wtorek, 14 czerwca 2016

31.

3/3 MINI MARATONU!

Jak wrażenia po przeczytaniu rozdziałów? Jestem bardzo ciekawa, co myślicie :)

Zastanowię się nad robieniem takich maratonów ;)

Kocham! xx
___________________________________________



*Niall*

- Co cię do mnie sprowadza tak wcześnie? - wujek zapytał jak tylko przekroczyłem próg jego biura.
- Chodzi o dzisiejszą akcję. - Zmrużył oczy na specyficzne określenie. - Miałem na myśli odebranie twojej córki - poprawiłem się.
- Więc?
- Miałem nie iść, ale to nie jest takie proste - zacząłem, nie wiedząc jakich słów użyć.
- Jak to? - Zmarszczył czoło i pochylił się w moim kierunku, opierając łokcie o blat.
- Powiedziałem, że ja i Destiny to tylko dopasowanie. Cóż... Prawda jest inna. To znaczy, jakiś czas temu zaczęliśmy próbować zidentyfikować, co tak naprawdę nas łączy i w sumie jeszcze do tego nie doszliśmy, więc ciężko mi powiedzieć czy to coś więcej czy nie. Sami tego nie wiemy i... - urwałem.
Wstydziłem się spojrzeć wujkowi w oczy. Czy wyszedłem na aż takiego lamusa i mięczaka, mówiąc o uczuciach?
- I nie chcesz was narażać, gdyby jednak okazało się, że to coś poważnego - dokończył za mnie.
- Nie wiemy też, jak naprawdę działa nasze dopasowanie.
- Co jest z nim nie tak? - zdziwił się.
- Nie jesteśmy normalną parą wilkołaków. Wiesz, ze mój tata miał ogromną moc, którą ja odziedziczyłem. Nasze dopasowanie jest nieprzewidywalne i niebywale silne. Samo może doprowadzić do naszej zagłady, jeśli nie nauczymy się go kontrolować - wyjaśniłem. - Problem w tym, że nie zdążyliśmy się nauczyć. Nie jesteśmy świadomi tego, co możemy.
W duchu byłem zaskoczony, że nie wiedział takiej rzeczy, no bo przecież był starym, doświadczonym wilkiem.
- Zróbmy tak... - zamyślił się. - Pójdziesz z nami, ale nie będziesz się wychylał, póki nie stanie się nic złego. Będziesz na uboczu, zrozumiałeś? Nie będziesz rzucał się im w oczy, jasne?
- Tak, dziękuję - odetchnąłem.
- Czyli to coś poważnego? - zatrzymał mnie w połowie drogi do wyjścia.
Przez ramię mogłem zobaczyć na jego twarzy chytry uśmieszek. Moja mama robiła dokładnie taki sam.
- Wujku - jęknąłem. - Jestem dorosły.
- Wiem, wiem - zaśmiał się.
Z uśmiechem na ustach wyszedłem na korytarz. W drodze powrotnej do pokoju napotkałem wzrokiem sylwetkę Destiny i od razu stanąłem w miejscu. Była z Loganem i widocznie świetnie się bawiła.

