czwartek, 16 czerwca 2016

32.

Dum Dum Duuuum!
_____________________________________________-




*Destiny*

- Hej, Liam - zawołałam, widząc chłopaka idącego z przeciwnej strony.
- Hej. - Podrapał się niezręcznie po karku.
- Co słychać? Dawno nie gadaliśmy. - Uśmiechnęłam się.
Zauważyłam, że zachowywał się strasznie nieswojo. Jakby nie chciał ze mną rozmawiać.
- Wszystko po staremu - odparł, odwracając wzrok, który następnie skierował ponad moim ramieniem.
Automatycznie się obróciłam, co było ogromnym błędem. Niall stał tam i się na nas gapił.
- Musze iść - mruknęłam, opuściłam głowę i szybkim krokiem zniknęłam za zakrętem.
Nie chciałam go oglądać. Chciałam tylko pogadać z Liamem. Czemu unikanie Horana musiało być takie trudne? Zatrzymałam się przed drzwiami pokoju. Zawahałam się, łapiąc za klamkę. Coś było nie tak... Obróciłam się i dostałam zawału. Przed nosem miałam klatkę piersiową Horana, który śledził mnie całą drogę, a głupia ja tego nie zauważyłam.
- Czego chcesz? - warknęłam, patrząc wszędzie tylko nie na jego twarz.
Wiedziałam, że zmięknę i wiedziałam też, że moje oczy zmieniły kolor. Staliśmy w ciszy dobre kilka minut, aż nie wytrzymałam i uniosłam głowę. Niall wpatrywał się we mnie intensywnie, ale z obojętnym wyrazem twarzy. Wymienialiśmy spojrzenia, nie słowa. To wystarczyło, żebyśmy przekazali sobie emocje targające naszymi duszami. Nie dałam rady.
Przełknęłam gulę w gardle i zniknęłam w pokoju, osuwając się na podłogę pod zamkniętymi drzwiami.

Co nas sprowadziło do takiego stanu? Przecież miało być tak pięknie...

***

11 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Przez ostatnie dwa dni moim towarzyszem był Logan. Chodził ze mną prawie wszędzie. Czasami zdarzył nam się dotyk, który wprawiał nas w zakłopotanie. Nie zrezygnowaliśmy jednak z momentów wgapiania się bez sensu w swoje twarze. Było w tym coś niezwykłego.
- Jestem z ciebie dumny - powiedział, patrząc jak wymierzam ciosy.
- Muszę jeszcze dużo dopracować - wymamrotałam zbyt zajęta workiem treningowy.
Zapadła cisza, na którą tak naprawdę nie zwróciłam większej uwagi. Chciałam być najlepsza w tym, czego się uczyłam. Poza tym, mogłam oderwać myśli od tego, co mnie denerwowało i zasmucało.
- Chciałabyś zrobić coś szalonego? - zapytał nagle.
- Co takiego? - wydusiłam, nie zatrzymując się.
- Niespodzianka.
Przestałam boksować i otarłam pot z czoła. Dyszałam jak lokomotywa, ale czułam się wyśmienicie. Znałam możliwości własnego ciała.
- Nie powinniśmy robić nic głupiego i dobrze o tym wiesz. Nie jesteśmy bezpieczni. Dyrektor czyha na nasze życie. Nie zamierzam ryzykować - przypomniałam.
Próbowałam rozluźnić zmęczone ramiona. Treningiem chciałam wyrzucić z siebie złość i frustrację, która ogarniała mnie z każdym widokiem JEGO twarzy, a zdarzało się to często. Przez Nialla straciłam kontakt z Liamem, który zbywał mnie za każdym razem, gdy go zaczepiałam. Nie rozumiałam jego zachowania, ale po kilku razach przestałam próbować.
- Ze mną jesteś bezpieczna - zapewnił.
Zarumieniłam się i spuściłam wzrok na matę. Nie mógł mówić takich rzeczy. To nie on miał być dla mnie bezpieczną przystanią.
- No dawaj - zachęcił, opierając dłonie na worku. - Raz się żyje, prawda?
- No niby tak, ale... - powiedziałam niepewna decyzji.
- Nie daj się prosić. Będzie świetnie. - Sprzedał mi swój najlepszy uśmiech, który zawsze wprawiał mnie w zakłopotanie.
Przymknęłam oczy i pomasowałam skronie palcami, myśląc.
- Dobrze. Chcę zrobić coś szalonego. - Wyprostowałam się.
- Dam ci znać wieczorem, jeśli tylko dasz mi swój numer.
Zrobiłam, o co poprosił i wymigałam się od dalszej rozmowy, tłumacząc się prysznicem.
To też zrobiłam. Po kąpieli odżyłam. Zatrzymałam się przed lustrem, żeby nałożyć krem, a wtedy w wejściu zjawił się nikt inny jak blondyn. Udałam, że go nie zauważyłam i dalej smarowałam twarz. Nie poruszył się, na co wywróciłam mentalnie oczami. Skończyłam, bo dłużej nie mogłam udawać, i zabierając swoje rzeczy odwróciłam się przodem do niego. Patrzył na mnie obojętnie, a ja chcąc czy nie, zjechałam wzrokiem na jego tors pozbawiony koszulki. Był gorący, czego nie mogłam nie przyznać. Ale kto normalny paradowałby po wspólnym domu w samych spodniach?!
Był przystojny i dobrze zbudowany, to fakt, ale nie ruszało mnie to. Przynajmniej tak sobie wmówiłam, wymijając go w progu, bo inaczej mogłabym się na niego rzucić.

***

Od jakiegoś czasu siedziałam, jak na szpilkach. Przygotowałam się, sprawdzając wszystko dwa razy. Na wszelki wypadek umyłam nawet zęby. Trzy razy.
Gotowa czekałam na wiadomość od Logana. Zbliżała się dziewiąta wieczorem, a mnie zjadał stres. W chwili, kiedy miałam zrezygnowana położyć się spać, telefon dał o sobie znać.

Logan:
Wymknij się na tyły domu

Ja:
Jesteś pewien?

Logan:
Tak. Pospiesz się, czekam ;)

Wzięłam kilka głębszych oddechów na uspokojenie serca i ubrałam czarną, grubą bluzę. Ogólnie wybrałam ciemne ubrania, żeby nie rzucać się w oczy. Logan wcześniej wskazał mi drzwi, którymi miałam niepostrzeżenie wydostać się na zewnątrz. Nie wiedziałam, że takowe istniały. Zrobiłam to, o co poprosił. Nikt w trakcie marszu przez korytarz mnie nie zauważył ani nie zatrzymał. Ostrożnie zamknęłam za sobą ciężkie, metalowe drzwi i stanęłam na trawie. Było zimniej niż sądziłam.
- Tutaj - usłyszałam szept i skierowałam się w jego stronę.
W słabym świetle marnej ogrodowej lampki ujrzałam twarz chłopaka. Skinął głową na powitanie i złapał mnie za dłoń. Zawahałam się, drżąc.
- Nie bój się. Jesteś ze mną - powiedział, patrząc mi w oczy na tyle na ile mógł to zrobić w tych ciemnościach.
Zdziwiło mnie, że nie włączył wilczego wzroku. Może nie mógł, skoro był Upadłym?
Wyciągnął mnie dalej od budynku i zatrzymał się na skraju lasu.
- Co robisz? - Zmarszczyłam czoło, kiedy wyciągnął komórkę.
Szybko coś na nim wystukał i schował do kieszenie. Pokręcił głową z uśmiechem, żeby mnie uspokoić.
- Jak się czujesz? - zapytał, zmieniając temat.
- Nie podoba mi się tu. - Rozejrzałam się i przeszły mnie ciarki. - Dlaczego chciałeś się tutaj spotkać? Możemy wracać do środka?
Logan złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Nasze ciała się zetknęły co spowodowało mój chwilowy brak oddechu, bo ej, nie spodziewałam się takich akcji z jego strony.
- Chciałem pobyć z tobą na osobności - mruknął.
Pochylił się i złączył nasze czoła. Nie wiedziałam, co zrobić, więc spanikowana przytuliłam twarz do jego klatki.
- Tutaj mam twarz - zaśmiał się i złapał mnie za podbródek.
Podniósł moją głowę na tyle, że spokojnie mógł mnie w tej chwili pocałować. Czy tego chciałam? Na tyle, na ile byłam głupia, żeby zgodzić się na to spotkanie, oczywiście że chciałam sprawdzić jak całuje. Idiotyzm, ale tak.
- Jesteś piękna - wyszeptał. - Szkoda tylko, że trafiłaś akurat na niego. Los skierował cię w niewłaściwe ramiona, skarbie.
- O czym ty mówisz? - Nie zrozumiałam, co miał na myśli, mówiąc to.
Trochę mnie przerażał w tej chwili, ale nie chciałam dać znać po sobie, że wyczułam coś złego.
- Przykro mi, Destiny - rzucił i szybko pocałował moje usta.
Miał miękkie i ciepłe wargi. Warte grzechu, ale nie teraz. Nie w tym momencie mojego życia. Nie w sytuacji, kiedy moje serce tęskniło za kimś innym. Nie oddałam pocałunku, bo organizm mi na to nie pozwolił. Zwyczajnie mnie zablokował. Stałam tam zszokowana i drżąca z zimna. Gdzieś w oddali usłyszałam szelest.
