wtorek, 28 czerwca 2016

37.

Wiem, jestem najlepsza ;)
___________________________________________




6 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Nie zasnęłam przez całą noc, dlatego poranek był dla mnie koszmarem. Z racji, że nastał poniedziałek, musiałam zwlec się z łóżka i przygotować na wykłady. Okropnie nie miałam na nie ochoty. Wysłuchiwanie zrzędzenia profesorów o rzeczach, których nigdy nie wykorzystasz. Z przykrością zauważyłam, że nic nie wiązało się z tym, żebyśmy mogli uczyć się panować nad sobą. Coś się zmieniło, a te zmiany wcale nie były lepsze.
- Dzień dobry, księżniczko - przyjaciółka przywitała się radośnie.
Usiadłam na brzegu materaca, żeby wybudzić się z letargu. Byłam wykończona i nie miałam siły otworzyć oczu. Trwałam w zawieszeniu między snem, a jawą.
- Żyjesz? - zapytała, kiedy się nie odezwałam.
- Mhm - mruknęłam z zamkniętymi oczami.
- Destiny, jeśli teraz nie zaczniesz się szykować spóźnisz się na wykłady - skarciła mnie.
- Mhm.
Cindy szarpnęła moje ramię, sprawiając, ze prawie upadłam na kolana. Pociągnęła mnie w górę, więc stanęłam na równych nogach. Niechętnie uniosłam powieki i obdarzyłam ją nieobecnym spojrzeniem.
- Czy ty w ogóle spałaś?! - oburzyła się, uważnie oglądając moją twarz.
Pokręciłam głową na "nie" i ziewnęłam.
- Wykąp się, bo cuchniesz. - Zmarszczyła nos.
Nawet nie miałam siły, żeby zabić ją wzrokiem, czy odepchnąć. Posłusznie poczłapałam do łazienki i zrobiłam, co należało. Po wyjściu wyglądałam dużo lepiej, ale nie idealnie. Skłoniłam bym się na określenie 'znośnie'.
- Możemy iść? - odezwałam się, chwytając książki.
Przyjaciółka wystraszyła się i cicho pisnęła.
- Nie skradaj się tak - marudziła.
Wywróciłam oczami i wyszłam na korytarz. Chwilę później znalazłyśmy się pod właściwą salą. W trakcie wykładu o oddziaływaniu różnych faz księżyca na istoty nadprzyrodzone myślałam zupełnie o czym innym. Na przykład zastanawiałam się co będzie na obiad, albo co mi się przyśni, kiedy tylko znowu będę mogłam położyć się do łóżka. O tak, łóżko było tym, czego potrzebowałam. Nawet nie zorientowałam się, że wykład dobiegł końca. Opuściłam salę jako ostatnia, a Cindy przedarła się przez tłum, rzucając mi szybkie "Liam". Zniknęła za rogiem, a ja ciężko westchnęłam.
- Hej - usłyszałam znajomy głos po prawej stronie, kiedy szłam przez korytarz.
Nie miałam ochoty na niczyje towarzystwo. W sensie oprócz przyjaciółki.
- Cześć, Will - odparłam, sprzedając mu mały uśmiech.
Nieszczery, ale zawsze coś.
- Jak jest?
- Mogło być lepiej. - Wzruszyłam ramionami. - A u ciebie?
- W porządku.
Przystanęłam, bo mój wzrok przyciągnęła jedna rzecz. W sumie, to była osoba.
- To Caleb nie współpracował z dyrektorem? - zapytał, patrząc intensywnie w kierunku znajomego, nachalnego chłopaka.
Stał oparty o ścianę i żywo rozmawiał z jakąś blondynką. Wyglądał na zadowolonego i beztroskiego. Pomyliłam się, co do niego i było mi wstyd.
- Dlaczego miałby? - Will zmarszczył czoło.
- Chyba źle go oceniłam - mruknęłam.
- Wczoraj wrócił do szkoły. Był na jakimś wyjeździe z rodziną - wyjaśnił, nawet jeśli nie zapytałam.
Zrobiłam głupawą minę i machnęłam lekceważąco dłonią. Chłopak zaśmiał się i szturchnął mnie w ramię.
- Muszę iść na kolejny wykład - powiedział, a ja dopiero teraz zauważyłam, że odprowadził mnie pod moją salę.
- Tak, ja też. Dziękuję za przemiły spacer.
- Nie ma za co. Widzimy się na stołówce?
Chciał spędzić ze mną czas, jakby nigdy nic. Nie spodziewałam się tego, ale też nie miałam powodów, żeby odmówić. Być może to miało mi jakoś pomóc...
- Jasne. - Uśmiechnęłam się już bardziej szczerze.
Skinął głową i zniknął za rogiem. Wydawało się, że ten dzień mógłby być całkiem dobry, ale potem zobaczyłam coś, co natychmiast zmieniło moje zdanie. Kilka metrów dalej stał Niall i uważnie mi się przyglądał. Podejrzewałam, że widział mnie z Willem, co sprawiło, że poczułam się w pewien sposób winna.

