wtorek, 28 czerwca 2016

38.

Dodajecie takie SUPER(!) komentarze i sprawiacie, że robię się miękka, a wtedy dodaje kolejny rozdział ehh...
Co ja się z Wami mam? 

_____________________________________________



7 LISTOPADA 2017r.
*Destiny*

Wstałam wyjątkowo wyspana i w ciągu trzydziestu minut byłam gotowa na wykłady. Cindy nie było w pokoju, więc założyłam, że umówiła się na śniadanie z Liamem. Nie byłam o to zła. Ustaliłyśmy pewne rzeczy, dzięki czemu nie wynikały między nami niepotrzebne kłótnie.
To było bardzo wygodne.
Kończyłam tuszować rzęsy, kiedy usłyszałam pukanie. Nikogo się nie spodziewałam, ani z nikim się nie umawiałam. Spokojnie dokończyłam robotę i niespiesznie podeszłam do drzwi. Gdybym tylko mogła sfotografować swoją minę...
- Niall? - zdziwiłam się, widząc blond czuprynę.
- Hej - przywitał się trochę nieswojo.
Trzymał dłonie w kieszeniach i wydawał się być skrępowany. Pewnie nie bardziej niż ja.
- Wejdź - rzuciłam, cofając się, żeby zebrać potrzebne rzeczy.
- Nie przeszkodziłem?
- Nie, właśnie wychodziłam. - Pokręciłam głową, pochylając się nad łóżkiem.
Pościeliłam łóżko, wyprostowałam się i położyłam dłonie na biodrach dumna ze swojej pracy. Wszystko musiało leżeć idealnie. Odwróciłam się powoli, żeby stanąć twarzą w twarz z blondynem. Stał kilka kroków ode mnie, a ja starałam się nie gapić na niego zbyt intensywnie.
- Coś się zmieniło - odezwał się cicho.
Wpatrywał mi się w oczy, a ja nie widziałam w nich bólu. Mogłam się już cieszyć?
- A dokładniej? - poprosiłam o wyjaśnienie lekko zdezorientowana.
- Pamiętasz, jak ostatnio gwałtownie złapałaś mnie za rękę? - zapytał, a ja skinęłam głową. - Na początku zabolało.
- Tak, mnie też - przyznałam, krzywiąc się na wspomnienie.
- Potem poczułem jakby wewnętrzny wstrząs, upadłem na kolana, zaciskając powieki. Myślałem, że rozniosę w pył cały pokój, ale wtedy nagle ból zniknął, czego kompletnie się nie spodziewałem - kontynuował. - Chciałem ci powiedzieć o tym od razu, ale byłaś za bardzo wkurzona.
Momentalnie skoczyło mi ciśnienie.
- Ty byś nie był? - Zmrużyłam oczy i skrzyżowałam ręce na piersi.
Niall wzruszył ramionami, jakby chciał podać mi do wiadomości, że nie był w stanie mi odpowiedzieć.
- Dlatego przyszedłeś teraz, prawda? - wywnioskowałam wspaniałomyślnie, przerywając ciszę.
Brawo, Destiny! Gdyby nie ty, nikt by na to nie wpadł.
- Dokładnie tak. - Skinął głową. - Mam jeszcze propozycję.
Chyba zaczynałam się ekscytować.
- Jaką? - Uniosłam brew, wyczuwając podstęp.
Sprawdziłam tempo jego serca, ale nic nie zdradzało stresu ani obawy.
- Chodź ze mną - zaproponował poważnie.
Wolałam kiedy żartował i mówił niegrzeczne rzeczy.
- Gdzie?
- Czyli jesteś chętna?
Koniec powagi, wykrakałam. Co się z nim stało w ciągu nocy? Miał rozdwojenie jaźni? Bo teraz był taki... Bardziej śmiały?
- Czyżby wrócił mój Niall? - droczyłam się.
Nie odpowiedział, a ja dopiero wtedy zrozumiałam, co go powstrzymało. Nazwałam go MOIM Niallem.
Cholercia.
- Wybacz - odchrząknęłam, czując się bardzo niezręcznie. - To nie miało być... No wiesz.
- W porządku. - Skinął głową.
Uśmiechnęłam się kwaśno, mając świadomość twarzy buraka. Niestety nie miałam jak się ukryć, bo i tak by wyczuł mój wstyd.
- Byłem twój? - zapytał po chwili ściszonym głosem.
- Raczej nadal jesteś - wyszeptałam drżącym głosem.
Chłopak cicho warknął i w ułamku sekundy znalazł się tuż przy mnie, zachowując delikatny dystans. Gdybym chciała, mogłabym wyciągnąć rękę i dotknąć jego policzka. Zamiast tego zagryzłam wargę, wpatrując się w jego spięte oblicze. Bolało go przebywanie przy mnie.
- Niesamowite - westchnął jakby z częściową ulgą.
Dekoncentrowała mnie jego twarz w tak małej odległości od mojej. Pragnęłam poczuć jego usta na swoich, ale miałam bolesną świadomość, że nie mogłam tego zrobić.
- Co? - wydusiłam wyrwana z transu i odchrząknęłam.
- Ból jest... Jakby mniejszy.
- Może już się do niego przyzwyczaiłeś? - Zmarszczyłam czoło, pilnując normalnego oddechu.
W tym momencie to było nie lada wyzwanie.
- Nie wydaje mi się. Do tego nikt nie mógłby się przyzwyczaić. - mruknął, kręcąc głową.
- To dobrze, że jest mniejszy, racja?
Pochylił się delikatnie w moim kierunku, a ja zamarłam.
Nienienienienienie!
- Genialnie - wyszeptał, skanując moją twarz świecącym, ale dalej żółtym wzrokiem.
Te słowa sprawił, że zadrżałam. Odchrząknęłam, starając się opanować wymykający się spod mojej kontroli organizm.
- Niall nie jestem pewna czy powinieneś...
- Shhh - uciszył mnie.
Co, do cholerki, się z nim stało?! Przełknęłam ślinę i oblizałam usta. Palec blondyna zbliżył się do moich warg, ale ich nie dotknął, a mimo to moje serce zrobiło fikołka.
- Chciałbym cię pocałować - rzucił boleśnie.
Teraz to dostałam zawału. No, serio.
- Nie rób tego - mruknęłam kompletnie oderwana od rzeczywistości.
Nie chciałam, żeby to zrobił, bo nie potrafiłabym się opanować, gdyby coś poszło nie tak. Poza tym, nie chciałam, żeby cierpiał. Wolałam odstawić swoje pragnienia na później.
- Nawet jeśli byś pozwoliła i tak bym tego nie zrobił. - Wyprostował się i zrobił krok w tył.
Auć?
- Chodź ze mną - poprosił.
Skinęłam głową na znak zgody. Odrzuciłam książki, które trzymałam i podążyłam za chłopakiem w dobrze znanym mi kierunku.
- Co robimy w twoim pokoju? - zapytałam, jak tylko zamknął za sobą drzwi.
Na klucz. Zamknął je na cholerny klucz!
Prawie umarłam z podekscytowania, ale dzielnie się kryłam.
- Niall, co ty wymyśliłeś?
Nie uzyskałam odpowiedzi. W zamian tego chłopak zaczął iść w moim kierunku, a ja instynktownie się cofałam. Po chwili poczułam na plecach zimną powierzchnię ściany, co oznaczało koniec ucieczki. Niall zostawił między nami krok odległości.
- Już postanowiłem. Będziemy pokonywać bariery - wyjaśnił poważnie.
- To nie jest dobry pomysł. - Pokręciłam głową pełna obaw.
Nie chciałam go skrzywdzić. Nie przeżyłabym kolejnego oddalenia od niego.
- Nie? - droczył się.
- Nie.
- Dlaczego? - Przechylił głowę.
- Będziesz cierpiał. Nie chcę tego - odparłam stanowczo.
- Martwisz się o to? - Zmarszczył czoło. - Przecież mnie pragniesz. Czuję to na kilometr.
- Tylko dlatego chcesz, żeby cię bolało? Bo ja cię pragnę? - Skrzyżowałam ramiona na piersi, przyjmując bojową postawę.
Niall odsunął się na większą odległość i przeczesał włosy palcami.
- Może to jedyny sposób, żeby sto przerwać? - zasugerował, patrząc w bok.
- Nie będziesz ryzykował.
Przeniósł na mnie groźne spojrzenie i zacisnął pięści.
- A ty nie będziesz mi rozkazywała - warknął.
- Widzisz? Nawet nie potrafisz kontrolować swoich emocji - prychnęłam.
Nie odpowiedział, a ja odepchnęłam się od ściany i podeszłam do drzwi. Przez chwilę mocowałam się z kluczem.
- Spieszę się na wykłady - rzuciłam przez ramię i wyszłam.

***

8 LISTOPADA 2017r.
*Desitny*

Od sytuacji z wczoraj nie wydarzyło się nic specjalnego. Ja i Niall cały dzień obdarowywaliśmy się obojętnymi spojrzeniami. Mimo tego, czułam przyciąganie, któremu silnie się opierałam. Czułam się lepiej, wiedząc, ze żył i miał się całkiem dobrze. Starałam się nie myśleć o tym, że mnie nienawidził, co było całkiem pomocne w próbie przetrwania najgorszego.
- Twój tata kazał, żebyś stawiła się w gabinecie dyrektorki - powiedziała Cindy, kiedy wychodziłyśmy ze stołówki po obiedzie.
- To on jeszcze nie wrócił do domu? - zdziwiłam się.
- Mnie nie pytaj. - Wzruszyła ramionami i zrobiła głupią minę.
Szturchnęłam ją łokciem i pomachałam na odchodne. Dwie minuty później stanęłam przed gabinetem dyrekcji.
- Raz się żyje - westchnęłam i nacisnęłam klamkę, wchodząc.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy na miejscu, na którym zawsze siadałam zobaczyłam rodzoną matkę.
- Mamo! - ucieszyłam się, a ona gwałtownie wstała i od razu zgarnęła mnie w ramiona.
- Córeczko - westchnęła z ulgą i pogładziła mnie po głowie.
Przytulałyśmy się przez dłuższą chwilę, nie zwracając uwagi na rozczulone spojrzenia taty i dyrektorki. Na szczęście nie było nikogo z Rady. No oprócz mojego ojca, ale to nieważne.
- Co ty tu robisz? - zapytałam, jak tylko się od siebie oderwałyśmy.
Mama złapała mnie za dłoń, a ja wiedziałam, że nie miała zamiaru jej puścić. Stęskniła się tak samo, jak ja.
- Musiałam sprawdzić, co dzieje się z moją księżniczką - powiedziała, posyłając mi szeroki uśmiech. - A Michael kazał cię pozdrowić.
- Radzę sobie - zachichotałam. - Jak zwykle kochany braciszek. - Zrobiłam śmieszną minę.
Zaśmiała się i pogładziła moje włosy.
- Dzielna jesteś, wiesz?
- Wiem, mamo.
- Oby tak dalej. - Położyła mi dłoń na ramieniu i popatrzyła mi prosto w oczy. - Wierzę, że wam się uda.
Wzruszenie odebrało mi mowę i ścisnęło serce.
- Zostawimy was same - odezwał się tata i razem z kobietą opuścili pomieszczenie.
- Tak się cieszę, że udało ci się przyjechać. - Nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Twój ojciec nie dawał mi spokoju - westchnęła przesadnie.
Zajęłyśmy krzesła pod ścianą i pogrążyłyśmy się w rozmowie. Opowiedziałam jej wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Również z zachowaniem Nialla z poprzedniego dnia. Nie obyło się bez rumieńców przy kwestii z pocałunkiem.
- Myślę, że chłopak idzie w dobrym kierunku - przyznała kobieta w zamyśleniu.
- Naprawdę? - Uniosłam brwi.
- Kochasz go, prawda? - zapytała nagle, a ja przestałam oddychać.
To wciąż była dla mnie kwestią, o której nie chciałam rozmawiać. Zwyczajnie się wstydziłam.
- Mamo - jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
- Córeczko - skarciła mnie i cmoknęła z niesmakiem.
Wywróciłam oczami póki nie mogła tego zobaczyć i ponownie na nią spojrzałam, co było bardzo trudne.
- Mi możesz powiedzieć.
- Wiem, tylko... - zawahałam się. - To nie jest takie proste do wyjaśnienia.
- Nie potrafisz określić swoich uczuć względem niego?
- Jest dla mnie ważny, to na pewno - przyznałam.
- Ale? - Przyjrzała mi się uważnie.
- Kiedy został porwany bardzo cierpiałam. Ból był nie do zniesienia. Naprawdę. - Skrzywiłam się. - W tym czasie zrozumiałam, że stał się dla mnie kimś, za kogo mogłabym oddać życie. Raz powiedziałam samej sobie, że się zakochałam, ale to nie wyraziło tego, co do niego czuję. Nie sprawiło, ze byłam pewna.
- Czyli to coś więcej niż miłość.
- To możliwe?
- Tak, skarbie.
- Ale co to jest? Jak to nazwać? - westchnęłam ciężko.
Byłam zmęczona ciągłym szukaniem odpowiedzi i wskazówek, dotyczących mnie i moich uczuć.
- Nie mam pojęcia, bo nigdy się z tym nie spotkałam - odparła szczerze.
- Co jeśli Niall tak tego nie odbiera? Co jeśli on kieruje się tylko pragnieniem? - Dopadły mnie wątpliwości.
- Zgodził się, żeby zidentyfikować waszą więź?
- No, tak. - Skinęłam powoli głową
- Przecież jesteś w stanie wyczuć jego intencje, Destiny.
- Wiem mamo, ale...
- Posłuchaj pewnej historii - przerwała mi. - Mama opowiadała mi o pewnej parze, którą łączyło silne pragnienie. Ich więź była bardzo podobna do twojej i Nialla. Na początku nic nie wskazywało na jakieś specjalne relacje. Zaakceptowali się i tak żyli przez kilka miesięcy. Z czasem pragnienie zaczęło domagać się czegoś więcej. Większego poświęcenia i zaangażowania uczuć. W tamtych czasach nie było możliwości, żeby wystarczająco nauczyć się, jak nad sobą panować. Po kilku nieudanych próbach, każdy członek Rady wróżył tej parze niepowodzenie. Oczywiście, mieli wzloty i upadki, jak każdy. Jednak było między nimi coś, co trzymało ich przy zdrowych zmysłach. Kiedy chłopak cięzko przechodził pełnie i tracił nad sobą kontrolę, dziewczyna zawsze przy nim była. Czuwała nad jego dobrem. Często krzywdził ją słowami, których wówczas nie kontrolował. Mimo tego była wytrwała i nie poddawała się. Mogłoby się wydawać, że chłopak nie czuł aż takiego przywiązania jak ona. Pewnego dnia ktoś zawiadomił go o poważnym uszkodzeniu zdrowia dziewczyny. Bez zwlekania udał się na miejsce, w którym się nią opiekowano. Leżała w śpiączce. On z każdym dniem opadał z sił. Wiedział, że długo nie pociągnie, jeśli ona się nie wybudzi. Tęsknota sprawiła, że zamknął się w sobie i nie odstępował jej łóżka na krok. Pewnego dnia otworzyła oczy, a on zrozumiał jak ważna była dla niego ta krucha istota i że za wszelką cenę musiał ją chronić.
- Kochali się? - wyrwałam się z pytaniem.
- Za każdym razem, gdy ktoś pytał ich czy się kochają, zaprzeczali. Dla obojga słowo "miłość" było niewystarczające.
- Nie rozumiem - jęknęłam.
- Jesteś istotą nadprzyrodzoną, Destiny. Nic, co dla człowieka jest oczywiste, nie będzie oczywiste dla ciebie. W przypadku dopasowania to nie jest miłość. Tego nie można nazwać zakochaniem. To za mało.
- Jak się potoczyły losy tej dwójki? - zapytałam podekscytowana, chcąc znać zakończenie.
- Tragicznie. - Mama posmutniała. - Wrogowie porwali chłopaka. Za jakiś czas ktoś porwał również dziewczynę. Oboje cierpieli tortury i przesłuchania. Znali bardzo dużo szczegółów związanych z działaniem Rady, a na tym zależało oprawcom. Nie dawano im spokoju. Jednego dnia wyprowadzono ich na duży plac i postawiono na przeciwko siebie. Powiedziano im, że jeśli któreś nie zacznie mówić, to zabiją to drugie na ich oczach. Jak się pewnie domyślasz, żadne nie uległo. Patrząc sobie w oczy, wiedzieli, ze porywacze już nigdy nie pozwolą im być razem, nawet jeśli dowiedzą się tego, co pragnęli wiedzieć. Dlatego też wyrwali się z rąk tych, którzy ich przytrzymywali. Nim oprawcy zdążyli ich rozdzielić, złączyli usta w mocnym pocałunku i wzajemnie wbili sobie pazury w serca.
Zamarłam i zakryłam usta dłonią. Byłam w szoku.
- Woleli razem umrzeć niż żyć osobno - mama zakończyła i przygarnęła mnie do uścisku. - Teraz rozumiesz, jak silne jest uczucie, które was łączy?
- To bardzo niedobrze - wystraszyłam się.
Mama zaśmiała się i odsunęła mnie tak, ze widziała moją twarz.
- To nie znaczy, ze wy też tak skończycie. - Pokręciłam litościwie głową. - Chodziło mi o unaocznienie ci tego, jak silna jest więź między wami. To z nią związany jest ból z rozdzieleniem i pragnienie, kiedy jesteście razem. Własnie na tym, to wszystko polega.
- Każdy tak ma?
- Każda dopasowana para odczuwa pewne przyciąganie, ale nie jest ono tak silne. Potrafią bez siebie funkcjonować i żyć w związkach z innymi osobami. Ty i Niall otrzymaliście coś wyjątkowego. Coś, co jest zarówno darem, jak i przekleństwem.
- O mój Boże - wymamrotałam. - To za dużo, jak na mój mózg.
Chwilę później obie zaniosłyśmy się śmiechem, który ciężko nam było opanować. Może nie był to odpowiedni moment, ale trzeba było jakoś rozładować napięcie.

Musiałam to wszystko na spokojnie i w samotności przetrawić, żeby logicznie coś wymyślić.

____________________________________________

Zarządzam PRZERWĘ W ROZDZIAŁACH!

Kolejny dodam dopiero w piątek (30.06.16r.) na dniu (postaram się w godzinach porannych).

Czekajcie z niecierpliwością, bo będzie ZAJEBISTY!

3 komentarze:

  1. Czyżby pierwsza? :D długo nie musiałam czekać, ponieważ przed chwilą dodałam komentarz do poprzedniego xd, cieszę się że zaczyna się powolutku układać :) mam nadzieję że będzie dobrze ;) życzę weny, ale chyba zawsze masz :D i czekam na rozdział, mam nadzieję że jednak będzie wcześniej niż 30 xd
    Pozdrawiam cieplutko <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Myślałam że nie można się zakochać w opowiadaniu... Ale się myliłam!!! Nigdy ale to nigdy nie skakałam z radości po zobaczeniu że jest nowy rozdział!! Ale od jakiegoś czasu to mi sie zdaża bardzo często!!! Rozdział zasługuje na Oskara moim zdaniem<3 A jeżeli ty mówisz że następny będzie zajebisty...To kazda minuta oczekiwania będzie torturą<3 Pozdrawiam i czekam z wytęsknieniem na następny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale super rozdział! Cudownie się czyta<3 Już czekam na następny i każdy twój rozdział jest zajebisty! Życze weny <3

    OdpowiedzUsuń