wtorek, 14 czerwca 2016

30.

2/3 MINI MARATONU!!!

Ten troszkę dłuższy ;)
Do zobaczenia za godzinę! xx
____________________________________________







23 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Pan Peter zwołał zebranie. Cała nasza szesnastka ustawiła się w równym szeregu i czekała w zniecierpliwieniu. Każdy obawiał się czegoś innego. Kilka osób aż przebierało nogami, a inni zaciskali pięści. Byłam jedyną osobą, która zagryzała wargę prawie do krwi.
- Przestań. - Niall pochylił się w moją stronę.
Ustawił się obok, żeby mieć mnie blisko. Widziałam te zaborcze spojrzenia, które rzucał w kierunku Logana. W duchu cieszyłam się, że w jakiś sposób mu na mnie zależało. Od czasu do czasu niby przypadkowo ocierałam się palcami o jego dłoń.
- O co ci chodzi? - wyszeptałam, patrząc przed siebie.
- Nie zagryzaj wargi.
Rzuciłam mu zdezorientowane spojrzenie i w sumie to mi wystarczyło. Blondyn wgapiał się we mnie rozjarzonymi tęczówkami.
- Twoje oczy, Niall - upomniałam, powstrzymując uśmiech.
Czułam ciarki na plecach i walczyłam z moimi oczami. Nie mogłam pozwolić im się zmienić. Nie tutaj. Horan zamknął na chwilę powieki, a kiedy je otworzył wrócił do naturalnego odcienia. Wyprostował się i wlepił oczy w punkt przed sobą. Uśmiechnęłam się delikatnie, po czym zamarłam, czując dotyk dłoni chłopaka na swojej. Zaczepił swój najmniejszy palec o mój najmniejszy i tak został. Nie protestowałam. Chwilę później dołączył do nas pan Peter.
- Jak się zapewne domyślacie, nie bez powodu trenowaliśmy tak ostro przez ostatnie dni. Z pewnych źródeł wiem, że ktoś organizuje grupę, która będzie miała nas na oku, więc musicie umieć się bronić. Z drugiej strony przygotowałem was na akcję, która będzie dotyczyła odebrania pewnej osoby z rąk ludzi, którym podległy jest dyrektor i jeszcze paru innych.
- Jak to? - wyrwał się Niall.
- Kilka lat temu, kiedy podejmowałem w większości złe decyzje, wydarzyła się w moim życiu prawdziwa tragedia. Nie była nią utrata mocy i wykluczenie ze wspólnoty. To było coś o wiele gorszego. Porwano moje jedyne dziecko. Zabrali mi moją ukochaną córeczkę, a moja żona zginęła, chcąc jej bronić.
Wszyscy znieruchomieli, wpatrując się z szokiem w posmutniałą twarz mężczyzny.
- Teraz ma dokładnie dziesięć lat - dodał. - Nie widziałem jej cztery lata i z każdym kolejnym dniem czuję się gorzej.
Potem zamilkł na moment.
- Dlaczego, panie Horan? - zapytałam niepewnie. - Dlaczego to zrobili?
- Chcieli mieć nade mną kontrolę i wzięli ją za jedyny sposób. Moja żona była dla nich za trudnym celem. Do dzisiaj udawałem, że trzymają mnie w ryzach. Tak naprawdę od momentu porwania starałem się wymyślić sposób na jej odzyskanie - wyznał. - W końcu udało mi się zainteresować ich pewną umową, która związana jest z moim zniknięciem z kraju.
- Jak to? - zapytał Logan z szeroko otwartymi oczami.
- Rozwiąże pan naszą organizację? - Ktoś dorzucił.
- Co my ze sobą zrobimy? - Sarah również nie wyglądała na zadowoloną.
- Wszystkim się zająłem, spokojnie. Nie macie się o co martwić - mężczyzna ich uspokoił.
- Kto ją zabrał? - Niall zmienił temat rozmowy.
Jego wujek przez chwilę myślał, a ja nie mogłam doczekać się odpowiedzi.
- Jest grupa złożona z Myśliwych, którzy przestali przestrzegać zasad, które obowiązują nas wszystkich - wyjaśnił. - Wiecie... Zbuntowali się.
Czyli ten, który nas zaatakował jakiś czas temu, mógł do nich należeć, prawda?
Po kilku kolejnych informacjach o dokładnych działaniach pozwolił nam rozejść się do pokoi. Mieliśmy przygotować się psychicznie i odpocząć. Konfrontacja miała nadejść już jutro.