- Dobra robota, Logan - głos mężczyzny za moimi plecami sprawił, że zamarłam.
Nim odpowiednio zareagowałam, Logan przyłożył mi dłoń do ust i skutecznie unieruchomił. Próbowałam się wydostać, ale działałam na marne. Był dla mnie za silny.
- Uczyłem cię tych ruchów - odezwał się tuż przy moim uchu. - Umiem je zablokować.
Spanikowana szukałam wzrokiem pomocy. Uścisk chłopaka sprawił, ze nie mogłam nabrać właściwego oddechu, przez co robiłam się słabsza. Miałam wrażenie, jakbym miała zaraz zemdleć. Do tego nerwy nie ułatwiły mi racjonalnego myślenia. Działo się coś złego, a ja nie byłam w stanie nikogo powiadomić.
- Teraz nam pomożesz - odezwał się ten sam przerażający głos.
Poznawałam go. Wiedziałam kim był. Pokręciłam gwałtownie głową, próbując coś powiedzieć, ale wyszła z tego tylko bezgłośna próba wypowiedzenie czegokolwiek.
- Musisz być grzeczna. - Dotknął palcem mojego policzka. - Inaczej nie skończy się tylko na rozmowie.
To był on. Wszędzie poznałabym ten odrażający sposób mówienia.
- Co teraz, dyrektorze? - zapytał Logan, dociskając mnie do swojego ciała.
Logan potwierdził moje podejrzenia, co do faceta. Jakim cudem dostał się tutaj bez zauważenia? Logan mu pomagał, ale przecież mieliśmy patrole.
- Pewnie zastanawiasz się, jak się tu dostałem - powiedział z dumą.
Warknęłam groźnie, a moje oczy rozbłysły na niebiesko. Teraz doskonale widziałam jego parszywą twarz.
- Spokojnie, mała - zarechotał. - Bardzo ładne oczka. Nie wiedziałem, że dopasowanie ma takie zalety. Można utonąć w tym spojrzeniu.
Miałam ochotę go rozszarpać. Własnymi, kurwa, dłońmi.
- Szkoda, że niedługo zapomnisz jak to było mieć Alfę - dodał pod nosem i położył dłoń na ramieniu trzymającego mnie chłopaka. - Uważaj, żeby nam nie odpłynęła.
Logan odpowiedział śmiechem, którego wcześniej nie słyszałam. Wydawał się należeć do jakiegoś maniaka.
- Daj mi jej komórkę - dyrektor rozkazał po chwili.
Logan bez ceregieli wyciągnął mi telefon z kieszonki i podał go facetowi. Zabrał przy tym jedną rękę z mojego ciała, ale i tak nie zdążyłam się wywinąć. Nie miałam na tyle siły i zwinności.
- Teraz kolej na mój faktyczny cel tej wizyty - mruknął pod nosem i zaczął coś robić na urządzeniu. - Za chwilę powinien się tu pojawić.
Napisał do niego. Horan nie dał mi swojego numeru, a Liam nie miał telefonu od kiedy wyrzucił go w lesie. Powoli zaczynałam łączyć fakty.
- Pewnie zastanawiasz się, jak skontaktowałem się z Niallem, skoro nie miałaś jego numeru? - odparł, jakby czytał mi w myślach. - Otóż zdziwię cię, ale Logan już o to zadbał.
Zaczęłam się szamotać, ale na darmo. Kilka minut później usłyszałam, jak te same metalowe drzwi się zamykają, co oznaczało tylko jedno.
Przyszedł na 'moją' prośbę.
- Mamy go - rzucił Logan.
Myśl o nadchodzącym niebezpieczeństwie przyprawiła mnie o mdłości. Pragnęłam się wyrwać, ale byłam za słaba. Przyglądałam się jak obaj uważnie obserwowali prawie niewidoczną sylwetkę blondyna i nic nie mogłam zrobić. Byłam beznadziejna.
- Destiny? - zapytał cicho Niall, chcąc mnie znaleźć.
Chciałam wrzasnąć, żeby uciekał. Żeby zawiadomił innych. Chciałam go ostrzec. Chciałam, żeby był bezpieczny. Mogłam oddać się za niego, byleby tylko stąd odszedł. Byłam w stanie pójść z nim, żeby tylko zostawili mojego Alfę w spokoju.
- Gdzie jesteś? - odezwał się, kiedy nie dostał ode mnie odpowiedzi.
Dyrektor celowo pomachał wyświetlaczem telefonu zza moich pleców w kierunku Horana. Ten bez wahania złapał przynętę. Wierciłam się, co spowodowało tylko mocniejszy uścisk na moje żebra. Prawie straciłam oddech.
- Puść mnie, kurwa - wydusiłam prawie niesłyszalnie, ale nic mi to nie dało.
Warknęłam na tyle głośno, na ile mi się udało. Tym ruchem sprawiłam, że Logan mocno przycisnął dłoń do moich ust.
- Destiny? - Był bardzo blisko i wyglądał na zaniepokojonego.
Logan zręcznie uderzył mnie w splot słoneczny i odepchnął od siebie, przez co wypadłam z ciemności w krąg światła i Niall spokojnie mógł mnie zobaczyć. Przez cios nie byłam w stanie oddychać dłuższą chwilę. Nim zdołałam coś z siebie wydusić, chłopak podbiegł do mnie i pochylił się, kładąc dłoń na moich plecach.
- Mój Boże, Destiny. Co się dzieje? - zapytał gorączkowo, zapewne czując mój strach.
Odepchnęłam go, ale zaparł się, a ja nie mogłam mówić. Nie mogłam wziąć wdechu, a Niall nie mógł dokładnie zobaczyć mojego zrozpaczonego wyrazu twarzy. Kręciłam rozpaczliwie głową, a z oczu ciekły mi łzy.
- U-uciekaj - wydukałam w końcu, ale było za późno.
Horan ledwie odwrócił się na pięcie, a dwaj ubrani na czarno mężczyźni, którzy wyłonili się z ciemności, złapali go za ramiona i z łatwością zakneblowali. Uderzyli go w brzuch i udo, żeby nie mógł im się wyszarpać. Działali naprawdę szybko i sprawnie. Wrzasnęłam, ale żaden dźwięk nie wydostał się z moich ust. Zamiast tego dyszałam i płakałam. Bez zastanowienia puściłam się biegiem za porwanym, ale od razu zostałam schwytana przez Logana, który mnie unieruchomił. Ugryzłam go w ramię, a on złapał za moje włosy i szarpnął tak, że odchyliłam głowę w tył.
- Dziękuję za pomoc. - Dyrektor podszedł zbyt blisko, czym naruszył moją przestrzeń osobistą.
- Spierdalaj pojebie - powiedziałam ledwo, prostując się z dumą.
Nie spodziewałam się, że dostanę siarczysty policzek, a tak się stało. Uderzenie zamknęło mi usta.
- Uważaj, co mówisz i do kogo to mówisz - upomniał mnie surowo. - Zanim zdołasz kogoś zawiadomić, będziemy daleko stąd, więc nie musisz się kłopotać.
Chłopak popchnął mnie mocno na trawę, po czym zniknęli w ciemności. Nie wiem, jakim cudem, ale doczołgałam się do budynku. Na korytarzu spotkałam zaspaną Cindy, wychodzącą z łazienki.
- Matko Boska, Des! - krzyknęła, budząc wszystkich w pobliżu.
- Pan Peter - wydukałam, brnąc usilnie przed siebie.
Przyjaciółka pomogła mi, więc chwilę później znalazłam się w biurze pana Horana. Opowiedziałam mu całe zajście, płacząc. Zwołał całą grupę i po szczegółowych instrukcjach zaczęli działać.

W tamtym momencie rozpoczął się chaos.

***

Nie ruszyłam się od dobrych kilku godzin w czasie, kiedy inni starali się namierzyć porywaczy. Pan Hora kategorycznie zabronił mi wychodzić z pokoju. Widział w jakim stanie się znalazłam i kazał mi leżeć w łóżku. Nie zrobiłam tego. Siedziałam na podłodze pod ścianą z czołem opartym na kolanach podciągniętych pod brodę. To wszystko było moją winą.
- Destiny? - Do środka weszła Cindy, a jej zmartwiony wzrok od razu padł na moje skulone ciało.
- Co? - zapytałam oschle.
- Połóż się, proszę. - Wystawiła dłoń, którą po chwili namysłu chwyciłam.
Dźwignęłam się na proste nogi, żeby przyjaciółka mogła zaprowadzić mnie do łóżka i okryć kocem.
- Wiem, że jest beznadziejnie, ale nie możemy tracić nadziei - powiedziała, masując moją dłoń.
Siedziała na brzegu materaca i patrzyła nam mnie jak na rannego psa. Wyglądała jakby bała się, że samym patrzeniem wprowadzi mnie w jeszcze gorszy stan.
- To moja wina - powiedziałam cicho.
- Nie mów tak - skarciła mnie.
- Gdybym nie była uparta jak dzieciak i nie zadawała się z Loganem tak jak mnie prosił, to by się nie wydarzyło. Pewnie czuł, że coś było z nim nie tak, a ja nie chciałam go słuchać. Byłam zbyt uparta i egoistyczna. Odepchnęłam go od siebie, a teraz zniknął.
- Nie wiem, co mam ci powiedzieć - Cin westchnęła i pokręciła głową.
- Nie mów nic. Nie musisz - wymamrotałam. - Dziękuję, że jesteś.
- Dlaczego miałoby mnie nie być? - Zmarszczyła czoło zdezorientowana.
Usiadłam ze skrzyżowanymi nogami i odchrząknęłam.
- Za każdym razem, kiedy wyjdę z pokoju ludzie patrzą na mnie jak na wroga. Traktują mnie tak, jakbym nim była. Posądzają mnie o czynny udział w tej sytuacji. Nie znają prawdy, ale i tak potrafili z góry mnie ocenić. To boli Cindy, kiedy widzisz, ze nawet osoby, które kiedyś lubiłaś nagle przestają cię zauważać. Przecież ja chciałam go uratować. Próbowałam mu powiedzieć. Nie chciałam, żeby go zabrali. Walczyłam na tyle, na ile mogłam. Nie jestem aż tak okrutna, jak wszyscy myślą - załkałam. - Jak byś się czuła, gdyby ludzie obwiniali cię za coś, czego nie zrobiłaś? I to jeszcze coś tak strasznego.
- J-ja nie... - urwała, nie wiedząc co odpowiedzieć.
- No właśnie - westchnęłam. - Nawet pan Peter, chociaż się stara, to i tak widzę w jego oczach, co naprawdę myśli. Gdyby nie ja i moje humorki, to Niall byłby tu cały i zdrowy.
- Nie możesz brać winy na siebie - skarciła mnie.
- Kiedy to prawda, Cindy! - podniosłam głos.
- Nie, nie prawda!
- Nawet Liam przestał mnie zauważać, bo przyczyniłam się do porwania jego najlepszego przyjaciela! To jest moja cholerna wina!
- Pan Horan go znajdzie - wyszeptała smutno.
Zacisnęłam zęby i starłam łzy z polików. Gwałtownie wstałam z łóżka i zaczęłam niespokojnie krążyć po pokoju.
- Jeśli on tego nie da rady, to ja to zrobię - zdecydowałam bez namysłu. - Przecież mam zmysł, który mi pomoże. Już raz go znalazłam.
- Broń Boże! - krzyknęła. - Nie pozwalam ci na to!
- Nie możesz mi zabronić ratować osoby, na której mi zależy - westchnęłam zrezygnowana, masując palcami skronie.
- Czy ty go...?
- Nie wiem - przerwałam jej, bo doskonale wiedziałam, o co chciała zapytać. - Ale wiem, że muszę go znaleźć całego i zdrowego, bo inaczej stracę zmysły. Zwariuję.
Zgarnęła mnie do uścisku, pocałowała w skroń i pożegnała się. Nie mogłam jej zatrzymać dla siebie, bo brała czynny udział w akcji.

W przeciwieństwie do mnie.

***

18 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Od tygodnia próbowaliśmy znaleźć jakiekolwiek poszlaki, dotyczące miejsca pobytu Nialla i dyrektora. Oprócz kilku wiadomości o tym, że ciągle był w kraju, ale w innym Stanie nie mieliśmy nic. Przestałam zważać na jedzenie i sen. Godzinami siedziałam nad mapą z zamkniętymi oczami i próbowałam jakoś skontaktować się z Horanem, albo chociaż wyczuć jakąś energię. Wokół mnie poniewierały się puste butelki po wodzie. To był mój jedyny systematyczny 'posiłek' jaki przyjmowałam. Od czasu do czasu Destiny przynosiła mi jedzenie, które ledwo ruszałam. Zjadałam całe dopiero, kiedy praktycznie mdlałam.
- Mówiłam ci, żebyś dała spokój i odpoczęła - mruknęła Cindy, zamykając za sobą drzwi.
Pokręciłam głową wpisując kolejne nazwy miast w wyszukiwarkę. Nikomu nie powiedziałam, że od kilku dni miałam pomocnika.
- Destiny - warknęła.
- Co? - Wywróciłam oczami, ale nie oderwałam się od ekranu laptopa.
- Przestań, do cholery! - Zamknęła komputer mocniej niż to było konieczne.
- Cindy! - oburzyłam się. - Nie przeszkadzaj mi!
- Słucham? - Uniosła brwi zaskoczona.
- Przepraszam - poprawiłam się ze skruchą.
Nie była niczemu winna. Martwiła się o mnie.
- Wybaczam, ale i tak musisz przystopować.
- Nie mogę - bąknęłam pod nosem i spuściłam oczy na splecione palce.
- Dlaczego?
Nie rozumiała mnie. Nie rozumiała dopasowania. Codziennie od tygodnia czułam silny ból wewnątrz mnie. Gorszy od tego, kiedy się pokłóciliśmy. Domyślałam się, że dotyczył rozłąki, ale było w nim coś jeszcze. Byłam przekonana, że Niall cierpiał. Ta myśl doprowadzała mnie do szału, dlatego mimo wszystko nie przerywałam poszukiwań.
- Will mi pomaga - odwróciłam jej uwagę od niewygodnego tematu.
Wytrzeszczyła oczy i uchyliła usta.
- Jak to? - wydusiła z niedowierzaniem.
- Skontaktowałam się z nim jakiś czas temu. Kiedy opowiadał mi o swoich znajomych, którzy są naprawdę dobrzy w hakowaniu i ogólnie w takich sprawach jak zniknięcia osób. Wytłumaczyłam o co chodzi i od razu zgodził się pomóc - wyjaśniłam.
- Jesteś pewna, ze nie jest po stronie dyrektora?
- Nie, ale nie mam wyjścia. Każda pomoc się przyda. - Wzruszyłam ramionami. - Nie zdradzam mu szczegółów ani tego, co planuje pan Horan. Nie jestem taka głupia.
- Pan Horan powiedział, że twój tata i cała Rada biorą czynny udział w poszukiwaniach.
- Wiedziałam, ze tata mi pomoże - wyszeptałam z lekkim uśmiechem.
Sekundę później musiałam zacisnąć zęby, żeby powstrzymać płacz. Moje hormony oszalały. Przyjaciółka przyglądała mi się z powagą.
- Naprawdę chcesz go odzyskać - mruknęła pod nosem, bardziej do siebie niż do mnie.
- Tylko tego teraz pragnę, Cindy - przytaknęłam i zagryzłam wargę.
O nic więcej nie pytała. Zostawiła jedzenie i pozwoliła dalej pracować.

***

NARRATOR

Obmyślił doskonały plan. Chciał zawładnąć Radą i mieć podwładnych, których mógłby rozstawiać po katach. Wiedział, że blond gówniarz był dla nich ważny. Długo zeszło mu ze zrealizowaniem planu porwania, ale był szczęśliwy, ze wszystko się udało. Był daleko od ludzi, którzy mogliby zniweczyć jego zamysł. Czuł się pewnie i bezpiecznie.
Opracował wszystko, co do joty. Nic nie miało prawa się zepsuć.

Ale czy jego pewność była słuszna?

4 komentarze:

  1. Logan mnie wkurza ,a Nialler nie ważne co zrobi będzie cudowny XD
    Cieszę się ,że dodajesz tak często:D
    Zapraszam do mnie na nowy rozdział i pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko, teraz jest kłębkiem nerwów i nie wiem co ze sobą zrobić?? I to wszystko to tylko i wyłącznie wina tego opowiadania!! Uwielbia i czekam na następny!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejuuu ten rozdział był zajebisty!!Jak możesz tak cudownie pisać?Dawaj następny błagam cię<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Kurcze ale to opowiadanie wciąga! Rozdział suuper! Czekam na nowy!!!

    OdpowiedzUsuń