*Destiny*

Nie mogłam przestać się śmiać, kiedy Logan opowiadał mi głupie historyjki ze swojego dzieciństwa. Naprawdę go polubiłam. Zatrzymał mnie, kiedy byłam w drodze na górę. Zaczęliśmy rozmawiać i o! Tak jakoś wyszło, że przegadaliśmy całą godzinę. Przekonałam się, że w rzeczywistości nie był tajemniczym sztywniakiem.
- Miałeś ciekawe dzieciństwo - podsumowałam, kiedy postanowił przestać doprowadzać mnie do śmiechu, za co byłam mu bardzo wdzięczna.
Brzuch mnie bolał i nie mogłam wziąć właściwego oddechu. Na początku nie wydawał się taki zabawowy. Wyglądał mi na uważnie trzymającego się reguł i nie umiejącego się uśmiechać. Myliłam się.
- Nie mogę narzekać - odparł z szerokim uśmiechem. -Wybacz, że zabrałem ci tyle czasu, ale naprawdę świetnie mi się z tobą rozmawiało.
- Nic się nie stało. Mi również było miło. - Machnęłam dłonią.
Od ciągłych napadów śmiechu przewidywałam jutrzejsze bóle mięśni brzucha.
- Na pewno? - Przechylił lekko głowę, patrząc na mnie.
- Wszystko okey, naprawdę - zapewniłam szczerze.
- Super - odparł zadowolony. - A teraz muszę cię przeprosić. Obowiązki przywódcy Stróżów czekają. Do zobaczenia kiedyś.
Skinęłam głową z uśmiechem, a chłopak się oddalił. Wzięłam głęboki oddech, żeby się uspokoić. Nawet policzki mnie bolały, więc zaczęłam je masować. Nie zdążyłam zrobić kroku, kiedy zza rogu wyłoniła się przyjaciółka.
- Des?
- Tak? - Wyprostowałam się, mając nadzieję na normalną rozmowę.
- Chodź ze mną, proszę - bąknęła i odwróciła się.
Podążyła za nią i chwilę potem znalazłyśmy się w jej pokoju. Obie zajęłyśmy miejsca na łóżku, a niezręczność wisiała między nami.
- Jestem gotowa - powiedziała, patrząc przed siebie. - Jestem gotowa na rozmowę.
- Naprawdę? - Wytrzeszczyłam oczy zszokowana.
Nie przygotowałam się. Nie ułożyłam sobie wytłumaczenia całej tej chorej sytuacji.
- Przemyślałam to wszystko i w sumie miałaś trochę racji. Gdybym dowiedziała się, ze ty i Niall coś kombinujecie, to pewnie bym wam dokuczała. Taka jestem, a ty to przewidziałaś. Jednak z drugiej strony to i tak zrobiło mi się przykro, ale po przemyśleniu stwierdziłam, że zareagowałam zbyt mocno - skończyła i dopiero wtedy na mnie spojrzała.
- Przepraszam, że tak wyszło - mruknęłam skrępowana. - Gdyby nie głupie tajemnice, to nie byłoby tego konfliktu. Wiesz, że nie lubię się z tobą kłócić. Jesteś moją siostrzyczką, co nie?
- Na zawsze. Ja też przepraszam - odpowiedziała, uśmiechając się lekko. - Obie byłyśmy głupie.
Podniosłam się w tym samym czasie, co Cindy. Spotkałyśmy się w mocnym uścisku, a potem zaczęłyśmy się śmiać.  Oczywiście nie obyło się bez relacji związanej z Niallem, którą musiałam jej zdać bardzo szczegółowo. Oczywiście zatrzymałam dla siebie kilka drobiazgów, które na pewno nie wniosłyby nic do jej życia. Była zafascynowana i ciągle zadawała pytania. Bałam się, że przez entuzjazm rozniesie pokój. Obiecała, ze wszystko zostawi dla siebie.

***

Wyszłam od niej po dwóch godzinach cała w skowronkach. Oficjalnie mogłam stwierdzić, że między nami wszystko było w porządku. Szłam do pokoju, żeby przygotować na nadchodzące starcie, ale po kilku krokach zostałam wciągnięta do innego pomieszczenia i przyciśnięta do ściany, co dość mocno odczułam na plecach.
- Niall - wydusiłam, widząc niebieskie tęczówki.
Co mu się stało? Wyczułam, ze był wściekły, co mnie zaniepokoiło.
- Dlaczego to robisz? - warknął.
Jego dłonie opierały się płasko po bokach mojej głowy, czym uniemożliwiał mi ucieczkę.
Nie to, że chciałabym uciec z jego ramion. Miałam pod dostatkiem zapachu, który uwielbiałam, wiec nigdzie się nie spieszyłam.
- O co ci chodzi? - Spojrzałam na niego, jak na głupka.
Czasami zachowywał się jak dzieciak i potrafił kłócić się o głupotę.
- Byłaś z nim - rzucił oskarżająco.
Mentalnie uderzyłam się w twarz. No jasne, że chodziło mu o Logana.
- Tylko rozmawialiśmy, wyluzuj - mruknęłam i położyłam dłonie na jego klatce piersiowej.
Chciałam go odepchnąć, ale zaparł się tak mocno, że poległam.
- Niall, wypuść mnie - poprosiłam grzecznie.
Pokręcił powoli głową, dociskając swoje ciało do mojego. Zachłysnęłam się powietrzem na elektryczność, która przebiegła między nami.
- Puść mnie - powiedziałam ostrzej.
- O nie, mała.
- N-nie żartuję - zająknęłam się.
Patrzyłam mu prosto w oczy, które znowu mnie hipnotyzowały. Mogłabym zrobić dla nich wszystko i wszędzie. Gdyby tylko powiedział słowo. Niestety w tej chwili musiałam się powstrzymywać. Rozsądek wygrał w walce z sercem. Zdenerwował mnie, bo zachowywał się jak zazdrosny bachor.
- Nie gadaj z nim nigdy więcej - rozkazał, uważnie cedząc słowa przez zaciśnięte zęby.
- Spierdalaj - warknęłam zła. - Nie będziesz mi rozkazywał i mówił co mam robić. Poza tym, nie masz się o co wściekać, bo nie zrobiłam nic złego. Tylko rozmawialiśmy.
Odepchnęłam go najmocniej, jak umiałam, przez co się zachwiał. Wykorzystałam moment i oddaliłam się od blondyna, ale nie wyszłam z pokoju.
- Uspokój się w tej chwili - skarciłam go i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Nie rozkazuj mi - odparł groźnie.
Co go napadło? Czy dzisiaj była pełnia? Przecież by zauważyła. Nie miał nic na swoje usprawiedliwienie, co tylko wzmogło moje zirytowanie całą sytuacją. Momentalnie chłopak znowu znalazł się tuz przede mną. Zacisnął palce na moich biodrach, a ja wiedziałam, że zostaną mi brzydkie siniaki.
- Nie możesz tak robić, rozumiesz? - Wywróciłam oczami, ignorując lekki ból w miejscu zetknięcia mojego ciała z jego palcami. - Zachowujesz się jak dziecko, któremu odebrano zabawkę.
- Może tak jest?
Wytrzeszczyłam na niego oczy. Czyli tak zamierzał mnie traktować. Jak rzecz?
- Nie jestem zabawką! - krzyknęłam. - I opanuj te swoje wilcze zapędy, bo przecholujesz i wtedy dopiero pożałujesz! Nie mam zamiaru się z tobą użerać i w tej chwili masz mnie puścić!
Krzyk nie był odpowiednim sposobem, ale inaczej nie dotarłoby do niego nic, co powiedziałam. Niall w odpowiedzi zaatakował moje usta, ale nie oddałam pocałunku. Był zbyt brutalny i kierowany złością. Chciał tylko wyładować swoje emocje i padło na mnie. A to był błąd.
- Wal się - rzuciłam, kiedy udało mi się od niego oderwać.
- Destiny - westchnął i przeczesał palcami włosy.
Opuściłam pokój najszybciej, jak umiałam i żałowałam, że nie zrobiłam tego od razu. Coś zaczynało się między nami psuć. Już nie miałam takiej pewności, co do istnienia wyjątkowej więzi z Horanem.

