czwartek, 21 lipca 2016

45.

JEST!!!!!
Dałam radę i rozdział ma prawie 3000 słów!
Aaaaaaaa!

Koniec tego krzyku. Życzę miłego czytania i dużo cierpliwości :) xxx
__________________________________________





*Destiny*

Przeszywaliśmy się spojrzeniem tak boleśnie, że aż poczułam na ciele zimno. Przez mój umysł przeleciały wszystkie emocje, które kiedykolwiek odczułam. Były tak intensywne, że zakręciło mi się w głowie.
Zauroczenie.
Zawiedzenie.
Radość.
Rozczarowanie.
Miłość.
- W porządku? - Will przysunął się do mnie, widząc jak złapałam się za skronie.
Wzięłam kilka głębokich oddechów i z trudnością odsunęłam od siebie wszystko, co sprawiało, że czułam się źle.
- Tak. - Wyprostowałam się i położyłam mu dłoń na policzku.
Nie przemyślałam tego gestu, doskonale wiedząc, że Niall uważnie nas obserwował. Jednak... On potrafił flirtować z tą dziewczyną na moich oczach. Mogłam mu pokazać, jak bardzo to bolało.
- Dziękuję za twoje towarzystwo. - Uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust. - Ale właśnie zaczął się twój wykład, na którym koniecznie musisz się pojawić.
- Jesteś pewna, że mogę cię zostawić? - Skinął delikatnie głową w kierunku blondyna.
- Idź już, dam sobie radę - odparłam drżącym głosem i odepchnęłam go w kierunku sali, w której dawno powinien siedzieć.
Nie przekonałam go, ale odpuścił. Stałam jak zamrożona, patrząc na oddalającą się sylwetkę chłopaka. Z moich ust wydobyło się jęknięcie, kiedy poczułam kolejną falę bólu, który skumulował się gdzieś w środku. Całkiem niedaleko łkającego serca.
- Czego chcesz? - zapytałam przez zęby i odważyłam się popatrzeć w jego kierunku.
Stał z zaciśniętymi pięściami i rozjarzonym wzrokiem. Moje oczy od razu się uruchomiły i nic nie mogłam na to poradzić. Jak ta idiotka miałam gęsią skórkę i świecące oczy, podczas gdy byłam na niego maksymalnie zła. Świadomie mnie zranił i nie mogłam tak łatwo odpuścić.
- Znudziła ci się? - kontynuowałam, nie słysząc jego odpowiedzi.
Zacisnęłam zęby, bo właśnie zaczął iść w moją stronę. Spanikowałam, ale nie ruszyłam się z miejsca. Przyjęłam obojętny wyraz twarzy dokładnie w momencie, gdy przystanął na dwie sekundy przy moim ramieniu. Powstrzymałam grymas cierpienia. Nie chciałam dać mu satysfakcji.
- Wal się, Horan - wysyczałam, a on jakby wyrwany z transu, poszedł dalej.
Odetchnęłam dopiero, kiedy przestałam czuć jego zapach. Nie miałam ochoty go oglądać ani teraz, ani w najbliższej przyszłości.
Szkoda tylko, że zaprosiłam go na święta.

***

- Ten pierdolony idiota jest najgorszym, pieprzonym debilem na świecie! - krzyknęłam po zatrzaśnięciu za sobą drzwi pokoju.
- Niall Horan - Cindy podsumowała idealnie odczytując moje myśli.
Nagle zaczęłam się śmiać. Tak szaleńczo, że aż przerażająco.
- Nienawidzę go - wydusiłam, trzymając się za brzuch.
Przyjaciółka odłączyła żelazko od prądu i poświęciła mi całą swoją uwagę.
- Opowiadaj, bo wiem co się działo tylko do momentu waszego wyjścia ze stołówki.
- Chwileczkę - poprosiłam.
Musiałam się uspokoić, bo inaczej nie byłam w stanie przekazać jej odpowiednich wiadomości.
- Już. - Usiadłam na swoim łóżku i skrzyżowałam nogi.
- Zaczynaj - zachichotała zaskoczona moim dziwacznym zachowaniem.
Odchrząknęłam i odetchnęłam z zamkniętymi oczami. Nie wahałam się, bo Cindy mogłam zdradzić dosłownie wszystko, mając pewność, że zatrzyma to dla siebie.
- Will wyprowadził mnie ze stołówki, a chwileczkę po nas wyszedł też Niall i Malia. Oczywiście chichotali i takie tam. Chciałam coś zrobić, żeby żałował swojego zachowania, ale nie byłam w stanie myśleć. Jedyne na czym się wtedy skupiłam, to ból rozrywający mnie od wewnątrz.
- Znowu? - Skrzywiła się, jakby to ona to odczuwała.
- Mhm. - Skinęłam głową, ukrywając rzeczywiste uczucia. - Ale to mniej ważne. Will wpadł na pomysł, żeby go trochę zdenerwować, więc zrobiliśmy kilka gestów, które wyglądały dość intymnie - powiedziałam ostrożnie, a Cin zmarszczyła czoło.
- Całowaliście się na jego oczach?
- Nie, skąd! - zaprzeczyłam od razu. - Rzuciliśmy kilka słów, a potem Niall zaczął zachowywać się, jak psychicznie chory.
- To znaczy?
- Gapił się na mnie. Bardzo intensywnie, więc odprawiłam Willa i postanowiłam stawić mu czoła. Mówiłam do niego, ale nie odezwał się ani słówkiem, a...
- A przez ciebie przewinęło się stado emocji, które spustoszyły twoje wnętrze - dokończyła za mnie.
- Pięknie i bardzo trafnie powiedziane. - Obdarzyłam ją oklaskami uznania.
Ukłoniła się, a potem posłała mi pocieszający uśmiech.
- Jest dupkiem - stwierdziła bez zająknięcia.
- W takim razie kocham dupka, który czasami jest troskliwym i dobrym mężczyzną. - Wzruszyłam bezsilnie ramionami i opadłam głową na poduszkę.
życie mnie nienawidziło, a ja traciłam siły do walki.
- Ty i miłość... To takie dziwne. - Dziewczyna patrzyła na mnie, jak na przybysza z obcej planety.
Może i nie wyglądałam najlepiej i zachowywałam się jak suka, ale miałam serce, które bardzo łatwo się łamało.
- Naprawdę? - Uniosłam brwi zaskoczona.
- Sama nie wiem - zaśmiała się.
Klepnęłam się ręka w czoło, a ona wróciła do prasowania wypranych ubrań.

