wtorek, 14 czerwca 2016

29.

1/3 MINI MARATONU!

Trochę krótki, ale shh ;) xx

Ze względu na to, że jest trochę późno, za co przepraszam, kolejny rozdział pojawi się za godzinkę!
_________________________________________________




*Destiny*

- To nie tak, jak myślisz, Cindy! - zawołałam gorączkowo i zeskoczyłam z łóżka na podłogę.
Prawie upadłam na twarz, ale cudem odzyskałam równowagę.
- A jak?! - krzyknęła z rozszerzonymi oczami.
Uważnie obserwowała, jak Niall zsuwa się z łóżka i staje metr ode mnie. Zrobił to powoli i ostrożnie, jakby miał przed sobą rozwścieczonego byka. Cindy praktycznie tak wyglądała. Miała zaczerwienianą twarz, wściekłe spojrzenie i zaciśnięte pięści.
- Daj mi wszystko wyjaśnić - powiedziałam spokojniej, robiąc krok ku niej.
Gwałtownie się cofnęła, co odczułam aż w sercu.
- Okłamałaś mnie! Okłamywałaś mnie cały ten czas! Kłamałaś nawet kiedy o was pytałam! - Wymierzyła we mnie palec oskarżająco.
- Ja... - Zmarszczyłam czoło, myśląc intensywnie nad odpowiednim wytłumaczeniem.
- Czy ty masz na sobie jego ubranie?!
- To nie tak, jak...
- Przestań się powtarzać! - Zmarszczyła czoło.
Wyglądała na mocno wściekłą, a mi ze stresu zrobiło się bardzo gorąco.
- Daj mi to wytłumaczyć - prosiłam, a wręcz błagałam.
- Nie mam zamiaru słuchać twoich tłumaczeń - odparła już spokojniej. - Jestem twoją przyjaciółką, do cholery. Nie obchodzi mnie to, że jesteś w tajemniczym związku z Horanem. Mogłabyś być z kimkolwiek, rozumiesz? Chodzi o to, że nie potrafiłaś zaufać mi na tyle, żeby mi o tym powiedzieć. Jak mogłaś mnie okłamywać przez tak długi czas?
Przełknęłam gulę, która uformowała się w moim przełyku i szybko zebrałam myśli.
- Cindy, przepraszam - wydusiłam zażenowana.
Jak mogłam być taka głupia, myśląc, że się uda zatrzymać to w sekrecie? Zraniłam najważniejszą osobę w moim życiu i musiałam za to zapłacić. Kurczyłam się pod jej pełnym bólu wzrokiem.
- To boli, Destiny - wyszeptała, mrugając szybko, ale nie udało jej się powstrzymać jednej łzy, która spłynęła w dół jej policzka. - Boli to, że mi nie zaufałaś. Mimo tylu lat przyjaźni, ty potraktowałaś mnie jak obcą osobę.
Szybko otarła łzę wierzchem dłoni i zacisnęła zęby.
- Jestem idiotką, wiem o tym - przyznałam ze skruchą. - Powinnam powiedzieć ci od razu o tym wszystkim, ale zwyczajnie nie miałam odwagi. Sądziłam, że jak tylko się dowiesz, nie dasz mi spokoju z docinkami.
- Jak mogłaś? - Prawie zachłysnęła się powietrzem.
- Przepraszam - powtórzyłam.
Nie odpowiedziała. Patrzyła nam mnie, jak na najgorszego wroga. Ufała mi i wierzyła, a ja zrobiłam jej takie świństwo. Wstydziłam się.
- Liam też nic nie wie - odezwał się Niall, chcąc załagodzić sytuację.
- Ty się nawet nie waż odzywać. Siedzisz w tym, tak samo mocno, jak ona - dziewczyna warknęła.
Tym sposobem zamknęła mu usta, co było mi na rękę. Niall miał w zwyczaju mówić rzeczy, które w danej chwili nie były na miejscu.
-  Cindy - zaczęłam.
- Nie - przerwała mi. - Daj czas, a jak będę gotowa na szczerą rozmowę, to dam ci znać. Nie wiem, kiedy to nastąpi. Muszę ochłonąć.
Wyszła trzaskając drzwiami i zostawiając nas oniemiałych. Cała sytuacja wprawiła mnie w zakłopotanie.
- To było pojebane - wydusił Niall.
- Tak - przyznałam.
Miał całkowitą rację. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw.
- Co z tym robimy? - zapytał, a ja wzruszyłam ramionami.
Co miałam powiedzieć? Że wszystko się ułoży? Że zrozumie? Nie wiedziałam, jak będzie. Nie miałam bladego pojęcia. Posłałam mu chłodne spojrzenie mimo tego, że nie był niczemu winien.
- Chyba muszę się położyć. Słabo mi - mruknęłam, pocierając palcami czoło.
Niall jednym krokiem znalazł się przy mnie i objął moje ramiona. Pomógł mi przejść kilka kroków. Usiadłam na brzegu łóżka, spuszczając wzrok na podłogę.
- Pójdę już - rzucił.
Stał przez chwilę, jakby nie wiedział, co ze sobą zrobić. W końcu oddalił się i chwycił klamkę.
- Poczekaj - odezwałam się w ostatniej chwili.
Podeszłam do niego szybkim, ale chwiejnym krokiem.
- Zapomniałeś o czymś.
- O czym? - Zmarszczył czoło.
Stanęłam na palcach i cmoknęłam go w usta.
- O tym - odpowiedziałam cicho.
Uśmiechnął się lekko, patrząc mi prosto w oczy.
- Nie. - Chwycił mnie w pasie i przyciągnął bliżej siebie.
Połączył nasze wargi w bardziej intensywnym i o wiele dłuższym pocałunku. Rozpłynęłam się, jak za każdym razem pod jego dotykiem.
- Teraz lepiej - powtórzył moje słowa, a ja pozwoliłam mu opuścić pomieszczenie.
Przez chwilę nie byłam w stanie się pozbierać. Z każdym dniem czułam się inaczej. Lepiej. Lubiłam jego towarzystwo mimo sprzeczek. Był osobą, z którą nie można było się nudzić. Miał swoje humorki, tak samo, jak ja. Jedyne co mogłabym robić do końca życia, to wpatrywać się w jego jarzące, niebieskie oczy.

Czy to już miłość?

***

22 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Od śniadania nie byłam w stanie znaleźć sobie miejsca. Kręciłam się po posiadłości, czekając na rozpoczęcie treningu. Cindy widocznie mnie unikała, a każde jej zbolałe spojrzenie przyprawiało mnie o ból duszy i serca. Ile czasu była w stanie trzymać urazę? Tego nikt nie wiedział. W końcu nogi zaniosły mnie do sali treningowej, która w tej chwili powinna być pusta.
Nie była.
- Przeszkadzam? - odezwałam się, widząc dość drobną dziewczynę boksującą worek.
Nie odpowiedziała, więc postanowiłam spróbować jeszcze raz.
- Ej, pytałam o coś.
- Hm? - Ocknęła się, jakby z transu i przeniosła na mnie zmrużone oczy.
- Będzie ci przeszkadzać, jeśli tu posiedzę? - Uśmiechnęłam się.
Ona zachowała obojętną twarz i wzruszyła ramionami.
- Jak chcesz - mruknęła i poprawiła rozwalający się kucyk.
Wywróciłam oczami na jej dziwaczne zachowanie i przysiadłam na jednej z ławeczek pod ścianą.
- Jesteś ta nowa, racja? - usłyszałam głosik bokserki.
- Tak.
- Jak ci idzie nauka?
- Całkiem dobrze.
- Chciałabyś się sprawdzić?
Zaskoczona pytaniem, wstałam na równe nogi i podeszłam bliżej dziewczyny.
- Słucham? - Uniosłam brwi i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Wyzywam cię. - Przechyliła głowę na bok, uważnie mnie obserwując.
Była niższa ode mnie o pół głowy i zdecydowanie była lżejsza. Czy ona myślała logicznie wyzywając mnie na pojedynek?
- Skoro tego chcesz - westchnęłam. - Mogę się pobawić.
- Uważaj co mówisz, żebyś potem się nie zdziwiła. - Przeszła obok i wybrała czerwoną, główną matę. - Więc?
Czekała na środku. Bez wahania związałam włosy gumką z nadgarstka i dołączyłam do konkurentki. Nie odezwała się już więcej. Stanęłyśmy w odpowiednich pozycjach. Nie byłam do końca pewna swoich umiejętności, ale nie mogłam być aż taka słaba. Szybko się uczyłam, a Logan umiał bardzo dużo. Byłam spokojna o wygraną.
- Co wy robicie? - usłyszałam za plecami głos jakiegoś chłopaka.
Możliwe było, że nawet go nie znałam, więc nie dbałam o to, żeby się odwrócić.
- Spadaj, Sid - warknęła moja przeciwniczka.
- Wiesz, że nie możecie...
- Spierdalaj! - krzyknęła, nim chłopak dokończył mówić.
Z podniesionymi rękoma wyszedł z sali. Znowu zostałyśmy sam na sam. Postanowiłam zrobić pierwszy krok, więc zamachnęłam się prawą pięścią. Dziewczyna zrobiła szybki unik i blokując moją rękę, uderzyła mnie w żebra.
- Słaby początek - zaśmiała się. - No dalej, pokaż co umiesz.
Zacisnęłam zęby i z pół obrotu kopnęłam ją w brzuch. Zwinęła się na chwilę, jęcząc pod nosem. Pochwaliłam się w myślach, czekając na rozwój akcji. Udało mi się dobrze wyprowadzić kopnięcie i to za pierwszym razem. Przeciwniczka wyprostowała się, a ja mogłam doskonale zobaczyć jej rozwścieczone, świecące oczy.
- Błąd - syknęła, a ja mogłam zobaczyć jej rozszerzone nozdrza.
A potem wszystko działo się w szybkim tempie. Kilkoma ruchami powaliła mnie na matę. Niekontrolowanie głośno jęknęłam z bólu, kiedy uderzyła mnie w ramię. Próbowałam się podnieść, ale skutecznie mi to uniemożliwiła. Okładała mnie z każdej strony, a ja starałam się osłonić w strategicznych miejscach. Zachowywała się ja furiatka. Wiedziałam, że to nie było normalne. Tak nie wyglądała walka treningowa.
W pewnym momencie dziewczyna szarpnęła mnie do góry, a potem odrzuciła mnie z całej siły na bok. Wpadłam na poręcze, które trzymały różnego rodzaju ciężarki do ćwiczeń i zawyłam. Nawet nie zwróciłam uwagi, że krew spływała mi z wargi i nosa aż po sam dekolt. Jedyne co czułam to ból przenikający całe moje ciało.
- Co tu się dzieje?! - Krzyk pochodził gdzieś z oddali.
Zakręciło mi się w głowie, ale dzielnie wróciłam na matę. Zachwiałam się. Nim dziewczyna ponownie do mnie doskoczyła, zablokowało ją dwóch chłopaków. Jednym był zapewne ten, który zjawił się chwilę wcześniej. Potem zobaczyłam pana Horana i jego wkurzoną minę.
- Destiny. - Niall zaszedł mnie od tyłu i mocno chwycił w talii, na co syknęłam.
- Boli - wyszeptałam.
Zwolnił uścisk, ale nie zabrał rąk. Domyśliłam się, że mnie asekurował. Nawet w tym stanie nie mogłam pominąć faktu, że stał tak blisko, ze mogłam poczuć jego perfumy i niespokojne bicie serca.
- Co wam przyszło do głowy? - zapytał z pretensją pan Peter.
- Wyzwała mnie - wyjaśniłam, mówić prawdę. - Zaproponowała, żebym sprawdziła swoje umiejętności, a potem wpadła w szał i nie byłam w stanie się obronić. Nie miałam z nią szans.
Zaczerwieniłam ze wstydu, ale musiałam to przyznać. Byłam słaba i umiałam mniej niż sądziłam.
- Zoe mówiłem ci, że nie możesz brać udział w walkach treningowych - skarcił dziewczynę, która natychmiast spuściła głowę. - Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy. Nieźle urządziłaś nasza nową koleżankę. Przez kolejne dwa tygodnie będziesz sama sprzątała salę treningową.
Ukarana wymamrotała coś pod nosem i została wyprowadzona przez swoich kolegów. Mężczyzna westchnął i przeniósł wzrok na mnie.
- Zoe ma problemy z kontrolowaniem agresji. Jak się ją rozzłości, to nie ma przebacz. Nie nauczyła się samokontroli i ciągle nad sobą pracuje. Staram się jej pomóc, jak tylko mogę, ale jest uparta. Wybacz, że padło akurat na ciebie - skończył, przywołując na twarz poczucie winy.
- To nie jest pańska wina. - Pokręciłam głową. - Nic mi nie będzie, wyleczę się. Następnym razem będę bardziej ostrożna i mniej zarozumiała.
Pan Horan skinął głową i spojrzał na Nialla.
- Odprowadź ją do pokoju. Nie wygląda za dobrze.
Blondyn bez słowa wziął mnie na ręce i zaniósł w odpowiednie miejsce. Posadził mnie na łóżku i wrócił, żeby zamknąć drzwi pokoju.
- Dziękuję. - Uśmiechnęłam się, ale ze spuchniętą wargą musiałam wyglądać komicznie.
- Zaczekaj chwilę - rzucił pospiesznie i wyszedł.
Wrócił kilka sekund później z mokrym ręcznikiem.
- Jesteś cała we krwi, ale na szczęście przestała już lecieć. - Powoli obmył mi policzek. - Boli?
- Trochę. - Wzruszyłam ramionami.
Oczywiście, że chciałam grać twardą, co nie było łatwym zadaniem. Zanim wilkołak zaczynał się regenerować, ból był konieczny.
- Nie kłam.
- Troszeczkę - przyznałam.
Niall skończył zmywać ze mnie krew i odłożył materiał na blat małego biurka. Pochylił się nade mną, przez co musiałam położyć się na łóżku.
- Co ty wyprawiasz? - zachichotałam, kiedy oparł ręce po bokach mojej głowy.
Jego jedno kolano znalazło się między moimi nogami.
- Sprawiam, że poczujesz się lepiej - mruknął.
Delikatnie musnął wargami moje czoło, potem nos i brodę. Spragniona wyczekiwałam momentu zetknięcia się naszych warg.
- Lepiej? - Skanował moją twarz.
Pokręciłam głową z głupią miną, co spowodowało jego krótki śmiech. Pocałował mój w kącik ust, co wcale mnie nie zadowoliło.
- A teraz?
Jęknęłam i wywróciłam oczami.
- Wiem, co robisz - powiedziałam oskarżająco. - Drażnisz się ze mną.
- I co? Miło? - Uniósł jedną brew.
Przygryzłam wargę, bo zrozumiałam, ze nawiązywał do moich gierek wobec niego. Mimo wszystko nie zamierzałam z nimi skończyć.
- Pocałuj mnie - poprosiłam.
- Co takiego?
- Pocałuj mnie, do cholery.
Robiłam się naprawdę zła, a to nie wróżyło nic dobrego. Pragnęłam go w każdy możliwy sposób. Dopasowanie potęgowało coś, co siedziało we mnie od dłuższego czasu.
- Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, księżniczko - odparł zanim się pochylił.
Nie mogłam długo skupić się na tym, jak mnie nazwał, bo złączył nasze usta. Pocałował mnie tak, jak tego pragnęłam. Serce biło mi jak szalone, a ból nagle zniknął. Nie obchodziły mnie rany, ani to, że ktoś mógł wejść do pokoju w każdej chwili. Był tylko on, ja i nasze usta. Dopasowanie zwiększało doznania do takiego stopnia, że nie myślałam racjonalnie. Rozum usiłował się przebić i dać mi do zrozumienia, żebym się zastanowiła dwa razy nad tym wszystkim. Nie chciał, żebym popełniła błąd. Natomiast serce krzyczało, że to było właśnie to. Że to miejsce, którego szukałam całe życie.

Drogie serce, dlaczego on?

3 komentarze:

  1. AAAAA...Cudo!!!Czekam na następny<3Nawet nie wiesz jaki masz talent dziewczyno.Cudownie piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  2. Super!Niemogę się doczekać nexta.Dodaj szybciutko.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń