drugie.
- On nawet ze mną nie rozmawia - jęknęłam zrezygnowana. - Co mam zrobić? Nie chcę tak się czuć. Mam dość.
- Wiem, skarbie. Wiem też, ze jesteś dzielną kobietą. - Pochylił się i pocałował mnie w czoło. - Niestety muszę iść. Obowiązki wzywają. Prześpij się, żeby zebrać siły na nowo.
Wyszedł, zostawiając mnie z kotłującymi się myślami. Ja miałam cierpieć za nas dwoje? Wykluczone!
- To nie takie proste, tatku - mruknęłam do siebie i zamknęłam oczy.
Nim zdążyłam zasnąć, drzwi pomieszczenia zostały otwarte. Ktoś wszedł do środka. Nie otwierałam oczu, bo byłam pewna, ze to był tata, albo jakaś pielęgniarka. Jednak nieustająca cisza zmusiła mnie do przerwania odpoczynku.
 - Niall? - wydusiłam, widząc mizerną postać chłopaka.
Dopiero z bliska mogłam zobaczyć, że cierpiał tak samo, jak ja. Czemu wcześniej tego nie zauważyłam?
- Co ty tu robisz? - zapytałam, chociaż wiedziałam, że nie był w stanie mi odpowiedzieć.
Unikaliśmy się od czasu incydentu w altance, kiedy to próbował się do mnie zbliżyć. Nic się nie zmieniło, a na pewno nie na lepsze.
- Przecież możesz mi odpowiedzieć - mruknęłam odrobinę zła.
Potrzebowałam go, a on zmuszał mnie do oglądania jego obojętnej i zmarniałej twarzy. Krajało mi się serce i miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Straciłam mojego Alfę i nie byłam pewna, czy mogłam go kiedykolwiek odzyskać.
- Martwiłem się.
Moje serce zamarło, a usta rozchyliły się z szoku. Ostatni raz słyszałam jego głos, kiedy był uwiązany łańcuchami. Wtedy brzmiał groźnie, całkowicie jak ktoś inny. Teraz brzmiał na wyczerpanego.
Martwił się?
- Ale to Will mnie tutaj przyniósł - mruknęłam zanim pomyślałam.
Horan odwrócił się na pięcie, chcąc wyjść. Uraziłam go przez własną głupotę. Will mnie wystawił, a to że był we właściwym miejsu o właściwej porze go nie usprawiedliwiało. To mógł być każdy uczeń.
- Zostaniesz ze mną przez chwilę? - zapytałam z nadzieją, że uda mi się go zatrzymać.
Skinął głową i zajął krzesło, na którym chwilę wcześniej siedział mój ojciec.
- Wiesz dlaczego tu jestem, prawda? - odezwałam się niepewnie.
Miałam nadzieję, że był poinformowany tak samo, jak ja o powodzie mojego zasłabnięcia.
- Przykro mi - odezwał się, patrząc na swoje dłonie, które położył na udach.
- To nie twoja wina - westchnęłam.
Wiedziałam, ze będzie się obwiniał. Znałam go zbyt dobrze.
- Moja.
- Nie.
- Tak.
- Niall przestań się obwiniać - poprosiłam stanowczo.
Nie odpowiedział, co wzięłam za zgodę na zakończenie małego sporu. Ogromną radość sprawiał mi fakt, ze tu był i do mnie mówił. Tak długo na to czekałam, że aż wydało mi się to cudem.
- Przepraszam. - Podniósł głowę, z bólem wpatrując się w moją twarz.
- To ja przepraszam. To ja zaufałam Loganowi. To ja pozwoliłam na to, żeby cię zwabili. To wszystko moja wina - odpowiedziałam szybko.
Nie mogłam pozwolić, żeby nosił na barkach coś, co nie było jego winą.
- To przeze mnie jesteś w takim stanie - odparł.
- Nie masz na to żadnego wpływu.
- Mogłem się bardziej postawić - przyznał cicho.
Zmarszczyłam czoło, nie zadając pytania. Pozwoliłam, żeby sam przełamał chęć rozmowy na ten temat.
- Walczyłem, ale udało im się mnie zagiąć. Pozwoliłem, żeby dotarli do mojego wnętrza. W pewnym momencie po prostu odpuściłem. Nie miałem siły. To tak kurewsko bolało.
Wyczułam, że trudne było dla niego ciągnąć ten temat, więc nie pytałam o nic więcej. Po prostu napawałam się jego obecnością. Nie miałam pewności, że to mogłoby się powtórzyć.
- Mogę czegoś spróbować? - zapytał po chwili ciszy.
- Jasne. - Pokiwałam głową, czując podekscytowanie.
Wiedziałam, że wyczuł przyspieszone bicie mojego serca, ale nie przejmowałam się tym.
Był tu.
Był ze mną.
Tylko to się teraz liczyło.
- Chciałem... - urwał i przysunął się odrobinę bliżej. - Nie ruszaj się - poprosił.
Zacisnęłam wargi i czekałam na rozwój sytuacji. Niall powoli wyciągnął rękę w kierunku mojej. Naprawdę robił to bardzo wolno, a ja zauważyłam że cały się spiął. To musiało kosztować go tak wiele...
- Postaram się to pokonać, ale nie obiecuję - powiedział, skupiony na swoich palcach.
- Rozumiem - odparłam, chociaż nie miałam pojęcia co się właściwie działo.
Byłam oszołomiona.
- Nie znoszę uczucia, które we mnie siedzi, kiedy jesteś daleko. To tak cholernie ssie. Niestety już sama rozmowa z tobą dużo mnie kosztuje.
Serce przyspieszyło mi jeszcze bardziej. Sama skupiłam wzrok na jego długich, chudych palcach, które teraz znajdowały się tylko centymetr od mojej dłoni. Horan miał zaciśnięte zęby i napięte mięśnie. Walczył sam ze sobą.
Usłyszałam ciche warczenie, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie bólu, kiedy musnął opuszkami moją skórę. Szybko się wycofał i zamknął oczy, opadając na oparcie krzesła.
- Przepraszam - wyszeptał bezradnie kolejny raz.
Wstrzymałam łzy, widząc jak wychodził. Ostatni raz spojrzał na mnie zanim zamknął za sobą drzwi. Cierpiał, a ja nie mogłam mu pomóc. Pokazał mi, ze mimo ogromnych chęci nie może się do mnie zbliżyć.

Jak miałam mu ulżyć w tym wszystkim?

***

 Wieczorem pozwolili wrócić mi do pokoju. Oczywiście, że tego nie zrobiłam. Upewniłam się, że Liam i Cindy zajęli się sobą w naszym pokoju i szybko znalazłam się w miejscu, które przywracało piękne wspomnienia. Weszłam bez pukania, co było najlepszą decyzją w moim życiu. Zobaczyłam Nialla leżącego na łóżku bez koszulki. Nie wiedziałam, czy spał, ale miał zamknięte oczy.
- Cześć - odezwałam się niepewnie.
Co jeśli odbierze to, jako nachalność? Może nie powinnam tu przychodzić, ale to było silniejsze ode mnie. Blondyn od jakiegoś czasu znowu mnie onieśmielał. Nienawidziłam tego tak bardzo. Chłopak spokojnie dźwignął się do siadu i ziewnął. Obserwowałam go, jakby był jakimś wyjątkowym eksponatem w muzeum. Przekrzywił głowę, patrząc na mnie.
- J-ja przyszłam, żeby... - zacięłam się.
- Żeby co? - Zmarszczył czoło i wstał.
Myślałam, że zemdleję, więc odwróciłam wzrok. Włożył koszulkę, a ja odetchnęłam.
- Pomyślałam, że skoro jesteśmy już na etapie rozmowy, to może moglibyśmy trochę razem posiedzieć. Naprawdę czuję się wtedy dużo lepiej. Wracają mi siły - wyznałam.
Zrobiło mi się gorąco i nie miałam odwagi spojrzeć na jego twarz. Wiedziałam, że był kilka kroków dalej, ale mimo wszystko dalej był moim Alfą.
Dalej mnie pociągał.
Dalej odczuwałam to samo pragnienie.
- Nie widzę problemu - odpowiedział pozytywnie ku mojemu zdziwieniu.
- Serio? - Wytrzeszczyłam oczy, a on się uśmiechnął.
Ledwo uniósł kącik ust, ale to zaliczało się jako uśmiech.
- Chyba tak.
Odetchnęłam z ulgą i zajęłam łóżko Liama, a chłopak swoje. Zauważyłam jak zacisnął pięści, co wprawiło mnie w zakłopotanie.
- Jeśli moja obecność sprawia, ze czujesz się źle, to nie zamierzam tu dłużej być - powiedziałam cicho.
Podniosłam się z zamiarem powrotu do siebie.
- Poczekaj. - Pokręcił głową, a ja usiadłam. - To nie ty.
- A co?
- Walczę sam ze sobą - wyjaśnił. - Jedna strona chcę ciebie, ale ta druga strona każe mi cię nienawidzić. Obie są silne.
Zachłysnęłam się powietrzem, słysząc drugą część.
NIENAWIDZIĆ.
- Nie myśl tyle - poprosił.
- Ale, Niall...
- Nie ma żadnego "ale". - Wzruszył ramionami. - Dam sobie radę. Zawsze daję.
Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Tak po prostu. Nikt nie miał potrzeby, żeby się odezwać.
- Tak bardzo pragnę cię dotknąć - wyznałam szeptem, robiąc z siebie idiotkę.
Blondyn skamieniał, a ja zaczęłam się bać, ze był w stanie wywalić mnie z pokoju. Chyba przesadziłam.
- Nie mów tak.
- Mam kłamać? - Uniosłam brew.
- Nie pomagasz.
- Też cierpię.
- Wiem.
- Jak mogę ci pomóc? - Popatrzyłam mu w oczy.
- Nie możesz - podniósł głos widocznie zezłoszczony, na co się wzdrygnęłam. - Lepiej będzie jak już wyjdziesz.
Wiedziałam, ze to nastąpi. Nieświadomie czekałam na te słowa. Skinęłam głowa i posłusznie ruszyłam ku drzwiom. Niall mnie odprowadził i poczekał aż przekroczę próg. Zrobiłam to, ale zanim zdążył zamknąć się w pokoju pociągnęłam go za łokieć i odwróciłam w moją stronę.
- Potrzebuję cię - powiedziałam, patrząc w jego zszokowane i przerażone oczy, co było związane z zetknięciem się naszej skóry.
Poczułam ból w palcach, więc szybko zabrałam rękę i oddaliłam się w głąb korytarza. To coś emanowało z niego, raniąc mnie. Wyszarpnął rękę z mojego chwytu i zatrzasnął drzwi. Zacisnęłam zęby i dzielnie wróciłam do siebie.

Widocznie tak już musiało być.

sobota, 25 czerwca 2016

36.

EDIT:

Zapraszam na bloga cudownej osóbki, która wiele razy podniosła mnie na duchu swoimi komentarzami:




----------------------------------------------------------------------------------------------------

Może trochę krótszy, ale szybko wstawiony, więc proszę nie narzekać ;)
___________________________________________






*Destiny*

- Zaczynaj - mruknął zmęczony.
Uniosłam brwi zaskoczona zmianą jego humoru.
- Wiem, że masz mnóstwo pytań - dodał.
Oblizałam spierzchnięte wargi i zastanowiłam się nad pierwszym pytaniem. Ciężko było mi zebrać myśli, stojąc zaledwie kilka kroków o własnego Alfy, który nie chciał mnie widzieć.
- Dyrektor był głównym organizatorem porwania? - Zdecydowałam się na pytania, które kazała mi zadać Rada.
Przygotowali całą listę, której musiałam wyuczyć się na pamięć, zapytać, a potem zdać im relację. Nie przejmowali się tym, jak wiele psychicznego wysiłku mnie to kosztowało.
- Tak.
- Czy pamiętasz, gdzie cię wywieźli?
- Nie.
- Był tam jeszcze ktoś, kogo kojarzyłeś?
- Oprócz Logana, nie.
- Czy dyrektor wspominał coś ważnego, co mogłoby zaszkodzić Radzie, albo innym studentom?
- Nie.
Ucichłam. Skończyła mi się lista Rady i nie byłam pewna czy mogłam pozwolić sobie dodać coś od siebie.
- Bolało cię - stwierdziłam, bo byłam tego pewna.
Uczucia przeważyły szalę i nie kontrolowałam słów, które wypłynęły z moich ust. Niall popatrzył na mnie zaskoczonym wzrokiem, ale szybko wrócił do obojętnej maski.
- Kurewsko.
- Dlaczego mnie nienawidzisz?
Nie odpowiedział. Zwyczajnie mnie olał, a do tego odwrócił głowę w bok. Zrozumiałam, ze nie chciał o tym rozmawiać. Coś w środku mówiło mi, ze to był naprawdę poważny i bolesny temat. Musiałam go zrozumieć, bo w końcu przeszedł dość dużo. Byłam głupia, wkurzając się na niego.
- Przepraszam, nie powinnam była o to pytać - przyznałam ze skruchą. - To wszystko, co chciałam wiedzieć.
Odwróciłam się i szybko wydostałam się z pomieszczenia wypełnionego napiętą atmosferą. Ochroniarz kazał mi pójść do gabinetu dyrektorki, więc to zrobiłam. Na miejscu znowu zajęłam krzesło, na którym już zdarzyło mi się siedzieć i bardzo starałam się zignorować burczenie w brzuchu.
- Tylko tyle udało ci się od niego wyciągnąć? - zapytano mnie, kiedy zdałam im całą relację.
Modliłam się, żeby w końcu dali mi spokój i pozwolili zjeść kolację. Umierałam z głodu.
- Zapytałam o wszystko, o co mi kazaliście zapytać - westchnęłam. - Mogę iść coś zjeść?
Dyrektorka spojrzała na mnie zaskoczona, jakby nie spodziewała się, ze ja też miałam normalne, ludzkie potrzeby.
- Umieram z głodu - dodałam, kiedy zapanowała niezręczna cisza.
- Idź, skarbie - odezwał się tata.  - Zjedz coś i idź odpocząć.
Tak też zrobiłam.

***

3 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Tydzień później, który był tygodniem bólu, doznałam ogromnego zdziwienia, kiedy na korytarzu zobaczyłam blond czuprynę. Szedł przed siebie, a ludzie ustępowali mu z drogi, jakby był trędowaty. Wstrzymałam oddech, powstrzymując się od biegu w jego kierunku. Był zwrócony do mnie plecami, co w tym momencie było bardzo pomocne. Mimo wszystko nie dało się nie zauważyć, ze był dużo chudszy. Nie rozumiałam dlaczego ludzie się go bali? Przecież to on był ofiarą, a nie sprawcą.
- Nie uwierzysz, kogo widziałam w holu! - powiedziałam głośno, kiedy wparowałam do pokoju w przerwie między wykładami.
- Też go widziałam - odparła i odłożyła laptopa. - Był u Liama, kiedy rano tam zaszłam.
- Przestali go przetrzymywać skutego łańcuchami? - zdziwiłam się.
Moja twarz pewnie wyglądała komicznie. Nie mogłam zamknąć ust z szoku, a oczy miałam jak dwie duże monety.
- Widocznie mieli powód, żeby go wypuścić.
- I mówisz to tak spokojnie? - Wymachiwałam rękoma, a przyjaciółka wzruszyła ramionami. - Nie bali się, ze będzie nieobliczalny? Chciał mnie zagryźć. - Zmarszczyłam czoło.
Dziewczyna westchnęła, a ja przysiadłam na swoim łóżku.
- Rozmawiałam o tym z Liamem - zaczęła. - Powiedział, ze to wciąż ten sam Niall tylko trochę bardziej zamknięty w sobie.
- Niemożliwe - szepnęłam. - Przecież byłam u niego tydzień temu i on...
- Zmienił się tylko względem ciebie, Destiny - wyjaśniła, krzywiąc się.
Patrzyłam na nią jak na wariatkę. Dlaczego miałam takiego pecha? Mój własny Alfa zwrócił się przeciwko mnie. Wiedziałam, że to nie była jego wina, ale mimo wszystko czułam się z tym bardzo źle. Cholernie mi go brakowało.
- Naprawdę? - zapytałam z nadzieją, że uświadomi mnie o głupim żarcie z jej strony.
Niestety Cindy skinęła głową na potwierdzenie swoich słów. Położyłam się bezwładnie na łóżku i zakryłam twarz dłońmi.
- I co teraz? - rzuciłam w przestrzeń.
- Pracujemy nad tym - odparła cicho.
- Wy? - Podniosłam się do pionu, wlepiając w nią wzrok.
- Ja i Liam.
- Wiecie, że nie musicie.
- Przestań, Des - skarciła mnie. - Jesteś moją przyjaciółką, a Horan jest przyjacielem Liama. W sumie w jakiś sposób jest też nim dla mnie. Nie możemy pozwolić, żebyście cierpieli.
- Ja nie cierpię. Nie wiem, kto ci tak powiedział - skłamałam.
Uniosła ironicznie brew na moje słowa. Doskonale wiedziała, ze to nie była prawda, ale i tak nie skomentowała.
- Dobra. - Uniosłam ręce w geście poddania. - Już nie patrz tak na mnie.
- Brakuje ci go i widać to gołym okiem. Pewnie nie tylko ja to zauważyłam.
Spuściłam wzrok, nie chcąc żeby rozpoznała moje prawdziwe uczucia względem blondyna. Dobrze mi szło ukrywanie ich i tam miało zostać.
- Słysze twoje serce, Destiny - westchnęła ciężko. - Lubisz go bardziej, niż się spodziewałaś, że kiedykolwiek będziesz. Mogłabym powiedzieć, ze nawet...
- Chyba muszę coś przeczytać - przerwałam jej i zerwałam się na równe nogi. - Poza tym kolejny wykład się zbliża i powinnyśmy się pospieszyć.
- Wiem, co robisz, ale nie wywiniesz mi się. - Pokiwała na mnie palcem i podeszła do drzwi. - Wieczorem widzę cię u Liama w pokoju.
Wytrzeszczyłam oczy i otworzyłam szeroko buzię, jednak nie zdążyłam zareagować bo przyjaciółka zniknęła na korytarzu, a mi nogi odmówiły posłuszeństwa.
Że niby miałabym się z nim spotkać?
Twarzą w twarz?
Po tym wszystkim?

Zabawne.

***

Stresowałam się bardziej niż przed najważniejszym egzaminem. Zatrzymałam się pod znajomymi drzwiami i znieruchomiałam. Nie byłam w stanie przemóc się i nacisnąć klamki, która wręcz parzyła moją dłoń.
- Destiny - usłyszałam za plecami głos przyjaciółki.
Odwróciłam się gwałtownie i wbiłam wzrok w podłogę zażenowana.
- Dlaczego jeszcze nie weszłaś?
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami, robiąc krok w bok.
Cindy pokręciła głową i nacisnęła klamkę. Weszłam tuż za nią, a dźwięk zamykanych drzwi przyprawił mnie o dreszcze. Na szczęście mój wzrok nie napotkał blondyna.
- Jesteśmy - rzuciła dziewczyna z uśmiechem i pocałowała Liama.
Oboje usadowili się na łóżku szatyna i popatrzyli na mnie wyczekująco. Zmieszana zajęłam krzesło przy biurku Payne'a i czekałam.
- To będzie trudne, ale musimy spróbować - zaczął Liam, patrząc na mnie. - Nie będziemy wiedzieli, co dalej robić, jeśli nie sprawdzimy, co tak naprawdę się wydarzyło. Niall zdążył mi powiedzieć co nieco, ale nie było tego wiele. Podejrzewam, że po prostu nie chce tego wspominać. Wiem, że nie powiedział mi więcej niż Radzie i tobie, Destiny.
Słuchałam go uważnie, a w mojej głowie pojawił się obraz uśmiechniętego Horana, jeszcze z czasów przed porwaniem. Wtedy wszystko było takie proste. Doceniłam czas spędzony z blondynem dopiero kiedy odebrano mi możliwość przebywania z nim.
- Gdzie on jest? - ocknęłam się z zamyślenia.
Rozejrzałam się spanikowana w pokoju, jakbym miała go nagle znaleźć, chowającego się.
- Jesteś pewna? - Przyjaciółka spojrzała na mnie zaskoczona.
- To ty kazałaś mi tu przyjść, wiec chyba macie jakiś powód. - Wywróciłam oczami, grając spokojną.
Liam skinął głową i wyciągnął telefon, żeby napisać wiadomość. Chwilę później drzwi pokoju zostały otwarte, a ja przestałam oddychać. Doskonale wiedziałam, co nadchodziło.
- Dobrze, że jesteś - odezwał się Payne.
Horan popatrzył na mnie kątem oka i oddalił się na drugi koniec pokoju. Naprawdę poczułam się urażona, a moje serce załkało. Czy możliwe było, żeby zniknęło to, co nas łączyło?
- Opowiadałem ci o moim pomyśle - kontynuował szatyn, mówiąc do swojego przyjaciela. - Wiem, że to głupie i niebezpieczne, ale nie mamy wyjścia.
- Co chcesz zrobić? - zapytałam drżącym głosem, który usilnie starałam się zamaskować.
Idealnie wyczuwałam napięcie między mną a Horanem, nawet jeśli stał tak daleko.
- Niall będzie musiał spróbować się do ciebie zbliżyć.
- Słucham?! - krzyknęłam, zrywając się z krzesła. - Ostatnio chciał mnie rozszarpać! Nie zgadzam się!
Tak, spanikowałam jeszcze bardziej.
- Destiny - zaczęła przyjaciółka, chcąc mnie uspokoić.
- Nie ma mowy! Nie chcę!
Rzuciłam się do drzwi z zamiarem opuszczenia pokoju, ale głos w mojej głowie kazał mi się zatrzymać. Stałam plecami do zebranych i starałam się zidentyfikować to dziwne uczucie.

Proszę.

Już wiedziałam, co to było.
Horan starał się przemówić do mnie za pomocą telepatii, której też kiedyś użyłam. Nie wiem, jak mu się to udało, ale zadziałało.
- Nie rób tego - warknęłam, odwracając się przodem do blondyna. - Nie możesz tak po prostu mnie o to poprosić.
Wbiłam w niego groźne spojrzenie, oddychając ciężko. Patrzył na mnie obojętnie, ale w jego złotych oczach czaiła się niema prośba.
- Nie rób tego, proszę - błagałam i myślałam, ze za chwilę wybuchnę płaczem.
Zagryzłam wargę, żeby się nie rozkleić. Horan robił to celowo. Ale jaki był w tym sens, skoro teraz mnie nienawidził?
- Zostań, Desitny - poprosił Liam.
Pokręciłam głową i wybiegłam z pokoju, nie zatrzymując się na wołania przyjaciółki. Znalazłam się na zewnątrz, chcąc otrzeźwić się świeżym powietrzem. Było ciemno, ale się nie bałam. Intuicyjnie odnalazłam ścieżkę do starej altanki i zajęłam miejsce na zniszczonej ławeczce. Mogłam się w spokoju wypłakać. W takiej sytuacji nie pozostało mi nic innego.
- Wiedziałam, że cię tu znajdę.
- Daj spokój, Cindy - wymamrotałam wykończona. - To mnie przerosło. Nie mam już siły, straciłam wolę walki.
- On naprawdę chce to naprawić.
- Wiem, że Liam się stara, ale...
- Mówiłam o Niallu.
Posłałam jej pytające spojrzenie, przez co westchnęła.
- On czuje to samo pragnienie, co wcześniej. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Po prostu przez pewne czynniki zbliżenie do ciebie kojarzy mu się z okropnym bólem i organizm samoczynnie się przed tobą broni.
- Co oni mu zrobili? - zapytałam na granicy płaczu.
- Tego nie zdradził, a my nie chcieliśmy go męczyć.
- Myślisz, ze jak się czuję, kiedy ktoś kto jest dla ciebie ważny nagle przestaje się do ciebie odzywać? To okropne, wiedzieć, że jest w tym samym budynku i nie móc go przytulić, bo szczęśliwie wrócił. Nie wiem, czy z mojego serca coś jeszcze zostało. Nie dam rady dłużej tego znosić, nie jestem w stanie spróbować. Wiem, że na mnie liczyliście, ale przykro mi. Zbyt bolesne jest widzieć z jaką obojętnością na mnie patrzy - wyznałam.
Cindy zgarnęła mnie w ramiona i mocno przytuliła. Nie pocieszała mnie głupimi słówkami. Wiedziała, że to nic nie da. Po prosu była i za to kochałam ją całym sercem.

***

5 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Całą niedzielę spędziłam na spaniu, jedzeniu i oglądaniu głupich seriali. Nie odważyłam się wyjść z pokoju, a Cindy mnie nie namawiała.
- Za pół godziny jest uroczysta kolacja w stołówce - oznajmiła przyjaciółka zaraz po przekroczeniu progu pokoju.
- Jak to? - wytrzeszczyłam oczy i zamknęłam laptop.
- Zwyczajnie - prychnęła. - Rusz się.
Zdezorientowana wygrzebałam się spod kołdry i zaczęłam się szykować. Nie bardzo wiedziałam, z jakiej okazji była wspomniana kolacja, ale umierałam z głodu. Powoli przygotowałam się do wyjścia tak, żeby ludzie się nie wystraszyli. W sumie, to nie dbałam o ich zdanie, ale nie chciałam nikogo narażać na nocne koszmary.
- Chodź już - marudziła, czekając przy drzwiach. - Wyglądasz pięknie.
Założyłam spodnie i elegancką bluzkę, a na to czarną marynarkę, której nie zapięłam. Z makijażem też nie przesadzałam. Zaznaczyłam oczy, przykryłam małe niedoskonałości korektorem i na koniec użyłam perfum.
- Ja zawsze jestem piękna - zironizowałam, robiąc głupią minę.
- Czyżby wróciła moja stara Destiny? - zapytała z głupim uśmieszkiem.
- Być może. - Wzruszyłam ramionami i razem wyszłyśmy na korytarz.
Nie wróciła, ale starałam się specjalnie dla Cindy. Wystarczająco się dla mnie poświęcała. Liam też, ale z nim przestałam potrafić rozmawiać. Coś nas rozdzieliło i żadne z nas nie było w stanie pokonać przepaści, która się między nami utworzyła.
- Musimy zająć dobre miejsca - rzuciłam , poprawiając włosy.
- Liam zajął nam stolik.
Na stołówce siedziało już większość szkoły. Gwar wypełniał pomieszczeni, a ja mogłam zobaczyć wiele nowych twarzy, których wcześniej nie zauważałam. Przyjaciółka pociągnęła mnie za ramię i zaprowadziła we właściwe miejsce. Przy pięcioosobowym stoliku siedział już Liam i Niall. Blondyn zdawał się być mocno zamyślony, albo po prostu ignorował wszystko i wszystkich. Tak dla świętego spokoju. Planowałam zrobić to samo.
- Hej. - Cindy pomachała na przywitanie i dała całusa szatynowi.
- Cześć - wymamrotałam, czekając aż dziewczyna zajmie jedno z wolnych miejsc, Na szczęście usiadła między blondynem i swoim chłopakiem, więc mogłam spokojnie zająć krzesło pod drugiej stronie Liama, co bezpiecznie oddzielało mnie od Horana.
- Miło mi was wszystkich powitać - zaczęła dyrektorka, stając na podwyższeniu.
Na czas jej wypowiedzi zwyczajnie wyłączyłam myślenie. Przez cały czas czułam na sobie spojrzenie niebieskich oczu. Celowo popatrzyłam w jego kierunku, żeby się upewnić, a potem nie mogłam przerwać kontaktu wzrokowego. Pragnienie silnie mnie do niego ciągnęło. Co do tego nie mogłam oszukiwać.
- Przestańcie zjadać się wzrokiem - wyszeptała Cindy prosto do mojego ucha, pochylając się przed szatynem.
Zmrużyłam na nią oczy i pokręciłam głową. Zaśmiała się cicho i wróciła na swoje miejsce. Uroczysta cześć skończyła się równie szybko, jak się zaczęła, więc mogliśmy przejść do posiłku, który tego wieczora miał być specjalny. Liczyłam, że dostaniemy coś wykwintnego. Nie myliłam się. Na każdym stoliku pojawiły się owoce morza, sushi, szampan i wyszukane desery.
- Wow - westchnęłam z podziwu.
- Postarali się - przyznał Payne.
W połowie ucztowania Niall zerwał się z krzesła i wyszedł ze stołówki. Niewiele myśląc, podążyłam za nim, przeciskając się przez zapełnione pomieszczenia. Zobaczyłam jego znikającą sylwetkę za rogiem korytarza. Wyszedł przed budynek szkoły. Wybiegłam przez duże drzwi i zatrzymałam się gwałtownie. Stał na dole schodów i czekał. Posłał mi krótkie spojrzenie i zaczął iść jedną ze ścieżek. Zrozumiałam, ze miałam iść z nim. Po chwili znaleźliśmy się w starej altance, gapiąc się na siebie.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego mnie ranisz? - zapytałam cicho.
Czułam, że stałam na niepewnym gruncie. Jednak z drugiej strony już nie umiałam się powstrzymywać.
- Niall?
Bez słowa zrobił mały krok w moją stronę. Wstrzymałam oddech, bojąc się, że przerwę taki moment. Mimo wszystko dalej znajdował się na odległość mojego wyciągniętego ramienia.
Nie ruszyłam się, nie chciałam go wystraszyć.
- Proszę cię - powiedziałam niepewnie. - Ja już dłużej tak nie mogę. Wiem, że zmieniłeś się tylko względem mnie, co cholernie boli i powinieneś o tym wiedzieć.
Blondyn pokręcił głowa i spuścił wzrok na swoje buty. Dlaczego się do mnie nie odzywał? Dlaczego w ogóle był tak małomówny? Westchnęłam zrezygnowana i odwróciłam się na pięcie. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, więc się odwróciłam, a wtedy prawie dostałam zawału. Niall stał tuż przede mną, ale jak tylko popatrzyłam mu w oczy, padł na kolana z twarzą wykrzywioną grymasem bólu. Szybko zrobiłam krok w tył, zakrywając usta dłonią, a łza spłynęła po moim policzku. Czy tak to miało teraz wyglądać? Ciągły ból?
- Niall? - odezwałam się drżącym głosem.
Nie podnosił się z desek, a ja nie wiedziałam co robić.
- Możesz wstać? - próbowałam do niego dotrzeć, ale z marnym skutkiem.
Blondyn zachwiał się i stanął na nogi. Pochylony z bólu uciekł gdzieś w ciemność. Mogłam za nim iść, włączając wzrok wilka, ale nie chciałam. Wiedziałam, że to by go zraniło jeszcze gorzej. Odpuściłam i wróciłam do budynku.

czwartek, 23 czerwca 2016

35.

Kooooooocham Was za te wszystkie komentarze!!!!!!

Postaram się dodawać, jak najczęściej. Nie mogę się za bardzo rozpędzić, bo szybko dotrzemy do końca ;)

Kocham mocno! xxx
_________________________________________




26 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Tydzień później ciągle starałam się normalnie funkcjonować. Wewnętrzny ból ucichł, bo Horan był w tym samym budynku. Natomiast serce postanowiło torturować mnie dzień w dzień. Wiedziałam, że się z nim nie zobaczę, ale nie traciłam nadziei. Nienawidziłam go.
Nienawidziłam go za to, że tak po prostu mnie w tym zostawił.
- Co taka skwaszona mina? - Cindy cały dzień starała się mnie rozśmieszyć.
Starała się o to każdego pieprzonego dnia od momentu porwania Nialla do teraz. Nawet po jego powrocie nie umiałam cieszyć się głupimi rzeczami. Byłam zraniona i bałam się, że to miało nigdy nie minąć.
- Wszystko okey - mruknęłam, przepisując notatkę z tablicy.
Nie było okey. Nie mogłam zapomnieć reakcji Nialla na moją obecność i tej nienawiści w jego pięknych oczach.
- Des jestem twoją przyjaciółką, mnie nie oszukasz - wyszeptała i pochyliła się nad ławką, żeby nie zwracać na siebie uwagi profesora.
- To czemu pytasz? - Spojrzałam na nią pustym wzrokiem.
Złapała mnie za dłoń i splotła razem nasze palce. Chciała mi dodać otuchy, ale to nie jej dotyku potrzebowałam. Jak to było możliwe, żebym usychała z tęsknoty za kimś, kto tak naprawdę nigdy nie był do końca mój?
- Może nie będzie dobrze, ale na pewno z tego wyjdziemy. Pamiętasz, co zawsze sobie powtarzamy?
- Nic nie dzieje się bez przyczyny - powiedziałam cicho i przymknęłam powieki. - Dziękuję, Cindy. Dziękuję za to, że jesteś.
Posłała mi lekki, ale zmartwiony uśmiech i wróciła do notowania słów profesora.

Jak długo to jeszcze miało potrwa?

Jak długo wszyscy będą udawać, że jest w porządku?

Jak długo wytrzyma mój organizm?

Jak długo będą mnie okłamywać?

- Panna Destiny Smith proszona do gabinetu dyrektora! - usłyszałam donośny głos jakiegoś mężczyzny.
Nie kojarzyłam twarzy, ale pewnie poznałam go przy pierwszym obchodzie po szkole. Musiał wejść do sali, kiedy pogrążyłam się w myślach, bo nawet tego nie zauważyłam. Szybko spakowałam swoje rzeczy i przepchnęłam się do wyjścia. Nie minęło nawet kilka minut, kiedy zdyszana weszłam do pomieszczenia, w którym oprócz dyrekcji zastałam tatę i kilku członków Rady.
- Wzywano mnie - wydusiłam.
Moja klatka piersiowa gwałtownie się unosiła i opadała. Naprawdę biegłam całą drogę tutaj, oczekując, że mieli dla mnie coś ważnego.
- Cieszę się, że pojawiłaś się tak szybko, ale nie musiałaś biec - powiedziała nowa dyrektorka.
Była miłą, poważną panią po czterdziestce. Od razu zauważyłam, że zyskała uznanie całej kadry placówki i oczywiście przychylność Rady Starszych. Liczyłam, ze będzie sprawowała władze należycie.
- Tak wyszło. - Podrapałam się w kark.
- Przejdźmy do rzeczy. - Zrobiła kilka kroków w jedną i drugą stronę. - Wszyscy tutaj zebrani wiemy, że ty i Niall Horan jesteście dopasowani. Wszyscy wiemy również, że Niall posiada niesamowite zdolności, co równa się z tym, że jest dla Rady bardzo ważny. Powiedziano nam również, ze okazał się być Prawdziwym Alfą.
- To prawda - powiedział jakiś starszy mężczyzna z brodą. - W obowiązku Rady leży opieka nad Alfą, który jest kandydatem na przyszłego przywódcę Rady. Sytuacja staje się bardziej poważna w przypadku, gdy kandydat jednocześnie zostaje Prawdziwym Alfą. To bardzo rzadkie.
- Nadal nie rozumiem, czemu tu jestem - mruknęłam zdezorientowana.
Tata wyciągnął rękę i położył dłoń na moim ramieniu.
- Musisz nam pomóc - odparł, a ja wstrzymałam oddech.
- Będziesz musiała spróbować dogadać się z Horanem - dyrektorka znowu zabrała głos. - Zgodnie zdecydowaliśmy, ze to jedyne wyjście.
- Dlaczego dopiero teraz? - Zmarszczyłam czoło.
Dobrze, ze nie wiedzieli o moim nocnym wymknięciu się do niego, bo chyba by mnie poćwiartowali, a szczątki spalili.
- Przez ostatnie dni staraliśmy się ustalić, co zrobił... - zawahała się. - Co mu zrobił poprzedni dyrektor.
Czemu nie powiedzieli jego nazwiska? Jakaś ochrona danych czy coś?
- Zgaduję, że nikomu się nie udało - rzuciłam z lekkim sarkazmem.
Zagryzłam wargę, myśląc intensywnie nad sytuacją. Musiałam wymienić wszystkie za i przeciw, ale i tak przeważało jedno. Byliśmy dopasowani, a ja umierałam bez jego obecności. Żadne argumenty przeciwko by mnie nie zniechęciły. Mimo wątpliwości chciałam pomóc.
- Córeczko? - Tata odwrócił moja uwagę od kłębiących się myśli.
Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech. Zanim podjęłam decyzję, popatrzyłam po kolei na wszystkich zebranych. Zdawało mi się, że widziałam w ich oczach zrezygnowanie, ale i płomyczek nadziei.
- Zrobię to - zgodziłam się. - Pomogę wam.

***

27 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Zostałam zwolniona z wykładów na cały dzień i właśnie w tej chwili stałam w miejscu, w którym nie chciałam być. W mojej głowie pojawiało się coraz więcej wątpliwości.
- Po prostu tam wejdź, skarbie. - Tata popatrzył mi głęboko w oczy, chcąc dodać mi otuchy.
Starał się mnie uspokoić, tak jak to robił gdy byłam młodsza. Wtedy zawsze działało, teraz niekoniecznie.
- Ale...
- On nie zrobi ci krzywdy - zapewnił.
- Skąd to możesz wiedzieć?
- To niemożliwe, żeby chciał cię zranić. Jesteś jego Omegą.
- Teraz to nie ma znaczenia, tato. On mnie nienawidzi, a ja nie mam pojęcia dlaczego - jęknęłam żałośnie.
Nie obchodziło mnie, ze członkowie Rady i pani dyrektor stali kilka kroków dalej i bacznie nam się przyglądali. Jak tylko odwróciłam wzrok na metalowe drzwi, mój puls gwałtownie przyspieszył.
- Musimy dowiedzieć się, co mu zrobiono. Inaczej nie będziemy mogli mu pomóc - powiedział ciszej z błaganiem w głosie. - Córeczko, proszę cię. Zrób to dla siebie. Zrób to dla niego.
Skinęłam głową na "tak" i wzięłam kilka głębokich wdechów. Jeden z ochroniarzy otworzył drzwi, a ja wsunęłam się do środka. Podskoczyłam, słysząc dźwięk, który wydało zamknięcie w drzwiach. Zostawili mnie z nim sam na sam.
- Cześć - przywitałam się, bo to było pierwszym, co przyszło mi na myśl.
Jasne było, ze mi nie odpowiedział. Poruszył się nieznacznie, przez co łańcuchy cicho zabrzęczały. Przeszedł mnie dreszcz.
- Wiem, że od jakiegoś czasu nie pałasz do mnie sympatią i rozumiem, ze może tak być - mówiłam. - Nie rozumiem tylko, dlaczego. Proszę powiedz mi, co się tam wydarzyło. Nie mam złych zamiarów. Chciałabym ci pomóc.
- Wyjdź - warknął groźnie, zaskakując mnie.
Zadrżałam, kiedy jego świecące oczy przewiercały moja sylwetkę. Odchylił się na oparcie krzesła i przechylił głowę na jedną stronę. Nie spuszczał ze mnie wzroku, pod którym drżałam.
- Nie mogę, Niall. - Pokręciłam głową, krzywiąc się.
Tak bardzo trzęsły mi się dłonie, że musiałam spleść palce razem. Nie chciałam, żeby wyczuł mój strach. Niestety byłam bezsilna, bo umiał wyczuć pracę serca.
- Boisz się - odezwał się nagle.
Kurwakurwakurwakurwa.
- Nie - rzuciłam szybko, grając pewną siebie.
- Kłamiesz.
Odwróciłam wzrok, żeby zebrać myśli. Dopasowanie sprawiało, ze chciałam się na niego rzucić i poczuć jego bliskość a jakikolwiek sposób, ale umysł krzyczał, żebym za żadne skarby tego nie robiła. Posłucham się tego drugiego.
- Powiedz mi, co się stało i więcej mnie tu nie zobaczysz - powiedziałam, siląc się na odwagę.
- Nie chcę cię widzieć już nigdy więcej. Zniknij z mojego życia raz na zawsze. Nie mogę na ciebie patrzeć.
Zacisnęłam zęby, kiedy poczułam silny skurcz wewnątrz mnie. Znowu starał się mnie zranić, ale nie mogłam mu na to pozwolić. Nie tym razem.
- Wiem, co próbujesz zrobić. Wiem, ze to twoja taktyka. Nie pozwolę ci tak łatwo mnie spławić. Musisz zacząć współpracować, Niall.
- Nic nie muszę - syknął zły.
- Chcesz zostać tu na wieczność? W tej zatęchłej piwnicy?
- Nie przeszkadza mi to. Byle tylko być z daleka od ciebie.
- Odpieprz się! - krzyknęłam. - Nie masz prawa tak do mnie mówić! Myślisz, że kim ty jesteś, co?! Chcesz mnie zranić, tak?! Możesz sobie próbować, ale dopasowania nie złamiesz! Dobrze wiesz, ze to nie jest to czego pragniesz! Przestań zachowywać się jak dupek! Nie byłeś taki i nie jesteś taki! Nie wiem, kogo próbujesz udawać, ale przestań do cholery!
Gwałtownie zerwał się i rzucił w moim kierunku, przez co zapomniałam jak się oddycha. Zatrzymały go grube łańcuchy, które mocno szarpnęły jego ciało do tyłu. Przyjrzałam się twarzy blondyna i zauważyłam jego zmrużone groźnie oczy i to jak gwałtownie oddychał.
- Wynoś się! - wrzasnął, używając całej siły.
Nie wytrzymałam ciosu, jaki przyjęło moje serce. Zacisnęłam powieki, a kilka łez spłynęło po moich policzkach.
- Wyjdź stąd - powtórzył ciszej, ale wciąż władczo. - Nie chcę ci zrobić krzywdy.
- Właśnie to robisz, Niall. Jeśli nie chcesz, to przestań mówić te wszystkie rzeczy - zaszlochałam, nie mogąc się opanować.
Byłam za słaba na to starcie. Chłopak pokręcił głową i wrócił na krzesło.
- Nic nie rozumiesz. Wy wszyscy nic nie rozumiecie - powiedział cicho i spuścił wzrok na podłogę.
- Po to tu jestem, Niall. Wytłumacz mi, proszę.
Czekałam na jego reakcję kilka minut, ale więcej się nie odezwał. Zrezygnowana zapukałam w drzwi, dzięki czemu szybko mi je otworzyli. Bez słowa wyminęłam grupkę ludzi, rzucając tylko ciche "muszę odpocząć". Nie poszłam do pokoju. Z racji, ze trwały piątkowe wykłady, plac uniwersytetu był pusty. Było zimno, ale jako wilkołaczycy nie przeszkadzało mi to zbytnio. Usiadłam w altanie, w której swego czasu siadywałam z Horanem.
- Boże, dlaczego mnie to spotkało? - zapytałam w niebo. - Nic złego nie uczyniłam, starałam się żyć przykładnie. A teraz muszę cierpieć przez jakiegoś samolubnego blondyna, który musiał okazać się moim Alfą. Wiem, że nie planował tego, co się stało, ale ja dłużej tak nie mogę. Nie potrafię wyobrazić sobie cierpienia przez resztę życia. Nie wiem, co ten psychiczny facet mu zrobił, ale jestem bardzo, bardzo zła. Proszę, pomóż mi to przetrwać. Przede wszystkim dopilnuj, żeby kara spotkała wszystkich, którzy na nią zasłużyli - skończyłam mówić, płacząc.
Otarłam dłońmi łzy i powoli wróciłam do środka. Z moim pechem musiałam natknąć się na uśmiechniętego Willa. Czy on nigdy się nie smucił?
- Destiny? - Zmrużył oczy na widok mojej czerwonej od płaczu twarzy.
Zacisnęłam wargi i pokręciłam głową. Nie chciałam, żeby drążył temat. Nie potrzebowałam niczyjej litości. Wolałam rozpadać się w samotności.
- Chodź tutaj - bąknął pod nosem i przyciągnął moje zdrętwiałe ciało do uścisku.
Jego długie ramiona owinęły moją wychudłą sylwetkę, a ja mogłam wtulić twarz w jego tors. Ładnie pachniał i promieniował przyjemnym ciepłem, co mnie zdziwiło, bo był wampirem. Być może zwyczajnie mi się zdawało, bo dosłownie przed chwilą byłam na dworze i moje ciało mimo wszystko zmarzło.
- Chcesz iść do pokoju? - zapytał, odsuwając mnie od siebie delikatnie.
- Mhm. - Pociągnęłam nosem.
Do samego łóżka nie wypuszczał mnie z objęć. Mimo, że było dopiero kilka minut po południu, byłam wykończona.
- Zostań - poprosiłam, kiedy złapał za klamkę. - Nie chcę być sama. Mógłbyś ze mną po prostu posiedzieć?
Popatrzył na mnie, jakby mocno się zastanawiał, a ja straciłam nadzieję na jego towarzystwo.
- Jeśli to jest to, czego teraz potrzebujesz - odparł i usadowił się na krześle przy biurku.
- Dziękuję - wyszeptałam i wtuliłam nos w poduszkę.
Wiedziałam, że jak tylko usnę, moje myśli zaatakuje para pięknych oczu o różnych barwach.

***

Obudziłam się z krzykiem. Cindy natychmiast dopadła mojego łóżka, klękając na podłodze tuż obok. Złapała mnie za dłoń, a wolną ręką głaskała mnie po włosach.
Kiedy wyszedł Will?
- Nie płacz, skarbie - prosiła z przejęciem.
Płakałam? Dotknęłam palcami twarzy, żeby się przekonać. Rzeczywiście policzki miałam mokre od łez. Ukryłam twarz w dłoniach i zacisnęłam usta.
- Ja dłużej tak nie wytrzymam - powiedziałam przez płacz.
Cindy usiadła na brzegu i wzięła mnie w ramiona. Oparłam czoło o jej ramię, rycząc.
Ja nie płakałam.
Ja ryczałam.
- Uduszę, skurwysyna - mruknęła pod nosem, co w pewien sposób było pocieszające.
- Jeśli sama nie zrobię tego prędzej - odparłam cicho.
Nagle do pokoju wparował Liam. Był zdyszany, jakby przebiegł maraton.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale potrzebują cię na dole.
Zgadywałam, że mówił do mnie. Wyprostowałam się, pokazując twarz, a Payne zamarł w bezruchu.
- Nie komentuj, proszę - rzuciłam obojętnie i zawlokłam się do łazienki, żeby jakoś wyglądać.
Pięć minut później znowu stałam przed drzwiami, przez które miałam ochotę płakać jak dziecko.
- Nie zrobię tego ponownie. - Pokręciłam rozpaczliwe głową.
Tata stał tuż za mną, kiedy rozmawiałam z jednym z członków Rady.
- Bez ciebie nie damy rady - odpowiedział mężczyzna.
- To ja nie dam rady, nie rozumiecie tego?
Dziwiło mnie to, że nie przejęli się tym, jak wyglądałam i jak się czułam. Czyżby mieli mnie w dupie? Cóż... Wzajemnie.
- Destiny...
- Nie - powiedziałam głośno i wyraźnie. - On mnie znienawidził i nie chce mnie widzieć. Przecież powiedziałam wam to po poprzedniej wizycie. Nie wejdę tam.
- Córeczko.
- Nawet ty jesteś przeciwko mnie? - Spojrzałam na niego przez ramię.
Na twarzy miał zbolały grymas. Ten cały stres odbił się na jego zmarszczkach i podkrążonych oczach. Byłam mu bardzo wdzięczna za poświęcenie, ale nie cieszyłam się, że teraz był przeciwko mnie.
- Nie mamy wyjścia, poza tym...
- Poza tym, co? - syknęłam, tracąc resztki cierpliwości.
Skrzyżowałam ramiona na piersi i popatrzyłam groźnie na każdego z zebranych.
- On chciał się z tobą zobaczyć.
Te słowa sprawiły, że moje serce przestało na moment bić.
- Co chciał? - Zamrugałam szybko zdezorientowania. - Jakiś czas temu praktycznie mnie tam rozszarpał, a teraz nagle mu się odmieniło?
- Nie wiemy, co nim kieruje, ale wyraźnie zażądał spotkania z tobą - wyjaśnił tata.
Objęłam się ramionami i wypuściłam drżący oddech. Powinnam posłuchać intuicji i tam wejść czy zostać z daleka, będąc bezpieczną?
- Więc? - ponaglił mnie mężczyzna.
Moje ciśnienie momentalnie skoczyło, ze aż dostałam wypieków.
- Wejdę - warknęłam rozdrażniona.
- Cieszymy się.
- Ale mam jeden warunek - ostrzegłam. - Jeśli to nic nie da, pozwolicie mi wrócić do domu i nie będę musiała więcej na niego patrzeć.
Zawahali się, a potem zaczęli szeptać między sobą. Tata obserwował członków Rady z taką samą ciekawością, jak ja.
- Zgoda - odpowiedział jeden z nich.
Skinęłam głową i podeszłam do drzwi. Kilka kroków później byłam w środku. Miałam wrażenie, że bicie mojego serca słyszeli ci na korytarzu.
- Podobno chciałeś mnie widzieć - powiedziałam oschle.
Miałam dość jego zachowania. Odgrywał dupka, który mnie ostro wkurwiał. Nadeszła moja kolej na bycie suką. Nie odezwał się, co rozjuszyło mnie jeszcze bardziej.
- Wyjdę, jeśli się nie odezwiesz i więcej tu nie wrócę. Pewnie będziesz zadowolony, ale wtedy Rada nie da ci spokoju. Twój wybór.
Odliczyłam w głowie do sześćdziesięciu, czekając na odpowiedź Horana, która nie nastąpiła. Odwróciłam się na pięcie i zrobiłam krok w stronę drzwi.
- Zaczekaj - odezwał się zachrypniętym głosem.
Wróciłam na poprzednie miejsce i spojrzałam na niego znacząco.
- Czego chcesz ode mnie?
Wbił we mnie rozjarzone spojrzenie, które mimo mojej obecności nie było magicznie niebieskie tak, jak kiedyś. Jego tęczówki były złote, jak u każdego wilkołaka. Tęskniłam za jego jarzącymi się niebieskimi oczami.
- Niall - ostrzegłam, kiedy milczał.
Widziałam, jak zacisnął szczękę, a potem ciężko wypuścił powietrze.
- Odpowiem na twoje pytania - oznajmił.
Przez chwilę miałam nadzieję, ze wrócił mój stary Niall. Miał niewinne spojrzenie i zbolały wyraz twarzy. Bańka pękła, kiedy na jego ustach pojawił się cwaniacki uśmieszek.

Byłam gotowa na starcie z osobą, która zastąpiła mojego Nialla.

wtorek, 21 czerwca 2016

34.

Nie będę Was oszukiwać i od razu powiem, że będzie trochę zamieszania przez kilka rozdziałów ;)

Chyba jestem za dobra, dodając tak szybko kolejne rozdziały...
xD

Kocham! xxx
_________________________________________________



19 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Nie potrafiłam ustać w miejscu. Na placu szkolnym zebrało się pełno uczniów. Podejrzewałam, że była to połowa szkoły. Z racji, że dyrektor i kilku starszych studentów przeszło na złą stronę, Rada Starszych musiała podjąć poważne kroki. Zwolniono dotychczasową kadrę i przyjęto tylko zaufanych ludzi. Uczniowie mieli być uważnie obserwowani przez ochronę i kamery.  Mimo tego, nie czułam się bezpiecznie. Nie było ze mną osoby, której najbardziej potrzebowałam. Nie byłam zadowolona z faktu, ze musieliśmy opuścić dom pana Horana i 'wrócić do normalnego życia', jak to powiedział jeden z członków Rady.
- Ale zamieszanie, co? - Przyjaciółka stanęła ze mną ramię w ramię.
Miała smutny uśmiech na twarzy i pocieszająco potarła moją rękę. Chowałyśmy się pod drzewem, żeby nie rzucać się w oczy. Po naszej ucieczce rozeszło się mnóstwo plotek, które w większości były bujdą na resorach. Nie miałam siły ich dementować. Nikt nie miał, więc zdecydowaliśmy się je ignorować.
- Mam nadzieję, że ta szopka szybko się skończy - mruknęłam.
- Co ci tak śpieszno? - siląc się na żart, szturchnęła mnie w bok.
Posłałam jej poważne, ale smutne spojrzenie i wtedy zrozumiała.
Ja się jeszcze nie poddałam.
- Robią, co mogą - westchnęła.
Miała po dziurki w nosie tego, co się działo, ale była dzielna. Robiła to dla mnie, a ja byłam jej bardzo wdzięczna.
- Robią za mało - warknęłam cicho. - Nawet nie wiemy czy żyje. Nikt tego, do cholery, nie sprawdził.
Zmarszczyła czoło, odwracając się przodem do mnie.
- Przecież sama to czujesz.
- Tak, ale boję się, że przez obciążenie psychiczne mogę mieć mylne znaki. Już nie jestem taka pewna, co do mojego instynktu. Minęło dużo czasu.
Nie chciałam się mylić. Codziennie odczuwałam ból, który z każdym dniem się zwiększał. Intensywnie uczyłam się, jak go zagłuszać. Coś w środku mówiło mi, że Niall cierpiał i to bardzo mocno.
- Will coś znalazł? - odezwała się po chwili ciszy.
- Nie kontaktowałam się z nim od wczoraj. - Wzruszyłam ramionami.
Westchnęłam ciężko i przetarłam twarz dłońmi.
- Mam dość - bąknęłam pod nosem i ruszyłam w kierunku szkoły.
Miałam zamiar zaszyć się w pokoju i nie wychodzić póki bym czegoś nie odkryła. Wiedziałam, że pan Horan, mój tata oraz cała Rada pracowali na najwyższych obrotach, ale nie umiałam siedzieć w miejscu. Nie wiedzieli, co odczuwałam i nigdy nie chcieliby się tego dowiedzieć. Mogłabym spróbować to opisać, ale... To uczucie jakby...
Jakbyś przez cały czas miał tylko jedną skarpetkę.

Jakbyś przez cały czas chodziło ubrany tylko do połowy.

Jakby ktoś zabrał ci jedno płuco.

Jakby ktoś pozbawił cie jednej ręki, albo jednej nogi.

Jakby ktoś wyrwał ci serce i zdeptał je na twoich oczach.

***

Musiałam się zdrzemnąć. Całodniowe poruszenie zmianą kadry i zasad na uniwersytecie sprawiło, że padałam z nóg. Ciągali mnie od sali do sali tylko po to, żebym poznawała kolejne osoby nie warte zapamiętania. Naciągnęłam koc pod samą brodę, ułożyłam się w wygodnej pozycji, ale nie zdążyłam zamknąć oczu, bo ktoś wpadł z hukiem do pokoju.
- Destiny! - krzyknęła Cindy i szarpnęła mną tak mocno, że spadłam na podłogę.
- Czego?! - wrzasnęłam, pozbawiona cierpliwości.
Podniosłam się chwiejnie, a ona złapała mnie za ramiona i mocno potrząsnęła.
- Udało się! Znaleźli go! - Uśmiech rozjaśnił jej twarz.
Zauważyłam pojedyncze łzy, spływające po jej policzkach.
- Co? - wydusiłam na wdechu.
Czy ja śniłam? Po tylu dniach...
Momentalnie zabrakło mi powietrza. Myślałam, że zemdleję.
- Znaleźli Nialla i właśnie po niego pojechali - powiedziała już normalnym tonem, wzdychając z ulgą.
- Ale... - Czarne plamki przesłoniły mi obraz.
Zachwiałam się, ale przyjaciółka w porę posadziła mnie na łóżku.
- Oddychaj, Des - wyszeptała, gładząc moje plecy. - Teraz już wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. Znowu będziesz miała swojego Alfę.
Ja wiedziałam, że nic nie będzie w porządku.

***

- Powinnam tam iść? - zapytałam drżącym głosem.
Kręciłam się po pokoju, pociągając za włosy. Denerwowałam się, jak nigdy przedtem. Nie mogłam opanować drżenia rąk.
- Nie dostałam żadnych instrukcji, ale to jest zrozumiałe, ze chcesz go zobaczyć - odparła Cindy, wodząc za mną wzrokiem.
- Co jeśli on nie chce mnie widzieć?
Zmarszczyła czoło.
- Dlaczego miałby?
- Bo to przez moją głupotę go porwali - przypomniałam.
Zatrzymałam się na środku pomieszczenia i zamknęłam oczy.
- Umrę, jeśli powie mi, ze mnie nienawidzi - wyszeptałam.
Cindy podeszła i wzięła mnie w ramiona. Pogłaskała moje włosy, a ja przygryzłam wargę, walcząc ze łzami.
- Założę się, że tak nie będzie. Przecież on oszalał na twoim punkcie.

Gdybyśmy tylko obie wiedziały, że przyszłość nie miała nic wspólnego ze słowami dziewczyny...

***

Czekałam w holu budynku, zagryzając wargę do krwi. Uzbroiłam się w siłę i samokontrolę, żeby nie zrobić  czegoś nieodpowiedniego przy członkach Rady, tacie i wuju Nialla, którzy mieli zjawić się z blondynem już za chwilę. Brakowały mi wsparcia mamy, ale nie mogła przyjechać. Przez pewien czas towarzyszyła mi Cindy i Liam, ale postanowili przygotować pokój chłopaka na powrót przyjaciela. Poza tym Payne w dalszym ciągu się do mnie nie odzywał, więc jego nieobecność mnie nie zmartwiła.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos otwieranych, a następnie zamykanych drzwi. Zwróciłam się do nich przodem. Czułam jak mój żołądek się skręcił i zrobiło mi się niedobrze. Wstrzymałam oddech, kiedy w progu pojawił się tata.
- Córeczko. - Skinął głową.
Miał poważny wyraz twarzy, jakby chciał mi coś przekazać, ale byłam zbyt rozdygotana, żeby się na tym skupić. Zrobiłam krok w przód, ale tata zatrzymał mnie ruchem dłoni. Zmarszczyłam czoło, nie rozumiejąc jego zachowania.
- Co się dzieje? - zapytałam zdezorientowana.
Wtedy do środka wprowadzono Nialla. Dwóch silnych mężczyzn trzymało jego ramiona, popychając w stronę korytarza, który prowadził do części dla kadry profesorskiej.
- Niall - wydusiłam cicho z lekkim uśmiechem.
Nawet na mnie nie spojrzał. Wyciągnęłam dłoń, a on szarpnął się i warknął głośno, kiedy przeprowadzali go obok. Z szoku cofnęłam się o krok. Przez narzucony na jego głowę obszerny kaptur, nie mogłam dojrzeć twarzy blondyna. Kilka sekund później zniknął z pola mojego widzenia. Zostałam z tatą na środku korytarza.
- Ale... - zaczęłam zrezygnowana i spuściłam ramiona wzdłuż boków. - Dlaczego?
Spojrzałam na ojca, który uważnie obserwował moją reakcję.
- Dlaczego, tato? - zapytałam głośniej.
- Jeszcze nie wiemy tego na pewno, ale podejrzewamy, ze Niall był torturowany.
Wytrzeszczyłam oczy i wstrzymałam oddech.
- Torturowany? - zapytałam płaczliwie.
- To jest najbardziej prawdopodobne. Być może to w jakiś sposób zmieniło jego zachowanie i postrzeganie otoczenia. Zachowuje bardzo dziko - wyjaśnił, jakby to nie było nic wielkiego.
- Jak możesz mówić to tak spokojnie?! - krzyknęłam, wymachując rękami. - Torturowali go, tato! On cierpiał! Przeze mnie!
- Uspokój się, dziecko - upomniał. - To nie była twoja wina. Przestań to powtarzać.
Pokręciłam głową, zaciskając usta.
- Destiny, nic teraz nie zrobisz - westchnął.
- Zrobię - warknęłam i odwróciłam się na pięcie.
Pobiegłam za prowadzonym blondynem, ale nim zdążyłam skręcić we właściwy korytarz powstrzymano mnie jednym ruchem ręki. Odchyliłam głowę, żeby zobaczyć nad sobą postawnego, umięśnionego i groźnie wyglądającego mężczyznę w czarnym garniturze.
- Panienka jest może członkinią Rady albo kimś upoważnionym? - zapytał z nutką sarkazmu, mocno ściskając mój łokieć.
Już widziałam ten wielki siniak, który miał pojawić się jutro.
- Nie, ale mój tata jest Pierwszym Dor...
- To nieistotne - przerwał mi, co zbiło mnie delikatnie z tropu. - Nikt nie ma tutaj wstępu, a tym bardziej buzująca hormonami dziewczyna. Znikaj.
- Pan nie ma pojęcia, co...
-Wiem więcej, niż ci się wydaje - syknął.
Zmrużyłam groźnie oczy. Brak kultury! Nie wolno tak przerywać.
- Proszę mnie puścić - zażądałam stanowczo.
- Zrobię to dopiero pod pokojem panienki - oznajmił i zaczął ciągnąć mnie w stronę sypialnianej części budynku.
Szamotałam się, ale miałam wrażenie, ze nie robiło mu to żadnej różnicy. Był niewzruszony, jakby był na spacerze. Miałam ochotę ugryźć go w te grube paluchy. Na naszej drodze pojawił się tata.
- Zajmę się nią - powiedział.
Mężczyzna skinął głową, posłał mi litościwe spojrzenie i oddalił się.
- Co to miało być? Dlaczego nie mogę zobaczyć się z Niallem? - zapytałam zdenerwowana.
Ojciec w odpowiedzi objął ręką moje ramiona i poprowadził w kierunku pokoju.
- Chciałbym ci to wyjaśnić, ale nie mogę - odparł zmęczonym głosem. - To wszystko jest bardzo poplątane.
- On jest moim Alfą - jęknęłam. - Mam prawo wiedzieć, co się z nim dzieje. Czuję, ze coś jest mocno nie w porządku.
Czy on domyślał się, co przeżywałam przez ostatnie kilka dni?
- Wiem, skarbie. Wiem też, ze na pewno bardzo to odczułaś. Jednak to nie zmienia faktu, ze na razie musisz mnie posłuchać i nie mieszać się tak, gdzie cię nie chcą.
Wydęłam wargę na ostre słowa, a potem zapanowała kompletna cisza. Dotarliśmy pod drzwi mojej sypialni, ale tata nie odszedł.
- Co jeszcze? - fuknęłam, krzyżując ramiona na piersi.
- Córeczko - zaczął i położył dłoń na moim ramieniu. - Wiem, że jesteś na tyle silna, żeby wytrzymać jeszcze trochę. Sami nie wiemy, co się dzieje z Niallem. Próbujemy to rozwiązać, a ucieczka dyrektora i jego ludzi wcale nam w tym nie pomogła.
- Przytulisz mnie? - wyszeptałam i zagryzłam wnętrze policzka.
Tata bez zastanowienia pociągnął mnie w swoje ramiona i mocno przytulił, przekazując mi całą miłość jaką miał. Od razu poczułam małą ulgę i odżyła moja nadzieja na lepsze jutro.
- Mama powinna pojawić się za jakiś czas - wyszeptał.
- Nie musimy zawracać jej głowy. Poradzę sobie, mam Cindy.
- To nieistotne. Wie o wszystkim. Jest na bieżąco - wyjaśnił.
- Naprawdę mogłaby przyjechać?
- Tak, ale nie wiem dokładnie kiedy - odpowiedział szczerze.
Skinęłam głową i mocniej wtuliłam policzek w jego tors.

***

20 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Obudziłam się przed świtem. Całą noc miałam koszmary. Miałam wrażenie, jakbym słyszała wycie wilka, które brzmiało bardzo boleśnie i próbowałam iść w jego kierunku, ale coś bez przerwy mnie powstrzymywało.
Westchnęłam ciężko, wiedząc, że nie uda mi się zasnąć i poczłapałam do łazienki. Udało mi się doprowadzić do porządku, nie budząc przyjaciółki. Po powrocie tutaj z domu pana Horana dostałyśmy ten sam pokój, co na początku szkoły, więc nawet w półmroku wiedziałam, co gdzie stoi.
Zeszłam na dół, uważając na skrzypiące schody i skierowałam się do stołówki. W lodówce znalazłam wodę i od razu połowę wypiłam. Szkoła o tej porze była przerażająca, ale nie dla mnie. Nie bałam się niczego.
- Co tu robisz? - Wzdrygnęłam się na niespodziewany głos.
- Kurwa - syknęłam przez zaciśnięte zęby i odwróciłam się przodem do właściciela.
- Też kobieta - zaśmiał się Will, przypominając mi takie same słowa Nialla.
Bezczelnie drwił sobie ze mnie i mojej reakcji.
- Wystraszyłeś mnie. - Zmrużyłam gniewnie oczy.
Nie miałam ochoty na żarty. Nie miałam ochoty na życie.
- Przepraszam. - Podniósł ręce w geście poddania. - Nie chciałem. Po prostu nie mogłem spać.
- Ja też - mruknęłam i usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku.
Chłopak zajął krzesełko obok i pochylił się, opierając łokcie na kolanach.
- Przywieźli go, prawda? - zapytał cicho, jakby miał mnie tym urazić.
- Tak - westchnęłam.
- Widziałaś się z nim?
- Nie.
Kątem oka widziałam, jak zmarszczył czoło, myśląc intensywnie.
- Jak to? - zapytał w końcu i popatrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
- Nie wiem, Will. Nawet tata nie chciał mi nic powiedzieć - jęknęłam. - Wiesz co mnie zdziwiło?
Uniósł brwi, czekając na dalszy ciąg.
- Na samym początku wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, a wtedy warknął głośno, jakbym go uderzyła - wyznałam. - Nawet go nie dotknęłam.
- Myślisz, że czymś go nafaszerowali? W ogóle dlaczego go wypuścili? Dziwne, co?
- Nie mam pojęcia, co myśleć. - Zwiesiłam głowę. - Chciałabym go tylko zobaczyć.
- Nie wiem, czy właściwie wydedukowałem, ale czy wy...?
- Jesteśmy dopasowani - dokończyłam za niego.
Nie było sensu zaprzeczać. Ta plotka, która akurat była prawdziwa, rozeszła się już po całym uniwersytecie.
- Tak właśnie myślałem. - Uśmiechnął się lekko jednym kącikiem ust.
- Chodźmy spać - poprosiłam i ziewnęłam.
Chętnie się zgodził. Szkoda tylko, że nie miałam zamiaru iść spać. Skierowaliśmy się do swoich sypialni, rozchodząc na szczycie schodów. Poczekałam, aż Will zniknął za rogiem i szybko wróciłam na dół. Nie zamierzałam odpuścić.
- Gdzie ty jesteś, Niall? - powiedziałam cicho do siebie.
Uważnie rozglądałam się po korytarzu, idąc w kierunku, w którym prowadzili ostatnio Horana. Miało to być pierwsze miejsce, jakie chciałam sprawdzić. Na moje szczęście nikt nie pilnował drzwi, które miałam zamiar przekroczyć. Liczyłam, że wszyscy nauczyciele spali, a po korytarzu nie kręcił się żaden ochroniarz. Szłam wolnym krokiem, mijając wiele drzwi. Nie wiedziałam, gdzie prowadziły, ale byłam pewna, że tam Nialla nie było. Nagle zza rogu dobiegł mnie męski głos.
- Idę na papierosa - powiedział.
Było ich więcej niż jeden? Coś wydało z siebie szmer i ucichło.
- Przyjąłem, bez odbioru - odparł, a po chwili odszedł w głąb korytarza, gdzie zapewne znajdowało się wyjście awaryjne z budynku.
Czyli mówiła do krótkofalówki... Odetchnęłam z ulga i kontynuowałam wycieczkę. Dotarłam do metalowych, masywnych drzwi i ogarnęło mnie wahanie.
Co jeśli zrobi mi krzywdę?
Co jeśli w ogóle się tam nie dostanę?
Co jeśli mnie przyłapią?
Co jeśli już stamtąd nie wyjdę?
Ale mimo wszystko musiałam spróbować. Chwyciłam za zimną klamkę i ją nacisnęłam. Ustąpiła dopiero za trzecim razem. Nie narobiłam hałasu, co mnie satysfakcjonowało.
- Niall? - wyszeptała, kiedy moim oczom ukazała się postać siedząca na krześle na środku pokoju.
Podeszłam dwa kroki bliżej i dopiero wtedy zauważyłam grube łańcuchy, które były przypięte jednym końcem do jego kończyn, a drugim do podłogi. Nie bali się zostawić otwartych drzwi, bo wiedzieli, ze i tak nie udałoby mu się uciec.
- To ja, Destiny - powiedziałam cicho, ale nie ruszyłam się z miejsca.
Gdybym pokonała kilka kroków, stanęłabym tuż przy nim. Zawahałam się.
- Niall?
W odpowiedzi usłyszałam ciche warknięcie, tak jak ostatnio. Mimo tego, nie rezygnowałam.
- Tęskniłam - wyznałam, licząc, ze to zmieniłoby jego nastawienie.
Zamarłam, kiedy podniósł głowę. Popatrzył na mnie świecącymi oczami. Nie świeciły na niebiesko.  Był kompletnie obojętny. Nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy poza tym, ze go głodzili. Był blady, a kości jego twarzy wyróżniały się bardziej niż dotychczas. Nie dało się nie zauważyć ciemnych cieni pod oczami.
- Nie poznajesz mnie? - zapytałam i uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak skrzywił się i szarpnął łańcuchami.
- Wynoś się - warknął przez zaciśnięte zęby.
- Ale...
- Nie chcę cię widzieć. - Wbił we mnie groźne spojrzenie.
Zmarszczyłam czoło skonsternowana.
- Wypierdalaj! - krzyknął, że aż podskoczyłam.
Rozejrzałam się gorączkowo. Przecież mógł go ktoś usłyszeć.
- Niall, proszę... - zaczęłam błagalnie.
- Nie rozumiesz, że nie chcę cię tutaj? - wydusił, jakby te słowa sprawiały mu ból. - Nie chcę cię ani teraz, ani w ogóle. - Spuścił bezwładnie głowę.
Zacisnęłam zęby, a łza spłynęła po moim policzku.
- Jak możesz tak mówić? - Przełknęłam gulę, która utworzyła mi się w gardle, a emocje wezbrały wielką falą. - Nienawidzę cię - warknęłam i wybiegłam z pomieszczenia.
Jak najszybciej wydostałam się na główny hol. Powłóczyłam nogami w drodze do pokoju, płacząc.
Dlaczego tak bardzo mnie to bolało?
Dlaczego to musiałam być ja?
Dlaczego musiałam się przywiązać?
Dlaczego pozwoliłam, żeby to mną zawładnęło?
Już w pokoju położyłam się do łóżka i przykryłam kołdrą pod samą brodę. Ułożyłam się w pozycji embrionalnej i nie miałam zamiaru się ruszyć. Do głowy zaczęło mi napływać wszystko, co wydarzyło się między mną a Niallem.

Każda szczerą rozmowę.

Każde miłe spędzanie wspólnego czasu.

Każda kłótnie.

Każdy intymny moment.

Każdy pocałunek.

Każdy uśmiech.

Każde spojrzenia.

Dopiero teraz mogłam zdefiniować to, co nas łączyło. To było coś mocniejszego niż miłość. To nie było normalne i na pewni nie do końca związane z dopasowaniem. Coś zadziało się między nam już na samym początku, ale nikt tego nie zauważył.
Jedno wiedziałam na pewno...

Zakochałam się w nim na zabój.