wtorek, 21 czerwca 2016

34.

Nie będę Was oszukiwać i od razu powiem, że będzie trochę zamieszania przez kilka rozdziałów ;)

Chyba jestem za dobra, dodając tak szybko kolejne rozdziały...
xD

Kocham! xxx
_________________________________________________



19 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Nie potrafiłam ustać w miejscu. Na placu szkolnym zebrało się pełno uczniów. Podejrzewałam, że była to połowa szkoły. Z racji, że dyrektor i kilku starszych studentów przeszło na złą stronę, Rada Starszych musiała podjąć poważne kroki. Zwolniono dotychczasową kadrę i przyjęto tylko zaufanych ludzi. Uczniowie mieli być uważnie obserwowani przez ochronę i kamery.  Mimo tego, nie czułam się bezpiecznie. Nie było ze mną osoby, której najbardziej potrzebowałam. Nie byłam zadowolona z faktu, ze musieliśmy opuścić dom pana Horana i 'wrócić do normalnego życia', jak to powiedział jeden z członków Rady.
- Ale zamieszanie, co? - Przyjaciółka stanęła ze mną ramię w ramię.
Miała smutny uśmiech na twarzy i pocieszająco potarła moją rękę. Chowałyśmy się pod drzewem, żeby nie rzucać się w oczy. Po naszej ucieczce rozeszło się mnóstwo plotek, które w większości były bujdą na resorach. Nie miałam siły ich dementować. Nikt nie miał, więc zdecydowaliśmy się je ignorować.
- Mam nadzieję, że ta szopka szybko się skończy - mruknęłam.
- Co ci tak śpieszno? - siląc się na żart, szturchnęła mnie w bok.
Posłałam jej poważne, ale smutne spojrzenie i wtedy zrozumiała.
Ja się jeszcze nie poddałam.
- Robią, co mogą - westchnęła.
Miała po dziurki w nosie tego, co się działo, ale była dzielna. Robiła to dla mnie, a ja byłam jej bardzo wdzięczna.
- Robią za mało - warknęłam cicho. - Nawet nie wiemy czy żyje. Nikt tego, do cholery, nie sprawdził.
Zmarszczyła czoło, odwracając się przodem do mnie.
- Przecież sama to czujesz.
- Tak, ale boję się, że przez obciążenie psychiczne mogę mieć mylne znaki. Już nie jestem taka pewna, co do mojego instynktu. Minęło dużo czasu.
Nie chciałam się mylić. Codziennie odczuwałam ból, który z każdym dniem się zwiększał. Intensywnie uczyłam się, jak go zagłuszać. Coś w środku mówiło mi, że Niall cierpiał i to bardzo mocno.
- Will coś znalazł? - odezwała się po chwili ciszy.
- Nie kontaktowałam się z nim od wczoraj. - Wzruszyłam ramionami.
Westchnęłam ciężko i przetarłam twarz dłońmi.
- Mam dość - bąknęłam pod nosem i ruszyłam w kierunku szkoły.
Miałam zamiar zaszyć się w pokoju i nie wychodzić póki bym czegoś nie odkryła. Wiedziałam, że pan Horan, mój tata oraz cała Rada pracowali na najwyższych obrotach, ale nie umiałam siedzieć w miejscu. Nie wiedzieli, co odczuwałam i nigdy nie chcieliby się tego dowiedzieć. Mogłabym spróbować to opisać, ale... To uczucie jakby...
Jakbyś przez cały czas miał tylko jedną skarpetkę.

Jakbyś przez cały czas chodziło ubrany tylko do połowy.

Jakby ktoś zabrał ci jedno płuco.

Jakby ktoś pozbawił cie jednej ręki, albo jednej nogi.

Jakby ktoś wyrwał ci serce i zdeptał je na twoich oczach.

***

Musiałam się zdrzemnąć. Całodniowe poruszenie zmianą kadry i zasad na uniwersytecie sprawiło, że padałam z nóg. Ciągali mnie od sali do sali tylko po to, żebym poznawała kolejne osoby nie warte zapamiętania. Naciągnęłam koc pod samą brodę, ułożyłam się w wygodnej pozycji, ale nie zdążyłam zamknąć oczu, bo ktoś wpadł z hukiem do pokoju.
- Destiny! - krzyknęła Cindy i szarpnęła mną tak mocno, że spadłam na podłogę.
- Czego?! - wrzasnęłam, pozbawiona cierpliwości.
Podniosłam się chwiejnie, a ona złapała mnie za ramiona i mocno potrząsnęła.
- Udało się! Znaleźli go! - Uśmiech rozjaśnił jej twarz.
Zauważyłam pojedyncze łzy, spływające po jej policzkach.
- Co? - wydusiłam na wdechu.
Czy ja śniłam? Po tylu dniach...
Momentalnie zabrakło mi powietrza. Myślałam, że zemdleję.
- Znaleźli Nialla i właśnie po niego pojechali - powiedziała już normalnym tonem, wzdychając z ulgą.
- Ale... - Czarne plamki przesłoniły mi obraz.
Zachwiałam się, ale przyjaciółka w porę posadziła mnie na łóżku.
- Oddychaj, Des - wyszeptała, gładząc moje plecy. - Teraz już wszystko będzie dobrze. Wszystko się ułoży. Znowu będziesz miała swojego Alfę.
Ja wiedziałam, że nic nie będzie w porządku.

***

- Powinnam tam iść? - zapytałam drżącym głosem.
Kręciłam się po pokoju, pociągając za włosy. Denerwowałam się, jak nigdy przedtem. Nie mogłam opanować drżenia rąk.
- Nie dostałam żadnych instrukcji, ale to jest zrozumiałe, ze chcesz go zobaczyć - odparła Cindy, wodząc za mną wzrokiem.
- Co jeśli on nie chce mnie widzieć?
Zmarszczyła czoło.
- Dlaczego miałby?
- Bo to przez moją głupotę go porwali - przypomniałam.
Zatrzymałam się na środku pomieszczenia i zamknęłam oczy.
- Umrę, jeśli powie mi, ze mnie nienawidzi - wyszeptałam.
Cindy podeszła i wzięła mnie w ramiona. Pogłaskała moje włosy, a ja przygryzłam wargę, walcząc ze łzami.
- Założę się, że tak nie będzie. Przecież on oszalał na twoim punkcie.

Gdybyśmy tylko obie wiedziały, że przyszłość nie miała nic wspólnego ze słowami dziewczyny...

***

Czekałam w holu budynku, zagryzając wargę do krwi. Uzbroiłam się w siłę i samokontrolę, żeby nie zrobić  czegoś nieodpowiedniego przy członkach Rady, tacie i wuju Nialla, którzy mieli zjawić się z blondynem już za chwilę. Brakowały mi wsparcia mamy, ale nie mogła przyjechać. Przez pewien czas towarzyszyła mi Cindy i Liam, ale postanowili przygotować pokój chłopaka na powrót przyjaciela. Poza tym Payne w dalszym ciągu się do mnie nie odzywał, więc jego nieobecność mnie nie zmartwiła.
Z zamyślenia wyrwał mnie odgłos otwieranych, a następnie zamykanych drzwi. Zwróciłam się do nich przodem. Czułam jak mój żołądek się skręcił i zrobiło mi się niedobrze. Wstrzymałam oddech, kiedy w progu pojawił się tata.
- Córeczko. - Skinął głową.
Miał poważny wyraz twarzy, jakby chciał mi coś przekazać, ale byłam zbyt rozdygotana, żeby się na tym skupić. Zrobiłam krok w przód, ale tata zatrzymał mnie ruchem dłoni. Zmarszczyłam czoło, nie rozumiejąc jego zachowania.
- Co się dzieje? - zapytałam zdezorientowana.
Wtedy do środka wprowadzono Nialla. Dwóch silnych mężczyzn trzymało jego ramiona, popychając w stronę korytarza, który prowadził do części dla kadry profesorskiej.
- Niall - wydusiłam cicho z lekkim uśmiechem.
Nawet na mnie nie spojrzał. Wyciągnęłam dłoń, a on szarpnął się i warknął głośno, kiedy przeprowadzali go obok. Z szoku cofnęłam się o krok. Przez narzucony na jego głowę obszerny kaptur, nie mogłam dojrzeć twarzy blondyna. Kilka sekund później zniknął z pola mojego widzenia. Zostałam z tatą na środku korytarza.
- Ale... - zaczęłam zrezygnowana i spuściłam ramiona wzdłuż boków. - Dlaczego?
Spojrzałam na ojca, który uważnie obserwował moją reakcję.
- Dlaczego, tato? - zapytałam głośniej.
- Jeszcze nie wiemy tego na pewno, ale podejrzewamy, ze Niall był torturowany.
Wytrzeszczyłam oczy i wstrzymałam oddech.
- Torturowany? - zapytałam płaczliwie.
- To jest najbardziej prawdopodobne. Być może to w jakiś sposób zmieniło jego zachowanie i postrzeganie otoczenia. Zachowuje bardzo dziko - wyjaśnił, jakby to nie było nic wielkiego.
- Jak możesz mówić to tak spokojnie?! - krzyknęłam, wymachując rękami. - Torturowali go, tato! On cierpiał! Przeze mnie!
- Uspokój się, dziecko - upomniał. - To nie była twoja wina. Przestań to powtarzać.
Pokręciłam głową, zaciskając usta.
- Destiny, nic teraz nie zrobisz - westchnął.
- Zrobię - warknęłam i odwróciłam się na pięcie.
Pobiegłam za prowadzonym blondynem, ale nim zdążyłam skręcić we właściwy korytarz powstrzymano mnie jednym ruchem ręki. Odchyliłam głowę, żeby zobaczyć nad sobą postawnego, umięśnionego i groźnie wyglądającego mężczyznę w czarnym garniturze.
- Panienka jest może członkinią Rady albo kimś upoważnionym? - zapytał z nutką sarkazmu, mocno ściskając mój łokieć.
Już widziałam ten wielki siniak, który miał pojawić się jutro.
- Nie, ale mój tata jest Pierwszym Dor...
- To nieistotne - przerwał mi, co zbiło mnie delikatnie z tropu. - Nikt nie ma tutaj wstępu, a tym bardziej buzująca hormonami dziewczyna. Znikaj.
- Pan nie ma pojęcia, co...
-Wiem więcej, niż ci się wydaje - syknął.
Zmrużyłam groźnie oczy. Brak kultury! Nie wolno tak przerywać.
- Proszę mnie puścić - zażądałam stanowczo.
- Zrobię to dopiero pod pokojem panienki - oznajmił i zaczął ciągnąć mnie w stronę sypialnianej części budynku.
Szamotałam się, ale miałam wrażenie, ze nie robiło mu to żadnej różnicy. Był niewzruszony, jakby był na spacerze. Miałam ochotę ugryźć go w te grube paluchy. Na naszej drodze pojawił się tata.
- Zajmę się nią - powiedział.
Mężczyzna skinął głową, posłał mi litościwe spojrzenie i oddalił się.
- Co to miało być? Dlaczego nie mogę zobaczyć się z Niallem? - zapytałam zdenerwowana.
Ojciec w odpowiedzi objął ręką moje ramiona i poprowadził w kierunku pokoju.
- Chciałbym ci to wyjaśnić, ale nie mogę - odparł zmęczonym głosem. - To wszystko jest bardzo poplątane.
- On jest moim Alfą - jęknęłam. - Mam prawo wiedzieć, co się z nim dzieje. Czuję, ze coś jest mocno nie w porządku.
Czy on domyślał się, co przeżywałam przez ostatnie kilka dni?
- Wiem, skarbie. Wiem też, ze na pewno bardzo to odczułaś. Jednak to nie zmienia faktu, ze na razie musisz mnie posłuchać i nie mieszać się tak, gdzie cię nie chcą.
Wydęłam wargę na ostre słowa, a potem zapanowała kompletna cisza. Dotarliśmy pod drzwi mojej sypialni, ale tata nie odszedł.
- Co jeszcze? - fuknęłam, krzyżując ramiona na piersi.
- Córeczko - zaczął i położył dłoń na moim ramieniu. - Wiem, że jesteś na tyle silna, żeby wytrzymać jeszcze trochę. Sami nie wiemy, co się dzieje z Niallem. Próbujemy to rozwiązać, a ucieczka dyrektora i jego ludzi wcale nam w tym nie pomogła.
- Przytulisz mnie? - wyszeptałam i zagryzłam wnętrze policzka.
Tata bez zastanowienia pociągnął mnie w swoje ramiona i mocno przytulił, przekazując mi całą miłość jaką miał. Od razu poczułam małą ulgę i odżyła moja nadzieja na lepsze jutro.
- Mama powinna pojawić się za jakiś czas - wyszeptał.
- Nie musimy zawracać jej głowy. Poradzę sobie, mam Cindy.
- To nieistotne. Wie o wszystkim. Jest na bieżąco - wyjaśnił.
- Naprawdę mogłaby przyjechać?
- Tak, ale nie wiem dokładnie kiedy - odpowiedział szczerze.
Skinęłam głową i mocniej wtuliłam policzek w jego tors.

***

20 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Obudziłam się przed świtem. Całą noc miałam koszmary. Miałam wrażenie, jakbym słyszała wycie wilka, które brzmiało bardzo boleśnie i próbowałam iść w jego kierunku, ale coś bez przerwy mnie powstrzymywało.
Westchnęłam ciężko, wiedząc, że nie uda mi się zasnąć i poczłapałam do łazienki. Udało mi się doprowadzić do porządku, nie budząc przyjaciółki. Po powrocie tutaj z domu pana Horana dostałyśmy ten sam pokój, co na początku szkoły, więc nawet w półmroku wiedziałam, co gdzie stoi.
Zeszłam na dół, uważając na skrzypiące schody i skierowałam się do stołówki. W lodówce znalazłam wodę i od razu połowę wypiłam. Szkoła o tej porze była przerażająca, ale nie dla mnie. Nie bałam się niczego.
- Co tu robisz? - Wzdrygnęłam się na niespodziewany głos.
- Kurwa - syknęłam przez zaciśnięte zęby i odwróciłam się przodem do właściciela.
- Też kobieta - zaśmiał się Will, przypominając mi takie same słowa Nialla.
Bezczelnie drwił sobie ze mnie i mojej reakcji.
- Wystraszyłeś mnie. - Zmrużyłam gniewnie oczy.
Nie miałam ochoty na żarty. Nie miałam ochoty na życie.
- Przepraszam. - Podniósł ręce w geście poddania. - Nie chciałem. Po prostu nie mogłem spać.
- Ja też - mruknęłam i usiadłam przy pierwszym lepszym stoliku.
Chłopak zajął krzesełko obok i pochylił się, opierając łokcie na kolanach.
- Przywieźli go, prawda? - zapytał cicho, jakby miał mnie tym urazić.
- Tak - westchnęłam.
- Widziałaś się z nim?
- Nie.
Kątem oka widziałam, jak zmarszczył czoło, myśląc intensywnie.
- Jak to? - zapytał w końcu i popatrzył na mnie zdezorientowanym wzrokiem.
- Nie wiem, Will. Nawet tata nie chciał mi nic powiedzieć - jęknęłam. - Wiesz co mnie zdziwiło?
Uniósł brwi, czekając na dalszy ciąg.
- Na samym początku wyciągnęłam dłoń w jego kierunku, a wtedy warknął głośno, jakbym go uderzyła - wyznałam. - Nawet go nie dotknęłam.
- Myślisz, że czymś go nafaszerowali? W ogóle dlaczego go wypuścili? Dziwne, co?
- Nie mam pojęcia, co myśleć. - Zwiesiłam głowę. - Chciałabym go tylko zobaczyć.
- Nie wiem, czy właściwie wydedukowałem, ale czy wy...?
- Jesteśmy dopasowani - dokończyłam za niego.
Nie było sensu zaprzeczać. Ta plotka, która akurat była prawdziwa, rozeszła się już po całym uniwersytecie.
- Tak właśnie myślałem. - Uśmiechnął się lekko jednym kącikiem ust.
- Chodźmy spać - poprosiłam i ziewnęłam.
Chętnie się zgodził. Szkoda tylko, że nie miałam zamiaru iść spać. Skierowaliśmy się do swoich sypialni, rozchodząc na szczycie schodów. Poczekałam, aż Will zniknął za rogiem i szybko wróciłam na dół. Nie zamierzałam odpuścić.
- Gdzie ty jesteś, Niall? - powiedziałam cicho do siebie.
Uważnie rozglądałam się po korytarzu, idąc w kierunku, w którym prowadzili ostatnio Horana. Miało to być pierwsze miejsce, jakie chciałam sprawdzić. Na moje szczęście nikt nie pilnował drzwi, które miałam zamiar przekroczyć. Liczyłam, że wszyscy nauczyciele spali, a po korytarzu nie kręcił się żaden ochroniarz. Szłam wolnym krokiem, mijając wiele drzwi. Nie wiedziałam, gdzie prowadziły, ale byłam pewna, że tam Nialla nie było. Nagle zza rogu dobiegł mnie męski głos.
- Idę na papierosa - powiedział.
Było ich więcej niż jeden? Coś wydało z siebie szmer i ucichło.
- Przyjąłem, bez odbioru - odparł, a po chwili odszedł w głąb korytarza, gdzie zapewne znajdowało się wyjście awaryjne z budynku.
Czyli mówiła do krótkofalówki... Odetchnęłam z ulga i kontynuowałam wycieczkę. Dotarłam do metalowych, masywnych drzwi i ogarnęło mnie wahanie.
Co jeśli zrobi mi krzywdę?
Co jeśli w ogóle się tam nie dostanę?
Co jeśli mnie przyłapią?
Co jeśli już stamtąd nie wyjdę?
Ale mimo wszystko musiałam spróbować. Chwyciłam za zimną klamkę i ją nacisnęłam. Ustąpiła dopiero za trzecim razem. Nie narobiłam hałasu, co mnie satysfakcjonowało.
- Niall? - wyszeptała, kiedy moim oczom ukazała się postać siedząca na krześle na środku pokoju.
Podeszłam dwa kroki bliżej i dopiero wtedy zauważyłam grube łańcuchy, które były przypięte jednym końcem do jego kończyn, a drugim do podłogi. Nie bali się zostawić otwartych drzwi, bo wiedzieli, ze i tak nie udałoby mu się uciec.
- To ja, Destiny - powiedziałam cicho, ale nie ruszyłam się z miejsca.
Gdybym pokonała kilka kroków, stanęłabym tuż przy nim. Zawahałam się.
- Niall?
W odpowiedzi usłyszałam ciche warknięcie, tak jak ostatnio. Mimo tego, nie rezygnowałam.
- Tęskniłam - wyznałam, licząc, ze to zmieniłoby jego nastawienie.
Zamarłam, kiedy podniósł głowę. Popatrzył na mnie świecącymi oczami. Nie świeciły na niebiesko.  Był kompletnie obojętny. Nie mogłam nic wyczytać z jego twarzy poza tym, ze go głodzili. Był blady, a kości jego twarzy wyróżniały się bardziej niż dotychczas. Nie dało się nie zauważyć ciemnych cieni pod oczami.
- Nie poznajesz mnie? - zapytałam i uśmiechnęłam się lekko.
Chłopak skrzywił się i szarpnął łańcuchami.
- Wynoś się - warknął przez zaciśnięte zęby.
- Ale...
- Nie chcę cię widzieć. - Wbił we mnie groźne spojrzenie.
Zmarszczyłam czoło skonsternowana.
- Wypierdalaj! - krzyknął, że aż podskoczyłam.
Rozejrzałam się gorączkowo. Przecież mógł go ktoś usłyszeć.
- Niall, proszę... - zaczęłam błagalnie.
- Nie rozumiesz, że nie chcę cię tutaj? - wydusił, jakby te słowa sprawiały mu ból. - Nie chcę cię ani teraz, ani w ogóle. - Spuścił bezwładnie głowę.
Zacisnęłam zęby, a łza spłynęła po moim policzku.
- Jak możesz tak mówić? - Przełknęłam gulę, która utworzyła mi się w gardle, a emocje wezbrały wielką falą. - Nienawidzę cię - warknęłam i wybiegłam z pomieszczenia.
Jak najszybciej wydostałam się na główny hol. Powłóczyłam nogami w drodze do pokoju, płacząc.
Dlaczego tak bardzo mnie to bolało?
Dlaczego to musiałam być ja?
Dlaczego musiałam się przywiązać?
Dlaczego pozwoliłam, żeby to mną zawładnęło?
Już w pokoju położyłam się do łóżka i przykryłam kołdrą pod samą brodę. Ułożyłam się w pozycji embrionalnej i nie miałam zamiaru się ruszyć. Do głowy zaczęło mi napływać wszystko, co wydarzyło się między mną a Niallem.

Każda szczerą rozmowę.

Każde miłe spędzanie wspólnego czasu.

Każda kłótnie.

Każdy intymny moment.

Każdy pocałunek.

Każdy uśmiech.

Każde spojrzenia.

Dopiero teraz mogłam zdefiniować to, co nas łączyło. To było coś mocniejszego niż miłość. To nie było normalne i na pewni nie do końca związane z dopasowaniem. Coś zadziało się między nam już na samym początku, ale nikt tego nie zauważył.
Jedno wiedziałam na pewno...

Zakochałam się w nim na zabój.

6 komentarzy:

  1. Boże co ty nawyczyniałaś kobieto ! K o c h a m t o .... Jak dla mnie takie opowiadanie powinno byc publikowane codziennie o danej godzinie , ale coz wiem jak to jest gdy sie pisze wiec nie mam ci tego za zle... Czekam z niecierpliwoscia na kolejny bo cholerka juz sobie dopowiadam 😂
    Pozdrawiam xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Matko!!!To opowiadanie jest nieziemskie!!Błagam cię na kolanach dodaj następny!!!A to że dodajesz tak często trzyma mnie przy życiu<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku ale narobiłaś!Super się czyta i tak wciąga<3 Musisz dodać kolejny!Pozdro xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow jesteś genialna!!! Uwielbiam to opowiadanie. Podziwiam to, że tak często dodajesz rozdziały bo nie każdemu się to udaję. Czekam na następny!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo się dzieje, masz podobny motyw co w Just a dream, chodzi mi o tą torturę, pranie mózgu, cokolwiek. Ale lubię to, pisz dalej!

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziewczyno!Nie dość że piszesz tak cudowne opowiadanie to jeszcze dodajesz tak często!Poprostu znalazłam swój blog idealny!!!

    OdpowiedzUsuń