sobota, 27 sierpnia 2016

52.



*Destiny*

W ekspresowym tempie uprzątnęłam cały bałagan, przez co prawie nie poznałam własnego pokoju. Zmęczona odgarnęłam kosmyki włosów z twarzy  i naszykowałam ubranie na zmianę. Wiedząc, że reszta domowników jeszcze nie wróciła, postanowiłam w spokoju się wykąpać. Po dwudziestominutowym prysznicu owinęłam się ręcznikiem, a w drugi zawinęłam włosy. Przestudiowałam swoją twarz w lustrze, robiąc kilka głupich min i na koniec smarując ją kremem. Zadowolona i pachnąca wyszłam z łazienki.
- O nie - wydusiłam na wdechu, gdy moje oczy napotkały sylwetkę Nialla.
Zamykał drzwi od pokoju, w którym spał i patrzył w przeciwną stronę. Modliłam się, żeby mnie zignorował, bo pożądanie ciągle wisiało w powietrzu. Akurat dzisiaj przypadał ostatni dzień pełni.
Niestety moje modły zostały odrzucone.
- Desti. - Uśmiechnął się zadziornie, wbijając we mnie rozjarzone spojrzenie.
Spuściłam głowę i szybkim krokiem pokonałam odległość między łazienką a moim pokojem. Nie odważyłam się sprawdzić, gdzie się znajdował. Już miałam chwycić klamkę, kiedy...
- Uciekasz? - Duża dłoń spoczęła na moim brzuchu, zatrzymując mnie w pół kroku.
Zacisnęłam zęby, podejmując się próby kontrolowania własnego ciała.
Było cholernie ciężko.
- Muszę się ubrać - wymamrotałam ze wzrokiem wbitym w podłogę.
Niall dwoma palcami podniósł mój podbródek, kierując na siebie nasze oczy. Mruknął z aprobatą, więc wywnioskowałam, że moje tęczówki też zmieniły kolor.
- Wyglądasz seksownie w tak mocno niebieskich oczach. Uwielbiam je oglądać - powiedział i koniuszkiem języka oblizał dolną wargę.
Łapczywie wdychałam powietrze, bo czułam jakbym miała się udusić. Zaczęło mi się kręcić w głowie, ale zemdleć chciałam dopiero, kiedy przyciągnął mnie do swojego rozgrzanego ciała i splótł dłonie na moich plecach.
- Gdzieś w podświadomości pragnąłem zobaczyć cię w takim wydaniu. Nagą i bezbronną. - Mrugnął zaczepnie.
- Nie jestem naga, mam ręcznik - fuknęłam.
Zaśmiał się z mojej obrażonej miny, czym rozjuszył mnie jeszcze bardziej.
- Z łatwością mógłbym pozbyć się tego kawałka materiału. Dobrze o tym wiesz.
- Wolałabym się ubrać - odparłam speszona.
- Chyba musimy znaleźć jakiś kompromis.
Uniosłam brwi zdezorientowana.
- Co masz na myśli?
Rozluźniłam spięte ciało i położyłam dłonie na jego bicepsach. Zaufałam, że nie miał zamiaru znienacka pozbawić mnie okrycia.
- Nie chcę, żebyś się ubierała, ale ty chcesz. Z tego powodu musimy znaleźć opcję, która przypasuje obojgu - wyjaśnił z błyskiem w oku.
- Nie podoba mi się ten pomysł. - Pokręciłam głową z grymasem niezadowolenia.
Blondyn zjechał dłońmi na mój tyłek, ale nie ścisnął go tak, jak oczekiwałam. Kochałam kiedy mnie dotykał, wywołując w  moim ciele fale odczuć.
- Nie bądź sztywniarą - droczył się.
Odchrząknęłam i przełknęłam podniecenie, które bardzo chciało się ze mnie wydostać. Dla lepszego efektu odwróciłam wzrok, bo byłam bezbronna w starciu z jego pięknymi oczami. Już zapomniałam jak wyglądały te Prawdziwego Alfy i chętnie zobaczyłabym je jeszcze raz.
- Niedługo zjawią się Cindy z Liamem - powiedziałam.
Pragnęłam zmiany tematu, jak jeszcze nigdy przedtem. Byłam na granicy ulegnięcia temu przystojnemu, drażniącemu mnie chłopakowi, a to nie skończyłoby się dobrze.
- Naprawdę? - Zmarszczył czoło. - Liam nic mi nie powiedział.
- Rozmawiałeś z nim?
- Na temat imprezy. - Wzruszył ramionami.
Skinęłam głową, skazując nas na wypełnioną napięciem ciszę. Nie zmieniliśmy pozycji, ale nie spieszyło mi się do tego. Korzystałam z każdej okazji, w której mogłam poczuć się, jakbym była dla niego wyjątkowa. Był mistrzem w inscenizowaniu takich momentów między nami.
- Chciałbym cię mieć, ale wiem, że tego nie chcesz. Chciałbym cię mieć w sensie całkowitym. Całe twoje ciało, całą twoją duszę - powiedział nagle. - Chciałbym, żebyś mi się oddała.
Rozchyliłam usta zaskoczona i zaczęłam analizować całą jego twarz. Nie wiedziałam, co powiedzieć.
- Ja zrobiłbym to samo - dodał i popatrzył na mnie wyczekująco.
Ale co ja miałam mu odpowiedzieć?
Że go kochałam?
Że szalałam z miłości?
Że go potrzebowałam?
- Myślisz, że to takie proste, prawda? - Uśmiechnęłam się smutno. - Ty chcesz mojego ciała. Chcesz zaspokojenia i błogości, jaką odczuwasz podczas naszego zbliżenia. Ja też lubię to uczucie. Rozumiem cię i wszystko by było w porządku, gdyby nie to, że... - przerwałam, bojąc się powiedzieć tego na głos.
- Że co? - Przechylił głowę na bok.
Wzięłam głęboki oddech, zbierając całą odwagę na jaką było mnie w tym momencie stać.
- Że ja pragnę czegoś więcej - wyszeptałam.
Niall zacisnął zęby i zabrał ręce z mojego ciała. Momentalnie poczułam chłód i nieprzyjemne uczucie osamotnienia. Wiedziałam, że to nie był dobry pomysł. Lepiej by było, gdybym trzymała buzię na kłódkę.
On mnie nie kochał.
- Wybacz, nie powinnam była tego oczekiwać. - Pokręciłam głową, spuszczając wzrok. - Przecież to tylko dopasowanie i związane z nim pragnienie wzajemnej bliskości. Byłam głupia, myśląc, że połączyło nas coś więcej.
Horan nie odpowiedział, a ja zagryzłam wargę i zwinnym ruchem znalazłam się w pokoju. Zamknęłam drzwi na klucz i powoli usiadłam na łóżku.
Nie pozwoliłam sobie na płacz.
Musiałam być twarda.

***

W czasie wyjścia Nialla do sklepu po przekąski i napoje upewniłam się, że dom był gotowy na przyjęcie gości. Wybiła godzina osiemnasta, kiedy w progu pojawili się rodzice i pani Ellen. Michael wyszedł godzinę temu, usprawiedliwiając się ważnym spotkaniem. Zatrzymałam się w korytarzu z ramionami skrzyżowanymi na piersi.
- Córeczko. - Mama uśmiechnęła się najszerzej, jak tylko potrafiła.
- O której to się wraca do domu? - Zmrużyłam groźnie oczy.
Oczekiwałam wyjaśnień i solidnych argumentów. W końcu przez ich wyjście musiałam męczyć się ze sprzątaniem całkiem sama.
- Zakupy się przedłużyły, a potem poszliśmy na obiad, gdzie spotkaliśmy znajomych i tak jakoś się przedłużyło. - Kobieta machnęła dłonią lekceważąco.
Pokręciłam głową z dezaprobatą, a mama mrugnęła do mnie.
- Gdzie zgubiłaś mojego syna? - zapytała radośnie pani Horan.
- Wysłałam go do sklepu.
- Czegoś wam zabrakło? - Tata zmarszczył czoło zdziwiony.
- Tak, rodziców - zironizowałam.
Mama posłała mi spojrzenie, mówiące "nie żartuj sobie", więc westchnęłam i opuściłam ramiona wzdłuż ciała.
- Za chwilę przyjadą Cindy i Liam, więc Niall musiał zatroszczyć się o przekąski - wyjaśniłam dla świętego spokoju.
Cała trójka mruknęła z zadowoleniem i ignorując mnie weszli do salonu. Otworzyłam usta szeroko, nie mogąc się ruszyć. Czy moi rodzice zaczęli zachowywać się jak nastolatkowie? Bo takie odniosłam wrażenie.
- Już jestem. - Zanim ochłonęłam po konfrontacji z rodzicami, na progu pojawił się blondyn.
- Dobrze - odetchnęłam i wzięłam od niego jedną z reklamówek. - Co kupiłeś?
- Piwo.
- Co? - Wytrzeszczyłam oczy zszokowana.
- I tak procenty nam nie zagrażają, więc spokojnie. - Wywrócił oczami i minął mnie, udając się do kuchni.
Niedawne niemiłe zdarzenie odeszło w niepamięć. Wolałam nie dyskutować o naszych uczuciach. Nie chciałam się rozczarować. Poczłapałam za nim i razem rozłożyliśmy łakocie do odpowiednich naczyń. Piwa umieściliśmy w lodówce, żeby były gotowe na przybycie przyjaciół.
- Ile jeszcze zajmie im dotarcie tutaj? - Niall mruknął zirytowany.
Oparłam się tyłkiem o blat i wzruszyłam ramionami.
- Być może sesja obściskiwania im się przedłużyła - zażartowałam.
Niestety Horan odebrał to inaczej niż bym chciała.
- Sesja obściskiwania? - Uniósł brew i uśmiechnął się znacząco.
Postawił jeden krok w moją stronę, ale zatrzymałam go ruchem ręki.
- Nasi rodzice są w pomieszczeniu obok i mogą wejść w każdej chwili - stwierdziłam trzeźwo myśląca.
Jeszcze trzeźwo, bo było coraz bliżej. Moje racjonalne myślenie było zagrożone w jego towarzystwie.
- Odsuń się - syknęłam.
Panikowałam, bo dzieliło nas tylko pół kroku. Nawet z tej odległości mogłam poczuć ciepło jego ciała.
- Masz gorączkę? - zapytałam głupio.
- Nie, po prostu się napaliłem.
Zamilkłam zbita z tropu i odwróciłam głowę w bok. Czułam jego palący wzrok na moim ciele, ale nie czułam jego dotyku.
- Bardzo chcę cię pocałować. Normalnie tego pragnę, ale nie możemy teraz zacząć, bo doskonale wiesz, że nie skończyłoby się tylko na tym - powiedziałam z przekonaniem.
Zdziwiłam się tym, co wyszło z moich usta, ale nie mogłam cofnąć czasu. Miałam to na myśli i nie zamierzałam dopuścić do zbliżenia. Nie odezwał się, więc wróciłam na niego wzrokiem. Patrzył na mnie z półuśmieszkiem i nieznaną mi emocją w oczach. Wydawał się być miło zaskoczony, ale nie byłam w stu procentach pewna.
- No co? - Zrobiłam głupią minę.
Otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale...
- Destiny! - Usłyszeliśmy krzyk mojej matki. - Ktoś puka do drzwi! Otwórz!
Uniosłam oczy na sufit i wzięłam głęboki oddech. Zanim opuściłam pomieszczenie, szybko cmoknęłam usta chłopaka, zaskakując taką śmiałością samą siebie. Niestety nie zdążył się zrewanżować, bo pognałam na korytarz.
- Tęskniłam! - Cindy rzuciła mi się na szyję, jak tylko wpuściłam ich do środka.
Liam pokręciłam głową z uśmiechem, a ja udałam, że zaczęło mi brakować powietrza. Przyjaciółka uderzyła mnie w ramię i zrobiła obrażoną minę.
- Kocham cię. - Uśmiechnęłam się najsłodziej, jak umiałam.
To zmiękczyło jej wielkie serce. Wywróciła oczami i złapała Liama za łokieć, popychając go w moją stronę.
- Przywitaj się - mruknęła.
Chłopak niezręcznie wystawił dłoń, ale ja postanowiłam go zaskoczyć. Złapałam go w przyjacielskim uścisku, który od razu oddał. Odsunęłam się zadowolona i plecami wpadłam na coś, co z pewnością nie było ścianą.
- Powinienem być zazdrosny? - zapytał, mając w głosie nutkę goryczy.
Nie mógł mówić na poważnie.
Nie byliśmy razem.
Niestety moje serce podskoczyło z radości.
- Jest cała twoja. - Payne wycofał się z uniesionymi dłońmi.
- Nie jestem - bąknęłam cicho.
Nastało niezręczne milczenie, przez co poczułam się głupio. Już nie czułam Horana za plecami.
Odchrząknęłam i wskazałam gościom drogę do mojego lokum. Razem z Niallem zabraliśmy z kuchni przekąski i podążyliśmy za nimi. Szłam przed blondynem, czując jego spojrzenie na moim ciele. Gdybym mocno się postarała, mogłabym usłyszeć jego zbereźne myśli.
- Poczekaj - zatrzymał mnie na szczycie schodów i jednym susem pokonał dzieląca nas odległość.
- Co? - jęknęłam zniecierpliwiona.
Niall stanął tuż przede mną, wbijając spojrzenie w moją twarz. Widziałam, że bił się z myślami.
- Coś się stało? - zapytałam łagodnie.
Zmiękczyły mnie emocje, które zobaczyłam w jego oczach. Wydawał się być rozbity i niepewny. Był mistrzem w ukrywaniu uczuć, ale nie przede mną.
Byliśmy dopasowani i czytałam go na wskroś.
- Po prostu - zaczął, ale zamilkł. - Chciałem ci powiedzieć, że... - Odchrząknął i wziął głęboki oddech. - Myślałem nad nami ostatnio i doszedłem do wniosku, że ja...
- Ile można na was czekać? - Nagle głowa Cindy wyłoniła się zza futryny.
W tamtej sekundzie miałam ochotę udusić ją własnymi dłońmi. Przełknęłam krzyk, budujący się w moich strunach głosowych i zacisnęłam zęby.
Byłam wściekła.
- Już idziemy - syknęłam, dając jej jednoznaczne spojrzenie.
Dziewczyna zmarszczyła czoło i wzruszyła ramionami. Wróciła do pokoju, a ja ponownie skupiłam się na Horanie.
- Chciałeś coś powiedzieć - przypomniałam z lekkim uśmiechem.
- Tak. - Potrząsnął głową z zamkniętymi oczami. - Już nieistotne.
Wyminął mnie i dołączył do reszty. Rozchyliłam usta zawiedziona takim rozwojem wydarzeń. Niall był o krok od wyznania mi czegoś ważnego, ale się wycofał.
Znowu.

***

Cztery godziny później, razem z przyjaciółką, wylądowałam w kuchni, bo zabrakło nam smakołyków. Wypiliśmy po kilka piw, ale nikomu nie szumiało w głowie.
- Niemożliwe - Cindy wyszeptała konspiracyjnym szeptem, wytrzeszczając oczy. - Robisz sobie ze mnie głupie żarty.
- Mówię prawdę. - Uśmiechnęłam się pod nosem i wysypałam resztę ciasteczek do miski.
- Ale Niall? - Oparła się połową ciała na stole, chłonąc uważnie każde moje słowo.
- Tak, Cin - westchnęłam. - Niall Horan.
Przyjaciółka nie mogła uwierzyć, jak opowiedziałam jej przygodę o przymierzalni. Na jej wspomnienie robiło mi się gorąco i sama nie wierzyłam, że wydarzyło się coś tak nieodpowiedzialnego.
- Ale potem złapał cię w pasie i przytulił? - dopytywała.
Skinęłam głową i podałam jej naczynie. Zajęłam się wyjmowaniem kolejnych piw z lodówki. Zostało nam jeszcze po dwa, więc musiałam utrzymać w rękach osiem, zimnych butelek. Miałam nadzieję, że dotrę z nimi do pokoju.
- I ty myślisz, że nic do ciebie nie czuje? - Zmrużyła oczy podejrzliwie i się wyprostowała.
- Ciągle to zaznacza, więc nie mam innej opcji niż w to uwierzyć. - Wzruszyłam ramionami i skierowałam się na korytarz.
Dzielnie pokonałyśmy całą drogę, śmiejąc się z mało istotnych głupot.
- Ja i tak uważam, że Niall za tobą szaleje. Miłość się z niego wylewa - powiedziała Cindy w momencie, kiedy otworzyłam drzwi.
Chłopaki siedzieli na podłodze wśród poduch, które zebrałam z całego domu. Starałam się nie zwracać uwagi na okruchy i pojedyncze śmieci. Tym mogłam zając się jutro.
- Umarłem z głodu - wyjęczał Horan i wyrwał Cindy miskę.
Pokręciłam głową z niesmakiem i postawiłam piwa na biurku. Wręczyłam każdemu po jednym i dosiadłam się do utworzonego okręgu.
- Jaki temat poruszymy tym razem? - odezwał się Liam i położył dłoń na kolanie swojej ukochanej.
- Impreza noworoczna u Cin? - zaproponowałam z chytrym uśmiechem.
Koniecznie chciałam poznać więcej szczegółów.
- Nic wam nie powiem! - pisnęłam oburzona. - Zdradziłam wystarczająco dużo.
Każdy z nas spojrzał na nią smutnymi oczami, chcąc zmusić ją do mówienia. Dziewczyna zacisnęła usta i pokręciła głową. Zamknęła oczy, żeby nie reagować na nasze miny.
- Wydaje mi się, że nic nie zdziałamy - westchnęłam smutno.
- Musimy odpuścić - rzucił Liam i przyciągnął Cindy do siebie.
Przyjaciółka zaniosła się śmiechem, kiedy oboje wylądowali na porozrzucanych poduchach. Przyglądałam się ich słodkiemu zachowaniu, marząc żeby mnie też to kiedyś spotkało. Każdy powinien mieć szansę na bycie kochanym. Liczyłam, że moja miała się zdarzyć w przyszłości. Z rozmyślań wytrąciła mnie dłoń, którą Niall położył na moim udzie. Spojrzałam na niego z uniesionymi brwiami.
- O czym myślisz? - zapytał cicho.
Nie chciał zwrócić uwagi mizdrzących się zakochanych. Podejrzewałam, że i tak podsłuchiwali, więc przysunęłam się bliżej chłopaka.
- Chciałabym być taka szczęśliwa, jak oni - wyszeptałam mu prosto do ucha i wskazałam brodą parę przed nami.
- Nie jesteś szczęśliwa? - Zmarszczył czoło.
Przygryzłam wargę i pokręciłam głową. Spuściłam wzrok i zanim Niall mógł zareagować, Cindy krzyknęła moje imię.
- Co? - zaśmiałam się dla niepoznaki.
Nie musiała wiedzieć, że rozbolało mnie serce. Odsunęłam się na poprzednie miejsce i poprawiłam włosy.
- Ratuj! - pisnęła, kiedy Liam zaczął ją łaskotać.
- Chyba mam związane ręce, ups - odparłam niewinnie.
Payne puścił mi oczko i wstał, biorąc swoją dziewczynę na ramię. Wymaszerował z pokoju, a po chwili krzyki oburzenia mojej przyjaciółki ucichły. Nie chciałam wiedzieć, czym to było spowodowane. Skupiłam się na gęstej atmosferze między mną, a blondynem.
- Dlaczego zachowujesz dystans? - zapytał.
- To ty chciałeś mi coś powiedzieć, a potem zrezygnowałeś - odparłam obojętnie.
Przy tym chłopaku moje humory zmieniały się z minuty na minutę. W jednej chwili go kochałam, w drugiej chciałam go udusić.
- Dlatego jesteś zła?
- Nie jestem zła - mruknęłam, odwracając wzrok.
Niall westchnął ciężko i przeczesał dłonią włosy.
- Wiem, co jestem powodem twojego dziwnego zachowania wobec mnie - powiedział, a ja uważnie mu się przyjrzałam. - Chcesz czegoś, czego nie mogę ci dać.
- Nie możesz? - Uniosłam brwi zdziwiona. - Czy nie chcesz?
- Powinnaś rozumieć, że połączyła nas więź związana z dopasowaniem...
- Wiem, znam tą wymówkę na pamięć. Tylko to od ciebie słyszę. Nic poza dopasowaniem. Jasne, zrozumiałam - bąknęłam. - Możesz zapomnieć o tym, co usłyszałeś przed szkołą w dniu wyjazdu.
Podniosłam się na równe nogi i wycofałam, nie mogąc spojrzeć mu w oczy.
- Powiedziałaś, że mnie kochasz. - Wstał i zrobił krok ku mnie.
Wystawiłam rękę, żeby go zatrzymać. Nie byłam gotowa na jego bliskość.
- To mój problem, prawda? - Wzruszyłam ramionami, uśmiechając się smutno.
- Chciałbym...
- Nie - przerwałam mu. - Dość tego, jestem zmęczona. Zbliżasz się, żeby za chwilę uciec. Nie chcę takiej relacji. Jesteśmy sobie potrzebni fizycznie, wiem to. W końcu znajdę sposób, żeby ograniczyć nasz kontakt do minimum.
Niall pochylił głowę na bok i zmarszczył czoło zdezorientowany.
- Może wtedy uda mi się posklejać kruszące się serce - dodałam ciszej i wybiegłam z pokoju.

__________________________________________

MA-SA-KRA!
Długo mi zeszło, ale wierzcie, że naprawdę się staram!

piątek, 19 sierpnia 2016

51.

Wiem, spóźniłam się.
Niestety miałam dziwny problem z dokończeniem tego rozdziału. Być może dlatego, że żyję pomysłami na drugą część (tak, będzie) i przestałam skupiać się na sensownym dokończeniu tej.

Wybaczcie i miłego czytania! xxx
______________________________________________




*Destiny*

Kilka godzin później wylądowałam w jednym aucie z Horanem. Michael pożyczył nam swój samochód, żebyśmy mogli dotrzeć do centrum handlowego. Pokłóciliśmy się o miejsce za kółkiem, ale koniec końców to Niall prowadził. Wlepiłam wzrok w widok za szybą, bo nie chciałam prowokować głupich tekstów blondyna. Cieszyłam się, że mieliśmy pojawić się na imprezie mojej przyjaciółki. Kiedy powiedziałam o niej rodzicom, bez wahania dali mi pieniądze na sukienkę. Nie mogłam się doczekać przymierzania pięknych kreacji i wysokich butów.
- Przestań - odezwał się Niall, czym wytrącił mnie z rozmyślań.
- O co ci chodzi? - Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Mogłabyś usiedzieć w miejscu chociaż przez chwilę?
No tak... Ze zniecierpliwienia kręciłam się na siedzeniu, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Popatrzyłam na jego skupioną twarz i skupiłam na niej swoją uwagę. Miał wzrok wlepiony w drogę przed nami, co akurat niezmiernie mnie cieszyło. Nie spieszyło mi się do wypadku, czy innych problemów.
- Nie bądź niegrzeczny - odparłam chłodno.
- Słucham? - Uniósł brwi zdziwiony.
- Zwracasz mi uwagę.
- No i?
- To niegrzeczne.
Przy skrzyżowaniu zapaliło się czerwone światło, więc Niall miał szanse na mnie spojrzeć.
- Rozpraszasz mnie wystarczająco mocno przez siedzenie w jednym aucie, bo jesteś cholernie blisko - wyjaśnił spokojnie. - To mi wystarczy, Destiny. Naprawdę.
Samochód ruszył, a ja zaniemówiłam zdziwiona. Jednak w końcu usadowiłam się w jednej pozycji. Nie miałam pojęcia, że aż tak wpływałam na jego koncentrację. Dopiero co mieliśmy intymne zbliżenie... Nie powinien mnie pragnąć, albo powinien pragnąć mniej.
- Pełnia przez cały czas na ciebie oddziałuje? Nic się nie zmieniło? - zapytałam ciekawa.
Chłopak nabrał powietrza w płuca i rzucił na mnie okiem, żeby sekundę później znowu patrzeć na jezdnię.
- Chcę mieć cię jak najbliżej, rozumiesz? - odpowiedział, krzywiąc się nieznacznie.
- Cały czas?
Skinął głową, a ja wstrzymałam oddech. To było takie nierealne. Jakby pełnia pchała nas sobie w ramiona. Odkąd się zaczęła, nie potrafiłam myśleć o niczym innym niż o Niallu. W głowie ciągle miałam jego wygląd, smak jego pocałunków, bliskość jego ciała. Dziwiłam się, że potrafiłam to ukryć, ale było coraz gorzej. Czasami musiałam zbliżyć się do niego choć trochę, żeby nie wybuchnąć.
Nie odezwałam się przez resztę drogi.
Dotarliśmy do centrów handlowego i po zaparkowaniu rozpoczęliśmy maraton.
- Uprzedzam, że zamierzam odwiedzić wszystkie sklepy z sukienkami i butami - rzuciłam do podążającego za mną chłopaka.
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc zignorowałam go i weszłam do pierwszych drzwi. Niestety nic stamtąd nie wyniosłam. Tak samo jak z kilku kolejnych sklepów.
- Możemy skończyć? - westchnął ciężko.
- Typowy facet - mruknęłam pod nosem i wywróciłam oczami.
Czterdzieści minut później wylądowaliśmy w miejscu, które mogłam nazwać rajem. Pomieszczeni było wypełnione kreacjami aż po brzegi. Znajdowały się tu dwa działy - damski i męski, więc Niall odetchnął z ulgą.
- W czym mogę pomóc? - Na naszej drodze stanęła uśmiechnięta pracownica.
Była ładna, a ja byłam zazdrosna o wzrok, jakim obdarzył ją blondyn.
- Szukam bardzo eleganckiej sukienki, do której będzie trzeba dobrać garnitur - odparłam profesjonalnie.
- Zapraszam za mną.
Zahaczyliśmy o każdy możliwy wieszak i po grymaszeniu udało mi się wybrać kilka opcji dla siebie. Horanem miałam zająć się później. Kobieta zniknęła, a blondyn zajął krzesło stojące w przymierzalni.
- Zaczekaj tutaj, zaraz wrócę. - W pośpiechu zamknęłam się w jednej z kabin.
Z każdą przymierzoną sukienką pokazywałam się Niallowi. Musiałam mieć kogoś do pomocy w wyborze, a w tym przypadku padło na niego. Odrzucił obcisłą, czarną do kolan oraz czerwoną z rozcięciem i zabudowanym przodem. Grymasił nawet na wyeksponowane plecy w lekko połyskującej i rozkloszowanej. Straciłam nadzieję na to, żebym znalazła cokolwiek, ale rzuciła mi się w oczy jedna sukienka, którą przeoczyłam. Wsunęłam ją na ciało i przejrzałam się w lustrze. Była w kolorze brudnego, pudrowego różu i sięgała do samej ziemi. Materiał był lekki i zwiewny, a klatkę piersiową opinało coś na kształt drapowanego gorsetu z dekoltem w literę "V". Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia.
- Destiny, chodź już - marudził Niall.
Dumna i z podniesioną wysoko głową stanęłam przed nim, a następnie okręciłam się wokół własnej osi.
- I jak? - Uśmiechnęłam się, wygładzając materiał.
Blondyn wstał i powoli się do mnie zbliżył. Przesunął wzrokiem po całej mojej sylwetce i zacisnął szczękę, jakby chciał powstrzymać się od komentarza. Kiedy popatrzyłam mu w oczy, doznałam szoku.
- Jesteśmy w miejscu publicznym - wyszeptałam, panikując.
Całe szczęście, że byliśmy sami, bo inaczej ktoś mógłby zobaczyć świecące tęczówki Nialla. Musiałam zareagować, więc niewiele myśląc pociągnęłam go za rękę i zamknęłam nas w kabinie, z której dopiero co się wynurzyłam. Pchnęłam go na jedną ze ścian i złapałam się za głowę, stając po przeciwnej stronie.
- Oszalałeś? - warknęłam na tyle cicho, żeby nikogo nie zaalarmować.
Nie zareagował na pytanie, więc skupiłam wzrok na jego twarzy. Gapił się na mnie, jak zaczarowany. Zauważyłam w jego spojrzeniu coś innego.
Nigdy wcześniej nie patrzył na mnie w taki sposób...
- Niall? - Zmrużyłam oczy podejrzliwie.
Zamiast słów przeszedł prosto do czynów. Pchnął mnie plecami na przeciwną ścianę i uniemożliwił ucieczkę. Automatycznie zaczęłam głębiej oddychać, a serce prawie wyrwało mi się z piersi.
Był tak blisko.
- Wyglądasz pięknie - wyszeptał, pochylając się w ślimaczym tempie.
Wlepiłam wzrok w jego oczy, czując jak moje policzki zaczynają być gorące.
- M-musimy... Bo... Trzeba wybrać ci garnitur - jąkałam się.
Nagle jakby odebrano mi dar poprawnego wysławiania się. Miałam ochotę krzyczeć.
- Mamy czas. - Ustami musnął mój policzek.
Rozchyliłam wargi, czując dreszcze podniecenia. To nie powinno się wydarzyć. Nie w takim miejscu.
- Pragniesz mnie, prawda? - Zapytał, a ja mogłam wyczuć jego mały uśmiech przy moim uchu.
- Niall, proszę - westchnęłam, gdy zjechał ręką na moją pupę. - Przestań.
- Nie mogę. - Pocałował mnie w szyję. - Jesteś mi niezbędna do normalnego funkcjonowania, a w tej sukience utrudniasz moją samokontrolę.
- Przecież zakrywa praktycznie wszystko. - Odchyliłam głowę i przymknęłam powieki.
Wrócił wzrokiem na moją twarz i uśmiechnął się niewinnie.
- Mam bujną wyobraźnię. - Wzruszył ramionami.
Zagryzłam wargę, chcąc powstrzymać się od westchnięć, które powodowała przyjemność, jaką odczuwałam będąc w jego ramionach.
- Dlaczego się powstrzymujesz? - zapytał szeptem.
Pokręciłam głową w milczeniu. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
- Dlaczego? - powtórzył.
Zamarłam, kiedy jedną ręką zaczął rozplatać tasiemkę na moich plecach. Minutę później sukienka gładko zsunęła się z mojego ciała i wylądowała u moich stóp.
- O kurwa - wydusił, lustrując mnie wzrokiem wypełnionym pożądaniem.
Nie potrafiłam opanować ciężkiego oddychania i miałam wrażenie, jakby nagle zabrakło powietrza w kabinie. Był tak bardzo skupiony na mojej osobie, że aż moje serce kilkakrotnie urosło. Przeniósł obie dłonie na moje policzki i kciukami pogładził skórę. Oblizałam językiem wyschnięte wargi, skupiając się na jego dotyku. Niall poprowadził ręce w dół mojego ciała, delikatnie muskając mnie opuszkami palców.
Zatrzymał się gwałtownie na biodrach, kiedy ktoś zapukał w drzwi.
- W przymierzali może znajdować się tylko jedna osoba - usłyszeliśmy.
- Rozumiem, proszę wybaczyć - odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
Potem znowu zostaliśmy sami. Horan z zaskoczenia cmoknął moje wargi i zostawił mnie samą. Zdążyłam zauważyć jego cwaniacki uśmieszek, który przyprawił mnie o motylki w brzuchu. Ubrałam się w ekspresowym tempie, zabrałam sukienkę i razem podążyliśmy do sekcji dla mężczyzn. Unikałam jego wzroku, który na szczęście wrócił do normalności. Musiałam powstrzymać się od gapienia, kiedy Niall przymierzał kolejne garnitury. Po wybraniu tego idealnego skierowaliśmy się do wyjścia. Byłam zaskoczona, gdy blondyn objął mnie w talii, przysuwając bliżej siebie. Poczułam się niesamowicie bezpieczna, więc nie protestowałam.
- To był dobry dzień - stwierdził i odpalił samochód.
- Racja - przyznałam.
Całą drogę do domu nie mogłam przestać się uśmiechać.

***

- Dlaczego mi nie powiedziałeś?! - krzyknęłam, wyrzucając ręce w górę.
- To tylko obserwacje - odparł spokojnie, próbując opanować mój wybuch złości.
- Nie obserwowałbyś go, gdyby nic nam nie groziło! Dlaczego nie uprzedziłeś nas wcześniej?!
Krew gotowała mi się w żyłach, a puls osiągnął maksymalną prędkość. Byłam w stanie uderzyć pięścią w ścianę z pełną mocną.
- Musisz się uspokoić i mnie wysłuchać.
- Daj spokój, tato - prychnęłam z sarkazmem, spuszczając z tonu.
- Destiny... - westchnął, tracąc cierpliwość.
- Powiedz mi po prostu, że dyrektor znowu zastawia na nas pułapkę. - Zmęczona opadłam na kanapę i zakryłam twarz dłońmi.
- Nie mogę potwierdzić, ani nie mogę zaprzeczyć. Rada cały czas ma go na oku. Nie powinien nam się wywinąć, a poza tym jesteście tutaj bezpieczni - powiedział z powagą.
Podniosłam na niego wzrok i przechyliłam na bok głowę.
- Pamiętasz zdarzenia z nocy, kiedy Niall wyjechał? - przypomniałam, krzywiąc się nieznacznie.
Tata skinął głową i odwrócił głowę, żeby nie patrzeć mi w oczy.
- No własnie - zironizowałam. - Nawet tutaj nie jesteśmy bezpieczni.
Wstałam i zdecydowanym krokiem opuściłam salon. Całej kłótni między mną, a ojcem przysłuchiwała się mama, Michael, Niall i pani Ellen. Nie było mi wstyd, miałam prawo się złościć. Tu chodziło o nasze życie.
- Destiny, zaczekaj. - Niall złapał mnie za ramię i zatrzymał.
Zamknęłam oczy i niechętnie odwróciłam się w jego stronę.
- Czego chcesz? - syknęłam.
Uniósł jedna brew zaskoczony surowością mojego głosu.
- Nie złość się na mnie, bo nic ci nie zrobiłem. Nie byłem poinformowany tak samo, jak ty.
Nie mylił się.
- Przepraszam - wyszeptałam i opuściłam głowę.
Warga zaczęła mi niebezpiecznie drgać, co oznaczało, że przekroczyłam granice wytrzymałości psychicznej. Bałam się.
Cholernie.
- Destiny? - Zmrużył oczy, usiłując popatrzeć mi na twarz.
- Zostaw mnie, nie musisz tego robić.
- Czego?
Odczekałam moment, bo byłam o krok od wybuchnięcia płaczem. Bezsilność łamała mnie doszczętnie.
- Być ze mną - odparłam ledwie słyszalnie.
Niall bez słowa wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Usiadł ze mną na łóżku, dzięki czemu bez przeszkód mogłam wtulić się w jego ciało. Potrzebowałam go, jak nigdy. Czułam, że zbliżało się coś złego, więc musiałam nasycić się jego bliskością.
- Przepraszam - powtórzyłam płaczliwie.
Było za późno.
Pękłam.
- Za co?
- Gdybym cię nie spotkała, nie musiałbyś uciekać przed dyrektorem.
- Nie rozumiem - mruknął.
Wzięłam głęboki oddech i wyprostowałam się, żeby móc patrzeć mu w oczy. Udało mi się powstrzymać płacz.
- Przeze mnie twoje moce są silniejsze, czyli gdybyśmy się nie poznali, nie miałbyś tego problemu. Nikt nie zagrażałby twojemu życiu. Nikt by na ciebie nie polował. Naprawdę prze...
- Nie - przerwał mi. - Nie przepraszaj. Nic tu nie zawiniłaś. To los nas na siebie skazał. Kiedyś i tak byśmy się odnaleźli. Pamiętasz te wszystkie opowieści o dopasowaniu?
Skinęłam głową, chcąc żeby kontynuował.
- Wszystkie mówią o tym, że dopasowane wilkołaki i tak się znajdą. Nawet jeśli mocno by się tego wypierały - dodał z połowicznym uśmiechem.
- Mówią też, że każdą parę w końcu zaczyna łączyć miłość - powiedziałam smętnie.
W naszym przypadku miłość była jednostronna.
- To prawda, ale pewnie zdarzyły się pary, których ona nie połączyła.
To zdanie zabiło mnie od środka. Żywiłam nadzieję na uczucie z jego strony, ale za każdym razem dostałam cios prosto w zakochane serce. Nie byłam w stanie określić, ile jeszcze mogło wytrzymać.
- Lepiej? - zapytał po dłuższej chwili milczenia.
- Tak, dziękuję.
Chciałam stanąć na podłogę, ale blondyn mi to uniemożliwił.
- Nie uciekaj mi. - Ciaśniej objął mnie w pasie i pocałował mnie w skroń.
Zawstydzona oparłam czoło o jego ramię i zaciągnęłam się przyjemnym zapachem. Uwielbiałam go i nie miałam na myśli woni.
-  Cholernie się boję - przyznałam szczerze. - Boję się, że nas dopadną. Boję się, że znowu dopadną ciebie. Boję się, że znowu mi cię zabiorą. Boję się, Niall.
Dłonią, którą trzymałam na jego piersi wyczułam, jak przyspieszyło mu serce. Może jednak coś do mnie czuł... Albo zwyczajnie mi się wydawało.
- Jestem tutaj, żeby cię obronić - odpowiedział.
- Nie słuchałeś mnie. - Odchyliłam się. - Sam siebie nie obronisz.
- Nie wierzysz we mnie?
- Jasne, że wierzę. - Delikatnie położyłam dłoń na jego policzku. - Po prostu czuję, że stanie się coś bardzo złego.
Horan pokręcił głową zniesmaczony i sprawił, że z piskiem zaskoczenia wylądowałam na materacu.
- Nie myśl o tym. - Oparł się na łokciu, leżąc tuż obok. - Pomyśl o imprezie, która zbliża się wielkimi krokami i o tym, jak cudownie będziesz się prezentowała.
Zmarszczyłam nos zawstydzona sposobem, w jaki na mnie patrzył. Mogłam stawiać czoła jego wypowiedziom, ale nie byłam w stanie znieść jego pięknych oczu.
- Dobrze - zgodziłam się.
W przypływie odwagi złapałam Nialla za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Złączyłam nasze wargi, marząc o tym od rana.

***

28 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Od razu po śniadaniu mama zagoniła mnie do sprzątania. Sama popędziła z panią Ellen i tatą na zakupy, żeby mieć co włożyć na nadchodzącą imprezę.
- Mam dość - fuknęłam, odstawiając mop do schowka.
Posprzątałam wszędzie oprócz własnego pokoju. Na niego zabrakło mi siły i chęci. Rozejrzałam się i z dumą stwierdziłam, że spisałam się na medal. Każda powierzchnia lśniła czystością, a w domu roznosił się zapach lawendy, którym popsikałam wszystkie pomieszczenia.
- Hej! - Ktoś krzyknął mi prosto do ucha.
Odskoczyłam, przyjmując pozycję obronną i zlokalizowałam napastnika.
- Mike, ty idioto - warknęłam wściekła.
- Słucham siostrzyczko. - Uśmiechnął się najbardziej niewinnie, jak tylko potrafił.
- Chciałeś przyprawić mnie o zawał?
- Skądże - pisnął z udawanym oburzeniem.
Czasami jego mózg przestawał pracować, więc zachowywał się jak dzieciak.
- Znajdź sobie jakieś zajęcie - westchnęłam i przeszłam do kuchni.
Polazł za mną, jak ten pies.
- Co to były za śmiechy o północy? - zapytała, a ja zamarłam podczas nalewania wody do szklanki.
Odchrząknęłam i zakręciłam butelkę.
- Nie wiem, o co ci chodzi - odparłam obojętnie.
Gdybym stała do niego twarzą, zobaczyłby moje rumieńce.
- Destiny - przeciągnął znacząco moje imię.
Oczekiwał pikantnych szczegółów, których nie zamierzałam mu dać. Poza tym, nic takiego się nie wydarzyło. Niall został u mnie wczoraj do pierwszej w nocy, ale nie robiliśmy niczego poza całowaniem. Rozmawialiśmy, śmialiśmy i wygłupialiśmy się. Czułam się dobrze i przeciągałam spotkanie jak tylko mogłam. Pewnie dlatego Horan jeszcze nie wstał z łóżka.
- Przestań, Michael. - Odwróciłam się przodem do niego i zmrużyłam groźnie oczy.
- No weź, chciałem jakieś świeże ploteczki. - Poruszył brwiami jednoznacznie.
Gapiłam się na niego przez dłuższą chwilę, bijąc się z myślami. W końcu nie miałam czego ukrywać.
- Nic się nie wydarzyło - powiedziałam spokojnie.
- Naprawdę? - Uniósł jedną brew.
Próbował mnie rozczytać, ale byłam odporna na jego sztuczki.
- Przestań to robić - rzuciłam i zmęczona wróciłam do nieposprzątanego pokoju.
Zdążyłam przekroczyć próg i zamknąć za sobą drzwi, kiedy mój telefon dał o sobie znać.
- Słucham? - odebrałam i rzuciłam się plecami na łóżko.
- Cześć, księżniczko.
- Cześć, Cin - odparłam.
Ziewnęłam niekontrolowanie, co nie uszło uwadze mojej przyjaciółki.
- Zmęczona sprzątaniem? - zapytała, a ja wyczułam współczucie w jej głosie.
- Mhm.
- W takim razie lepiej zażyj drzemki, bo ja i Liam zamierzamy was dzisiaj odwiedzić.
Zerwałam się do siadu, ogarniając wzrokiem bałagan.
- Chyba sobie żartujesz - spanikowałam.
- Spokojnie - zaśmiała się. - Wpadniemy wieczorem, czyli masz jeszcze jakieś cztery godziny, żeby zrobić porządek.
Cindy znała mnie na wylot, więc doskonale wiedziała, jak wyglądała moja praca w domu.
- Z jakiej okazji to spotkanie? - zapytałam już spokojniejsza.
- Stęskniłam się, głupia.
Uśmiechnęłam się szeroko, bo rozczuliła moje serducho.
- Ja też, Cindy - przyznałam cicho.
- Lepiej zróbcie sobie z Niallem sesję obściskiwania wcześniej, żeby nie miziać się na naszych oczach - zażartowała.
- Nie martw się o nas - rzuciłam zaczepnie. - To ty masz więcej do nadrobienia z twoim kochasiem.
Porozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę, a potem rozłączyłyśmy się w akompaniamencie śmiechu. Kochałam ją nad życie i umarłabym gdybym ją straciła. Łączyła nas wyjątkowa więź, która przeszła wiele prób.
Razem byłyśmy silniejsze niż ktokolwiek inny.

piątek, 12 sierpnia 2016

50.

Udało się! Napisałam!
Coś ciężko mi to szło. Pewnie dlatego, że już nie mogę się doczekać najbliższych rozdziałów. Będą inne, być może wywołają w was przeróżne emocje, ale po to tu jestem ;)

Have fun and be happy! xxx
_____________________________________________




*Destiny*

W głowie zapaliła mi się niechciana czerwona lampka. Dłonie Nialla zsunęły się na moje pośladki, kiedy chciał dodać pikanterii całej sytuacji. Przerwałam pocałunek z charakterystycznym cmoknięciem i odchyliłam głowę. Horan oblizał usta i mocniej przycisnął mnie do siebie.
- Stop. - Zaparłam ręce na jego torsie. - Tak nie można.
Uniósł brwi zdezorientowany.
- Co?
Puścił moje ciało, pozwalając mi zrobić dwa kroki w tył. Od razu poczułam się pewniej.
- Miałam ci pomóc. Nie było mowy o słodkich czułościach - wyjaśniłam i położyłam sobie dłoń na czole.
Przy nim traciłam kontrolę, więc szybko musiałam się otrząsnąć.
- Temperatura spadła dzięki naszemu zbliżeniu - zauważył.
Widziałam w jego oczach coś na kształt zawiedzenia. Pragnął mnie z wzajemnością. Przeszkodą była moja zawziętość w trzymaniu się z daleka od własnego Alfy. Głupie, ale taka byłam.
Uparta, jak cholera.
- Cieszę się. - Uśmiechnęłam się słabo.
Tylko dlatego, żeby trudniej mu było mnie odczytać. Znał mnie, jak nikt inny i nie mogłam temu zaprzeczyć.
- Czyli wracamy do wcześniejszych stosunków, tak jakbyśmy się nie znali? - Zmrużył oczy, a jego ciało widocznie się spięło.
Fakt, że był bez koszulki wcale nie pomagał. Zacięcie utrzymywałam wzrok na jego twarzy, bo inaczej cała rozmowa poszłaby na marne. Posiadał umiejętność burzenia mojego świata jednym gestem.
- To nie tak - zaczęłam, ale nie do końca wiedziałam, jak mu to wyjaśnić. - Coś się zepsuło, Niall.
- W taki razie powinniśmy to naprawić - odparł z powagą.
Czułam, jak moje oczy zaczęły się jarzyć. To nie był dobry znak, więc spanikowałam. Mój organizm chciał tylko jednego.
Jego bliskości.
- Popełniłeś błąd i będę idiotką, jeśli tak po prostu pozwolę sobie o tym zapomnieć i zbliżę się do ciebie.
Gniew przemknął przez jego świecące tęczówki. Opuściłam ramiona wzdłuż ciała. Byłam wykończona ciągłym konfliktem, ale ironicznie sama byłam powodem, przez który to wszystko się ciągnęło.
- Wiem, Destiny - syknął. - Zrozumiałem już dawno. Byłem głupi i pozwoliłem ci się oddalić. Nie wiem, dlaczego tak postąpiłem. Nie kierowałem się dobrem nas obojga, po prostu... Gdzieś w środku czułem, że będą z tego problemy, ale mimo wszystko chciałem ci pokazać, że...
Urwał tak nagle, że aż wstrzymał oddech. Bez słowa zeskanował moją twarz i opuścił głowę zrezygnowany.
- Co chciałeś mi pokazać? - wyszeptałam, bojąc się, że moglibyśmy stracić tak ważny wątek.
- Nieważne. - Zakrył twarz dłońmi.
Wycofywał się.
Nie chciałam go stracić, ale sama trzymałam go na dystans.
- Po prostu jestem tym zmęczony - dodał i zostawił mnie samą.
Potrafiliśmy oddalić się od siebie w zastraszającym tempie. Nie miałam pojęcia, co zrobić ze swoimi uczuciami. Przygniatały mnie swoją siła, ale bałam się wyznać je Horanowi. Nim zdążyłam się rozpłakać, do pomieszczenia wszedł Michael.
- Cześć, siostra. - Mrugnął do mnie i otworzył lodówkę.
- Mhm - mruknęłam w odpowiedzi.
- Widziałem Nialla i nie wyglądał za dobrze. Nawet na kilometr mógłbym wyczuć jego rozgrzaną skórę.
- Pełnia - odparłam obojętnie.
Zaprzestał szykowania jedzenia i przyjrzał mi się dokładniej.
- Co się stało? - zapytał zmartwiony.
Wzruszyłam ramionami i wyminęłam go, chcąc dostać się na zewnątrz. Potrzebowałam świeżego powietrza, żeby oczyścić umysł. Dopadł mnie melancholijny smutek i strach, że nie uda mi się tego przezwyciężyć. Nie przyznałam sama przed sobą, że bez Nialla opadałam ze wszystkich sił.
Był moim oparciem mimo tego, że nie miał o tym pojęcia.

***

Po powrocie wykąpałam się i zamknęłam w pokoju. Ominął mnie obiad, ale nie narzekałam. Straciłam apetyt, więc i tak nic bym nie przełknęła. Położyłam się na łóżku i sięgnęłam po telefon. Miałam pięć nieodebranych połączeń od przyjaciółki. Oddzwoniłam od razu.
- Co tam chciałaś? - zapytałam, zanim zdążyła się odezwać.
- Miło, że odbierasz telefony od najlepszej przyjaciółki na świecie - prychnęła sarkastycznie.
Pokręciłam głową z szerokim uśmiechem na ustach.
- Wiesz, że cię kocham.
- Jasne, jasne - mruknęła obrażona.
- Pewnie masz dla mnie coś ważnego - powiedziałam z podekscytowaniem.
Cindy bez konkretnego powodu nie próbowałabym tyle razy ze mną porozmawiać.
- Wyrządzam imprezę! - pisnęła, aż musiałam odstawić telefon od ucha.
- Pękną mi bębenki - rzuciłam z pretensją.
- Zapraszam ciebie i oczywiście Nialla - kontynuowała, ignorując moją uwagę. - To będzie taki typowy sylwester, ale musicie być mega eleganccy i super dopasowani. Znaczy miałam na myśli strojami.
- Cin, ja nie wiem...
- Nie chcę słuchać żadnych wymówek. Myślałam, żeby motywem przewodnim była gala Oscarowa.
- Cindy - jęknęłam płaczliwie.
- Lepiej nie zaczynaj. Widzę cię w moim domu za pięć dni, a jeśli się nie zjawisz, to możesz się więcej do mnie nie odzywać. Nie obchodzi mnie, co zrobisz, żeby przekonać Horana. Wiem tylko tyle, że Liam też się do niego odezwie.
Ona była naprawdę nieugięta. Często próbowałam przebić się przez jej upór, ale zawsze kończyłam niepowodzeniem. Była milszą wersją mnie, co równało się z twardym charakterem.
- Postaram się - odparłam zrezygnowana.
- Wiedziałam!
Zaśmiałam się pod nosem i zostałam cicho.
- Trzymam kciuki za ciebie i Nialla, kocham cię i do zobaczenia - pożegnała się, jakby ktoś ją popędzał.
Pewnie miała na głowie wiele spraw do załatwienia w związku ze wspomnianą imprezą. Między to musiała jeszcze wpleść rozmowy ze swoim ukochanym. Nie martwiłam się, bo była wszechstronnie uzdolniona. Zawsze dawała radę i stawała na szczycie zadania.
- Czas na przekąskę - rzuciłam do siebie, a sekundę później zaburczało mi w brzuchu.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy w progu zderzyłam się z wysoką postacią, jaką był Horan. Potrząsnęłam głową, robiąc krok w tył. Nawet nie zdążyłam zamknąć za sobą drzwi do pokoju.
- Musimy pogadać - rzucił z powagą i złapał mnie za ramiona.
Wprowadził nas ponownie do mojego lokum i zamknął drzwi na klucz. Uniosłam brwi zszokowana nagłą zmianą planów i cierpliwie czekałam na rozwój akcji.
- Co ty wyprawiasz? - Zmarszczyłam nos, co w moim wykonaniu musiało wyglądać komicznie.
Podszedł i złapał mnie za biodra. Przytrzymał moje ciało przy sobie i się pochylił.
- Znowu zaczynam wariować - wyszeptał mi prosto do ucha.
Zagryzłam wargę, a on się powoli wyprostował. Popatrzyliśmy sobie w oczy i oboje wiedzieliśmy, co miało za moment nastąpić.
- Parzysz mnie. Nie rozumiem dlaczego gorączka nie ustępuje. Przecież byliśmy ostatnio blisko...
Martwiłam się, bo nie do końca wiedziałam, jak postępować. Niby miałam intuicję Omegi, ale wolałam używać racjonalnego myślenia, które w tej chwili niestety się wyłączyło.
- Powiedz, że ty też mnie potrzebujesz.
Zawahałam się, nie chcąc zranić jego uczuć. Zdecydowałam się nie odpowiedzieć.
- Pomóż mi, Destiny - wręcz wybłagał.
Położyłam dłonie na biodrach i odeszłam na drugi koniec pokoju. Biłam się z myślami, ale musiałam działać.
- Nie wierzę, że to robię - mruknęłam z nadzieją, że nie usłyszał.
Ale cóż... był wilkołakiem.
Zaczerpnęłam dużo powietrza i łapiąc go za nadgarstek pociągnęłam za sobą. Posadziłam Nialla na łóżku i ściągnęłam nasze koszulki. Najpierw moją, potem jego. Bez ostrzeżenia zaatakowałam jego wargi, łącząc nas w intensywnym pocałunku. Zmusił mnie, żebym usiadła okrakiem na jego kolanach i nie oderwał ode mnie rąk. Decydując się na poważniejszy krok, zaczęłam poruszać biodrami. Horan wydał zduszony jęk i zacisnął palce na moich udach.
- Na ten moment jestem w stanie ofiarować ci tylko to - wymruczałam do jego ucha, ustami zahaczając o skórę.
- J-jesteś pewna? - Wypuścił drżący oddech.
- Nie zaczynaj, bo się rozmyślę - syknęłam.
Warknął  i bez problemu zlokalizował moje wargi, całując je. Dopełnialiśmy się, a nasze ciała pasowały do siebie idealnie. Niall złapał mnie za pośladki i zwiększył nacisk na swojego kolegę.
- Jesteś wspaniała, wiesz? - wyszeptał, przenosząc uwagę na moją szyję.
Jęknęłam i zagryzłam wargę. Musiałam być cicho, bo nie miałam pewności, że dom był pusty. Odchyliłam głowę, rozkoszując się cudownym uczuciem, jakie zagościło w moim ciele. To była nie tylko ulga w cierpieniu i przyjemność, to było też coś czego potrzebowałam całe dotychczasowe życie.
Ten słabo myślący chłopak był mi niezbędny do właściwego funkcjonowania.
- Zamiana miejsc, mała. - Z ust Nialla wydobył się podniecony szept.
Położył mnie na materacu, a ja podsunęłam się wyżej na poduszki. Zaschło mi w ustach, kiedy zobaczyłam jak ściągnął spodnie. Widok jego ciała w samych bokserkach sprawił, że moja skóra się rozpaliła się jeszcze mocniej. Zrezygnowałam z pozbycia się spodenek i uśmiechnęłam się, próbując być kusząca. Otuliłam się ramionami i przechyliłam głowę na bok.
- Zimno mi.
Tak bardzo chciałam go sprowokować...
Niall wspiął się na łóżko i zatrzymał tuż nade mną. Zeskanował mnie od góry do dołu i oblizał wargę.
- Pozwól, że cię rozgrzeję.
Pisnęłam, kiedy ugryzł mnie w skórę na obojczyku. Byłam prawie pewna, że zostawił ślad. Napięcie budowało się z każdym zetknięciem naszych ciał. Niall umiejętnie ocierał się się o mnie biodrami, przez co nie byłam w stanie zebrać myśli.
- Niall - jęknęłam i zacisnęłam powieki.
Coś przyjemnego budowało się wewnątrz mnie i za wszystkie skarby świata nie chciałam tego powstrzymywać.
- Jestem, skarbie.
Moje serce na chwilę przestało pracować. Złapałam jego głowę w obie dłonie i zmusiłam, żeby skupił się na mojej twarzy. Z pasją i jarzącymi oczami pocałowałam go najmocniej, jak tylko umiałam. Potem wszystko działo się zbyt szybko. Nim zdążyłam nasycić się jego bliskością, on się oddalał, wprawiając mnie w zniecierpliwienie. W końcu usadowił się tak, żeby móc sprawiać mi przyjemność. Ja też nie próżnowałam. Wplatałam palce w blond włosy i wtuliłam nos w zgięcie jego szyi. Delikatnie bujałam biodrami, chcąc zachować rytm, który nadały nasze ciała. Westchnięcie skutecznie zagłuszaliśmy pocałunkami.