***

Przygotowani czekaliśmy na wzgórzu, gdzieś w lesie. Nie zapamiętałam drogi i nie zauważyłam żadnych znaków szczególnych. Nie miałam do tego głowy, po prostu podążałam za innymi. Nie nadawałam się na tropiciela mimo tego, że byłam w połowie wilkiem. Nie przykładałam się do szkolenia tych umiejętności. Nawet nie wiedziałam, co było moją zaletą, a co wadą jako wilkołaka.
- Boisz się? - wyszeptała Cindy, czepiając się mojego ramienia.
Przeniosłam na nią spokojne spojrzenie i pokręciłam głową. Gdybym się odezwała, to chyba bym się popłakała.  Cholernie się bałam. Poza tym zachowanie Nialla... Wszystko działo się tak nagle i jednocześnie.
- Dlaczego nie pozwolili, żeby Niall się wychylał? - zaciekawiła się.
Staliśmy i rozglądaliśmy się po całym terenie. Nikt od tamtych jeszcze się nie pojawił. Musieliśmy być czujni. Dlatego też starałam się delikatnie dać przyjaciółce do zrozumienia, że to nie był odpowiedni czas na pogaduchy.
- Stań na swojej pozycji - powiedziałam.
Na jej twarzy pojawił się grymas złości, fuknęła cicho i mnie zostawiła.
- Uwaga, widzę ich! - zawołał jeden ze Stróżów.
Spięłam się na samą myśl, że mogłoby wydarzyć się coś złego. Podobno pan Horan zawarł umowę z porywaczami jego córki, ale nie zdradził na czym się dokładnie opierała, oprócz wyjazdu. Po prostu zapewnił nas, że nie mieliśmy się czego bać. Nie uwierzyłam, ale bardzo się starałam nie uciec z krzykiem.
- Peter, jak miło cię znowu widzieć - odezwał się mężczyzna w czarnym, długim płaszczu.
Wyglądał przerażająco. Na dłoniach miał rękawiczki, a na nosie okulary przeciwsłoneczne mimo, ze nie było słońca.
- Nie mogę powiedzieć, że też się cieszę - odpowiedział pan Horan ironicznie.
Część ze Stróżów została w ukryciu, porozstawiani w lesie dookoła. W śród nich był Niall, co wprawiało mnie w stan nie do opisania. Nie miałam pojęcia, co się z nim działo i to sprawiało, ze zaczynałam wariować. Sama miałam pozycję na skraju lasu.
- Przejdźmy do rzeczy. - Wujek blondyna zbliżył się do nieznajomego.
- Zgodnie z umową - przytaknął tamten. - Mam nadzieję, że się z niej wywiążesz.
- Mam nadzieję, że wy też.
Uważnie obserwowałam towarzyszów mężczyzny w płaszczu. Na polanie było ich tylko kilku, ale domyśliłam się, ze zrobili to samo co my. Po prostu pozostałą część pochowali po krzakach.
- Gdzie ona jest? - głos pana Horana na moment się załamał.
- Co taki niecierpliwy? - zarechotał facet. - Może przedstawisz mi twoich nowych przyjaciół? Słyszałem, ze masz niesamowitego siostrzeńca. - Wyjrzał zza ramienia pana Horana, lustrując nas wzrokiem.
- Gdzie ona jest? - nalegał pan Peter.
- Byłem zaskoczony, kiedy dowiedziałem się, że twój siostrzeniec się z tobą skontaktował. Wiemy, że nie przyszedł sam i że nie zrobił tego bez powodu. Podobno dużo się wydarzyło u niego w ostatnim czasie.
- Gdzie ona jest? - warknął głośno pan Horan.
Mężczyzna w okularach westchnął teatralnie i skinął dłonią na jednego ze swoich... Hm, poddanych? Po chwili naszym oczom ukazała się drobna, blond włosa dziewczynka. Była smutna, ale nie wyglądała na wystraszoną. Bardziej na obojętną i zdezorientowaną.
- Stephanie - pan Peter wypuścił westchnięcie, ale nie ruszył się z miejsca.
Dziewczyna ostrożnie rozejrzała się po zebranych i widziałam, jak jeszcze bardziej skuliła się w sobie. Co oni jej zrobili? Skrzywdzili ją? Torturowali?
- Oto twoja kochana córeczka. Tak, jak obiecałem twojej żonie, miała dobrą opiekę - porywacz raczył się odezwać. - No idź do swojego tatusia. Jesteś wolna - ponaglił dziecko.