***

21 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Ziałam. Ja nie oddychałam, ja ziałam.
Trener postanowił akurat teraz poznęcać się nad naszymi biednymi organizmami. Naszła go ochota akurat podczas ostatniego treningu przed przerwą świąteczną. Miałam naturę wilka, więc powinnam być wytrzymała, ale cóż... Nie byłam. Nienawidziłam biegania i powtarzałam to przez cały czas.
- Żyjesz? - zapytałam, bo miałam wrażenie jakby moja przyjaciółka odchodziła w zaświaty.
- Jeszcze tak - wydusiła z trudem.
Obie siedziałyśmy na podłodze sali gimnastycznej, podczas gdy wszyscy inni przetransportowali spocone ciała do szatni.
- Pociesza mnie jedynie fakt, że jutro będę mogła się spakować i na jakiś czas opuścić ten budynek. - Wstałam ślamazarnie i podałam przyjaciółce pomocną dłoń.
- Trener ma szczęście, że poczułam atmosferę świąt, bo inaczej bez zawahania rozerwałabym go na kawałki - rzuciła groźnie.
- W dodatku zbliża się pełnia - westchnęłam.
Ramię w ramię dotarłyśmy do szatni i w pośpiechu zmieniłyśmy ubrania. Marzyłam o prysznicu, jak nigdy.
- Umówiłam się z Liamem - Cindy przerwała ciszę, podczas drogi do pokoju. - Zaplanowałaś coś dla nas, czy mogę iść?
- Nie przesadzaj z tym ciągłym upewnianiem się - zironizowałam, ale nie zamierzałam być złośliwa.
- Wolę to zrobić, niż potem się kłócić. - Wzruszyła ramionami.
- Pragnę odpocząć, więc możesz robić co uważasz. Wyspowiadałam ci się podczas wczorajszej rozmowy - zażartowałam.
- Dobrze. - Mrugnęła do mnie zaczepnie.
Zaśmiałam się i złapałam ją pod rękę. Bezpiecznie dotarłyśmy do siebie, gdzie rozpoczął się bój o łazienkę.
- Ja idę pierwsza! - krzyknęłam i zagrodziłam drzwi, żeby czasem Cindy mnie nie wyprzedziła.
- Umówiłam się z Liamem - jęknęła ze zbolałą miną.
- Masz pecha. - Wzruszyłam ramionami i odwróciłam się, żeby złapać za klamkę.
Nim to zrobiłam, ktoś zapukał do pokoju. Przez ramię obserwowałam, jak przyjaciółka otworzyła drzwi i zamarła na moment.
- Cześć - mruknęła.
Rzuciła mi niepewne spojrzenie i już wiedziałam, kogo zobaczyła. Zmarszczyłam nos i wzięłam głęboki oddech, żeby mieć siłę na konfrontację. Podeszłam do spiętej dziewczyny, pozwalając jej się oddalić. Zrobiła to bez słowa sprzeciwu. Zanim uniosłam wzrok na blond osobnika, usłyszałam jak Cindy z cichym śmiechem zamknęła się w łazience. Po prostu świetnie.
- Czego chcesz? - zapytałam, nie szczędząc jadu.
Twardo zatopiłam się w jego oczach, które na szczęście nie świeciły.
- Zbliża się pełnia - odparł zachrypniętym głosem.
Moje ciało zadrżało, co zmusiło mnie do przestąpienia z nogi na nogę. I tak nie byłam w stanie ukryć moich reakcji przed Niallem. Byliśmy dopasowani, do cholery.
- Co ty nie powiesz? - zironizowałam.
- Nie bądź złośliwa - prychnął.
Zaśmiałam się, rozbawiona jego oczekiwaniami i skrzyżowałam ramiona na piersi.
- Jesteś śmieszny. - Obdarzyłam go przesłodzonym uśmieszkiem.
Najbardziej fałszywym, jaki byłam w stanie zaoferować.
- Wiesz, że jesteś... To pełnia, do cholery - syknął.
Chciał powiedzieć coś innego, a ja byłam bardzo ciekawa, co to mogło być. Czyżbym była mu niezbędna?
- Teraz nagle mnie potrzebujesz? - Uniosłam brew. - Gdzie zgubiłeś swoją nową koleżankę? Malia, tak?
Zmrużył na mnie oczy, wyglądając odrobinę groźnie. Miałam satysfakcję z wkurzania go. Przynajmniej tak mogłam zamaskować ból, pojawiający się kiedy tylko na niego patrzyłam. Moje ciało i natura Omegi tęskniła za jego bliskością w najgorszy możliwy sposób. Całkiem jakbym nie jadła przez kilka dni i ktoś postawiłby mi nagle najlepsze jedzenie przed nosem, ale zabronił go dotykać.
- Nie zaczynaj - ostrzegł cicho.
Nie wytrzymałam. Miałam dość.
Pokręciłam głową i z rozmachem zatrzasnęłam mi drzwi przed nosem. Po odgłosie kroków zorientowałam się, że odpuścił i odszedł, więc mogłam spokojnie usiąść na łóżku. Schowałam twarz w dłoniach i warknęłam. Horan wywoływał we mnie mnóstwo sprzecznych emocji. Tęskniłam, ale też nienawidziłam.
Nie miałam pojęcia, co ze sobą zrobić i jak sobie pomóc.
- Od razu lepiej. Czuję się jak nowo narodzona - Zaskoczył mnie głos przyjaciółki.
W ekspresowym tempie zebrałam potrzebne rzeczy i wparowałam do łazienki. Jednak zanim minęłam Cindy, ona złapała mnie za łokieć.
- Co ci powiedział? - zapytała cicho, jakby tym pytaniem miała mnie zranić.
Nie wytrzymałam jej smutnego wzroku, więc opuściłam głowę.
- To samo gówno, co każdego dnia jego popierdolenia - wymamrotałam.

***

22 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Od rana borykałam się z tym samym, odwiecznym problemem... Musiałam się spakować.
Najgorsze było to, że nie potrafiłam zdecydować się, co zabrać, a co zostawić. Dlatego też zapakowałam wszystko. Wyszło z tego wielka walizka i odrobinę mniejsza torba. Nie musiałam wspominać już o mojej torebce, która też była wypchana jakimiś drobiazgami, które wydały mi się niezbędne do przeżycia.
- Naprawdę to zrobiłaś? - Cin popatrzyła na mnie zszokowana.
- Co?
- Spakowałaś wszystko, co miałaś w tym pokoju? Gdzie ty to zmieściłaś?
W odpowiedzi zrobiłam głupią minę, wywołując śmiech przyjaciółki.
- Nie czepiaj się - bąknęłam i wydęłam wargę.
Chciałam wyglądać jak smutny bobas, ale cóż... Słabo mi to wyszło.
- O której przyjeżdżają twoi rodzice? - zapytała, kończąc porządkowanie łóżka.
- Nie mam pojęcia. - Wzruszyłam ramionami. - Uwielbiają się spóźniać.
- Idę wieczorem na ostatni spacer z Liamem - rzuciła i opadła tyłkiem na fotel przy biurku.
Podciągnęła kolana pod brodę, wpatrując się we mnie. Siłowałam się z suwakiem walizki, bo nie chciała współpracować.
- Pomóc ci? - zapytała rozbawiona Cin.
- Dam radę - wydusiłam i z wysiłkiem dosunęłam zamek do końca.
- Więc? - zapytała.
Musiałam się chwilę zastanowić, bo zgubiłam wątek.
- A tak, spacer - powiedziałam do siebie i podrapałam się po czole. - Myślisz, że Liam chciałby ze mną przebywać?
- To nie jest tak, że on cię nie lubi, czy coś.
- A jak? - zmarszczyłam czoło, czując się zmieszana.
- To, że nie rozmawiacie nie znaczy, że ciągle ma ci coś za złe. Zrozumiał swoje głupie obrażanie się i naprawdę chciałby wrócić do normalnych stosunków.
- Mówisz poważnie?
Przecież zrujnowałam jego przyjaciela, więc jak mógł nie mieć mi tego za złe?
- Całkowicie. - Skinęła głową.
Nie miałam nic do stracenia. Na pewno przydałby mi się spacerek na świeżym powietrzu. Jednak do głosu doszedł mój zdrowy rozsądek.
- Nie boisz się? - zapytałam i przygryzłam wargę.
- Czego?
- Ataku ze strony dyrektora - odparłam, jakby to było oczywiste.
Nigdy nie przestałam się obawiać. Był nieobliczalny i gdzieś się ukrył. To mówiło samo za siebie.
- Przecież szkoła by nas ostrzegła. Nie odpuścili by treningów, gdyby było jakiekolwiek zagrożenie.
- Nigdy nic nie wiadomo - prychnęłam, święcie przekonana, że mój instynkt miał rację.
Od jakiego czasu czułam niepokój za każdym razem, gdy wracałam myślami do starego dyrektora i jego wybryków.
- Daj spokój. - Machnęła dłonią lekceważąco. - Nic nam się nie stanie.
- Wierzę ci na słowo. - Uśmiechnęłam się.
Może i nie do końca wierzyłam, ale nie musiała o tym wiedzieć.
- Zgadzasz się? - Uniosła brwi i wyprostowała plecy.
- Jasne. Z chęcią do was dołączę.
Mrugnęłam do niej zaczepnie, żeby wzmocnić efekt udawanego spokoju ducha. Dziewczyna klasnęła w dłonie uradowana i wybiegła z pokoju.
Tyle ją widziałam.

***

Spotkałam się z Cindy przed wyjściem. Ramię w ramię wyszłyśmy na zewnątrz. Na szczęście pogoda na zewnątrz nie odmrażała kończyn, więc spokojnie mogłyśmy wyjść i nie wyglądać jak kupy ubrań. Przy bardzo niskich temperaturach samice wilkołaka nie potrafiły wytworzyć wystarczającego ciepła, dlatego ratowały nas grube kurtki.
- Brakuje mi go, wiesz? - odezwałam się nagle.
Musiałam przerwać ciszę między nami, bo moje rozbiegane myśli zaczęły sprawiać, że miałam problemy z oddychaniem. Potrzebowałam się wygadać.
- Domyślam się. To nie twoja wina, że okazał się być dupkiem do kwadratu. Mam ochotę go zabić za znęcanie się nad tobą.
Moje serce zmiękło w reakcji na jej słodkie słowa. Ze względu na mnie potrafiła znienawidzić przyjaciela jej chłopaka.
- Jestem na niego wściekła za to, co ostatnio wyprawia, ale gdzieś w głębi mnie... - urwałam speszona, nie wiedząc jak to właściwie wytłumaczyć. - Nie, to głupie.
Cindy chwyciła mnie pod rękę i na chwilę położyła głowę na moim ramieniu.
- Des, jestem twoją przyjaciółką. Mi możesz powiedzieć wszystko - wyszeptała.
- Dobrze - westchnęłam i zdecydowałam się kontynuować. - Z Niallem jest tak, że naprawdę potrafi być czuły i taki słodki. Wiem, że to słabe określenia na chłopaka, ale tak właśnie jest. Znaczy było, bo nagle coś mu odwaliło. Z jednej strony mam ochotę dać mu w twarz, żeby nie był w stanie nic powiedzieć, ale z drugiej strony chciałabym go przytulić i już nigdy nie wypuścić. Czasami potrafił tak mnie zaskoczyć, że aż nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Chciałabym, żeby wrócił tamten Niall. Żeby nigdy nie było tego incydentu z Malią.
- Kochasz go?
- Przecież już mówiłam - jęknęłam zażenowana.
To wciąż był dla mnie drażliwy temat i nie chciałam się nad nim rozwodzić.
- Ale wiesz... Kochać kogoś, to naprawdę coś poważnego. Nie można tego powiedzieć od tak. Może jesteś tylko zauroczona? - Zmarszczyła czoło, patrząc na mnie kątem oka.
- Znam samą siebie, Cindy - rzuciłam urażona. - Ciężko mi wytłumaczyć, co dokładnie czuję. Przez dopasowanie odczuwamy pewne rzeczy bardziej niż klasyczna para wilkołaków. Mogłabym się pomylić, ale coś w środku mówi mi, że tak nie jest. Szczególnie bywa ciężko przy pełniach, ale to już osobny temat. Od jakiegoś czasu pragnienie strasznie się nasiliło i już sama nie wiem, co ze sobą robić. Przestaję panować nad własnym organizmem.
- Dlatego potrzebujesz swojego Alfy - wydedukowała.
- Dokładnie tak i to bardzo. - Skinęłam głową.
Patrzyłam przed siebie przez całą rozmowę. Tak było mi łatwiej się zwierzać, zawsze to robiłam.
- Chciałabyś z nim być, prawda? - zapytała, kompletnie mnie zaskakując.
- Ja... - zacięłam się, bo... Chciałam? - Potrzebuję jego bliskości. Potrzebuję czuć bicie jego serca. Potrzebuję patrzeć w jego jarzące się oczy. Właśnie najgorsze w tym wszystkim jest to, że straszliwie go potrzebuję, ale nie mogę go mieć tylko dla siebie - powiedziałam smętnie.
- Więc czemu nic z tym nie zrobisz?
- Bo jestem pewna, że on nie czuję tego, co ja.
- Moglibyście w końcu normalnie porozmawiać - zaproponowała, a ja westchnęłam ciężko.
Zatrzymałam się i potarłam skronie palcami. Podniosłam wzrok na przyjaciółkę i uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust. Gdyby to wszystko było takie proste...
- Przecież nie podejdę i nie powiem mu, że go ko... - urwałam, widząc zmieniającą się minę Cindy.
Patrzyła ponad moim ramieniem, ale zanim zapytałam, już doskonale wiedziałam, o co chodziło.
Czułam go, ale dopiero teraz. Dlaczego nie wyczułam go wcześniej?
- Ja już pójdę, Liam pewnie się niecierpliwi - rzuciła pospiesznie i oddaliła się w mgnieniu oka.
Zanim się odwróciłam zacisnęłam powieki, szykując się na kolejną dawkę bólu. Wreszcie stanęłam z nim twarzą w twarz. Obserwował mnie uważnym wzrokiem.
- Ile słyszałeś? - zapytałam spokojnie.
Nie miałam ochoty ani siły na ponowną kłótnię.
- Od momentu, kiedy Cindy wspomniała coś o Alfie - odparł obojętnie.
Wstrzymałam oddech, panikując. Zdradziłam przed nim swoje uczucia. Miał mnie w garści i spokojnie mógł mnie zniszczyć. Psychicznie przygotowałam się na zranienie.
- To wszystko co powiedziałaś... - zaczął niepewnie.
- Nieważne - przerwałam mu.
Spuściłam wzrok na ziemię i biegiem wróciłam do szkoły. Zatrzymałam się tuż przy schodach na górę. Musiałam odsapnąć i pozbierać myśli. Byłam zdezorientowana i zagubiona, co było najgorsza możliwą mieszanką.
- Destiny. - Słysząc jego głos, gwałtownie uniosłam głowę.
Zablokowaliśmy spojrzenia, przez co cichutko jęknęłam. Horan zaczął iść w moją stronę, ale wystawiłam rękę, żeby go powstrzymać. Zatrzymał się, marszcząc brwi.
- Nie rób tego - poprosiłam cicho.
- Co? - mruknął zdezorientowany.
- Nie zbliżaj się.
- Potrzebuje cię, a ty potrzebujesz mnie - odparł, a we mnie coś pękło.
- Malia ci nie wystarcza? - warknęłam. - Nie zdołała zaspokoić twojego pragnienia?
- Wiesz, że...
- Gdzie ją zostawiłeś? - prychnęłam sarkastycznie.
- Nie bądź zazdrosna - rzucił, wywracając oczami. - Pozwól mi podejść i uwolnić cię od bólu.
Nie mogłam uwierzyć, jak wielkim dupkiem był. Miał czelność mówić do mnie w ten sposób!
- Zamknij się, do cholery! - krzyknęłam, oddychając szybko. Uspokoiłam się i kontynuowałam. - Nie możesz tego zrobić. Nie możesz teraz podejść i mnie dotknąć. Nie może w ten sposób wymazać swojego strasznego zachowania sprzed ostatnich dni. Zachowałeś się jak ostatni dupek i nie zamierzam ci wybaczyć. Nie teraz. Naprawdę mnie zraniłeś, odrzucając mnie. Powinieneś czuć to, co ja, ale z jakiegoś kurewskiego powodu nie czujesz.
Byłam bliska płaczu. Moje wnętrze domagało się poddania i okazania słabości. Nie było na to szansy.
Nie przed nim.
- Możemy...
- Nie - natychmiast mu przerwałam.
Zacisnął szczękę, powstrzymując się od wybuchu. Był bliski swoich granic tak samo, jak ja.
- Potrzebujesz mnie tylko po to, że zaspokoić pragnienie - wydusiłam w końcu. Grałam silną i pewną siebie, ukrywając łzy. - Stało się nie do zniesienia i nagle przypomniałeś sobie o moim istnieniu. Dzięki za uwagę, ale mogłeś pomyśleć wcześniej o konsekwencjach swojego działania. Teraz jest już za późno.
Z zaciśniętymi pięściami odwróciłam się na pięcie i szybkim krokiem oddaliłam się w głąb korytarza. Na cel obrałam bibliotekę, żeby w spokoju poczekać na przybycie rodziców.
_____________________________________________________

Trzymajcie kciuki za kolejny rozdział! xxx

Mam nadzieję, że niedługo dam radę go wstawić :)

5 komentarzy:

  1. Cholera dziewczyno. Zaglądałam tutaj codziennie z nadzieją na nowy rozdział i wkońcu się doczekałam. Jestem w szoku ,że udało Ci się napisać taki fajny rozdział ,a przede wszystkim długi w tak krótkim czasie. Bo wiem ,że 5dni na napisanie rozdziału to jest nic. Niall mnie troche wkurwił ,ale mam nadzieję że Cindy czy Liam mu jebnął dość mocno i się ogarnie. Wiadomo ,że on kocha Destiny no!
    Życzę weny i czekam z niecierpliwością na kolejny ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeeeej!Nareszcie nowy rozdział! Tradycyjnie cuudowny i świetny pod każdym względem<3 Mam nadzieję że podczas pełni coś się wydarzy<3(dziękuje że przystałaś namoją prośbę)Pozdrawiam! weronika...

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej Kochana! Musisz wiedzieć ,że przybył Ci jeden czytelnik więcej. Zaczęłam czytać Twojego bloga koło 10 i wyobraź sobie ,że już go skończyłam. Jestem pod wielkim wrażeniem. Uwielbiam opowiadania fantasty ,jednak jest naprawdę znikoma ilość osób ,która umie wymyślić coś nowego. Zazwyczaj spotykam się z kopią zmierzchu ,czy coś Pamiętników Wampirów. A tutaj jestem pod wrażeniem nie tylko lekkiego piórka ,ale i pomysłu na fabułę. Widać ,że wszystko masz dopracowane do ostatniego słowa i podziwiam za starania. Nie wiem jak ja bym się zdenerwowała ,gdyby usunęło mi się około 7 rozdziałów. Podejrzewam ,że straciłabym chęci i zrobiłabym sobie przerwę ,a ty pokazałaś jak bardzo szanujesz i swoją pracę i swoich czytelników. Wielki i ogromny szacunek. Zmykam czytać Twoje słynne opowiadanie o Zaynie ,które jest tak chwalone w komentarzach tutaj. Pozdrawiam i życzę dużo weny!
    W wolnych chwilach zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ku.wa to jest wspaniałe. Ja już nie mogę czytać za bardzo innych blogów, bo widząc ten poziom i inne blogi to szczena opada. Wielki szacun dziewczyno! Kurna po prostu sztos *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. kurna laska, to jest zajebiste. Dzisiaj przeczytałam wszystko! Dosłownie wszystko! Sztos, serio. Czekam na kolejne rozdziały /Aniaa

    https://harrystylesneverloves.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń