czwartek, 28 lipca 2016

47.

JESTEEEEEM!!!!!
______________________________________________




*Destiny*

Nie udało mu się.
Nie uległam.
Pchnęłam jego ramię z całej siły. Uniósł brwi zdziwiony moją determinacją i uśmiechnął się jednym kącikiem ust.
- Odsuń się - powiedziałam opanowanym głosem.
- Zmuś mnie.
Przyjęłam wyzwanie.
- Z miłą chęcią.
Zirytowana warknęłam pod nosem i z największą mocą moich mięśni trąciłam jego ramię. Udało mi się zrobić to na tyle skutecznie, że się zachwiał. Zadowolona uniosłam dumnie głowę i pomaszerowałam przed siebie. Na własne nieszczęście wyczułam, że szedł kilka kroków za mną. Bez słowa stanęłam przed pokojem dla gości i otworzyłam drzwi.
- Tutaj będziecie spać przez cały pobyt - powiedziałam obojętnie.
Niall nawet nie zajrzał do środka. Nie spuścił wzroku z mojej twarzy, więc odwróciłam się na pięcie, chcąc zniknąć w znajomych czterech ścianach. Złapałam za klamkę i spojrzałam przez ramię.
- Nie zaprosisz mnie? - Uniósł jedną brew zaczepnie.
Wywróciłam oczami i w milczeniu zajęliśmy mój pokój. Stanęłam przy oknie, opierając tyłek o parapet, a Horan zajął brzeg łóżka.
- Co słychać? - zapytał i rozejrzał się dookoła. - Ładny pokój.
- Serio? - prychnęłam.
Posłał mi pytające i odrobinę zaskoczone spojrzenie, więc westchnęłam ze zniecierpliwieniem.
- Będziesz się zachowywał, jakby nic się nie stało? - odparłam.
Nie mogłam powstrzymać złości, którą emanowałam. Była tam też tęsknota i pragnienie, ale zdecydowałam się to zignorować.
- Pora odpuścić. - Wzruszył ramionami.
Zaczęłam śmiać się, jak opętana. Jak on mógł mówić takie rzeczy?
- Padło ci na mózg? - wydusiłam między spazmami śmiechu.
- Destiny... - westchnął i pokręcił głową. - Zachowujmy się, jak dorośli.
Oparł łokcie na kolanach i wlepił we mnie całkowicie poważne spojrzenie.
- Chyba sobie żartujesz - zironizowałam. - Zachowałeś się, jak ostatni dupek, a teraz oczekujesz, że zaspokoję twoje pragnienie, bo pstrykniesz palcami?
- Przecież cierpisz.
- Nie wykorzystuj tego przeciwko mnie! - oburzyłam się. - To nie twoja sprawa.
- Ciszej - rzucił, krzywiąc się.
Popatrzyłam na drzwi, jakby ktoś miał za chwilę wejść.
- Nie uciszaj mnie - wymamrotałam.
- I oczywiście, że to moja sprawa.
- Jakoś kilka dni temu wcale cię nie obchodziły moje odczucia. Malia przesłoniła ci cały świat. - Gotowałam się z gniewu i bezradności.
Pragnęłam, żeby jak najszybciej opuścił to pomieszczenie i dał mi spokój. Nie miałam siły na ciągłe kłótnie.
- Daj temu płynąć. I tak długo nie wytrzymasz - stwierdził pewny siebie.
- Nie, Niall. - Pokręciłam głową. - Tym razem mocno przesadziłeś. Nie miałeś prawa traktować mnie lepiej, a potem nagle odrzucić i kompletnie się odciąć. Wybrałeś ją, więc nie oczekuj, że ja wybiorę ciebie.
Zamilkł i spuścił wzrok na podłogę. Wyczułam, że bił się z własnymi myślami. Ogólnie nagle zmarkotniał, a jego serce podwoiło pracę.
- Nie wytrzymam zbyt długo - przyznał cicho.
Zmarszczyłam czoło zdezorientowana jego zmianami nastroju i przestąpiłam z nogi na nogę. Przez chwilę byłam skłonna odpuścić i zapomnieć.
- Z każdym dniem jest coraz gorzej, nie wspominając już o zbliżającej się pełni - dodał.
Zdusiłam w samym zarodku chęć przytulenia go i podarowania ulgi nam obojgu. Musiałam być twarda, a on wreszcie musiał dostać nauczkę.
- Wyjdź - odparłam chłodno, będąc suką.
Przeniósł na mnie zdziwione oczy i zamarł.
- Co?
- Słyszałeś.
- Ale...
- Wyjdź - powtórzyłam.
- Nie wytrzymasz tego. Nie dasz rady - warknął.
Momentalnie jego ciało spięło się i wyprostowało w bojowej postawie. Tracił samokontrolę, ale potrafiłam się go bać.
- Widocznie nie znasz moich możliwości - odpowiedziałam spokojnie.
Nie musiał mieć świadomości, że odczuwany przeze mnie ból był coraz gorszy. Bałam się, że to uczucie mogło złamać mnie w każdej chwili. Traciłam kontrolę nad własnym organizmem, który lgnął do Alfy. Zdecydowanym krokiem podeszłam do drzwi i otworzyłam je na całą szerokość. Popatrzyłam wyczekująco na chłopaka, aż w końcu podniósł się i powoli do mnie podszedł.
- Destiny...
- Nigdy nie jest za późno, żeby dowiedzieć się, czego tak naprawdę chcesz - wyszeptałam, unikając jego oczu.
Wyszedł, a ja zamknęłam drzwi z galopującym sercem. Niall wywoływał we mnie mnóstwo sprzecznych emocji. Pragnęłam go w najbardziej desperacki sposób i pozwoliłam to sobie okazać poprzez jedną łzę, która spłynęła po moim policzku.

***

- Nie zrobię tego, mamo - odparłam oburzona.
- Kochanie - zaczęła. - Wiem, co aktualnie przechodzicie, ale to nie zmienia faktu, że nie możecie kręcić nam się pod nogami.
- Dlaczego się nade mną znęcasz? - jęknęłam na granicy płaczu.
- Przesadzasz. - Pogłaskała mnie po głowie.
Zacisnęłam pięści, rażąc kobietę spojrzeniem.
- Proszę cię, mamo - wyszeptałam.
- To ja cię proszę. - Pokręciła głową. - Jesteś silna i dasz sobie radę. Wiem, że potrafisz to zrobić.
Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale nie zdążyłam.
- Zrób to dla mnie - dodała i pocałowała mnie w policzek.
Opuściła kuchnię, a ja oparłam się rękoma na blacie. Zamknęłam oczy i powoli policzyłam do dziesięciu.
- Dlaczego jesteś taka spięta? - Usłyszałam za sobą.
Powoli się odwróciłam i napotkałam męską sylwetkę.
- Cześć, Mike - mruknęłam smętnie.
- Pokłóciłaś się z mamą? - Zmarszczył czoło, uważnie lutrując mnie wzrokiem.
- Nie.
- Więc?
Przetarłam twarz dłonią i popatrzyłam mu oczy. Nie musiałam nic mówić.
- To on, prawda?
Skinęłam głową prawie niedostrzegalnie.
- Jesteśmy...
- Dopasowani - dokończył za mnie. - Tak, wiem.
- Skąd? - Uniosłam brwi.
- Tata konsultował się ze mną przy kilku sprawach i mówił mi o was na bieżąco - wyjaśnił  i zajął miejsce przy stole.
- Dlaczego miałby zwracać się z tym właśnie do ciebie?
- Bo sam doświadczyłem tego, co wy przechodzicie teraz.
Szczęka opadła mi do podłogi, kiedy dotarły do mnie jego słowa. Dlaczego nikt mi o tym nie powiedział?
- Co takiego? - zdziwiłam się.
- Moje dopasowanie nie jest aż tak silne, jak wasze, ale silniejsze niż to klasyczne.
Mówił o tym tak swobodnie...
- Czy ty masz dziewczynę? Udało wam się? Jaka jest? - Zmrużyłam na niego oczy, oczekując szczegółów.
Brat wstał i bez słowa przyciągnął mnie do siebie. Objęłam go niepewnie, bo mnie zdezorientował.
- Dacie radę - powiedział ciszej, unikając odpowiedzi. - Skoro jest źle, to kiedyś musi być dobrze. W końcu nosisz nazwisko Smith.
Zamknęłam oczy, mocniej wtulając nos w jego klatkę.
- Wiesz, Michael... - zaczęłam i zadarłam głowę, żeby mieć widok na jego twarz.
- Podziękujesz mi później - przerwał i mrugnął zaczepnie. - Muszę spadać.
Z cichym westchnięciem zrobiłam krok w tył i patrzyłam, jak mnie opuszcza. Nie mogłam uwierzyć, że dzieliło nas pięć lat różnicy. Czasami wydawał się taki dziecinny, ale innym razem potrafił powiedzieć coś tak mądrego, że mnie zatykało.

***

Kilka głębokich oddechów i byłam gotowa stawić mu czoła. Tuż po obiedzie Niall zamknął się w pokoju, a mama ponagliła mnie morderczym spojrzeniem, więc oto stałam tu, gdzie nie chciałam być. Zapukałam i nie czekając na odpowiedź zajrzałam do środka. Blondyn siedział na łóżku i przeglądał telefon. Gdzieś w podświadomości miałam nadzieję zobaczyć jego goły tors, ale widocznie to nie był ten moment.
- Niall - rzuciłam i odchrząknęłam. - Mama kazała mi wziąć cię na spacer.
Nie mogłam jej przetłumaczyć, że widział okolicę milion razy podczas pobytu u nas w wakacje. Uparła się, że powinien zobaczyć "piękny, zimowy krajobraz miasta".
- Hm? - mruknął, nie zaszczycając mnie spojrzeniem.
- Idziesz?
Skończył przewijać coś na ekranie komórki, odłożył ją na stolik i przeniósł znudzony wzrok na moją twarz.
- Co się stało, że chcesz spędzić ze mną czas? - zapytał, nie szczędząc sarkazmu.
Och, to teraz on był tym obrażonym?Bardzo dorosłe zachowanie, jak na dwadzieścia dwa lata.
- Zostałam zmuszona. - Posłałam mu fałszywie słodki uśmieszek.
Przez dłuższą chwilę przewiercał mnie zaciekawionym spojrzeniem, więc odpuściłam. Mi nie zależało, a przynajmniej tak sobie wmawiałam.
- Nie, to nie - bąknęłam i zaczęłam się wycofywać.
- Zaczekaj.
Wiedziałam, że się zdecyduje. Czułam to i praktycznie byłam pewna. Miałam wrażenie, jakbym znała go na wylot.
- Pospiesz się - rzuciłam i skierowałam się do wyjścia.
Szedł za mną, jak posłuszny piesek.
- Desti, kochanie! - zawołała mama, a ja zatrzymałam się gwałtownie i wykrzywiłam twarz w bólu.
Użyła zdrobnienia, którego nienawidziłam. Przypominało mi też moją zmarłą, ukochaną babcię. Tylko ona mogła mnie tak nazywać
- Mamo! - jęknęłam głośno.
Niall prychnął pod nosem, a ja obdarzyłam go morderczym spojrzeniem i zajrzałam do salonu.
- Zrobiłaś to - syknęłam, mrużąc groźnie oczy.
Kobieta machnęła dłonią lekceważąco, a pani Ellen uśmiechnęła się pod nosem, obserwując naszą wymianę zdań.
- Czego potrzebujesz? - westchnęłam ciężko.
- Sprawdzałam, czy wykonałaś moją prośbę. - Uśmiechnęła się najsłodziej, jak umiała.
- Właśnie zamierzałam. - Wywróciłam oczami. - Ale po tym, jak mnie nazwałaś chyba się wycofam.
- Córeczko - zaśmiała się.
- Przecież wiesz, że nie chcę żeby ktokolwiek tak na mnie mówił - wymamrotałam obrażona.
Mama posłała mi całusa w powietrzu i pomachała, co jednoznacznie oznaczało koniec rozmowy. Wróciłam do czekającego blondyna i założyłam buty. Ubraliśmy się w cieplejsze rzeczy, bo zima nie miała litości. Akurat w dzień świąt panował okropny mróz, przy którym nawet wilcze ciepło ledwo dawało radę.
- Gdzie mnie zaprowadzisz? - zapytał, jak tylko wyszliśmy na zewnątrz.
Poprawiłam czapkę, naciągając ją bardziej na czoło. Od zawsze miewałam problemy z zatokami i okropnym katarem, jak tylko przestawałam być ostrożna.
- Przejdziemy się w dół ulicy, poudajesz, że zachwycasz się zimowym krajobrazem i wrócimy, żeby przygotować się do kolacji wigilijnej.
- Genialny plan. - Zrównał krok ze mną, więc szliśmy ramię w ramię. - Może jakieś ustronne miejsce?
Zignorowałam jego próby zdenerwowania mnie. Obrał to sobie na cel, a ja zamierzałam mu przeszkodzić. Cisza przedłużyła się do dziesięciu minut. Nie wytrzymałam.
- Dlaczego taki jesteś? - zapytała z pretensją, patrząc przed siebie.
W kieszeniach kurtki miałam schowane zaciśnięte pięści.
- Jaki? - odparł głupio.
- Dobrze wiesz, co mam na myśli - odparłam. - Jesteśmy dopasowani, więc nie udawaj, że przez caly ten czas nie czytasz mnie na wylot.
- Przynajmniej próbowałem udawać, żebyś nie czuła się głupio - zaśmiał się.
Pokręciłam głową, powstrzymując wybuch. Byłam na ulicy, w miejscu publicznym. Musiałam zachowywać się jak człowiek z mózgiem.
- Wariuję od tego wszystkiego - wyszeptałam i stanęłam.
Niall obejrzał się przez ramię, mierząc mnie zdziwionym wzrokiem.
- Idziemy?
- Nie, mam dość. Przeszła mi ochota na dalsze spacerowanie w twoim towarzystwie. - Odwróciłam się na pięcie z zamiarem powrotu do domu.
Zachowywałam się, jak rozwydrzona nastolatka, ale to było poza moją kontrolą. Panikowałam, kiedy był blisko mnie i wkurzanie się było moim jedynym ratunkiem. Inaczej zatraciłabym się w jego bliskości, bo cholernie jej potrzebowałam. Niestety byłam zbyt uparta, żeby mu wybaczyć. Niall przyciągał mnie do siebie nieznośnie mocno. Bałam się o najbliższą pełnię, która wypadała na jutrzejszą noc.
- Destiny! - zawołał, a chwilę później poczułam uścisk na łokciu.
Szarpnął mną tak, że stanęłam do niego przodem. Zamknęłam powieki, żeby dwie sekundy później spojrzeć mu prosto w oczy.
- Co znowu? - Uniosłam brwi.
Mogłam śmiało stwierdzić, że byłam znudzona. Powtarzaliśmy ten schemat ciągle i ciągle. Miłe chwile, przeszkoda, a potem konflikt. Nie byliśmy w stanie sami poradzić sobie z tak silnym dopasowaniem. Niestety nikt inny nie mógł ingerować, bo i tak nic by to nie dało.
- Po co to utrudniasz? - Zmarszczył czoło, jakby był zdezorientowany.
- Ja?
- Tak, ty.
- Chyba coś ci się pomyliło. - Wyrwałam rękę z jego uchwytu. - To ty popełniłeś błąd.
- Robisz się nudna - prychnął sarkastycznie.
Zamurowało mnie. Konkretnie nie wiedziałam, co powiedzieć.
- No co tak patrzysz? - Uniósł brwi, jakby rozbawiony. - Ciągle powtarzasz, że popełniłem błąd. Nie jestem głupi, zrozumiałem za pierwszym razem. Możemy pominąć dalsze sprzeczki i przejść do tego, czego oboje potrzebujemy?
Zaczęłam szybciej oddychać, czując jak moje ciało pragnęło jego dotyku. Stał zdecydowanie za blisko. Jedyne na co było mnie stać, to pokręcenie głową.
- Nie bądź taka, Desti - rzucił z uśmiechem cwaniaka.
To mnie otrzeźwiło.
- Nie masz prawa tak do mnie mówić - warknęłam, wbijając palec wskazujący w jego klatkę piersiową.
- Urocze. - Uśmiechnął się jak obłąkany.
- Wal się. - Wywróciłam oczami.
- Czuję, jak bardzo mnie chcesz.
Zdecydowałam się powiedzieć coś, co miało go zranić. Tak samo, jak mnie zraniło oglądanie go z nią.
- Tylko moje ciało cię pragnie - odparłam gorzko.
Zamilkł, a ja chciałam nacieszyć się zwycięstwem. Zacisnął szczękę i wbił we mnie spojrzenie, które emanowało czymś nie do odczytania. Nigdy nie patrzył na mnie w ten sposób.
- Przekonajmy się - wymamrotał pod nosem i złapał mnie za kark, przyciągając do siebie.
Nim zdążyłam zareagować, mocno połączył nasze usta. Chciałam się odepchnąć, uwolnić i jeszcze raz dać mu nauczkę.
Nie mogłam.
Ciało nie współpracowało z mózgiem, który wrzeszczał coś o racjonalnym zachowaniu. Przestałam ze sobą walczyć dopiero, kiedy Niall objął mnie drugą ręką w pasie i przyciągnął bliżej siebie. Zatopiłam się w uldze i błogości, jaką poczułam, dlatego bez wahania odwzajemniłam gest.
Chciałam go znienawidzić, bo był dupkiem. Chciałam, żeby przestał wprowadzać zamęt w moje życie i w moje uczucia.
Jednak z drugiej strony...

Ciężko jest nie zakochać się w kimś, kto widział wszystkie twoje oblicza i mimo to został,

ciężko jest nie zakochać się w kimś, kto rozumie cię jak nikt inny,

ciężko jest nie zakochać się w kimś, kto pokazał ci wyjątkowy sposób patrzenia na świat, 

ciężko jest nie zakochać się w kimś, kto pozwalał ci poczuć, że żyjesz,

niestety nic nie boli bardziej niż zawiedzenie się na osobie, o której myślałeś, że nigdy cię nie zrani.




poniedziałek, 25 lipca 2016

46.

No i mamy kolejny!
Musicie mocno trzymać kciuki, skoro tak szybko mi idzie to pisanie ;)

Jesteście najukochańsi na całym świecie!!!!!! xxx
________________________________________________




*Destiny*

Nim otworzyłam książkę, którą wybrałam z pierwszej lepszej półki, moja komórka oznajmiła, że ktoś dzwonił. Odebrałam od razu, ale odezwałam się dopiero, gdy wyszłam na korytarz. Nie potrzebowałam na koniec semestru ostrzegawczego spojrzenia od bibliotekarki.
- Słucham?
- Jesteśmy pod szkołą - oznajmił mi głos rodzicielki.
Wymamrotałam szybkie "okey" i pognałam na górę po bagaże, które czekały naszykowane. Nie sądziłam, że będę miała z nimi problem i właśnie się przeliczyłam. Ledwo wytargałam je z pokoju, nie mówiąc już o dojściu do schodów. Próbowałam uporać się z nimi w każdy możliwy sposób. Nie udało się.
- Pomóc ci? - Usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się gwałtownie, przez co zachwiałam się i przysiadłam na walizce. Dobrze, że nie stała bliżej schodów, bo spadłabym razem z nią.
- Poradzę sobie - rzuciłam rozdrażniona.
Odwróciłam się tyłem do Nialla i powoli zaczęłam znosić moje rzeczy. Znaczy w dalszym ciągu próbowałam to zrobić.
- Schowaj swoją dumę do kieszeni i daj mi tą walizkę - syknął.
Poczułam jego głos aż na kręgosłupie. Był zimny i obojętny. Całkiem, jak mój w ostatnim czasie.
Nic nie mówiąc, odsunęłam się na bok i pozwoliłam mu wziąć większy z moich bagaży. Sama chwyciłam torbę, na ramię zarzuciłam torebkę i czekałam, aż Niall się ruszy. Rzucił mi ostatnie spojrzenie, a potem bez problemu zaczął schodzić po schodach. Musiałam przyznać, że był silny. Jak widać okazał się również być pomocnym.
- Cześć, tato - rzuciłam zza sylwetki blondyna, a ojciec się wyprostował.
Podeszłam do niego, więc powitał mnie pocałunkiem w policzek. Odchrząknęłam i kątem oka spojrzałam na chłopaka, który odstawił walizkę obok mojej nogi.
- Dobry wieczór, panie Smith. - Wyciągnął rękę przed siebie.
- Cześć, Niall. - Tata odwzajemnił gest z lekkim uśmiechem. - Co słuchać?
- W porządku - odparł, a ja miałam ochotę prychnąć śmiechem.
W najmniejszym stopniu nie było w porządku! Nie miał prawa tego ukrywać!
- Możemy iść? - bąknęłam, przestępując z nogi na nogę.
Tata zignorował moja prośbę i zatopił się w rozmowie z Horanem. Wymienili kilka uwag na temat poszukiwań dyrektora oraz zbliżającej się pełni, a ja chłonęłam ich słowa jak gąbka. W pewnym momencie wyłączyłam słuch i widziałam jedynie poruszające się usta. Wlepiłam oczy w Nialla, studiując jego twarz. Był przystojny, nie mogłam temu zaprzeczyć. Coś sprawiało, że lgnęłam do niego jak mucha. Nie sądziłam, że moim typem mógłby kiedykolwiek być niegrzeczny chłopiec.
- Jedziesz z nami? - Głos ojca wyrwał mnie z zamyślenia.
Zauważyłam zaciśnięte pięści chłopaka, które szybko schował do kieszeni bluzy.
- Niall i jego mama dojadą w Wigilię - odparłam zanim zrobiłby to on.
- Rozumiem. - Tata skinął głową i wziął oba moje bagaże. - W takim razie, do zobaczenia.
- Do widzenia, panie Smith - rzucił Horan, śledząc wzrokiem oddalającą się sylwetkę mężczyzny.
- Pożegnaj się z przyjaciółmi i się pospiesz! - krzyknął przez ramię.
Wywróciłam oczami i przełknęłam ślinę. Nienaturalnie wyschło mi gardło. Niechętnie popatrzyłam na Nialla i wstrzymałam oddech. Wpatrywał się we mnie z przechyloną na bok głową. Zagryzłam wargę, żeby nie powiedzieć czegoś, czego mogłabym żałować.
- Tu jesteś, Des! - zawołała Cindy, wchodząc do budynku.
Pomachałam jej, tracąc z zasięgu wzroku blondyna. Uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust i odwróciłam głowę w poprzednie miejsce.
Zniknął.
Rozpłynął się w powietrzu.
Nie chciał się pożegnać, a ja nie nalegałam.
- Co tak stoisz? - zapytała i położyła mi dłoń na ramieniu.
- Czekałam na was - skłamałam.
- To dobrze, bo chcieliśmy się pożegnać.
Po kilku słowach zapewnień i upewnianiu, że wszystko było w porządku udało nam się połączyć we wspólnym uścisku. Zanim wyszłam przytuliłam jeszcze Liama, co było odrobinę niezręczne, ale wyczułam, że tak trzeba.
- Do zobaczenia - powiedziałam cicho.
- Tak, do później - odszeptał.
Odsunęłam się na krok i posłałam mu pocieszający uśmiech. Miałam nadzieję, że nasze stosunki mogłyby wrócić na poprzednią ścieżkę.
- Z tobą widzę się jeszcze przed Sylwestrem. -  Wycelowałam palcem w przyjaciółkę.
Cin posłała mi całusa w powietrzu i łapiąc swojego chłopaka za rękę, zniknęli za rogiem. Westchnęłam ciężko, kręcąc głową i wyszłam ze szkoły. Praktycznie wyszłabym z tego bez szwanku, ale komuś zachciało się wejść prosto na mnie.
- Uważaj! - krzyknęłam oburzona.
- Wybacz, panienko.
Ten rechot mógł należeć tylko do jednej osoby...
- William - jęknęłam, mrużąc na niego oczy.
- Gorszy dzień? - Skrzywił się, jakby to dotyczyło jego.
- Jak każdy ostatnio.
Bez słowa zgarnął mnie w swoje ramiona i mocno przytulił.
- Ten dupek w końcu przejrzy na oczy - zapewnił. - Wspomnisz moje słowa, jak tylko będziecie się macać i wymieniać ślinę.
Odepchnęłam go, a szczęka opadła mi do ziemi.
- Jesteś okropny! - pisnęłam.
Zaśmiał się i pokręcił głową.
- Ja tylko mówię prawdę.
- Jasne.
- Daj mi znać, jak będą przebiegały wasze święta. - Wystawił komórkę w moją stronę.
Wpisałam mu mój numer telefonu, a Will puścił mi sygnał. Nie wiem, jakim cudem, ale znaleźliśmy się w miejscu gdzie Will kibicował mi i Horanowi. Jakiś czas temu sam mnie pocałował i mówił dość jednoznaczne teksty, a teraz? Być może to przez fakt, że dopasowania nie dało się złamać, albo zwyczajnie zmądrzał.
Byłam słabym obiektem do podrywania.
- Wracasz do domu z rodzicami? - Zmieniłam temat na wygodniejszy.
- Coś ty - prychnął irionicznie. - Nie mają czasu na takie głupoty. Przysłali własnego kierowcę. - Wskazał na samochód stojący niedaleko nas.
- Zazdroszczę. - Położyłam dłoń na klatce piersiowej i przesadnie wytrzeszczyłam oczy.
Żartowałam sobie, bo dla  mnie nie liczyły się pieniądze. Potrzebowałam ich tyle, żeby godnie żyć. Nie musiałam mieć ich w nadmiarze. Nie to się w życiu liczyło.
- Ta - mruknął i podrapał się w kark. - Misiek na pożegnanie?
- Co? - Zmarszczyłam czoło podejrzliwie.
- Przytul mnie. - Wywrócił oczami, a ja wpadłam w jego rozłożone ramiona.
Zamknęłam oczy, delektując się miłym momentem. Prawdopodobnie miałam zobaczyć się z nim dopiero po przerwie świątecznej. Mimo wszystko trochę się zżyliśmy.
- Do zobaczenia kiedyś. - Odsunęłam się i założyłam włosy za ucho, żeby mi nie przeszkadzały.
Wyjątkowo dzisiaj ich nie upięłam ani nie zaplotłam. Dlatego też cały dzień męczyłam się z rozpuszczonymi.
- Do zobaczenia, Destiny - westchnął.
Zrobił smutną minę, a ja nie miałam serca go zostawić. Zebrałam w sobie wystarczająco siły i pomachałam mu, ostatecznie się oddalając. Wpakowałam cztery litery na tylne siedzenia rodzinnego auta i wygodnie rozłożyłam.
- Hej, mamo - przywitałam się.
Kobieta wyjrzała zza oparcia swojego fotela.
- Cześć, córeczko. - Uśmiechnęła się tak, jak tylko ona potrafiła.
- Do domu! - pisnęłam uradowana, a rodzice wybuchnęli śmiechem.
Zapięłam pas i ostatni raz wyjrzałam przez okno, żeby mentalnie pożegnać się z uniwersytetem. Niestety mój wzrok zablokował się na osobie, przy której serce podwajało swoją pracę. Wstrzymałam oddech, ale nie oderwałam oczu. Niall patrzył prosto na mnie, a nawet przez chwilę jego tęczówki się zajarzyły. Wyglądał, jakby miał do mnie podbiec, ale niespodziewanie szybko zniknął w środku jednego z samochodów, które szkoła podstawiała, żeby odwieźć uczniów, którzy mieli problem z dotarciem do domu.
Nie zdążyłam wyjechać poza teren szkoły, a już tęskniłam.

***

Szczęśliwa, że w końcu mogłam wykąpać się w domowej łazience, wróciłam do pokoju i założyłam piżamkę. Rodzice położyli się, jak tylko dojechaliśmy, a ja i Michael dokończyliśmy głupawą komedię i pożegnaliśmy się dopiero o północy. Ziewnęłam i z namaszczeniem zanurzyłam się pod świeżo wywietrzoną kołderką. Byłabym niespokojna, gdybym nie sprawdziła telefonu. Przejrzałam obowiązkowe portale, wiadomości i połączenia i wystawiłam rękę z zamiarem odłożenia go na szafkę nocną. Nim to zrobiłam zaczął dzwonić.
- Słucham? - odebrałam szybko, żeby nikogo nie obudzić.
- Hej. - Odpowiedział niewyraźny głos.
Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się na prawdopodobnym rozmówcą.
- Kto mówi? - zapytałam, nie mogąc wpaść na żaden racjonalny pomysł.
- Nie domyśliłaś się?
Ciężko było mi go zrozumieć przez dziwny sposób mówienia.
- Kim jesteś, żeby dzwonić do mnie o tej porze? Skąd masz mój numer?
- Twoja przyjaciółka była uparta, ale w końcuuległa mojemu urokowi osobistemu - wybełkotał.
Wtedy mnie olśniło.
- Niall - rzuciłam z lekkim niedowierzaniem.
- Bingo, mała.
Zagryzłam wargę na określenie, którym mnie obdarzył. Na pierwszej pozycji listy rzeczy do załatwienia zanotowałam uduszenie Cindy, żebym mogła potem spokojnie skupić się na uczuciu jakie wywoływał we mnie jego głos.
- Czego chcesz? - odparłam chłodno.
- Chciałem cię usłyszeć - zaśmiał się i czknął.
Pokręciłam głową i westchnęłam.
- Piłeś, prawda?
- Yep.
Momentalnie włączył mi się alarm.
- Gdzie jesteś? - Wyprostowałam się, jakbym miała za chwile zerwać się do biegu.
- W pokoju - rzucił i ziewnął.
- Po co piłeś skoro za chwilę i tak wytrzeźwiejesz?
- To napiję się ponownie - prychnął.
Niall mówił w śmieszny sposób, kiedy był pod wpływem alkoholu. Trochę jak małe dziecko, trochę jakby się jąkał.
- Czego chcesz, że dzwonisz o tej porze? - westchnęłam zmęczona.
Chciałam spać, a jemu zebrało się na nocne pogaduchy.
- Stęskniłem się  - przyznał ku mojemu zaskoczeniu.
Nie był trzeźwy, więc nie wierzyłam mu tak do końca. Mógł powiedzieć wszystko, co ślina przyniosła mu na język.
- Dobrze się czujesz? - Chciałam się upewnić.
Nie wzięłam tego do siebie, chociaż bardzo bym chciała, żeby to była prawda.
- Nie, ale niedługo będę czuł się wyśmienicie.
- Dlaczego? - Zmarszczyłam czoło w konsternacji.
- Bo będę blisko ciebie.
Połączenie nagle zostało przerwane, a ja nie byłam w stanie uporządkować rozbieganych myśli. Miałam zagwarantowaną noc bez zmrużenia oka, a to wszystko przez jednego idiotę, którego pokochałam w najbardziej beznadziejny sposób.

***

23 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Powietrze przeszyło ogłuszające trzaśnięcie drzwiami. Zerwałam się do siadu gotowa, żeby uciekać, pobudzając wilcze zmysły, które były wrażliwe ze względu na zbliżającą się pełnię. Zamrugałam szybko, żeby poprawić widoczność i zamarłam.
- Michael, ty idioto! - wrzasnęłam na całe gardło, praktycznie płacząc.
Mój kochany, STARSZY braciszek postanowił zrobić mi pobudkę w wielkim stylu. Zatrzymał się przy drzwiach i włożył dłonie do kieszeni spodni. Na twarzy miał ten swój uśmieszek cwaniaka, który denerwował do granic możliwości i oczywiście błyszczące radośnie oczy.
- Zgubiłeś tą resztkę mózgu, którą miałeś jeszcze rok temu? - zapytałam przez zaciśnięte zęby.
Serce waliło mi jak oszalałe i nie mogłam złapać normalnego oddechu. Byłam o krok od zrobienia czegoś nieodpowiedzialnego.
- Dostałabym zawału - wymamrotałam, zamykając oczy.
On śmiał się bezczelnie, a ja opadłam plecami na materac. Chciałam unormować funkcje życiowe, bo inaczej byłabym w stanie rzucić się na własnego brata i go rozszarpać.
- Zapomniałem, że zbliża się pełnia - powiedział spokojnie, jakby nic się nie stało.
Z czego on się cieszył? Prawie zatrzymał moje serce!
- Mama kazała obudzić cię na śniadanie. - Odwrócił się i spojrzał przez ramię. - Ruszaj się, bo przyjdę jeszcze raz.
Złapałam za poduszkę i z całej siły rzuciłam ją w Michaela. Udało mu się zamknąć drzwi zanim dostałby nią w twarz. Słysząc jego śmiech, zwlokłam się z łóżka i przygotowałam do wspólnego funkcjonowania z resztą domowników. Oceniłam swój wygląd na trzy i z grymasem złości weszłam do kuchni.
- Cześć, skarbie. - Mama jak zwykle emanowała pozytywną energią.
Ugh!
- Hej - rzuciłam bez entuzjazmu i zajęłam jedno z krzeseł przy stole.
- Zbliżająca się pełnia daje ci popalić?
- To nie pełnia - mruknęłam praktycznie niezrozumiale.
- A co?
Niestety mama miała doskonały słuch.
- Jak myślisz? - Podniosłam głowę i posłałam jej zbolałe spojrzenie.
- Strzelam, że twój humor nie ma nic wspólnego z pobudką w wielkim stylu twojego brata? - zażartowała.
Nie odpowiedziałam, więc odłożyła ścierkę, którą wycierała blat i przysiadła się tuż obok.
- Zamieniam się w słuch. - Potarła dłonią moje przedramię, poważniejąc.
- Niall.
- Co z nim nie tak?
-  Zaprosiłam go na święta.
- Pamiętam. Mają przyjechać już jutro. - Zmarszczyła czoło zdezorientowana.
Zacisnęłam powieki, żeby zebrać odwagę na zwierzenie się. Nienawidziłam poruszać tematów, które dotyczyły jego. Tak bardzo, jak go kochałam, tak bardzo nie chciałam mieć z nim do czynienia w żaden sposób.
- Tak jakby mamy konflikt - odparłam cicho.
Mama przez chwilę wpatrywała się w moją głowę. Spuściłam wzrok, więc nie mogłam przewiercać mnie tymi swoimi nadzwyczajnymi tęczówkami. Miała niesamowitą intuicję i była dla mnie wzorem w każdej dziedzinie.
- Rozumiem, że pokłóciliście się po twojej propozycji, tak? - zapytała, a ja skinęłam głową w potwierdzeniu.
- To spotkanie będzie jednym wielkim niewypałem - jęknęłam żałośnie.
- Musisz się postarać.
Wyprostowałam się gwałtownie i uniosłam brwi.
- To on zawalił! - pisnęłam oburzona.
- Uważaj, młoda damo - skarciła mnie. - Nie unoś się, tylko podrzuć mi zarys konfliktu.
- Chodzi o to, że do pewnego momentu było całkiem dobrze, dogadywaliśmy się, a spotkania były bardzo miłe. - Czułam, jak wypieki pojawiły się na moich policzkach. - Potem przestał się odzywać i praktycznie nie było go w pokoju. Nawet jego przyjaciel był zmartwiony. Któregoś dnia nakryłam go na flirtowaniu z inną dziewczyną i od tego się zaczęło - skończyłam z nutką bólu w głosie.
- Z tego, co wiem, nie jesteście razem, prawda?
- Niby nie jesteśmy, ale myślałam... - ucięłam. - Nieważne.
- Ważne.
- Nie, mamo. Daj spokój - westchnęłam. - Nie mam zamiaru go do niczego zmuszać.
- Co masz na myśli? - zapytała cicho, jakby bała się, że ktoś mógłby podsłuchiwać.
Zagryzłam wargę, nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi. Ból spowodowany przez dopasowanie był tak duży, że byłam w stanie rozpłakać się w każdej chwili, gdy o nim mówiłam.
- Kochasz go - wyszeptała.
Szybko starłam łzę, której udało się opuścić moje oko. Nie chciałam, żeby rodzicielka to zauważyła, ale nie udało się. Pochyliła się i zgarnęła mnie do uścisku przepełnionego matczyną miłością, troską i wsparciem.
- Wierzę, że w końcu wam się uda - powiedziała prosto do mojego ucha.
Zacisnęłam usta i zamknęłam oczy. Ja nie wierzyłam, bo miłość nieodwzajemniona jest najgorszą z możliwych.

***

24 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Zanim zdążyłam właściwie otrząsnąć się z resztek snu, usłyszałam krzyk gdzieś z głębi domu. Oczywiście, że należał do mojego ojca.
- Destiny! Zejdź w tym momencie!
Skrzywiłam się i przetarłam oczy. Wsunęłam nogi w kapcie i powoli stanęłam na równych nogach. Zwlekałam, jak najbardziej mogłam.
- Destiny!
- Idę, idę - bąknęłam pod nosem.
Powoli szłam się do kuchni, a im bliżej byłam, tym więcej głosów słyszałam. Zatrzymałam się nagle i przypomniałam sobie, że dzisiaj był TEN dzień. Dzisiaj miałam stanąć z nim twarzą w twarz. Natychmiast odwróciłam się na pięcie i potruchtałam do łazienki. Umyłam zęby i twarz, a włosy uczesałam i zaplotłam w luźnego warkocza na boku. Zignorowałam fakt, żeby byłam w słodkiej, błękitnej piżamie w kropeczki i pewnym krokiem przekroczyłam próg kuchni.
- No nareszcie - mama rzuciła z irytacją.
- Nie musiała pani jej budzić. - Usłyszałam za sobą.
Otrząsnęłam się z letargu i odwróciłam przodem do gości.
- Dzień dobry, pani Horan. - Uśmiechnęłam się.
- Witaj, Destiny. - Odwzajemniła się tym samym.
Ciepło rozlało się wewnątrz mnie na widok jej niewielkiej, emanującej ciepłem sylwetki.
- Jak podróż? - zapytałam, wytrwale ignorując niebieskie tęczówki.
- Nie była tak męcząca, jak zakładaliśmy.
Mama położyła mi dłoń na ramieniu, więc spojrzałam jej prosto w oczy.
- Niestety, ale spóźniłaś się na śniadanie. - Mrugnęła do mnie i wróciła do zmywania naczyń.
Wywróciłam oczami tak, żeby nikt oprócz mnie się o tym nie zorientował. Usłyszałam ciche prychnięcie i już wiedziałam, że mi nie wyszło. Horan nie musiał na mnie patrzeć, żeby wiedzieć, jak reagowałam.
- Gdzie tata? Dopiero mnie wołał, a już go nie ma? - odezwałam się, chcąc zwrócić uwagę na coś mało konfliktowego.
- Pojechał z twoim bratem do sklepu po kilka rzeczy - odparła mama.
Nie mogłam dłużej wytrzymać. Z lekkim uśmiechem na ustach przetransportowałam się do pokoju i zmieniłam ubrania. Pościeliłam łóżko, sprzątając przy okazji wszystko, co nie powinno być na wierzchu i powodowana burczeniem w brzuchu wyszłam z pokoju. W kuchni zjadłam na szybko jogurt i kilka wafli.
- Tutaj jesteś. - Przede mną wyrosła postać rodzicielki, a tuż za nią Horan.
- Słucham cię, mamo - westchnęłam i odwróciłam wzrok.
- Masz zająć się swoim kolegą, a ja i pani Ellen zajmiemy salon.
Zanim zdążyłam zaprotestować, mama zniknęła z mojego pola widzenia, zostawiając mnie z nim sam na sam. Bez słowa ruszyłam do wyjścia, w którym stał. Nie udało mi się go wyminąć, bo postanowił utrudnić mi życie. Oparł wyprostowaną rękę na futrynie tak, że nie byłam w stanie normalnie przejść. Nie miałam zamiaru ustąpić i się schylić. Byłam na swoim terytorium i to on miał się dostosować.
- Będziesz mnie unikała całe święta? - zapytał, a ja zadrżałam.
Sam dźwięk jego głosu sprawiał, że w środku wszystko mi się skręcało. Nie odpowiedziałam, zaciskając zęby.
- No dalej, mała.
Uniosłam na niego wzrok i momentalnie przestałam oddychać. Bezwiednie zatopiłam się w jego świecącym spojrzeniu i już wiedziałam, że byłam stracona.
Utonęłam.

__________________________________________

Trochę słabo, ale zbliża się coś wielkiego, więc dajcie na wstrzymanie i uzbrójcie się w cierpliwość :)

czwartek, 21 lipca 2016

45.

JEST!!!!!
Dałam radę i rozdział ma prawie 3000 słów!
Aaaaaaaa!

Koniec tego krzyku. Życzę miłego czytania i dużo cierpliwości :) xxx
__________________________________________





*Destiny*

Przeszywaliśmy się spojrzeniem tak boleśnie, że aż poczułam na ciele zimno. Przez mój umysł przeleciały wszystkie emocje, które kiedykolwiek odczułam. Były tak intensywne, że zakręciło mi się w głowie.
Zauroczenie.
Zawiedzenie.
Radość.
Rozczarowanie.
Miłość.
- W porządku? - Will przysunął się do mnie, widząc jak złapałam się za skronie.
Wzięłam kilka głębokich oddechów i z trudnością odsunęłam od siebie wszystko, co sprawiało, że czułam się źle.
- Tak. - Wyprostowałam się i położyłam mu dłoń na policzku.
Nie przemyślałam tego gestu, doskonale wiedząc, że Niall uważnie nas obserwował. Jednak... On potrafił flirtować z tą dziewczyną na moich oczach. Mogłam mu pokazać, jak bardzo to bolało.
- Dziękuję za twoje towarzystwo. - Uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust. - Ale właśnie zaczął się twój wykład, na którym koniecznie musisz się pojawić.
- Jesteś pewna, że mogę cię zostawić? - Skinął delikatnie głową w kierunku blondyna.
- Idź już, dam sobie radę - odparłam drżącym głosem i odepchnęłam go w kierunku sali, w której dawno powinien siedzieć.
Nie przekonałam go, ale odpuścił. Stałam jak zamrożona, patrząc na oddalającą się sylwetkę chłopaka. Z moich ust wydobyło się jęknięcie, kiedy poczułam kolejną falę bólu, który skumulował się gdzieś w środku. Całkiem niedaleko łkającego serca.
- Czego chcesz? - zapytałam przez zęby i odważyłam się popatrzeć w jego kierunku.
Stał z zaciśniętymi pięściami i rozjarzonym wzrokiem. Moje oczy od razu się uruchomiły i nic nie mogłam na to poradzić. Jak ta idiotka miałam gęsią skórkę i świecące oczy, podczas gdy byłam na niego maksymalnie zła. Świadomie mnie zranił i nie mogłam tak łatwo odpuścić.
- Znudziła ci się? - kontynuowałam, nie słysząc jego odpowiedzi.
Zacisnęłam zęby, bo właśnie zaczął iść w moją stronę. Spanikowałam, ale nie ruszyłam się z miejsca. Przyjęłam obojętny wyraz twarzy dokładnie w momencie, gdy przystanął na dwie sekundy przy moim ramieniu. Powstrzymałam grymas cierpienia. Nie chciałam dać mu satysfakcji.
- Wal się, Horan - wysyczałam, a on jakby wyrwany z transu, poszedł dalej.
Odetchnęłam dopiero, kiedy przestałam czuć jego zapach. Nie miałam ochoty go oglądać ani teraz, ani w najbliższej przyszłości.
Szkoda tylko, że zaprosiłam go na święta.

***

- Ten pierdolony idiota jest najgorszym, pieprzonym debilem na świecie! - krzyknęłam po zatrzaśnięciu za sobą drzwi pokoju.
- Niall Horan - Cindy podsumowała idealnie odczytując moje myśli.
Nagle zaczęłam się śmiać. Tak szaleńczo, że aż przerażająco.
- Nienawidzę go - wydusiłam, trzymając się za brzuch.
Przyjaciółka odłączyła żelazko od prądu i poświęciła mi całą swoją uwagę.
- Opowiadaj, bo wiem co się działo tylko do momentu waszego wyjścia ze stołówki.
- Chwileczkę - poprosiłam.
Musiałam się uspokoić, bo inaczej nie byłam w stanie przekazać jej odpowiednich wiadomości.
- Już. - Usiadłam na swoim łóżku i skrzyżowałam nogi.
- Zaczynaj - zachichotała zaskoczona moim dziwacznym zachowaniem.
Odchrząknęłam i odetchnęłam z zamkniętymi oczami. Nie wahałam się, bo Cindy mogłam zdradzić dosłownie wszystko, mając pewność, że zatrzyma to dla siebie.
- Will wyprowadził mnie ze stołówki, a chwileczkę po nas wyszedł też Niall i Malia. Oczywiście chichotali i takie tam. Chciałam coś zrobić, żeby żałował swojego zachowania, ale nie byłam w stanie myśleć. Jedyne na czym się wtedy skupiłam, to ból rozrywający mnie od wewnątrz.
- Znowu? - Skrzywiła się, jakby to ona to odczuwała.
- Mhm. - Skinęłam głową, ukrywając rzeczywiste uczucia. - Ale to mniej ważne. Will wpadł na pomysł, żeby go trochę zdenerwować, więc zrobiliśmy kilka gestów, które wyglądały dość intymnie - powiedziałam ostrożnie, a Cin zmarszczyła czoło.
- Całowaliście się na jego oczach?
- Nie, skąd! - zaprzeczyłam od razu. - Rzuciliśmy kilka słów, a potem Niall zaczął zachowywać się, jak psychicznie chory.
- To znaczy?
- Gapił się na mnie. Bardzo intensywnie, więc odprawiłam Willa i postanowiłam stawić mu czoła. Mówiłam do niego, ale nie odezwał się ani słówkiem, a...
- A przez ciebie przewinęło się stado emocji, które spustoszyły twoje wnętrze - dokończyła za mnie.
- Pięknie i bardzo trafnie powiedziane. - Obdarzyłam ją oklaskami uznania.
Ukłoniła się, a potem posłała mi pocieszający uśmiech.
- Jest dupkiem - stwierdziła bez zająknięcia.
- W takim razie kocham dupka, który czasami jest troskliwym i dobrym mężczyzną. - Wzruszyłam bezsilnie ramionami i opadłam głową na poduszkę.
życie mnie nienawidziło, a ja traciłam siły do walki.
- Ty i miłość... To takie dziwne. - Dziewczyna patrzyła na mnie, jak na przybysza z obcej planety.
Może i nie wyglądałam najlepiej i zachowywałam się jak suka, ale miałam serce, które bardzo łatwo się łamało.
- Naprawdę? - Uniosłam brwi zaskoczona.
- Sama nie wiem - zaśmiała się.
Klepnęłam się ręka w czoło, a ona wróciła do prasowania wypranych ubrań.

***

21 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Ziałam. Ja nie oddychałam, ja ziałam.
Trener postanowił akurat teraz poznęcać się nad naszymi biednymi organizmami. Naszła go ochota akurat podczas ostatniego treningu przed przerwą świąteczną. Miałam naturę wilka, więc powinnam być wytrzymała, ale cóż... Nie byłam. Nienawidziłam biegania i powtarzałam to przez cały czas.
- Żyjesz? - zapytałam, bo miałam wrażenie jakby moja przyjaciółka odchodziła w zaświaty.
- Jeszcze tak - wydusiła z trudem.
Obie siedziałyśmy na podłodze sali gimnastycznej, podczas gdy wszyscy inni przetransportowali spocone ciała do szatni.
- Pociesza mnie jedynie fakt, że jutro będę mogła się spakować i na jakiś czas opuścić ten budynek. - Wstałam ślamazarnie i podałam przyjaciółce pomocną dłoń.
- Trener ma szczęście, że poczułam atmosferę świąt, bo inaczej bez zawahania rozerwałabym go na kawałki - rzuciła groźnie.
- W dodatku zbliża się pełnia - westchnęłam.
Ramię w ramię dotarłyśmy do szatni i w pośpiechu zmieniłyśmy ubrania. Marzyłam o prysznicu, jak nigdy.
- Umówiłam się z Liamem - Cindy przerwała ciszę, podczas drogi do pokoju. - Zaplanowałaś coś dla nas, czy mogę iść?
- Nie przesadzaj z tym ciągłym upewnianiem się - zironizowałam, ale nie zamierzałam być złośliwa.
- Wolę to zrobić, niż potem się kłócić. - Wzruszyła ramionami.
- Pragnę odpocząć, więc możesz robić co uważasz. Wyspowiadałam ci się podczas wczorajszej rozmowy - zażartowałam.
- Dobrze. - Mrugnęła do mnie zaczepnie.
Zaśmiałam się i złapałam ją pod rękę. Bezpiecznie dotarłyśmy do siebie, gdzie rozpoczął się bój o łazienkę.
- Ja idę pierwsza! - krzyknęłam i zagrodziłam drzwi, żeby czasem Cindy mnie nie wyprzedziła.
- Umówiłam się z Liamem - jęknęła ze zbolałą miną.
- Masz pecha. - Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się, żeby złapać za klamkę.
Nim to zrobiłam, ktoś zapukał do pokoju. Przez ramię obserwowałam, jak przyjaciółka otworzyła drzwi i zamarła na moment.
- Cześć - mruknęła.
Rzuciła mi niepewne spojrzenie i już wiedziałam, kogo zobaczyła. Zmarszczyłam nos i wzięłam głęboki oddech, żeby mieć siłę na konfrontację. Podeszłam do spiętej dziewczyny, pozwalając jej się oddalić. Zrobiła to bez słowa sprzeciwu. Zanim uniosłam wzrok na blond osobnika, usłyszałam jak Cindy z cichym śmiechem zamknęła się w łazience. Po prostu świetnie.
- Czego chcesz? - zapytałam, nie szczędząc jadu.
Twardo zatopiłam się w jego oczach, które na szczęście nie świeciły.
- Zbliża się pełnia - odparł zachrypniętym głosem.
Moje ciało zadrżało, co zmusiło mnie do przestąpienia z nogi na nogę. I tak nie byłam w stanie ukryć moich reakcji przed Niallem. Byliśmy dopasowani, do cholery.
- Co ty nie powiesz? - zironizowałam.
- Nie bądź złośliwa - prychnął.
Zaśmiałam się, rozbawiona jego oczekiwaniami i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Jesteś śmieszny. - Obdarzyłam go przesłodzonym uśmieszkiem.
Najbardziej fałszywym, jaki byłam w stanie zaoferować.
- Wiesz, że jesteś... To pełnia, do cholery - syknął.
Chciał powiedzieć coś innego, a ja byłam bardzo ciekawa, co to mogło być. Czyżbym była mu niezbędna?
- Teraz nagle mnie potrzebujesz? - Uniosłam brew. - Gdzie zgubiłeś swoją nową koleżankę? Malia, tak?
Zmrużył na mnie oczy, wyglądając odrobinę groźnie. Miałam satysfakcję z wkurzania go. Przynajmniej tak mogłam zamaskować ból, pojawiający się kiedy tylko na niego patrzyłam. Moje ciało i natura Omegi tęskniła za jego bliskością w najgorszy możliwy sposób. Całkiem jakbym nie jadła przez kilka dni i ktoś postawiłby mi nagle najlepsze jedzenie przed nosem, ale zabronił go dotykać.
- Nie zaczynaj - ostrzegł cicho.
Nie wytrzymałam. Miałam dość.
Pokręciłam głową i z rozmachem zatrzasnęłam mi drzwi przed nosem. Po odgłosie kroków zorientowałam się, że odpuścił i odszedł, więc mogłam spokojnie usiąść na łóżku. Schowałam twarz w dłoniach i warknęłam. Horan wywoływał we mnie mnóstwo sprzecznych emocji. Tęskniłam, ale też nienawidziłam.
Nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić i jak sobie pomóc.
- Od razu lepiej. Czuję się jak nowo narodzona - Zaskoczył mnie głos przyjaciółki.
W ekspresowym tempie zebrałam potrzebne rzeczy i wparowałam do łazienki. Jednak zanim minęłam Cindy, ona złapała mnie za łokieć.
- Co ci powiedział? - zapytała cicho, jakby tym pytaniem miała mnie zranić.
Nie wytrzymałam jej smutnego wzroku, więc opuściłam głowę.
- To samo gówno, co każdego dnia jego popierdolenia - wymamrotałam.

***

22 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Od rana borykałam się z tym samym, odwiecznym problemem... Musiałam się spakować.
Najgorsze było to, że nie potrafiłam zdecydować się, co zabrać, a co zostawić. Dlatego też zapakowałam wszystko. Wyszło z tego wielka walizka i odrobinę mniejsza torba. Nie musiałam wspominać już o mojej torebce, która też była wypchana jakimiś drobiazgami, które wydały mi się niezbędne do przeżycia.
- Naprawdę to zrobiłaś? - Cin popatrzyła na mnie zszokowana.
- Co?
- Spakowałaś wszystko, co miałaś w tym pokoju? Gdzie ty to zmieściłaś?
W odpowiedzi zrobiłam głupią minę, wywołując śmiech przyjaciółki.
- Nie czepiaj się - bąknęłam i wydęłam wargę.
Chciałam wyglądać jak smutny bobas, ale cóż... Słabo mi to wyszło.
- O której przyjeżdżają twoi rodzice? - zapytała, kończąc porządkowanie łóżka.
- Nie mam pojęcia. - Wzruszyłam ramionami. - Uwielbiają się spóźniać.
- Idę wieczorem na ostatni spacer z Liamem - rzuciła i opadła tyłkiem na fotel przy biurku.
Podciągnęła kolana pod brodę, wpatrując się we mnie. Siłowałam się z suwakiem walizki, bo nie chciała współpracować.
- Pomóc ci? - zapytała rozbawiona Cin.
- Dam radę - wydusiłam i z wysiłkiem dosunęłam zamek do końca.
- Więc? - zapytała.
Musiałam się chwilę zastanowić, bo zgubiłam wątek.
- A tak, spacer - powiedziałam do siebie i podrapałam się po czole. - Myślisz, że Liam chciałby ze mną przebywać?
- To nie jest tak, że on cię nie lubi, czy coś.
- A jak? - zmarszczyłam czoło, czując się zmieszana.
- To, że nie rozmawiacie nie znaczy, że ciągle ma ci coś za złe. Zrozumiał swoje głupie obrażanie się i naprawdę chciałby wrócić do normalnych stosunków.
- Mówisz poważnie?
Przecież zrujnowałam jego przyjaciela, więc jak mógł nie mieć mi tego za złe?
- Całkowicie. - Skinęła głową.
Nie miałam nic do stracenia. Na pewno przydałby mi się spacerek na świeżym powietrzu. Jednak do głosu doszedł mój zdrowy rozsądek.
- Nie boisz się? - zapytałam i przygryzłam wargę.
- Czego?
- Ataku ze strony dyrektora - odparłam, jakby to było oczywiste.
Nigdy nie przestałam się obawiać. Był nieobliczalny i gdzieś się ukrył. To mówiło samo za siebie.
- Przecież szkoła by nas ostrzegła. Nie odpuścili by treningów, gdyby było jakiekolwiek zagrożenie.
- Nigdy nic nie wiadomo - prychnęłam, święcie przekonana, że mój instynkt miał rację.
Od jakiego czasu czułam niepokój za każdym razem, gdy wracałam myślami do starego dyrektora i jego wybryków.
- Daj spokój. - Machnęła dłonią lekceważąco. - Nic nam się nie stanie.
- Wierzę ci na słowo. - Uśmiechnęłam się.
Może i nie do końca wierzyłam, ale nie musiała o tym wiedzieć.
- Zgadzasz się? - Uniosła brwi i wyprostowała plecy.
- Jasne. Z chęcią do was dołączę.
Mrugnęłam do niej zaczepnie, żeby wzmocnić efekt udawanego spokoju ducha. Dziewczyna klasnęła w dłonie uradowana i wybiegła z pokoju.
Tyle ją widziałam.

***

Spotkałam się z Cindy przed wyjściem. Ramię w ramię wyszłyśmy na zewnątrz. Na szczęście pogoda na zewnątrz nie odmrażała kończyn, więc spokojnie mogłyśmy wyjść i nie wyglądać jak kupy ubrań. Przy bardzo niskich temperaturach samice wilkołaka nie potrafiły wytworzyć wystarczającego ciepła, dlatego ratowały nas grube kurtki.
- Brakuje mi go, wiesz? - odezwałam się nagle.
Musiałam przerwać ciszę między nami, bo moje rozbiegane myśli zaczęły sprawiać, że miałam problemy z oddychaniem. Potrzebowałam się wygadać.
- Domyślam się. To nie twoja wina, że okazał się być dupkiem do kwadratu. Mam ochotę go zabić za znęcanie się nad tobą.
Moje serce zmiękło w reakcji na jej słodkie słowa. Ze względu na mnie potrafiła znienawidzić przyjaciela jej chłopaka.
- Jestem na niego wściekła za to, co ostatnio wyprawia, ale gdzieś w głębi mnie... - urwałam speszona, nie wiedząc jak to właściwie wytłumaczyć. - Nie, to głupie.
Cindy chwyciła mnie pod rękę i na chwilę położyła głowę na moim ramieniu.
- Des, jestem twoją przyjaciółką. Mi możesz powiedzieć wszystko - wyszeptała.
- Dobrze - westchnęłam i zdecydowałam się kontynuować. - Z Niallem jest tak, że naprawdę potrafi być czuły i taki słodki. Wiem, że to słabe określenia na chłopaka, ale tak właśnie jest. Znaczy było, bo nagle coś mu odwaliło. Z jednej strony mam ochotę dać mu w twarz, żeby nie był w stanie nic powiedzieć, ale z drugiej strony chciałabym go przytulić i już nigdy nie wypuścić. Czasami potrafił tak mnie zaskoczyć, że aż nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Chciałabym, żeby wrócił tamten Niall. Żeby nigdy nie było tego incydentu z Malią.
- Kochasz go?
- Przecież już mówiłam - jęknęłam zażenowana.
To wciąż był dla mnie drażliwy temat i nie chciałam się nad nim rozwodzić.
- Ale wiesz... Kochać kogoś, to naprawdę coś poważnego. Nie można tego powiedzieć od tak. Może jesteś tylko zauroczona? - Zmarszczyła czoło, patrząc na mnie kątem oka.
- Znam samą siebie, Cindy - rzuciłam urażona. - Ciężko mi wytłumaczyć, co dokładnie czuję. Przez dopasowanie odczuwamy pewne rzeczy bardziej niż klasyczna para wilkołaków. Mogłabym się pomylić, ale coś w środku mówi mi, że tak nie jest. Szczególnie bywa ciężko przy pełniach, ale to już osobny temat. Od jakiegoś czasu pragnienie strasznie się nasiliło i już sama nie wiem, co ze sobą robić. Przestaję panować nad własnym organizmem.
- Dlatego potrzebujesz swojego Alfy - wydedukowała.
- Dokładnie tak i to bardzo. - Skinęłam głową.
Patrzyłam przed siebie przez całą rozmowę. Tak było mi łatwiej się zwierzać, zawsze to robiłam.
- Chciałabyś z nim być, prawda? - zapytała, kompletnie mnie zaskakując.
- Ja... - zacięłam się, bo... Chciałam? - Potrzebuję jego bliskości. Potrzebuję czuć bicie jego serca. Potrzebuję patrzeć w jego jarzące się oczy. Właśnie najgorsze w tym wszystkim jest to, że straszliwie go potrzebuję, ale nie mogę go mieć tylko dla siebie - powiedziałam smętnie.
- Więc czemu nic z tym nie zrobisz?
- Bo jestem pewna, że on nie czuję tego, co ja.
- Moglibyście w końcu normalnie porozmawiać - zaproponowała, a ja westchnęłam ciężko.
Zatrzymałam się i potarłam skronie palcami. Podniosłam wzrok na przyjaciółkę i uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust. Gdyby to wszystko było takie proste...
- Przecież nie podejdę i nie powiem mu, że go ko... - urwałam, widząc zmieniającą się minę Cindy.
Patrzyła ponad moim ramieniem, ale zanim zapytałam, już doskonale wiedziałam, o co chodziło.
Czułam go, ale dopiero teraz. Dlaczego nie wyczułam go wcześniej?
- Ja już pójdę, Liam pewnie się niecierpliwi - rzuciła pospiesznie i oddaliła się w mgnieniu oka.
Zanim się odwróciłam zacisnęłam powieki, szykując się na kolejną dawkę bólu. Wreszcie stanęłam z nim twarzą w twarz. Obserwował mnie uważnym wzrokiem.
- Ile słyszałeś? - zapytałam spokojnie.
Nie miałam ochoty ani siły na ponowną kłótnię.
- Od momentu, kiedy Cindy wspomniała coś o Alfie - odparł obojętnie.
Wstrzymałam oddech, panikując. Zdradziłam przed nim swoje uczucia. Miał mnie w garści i spokojnie mógł mnie zniszczyć. Psychicznie przygotowałam się na zranienie.
- To wszystko co powiedziałaś... - zaczął niepewnie.
- Nieważne - przerwałam mu.
Spuściłam wzrok na ziemię i biegiem wróciłam do szkoły. Zatrzymałam się tuż przy schodach na górę. Musiałam odsapnąć i pozbierać myśli. Byłam zdezorientowana i zagubiona, co było najgorsza możliwą mieszanką.
- Destiny. - Słysząc jego głos, gwałtownie uniosłam głowę.
Zablokowaliśmy spojrzenia, przez co cichutko jęknęłam. Horan zaczął iść w moją stronę, ale wystawiłam rękę, żeby go powstrzymać. Zatrzymał się, marszcząc brwi.
- Nie rób tego - poprosiłam cicho.
- Co? - mruknął zdezorientowany.
- Nie zbliżaj się.
- Potrzebuje cię, a ty potrzebujesz mnie - odparł, a we mnie coś pękło.
- Malia ci nie wystarcza? - warknęłam. - Nie zdołała zaspokoić twojego pragnienia?
- Wiesz, że...
- Gdzie ją zostawiłeś? - prychnęłam sarkastycznie.
- Nie bądź zazdrosna - rzucił, wywracając oczami. - Pozwól mi podejść i uwolnić cię od bólu.
Nie mogłam uwierzyć, jak wielkim dupkiem był. Miał czelność mówić do mnie w ten sposób!
- Zamknij się, do cholery! - krzyknęłam, oddychając szybko. Uspokoiłam się i kontynuowałam. - Nie możesz tego zrobić. Nie możesz teraz podejść i mnie dotknąć. Nie może w ten sposób wymazać swojego strasznego zachowania sprzed ostatnich dni. Zachowałeś się jak ostatni dupek i nie zamierzam ci wybaczyć. Nie teraz. Naprawdę mnie zraniłeś, odrzucając mnie. Powinieneś czuć to, co ja, ale z jakiegoś kurewskiego powodu nie czujesz.
Byłam bliska płaczu. Moje wnętrze domagało się poddania i okazania słabości. Nie było na to szansy.
Nie przed nim.
- Możemy...
- Nie - natychmiast mu przerwałam.
Zacisnął szczękę, powstrzymując się od wybuchu. Był bliski swoich granic tak samo, jak ja.
- Potrzebujesz mnie tylko po to, że zaspokoić pragnienie - wydusiłam w końcu. Grałam silną i pewną siebie, ukrywając łzy. - Stało się nie do zniesienia i nagle przypomniałeś sobie o moim istnieniu. Dzięki za uwagę, ale mogłeś pomyśleć wcześniej o konsekwencjach swojego działania. Teraz jest już za późno.
Z zaciśniętymi pięściami odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem oddaliłam się w głąb korytarza. Na cel obrałam bibliotekę, żeby w spokoju poczekać na przybycie rodziców.
_____________________________________________________

Trzymajcie kciuki za kolejny rozdział! xxx

Mam nadzieję, że niedługo dam radę go wstawić :)

sobota, 16 lipca 2016

44.

Jestem z kolejnym!
Idzie mi coraz lepiej, tylko z czasem gorzej. Mam trochę spraw na głowie i nie jestem w stanie w 100% poświęcić się, żeby nadrobić wszystkie rozdziały.
Cieszę się, że rozumiecie :)

Po raz kolejny dziękuję za każdy PRZEMIŁY  komentarz! xxx
____________________________________________________




17 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Wczoraj nie udało mi się złapać Nialla. Od piątku tajemniczo znikał i nawet Liam nie wiedział, gdzie mógł przebywać. Mógł mieć swoje sprawy do załatwienia, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że mi go nie brakowało. Dopasowanie dawało o sobie znać już po dwóch dniach bez kontaktu z moim Alfą. Zaraz po wykładach zrzuciłam z siebie mundurek i pod czujnym okiem przyjaciółki poprawiłam swój wygląd.
- Zgaduję, że Niall, prawda? - zapytała z uśmiechem, wystawiając nos zza książki.
Nie odpowiedziałam, rumieniąc się.
- Wiedziałam - prychnęła.
- Oj zamknij się - rzuciłam i zmrużyłam na nią oczy.
Wczoraj doszło między nami do pojednania. Nie potrafiłyśmy długo się na siebie gniewać. Wszystko ustaliłyśmy i zwyczajnie wróciłyśmy do porządku dziennego.
- Powodzenia! - krzyknęła, kiedy wychodziłam.
Szybkim krokiem pokonałam odległość korytarza i zapukałam do znajomego pokoju. Nie poczekałam na odpowiedź i uchyliłam drzwi, wtykając głowę w szparę.
- Cze... - urwałam, widząc Liama bez koszulki.
Speszony chłopak szybko założył ubranie i odchrząknął.
- Przepraszam - powiedziałam cicho i spuściłam wzrok.
Machnął dłonią lekceważąco, ale w jego oczach widziałam zawstydzenie. Jeśli miałam być szczera, to nie miał się czego wstydzić. Był szczupły i wysportowany. Nie był mięśniakiem, dokładnie tak samo, jak Niall. Spokojnie inne mogły zazdrościć Cindy takiego chłopaka.
- Szukasz Niall?
- Mhm. - Skinęłam głową.
- Nie widziałem go od rana.
Posłałam mu mały uśmiech w podziękowaniu i zamknęłam za sobą drzwi. Zatrzymałam się, żeby pomyśleć nad ewentualnym miejscem pobytu blondyna. Zdecydowałam się przejść po całym budynku. Dobrze, że chociaż część z salami wykładowymi była zamknięta. Miałam o połowę mniej do przejścia.
Po dwudziestu minutach błądzenia po korytarzach straciłam nadzieję na odnalezienie Horana. Z ciężkim westchnięciem skierowałam się w drogę powrotną. Byłam cholernie zmęczona i głodna. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy natknęłam się na obiekt poszukiwań. Chciałam podejść, ale zrezygnowałam, bo moje oczy zlokalizowały niską, uśmiechniętą szatynkę tuż przed nim. Z odległości, w jakiej się znajdowałam, udało mi się zauważyć, że była młodziutka i bardzo ładna. W dużej części była urocza i przypominała porcelanową laleczkę.
- O nie - warknęłam pod nosem, słysząc zalotny śmiech dziewczyny.
Ewidentnie z nią flirtował. Niall stał oparty ramieniem o ścianę i trzymał dłonie w kieszeniach. Niestety nie widziałam twarzy. Momentalnie znalazłam się za jego plecami i odchrząknęłam, zwracając na siebie ich uwagę.
- Destiny? - zapytał zdziwiony Horan.
- Nie, Beyonce - zironizowałam.
Wywrócił oczami, a ja przybrałam na twarz nieszczery, ale szeroki uśmiech.
- Gdzie twoje maniery? Nie przedstawisz nas sobie? - Zamrugałam zalotnie i zbliżyłam się do koleżanki.
Zanim Niall się zdecydował, wyciągnęłam do niej rękę.
- Destiny.
- Malia - odpowiedziała z wahaniem.
- Miło mi - rzuciłam milutko, a potem odwróciłam twarz do chłopaka. - Możemy pogadać?
Chciał coś odpowiedzieć, ale zrezygnował i zmarszczył czoło.
- Wybacz nam na chwilę. - Mrugnął do szatynki i dotknął palcem czubka jej nosa.
Moje serce się zatrzymało i poczułam mocne ukłucie. To mnie powinien tak dotykać.
Odeszliśmy kawałek dalej, ale nie byłam pewna, czy mogliśmy swobodnie rozmawiać.
- Nie usłyszy nas? - zapytałam, mierząc dziewczynę wzrokiem.
- Jest nimfą, nie wilkołakiem.
To by wyjaśniało jej dziewczęcą urodę.
- Nie widziałam jej wcześniej. - Zmrużyłam oczy, próbując skojarzyć jej twarz. - Nowa?
- Przyjęli ją tydzień temu - odparł obojętnie.
To dlatego był ostatnio tak zabiegany?
- Widzę, że znalazłeś sobie kogoś na moje miejsce - prychnęłam i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- O co ci chodzi? - Skrzywił się.
- Myślisz, że poradzi sobie z pożądaniem, jakie w tobie siedzi?
- Mój jaśniej.
- Nie udawaj idioty - westchnęłam, wywracając oczami.
Horan zacisnął zęby i mocno złapał mnie za łokieć.
- Zarzucasz mi, że cię zdradziłem, czy co? - Popatrzył mi głęboko w oczy.
Nie odpowiedziałam, bo zwyczajnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Był zły, wręcz wściekły.
- Nie jesteśmy parą, żebyś czegoś ode mnie oczekiwała - syknął.
Zacisnął palce na moim łokciu, więc jęknęłam z bólu.
- Puść - zażądałam wyraźnie.
- Nie mów mi, co mam robić.
Napięłam mięśnie i wyrwałam się z jego chwytu. Nie miał prawa tak się zachowywać. Dopiero wmawiał mi bajeczki o tym, jak mu ze mną dobrze.
- Już nie tęsknisz, tak? - zapytałam z sarkazmem.
- Nie - odparł bez wahania.
Zamrugałam szybko, żeby powstrzymać łzy i wyprostowałam plecy.
- Wal się - warknęłam groźnie i odwróciłam się na pięcie.
Biegiem dotarłam do pokoju, gdzie od razu zamknęłam się w łazience. Nie zwracałam uwagi na wołania zaniepokojonej przyjaciółki. Przemyłam twarz zimną wodą, próbując ukryć łzy. Nic to nie dało, ale i tak wyszłam do Cindy, która od razu zgarnęła mnie w ramiona.
- Co się stało? - zapytała ostrożnie.
- Nic - mruknęłam pod nosem.
- Znowu płaczesz przez niego - wyszeptała z bólem w głosie.
Zacisnęłam wargi, ale nie udało mi się powstrzymać szlochu. Wtuliłam się w nią mocniej i pozwoliłam, żeby emocje wyszły na zewnątrz. Byłam zbyt słaba by je w sobie zatrzymać. Wysiadałam psychicznie za każdym razem, kiedy mnie ranił.

18 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Rano zauważyłam na swojej twarzy oznaki niewyspania w postaci ciemnych kręgów pod oczami i bladej skóry. Udało mi się tak doprowadzić do porządku, że wyglądałam całkiem dobrze i raczej nikt nie powinien się zorientować. Na śniadanie szłam sama, bo Cindy z samego rana odwiedziła Liama. Tak się umówiłyśmy, więc nie byłam ani zła, ani zaskoczona.
- Jestem - odetchnęłam, kiedy dotarłam do wspólnego stolika.
W stołówce zbierało się coraz więcej studentów, więc powoli zrobił się tłok i gwar. Zdążyłam zjeść swoją jajecznicę i wypić ciepłą herbatkę, a czwarty członek tego stołu wciąż do nas nie dołączył.
- Gdzie Niall? - zapytała zdezorientowana Cindy, patrząc wymownie na swojego chłopaka.
Ten wzruszył ramionami i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nagle wzrok obojga zablokował się na czymś, co znajdowało się za mną. Uniosłam brwi i powoli skierowałam oczy w to samo miejsce. Od razu tego pożałowałam... Dwa stoliki dalej siedział Niall.
I Melanie.
A razem z nimi cała grupa jakiś młodych znajomych. Śmiali się i kończyli swoje posiłki. Wstrzymałam oddech, mając wrażenie, że każdy usłyszał pęknięcie mojego serca na pół.
- Des? - Usłyszałam spokojny głos przyjaciółki.
Zamknęłam na chwilę oczy i odwróciłam się przodem do swoich towarzyszy.
- Hm? - mruknęłam z uśmiechem.
Oczywiście, że postanowiłam udawać spokojną. W środku wrzałam ze złości i zawiedzenia.
- Okey? - Przyjrzała mi się uważnie.
Skinęłam głową i spuściłam wzrok na resztki herbaty w kolorowym kubku.
Nie chciałam się rozpłakać, więc nie kontynuowałam tematu blondyna. Wystarczająco dobił mnie już wewnętrznie. Nikt z zebranych na śniadaniu nie musiał tego wiedzieć. Ciosem dla Horana będzie moja obojętność.

***

W tłumie udało mi się dostrzec znajomą czuprynę. Od razu się uśmiechnęłam i stanęłam na palcach.
- Will! - zawołałam i spróbowałam przecisnąć się przez zgromadzonych uczniów.
Odwróciłam się gwałtownie w moją stronę i pomachał.
- Destiny! - zawołał wesoło i wyciągnął do mnie dłoń.
Chwyciłam ją, a chłopak przyciągnął mnie do siebie. Odetchnęłam z ulgą, kiedy stanęliśmy w bardziej ustronnym miejscu.
- Co cię do mnie sprowadza? - Uniósł brwi, jakby był zaskoczony, że chciałam z nim porozmawiać.
- Musze mieć jakąś sprawę? - oburzyłam się, żartując.
Pokręcił głową i przeczesał włosy palcami.
- Właśnie szedłem do biblioteki.
- Mogę iść z tobą? - Zrobiłam słodkie oczka, licząc na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
- Jasne. - Mrugnął zaczepnie.
Razem skierowaliśmy się we wcześniej wspomniane miejsce, rozmawiając o głupotach. Wymieniliśmy się kilkoma uwagami na temat wykładowców, aż dotarliśmy do biblioteki. Znaleźliśmy interesujące nas książki i zajęliśmy wolną kanapę na tyłach. Usadowiłam się wygodnie i zaczęłam czytać.
- Destiny? - Usłyszałam po chwili.
- Tak? - Oderwałam się od tekstu, co było dla mnie ciężkie.
Uwielbiałam czytać, a jak się wkręciłam w akcję, to nie było przebacz.
- Dlaczego nie widuję was razem? Przestaliście spędzać wspólnie czas? - zapytał, przyglądając mi się uważnie.
Normalnie obraziłabym się za takie wtrącanie nosa w nie swoje sprawy, ale w tej chwili potrzebowałam opinii kogoś takiego, jak Will.
- Znalazł sobie zastępstwo. - Wzruszyłam ramionami.
Grałam obojętną, ale wcale taka nie byłam. Cierpiałam jak jasna cholera.
- Nie rozumiem. - Zmarszczył czoło zdezorientowany. - Przecież jesteście dopasowani...
- No tak, niby jesteśmy - westchnęłam i zamknęłam książkę. - Przyłapałam go na flirtowaniu z jedną z nowych, młodszych uczennic i wtedy wygarnął mi, że nie powinnam wtrącać się do jego życia. Dodał też, że nie mam prawa posądzać go o zdradę, skoro nawet nie jesteśmy parą.
Chłopak myślał przez chwilę, aż nagle poruszył się na kanapie i wziął głęboki wdech.
- Przysięgam, że jest największym idiotą, jakiego spotkałem - podsumował, krzywiąc się.
Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale nie wypadało w takim miejscu, jak to. Zakryłam usta dłonią i uspokoiłam się na tyle, żebym mogła normalnie rozmawiać.
- Skłamię, jeśli powiem, że mnie to nie zabolało - przyznałam cicho, momentalnie poważniejąc.
- Nie dziwię się - prychnął. - Z daleka widać siłę tego całego pożądania, czy cokolwiek to jest.
Zamknęłam oczy i odetchnęłam.
- Nie mam prawa zmuszać go do lubienia go...
- ...w taki sam sposób, jak ty lubisz jego? - dokończył za mnie, czym kompletnie wprawił mnie w zaskoczenie.
Nieśmiało skinęłam głową i odwróciłam wzrok. Byłam zawstydzona uczuciami, jakie żywiłam do tego idioty.
- Przejrzy na oczy, zobaczysz - odparł Will z całkowitą pewnością.
Chciałabym mu wierzyć...
- Obawiam się, że będzie za późno - wyszeptałam.
Nastała martwa cisza, która zagęściła napiętą atmosferę między nami. Odchrząknęłam i wstałam na równe nogi.
- Spóźnimy się na obiad - rzuciłam, próbując ukryć się za udawanym uśmiechem.
Will wstał, przyglądając mi się przez chwilę, ale odpuścił, kiedy zauważył moją drgająca wargę. Szybko przytulił mnie do swojego torsu, a potem razem udaliśmy się na stołówkę.
Tam przeżyłam kolejny szok.
- Tylko nie świruj - uprzedził Will zanim wybiegłam z pomieszczenia.
Bo właśnie tylko na to miałam ochotę. Nie chciałam oglądać twarzy chłopaka, który tyle dla mnie znaczył, ale teraz beztrosko spędzał czas ze swoimi nowymi znajomymi. Znowu siedział z nią przy stoliku i do tego bezczelnie popatrzył w naszym kierunku. Z trudnością przełknęłam rozżalenie, jakie mnie zalewało i z wysoko uniesioną głową zrobiłam krok w przód.
- Chodź. - William pociągnął mnie za łokieć, prowadząc w inną stronę niż zamierzałam.
- Co robisz? - zapytałam zdezorientowana.
Posłał mi szeroki uśmiech, który mówił "zobaczysz" i chwilę później odsunął dla mnie krzesło przy jednym ze stolików. Ten znajdował się po kompletnie przeciwnej stronie niż ten Cindy i Liama, co było równoznaczne z oddaleniem się od Nialla i jego koleżanki.
- Dziękuję - wyszeptałam.
Zajęliśmy się obiadem, wymieniając co jakiś czas krótkie spostrzeżenia. Lubiłam towarzystwo Willa. Sprawiał, że nie myślałam o chamskim zachowaniu Horana i umiałam panować nad uczuciem paniki. Mogłam się rozluźnić i zająć głowę czymś innym. Przy okazji poznałam jego znajomych, który mieli świetne poczucie humoru.
- Muszę przyznać, że urocza ta cała Malia - powiedział szczerze.
Reszta towarzystwa opuściła nas kilka minut temu, więc byliśmy jedynymi osobami zajmującymi stolik. Pewnie zauważył, że gapiłam się w ich stronę. Cóż... Byłam mało subtelna.
- Ta - mruknęłam z żalem.
Była śliczna i słodziutka. Nie miała co się oszukiwać. Przyciągała wzrok nie tylko chłopaków.
- Ma osiemnaście lat - rzucił i przeżuł ostatni kęs posiłku.
Spojrzałam na niego zaskoczona i podparłam brodę na dłoniach, a łokcie na stole.
- Skąd wiesz?
- Popytałem tu i tam - zaśmiał się.
Pokręciłam głową i westchnęłam ciężko.
- Nie powinnaś się zadręczać. - Spoważniał.
- Wiem, ale to nie takie proste.
- Nie jest ciebie wart. Zobacz, jak głupio się cieszy. - Skinął brodą w kierunku blondyna, ale nie odważyłam się odwrócić.
- Brakuje mi go - wyszeptałam.
- To boli? - Zmarszczył czoło w zastanowieniu.
Skinęłam głowę na potwierdzenie i przetarłam twarz dłonią.
- Chyba tylko mnie, bo on nie wygląda jakby cierpiał, czy coś.
Chłopak nie odpowiedział, więc zapanowała między nami niezręczna cisza.
- Możemy już iść? - zapytała z krzywym uśmiechem.
- Jasne. - Wstał i podał mi dłoń.
Przyjęłam ją bez wahania. Potrzebowałam wsparcia, a Will nadawał się idealnie. Opuściliśmy stołówkę, mijając rozmawiających Cindy i Liama. Przyjaciółka posłała mi pytające spojrzenie, a ja w odpowiedzi wzruszyłam bezsilnie ramionami. Uśmiechnęła się lekko, co miało oznaczać, że była ze mną i miałam jej całkowite wsparcie. Korytarz świecił pustkami, nikomu nie spieszyło się na wykłady, które miałby być jednymi z ostatnich. Ja byłam już wolna, ale wieczorem czekał mnie trening.
Zastanawiający był spokój szkoły w związku z działaniami dyrektora. Niby przez jakiś czas mieliśmy zaostrzone ćwiczenia, ale nie było jakoś strasznie. Cisz przed burzą niepokoiła mnie bardziej niż świadomość jakiegokolwiek napadu ze strony wroga. Jakby ktoś czekał na uśpienie naszej czujności.
- Ktoś powtórzył nasz ruch - Will rzucił konspiracyjnie, czym wyrwał mnie z zamyślenia.
Staliśmy przy ścianie kilka metrów od drzwi stołówki, a po drugiej stronie zatrzymali się Horan i Malia.
- Pierdolę ich. - Wiedziałam, że Niall miał wyostrzony słuch.
Celowo sprawiał mi ból, więc celowo chciałam pokazać, że gówno mnie to obchodziło.
- Ostro - prychnął i szturchnął mnie łokciem w ramię.
Pochylił się i zbliżył do mojego ucha. Z daleka mogło to wyglądać dość intymnie, więc się nie cofnęłam.
- Zróbmy coś, żeby się zdenerwował. - Poczułam oddech chłopaka na skórze i zadrżałam.
Emocje zaczęły wypełniać moje ciało, co poskutkowało tym, że bez wahania zaplotłam dłonie na jego karku.
- Dobrze - odparłam, a on spojrzał mi w oczy.
Chwilę później zgarnął mnie do mocnego uścisku i schował nos w zgięciu mojej szyi. Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy.
- Jest skończonym dupkiem - wymamrotał pod nosem.
Uśmiechnęłam się i powoli odsunęłam. Nagle poczułam silne ukłucie w skroniach i syknęłam. Will położył opiekuńczo dłoń na moim ramieniu, ale nie zawróciłam sobie tym głowy. Popatrzyłam w bok, od razu napotykając jarzące się oczy Nialla. Nie było przy nim dziewczyny.
Był wściekły, a ja doskonale to czułam.
_______________________________________________

Postaram się, jak najszybciej dodać kolejny.
Cierpliwości, kochani! xxx

środa, 13 lipca 2016

43.

I mamy kolejny!
Wybaczcie, że idzie mi to tak wolno, ale naprawdę się staram :(
Jestem zagubiona i próbuję jeszcze raz wszystko sobie poukładać, więc proszę o wyrozumiałość.

Miłego czytania! xxx

P.S. Kocham Was za te wszystkie miłe słowa! <3
________________________________________________




12 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Obudziłam się i wyłączyłam wydzierający się budzik. Okropnie żałowałam, że nie położyłam się dużo wcześniej. Spuściłam nogi na podłogę i przetarłam oczy. Łóżko obok było puste i zaścielane. No tak... Czego miałam się spodziewać?
- Czy ja już nikogo nie obchodzę? - jęknęłam i poczłapałam do łazienki.
Przygotowałam się na spotkanie ze światem i trochę bardziej obudzona wróciłam do pokoju. Zaczęłam porządkować łóżko, kiedy Cindy weszła do pokoju. Znaczy domyśliłam się, że to była ona, bo kto miałby odwiedzać mnie o tej porze? Nikogo nie zapraszałam.
- Chyba musimy porozmawiać, koleżanko - westchnęłam ciężko i poprawiłam róg kołdry.
Odwróciłam się i doznałam szoku.
- O czym, kolego? - To nie była moja przyjaciółka.
- Co ty tu robisz o tej godzinie? - Uniosłam wysoko brwi.
Niall stał w swojej przystojnej okazałości i gapił się na mnie z szerokim uśmiechem. Włożył dłonie do kieszeni spodni i zagryzł wargę.
- Poczułem taką potrzebę, więc przyszedłem. - Wzruszył ramionami.
Och.
- Naprawdę? - Zawstydziłam się.
Zignorowałam fakt, że kierowało nim dopasowanie. Cieszyłam się, że był.
- Mhm.
Podszedł i pochylił się do mojej twarzy. Nie dotykał mnie żadną częścią ciała, a ja i tak umierałam z zachwytu.
- Stęskniłem się - wyszeptał.
Kierowana emocjami buszującymi wewnątrz mnie, zarzuciłam mu ręce na szyję i przysunęłam się bliżej.
- Co to za zachowanie, panienko? - zapytał poważnie, prostując się.
Tym ruchem sprawił, że patrzył na mnie z góry. Nie był dużo wyższy, ale spokojnie mogłabym przy nim nosić dziesięciocentymetrowe szpilki.
Uwielbiałam buty na obcasie!
- Proszę mi wybaczyć, ale nie mogę się oprzeć. - Uśmiechnęłam się niewinnie.
- Nie wiem, czy będę w stanie wybaczyć.
Kochał się droczyć, a ja kochałam jego.
- W taki razie... - zaczęłam, zsuwając dłonie po jego torsie. - Nic tu po tobie.
Zabrałam ręce i zrobiłam krok w tył.
- Co? - zmarszczył czoło zdezorientowany.
Wyciągnął rękę, żeby mnie złapać, ale zwinnie się wywinęłam.
- Słyszałeś.
Niall patrzył na mnie przez chwilę, jakby myślał nad czymś poważnym. Nawet potarł palcami brodę.
- Idź już, bo spóźnię się na wykłady - jęknęłam.
Oczywiście, że nie chciałam, żeby wychodził, ale mogłam go trochę wyprowadzić z równowagi. Kto miał mi zabronić? Chociaż w ten sposób byłam z nim i wstrzymywałam więź. Bałam się zrobić coś, czego on by nie chciał. Nie przeżyłabym gdyby się ode mnie odwrócił.
- Chyba sobie żartujesz - warknął groźnie i momentalnie znalazł się tuż przede mną.
Mój biust był przyciśnięty do jego klatki, a jego ramię owinęło moją talię.
- Panie Horan! - oburzyłam się teatralnie i zakryłam usta dłonią.
Pokręcił głową z uśmieszkiem, który przyprawiał mnie o dreszcze i schylił się, żeby pocałować mnie w obojczyk. Odetchnęłam i zamknęłam oczy. Horan był nadzwyczaj delikatny i dokładny. Powoli zaznaczył ustami ścieżkę obojczyka do ucha.
- Może pójdziemy na wagary? - wyszeptał.
Jęknęłam, kiedy pocałował mnie w ucho. Wyprostował się, ale nie odsunął. Obdarzył mnie intensywnym spojrzeniem jarzących się oczu.
- Nic z tego - odparłam smętnie.
Chciałam z nim być, ale nie mogłam opuszczać szkoły. Marzyłam, żeby się tutaj dostać, więc nie mogłam nikomu podpaść.
- Jesteś pewna? - Uniósł jedną brew.
Zawahałam się, ale skinęłam głową, a wtedy chłopak poderwał mnie do góry i rzucił na łóżko. Pisnęłam z zaskoczenia i miałam na niego nakrzyczeć, ale zostałam powstrzymana. Niall zaatakował moje wargi, nie dając mi dojść do słowa. Wierciłam się, żeby tylko ze mnie zszedł, ale nic mi to nie dało.
- Niall, głupku - wymamrotałam między całusami.
- Shhh... - Wsadził mi dłoń pod spódniczkę i zostawił ją na udzie.
Zadrżałam, kiedy poruszył palcami i zaczęłam ciężej oddychać. Nakręciłam się i nie byłam pewna, co do pójścia na pierwszy wykład. W końcu nie wyrzuciliby mnie przez "złe samopoczucie", prawda?
Złapałam Horana za koszulkę i zacisnęłam palce. Chciałam go bliżej, ale już bardziej się nie dało.
- Wystarczy tego dobrego - rzucił i cmoknął moje usta ostatni raz.
Odsunął się, stając przy łóżku. Patrzyłam na niego oszołomiona, nie wiedząc co powiedzieć. Koniecznie musiałam unormować oddech.
- No wstawaj - ponaglił.
Wyciągnął rękę, którą chwyciłam i pomógł mi stanąć na nogi. Poprawiłam mundurek i potrząsnęłam głową.
- Co się właściwie wydarzyło? - wymamrotałam.
W odpowiedzi usłyszałam szczery śmiech blondyna. Przerzucił rękę przez moje ramiona i przyciągnął mnie do swojego boku.
- Musimy iść na wykłady. - Mrugnął zaczepnie.
A ja po prostu umarłam na zawał serca przez czułość, jaką potrafił okazać.

15 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Wykłady dłużyły mi się, jak nigdy. Od momentu zasiania we mnie wątpliwości przez przyjaciółkę w temacie świąt, unikałam rozmowy z Niallem. Obawiałam się odrzucenia. Zwlekałam, jak tylko mogłam, więc minęło już kilka dni.
- Gdzie się tak spieszysz? - Usłyszałam za plecami.
Od razu poznałam głos, więc z uśmiechem odwróciłam się do kolegi.
- Miło cię widzieć, Will.
- Mnie również bardzo miło. - Puścił do mnie oczko.
Wskazałam brodą na korytarz przed nami i ścisnęłam mocniej książki, które trzymałam przy piersi.
- Idziemy? - zapytałam.
Skinął głową i zajął miejsce tuż przy moim ramieniu. Powoli przemierzaliśmy korytarz, wymieniając się uwagami na mało ważne tematy. Przy Willu czułam się swobodnie i nie musiałam nic udawać, a tym bardziej uważać na to, co mówiłam. Był jedynym chłopakiem, z którym miałam aż tak dobry kontakt.
Tak, nawet z Niallem takiego nie miałam. Potrafiliśmy rozmawiać, ale coraz częściej gościło między nami silne pragnienie.
- Dobrze mu się trafiło - powiedział nagle.
Zmarszczyłam czoło, posyłając mu zdezorientowane spojrzenie.
- Mógłbyś jaśniej?
- Mama na myśli Nialla - wyjaśnił, patrząc przed siebie.
- Kontynuuj - poprosiłam, będąc ciekawą.
Miał coś do powiedzenia, a ja chciałam się tego dowiedzieć.
- Jesteś ładna, inteligentna i czasami naprawdę zabawna.
Szturchnęłam go łokciem w żebra, na co zareagował głośnym śmiechem. Kilka osób zwróciło na nas swoją uwagę i pokręciło głowami. Czasami ludzie byli po prostu zbyt sztywni.
- Dzięki - prychnęłam i zrobiłam poważną minę.
Która wcale poważna nie była, bo wyszedł mi komiczny grymas. Uraził mnie, a ja chciałam to jakoś okazać. Póki co, nie umiałam się na niego gniewać dłużej niż pięć sekund.
- Ale serio - spoważniał. - Jest głupkiem, jeśli jeszcze nie padł przed tobą na kolana i nie wyznał ci miłości. Niech się pospieszy, bo widzę, że tracisz nadzieję i siły. Jesteście dopasowani, więc nie widzę przeszkód na wspaniałe wspólne życie.
Dlaczego on musiał być taki spostrzegawczy? to było przerażające.
- Nie przesadzaj. - Machnęłam dłonią lekceważąco.
Zarumieniłam się, ale postanowiłam to zignorować.
- Jestem pewien, że za tobą szaleje, ale sam jeszcze tego nie wie. Jeśli w porę tego nie odkryje, to zgarnę mu cię sprzed nosa i mówię to całkowicie poważnie.
Zachłysnęłam się powietrzem i stanęłam w miejscu.
Co on właśnie powiedział?
- Spokojnie, Destiny - zaśmiał się i złapał mnie za łokieć. - Nie musisz się niczym martwić. Chodź, zaprowadzę cię na kolejny wykład.
Oniemiała dałam pociągnąć się przez korytarz, co jakiś czas potrącając innych ramieniem.

***

Zebrałam się w sobie i od razu po ostatni wykładzie wpadłam do pokoju. W pośpiechu przebrałam się z mundurka i rozejrzałam po pomieszczeniu. Cindy znowu nie było. Potrzebowałam jej, a ona znikała i wracała tylko na sen. Nie podobało mi się to, ale teraz miałam ważniejszą rzecz do załatwienia.
Chwilę później stałam pod znajomymi drzwiami i w momencie, kiedy miałam zapukać one się otworzyły. Napotkałam zaskoczoną twarz Horana, więc opuściłam dłoń.
- Hej - przywitałam się cicho z niemrawym uśmiechem.
- Hej - rzucił i zmarszczył czoło.
- Chciałam pogadać - uprzedziłam jego pytanie.
Chłopak gestem ręki pokazał, żebym weszła i przepuścił mnie w drzwiach, które potem zamknął. Podszedł do swojego biurka i oparł się o nie tyłem. Ja zajęłam brzeg łóżka Liama.
- O co chodzi? - zapytał, pocierając brodę palcem.
Wyglądał na zirytowanego moja obecnością.
- Bo wiesz... - zaczęłam i się zacięłam.
- No?
- Jest taka sprawa...
Nie wiedziałam, jak to z siebie wydusić. Kompletnie zabrakło mi słów, a przecież wcześniej układałam tą wypowiedź milion razy. Tak na wszelki wypadek. Jak widać nic mi to nie dało.
- Destiny, jeśli nic mi nie powiesz, to z przykrością cię informuję, że muszę coś załatwić i nie mam czasu na twoje podchody.
Auć.
- Nie musisz być uszczypliwy - mruknęłam.
Nie odpowiedział, a ja odchrząknęłam, wzięłam głęboki wdech i na chwilę zamknęłam oczy.
- Już mówię. - Popatrzyłam na niego. Miał zmęczone oczy i obojętny wyraz twarzy. - Pamiętasz, jak rozmawialiśmy o świętach?
Skinął głową, po czym przechylił ją na jedną stronę.
- Wpadłam na pewien pomysł - kontynuowałam. - Tak sobie pomyślałam, żeby zaprosić ciebie i twoją mamę na święta do nas.
- Słucham? - Uniósł wysoko brwi.
Dobrze, że chociaż nie zaczął krzyczeć.
- Rozmawiałam z moją mamą i się zgodziła, więc teraz decyzja należy do was - podsumowałam.
- Dlaczego wcześniej tego ze mną nie skonsultowałaś? - Zmrużył oczy i skrzyżował ramiona na piersi.
- Sądziłam, że się ucieszysz - odparłam speszona. - Przecież ostatnio tak dużo czasu spędziliśmy razem i było naprawdę dobrze.
- To nie ma nic do rzeczy - rzucił ironicznie.
Skuliłam się w sobie i nic nie powiedziałam. Chciałam zrobić coś, co pomogłoby nam obojgu, ale widocznie mój instynkt zawiódł.
- Nie chcesz spędzać ze mną czasu? - zapytałam cicho, zbierając się na odwagę.
Onieśmielał mnie, kiedy był zdenerwowany i używał obojętnego wzroku.
- Powiedziałem to? - Zmarszczył czoło.
- Nie.
- Więc nie dopowiadaj sobie czegoś, co nie padło z moich ust.
Spuściłam głowę i zagryzłam wargę.
- Powinnaś już iść, spieszę się - przerwał niezręczną ciszę.
Natychmiast wstałam na proste nogi i podeszłam do drzwi. Posłałam mu smutne spojrzenie, żeby zorientował się, jak podziałała na mnie jego reakcja. Zapewne to wiedział już wcześniej, bo wyczuwał moje emocje. Widocznie nic sobie z tego nie robił.
Liczyłam, że mnie zatrzyma, kiedy nacisnęłam klamkę...
Nie zrobił tego.
Wyszłam.

***

- Myślisz, że wyznali sobie miłość? - Usłyszałam zza drzwi głos Liama.
- Oboje są strasznie uparci, więc wątpię - odparła smętnie. - Nie rozumiem, po co im te podchody. Czy tylko oni nie widzą tego, co ich łączy?
- Nie ma pojęcia. Niall nie rozmawia ze mną na ten temat.
Siedziałam przy biurku i próbowałam skupić się na materiałach, które chciałam nadrobić wcześniej, żeby mieć wolny weekend. Drzwi się otworzyła, a próg przekroczyła zakochana para. Udałam, że byłam pochłonięta kartkami, w rzeczywistości perfidnie podsłuchując.
- Nie będę przeszkadzał - rzucił chłopak.
- Nie przeszkadzasz - powiedziała z radością Cindy.
- Destiny się uczy.
Siedziałam cicho i nie zamierzałam włączać się do rozmowy. Dziewczyna miała ze mną na pieńku, a nie chciałam kłócić się przy jej ukochanym.
- No dobrze - westchnęła.
Pożegnali się całusem, a potem Liam zniknął za drzwiami.
- Co słychać u mojej kochanej przyjaciółki? - Po pokoju rozniósł się dźwięczny głos mojej lokatorki.
Wzięłam głębszy wdech i krzesłem odwróciłam się w jej kierunku.
- Miło, że sobie o mnie przypomniałaś - zironizowałam.
- O co ci chodzi? - Zmarszczyła czoło i opadła tyłkiem na łóżko.
- Mi? O nic. Przecież ciągle ze mną jesteś. - Wzruszyłam ramionami ze sztucznym uśmiechem.
- Jeśli masz jakiś problem, to mi o tym powiedz - powiedziała groźnie.
To ja powinnam się wkurzać!
- Żebyś wiedziała, że mam! - krzyknęłam, ale szybko zreflektowałam i zdecydowałam, że nie chciałabym zainteresowania reszty piętra.
Cindy skrzyżowała ramiona na piersi i popatrzyła na mnie wyczekująco.
- Chodzi o to, że od kilku dni masz mnie w dupie. Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy? Nie chodzi mi o głupie, przymusowe gadki przy śniadaniu. Jeśli znudziło ci się moje towarzystwo, to trzeba było mnie o tym uprzedzić. Miło by było. Potrzebowałam cię, potrzebowałam wsparcia, ale ciebie nie było. Nie raz na ciebie czekałam, ale wracałaś akurat, kiedy zasypiałam. To jest problem, o który mi chodzi.
Skończyłam, łapiąc się za głowę i zamykając oczy. Byłam zbyt zmęczona, ale musiałam to w końcu załatwić.
- Kocham go - wydusiła zdumiona.
- Wcześniej też go kochałaś, ale nie byłaś z nim non stop.
- Nie możesz być zła o moje zakochanie.
- Mogę o nie spędzanie ze mną czasu. - Wstałam gwałtownie, tak samo jak Cin. - Jestem twoją przyjaciółką, do cholery.
- Destiny...
Wtedy do pokoju wpadł nikt inny, jak Niall Horan.
- Destiny, ja... Przeszkodziłem? - Skrzywił się, napotykając moją wściekłą minę.
Żadna z nas nie odpowiedziała, więc sam wywnioskował.
- Już sobie idę - wymamrotał, ale ja zmieniłam zdanie.
- Zaczekaj - westchnęłam.
Rzuciłam przyjaciółce ostatnie, zawiedzione spojrzenie i wyszłam za Niallem na korytarz. W ciszy zeszliśmy na dół i skierowaliśmy się na stołówkę. Blondyn zajął jeden ze stolików, a ja poszłam do barku po sok dla siebie i dla niego.
- Co tam się stało? - zapytał z głupim uśmiechem, odbierając ode mnie butelkę.
Usadowiłam się na krześle i wyprostowałam nogi.
- Interesuje cię to? - westchnęłam ciężko i odkręciłam butelkę.
Horan nie odpowiedział, więc wzięłam kilka łyków. Nie przerwałam kontaktu wzrokowego.
- Przyszedłem w innej sprawie - odparł, a potem upił pół butelki.
- Jakiej? - Wyprostowałam się zaciekawiona.
- Co do świąt... - zaczął. - Rozmawiałem z mamą.
- Naprawdę? - pisnęłam zaskoczona.
Nie kontrolowałam szerokiego uśmiechu, który wkradł mi się na usta.
- Tak i przyjęła zaproszenie.
Otworzyłam szeroko usta, żeby za chwilę je zakryć. Byłam tak zaskoczona, że zapomniałam wziąć oddechu.
- Oddychaj - zaśmiał się z mojej reakcji.
- Tak się cieszę - odetchnęłam. - Zobaczysz, że święta będą super.
- Nie powiedziałem, że ja się zgodziłem. - Posłał mi cwaniacki uśmieszek.
- Jak to? - Uniosłam brwi w zdziwieniu.
Wzruszył ramionami i podrapał się po karku.
- Normalnie. Jesteś słabo przekonująca.
Zagryzłam wargę, myśląc intensywnie. Słabo przekonująca, tak?
- Postaram się, żebyś zmienił zdanie - rzuciłam niewinnie.
Oparłam łokcie o blat i pochyliłam się nad stolikiem. Niall miał idealny widok na moje piersi. Gapił się przez chwilę, a potem odchrząknął i spojrzał mi prosto w oczy.
- Nadal nic. - Pokręcił głową.
- Cóż... - Wyprostowałam się i powoli podeszłam do siedzącego chłopaka.
Nie pytając o pozwolenie, wpakowałam mu się na kolana okrakiem i położyłam dłonie na jego ramionach.
- Muszę się bardziej postarać - dodałam cicho.
Skinął głową i przełknął ciężko ślinę. Wpatrywał się w moje tęczówki, które jarzyły się tak samo, jak jego. Z małym uśmiechem podsunęłam się wyżej, a Niall westchnął.
- Destiny - ostrzegł i zacisnął usta.
Doskonale wiedziałam, o co mu chodziło. Miał problem w tym, że usadowiłam się prosto na jego przyjacielu. Zrobiłam to celowo i nie zamierzałam przestać.
- Słucham? - Przechyliłam głowę na jedną stronę i znowu się poruszyłam.
Warknął pod nosem, złapał mnie za kark i przyciągnął do swoich ust. Oddałam pocałunek z taką samą zachłannością, jak on. Naparałm sobą jeszcze bardziej, przez co Horan zacisnął palce na moich biodrach. Nagle oderwałam się od chłopaka i stanęłam na równych nogach.
- Ej - oburzył się.
Miał niewyraźne spojrzenie i był rozbity przez nagłą intensywność między nami.
- Więcej mogę ci ofiarować tylko w zaciszu mojego domu. - Mrugnęłam do niego i poprawiłam koszulkę.
Pokręcił głową z zamkniętymi oczami i powoli wstał z krzesła. Nie ruszyłam się z miejsca, kiedy podszedł i objął mnie w talii. Położył dłoń na moim policzku i kciukiem delikatnie dotknął dolnej wargi.
- Przekonałaś mnie - wyszeptał.
Bez ostrzeżenia wtuliłam się w jego tors i uśmiechnęłam się.
- Cieszę się - odparłam cicho.
- Wiesz co? - zapytał, a ja mruknęłam, żeby kontynuował. - Lubię kiedy jesteś słodka i urocza, ale kurewsko mnie kręcisz, kiedy jesteś suką.
Wstrzymałam oddech i z galopującym sercem napawałam się wspólną chwilą. Modliłam się, żeby było ich więcej.

niedziela, 10 lipca 2016

42.

Niestety muszę przekazać Wam złą wiadomość...
Nie odzyskałam rozdziałów, które miałam napisane do przodu (aż 7!) i teraz będę musiała napisać je jeszcze raz. Dlatego też nie będą pojawiały się często. 
Musicie mnie zrozumieć <3 
Jak tylko nadrobię, to na pewno wynagrodzę Wam to czekanie MAŁYM MARATONEM :)

Trzymajcie się cieplutko! xxx
_____________________________________________________





11 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Już za dwa tygodnie miała rozpocząć się przerwa świąteczna, której nie mogłam się doczekać. Im było bliżej, tym bardziej nie potrafiłam utrzymać wodzy nad emocjami. Wróciłam z wykładów wypompowana, jak stary balon. Przekroczyłam próg pokoju i ku mojemu zaskoczeniu, a może i nie do końca, moje łóżko zajmował Horan. Ręce miał podłożone pod głowę, a nogi skrzyżowane w kostkach. Wydawało się, jakby spał.
- W końcu jesteś - rzucił z wyrzutem i ziewnął.
Przetarł twarz i otworzył oczy, kierując wzrok prosto na mnie. Bez słowa odłożyłam książki na biurko i oparłam się tyłkiem o jego blat.
- Co ty tu robisz? - Skrzyżowałam ramiona na klatce piersiowej.
- Jakby nie robił tego od kilku dni - prychnął.
Rzeczywiście. Robił tak już od jakiegoś czasu, a mi to kompletnie nie przeszkadzało. Od ostatniego wydarzenia jeszcze bardziej pragnęłam spędzać z nim czas.
- Gdzie Cindy? - zapytałam, ignorując jego intensywne spojrzenie.
- Wspominała coś o jakimś projekcie, z którym zejdzie jej do wieczora. - Wzruszył ramionami.
Dochodziła druga po południu, więc prawdopodobnie byłam skazana na samotny obiad. Nie liczyłam na obecność Nialla, bo nie udawaliśmy pary. Robił, co chciał. Tak samo, jak ja. Głęboko w sercu liczyłam, że to kiedyś ulegnie zmianie.
- Co się tak patrzysz? Ubrudziłam się? - Zmarszczyłam czoło.
Gapił się na mnie, jakby chciał mnie zagryźć. Przeraziłam się w momencie, kiedy jego tęczówki zajarzyły się na niebiesko. Podniósł się tak, że opierał się tylko na jednym łokciu.
- Chodź do mnie. - Poklepał miejsce obok siebie.
- O nie, mój drogi. - Pokręciłam powoli głową. - Wiem, czego ode mnie chcesz, cwaniaczku.
- Naprawdę? - Mruknął z tym charakterystycznym uśmieszkiem.
- Mhm.
Podeszłam do szafki, żeby wybrać wygodniejsze ubrania, niż szkolny mundurek. Zastanawiałam się dłużej niż powinnam, ale wyjątkowo nie mogłam się skupić. Miłym zaskoczeniem były dwie dłonie, oplatające mnie w talii. Uśmiechnęłam się pod nosem i celowo nie zareagowałam.
- Destiny - wyszeptał, chcąc wypaść kusząco.
Nie musiał próbować. Kusił mnie na każdym kroku, a ja coraz mniej się opierałam.
- Hm?
Oparł brodę na moim ramieniu i wtulił policzek w moją skroń. Przymknęłam oczy i uniosłam dłoń, żeby wpleść palce w blond włosy chłopaka. Zamruczał, kiedy użyłam paznokci, drapiąc jego skórę.
- Tak jest dobrze - mruknął tuż przy moim uchu i lekko je pocałował.
- Jest idealnie - przyznałam.
Odwróciłam się zwinnie, bo nie mogłam dłużej zwlekać. Chciałam połączyć nasze usta i przeciągnąć pieszczotę ile bym tylko mogła. Kochałam go całować.
Kochałam go dotykać.
Kochałam go.
- Uciekasz mi? - zapytał zdezorientowany moim ruchem.
Pokręciłam głową z niewinnym uśmieszkiem, złapałam go dłonią za kark i przyciągnęłam do siebie. Bez wahania zaatakowałam jego wargi, a Niall od razu zaczął współpracować. Po chwili odłączył się ode mnie z głośnym cmoknięciem i spojrzał mi prosto w świecące oczy. Nasze tęczówki w tym momencie idealnie do siebie pasowały. Nie odezwał się ani słowem. Utonęłam w jego spojrzeniu, a on bezczelnie zsunął dłonie na moje pośladki i zacisnął palce. Uśmiechnął się zadziornie, a wtedy drzwi do pokoju gwałtownie się otworzyły.
- Destiny, nie widziałaś może mo... - Odskoczyliśmy od siebie, a dziewczyna zamarła. - Ojej, wybaczcie.
Sytuacja musiała wyglądać komicznie, bo w międzyczasie uderzyłam się głową o szafkę. Skrzywiłam się i speszona sięgnęłam po ubrania na zmianę i zniknęłam w łazience. Słyszałam przytłumioną rozmowę i śmiech, ale nic nie zrozumiałam. Przebrałam się, poprawiłam włosy, sprawdziłam makijaż i byłam gotowa do ponownej konfrontacji z Horanem. Weszłam do pokoju, gdzie zastałam radosnego Nialla, siedzącego na brzegu łóżka.
- Co ci tak wesoło? - Uniosłam brwi.
Wrzuciłam mundurek do szafy bez składania, więc byłam świadoma ponownego prasowania. Jednak teraz nie to było najważniejsze.
- Cindy myślała, że się pieprzyliśmy - prychnął śmiechem.
- Co? - Wytrzeszczyłam oczy.
Niall zrobił głupią minę w odpowiedzi, co zmusiło mnie do wstrzymania śmiechu. Wzięłam głębszy oddech i zdecydowanym krokiem znalazłam się przed chłopakiem. Bez pytania wpakowałam mu się na kolana okrakiem.
- Co ty...? - Zmarszczył czoło zdezorientowany.
- Moja przyjaciółka myślała, że się pieprzyliśmy, tak? - Uniosłam jedną brew zaczepnie.
Palcem musnęłam jego szczękę, a potem szyję.
- Dokładnie - odparła pewniej, kiedy zorientował się, w co grałam.- Śmieszne, nie?
Pchnęłam go tak, że upadł plecami na materac i sama się nad nim pochyliłam. Położyłam dłonie na torsie Nialla i boleśnie powoli zbliżyłam usta do jego ucha.
- Nie moglibyśmy tego zrobić, prawda? - wyszeptałam, po czym bezceremonialnie polizałam płatek ucha.
Tym samym wywołałam cichy jęk u chłopaka. Mocniej zacisnął dłonie na moich biodrach, a ja się wyprostowałam.
- Nigdy w życiu - odparł lekko drżącym głosem.
- Przecież my nawet się nie lubimy. - Skrzywiłam się w grymasie.
Niall przeniósł dłonie na moje uda i zaczął je delikatnie pocierać dosłownie samymi opuszkami palców. Moje ciało zalała gęsia skórka. Miałam wrażliwe ciało już od dziecka, ale zazwyczaj reagowałam śmiechem. W tej sytuacji poczułam pobudzenie, a nie rozbawienie.
- Mmm. - Zamknęłam oczy i odchyliłam głowę w tył.
- Lubisz to? - zapytał zdziwiony i na chwilę zaprzestał ruchów.
- Mam delikatną skórę - odpowiedziałam cicho.
Byłam wytrącona z równowagi i jedynym, na czym chciałam się skupić, były jego palce. Ucieszyłam się jeszcze bardziej, kiedy kontynuował pieszczotę.
- Musisz przestać, bo się podniecę - wymamrotałam, kręcąc się niespokojnie.
- Na to liczę.
Gwałtownie otworzyłam oczy i strząsnęłam jego ręce. Nie chciałam przerywać toru tej "zabawy", ale wpadłam na genialny pomysł.
- Co? - Uniósł brwi.
Dźwignął się do siadu i objął mnie ramionami w talii.
- Podjęłam dorosłą decyzję - oznajmiłam.
Posłał mi pytające spojrzenie, więc kontynuowałam.
- Musisz iść.
Prychnął śmiechem, który urzekł mnie na kilka sekund, ale szybko się otrząsnęłam. Musiałam coś załatwić, a on nie mógł o tym wiedzieć.
- Żartujesz, prawda? - chciał się upewnić, widząc moją powagę.
- Nie.
- Nie wyjdę.
- Słucham? - Zdziwiłam się.
Przytulił mnie jeszcze mocniej i złożył krótki pocałunek na moim obojczyku.
- Po prostu. Chcę być z tobą, w twoim pokoju, żeby móc cię słuchać, a potem całować.
Zaskoczona takimi słowami, nie wiedziałam jak zareagować. Chciał ze mną być...
- Bardzo, ale to bardzo mi przykro - zaczęłam, spuszczając wzrok. - Ale musisz już iść.
Niechętnie wygramoliłam się z jego objęć i podeszłam do wyjścia. Horan powoli poszedł za mną, a jak tylko zjawił się tuż obok, otworzyłam drzwi. Zrobiłam szeroki gest ręką, żeby zachęcić go do opuszczenia pomieszczenia.
- Jesteś pewna? - Zmrużył na mnie oczy.
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się najszerzej, jak tylko umiałam. Niall westchnął i zniżył się tak, że był kilka centymetrów od moich warg. Przymknęłam oczy i wysunęłam brodę, ale wtedy blondyn z cwanym uśmiechem się wyprostował.
- Do zobaczenia - rzucił na odchodne.
Zezłoszczona zatrzasnęłam drzwi i nawet z łóżka mogłam słyszeć jego zwycięski śmiech. Musiałam go zignorować i zająć się układaniem planu doskonałego.

***

- No odbierz w końcu - wymamrotałam pod nosem.
Od piętnastu minut próbowałam dodzwonić się do któregoś z rodziców, ale ciągle odnosiłam porażkę. Miałam po dziurki w nosie tego nieznośnego pikania w słuchawce i byłam naprawdę zła. Co mogło być tak ważnego, że nie odbierali od jedynej córki?
- Słucham? - Usłyszałam po kolejnym już sygnale.
- Mama?
- A do kogo dzwoniłaś? - zapytała rozbawiona.
- Już sama nie wiem, jaki numer wybrałam - wymamrotałam i podrapałam się po karku.
- Co potrzebujesz, moja córeczko? - zapytała.
W tle usłyszałam zamykanie drzwi i westchnięcie.
- Czy ty dopiero wróciłaś z pracy? - Zmarszczyłam czoło.
- Tak, kochanie.
- Czy tata jest poważny? Dlaczego pozwala ci tyle pracować? Mam z nim porozmawiać? - Zasypałam ją pytaniami.
- Spokojnie, dam sobie radę.
- Na pewno?
- Nie jest niczemu winny - zaśmiała się.
- Jasne - prychnęłam.
- Lepiej powiedz, co sprawiło, że dzwonisz do mnie o dziewiątej wieczorem - zręcznie zmieniła temat.
Spanikowałam i straciłam pewność siebie.
- Stęskniłam się? - Wymyśliłam na szybko.
- Jasne córeczko, a teraz poproszę prawdziwy powód.
Mama zawsze wiedziała, kiedy kłamałam, a ja do skutku próbowałam ją omotać.
- Wpadłam na pewien pomysł - rzuciłam na wdechu.
- Szczegóły?
- Zawsze chciałaś święta w większym gronie, prawda?
- Skończ te podchody, Destiny. Jestem zmęczona - powiedziała z powagą.
Przełknęłam ciężko ślinę i szybko zebrałam myśli.
- Chciałam zaprosić Nialla i jego mamę na święta do nas - wypaliłam, jakby te słowa parzyły mnie w język.
- Dlaczego? - zdziwiła się.
- Jakiś czas temu rozmawiałam z Niallem i powiedział mi, że mają kłopoty finansowe, więc wywnioskowałam, że ich święta mogłyby wyglądać bardziej ubogo. Jestem w jakiś sposób z nimi związana i chciałabym, żeby te święta spędzili jak najlepiej.
- Nie wiem, co na to ojciec - westchnęła.
- Mamo - przeciągnęłam ostatnią literę prosząco.
- Porozmawiam z nim. - Domyśliłam się, że pokręciła głową. - Co ze spaniem? Wiesz, że Michael wraca.
- Pokój gościnny jest wolny - rzuciłam z uśmiechem.
Byłam bliżej celu, niż myślałam. Mama była wrażliwa na czyjeś potrzeby, a cieszyła się już w szczególności, kiedy to ja wykazywałam się inicjatywą.
- Jest również zabałaganiony - przypomniała.
- Wystarczy trochę go ogarnąć, nic wielkiego - mruknęłam i machnęłam dłonią lekceważąco.
Przez chwilę na linii zapanowała cisza. W duchu modliłam się, żebym uzyskała zgodę. Polubiłam spędzanie czasu z Horanem i myślałam, że on nie będzie miał nic przeciwko temu.
- Porozmawiam z ojcem - powiedziała w końcu.
- Ale zgadzasz się?
Z napięcia aż podkurczyłam palce u stóp.
- Zgadzam - westchnęła ciężko, a ja pisnęłam.
Usłyszałam zmęczony śmiech mamy, co wywołało mój chichot.
- Dziękuję, dziękuję, dziękuję! - Skakałam po pokoju.
Radość wydobywała się ze mnie ogromnymi ilościami. Miałam szansę na ulepszenie więzi z blondynem.
- Chwileczkę, młoda damo - uspokoiła mnie, więc od razu się zatrzymałam.
- Słucham cię, mamo.
- Żebyśmy się zrozumiały... Nie chcę, żadnych kłopotów pod moim dachem.
- Co masz na myśli? - Potarłam czoło palcami.
- Ciebie, Nialla i wasze dopasowanie. Nikt z nas nie wie, na co was stać, więc nie chcemy ryzykować. Macie uważać i ma być bezpiecznie.
- Nie musisz mi tłumaczyć, jak małemu dziecku. Jestem dorosła - przypomniałam i wywróciłam oczami.
Całe szczęście, że nie widziała wszystkich moich grymasów, bo dostałabym porządny wykład na temat kultury i zachowanie wobec starszych, a tym bardziej rodziców.
- Wierzę w twój rozsądek - zaśmiała się.
Otworzyłam szeroko usta, przez chwilę nic nie mówiąc.
- Dobranoc - odparłam z lekkim oburzeniem.
- Śpij dobrze, córeczko.
Rozłączyłam się i w ciszy świętowałam swój mały sukces.

***

Wymyta wróciłam do pokoju. Zostało już tylko godzina do północy, a mojej przyjaciółki jak nie było, tak nie ma. Zaczęłam się martwić. Co jeśli zatrzymał ją któryś z dyżurnych wykładowców?
- Jestem - usłyszałam, jak tylko drzwi od pokoju się otworzyły.
- Myślałam, że cię porwali - odparłam z pretensją.
Położyłam dłonie na biodrach i zrobiłam groźną minę. Musiałam wyglądać komicznie w piżamie i puchatych kapciach.
- Nie mogliśmy się pożegnać- przyznała speszona i podeszła do łóżka.
Nie widziałam jej twarzy, ale doskonale wiedziałam, że się zawstydziła.
- Wybaczam - westchnęłam teatralnie.
Cindy zaśmiała się i pokręciła głową. Usiadłam na brzegu łóżka i zrzuciłam ciapy. Ostatni raz sprawdziłam telefon i z uśmiechem położyłam się pod kołdrę.
- Głupio wyszło wtedy po wykładach - odezwała się nagle.
Zmarszczyłam czoło wybita z własnych myśli.
- Chodzi mi o to, że wam przeszkodziłam - dodała, kiedy nie zareagowałam.
- A, to. - Klepnęłam się dłonią w czoło.
- Widzę, że całkiem dobrze się wam układa - powiedziała sugestywnie.
Zacisnęłam powieki i zakryłam twarz dłonią.
- Nic nie powiesz? - żartowała.
- Bez komentarza - wymamrotałam.
Miała uciechę z mojego zawstydzenia. Odgryzła się za to, że ja zrobiłam jej to wcześniej.
- Wymyśliłam coś i potrzebuję twojego zdania - zmieniłam temat, czym momentalnie zainteresowałam przyjaciółkę.
Szybko zajęła miejsce na swoim łóżku, skrzyżowała nogi i wlepiła we mnie spojrzenie.
- Zamieniam się w słuch. - Wyczułam w jej głosie podekscytowanie.
- Mam zamiar zaprosić Nialla i jego mamę na święta.
- Zapytałaś go o zdanie?
Tym głupim pytaniem zgasiła mój entuzjazm.
- Dzięki za wsparcie - zironizowałam.
- Po prosty myślę logicznie. Wiesz, jaki jest Niall...
Westchnęłam i przygryzłam wargę.
- Skąd pewność, że się zgodzi? - zapytała.
- Nie wiem, Cindy. Sądziłam, że to wspaniały pomysł, skoro zaczęliśmy spędzać więcej czasu razem.
- Zastanów się nad tym.
- Myślisz, że to za dużo? - Skrzywiłam się.
Cindy wzruszyła ramionami, posyłając mi współczujące spojrzenie.
- Trudno - wyszeptałam.
Odwróciłam się plecami do dziewczyny i zamknęłam oczy. W głowie miałam jej słowa. Nie byłam w stanie przestać myśleć o możliwości odrzucenia. Co jeśli Niall nie chciał tego co ja? Może potrzebował mnie tylko ze względu na odczuwane pragnienie?

Chyba za bardzo się rozpędziłam.