Moje nogi wokół jego bioder.

Przygryzanie warg.

Język na szyi.

Paznokcie odznaczone na ramionach.

Nie wyobrażałam sobie nikogo innego na jego miejscu. Byłam mu oddana w całości.
W tym momencie byłam w stanie oddać za niego życie.

***

27 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Otworzyłam oczy, ale i tak nic nie zobaczyłam. Burczenie w brzuchu przypomniało mi, że nie zjadłam kolacji, bo zwyczajnie nie udało mi się na nią dotrzeć. Przekręciłam się na drugi bok, żeby napotkać sylwetkę Horana. Włączyłam wilcze oczy i zobaczyłam jego spokojną, pogrążoną we śnie, przystojną twarz. Na zegarku wybiło kilku minut po północy, co oznaczało, że spałam prawie siedem godzin.
- O cholera - powiedziałam bezgłośnie.
Znowu spaliśmy w jednym łóżku. Może tym razem nie byliśmy przytuleni, ale to nie zmieniało intymności tej sytuacji. Ja wciąż nie miałam koszulki, a on wciąż był tylko w bokserkach. Leżał na brzuchu z twarzą zwróconą w moim kierunku. To, co zrobiliśmy wcześniej...
Czułam się dobrze. Pomogłam mu najbardziej, jak tylko mogłam, a jego spokojny oddech i ciepła skóra utwierdziły mnie w przekonaniu, że postąpiłam właściwie.
- Dlaczego nie śpisz? - wymamrotał z wyraźną chrypką, przyprawiając mnie o zawał.
Pogrążona w myślach nie spodziewałam się usłyszeć jego głosu. Odchrząknęłam, przetarłam twarz dłonią i zdecydowałam się przemówić.
- Nie wiem.
Inteligentnie i głęboko.
Cała ja.
- Coś mnie obudziło - dodałam.
- Idź spać - mruknął w poduszkę i wyciągnął ramię.
Położył dłoń na moim brzuchu i bez problemu przyciągnął mnie do siebie. Bezpośrednie zetknięcie naszych skór wywołało we mnie dreszcz. Było tak za każdym cholernym razem. Niall wtulił nos w moja szyję i chrapnął tak słodko, że praktycznie się rozpłynęłam. Zabrzmiał całkiem jak mały kotek. Coś w podświadomości mówiło mi, że bycie szczęśliwymi nie jest nam dane. To przeczucie kroczyło za mną za każdym razem, gdy zbliżałam się do Horana. Bałam się stracić tak ważną część mnie, jaką był on.
- Śpisz? - Opuszkami palców pogładziłam wierzch jego ręki.
- Nie.
- Jak się czujesz? - zapytałam, próbując ukryć obawy, które mną zawładnęły.
Chłopak westchnął ciężko i przewrócił się na plecy. Straciliśmy fizyczny kontakt, przez co posmutniałam. Chciałam, żeby mnie dotykał. Wtedy czułam się zdecydowanie lepiej.
- Dobrze - opowiedział w końcu. - Czuję się naprawdę dobrze i nie mam gorączki.
Chcąc się upewnić, dotknęłam palcami jego czoła i skinęłam głową.
- Na szczęście nie masz.
- Martwiłaś się?
- Myślałeś, że nie obchodzi mnie to, co się z tobą dzieje? - Uniosłam brwi, ale uparcie patrzyłam w sufit.
Uraziło mnie to, że mógł pomyśleć w ten sposób. Dlaczego w ogóle przyszło mu to do głowy?
- Miałem pewne wątpliwości - zironizował.
Wyplątałam się z jego objęć i usiadłam. Odsunęłam się jak najbliżej brzegu łóżka i wlepiłam w niego wilcze oczy.
- Chyba sobie żartujesz - prychnęłam.
Westchnął przesadnie i dźwignął się na łokciach.
- Będziesz mi teraz wypominał moje zachowanie? - Moje zdenerwowanie wzrosło w sekundę. - Dobrze wiesz, czym było spowodowane.
- To nie miało tak zabrzmieć. - Pokręcił głową, krzywiąc się. - Po prostu zrobił się między nami taki bałagan, że nie jestem w stanie go ogarnąć.
- Wiem, ja też - przyznałam niechętnie, ale całkowicie szczerze.
To wszystko zaszło za daleko i oboje mieliśmy tego świadomość. Przyszedł moment, w którym musieliśmy się spiąć i rozwiązać cały problem. Stosunki między nami zależały tylko i wyłącznie od nas.
Po dłuższej chwili milczenia Niall wygrzebał się z pościeli, stanął obok łóżka i włożył spodnie. Naszykował się do wyjścia, zbierając wszystko, co do niego należało. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał.
- Niall? - zatrzymałam go zanim złapał za klamkę.
Spojrzał przez ramię i uniósł brwi, chcąc bym kontynuowała.
- Cindy zaprosiła nas na imprezę noworoczną.
Nie miałam odwagi powiedzieć mu tego, co sobie pomyślałam. Powstrzymałam się przed wypowiedzeniem prośby o wspólny sen, o jego obecność.
- Liam do mnie dzwonił - odparł z lekkim uśmiechem. - Będziemy musieli wybrać dopasowane ubrania.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamiast tego skinęłam głową, zagryzając wargę.
- Dobranoc, mała - pożegnał się.
Wyszedł, zostawiając mnie ze wstrzymanym oddechem i galopującym sercem.
Jak za każdym pieprzonym razem.

***

Równo o dziewiątej rano stawiłam się w kuchni. Z racji, że była pusta, postanowiłam się porządzić. Przygotowałam śniadanie z ryzykiem, że reszta mogła być już po. Nieważne, jest ryzyko jest zabawa. Udało mi się nie spalić bekonu i idealnie ściąć jajecznicę. Pokroiłam ogórki i pomidory, naszykowałam pieczywo i zaczęłam szykować stół. Uwinęłam się ze wszystkim w czterdzieści minut. Pozostało posprzątać.
- Co tak pięknie pachnie? - W progu pojawił się tata.
Spojrzał najpierw na stół, a potem na mnie.
- Ty to zrobiłaś? - Wytrzeszczył oczy.
Zszokowałam go jeszcze bardziej, kiedy przytaknęłam z szerokim uśmiechem.
- Żono, ktoś nam podmienił córkę! - krzyknął, udając przerażenie.
Chwilę później, jak już zdążyłam wszystko uprzątnąć, pojawiła się reszta domowników. Również ci tymczasowi. Każdy zajął swoje miejsce i rozpoczął konsumpcję. Z zadowoleniem obserwowałam, jak jedzenie znikało z talerzy.
- Nigdy nie jadłam pyszniejszej jajecznicy - pochwaliła pani Ellen i otarła kąciki ust serwetką.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Komplementy zawsze mnie zawstydzały.
- Mamo! - jęknął Niall z naburmuszoną miną.
Przygryzłam wargę, żeby powstrzymać śmiech i odchyliłam się na krześle. Wyglądaliśmy jak jedna, szczęśliwa rodzinka. I pomyśleć, że kiedyś mogłoby tak być...
- Spokojnie, synku. - Mrugnęła do niego. - Twoja też była dobra.
Każdy zachichotał pod nosem, a blondyn zacisnął szczękę. Wiedziałam, że się zgrywał, ale wyglądał naprawdę przekonująco.
- Było miło, ale naprawdę spieszę się do pracy. - Tata odłożył sztućce i delikatnie odsunął krzesło, żeby wstać.
Po nim odszedł dziwnie smętny brat, a następnie mama i pani Ellen. Ostatnie dni spędzały na plotkowaniu, spacerach i robieniu na drutach. Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźniły, bo moja rodzicielka nigdy nie była bardziej rozgadana i uśmiechnięta. Odkąd straciła przyjaciółkę w wypadku nie złapała z nikim podobnej więzi. Aż do teraz.
- Całus za twoje myśli. - Głos Horana wyrwał mnie z zamyślenia.
Nawet nie zorientowałam się, że stałam nad zlewem pełnym naczyń. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się pod nosem. Nie wiem skąd, ale ogarnęło mnie zawstydzenie przez niedawne wydarzenia.
- Nie odzywasz się do mnie? - Uniósł brew, opierając się biodrem o blat.
Pozostałam nieruchoma, chcąc sprawdzić, co był w stanie zrobić, żeby zdobyć moją odpowiedź. Nie zdziwiłam się, kiedy rzucił okiem na drzwi, a następnie złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Jęknęłam, zderzając się z jego piersią i uniosłam wzrok.
- Co mam zrobić, żebyś się odezwała? - Zmrużył oczy podejrzliwie. - Przecież w nocy byłaś całkiem rozmowna, jeśli wiesz co mam na myśli.
- Głupek - bąknęłam pod nosem i odwróciłam wzrok.
Czułam ciepło na policzkach, co równało się z rumieńcami. Nienawidziłam ich, bo wtedy każdy wiedział, co czułam. Kątem oka widziałam, jak wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Twój głupek - wyszeptał po chwili.
Zaskoczona spojrzałam mu prosto w oczy, a on pochylił głowę. Jednak nie doczekałam się pocałunku. Zatrzymał się kilka milimetrów prze moimi wargami.
- Dziękuję - dodał cicho, a potem jego usta wylądowały na moim policzku, ofiarując mi soczystego buziaka.
Domyśliłam się, że miał na myśli ostatnią noc i nasze intymne zbliżenie. Praktycznie rozpływałam się w jego ramionach, a moja podświadomość krzyczała, żebym nigdy w życiu nie pozwoliła mu odejść. Chciałam mu odpowiedzieć, ale nie miałam szansy. Wciągnęłam gwałtownie powietrze, kiedy zacisnął palce na moich pośladkach. Uśmiechnął się zadziornie i wyprostował plecy, a ja zrobiłam krok w tył z obrażoną miną.
- Do zobaczenia później, Desti - rzucił i wyszedł.
- Wal się - wymamrotałam, tracąc go z pola widzenia.
Byłam zła, że nie dostałam tego, co chodziło za mną odkąd nocą opuścił mój pokój. Bawił się mną, ale to był błąd z jego strony.
Tylko ja mogłam się z nim droczyć.

niedziela, 7 sierpnia 2016

49.

TAM TAM TAAAAAM!

Musicie mnie niesamowicie kochać, bo pisze jak szalona i mam mnóstwo pomysłów!

