sobota, 25 czerwca 2016

36.

EDIT:

Zapraszam na bloga cudownej osóbki, która wiele razy podniosła mnie na duchu swoimi komentarzami:




----------------------------------------------------------------------------------------------------

Może trochę krótszy, ale szybko wstawiony, więc proszę nie narzekać ;)
___________________________________________






*Destiny*

- Zaczynaj - mruknął zmęczony.
Uniosłam brwi zaskoczona zmianą jego humoru.
- Wiem, że masz mnóstwo pytań - dodał.
Oblizałam spierzchnięte wargi i zastanowiłam się nad pierwszym pytaniem. Ciężko było mi zebrać myśli, stojąc zaledwie kilka kroków o własnego Alfy, który nie chciał mnie widzieć.
- Dyrektor był głównym organizatorem porwania? - Zdecydowałam się na pytania, które kazała mi zadać Rada.
Przygotowali całą listę, której musiałam wyuczyć się na pamięć, zapytać, a potem zdać im relację. Nie przejmowali się tym, jak wiele psychicznego wysiłku mnie to kosztowało.
- Tak.
- Czy pamiętasz, gdzie cię wywieźli?
- Nie.
- Był tam jeszcze ktoś, kogo kojarzyłeś?
- Oprócz Logana, nie.
- Czy dyrektor wspominał coś ważnego, co mogłoby zaszkodzić Radzie, albo innym studentom?
- Nie.
Ucichłam. Skończyła mi się lista Rady i nie byłam pewna czy mogłam pozwolić sobie dodać coś od siebie.
- Bolało cię - stwierdziłam, bo byłam tego pewna.
Uczucia przeważyły szalę i nie kontrolowałam słów, które wypłynęły z moich ust. Niall popatrzył na mnie zaskoczonym wzrokiem, ale szybko wrócił do obojętnej maski.
- Kurewsko.
- Dlaczego mnie nienawidzisz?
Nie odpowiedział. Zwyczajnie mnie olał, a do tego odwrócił głowę w bok. Zrozumiałam, ze nie chciał o tym rozmawiać. Coś w środku mówiło mi, ze to był naprawdę poważny i bolesny temat. Musiałam go zrozumieć, bo w końcu przeszedł dość dużo. Byłam głupia, wkurzając się na niego.
- Przepraszam, nie powinnam była o to pytać - przyznałam ze skruchą. - To wszystko, co chciałam wiedzieć.
Odwróciłam się i szybko wydostałam się z pomieszczenia wypełnionego napiętą atmosferą. Ochroniarz kazał mi pójść do gabinetu dyrektorki, więc to zrobiłam. Na miejscu znowu zajęłam krzesło, na którym już zdarzyło mi się siedzieć i bardzo starałam się zignorować burczenie w brzuchu.
- Tylko tyle udało ci się od niego wyciągnąć? - zapytano mnie, kiedy zdałam im całą relację.
Modliłam się, żeby w końcu dali mi spokój i pozwolili zjeść kolację. Umierałam z głodu.
- Zapytałam o wszystko, o co mi kazaliście zapytać - westchnęłam. - Mogę iść coś zjeść?
Dyrektorka spojrzała na mnie zaskoczona, jakby nie spodziewała się, ze ja też miałam normalne, ludzkie potrzeby.
- Umieram z głodu - dodałam, kiedy zapanowała niezręczna cisza.
- Idź, skarbie - odezwał się tata.  - Zjedz coś i idź odpocząć.
Tak też zrobiłam.

***

3 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Tydzień później, który był tygodniem bólu, doznałam ogromnego zdziwienia, kiedy na korytarzu zobaczyłam blond czuprynę. Szedł przed siebie, a ludzie ustępowali mu z drogi, jakby był trędowaty. Wstrzymałam oddech, powstrzymując się od biegu w jego kierunku. Był zwrócony do mnie plecami, co w tym momencie było bardzo pomocne. Mimo wszystko nie dało się nie zauważyć, ze był dużo chudszy. Nie rozumiałam dlaczego ludzie się go bali? Przecież to on był ofiarą, a nie sprawcą.
- Nie uwierzysz, kogo widziałam w holu! - powiedziałam głośno, kiedy wparowałam do pokoju w przerwie między wykładami.
- Też go widziałam - odparła i odłożyła laptopa. - Był u Liama, kiedy rano tam zaszłam.
- Przestali go przetrzymywać skutego łańcuchami? - zdziwiłam się.
Moja twarz pewnie wyglądała komicznie. Nie mogłam zamknąć ust z szoku, a oczy miałam jak dwie duże monety.
- Widocznie mieli powód, żeby go wypuścić.
- I mówisz to tak spokojnie? - Wymachiwałam rękoma, a przyjaciółka wzruszyła ramionami. - Nie bali się, ze będzie nieobliczalny? Chciał mnie zagryźć. - Zmarszczyłam czoło.
Dziewczyna westchnęła, a ja przysiadłam na swoim łóżku.
- Rozmawiałam o tym z Liamem - zaczęła. - Powiedział, ze to wciąż ten sam Niall tylko trochę bardziej zamknięty w sobie.
- Niemożliwe - szepnęłam. - Przecież byłam u niego tydzień temu i on...
- Zmienił się tylko względem ciebie, Destiny - wyjaśniła, krzywiąc się.
Patrzyłam na nią jak na wariatkę. Dlaczego miałam takiego pecha? Mój własny Alfa zwrócił się przeciwko mnie. Wiedziałam, że to nie była jego wina, ale mimo wszystko czułam się z tym bardzo źle. Cholernie mi go brakowało.
- Naprawdę? - zapytałam z nadzieją, że uświadomi mnie o głupim żarcie z jej strony.
Niestety Cindy skinęła głową na potwierdzenie swoich słów. Położyłam się bezwładnie na łóżku i zakryłam twarz dłońmi.
- I co teraz? - rzuciłam w przestrzeń.
- Pracujemy nad tym - odparła cicho.
- Wy? - Podniosłam się do pionu, wlepiając w nią wzrok.
- Ja i Liam.
- Wiecie, że nie musicie.
- Przestań, Des - skarciła mnie. - Jesteś moją przyjaciółką, a Horan jest przyjacielem Liama. W sumie w jakiś sposób jest też nim dla mnie. Nie możemy pozwolić, żebyście cierpieli.
- Ja nie cierpię. Nie wiem, kto ci tak powiedział - skłamałam.
Uniosła ironicznie brew na moje słowa. Doskonale wiedziała, ze to nie była prawda, ale i tak nie skomentowała.
- Dobra. - Uniosłam ręce w geście poddania. - Już nie patrz tak na mnie.
- Brakuje ci go i widać to gołym okiem. Pewnie nie tylko ja to zauważyłam.
Spuściłam wzrok, nie chcąc żeby rozpoznała moje prawdziwe uczucia względem blondyna. Dobrze mi szło ukrywanie ich i tam miało zostać.
- Słysze twoje serce, Destiny - westchnęła ciężko. - Lubisz go bardziej, niż się spodziewałaś, że kiedykolwiek będziesz. Mogłabym powiedzieć, ze nawet...
- Chyba muszę coś przeczytać - przerwałam jej i zerwałam się na równe nogi. - Poza tym kolejny wykład się zbliża i powinnyśmy się pospieszyć.
- Wiem, co robisz, ale nie wywiniesz mi się. - Pokiwała na mnie palcem i podeszła do drzwi. - Wieczorem widzę cię u Liama w pokoju.
Wytrzeszczyłam oczy i otworzyłam szeroko buzię, jednak nie zdążyłam zareagować bo przyjaciółka zniknęła na korytarzu, a mi nogi odmówiły posłuszeństwa.
Że niby miałabym się z nim spotkać?
Twarzą w twarz?
Po tym wszystkim?

Zabawne.