Mała spanikowała, kiedy sługa mężczyzny puścił jej ramię i cofnął się. Ze swojego miejsca widziałam, jak bardzo się trzęsła.
- Niech twój siostrzeniec uważa na siebie i swoją Omegę - rzucił na odchodne mężczyzna w płaszczu i wydał rozkaz, po którym wszyscy gdzieś zniknęli.
Na polanie znowu została tylko nasza grupa. Na szczęście obyło się bez podstępów i walki. Normalnie byłam w stanie wycałować wszystkich dookoła w szczęściu, jakie mnie ogarnęło, że przeżyłam.
- Steph, to ja. - Pan Peter ukucnął przed dziewczynką.
Uśmiechem próbował sprawić, żeby mu zaufała. Przecież nie mogła go nie pamiętać. Był jej ojcem, do cholery.
- Tata? - wymamrotała cichutko. - Tatusiu, to ty?
Jej głos był ledwie słyszalny i taki niewinny.
- Odzyskałem cię, skarbie - powiedział, powstrzymując łzy. - Tak bardzo za tobą tęskniłem.
- Gdzie mama? - zapytała, rozglądając się.
- Czuwa nad nami wysoko w niebie. Opowiem ci o niej, co tylko będziesz chciała. - Dało się wyczuć, że wujek Nialla starał się utrzymać emocje na wodzy.
Dziewczynka skinęła głową ze smętną miną, przyjmując dzielnie trudną wiadomość. Mimo tego, że mieli sobie wiele do opowiedzenia padli sobie w ramiona, a ja uroniłam łzę, widząc prawdziwe szczęście. Pan Peter nie wypuszczał dziewczynki z ramiona, a potem wziął ją na plecy, kiedy zbieraliśmy się w drogę powrotną. Miałam zamiar zapytać, dlaczego ten mężczyzna znał Nialla i wiedział, ze był w domu swojego wujka.
- Gdzie Niall? - zapytał, rozglądając się.
Każdy ze Stróżów pokręcił przecząco głową, co oznaczało, że nikt nie wiedział, gdzie zniknął. Zaniepokoiłam się.
- Widziałam go w momencie przekazania pańskiej córki, ale kiedy znowu na niego spojrzałam, jego już nie było - powiedziała jedna z dziewczyn.
Wstrzymałam oddech, czując ukłucie w sercu. Nie mogło mu się nic stać. Nie teraz, kiedy go potrzebowałam. Spojrzałam na pana Horana i wiedziałam, że też się wystraszył.
- Na pewno nikt go nie widział? - zapytałam, patrząc po kolei na każdego z obecnych.
Nikt się nie wychylił z nowymi informacjami, więc odpuściłam. Zagryzłam wargę i zacisnęłam pięści. Zanim zdazyłam porządnie spanikować, zza krzaków wybiegł zdyszany blondyn. Myślałam, że się rozpłaczę z ulgi.
- Co się stało? - Liam od razu doskoczył do przyjaciela.
- On tu był - wysapał z trudem Horan.
Był wyraźnie przejęty, a jego serce galopowało i to z pewnością nie było spowodowane biegiem. On się bał, co było dla mnie nowością.
- Kto, Niall? Kto tutaj był - Wujek zatrzymał się i spojrzał uważnym wzrokiem na siostrzeńca.
- Dyrektor i jego goryle. Widziałem ich. - Przeniósł oczy na mnie. - Widziałem, a oni widzieli mnie - dodał szeptem.
Otworzyłam usta, nie wiedząc, co powiedzieć. Mężczyzna przed którym uciekaliśmy wiedział, gdzie się ukryliśmy. Teraz z łatwością mógł nas dopaść i skrzywdzić blondyna.
- Mężczyzna w płaszczu ostrzegł, żeby Niall pilnował siebie i swoją Omegę - powiedział Liam, przypominając niedawną scenę.
- Nim bym się nie przejmował. Póki nikt nie jest mu nic winny, nie będzie się narzucał. Zapewne będzie was obserwował, ale nie będzie się wychylał dopóki noga wam się nie powinie. Na wszelki wypadek będę miał go na oku - mężczyzna nas uspokoił.
- Co innego dyrektor, prawda? - wyszeptałam, gapiąc się w ziemię.
- Wiedziałem, ze to nie był dobry pomysł - bąknął pan Peter pod nosem i się skrzywił. - Wracamy do bazy, szybko!
Nie było czasu na myślenie. Biegłam najszybciej, jak tylko potrafiłam. Kątem oka wyłapałam zmartwione spojrzenie Nialla. Próbowałam odczytać jego emocje, ale mi nie wyszło. Byłam zbyt spanikowana.

Czy nasze życie aktualnie znowu było zagrożone?

***

25 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

- Zaraz zwariuję - mruknęłam pod nosem, pakując swoje rzeczy.
Miotałam się po całym pokoju, sprawdzając wszystko po tysiąc razy. Pan Horan kazał przygotować się naszej czwórce na ewentualną ucieczkę. Jednak mimo wszystko chciał zaczekać na jakikolwiek ruch z ich strony. Gdyby tak się stało, umieliśmy się bronić, bo treningi nie poszły na marne. Dzisiaj przećwiczyłam cały poranek, wzmacniając mięśnie i doskonaląc chwyty.
- Mogę? - Zobaczyłam głowę Cindy w szparze drzwi.
Skinęłam głową, bojąc się odezwać. Od kilku dni trzymałam emocje na wodzy, ale było mi coraz trudniej. Na każdym kroku spotykałam okazję do płaczu. Dyrektor siedzący na plecach.
Coraz większa sympatia do Logana. Tęsknota za domem. Strach o własne życie. Bezradność.
I Niall...
Tak, to on był główną przyczyną łez zbierających się pod moimi powiekami. Przestaliśmy się do siebie odzywać. Nawet na siebie nie patrzyliśmy i omijaliśmy się szerokim łukiem. Co jest w tym najgorsze? Rzeczywisty ból wewnątrz mnie. Czasem był aż nie do zniesienia.
- Jak się trzymasz? - Podeszła i od razu wzięła mnie w ramiona.
Zacisnęłam zęby i powieki, chcąc być twardą.
- Kochanie, tak mi przykro - wyszeptała. - Dlaczego spadło to akurat na ciebie? Przecież niczym nikomu nie zawiniłaś.
Bariera pękła, a ja się rozpłakałam. Nie mogłam wstrzymywać łez przez resztę życia, a ramiona przyjaciółki były najlepszym miejscem na ziemi, żeby się ich pozbyć.
- Usiądź - poprosiła, kierując mnie na łóżko.
Siedziałyśmy przytulone przez kolejne pół godziny. Opanowałam się, teraz już tylko szlochając. Domyślałam się, że wyglądałam źle, ale to nie miało znaczenia. Moje serce powoli rozpadało się na kawałki, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Potrzebowałam jednej osoby.
- Powinnam go zawołać? - zapytała cicho.
Gwałtownie się od niej odsunęłam i gorączkowo pokręciłam głową.
- Nie, proszę nie rób tego - błagałam. - Nie może tak po prostu przyjść i mnie uspokoić. Źle się zachował i nie chcę go widzieć. Może wyolbrzymiam, ale nie potrafię wyrazić tego co wtedy poczułam. Poza tym zaczął spędzać czas z Sarah. Jeśli tak ma być, to trudno. Jakoś wytrzymam.
- Wiesz, ze to nie przejdzie? Będzie coraz gorzej.
- Wiem, ale się przyzwyczaję. W końcu da się jakoś z tym żyć, prawda?
- Z czym dokładnie?
- Z ciągłym bólem w środku. - Pokazałam na swoje serce.
Cindy zadrżała warga. Martwiła się o mnie i było jej zal, że nie mogła mi pomóc. Tylko jedna osoba było do tego zdolna.
- Destiny, może...
- Nie - przerwałam jej. - Wiem, co chcesz powiedzieć, ale nie zgadzam się.
Przyjaciółka spuściła głowę i przyciągnęła mnie do uścisku.

***

*Cindy*

Wyszłam od Destiny dopiero, kiedy zasnęła. Pękało mi serce na jej widok. Zniknęła moja radosna przyjaciółka. Zastąpiła ją smętna istotka, która próbowała przyzwyczaić się do bólu związanego z silnym dopasowaniem. Niestety nie chciała mi wyjaśnić, co dokładnie zaszło między nią a Horanem. O wilku mowa...
- Ty! - Wycelowałam w niego palec, mrużąc groźnie oczy.
- Co? - Zatrzymał się zdziwiony w połowie kroku. - Co zrobiłem?
- Nie będziemy gadać o tym na korytarzu - syknęłam i bez pytania weszłam do jego pokoju.
Zamknął za sobą drzwi i skrzyżował ramiona na piersi.
- Powiesz mi, co powinienem wiedzieć? - Uniósł brew zaciekawiony.
- Jesteś dupkiem i już dobrze o tym wiesz - warknęłam.
- Dalej nie rozumiem, o co...
- O nią, baranie! - krzyknęłam.
Normalnie bym się tak nie zachowywała, ale chodziło o moją przyjaciółkę, wiec nie miałam wyjścia. Zmarszczył czoło zdezorientowany moimi słowami.
- Serio jesteś na tyle głupi, żeby nie załapać? - Wywróciłam oczami.
- Nie nazywaj mnie głupkiem - syknął.
- To się zastanów - westchnęłam. - Przestaliście ze sobą przebywać. Nie odzywacie się do ciebie.
- No i co z tego? - Wzruszył ramionami.
- Nie powiesz mi, że ty nic nie czujesz.
Czyżby samice były bardziej podatne? A może Destiny po prostu się zakochała?
- Co mam czuć?
- Nie wiem - mruknęłam zrezygnowana. - Cokolwiek po waszym rozejściu się. Ból?
Patrzył na mnie bez słowa. Domyśliłam się, że zakończył dyskusję. Na koniec posłałam mu groźne spojrzenie, które mogłoby powalić go na podłogę. Dla zwiększenia efektu, wychodząc trzasnęłam drzwiami.

***

9 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Żadnego odzewu ze strony dyrektora. Ciągle czuliśmy obawę przed nagłym atakiem, ale staraliśmy się normalnie funkcjonować. W ciągu tych dwóch tygodni dołączyły do nas jeszcze cztery osoby. Byli bardzo młodzi. Mieli może po czternaście, albo piętnaście lat. Co się u mnie zmieniło u mnie?
Nic, a w sumie to było gorzej. Przestałam dbać o cokolwiek. Nie, nie oddaliłam się od Cindy, od Liama też nie. Ignorowałam wszystko, co łączyło się z Niallem. Nauczyłam się zagłuszać uczucie i myśli z nim związane. Mimo wszystko nie dało się pozbyć dopasowania. Niestety właśnie dzisiaj była pełnia. Byłam ciekawa tylko jednego... Czy on też tak cierpiał? Bo kompletnie na takiego nie wyglądał.
- Co słychać u mojej ulubionej uczennicy? - Logan dosiadł się do mnie na stołówce.
Zostałam sama, gdyż wszyscy zdążyli się najeść i wrócić na wykłady. Nie spieszyło mi się.
- Mogło być lepiej, ale nie narzekam. - Uraczyłam go szerokim uśmiechem, co odwzajemnił.
Czułam się przy nim coraz swobodniej. Był w porządku chłopakiem i dało się z nim pogadać. Odwracał moje myśli od Horana.
- Ślicznie dziś wyglądasz - rzucił, lustrując moją twarz.
Zauważyłam jak przysunął się bliżej, ale nie odstraszająco blisko. To był ten rodzaj bliskości, który akceptowałam.
- D-dziękuję - zająknęłam się, więc odchrząknęłam. - Ty też wyglądasz niczego sobie.
Uśmiechnął się lekko na moje słowa i nie zareagował. Siedzieliśmy tak, patrząc się na siebie.
Halo! Dlaczego zacisnął mi się żołądek i poczułem gorąco na policzkach?

Huston! Mamy problem!

4 komentarze:

  1. Zajebiste to było! Musisz jeszcze raz zrobić taki maraton! Ale rozdziały naprawdę były cudowne<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Podobaja mi sie obrazki ,ktore dodajesz na poczatku rozdzialu. Zawieraja fajna tresc. Co moge powiedziec o rozdziale? Jak zwykle cudowny. Nie mam sie do czego przyczepic i jedyne co moge powiedziec to ,że czekam na kolejny ^^
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieee... Jak relacje między Niallem i Destiny mogły się popsuć??? Przecież oni się potrzebują!!!???? Ona nie może nic czuć do Logana!!! On jest upadłym Alfą!! Jego Omega i stado go opuściło to niech teraz nie przyczepia się do innego!!
    Kocham to ff!! Czekam już z zwytęsknieniem na następny rozdział!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jejku wreszcie pełnia! Ciekawe co się teraz stanie.Ale oni muszą się pogodzić!A ten Logan to mi się nie podoba.Oczywiście rozdziały wszystkie cudowne!Pisz następny szybko<3

    OdpowiedzUsuń