*Niall*

Podążyłem w ślad za wujkiem. Nie mogłem tak tego zostawić. Musiałem wiedzieć więcej.
- Wujku - odezwałem się, kiedy dotarliśmy do kuchni.
Odwrócił się i spojrzał na mnie zmęczonym wzrokiem.
- Tak, Niall?
Czemu wcześniej nie zauważyłem tego, jak bardzo był wykończony życiem. Tego, jak bardzo tęsknił za swoją córką. Zrobiło mi się go szczerze żal.
- Chciałem pogadać - odparłem niepewnie.
- Ja też - westchnął i przetarł twarz dłonią.
Zaprowadził mnie do swojego biura i wskazał, żebym zajął krzesło przed biurkiem.
- O czym chciałeś porozmawiać? - Uniosłem brwi, rozglądając się.
Nigdy wcześniej tu nie byłem.
- Jak dobrze wiesz, jesteś kimś cennym. Masz w sobie coś, czego wielu by chciało. Mam też świadomość, że jesteś celem takich ludzi jak dyrektor Mystic College, więc musiałem podjąć właściwą decyzję względem ciebie i twojego życia.
- Jaką?
- Nie możesz iść tam z nami, to zbyt niebezpieczne. Nie mogę narazić twojego życia ze względu na moje osobiste sprawy. Twoja mama chyba by mnie zabiła - wyjaśnił, uśmiechając się przy ostatnim zdaniu.
Zmarszczyłem czoło, myśląc intensywnie. Nie chciał mnie zabrać, ale zabierał Destiny?
- Co z dziewczyną, z którą jestem dopasowany? - zapytałem, nie chcąc zdradzać imienia.
Wujek do tej pory nie wydusił ze mnie tej informacji, ale nawet nie próbował, co było dla mnie dziwne.
- Wiem, że to Destiny - odparł z małym uśmiechem.
Wytrzeszczyłem oczy na jego słowa. Nie wiedziałem, jak zareagować.
- Myślałeś, że się ukryjesz?
- Nie. Ja tylko... - zaciąłem się.
- Spokojnie. - Obdarzył mnie szczerym uśmiechem. - To też przemyślałem. Jeżeli nie łączy was nic więcej, oprócz dopasowania, to nie ma żadnych obaw.
- Nasze dopasowanie jest nadzwyczaj silne.
- Zauważyłem.
- Aż tak to widać? - Podrapałem się po karku zażenowany.
- Czasami bardziej, czasami mniej. Zauważyłem, że staracie się utrzymać na wodzy wasze moce.
- Próbujemy. Mieliśmy nauczyć się tego w szkole, ale cóż... Nie wyszło - zironizowałem.
- Jeśli ona pójdzie bez ciebie, to nic jej nie grozi - zapewnił.
- Nie rozumiem - mruknąłem.
- Miłość do niej sprawiłaby, że wasza nawet chwilowa rozłąka byłaby nieznośna pod każdym względem. W ten sposób nawet walka osobno nie miałaby żadnego sensu, bo żadne z was nie dałoby rady bez wsparcia drugiego. Jeśli ty zostaniesz, a ona pójdzie, to powinno się udać, bo przecież to tylko dopasowanie, prawda? To twoja moc jest zagrożeniem, a nie jej.
- Um, no tak - odpowiedziałem niepewnie.
- Dzięki niej potrafisz nad sobą panować. Ona nie ma aż takiego problemu ze swoimi umiejętnościami.
Czyli myślał, że to tylko dopasowanie? Chyba powinienem mu coś wyjaśnić.
- No i właśnie - podsumował. - Jest naprawdę dzielną dziewczyną. Zaopiekuję się nią i nie dam jej skrzywdzić.
Skinąłem głową i się oddaliłem. Gryzło mnie sumienie, bo zawaliłem. Obawiałem się, ale jak ostatni idiota nic w tym temacie nie zrobiłem. Cholernie bałem się o swoją Omegę. Jeśli coś by się jej stało to przecież nie przeżyłbym kolejnego dnia. Nawet nie chciałbym sobie tego wyobrażać.
- Niall! - usłyszałem wołanie za plecami, wiec zatrzymałem się i powoli obróciłem.
- Sarah. - Uśmiechnąłem się na widok znajomej i ładnej buzi. - Co tam?
- Chciałam tylko zapytać, czy nie potrenowałbyś ze mną przed jutrem. - Posłała mi szeroki, zachęcający uśmiech. - Wiesz, taka mała rozgrzewka.
- Nie wiadomo, czy jutro będziemy walczyć. Może obejdzie się bez rękoczynów. Wujek nie szykuje żadnej walki. To ma być pokojowa wymiana - odparłem, próbując się wywinąć.
- Musimy być przygotowani - westchnęła i opuściła ciężko ręce wzdłuż ciała.
- Wybacz, ale... - Zrobiłem pauzę. - Nie mogę. Muszę coś załatwić.
Od razu posmutniała. Spodziewała się innej odpowiedzi, ale nie mogłem tego zrobić. Miałem naprawdę ważny powód. Poza tym, jeśli miałbym z kimś ćwiczyć, to wybrałbym inną osobę. Sarah była miła i naprawdę ją polubiłem, ale to nie było to. Do szczęścia wystarczył mi ktoś inny, co w pewien sposób mnie przerażało, bo przecież czemu miałbym się od kogoś uzależnić?
- W porządku - bąknęła cicho.
Odwróciła się na pięcie i odeszła w przeciwnym kierunku. Wziąłem głęboki oddech i skierowałem się do pokoju przyjaciela.
- Siema. - Wszedłem bez pukania i cieszyłem się, że nie zastałem tam Cindy.
Potrzebowałem prywatności, a gdyby tu była to na pewno nie zastałbym ich rozmawiających. Wiecie, co miałem na myśli.
- Wejdź, stary kumplu - zironizował. - Moje drzwi stoją dla ciebie otworem.
- Tak, jasne. - Machnąłem lekceważąco dłonią. - Mamy do pogadania.
- Słucham uważnie. - Poprawił się na łóżku, poważniejąc.
Zająłem krzesło i chwilę zbierałem się, żeby coś powiedzieć.
- Od czasu pobytu w motelu ja i Destiny próbujemy zidentyfikować więź, która zaczęła nas łączyć. Cindy dowiedziała się dwa dni temu, przyłapując nas razem w pokoju i się wkurwiła. Z tego, co wiem, nie odzywa się do Destiny i ogólnie jej unika. Dlatego przyszedłem osobiście ci o tym powiedzieć, bo nie chcę żebyś ty też się wkurwił - powiedziałem na jednym oddechu.
Przyjaciel siedział przez chwilę z otwartą buzią i tępym spojrzeniem. Czy on w ogóle zajarzył, co właśnie powiedziałem?
- Ty skurwielu - wysyczał w końcu, mrużąc groźnie oczy. - Jak mogłeś mnie oszukiwać?
- Nie chciałem, ale zostałem zmuszony, żeby trzymać buzię na kłódkę - odparłem szczerze.
Nie to, żebym obwiniał Destiny. Zgodziłem się na jej prośbę. Chciałem tego tak samo, jak ona.
- Wybaczam ci - powiedział zadowolony.
- Jak to? - Uniosłem brwi i wyprostowałem się jak struna. - Tak po prostu? Żadnej awantury?
- Nie. - Wzruszył ramionami. - Po co nam to? Nie lubię się kłócić.
- Dzięki, stary - odetchnąłem.
- Ale i tak jesteś małym chujem za to, że sie nie pochwaliłeś - rzucił z szerokim uśmiechem. - Destiny to dobra partia. Poza tym to pragnienie związane z dopasowaniem... No zazdroszczę! Musi być wam zajebiście.
- To zatrzymam dla siebie - rzuciłem i zrobiłem głupią minę.
Obaj zanieśliśmy się śmiechem na dobre kilkanaście minut. Przynajmniej miałem pewność co do tej relacji. Liam nigdy by mnie nie zawiódł i zawsze potrafił mnie zrozumieć.