***

Stresowałam się bardziej niż przed najważniejszym egzaminem. Zatrzymałam się pod znajomymi drzwiami i znieruchomiałam. Nie byłam w stanie przemóc się i nacisnąć klamki, która wręcz parzyła moją dłoń.
- Destiny - usłyszałam za plecami głos przyjaciółki.
Odwróciłam się gwałtownie i wbiłam wzrok w podłogę zażenowana.
- Dlaczego jeszcze nie weszłaś?
- Nie wiem. - Wzruszyłam ramionami, robiąc krok w bok.
Cindy pokręciła głową i nacisnęła klamkę. Weszłam tuż za nią, a dźwięk zamykanych drzwi przyprawił mnie o dreszcze. Na szczęście mój wzrok nie napotkał blondyna.
- Jesteśmy - rzuciła dziewczyna z uśmiechem i pocałowała Liama.
Oboje usadowili się na łóżku szatyna i popatrzyli na mnie wyczekująco. Zmieszana zajęłam krzesło przy biurku Payne'a i czekałam.
- To będzie trudne, ale musimy spróbować - zaczął Liam, patrząc na mnie. - Nie będziemy wiedzieli, co dalej robić, jeśli nie sprawdzimy, co tak naprawdę się wydarzyło. Niall zdążył mi powiedzieć co nieco, ale nie było tego wiele. Podejrzewam, że po prostu nie chce tego wspominać. Wiem, że nie powiedział mi więcej niż Radzie i tobie, Destiny.
Słuchałam go uważnie, a w mojej głowie pojawił się obraz uśmiechniętego Horana, jeszcze z czasów przed porwaniem. Wtedy wszystko było takie proste. Doceniłam czas spędzony z blondynem dopiero kiedy odebrano mi możliwość przebywania z nim.
- Gdzie on jest? - ocknęłam się z zamyślenia.
Rozejrzałam się spanikowana w pokoju, jakbym miała go nagle znaleźć, chowającego się.
- Jesteś pewna? - Przyjaciółka spojrzała na mnie zaskoczona.
- To ty kazałaś mi tu przyjść, wiec chyba macie jakiś powód. - Wywróciłam oczami, grając spokojną.
Liam skinął głową i wyciągnął telefon, żeby napisać wiadomość. Chwilę później drzwi pokoju zostały otwarte, a ja przestałam oddychać. Doskonale wiedziałam, co nadchodziło.
- Dobrze, że jesteś - odezwał się Payne.
Horan popatrzył na mnie kątem oka i oddalił się na drugi koniec pokoju. Naprawdę poczułam się urażona, a moje serce załkało. Czy możliwe było, żeby zniknęło to, co nas łączyło?
- Opowiadałem ci o moim pomyśle - kontynuował szatyn, mówiąc do swojego przyjaciela. - Wiem, że to głupie i niebezpieczne, ale nie mamy wyjścia.
- Co chcesz zrobić? - zapytałam drżącym głosem, który usilnie starałam się zamaskować.
Idealnie wyczuwałam napięcie między mną a Horanem, nawet jeśli stał tak daleko.
- Niall będzie musiał spróbować się do ciebie zbliżyć.
- Słucham?! - krzyknęłam, zrywając się z krzesła. - Ostatnio chciał mnie rozszarpać! Nie zgadzam się!
Tak, spanikowałam jeszcze bardziej.
- Destiny - zaczęła przyjaciółka, chcąc mnie uspokoić.
- Nie ma mowy! Nie chcę!
Rzuciłam się do drzwi z zamiarem opuszczenia pokoju, ale głos w mojej głowie kazał mi się zatrzymać. Stałam plecami do zebranych i starałam się zidentyfikować to dziwne uczucie.

Proszę.

Już wiedziałam, co to było.
Horan starał się przemówić do mnie za pomocą telepatii, której też kiedyś użyłam. Nie wiem, jak mu się to udało, ale zadziałało.
- Nie rób tego - warknęłam, odwracając się przodem do blondyna. - Nie możesz tak po prostu mnie o to poprosić.
Wbiłam w niego groźne spojrzenie, oddychając ciężko. Patrzył na mnie obojętnie, ale w jego złotych oczach czaiła się niema prośba.
- Nie rób tego, proszę - błagałam i myślałam, ze za chwilę wybuchnę płaczem.
Zagryzłam wargę, żeby się nie rozkleić. Horan robił to celowo. Ale jaki był w tym sens, skoro teraz mnie nienawidził?
- Zostań, Desitny - poprosił Liam.
Pokręciłam głową i wybiegłam z pokoju, nie zatrzymując się na wołania przyjaciółki. Znalazłam się na zewnątrz, chcąc otrzeźwić się świeżym powietrzem. Było ciemno, ale się nie bałam. Intuicyjnie odnalazłam ścieżkę do starej altanki i zajęłam miejsce na zniszczonej ławeczce. Mogłam się w spokoju wypłakać. W takiej sytuacji nie pozostało mi nic innego.
- Wiedziałam, że cię tu znajdę.
- Daj spokój, Cindy - wymamrotałam wykończona. - To mnie przerosło. Nie mam już siły, straciłam wolę walki.
- On naprawdę chce to naprawić.
- Wiem, że Liam się stara, ale...
- Mówiłam o Niallu.
Posłałam jej pytające spojrzenie, przez co westchnęła.
- On czuje to samo pragnienie, co wcześniej. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Po prostu przez pewne czynniki zbliżenie do ciebie kojarzy mu się z okropnym bólem i organizm samoczynnie się przed tobą broni.
- Co oni mu zrobili? - zapytałam na granicy płaczu.
- Tego nie zdradził, a my nie chcieliśmy go męczyć.
- Myślisz, ze jak się czuję, kiedy ktoś kto jest dla ciebie ważny nagle przestaje się do ciebie odzywać? To okropne, wiedzieć, że jest w tym samym budynku i nie móc go przytulić, bo szczęśliwie wrócił. Nie wiem, czy z mojego serca coś jeszcze zostało. Nie dam rady dłużej tego znosić, nie jestem w stanie spróbować. Wiem, że na mnie liczyliście, ale przykro mi. Zbyt bolesne jest widzieć z jaką obojętnością na mnie patrzy - wyznałam.
Cindy zgarnęła mnie w ramiona i mocno przytuliła. Nie pocieszała mnie głupimi słówkami. Wiedziała, że to nic nie da. Po prosu była i za to kochałam ją całym sercem.

***

5 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Całą niedzielę spędziłam na spaniu, jedzeniu i oglądaniu głupich seriali. Nie odważyłam się wyjść z pokoju, a Cindy mnie nie namawiała.
- Za pół godziny jest uroczysta kolacja w stołówce - oznajmiła przyjaciółka zaraz po przekroczeniu progu pokoju.
- Jak to? - wytrzeszczyłam oczy i zamknęłam laptop.
- Zwyczajnie - prychnęła. - Rusz się.
Zdezorientowana wygrzebałam się spod kołdry i zaczęłam się szykować. Nie bardzo wiedziałam, z jakiej okazji była wspomniana kolacja, ale umierałam z głodu. Powoli przygotowałam się do wyjścia tak, żeby ludzie się nie wystraszyli. W sumie, to nie dbałam o ich zdanie, ale nie chciałam nikogo narażać na nocne koszmary.
- Chodź już - marudziła, czekając przy drzwiach. - Wyglądasz pięknie.
Założyłam spodnie i elegancką bluzkę, a na to czarną marynarkę, której nie zapięłam. Z makijażem też nie przesadzałam. Zaznaczyłam oczy, przykryłam małe niedoskonałości korektorem i na koniec użyłam perfum.
- Ja zawsze jestem piękna - zironizowałam, robiąc głupią minę.
- Czyżby wróciła moja stara Destiny? - zapytała z głupim uśmieszkiem.
- Być może. - Wzruszyłam ramionami i razem wyszłyśmy na korytarz.
Nie wróciła, ale starałam się specjalnie dla Cindy. Wystarczająco się dla mnie poświęcała. Liam też, ale z nim przestałam potrafić rozmawiać. Coś nas rozdzieliło i żadne z nas nie było w stanie pokonać przepaści, która się między nami utworzyła.
- Musimy zająć dobre miejsca - rzuciłam , poprawiając włosy.
- Liam zajął nam stolik.
Na stołówce siedziało już większość szkoły. Gwar wypełniał pomieszczeni, a ja mogłam zobaczyć wiele nowych twarzy, których wcześniej nie zauważałam. Przyjaciółka pociągnęła mnie za ramię i zaprowadziła we właściwe miejsce. Przy pięcioosobowym stoliku siedział już Liam i Niall. Blondyn zdawał się być mocno zamyślony, albo po prostu ignorował wszystko i wszystkich. Tak dla świętego spokoju. Planowałam zrobić to samo.
- Hej. - Cindy pomachała na przywitanie i dała całusa szatynowi.
- Cześć - wymamrotałam, czekając aż dziewczyna zajmie jedno z wolnych miejsc, Na szczęście usiadła między blondynem i swoim chłopakiem, więc mogłam spokojnie zająć krzesło pod drugiej stronie Liama, co bezpiecznie oddzielało mnie od Horana.
- Miło mi was wszystkich powitać - zaczęła dyrektorka, stając na podwyższeniu.
Na czas jej wypowiedzi zwyczajnie wyłączyłam myślenie. Przez cały czas czułam na sobie spojrzenie niebieskich oczu. Celowo popatrzyłam w jego kierunku, żeby się upewnić, a potem nie mogłam przerwać kontaktu wzrokowego. Pragnienie silnie mnie do niego ciągnęło. Co do tego nie mogłam oszukiwać.
- Przestańcie zjadać się wzrokiem - wyszeptała Cindy prosto do mojego ucha, pochylając się przed szatynem.
Zmrużyłam na nią oczy i pokręciłam głową. Zaśmiała się cicho i wróciła na swoje miejsce. Uroczysta cześć skończyła się równie szybko, jak się zaczęła, więc mogliśmy przejść do posiłku, który tego wieczora miał być specjalny. Liczyłam, że dostaniemy coś wykwintnego. Nie myliłam się. Na każdym stoliku pojawiły się owoce morza, sushi, szampan i wyszukane desery.
- Wow - westchnęłam z podziwu.
- Postarali się - przyznał Payne.
W połowie ucztowania Niall zerwał się z krzesła i wyszedł ze stołówki. Niewiele myśląc, podążyłam za nim, przeciskając się przez zapełnione pomieszczenia. Zobaczyłam jego znikającą sylwetkę za rogiem korytarza. Wyszedł przed budynek szkoły. Wybiegłam przez duże drzwi i zatrzymałam się gwałtownie. Stał na dole schodów i czekał. Posłał mi krótkie spojrzenie i zaczął iść jedną ze ścieżek. Zrozumiałam, ze miałam iść z nim. Po chwili znaleźliśmy się w starej altance, gapiąc się na siebie.
- Dlaczego to robisz? Dlaczego mnie ranisz? - zapytałam cicho.
Czułam, że stałam na niepewnym gruncie. Jednak z drugiej strony już nie umiałam się powstrzymywać.
- Niall?
Bez słowa zrobił mały krok w moją stronę. Wstrzymałam oddech, bojąc się, że przerwę taki moment. Mimo wszystko dalej znajdował się na odległość mojego wyciągniętego ramienia.
Nie ruszyłam się, nie chciałam go wystraszyć.
- Proszę cię - powiedziałam niepewnie. - Ja już dłużej tak nie mogę. Wiem, że zmieniłeś się tylko względem mnie, co cholernie boli i powinieneś o tym wiedzieć.
Blondyn pokręcił głowa i spuścił wzrok na swoje buty. Dlaczego się do mnie nie odzywał? Dlaczego w ogóle był tak małomówny? Westchnęłam zrezygnowana i odwróciłam się na pięcie. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, więc się odwróciłam, a wtedy prawie dostałam zawału. Niall stał tuż przede mną, ale jak tylko popatrzyłam mu w oczy, padł na kolana z twarzą wykrzywioną grymasem bólu. Szybko zrobiłam krok w tył, zakrywając usta dłonią, a łza spłynęła po moim policzku. Czy tak to miało teraz wyglądać? Ciągły ból?
- Niall? - odezwałam się drżącym głosem.
Nie podnosił się z desek, a ja nie wiedziałam co robić.
- Możesz wstać? - próbowałam do niego dotrzeć, ale z marnym skutkiem.
Blondyn zachwiał się i stanął na nogi. Pochylony z bólu uciekł gdzieś w ciemność. Mogłam za nim iść, włączając wzrok wilka, ale nie chciałam. Wiedziałam, że to by go zraniło jeszcze gorzej. Odpuściłam i wróciłam do budynku.

4 komentarze:

  1. Ale to jest smutne :c Aż mi się chce płakać! No weź zrób żeby znowu było między nimi tak jak wcześniej!! Ale za to jak zawsze przecudowny rozdział! Nawet jeżeli taki smutny! Super piszesz<3 Czekam na nexta! Masz mi go tu szybko dodać! Pozdrawiam x

    OdpowiedzUsuń
  2. Rozdział jak zwykle boski serio. Podoba mi się postać Nialler'a. Jestem w nim zakochana nie ważne co nawyczynia.
    Z niecierpliwością czekam na next.
    Chciałam zapytać.
    Rozdziały piszesz na bieżąco ,czy masz w zapasie?
    Bo wydawało mi się ,że troszkę ich masz w zapasie ,a teraz napisałaś że trochę krótki ale wstawiasz szybko xd
    Pytam tak z ciekawości ,nie mam pretensji czy coś <3
    U mnie nowy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, miałam w zapasie :) Odkryłaś moją tajemnicę!
      Mam jeszcze kilka napisanych, ale jest ich coraz mniej i wolę trochę przystopować z dodawaniem bo w końcu będę na bieżąco, a obie wiemy, że wtedy ciężej się pisze ;)

      Lubię mieć zapas w rozdziałach hahaha

      I wiedz, że śledzę twojego bloga <3

      Usuń
  3. Jej suuper ten rozdział! Proszę dodaj następny!!! Kocham xx

    OdpowiedzUsuń