Dziękuję, że jesteście! xxx
____________________________________




*Destiny*

Od obiadu Niall nie wychodził z pokoju, który zajął po przyjeździe. Nie mogłam powiedzieć, że się nie martwiłam. Tej nocy miała wypaść pełnia, więc bałam się o nas oboje. Zauważyłam już wcześniej, że nie mógł znaleźć sobie miejsca i był nad wyraz zirytowany. Rzadko do kogo się odzywał i zaciskał szczękę, jak tylko pojawiałam się w zasięgu jego wzroku.
- Destiny? - tata zwrócił moją uwagę na siebie.
Od jakiegoś czasu tępo wpatrywałam się w ekran telewizora. Moje myśli były kompletnie gdzie indziej.
- Tak? - Spojrzałam na niego i uniosłam brwi.
- Sprawdzałaś co u Nialla?
Pokręciłam głową w odpowiedzi. Spodziewałam się, że w końcu ktoś zechciałby wkroczyć na ten temat.
- Może powinnaś...
- Nie, tato - westchnęłam i potarłam dłonią czoło.
- Dlaczego? - Zmrużył oczy wyraźnie zdezorientowany. - Zauważyłem, że wasze relacje się pogorszyły, ale myślałem, że i tak się o niego troszczysz. Jest twoim Alfą, nie możesz go tak po prostu z tym zostawić. Dzisiejsza pełnia będzie silniejsza, niż wszystkie poprzednie.
- Myślałam, że ona działa w ten sposób tylko na nas - odparłam zdziwiona.
- Zapewne nie, ale uważam, że pełnia próbuje wam coś przekazać. Jest silna, ale nie każdy odczuje to tak, jak ci do których jest skierowana.
Michael powiedział podobnie, czyli coś w tym było.
- Myślisz, że próbuje nas połączyć? Jakby, no wiesz... Jako parę? - zapytałam ostrożnie.
- Być może. - Wzruszył ramionami i odetchnął ciężko. - Rada nie spotkała się z takim przypadkiem dopasowania, jak wasz już od wielu, wielu lat. Staramy się was pilnować, żeby móc wkroczyć w razie potrzeby, ale to wy tutaj trzymacie stery.
Tyle odpowiedzialności w czymś takim. Dlaczego padło akurat na mnie? Popełniłam jakiś grzech? Może w poprzednim wcieleniu byłam jakimś psychopatą.
- Ellen poszła do Nialla. - Mama weszła do salonu z dłoni położonymi na biodrach.
Cicho wypuściłam powietrze, które zgromadziło się we mnie od nadmiaru napięcia. Dobrze, że nam przerwała, bo nie wiem czy wytrzymałabym psychicznie. Za dużo odpowiedzialności w tych kilku ojcowskich słowach.
- Długo tam jest? - zapytałam cicho, odwracając twarz do mamy.
- Jakąś godzinę.
Zacisnęłam powieki, zebrałam się w sobie i wstałam z kanapy.
- Co robisz? - Tata zmarszczył czoło, obserwując moje poczynania.
- Idę do siebie - rzuciłam i żwawym krokiem opuściłam pomieszczenie.
Nie zdążyłam dojść do swojego pokoju, kiedy moje uszy zlokalizowały podwyższone głosy. Zwolniłam i niegrzecznie podsłuchałam, jak Niall kłócił się ze swoją mamą. Przystanęłam przy drzwiach od pokoju gościnnego i nastawiłam uszu.
- Wyjeżdżamy - warknął Horan.
- Synku, nie możemy tego zrobić. Obiecałam, że zostaniemy do Nowego Roku - odparła kobieta.
Do Nowego Roku? Czemu ja nic o tym nie wiedziałam? Nikt nie zapytał mnie o zdanie.
- Nie wytrzymam dłużej - jęknął z bólem w głosie.
- Skarbie...
- Mamo - westchnął. - Mówiłem ci, że ona mi nie pomoże. Po prostu muszę się oddalić. Nie mogę znieść jej widoku, skoro nie mogę się do niej zbliżyć. To mnie zabije.
Z zapartym tchem czekałam na odpowiedź pani Ellen, ale zamiast tego powietrze przeciął przerażający krzyk cierpienia. Bez zastanowienia otworzyłam drzwi na całą szerokość. Wyszłam na dziewczynę bez manier, ale miałam to gdzieś. Moje oczy zastały spanikowaną mamę Horana i zgiętego w pół blondyna. Ramionami objął swoją klatkę piersiową. Dopiero kiedy odchrząknęłam, pani Ellen zwróciła na mnie uwagę.
- Destiny? - wydusiła w szoku.
Na kilometr można było wyczuć, jak bardzo się bała. Nie miała pojęcia, co dolegało jej jedynemu synowi.
Ja wiedziałam.
- Pomogę mu - wyszeptałam i na chwilę spuściłam wzrok.
Nie byłam pewna swojej decyzji, ale nie mogłam zostawić go w takim stanie.
- Jesteś pewna? - Zbliżyła się i położyła dłoń na moim ramieniu.
Skinęłam głową i przesunęłam się, żeby mogła opuścić pokój. Zdążyła jeszcze posłać mi pocieszający uśmiech. Zamknęłam za nią drzwi i powoli zmniejszyłam odległość między mną a chłopakiem.
- Idź sobie - syknął ze wzrokiem wbitym w podłogę.
Nawet nie potrafił się wyprostować. Trzymałam go samego zbyt długo, ale gdybym tylko wiedziała...
- Potrzebujesz mojej pomocy - odparłam spokojnie, nie chcąc wszczynać jakiejkolwiek kłótni.
- Nie.
Zacisnęłam zęby i zdecydowanym krokiem znalazłam się tuż przed nim. Wyprostował się powoli, ale nie spojrzał mi w oczy. Uciekł wzrokiem gdzieś w bok.
- Nie utrudniaj - westchnęłam.
- Chcesz pokazać mi swoją litość? - zironizował. - Nie potrzebuję jej.
- Chcę ci pomóc - powtórzyłam twardo.
- Już nie udajesz obrażonej? Przecież cię odrzuciłem dla innej. Wkurwiłaś się, a i tak nie byliśmy razem. Nie jesteśmy i zapewne nie będziemy.
Zabolało mnie. Nie musiał tak dobitnie tego powtarzać, bo jego słowa raniły moje zakochane serce.
Zebrałam się w sobie i dłońmi przytrzymałam jego głowę, kładąc je na policzkach. Zmusiłam Nialla, żeby na mnie popatrzył.
- Przestań zgrywać cholernego dupka i współpracuj - warknęłam, tracąc cierpliwość. - Mi też nie jest łatwo.
- Wydawało mi się, że beze mnie idealnie radziłaś sobie z pełnią.
Nie odpowiedziałam, a on odepchnął moje ręce i zrobił krok w tył. Samice wilkołaka cierpiały nieustannie po rozłączeniu od dopasowanego Alfy, ale to samiec przyjmował po czasie największy cios. Musieliśmy tego doświadczyć, żeby się nauczyć.
- Dlaczego mnie odpychasz, skoro tak bardzo cierpisz? - Przechyliłam głowę na bok, nie spuszczając z niego wzroku.
Złapał się za głowę i lekko pociągnął za włosy. Wymamrotał coś pod nosem i z prędkością światła złapał mnie w talii, używając obu rąk i przyciągnął do siebie. Zaskoczona zachłysnęłam się powietrzem i wsparłam dłonie o jego tors. Nasze twarze dzieliła znikoma odległość, przez co nie mogłam się skupić.
- Tym razem czuję, że potrzebuję czegoś więcej - powiedział cicho.
- Więcej? - Oblizałam wyschnięte wargi.
- Więcej niż pocałunku.
Wstrzymałam powietrze, próbując zebrać myśli. Znaleźliśmy się w trudnym położenia, a ja musiałam być tą, która myślała logicznie.
- Teraz też cię boli? - zapytałam, chcąc zwrócić rozmowę na inny tor, niż nasze zbliżenie.
- Mniej, ale... - urwał.
- Co?
- Nawet jeśli bym chciał, nie potrafię wypuścić cię z objęć - przyznał, a jego oczy zlokalizowały moje usta.
Pod wpływem siedzących we mnie emocji położyłam dłoń na jego szyi i przyciągnęłam go do pocałunku, który oddał bez wahania. Z każdym ruchem coraz bardziej się pogłębiał. Nie narzekałam, bo właśnie tego potrzebowałam.
Potrzebowałam mojego Alfy.
- Jaka ja byłam głupia - wydusiłam, między pocałunkami.
- Hm? - Oparł swoje czoło o moje, nie otwierając oczu.
Delikatnie przesunęłam rękę na jego policzek i tam zostawiłam.
- Skazałam nas na cierpienie z powodu jakiejś nic nie ważnej dziewczyny. Nie możemy ominąć dopasowania, a ja jak idiotka myślałam, że uda mi się to przezwyciężyć. Chciałam się od ciebie odizolować.
- Nie możesz. - Pokręcił głową z lekkim uśmiechem i kciukiem dotknął mojej dolnej wargi. - Umarłbym bez ciebie.
Skrzywił się i jęknął. Złożyłam całusa na obojczyku blondyna i tak utworzyłam ścieżkę, aż do żuchwy. Niall oddychał ciężko i niestabilnie, więc chciałam to jakoś załagodzić.
- Mówiłem ci, że potrzebuję więcej - wyszeptał, odsuwając się ode mnie.
Usiadł na łóżku i załamany schował twarz w dłoniach. Potrzebował mojego ciała, ale nie chciał zmuszać mnie do zbliżenia. To było bardzo szlachetne z jego strony i niesamowicie go za to ceniłam.
- Dajmy dopasowaniu to, czego pragnie - odparłam, grając pewną siebie.
W środku trzęsłam się, jak galareta. Horan podniósł głowę i obdarzył mnie zdziwionym spojrzeniem.
- Mówisz poważnie? - Zmarszczył czoło.
Bez pytania usiadłam mu okrakiem na kolanach i jednym ruchem pozbyłam się swojej bluzki. Jak na faceta przystało, uważnie zeskanował moja klatkę piersiową, a następnie zatrzymał się na oczach.
Jego tęczówki się jarzyły, więc moje na pewno też.
- Des... - zaczął, ale urwał, kiedy położyłam mu palec na ustach.
- Tęskniłam za twoimi świecącymi oczami - przyznałam szczerze.
To co się między nami działo było nagłe i nieprzemyślane. Jak za dotknięciem różdżki zapomniałam o gniewaniu się i pozwoliłam, żeby dopasowanie przejęło moje czyny. Pragnęłam, żeby jego cierpienie ustało. Nie byłam bezduszna, żeby patrzeć jak się męczył. Żałowałam, że wcześniej byłam zaślepiona zazdrością i złością. Był dla mnie ważny i bolało mnie, to co aktualnie przechodził. W tej chwili nie mogłam być egoistką.
- Zaraz zwariuję - wymamrotał i złapał za dół swojej koszulki.
Ściągnął ją i rzucił na podłogę za mną. Owinął ramiona wokół mnie i mocno przyciągnął do siebie. Czułam emanujące z jego ciała gorąco. Odniosłam wrażenie, jakby miał mnie oparzyć.
- Masz gorączkę. - Skrzywiłam się, kładąc dłoń na jego rozgrzanym czole.
- Potrzebuję cię, Destiny.
Przełknęłam uczucie, które próbowało wydostać się na zewnątrz i pochyliłam się, żeby go pocałować. Zastanawiałam się, jak udało mi się tak długo uciekać od jego ust. Dopiero teraz zrozumiałam, co traciłam. W miarę pogłębiania pieszczoty Niall położył się na łóżku, ciągnąc mnie za sobą. Czułam się wyśmienicie w jego objęciach. To było moje miejsce na ziemi.
Ku mojemu zaskoczeniu Horan przekręcił nas tak, że to on znalazł się nade mną. Nie zmniejszyliśmy intensywności całowania, bo zwyczajnie nie potrafiliśmy. Lgnęliśmy do siebie, jak ćmy do ognia. Nie byłam pewna, czy ktokolwiek mógłby nas rozdzielić.
- Kurwa - syknął Niall nagle i schował twarz w zgięciu mojej szyi, zaciskając palce na mojej talii.
Wystraszyłam się, bo temperatura jego ciała momentalnie wzrosła. Odchyliłam go i przesunęłam się wyżej łóżka, żeby położyć się na poduszce. Blondyn zmarszczył czoło, obserwując mnie. Posłała mu uśmiech, którym chciałam go zachęcić do dołączenia do mnie. Byłam gotowa dać mu to, czego potrzebował.
Musiałam mu pomóc.
- Wiesz, że... - zaczął, ale uniosłam dłoń, dając mu znać, żeby zamilkł.
- Po prostu to zrób - wyszeptałam niepewnie.
Niall zawahał się, ale w końcu zawisnął nade mną, opierając się na dłoniach. Delikatnie musnął moje usta i się wycofał. Ze zdziwieniem patrzyłam na jego poczynania. Drżał i nierównomiernie oddychał, ale zrezygnował z całowania. Zacisnął szczękę, co oznaczało, że naprawdę cierpiał. Powoli ułożył się tak, że jego głowa spoczęła blisko mojej szyi. Gdybym odwróciła głowę w bok, ustami dotknęłabym jego czoła.
- Bądź ze mną - mruknął cicho z zamkniętymi oczami.
Jedną z dłoni położył mi na brzuchu, przez co dostałam dreszczy. Nasza pozycja pozwoliła mi jedną ręką objąć jego szyje i wsunąć palce we włosy chłopaka. Zdecydowałam się na przeczesywanie ich i lekkie masowanie skóry głowy. Odetchnął, jakby mu ulżyło, a na moich ustach pojawił się mały uśmiech. Drugą dłoń położyłam na ręce Horana, okrywającej mój brzuch. Zszokował mnie, kiedy splótł nasze palce, nie zmieniając ich położenia. Poczułam w sercu, coś czego nie powinnam. To nie było ukłucie bólu.

To była miłość.

***

Przebudziłam się, bo poczułam za sobą niespokojne ruchy Horana. Mamrotał coś pod nosem i kręcił głową. W trakcie snu nasza pozycja zmieniła się tak, że odsunęliśmy się od siebie, śpiąc na dwóch końcach łóżka. Nie miałam na to wpływu.
- Niall - odezwałam się i odchrząknęłam.
Przetarłam zaspane oczy, uświadamiając sobie, że ciągle znajdowałam się w pokoju gościnnym. Nawet nie zmartwiłam się tym, gdzie mogłaby spać pani Ellen, a powinnam. Zapewne było już za późno, ale i tak zanotowałam sobie w głowie, żeby ją przeprosić.
- Niall. - Szturchnęłam go, kiedy nie zareagował.
Gwałtownie zerwał się do siadu i gorączkowo rozejrzał po pomieszczeniu. Wreszcie jego rozjarzone oczy trafiły na mnie.
- Destiny - odetchnął, jakby z ulgą.
- Co się dzieje? - Użyłam wilczego wzroku, żeby móc zobaczyć jego zmarniałą twarz.
Opuścił głowę i przymknął powieki.
- Miałem koszmar - odparł i przeczesał dłonią włosy.
- Już w porządku?
Popatrzył na mnie i skinął głową prawie niezauważalnie. Zagryzłam wargę, nie wiedząc co powiedzieć. Przytłoczyła mnie intensywność jego wzroku.
- Mogłabyś zrobić to, co na początku? - zapytał ostrożnie.
Uniosłam brwi, zastanawiając się, co dokładnie miał na myśli.
- Pocałować cię?
- Nie.
Auć.
- Przytul mnie.
Zadrżałam, słysząc prośbę, o której nigdy bym nie pomyślała. Bez dłuższego zwlekania położyłam się na poduszce bliżej chłopaka i czekałam. Niall ułożył się w takiej samej pozycji, jak wtedy i odetchnął głęboko. Był gorący, ale nie parzył.
- Ciągle cię boli? - wyszeptałam z ustami przy jego czole.
- Czuję dyskomfort, ale nie ból - odpowiedział, a jego wargi musnęły moją szyję.
Wstrzymałam oddech i zacisnęłam mięśnie brzucha. Jego dotyk na moim ciele było czuć tak wspaniale...
- To dobrze - ziewnęłam.
Oczy same zaczęły mi się zamykać. Unormowałam oddech i powoli zapadałam w sen. Zadowolił mnie spokojne unoszenie się klatki piersiowej chłopaka.
- Jesteś jedynym, czego potrzebuję przy swoim boku - padło z ust Nialla, ale byłam zbyt zaspana, żeby jakkolwiek zareagować.

***

26 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Obudziłam się dość wcześnie, jak na mnie. Ucieszyłam się, że Niall leżał tuż obok, a nie na mnie, bo inaczej nie udałoby mi się wyjść z pokoju. Zdecydowałam się go zostawić, spał całkiem spokojnie i przez resztę nocy nic go nie dręczyło. Niestety temperatura, która mu towarzyszyła, nie chciała spadać. Ubrałam się w bluzkę, którą poprzedniego wieczoru tak chętnie zrzuciłam i zahaczyłam o toaletę.
- Już wstałaś? - Mama uniosła brwi, jak tylko zobaczyła mnie w progu kuchni.
- Mhm - mruknęłam.
Podeszłam do kuchenki i nastawiłam wodę na kawę.
- Spałaś z nim - stwierdziła.
To nie miało być pytanie, Ona to wiedziała.
Oparłam się tyłkiem o blat i skrzyżowałam ramiona na piersi. Koniecznie musiałam się przebrać. nie czułam się dobrze we wczorajszych, pomiętych ubraniach.
- Tak, spałam z nim  - przyznałam, bo nie wiedziałam sensu, żeby kłamać.
Rodzice znali naszą sytuację, więc nie powinni się dziwić. Poza tym, nie byliśmy już dziećmi.
- Jak on się czuje? - zapytała zmartwiona.
Spodziewałam się pretensji, ale byłam wdzięczna, że takowych nie było.
- Myślę, że dobrze - westchnęłam ciężko.
- Dacie sobie radę?
- Myślę, że pierwsza noc pełni była najgorszą. Oby reszta poszła z górki. - Czajnik zaczął gwizdać, więc odwróciłam się plecami do rodzicielki.
- Gdzie spała pani Ellen? - zapytałam, zalewając kubek wrzątkiem.
Słyszałam, jak mama wstała od stołu i podeszła, wstawiając swój kubek do zlewu.
- Zajęła twoje łóżko. Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko - odpowiedziała i uważnie patrzyła na moją twarz.
Posłałam jej zdziwione spojrzenie i się wyprostowałam.
- To jak zajęłam jej miejsce bez pytania. - Skrzywiłam się. - To działo się tak szybko, że na początku nie wiedziałam, co robić. Potem Niall usnął i już nie miałam szansy się uwolnić.
- Czyli to była prawda - mruknęła pod nosem, uśmiechając się lekko.
Zmarszczyłam czoło, zastanawiając się czy chodziło jej o to, o czym pomyślałam.
- Tata mówił ci o wiadomości, którą pełnia chce wam przekazać, prawda? - odparła zanim zapytałam.
Skinęłam głową, zostając cicho.
- Skoro udało ci się uśmierzyć jego ból przez samo zbliżenie, to wydaje mi się, że to prawda. Musicie być razem, bo inaczej zabije was dopasowanie i związane z nim pożądanie wzajemnej bliskości.
- Jak to możliwe? - wydusiłam zszokowana.
Ciężko było mi przyjąć taką wiadomość. Cały czas mieliśmy jakieś konflikty, więc jak mielibyśmy być blisko?
- Nie mam pojęcia, kochanie. - Z czułością pogłaskała mnie po włosach. - A teraz muszę iść, bo pani Ellen czeka na mnie w salonie. Mamy iść na zakupy, żeby mieć co przygotować na Nowy Rok.
- Na co? - Uniosłam brew i położyłam dłonie na biodrach. - Czemu ja nic nie wiem?
Nie pasowało mi do niej takie zachowanie. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz uczestniczyła w jakiejkolwiek imprezie. Mama zaśmiała się i pocałowała mnie w skroń.
- Razem z tatą zaplanowaliśmy niewielkie przyjęcie z okazji Nowego Roku. Będzie kilku naszych znajomych, no i oczywiście mama Nialla - wyjaśniła i wyszła w pośpiechu.
Wzięłam głęboki wdech i opuściłam ręce z bezsilności. Moja własna mama wyrządzała imprezę, a ja użerałam się z problemami sercowymi. Nie tak to powinno wyglądać. Koniecznie musiałam skontaktować się z Cindy. Przygotowałam sobie śniadanie i usiadłam przy stole. Byłam tak głodna, że pochłonęłam wszystko w kilka minut. W pokoju szybko zmieniłam ubrania i wróciłam do kuchni. Włączyłam radio i zaczęłam zmywać naczynia. Prawie pusty dom i dość wczesna godzina zmotywowały mnie do podśpiewywania pod nosem i małych ruchów tanecznych.
Chciałabym zobaczyć swoją przerażoną minę, kiedy ciepłe ręce dotknęły moich boków.
- Dzień dobry - wyszeptał prosto do mojego ucha.
Zagryzłam wargę i wytarłam ręce. Odwróciłam się przodem do niespodziewanego gościa i wypuściłam wstrzymywany oddech.
- Hej - odpowiedziałam, czując jak się rumienię. - Jak się czujesz?
- Jestem osłabiony, ale przynajmniej nie boli tak, jak wczoraj.
Wzrok Nialla zatrzymał się na moich ustach, więc trochę spanikowałam. Momentalnie oblało mnie gorąco, co przypomniało mi o sprawdzeniu jego temperatury. Złapałam go za głowę i stanęłam na palcach, żeby przyłożyć wargi do jego czoła.
- Jesteś rozpalony. - Wróciłam do normalnego poziomu i popatrzyłam mu prosto w oczy.
Zmarszczyłam czoło, nie znając dokładnej przyczyny reakcji organizmu Horana.
- Może to skutek silnej pełni. - Wzruszył ramionami, jakby to mu wcale nie przeszkadzało.
- Twoje ciało praktycznie mnie parzy, a do tego jesteś bez koszulki - zironizowałam i wywróciłam oczami.
Uśmiechnął się jak cwaniak i mrugnął zaczepnie.
- Takiego mnie zostawiłaś.
Westchnęłam i pokręciłam głową. Jakim cudem znaleźliśmy się w takiej sytuacji? Dopiero co darliśmy koty, a teraz on przytulał mnie w kuchni.
- Zaraz umrę z gorąca - jęknęłam i odepchnęłam go od siebie.
Zaśmiał się i zanim się zorientowałam złapał mnie za tył głowy i przyciągnął do pocałunku. Zaskoczona oddałam gest dopiero po chwili. Rozpłynęłam się, jak za każdym razem. Moje serce wiwatowało, a mięśnie brzucha zacisnęły się w supeł. Byłam w niebie.
On był moim niebem.

Nic nie mogłam poradzić na to, że się w nim zakochałam.

środa, 3 sierpnia 2016

48.

Musicie jeszcze uzbroić się w cierpliwość, bo już niedługo wydarzy się coś, czego nikt się nie spodziewa ;)

Miłego czytania! xxx
__________________________________________________





*Destiny*

Dźwięk klaksonu przejeżdżającego samochodu przywrócił mnie do rzeczywistości. Nie wiedziałam jak długo tak staliśmy, ale z zimna praktycznie nie czułam twarzy. Otrząsnęłam się i odskoczyłam od blondyna jak oparzona.
- Nie, nie, nie, nie, nie... - powtarzałam, łapiąc się za głowę.
Niall wyciągnął rękę, żeby mnie dotknąć, ale zrobiłam wielki krok w tył.
- Nie rób tego - poprosiłam.
Wycofał się i lekko skinął głową. Posłuchał mnie, co było mocno zadziwiające. Zdecydowanie nadszedł moment, gdzie był nadmiar wszystkiego. Nie wiedziałam, co myśleć i jak postąpić.
- To nie powinno się wydarzyć - rzuciłam roztrzęsionym głosem.
- Jakbyśmy nie robili tego wcześniej - zironizował i schował dłonie do kieszeni kurtki.
- To nie to samo! - pisnęłam oburzona.
Przyłożył sobie palec do ust, dając mi znak, żebym była ciszej.
- Udało mi się wytrzymać bez twojego dotyku prawie do samej pełni, ale ty musiałeś to zepsuć - wyrzuciłam z siebie z pretensją.
- Ulżyło ci, przyznaj się.
Ton jego głosu zmienił się na chłodny i opanowany. Tak od ręki, po prostu. Wyglądał jakby pocałunek na niego nie wpłynął, a byłam przekonana, że coś się zmieniło.
- Miałam być twarda - jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
- Jesteś twarda - wyszeptał.
Wstrzymałam oddech i powoli odsłoniłam buzię. Niall wpatrywał się we mnie dość intensywnie. Nie zarejestrowałam cienia oznaki, żeby sobie drwił. Mówił szczerze, a ja to wyczułam.
- Przy tobie nie potrafię - przyznałam szczerze z bólem serca.
Wiedział to. Na sto procent o tym wiedział.
- Musimy do tego przywyknąć, Destiny. - Przysunął się, minimalizując odległość między naszymi ciałami.
Zadrżałam i zacisnęłam oczy. Wiedziałam, że będę żałowała tego, co właśnie zamierzałam zrobić.
- Zostaw mnie - warknęłam i odepchnęłam go od siebie. - Nie zbliżaj się do mnie. Rozwalasz mi życie i przez ciebie nie umiem normalnie funkcjonować. Najlepiej będzie, jeśli będziesz trzymał się ode mnie z daleka. Nie potrafię już tego znieść - na koniec mój głos się załamał.
Powiedziałam to.
Zraniłam go.
Zraniłam też siebie.
Horan opuścił głowę, a ja byłam bliska płaczu. Nie panowałam nad sobą i nad tym, co mówiłam. Byłam cholernie zmęczona i chciałam, żeby pocałował mnie jeszcze raz. Tym razem na tyle mocno, żeby wszystkie głupie pomysły wyparowały z mojej głowy. Nie mógł tego zrobić...
Zraniłam go.
- Skoro chcesz - powiedział cicho.
W kompletnym milczeniu wróciliśmy do domu. Wstrzymywanie łez opanowałam do perfekcji. Nawet uśmiechnęłam się do mamy Nialla, która nic nie zauważyła. Dobrze, że nie było w pobliżu mojej rodzicielki, bo od razu zorientowałaby się o moim stanie. Udało mi się szczęśliwie dotrzeć do pokoju i położyć na łóżku.
Do szczęścia potrzebowałam jedynie chwili samotności, żeby móc uporządkować myśli.

***

Unikałam Horana całe popołudnie. Dopiero kiedy skończyłam pomagać w przygotowywaniu salonu do kolacji wigilijnej, mama pozwoliła mi pójść do siebie i się naszykować. Umalowałam się, uczesałam, ubrałam i pozwoliłam sobie ocenić swój wygląd, stając przed lustrem w pokoju. Wybrałam czarną, prostą sukienkę przed kolano. Miała dekolt w kształcie litery "V", rozkloszowany dół i przyległą górę. Na nogi wsunęłam baleriny, a na nadgarstku zapięłam ulubioną bransoletkę z moim imieniem. Nie mogłam nosić jej w szkole, więc korzystałam w domu. Powoli przeszłam do salonu, gdzie napotkałam uważne spojrzenie brata i Nialla. Obaj siedzieli przy stole, a ja przerwałam im rozmowę.
- Cześć, siostra. - Michael wyszczerzył się nienaturalnie.
Pomachałam do niego samymi palcami i wycofałam się na korytarz. Nie zamierzałam siedzieć w jednym pomieszczeniu z facetem, który źle na mnie wpływał. Zdecydowałam się odwiedzić kuchnię, gdzie spotkałam mamę.
- Gdzie pani Ellen? - Zajrzałam mamie przez ramię, a ona podskoczyła.
- Nie strasz mnie - upomniała mnie z groźną miną.
Uniosłam ręce w geście poddania i uśmiechnęłam się najsłodziej, jak tylko umiałam.
- Mama Nialla poszła się naszykować i za chwilę do nas dołączy. Widziałaś ojca? - zapytała, nie odrywając się od ozdabiania ostatniej już potrawy.
- Nie. - Oparłam się biodrem o blat i skrzyżowałam ramiona na piersi.
Mama odetchnęła ciężko, otarła czoło wierzchem dłoni i przeniosła wzrok na mnie. Obejrzała mnie od góry do dołu i rozchmurzyła się nieznacznie.
- Co? - Zmarszczyłam czoło.
- Bardzo ładnie wyglądasz, Desti - przyznała wzruszona.
- Tylko nie to zdrobnienie - wymamrotałam, marszcząc nos.
- Jesteś już taka duża - westchnęła. - Nie mogę uwierzyć, że stoi przede mną moja dwudziestoletnia córka.
- Pora uwierzyć. - Zrobiłam głupią minę.
Rozłożyła ramiona, zapraszając mnie tym samym do uścisku. Nie potrzebowałam większej zachęty.
- Kocham cię - wyszeptała, jak tylko wtuliłam się w jej ciepłe, matczyne ciało.
Nie było lepszego miejsca niż ramiona rodzicielki. Tutaj zawsze można było schować się przed złem tego świata, wypłakać, albo też śmiać do rozpuku. Mama była dla mnie wzorem siły i troski. Nie znałam mądrzejszej i bardziej rozsądnej kobiety niż ona. Kochałam ją ponad wszystko na świecie.
- Też cię kocham, mamo - odparłam i zagryzłam wargę.
Pełnia sprawiała, że wzruszałam się w najmniej spodziewanym momencie. Z jednej strony nie przeszkadzało mi to, ale z drugiej czasem było męczące.
- Dogadaliście się? - zadała pytanie, czym zniszczyła tak piękną chwilę.
Wyprostowałam się i poprawiłam sukienkę. Zamknęłam oczy i podrapałam się w skroń.
- Nie do końca. - Otworzyłam oczy, w których znajdował się smutek.
- Spacer wam nie pomógł?
Pokręciłam głową w zaprzeczeniu. Zrobiło mi się gorąco na samo przypomnienie ostatniego pocałunku.
- Destiny? - Zmrużyła oczy podejrzliwie.
- No co? - Uniosłam brwi, odpychając natrętne myśli.
Mam pokręciła głową litościwie i poklepała mnie po ramieniu, wychodząc. Wzięłam kilka głębokich oddechów i zebrałam się na odwagę, żeby dołączyć do reszty. W salonie siedzieli już wszyscy, więc było mi trochę nieswojo, kiedy przyglądało mi się tyle par oczu. Irytowały mnie szczególnie jedne...
Te niebieskie.
- Myślę, że możemy zaczynać - odezwał się tata, czym zwrócił uwagę zebranych na swoją osobę.
Dzięki, tato.

***

Kolacja wigilijna ciągnęła się w nieskończoność. Patrzyłam wszędzie, tylko nie na osobę, do której ciągnęło mnie najbardziej. Siedział po lewej stronie mojego brata, a ja po prawej. Cud, że chociaż Michael nas rozdzielał.
- Przynieś resztę ciasta z lodówki, Destiny - mama poprosiła, posyłając mi lekki uśmiech.
Skinęłam głową i z gracją wstałam od stołu. W duchu dziękowałam jej na kolanach za uratowanie mnie od uczestniczenia w rozmowie na temat naszego dopasowania, która właśnie się rozpoczęła. Tata i pani Ellen upodobali sobie tą kwestię i nie mogli się powstrzymać od wymyślania przeróżnych teorii i planów na nasze dalsze życie. Nawet w międzyczasie nasi rodzice przeszli na "ty". Niegrzecznie mogłam wspomnieć, że chciało mi się wymiotować na myśl o tym wszystkim. Oni chcieli naszej wspólnej przyszłości, a póki co, ja nie dawałam rady już teraz.
Z głową pełną niepoukładanych myśli wyjęłam ciasto na paterę i pokroiłam w symetryczne kawałki. Zanim zdążyłam wziąć tacę w rękę, poczułam czyjąś obecność za plecami.
- Co tu robisz? - zapytałam, jak tylko odwróciłam się przodem do Nialla.
- Moja mama wysłała mnie, żebym ci pomógł. - Wzruszył ramionami i rzucił okiem na moją sukienkę.
- Dam sobie radę - powiedziałam obojętnie i wróciłam do porządkowania blatu.
Chłopak podszedł bliżej i zatrzymał się dopiero, kiedy jego tors dotykał moich pleców. Moje serce natychmiast podwoiło swoją pracę i przyprawiło mnie o trudności w oddychaniu.
- Czegoś potrzebujesz? - odezwałam się na tyle spokojnie, na ile mogłam.
- Ciebie.
Zamarłam.
- Odsuń się - wydusiłam, będąc na granicy rozstrojenia nerwowego.
Czułam, że Niall miał satysfakcję z mojego stanu i wcale nie zamierzał zaprzestać tortur.
- Zmuś mnie - wyszeptał.
Zacisnęłam zęby i gwałtownie odwróciłam się twarzą do niego.
- Lepiej będzie, jeśli dasz mi spokój.
- A jeśli nie, to... - urwał i spojrzał na swój brzuch.
Zmarszczył czoło, kiedy zauważył czubek noża przy swoim ciele. Starałam się panować nad moją trzęsącą się dłonią, więc nie mógł zobaczyć, jak bardzo wyprowadził mnie z równowagi fizycznej i psychicznej.
- Nie dasz rady. - Popatrzył mi prosto w oczy.
- Przekonajmy się. - Naparłam ostrzem odrobinę mocniej, a on syknął.
W dalszym ciągu nie zmienił swojego położenia. Nie cofnął się nawet o milimetr.
- Nie zrobisz mi krzywdy - powiedział z przekonaniem.
Dlaczego nawet w takim momencie myślałam o jego ustach na moich? Dlaczego myślałam o jego dłoniach, dotykających mojego ciała?
- Skąd ta pewność? - Uniosłam brew.
- Skazałabym się na wieczne cierpienie, jeśli nie śmierć.
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia, jakby nigdy nic.
Znowu zostawił mnie w skrajnym stanie.
Znowu zabawił się moimi uczuciami.

Znowu zapragnęłam go cholernie mocno.

***

- Skoro wszyscy już spróbowali każdej potrawy, które zostały przygotowane przez dwie wspaniałe kobiety, możemy przejść do prezentów. - Tata wstał z krzesła i poprawił krawat.
Po salonie rozniosły się uradowane głosy, więc grupą przenieśliśmy się na kanapę i dywan tuż przy choince.
- Chcesz rozdać prezenty, córeczko? - Mama wbiła we mnie pytające spojrzenie.
Pokręciłam głową z niemrawym uśmiechem. Kobieta patrzyła na mnie przez chwilę, jakby chciała zgadnąć, co działo się wewnątrz nie, ale w końcu przeniosła wzrok na innych. Mogłam odetchnąć z ulgą.
- W taki razie, ja będę śnieżynką - zażartowała i chwyciła pierwszą paczkę.
Nie przywiązywałam uwagi do prezentów, bo liczyła się dla mnie sama atmosfera tego szczególnego dnia w roku. Oczywiście, że było miło dostać coś pod choinkę, ale nic by się nie stało, gdybym nie dostała. Tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam, kiedy mama rozdała większość paczek.
- Ta jest dla Desti. - Uśmiechnęła się szeroko, wiec postanowiłam odpuścić jej ten jedyny raz użycia zdrobnienia.
Podała mi prezent i wzięła się za dwa ostatnie. Wiedziałam, co dostałam od rodziców, bo sama wybierałam. Upolowałam piękny zegarek, który akurat został przeceniony, więc nie przepłacili. Domyśliłam się, że mama wsunęła mi do prezentu jeszcze kilka słodkości. Robiła to za każdym razem.
- Nie byliśmy pewni, co kupić, więc mamy nadzieję, że chociaż odrobinę przypadnie do gustu - powiedziała mama spiętym głosem, bo przyszła kolej na obdarowanie naszych gości.
Rodzicielka wręczyła torebkę pani Ellen, w której znajdował się bon na cały dzień do SPA.
- Dziękuję wam bardzo. - Mama Nialla uśmiechnęła się szeroko i popatrzyła na nasza rodzinkę rozczulona. - Nie dość, że dostaliśmy zaproszenie na święta, to jeszcze prezent. Nie spodziewałam się.
- Cała przyjemność po naszej stronie - odparł tata.
- A to dla ciebie, chłopcze. - Ostatni prezent powędrował do blondyna.
Niall ostrożnie zajrzał do środka, żeby po chwili się uśmiechnąć. Pokazał rzeczy swojej mamie, a znajdował się tam bon zniżkowy na tatuaż w dość popularnym studiu oraz skórzana, męska bransoletka z wypaloną sylwetką wyjącego wilka.
- Dziękuję. - Niall uśmiechnął się do mojej mamy.
- Destiny wybierała - powiedziała, a ja miałam ochotę ją zabić.
Teraz Horan domyślił się, że wzięłam do siebie naszą dawną rozmowę o tatuażach i tym, co chcielibyśmy mieć na naszych ciałach. Wyszłam na taką, której zależało. Chłopak zagryzł wargę, skanując moją twarz. Spuściłam wzrok na splecione palce i ciężko przełknęłam ślinę.
- Idź do samochodu - odezwała się pani Ellen.
Niall podniósł się z kanapy i wziął od niej kluczyki. Wrócił dwie minuty później z trzema ozdobnymi torebkami.
- Nie trzeba było - wyrwało się tacie, ale mama Horana machnęła lekceważąco dłonią.
Wręczono nam prezenty, czym byłam niesamowicie zaskoczona. Rodzice dostali piękne dopasowane kubki i bilet do teatru.
- Aż mam ochotę napić się kawy - zażartowała mama, oglądając ozdobione naczynie, a tata jej przytaknął.
Brat pochwalił się modelem samochodu, więc domyśliłam się, że pani Ellen musiała kontaktować się z którymś z rodziców. Z tego co zauważyłam, to mama wcale nie była zaskoczona, czyli musiała o wszystkim wiedzieć.
- Pokaż co dostałaś - zwróciła się do mnie, a ja zamarłam.
Wszystkie oczy skupiły się na mnie, wyczekując na jakikolwiek ruch.
- Tak - bąknęłam pod nosem i zajrzałam do środka paczki.
Znalazłam taki sam bon zniżkowy na tatuaż w tym samym, znanym studiu oraz piękną, drewnianą bransoletkę, której zawieszką był wilk. Cóż za zbieg okoliczności...
- Zawieszka została wyrzeźbiona ręcznie - dodała pani Horan.
- Jest piękna, dziękuję - odezwałam się, wsuwając prezent na nadgarstek.
- To zasługa Nialla. - Poklepała go po policzku, na co się skrzywił.
Ponownie zostałam wprowadzona w onieśmielenie i miałam serdecznie dość.
Rozbrzmiał gwar rozmów, w którym nie uczestniczyłam. Tępo gapiłam się na chłopaka o blond włosach, a organizm podpowiadał mi, jakby było cudownie, gdybym go do siebie dopuściła. Niestety to nie mogło się wydarzyć. Skończyłam z kłopotem, jakim był. Musiałam się odciąć. Nie było łatwo, bo ciągnęło nas do siebie z ogromną mocą.
Postanowiłam być silna, jednak póki co, nie potrafiłam oderwać od niego wzroku.

***

Miałam trudności z zapadnięciem w sen. Pełnia zbliżała się niemiłosiernie, a ja odczuwałam to na własnej skórze. Przekręcałam się z boku na bok, ale i tak nic nie wskórałam. Jedynym pomysłem, jaki przyszedł mi do głowy, było dotarcie do pokoju Nialla.
Niestety to było niewykonalne.
Odcięłam się.

A przynajmniej próbowałam...

Przypadek, że Go spotkałam, błąd że pokochałam.

***

25 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Wstałam bardzo wcześnie, ale z pokoju wyszłam dopiero bliżej południa. Dziwiłam się, że jeszcze nikt mnie nie wołał. Zazwyczaj mama nie mogła przeboleć tego, jak długo potrafiłam spać. Ubrałam się, odbyłam poranną toaletę i przeszłam do kuchni na późne śniadanie.
- Wstałaś? - przywitał mnie kpiący głos.
- Odwal się, Mike - warknęłam i otworzyłam lodówkę.
Brat zaczął się śmiać, a ja próbowałam nie wybuchnąć.
- Co ci tak wesoło? - syknęłam, będąc wręcz wściekła.
Byłam zmęczona, głodna i spragniona bliskości pewnego idioty.
- Nie wiedziałem, że twoje hormony podczas pełni wariują jeszcze gorzej niż podczas okresu.
Wywróciłam oczami na jego głupie spostrzeżenie i z jogurtem w ręce dosiadłam się do stołu.
- Nie zmrużyłam oka przez całą noc. - mruknęłam, otwierając wieczko.
Nabrałam pierwszą łyżeczkę i włożyłam ją do usta, dokładnie oblizując.
- Aż tak źle? - spoważniał, podchodząc do sprawy tak, jak powinien.
- Jeszcze nigdy pełnia nie oddziaływała na nas aż w takim stopniu. To nienormalne.
Michael zamilkł, myśląc intensywnie przez kilka minut. Miał zacięta minę i nieobecne spojrzenie.
- Wydaje mi się, że pełnia próbuje wam coś przekazać - stwierdził.
Przestałam jeść i zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Co masz na myśli? - Wlepiłam w niego uważne spojrzenie.
- Skoro sprawia, że pragnienie jest bardzo silne i mocniejsze niż dotychczas, to może rzeczywiście powinniście się do siebie zbliżyć. Może to jest właśnie rozwiązaniem.
- Czyli mam rozumieć, że...
- Musicie być tak bliżej, bliżej - przerwał mi z jednoznacznym uśmieszkiem.
Wytrzeszczyłam oczy w szoku. Dobrze, że nie jadłam, bo zadławiłabym się własny śniadaniem.
- Nie ma mowy. - Pokręciłam głową z twardą miną. - Jest dupkiem i nie chcę mieć z nim do czynienia.
Mike otworzył usta, ale nic nie powiedział. W zamian zrobił głupią minę, na co prychnęłam.
- Miło mi - usłyszałam za plecami.
Spięłam się, przymknęłam powieki i wypuściłam nadmiar powietrza z płuc. W myślach policzyłam do dziesięciu, żeby chociaż trochę panować nad sobą w jego obecności.
- Cześć, Niall - rzucił brat, witając się jakby nigdy nic.
Miał być po mojej stronie, czyli przeciwko niemu!
- Cześć, Mike.
Zdrobnienie? Kto mu pozwolił?
- Zgaduję, że nie zmrużyłeś oka. - Michael wyszczerzył zęby w uśmiechu i mrugnął do mnie zaczepnie.
Nie dotarła do mnie odpowiedź blondyna, więc wywnioskowałam, że skinął głową. Spokojnie skończyłam jeść, będąc plecami do Horana. Spanikowałam dopiero, kiedy mój kochany braciszek postanowił mnie zostawić.
- Wybaczcie, ale jestem umówiony - rzucił i wychodząc cmoknął mnie w czubek głowy.
Zacisnęłam zęby, czując jak atmosfera w kuchni zgęstniała. Modliłam się, żeby trzymał buzię na kłódkę.
- Jak się czujesz? - zapytał obojętnym tonem.
No i moje modlitwy poszły na spacer.
- Obchodzi cię to? - zironizowałam i wstałam od stołu.
Wyrzuciłam pusty kubeczek do kosza, a łyżeczkę do zlewu i skierowałam się do wyjścia. Niall stał oparty tyłem o blat kuchenny i śledził każdy mój ruch. Zawahałam się przed przestąpieniem progu i spojrzałam przez ramię.
- Obchodzi mnie wszystko, co dotyczy ciebie - powiedział.
Tak po prostu wywołał we mnie lawinę uczuć. Zawsze to robił i za każdym razem spisywał się na szóstkę. Moje ciało pragnęło zawrócić i wtulić się w ciepłe ciało Alfy, ale mózg nie poddawał się w ciężkiej walce. Przełknęłam uczucie, które chciało wydostać się na zewnątrz i bez słowa opuściłam pomieszczenie.
Niall umiał jednym zdaniem namieszać mi w głowie, a ja powoli zaczynałam się do tego przyzwyczajać.

_________________________________________

Już niedługo postaram się o kolejny! 
Trzymajcie kciuki!