środa, 3 sierpnia 2016

48.

Musicie jeszcze uzbroić się w cierpliwość, bo już niedługo wydarzy się coś, czego nikt się nie spodziewa ;)

Miłego czytania! xxx
__________________________________________________





*Destiny*

Dźwięk klaksonu przejeżdżającego samochodu przywrócił mnie do rzeczywistości. Nie wiedziałam jak długo tak staliśmy, ale z zimna praktycznie nie czułam twarzy. Otrząsnęłam się i odskoczyłam od blondyna jak oparzona.
- Nie, nie, nie, nie, nie... - powtarzałam, łapiąc się za głowę.
Niall wyciągnął rękę, żeby mnie dotknąć, ale zrobiłam wielki krok w tył.
- Nie rób tego - poprosiłam.
Wycofał się i lekko skinął głową. Posłuchał mnie, co było mocno zadziwiające. Zdecydowanie nadszedł moment, gdzie był nadmiar wszystkiego. Nie wiedziałam, co myśleć i jak postąpić.
- To nie powinno się wydarzyć - rzuciłam roztrzęsionym głosem.
- Jakbyśmy nie robili tego wcześniej - zironizował i schował dłonie do kieszeni kurtki.
- To nie to samo! - pisnęłam oburzona.
Przyłożył sobie palec do ust, dając mi znak, żebym była ciszej.
- Udało mi się wytrzymać bez twojego dotyku prawie do samej pełni, ale ty musiałeś to zepsuć - wyrzuciłam z siebie z pretensją.
- Ulżyło ci, przyznaj się.
Ton jego głosu zmienił się na chłodny i opanowany. Tak od ręki, po prostu. Wyglądał jakby pocałunek na niego nie wpłynął, a byłam przekonana, że coś się zmieniło.
- Miałam być twarda - jęknęłam i zakryłam twarz dłońmi.
- Jesteś twarda - wyszeptał.
Wstrzymałam oddech i powoli odsłoniłam buzię. Niall wpatrywał się we mnie dość intensywnie. Nie zarejestrowałam cienia oznaki, żeby sobie drwił. Mówił szczerze, a ja to wyczułam.
- Przy tobie nie potrafię - przyznałam szczerze z bólem serca.
Wiedział to. Na sto procent o tym wiedział.
- Musimy do tego przywyknąć, Destiny. - Przysunął się, minimalizując odległość między naszymi ciałami.
Zadrżałam i zacisnęłam oczy. Wiedziałam, że będę żałowała tego, co właśnie zamierzałam zrobić.
- Zostaw mnie - warknęłam i odepchnęłam go od siebie. - Nie zbliżaj się do mnie. Rozwalasz mi życie i przez ciebie nie umiem normalnie funkcjonować. Najlepiej będzie, jeśli będziesz trzymał się ode mnie z daleka. Nie potrafię już tego znieść - na koniec mój głos się załamał.
Powiedziałam to.
Zraniłam go.
Zraniłam też siebie.
Horan opuścił głowę, a ja byłam bliska płaczu. Nie panowałam nad sobą i nad tym, co mówiłam. Byłam cholernie zmęczona i chciałam, żeby pocałował mnie jeszcze raz. Tym razem na tyle mocno, żeby wszystkie głupie pomysły wyparowały z mojej głowy. Nie mógł tego zrobić...
Zraniłam go.
- Skoro chcesz - powiedział cicho.
W kompletnym milczeniu wróciliśmy do domu. Wstrzymywanie łez opanowałam do perfekcji. Nawet uśmiechnęłam się do mamy Nialla, która nic nie zauważyła. Dobrze, że nie było w pobliżu mojej rodzicielki, bo od razu zorientowałaby się o moim stanie. Udało mi się szczęśliwie dotrzeć do pokoju i położyć na łóżku.
Do szczęścia potrzebowałam jedynie chwili samotności, żeby móc uporządkować myśli.

***

Unikałam Horana całe popołudnie. Dopiero kiedy skończyłam pomagać w przygotowywaniu salonu do kolacji wigilijnej, mama pozwoliła mi pójść do siebie i się naszykować. Umalowałam się, uczesałam, ubrałam i pozwoliłam sobie ocenić swój wygląd, stając przed lustrem w pokoju. Wybrałam czarną, prostą sukienkę przed kolano. Miała dekolt w kształcie litery "V", rozkloszowany dół i przyległą górę. Na nogi wsunęłam baleriny, a na nadgarstku zapięłam ulubioną bransoletkę z moim imieniem. Nie mogłam nosić jej w szkole, więc korzystałam w domu. Powoli przeszłam do salonu, gdzie napotkałam uważne spojrzenie brata i Nialla. Obaj siedzieli przy stole, a ja przerwałam im rozmowę.
- Cześć, siostra. - Michael wyszczerzył się nienaturalnie.
Pomachałam do niego samymi palcami i wycofałam się na korytarz. Nie zamierzałam siedzieć w jednym pomieszczeniu z facetem, który źle na mnie wpływał. Zdecydowałam się odwiedzić kuchnię, gdzie spotkałam mamę.
- Gdzie pani Ellen? - Zajrzałam mamie przez ramię, a ona podskoczyła.
- Nie strasz mnie - upomniała mnie z groźną miną.
Uniosłam ręce w geście poddania i uśmiechnęłam się najsłodziej, jak tylko umiałam.
- Mama Nialla poszła się naszykować i za chwilę do nas dołączy. Widziałaś ojca? - zapytała, nie odrywając się od ozdabiania ostatniej już potrawy.
- Nie. - Oparłam się biodrem o blat i skrzyżowałam ramiona na piersi.
Mama odetchnęła ciężko, otarła czoło wierzchem dłoni i przeniosła wzrok na mnie. Obejrzała mnie od góry do dołu i rozchmurzyła się nieznacznie.
- Co? - Zmarszczyłam czoło.
- Bardzo ładnie wyglądasz, Desti - przyznała wzruszona.
- Tylko nie to zdrobnienie - wymamrotałam, marszcząc nos.
- Jesteś już taka duża - westchnęła. - Nie mogę uwierzyć, że stoi przede mną moja dwudziestoletnia córka.
- Pora uwierzyć. - Zrobiłam głupią minę.
Rozłożyła ramiona, zapraszając mnie tym samym do uścisku. Nie potrzebowałam większej zachęty.
- Kocham cię - wyszeptała, jak tylko wtuliłam się w jej ciepłe, matczyne ciało.
Nie było lepszego miejsca niż ramiona rodzicielki. Tutaj zawsze można było schować się przed złem tego świata, wypłakać, albo też śmiać do rozpuku. Mama była dla mnie wzorem siły i troski. Nie znałam mądrzejszej i bardziej rozsądnej kobiety niż ona. Kochałam ją ponad wszystko na świecie.
- Też cię kocham, mamo - odparłam i zagryzłam wargę.
Pełnia sprawiała, że wzruszałam się w najmniej spodziewanym momencie. Z jednej strony nie przeszkadzało mi to, ale z drugiej czasem było męczące.
- Dogadaliście się? - zadała pytanie, czym zniszczyła tak piękną chwilę.
Wyprostowałam się i poprawiłam sukienkę. Zamknęłam oczy i podrapałam się w skroń.
- Nie do końca. - Otworzyłam oczy, w których znajdował się smutek.
- Spacer wam nie pomógł?
Pokręciłam głową w zaprzeczeniu. Zrobiło mi się gorąco na samo przypomnienie ostatniego pocałunku.
- Destiny? - Zmrużyła oczy podejrzliwie.
- No co? - Uniosłam brwi, odpychając natrętne myśli.
Mam pokręciła głową litościwie i poklepała mnie po ramieniu, wychodząc. Wzięłam kilka głębokich oddechów i zebrałam się na odwagę, żeby dołączyć do reszty. W salonie siedzieli już wszyscy, więc było mi trochę nieswojo, kiedy przyglądało mi się tyle par oczu. Irytowały mnie szczególnie jedne...
Te niebieskie.
- Myślę, że możemy zaczynać - odezwał się tata, czym zwrócił uwagę zebranych na swoją osobę.
Dzięki, tato.

***

Kolacja wigilijna ciągnęła się w nieskończoność. Patrzyłam wszędzie, tylko nie na osobę, do której ciągnęło mnie najbardziej. Siedział po lewej stronie mojego brata, a ja po prawej. Cud, że chociaż Michael nas rozdzielał.
- Przynieś resztę ciasta z lodówki, Destiny - mama poprosiła, posyłając mi lekki uśmiech.
Skinęłam głową i z gracją wstałam od stołu. W duchu dziękowałam jej na kolanach za uratowanie mnie od uczestniczenia w rozmowie na temat naszego dopasowania, która właśnie się rozpoczęła. Tata i pani Ellen upodobali sobie tą kwestię i nie mogli się powstrzymać od wymyślania przeróżnych teorii i planów na nasze dalsze życie. Nawet w międzyczasie nasi rodzice przeszli na "ty". Niegrzecznie mogłam wspomnieć, że chciało mi się wymiotować na myśl o tym wszystkim. Oni chcieli naszej wspólnej przyszłości, a póki co, ja nie dawałam rady już teraz.
Z głową pełną niepoukładanych myśli wyjęłam ciasto na paterę i pokroiłam w symetryczne kawałki. Zanim zdążyłam wziąć tacę w rękę, poczułam czyjąś obecność za plecami.
- Co tu robisz? - zapytałam, jak tylko odwróciłam się przodem do Nialla.
- Moja mama wysłała mnie, żebym ci pomógł. - Wzruszył ramionami i rzucił okiem na moją sukienkę.
- Dam sobie radę - powiedziałam obojętnie i wróciłam do porządkowania blatu.
Chłopak podszedł bliżej i zatrzymał się dopiero, kiedy jego tors dotykał moich pleców. Moje serce natychmiast podwoiło swoją pracę i przyprawiło mnie o trudności w oddychaniu.
- Czegoś potrzebujesz? - odezwałam się na tyle spokojnie, na ile mogłam.
- Ciebie.
Zamarłam.
- Odsuń się - wydusiłam, będąc na granicy rozstrojenia nerwowego.
Czułam, że Niall miał satysfakcję z mojego stanu i wcale nie zamierzał zaprzestać tortur.
- Zmuś mnie - wyszeptał.
Zacisnęłam zęby i gwałtownie odwróciłam się twarzą do niego.
- Lepiej będzie, jeśli dasz mi spokój.
- A jeśli nie, to... - urwał i spojrzał na swój brzuch.
Zmarszczył czoło, kiedy zauważył czubek noża przy swoim ciele. Starałam się panować nad moją trzęsącą się dłonią, więc nie mógł zobaczyć, jak bardzo wyprowadził mnie z równowagi fizycznej i psychicznej.
- Nie dasz rady. - Popatrzył mi prosto w oczy.
- Przekonajmy się. - Naparłam ostrzem odrobinę mocniej, a on syknął.
W dalszym ciągu nie zmienił swojego położenia. Nie cofnął się nawet o milimetr.
- Nie zrobisz mi krzywdy - powiedział z przekonaniem.
Dlaczego nawet w takim momencie myślałam o jego ustach na moich? Dlaczego myślałam o jego dłoniach, dotykających mojego ciała?
- Skąd ta pewność? - Uniosłam brew.
- Skazałabym się na wieczne cierpienie, jeśli nie śmierć.
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i wyszedł z pomieszczenia, jakby nigdy nic.
Znowu zostawił mnie w skrajnym stanie.
Znowu zabawił się moimi uczuciami.

