sobota, 16 lipca 2016

44.

Jestem z kolejnym!
Idzie mi coraz lepiej, tylko z czasem gorzej. Mam trochę spraw na głowie i nie jestem w stanie w 100% poświęcić się, żeby nadrobić wszystkie rozdziały.
Cieszę się, że rozumiecie :)

Po raz kolejny dziękuję za każdy PRZEMIŁY  komentarz! xxx
____________________________________________________




17 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Wczoraj nie udało mi się złapać Nialla. Od piątku tajemniczo znikał i nawet Liam nie wiedział, gdzie mógł przebywać. Mógł mieć swoje sprawy do załatwienia, ale skłamałabym, gdybym powiedziała, że mi go nie brakowało. Dopasowanie dawało o sobie znać już po dwóch dniach bez kontaktu z moim Alfą. Zaraz po wykładach zrzuciłam z siebie mundurek i pod czujnym okiem przyjaciółki poprawiłam swój wygląd.
- Zgaduję, że Niall, prawda? - zapytała z uśmiechem, wystawiając nos zza książki.
Nie odpowiedziałam, rumieniąc się.
- Wiedziałam - prychnęła.
- Oj zamknij się - rzuciłam i zmrużyłam na nią oczy.
Wczoraj doszło między nami do pojednania. Nie potrafiłyśmy długo się na siebie gniewać. Wszystko ustaliłyśmy i zwyczajnie wróciłyśmy do porządku dziennego.
- Powodzenia! - krzyknęła, kiedy wychodziłam.
Szybkim krokiem pokonałam odległość korytarza i zapukałam do znajomego pokoju. Nie poczekałam na odpowiedź i uchyliłam drzwi, wtykając głowę w szparę.
- Cze... - urwałam, widząc Liama bez koszulki.
Speszony chłopak szybko założył ubranie i odchrząknął.
- Przepraszam - powiedziałam cicho i spuściłam wzrok.
Machnął dłonią lekceważąco, ale w jego oczach widziałam zawstydzenie. Jeśli miałam być szczera, to nie miał się czego wstydzić. Był szczupły i wysportowany. Nie był mięśniakiem, dokładnie tak samo, jak Niall. Spokojnie inne mogły zazdrościć Cindy takiego chłopaka.
- Szukasz Niall?
- Mhm. - Skinęłam głową.
- Nie widziałem go od rana.
Posłałam mu mały uśmiech w podziękowaniu i zamknęłam za sobą drzwi. Zatrzymałam się, żeby pomyśleć nad ewentualnym miejscem pobytu blondyna. Zdecydowałam się przejść po całym budynku. Dobrze, że chociaż część z salami wykładowymi była zamknięta. Miałam o połowę mniej do przejścia.
Po dwudziestu minutach błądzenia po korytarzach straciłam nadzieję na odnalezienie Horana. Z ciężkim westchnięciem skierowałam się w drogę powrotną. Byłam cholernie zmęczona i głodna. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy natknęłam się na obiekt poszukiwań. Chciałam podejść, ale zrezygnowałam, bo moje oczy zlokalizowały niską, uśmiechniętą szatynkę tuż przed nim. Z odległości, w jakiej się znajdowałam, udało mi się zauważyć, że była młodziutka i bardzo ładna. W dużej części była urocza i przypominała porcelanową laleczkę.
- O nie - warknęłam pod nosem, słysząc zalotny śmiech dziewczyny.
Ewidentnie z nią flirtował. Niall stał oparty ramieniem o ścianę i trzymał dłonie w kieszeniach. Niestety nie widziałam twarzy. Momentalnie znalazłam się za jego plecami i odchrząknęłam, zwracając na siebie ich uwagę.
- Destiny? - zapytał zdziwiony Horan.
- Nie, Beyonce - zironizowałam.
Wywrócił oczami, a ja przybrałam na twarz nieszczery, ale szeroki uśmiech.
- Gdzie twoje maniery? Nie przedstawisz nas sobie? - Zamrugałam zalotnie i zbliżyłam się do koleżanki.
Zanim Niall się zdecydował, wyciągnęłam do niej rękę.
- Destiny.
- Malia - odpowiedziała z wahaniem.
- Miło mi - rzuciłam milutko, a potem odwróciłam twarz do chłopaka. - Możemy pogadać?
Chciał coś odpowiedzieć, ale zrezygnował i zmarszczył czoło.
- Wybacz nam na chwilę. - Mrugnął do szatynki i dotknął palcem czubka jej nosa.
Moje serce się zatrzymało i poczułam mocne ukłucie. To mnie powinien tak dotykać.
Odeszliśmy kawałek dalej, ale nie byłam pewna, czy mogliśmy swobodnie rozmawiać.
- Nie usłyszy nas? - zapytałam, mierząc dziewczynę wzrokiem.
- Jest nimfą, nie wilkołakiem.
To by wyjaśniało jej dziewczęcą urodę.
- Nie widziałam jej wcześniej. - Zmrużyłam oczy, próbując skojarzyć jej twarz. - Nowa?
- Przyjęli ją tydzień temu - odparł obojętnie.
To dlatego był ostatnio tak zabiegany?
- Widzę, że znalazłeś sobie kogoś na moje miejsce - prychnęłam i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- O co ci chodzi? - Skrzywił się.
- Myślisz, że poradzi sobie z pożądaniem, jakie w tobie siedzi?
- Mój jaśniej.
- Nie udawaj idioty - westchnęłam, wywracając oczami.
Horan zacisnął zęby i mocno złapał mnie za łokieć.
- Zarzucasz mi, że cię zdradziłem, czy co? - Popatrzył mi głęboko w oczy.
Nie odpowiedziałam, bo zwyczajnie nie wiedziałam, co powiedzieć. Był zły, wręcz wściekły.
- Nie jesteśmy parą, żebyś czegoś ode mnie oczekiwała - syknął.
Zacisnął palce na moim łokciu, więc jęknęłam z bólu.
- Puść - zażądałam wyraźnie.
- Nie mów mi, co mam robić.
Napięłam mięśnie i wyrwałam się z jego chwytu. Nie miał prawa tak się zachowywać. Dopiero wmawiał mi bajeczki o tym, jak mu ze mną dobrze.
- Już nie tęsknisz, tak? - zapytałam z sarkazmem.
- Nie - odparł bez wahania.
Zamrugałam szybko, żeby powstrzymać łzy i wyprostowałam plecy.
- Wal się - warknęłam groźnie i odwróciłam się na pięcie.
Biegiem dotarłam do pokoju, gdzie od razu zamknęłam się w łazience. Nie zwracałam uwagi na wołania zaniepokojonej przyjaciółki. Przemyłam twarz zimną wodą, próbując ukryć łzy. Nic to nie dało, ale i tak wyszłam do Cindy, która od razu zgarnęła mnie w ramiona.
- Co się stało? - zapytała ostrożnie.
- Nic - mruknęłam pod nosem.
- Znowu płaczesz przez niego - wyszeptała z bólem w głosie.
Zacisnęłam wargi, ale nie udało mi się powstrzymać szlochu. Wtuliłam się w nią mocniej i pozwoliłam, żeby emocje wyszły na zewnątrz. Byłam zbyt słaba by je w sobie zatrzymać. Wysiadałam psychicznie za każdym razem, kiedy mnie ranił.

18 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Rano zauważyłam na swojej twarzy oznaki niewyspania w postaci ciemnych kręgów pod oczami i bladej skóry. Udało mi się tak doprowadzić do porządku, że wyglądałam całkiem dobrze i raczej nikt nie powinien się zorientować. Na śniadanie szłam sama, bo Cindy z samego rana odwiedziła Liama. Tak się umówiłyśmy, więc nie byłam ani zła, ani zaskoczona.
- Jestem - odetchnęłam, kiedy dotarłam do wspólnego stolika.
W stołówce zbierało się coraz więcej studentów, więc powoli zrobił się tłok i gwar. Zdążyłam zjeść swoją jajecznicę i wypić ciepłą herbatkę, a czwarty członek tego stołu wciąż do nas nie dołączył.
- Gdzie Niall? - zapytała zdezorientowana Cindy, patrząc wymownie na swojego chłopaka.
Ten wzruszył ramionami i rozejrzał się po pomieszczeniu. Nagle wzrok obojga zablokował się na czymś, co znajdowało się za mną. Uniosłam brwi i powoli skierowałam oczy w to samo miejsce. Od razu tego pożałowałam... Dwa stoliki dalej siedział Niall.
I Melanie.
A razem z nimi cała grupa jakiś młodych znajomych. Śmiali się i kończyli swoje posiłki. Wstrzymałam oddech, mając wrażenie, że każdy usłyszał pęknięcie mojego serca na pół.
- Des? - Usłyszałam spokojny głos przyjaciółki.
Zamknęłam na chwilę oczy i odwróciłam się przodem do swoich towarzyszy.
- Hm? - mruknęłam z uśmiechem.
Oczywiście, że postanowiłam udawać spokojną. W środku wrzałam ze złości i zawiedzenia.
- Okey? - Przyjrzała mi się uważnie.
Skinęłam głową i spuściłam wzrok na resztki herbaty w kolorowym kubku.
Nie chciałam się rozpłakać, więc nie kontynuowałam tematu blondyna. Wystarczająco dobił mnie już wewnętrznie. Nikt z zebranych na śniadaniu nie musiał tego wiedzieć. Ciosem dla Horana będzie moja obojętność.

***

W tłumie udało mi się dostrzec znajomą czuprynę. Od razu się uśmiechnęłam i stanęłam na palcach.
- Will! - zawołałam i spróbowałam przecisnąć się przez zgromadzonych uczniów.
Odwróciłam się gwałtownie w moją stronę i pomachał.
- Destiny! - zawołał wesoło i wyciągnął do mnie dłoń.
Chwyciłam ją, a chłopak przyciągnął mnie do siebie. Odetchnęłam z ulgą, kiedy stanęliśmy w bardziej ustronnym miejscu.
- Co cię do mnie sprowadza? - Uniósł brwi, jakby był zaskoczony, że chciałam z nim porozmawiać.
- Musze mieć jakąś sprawę? - oburzyłam się, żartując.
Pokręcił głową i przeczesał włosy palcami.
- Właśnie szedłem do biblioteki.
- Mogę iść z tobą? - Zrobiłam słodkie oczka, licząc na pozytywne rozpatrzenie mojej prośby.
- Jasne. - Mrugnął zaczepnie.
Razem skierowaliśmy się we wcześniej wspomniane miejsce, rozmawiając o głupotach. Wymieniliśmy się kilkoma uwagami na temat wykładowców, aż dotarliśmy do biblioteki. Znaleźliśmy interesujące nas książki i zajęliśmy wolną kanapę na tyłach. Usadowiłam się wygodnie i zaczęłam czytać.
- Destiny? - Usłyszałam po chwili.
- Tak? - Oderwałam się od tekstu, co było dla mnie ciężkie.
Uwielbiałam czytać, a jak się wkręciłam w akcję, to nie było przebacz.
- Dlaczego nie widuję was razem? Przestaliście spędzać wspólnie czas? - zapytał, przyglądając mi się uważnie.
Normalnie obraziłabym się za takie wtrącanie nosa w nie swoje sprawy, ale w tej chwili potrzebowałam opinii kogoś takiego, jak Will.
- Znalazł sobie zastępstwo. - Wzruszyłam ramionami.
Grałam obojętną, ale wcale taka nie byłam. Cierpiałam jak jasna cholera.
- Nie rozumiem. - Zmarszczył czoło zdezorientowany. - Przecież jesteście dopasowani...
- No tak, niby jesteśmy - westchnęłam i zamknęłam książkę. - Przyłapałam go na flirtowaniu z jedną z nowych, młodszych uczennic i wtedy wygarnął mi, że nie powinnam wtrącać się do jego życia. Dodał też, że nie mam prawa posądzać go o zdradę, skoro nawet nie jesteśmy parą.
Chłopak myślał przez chwilę, aż nagle poruszył się na kanapie i wziął głęboki wdech.
- Przysięgam, że jest największym idiotą, jakiego spotkałem - podsumował, krzywiąc się.
Chciałam wybuchnąć śmiechem, ale nie wypadało w takim miejscu, jak to. Zakryłam usta dłonią i uspokoiłam się na tyle, żebym mogła normalnie rozmawiać.
- Skłamię, jeśli powiem, że mnie to nie zabolało - przyznałam cicho, momentalnie poważniejąc.
- Nie dziwię się - prychnął. - Z daleka widać siłę tego całego pożądania, czy cokolwiek to jest.
Zamknęłam oczy i odetchnęłam.
- Nie mam prawa zmuszać go do lubienia go...
- ...w taki sam sposób, jak ty lubisz jego? - dokończył za mnie, czym kompletnie wprawił mnie w zaskoczenie.
Nieśmiało skinęłam głową i odwróciłam wzrok. Byłam zawstydzona uczuciami, jakie żywiłam do tego idioty.
- Przejrzy na oczy, zobaczysz - odparł Will z całkowitą pewnością.
Chciałabym mu wierzyć...
- Obawiam się, że będzie za późno - wyszeptałam.
Nastała martwa cisza, która zagęściła napiętą atmosferę między nami. Odchrząknęłam i wstałam na równe nogi.
- Spóźnimy się na obiad - rzuciłam, próbując ukryć się za udawanym uśmiechem.
Will wstał, przyglądając mi się przez chwilę, ale odpuścił, kiedy zauważył moją drgająca wargę. Szybko przytulił mnie do swojego torsu, a potem razem udaliśmy się na stołówkę.
Tam przeżyłam kolejny szok.
- Tylko nie świruj - uprzedził Will zanim wybiegłam z pomieszczenia.
Bo właśnie tylko na to miałam ochotę. Nie chciałam oglądać twarzy chłopaka, który tyle dla mnie znaczył, ale teraz beztrosko spędzał czas ze swoimi nowymi znajomymi. Znowu siedział z nią przy stoliku i do tego bezczelnie popatrzył w naszym kierunku. Z trudnością przełknęłam rozżalenie, jakie mnie zalewało i z wysoko uniesioną głową zrobiłam krok w przód.
- Chodź. - William pociągnął mnie za łokieć, prowadząc w inną stronę niż zamierzałam.
- Co robisz? - zapytałam zdezorientowana.
Posłał mi szeroki uśmiech, który mówił "zobaczysz" i chwilę później odsunął dla mnie krzesło przy jednym ze stolików. Ten znajdował się po kompletnie przeciwnej stronie niż ten Cindy i Liama, co było równoznaczne z oddaleniem się od Nialla i jego koleżanki.
- Dziękuję - wyszeptałam.
Zajęliśmy się obiadem, wymieniając co jakiś czas krótkie spostrzeżenia. Lubiłam towarzystwo Willa. Sprawiał, że nie myślałam o chamskim zachowaniu Horana i umiałam panować nad uczuciem paniki. Mogłam się rozluźnić i zająć głowę czymś innym. Przy okazji poznałam jego znajomych, który mieli świetne poczucie humoru.
- Muszę przyznać, że urocza ta cała Malia - powiedział szczerze.
Reszta towarzystwa opuściła nas kilka minut temu, więc byliśmy jedynymi osobami zajmującymi stolik. Pewnie zauważył, że gapiłam się w ich stronę. Cóż... Byłam mało subtelna.
- Ta - mruknęłam z żalem.
Była śliczna i słodziutka. Nie miała co się oszukiwać. Przyciągała wzrok nie tylko chłopaków.
- Ma osiemnaście lat - rzucił i przeżuł ostatni kęs posiłku.
Spojrzałam na niego zaskoczona i podparłam brodę na dłoniach, a łokcie na stole.
- Skąd wiesz?
- Popytałem tu i tam - zaśmiał się.
Pokręciłam głową i westchnęłam ciężko.
- Nie powinnaś się zadręczać. - Spoważniał.
- Wiem, ale to nie takie proste.
- Nie jest ciebie wart. Zobacz, jak głupio się cieszy. - Skinął brodą w kierunku blondyna, ale nie odważyłam się odwrócić.
- Brakuje mi go - wyszeptałam.
- To boli? - Zmarszczył czoło w zastanowieniu.
Skinęłam głowę na potwierdzenie i przetarłam twarz dłonią.
- Chyba tylko mnie, bo on nie wygląda jakby cierpiał, czy coś.
Chłopak nie odpowiedział, więc zapanowała między nami niezręczna cisza.
- Możemy już iść? - zapytała z krzywym uśmiechem.
- Jasne. - Wstał i podał mi dłoń.
Przyjęłam ją bez wahania. Potrzebowałam wsparcia, a Will nadawał się idealnie. Opuściliśmy stołówkę, mijając rozmawiających Cindy i Liama. Przyjaciółka posłała mi pytające spojrzenie, a ja w odpowiedzi wzruszyłam bezsilnie ramionami. Uśmiechnęła się lekko, co miało oznaczać, że była ze mną i miałam jej całkowite wsparcie. Korytarz świecił pustkami, nikomu nie spieszyło się na wykłady, które miałby być jednymi z ostatnich. Ja byłam już wolna, ale wieczorem czekał mnie trening.
Zastanawiający był spokój szkoły w związku z działaniami dyrektora. Niby przez jakiś czas mieliśmy zaostrzone ćwiczenia, ale nie było jakoś strasznie. Cisz przed burzą niepokoiła mnie bardziej niż świadomość jakiegokolwiek napadu ze strony wroga. Jakby ktoś czekał na uśpienie naszej czujności.
- Ktoś powtórzył nasz ruch - Will rzucił konspiracyjnie, czym wyrwał mnie z zamyślenia.
Staliśmy przy ścianie kilka metrów od drzwi stołówki, a po drugiej stronie zatrzymali się Horan i Malia.
- Pierdolę ich. - Wiedziałam, że Niall miał wyostrzony słuch.
Celowo sprawiał mi ból, więc celowo chciałam pokazać, że gówno mnie to obchodziło.
- Ostro - prychnął i szturchnął mnie łokciem w ramię.
Pochylił się i zbliżył do mojego ucha. Z daleka mogło to wyglądać dość intymnie, więc się nie cofnęłam.
- Zróbmy coś, żeby się zdenerwował. - Poczułam oddech chłopaka na skórze i zadrżałam.
Emocje zaczęły wypełniać moje ciało, co poskutkowało tym, że bez wahania zaplotłam dłonie na jego karku.
- Dobrze - odparłam, a on spojrzał mi w oczy.
Chwilę później zgarnął mnie do mocnego uścisku i schował nos w zgięciu mojej szyi. Odetchnęłam głęboko i zamknęłam oczy.
- Jest skończonym dupkiem - wymamrotał pod nosem.
Uśmiechnęłam się i powoli odsunęłam. Nagle poczułam silne ukłucie w skroniach i syknęłam. Will położył opiekuńczo dłoń na moim ramieniu, ale nie zawróciłam sobie tym głowy. Popatrzyłam w bok, od razu napotykając jarzące się oczy Nialla. Nie było przy nim dziewczyny.
Był wściekły, a ja doskonale to czułam.
_______________________________________________

Postaram się, jak najszybciej dodać kolejny.
Cierpliwości, kochani! xxx

3 komentarze:

  1. Woooow!!! Matko ale to było nieziemskie! Aż Ciary miałam gdy czytałam końcówkę<3 Jesteś cudowna! Nikt tak nie potrafi tak pisać jak ty! Nawet nie wiesz jak bardzo będę czekała na następny.Prooooszę,dodaj szybko!!Pozdrawiam. weronika...

    OdpowiedzUsuń
  2. Jooo! To było zajebiste poprostu! Czysty geniusz... (niall to robił żeby sprawdzić czy jej zależy i czy będzie zazdrosna, nie?) To był zdecydowanie jeden z lepszych twoich rozdziałów. Trzyma w napięciu i zaskakuje.
    Gdzieś ty złapała taki talent, ja też chcę! :D
    Ale tak na serio to moim zdaniem nie istnieje coś takiego jak talent. 70% ciężkiej pracy, 25% wychowania i 5% szczęścia. Ktoś ma podobne wnioski?
    Życzę ci dużo czasu na to pisanie. No i przyjemności oczywiście. Dodawaj jak tylko uznasz, że jest ok ja cię nie podganiam (minimum dwa w tygodniu. ;))
    Czekam na next :D

    OdpowiedzUsuń
  3. O ja pierdziele. Znowu czytam to po piątej bo nie mogę spać. Niall zachowal się jak dupek serio. Mam nadzieje ze jej to wynagrodzj bo jak nie to bedziesz musiala go zabic 😂 no rozdzial cudowny i juz nie moge doczekac sie kolejnego.
    Zycze weny i wogole no..
    Pozdrowionka ;*

    OdpowiedzUsuń