piątek, 12 sierpnia 2016

50.

Udało się! Napisałam!
Coś ciężko mi to szło. Pewnie dlatego, że już nie mogę się doczekać najbliższych rozdziałów. Będą inne, być może wywołają w was przeróżne emocje, ale po to tu jestem ;)

Have fun and be happy! xxx
_____________________________________________




*Destiny*

W głowie zapaliła mi się niechciana czerwona lampka. Dłonie Nialla zsunęły się na moje pośladki, kiedy chciał dodać pikanterii całej sytuacji. Przerwałam pocałunek z charakterystycznym cmoknięciem i odchyliłam głowę. Horan oblizał usta i mocniej przycisnął mnie do siebie.
- Stop. - Zaparłam ręce na jego torsie. - Tak nie można.
Uniósł brwi zdezorientowany.
- Co?
Puścił moje ciało, pozwalając mi zrobić dwa kroki w tył. Od razu poczułam się pewniej.
- Miałam ci pomóc. Nie było mowy o słodkich czułościach - wyjaśniłam i położyłam sobie dłoń na czole.
Przy nim traciłam kontrolę, więc szybko musiałam się otrząsnąć.
- Temperatura spadła dzięki naszemu zbliżeniu - zauważył.
Widziałam w jego oczach coś na kształt zawiedzenia. Pragnął mnie z wzajemnością. Przeszkodą była moja zawziętość w trzymaniu się z daleka od własnego Alfy. Głupie, ale taka byłam.
Uparta, jak cholera.
- Cieszę się. - Uśmiechnęłam się słabo.
Tylko dlatego, żeby trudniej mu było mnie odczytać. Znał mnie, jak nikt inny i nie mogłam temu zaprzeczyć.
- Czyli wracamy do wcześniejszych stosunków, tak jakbyśmy się nie znali? - Zmrużył oczy, a jego ciało widocznie się spięło.
Fakt, że był bez koszulki wcale nie pomagał. Zacięcie utrzymywałam wzrok na jego twarzy, bo inaczej cała rozmowa poszłaby na marne. Posiadał umiejętność burzenia mojego świata jednym gestem.
- To nie tak - zaczęłam, ale nie do końca wiedziałam, jak mu to wyjaśnić. - Coś się zepsuło, Niall.
- W taki razie powinniśmy to naprawić - odparł z powagą.
Czułam, jak moje oczy zaczęły się jarzyć. To nie był dobry znak, więc spanikowałam. Mój organizm chciał tylko jednego.
Jego bliskości.
- Popełniłeś błąd i będę idiotką, jeśli tak po prostu pozwolę sobie o tym zapomnieć i zbliżę się do ciebie.
Gniew przemknął przez jego świecące tęczówki. Opuściłam ramiona wzdłuż ciała. Byłam wykończona ciągłym konfliktem, ale ironicznie sama byłam powodem, przez który to wszystko się ciągnęło.
- Wiem, Destiny - syknął. - Zrozumiałem już dawno. Byłem głupi i pozwoliłem ci się oddalić. Nie wiem, dlaczego tak postąpiłem. Nie kierowałem się dobrem nas obojga, po prostu... Gdzieś w środku czułem, że będą z tego problemy, ale mimo wszystko chciałem ci pokazać, że...
Urwał tak nagle, że aż wstrzymał oddech. Bez słowa zeskanował moją twarz i opuścił głowę zrezygnowany.
- Co chciałeś mi pokazać? - wyszeptałam, bojąc się, że moglibyśmy stracić tak ważny wątek.
- Nieważne. - Zakrył twarz dłońmi.
Wycofywał się.
Nie chciałam go stracić, ale sama trzymałam go na dystans.
- Po prostu jestem tym zmęczony - dodał i zostawił mnie samą.
Potrafiliśmy oddalić się od siebie w zastraszającym tempie. Nie miałam pojęcia, co zrobić ze swoimi uczuciami. Przygniatały mnie swoją siła, ale bałam się wyznać je Horanowi. Nim zdążyłam się rozpłakać, do pomieszczenia wszedł Michael.
- Cześć, siostra. - Mrugnął do mnie i otworzył lodówkę.
- Mhm - mruknęłam w odpowiedzi.
- Widziałem Nialla i nie wyglądał za dobrze. Nawet na kilometr mógłbym wyczuć jego rozgrzaną skórę.
- Pełnia - odparłam obojętnie.
Zaprzestał szykowania jedzenia i przyjrzał mi się dokładniej.
- Co się stało? - zapytał zmartwiony.
Wzruszyłam ramionami i wyminęłam go, chcąc dostać się na zewnątrz. Potrzebowałam świeżego powietrza, żeby oczyścić umysł. Dopadł mnie melancholijny smutek i strach, że nie uda mi się tego przezwyciężyć. Nie przyznałam sama przed sobą, że bez Nialla opadałam ze wszystkich sił.
Był moim oparciem mimo tego, że nie miał o tym pojęcia.

***

Po powrocie wykąpałam się i zamknęłam w pokoju. Ominął mnie obiad, ale nie narzekałam. Straciłam apetyt, więc i tak nic bym nie przełknęła. Położyłam się na łóżku i sięgnęłam po telefon. Miałam pięć nieodebranych połączeń od przyjaciółki. Oddzwoniłam od razu.
- Co tam chciałaś? - zapytałam, zanim zdążyła się odezwać.
- Miło, że odbierasz telefony od najlepszej przyjaciółki na świecie - prychnęła sarkastycznie.
Pokręciłam głową z szerokim uśmiechem na ustach.
- Wiesz, że cię kocham.
- Jasne, jasne - mruknęła obrażona.
- Pewnie masz dla mnie coś ważnego - powiedziałam z podekscytowaniem.
Cindy bez konkretnego powodu nie próbowałabym tyle razy ze mną porozmawiać.
- Wyrządzam imprezę! - pisnęła, aż musiałam odstawić telefon od ucha.
- Pękną mi bębenki - rzuciłam z pretensją.
- Zapraszam ciebie i oczywiście Nialla - kontynuowała, ignorując moją uwagę. - To będzie taki typowy sylwester, ale musicie być mega eleganccy i super dopasowani. Znaczy miałam na myśli strojami.
- Cin, ja nie wiem...
- Nie chcę słuchać żadnych wymówek. Myślałam, żeby motywem przewodnim była gala Oscarowa.
- Cindy - jęknęłam płaczliwie.
- Lepiej nie zaczynaj. Widzę cię w moim domu za pięć dni, a jeśli się nie zjawisz, to możesz się więcej do mnie nie odzywać. Nie obchodzi mnie, co zrobisz, żeby przekonać Horana. Wiem tylko tyle, że Liam też się do niego odezwie.
Ona była naprawdę nieugięta. Często próbowałam przebić się przez jej upór, ale zawsze kończyłam niepowodzeniem. Była milszą wersją mnie, co równało się z twardym charakterem.
- Postaram się - odparłam zrezygnowana.
- Wiedziałam!
Zaśmiałam się pod nosem i zostałam cicho.
- Trzymam kciuki za ciebie i Nialla, kocham cię i do zobaczenia - pożegnała się, jakby ktoś ją popędzał.
Pewnie miała na głowie wiele spraw do załatwienia w związku ze wspomnianą imprezą. Między to musiała jeszcze wpleść rozmowy ze swoim ukochanym. Nie martwiłam się, bo była wszechstronnie uzdolniona. Zawsze dawała radę i stawała na szczycie zadania.
- Czas na przekąskę - rzuciłam do siebie, a sekundę później zaburczało mi w brzuchu.
Jakie było moje zdziwienie, kiedy w progu zderzyłam się z wysoką postacią, jaką był Horan. Potrząsnęłam głową, robiąc krok w tył. Nawet nie zdążyłam zamknąć za sobą drzwi do pokoju.
- Musimy pogadać - rzucił z powagą i złapał mnie za ramiona.
Wprowadził nas ponownie do mojego lokum i zamknął drzwi na klucz. Uniosłam brwi zszokowana nagłą zmianą planów i cierpliwie czekałam na rozwój akcji.
- Co ty wyprawiasz? - Zmarszczyłam nos, co w moim wykonaniu musiało wyglądać komicznie.
Podszedł i złapał mnie za biodra. Przytrzymał moje ciało przy sobie i się pochylił.
- Znowu zaczynam wariować - wyszeptał mi prosto do ucha.
Zagryzłam wargę, a on się powoli wyprostował. Popatrzyliśmy sobie w oczy i oboje wiedzieliśmy, co miało za moment nastąpić.
- Parzysz mnie. Nie rozumiem dlaczego gorączka nie ustępuje. Przecież byliśmy ostatnio blisko...
Martwiłam się, bo nie do końca wiedziałam, jak postępować. Niby miałam intuicję Omegi, ale wolałam używać racjonalnego myślenia, które w tej chwili niestety się wyłączyło.
- Powiedz, że ty też mnie potrzebujesz.
Zawahałam się, nie chcąc zranić jego uczuć. Zdecydowałam się nie odpowiedzieć.
- Pomóż mi, Destiny - wręcz wybłagał.
Położyłam dłonie na biodrach i odeszłam na drugi koniec pokoju. Biłam się z myślami, ale musiałam działać.
- Nie wierzę, że to robię - mruknęłam z nadzieją, że nie usłyszał.
Ale cóż... był wilkołakiem.
Zaczerpnęłam dużo powietrza i łapiąc go za nadgarstek pociągnęłam za sobą. Posadziłam Nialla na łóżku i ściągnęłam nasze koszulki. Najpierw moją, potem jego. Bez ostrzeżenia zaatakowałam jego wargi, łącząc nas w intensywnym pocałunku. Zmusił mnie, żebym usiadła okrakiem na jego kolanach i nie oderwał ode mnie rąk. Decydując się na poważniejszy krok, zaczęłam poruszać biodrami. Horan wydał zduszony jęk i zacisnął palce na moich udach.
- Na ten moment jestem w stanie ofiarować ci tylko to - wymruczałam do jego ucha, ustami zahaczając o skórę.
- J-jesteś pewna? - Wypuścił drżący oddech.
- Nie zaczynaj, bo się rozmyślę - syknęłam.
Warknął  i bez problemu zlokalizował moje wargi, całując je. Dopełnialiśmy się, a nasze ciała pasowały do siebie idealnie. Niall złapał mnie za pośladki i zwiększył nacisk na swojego kolegę.
- Jesteś wspaniała, wiesz? - wyszeptał, przenosząc uwagę na moją szyję.
Jęknęłam i zagryzłam wargę. Musiałam być cicho, bo nie miałam pewności, że dom był pusty. Odchyliłam głowę, rozkoszując się cudownym uczuciem, jakie zagościło w moim ciele. To była nie tylko ulga w cierpieniu i przyjemność, to było też coś czego potrzebowałam całe dotychczasowe życie.
Ten słabo myślący chłopak był mi niezbędny do właściwego funkcjonowania.
- Zamiana miejsc, mała. - Z ust Nialla wydobył się podniecony szept.
Położył mnie na materacu, a ja podsunęłam się wyżej na poduszki. Zaschło mi w ustach, kiedy zobaczyłam jak ściągnął spodnie. Widok jego ciała w samych bokserkach sprawił, że moja skóra się rozpaliła się jeszcze mocniej. Zrezygnowałam z pozbycia się spodenek i uśmiechnęłam się, próbując być kusząca. Otuliłam się ramionami i przechyliłam głowę na bok.
- Zimno mi.
Tak bardzo chciałam go sprowokować...
Niall wspiął się na łóżko i zatrzymał tuż nade mną. Zeskanował mnie od góry do dołu i oblizał wargę.
- Pozwól, że cię rozgrzeję.
Pisnęłam, kiedy ugryzł mnie w skórę na obojczyku. Byłam prawie pewna, że zostawił ślad. Napięcie budowało się z każdym zetknięciem naszych ciał. Niall umiejętnie ocierał się się o mnie biodrami, przez co nie byłam w stanie zebrać myśli.
- Niall - jęknęłam i zacisnęłam powieki.
Coś przyjemnego budowało się wewnątrz mnie i za wszystkie skarby świata nie chciałam tego powstrzymywać.
- Jestem, skarbie.
Moje serce na chwilę przestało pracować. Złapałam jego głowę w obie dłonie i zmusiłam, żeby skupił się na mojej twarzy. Z pasją i jarzącymi oczami pocałowałam go najmocniej, jak tylko umiałam. Potem wszystko działo się zbyt szybko. Nim zdążyłam nasycić się jego bliskością, on się oddalał, wprawiając mnie w zniecierpliwienie. W końcu usadowił się tak, żeby móc sprawiać mi przyjemność. Ja też nie próżnowałam. Wplatałam palce w blond włosy i wtuliłam nos w zgięcie jego szyi. Delikatnie bujałam biodrami, chcąc zachować rytm, który nadały nasze ciała. Westchnięcie skutecznie zagłuszaliśmy pocałunkami.

Moje nogi wokół jego bioder.

Przygryzanie warg.

Język na szyi.

Paznokcie odznaczone na ramionach.

Nie wyobrażałam sobie nikogo innego na jego miejscu. Byłam mu oddana w całości.
W tym momencie byłam w stanie oddać za niego życie.

***

27 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Otworzyłam oczy, ale i tak nic nie zobaczyłam. Burczenie w brzuchu przypomniało mi, że nie zjadłam kolacji, bo zwyczajnie nie udało mi się na nią dotrzeć. Przekręciłam się na drugi bok, żeby napotkać sylwetkę Horana. Włączyłam wilcze oczy i zobaczyłam jego spokojną, pogrążoną we śnie, przystojną twarz. Na zegarku wybiło kilku minut po północy, co oznaczało, że spałam prawie siedem godzin.
- O cholera - powiedziałam bezgłośnie.
Znowu spaliśmy w jednym łóżku. Może tym razem nie byliśmy przytuleni, ale to nie zmieniało intymności tej sytuacji. Ja wciąż nie miałam koszulki, a on wciąż był tylko w bokserkach. Leżał na brzuchu z twarzą zwróconą w moim kierunku. To, co zrobiliśmy wcześniej...
Czułam się dobrze. Pomogłam mu najbardziej, jak tylko mogłam, a jego spokojny oddech i ciepła skóra utwierdziły mnie w przekonaniu, że postąpiłam właściwie.
- Dlaczego nie śpisz? - wymamrotał z wyraźną chrypką, przyprawiając mnie o zawał.
Pogrążona w myślach nie spodziewałam się usłyszeć jego głosu. Odchrząknęłam, przetarłam twarz dłonią i zdecydowałam się przemówić.
- Nie wiem.
Inteligentnie i głęboko.
Cała ja.
- Coś mnie obudziło - dodałam.
- Idź spać - mruknął w poduszkę i wyciągnął ramię.
Położył dłoń na moim brzuchu i bez problemu przyciągnął mnie do siebie. Bezpośrednie zetknięcie naszych skór wywołało we mnie dreszcz. Było tak za każdym cholernym razem. Niall wtulił nos w moja szyję i chrapnął tak słodko, że praktycznie się rozpłynęłam. Zabrzmiał całkiem jak mały kotek. Coś w podświadomości mówiło mi, że bycie szczęśliwymi nie jest nam dane. To przeczucie kroczyło za mną za każdym razem, gdy zbliżałam się do Horana. Bałam się stracić tak ważną część mnie, jaką był on.
- Śpisz? - Opuszkami palców pogładziłam wierzch jego ręki.
- Nie.
- Jak się czujesz? - zapytałam, próbując ukryć obawy, które mną zawładnęły.
Chłopak westchnął ciężko i przewrócił się na plecy. Straciliśmy fizyczny kontakt, przez co posmutniałam. Chciałam, żeby mnie dotykał. Wtedy czułam się zdecydowanie lepiej.
- Dobrze - opowiedział w końcu. - Czuję się naprawdę dobrze i nie mam gorączki.
Chcąc się upewnić, dotknęłam palcami jego czoła i skinęłam głową.
- Na szczęście nie masz.
- Martwiłaś się?
- Myślałeś, że nie obchodzi mnie to, co się z tobą dzieje? - Uniosłam brwi, ale uparcie patrzyłam w sufit.
Uraziło mnie to, że mógł pomyśleć w ten sposób. Dlaczego w ogóle przyszło mu to do głowy?
- Miałem pewne wątpliwości - zironizował.
Wyplątałam się z jego objęć i usiadłam. Odsunęłam się jak najbliżej brzegu łóżka i wlepiłam w niego wilcze oczy.
- Chyba sobie żartujesz - prychnęłam.
Westchnął przesadnie i dźwignął się na łokciach.
- Będziesz mi teraz wypominał moje zachowanie? - Moje zdenerwowanie wzrosło w sekundę. - Dobrze wiesz, czym było spowodowane.
- To nie miało tak zabrzmieć. - Pokręcił głową, krzywiąc się. - Po prostu zrobił się między nami taki bałagan, że nie jestem w stanie go ogarnąć.
- Wiem, ja też - przyznałam niechętnie, ale całkowicie szczerze.
To wszystko zaszło za daleko i oboje mieliśmy tego świadomość. Przyszedł moment, w którym musieliśmy się spiąć i rozwiązać cały problem. Stosunki między nami zależały tylko i wyłącznie od nas.
Po dłuższej chwili milczenia Niall wygrzebał się z pościeli, stanął obok łóżka i włożył spodnie. Naszykował się do wyjścia, zbierając wszystko, co do niego należało. Nie chciałam, żeby mnie zostawiał.
- Niall? - zatrzymałam go zanim złapał za klamkę.
Spojrzał przez ramię i uniósł brwi, chcąc bym kontynuowała.
- Cindy zaprosiła nas na imprezę noworoczną.
Nie miałam odwagi powiedzieć mu tego, co sobie pomyślałam. Powstrzymałam się przed wypowiedzeniem prośby o wspólny sen, o jego obecność.
- Liam do mnie dzwonił - odparł z lekkim uśmiechem. - Będziemy musieli wybrać dopasowane ubrania.
Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Zamiast tego skinęłam głową, zagryzając wargę.
- Dobranoc, mała - pożegnał się.
Wyszedł, zostawiając mnie ze wstrzymanym oddechem i galopującym sercem.
Jak za każdym pieprzonym razem.

***

Równo o dziewiątej rano stawiłam się w kuchni. Z racji, że była pusta, postanowiłam się porządzić. Przygotowałam śniadanie z ryzykiem, że reszta mogła być już po. Nieważne, jest ryzyko jest zabawa. Udało mi się nie spalić bekonu i idealnie ściąć jajecznicę. Pokroiłam ogórki i pomidory, naszykowałam pieczywo i zaczęłam szykować stół. Uwinęłam się ze wszystkim w czterdzieści minut. Pozostało posprzątać.
- Co tak pięknie pachnie? - W progu pojawił się tata.
Spojrzał najpierw na stół, a potem na mnie.
- Ty to zrobiłaś? - Wytrzeszczył oczy.
Zszokowałam go jeszcze bardziej, kiedy przytaknęłam z szerokim uśmiechem.
- Żono, ktoś nam podmienił córkę! - krzyknął, udając przerażenie.
Chwilę później, jak już zdążyłam wszystko uprzątnąć, pojawiła się reszta domowników. Również ci tymczasowi. Każdy zajął swoje miejsce i rozpoczął konsumpcję. Z zadowoleniem obserwowałam, jak jedzenie znikało z talerzy.
- Nigdy nie jadłam pyszniejszej jajecznicy - pochwaliła pani Ellen i otarła kąciki ust serwetką.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. Komplementy zawsze mnie zawstydzały.
- Mamo! - jęknął Niall z naburmuszoną miną.
Przygryzłam wargę, żeby powstrzymać śmiech i odchyliłam się na krześle. Wyglądaliśmy jak jedna, szczęśliwa rodzinka. I pomyśleć, że kiedyś mogłoby tak być...
- Spokojnie, synku. - Mrugnęła do niego. - Twoja też była dobra.
Każdy zachichotał pod nosem, a blondyn zacisnął szczękę. Wiedziałam, że się zgrywał, ale wyglądał naprawdę przekonująco.
- Było miło, ale naprawdę spieszę się do pracy. - Tata odłożył sztućce i delikatnie odsunął krzesło, żeby wstać.
Po nim odszedł dziwnie smętny brat, a następnie mama i pani Ellen. Ostatnie dni spędzały na plotkowaniu, spacerach i robieniu na drutach. Miałam nadzieję, że się zaprzyjaźniły, bo moja rodzicielka nigdy nie była bardziej rozgadana i uśmiechnięta. Odkąd straciła przyjaciółkę w wypadku nie złapała z nikim podobnej więzi. Aż do teraz.
- Całus za twoje myśli. - Głos Horana wyrwał mnie z zamyślenia.
Nawet nie zorientowałam się, że stałam nad zlewem pełnym naczyń. Popatrzyłam na niego i uśmiechnęłam się pod nosem. Nie wiem skąd, ale ogarnęło mnie zawstydzenie przez niedawne wydarzenia.
- Nie odzywasz się do mnie? - Uniósł brew, opierając się biodrem o blat.
Pozostałam nieruchoma, chcąc sprawdzić, co był w stanie zrobić, żeby zdobyć moją odpowiedź. Nie zdziwiłam się, kiedy rzucił okiem na drzwi, a następnie złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie. Jęknęłam, zderzając się z jego piersią i uniosłam wzrok.
- Co mam zrobić, żebyś się odezwała? - Zmrużył oczy podejrzliwie. - Przecież w nocy byłaś całkiem rozmowna, jeśli wiesz co mam na myśli.
- Głupek - bąknęłam pod nosem i odwróciłam wzrok.
Czułam ciepło na policzkach, co równało się z rumieńcami. Nienawidziłam ich, bo wtedy każdy wiedział, co czułam. Kątem oka widziałam, jak wyszczerzył zęby w uśmiechu.
- Twój głupek - wyszeptał po chwili.
Zaskoczona spojrzałam mu prosto w oczy, a on pochylił głowę. Jednak nie doczekałam się pocałunku. Zatrzymał się kilka milimetrów prze moimi wargami.
- Dziękuję - dodał cicho, a potem jego usta wylądowały na moim policzku, ofiarując mi soczystego buziaka.
Domyśliłam się, że miał na myśli ostatnią noc i nasze intymne zbliżenie. Praktycznie rozpływałam się w jego ramionach, a moja podświadomość krzyczała, żebym nigdy w życiu nie pozwoliła mu odejść. Chciałam mu odpowiedzieć, ale nie miałam szansy. Wciągnęłam gwałtownie powietrze, kiedy zacisnął palce na moich pośladkach. Uśmiechnął się zadziornie i wyprostował plecy, a ja zrobiłam krok w tył z obrażoną miną.
- Do zobaczenia później, Desti - rzucił i wyszedł.
- Wal się - wymamrotałam, tracąc go z pola widzenia.
Byłam zła, że nie dostałam tego, co chodziło za mną odkąd nocą opuścił mój pokój. Bawił się mną, ale to był błąd z jego strony.
Tylko ja mogłam się z nim droczyć.

1 komentarz:

  1. Kocham to opowiadanie!!! Mówiłam to a raczej pisałam wiele razy ale taka jest prawda<3 Czekam na następny i serdecznie pozdrawiam<3

    OdpowiedzUsuń