Znowu zapragnęłam go cholernie mocno.

***

- Skoro wszyscy już spróbowali każdej potrawy, które zostały przygotowane przez dwie wspaniałe kobiety, możemy przejść do prezentów. - Tata wstał z krzesła i poprawił krawat.
Po salonie rozniosły się uradowane głosy, więc grupą przenieśliśmy się na kanapę i dywan tuż przy choince.
- Chcesz rozdać prezenty, córeczko? - Mama wbiła we mnie pytające spojrzenie.
Pokręciłam głową z niemrawym uśmiechem. Kobieta patrzyła na mnie przez chwilę, jakby chciała zgadnąć, co działo się wewnątrz nie, ale w końcu przeniosła wzrok na innych. Mogłam odetchnąć z ulgą.
- W taki razie, ja będę śnieżynką - zażartowała i chwyciła pierwszą paczkę.
Nie przywiązywałam uwagi do prezentów, bo liczyła się dla mnie sama atmosfera tego szczególnego dnia w roku. Oczywiście, że było miło dostać coś pod choinkę, ale nic by się nie stało, gdybym nie dostała. Tak się zamyśliłam, że nawet nie zauważyłam, kiedy mama rozdała większość paczek.
- Ta jest dla Desti. - Uśmiechnęła się szeroko, wiec postanowiłam odpuścić jej ten jedyny raz użycia zdrobnienia.
Podała mi prezent i wzięła się za dwa ostatnie. Wiedziałam, co dostałam od rodziców, bo sama wybierałam. Upolowałam piękny zegarek, który akurat został przeceniony, więc nie przepłacili. Domyśliłam się, że mama wsunęła mi do prezentu jeszcze kilka słodkości. Robiła to za każdym razem.
- Nie byliśmy pewni, co kupić, więc mamy nadzieję, że chociaż odrobinę przypadnie do gustu - powiedziała mama spiętym głosem, bo przyszła kolej na obdarowanie naszych gości.
Rodzicielka wręczyła torebkę pani Ellen, w której znajdował się bon na cały dzień do SPA.
- Dziękuję wam bardzo. - Mama Nialla uśmiechnęła się szeroko i popatrzyła na nasza rodzinkę rozczulona. - Nie dość, że dostaliśmy zaproszenie na święta, to jeszcze prezent. Nie spodziewałam się.
- Cała przyjemność po naszej stronie - odparł tata.
- A to dla ciebie, chłopcze. - Ostatni prezent powędrował do blondyna.
Niall ostrożnie zajrzał do środka, żeby po chwili się uśmiechnąć. Pokazał rzeczy swojej mamie, a znajdował się tam bon zniżkowy na tatuaż w dość popularnym studiu oraz skórzana, męska bransoletka z wypaloną sylwetką wyjącego wilka.
- Dziękuję. - Niall uśmiechnął się do mojej mamy.
- Destiny wybierała - powiedziała, a ja miałam ochotę ją zabić.
Teraz Horan domyślił się, że wzięłam do siebie naszą dawną rozmowę o tatuażach i tym, co chcielibyśmy mieć na naszych ciałach. Wyszłam na taką, której zależało. Chłopak zagryzł wargę, skanując moją twarz. Spuściłam wzrok na splecione palce i ciężko przełknęłam ślinę.
- Idź do samochodu - odezwała się pani Ellen.
Niall podniósł się z kanapy i wziął od niej kluczyki. Wrócił dwie minuty później z trzema ozdobnymi torebkami.
- Nie trzeba było - wyrwało się tacie, ale mama Horana machnęła lekceważąco dłonią.
Wręczono nam prezenty, czym byłam niesamowicie zaskoczona. Rodzice dostali piękne dopasowane kubki i bilet do teatru.
- Aż mam ochotę napić się kawy - zażartowała mama, oglądając ozdobione naczynie, a tata jej przytaknął.
Brat pochwalił się modelem samochodu, więc domyśliłam się, że pani Ellen musiała kontaktować się z którymś z rodziców. Z tego co zauważyłam, to mama wcale nie była zaskoczona, czyli musiała o wszystkim wiedzieć.
- Pokaż co dostałaś - zwróciła się do mnie, a ja zamarłam.
Wszystkie oczy skupiły się na mnie, wyczekując na jakikolwiek ruch.
- Tak - bąknęłam pod nosem i zajrzałam do środka paczki.
Znalazłam taki sam bon zniżkowy na tatuaż w tym samym, znanym studiu oraz piękną, drewnianą bransoletkę, której zawieszką był wilk. Cóż za zbieg okoliczności...
- Zawieszka została wyrzeźbiona ręcznie - dodała pani Horan.
- Jest piękna, dziękuję - odezwałam się, wsuwając prezent na nadgarstek.
- To zasługa Nialla. - Poklepała go po policzku, na co się skrzywił.
Ponownie zostałam wprowadzona w onieśmielenie i miałam serdecznie dość.
Rozbrzmiał gwar rozmów, w którym nie uczestniczyłam. Tępo gapiłam się na chłopaka o blond włosach, a organizm podpowiadał mi, jakby było cudownie, gdybym go do siebie dopuściła. Niestety to nie mogło się wydarzyć. Skończyłam z kłopotem, jakim był. Musiałam się odciąć. Nie było łatwo, bo ciągnęło nas do siebie z ogromną mocą.
Postanowiłam być silna, jednak póki co, nie potrafiłam oderwać od niego wzroku.

***

Miałam trudności z zapadnięciem w sen. Pełnia zbliżała się niemiłosiernie, a ja odczuwałam to na własnej skórze. Przekręcałam się z boku na bok, ale i tak nic nie wskórałam. Jedynym pomysłem, jaki przyszedł mi do głowy, było dotarcie do pokoju Nialla.
Niestety to było niewykonalne.
Odcięłam się.

A przynajmniej próbowałam...

Przypadek, że Go spotkałam, błąd że pokochałam.

***

25 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Wstałam bardzo wcześnie, ale z pokoju wyszłam dopiero bliżej południa. Dziwiłam się, że jeszcze nikt mnie nie wołał. Zazwyczaj mama nie mogła przeboleć tego, jak długo potrafiłam spać. Ubrałam się, odbyłam poranną toaletę i przeszłam do kuchni na późne śniadanie.
- Wstałaś? - przywitał mnie kpiący głos.
- Odwal się, Mike - warknęłam i otworzyłam lodówkę.
Brat zaczął się śmiać, a ja próbowałam nie wybuchnąć.
- Co ci tak wesoło? - syknęłam, będąc wręcz wściekła.
Byłam zmęczona, głodna i spragniona bliskości pewnego idioty.
- Nie wiedziałem, że twoje hormony podczas pełni wariują jeszcze gorzej niż podczas okresu.
Wywróciłam oczami na jego głupie spostrzeżenie i z jogurtem w ręce dosiadłam się do stołu.
- Nie zmrużyłam oka przez całą noc. - mruknęłam, otwierając wieczko.
Nabrałam pierwszą łyżeczkę i włożyłam ją do usta, dokładnie oblizując.
- Aż tak źle? - spoważniał, podchodząc do sprawy tak, jak powinien.
- Jeszcze nigdy pełnia nie oddziaływała na nas aż w takim stopniu. To nienormalne.
Michael zamilkł, myśląc intensywnie przez kilka minut. Miał zacięta minę i nieobecne spojrzenie.
- Wydaje mi się, że pełnia próbuje wam coś przekazać - stwierdził.
Przestałam jeść i zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Co masz na myśli? - Wlepiłam w niego uważne spojrzenie.
- Skoro sprawia, że pragnienie jest bardzo silne i mocniejsze niż dotychczas, to może rzeczywiście powinniście się do siebie zbliżyć. Może to jest właśnie rozwiązaniem.
- Czyli mam rozumieć, że...
- Musicie być tak bliżej, bliżej - przerwał mi z jednoznacznym uśmieszkiem.
Wytrzeszczyłam oczy w szoku. Dobrze, że nie jadłam, bo zadławiłabym się własny śniadaniem.
- Nie ma mowy. - Pokręciłam głową z twardą miną. - Jest dupkiem i nie chcę mieć z nim do czynienia.
Mike otworzył usta, ale nic nie powiedział. W zamian zrobił głupią minę, na co prychnęłam.
- Miło mi - usłyszałam za plecami.
Spięłam się, przymknęłam powieki i wypuściłam nadmiar powietrza z płuc. W myślach policzyłam do dziesięciu, żeby chociaż trochę panować nad sobą w jego obecności.
- Cześć, Niall - rzucił brat, witając się jakby nigdy nic.
Miał być po mojej stronie, czyli przeciwko niemu!
- Cześć, Mike.
Zdrobnienie? Kto mu pozwolił?
- Zgaduję, że nie zmrużyłeś oka. - Michael wyszczerzył zęby w uśmiechu i mrugnął do mnie zaczepnie.
Nie dotarła do mnie odpowiedź blondyna, więc wywnioskowałam, że skinął głową. Spokojnie skończyłam jeść, będąc plecami do Horana. Spanikowałam dopiero, kiedy mój kochany braciszek postanowił mnie zostawić.
- Wybaczcie, ale jestem umówiony - rzucił i wychodząc cmoknął mnie w czubek głowy.
Zacisnęłam zęby, czując jak atmosfera w kuchni zgęstniała. Modliłam się, żeby trzymał buzię na kłódkę.
- Jak się czujesz? - zapytał obojętnym tonem.
No i moje modlitwy poszły na spacer.
- Obchodzi cię to? - zironizowałam i wstałam od stołu.
Wyrzuciłam pusty kubeczek do kosza, a łyżeczkę do zlewu i skierowałam się do wyjścia. Niall stał oparty tyłem o blat kuchenny i śledził każdy mój ruch. Zawahałam się przed przestąpieniem progu i spojrzałam przez ramię.
- Obchodzi mnie wszystko, co dotyczy ciebie - powiedział.
Tak po prostu wywołał we mnie lawinę uczuć. Zawsze to robił i za każdym razem spisywał się na szóstkę. Moje ciało pragnęło zawrócić i wtulić się w ciepłe ciało Alfy, ale mózg nie poddawał się w ciężkiej walce. Przełknęłam uczucie, które chciało wydostać się na zewnątrz i bez słowa opuściłam pomieszczenie.
Niall umiał jednym zdaniem namieszać mi w głowie, a ja powoli zaczynałam się do tego przyzwyczajać.

_________________________________________

Już niedługo postaram się o kolejny! 
Trzymajcie kciuki!

3 komentarze:

  1. Jak ja dopiero teraz mam się na coś szykować to ja już jestem w szoku xd *_* to jest GENIALNE !! Zazdroszczę talentu, poważnie. Fajnie że Destiny jest taka twarda, a przynajmniej się stara :D, niech i Niall trochę pocierpi. Bardziej zateskni to później będzie ahh <3 czekam z niecierpliwością na kolejny. Buzia ��

    OdpowiedzUsuń
  2. Woow,KAŻDY powtarzam KAŻDY twój rozdział jest MEGA zajebisty!!! Jakim cudem tak świetnie piszesz? Czekam z niecierpliwością na następny.Pozdrawiam<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow super. Mam nadzieję że jak najszybciej Detiny i Niall się pogodzą bo nie umiem wytrzymać tego napięcia. Muszę powiedzieć że całe opowiadanie jest genialne. Masz talent. Czekam na następny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń