poniedziałek, 25 lipca 2016

46.

No i mamy kolejny!
Musicie mocno trzymać kciuki, skoro tak szybko mi idzie to pisanie ;)

Jesteście najukochańsi na całym świecie!!!!!! xxx
________________________________________________




*Destiny*

Nim otworzyłam książkę, którą wybrałam z pierwszej lepszej półki, moja komórka oznajmiła, że ktoś dzwonił. Odebrałam od razu, ale odezwałam się dopiero, gdy wyszłam na korytarz. Nie potrzebowałam na koniec semestru ostrzegawczego spojrzenia od bibliotekarki.
- Słucham?
- Jesteśmy pod szkołą - oznajmił mi głos rodzicielki.
Wymamrotałam szybkie "okey" i pognałam na górę po bagaże, które czekały naszykowane. Nie sądziłam, że będę miała z nimi problem i właśnie się przeliczyłam. Ledwo wytargałam je z pokoju, nie mówiąc już o dojściu do schodów. Próbowałam uporać się z nimi w każdy możliwy sposób. Nie udało się.
- Pomóc ci? - Usłyszałam za plecami.
Odwróciłam się gwałtownie, przez co zachwiałam się i przysiadłam na walizce. Dobrze, że nie stała bliżej schodów, bo spadłabym razem z nią.
- Poradzę sobie - rzuciłam rozdrażniona.
Odwróciłam się tyłem do Nialla i powoli zaczęłam znosić moje rzeczy. Znaczy w dalszym ciągu próbowałam to zrobić.
- Schowaj swoją dumę do kieszeni i daj mi tą walizkę - syknął.
Poczułam jego głos aż na kręgosłupie. Był zimny i obojętny. Całkiem, jak mój w ostatnim czasie.
Nic nie mówiąc, odsunęłam się na bok i pozwoliłam mu wziąć większy z moich bagaży. Sama chwyciłam torbę, na ramię zarzuciłam torebkę i czekałam, aż Niall się ruszy. Rzucił mi ostatnie spojrzenie, a potem bez problemu zaczął schodzić po schodach. Musiałam przyznać, że był silny. Jak widać okazał się również być pomocnym.
- Cześć, tato - rzuciłam zza sylwetki blondyna, a ojciec się wyprostował.
Podeszłam do niego, więc powitał mnie pocałunkiem w policzek. Odchrząknęłam i kątem oka spojrzałam na chłopaka, który odstawił walizkę obok mojej nogi.
- Dobry wieczór, panie Smith. - Wyciągnął rękę przed siebie.
- Cześć, Niall. - Tata odwzajemnił gest z lekkim uśmiechem. - Co słuchać?
- W porządku - odparł, a ja miałam ochotę prychnąć śmiechem.
W najmniejszym stopniu nie było w porządku! Nie miał prawa tego ukrywać!
- Możemy iść? - bąknęłam, przestępując z nogi na nogę.
Tata zignorował moja prośbę i zatopił się w rozmowie z Horanem. Wymienili kilka uwag na temat poszukiwań dyrektora oraz zbliżającej się pełni, a ja chłonęłam ich słowa jak gąbka. W pewnym momencie wyłączyłam słuch i widziałam jedynie poruszające się usta. Wlepiłam oczy w Nialla, studiując jego twarz. Był przystojny, nie mogłam temu zaprzeczyć. Coś sprawiało, że lgnęłam do niego jak mucha. Nie sądziłam, że moim typem mógłby kiedykolwiek być niegrzeczny chłopiec.
- Jedziesz z nami? - Głos ojca wyrwał mnie z zamyślenia.
Zauważyłam zaciśnięte pięści chłopaka, które szybko schował do kieszeni bluzy.
- Niall i jego mama dojadą w Wigilię - odparłam zanim zrobiłby to on.
- Rozumiem. - Tata skinął głową i wziął oba moje bagaże. - W takim razie, do zobaczenia.
- Do widzenia, panie Smith - rzucił Horan, śledząc wzrokiem oddalającą się sylwetkę mężczyzny.
- Pożegnaj się z przyjaciółmi i się pospiesz! - krzyknął przez ramię.
Wywróciłam oczami i przełknęłam ślinę. Nienaturalnie wyschło mi gardło. Niechętnie popatrzyłam na Nialla i wstrzymałam oddech. Wpatrywał się we mnie z przechyloną na bok głową. Zagryzłam wargę, żeby nie powiedzieć czegoś, czego mogłabym żałować.
- Tu jesteś, Des! - zawołała Cindy, wchodząc do budynku.
Pomachałam jej, tracąc z zasięgu wzroku blondyna. Uśmiechnęłam się jednym kącikiem ust i odwróciłam głowę w poprzednie miejsce.
Zniknął.
Rozpłynął się w powietrzu.
Nie chciał się pożegnać, a ja nie nalegałam.
- Co tak stoisz? - zapytała i położyła mi dłoń na ramieniu.
- Czekałam na was - skłamałam.
- To dobrze, bo chcieliśmy się pożegnać.
Po kilku słowach zapewnień i upewnianiu, że wszystko było w porządku udało nam się połączyć we wspólnym uścisku. Zanim wyszłam przytuliłam jeszcze Liama, co było odrobinę niezręczne, ale wyczułam, że tak trzeba.
- Do zobaczenia - powiedziałam cicho.
- Tak, do później - odszeptał.
Odsunęłam się na krok i posłałam mu pocieszający uśmiech. Miałam nadzieję, że nasze stosunki mogłyby wrócić na poprzednią ścieżkę.
- Z tobą widzę się jeszcze przed Sylwestrem. -  Wycelowałam palcem w przyjaciółkę.
Cin posłała mi całusa w powietrzu i łapiąc swojego chłopaka za rękę, zniknęli za rogiem. Westchnęłam ciężko, kręcąc głową i wyszłam ze szkoły. Praktycznie wyszłabym z tego bez szwanku, ale komuś zachciało się wejść prosto na mnie.
- Uważaj! - krzyknęłam oburzona.
- Wybacz, panienko.
Ten rechot mógł należeć tylko do jednej osoby...
- William - jęknęłam, mrużąc na niego oczy.
- Gorszy dzień? - Skrzywił się, jakby to dotyczyło jego.
- Jak każdy ostatnio.
Bez słowa zgarnął mnie w swoje ramiona i mocno przytulił.
- Ten dupek w końcu przejrzy na oczy - zapewnił. - Wspomnisz moje słowa, jak tylko będziecie się macać i wymieniać ślinę.
Odepchnęłam go, a szczęka opadła mi do ziemi.
- Jesteś okropny! - pisnęłam.
Zaśmiał się i pokręcił głową.
- Ja tylko mówię prawdę.
- Jasne.
- Daj mi znać, jak będą przebiegały wasze święta. - Wystawił komórkę w moją stronę.
Wpisałam mu mój numer telefonu, a Will puścił mi sygnał. Nie wiem, jakim cudem, ale znaleźliśmy się w miejscu gdzie Will kibicował mi i Horanowi. Jakiś czas temu sam mnie pocałował i mówił dość jednoznaczne teksty, a teraz? Być może to przez fakt, że dopasowania nie dało się złamać, albo zwyczajnie zmądrzał.
Byłam słabym obiektem do podrywania.
- Wracasz do domu z rodzicami? - Zmieniłam temat na wygodniejszy.
- Coś ty - prychnął irionicznie. - Nie mają czasu na takie głupoty. Przysłali własnego kierowcę. - Wskazał na samochód stojący niedaleko nas.
- Zazdroszczę. - Położyłam dłoń na klatce piersiowej i przesadnie wytrzeszczyłam oczy.
Żartowałam sobie, bo dla  mnie nie liczyły się pieniądze. Potrzebowałam ich tyle, żeby godnie żyć. Nie musiałam mieć ich w nadmiarze. Nie to się w życiu liczyło.
- Ta - mruknął i podrapał się w kark. - Misiek na pożegnanie?
- Co? - Zmarszczyłam czoło podejrzliwie.
- Przytul mnie. - Wywrócił oczami, a ja wpadłam w jego rozłożone ramiona.
Zamknęłam oczy, delektując się miłym momentem. Prawdopodobnie miałam zobaczyć się z nim dopiero po przerwie świątecznej. Mimo wszystko trochę się zżyliśmy.
- Do zobaczenia kiedyś. - Odsunęłam się i założyłam włosy za ucho, żeby mi nie przeszkadzały.
Wyjątkowo dzisiaj ich nie upięłam ani nie zaplotłam. Dlatego też cały dzień męczyłam się z rozpuszczonymi.
- Do zobaczenia, Destiny - westchnął.
Zrobił smutną minę, a ja nie miałam serca go zostawić. Zebrałam w sobie wystarczająco siły i pomachałam mu, ostatecznie się oddalając. Wpakowałam cztery litery na tylne siedzenia rodzinnego auta i wygodnie rozłożyłam.
- Hej, mamo - przywitałam się.
Kobieta wyjrzała zza oparcia swojego fotela.
- Cześć, córeczko. - Uśmiechnęła się tak, jak tylko ona potrafiła.
- Do domu! - pisnęłam uradowana, a rodzice wybuchnęli śmiechem.
Zapięłam pas i ostatni raz wyjrzałam przez okno, żeby mentalnie pożegnać się z uniwersytetem. Niestety mój wzrok zablokował się na osobie, przy której serce podwajało swoją pracę. Wstrzymałam oddech, ale nie oderwałam oczu. Niall patrzył prosto na mnie, a nawet przez chwilę jego tęczówki się zajarzyły. Wyglądał, jakby miał do mnie podbiec, ale niespodziewanie szybko zniknął w środku jednego z samochodów, które szkoła podstawiała, żeby odwieźć uczniów, którzy mieli problem z dotarciem do domu.
Nie zdążyłam wyjechać poza teren szkoły, a już tęskniłam.

***

Szczęśliwa, że w końcu mogłam wykąpać się w domowej łazience, wróciłam do pokoju i założyłam piżamkę. Rodzice położyli się, jak tylko dojechaliśmy, a ja i Michael dokończyliśmy głupawą komedię i pożegnaliśmy się dopiero o północy. Ziewnęłam i z namaszczeniem zanurzyłam się pod świeżo wywietrzoną kołderką. Byłabym niespokojna, gdybym nie sprawdziła telefonu. Przejrzałam obowiązkowe portale, wiadomości i połączenia i wystawiłam rękę z zamiarem odłożenia go na szafkę nocną. Nim to zrobiłam zaczął dzwonić.
- Słucham? - odebrałam szybko, żeby nikogo nie obudzić.
- Hej. - Odpowiedział niewyraźny głos.
Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się na prawdopodobnym rozmówcą.
- Kto mówi? - zapytałam, nie mogąc wpaść na żaden racjonalny pomysł.
- Nie domyśliłaś się?
Ciężko było mi go zrozumieć przez dziwny sposób mówienia.
- Kim jesteś, żeby dzwonić do mnie o tej porze? Skąd masz mój numer?
- Twoja przyjaciółka była uparta, ale w końcuuległa mojemu urokowi osobistemu - wybełkotał.
Wtedy mnie olśniło.
- Niall - rzuciłam z lekkim niedowierzaniem.
- Bingo, mała.
Zagryzłam wargę na określenie, którym mnie obdarzył. Na pierwszej pozycji listy rzeczy do załatwienia zanotowałam uduszenie Cindy, żebym mogła potem spokojnie skupić się na uczuciu jakie wywoływał we mnie jego głos.
- Czego chcesz? - odparłam chłodno.
- Chciałem cię usłyszeć - zaśmiał się i czknął.
Pokręciłam głową i westchnęłam.
- Piłeś, prawda?
- Yep.
Momentalnie włączył mi się alarm.
- Gdzie jesteś? - Wyprostowałam się, jakbym miała za chwile zerwać się do biegu.
- W pokoju - rzucił i ziewnął.
- Po co piłeś skoro za chwilę i tak wytrzeźwiejesz?
- To napiję się ponownie - prychnął.
Niall mówił w śmieszny sposób, kiedy był pod wpływem alkoholu. Trochę jak małe dziecko, trochę jakby się jąkał.
- Czego chcesz, że dzwonisz o tej porze? - westchnęłam zmęczona.
Chciałam spać, a jemu zebrało się na nocne pogaduchy.
- Stęskniłem się  - przyznał ku mojemu zaskoczeniu.
Nie był trzeźwy, więc nie wierzyłam mu tak do końca. Mógł powiedzieć wszystko, co ślina przyniosła mu na język.
- Dobrze się czujesz? - Chciałam się upewnić.
Nie wzięłam tego do siebie, chociaż bardzo bym chciała, żeby to była prawda.
- Nie, ale niedługo będę czuł się wyśmienicie.
- Dlaczego? - Zmarszczyłam czoło w konsternacji.
- Bo będę blisko ciebie.
Połączenie nagle zostało przerwane, a ja nie byłam w stanie uporządkować rozbieganych myśli. Miałam zagwarantowaną noc bez zmrużenia oka, a to wszystko przez jednego idiotę, którego pokochałam w najbardziej beznadziejny sposób.

***

23 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Powietrze przeszyło ogłuszające trzaśnięcie drzwiami. Zerwałam się do siadu gotowa, żeby uciekać, pobudzając wilcze zmysły, które były wrażliwe ze względu na zbliżającą się pełnię. Zamrugałam szybko, żeby poprawić widoczność i zamarłam.
- Michael, ty idioto! - wrzasnęłam na całe gardło, praktycznie płacząc.
Mój kochany, STARSZY braciszek postanowił zrobić mi pobudkę w wielkim stylu. Zatrzymał się przy drzwiach i włożył dłonie do kieszeni spodni. Na twarzy miał ten swój uśmieszek cwaniaka, który denerwował do granic możliwości i oczywiście błyszczące radośnie oczy.
- Zgubiłeś tą resztkę mózgu, którą miałeś jeszcze rok temu? - zapytałam przez zaciśnięte zęby.
Serce waliło mi jak oszalałe i nie mogłam złapać normalnego oddechu. Byłam o krok od zrobienia czegoś nieodpowiedzialnego.
- Dostałabym zawału - wymamrotałam, zamykając oczy.
On śmiał się bezczelnie, a ja opadłam plecami na materac. Chciałam unormować funkcje życiowe, bo inaczej byłabym w stanie rzucić się na własnego brata i go rozszarpać.
- Zapomniałem, że zbliża się pełnia - powiedział spokojnie, jakby nic się nie stało.
Z czego on się cieszył? Prawie zatrzymał moje serce!
- Mama kazała obudzić cię na śniadanie. - Odwrócił się i spojrzał przez ramię. - Ruszaj się, bo przyjdę jeszcze raz.
Złapałam za poduszkę i z całej siły rzuciłam ją w Michaela. Udało mu się zamknąć drzwi zanim dostałby nią w twarz. Słysząc jego śmiech, zwlokłam się z łóżka i przygotowałam do wspólnego funkcjonowania z resztą domowników. Oceniłam swój wygląd na trzy i z grymasem złości weszłam do kuchni.
- Cześć, skarbie. - Mama jak zwykle emanowała pozytywną energią.
Ugh!
- Hej - rzuciłam bez entuzjazmu i zajęłam jedno z krzeseł przy stole.
- Zbliżająca się pełnia daje ci popalić?
- To nie pełnia - mruknęłam praktycznie niezrozumiale.
- A co?
Niestety mama miała doskonały słuch.
- Jak myślisz? - Podniosłam głowę i posłałam jej zbolałe spojrzenie.
- Strzelam, że twój humor nie ma nic wspólnego z pobudką w wielkim stylu twojego brata? - zażartowała.
Nie odpowiedziałam, więc odłożyła ścierkę, którą wycierała blat i przysiadła się tuż obok.
- Zamieniam się w słuch. - Potarła dłonią moje przedramię, poważniejąc.
- Niall.
- Co z nim nie tak?
-  Zaprosiłam go na święta.
- Pamiętam. Mają przyjechać już jutro. - Zmarszczyła czoło zdezorientowana.
Zacisnęłam powieki, żeby zebrać odwagę na zwierzenie się. Nienawidziłam poruszać tematów, które dotyczyły jego. Tak bardzo, jak go kochałam, tak bardzo nie chciałam mieć z nim do czynienia w żaden sposób.
- Tak jakby mamy konflikt - odparłam cicho.
Mama przez chwilę wpatrywała się w moją głowę. Spuściłam wzrok, więc nie mogłam przewiercać mnie tymi swoimi nadzwyczajnymi tęczówkami. Miała niesamowitą intuicję i była dla mnie wzorem w każdej dziedzinie.
- Rozumiem, że pokłóciliście się po twojej propozycji, tak? - zapytała, a ja skinęłam głową w potwierdzeniu.
- To spotkanie będzie jednym wielkim niewypałem - jęknęłam żałośnie.
- Musisz się postarać.
Wyprostowałam się gwałtownie i uniosłam brwi.
- To on zawalił! - pisnęłam oburzona.
- Uważaj, młoda damo - skarciła mnie. - Nie unoś się, tylko podrzuć mi zarys konfliktu.
- Chodzi o to, że do pewnego momentu było całkiem dobrze, dogadywaliśmy się, a spotkania były bardzo miłe. - Czułam, jak wypieki pojawiły się na moich policzkach. - Potem przestał się odzywać i praktycznie nie było go w pokoju. Nawet jego przyjaciel był zmartwiony. Któregoś dnia nakryłam go na flirtowaniu z inną dziewczyną i od tego się zaczęło - skończyłam z nutką bólu w głosie.
- Z tego, co wiem, nie jesteście razem, prawda?
- Niby nie jesteśmy, ale myślałam... - ucięłam. - Nieważne.
- Ważne.
- Nie, mamo. Daj spokój - westchnęłam. - Nie mam zamiaru go do niczego zmuszać.
- Co masz na myśli? - zapytała cicho, jakby bała się, że ktoś mógłby podsłuchiwać.
Zagryzłam wargę, nie będąc w stanie udzielić odpowiedzi. Ból spowodowany przez dopasowanie był tak duży, że byłam w stanie rozpłakać się w każdej chwili, gdy o nim mówiłam.
- Kochasz go - wyszeptała.
Szybko starłam łzę, której udało się opuścić moje oko. Nie chciałam, żeby rodzicielka to zauważyła, ale nie udało się. Pochyliła się i zgarnęła mnie do uścisku przepełnionego matczyną miłością, troską i wsparciem.
- Wierzę, że w końcu wam się uda - powiedziała prosto do mojego ucha.
Zacisnęłam usta i zamknęłam oczy. Ja nie wierzyłam, bo miłość nieodwzajemniona jest najgorszą z możliwych.

***

24 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Zanim zdążyłam właściwie otrząsnąć się z resztek snu, usłyszałam krzyk gdzieś z głębi domu. Oczywiście, że należał do mojego ojca.
- Destiny! Zejdź w tym momencie!
Skrzywiłam się i przetarłam oczy. Wsunęłam nogi w kapcie i powoli stanęłam na równych nogach. Zwlekałam, jak najbardziej mogłam.
- Destiny!
- Idę, idę - bąknęłam pod nosem.
Powoli szłam się do kuchni, a im bliżej byłam, tym więcej głosów słyszałam. Zatrzymałam się nagle i przypomniałam sobie, że dzisiaj był TEN dzień. Dzisiaj miałam stanąć z nim twarzą w twarz. Natychmiast odwróciłam się na pięcie i potruchtałam do łazienki. Umyłam zęby i twarz, a włosy uczesałam i zaplotłam w luźnego warkocza na boku. Zignorowałam fakt, żeby byłam w słodkiej, błękitnej piżamie w kropeczki i pewnym krokiem przekroczyłam próg kuchni.
- No nareszcie - mama rzuciła z irytacją.
- Nie musiała pani jej budzić. - Usłyszałam za sobą.
Otrząsnęłam się z letargu i odwróciłam przodem do gości.
- Dzień dobry, pani Horan. - Uśmiechnęłam się.
- Witaj, Destiny. - Odwzajemniła się tym samym.
Ciepło rozlało się wewnątrz mnie na widok jej niewielkiej, emanującej ciepłem sylwetki.
- Jak podróż? - zapytałam, wytrwale ignorując niebieskie tęczówki.
- Nie była tak męcząca, jak zakładaliśmy.
Mama położyła mi dłoń na ramieniu, więc spojrzałam jej prosto w oczy.
- Niestety, ale spóźniłaś się na śniadanie. - Mrugnęła do mnie i wróciła do zmywania naczyń.
Wywróciłam oczami tak, żeby nikt oprócz mnie się o tym nie zorientował. Usłyszałam ciche prychnięcie i już wiedziałam, że mi nie wyszło. Horan nie musiał na mnie patrzeć, żeby wiedzieć, jak reagowałam.
- Gdzie tata? Dopiero mnie wołał, a już go nie ma? - odezwałam się, chcąc zwrócić uwagę na coś mało konfliktowego.
- Pojechał z twoim bratem do sklepu po kilka rzeczy - odparła mama.
Nie mogłam dłużej wytrzymać. Z lekkim uśmiechem na ustach przetransportowałam się do pokoju i zmieniłam ubrania. Pościeliłam łóżko, sprzątając przy okazji wszystko, co nie powinno być na wierzchu i powodowana burczeniem w brzuchu wyszłam z pokoju. W kuchni zjadłam na szybko jogurt i kilka wafli.
- Tutaj jesteś. - Przede mną wyrosła postać rodzicielki, a tuż za nią Horan.
- Słucham cię, mamo - westchnęłam i odwróciłam wzrok.
- Masz zająć się swoim kolegą, a ja i pani Ellen zajmiemy salon.
Zanim zdążyłam zaprotestować, mama zniknęła z mojego pola widzenia, zostawiając mnie z nim sam na sam. Bez słowa ruszyłam do wyjścia, w którym stał. Nie udało mi się go wyminąć, bo postanowił utrudnić mi życie. Oparł wyprostowaną rękę na futrynie tak, że nie byłam w stanie normalnie przejść. Nie miałam zamiaru ustąpić i się schylić. Byłam na swoim terytorium i to on miał się dostosować.
- Będziesz mnie unikała całe święta? - zapytał, a ja zadrżałam.
Sam dźwięk jego głosu sprawiał, że w środku wszystko mi się skręcało. Nie odpowiedziałam, zaciskając zęby.
- No dalej, mała.
Uniosłam na niego wzrok i momentalnie przestałam oddychać. Bezwiednie zatopiłam się w jego świecącym spojrzeniu i już wiedziałam, że byłam stracona.
Utonęłam.

__________________________________________

Trochę słabo, ale zbliża się coś wielkiego, więc dajcie na wstrzymanie i uzbrójcie się w cierpliwość :)

2 komentarze:

  1. O matko! Ale suuper! Nie mogę się już doczekać twojego "coś wielkiego" Jak zakładam będzie bombowo! I myślę że wydarzy się podczas pełni<3 Pozdrawiam serdecznie i wyczekuje następnego<3 weronika...

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej kochana!
    Mega mi się podoba. Jestem mega niecierpliwa i sprawdzam nawet po kilka razy na dzień, czy coś nowego dodałaś ale jak najbardziej rozumiem. Życzę weny i do następnego mam nadzieję, że szybciutko! ❤💋

    OdpowiedzUsuń