wtorek, 17 października 2017

66.

WIEM, ŻE MAŁO WAS TUTAJ, ALE DLA SPOKOJU DUCHA DOKOŃCZĘ TĄ HISTORIĘ ;)

Miłego czytania! xxx

________________________________________





1 LUTY 2018r.

*Destiny*

Widziałam go zanim auto wjechało w bramę hotelu. Stał przy samochodzie, tyłem do mnie. Serce o mały włos, a wyrwałoby się z mojej piersi. Praktycznie byłam skłonna umrzeć na zawał, a przynajmniej tak się czułam. Gdzieś w mojej głowie dudniła myśl, żeby jak najszybciej go dotknąć.
Żeby w końcu go poczuć.
Miałam ogromną ochotę zanurzyć się w jego ramionach i zostać tam już na zawsze.
- Jesteśmy, proszę pani - odezwał się kierowca i popatrzył na mnie przez ramię, oczekując zapłaty.
Rzuciłam mu banknot, nie czekając na resztę i czym prędzej wygramoliłam się z samochodu. To była najmniej elegancka rzecz jaką zrobiłam w ostatnim czasie, ale nie chciałam się tym przejmować. Stałam na chodniku z walącym sercem, patrząc na troje młodych ludzi i nie mając pojęcia co zrobić dalej. Gapiłam się na nich tak samo, jak oni na mnie.
Najważniejsze było, że patrzyłam na niego.
A on patrzył na mnie.
Nie wierzyłam, że to wszystko doszło do skutku. To się działo.
Miałam ich wszystkich na wyciągnięcie ręki.

*Niall*

Zamurowało mnie.
Autentycznie nie byłem w stanie kontrolować swojego organizmu. Coś jakby wybuchło w moim wnętrzu i cholernie bardzo spodobało mi się to uczucie. Czułem się jak po zażyciu mocnych tabletek pobudzających.
Wyczuwałem tą piękną dziewczynę każdą komórką ciała.
- Dlaczego nie podchodzi? - Cindy zmarszczyła czoło, nie spuszczając wzroku z Destiny.
- Prawdopodobnie też ją zamurowało - odparł Liam i popatrzył na mnie znacząco.
Wywróciłem oczami i zacisnąłem pięści. Zrobiłem krok w przód, ale w tej samej chwili moja Omega pospiesznie wyciągnęła komórkę z kieszeni spodni i przyłożyła ją do ucha. Wytężyłem słuch, ale wycofałem się, wiedząc że mogłaby się za to zezłościć.
Nie wolno było podsłuchiwać.
- Jest zaniepokojona i okropnie szybko bije jej serce - powiedziałem, mrużąc oczy.
- Mam nadzieję, że nie podsłuchujesz rozmowy. - Przyjaciel zlustrował mnie od góry do dołu.
Pokręciłem głową i machnąłem na niego dłonią. Byłem skupiony tylko i wyłącznie na niej.
- To mogą być jej rodzice - zauważyła Cin, a Liam objął ją delikatnie. - Może właśnie wracają do domu i będzie musiała...
- Nie kończ - warknąłem.
- Ale Niall... -  zaczęła.
- Daj spokój, on jest w swoim świecie - przerwał jej Payne.
Miał rację. Byłem.
Nagle Destiny skończyła rozmawiać, wsunęła telefon do kieszeni i zerwała się biegiem w naszą stronę. Automatycznie zrobiłem to samo, jakby ciało samo wiedziało co robić. Im bliżej byliśmy tym mocniej czułem przyciąganie.
Moja Omega...

*Destiny*

Nie powstrzymywałam odruchów własnego ciała. Chciałam, żeby to mój instynkt decydował o tym, jak miałam się wobec Nialla zachować. Im bardziej się do niego zbliżałam, tym większy szloch targał moją klatką piersiową. Wiedziałam, że w jakiś sposób jesteśmy połączeni, ale nie potrafiłam rozszyfrować tej więzi. Bardzo chciałam przypomnieć sobie moje życie sprzed wypadku.
Wpadłam w jego ramiona tak gwałtownie, że na sekundę straciłam oddech. Przytulił mnie najmocniej jak umiał, a ja oddałam uścisk z wzajemnością.
Płakałam.
- Tak kurewsko za tobą tęskniłem - wyszeptał tuż przy moim uchu.
Zacisnęłam powieki, nie mogąc wydusić słowa. Mój organizm potrzebował go bardziej niż się tego spodziewałam. Mogłam zapewnić, ze zwyczajny człowiek nie czuł nigdy czegoś tak wielkiego i wspaniałego.
- Już zapomniałem jak to jest trzymać cały świat we własnych ramionach - dodał ciszej.
Nie byłam w stanie oderwać się od jego ciała. Nie chciałam tego robić. Mogłabym trwać tak po wieczność. Niechętnie odchyliłam głowę, żeby móc spojrzeć w jego zmęczone oczy, które jarzyły się na jaskrawy niebieski kolor.
- Niall - westchnęłam cicho.
- Desti.
Opuszkami palców dotknęłam jego policzka, a on pochylił głowę przez co mógł przytulić policzek do mojej dłoni. Zamknął oczy i odetchnął z ulgą.
- Jesteś.
- Jestem - przyznałam.
- Będziesz?
Zawahałam się przy odpowiedzi. Będę?
- Nie wiem, Niall. Nie chcę nic obiecywać. Żadne z nas tak naprawdę nie wie, co nas czeka.
Chłopak skinął głową ze smutkiem i popatrzył mi głęboko w oczy.
- Cieszę się, że jesteś - powiedział. - Wariuję z radości i jestem bardzo oszołomiony tym, co dzieje się wewnątrz mnie. Nigdy czegoś takiego nie odczuwałem. Wystawiłaś mnie na cholernie ciężką próbę. Byłem już gotowy ze sobą skończyć.
- Nie mów tak - poprosiłam cichutko.
Przestaliśmy się odzywać, kiedy nasze oddechy się zsynchronizowały a oczy nie mogły się od siebie oderwać. Zacisnęłam palce na jego bluzie, aż mnie zabolało.
- Destiny - zaczął niepewnie i zmrużył oczy. - Twoje oczy są... One...
- Co z nimi nie tak? - Zmarszczyłam czoło.
- Nie świecą, nie zmieniły koloru tak jak moje - wyjaśnił.
Momentalnie opuściłam głowę, gapiąc się na chodnik.
- To nie twoja wina. - Delikatnie złapał mnie palcami za brodę i sprawił, że znowu widziałam jego przystojną twarz. - Nie martw się tym. Najważniejsze, że jesteś przy mnie.
Serce topniało mi od nadmiaru uczuć i wrażliwości jaką Niall emanował. Dlaczego los postanowił rozdzielić nas na tak długo?
- Chodźmy do reszty, bo zapewne się niecierpliwią - zaśmiał się krótko i zerknął przez ramię.
Skinęłam głową i splotłam moje palce z palcami blondyna.
- Nie puścisz mnie? - Zapytałam szpetem, bojąc się, że wszystko zepsuję. - Nie pozwolisz mi odejść?
Popatrzył na mnie ze szczerością w oczach i na moment zacisnął zęby.
- Nigdy więcej - odparł.

***

*Niall*

Zameldowaliśmy się w hotelu zaraz po przyjeździe Destiny. Chciałem, żebyśmy dzielili pokój, ale Liam stwierdził, że bezpieczniej będzie osobno.
Teraz i tak siedzieliśmy w pokoju dziewczyn, gadając od dobrych kilku godzin i obżerając się jedzeniem na wynos. Był środek nocy.
- Nie wiem dlaczego się na to zgodziłem - wymamrotałem do przyjaciela, kiedy dziewczyny zniknęły w łazience.
- Na co? Wytrzeszczył oczy zdziwiony. - Co znowu zrobiłem?
- Nawet nie wiesz ile bym dał, żeby zasnąć z nią w jednym łóżku.
- Co to, to nie. - Pogroził mi palcem. - Nie widzieliście się zbyt długo. Moglibyście zrobić sobie krzywdę
- Ona nie odczuwa pragnienia tak jak ja, Liam - przypomniałem.
- Jednak wiesz, że...
- Przestań - warknąłem.
Obrzuciłem go groźnym spojrzeniem, ale po chwili i tak zanieśliśmy się śmiechem. W tym samym momencie dziewczyny wróciły do pokoju.
- Co zażywaliście i czemu się nie podzieliliście? - Zapytała Cin z pretensją.
Nie byliśmy w stanie odpowiedzieć. Prawie nie oddychałem, a brzuch i żebra aż zaczęły mnie boleć.
- To pewnie tylko ich głupota - westchnęła Cin i pociągnęła Desti za sobą w stronę wolnego łóżka.
Uspokoiłem się i zwróciłem całą swoją uwagę na moją Omegę. Wytężyłem zdolności telepatyczne, chcąc ją zawołać, ale nie zareagowała. Dalej zwyczajnie wsłuchiwała się w historię opowiadaną przez Cin. Zmarszczyłem czoło, nie mogąc uwierzyć, że mieli rację.
Nie była taka jak dawnej.
Z zamyślenia wyrwały mnie jej piękne oczy zwrócone na moja twarz.
- Chodź do mnie - mruknąłem i wyciągnąłem dłoń w jej kierunku.
Destiny uśmiechnęła się nieśmiało i ze spuszczonym wzrokiem przesiadła się tuż obok mnie.
- Hej - rzuciła dziwnie zadowolona.
W odpowiedzi objąłem ją w talii i przysunąłem jeszcze bliżej. Nie potrzebowałem nic więcej.
Jej obecność, jej zapach, jej dotyk - tym było moje szczęście.
Niestety naszą niezobowiązującą grupową dyskusję przerwał nagły dźwięk dzwonka. Pomyślałem o najgorszym i po wyrazie twarzy Desti wiedziałem, że miałem rację.

Dzwonił jej telefon...




czwartek, 7 września 2017

65.

BŁAGAM O WYBACZENIE!


I miłego czytania :) xxx

_______________________________________________-




25 STYCZNIA 2018r. 

*Destiny*

Od samego śniadanie miałam wrażenie, że rodzice wiedzieli czego się dopuściłam. W każdym ich geście i słowie widziałam swoją winę. Czułam się, jakby czekali aż w końcu sama się przyznam.
- Co się dzieje, skarbie? - Mama wyrwała mnie z zamyślenia.
Skubnęłam niechętnie zimną jajecznicę, która zalegała na moim talerzu praktycznie w całości. Jedyne co dzisiaj zjadłam to kilka pomidorków koktajlowych.
- Nie masz apetytu? Coś cię boli? - Dopytywała.
Westchnęłam cicho i odłożyłam widelec.
- Wszystko dobrze. - Wymusiłam uśmiech, który miał zmylić rodzicielkę, ale nie byłam pewna czy się udało. - Po prostu nie do końca się wyspałam.
- Rozumiem. - Skinęłam głową, patrząc na mnie z czułością. - Ale mimo wszystko musisz coś zjeść.
- Śniadanie to najważniejszy posiłek dnia - wtrącił się tata, nie przerywając przeglądania gazety.
Przesadnie wywróciłam oczami, czym rozbawiłam rodziców i zgrabnie wstałam z krzesła.
- Pójdę odpocząć i obiecuję, że potem coś jeszcze zjem.
- Oby przed obiadem - ostrzegła mama z powagą.
Zasalutowałam i sztywnym krokiem opuściłam pomieszczenie. Już w pokoju od razu rzuciłam się na komórkę, chcąc dowiedzieć się czy Cindy napisała wiadomość z pomysłem dotyczącym spotkania.
Niestety skrzynka odbiorcza była pusta.

***

Obudziłam się dwie godziny później z opuchniętymi oczami i wzorkami odgniecionymi na twarzy. Na chwilę opanowała mnie panika, gdyż nie mogłam zlokalizować telefonu. Rzucałam pościelą we wszystkie strony, aż urządzenie w końcu spadło na podłogę. Wbrew pozorom ten nieprzyjemny dźwięk sprawił, że zaznałam spokoju. Ta niewielka rzecz była moją jedyną szansą na powrót do życia sprzed wypadku.
Tylko tak mogłam spotkać Nialla.
- Nie rób mi tego więcej - skarciłam komórkę, niczym dziecko i powoli odłożyłam ją na biurko.
Jakiś czas później, kiedy na zegarku wybiła siódma wieczorem, usłyszałam długo wyczekiwany dźwięk. Po posprzątaniu pokoju i obejrzeniu kilku odcinków serialu już straciłam nadzieję, że dzisiaj Cindy w ogóle mogłaby się odezwać, ale jednak nie próżnowała.
Nie zawiodła mnie.
Musiałam jakoś się jej odwdzięczyć za to, że mimo wszystko ze mnie nie zrezygnowała. Takich osób nie spotyka się codziennie.
Każdy ma swojego anioła stróża.


***

*Niall*

Dopiero leżąc w łóżku uświadomiłem sobie, że nadszedł czas, kiedy była możliwość ponownego połączenia z moją Omegą. Cały dzień myślałem, co mógłby zrobić w tej sprawie. Rozmawiałem z przyjacielem, zapisywałem pomysły i wykonywałem różne telefony.
Robiłem wszystko, żeby umożliwić nam spotkanie.

***

1 LUTY 2018r.

*Niall*

Dokładnie tydzień po pierwszym kontakcie z Destiny nadszedł dzień, w którym miałem wykonać plan. Starannie wszystko obmyśliłem z nadzieją, że nikt nam nie przeszkodzi. Przekonywałem się też, że uda jej się wymknąć z domu bez zauważenia. W takim momencie, gdy byłem maksymalnie zdesperowany, obawiałem się wszystkiego. Emocje wymykały się spod kontroli, a sam fakt że powróciły do mojego ciała był zadziwiający.
- Stary, trzymasz się? - Liam wytracił mnie z zamyślenia.
- Kurwa, zaraz oszaleję - jęknąłem żałośnie.
Chłopak zaśmiał się krótko i poklepał mnie po ramieniu.
- Nie ma przypadków, pamiętaj o tym - powiedział pewnie. - Skoro macie przeznaczone znowu się spotkać, to na pewno wszystko się uda.
Skinąłem głową i lekko się uśmiechnąłem. Całym sobą pragnąłem wierzyć, że miał rację.

***

*Destiny*

To dzisiaj.
To ten dzień.
Już za kilka godzin miałam zobaczyć go osobiście.
Nie wiedziałam czy się cieszyć, czy płakać. Miałam w sobie sprzeczne uczucia, ale jedno wiedziałam w stu procentach...
Pragnęłam tego spotkania.
Pragnęłam, jak nic innego.
Trzeci raz sprawdziłam spakowane w mały plecak najpotrzebniejsze rzeczy, po czym upchnęłam go na dnie szafy, żeby żadne z rodziców go nie odkryło. Nie potrzebowałam afery, a miałam świadomość, że nie zrozumieliby mojego postępowania. Tym bardziej, że odważyłam się ich okłamać. Liczyłam na szczęście i zwierzchnictwo sił wyższych.
- Desti! - Usłyszałam gdzieś z głębi domu.
Wzięłam głęboki wdech i bez pośpiechu udałam się do salonu. Upewniłam się, żeby wyglądać na znudzoną.
- Tak? - Uniosłam brwi, widząc wystrojonych rodziców. - Gdzieś wychodzicie?
Doskonale wiedziałam, że tak. Nawet wiedziałam gdzie i ile ich nie będzie.
- Musimy wyjechać na weekend ze względów służbowych - odparł tata.
- Poradzisz sobie sama przez te kilka dni? - Mama podeszła i założyła mi włosy za ucho.
Wywróciłam oczami na fakt, że nadal traktowali mnie jak dziecko.
- Kolejny raz uświadamiam was, że jestem jak najbardziej dorosła i już nie raz zostawałam sama.
Oboje uśmiechnęli się szeroko i popatrzyli na siebie.
- Po prostu musiałam się upewnić, że nie urządzisz żadnej imprezy pod naszą nieobecność - zażartował tata i mrugnął do mnie znacząco.
- Gdybym tylko miała tutaj jakichś znajomych - mruknęłam.
Kobieta westchnęła i popatrzyła mi w oczy.
- Jeszcze będziesz ich miała. Musisz tylko zacząć wychodzić, ale dopiero jak wydobrzejesz do końca.
Wzruszyłam ramionami, nie mówiąc nic więcej. Rozłożyłam się na kanapie i przyglądałam się, jak rodzice krzątali się po domu, pakując ostatnie rzeczy do jednego z naszych samochodów. Czas zdawał się wlec nieubłaganie, a ja tylko odliczałam minuty.
- Do zobaczenia w niedzielę! - Krzyknęła mama zanim zatrzasnęli za sobą drzwi.
Upewniłam się, że wyjechali poza teren posesji i poczekałam jeszcze dodatkowe pięć minut. Po tym czasie pozamykałam wszystkie okna w pobliskich pomieszczeniach i pobiegłam do pokoju. Z walącym sercem sięgnęłam po komórkę i wstukałam wiadomość, która brzmiała:

"Odjechali. Wrócą w niedziele, najprawdopodobniej wieczorem, ale będą się jeszcze ze mną kontaktować. Zawsze to robią, więc będę na bieżąco. Jestem gotowa."

Następnie wysłałam ją na numer Cindy, niespokojnie oczekując odpowiedzi. Dostałam ją po dwóch minutach.

"Jesteśmy już w drodze. Będziemy czekać w umówionym miejscu. Oczekujemy, że dotrzesz cała i zdrowa :)"

Taki też miałam zamiar. Musiałam tylko wziąć taksówkę i dojechać do pobliskiego motelu, w którym zarezerwowaliśmy pokoje. Pokrótce nasz plan wyglądał tak - spotkanie miało odbyć się wieczorem w motelu, który dla bezpieczeństwa znajdował się piętnaście minut drogi od mojego domu. Zdecydowaliśmy tak, żebym mogła wrócić jak najszybciej, gdyby jednak rodzice mieli pojawić się wcześniej niż zakładałam. Nie mogłam zabrać auta mamy, bo zorientowałaby się, że go ruszałam. Zawsze tak było. W zależności od tego, jak przebiegło by pierwsze spotkanie, miałam tam zostać aż do niedzieli.
Wszystko było przed nami.
Nie miałam pojęcia, jak udało im się to wszystko tak zgrabnie ułożyć, ale czułam, że mimo wszystko to była zasługa Nialla. Od Cindy wiedziałam, że zależało mu tak bardzo jak mi, a może nawet bardziej, bo on znał dawną mnie.

***

*Niall*

Dojechaliśmy pod motel godzinę przed umówionym czasem. To dało mi czas na uspokojenie emocji i zapalenie papierosa. Niby nie paliłem już regularnie, ale od czasu do czasu nic innego nie pomagało, jeżeli chciałem zachować czysty umysł.
- Zaraz zwariuję! - Pisnęła podekscytowana Cindy. - Już nie mogę się doczekać
Payne roześmiał się w głos i zgarnął ją w ramiona. Odwróciłem się plecami do nich. Było mi ciężko patrzeć na ich szczęśliwą miłość, chociaż już w jakiś sposób przywyknąłem. Z myślą, że zobaczę Destiny całą i zdrową przyprawiała mnie o ciarki i szybsze bicie serca.
Pragnąłem jej, nawet jej nie widząc.
Pragnąłem jej każdą komórką ciała.
Zamknąłem na sekundę oczy, żeby po ich otworzeniu zauważyć jak bardzo trzęsły mi się ręce. Wyrzuciłem niedopałek i zagasiłem go butem. Podszedłem do auta, żeby zabrać torbę i upewnić się, że wszystko jest w porządku.
- Niall - odezwał się Payne.
- Hm? - Mruknąłem, nie patrząc na niego.
Zatrzasnąłem drzwi samochodu i wcisnąłem guzik pilota, żeby zablokować zamki.
- Co chciałeś? - Zapytałem, kiedy nie odpowiedział.
Powoli odwróciłem się w stronę przyjaciela, który gapił się w punkt za moimi plecami. Serce zatrzymało mi się w momencie, kiedy uświadomiłem sobie jedno....
Przyjechała.


___________________________________________


Nie chcę tego mówić, ale... ZBLIŻAMY SIĘ DO KOŃCA.

środa, 19 lipca 2017

64.

Miśki, miśki!

Mam nadzieję, że jeszcze Was nie zanudziłam ;)
Akcja się rozwinie, ale potrzebuję czasu, żeby oczywiście wszystko miało ręce i nogi. 

Miłego czytania! xxx

______________________________________






23 STYCZNIA 2018r.
*Destiny*

Przez cały tydzień próbowałam przekonać rodziców, żeby pozwolili mi na spotkanie z chłopakiem, o którym tak dużo opowiadał mi tata. Uwielbiałam o tym słuchać, bo naprawdę odnosiłam wrażenie, że rzeczywiście mogłam go kiedyś znać. Co noc w moich snach widziałam niebieskie, intensywne oczy, które aż elektryzująco przyciągały. Odczuwałam silną potrzebę zobaczenia go na żywo.
- Destiny? - W drzwiach do mojego pokoju pojawiła się mama.
- Słucham. - Spojrzałam przez ramię.
- Ja i tata wychodzimy na chwilę - poinformowała. - Proszę, żebyś nigdzie nie wychodziła i nikomu nie otwierała drzwi.
- Prosisz o to za każdym razem - westchnęłam. - Jestem więźniem we własnym domu.
- Mamy powody, żeby cię chronić. Już ci to tłumaczyłam.
Wywróciłam oczami, co zapewne odrobinę zirytowało moją rodzicielkę. Jednak powoli miałam dosyć bycia traktowaną jak malutkie dziecko. Doskonale umiałam o siebie zadbać.
- Tak, wiem - mruknęłam i wróciłam do przeglądania Internetu.
Mama stała w progu jeszcze przez chwilę, po czym zamknęła za sobą drzwi, zostawiając mnie samą. Wiedziała, co czułam, a ja wiedziałam, że miała konkretny powód, żeby postępować tak, a nie inaczej.
Mimo ciągłej kontroli i zakazów ruszania się z domu nie zamierzałam siedzieć bezczynnie. Od rana do wieczora szukałam czegoś, co pomogłoby mi zidentyfikować tajemniczego chłopaka, o którym śniłam. Szczegółowo analizowałam media społecznościowe, ale były jakby wybrakowane. Nie chciałam, żeby okazało się, że rodzice mieli w tym udział.
- Zgłodniałam - powiedziałam na głos, odrywając się od klawiatury.
Przeszłam do kuchni i przygotowałam sobie posiłek. Był pierwszym, jaki dzisiaj tknęłam, co było powodem lekkiej kłótni z rodzicami godzinę temu. Nie moja wina, że odkąd wstałam nie miałam apetytu aż do samego wieczora.
Nagle usłyszałam obcą melodię, dochodzącą gdzieś z głębi domu. Ze zmarszczonym czołem weszłam do salonu i zlokalizowałam źródło dźwięku. Okazał się nim być telefon, który leżał na stoliku. Wzięłam go do ręki, a on w tym samym momencie ucichł.
Była to komórka mojej rodzicielki.
- Pójdę za to do piekła - wymamrotałam pod nosem i usiadłam na kanapie.
Z walącym sercem odblokowałam urządzenie i niepewnie sprawdziłam kto dzwonił. W spisie wyświetliła się nazwa "Mystic C". Nie miałam pojęcia, co to mogło być.
- Mama mnie zabije, jak tylko się zorientuje. Nie powinnam tego robić - mówiłam, chcąc odciągnąć samą siebie od popełnienia zbrodni, jaką było przeglądanie czyjejś własności.
Gdzieś w głębi serca czułam, że w tym małym urządzeniu kryła się odpowiedź na moje pytania. Czułam, że dzięki niemu będę miała możliwość spotkania z Niallem.

***

*Naill*

Nastąpiło to, czego obawiałem się najbardziej...
Przestałem uczestniczyć w życiu szkoły.
Przestałem uczestniczyć w życiu towarzyskim.
Przestałem uczęszczać na treningi.
Przestałem odpowiadać na powtarzające się pytania.
Przestałem troszczyć się o przyszłość.  
Przestałem dobrze sypiać.
Przestałem właściwie się odżywiać.
Przestałem martwić się bliskimi.
Przestałem czuć.
Zwyczajnie powoli przestawałem egzystować.

Umierałem.

***

24 STYCZNIA 2018r.
*Destiny*

Wystarczyło, żebym nacisnęła zieloną słuchawkę.
Jeden mały ruch, który mógłby zmienić moje życie.
Nie mogąc spać, wpatrywałam się w ekran swojej komórki na której zapisałam numer znaleziony w kontaktach mamy. Był podpisany "Cindy".
Imieniem, które wspominał mi tata. Imieniem, które było ważną częścią mojego dawnego życia.
Zegarek wskazywał piątą rano, ale ja nie nie mogłam zasnąć. Trzęsącymi palcami ściskałam urządzenie, bojąc się poruszyć.
Co jeśli nic się nie wydarzy? Co jeśli to się nie uda?
Te pytania ciągle kołatały się w mojej głowie. Zmęczona rozdarciem podjęcia właściwej dezycji zamknęłam oczy, a następnie wzięłam głęboki oddech i policzyłam powoli do dziesięciu.
To był ten moment. Zdecydowałam.
Szybko i bez zastanowienia wystukałam wiadomość, w której zawarłam wszystkie ważne informacje. Umieściłam Cindy jako odbiorcę i kliknęłam wyślij.

Teraz pozostało mi tylko czekać na odpowiedź.

***

Przebudziłam się w środku nocy, mając dziwne wrażenie, że wydarzyło się coś niepokojącego. Odruchowo sięgnęłam na stolik nocny po komórkę. Pierwsze spojrzenie na ekran było bolesne ze względu na natężenie jasności. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do światła zobaczyłam, że miałam nieodebraną wiadomość. Moje serce na chwilę przestało bić, a oddech ugrzązł mi w gardle.
Spanikowałam.
Po odczekaniu kilku sekund zdecydowałam się podjąć ten ważny krok i sprawdzić kto do mnie napisał. Oczywiście miałam szczerą nadzieję, że była to owa Cindy.
- No dalej - mruknęłam cicho, ostrożnie dotykając ekranu.
Dla wygody i większego skupienia oparłam się plecami o ścianę i ciaśniej owinęłam kołdrą. Całkiem jakby miała mnie ochronić przed czymś złym. Stuknęłam w ikonę koperty i z zapartym tchem czekałam, żeby ujrzeć treść SMS-a. Szybko, ale kilkakrotnie prześledziłam tekst, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
To była odpowiedź od Cindy.
To była szansa na spotkanie Nialla.
Nasza konwersacja obecnie wyglądała następująco:

"Cześć. Tata dużo opowiadałam mi o tobie, twoim chłopaku i Niallu. Wiem, że byliście ważną częścią mojego życia i z tego powodu chciałabym się z wami spotkać. Niestety rodzice trzymają mnie tutaj, jak w więzieniu. Może masz jakiś pomysł? A i przepraszam, że odzywam się tak nagle, ale to wszystko jest dla mnie nowe. Destiny."

"Nie mogę uwierzyć, że udało ci się ze mną skontaktować. Od zawsze byłaś sprytna i przebiegła, za co ceniłam cię najbardziej. Dalej cenię. Nawet nie wiesz, jak bardzo chcę cię zobaczyć. Wszyscy chcemy, a Niall potrzebuje tego w szczególności. Zasięgnę porady chłopaków i jak najszybciej się do ciebie odezwę. Całuję, Cindy."

Zrozumiała mnie. Wiedziała, że potrzebowałam bezzwłocznej pomocy. Zachowała się tak jak na najlepszą przyjaciółkę przystało. Żałowałam tylko, że nie pamiętałam naszej dotychczasowej więzi.

***

25 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Obudziłem się o świcie i pierwszą myślą było bieganie. Od kilku dni to właśnie w taki sposób rozładowywałem nadmierną energię, która gromadziła się we mnie w zastraszająco szybkim tempie. Liam jeszcze słodko chrapał i nie miałem serca, żeby go obudzić, dlatego jak najciszej wymknąłem się z pokoju. Truchtem pokonałem odległość dzielącą mnie od głównego wyjścia, ale zanim złapałem za klamkę zamarłem. Usłyszałem za sobą ledwie wyczuwalny ruch, ale z jakiegoś powodu byłem na to uczulony. Odwróciłem się gwałtownie, chcąc się bronić. Ku zaskoczeniu moim oczom ukazała się postać drobnej, zaspanej dziewczyny.
- Cindy, co ty tu robisz o tej porze? - Zmarszczyłem czoło zdezorientowany.
Moja niespodziewana towarzyszka ziewnęła przeciągle i podrapała się po głowie. Miała mocno poczochrane włosy i różową piżamę na sobie.
- Właściwie to sama nie wiem, ale nie mogłam zasnąć po tym, jak odpisałam Destiny - odparła bez większych emocji.
- Destiny? - Wytrzeszczyłem oczy. - Odezwała się do ciebie?
Nagle Cin potrząsnęła głową i jakby momentalnie się otrzeźwiła.
- Napisała do mnie wiadomość jakoś wczoraj. Nie wiem skąd wzięła numer, ale udało jej się skontaktować i napisać kilka słów. Przede wszystkim bardzo chce się z nami spotkać - wyjaśniła z ogromnym uśmiechem.
Zamilkłem na moment, myśląc intensywnie.
- To ty nie wiesz? - Zapytałem niepewnie.
- O czym?
- Destiny... Ona... - zawahałem się. - Od wybudzenia się ze śpiączki nie pamięta nic, co było przed napadem Dyrektora.
Mnie samego bolało powtarzanie tak okrutnej wieści, ale moim obowiązkiem było ją uświadomić.
- Nie żartujesz sobie? - Przyjrzała mi się uważnie, ale chyba dostrzegła powagę w moich oczach, bo nagle jej humor uległ kompletnej zmianie.
- Napisała, że tata jej o nas dużo opowiadała i że... - zająknęła się, a jej oczy się zaszkliły.
O nie.
Nie chciałem, żeby się przede mną rozpłakała.
- Że co? - Spróbowałem pociągnąć rozmowę.
- Że w szczególności chciałaby spotkać się z tobą - odparła i wierchem dłoni wytarła pojedynczą łzę, która spłynęła jej po policzku. - Napisała też, że rodzice traktują ją jak więźnia i zapytała, czy nie mam jakichś pomysłów na zorganizowanie spotkania.
Przymknąłem oczy, przywołując w myślach ostatnie wspomnienia mojej Destiny. Głowa pękała mi od nowych informacji i samego faktu, że chciała mnie widzieć.
Mnie.
- Pomyślę nad tym i dam ci znać - powiedziałem z przekonaniem, bo mój mózg już pracował na najwyższych obrotach. - Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś.
Cindy posłała mi uśmiech z lekką nutą współczucia i skierowała się na schody. Oszołomiony wyszedłem z budynku i oddałem się czynności, która napełniała mnie pozytywną energią i pozwalała oczyścić umysł.

Być może niedługo będę mógł znowu ją zobaczyć.


sobota, 8 lipca 2017

63.




*Niall*

Nie chciałem przyjść na spotkanie z matką Destiny, więc ona przyszła do mnie. Dyrektorka przyprowadziła ją do mojego pokoju, w którym chciałem się ukryć. Właśnie stałem z nią twarzą w twarz, ale nie wpuściłem jej do środka.
- Szukałyśmy cię, Niall - odezwała się dyrektorka, kręcąc głową z dezaprobatą.
- Witaj - powiedziała pani Smith, ku mojemu zaskoczeniu.
Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się kobiecie, do której Destiny była bardzo podobna. Szukałem w jej wzroku skruchy, ale bez skutku.
- Wciąż trzymam się swojej decyzji, żegnam - burknąłem i złapałem za drzwi, żeby zamknąć je przed ich wścibskimi nosami.
Praktycznie mi się udało, ale w ostatniej sekundzie obie panie użyły rąk, żeby mnie powstrzymać. Odepchnęły drzwi, które z hukiem uderzyły o ścianę, tym samym otwierając się na całą szerokość. Wściekły zacisnąłem zęby i niespokojnie czekałem na rozwój sytuacji.
- Muszę z tobą porozmawiać, Niall - powiedziała pani Smith neutralnym głosem. - To naprawdę ważne.
Wahałem się. Moja ciekawska strona była silna i praktycznie zmusiła mnie do wpuszczenia kobiety do środka.
- Chodzi o Destiny - dodała.
Zamarłem.
- Słucham? - Warknąłem odrobinę za głośno.
- Wysłuchaj mnie, proszę.
Zamknąłem na chwilę oczy, żeby doprowadzić serce do w miarę możliwie wolnego bicia, bo aktualnie galopowało jak szalone. Reagowało tak na każdą wzmiankę o mojej utraconej miłości.
- Dobrze - zgodziłem się.
Dyrektorka skinęła lekko głową i zostawiła nas samych. Wpuściłem mamę Desti do środka i wskazałem na krzesło.
- Proszę sobie usiąść.
Kobieta niezręcznie zajęła miejsce, a ja usiadłem na swoim łóżku na przeciwko niej.
- Zamieniam się w słuch - rzuciłem sucho.
Nie umknęło mi chwilowe zawahanie oraz cień strachu, który przemknął przez jej twarz. Wyczułem przyspieszone bisie jej serca i nierówny oddech. Zapewne stresowała się moją ewentualną reakcją na to, co chciała wyjawić.
- Destiny wybudzono ze śpiączki kilka dni temu - powiedziała wyraźnie, patrząc mi prosto w oczy.
Powstrzymałem chęć zerwania się na nogi i zmuszenia jej, żeby zabrała mnie do ukochanej.
- Jest bardzo osłabiona, ale z każdym dniem organizm pracuje coraz lepiej - kontynuowała. - Generalnie lekarze należący do Rady twierdzą, że powinna dojść do siebie najdłużej w ciągu najbliższego miesiąca.
- Cieszę się, że z Destiny jest wszystko w porządku, ale nie pociesza mnie fakt, że sam nie mogę tego sprawdzić - syknąłem zły.
Bardzo starałem się nad sobą panować, żeby nie zrobić nic głupiego, ale pragnienie było zbyt silne.
- Nie do końca wszystko jest w porządku, jak to określiłeś. - Spuściła wzrok i splotła dłonie leżące na jej kolanach. - Jeszcze nie odkryto, co dokładnie wstrzyknięto Destiny, przez co nie wiadomo jakie szkody wywarło na jej nieludzkiej naturze. Lekarze z Rady obawiają się, że mogła częściowo albo nawet całkowicie stracić swoje zdolności.
- Ale... - zająknąłem się, lekko panikując. - To już pewne?
Obawiałem się najgorszego.
- Jeszcze nie, ale jest bardzo prawdopodobne.
- Nie pytała o mnie? - Zmarszczyłem czoło.
Pani Smith nagle zamilkła i odwróciła wzrok. Wtedy zacząłem spodziewać się najgorszego.
- Chcę z nią porozmawiać - zażądałem, zrywając się na równe nogi.
- Niall, ja...
- Muszę ją zobaczyć.
- Ale...
- Kocham ją, do cholery! - Wrzasnąłem.
Kobieta otworzyła usta w szoku, nie wiedząc jak zareagować na tak nagłe wyznanie z mojej strony. Sam tak zareagowałem, kiedy w końcu to sobie uświadomiłem.
- Nie umiem bez niej funkcjonować. Czy to tak ciężko zrozumieć? - Ciągnąłem dalej. - Każdy dzień jest istną męczarnią, przez co mam ochotę się powiesić. Nie wyobrażałem sobie, że będzie mi to sprawiało aż tak straszny ból. Niestety powoli tracę cierpliwość i siły. Jeśli nie pozwolicie mi się z nią zobaczyć, to...
- Ona nie pamięta nic sprzed śpiączki - przerwała mi.
Poczułem się, jakbym dostał w głowę czymś ciężkim. Świat jakby się zatrzymał, a mi zabrakło powietrza.
- Nic? - Ledwo wydusiłem.
Mama Destiny pokręciła głową, próbując powstrzymać łzy, które cisnęły jej się do oczu.
- Nie pamięta tego, co doprowadziło ją do takiego stanu. Jedyne co kojarzy, to tylko wczesne dzieciństwo. Podobno jest szansa, że wspomnienia do niej wrócą, ale wszyscy z Rady podejrzewają, że właśnie na takim efekcie zależało Dyrektorowi. Specjalnie namieszał jej w głowie...
- Chciał mnie zniszczyć przez odebranie najważniejszej osoby w życiu - powiedziałem szeptem, gapiąc się w przestrzeń.
W tamtym momencie zrozumiałem, że już nic nie trzymało mnie przy życiu.

***

NARRATOR

Odkąd kobieta wyszła oboje siedzieli przy kuchennym stole i szczerze rozmawiali. Ojciec opowiedział jej wszystko, co pamiętał i w co został wtajemniczony przez grupę młodych. Chciał, żeby pamięć jego córki wróciła. Wiedział, że jeśli nie nastąpi to w najbliższym czasie, to Rada będzie miała problem ze swoim przyszłym przywódcą, którym był Niall Horan.
- Wszystko mi się miesza, tato. - Destiny pokręciła głową.
Bardzo starała się przywołać jakiekolwiek wspomnienia, ale starania spełzły na niczym.
- Nic nie wydaje ci się znajome? - Zapytał mężczyzna z nadzieją.
- Nie - westchnęła ciężko.
- Nawet imiona?
- Kompletnie nic - mruknęła smętnie. - Chociaż imię "Cindy" bardzo mi się podoba. Żałuję, że nie poznaję tej dziewczyny. Naprawdę jest moją przyjaciółką?
- Najlepszą - przyznał z lekkim uśmiechem. - Nie odstępowałyście się na krok.
W oczach Destiny pojawiły się łzy. Tak bardzo pragnęła przypomnieć sobie własne życie, ale nie miała na to żadnego wpływu.
- Tato, a... - zaczęła niepewnie.
- Tak? - Pan Smith uniósł brwi w oczekiwaniu.
- A ten cały Nate?
- Niall - poprawił.
- Właśnie on. - Wyprostowała się nagle, jakby wpadła na pomysł. - Czy mogłabym się z nim zobaczyć?
Zanim ojciec zdążył wyrazić swoje niezdecydowanie i obawy, dziewczyna zdecydowała się kontynuować.
- Może wtedy mój mózg zacząłby wracać do czasu sprzed śpiączki, skoro ten chłopak był dla mnie taki ważny? Zaciekawiłeś mnie tymi wszystkimi opowieściami.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł, Destiny.
- Tato, proszę - przerwała mu. - Nie mamy innego wyjścia.
- Muszę się zastanowić, wybacz - rzucił i wyszedł z pomieszczenia.
Ta cała sytuacja go przerastała. Nie sądził, że kiedykolwiek coś złego dotknie jego rodziny. Miał dylemat, czy pozwolić na spotkanie dwojga młodych, czy lepiej dać możliwość całkowitego wyleczenia się córce.
Dziewczyna oniemiała i z głową pełną nowych informacji udała się do swojego niewielkiego pokoju, żeby odpocząć. Leżenie na łóżku skończyło się snem, w którym pojawił się tajemniczy blondyn z niebieskimi oczami.
Nagle zapragnęła go odnaleźć.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

62.

Idę jak burza normalnie.


Miłego czytania! xxx



P.S. Wiem czemu mam taką wenę... Właśnie jestem w trakcie sesji* xD

(*byłam jak zaczynałam pisać ten rozdział)
__________________________________________





16 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

- Rozmawiałeś z jej ojcem?! - Liam wytrzeszczył oczy.
Opowiedziałem mu o nocnym zdarzeniu, jak tylko skończyliśmy wykłady. Teraz czekał nas tylko trening i z tego co się dowiedziałem, ten miał odbyć się na siłowi. Potrzebowałem wycisku, żeby się zmęczyć i jakoś przespać kolejną noc.
- Przed chwilą wszystko dokładnie ci opowiedziałem - wywróciłem oczami. - Nie będę się powtarzał.
- Tak, tak - mruknął dziwnie rozkojarzony.
Jakby myślał o stu rzeczach naraz, nie mogąc skupić wzroku na mnie. W tej chwili byłem tu najważniejszy.
- Wybaczcie spóźnienie! - Moją dedukcję przerwała zdyszana Cindy. - Przytrzymali nas dłużej na wykładzie.
Liam jakby odetchnął ciężko, ale widząc swoją ukochaną aż oczu mu zabłyszczały. Nie, nie zaświeciły się jak oczy wilkołaka. Po prostu błyszczały.
Och, jak uroczo.
- Czy mógłbyś...
- O nie. - Uniosłem dłonie, od razu wstając z krzesła. - Nie będę opowiadał wszystkiego od początku.
Dziewczyna posmutniała, na co się skrzywiłem. Nie miała prawa grać na moich uczuciach.
- Posłuchaj - zacząłem.
- Generalizując, to gadał z ojcem Destiny i dowiedział się, że prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy jego córki na oczy - Payne wszedł mi w słowo. - Wystarczy?
Cin przyswoiła krótką informację, zastanowiła się chwilę, po czym szeroko się uśmiechnęła.
- Ujdzie - zachichotała, siadając na łóżku obok swojego chłopaka. - Ale to okropna wiadomość. Jak oni mogli w ogóle tak postąpić. Nie spodziewała się takiego zachowania z ich strony.
- Chyba nikt się nie spodziewał - przyznałem.
- Naprawdę chciałabym jakoś pomóc, ale pani Smith nie odbiera ode mnie telefonu. - Spuściła głowę z pokorą.
- Masz jej numer?! - Ożywił się Payne. - Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś?!
- Przecież głuptasie dowiadywałam się od niej o stanie Destiny i dzwoniłam przy tobie, kiedy Niall dowiedział się, że wyjechali - przypomniała, marszcząc brwi.
Szatyn pomyślał przez chwilę i złapał się za głowę.
- No tak, rzeczywiście tak było.
Prychnąłem, obserwując tą ich zabawną pogadankę. Mimo wszystko nie chciałem tracić tak cennego czasu, bo właśnie teraz mogłem być w drodze, żeby szukać Destiny.
- Wybaczcie mi - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia z pokoju.
- Ale co ty robisz? - Liam zerwał się na równe nogi.
- Spokojnie, nie uciekam.
- Ale?
Milczałem przez chwilę, zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego. Tej całej zabawy w kotka i myszkę.
- Idę pomyśleć w ciszy i spokoju - odparłem.
Nikt więcej mnie nie zatrzymywał.

***

30 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Te same ściany tych samych sal.
Te same twarze codziennie mijane na korytarzu.
Te same zajęcia z tymi samymi wykładowcami.
Powtarzające się posiłki w tej samej stołówce.
Nieustające próby znajomych, żeby dotrzeć do mojego trzeźwego myślenia.
Wszystko było takie samo, ale dla mnie nic już nie miało sensu.
Brakowało jej.
- Stary, musisz coś przełknąć w końcu - warknął zezłoszczony Liam.
Siedzieliśmy na stołówce podczas kolacji. Od tygodnia nie tknąłem nic oprócz wody.
Straciłem apetyt, tak samo jak straciłem ochotę na życie.
- Nie wysilaj się - mruknąłem ze wzrokiem wlepionym w ścianę przede mną.
Mogłem umrzeć z głodu, było mi wszystko jedno. Wolałem to, niż śmierć z tęsknoty i rosnącego pragnienia mojej ukochanej Omegi.
- Nie chcę cię stracić, bracie - westchnął. - A ty utrudniasz mi opiekę nad tobą i twoim złamanym sercem. Naprawdę chciałbym ją tu sprowadzić, żebyście żyli długo i szczęśliwie.
Wzruszyłem ramionami, bo nie miałem nic do powiedzenia na ten temat. Nie potrzebowałem niczyjej łaski. Wiedziałem, że przyjaciel się starał, ale mi już na niczym nie zależało.
Nie.
Zależało mi tylko na jej odnalezieniu.

***

Mieliście kiedyś takie uczucie, że świat kręcił się poza wami?
Tak, właśnie to przeżywałem.
Czułem, jakbym zatrzymał się w miejscu. Każdy dzień był taki sam - monotonny i przerażająco spokojny. Nikt nie zagrażał szkole, a tym bardziej mi. Potrzebowałem adrenaliny, bo właśnie być może to obudziłoby we mnie jakiekolwiek uczucia. Uczniowie na korytarzu odsuwali się z mojej drogi, jakbym miał ich zabić. Nie byłem taki, nie potrzebowałem zemsty na byle kim. Nie miałem chęci wyładowania skumulowanego żalu.
Zdecydowanie wystarczyłoby mi, gdyby ona mogła mnie przytulić i delikatnie wsunąć palce w moje włosy.
Tylko tyle i aż tyle.
- Niall! - Usłyszałem wołanie, gdzieś za plecami.
Odwróciłem się niespiesznie, powstrzymując się przed wywróceniem oczami.
- Tak, pani dyrektor? - Uśmiechnąłem się sztucznie.
- Mam dla ciebie dobre wieści.
- Naprawdę? - Uniosłem brwi, utrzymując sarkastyczny ton.
- Wiem, że ci ciężko i...
- Do rzeczy, proszę pani - przerwałem niegrzecznie.
Nie chciało mi się słuchać kolejnych słów współczucia.
Rzygałem tym.
- Skontaktowała się z nami pani Smith - powiedziała z widoczną radością.
Pochyliłem głowę na bok, mrużąc oczy.
- I?
- Będzie tu za dwie godziny, żeby z tobą porozmawiać.
- Ale ja nie wyraziłem na to zgody - skrzywiłem się. - Nie chcę jej widzieć.
Gwałtownie zrobiłem krok w tył i puściłem się biegiem w stronę głównego wyjścia. Nikt nie będzie zmuszał mnie do rozmowy z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili. Zabrali mi jedyny powód do życia, a teraz chcieli się wytłumaczyć. Nic z tego.
Nikt nie będzie mną bezkarnie pomiatał.

***
NARRATOR

- Gdzie mama wyszła? - Dziewczyna stanęła w progu niewielkiej kuchni, opierając się o futrynę.
Była osłabiona, ale siły wracały z każdym dniem coraz bardziej. Niestety dużo schudła, co nie cieszyło oczu jej rodziców.
- Powinnaś odpoczywać - skarcił ją ojciec, tym samym unikając odpowiedzi na pytanie. - Pamiętasz, co powiedział lekarz?
- Tak, tato - westchnęła i powoli zajęła miejsce na jednym z trzech krzeseł przy stole. - Organizm lepiej się regeneruje, kiedy leniuchuje.
- Chcesz czegoś do picia? A może jesteś głodna? Chcesz wyjść na taras? - Zasypał ją pytaniami, jednocześnie mieszając coś w garnku na kuchence.
- Przede wszystkim jestem dorosła i odpowiedzialna - zaśmiała się. - Co pysznego gotujesz?
- Spaghetti - odparł dumnie.
Destiny pokręciła głową, która cały czas lekko ją bolała. Ze śpiączki wybudzili ją zaledwie kilka dni temu, ale czuła się zadziwiająco sprawnie. Czasami mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa, ale generalnie nie było tragedii.
- Myślisz, że przypomnę sobie wszystko sprzed wypadku? - Zapytała zamyślona.
Ta kwestia nurtowała ją od początku, jak tylko otworzyła oczy.
- Bardzo bym chciał - przyznał szczerze. -Właśnie wtedy wydarzyło się dużo ważnych rzeczy, które miały wpływ na twoje życie.
Pan Smith po rozmowie z lekarzem należącym do Rady wiedział, że być może umiejętności jego córki zostały jakimś cudem zniszczone, albo przynajmniej osłabione. Żaden członek stowarzyszenia nie miał pewności, że dziewczyna kiedyś wróci do stanu sprzed nieszczęsnej nocy. Jeżeli zniknęła jej wilcza cząstka, oznaczało to, że nie czuła pragnienia bliskości Alfy.
Alfy, którym był cierpiący Niall.
- Tato? - Odezwała się nagle, przywracając go do rzeczywistości.
- Tak?
- Kim byłam przed śpiączką?
Czekał na to pytanie odkąd ją wybudzili, ale teraz nie miał pojęcia od czego zacząć.

czwartek, 22 czerwca 2017

61.

NO I JESTEM PONOWNIE!

MAM SZALONĄ WENĘ

Miłego czytania miśki! xxx
______________________________________________





15 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Przez pewne problemy techniczne i próby usunięcia obecności Dyrektora w naszym Mystic College, dopiero dzisiaj zaczynaliśmy kolejną część roku szkolnego. Dla mnie to już nie było to samo miejsce. Gdyby nie mama, to pewnie nawet bym się tutaj nie zjawił. Wszystko co widziałem i z czym się stykałem sprawiało mi cierpienie. Musiałem szukać Destiny, a jak do tej pory nie wpadłem na żaden sensowny trop. Nawet Cindy niewiele wiedziała i bardzo się zdziwiła, kiedy oznajmiłem jej wyjazd Państwa Smith razem z córką.
- Dzisiaj zajęcia zaczynają się od południa - oznajmiła nowa dyrektorka, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia i kończąc apel. - Możecie rozejść się do pokoi.
Tak też zrobiłem, ale nie czekałem na Liama. Zmienili nam numer pokoju, ale dalej mieszkaliśmy we dwóch. Z tego, co wiedziałem, Cindy póki co zajmowała ten sam pokój z łóżkiem przygotowanym na powrót jej przyjaciółki. Władze szkoły oczywiście doskonale wiedziały, co się wydarzyło, bo większość była członkami Rady lub ludźmi z nią współpracującymi.
Logiczne.
- Nie wytrzymam długo - powiedziałem na głos to, o czym myślałem od wczorajszego wieczora, kiedy tu przybyłem. - Zwariuję, jeśli tu zostanę i mówię to całkowicie poważnie. Ja w tej chwili odchodzę od zmysłów.
- Musisz - odparł Payne. - Mają nas wszystkich pod ścisłą obserwacją, więc nie dasz rady się stąd wymknąć. Nawet gdybyś bardzo się postarał.
- Muszę ją znaleźć - powtarzałem to jak mantrę odkąd zastałem puste łóżko szpitalne.
Moje serce łaknęło jej obecności i niczym nie mogłem zagłuszyć tego okrutnie silnego pragnienia. Zabrano mi osobę, bez której nie wyobrażałem sobie mojego istnienia. Już bym wolał umrzeć, gdybym miał jej nigdy nie odnaleźć.
- Lepiej odpuść - poradził szatyn.
Być może miał racje,, bo zazwyczaj tak było. Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie postawił na swoim.
I właśnie taki miałem zamiar.
- Dobra, nie martw się - skłamałem. - Będę grzeczny.
Posłałem mu nawet lekki uśmiech. Musiał być o mnie spokojny i zdecydowanie mniej czujny. Miałem świadomość, że zapewne by mnie nie powstrzymywał, gdyż wyczuwał mój stan. Sam chciał, żebym w końcu połączył się z Destiny.
- Nie podoba mi się twój wzrok, ale dobrze. Niech będzie, że ustąpiłem. Będę udawał, że nic nie zauważyłem.
Może i nie dało się oszukać własnego przyjaciela, ale przynajmniej stał po mojej stronie.

***

Noc dłużyła mi się jak nigdy przedtem. Wszystko wydawało się obce, niebezpieczne i nastawione przeciwko mnie. Nie mogłem zasnąć, więc wykorzystałem ten czas, żeby obmyślić i rozpisać plan działania. Co jakiś czas opierałem głowę o ścianę za sobą, a potem zamykałem oczy, żeby odetchnąć i jednocześnie przywołać obraz jej twarzy, a przede wszystkim pogodnego uśmiechu, w którym byłem zakochany do szaleństwa. Potrzebowałem jej i to cholernie bardzo.
Nagle drzwi naszego pokoju się uchyliły.
- Niall Horan? - Usłyszałem obcy głos.
Schowałem papiery za łóżko, podniosłem się i podszedłem bliżej. Moim zmrużonym oczom ukazał się mężczyzna, który najprawdopodobniej był jednym z opiekunów.
- To ja.
Zlustrował mnie od góry do dołu i skinął brodą w stronę schodów.
- Jesteś proszony do gabinetu Rady.
Zmarszczyłem czoło zdezorientowany, ale podążyłem za tym człowiekiem, nie wiedząc co mnie czekało. Przeszliśmy praktycznie przez cały budynek, żeby w końcu zatrzymać się przed ozdobnymi i ogromnymi drzwiami. Nigdy nie byłem w tej części szkoły...
- Wejdź - nakazał, ale sam pozostał na zewnątrz.
Niepewnie wszedłem do środka, gdzie czekało na mnie dwie osoby - dyrektorka i jakiś facet.
- Witaj - odezwała się kobieta. - Wybacz, że wezwaliśmy cię o tak później porze, ale musieliśmy mieć pewność, że spotkanie odbędzie się w dyskrecji.
- Spoko i tak nie mogłem zasnąć. - Wzruszyłem ramionami.
Przybrałem obojętny wyraz twarzy, ale w rzeczywistości w środku aż piszczałem z ciekawości.
- Więc co się stało? - Zapytałem i zatrzymałem wzrok na obrazie za dyrektorką.
- Mamy dla ciebie rozmowę telefoniczną - odpowiedział mężczyzna i wstał z krzesła, które stało pod ścianą.
Podszedł do biurka, gdzie siedziałem i wyciągnął z kieszeni komórkę. Wyciągnął przedmiot w moją stronę i czekał.
- Z kim mam rozmawiać? Przecież nie prosiłem o żadne połączenie. - Stałem się podejrzliwy. - Chcecie mnie w coś wpakować?
- Spokojnie, chłopcze - powiedziała rozbawiona kobieta. - Jesteś bezpieczny i możesz nam ufać. Oboje znaliśmy i szanowaliśmy twojego ojca.
- To nic nie znaczy - warknąłem, a moje ciało automatycznie się spięło.
Spotkałem się z ciszą z ich strony, co było idealnym posunięciem. Nie miałem ochoty na dyskusję o moim zmarłym tacie. Nie potrzebowałem dolewać oliwy do ognia.
- Pan Smith chciał z tobą porozmawiać.
No w końcu jakieś konkrety!
- Pan Smith? - Uniosłem brwi zaskoczony. - Nagle chce ze mną rozmawiać? Po tym jak mi ją odebrał?
- Nie możemy się w to mieszać, to sprawa między wami - odparła dyrektorka i skinęła głową na telefon. - Weź go.
- Nie chcę. Nie będę z nim rozmawiał.
Brzmiałem jak dziecko, byłem tego świadomy. Wiedziałem też, że jej ojciec nie zasługuje na to bym go wysłuchał. Nie chciałem, żeby zaczął mi się tłumaczyć.
- Nalegam - upierała się. - To dla niego ważne.
- Gdybym się dla niego liczył, to postąpiłby inaczej. Nie jak ostatni tchórz - rzuciłem w złości.
- Uważaj na słowa - upomniał mężczyzna, patrząc na mnie twardym wzrokiem.
- Mówił tylko, że chodzi o jego córkę - westchnęła zrezygnowana, jakby to miał być ostatni argument z jej strony.
Te słowa podziałały. Wystarczyło, że mi o niej przypomniano i od razu zmieniałem tok myślenia. Oddziaływała na mnie nawet pod swoją nieobecność.
- Chcę być sam - zażądałem, wiedząc że miałem do tego prawo.
Oboje popatrzyli na siebie porozumiewawczo, po czym skinęli głowami prawie jednocześnie. Upewniłem się, że zamknęli za sobą drzwi i uruchomiłem urządzenie.
- Nie znam jego numeru, do cholery - wymamrotałem.
Niby jak miałem z nim porozmawiać? Przecież...
Ale telefon zadzwonił.
- Halo? - Odebrałem z lekkim wahaniem, bo na ekranie widać było tylko rząd cyferek.
- Niall? Jak dobrze, że zgodziłeś się na tę rozmowę. - Usłyszałem znajomy głos pana Smitha.
Skrzywiłem się.
- Musieli mnie mocno przekonywać - odparłem obojętnie.
- Wiem, że prawdopodobnie masz ochotę rozszarpać mnie na kawałki za to, co zrobiłem, ale uwierz mi, że nie miałem innego wyjścia.
Jego głos był dość gorączkowy.
- Zawsze jest lepsze wyjście niż ucieczka - syknąłem.
Czułem, że instynkt próbował nade mną zapanować. Postanowiłem opierać się najdłużej, jak tylko potrafiłem.
- Nie denerwuj się. Nie wyjdzie ci to na dobre, bo nie ma cię kto uspokoić - upomniał mnie.
Zaśmiałem się histerycznie głośnym i udawanym śmiechem.
- Chyba pan sobie żartuje - prychnąłem z ironią. - Przecież to wy ją wywieźliście bez mojej wiedzy. To wy skazaliście mnie na cierpienie.
Starałem się nie podnosić głosu, co było niezwykle trudne. Wyobrażałem sobie, że mężczyzna stał tuż obok nieprzytomnej Destiny. To podniosło moje ciśnienie jeszcze bardziej.
Nie odpowiedział, więc kontynuowałem.
- Czy ona... - Chciałem zadać pytanie, ale się zająknąłem.
- Żyje i ma się coraz lepiej. Lekarze zakładają, że za kilka dni będzie można wyprowadzić ją ze śpiączki farmakologicznej.
- Zawsze była silna - wyszeptałem.
- Tak, to prawda - przyznał, jakby w zadumie. - Niall, ja naprawdę przepraszam, ale...
- Nie - przerwałem mu ostro. - Nie chcę głupiego tłumaczenia. Chcę ją odzyskać.
Na linii zapanowała głucha cisza. Słyszałem jedynie szybkie bicie własnego serca.
- To niemożliwe - odparł.
W tamtym momencie mój świat zaczął rozpadać się na drobne kawałeczki.
- Potrzebuję jej - wykrztusiłem, bo nagle jakby brakowało mi powietrza.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Nic pan nie wie! - Wybuchnąłem wściekły, zrywając się na równe nogi. - Jakby się pan czuł, gdyby ktoś odebrał panu żonę i córkę, wywożąc je w nieznane miejsce, gdzie nie miałby pan możliwości osobistego kontaktu?! No jak?! - Moje oczy zaświeciły się na niebiesko. - Destiny jest dla mnie wszystkim! Nie potrafię bez niej funkcjonować, a pan tak po prostu mi ją odebrał! Co ja takiego zrobiłem, co?! Czym na to zasłużyłem?!
Z ciężkim oddechem czekałem na upragnioną odpowiedź, ale nie nadeszła.
- Przykro mi.
Tylko tyle.
Tylko tyle zdążył powiedzieć, bo odrzuciłem telefon na blat biurka i wypadłem z pomieszczenia jak szalony. Pobiegłem w kierunku, gdzie mogłem znaleźć chwilowe ukojenie. Dotarłem do rozsypującej się altanki i usiadłem na ławeczce, oddychając głęboko.
To tutaj wiele razy rozmawialiśmy.
To tutaj przeżywaliśmy trudne momenty.
To tutaj wszystko wróciło do normy po moim porwaniu.
Dlaczego tym razem ta stara altana nie mogła znowu nas połączyć?

Przecież to było NASZE miejsce.


***
NARRATOR

- Mówiłam ci, że nie będzie chciał słuchać twojego tłumaczenia - powtórzyła kobieta kolejny raz.
- Przyznaję, miałaś rację - odparł.
- Przez naszą gwałtowną decyzję ten chłopak się wykończy i będziemy mieć go na sumieniu.
- Nie mów tak - rzucił ostro.
Niestety to było bardzo prawdopodobne. Pan Smith wiedział, jak okrutne potrafi być dopasowanie. Nie chciał nikogo narażać na cierpienie, ale najbardziej zależało mu na zdrowiu córki.
- Coś wymyślę- mruknął i skierował się do swojego gabinetu.
Spędził tam resztę nocy i cały kolejny dzień.
Kobieta zdecydowała się zostać z córką kolejny już raz. Praktycznie nie opuszczała jej na krok, chcąc być przy niej przez cały czas. Brakowało jej promiennego uśmiechu Destiny i głupot, które zdarzało jej się mówić.
- Wyzdrowiejesz kochanie i wszyscy będziemy żyć szczęśliwie - powiedziała cicho z lekkim uśmiechem. - Nawet Niall.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

60.

Dajcie mi znać, że tu jesteście :)

Kolejny rozdział tego samego dnia - WOW!
Miłego czytania (jak zwykle)! xxx
____________________________________________






5 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Rodzice Destiny pozwolili mi spać w ich domu, żebym bez problemów mógł odwiedzać ich córkę. Moja mama wróciła do domu, obiecując że sprowadzi tam sobie koleżankę. Nie chciałem, żeby przebywała sama, ale nie mogłem pojechać razem z nią.
- Niall Horan - zameldowałem się w recepcji szpitala.
Byłem na liście osób, które miały wstęp do sali, więc nikt nie robił problemu.
- Zna pan salę? - Zapytała starsza kobieta w białym stroju pielęgniarki, patrząc na mnie znad okularów.
- Jasne.
Wskazała ręką korytarz po mojej lewej i wróciła do swoich spraw. Ta nudna czynność powtarzała się za każdym razem. Wszyscy zalecali mi żebym porządnie się wyspał i uspokoił nerwy, ale nie słuchałem, co było oczywiste. Czuwałem przy Desti każdego dnia. Rozmawiałem z nią mimo, że była w śpiączce farmakologicznej. Gówno, które jej wstrzyknięto sprawiło praktycznie spustoszenie w jej organizmie.
Byłem gotowy rozszarpać Dyrektora, gdybym tylko się na niego natknął.
- Już jestem, kochanie - powiedziałem, siadając na stołku tuż przy łóżku. - Jak się dzisiaj czujesz?
Wiadomo, że nie oczekiwałem odpowiedzi. Splotłem nasze palce razem, bo za każdym razem gdy to robiłem czułem przepływ mocy między nami. Tej mocy, która nas połączyła.
- Lekarze mówili, że jesteś bardzo silna. Na pewno z tego wyjdziesz - zacząłem mówić, jakby normalnie z nią rozmawiał.
Ktoś mógłby pomyśleć, że zwariowałem, ale to właśnie było to, co pomagało mi przetrwać kolejny dzień. Sama świadomość, że miała duże szanse na życie bez komplikacji było miodem dla mojego serca.
- Twój tata poruszył całą Radę, żeby dowiedzieć się, co takiego stworzył Dyrektor. Wiesz, chodzi o truciznę, którą ci wstrzyknął. Póki co, nie wiemy jak oddziałała na twoje moce. - Uważnie wpatrywałem się w jej piękną, ale bladą twarz.
- Zrobię dla ciebie wszystko, wiesz o tym? - Zapytałem, chcąc kolejny raz upewnić samego siebie.
Destiny wyglądała jakby spała, śniąc najpiękniejsze sny. Gdyby nie odgłosy maszyny, mógłbym się pomylić. Miałem ogromną ochotę położyć się obok, wziąć ją w ramiona i zasnąć.
Resztę wizyty spędziłem na opowiadaniu wszystkiego, co przyszło mi do głowy, upewniając się, że wyznałem jej swoje uczucie wystarczająco dużo razy.


9 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

- Niall Horan - rzuciłem, nie zatrzymując się przy blacie recepcji.
Każda osoba z personelu już dobrze mnie kojarzyła. Bywałem tu zdecydowanie zbyt często, zaniedbując rodzinę i przyjaciół, ale teraz Desti była moim priorytetem.
- Proszę zaczekać! - Ktoś zawołał za mną.
Zatrzymałem się w pół kroku i odwróciłem.
- O co chodzi? - Zmarszczyłem brwi zdezorientowany.
- Nie może pan tam pójść.
Stężałem, spinając wszystkie mięśnie w ciele.
- Jak to nie mogę? - Uniosłem brwi.
Zbliżyłem się do otyłej pielęgniarki, górując nad nią wzrostem. Kobieta przełknęła ciężko ślinę i odchrząknęła.
- Wykreślono pana z listy gości - wyjaśniła speszona.
- Kto to zrobił?
- Nie mogę udzielać takich informacji.
Prychnąłem lekceważąco i odwróciłem się na pięcie, a następnie od razu udałem w docelowe miejsce. Coś jeszcze do mnie mówiła, ale kompletnie ją zignorowałem.
- Dzień dobry, słońce - rzuciłem od razu, jak tylko otworzyłem drzwi znajomego pomieszczenia.
Następnie stanąłem jak wryty.
Nie było jej tam.
Łóżko było puste i idealnie zasłane.
- Kurwa - syknąłem pod nosem.
Zacisnąłem pięści i z walącym sercem wybiegłem z budynku. Skierowałem się do domu Destiny, licząc że mogłem jeszcze zastać jej rodziców.
- Panie Smith! - Krzyknąłem, przekraczając furtkę posiadłości.
Złapałem za klamkę, ale ta ani drgnęła. Spróbowałem jeszcze kilka razy, ale to było na nic.
- Jasna cholera! - Krzyknąłem, czym wywabiłem z domu jednego z sąsiadów.
Był nim starszy mężczyzna, którego czasami przelotnie widywałem.
- Państwo Smith wyjechali jakiś czas temu i kazali przekazać, że zostawili pańskie rzeczy i bilet na podróż u mnie. - Uśmiechnął się szeroko. - Zapraszam.
Zdezorientowany odebrałem to, co należało do mnie. Jednak nie spodziewałem się, że zostawią mi jakiś bilet. Od razu go wyjąłem i już wiedziałem.
To był bilet na pociąg, żebym mógł wrócić do siebie.
Nie tego chciałem.
Musiałem odnaleźć Destiny.
Musiałem odnaleźć osobę potrzebną mi do życia.

Nie mogli tak po prostu mi jej odebrać.

***

10 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Mama zdziwiła się, kiedy wróciłem wczoraj wieczorem do domu. Opowiedziałem jej wszystko, bo nie było co ukrywać. Rodzice Desti mnie wystawili, nic wcześniej nie mówiąc. To było chytre i samolubne posunięcie z ich strony, ale nie zamierzałem odpuścić.
Znajdę ją.
- Zjesz śniadanie? - Usłyszałem głos mamy z kuchni.
Byłem w trakcie zakładania butów. Zamierzałem spotkać się z przyjacielem, którego już uprzedziłem. Na szczęście nie miał nic przeciwko, a nawet się ucieszył.
- Nie, dziękuję! - Odkrzyknąłem.
Nie zdążyłem wyjść, kiedy usłyszałem...
- Gdzie się wybierasz?
- Do Liama.
- Źle wyglądasz, powinieneś coś zjeść - stwierdziła, próbując mnie przekonać. - Wyspałeś się chociaż?
- Tak, mamo - westchnąłem.
- Niall...
Szybko oplotłem rodzicielkę ramionami i mocno przytuliłem.
- Kocham cię, mamo - szepnąłem. - Uważaj na siebie i dzwoń, gdy coś cię zaniepokoi. Biorę samochód i nie wiem kiedy wrócę.
Dziesięć minut później stanąłem na podjeździe pod domem Liama. Wygrzebałem się z samochodu i z ponurym nastrojem podszedłem do drzwi wejściowych. Zapukałem dość mocno, aż zabolały mnie kostki.
- Witaj, Niall. - Przed moimi oczami pojawiła się urocza twarz mamy Payne.
- Dzień dobry.
- Wejdź, Liam jest u siebie.
Bez wahania przekroczyłem próg, zrzuciłem buty oraz kurtę i skierowałem się do pokoju przyjaciela. Tym razem nie pukałem.
- Miło cię w końcu widzieć - rzucił, jak tylko zamknąłem za sobą drzwi.
- Dobrze wiesz w jakiej jestem sytuacji, znaczy w jakiej byłem - poprawiłem się.
- A nie jesteś? - Zmarszczył czoło zdziwiony.
Pozwoliłem usiąść sobie na jego łóżku, kiedy on zajął fotel pod oknem.
- Nie ma jej.
Te słowa sprawiły, że przez twarz chłopaka przewinęły się wszystkie emocje.
- Czy ona... - zająknął się.
- Żyje.
Odetchnął z wyraźną ulgą i poprawił się na siedzeniu.
- W takim razie mów jasno, o co chodzi.
Bez zwlekania powiedziałem mu wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Siedział sztywno, wyraźnie obmyślając plan.
- Co o tym myślisz? - Zapytałem na koniec.
Pomyślał jeszcze zanim się odezwał.
- Zdecydowali, że nie chcą żebyś miał z nią styczność... - wydedukował. - Ale dlaczego?
- No właśnie - przyznałem smętnie.
Coraz wyraźniej odczuwałem brak specyficznej siły, kiedy Destiny była obok mnie. Dopasowanie powoli dawało o sobie znać, a ja nie byłem na to przygotowany.
- Myślisz, że ich znajdziemy? Przecież mogli wyjechać gdziekolwiek.
- Chciałem, żebyś dał mi chociaż trochę nadziei - zironizowałem. - A ty mnie jeszcze dobijasz.
Payne wywrócił oczami.
- Myślę racjonalnie - burknął.
Siedzieliśmy przez chwilę w kompletnej ciszy. Każdy z nas zatopił się we własnych myślach.
- Cindy. - Ocknąłem się nagle.
- Co? - Przyjaciel popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. - Co chcesz od niej?
- Może ona wie więcej na temat swojej przyjaciółki - stwierdziłem.
- Nie było jej przez cały ten czas w szpitalu - przypomniał. - Nie miała z nią bezpośredniego kontaktu.
Musiałem być uparty, więc brnąłem w to dalej.
- Ale na pewno dowiadywała się o jej stanie. To niemożliwe, żeby żyła spokojnie bez wieści o stanie zdrowia swojej najlepszej przyjaciółki.
Liam przygryzł wargę i popatrzył w okno.
- Dobrze, zadzwonię do niej - zgodził się. - Jednak nie nastawiaj się na cudowne wiadomości.
Gdzieś wewnątrz mnie zapaliła się mała iskierka nadziei, której tak bardzo pragnąłem.
- Może wybierzemy się na jakieś niezdrowe jedzenie? - Zaproponował Payne z przesadzonym uśmiechem.
Pokręciłem głową, patrząc na jego wygłupy, ale właśnie tego teraz potrzebowałem. Zwyczajnej chwili wytchnienia, a on zawsze wiedział, co zrobić.
Podniosłem się i złapałem za klamkę.
- Jasne, chodźmy.

***

NARRATOR

Kobieta czuwała przy swojej córce cały dzień, nie chcąc stracić jej z oczu. Spędzili dopiero jedną noc w nowym miejscu, ale czuła, że tak było lepiej. Razem z mężem zdecydowali, że muszą zapewnić córce spokój, który nie łączył się z tym blond chłopakiem.
- Lekarze mówią, że jej organizm szybko się regeneruje. - Mężczyzna położył dłoń na jej ramieniu i delikatnie zacisnął palce.
Chciał jej dodać otuchy. Męczyło go ciągłe oglądanie jej zmartwionych oczu i niezdrowo bladej twarzy, która jeszcze niedawno promieniała blaskiem.
- Chcę, żeby już była z nami.
- Ja też, kochanie.
- Rada coś odkryła? - Zapytała z nadzieją.
On pokręcił głową, zaprzeczając.
- Bardzo się staramy, ale póki co jedynym wyjściem jest trzymanie jej z daleka od niego. Nie wiadomo jak trucizna oddziałała na ich dopasowanie.
- Dalej sądzę, że mogliśmy go uprzedzić - upierała się.
Robiła to odkąd tylko uciekli z własnego domu, wykorzystując nieobecność chłopaka.
- Wtedy chciałby jechać z nami, a nie o to nam chodziło.
- I tak będzie jej szukał - stwierdziła twardo i ponownie popatrzyła na śpiącą dziewczynę. - Pewnie złamaliśmy mu serce.
Mężczyzna zastanowił się chwilę. Przypomniał sobie przez co przechodziła jego córka, kiedy to chłopaka zabrakło w pobliżu.
- Na pewno to zrobiliśmy, ale jest silny. Na pewno da sobie radę. Liczyłem się z tym, że będzie jej szukał i nie spocznie póki jej nie odnajdzie. Jednak do tego czasu powinniśmy mieć jakieś rozwiązanie.

Przynajmniej taką miał nadzieję.

_________________________________________

Trzymajcie się siedzeń, bo czeka was ostra jazda!
xxx

niedziela, 18 czerwca 2017

59.

Jeeesteeeeem!

Ale coś widzę, że Was tutaj nie ma :/ 
Szkoda, ale i tak postaram się dokończyć historię ;)

Miłego czytania! xx

___________________________________________




*Destiny*

Wszystko działo się tak szybko, że ledwie nadążałam. Jedyne na czym się skupiłam, to sylwetka zdenerwowanego Nialla. Przez ostatnie trzydzieści minut byłam cały czas przyciśnięta do ziemi. Miałam wrażenie, jakby zdrętwiał mi policzek, ale nie byłam pewna.
- To będzie tylko małe ukłucie, kochana - powiedział Dyrektor.
Kiedy dotarły do mnie jego słowa, zaczęłam się miotać jak szalona. Nie mogłam pozwolić, żeby wstrzyknął mi jakieś świństwo i gdzieś wywiózł.
- Spróbuj ją tknąć, ale oderwę ci ręce z ogromną przyjemnością. - Horan był stanowczy i zawzięty.
Nawet ja mu uwierzyłam.
- Twoje groźby są na nic, bo ona jest teraz w moich rękach.
- Lepiej odsuń od niej tą strzykawkę - warknęła Cindy, co bardzo mnie zdziwiło.
Cała się trzęsła, a jej twarz przybrała czerwony kolor. Pierwszy raz widziałam przyjaciółkę aż tak zdenerwowaną. Liam czujnie obserwował całe zajście. Tylko tyle udało mi się zaobserwować. Ze względu na pozycję w jakiej się znalazłam, moje ciało zaczęło nieprzyjemnie drętwieć. Byłam świadoma, że nawet gdyby mnie puścili, to i tak nie byłabym w stanie walczyć, a co dopiero uciekać.
- Logan za nic jej nie puszczaj - rozkazał mężczyzna.
Sekundę później poczułam ukłucie w kark, więc wrzasnęłam.
- Odpierdol się! - Miotałam się jak oszalała. - Zostaw nas w spokoju, do cholery!
- Spokojnie, kochana - zarechotał. - Teraz już wszystko będzie lepiej.
Niespodziewanie poczułam przyjemne ciepło, które powoli rozchodziło się po całym ciele. Poddałam się temu uczuciu, gdyż było bardzo odprężające. Niestety nie trwało długo.

*Niall*

Bezradnie patrzyłem jak w jednej sekundzie igła znalazła się w skórze Desitny. Nie mogłem się ruszyć. Żadne z nas tego nie zrobiło. Nie zrobiliśmy nic, żeby ją przed tym uchronić.
Byłem beznadziejny.
- Nie mogłem dopaść ciebie, więc unieszkodliwiłem cię na tyle na ile mogłem za pomocą twojej drugiej połówki - powiedział Dyrektor z tajemniczym uśmieszkiem.
- Co to było? - Zapytał Payne.
- A czy to ważne?
Jasne, że ten chory idiota bawił się nami, jak kukiełkami. Miał nas w garści.
Nagle moja dziewczyna wygięła się pod nienaturalnym kątem i zawarczała jak nigdy dotąd. Przeraziłem się nie na żarty.
- Destiny! - Cindy pisnęła ze strachu.
- Ty kurwo - syknąłem z zaciśniętymi zębami i pięściami.
- Teraz już po wszystkim. - Wzruszył ramionami i skinął głową na Logana.
Obaj oddalili się w szybkim tempie i zniknęli gdzieś w ciemnościach. Jednak w tej chwili nawet nie miałem zamiaru się tym martwić.
Coś działo się z moją ukochaną.
- Desti - szepnąłem, jak tylko dopadłem jej trzęsącego się ciała.
Była bardzo blada i mokra od potu.
- Skarbie, spójrz na mnie proszę - próbowałem.
Wziąłem ją w objęcia i czym prędzej wniosłem do domu.
- Zadzwoniłam po karetkę - zakomunikowała Cindy. - Powinni tu być w ciągu dziesięciu minut.
- Pilnuj jej parametrów życiowych - rzucił przejęty Liam.
Nie skupiałem się na ich słowach. Widziałem tylko zbolałą twarz Destiny - dziewczyny, która odmieniła moje gówniane życie.
- Ocknij się, proszę. - Byłem bliski płaczu. - Nie zostawiaj mnie. Nie możesz, pamiętasz? Nie poradzę sobie bez ciebie.
Coraz bardziej ściszałem głos, bo zdawało mi się, że każde kolejne słowo coraz bardziej rozdziera mi serce.
Była moim życiem.

***

- Nie mówcie wszyscy na raz, bo nie jestem w stanie tego poskładać - poprosił Mike kolejny raz, starając się uspokoić Liama i Cindy, którzy zdawali mu całą relację.
Jej brat przyjechał najszybciej, jak tylko mógł. Ja siedziałem na plastikowym krześle kilka metrów dalej i czekałem na jakiekolwiek wieści od lekarza. Przebywaliśmy tu już dobre kilka godzin, ale dalej nic nie wiedziałem.
Byłem z tym sam.
Jeśli chodziło o wsparcie, to miałem tylko ją.
- Stary, wasi rodzice dotarli. - Usłyszałem głos przyjaciela, który położył dłoń na moim ramieniu.
Nie zareagowałem tak, jak powinienem, ale nikt tego nie oczekiwał. Skinąłem powoli głową i w milczeniu podniosłem się na proste nogi. Zamknąłem na chwilę oczy i głęboko odetchnąłem. Wyczułem ją już z daleka. Mama wpadła na mnie z dużą siłą pod wpływem emocji i mocno przytuliła.
W jakiś sposób poczułem ulgę.
- O mój Boże - płakała. - Myślałam, że cię nie zobaczę. Ten dziwny mężczyzna mówił tak straszne rzeczy.
- Żyję, mamo - mruknąłem i odwzajemniłem uścisk.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest.
Nie odpowiedziałem, więc po chwili mama odchyliła głowę od mojego ramienia i uważnie mi się przyjrzała.
- Destiny? - Zapytała.
Odpowiedź zobaczyła w moich oczach.
- Och, Niall - posmutniała. - Tak mi przykro.
Miałem ochotę ryczeć, jak małe dziecko.
- Co z nią? W której jest sali? Lekarz już coś mówił? - Rodzice Desti zasypali mnie kolejną dawką pytań.
Widziałem, jak minęli Michaela nie poświęcając mu uwagi, dlatego ten posłał mi współczujący wzrok i wzruszył ramionami.
- Jeszcze nic nie wiem, proszę mi wybaczyć - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia.
To było ponad moje siły.

***

Patrzyłem przed siebie, próbując zebrać rozszalałe myśli. Chciałem się uspokoić, żeby dać odpowiednie wsparcie osobie, która najbardziej mnie potrzebowała. Jednak okazało się to być okropnie trudne. Tym bardziej, kiedy wiedziałeś, że twoja największa miłość właśnie walczy o życie.
- Przejebałeś, Niall - stwierdziłem, wypowiadając to w końcu na głos. - Nie obroniłeś jej. Nie postarałeś się.
Jedna myśl kołatała się najbardziej i wrzeszczała najgłośniej.
- Być może pozbawiłeś ją życia - wyszeptałem, spuszczając głowę.
Kolejny samochód właśnie zaparkował pod budynkiem szpitala i z trzaskiem drzwi wysiadł z niego mężczyzna. Był jednocześnie smutny i przerażony. Ktoś ważny właśnie znalazł się w najgorszym miejscu na świecie. Nie było nic ponad przerażająco atmosferę szpitala. To tutaj ludzie rodzili się, ale i umierali.
Piekło.
- Trzymasz się? - Liam usiadł na krawężniku tuż obok mnie.
- Chyba muszę.
- Nie myśl teraz o jej rodzicach - odparł. - Nie myśl o niej, bo to na sobie musisz się skupić, Jeżeli ty się rozpadniesz, to kto będzie jej wsparciem?
- Ale Liam...
- Nie - przerwał mi. - Dokładnie tak powinieneś postąpić. Powoli wziąć się w garść mimo cholernego bólu, który od ciebie emanuje. Wiem, że wychodzę na bezdusznego, ale to jedyna opcja, żebym cię nie stracił. Ani ja, ani Destiny.
Nie odezwałem się, a Payne nie dodał nic więcej. Siedział tak ze mną kolejne pół godziny w kompletnej ciszy.
Miał rację.
Pogodziłem się z tym, wlepiając wzrok w rzędy aut.


Wtedy popłynęły łzy, kiedy słowa nie były w stanie wyrazić bólu, który czułem w środku.

wtorek, 30 maja 2017

58.

Kolejny już niebawem!

Miłego czytania! xxx
_____________________________________________





*Destiny*

Dopiero, kiedy się przebudziłam zrozumiałam, że zasnęłam. Spanikowana poderwałam się na równe nogi i przebiegłam po całym mieszkaniu, nie budząc Nialla. Wszystko wydawało się być w porządku. Nigdzie nie znalazłam śladów włamania, ani nic z tych rzeczy.
Odetchnęłam z ulgą.
- Prawie dostałam zawału - wymamrotałam sama do siebie.
Wróciłam do salonu i poprawiłam koc na chłopaku, bo ten zsunął się nieznacznie. Przez chwilę przyglądałam się spokojnej twarzy blondyna, nie mogąc uwierzyć, że był mi przeznaczony.
- Czemu tak nade mną stoisz? - Wymamrotał, zaskakując mnie.
Odchrząknęłam i podrapałam się po skroni, bo kompletnie nie wiedziałam, jak się wytłumaczyć. Wyszłam na idiotkę, wpatrującą się w śpiącego chłopaka.
- Dopiero przyszłam i chciałam sprawdzić czy jeszcze śpisz - skłamałam. - Teraz moja kolej, żeby odpocząć.
Horan z ociąganiem wyprostował się na kanapie i poruszył głową na boki, chcąc rozruszać mięśnie.
- Przecież wiem, że spałaś przyklejona do mnie - odparł z na wpół zamkniętymi oczami.
Nie miałam nic na swoją obronę.
- Nic się przez ten czas nie wydarzyło? - Zapytał już bardziej rozbudzony.
Pokręciłam głową i wzruszyłam ramionami.
- Wszystko takie samo, jak wcześniej.
Skinął głową i wstał, żeby następnie minąć mnie i wejść do łazienki. Nagle gdzieś na tyłach domu rozległ się huk. Pisnęłam zaskoczona i instynktownie osłoniłam głowę ramionami.
- Destiny! - Krzyknął Horan i sekundę później pojawił się w pomieszczeniu. - Nic ci nie jest?
- Nie, ale co to było? - Rozejrzałam się gorączkowo w ciemnościach.
Na szczęście już wcześniej automatycznie uruchomił się wilczy wzrok, więc widziałam wszystko idealnie, jak za dnia.
- To coś na zewnątrz - wyszeptał Niall.
Zgięty w pół i bezgłośnym krokiem podszedł do drzwi, prowadzących na podwórko. Kiwnął na mnie dłonią, żebym trzymała się blisko niego. Tak też zrobiłam.
- Widzisz? - Zapytał, tym samym kierując mój wzrok na postacie poruszające się w ciemności nocy.
- Myślisz, że to ludzie Dyrektora?
- Myślę, że on sam tutaj jest. Wiedziałem, że nie odpuści tak łatwo.
Dopiero teraz mnie olśniło.
- Śledził nas.
Horan posłał mi spojrzenie, mówiące, że też na to wpadł. Niestety równie za późno. W przypływie emocji, ale głównie strachu wybiegliśmy na zewnątrz, żeby sprawdzić czy nikt bliski nie był ranny.
- Wiedziałem, że was tutaj znajdę, moje cukiereczki - zarechotał mężczyzna i wyłonił się z ciemnej plamy żywopłotu.
- Czego znowu chcesz?! - Warknęłam.
- Was.
To jedno, głupie słowo przyprawiło mnie o dreszcze. Uświadomiłam sobie, że to mógł być nasz definitywny koniec. Z pewnością nie był tutaj sam. Przez cały ten czas kiedy mieliśmy spokój, on układał plan.
- Teraz już mi nie umkniecie - dodał i podniósł dłoń ponad głowę.
W tym momencie ze wszystkich stron pojawili się wielcy mężczyźni. Całkiem tak, jak ostatnio. Póki co, nie atakowali.
- Cześć, Destiny - usłyszałam znajomy głos. - Pamiętasz mnie?
- Logan? - Wymamrotałam prawie bezgłośnie.
Ktoś złapał mnie za dłoń i pociągnął na bok.
- Witaj - przywitał się, a ja mogłam zobaczyć tę znienawidzoną twarz z bliska.
Próbowałam się wyszarpać, ale nie podołałam jego żelaznemu uściskowi.
- Spokojnie - syknął już mniej przyjaźnie. - Nikt nie chcę, żeby zrobiło się brutalnie.
Zacisnęłam zęby i spinając wszystkie mięśnie ciała byłam gotowa na ewentualny atak, albo ucieczkę.
- Puść ją, do kurwy! - Warknął Niall władczym tonem.
- Hej, młody. - Logan nic nie robił sobie z jego jarzących się niebieskich oczu. - Co u ciebie? Słyszałem, że wujaszek cię zostawił. Bardzo niemądre posunięcie z jego strony.
- Odpierdol się od moich bliskich. Ty i ten twój Dyrektorek.
Nigdy jeszcze nie słyszałam takiego głosu u Horana. Sama zrobiłabym wszystko, żeby tylko się uspokoił. To nie zwiastowało nic dobrego.
- Już nie trzymacie się w stadzie, pieski? - Zapytał dyrektor, na co głośno warknęłam.
Nie miał prawa tak o nas mówić.
- Uspokój się mała, bo będę musiał zrobić ci krzywdę - wyszeptał mi Logan do ucha.
Wytężyłam wszystkie zmysły i skupiłam się na osobie blondyna. Miał rozbiegany, ale uważny wzrok. Starał się zapanować nad sytuacją, ale też nad samym sobą. Energia go rozsadzała, a ja czułam to na własnej skórze.
- Czyżby ktoś nas wołał? - W drzwiach pojawiły się dwie nowe osoby.
- Dzień dobry, proszę pana - rzuciła Cindy przesłodzonym głosikiem.
- Stęskniliście się? - Dodał Liam.
Twarz Dyrektora przybrała dziwny wyraz.
- Skąd się tu wzięliście, gówniarze?
- Proszę - zaśmiał się Payne. - Nie jesteśmy w podstawówce. Chyba stać się na lepsze epitety.
Miałam ochotę się zaśmiać, ale nie wypadało. Teraz całe nasze stado było w komplecie, więc była szansa, że u Nialla uruchomi się instynkt Prawdziwego Alfy.
- Musimy się pospieszyć, bo ten idiota wezwał pewnie więcej pomocy - wymamrotał mężczyzna, łapiąc się za kark.
- Kogo masz na myśli, bo na pewno nie samego siebie? - Zapytałam.
Facet zmroził mnie wzrokiem. Pewnie miał ogromną ochotę mnie udusić.
- Twojego cholernego braciszka - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Otworzyłam usta zdziwiona. Jak on śmiał mówić tak na mojego kochanego Mike'a?
Wykorzystując rozproszonego Logana, wyrwała się i zadałam mu cios prosto między nogi. Padł na kolana, więc jak strzała pobiegłam w stronę Dyrektora. Wyskoczyłam, żeby uderzyć z powietrza, ale czyjeś ręce złapały mnie i od razu przyparły do ziemi.
- Destiny! - Pisnęła Cindy.
Przez chwilę czułam się ogłuszona i miałam mroczki przed oczami. Odniosłam wrażenie, jakby sytuacja miała się powtórzyć, jakby ten nieszczęsny wieczór w kryjówce pana Horana znowu mnie dopadł.
Nie chciałam, żeby znowu zabrali mi Nialla... Nie zniosłabym tego drugi raz.
- Waleczna z ciebie dziewczyna - przyznał szef zamieszania z uznaniem. - Niestety mam wyśmienitą obstawę.
Kręciłam się i szarpałam ile mogłam, ale tylko niepotrzebnie straciłam siły.
- Przestało mnie to bawić - powiedział głośno i z powagą Horan.
Zanim się zorientował cała trójka przyjaciół zaczęła okładać wielkich mężczyzn, próbując się do mnie przedostać. Znowu wyszłam na beznadziejną ofiarę, która nie umie dać sobie rady.
Niestety zanim zdążyłam jakkolwiek zaprotestować, walka rozpętała się na dobre.

***

- Nie dam rady - wydusiłam, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku.
Moja klatka unosiła się i ciężko opadała. Od momentu, kiedy udało mi się wyrwać z łap jednego ze sług Dyrektora, dawałam z siebie sto procent. Już w wilczej postaci stawiałam czoło wszelkim problemom. W pewnym momencie idealnie zgrywałam się z przyjaciółką i wspólnie dokopałyśmy kilku facetom.
- Uważaj! - Usłyszałam gdzieś z boku i automatycznie się uchyliłam.
Okazało się to być odpowiednim posunięciem, bo z mojej lewej zaatakował mnie sam Logan.
- Jeszcze się nie zmęczyłaś? - Zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
- Dam radę pokonać jeszcze ciebie.
Słysząc moje słowa, zaśmiał się głośno. Całkiem jakbym opowiedziała prześmieszny żart.
- Za chwilę będziesz płakał - zagroziłam i ustawiłam się w pozycji do ataku.
Za moimi plecami cały czas wrzało pole bitwy. Aż dziwnym było, że żaden z sąsiadów nie interweniował.
- Nie podskakuj, mała suko, bo pożałujesz. - Zmrużył groźnie oczy.
Uniosłam brwi zdziwiona nagłą zmianą humoru chłopaka. Zachowywał się jak ja podczas okresu.
- Czyżbyś niepokoił moją koleżankę? - Nagle przy moim boku pojawił się Liam.
W duchu skakałam z radości, że nie byłam już sama w tej potyczce.
- Nie twoja sprawa, chłopczyku - odparł Logan, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nie tobie to osądzać - rzucił Payne i wycelował kopnięcie prosto w szczękę naszego przeciwnika.
Nie zostając w tyle, kucnęłam i go podcięłam. Zwalił się na ziemię i przez chwilę nawet się nie poruszył.
- To było niezłe - przyznał mi Liam z uśmiechem.
Odwróciłam się, żeby sprawdzić jak radziła sobie moja druga połówka. Ledwie wypatrzyłam go w tej wrzawie. Siłował się z jednym potężnym facetem, ale widziałam, że to on był górą.
- Pomóżmy im. - Payne klepnął mnie w ramię i pobiegł przed siebie.
Rzuciłam okiem na Logana, który dalej się nie ruszał. Musiał nieźle uderzyć głową, że aż tak go zamroczyło.
- Jestem - rzuciłam, podbiegając do blondyna.
- Świetnie sobie radzę - wydyszał.
Miał twarz oblaną potem i potargane włosy. Dłonie cały czas trzymał zaciśnięte w pięście, jakby tylko czekał na odparcie wszelkiego ataku.
- Twoje oczy... - zaczęłam, ale zdecydowałam się urwać.
Musiałam zaatakować goryla, który nie odpuszczał. Wielu z nich już leżało praktycznie nieprzytomnych na trawie, ale kilku próbowało walczyć. Z pomocą Horana uderzyłam go tak, że poleciał kilka metrów dalej.
- Czuję większą siłę, kiedy jesteśmy wszyscy razem - odparł w odpowiedzi na moje nieskończone zdanie.
Oboje czujnie się rozglądaliśmy, stojąc do siebie tyłem. Po drugiej stronie ogrodu stała Cindy z Liamem.
- Jesteśmy twoim stadem, Niall. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Największego kopa dajesz mi ty, Desti - rzucił.
Serce mi podskoczyło, a ja zagryzłam wargę. W takiej chwili nie mogłam usłyszeć lepszych słów.
- Zabierajmy się stąd - zdecydował, kiedy stałam cicho.
Bez wahania potruchtałam w stronę wejścia do domu, licząc że Niall podążył za mną. Dłonią skinęłam jeszcze na parę zakochanych.
- Nie tak prędko.
Niespodziewanie zostałam ponownie przyparta do ziemi. Ten ktoś musiał ważyć tonę.
- Myślałaś, że mi się wywiniesz?
Logan.
- Wal się - warknęłam z policzkiem wciśniętym w trawę.
Instynktownie domyśliłam się, że pozostała trójka chciała mi pomóc, ale coś ich powstrzymywało.
- Zostaw ją - zażądał Horan stanowczo.
Wtedy do akcji dołączył Dyrektor, o którym na moment zapomniałam. Teraz widziałam jego buty tuż przed moją twarzą.
- Ta piękna istotka będzie musiała się poświęcić - powiedział, a ja struchlałam.
To się działo...
- Liczyłem na złapanie najlepszego okazu, jakim jest sam Niall Horan, ale niestety okazałeś się zbyt mocny, kiedy reszta do ciebie dołączyła. Dlatego będę musiał zadowolić się nią. Nie podoba mi się, że uszkodziliście moich wiernych przyjaciół, ale mam nadzieję, że jakoś się wyliżą.
- Ty chory pojebie! - Krzyknął Payne.
- Uważaj na słowa - upomniał go, jak przystało na pracownika szkoły.
Serce waliło mi jak opętane. Miałam świadomość, że mogłam zginąć, albo zostać ranna. Jednak teraz, gdy to wszystko się działo, byłam przerażona.
"Nie bój się"
To był Niall.
Wykorzystywał telepatię. Naszą tajną broń w komunikowaniu, o której nikt nie miał pojęcia.
Postanowiłam odpowiedzieć, ale cholernie nie chciałam się żegnać.
Przecież na koniec i tak wszystko będzie w porządku, a skoro nie jest to znaczy, że to nie może być nasz koniec.
Taką miałam nadzieję,

"Byłeś najlepszym, co mnie spotkało, dziękuję"

____________________________________________

PŁACZĘ!

piątek, 26 maja 2017

57.

Przepraszaaaam baaardzo!

Wiem, długo nic nie dodawałam, ale już nadrabiam ;)

Miłego czytania! xx

___________________________________________



*Destiny*

Wszyscy dookoła pewnie pomyśleli, że zwariowałam.
- Zrobię, co tylko będziesz chciał - zdeklarowałam głośno i wyraźnie. - Jedyne czego chcę w zamian, to uwolnienia naszych rodzin.
Dyrektor zaśmiał się ponuro, przerażając mnie obleśnym uśmieszkiem, który nie schodził mu z twarzy.
- Naprawdę myślisz, że to takie proste? - zapytał.
Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam pięści i napięłam mięśnie w całym ciele.
- No dalej - ponagliłam, ignorując jego pytanie.
Niall szarpnął mnie za ramię, przyciągając do siebie.
- Oszalałaś? - syknął.
Miał zmarszczone czoło i rozbiegany wzrok.
-Nie bój się, wiem co robię - zapewniłam.
Chociaż do końca sama nie wiedziałam, co mogło się wydarzyć.
Ale zaryzykowałam.
- Ja to załatwię. - Wystąpił przede mnie i uniósł brodę, żeby wyglądać na pewnego siebie.
Był taki, nie musiał udawać.
- Czyżby kłótnia między zakochanymi? - zażartował Dyrektor.
Zmrużyłam oczy, próbując zabić go spojrzeniem.
- Przestań pierdolić i mów czego chcesz. Mam dość tej głupiej zabawy w kotka i myszkę - warknął Horan.
Wiedziałam, że jego oczy rozbłysły na żółto, a następnie na niebiesko. Nie było konieczne, żebym widziała jego twarz.
- Spokojnie, wilczku.
Nagle ze wszystkich stron wyłonili się faceci ubrani na czarno. Przez to jak bardzo byli napakowani, wyglądali jakby nie mieli szyi. Po moim ciele przebiegł dreszcz niepokoju.
Było ich zbyt wielu, żebyśmy dali im szansę tylko we dwoje.
- Mam kilku pomocników na wypadek, gdybyście coś kombinowali - odezwał się mężczyzna. - Kochana, nadal jesteś chętna do współpracy?
Mówił do mnie...
Kurwa.
- Odpieprz się od nas i naszych rodzin! - wrzasnęłam.
Emocje brały górę, a ja nie mogłam nad tym zapanować.
W całym holu rozległ się głośny rechot tego idioty. Dlaczego nikt nie przybywał z pomocą?
Hmm... Może dlatego, że nikt nie wiedział, że tutaj dotarliśmy.
- Pójdziecie ze mną, a wtedy odstawię waszych bliskich do domu - powiedział Dyrektor, poważniejąc.
- Co chcesz z nami zrobić? - zapytałam, stając obok blondyna. - Zabić?
- Być może. - Wzruszył ramionami i skinął głową do swoich goryli. - Brać ich.
Niespodziewanie akcja zaczęła się toczyć jakby w zwolnionym tempie. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie straciłam przytomności umysłu.
- Uciekaj! - krzyknął Horan i odepchnął mnie wgłąb pomieszczenia.
Jednak, jak na mnie przystało, nie mogłam przystać na takie rozwiązanie. Używając całej siły w nogach rozbiegłam się i z wyskoku zaatakowałam faceta. który chciał zajść Nialla od tyłu. Ten runął na ziemię, powodując lekkie trzęsienie ziemi.
- Już nie jesteś taki mocny, co? - splunęłam w jego stronę i podarowałam mu kilka kopniaków.
Zdziwiony blondyn skinął głową z uznaniem i już nie próbował mnie odsyłać. Stanęliśmy do siebie plecami i odpieraliśmy ataki każdej z małp Dyrektora. Wyglądało to całkiem, jak na wszystkich filmach akcji.
- Myślicie, że dacie rade ich wszystkich pokonać? - Usłyszałam gdzieś z daleka. - Zmiażdżą was jak robaki.
Napędzana strachem o utratę bliskich, warknęłam wściekle. Niall zrobił to samo i w tym momencie poczułam przypływ niesamowitej energii. Oddychałam ciężko, ale miałam wrażenie, jakbym unosiła się nad ziemią.
- Współpracujmy - wyszeptał Niall.
Wykonaliśmy wszystkie ataki, jakich nauczył nas wuj Horan. Dzięki nim położyliśmy każdego, kto się zbliżał. Po dłuższym czasie mieliśmy spokój. Wokół nas rozpościerał się widok powalonych czarnych mas.
- Myślicie, że wygraliście? - Dyrektor skierował się do wyjścia. - Otóż nie. Ja nadal mam waszych bliskich. Do zobaczenia niebawem.
Pożegnał się i zniknął. Wybiegliśmy za nim i zatrzymaliśmy się na schodach, ale nie było po mężczyźnie żadnego śladu. Całkiem jakby wyparował.
- Zabierajmy się stąd. - Blondyn złapał moją dłoń i pociągnął w kierunku bramy posiadłości.

***

2 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Zatrzymaliśmy się w małym pensjonacie, który napotkaliśmy w drodze powrotnej do domu. Do tego momentu nie skorzystaliśmy nawet z zatrzymania przypadkowego samochodu. To było zbyt niebezpieczne. Dotarliśmy tutaj grubo po północy, a teraz zbliżało się południe. Fakt, że była zima nie ułatwiał nam przemieszczania się. Mimo tego, że ja potrafiłem ogrzać się ciepłotą własnego ciała, to Destiny musiała polegać z tym na mnie.
Starałem się najbardziej, jak mogłem.
- Umm. - Masa z kołdry, leżąca obok mnie poruszyła się nieznacznie.
- Czy księżniczka zamierza wstać? - zapytałem wesoło.
Nie chciałem jej zrywać, ale nie mogliśmy tutaj długo zostać. Z drugiej strony uwielbiałem na nią patrzeć.
- Jeszcze chwilkę - mruknęła niewyraźnie.
- Jest już dwunasta - zaśmiałem się. - Wstawaj, śpiochu.
- Nie bądź gburem.
Uniosłem brwi zdziwiony.
- Słucham?
Dziewczyna zachichotała i szczelniej przykryła się kołdrą.
- Powtórz - poprosiłem.
- Ale co? - Wychyliła pół twarzy, dzięki czemu widziałem jej piękne oczy.
- Kim jestem? - Zmrużyłem oczy, udając zezłoszczonego.
- Niallem Horanem. - Wzruszyła ramionami.
Nie będzie robiła ze mnie głupka...
Rzuciłem się na nią i zacząłem łaskotać gdzie popadnie. Destiny zaniosła się śmiechem i w efekcie wierzgała nogami jak szalona.
- Przestań już! - Piszczała.
- Przeproś.
- Ale za co? - Wymamrotała zaczepnie.
Zerwałem z niej kołdrę i zrzuciłem na podłogę. Oparłem się nad nią tak, że nie mogła mi uciec.
- Co teraz? - Uniosłem jedną brew.
- Musimy wstać i zjeść jakieś śniadanie - odparła, odwracając wzrok.
- Ja mam ochotę na co innego.
Dziewczyna zastygła w bezruchu, wstrzymując oddech. Dotknąłem kciukiem jej warg. które okazały się zadziwiająco miękkie i dopiero wtedy wypuściła powietrze ze świstem.
- Boisz się? - Wyszeptałem.
- Ciebie? - Zmrużyła oczy. - Nigdy.
Bez wahania zaatakowałem jej usta, łącząc je z moimi w namiętnym pocałunku. Był on pełen uczucia, którym ją darzyłem. Nie byłem w stanie wyrazić go słowami, wiec wspomagałem się czynami.
- Och - westchnęła, kiedy odsunąłem się na kilka centymetrów. - Dlaczego to robisz?
Miała zamknięte oczy i rozmarzony wyraz twarzy.
- Co takiego? - Uniosłem brwi zaskoczony.
- Wszystko - mruknęła, złapała mnie za kark i zdecydowanym ruchem przyciągnęła do pocałunku.
Oczywiście, że nie protestowałem.
- Kocham cię - wyszeptałem między całusami. - Jesteś moim światem.
Na te słowa Destiny popatrzyła mi w oczy tak głęboko, że poczułem się jak zahipnotyzowany. Nic nie powiedziała, ale wyczułem, że to co powiedziałem coś w niej ruszyło.
- Umrę, jeśli coś ci się stanie - wyznała. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
Atmosfera zrobiła się dość ciężka, więc odsunąłem się i usiadłem na brzegu łóżka.
- Nie możesz tak mówić. - Pokręciłem głową i zamknąłem powieki.
Spuściłem głowę, opierając łokcie na kolanach.
- Niall - westchnęła. - Mówię to, co mam na myśli.
- Dobrze wiesz, że szykuje się coś niebezpiecznego. Musisz być samodzielna, bo nie wiadomo, które z nas wyjdzie cało.
- Nie wiadomo, czy którekolwiek wyjdzie - dodała smutno.
- Przestań, proszę - odparłem cicho.
Serce bolało mnie na myśl utraty tak wspaniałej osoby, jaką była dziewczyna przy moim boku. Musiałem zrobić wszystko, żeby brudne łapy Dyrektora jej nie dopadły.
- Niall zamykaj się przede mną - poprosiła płaczliwie.
Zacisnąłem zęby i potrząsnąłem głową.
- Uratuję ich i ciebie - obiecałem, patrząc jej prosto w oczy. - Zrobię to.
Dziewczyna zacisnęła wargi i wtuliła się w moje ramię. Pocałowałem ją w czubek głowy, napawając się chwilą spokoju.
- Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz.
Słysząc taką prośbę, aż zamarłem.
Mogłem to obiecać?
- Nigdy - przyrzekłem i jej i sobie. - Zawsze wybiorę ciebie, nie ważne co się będzie działo.

***

*Destiny*

Zaraz po śniadaniu postanowiliśmy zebrać wszystkie rzeczy, które mieliśmy ze sobą i ruszyliśmy w drogę. Przemiły starszy mężczyzna podwiózł nas prawie pod sam dom.
- Dziękujemy. - Powiedziałam na odchodne i zostawiłam mu na fotelu banknot.
Należało mu się za tak długą podróż z nami.
- Jesteśmy u siebie - westchnął Niall, kiedy przekroczyliśmy próg mojego domu.
- Tylko co teraz?
To pytanie bardziej zadałam sobie, niż jemu.
- Coś wymyślimy - odpowiedział mimo wszystko.
Od razu skierowałam się do kuchni, z nadzieją, że coś zostało w lodówce z przyjęcia sylwestrowego. Dzisiaj jedliśmy jedynie niewielkie śniadanie.
- Jesteś głodny? - Rzuciłam przez ramię do śledzącego mnie blondyna.
- Ciebie zawsze.
Zawstydziłam się i przyspieszyłam kroku. Na szczęście znalazłam w lodówce dwie sałatki i jakieś ciasto.
- Chodź, podzielimy się.
Przy posiłku staraliśmy się wykombinować najlepszy sposób na odzyskanie naszych rodziców, co nie było łatwym zadaniem. W międzyczasie nawet zadzwonił Mike, ale wspólnie uzgodniliśmy, żeby nie pokazywał się w mieście przez najbliższe kilka dni. Obawiałam się, że jego Dyrektor też mógł porwać.
Pozmywałam naczynia i wyrzuciłam niepotrzebne śmieci, żeby kuchnia wyglądała porządnie. Oparłam się biodrem o brat i wytarłam ręce w mały ręczniczek.
- Jestem totalnie padnięty. - Niall ziewnął, czym zaraził również mnie. - Powinniśmy odpocząć.
Chłopak podszedł i owinął swoje ręce wokół mojej talii, przysuwając się do mnie najbliżej jak tylko się dało. Ciepło jego ciała sprawiło, że się odprężyłam.
- Nie możemy oboje zasnąć - stwierdziłam stanowczo. - Ktoś musi stać na warcie.
- Czyli zgłaszasz się na ochotnika? - Mrugnął zaczepnie i złożył całusa na moim czole.
- Tego nie powiedziałam. - Wtuliłam się w klatkę piersiową blondyna i odetchnęłam ciężko. - Ale jeśli mnie przekonasz, to pozwolę ci spać.
Niall jak na zawołanie zrobił minę smutnego pieska, próbując na mnie wpłynąć.
- No nie wiem, nie wiem.... - wahałam się.
Boże, jak ja go kochałam.
- A teraz? - zapytał, ale zanim odpowiedziałam pocałował mnie mocno.
Na chwilę straciłam oddech i panowanie nad własnym ciałem. Niekontrolowanie jęknęłam, kiedy już się odsunął. Na jego ustach pojawił się uśmieszek oznaczający wygraną.
- No dobrze - westchnęłam. - Ale tylko godzinę, a potem ja.

Wszystko byłby w porządku, gdybym nie przytuliła się do Horana i nie zamknęła oczu. Przez to przysnęłam i nie usłyszałam hałasu dochodzącego z tyłu domu.


__________________________________________

Już niedługo kolejny! <3

wtorek, 9 maja 2017

56.

Miłego czytania, misiaki! xxx

Dzięki, że jesteście <3 
____________________________________________




*Destiny*

- Niall! - wrzasnęłam, wykorzystując całe powietrze z płuc.
Chłopak zjawił się szybciej niż się spodziewałam. Od razu wziął mnie w ramiona i przytulił, ale szybko się wyplątałam. Pędem puściłam się w kierunku pozostałych pomieszczeń. Niestety każde, które sprawdziłam było puste. Zdyszana zatrzymałam się w drzwiach pokoju rodziców.
- Gdzie oni są? - zapytałam w przestrzeń.
Pościel była nienaruszona. Tak, jakby nikt nie spał w tym łóżku od wczoraj. Jedynie salon był w rozsypce.
- Wydaje mi się, że ten ktoś zastał ich w salonie - powiedział Niall, stając za mną.
- Niall - jęknęłam płaczliwie. - Co my teraz zrobimy?
Z całych sił próbowałam powstrzymać łzy, żeby zachować się profesjonalnie. Niestety było to trudniejsze niż myślałam. Przecież chodziło o moich rodziców, do cholery.
- Na pewno nie możemy panikować - odparł zamyślony, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu, jakby szukał czegoś ważnego. - Musieli zniknąć zanim wróciliśmy z imprezy od Cindy.
- Przeszliśmy przez dom nie zapalając świateł - zauważyłam.
Teraz dokładnie pamiętałam wczorajszą drogę do domu oraz to, że nie sprawdziliśmy czy rodzice byli w swoich pokojach. Jak mogłam być tak głupia?
- To moja wina. - Zacisnęłam pięści z całej siły. - Powinnam była ich nie zostawiać, czując że coś jest nie tak.
- Czułaś to? - Horan zmarszczył czoło.
Skinęłam głową, po czym przeszliśmy do kuchni.
- Od kilku dni miałam dziwne przeczucie, że coś złego może się wydarzyć. Nie dawało mi spokoju aż do wczoraj.
- Myślisz, że to...
- Tak - przerwałam mu. - Dyrektor.
- W końcu nas znalazł - warknął. - Ale dlaczego porwał rodziców?
Oparłam tyłek o blat i oplotłam się ramionami. Wyrwana z rzeczywistości tępo wpatrywałam się w podłogę.
- Postanowił zadziałać podstępem - mruknęłam. - Można się było tego spodziewać. Nie mógł odpuścić.
- Ma świadomość, że dla rodziny zrobimy wszystko - blondyn dokończył moją myśl. - Ale zaraz... Gdzie jest Mike?
- Wczoraj pojechał do znajomych w innym mieście, jest bezpieczny.
Na szczęście w jego przypadku mogłam być spokojna i to dodało mi otuchy. Jak najszybciej musiałam się z nim skontaktować.
- Myślę, że powinniśmy spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Nie ma na co czekać. - Wyprostowałam się jak struna i pewnym krokiem wyszłam na korytarz. - Potem zadzwonię do brata, a ty do wujka.
Niall zgodził się bez wahania i ruszył w moją stronę.

Musieliśmy działać jak najszybciej.

***

- Ciągle nie mogę się do niego dodzwonić - mruknął Niall i rzucił telefon w kąt kanapy. - Próbuje od jakichś czterdziestu minut i nic.
- Może zmienił numer. - Uniosłam brew i wzruszyłam ramionami.
- Jest sygnał.
- Przecież miał jakąś umowę z tym dziwnym facetem, który przetrzymywał jego córkę, więc może dlatego nie może się z tobą kontaktować - powiedziałam zgodnie z tym co szczerze myślałam.
Blondyn zastanowił się przez chwilę i skinął głową.
- Możesz mieć rację, ale to oznacza, że on nam nie pomoże. Zostaje nam tylko twój brat.
- A nasza uczelnia? - Skrzywiłam się, wiedząc, że to nie był najlepszy pomysł.
- Tam zwrócimy się w ostateczności. - Niall złapał się za głowę i ociężale opadł na kanapę.
Wyliczyłam w głowie wszystkie pozytywy i negatywy takiego wyjścia. Jednoznacznie wychodziło, że nie powinniśmy sami porywać się na Dyrektora, który był nieobliczalny. Oczywiście, że nie mogłam pozwolić na to aby po raz drugi torturował Horana.
- Jedziemy do Mystic College - zdecydowałam twardo.
- Chyba sobie żartujesz - prychnął. - To będzie pierwsze miejsce jakie obstawia ten wariat. Wie, że nie będziemy chcieli działać we dwójkę.
- On ma naszych rodziców, do cholery! - krzyknęłam zła. - Nie zależy ci na uratowaniu własnej matki?!
Niall podniósł się gwałtownie i w sekundę znalazł się przed moim nosem, przyciskając mnie do ściany.
- Nigdy więcej nie waż się tak myśleć - warknął, a ja poczułam jego oddech na policzku. - Mama jest jedyną osobą, która została mi na tym świecie, a która była ze mną w każdej chwili. Niczego bardziej nie pragnę, jak odnalezienia jej całej i zdrowej.
Przeraziłam się, kiedy wyczułam serce chłopaka, bijące niezwykle mocno. Nie chciałam go zdenerwować, ale jak zwykle nie zdążyłam ugryźć się w język.
Przecież on już stracił ojca...
- Przepraszam - wyszeptałam i popatrzyłam mu głęboko w oczy. - Naprawdę przepraszam.
Odetchnął, ale się nie cofnął. Zdecydowałam się przytulić najmocniej, jak umiałam. Spięte ciało blondyna w końcu się rozluźniło.
- Przepraszam - powtórzyłam najszczerzej jak tylko mogłam.
- Nie powinienem na ciebie naskakiwać - odparł przygnębiony. - Po prostu czuję się kurewsko bezsilny.
Widząc jego smutne oczy, zacisnęłam zęby i odsunęłam go od siebie na krok.
- Musimy zacząć działać, kochanie. - Mrugnęłam zaczepnie.
Takim małym gestem udało mi się wywołać malutki uśmieszek na ustach mojego mężczyzny.

***

*Niall*

Od godziny byliśmy w drodze. Zmierzaliśmy na uczelnie, bo nie pozostało nam nic innego. Brat Destiny również uznał to za najlepszą opcję. Ja dalej byłem przeciwny, ale postanowiłem się podporządkować.
Aktualnie czekaliśmy aż pojawi się jakieś auto.
- Dlaczego musimy korzystać ze stopa? - jęknęła zmęczona dziewczyna, przeciągając się.
- Tak jest najbezpieczniej.
- Nie słyszałeś o zboczeńcach? - Oburzyła się bardzo teatralnie.
- Słyszałem - przytaknąłem. - Jestem jednym z nich.
Desti otworzyła usta ze zdziwienia, ale szybko je zamknęła i szturchnęła mnie łokciem w bok.
- Ciebie się nie boję - zachichotała.
Chwyciłem ją za talię i władczo przyciągnąłem do siebie.
- Jesteś pewna? - Zmrużyłem groźnie oczy. - Umiem gryźć.
- Wiem - rzuciła niewzruszona.
Uniosłem brwi, a ona pokazała mi język. Niespodziewanie, zamiast się uwolnić, to przylgnęła do mojego boku i odetchnęła.
- Boję się, Niall - wymamrotała.
Przytuliłem Desti tak, że całkowicie zetknęła się z moją klatką piersiową i oparłem brodę o jej głowę.
- Jesteśmy razem, a wtedy jesteśmy najsilniejsi.
Dziewczyna zadrżała i zacisnęła pięść na mojej kurtce.

Obym się nie mylił.

***

*Destiny*

Po przebyciu ostatnich kilku metrów drogi prowadzącej do drzwi uczelni, miałam ochotę tylko paść na podłogę i zasnąć. Był dopiero wieczór, ale w żadnym oknie nie świeciło się światło. Oświetlone były tylko schody wejściowe.
- Niall, zaczekaj. - Zatrzymałam się gwałtownie.
- Co? - Spojrzał przez ramię nim postawił stopę na stopniu.
- Tutaj jest za spokojnie.
- Jest przerwa świąteczna - zironizował. - Czego się spodziewałaś?
Zmarszczyłam czoło zdziwiona jego tonem i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Przecież Rada ma tutaj swoją siedzibę, więc niemożliwe, żeby było kompletnie pusto.
Chłopak zawrócił i podszedł do mnie.
- Nie jest pusto. - Pokręcił głową litościwie. - Zwyczajnie jest tu tylko kilka osób odpowiedzialnych za monitorowanie obiektu i tyle.
Nie odezwałam się, ale i tak miałam złe przeczucia. Kobiety mimo wszystko miały ten szósty zmysł, a tym bardziej kobieta wilkołak.
- Idziesz?
Otrząsnęłam się z zamyślenia i podążyłam za Horanem do środka.
Tak jak się spodziewałam, było kompletnie pusto, ale uczelnia była otwarta.
- Co teraz? - odezwałam się, a po korytarzu rozeszło się złowrogie echo.
Byłam delikatnie wystraszona, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Chodźmy do części z gabinetami Rady.
Tak też zrobiliśmy.

***

- Mówiłam, że nikogo tutaj nie ma - prychnęłam, kiedy skończyliśmy obchodzić części z pokojami dla uczniów.
Zatrzymaliśmy się na szczycie schodów, kombinując co dalej. Budynek był jak opuszczony w pośpiechu, bo nikt nie zgasił świateł ani nie zamknął drzwi. Gdzieś w środku czułam, że taki stan czekał właśnie na nas.
- Kurwa mać - warknął nagle Niall, sprawiając że podskoczyłam.
- Co się stało? - Zapytałam prawie bez tchu.
Złapałam się za serce, żeby sprawdzić czy aby na pewno się nie zatrzymało.
- To jest jakaś beznadzieja. Do kogo mamy się teraz zwrócić? Nie został nam nikt, oprócz nas samych.
Horan zacisnął palce w pięść i uderzył w ścianę. Użył całej swojej siły, bo zostawił prawie niewidoczny ślad.
- Wyjdźmy stąd, dziwnie się tutaj czuję - wymamrotałam pod nosem, pospiesznie pokonując schody.
- Co jeśli ich nie znajdziemy? - Chłopak odezwał się za moimi plecami.
- Nie mów tak.
- Albo jeśli nas zabiją? - Kontynuował.
Zagryzłam wargę i spróbowałam go zignorować. Nie potrzebowałam podnoszenia ciśnienia, już wystarczająco się stresowałam, a przecież musiałam myśleć trzeźwo.
- Nie możemy się rozdzielać! - zawołał za mną, kiedy zostawiłam go w tyle.
Pokręciłam głową i zaczekałam u podnóża schodów. Niall dogonił mnie i ujął moją twarz w dłonie.
- Poradzimy sobie - obiecał.
Uwierzyłam mu bez wahania, ale zmartwiłam się, kiedy popatrzył ponad moją głowę, a jego oczy rozbłysły na niebiesko.
- Witam w progach Mystic Academy - usłyszałam za plecami znajomy głos.
Odwróciłam się gwałtownie, a moje oczy napotkały postać, której szczerze nienawidziłam.
- Czego chcesz? - Syknęłam wściekła.
Dyrektor uśmiechnął się jednym kącikiem ust i poprawił krawat. Jak zwykle ubrany był w nienaganny, idealnie skrojony garnitur.
- Myślałem, że już tutaj nie dotrzecie. - Zignorował moje pytanie. - Czekałem i czekałem.
Wiedziałam!
- Odwal się od nas i od naszych rodzin! - Krzyknęłam z całych sił.
Obawiałam się, że nie powstrzymam łez.
- Spokojnie - szepnął mi Niall na ucho i zrobił krok przede mnie. - Narobiłeś sobie roboty, zasadzając się na naszych rodziców.
- Było łatwiej niż myślałem. - Wzruszył ramionami. - Ważne, że poskutkowało i udało nam się zobaczyć.
- Obawiam się, że to jednostronna radość ze spotkania - rzucił beztrosko Horan.
- Jesteś odważny, ale na nic ci się to nie przyda. Mam nad wami przewagę.
W twarzy Dyrektora coś się zmieniło. Wyglądał, jakby był zaniepokojony, kiedy patrzył na naszą dwójkę.
- Coś się stało, panie dyrektorze? - Widocznie blondyn też to zauważył.
- Lepiej nie pogarszaj waszej sytuacji i oddaj się w moje ręce - zażądał mężczyzna.
Wybuchnęłam śmiechem na jego słowa. Był na tyle głupi, żeby sądzić o bezwolnym oddaniu się w jego brudne łapska.
- Radzę ci, żebyś przyprowadził naszych bliskich. - Tym razem głos Horana się zaostrzył.
Dyrektor zaśmiał się krótko.
- Przyglądają się wam, odkąd przekroczyliście próg uczelni.
Odruchowo rozejrzałam się dookoła. Moje myśli błagały o zesłanie jakiejkolwiek pomocy. Nie byliśmy w stanie długo przetrzymać tego szaleńca rozmową.
Zanim Niall zdążył się odezwać, wystąpiłam na przód. Wyprostowałam plecy i odetchnęłam głęboko.
- Powiedz dokładnie, czego od nas oczekujesz - powiedziałam zdecydowanym głosem.

Byłam gotowa na wszystko, aby tylko uratować tych, których bezwzględnie kochałam.