Potrzebuję cię. - Pomyślałam, wpatrując się w jego oczy.

Niestety niećwiczona telepatia nie zawsze działała i nigdy nie mogłam mieć pewności, że usłyszał to, o czym pomyślałam. Chłopak patrzył na mnie przez kolejne kilkanaście sekund, a potem odepchnął się od ściany i jak najszybciej oddalił w przeciwnym kierunku.

Auć.

***

- Umieram czy umieram? - westchnęła Cindy, opierając czoło o blat stolika.
Pokręciłam litościwie głową na jej zachowanie i rozejrzałam się po stołówce. Nigdzie nie było Willa, który ewidentnie się ze mną umówił. Nagle wśród tłumu wyłapałam wzrokiem jego twarz. Siedział przy stoliku z grupą znajomych i ewidentnie flirtował z dziewczyną obok. Zorientował się, że na niego patrzyłam i posłał mi przepraszające spojrzenie. Wywróciłam oczami i odwróciłam głowę do przyjaciółki. Wystawił mnie w najbardziej niegrzeczny sposób dlatego się obraziłam.
- Gdzie zgubiłaś kochasia? - zapytałam, jednak dziewczyna nie miała szansy odpowiedzieć.
Obok nas pojawił się Liam, a kilka sekund później dołączył do nas Horan.
- Tutaj jest. - Wyszczerzyła się i od razu wyprostowała.
Payne usiadł obok niej i zarzucił rękę na jej ramiona, pochylając się do jej ucha. Wyszeptał coś, co sprawiło, że Cindy się zarumieniła.
- Och, przestańcie już być tacy słodcy - jęknęłam.
Byłam zmęczona i zła, a zachowanie Willa tylko pogorszyło mój nastrój. Postanowiłam się przewietrzyć i oczyścić umysł. Młody wampir był jedyną osobą, przy której mogłam zapomnieć o bagnie w którym siedziałam. Bez słowa podniosłam się, odstawiłam pustą tackę na ladę i wyszłam. Po przejściu kilku kroków musiałam przytrzymać się ściany, bo zakręciło mi się w głowie. Zamknęłam na chwilę oczy i wzięłam głęboki oddech. Powoli ruszyłam przed siebie, ale nim zrobiłam dwa kroki zobaczyłam ciemność i usłyszałam głuche wołanie mojego imienia.

***

Ból głowy sprawił, że zacisnęłam zęby. Ocknęłam się w nieznanym mi dotąd pomieszczeniu.
- Jesteś w uniwersyteckim szpitalu - powiedział męski głos, a ja od razu rozpoznałam w nim tatę.
Mieliśmy tutaj coś takiego? Dlaczego wcześniej o tym nie wiedziałam?
- Co się stało? - Przechyliłam głowę, więc mogłam zobaczyć jak siedział zmartwiony obok łóżka i ściskał pocieszająco moją dłoń.
- Straciłaś przytomność, córeczko - westchnął. - Will uratował cię przed upadkiem.
Musiał wyjść za mną ze stołówki, widząc moją posępną minę. W głowie zanotowałam, żeby koniecznie mu podziękować.
- To niemożliwe. - Pokręciłam głową. - Nie byłam osłabiona, dużo spałam i jadłam regularnie.
- To było spowodowane czymś innym - odparł cicho, unikając mojego spojrzenia.
Urywał coś istotnego, bo tylko przy ważnych sprawach się tak zachowywał.
- Czy chciałbyś mi coś powiedzieć, tato? - Uniosłam brwi w oczekiwaniu.
- Razem z Radą uważnie obserwowaliśmy ciebie i Nialla. Z racji, ze jesteście silnie dopasowani wasze organizmy nie mogą bez siebie pozostać na zbyt długi czas. Tak już jest i nic nie ma na to wpływu. Musieliśmy zobaczyć ile czasu zajmie zanim doprowadzi cię to do takiego stanu.
- Pozwoliłeś, żebym była obiektem obserwacji? - oburzyłam się i wyszarpnęłam moje palce z jego dłoni.
Wyprostował się i odchrząknął.
- Źle mnie zrozumiałaś. - Potrząsnął głową. - My nie możemy w was ingerować. To wszystko dzieje się tylko między wami i nikt nie jest w stanie wam pomóc. Sami musicie to zrobić. Wiem, że to brzmi strasznie, ale taka jest brutalna prawda. Nie ma osoby czy istoty, która miałaby to zrobić za was.
- Czyli zasłabłam, bo już dłuższy czas nie miałam przy sobie Alfy? - zapytałam dla pewności.
- Wyjaśniłem wam na czym polega dopasowanie. Tylko razem jesteście wystarczająco silni i możecie się wzajemnie wspierać. Gdybyście tylko... - urwał.
- Gdybyśmy co?
- Dopasowanie staje się poważniejsze, kiedy między dwoma osobnikami pojawiają się jakieś uczucia. Zauważyłem, ze coś zaczęło was łączyć i domyślałem się, że przez to co przytrafiło się jemu będziesz mocno cierpiała. Najgorsze jest to, że nie mogę nic z tym zrobić.
- Dlaczego Niall tak nie zareagował? Nic mu się nie dzieje - odwróciłam uwagę na inny temat, żeby nie musieć rozmawiać o moich uczuciach względem Horana. - Dlaczego on wygląda lepiej niż ja?
- Wydaje mi się, że to przez szok w jakim się teraz znajduje. Na pewno czuje ból związany z odseparowaniem od ciebie, co zwiększa jego pragnienie, ale dyrektor zrobił coś, co nie pozwala mu się do ciebie zbliżyć. Jedno wyklucza drugie.
- On nawet ze mną nie rozmawia - jęknęłam zrezygnowana. - Co mam zrobić? Nie chcę tak się czuć. Mam dość.
- Wiem, skarbie. Wiem też, ze jesteś dzielną kobietą. - Pochylił się i pocałował mnie w czoło. - Niestety muszę iść. Obowiązki wzywają. Prześpij się, żeby zebrać siły na nowo.
Wyszedł, zostawiając mnie z kotłującymi się myślami. Ja miałam cierpieć za nas dwoje? Wykluczone!
- To nie takie proste, tatku - mruknęłam do siebie i zamknęłam oczy.
Nim zdążyłam zasnąć, drzwi pomieszczenia zostały otwarte. Ktoś wszedł do środka. Nie otwierałam oczu, bo byłam pewna, ze to był tata, albo jakaś pielęgniarka. Jednak nieustająca cisza zmusiła mnie do przerwania odpoczynku.
 - Niall? - wydusiłam, widząc mizerną postać chłopaka.
Dopiero z bliska mogłam zobaczyć, że cierpiał tak samo, jak ja. Czemu wcześniej tego nie zauważyłam?
- Co ty tu robisz? - zapytałam, chociaż wiedziałam, że nie był w stanie mi odpowiedzieć.
Unikaliśmy się od czasu incydentu w altance, kiedy to próbował się do mnie zbliżyć. Nic się nie zmieniło, a na pewno nie na lepsze.
- Przecież możesz mi odpowiedzieć - mruknęłam odrobinę zła.
Potrzebowałam go, a on zmuszał mnie do oglądania jego obojętnej i zmarniałej twarzy. Krajało mi się serce i miałam ochotę rzucić mu się na szyję. Straciłam mojego Alfę i nie byłam pewna, czy mogłam go kiedykolwiek odzyskać.
- Martwiłem się.
Moje serce zamarło, a usta rozchyliły się z szoku. Ostatni raz słyszałam jego głos, kiedy był uwiązany łańcuchami. Wtedy brzmiał groźnie, całkowicie jak ktoś inny. Teraz brzmiał na wyczerpanego.
Martwił się?
- Ale to Will mnie tutaj przyniósł - mruknęłam zanim pomyślałam.
Horan odwrócił się na pięcie, chcąc wyjść. Uraziłam go przez własną głupotę. Will mnie wystawił, a to że był we właściwym miejsu o właściwej porze go nie usprawiedliwiało. To mógł być każdy uczeń.
- Zostaniesz ze mną przez chwilę? - zapytałam z nadzieją, że uda mi się go zatrzymać.
Skinął głową i zajął krzesło, na którym chwilę wcześniej siedział mój ojciec.
- Wiesz dlaczego tu jestem, prawda? - odezwałam się niepewnie.
Miałam nadzieję, że był poinformowany tak samo, jak ja o powodzie mojego zasłabnięcia.
- Przykro mi - odezwał się, patrząc na swoje dłonie, które położył na udach.
- To nie twoja wina - westchnęłam.
Wiedziałam, ze będzie się obwiniał. Znałam go zbyt dobrze.
- Moja.
- Nie.
- Tak.
- Niall przestań się obwiniać - poprosiłam stanowczo.
Nie odpowiedział, co wzięłam za zgodę na zakończenie małego sporu. Ogromną radość sprawiał mi fakt, ze tu był i do mnie mówił. Tak długo na to czekałam, że aż wydało mi się to cudem.
- Przepraszam. - Podniósł głowę, z bólem wpatrując się w moją twarz.
- To ja przepraszam. To ja zaufałam Loganowi. To ja pozwoliłam na to, żeby cię zwabili. To wszystko moja wina - odpowiedziałam szybko.
Nie mogłam pozwolić, żeby nosił na barkach coś, co nie było jego winą.
- To przeze mnie jesteś w takim stanie - odparł.
- Nie masz na to żadnego wpływu.
- Mogłem się bardziej postawić - przyznał cicho.
Zmarszczyłam czoło, nie zadając pytania. Pozwoliłam, żeby sam przełamał chęć rozmowy na ten temat.
- Walczyłem, ale udało im się mnie zagiąć. Pozwoliłem, żeby dotarli do mojego wnętrza. W pewnym momencie po prostu odpuściłem. Nie miałem siły. To tak kurewsko bolało.
Wyczułam, że trudne było dla niego ciągnąć ten temat, więc nie pytałam o nic więcej. Po prostu napawałam się jego obecnością. Nie miałam pewności, że to mogłoby się powtórzyć.
- Mogę czegoś spróbować? - zapytał po chwili ciszy.
- Jasne. - Pokiwałam głową, czując podekscytowanie.
Wiedziałam, że wyczuł przyspieszone bicie mojego serca, ale nie przejmowałam się tym.
Był tu.
Był ze mną.
Tylko to się teraz liczyło.
- Chciałem... - urwał i przysunął się odrobinę bliżej. - Nie ruszaj się - poprosił.
Zacisnęłam wargi i czekałam na rozwój sytuacji. Niall powoli wyciągnął rękę w kierunku mojej. Naprawdę robił to bardzo wolno, a ja zauważyłam że cały się spiął. To musiało kosztować go tak wiele...
- Postaram się to pokonać, ale nie obiecuję - powiedział, skupiony na swoich palcach.
- Rozumiem - odparłam, chociaż nie miałam pojęcia co się właściwie działo.
Byłam oszołomiona.
- Nie znoszę uczucia, które we mnie siedzi, kiedy jesteś daleko. To tak cholernie ssie. Niestety już sama rozmowa z tobą dużo mnie kosztuje.
Serce przyspieszyło mi jeszcze bardziej. Sama skupiłam wzrok na jego długich, chudych palcach, które teraz znajdowały się tylko centymetr od mojej dłoni. Horan miał zaciśnięte zęby i napięte mięśnie. Walczył sam ze sobą.
Usłyszałam ciche warczenie, a jego twarz wykrzywiła się w grymasie bólu, kiedy musnął opuszkami moją skórę. Szybko się wycofał i zamknął oczy, opadając na oparcie krzesła.
- Przepraszam - wyszeptał bezradnie kolejny raz.
Wstrzymałam łzy, widząc jak wychodził. Ostatni raz spojrzał na mnie zanim zamknął za sobą drzwi. Cierpiał, a ja nie mogłam mu pomóc. Pokazał mi, ze mimo ogromnych chęci nie może się do mnie zbliżyć.

Jak miałam mu ulżyć w tym wszystkim?

***

 Wieczorem pozwolili wrócić mi do pokoju. Oczywiście, że tego nie zrobiłam. Upewniłam się, że Liam i Cindy zajęli się sobą w naszym pokoju i szybko znalazłam się w miejscu, które przywracało piękne wspomnienia. Weszłam bez pukania, co było najlepszą decyzją w moim życiu. Zobaczyłam Nialla leżącego na łóżku bez koszulki. Nie wiedziałam, czy spał, ale miał zamknięte oczy.
- Cześć - odezwałam się niepewnie.
Co jeśli odbierze to, jako nachalność? Może nie powinnam tu przychodzić, ale to było silniejsze ode mnie. Blondyn od jakiegoś czasu znowu mnie onieśmielał. Nienawidziłam tego tak bardzo. Chłopak spokojnie dźwignął się do siadu i ziewnął. Obserwowałam go, jakby był jakimś wyjątkowym eksponatem w muzeum. Przekrzywił głowę, patrząc na mnie.
- J-ja przyszłam, żeby... - zacięłam się.
- Żeby co? - Zmarszczył czoło i wstał.
Myślałam, że zemdleję, więc odwróciłam wzrok. Włożył koszulkę, a ja odetchnęłam.
- Pomyślałam, że skoro jesteśmy już na etapie rozmowy, to może moglibyśmy trochę razem posiedzieć. Naprawdę czuję się wtedy dużo lepiej. Wracają mi siły - wyznałam.
Zrobiło mi się gorąco i nie miałam odwagi spojrzeć na jego twarz. Wiedziałam, że był kilka kroków dalej, ale mimo wszystko dalej był moim Alfą.
Dalej mnie pociągał.
Dalej odczuwałam to samo pragnienie.
- Nie widzę problemu - odpowiedział pozytywnie ku mojemu zdziwieniu.
- Serio? - Wytrzeszczyłam oczy, a on się uśmiechnął.
Ledwo uniósł kącik ust, ale to zaliczało się jako uśmiech.
- Chyba tak.
Odetchnęłam z ulgą i zajęłam łóżko Liama, a chłopak swoje. Zauważyłam jak zacisnął pięści, co wprawiło mnie w zakłopotanie.
- Jeśli moja obecność sprawia, ze czujesz się źle, to nie zamierzam tu dłużej być - powiedziałam cicho.
Podniosłam się z zamiarem powrotu do siebie.
- Poczekaj. - Pokręcił głową, a ja usiadłam. - To nie ty.
- A co?
- Walczę sam ze sobą - wyjaśnił. - Jedna strona chcę ciebie, ale ta druga strona każe mi cię nienawidzić. Obie są silne.
Zachłysnęłam się powietrzem, słysząc drugą część.
NIENAWIDZIĆ.
- Nie myśl tyle - poprosił.
- Ale, Niall...
- Nie ma żadnego "ale". - Wzruszył ramionami. - Dam sobie radę. Zawsze daję.
Patrzyliśmy na siebie przez dłuższą chwilę. Tak po prostu. Nikt nie miał potrzeby, żeby się odezwać.
- Tak bardzo pragnę cię dotknąć - wyznałam szeptem, robiąc z siebie idiotkę.
Blondyn skamieniał, a ja zaczęłam się bać, ze był w stanie wywalić mnie z pokoju. Chyba przesadziłam.
- Nie mów tak.
- Mam kłamać? - Uniosłam brew.
- Nie pomagasz.
- Też cierpię.
- Wiem.
- Jak mogę ci pomóc? - Popatrzyłam mu w oczy.
- Nie możesz - podniósł głos widocznie zezłoszczony, na co się wzdrygnęłam. - Lepiej będzie jak już wyjdziesz.
Wiedziałam, ze to nastąpi. Nieświadomie czekałam na te słowa. Skinęłam głowa i posłusznie ruszyłam ku drzwiom. Niall mnie odprowadził i poczekał aż przekroczę próg. Zrobiłam to, ale zanim zdążył zamknąć się w pokoju pociągnęłam go za łokieć i odwróciłam w moją stronę.
- Potrzebuję cię - powiedziałam, patrząc w jego zszokowane i przerażone oczy, co było związane z zetknięciem się naszej skóry.
Poczułam ból w palcach, więc szybko zabrałam rękę i oddaliłam się w głąb korytarza. To coś emanowało z niego, raniąc mnie. Wyszarpnął rękę z mojego chwytu i zatrzasnął drzwi. Zacisnęłam zęby i dzielnie wróciłam do siebie.

Widocznie tak już musiało być.

4 komentarze:

  1. Matko, ja się chyba popłacze... Nie mam słów do tego co się teraz dzieje... Nie mogę się doczekać kokejnego rozdziału!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. O matko... Jak to czytałam to myślałam że zaraz wybuchnę z tych wszystkich emocji!! Takiego cudownego rozdziału jeszcze nie czytałam!! I zgodzę się z tobą - Jesteś NAJLEPSZA. Czekam niecierpliwie na następny<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejuuu...To było takie...WOW!!! Ty to umiesz napisać rozdział<3 Czekam na nexta!

    OdpowiedzUsuń
  4. Niedawno trafiłam na to opowiadanie i muszę przyznać szok *_* szacuneczek, bo naprawdę masz talent! Nie lubię tematów że wilkołaki, wampiry itp., ale to jest mega i nie sądziłam że tak mnie wciągnie. Nie wiem jak ja wytrzymam do kolejnego rozdziału. Piszesz poważnie świetnie, świetny pomysł na opowiadanie, świetne przekazanie emocji, wszystko świetne :D poważnie. Aż mi szkoda teraz obydwojga jak to czytam, ale ja właśnie bardzo lubię jak tak kurewsko mocno się tęskni :D ale mimo wszystko mam nadzieję że niedługo już będą mogli być razem <3 super rozdział ;) czekam z niecierpliwością na kolejny.
    Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń