czwartek, 23 czerwca 2016

35.

Kooooooocham Was za te wszystkie komentarze!!!!!!

Postaram się dodawać, jak najczęściej. Nie mogę się za bardzo rozpędzić, bo szybko dotrzemy do końca ;)

Kocham mocno! xxx
_________________________________________




26 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Tydzień później ciągle starałam się normalnie funkcjonować. Wewnętrzny ból ucichł, bo Horan był w tym samym budynku. Natomiast serce postanowiło torturować mnie dzień w dzień. Wiedziałam, że się z nim nie zobaczę, ale nie traciłam nadziei. Nienawidziłam go.
Nienawidziłam go za to, że tak po prostu mnie w tym zostawił.
- Co taka skwaszona mina? - Cindy cały dzień starała się mnie rozśmieszyć.
Starała się o to każdego pieprzonego dnia od momentu porwania Nialla do teraz. Nawet po jego powrocie nie umiałam cieszyć się głupimi rzeczami. Byłam zraniona i bałam się, że to miało nigdy nie minąć.
- Wszystko okey - mruknęłam, przepisując notatkę z tablicy.
Nie było okey. Nie mogłam zapomnieć reakcji Nialla na moją obecność i tej nienawiści w jego pięknych oczach.
- Des jestem twoją przyjaciółką, mnie nie oszukasz - wyszeptała i pochyliła się nad ławką, żeby nie zwracać na siebie uwagi profesora.
- To czemu pytasz? - Spojrzałam na nią pustym wzrokiem.
Złapała mnie za dłoń i splotła razem nasze palce. Chciała mi dodać otuchy, ale to nie jej dotyku potrzebowałam. Jak to było możliwe, żebym usychała z tęsknoty za kimś, kto tak naprawdę nigdy nie był do końca mój?
- Może nie będzie dobrze, ale na pewno z tego wyjdziemy. Pamiętasz, co zawsze sobie powtarzamy?
- Nic nie dzieje się bez przyczyny - powiedziałam cicho i przymknęłam powieki. - Dziękuję, Cindy. Dziękuję za to, że jesteś.
Posłała mi lekki, ale zmartwiony uśmiech i wróciła do notowania słów profesora.

Jak długo to jeszcze miało potrwa?

Jak długo wszyscy będą udawać, że jest w porządku?

Jak długo wytrzyma mój organizm?

Jak długo będą mnie okłamywać?

- Panna Destiny Smith proszona do gabinetu dyrektora! - usłyszałam donośny głos jakiegoś mężczyzny.
Nie kojarzyłam twarzy, ale pewnie poznałam go przy pierwszym obchodzie po szkole. Musiał wejść do sali, kiedy pogrążyłam się w myślach, bo nawet tego nie zauważyłam. Szybko spakowałam swoje rzeczy i przepchnęłam się do wyjścia. Nie minęło nawet kilka minut, kiedy zdyszana weszłam do pomieszczenia, w którym oprócz dyrekcji zastałam tatę i kilku członków Rady.
- Wzywano mnie - wydusiłam.
Moja klatka piersiowa gwałtownie się unosiła i opadała. Naprawdę biegłam całą drogę tutaj, oczekując, że mieli dla mnie coś ważnego.
- Cieszę się, że pojawiłaś się tak szybko, ale nie musiałaś biec - powiedziała nowa dyrektorka.
Była miłą, poważną panią po czterdziestce. Od razu zauważyłam, że zyskała uznanie całej kadry placówki i oczywiście przychylność Rady Starszych. Liczyłam, ze będzie sprawowała władze należycie.
- Tak wyszło. - Podrapałam się w kark.
- Przejdźmy do rzeczy. - Zrobiła kilka kroków w jedną i drugą stronę. - Wszyscy tutaj zebrani wiemy, że ty i Niall Horan jesteście dopasowani. Wszyscy wiemy również, że Niall posiada niesamowite zdolności, co równa się z tym, że jest dla Rady bardzo ważny. Powiedziano nam również, ze okazał się być Prawdziwym Alfą.
- To prawda - powiedział jakiś starszy mężczyzna z brodą. - W obowiązku Rady leży opieka nad Alfą, który jest kandydatem na przyszłego przywódcę Rady. Sytuacja staje się bardziej poważna w przypadku, gdy kandydat jednocześnie zostaje Prawdziwym Alfą. To bardzo rzadkie.
- Nadal nie rozumiem, czemu tu jestem - mruknęłam zdezorientowana.
Tata wyciągnął rękę i położył dłoń na moim ramieniu.
- Musisz nam pomóc - odparł, a ja wstrzymałam oddech.
- Będziesz musiała spróbować dogadać się z Horanem - dyrektorka znowu zabrała głos. - Zgodnie zdecydowaliśmy, ze to jedyne wyjście.
- Dlaczego dopiero teraz? - Zmarszczyłam czoło.
Dobrze, ze nie wiedzieli o moim nocnym wymknięciu się do niego, bo chyba by mnie poćwiartowali, a szczątki spalili.
- Przez ostatnie dni staraliśmy się ustalić, co zrobił... - zawahała się. - Co mu zrobił poprzedni dyrektor.
Czemu nie powiedzieli jego nazwiska? Jakaś ochrona danych czy coś?
- Zgaduję, że nikomu się nie udało - rzuciłam z lekkim sarkazmem.
Zagryzłam wargę, myśląc intensywnie nad sytuacją. Musiałam wymienić wszystkie za i przeciw, ale i tak przeważało jedno. Byliśmy dopasowani, a ja umierałam bez jego obecności. Żadne argumenty przeciwko by mnie nie zniechęciły. Mimo wątpliwości chciałam pomóc.
- Córeczko? - Tata odwrócił moja uwagę od kłębiących się myśli.
Przełknęłam ślinę i wzięłam głęboki oddech. Zanim podjęłam decyzję, popatrzyłam po kolei na wszystkich zebranych. Zdawało mi się, że widziałam w ich oczach zrezygnowanie, ale i płomyczek nadziei.
- Zrobię to - zgodziłam się. - Pomogę wam.

***

27 PAŹDZIERNIKA 2017r.
*Destiny*

Zostałam zwolniona z wykładów na cały dzień i właśnie w tej chwili stałam w miejscu, w którym nie chciałam być. W mojej głowie pojawiało się coraz więcej wątpliwości.
- Po prostu tam wejdź, skarbie. - Tata popatrzył mi głęboko w oczy, chcąc dodać mi otuchy.
Starał się mnie uspokoić, tak jak to robił gdy byłam młodsza. Wtedy zawsze działało, teraz niekoniecznie.
- Ale...
- On nie zrobi ci krzywdy - zapewnił.
- Skąd to możesz wiedzieć?
- To niemożliwe, żeby chciał cię zranić. Jesteś jego Omegą.
- Teraz to nie ma znaczenia, tato. On mnie nienawidzi, a ja nie mam pojęcia dlaczego - jęknęłam żałośnie.
Nie obchodziło mnie, ze członkowie Rady i pani dyrektor stali kilka kroków dalej i bacznie nam się przyglądali. Jak tylko odwróciłam wzrok na metalowe drzwi, mój puls gwałtownie przyspieszył.
- Musimy dowiedzieć się, co mu zrobiono. Inaczej nie będziemy mogli mu pomóc - powiedział ciszej z błaganiem w głosie. - Córeczko, proszę cię. Zrób to dla siebie. Zrób to dla niego.
Skinęłam głową na "tak" i wzięłam kilka głębokich wdechów. Jeden z ochroniarzy otworzył drzwi, a ja wsunęłam się do środka. Podskoczyłam, słysząc dźwięk, który wydało zamknięcie w drzwiach. Zostawili mnie z nim sam na sam.
- Cześć - przywitałam się, bo to było pierwszym, co przyszło mi na myśl.
Jasne było, ze mi nie odpowiedział. Poruszył się nieznacznie, przez co łańcuchy cicho zabrzęczały. Przeszedł mnie dreszcz.
- Wiem, że od jakiegoś czasu nie pałasz do mnie sympatią i rozumiem, ze może tak być - mówiłam. - Nie rozumiem tylko, dlaczego. Proszę powiedz mi, co się tam wydarzyło. Nie mam złych zamiarów. Chciałabym ci pomóc.
- Wyjdź - warknął groźnie, zaskakując mnie.
Zadrżałam, kiedy jego świecące oczy przewiercały moja sylwetkę. Odchylił się na oparcie krzesła i przechylił głowę na jedną stronę. Nie spuszczał ze mnie wzroku, pod którym drżałam.
- Nie mogę, Niall. - Pokręciłam głową, krzywiąc się.
Tak bardzo trzęsły mi się dłonie, że musiałam spleść palce razem. Nie chciałam, żeby wyczuł mój strach. Niestety byłam bezsilna, bo umiał wyczuć pracę serca.
- Boisz się - odezwał się nagle.
Kurwakurwakurwakurwa.
- Nie - rzuciłam szybko, grając pewną siebie.
- Kłamiesz.
Odwróciłam wzrok, żeby zebrać myśli. Dopasowanie sprawiało, ze chciałam się na niego rzucić i poczuć jego bliskość a jakikolwiek sposób, ale umysł krzyczał, żebym za żadne skarby tego nie robiła. Posłucham się tego drugiego.
- Powiedz mi, co się stało i więcej mnie tu nie zobaczysz - powiedziałam, siląc się na odwagę.
- Nie chcę cię widzieć już nigdy więcej. Zniknij z mojego życia raz na zawsze. Nie mogę na ciebie patrzeć.
Zacisnęłam zęby, kiedy poczułam silny skurcz wewnątrz mnie. Znowu starał się mnie zranić, ale nie mogłam mu na to pozwolić. Nie tym razem.
- Wiem, co próbujesz zrobić. Wiem, ze to twoja taktyka. Nie pozwolę ci tak łatwo mnie spławić. Musisz zacząć współpracować, Niall.
- Nic nie muszę - syknął zły.
- Chcesz zostać tu na wieczność? W tej zatęchłej piwnicy?
- Nie przeszkadza mi to. Byle tylko być z daleka od ciebie.
- Odpieprz się! - krzyknęłam. - Nie masz prawa tak do mnie mówić! Myślisz, że kim ty jesteś, co?! Chcesz mnie zranić, tak?! Możesz sobie próbować, ale dopasowania nie złamiesz! Dobrze wiesz, ze to nie jest to czego pragniesz! Przestań zachowywać się jak dupek! Nie byłeś taki i nie jesteś taki! Nie wiem, kogo próbujesz udawać, ale przestań do cholery!
Gwałtownie zerwał się i rzucił w moim kierunku, przez co zapomniałam jak się oddycha. Zatrzymały go grube łańcuchy, które mocno szarpnęły jego ciało do tyłu. Przyjrzałam się twarzy blondyna i zauważyłam jego zmrużone groźnie oczy i to jak gwałtownie oddychał.
- Wynoś się! - wrzasnął, używając całej siły.
Nie wytrzymałam ciosu, jaki przyjęło moje serce. Zacisnęłam powieki, a kilka łez spłynęło po moich policzkach.
- Wyjdź stąd - powtórzył ciszej, ale wciąż władczo. - Nie chcę ci zrobić krzywdy.
- Właśnie to robisz, Niall. Jeśli nie chcesz, to przestań mówić te wszystkie rzeczy - zaszlochałam, nie mogąc się opanować.
Byłam za słaba na to starcie. Chłopak pokręcił głową i wrócił na krzesło.
- Nic nie rozumiesz. Wy wszyscy nic nie rozumiecie - powiedział cicho i spuścił wzrok na podłogę.
- Po to tu jestem, Niall. Wytłumacz mi, proszę.
Czekałam na jego reakcję kilka minut, ale więcej się nie odezwał. Zrezygnowana zapukałam w drzwi, dzięki czemu szybko mi je otworzyli. Bez słowa wyminęłam grupkę ludzi, rzucając tylko ciche "muszę odpocząć". Nie poszłam do pokoju. Z racji, ze trwały piątkowe wykłady, plac uniwersytetu był pusty. Było zimno, ale jako wilkołaczycy nie przeszkadzało mi to zbytnio. Usiadłam w altanie, w której swego czasu siadywałam z Horanem.
- Boże, dlaczego mnie to spotkało? - zapytałam w niebo. - Nic złego nie uczyniłam, starałam się żyć przykładnie. A teraz muszę cierpieć przez jakiegoś samolubnego blondyna, który musiał okazać się moim Alfą. Wiem, że nie planował tego, co się stało, ale ja dłużej tak nie mogę. Nie potrafię wyobrazić sobie cierpienia przez resztę życia. Nie wiem, co ten psychiczny facet mu zrobił, ale jestem bardzo, bardzo zła. Proszę, pomóż mi to przetrwać. Przede wszystkim dopilnuj, żeby kara spotkała wszystkich, którzy na nią zasłużyli - skończyłam mówić, płacząc.
Otarłam dłońmi łzy i powoli wróciłam do środka. Z moim pechem musiałam natknąć się na uśmiechniętego Willa. Czy on nigdy się nie smucił?
- Destiny? - Zmrużył oczy na widok mojej czerwonej od płaczu twarzy.
Zacisnęłam wargi i pokręciłam głową. Nie chciałam, żeby drążył temat. Nie potrzebowałam niczyjej litości. Wolałam rozpadać się w samotności.
- Chodź tutaj - bąknął pod nosem i przyciągnął moje zdrętwiałe ciało do uścisku.
Jego długie ramiona owinęły moją wychudłą sylwetkę, a ja mogłam wtulić twarz w jego tors. Ładnie pachniał i promieniował przyjemnym ciepłem, co mnie zdziwiło, bo był wampirem. Być może zwyczajnie mi się zdawało, bo dosłownie przed chwilą byłam na dworze i moje ciało mimo wszystko zmarzło.
- Chcesz iść do pokoju? - zapytał, odsuwając mnie od siebie delikatnie.
- Mhm. - Pociągnęłam nosem.
Do samego łóżka nie wypuszczał mnie z objęć. Mimo, że było dopiero kilka minut po południu, byłam wykończona.
- Zostań - poprosiłam, kiedy złapał za klamkę. - Nie chcę być sama. Mógłbyś ze mną po prostu posiedzieć?
Popatrzył na mnie, jakby mocno się zastanawiał, a ja straciłam nadzieję na jego towarzystwo.
- Jeśli to jest to, czego teraz potrzebujesz - odparł i usadowił się na krześle przy biurku.
- Dziękuję - wyszeptałam i wtuliłam nos w poduszkę.
Wiedziałam, że jak tylko usnę, moje myśli zaatakuje para pięknych oczu o różnych barwach.

***

Obudziłam się z krzykiem. Cindy natychmiast dopadła mojego łóżka, klękając na podłodze tuż obok. Złapała mnie za dłoń, a wolną ręką głaskała mnie po włosach.
Kiedy wyszedł Will?
- Nie płacz, skarbie - prosiła z przejęciem.
Płakałam? Dotknęłam palcami twarzy, żeby się przekonać. Rzeczywiście policzki miałam mokre od łez. Ukryłam twarz w dłoniach i zacisnęłam usta.
- Ja dłużej tak nie wytrzymam - powiedziałam przez płacz.
Cindy usiadła na brzegu i wzięła mnie w ramiona. Oparłam czoło o jej ramię, rycząc.
Ja nie płakałam.
Ja ryczałam.
- Uduszę, skurwysyna - mruknęła pod nosem, co w pewien sposób było pocieszające.
- Jeśli sama nie zrobię tego prędzej - odparłam cicho.
Nagle do pokoju wparował Liam. Był zdyszany, jakby przebiegł maraton.
- Przepraszam, że przeszkadzam, ale potrzebują cię na dole.
Zgadywałam, że mówił do mnie. Wyprostowałam się, pokazując twarz, a Payne zamarł w bezruchu.
- Nie komentuj, proszę - rzuciłam obojętnie i zawlokłam się do łazienki, żeby jakoś wyglądać.
Pięć minut później znowu stałam przed drzwiami, przez które miałam ochotę płakać jak dziecko.
- Nie zrobię tego ponownie. - Pokręciłam rozpaczliwe głową.
Tata stał tuż za mną, kiedy rozmawiałam z jednym z członków Rady.
- Bez ciebie nie damy rady - odpowiedział mężczyzna.
- To ja nie dam rady, nie rozumiecie tego?
Dziwiło mnie to, że nie przejęli się tym, jak wyglądałam i jak się czułam. Czyżby mieli mnie w dupie? Cóż... Wzajemnie.
- Destiny...
- Nie - powiedziałam głośno i wyraźnie. - On mnie znienawidził i nie chce mnie widzieć. Przecież powiedziałam wam to po poprzedniej wizycie. Nie wejdę tam.
- Córeczko.
- Nawet ty jesteś przeciwko mnie? - Spojrzałam na niego przez ramię.
Na twarzy miał zbolały grymas. Ten cały stres odbił się na jego zmarszczkach i podkrążonych oczach. Byłam mu bardzo wdzięczna za poświęcenie, ale nie cieszyłam się, że teraz był przeciwko mnie.
- Nie mamy wyjścia, poza tym...
- Poza tym, co? - syknęłam, tracąc resztki cierpliwości.
Skrzyżowałam ramiona na piersi i popatrzyłam groźnie na każdego z zebranych.
- On chciał się z tobą zobaczyć.
Te słowa sprawiły, że moje serce przestało na moment bić.
- Co chciał? - Zamrugałam szybko zdezorientowania. - Jakiś czas temu praktycznie mnie tam rozszarpał, a teraz nagle mu się odmieniło?
- Nie wiemy, co nim kieruje, ale wyraźnie zażądał spotkania z tobą - wyjaśnił tata.
Objęłam się ramionami i wypuściłam drżący oddech. Powinnam posłuchać intuicji i tam wejść czy zostać z daleka, będąc bezpieczną?
- Więc? - ponaglił mnie mężczyzna.
Moje ciśnienie momentalnie skoczyło, ze aż dostałam wypieków.
- Wejdę - warknęłam rozdrażniona.
- Cieszymy się.
- Ale mam jeden warunek - ostrzegłam. - Jeśli to nic nie da, pozwolicie mi wrócić do domu i nie będę musiała więcej na niego patrzeć.
Zawahali się, a potem zaczęli szeptać między sobą. Tata obserwował członków Rady z taką samą ciekawością, jak ja.
- Zgoda - odpowiedział jeden z nich.
Skinęłam głową i podeszłam do drzwi. Kilka kroków później byłam w środku. Miałam wrażenie, że bicie mojego serca słyszeli ci na korytarzu.
- Podobno chciałeś mnie widzieć - powiedziałam oschle.
Miałam dość jego zachowania. Odgrywał dupka, który mnie ostro wkurwiał. Nadeszła moja kolej na bycie suką. Nie odezwał się, co rozjuszyło mnie jeszcze bardziej.
- Wyjdę, jeśli się nie odezwiesz i więcej tu nie wrócę. Pewnie będziesz zadowolony, ale wtedy Rada nie da ci spokoju. Twój wybór.
Odliczyłam w głowie do sześćdziesięciu, czekając na odpowiedź Horana, która nie nastąpiła. Odwróciłam się na pięcie i zrobiłam krok w stronę drzwi.
- Zaczekaj - odezwał się zachrypniętym głosem.
Wróciłam na poprzednie miejsce i spojrzałam na niego znacząco.
- Czego chcesz ode mnie?
Wbił we mnie rozjarzone spojrzenie, które mimo mojej obecności nie było magicznie niebieskie tak, jak kiedyś. Jego tęczówki były złote, jak u każdego wilkołaka. Tęskniłam za jego jarzącymi się niebieskimi oczami.
- Niall - ostrzegłam, kiedy milczał.
Widziałam, jak zacisnął szczękę, a potem ciężko wypuścił powietrze.
- Odpowiem na twoje pytania - oznajmił.
Przez chwilę miałam nadzieję, ze wrócił mój stary Niall. Miał niewinne spojrzenie i zbolały wyraz twarzy. Bańka pękła, kiedy na jego ustach pojawił się cwaniacki uśmieszek.

Byłam gotowa na starcie z osobą, która zastąpiła mojego Nialla.

5 komentarzy:

  1. Jejkuuuuuu!!!Ale to było boskie!!! Dziewczyno ja tu umieram z ciekawości! Chce kolejny!!Błaaaagam!!! I nawet mi nie mów że to opowiadnie nie będzie miało ze 100 rozdziałów!!! Pozdrawiam i czekam na next<3

    OdpowiedzUsuń
  2. Niall musi wrócić... ten prawdziwy Niall... On nie mógł się poddać, musi walczyć..
    Destiny weź co pocałuj to pomoże!!! No ludzie zawsze działa no!!!! Błagam pocałuj go!!! Oby to opowiadanie trwało wiecznie i. Czekam na kolejny!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ejjjj masz mi tu dodac kolejny rozdział! I ani mi się waż kończyć opowiadania! Przynajmniej 5 lat musi trwać<3

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow... jestem pod coraz wiekszym wrazeniem serio. Zawsze czytajac opowiadania na poczatku jest nudno ,ale jezeli styl pisania mi siw podoba to czytam dalej by sie przekonac. Nialla pojebalo tyle ci powiem😂 no ale zycze weny ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo matko �������� znalazłam tego bloga chyba przedwczoraj i czytałam to ciągle, dosłownie! Jest po prostu zajebisty!! Naprawdę, moim zdaniem najlepszy, który do tej pory czytałam. Czytając go czuje wiele emocji, strasznie wciąga. Rzadko komentuje, ale tego nie skomentować?! Jak to jest po prostu WOW , błagam dodaj szybciutko kolejny ��
    Karolina xx ;)

    OdpowiedzUsuń