piątek, 19 sierpnia 2016

51.

Wiem, spóźniłam się.
Niestety miałam dziwny problem z dokończeniem tego rozdziału. Być może dlatego, że żyję pomysłami na drugą część (tak, będzie) i przestałam skupiać się na sensownym dokończeniu tej.

Wybaczcie i miłego czytania! xxx
______________________________________________




*Destiny*

Kilka godzin później wylądowałam w jednym aucie z Horanem. Michael pożyczył nam swój samochód, żebyśmy mogli dotrzeć do centrum handlowego. Pokłóciliśmy się o miejsce za kółkiem, ale koniec końców to Niall prowadził. Wlepiłam wzrok w widok za szybą, bo nie chciałam prowokować głupich tekstów blondyna. Cieszyłam się, że mieliśmy pojawić się na imprezie mojej przyjaciółki. Kiedy powiedziałam o niej rodzicom, bez wahania dali mi pieniądze na sukienkę. Nie mogłam się doczekać przymierzania pięknych kreacji i wysokich butów.
- Przestań - odezwał się Niall, czym wytrącił mnie z rozmyślań.
- O co ci chodzi? - Zmarszczyłam czoło zdezorientowana.
- Mogłabyś usiedzieć w miejscu chociaż przez chwilę?
No tak... Ze zniecierpliwienia kręciłam się na siedzeniu, nie mogąc znaleźć wygodnej pozycji. Popatrzyłam na jego skupioną twarz i skupiłam na niej swoją uwagę. Miał wzrok wlepiony w drogę przed nami, co akurat niezmiernie mnie cieszyło. Nie spieszyło mi się do wypadku, czy innych problemów.
- Nie bądź niegrzeczny - odparłam chłodno.
- Słucham? - Uniósł brwi zdziwiony.
- Zwracasz mi uwagę.
- No i?
- To niegrzeczne.
Przy skrzyżowaniu zapaliło się czerwone światło, więc Niall miał szanse na mnie spojrzeć.
- Rozpraszasz mnie wystarczająco mocno przez siedzenie w jednym aucie, bo jesteś cholernie blisko - wyjaśnił spokojnie. - To mi wystarczy, Destiny. Naprawdę.
Samochód ruszył, a ja zaniemówiłam zdziwiona. Jednak w końcu usadowiłam się w jednej pozycji. Nie miałam pojęcia, że aż tak wpływałam na jego koncentrację. Dopiero co mieliśmy intymne zbliżenie... Nie powinien mnie pragnąć, albo powinien pragnąć mniej.
- Pełnia przez cały czas na ciebie oddziałuje? Nic się nie zmieniło? - zapytałam ciekawa.
Chłopak nabrał powietrza w płuca i rzucił na mnie okiem, żeby sekundę później znowu patrzeć na jezdnię.
- Chcę mieć cię jak najbliżej, rozumiesz? - odpowiedział, krzywiąc się nieznacznie.
- Cały czas?
Skinął głową, a ja wstrzymałam oddech. To było takie nierealne. Jakby pełnia pchała nas sobie w ramiona. Odkąd się zaczęła, nie potrafiłam myśleć o niczym innym niż o Niallu. W głowie ciągle miałam jego wygląd, smak jego pocałunków, bliskość jego ciała. Dziwiłam się, że potrafiłam to ukryć, ale było coraz gorzej. Czasami musiałam zbliżyć się do niego choć trochę, żeby nie wybuchnąć.
Nie odezwałam się przez resztę drogi.
Dotarliśmy do centrów handlowego i po zaparkowaniu rozpoczęliśmy maraton.
- Uprzedzam, że zamierzam odwiedzić wszystkie sklepy z sukienkami i butami - rzuciłam do podążającego za mną chłopaka.
Nie otrzymałam odpowiedzi, więc zignorowałam go i weszłam do pierwszych drzwi. Niestety nic stamtąd nie wyniosłam. Tak samo jak z kilku kolejnych sklepów.
- Możemy skończyć? - westchnął ciężko.
- Typowy facet - mruknęłam pod nosem i wywróciłam oczami.
Czterdzieści minut później wylądowaliśmy w miejscu, które mogłam nazwać rajem. Pomieszczeni było wypełnione kreacjami aż po brzegi. Znajdowały się tu dwa działy - damski i męski, więc Niall odetchnął z ulgą.
- W czym mogę pomóc? - Na naszej drodze stanęła uśmiechnięta pracownica.
Była ładna, a ja byłam zazdrosna o wzrok, jakim obdarzył ją blondyn.
- Szukam bardzo eleganckiej sukienki, do której będzie trzeba dobrać garnitur - odparłam profesjonalnie.
- Zapraszam za mną.
Zahaczyliśmy o każdy możliwy wieszak i po grymaszeniu udało mi się wybrać kilka opcji dla siebie. Horanem miałam zająć się później. Kobieta zniknęła, a blondyn zajął krzesło stojące w przymierzalni.
- Zaczekaj tutaj, zaraz wrócę. - W pośpiechu zamknęłam się w jednej z kabin.
Z każdą przymierzoną sukienką pokazywałam się Niallowi. Musiałam mieć kogoś do pomocy w wyborze, a w tym przypadku padło na niego. Odrzucił obcisłą, czarną do kolan oraz czerwoną z rozcięciem i zabudowanym przodem. Grymasił nawet na wyeksponowane plecy w lekko połyskującej i rozkloszowanej. Straciłam nadzieję na to, żebym znalazła cokolwiek, ale rzuciła mi się w oczy jedna sukienka, którą przeoczyłam. Wsunęłam ją na ciało i przejrzałam się w lustrze. Była w kolorze brudnego, pudrowego różu i sięgała do samej ziemi. Materiał był lekki i zwiewny, a klatkę piersiową opinało coś na kształt drapowanego gorsetu z dekoltem w literę "V". Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia.
- Destiny, chodź już - marudził Niall.
Dumna i z podniesioną wysoko głową stanęłam przed nim, a następnie okręciłam się wokół własnej osi.
- I jak? - Uśmiechnęłam się, wygładzając materiał.
Blondyn wstał i powoli się do mnie zbliżył. Przesunął wzrokiem po całej mojej sylwetce i zacisnął szczękę, jakby chciał powstrzymać się od komentarza. Kiedy popatrzyłam mu w oczy, doznałam szoku.
- Jesteśmy w miejscu publicznym - wyszeptałam, panikując.
Całe szczęście, że byliśmy sami, bo inaczej ktoś mógłby zobaczyć świecące tęczówki Nialla. Musiałam zareagować, więc niewiele myśląc pociągnęłam go za rękę i zamknęłam nas w kabinie, z której dopiero co się wynurzyłam. Pchnęłam go na jedną ze ścian i złapałam się za głowę, stając po przeciwnej stronie.
- Oszalałeś? - warknęłam na tyle cicho, żeby nikogo nie zaalarmować.
Nie zareagował na pytanie, więc skupiłam wzrok na jego twarzy. Gapił się na mnie, jak zaczarowany. Zauważyłam w jego spojrzeniu coś innego.
Nigdy wcześniej nie patrzył na mnie w taki sposób...
- Niall? - Zmrużyłam oczy podejrzliwie.
Zamiast słów przeszedł prosto do czynów. Pchnął mnie plecami na przeciwną ścianę i uniemożliwił ucieczkę. Automatycznie zaczęłam głębiej oddychać, a serce prawie wyrwało mi się z piersi.
Był tak blisko.
- Wyglądasz pięknie - wyszeptał, pochylając się w ślimaczym tempie.
Wlepiłam wzrok w jego oczy, czując jak moje policzki zaczynają być gorące.
- M-musimy... Bo... Trzeba wybrać ci garnitur - jąkałam się.
Nagle jakby odebrano mi dar poprawnego wysławiania się. Miałam ochotę krzyczeć.
- Mamy czas. - Ustami musnął mój policzek.
Rozchyliłam wargi, czując dreszcze podniecenia. To nie powinno się wydarzyć. Nie w takim miejscu.
- Pragniesz mnie, prawda? - Zapytał, a ja mogłam wyczuć jego mały uśmiech przy moim uchu.
- Niall, proszę - westchnęłam, gdy zjechał ręką na moją pupę. - Przestań.
- Nie mogę. - Pocałował mnie w szyję. - Jesteś mi niezbędna do normalnego funkcjonowania, a w tej sukience utrudniasz moją samokontrolę.
- Przecież zakrywa praktycznie wszystko. - Odchyliłam głowę i przymknęłam powieki.
Wrócił wzrokiem na moją twarz i uśmiechnął się niewinnie.
- Mam bujną wyobraźnię. - Wzruszył ramionami.
Zagryzłam wargę, chcąc powstrzymać się od westchnięć, które powodowała przyjemność, jaką odczuwałam będąc w jego ramionach.
- Dlaczego się powstrzymujesz? - zapytał szeptem.
Pokręciłam głową w milczeniu. Nie mogłam wydobyć z siebie głosu.
- Dlaczego? - powtórzył.
Zamarłam, kiedy jedną ręką zaczął rozplatać tasiemkę na moich plecach. Minutę później sukienka gładko zsunęła się z mojego ciała i wylądowała u moich stóp.
- O kurwa - wydusił, lustrując mnie wzrokiem wypełnionym pożądaniem.
Nie potrafiłam opanować ciężkiego oddychania i miałam wrażenie, jakby nagle zabrakło powietrza w kabinie. Był tak bardzo skupiony na mojej osobie, że aż moje serce kilkakrotnie urosło. Przeniósł obie dłonie na moje policzki i kciukami pogładził skórę. Oblizałam językiem wyschnięte wargi, skupiając się na jego dotyku. Niall poprowadził ręce w dół mojego ciała, delikatnie muskając mnie opuszkami palców.
Zatrzymał się gwałtownie na biodrach, kiedy ktoś zapukał w drzwi.
- W przymierzali może znajdować się tylko jedna osoba - usłyszeliśmy.
- Rozumiem, proszę wybaczyć - odpowiedziałam zachrypniętym głosem.
Potem znowu zostaliśmy sami. Horan z zaskoczenia cmoknął moje wargi i zostawił mnie samą. Zdążyłam zauważyć jego cwaniacki uśmieszek, który przyprawił mnie o motylki w brzuchu. Ubrałam się w ekspresowym tempie, zabrałam sukienkę i razem podążyliśmy do sekcji dla mężczyzn. Unikałam jego wzroku, który na szczęście wrócił do normalności. Musiałam powstrzymać się od gapienia, kiedy Niall przymierzał kolejne garnitury. Po wybraniu tego idealnego skierowaliśmy się do wyjścia. Byłam zaskoczona, gdy blondyn objął mnie w talii, przysuwając bliżej siebie. Poczułam się niesamowicie bezpieczna, więc nie protestowałam.
- To był dobry dzień - stwierdził i odpalił samochód.
- Racja - przyznałam.
Całą drogę do domu nie mogłam przestać się uśmiechać.

***

- Dlaczego mi nie powiedziałeś?! - krzyknęłam, wyrzucając ręce w górę.
- To tylko obserwacje - odparł spokojnie, próbując opanować mój wybuch złości.
- Nie obserwowałbyś go, gdyby nic nam nie groziło! Dlaczego nie uprzedziłeś nas wcześniej?!
Krew gotowała mi się w żyłach, a puls osiągnął maksymalną prędkość. Byłam w stanie uderzyć pięścią w ścianę z pełną mocną.
- Musisz się uspokoić i mnie wysłuchać.
- Daj spokój, tato - prychnęłam z sarkazmem, spuszczając z tonu.
- Destiny... - westchnął, tracąc cierpliwość.
- Powiedz mi po prostu, że dyrektor znowu zastawia na nas pułapkę. - Zmęczona opadłam na kanapę i zakryłam twarz dłońmi.
- Nie mogę potwierdzić, ani nie mogę zaprzeczyć. Rada cały czas ma go na oku. Nie powinien nam się wywinąć, a poza tym jesteście tutaj bezpieczni - powiedział z powagą.
Podniosłam na niego wzrok i przechyliłam na bok głowę.
- Pamiętasz zdarzenia z nocy, kiedy Niall wyjechał? - przypomniałam, krzywiąc się nieznacznie.
Tata skinął głową i odwrócił głowę, żeby nie patrzeć mi w oczy.
- No własnie - zironizowałam. - Nawet tutaj nie jesteśmy bezpieczni.
Wstałam i zdecydowanym krokiem opuściłam salon. Całej kłótni między mną, a ojcem przysłuchiwała się mama, Michael, Niall i pani Ellen. Nie było mi wstyd, miałam prawo się złościć. Tu chodziło o nasze życie.
- Destiny, zaczekaj. - Niall złapał mnie za ramię i zatrzymał.
Zamknęłam oczy i niechętnie odwróciłam się w jego stronę.
- Czego chcesz? - syknęłam.
Uniósł jedna brew zaskoczony surowością mojego głosu.
- Nie złość się na mnie, bo nic ci nie zrobiłem. Nie byłem poinformowany tak samo, jak ty.
Nie mylił się.
- Przepraszam - wyszeptałam i opuściłam głowę.
Warga zaczęła mi niebezpiecznie drgać, co oznaczało, że przekroczyłam granice wytrzymałości psychicznej. Bałam się.
Cholernie.
- Destiny? - Zmrużył oczy, usiłując popatrzeć mi na twarz.
- Zostaw mnie, nie musisz tego robić.
- Czego?
Odczekałam moment, bo byłam o krok od wybuchnięcia płaczem. Bezsilność łamała mnie doszczętnie.
- Być ze mną - odparłam ledwie słyszalnie.
Niall bez słowa wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. Usiadł ze mną na łóżku, dzięki czemu bez przeszkód mogłam wtulić się w jego ciało. Potrzebowałam go, jak nigdy. Czułam, że zbliżało się coś złego, więc musiałam nasycić się jego bliskością.
- Przepraszam - powtórzyłam płaczliwie.
Było za późno.
Pękłam.
- Za co?
- Gdybym cię nie spotkała, nie musiałbyś uciekać przed dyrektorem.
- Nie rozumiem - mruknął.
Wzięłam głęboki oddech i wyprostowałam się, żeby móc patrzeć mu w oczy. Udało mi się powstrzymać płacz.
- Przeze mnie twoje moce są silniejsze, czyli gdybyśmy się nie poznali, nie miałbyś tego problemu. Nikt nie zagrażałby twojemu życiu. Nikt by na ciebie nie polował. Naprawdę prze...
- Nie - przerwał mi. - Nie przepraszaj. Nic tu nie zawiniłaś. To los nas na siebie skazał. Kiedyś i tak byśmy się odnaleźli. Pamiętasz te wszystkie opowieści o dopasowaniu?
Skinęłam głową, chcąc żeby kontynuował.
- Wszystkie mówią o tym, że dopasowane wilkołaki i tak się znajdą. Nawet jeśli mocno by się tego wypierały - dodał z połowicznym uśmiechem.
- Mówią też, że każdą parę w końcu zaczyna łączyć miłość - powiedziałam smętnie.
W naszym przypadku miłość była jednostronna.
- To prawda, ale pewnie zdarzyły się pary, których ona nie połączyła.
To zdanie zabiło mnie od środka. Żywiłam nadzieję na uczucie z jego strony, ale za każdym razem dostałam cios prosto w zakochane serce. Nie byłam w stanie określić, ile jeszcze mogło wytrzymać.
- Lepiej? - zapytał po dłuższej chwili milczenia.
- Tak, dziękuję.
Chciałam stanąć na podłogę, ale blondyn mi to uniemożliwił.
- Nie uciekaj mi. - Ciaśniej objął mnie w pasie i pocałował mnie w skroń.
Zawstydzona oparłam czoło o jego ramię i zaciągnęłam się przyjemnym zapachem. Uwielbiałam go i nie miałam na myśli woni.
-  Cholernie się boję - przyznałam szczerze. - Boję się, że nas dopadną. Boję się, że znowu dopadną ciebie. Boję się, że znowu mi cię zabiorą. Boję się, Niall.
Dłonią, którą trzymałam na jego piersi wyczułam, jak przyspieszyło mu serce. Może jednak coś do mnie czuł... Albo zwyczajnie mi się wydawało.
- Jestem tutaj, żeby cię obronić - odpowiedział.
- Nie słuchałeś mnie. - Odchyliłam się. - Sam siebie nie obronisz.
- Nie wierzysz we mnie?
- Jasne, że wierzę. - Delikatnie położyłam dłoń na jego policzku. - Po prostu czuję, że stanie się coś bardzo złego.
Horan pokręcił głową zniesmaczony i sprawił, że z piskiem zaskoczenia wylądowałam na materacu.
- Nie myśl o tym. - Oparł się na łokciu, leżąc tuż obok. - Pomyśl o imprezie, która zbliża się wielkimi krokami i o tym, jak cudownie będziesz się prezentowała.
Zmarszczyłam nos zawstydzona sposobem, w jaki na mnie patrzył. Mogłam stawiać czoła jego wypowiedziom, ale nie byłam w stanie znieść jego pięknych oczu.
- Dobrze - zgodziłam się.
W przypływie odwagi złapałam Nialla za koszulkę i przyciągnęłam do siebie. Złączyłam nasze wargi, marząc o tym od rana.

***

28 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Od razu po śniadaniu mama zagoniła mnie do sprzątania. Sama popędziła z panią Ellen i tatą na zakupy, żeby mieć co włożyć na nadchodzącą imprezę.
- Mam dość - fuknęłam, odstawiając mop do schowka.
Posprzątałam wszędzie oprócz własnego pokoju. Na niego zabrakło mi siły i chęci. Rozejrzałam się i z dumą stwierdziłam, że spisałam się na medal. Każda powierzchnia lśniła czystością, a w domu roznosił się zapach lawendy, którym popsikałam wszystkie pomieszczenia.
- Hej! - Ktoś krzyknął mi prosto do ucha.
Odskoczyłam, przyjmując pozycję obronną i zlokalizowałam napastnika.
- Mike, ty idioto - warknęłam wściekła.
- Słucham siostrzyczko. - Uśmiechnął się najbardziej niewinnie, jak tylko potrafił.
- Chciałeś przyprawić mnie o zawał?
- Skądże - pisnął z udawanym oburzeniem.
Czasami jego mózg przestawał pracować, więc zachowywał się jak dzieciak.
- Znajdź sobie jakieś zajęcie - westchnęłam i przeszłam do kuchni.
Polazł za mną, jak ten pies.
- Co to były za śmiechy o północy? - zapytała, a ja zamarłam podczas nalewania wody do szklanki.
Odchrząknęłam i zakręciłam butelkę.
- Nie wiem, o co ci chodzi - odparłam obojętnie.
Gdybym stała do niego twarzą, zobaczyłby moje rumieńce.
- Destiny - przeciągnął znacząco moje imię.
Oczekiwał pikantnych szczegółów, których nie zamierzałam mu dać. Poza tym, nic takiego się nie wydarzyło. Niall został u mnie wczoraj do pierwszej w nocy, ale nie robiliśmy niczego poza całowaniem. Rozmawialiśmy, śmialiśmy i wygłupialiśmy się. Czułam się dobrze i przeciągałam spotkanie jak tylko mogłam. Pewnie dlatego Horan jeszcze nie wstał z łóżka.
- Przestań, Michael. - Odwróciłam się przodem do niego i zmrużyłam groźnie oczy.
- No weź, chciałem jakieś świeże ploteczki. - Poruszył brwiami jednoznacznie.
Gapiłam się na niego przez dłuższą chwilę, bijąc się z myślami. W końcu nie miałam czego ukrywać.
- Nic się nie wydarzyło - powiedziałam spokojnie.
- Naprawdę? - Uniósł jedną brew.
Próbował mnie rozczytać, ale byłam odporna na jego sztuczki.
- Przestań to robić - rzuciłam i zmęczona wróciłam do nieposprzątanego pokoju.
Zdążyłam przekroczyć próg i zamknąć za sobą drzwi, kiedy mój telefon dał o sobie znać.
- Słucham? - odebrałam i rzuciłam się plecami na łóżko.
- Cześć, księżniczko.
- Cześć, Cin - odparłam.
Ziewnęłam niekontrolowanie, co nie uszło uwadze mojej przyjaciółki.
- Zmęczona sprzątaniem? - zapytała, a ja wyczułam współczucie w jej głosie.
- Mhm.
- W takim razie lepiej zażyj drzemki, bo ja i Liam zamierzamy was dzisiaj odwiedzić.
Zerwałam się do siadu, ogarniając wzrokiem bałagan.
- Chyba sobie żartujesz - spanikowałam.
- Spokojnie - zaśmiała się. - Wpadniemy wieczorem, czyli masz jeszcze jakieś cztery godziny, żeby zrobić porządek.
Cindy znała mnie na wylot, więc doskonale wiedziała, jak wyglądała moja praca w domu.
- Z jakiej okazji to spotkanie? - zapytałam już spokojniejsza.
- Stęskniłam się, głupia.
Uśmiechnęłam się szeroko, bo rozczuliła moje serducho.
- Ja też, Cindy - przyznałam cicho.
- Lepiej zróbcie sobie z Niallem sesję obściskiwania wcześniej, żeby nie miziać się na naszych oczach - zażartowała.
- Nie martw się o nas - rzuciłam zaczepnie. - To ty masz więcej do nadrobienia z twoim kochasiem.
Porozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę, a potem rozłączyłyśmy się w akompaniamencie śmiechu. Kochałam ją nad życie i umarłabym gdybym ją straciła. Łączyła nas wyjątkowa więź, która przeszła wiele prób.
Razem byłyśmy silniejsze niż ktokolwiek inny.

7 komentarzy:

  1. Super, ale z resztą jak zawsze �� Martwi mnie ze Destiny czuje ze coś się niedługo złego wydarzy :/ ciekawe co z tym dyrektorkiem. Ja tam myślę że Niall też cos czuje :D świetnie ze Bedzie druga część :) już nie mogę się doczekać nexta, do następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaaaa nawet nie wiesz jak się ciesze że będzie druga część <3 To moje najulubieńsze opowiadanie ever!! Czekam na następnego <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Kochana wybacz, że miałam przerwę od komentowania tutaj. Byłam na wakacjach i nareszcie nadrobiłam Twoje rozdziały. Jestem zachwycona i ciesze się, że Destiny nareszcie przechodzi.
    Chciałabym zapytać czy można się z Tobą skontaktować jakoś prywatnie? Bo mam pewne pytanie :)
    Życzę weny! 😛❤

    OdpowiedzUsuń