***

*Destiny*

Cindy się do mnie nie odzywała. Nie próbowałam namawiać jej na rozmowę, bo wiedziałam, że i tak by odmówiła. Byłam zrozpaczona, a ja tylko chciałam odzyskać moją ukochaną przyjaciółkę. Leżałam w łóżku i przekręcałam się z boku na bok. Od dwóch godzin nie mogłam zasnąć. Martwiłam się jutrzejszym starciem. Czy byłam wystarczająco silna? Co, jeśli coś nam się stanie? Co, jeśli stanie się coś Niallowi?
- Mogę? - usłyszałam szept zza uchylonych drzwi.
- Wejdź - odparłam równie cicho.
Potrzebowałam kogoś obok, a on zjawił się w odpowiedniej chwili.
Jak zawsze.
- Jak dobrze, że przyszedłeś - jęknęłam na granicy płaczu.
Blondyn wszedł na łóżko i położył się tuż obok mnie. Zadrżałam na naszą bliskość, ale od razu wtuliłam się w jego bok, na co bez wahania mi pozwolił. Napięcie wisiało nad nami jak ciemna, burzowa chmura.
- Powiedz mi. - Pogładził dłonią moje plecy.
- Cindy mi nie wybaczyła, jutro jest jakaś popieprzona akcja, której kurewsko się boję, a do tego wszystkiego zbliża mi się okres i moje hormony szaleją - marudziłam.
Zaśmiał się pod nosem z mojego humoru. Skrzywiłam się i szczypnęłam go w rękę.
- Wybacz - odchrząknął.
- Głupek - bąknęłam.
- I tak mnie lubisz.
- Kto ci tak powiedział? - prychnęłam.
- Cała organizacja wie, że się we mnie podkochujesz.
Wytrzeszczyłam oczy i na chwilę wstrzymałam oddech.
- Co? - bąknęłam speszona.
- Przecież na mnie lecisz - odparł pewny siebie.
- Tak, jasne - mruknęłam i wywróciłam oczami.
Zaswędział mnie nos, więc potarłam nim o pierś chłopaka.
- Co ty robisz?
- Nos mnie swędzi. - Wzruszyłam ramionami.
Bez patrzenia wiedziałam, że pokręcił głową na moje zachowanie. Tak, czasami zachowywałam się jak dziecko. Gdzieś w środku ciągle nim byłam. Każdy nim był, tylko nie wszyscy umieli się tym cieszyć.
- Wiem, że jeszcze coś cię gryzie - odezwał się już poważnie.
- Boję się - wyznałam, roniąc jedną łzę.
Pieprzony okres, no. Gwałtownie podniosłam się do siadu, wykorzystując wilcze oczy, żeby widzieć go w ciemności.
- Boisz się? - Zmarszczył czoło zdezorientowany.
- Boję się o siebie - kontynuowałam. - Boję się o Liama i o Cindy. Boję się, że nie wrócimy stamtąd cali. Jednak najgorzej boję się... - urwałam.
- Czego? - zachęcił, kiedy nie mogłam się wysłowić.
- O ciebie, Niall - jęknęłam i zamknęłam oczy.
Byłam zawstydzona swoimi odczuciami. Mógł mnie wyśmiać, a ja robiłam z siebie przed nim panikarę. Praktycznie płakałam, ale on nie musiał tego widzieć.
- O mnie?
Nie wierzył, że mogłam się o niego martwić? Za kogo on mnie miał? Myślałam, ze to oczywiste.
- Nasze dopasowanie jest silne i jeszcze nie do końca wiemy na jakiej zasadzie działa - wyjaśniłam drżącym głosem. - Do tego jestem niezdarą i jeżeli mi się coś stanie, to najprawdopodobniej ty też ucierpisz. Nie nauczyliśmy się wzajemnej obrony, ani wzajemnego wsparcia, przy który wspieralibyśmy się naszą mocą. Jesteśmy tak bardzo nieprzygotowani. Co, jeśli dyrektor, albo jego ludzie cię zabiją?
Chłopak nie odpowiedział. Zdążyłam tylko zauważyć niebieskie tęczówki, które rozbłysnęły w ciemności, a potem poczułam jego wargi na moich.
- Posłuchaj mnie - powiedział, kiedy oderwaliśmy się od siebie. - Jesteś silna i odważna. Wiem, że dasz sobie radę. Przede wszystkim jednak wiem, że wujek będzie starał się, żebyś nie musiała walczyć. Żeby nikt nie musiał walczyć. Przecież nie chce nas wystawić na śmierć. Użyje nas jako swojego wsparcia i tyle. Nie wiem, czy będzie w porządku, ale jedno wiem na pewno...
- Co takiego? - zapytałam cicho, opierając głowę na jego ramieniu.
- Będę tam z tobą i obronię cię, jeśli coś pójdzie nie tak - powiedział. - Być może nie będę stał obok ciebie, ale wierz mi, że będę miał cię na oku.
- Obiecujesz? - zapytałam z nadzieją.
 Nie odpowiedział od razu, jakby się zastanawiał.
- Obiecuję - zapewnił, a ja mu uwierzyłam.
Przecież by mnie nie okłamał, prawda?
- Czasami jesteś głupkiem, ale czasami udaje ci się być też wspaniałym, wiesz? - W przypływie uczuć złapałam jego twarz w obie dłonie.
- Oj, bo się zawstydzę - zażartował, rozluźniając atmosferę.
- Śpij ze mną - poprosiłam bez wahania.
Uniósł brwi w zaskoczeniu. Nie spodziewał się takich słów z mojej strony. Ja sama się ich nie spodziewałam.
- Nie wiem czy...
- Proszę - przerwałam.
Zanim zdążył cokolwiek powiedzieć, popchnęłam go na plecy i przywarłam do jego słodkich ust. Całowaliśmy się długo, namiętnie i aż do utraty tchu.
- Zaskoczyłaś mnie - wydusił, oddychając ciężko.
Jego ręka masowała naga skórę moich pleców. Chwilę wcześniej pozwoliłam mu na wsunięcie tam ręki.
- Teraz twoja kolej, żeby mnie jakoś zaskoczyć - rzuciłam i wystawiłam język.
Ścisnął dłonią mój pośladek, aż pisnęłam z zaskoczenia.
- Co to miało być? - oburzyłam się.
- Tak tylko sprawdzałem, czy dalej są dla mnie idealne.
Pokręciłam litościwe głową i wyłączyłam wzrok wilka. Znowu zapanowały egipskie ciemności, w których poczułam się dziwnie nieswojo. Na szczęście trwało to tylko chwilę, bo byłam w jego ramionach. Nie zrzucił mnie ze swojej klatki piersiowej, więc postanowiłam tak zostać. Ułożyłam się wygodniej i byłam gotowa do snu.
- Nie jest ci za ciężko? Możesz oddychać? - wyszeptałam, usypiając.
- Nie bądź śmieszna - prychnął i objął mnie mocniej.
- Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.
- Jest idealnie - mruknął. - I mogę czuć twoje cycki na mojej klatce.
- Dobranoc, Niall - ziewnęłam, ignorując jego ostatnie słowa.
- Dobranoc, księżniczko - bąknął, zasypiając.
A moje serce prawie wyskoczyło z mojego ciała.

***

24 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Niall*

Obudziłem się wczesnym rankiem i pierwsze, co przyszło mi do głowy, to potrzeba rozmowy z wujkiem. Musiałem mu wszystko wyjaśnić. Nie mogłem zostawić jej w tym samej. Nie była na tyle silna. Ja nie byłem na tyle silny, żeby zostawić ją samą.
- Niall? - Destiny poruszyła się obok mnie.
W nocy ześlizgnęła się z mojego ciała i ułożyła tuż obok.
- Tak? - Spojrzałem na nią.
Miała zamknięte oczy i rumieńce na policzkach. Była urzekająco piękna i przyznawałem to szczerze.
- Nic. Tylko sprawdzałam czy ode mnie nie uciekłeś - wymamrotała i ziewnęła.
Coś się ruszyło wewnątrz mnie i to na pewno nie był tasiemiec. Jej słowa, nawet te przypadkowe, oddziaływały na mnie różnymi sposobami. Czasami nie wierzyłam własnym uszom, a kiedy indziej myślałem, ze śnię. Jak taka dziewczyna mogłaby interesować się takim kimś jak ja? Byliśmy dopasowani, ale nikt nie kazał nam próbować bycia razem.
- Musisz się przygotować, więcej lepiej wstań - powiedziałem z bólem serca, bo nie chciałem jej zrywać z łóżka.
Sam siedziałem oparty o wezgłowie, bez koszulki i z przykrytymi kołdrą nogami. W nocy zrobiło mi się gorąco, więc nie wahałem się żeby zdjąć część stroju. Destiny jęknęła przeciągle i marszcząc czoło podniosła się do siadu. Myśl, ze miała na sobie dość kusą piżamę sprawiała, że musiałem głębiej oddychać, żeby się opanować. Bo ej, miałem ją w łóżku prawie nagą i na wyciągnięcie ręki.
Koszmar.
- Jak ci się spało? - zapytała z zamkniętymi oczami.
Uśmiechnąłem się cwaniacko i pociągnąłem ją tak, że ponownie wylądowała na materacu. Pochyliłem się nad nią, uniemożliwiając jej ucieczkę. Zaśmiała się i uderzyła mnie w pierś, ale otworzyła oczy, co było połową sukcesu.
- Co ty wyrabiasz? - zapytała, udając oburzenie.
Oblizałem usta i pochyliłem się jeszcze bardziej.
- Jak myślisz? - Uniosłem brew zaczepnie.
Zawstydzona odwróciła głowę, nie mogąc wytrzymać mojego intensywnego spojrzenia. Musnąłem ustami jej skórę tuż przy uchu, a potem na żuchwie. Miałem zając się szyją, ale odepchnęła moją twarz.
- Przestań - zachichotała i zakrył dłonią usta.
- Dobrze się czujesz? - Zmarszczyłem czoło.
- Nie umyłam jeszcze zębów - wyjaśniła, nie odrywając dłoni od twarzy.
Pokręciłem głową i złapałem jej oba nadgarstki. Bez wysiłku umieściłem je bo bokach jej głowy. Przysunęłam usta do jej ust, chcąc ją pocałować, ale pokręciła głową.
- Nie bądź uparta - warknąłem sfrustrowany.
Pragnąłem jej, kurwa. Tu i teraz.
- Destiny - ostrzegłem.
Zepchnęła mnie na łóżko i uciekła na podłogę. Pokręciłem litościwie głową i ruszyłem za nią. Nim dopadła drzwi, owinąłem ramiona wokół jej talii i przyciągnąłem plecami do siebie.
- Co teraz? - wyszeptałam jej do ucha.
Zauważyłem gęsią skórkę na delikatnej skórze  i mentalnie sobie pogratulowałem. Dziewczyny uwielbiały takie zagrania.
- Puść mnie - jęknęła, próbując się uwolnić.
- Nigdy w życiu. Będę cię tak trzymał do końca mojego nędznego życia - odparłem.
Mnie samego zdziwiły te słowa, więc nie było dla mnie zaskoczeniem, kiedy wstrzymała oddech. Nagle gwałtownie się odwróciła i łapiąc mnie za szyję przyciągnęła do pocałunku. Gest był namiętny i głęboki, aż poczułem zawroty w głowie. Przyciągnąłem ją bliżej, chociaż już bardziej się nie dało. Zsunąłem dłonie na jej pośladki i je ścisnąłem. Jęknęła w moje usta, co mnie kurewsko podnieciło. Zagryzła moją wargę i odsunęła się, dysząc. Również miałem problemy z właściwym oddychaniem.
- Wariuję przez ciebie - wyszeptała i cmoknęła szybko moje zaczerwienione wargi.
Zanim uciekła na korytarz, udało mi się zobaczyć ten błysk w jej oczach. Przez chwilę stałem w miejscu z głupawym uśmiechem na twarzy i wybrzuszeniem w spodniach.

Co ta dziewczyna ze mną robiła?

3 komentarze:

  1. Jejciu cudownieeee!!Ja chce następny!!!Kocham to opowiadanie<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dajesz następny.Super piszesz!

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana ten jak i poprzedni rozdział są cudowne. Końcówka mnie rozwaliła. Kocham tego Nialla ,i mimo że ta laska mnie trochę wnerwia razem tworzą cudowną parę. Kocham Cię za to ,że potrafisz wzbudzić w czytelniku tyle emocji. Czekam z niecierpliwością na kolejny ,który już za 25 minut!
    Ps. U mnie już kolejny rozdział ,także jak Cię interesuje to serdecznie zapraszam :D

    OdpowiedzUsuń