piątek, 26 maja 2017

57.

Przepraszaaaam baaardzo!

Wiem, długo nic nie dodawałam, ale już nadrabiam ;)

Miłego czytania! xx

___________________________________________



*Destiny*

Wszyscy dookoła pewnie pomyśleli, że zwariowałam.
- Zrobię, co tylko będziesz chciał - zdeklarowałam głośno i wyraźnie. - Jedyne czego chcę w zamian, to uwolnienia naszych rodzin.
Dyrektor zaśmiał się ponuro, przerażając mnie obleśnym uśmieszkiem, który nie schodził mu z twarzy.
- Naprawdę myślisz, że to takie proste? - zapytał.
Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam pięści i napięłam mięśnie w całym ciele.
- No dalej - ponagliłam, ignorując jego pytanie.
Niall szarpnął mnie za ramię, przyciągając do siebie.
- Oszalałaś? - syknął.
Miał zmarszczone czoło i rozbiegany wzrok.
-Nie bój się, wiem co robię - zapewniłam.
Chociaż do końca sama nie wiedziałam, co mogło się wydarzyć.
Ale zaryzykowałam.
- Ja to załatwię. - Wystąpił przede mnie i uniósł brodę, żeby wyglądać na pewnego siebie.
Był taki, nie musiał udawać.
- Czyżby kłótnia między zakochanymi? - zażartował Dyrektor.
Zmrużyłam oczy, próbując zabić go spojrzeniem.
- Przestań pierdolić i mów czego chcesz. Mam dość tej głupiej zabawy w kotka i myszkę - warknął Horan.
Wiedziałam, że jego oczy rozbłysły na żółto, a następnie na niebiesko. Nie było konieczne, żebym widziała jego twarz.
- Spokojnie, wilczku.
Nagle ze wszystkich stron wyłonili się faceci ubrani na czarno. Przez to jak bardzo byli napakowani, wyglądali jakby nie mieli szyi. Po moim ciele przebiegł dreszcz niepokoju.
Było ich zbyt wielu, żebyśmy dali im szansę tylko we dwoje.
- Mam kilku pomocników na wypadek, gdybyście coś kombinowali - odezwał się mężczyzna. - Kochana, nadal jesteś chętna do współpracy?
Mówił do mnie...
Kurwa.
- Odpieprz się od nas i naszych rodzin! - wrzasnęłam.
Emocje brały górę, a ja nie mogłam nad tym zapanować.
W całym holu rozległ się głośny rechot tego idioty. Dlaczego nikt nie przybywał z pomocą?
Hmm... Może dlatego, że nikt nie wiedział, że tutaj dotarliśmy.
- Pójdziecie ze mną, a wtedy odstawię waszych bliskich do domu - powiedział Dyrektor, poważniejąc.
- Co chcesz z nami zrobić? - zapytałam, stając obok blondyna. - Zabić?
- Być może. - Wzruszył ramionami i skinął głową do swoich goryli. - Brać ich.
Niespodziewanie akcja zaczęła się toczyć jakby w zwolnionym tempie. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie straciłam przytomności umysłu.
- Uciekaj! - krzyknął Horan i odepchnął mnie wgłąb pomieszczenia.
Jednak, jak na mnie przystało, nie mogłam przystać na takie rozwiązanie. Używając całej siły w nogach rozbiegłam się i z wyskoku zaatakowałam faceta. który chciał zajść Nialla od tyłu. Ten runął na ziemię, powodując lekkie trzęsienie ziemi.
- Już nie jesteś taki mocny, co? - splunęłam w jego stronę i podarowałam mu kilka kopniaków.
Zdziwiony blondyn skinął głową z uznaniem i już nie próbował mnie odsyłać. Stanęliśmy do siebie plecami i odpieraliśmy ataki każdej z małp Dyrektora. Wyglądało to całkiem, jak na wszystkich filmach akcji.
- Myślicie, że dacie rade ich wszystkich pokonać? - Usłyszałam gdzieś z daleka. - Zmiażdżą was jak robaki.
Napędzana strachem o utratę bliskich, warknęłam wściekle. Niall zrobił to samo i w tym momencie poczułam przypływ niesamowitej energii. Oddychałam ciężko, ale miałam wrażenie, jakbym unosiła się nad ziemią.
- Współpracujmy - wyszeptał Niall.
Wykonaliśmy wszystkie ataki, jakich nauczył nas wuj Horan. Dzięki nim położyliśmy każdego, kto się zbliżał. Po dłuższym czasie mieliśmy spokój. Wokół nas rozpościerał się widok powalonych czarnych mas.
- Myślicie, że wygraliście? - Dyrektor skierował się do wyjścia. - Otóż nie. Ja nadal mam waszych bliskich. Do zobaczenia niebawem.
Pożegnał się i zniknął. Wybiegliśmy za nim i zatrzymaliśmy się na schodach, ale nie było po mężczyźnie żadnego śladu. Całkiem jakby wyparował.
- Zabierajmy się stąd. - Blondyn złapał moją dłoń i pociągnął w kierunku bramy posiadłości.

***

2 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Zatrzymaliśmy się w małym pensjonacie, który napotkaliśmy w drodze powrotnej do domu. Do tego momentu nie skorzystaliśmy nawet z zatrzymania przypadkowego samochodu. To było zbyt niebezpieczne. Dotarliśmy tutaj grubo po północy, a teraz zbliżało się południe. Fakt, że była zima nie ułatwiał nam przemieszczania się. Mimo tego, że ja potrafiłem ogrzać się ciepłotą własnego ciała, to Destiny musiała polegać z tym na mnie.
Starałem się najbardziej, jak mogłem.
- Umm. - Masa z kołdry, leżąca obok mnie poruszyła się nieznacznie.
- Czy księżniczka zamierza wstać? - zapytałem wesoło.
Nie chciałem jej zrywać, ale nie mogliśmy tutaj długo zostać. Z drugiej strony uwielbiałem na nią patrzeć.
- Jeszcze chwilkę - mruknęła niewyraźnie.
- Jest już dwunasta - zaśmiałem się. - Wstawaj, śpiochu.
- Nie bądź gburem.
Uniosłem brwi zdziwiony.
- Słucham?
Dziewczyna zachichotała i szczelniej przykryła się kołdrą.
- Powtórz - poprosiłem.
- Ale co? - Wychyliła pół twarzy, dzięki czemu widziałem jej piękne oczy.
- Kim jestem? - Zmrużyłem oczy, udając zezłoszczonego.
- Niallem Horanem. - Wzruszyła ramionami.
Nie będzie robiła ze mnie głupka...
Rzuciłem się na nią i zacząłem łaskotać gdzie popadnie. Destiny zaniosła się śmiechem i w efekcie wierzgała nogami jak szalona.
- Przestań już! - Piszczała.
- Przeproś.
- Ale za co? - Wymamrotała zaczepnie.
Zerwałem z niej kołdrę i zrzuciłem na podłogę. Oparłem się nad nią tak, że nie mogła mi uciec.
- Co teraz? - Uniosłem jedną brew.
- Musimy wstać i zjeść jakieś śniadanie - odparła, odwracając wzrok.
- Ja mam ochotę na co innego.
Dziewczyna zastygła w bezruchu, wstrzymując oddech. Dotknąłem kciukiem jej warg. które okazały się zadziwiająco miękkie i dopiero wtedy wypuściła powietrze ze świstem.
- Boisz się? - Wyszeptałem.
- Ciebie? - Zmrużyła oczy. - Nigdy.
Bez wahania zaatakowałem jej usta, łącząc je z moimi w namiętnym pocałunku. Był on pełen uczucia, którym ją darzyłem. Nie byłem w stanie wyrazić go słowami, wiec wspomagałem się czynami.
- Och - westchnęła, kiedy odsunąłem się na kilka centymetrów. - Dlaczego to robisz?
Miała zamknięte oczy i rozmarzony wyraz twarzy.
- Co takiego? - Uniosłem brwi zaskoczony.
- Wszystko - mruknęła, złapała mnie za kark i zdecydowanym ruchem przyciągnęła do pocałunku.
Oczywiście, że nie protestowałem.
- Kocham cię - wyszeptałem między całusami. - Jesteś moim światem.
Na te słowa Destiny popatrzyła mi w oczy tak głęboko, że poczułem się jak zahipnotyzowany. Nic nie powiedziała, ale wyczułem, że to co powiedziałem coś w niej ruszyło.
- Umrę, jeśli coś ci się stanie - wyznała. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
Atmosfera zrobiła się dość ciężka, więc odsunąłem się i usiadłem na brzegu łóżka.
- Nie możesz tak mówić. - Pokręciłem głową i zamknąłem powieki.
Spuściłem głowę, opierając łokcie na kolanach.
- Niall - westchnęła. - Mówię to, co mam na myśli.
- Dobrze wiesz, że szykuje się coś niebezpiecznego. Musisz być samodzielna, bo nie wiadomo, które z nas wyjdzie cało.
- Nie wiadomo, czy którekolwiek wyjdzie - dodała smutno.
- Przestań, proszę - odparłem cicho.
Serce bolało mnie na myśl utraty tak wspaniałej osoby, jaką była dziewczyna przy moim boku. Musiałem zrobić wszystko, żeby brudne łapy Dyrektora jej nie dopadły.
- Niall zamykaj się przede mną - poprosiła płaczliwie.
Zacisnąłem zęby i potrząsnąłem głową.
- Uratuję ich i ciebie - obiecałem, patrząc jej prosto w oczy. - Zrobię to.
Dziewczyna zacisnęła wargi i wtuliła się w moje ramię. Pocałowałem ją w czubek głowy, napawając się chwilą spokoju.
- Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz.
Słysząc taką prośbę, aż zamarłem.
Mogłem to obiecać?
- Nigdy - przyrzekłem i jej i sobie. - Zawsze wybiorę ciebie, nie ważne co się będzie działo.

***

*Destiny*

Zaraz po śniadaniu postanowiliśmy zebrać wszystkie rzeczy, które mieliśmy ze sobą i ruszyliśmy w drogę. Przemiły starszy mężczyzna podwiózł nas prawie pod sam dom.
- Dziękujemy. - Powiedziałam na odchodne i zostawiłam mu na fotelu banknot.
Należało mu się za tak długą podróż z nami.
- Jesteśmy u siebie - westchnął Niall, kiedy przekroczyliśmy próg mojego domu.
- Tylko co teraz?
To pytanie bardziej zadałam sobie, niż jemu.
- Coś wymyślimy - odpowiedział mimo wszystko.
Od razu skierowałam się do kuchni, z nadzieją, że coś zostało w lodówce z przyjęcia sylwestrowego. Dzisiaj jedliśmy jedynie niewielkie śniadanie.
- Jesteś głodny? - Rzuciłam przez ramię do śledzącego mnie blondyna.
- Ciebie zawsze.
Zawstydziłam się i przyspieszyłam kroku. Na szczęście znalazłam w lodówce dwie sałatki i jakieś ciasto.
- Chodź, podzielimy się.
Przy posiłku staraliśmy się wykombinować najlepszy sposób na odzyskanie naszych rodziców, co nie było łatwym zadaniem. W międzyczasie nawet zadzwonił Mike, ale wspólnie uzgodniliśmy, żeby nie pokazywał się w mieście przez najbliższe kilka dni. Obawiałam się, że jego Dyrektor też mógł porwać.
Pozmywałam naczynia i wyrzuciłam niepotrzebne śmieci, żeby kuchnia wyglądała porządnie. Oparłam się biodrem o brat i wytarłam ręce w mały ręczniczek.
- Jestem totalnie padnięty. - Niall ziewnął, czym zaraził również mnie. - Powinniśmy odpocząć.
Chłopak podszedł i owinął swoje ręce wokół mojej talii, przysuwając się do mnie najbliżej jak tylko się dało. Ciepło jego ciała sprawiło, że się odprężyłam.
- Nie możemy oboje zasnąć - stwierdziłam stanowczo. - Ktoś musi stać na warcie.
- Czyli zgłaszasz się na ochotnika? - Mrugnął zaczepnie i złożył całusa na moim czole.
- Tego nie powiedziałam. - Wtuliłam się w klatkę piersiową blondyna i odetchnęłam ciężko. - Ale jeśli mnie przekonasz, to pozwolę ci spać.
Niall jak na zawołanie zrobił minę smutnego pieska, próbując na mnie wpłynąć.
- No nie wiem, nie wiem.... - wahałam się.
Boże, jak ja go kochałam.
- A teraz? - zapytał, ale zanim odpowiedziałam pocałował mnie mocno.
Na chwilę straciłam oddech i panowanie nad własnym ciałem. Niekontrolowanie jęknęłam, kiedy już się odsunął. Na jego ustach pojawił się uśmieszek oznaczający wygraną.
- No dobrze - westchnęłam. - Ale tylko godzinę, a potem ja.

Wszystko byłby w porządku, gdybym nie przytuliła się do Horana i nie zamknęła oczu. Przez to przysnęłam i nie usłyszałam hałasu dochodzącego z tyłu domu.


__________________________________________

Już niedługo kolejny! <3

wtorek, 9 maja 2017

56.

Miłego czytania, misiaki! xxx

Dzięki, że jesteście <3 
____________________________________________




*Destiny*

- Niall! - wrzasnęłam, wykorzystując całe powietrze z płuc.
Chłopak zjawił się szybciej niż się spodziewałam. Od razu wziął mnie w ramiona i przytulił, ale szybko się wyplątałam. Pędem puściłam się w kierunku pozostałych pomieszczeń. Niestety każde, które sprawdziłam było puste. Zdyszana zatrzymałam się w drzwiach pokoju rodziców.
- Gdzie oni są? - zapytałam w przestrzeń.
Pościel była nienaruszona. Tak, jakby nikt nie spał w tym łóżku od wczoraj. Jedynie salon był w rozsypce.
- Wydaje mi się, że ten ktoś zastał ich w salonie - powiedział Niall, stając za mną.
- Niall - jęknęłam płaczliwie. - Co my teraz zrobimy?
Z całych sił próbowałam powstrzymać łzy, żeby zachować się profesjonalnie. Niestety było to trudniejsze niż myślałam. Przecież chodziło o moich rodziców, do cholery.
- Na pewno nie możemy panikować - odparł zamyślony, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu, jakby szukał czegoś ważnego. - Musieli zniknąć zanim wróciliśmy z imprezy od Cindy.
- Przeszliśmy przez dom nie zapalając świateł - zauważyłam.
Teraz dokładnie pamiętałam wczorajszą drogę do domu oraz to, że nie sprawdziliśmy czy rodzice byli w swoich pokojach. Jak mogłam być tak głupia?
- To moja wina. - Zacisnęłam pięści z całej siły. - Powinnam była ich nie zostawiać, czując że coś jest nie tak.
- Czułaś to? - Horan zmarszczył czoło.
Skinęłam głową, po czym przeszliśmy do kuchni.
- Od kilku dni miałam dziwne przeczucie, że coś złego może się wydarzyć. Nie dawało mi spokoju aż do wczoraj.
- Myślisz, że to...
- Tak - przerwałam mu. - Dyrektor.
- W końcu nas znalazł - warknął. - Ale dlaczego porwał rodziców?
Oparłam tyłek o blat i oplotłam się ramionami. Wyrwana z rzeczywistości tępo wpatrywałam się w podłogę.
- Postanowił zadziałać podstępem - mruknęłam. - Można się było tego spodziewać. Nie mógł odpuścić.
- Ma świadomość, że dla rodziny zrobimy wszystko - blondyn dokończył moją myśl. - Ale zaraz... Gdzie jest Mike?
- Wczoraj pojechał do znajomych w innym mieście, jest bezpieczny.
Na szczęście w jego przypadku mogłam być spokojna i to dodało mi otuchy. Jak najszybciej musiałam się z nim skontaktować.
- Myślę, że powinniśmy spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Nie ma na co czekać. - Wyprostowałam się jak struna i pewnym krokiem wyszłam na korytarz. - Potem zadzwonię do brata, a ty do wujka.
Niall zgodził się bez wahania i ruszył w moją stronę.

Musieliśmy działać jak najszybciej.

***

- Ciągle nie mogę się do niego dodzwonić - mruknął Niall i rzucił telefon w kąt kanapy. - Próbuje od jakichś czterdziestu minut i nic.
- Może zmienił numer. - Uniosłam brew i wzruszyłam ramionami.
- Jest sygnał.
- Przecież miał jakąś umowę z tym dziwnym facetem, który przetrzymywał jego córkę, więc może dlatego nie może się z tobą kontaktować - powiedziałam zgodnie z tym co szczerze myślałam.
Blondyn zastanowił się przez chwilę i skinął głową.
- Możesz mieć rację, ale to oznacza, że on nam nie pomoże. Zostaje nam tylko twój brat.
- A nasza uczelnia? - Skrzywiłam się, wiedząc, że to nie był najlepszy pomysł.
- Tam zwrócimy się w ostateczności. - Niall złapał się za głowę i ociężale opadł na kanapę.
Wyliczyłam w głowie wszystkie pozytywy i negatywy takiego wyjścia. Jednoznacznie wychodziło, że nie powinniśmy sami porywać się na Dyrektora, który był nieobliczalny. Oczywiście, że nie mogłam pozwolić na to aby po raz drugi torturował Horana.
- Jedziemy do Mystic College - zdecydowałam twardo.
- Chyba sobie żartujesz - prychnął. - To będzie pierwsze miejsce jakie obstawia ten wariat. Wie, że nie będziemy chcieli działać we dwójkę.
- On ma naszych rodziców, do cholery! - krzyknęłam zła. - Nie zależy ci na uratowaniu własnej matki?!
Niall podniósł się gwałtownie i w sekundę znalazł się przed moim nosem, przyciskając mnie do ściany.
- Nigdy więcej nie waż się tak myśleć - warknął, a ja poczułam jego oddech na policzku. - Mama jest jedyną osobą, która została mi na tym świecie, a która była ze mną w każdej chwili. Niczego bardziej nie pragnę, jak odnalezienia jej całej i zdrowej.
Przeraziłam się, kiedy wyczułam serce chłopaka, bijące niezwykle mocno. Nie chciałam go zdenerwować, ale jak zwykle nie zdążyłam ugryźć się w język.
Przecież on już stracił ojca...
- Przepraszam - wyszeptałam i popatrzyłam mu głęboko w oczy. - Naprawdę przepraszam.
Odetchnął, ale się nie cofnął. Zdecydowałam się przytulić najmocniej, jak umiałam. Spięte ciało blondyna w końcu się rozluźniło.
- Przepraszam - powtórzyłam najszczerzej jak tylko mogłam.
- Nie powinienem na ciebie naskakiwać - odparł przygnębiony. - Po prostu czuję się kurewsko bezsilny.
Widząc jego smutne oczy, zacisnęłam zęby i odsunęłam go od siebie na krok.
- Musimy zacząć działać, kochanie. - Mrugnęłam zaczepnie.
Takim małym gestem udało mi się wywołać malutki uśmieszek na ustach mojego mężczyzny.

***

*Niall*

Od godziny byliśmy w drodze. Zmierzaliśmy na uczelnie, bo nie pozostało nam nic innego. Brat Destiny również uznał to za najlepszą opcję. Ja dalej byłem przeciwny, ale postanowiłem się podporządkować.
Aktualnie czekaliśmy aż pojawi się jakieś auto.
- Dlaczego musimy korzystać ze stopa? - jęknęła zmęczona dziewczyna, przeciągając się.
- Tak jest najbezpieczniej.
- Nie słyszałeś o zboczeńcach? - Oburzyła się bardzo teatralnie.
- Słyszałem - przytaknąłem. - Jestem jednym z nich.
Desti otworzyła usta ze zdziwienia, ale szybko je zamknęła i szturchnęła mnie łokciem w bok.
- Ciebie się nie boję - zachichotała.
Chwyciłem ją za talię i władczo przyciągnąłem do siebie.
- Jesteś pewna? - Zmrużyłem groźnie oczy. - Umiem gryźć.
- Wiem - rzuciła niewzruszona.
Uniosłem brwi, a ona pokazała mi język. Niespodziewanie, zamiast się uwolnić, to przylgnęła do mojego boku i odetchnęła.
- Boję się, Niall - wymamrotała.
Przytuliłem Desti tak, że całkowicie zetknęła się z moją klatką piersiową i oparłem brodę o jej głowę.
- Jesteśmy razem, a wtedy jesteśmy najsilniejsi.
Dziewczyna zadrżała i zacisnęła pięść na mojej kurtce.

Obym się nie mylił.

***

*Destiny*

Po przebyciu ostatnich kilku metrów drogi prowadzącej do drzwi uczelni, miałam ochotę tylko paść na podłogę i zasnąć. Był dopiero wieczór, ale w żadnym oknie nie świeciło się światło. Oświetlone były tylko schody wejściowe.
- Niall, zaczekaj. - Zatrzymałam się gwałtownie.
- Co? - Spojrzał przez ramię nim postawił stopę na stopniu.
- Tutaj jest za spokojnie.
- Jest przerwa świąteczna - zironizował. - Czego się spodziewałaś?
Zmarszczyłam czoło zdziwiona jego tonem i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Przecież Rada ma tutaj swoją siedzibę, więc niemożliwe, żeby było kompletnie pusto.
Chłopak zawrócił i podszedł do mnie.
- Nie jest pusto. - Pokręcił głową litościwie. - Zwyczajnie jest tu tylko kilka osób odpowiedzialnych za monitorowanie obiektu i tyle.
Nie odezwałam się, ale i tak miałam złe przeczucia. Kobiety mimo wszystko miały ten szósty zmysł, a tym bardziej kobieta wilkołak.
- Idziesz?
Otrząsnęłam się z zamyślenia i podążyłam za Horanem do środka.
Tak jak się spodziewałam, było kompletnie pusto, ale uczelnia była otwarta.
- Co teraz? - odezwałam się, a po korytarzu rozeszło się złowrogie echo.
Byłam delikatnie wystraszona, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Chodźmy do części z gabinetami Rady.
Tak też zrobiliśmy.

***

- Mówiłam, że nikogo tutaj nie ma - prychnęłam, kiedy skończyliśmy obchodzić części z pokojami dla uczniów.
Zatrzymaliśmy się na szczycie schodów, kombinując co dalej. Budynek był jak opuszczony w pośpiechu, bo nikt nie zgasił świateł ani nie zamknął drzwi. Gdzieś w środku czułam, że taki stan czekał właśnie na nas.
- Kurwa mać - warknął nagle Niall, sprawiając że podskoczyłam.
- Co się stało? - Zapytałam prawie bez tchu.
Złapałam się za serce, żeby sprawdzić czy aby na pewno się nie zatrzymało.
- To jest jakaś beznadzieja. Do kogo mamy się teraz zwrócić? Nie został nam nikt, oprócz nas samych.
Horan zacisnął palce w pięść i uderzył w ścianę. Użył całej swojej siły, bo zostawił prawie niewidoczny ślad.
- Wyjdźmy stąd, dziwnie się tutaj czuję - wymamrotałam pod nosem, pospiesznie pokonując schody.
- Co jeśli ich nie znajdziemy? - Chłopak odezwał się za moimi plecami.
- Nie mów tak.
- Albo jeśli nas zabiją? - Kontynuował.
Zagryzłam wargę i spróbowałam go zignorować. Nie potrzebowałam podnoszenia ciśnienia, już wystarczająco się stresowałam, a przecież musiałam myśleć trzeźwo.
- Nie możemy się rozdzielać! - zawołał za mną, kiedy zostawiłam go w tyle.
Pokręciłam głową i zaczekałam u podnóża schodów. Niall dogonił mnie i ujął moją twarz w dłonie.
- Poradzimy sobie - obiecał.
Uwierzyłam mu bez wahania, ale zmartwiłam się, kiedy popatrzył ponad moją głowę, a jego oczy rozbłysły na niebiesko.
- Witam w progach Mystic Academy - usłyszałam za plecami znajomy głos.
Odwróciłam się gwałtownie, a moje oczy napotkały postać, której szczerze nienawidziłam.
- Czego chcesz? - Syknęłam wściekła.
Dyrektor uśmiechnął się jednym kącikiem ust i poprawił krawat. Jak zwykle ubrany był w nienaganny, idealnie skrojony garnitur.
- Myślałem, że już tutaj nie dotrzecie. - Zignorował moje pytanie. - Czekałem i czekałem.
Wiedziałam!
- Odwal się od nas i od naszych rodzin! - Krzyknęłam z całych sił.
Obawiałam się, że nie powstrzymam łez.
- Spokojnie - szepnął mi Niall na ucho i zrobił krok przede mnie. - Narobiłeś sobie roboty, zasadzając się na naszych rodziców.
- Było łatwiej niż myślałem. - Wzruszył ramionami. - Ważne, że poskutkowało i udało nam się zobaczyć.
- Obawiam się, że to jednostronna radość ze spotkania - rzucił beztrosko Horan.
- Jesteś odważny, ale na nic ci się to nie przyda. Mam nad wami przewagę.
W twarzy Dyrektora coś się zmieniło. Wyglądał, jakby był zaniepokojony, kiedy patrzył na naszą dwójkę.
- Coś się stało, panie dyrektorze? - Widocznie blondyn też to zauważył.
- Lepiej nie pogarszaj waszej sytuacji i oddaj się w moje ręce - zażądał mężczyzna.
Wybuchnęłam śmiechem na jego słowa. Był na tyle głupi, żeby sądzić o bezwolnym oddaniu się w jego brudne łapska.
- Radzę ci, żebyś przyprowadził naszych bliskich. - Tym razem głos Horana się zaostrzył.
Dyrektor zaśmiał się krótko.
- Przyglądają się wam, odkąd przekroczyliście próg uczelni.
Odruchowo rozejrzałam się dookoła. Moje myśli błagały o zesłanie jakiejkolwiek pomocy. Nie byliśmy w stanie długo przetrzymać tego szaleńca rozmową.
Zanim Niall zdążył się odezwać, wystąpiłam na przód. Wyprostowałam plecy i odetchnęłam głęboko.
- Powiedz dokładnie, czego od nas oczekujesz - powiedziałam zdecydowanym głosem.

Byłam gotowa na wszystko, aby tylko uratować tych, których bezwzględnie kochałam.




wtorek, 2 maja 2017

55.

I mamy kolejny!

Miłego czytania misiaki! xx
______________________________________________




*Destiny*

Za wszelką cenę próbowałam zostać w pionowej pozycji, co okazało się niezwykle trudne w tym stanie. Co mnie spotkało?
Otóż pod sam koniec imprezy założyłam się z kilkoma starymi znajomymi, że przebije ich w piciu kolejki shotów, co było kompletną głupotą. Wiedziałam, że za chwilę alkohol mnie puści, bo z natury wilkołak nie może się opić jak normalny człowiek. Jednak przyjęłam na raz zbyt dużo, żeby nie dać po sobie poznać, że cokolwiek piłam.
Dawka była uderzeniowa.
Wypiłam wszystko w przeciwieństwie do kolegów, dlatego potrzebowałam powietrza.
- Chodź. - Ktoś złapał mnie za łokieć i poprowadził na zewnątrz.
Zmarszczyłam czoło, myśląc intensywnie. To zdecydowanie był facet, ale nie poznałam głosu.
- Liam? - wymamrotałam.
- Nie - zaśmiała się ta osoba, a ja powstrzymałam się od panikowania.
To z pewnością nie był Niall. Wyczułabym go.
- Ale...
- Spokojnie, mała - przerwał mi.
Dotarliśmy na ławkę niedaleko wejścia, na której z ulgą spoczęłam. Za bardzo kręciło mi się w głowie, żebym mogła znaleźć i rozpoznać mojego "bohatera". Musiałam wyglądać komicznie, będąc w taki stroju i w tak okropnym stanie.
- Gdzie jest Niall? - wybełkotałam.
- Po co ci on?
Wstrzymałam oddech na to głupie pytanie. On był mi potrzebny do życia.
- Kim jesteś?
Chłopak stał tuż obok mnie i palił papierosa, ale przez rażące mnie światło nie mogłam go rozpoznać.
- Nie poznajesz mnie?
- Jestem kurewsko pijana - zauważyłam i czknęłam bez jakiejkolwiek gracji.
- Proszę, proszę - zaśmiał się krótko. - Ułożona panna Destiny przesadziła z alkoholem.
- Wal się - warknęłam. - Zawołaj Nialla.
Przestało mi się podobać jego towarzystwo. Chciałam wrócić w ramiona Horana.
- Dawno się nie widzieliśmy. Zniknęłaś i nikt nie miał pojęcia gdzie.
Poczułam pierwsze oznaki, że alkohol ustępował z mojego organizmu. Było zbyt niebezpieczne, żebym dalej tkwiła tutaj z tym kolesiem, bo zorientowałby się, że wytrzeźwiałam za szybko.
- Idę do Cindy - mruknęłam.
Zrobiłabym to, co postanowiłam, ale nim dźwignęłam się do pozycji stojącej, mój pseudo bohater pchnął mnie na poprzednie miejsce. Chciałam zaprotestować, ale byłam zbyt zszokowana.
- Nie dotykaj jej. - Usłyszałam po mojej drugiej stronie.
Wzrokiem napotkałam znajomą sylwetkę i odetchnęłam z ulgą.
- Cindy. - Uśmiechnęłam się, kiedy usiadła obok mnie.
- Czego od niej chcesz? - Zignorowała mnie, posyłające groźne spojrzenie chłopakowi.
- Pomogłem jej wydostać się z budynku i przypilnowałem.
Przyjaciółka prychnęła ironicznie, powstrzymując wybuchnięcie śmiechem.
- Uwierzyłabym, gdybym cię nie znała.
Koleś wypuścił dym z usta i zdeptał niedopałek.
- Ciągle pytała o jakiegoś Nialla, czy jakoś tak - mruknął obojętnie.
- To jej facet - wyjaśniła Cin.
Pseudo bohater zaniósł się śmiechem.
- Czyżby rozbawiła cię ta informacja? - W końcu usłyszałam upragniony głos.
Wyprostowałam plecy i się pochyliłam. Dopiero teraz dostrzegłam blondyna i stojącego przed nim nieznajomego. Był niższy od Horana o pół głowy i ustawił się plecami w moją stronę. Wiedziałam, że mój mężczyzna i tak miał przewagę.
- Ty jesteś jej chłopakiem?
- Oczywiście, a ty jesteś tutaj zbędny - odparł luźno Niall.
Cindy objęła ręką moje ramiona i przytuliła.
- Zaraz wytrzeźwieję - szepnęłam jej na ucho. - Zabierz mnie stąd.
Obie podniosłyśmy się z ławki i dziewczyna otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale przeszkodził jej głos blondyna.
- Spierdalaj od mojej kobiety - rzucił nonszalancko.
Całkiem jakby przed chwilą nie użył wulgaryzmu.
- Bo co?
- Przestanę być miły. - Wzruszył ramionami i przechylił głowę na bok.
Nieznajomy chciał zaprotestować, ale Niall złapał go za ramię i powoli zaczął zaciskać palce.
- Kurwa - przeklął tamten. - Zostaw mnie, koleś.
- Odczepisz się?
- Tak, kurwa, ała - syknął.
Sekundę później straciliśmy go z oczu.
Niall przyciągnął mnie do siebie i zmartwiony popatrzył mi w oczy.
- Wszystko w porządku? Nic ci nie zrobił?
- Nie. - Pokręciłam głową. - Dziękuję.
Chłopak przytulił mnie, opierając usta na moim czole.
- Wszystko dla mojej księżniczki - wyszeptał. - A teraz zabierzmy cię stąd, zanim goście się zorientują.

***

Dotarliśmy do mojego domu, jakieś trzydzieści minut później. Towarzystwo zaczęło się rozchodzić, jak tylko Cindy dała znać, że wystarczy tego szaleństwa. Wtedy było grubo po trzeciej nad ranem, teraz dochodziła piąta.
- Więcej nie tknę alkoholu - mruknęłam i złapałam się za głowę.
Nie sądziłam, że będę miała kaca. Byłam pewna, że takiej istoty jak
- Masz szczęście, że wytrzeźwienie zajęło ci tylko niecałą godzinę.
Posłałam Horanowi sarkastyczną minę, a on uniósł ręce.
- Dobra, już nic nie mówię - zaśmiał się i otworzył nam drzwi.
W domu było cicho. Zajrzałam do salonu, ale nikogo nie zlokalizowałam.
- Ciekawe, o której skończyli się bawić - wyszeptałam, kierując się do swojego pokoju.
Niall zawahał się, ale w końcu podążył za mną. Na to w duchu liczyłam.
- Zostaniesz ze mną? - zapytałam, kiedy dotarliśmy pod mój pokój.
Chłopak skinął głową, wpatrując mi się w oczy. Zawstydzona pochyliłam głowę i wprowadziłam go do środka. Odłożyłam torebkę i buty, a następnie próbowałam sięgnąć do wstążki na plecach, żeby uwolnić się ze stroju.
- Niall? - odezwałam się, wiedząc że sama nie dam rady.
- Hm? - Uniósł brew.
Był w trakcie rozpinania koszulki, co na chwileczkę przytłumiło mój mózg i jego racjonalne działanie.
- Pomóc ci? - zapytał, kiedy milczałam.
Pokiwałam głową oszołomiona, nie mogąc zdobyć się na znalezienie normalnych słów. Przez cały wieczór czułam w klatce coś na kształt pożądania, ale było o wiele silniejsze niż to związane z dopasowaniem. Nie mogłam skupić się na niczym innym, bo w głowie miałam tylko blondyna.
- Odwróć się - poprosił zniecierpliwiony.
Wstrzymałam oddech, kiedy jego palce zetknęły się z moją skórą. Tym razem legalniei do woli napawałam się kontaktem naszych ciał.
Niespodziewanie przeszył mnie silny dreszcz.
- Zimno ci? - Niall zwinnie rozplątał taśmę, a ja poczułam jak sukienka lekko zsunęła się z moich ramion.
Powoli odwróciłam się przodem do chłopaka i ciężko przełknęłam ślinę. Potrzebowałam wody, straszliwie zaschło mi w gardle.
- Nie - wymamrotałam słabo.
Odchrząknęłam, słysząc swój wkurzający, piskliwy głosik. Coś się między nami działo, a ja nie do końca byłam świadoma, co to takiego. Horan stał już bez koszulki, dzięki czemu widziałam, jak gwałtownie oddychał, a każdy z mięśni jego torsu mocno się napinał.
- Też to czujesz? - zapytałam szeptem.
- Tak, zdecydowanie.
Słuchając instynktu, przysunęłam się bliżej chłopaka i objęłam go za szyję. Niall powoli pozbył się sukienki, która zatrzymała mi się na biodrach, nie spotykając się z moim protestem.
Pragnęłam go.
Bardziej niż kiedykolwiek.
- Jesteś pewna? - wyszeptał, zniżając się do poziomu moich obojczyków.
Oboje wiedzieliśmy, co wkrótce miało się wydarzyć. Zadrżałam ponownie, kiedy jego usta zetknęły się z moją skórą.
- Nigdy nie byłam bardziej pewna - odparłam z przymkniętymi oczami.
Poddałam mu się w całości i nie zamierzałam rezygnować. Byłam pewna, że między nami pojawiły się widoczne iskry. Powietrze stało się ciężkie, a świat zdawał się nie funkcjonować poza nami.
Powoli ujęłam jego twarz w dłonie i odsunęłam się na tyle, żeby widzieć jego cudownie iskrzące się oczy.
- Musimy być cicho - przypomniałam, zachowując resztki rozsądku.
Mama byłaby ze mnie dumna.
- Oczywiście - zgodził się z zadziornym uśmieszkiem.
Głos blondyna był przepełniony napięciem, co obudziło we mnie nową falę uczuć i pragnienia. Niespodziewanie w ciągu sekundy znalazłam się na łóżku. Niall zawisł tuż nade mną.
- Nie mogę obiecać, że będę grzeczny - wyszeptał konspiracyjnie.
Zachichotałam i klepnęłam go w klatkę.
- Będziesz musiał się postarać. - Zagryzłam wargę, powstrzymując się od oblizania warg.
Horan kciukiem musnął moją żuchwę, posyłając wgłąb mnie kolejną dawkę dreszczy.
- Zróbmy teraz coś z rzeczy pod tytułem "nie powinniśmy tego robić" - zaproponował z cwaniackim uśmieszkiem godnym samego Nialla Horana.
- Ja chcę tylko żebyś był szczęśliwy. - Moja odpowiedź spotkała się ze zdezorientowaną miną chłopaka, więc uśmiechnęłam się szeroko. - I nagi - dodałam.
Dwa razy nie musiałam mu powtarzać.

Przeżyłam pierwszy raz z cudownym mężczyzną i nie żałowałam niczego.

***

1 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Kiedy otworzyłem oczy ona nadal spała. Wyglądała bardzo uroczo z rozczochranymi włosami i ledwie widocznym uśmiechem zadowolenia na ustach.
Byłam piękna.
Była moja.
- Dzień dobry - wyszeptałem, widząc jak zaczęła się przeciągać.
- Hej - mruknęła ochryple i uśmiechnęła się szeroko.
Destiny dźwignęła się na łokciach i zakryła twarz dłoni. Zgadywałem, że próbowała się rozbudzić i wrócić do rzeczywistości.
- Wyspana?
Popatrzyła na mnie, jak na wariata i pokręciła głową.
- Jestem bardziej zmęczona niż wypoczęta - wymamrotała, próbując ukryć rumieniec. - A to wszystko przez ciebie.
- Uwierz mi, że chciałem dobrze. - Zrobiłem minę smutnego psa. - Mam nadzieję, że się udało.
- I to jak - wypaliła bez namysłu.
Dziewczyna natychmiast zanurkowała głową pod poduszkę i krzyknęła cicho.
- Chodź do mnie - zaśmiałem się.
Kochałem jej dziwne zachowania.
- Wyjdź - wymamrotała ledwie zrozumiale.
- Dlaczego? - oburzyłem się teatralnie. - Przecież nic złego nie zrobiłem.
Desti westchnęła głośno i usiadła na łóżku. Miała zarumienioną twarz i zaspane oczy, ale i tak nie mogłem oderwać od niej wzroku.
- Przestań mnie zawstydzać. - Zmarszczyła czoło i rzuciła we mnie poduszką, która trafiła mnie prosto w twarz.
Przesadziła.
- O kochana, to był zły ruch. - Pokręciłem powoli głową i zmrużyłem oczy. - Musisz za to zapłacić.
Dziewczyna pisnęła i niezgrabnie próbowała wyplątać się z kołdry, ale byłem szybszy. Przyciągnąłem ją za kostkę i zablokowałem jej dłonie, a resztę ciała pokryłem swoim. Miałem ją w garści.
- Co teraz? - droczyłem się.
- Pójdę zrobić ci śniadanie? - zaproponowała, licząc na szybkie ułaskawienie.
Zastanowiłem się nad kuszącą opcją, ale zgoda byłaby zbyt łatwym rozwiązaniem. Pochyliłem się do jej ucha.
- Chciałbym coś innego -wyszeptałem.
Zadrżała i zacisnęła zęby. Uwielbiałem sposób w jaki reagowało na mnie jej ciało. Byłem pewien, że to nie tylko sprawka dopasowania.
Pragnęła mnie tak samo bardzo, jak ja jej.
- A może... - zaczęła, intensywnie rozglądając się po pomieszczeniu.
Zmarszczyłem czoło zdezorientowany i powiodłem za jej wzrokiem. Zanim się obejrzałem, Destiny wykręciła się w taki sposób, że zepchnęła mnie z łóżka na podłogę. Nie miałem pojęcia, jak to zrobiła i dlaczego jej na to pozwoliłem.
- Trzymaj się! - krzyknęła i wybiegła z pokoju.

*Destiny*

Oglądając się za ramię, biegłam aż dotarłam do progu salonu. Pochyliłam się, żeby złapać oddech, po czym powoli wyprostowałam plecy. To, co zobaczyłam, kompletnie wmurowało mnie w podłogę...
- O mój Boże - wymamrotałam prawie bezgłośnie i zakryłam usta dłonią.

Cały salon wyglądał jakby przeszło przez niego tornado.

środa, 26 kwietnia 2017

54.

! EDIT !

Jeśli pojawi się Was tutaj "odrobinę" więcej, to zorganizuję MINI MARATON :)

Ale muszę wiedzieć, czy ktoś jeszcze chce czytać moje wypociny :( 
Dlatego będę wdzięczna za jakikolwiek odzew w tej sprawie (czyt. komenatrze xD)


Apel do tych, którzy już wiedzą, że wróciłam:

Proszę dajcie znać gdzie możecie, że opowiadanie wróciło, bo widzę, że na moim blogu jest praktycznie pusto. 
Oczywiście oprócz kilku skarbów, które widziały nowe rozdziały <3

______________________________________________


No i mamy kolejny!!

Wiem, że Was zawiodłam, ale mam nadzieję, że do mnie wrócicie, bo teraz czuję, że doprowadzę historię do końca. Natchnęła mnie jakaś siła xD

Miłego czytania! xx
________________________________________________




*Niall*

Znacie to uczucie, kiedy spada wam ogromny ciężar z serca?
Ja właśnie je poznałem.
Powiedzenie Destiny o moich uczuciach było najlepszą decyzją, jaką podjąłem. Zbierałem się zbyt długo, ale nie mogłem zrozumieć samego siebie. To było nie do wykonania, ale kiedy popatrzyłem w jej piękne oczy, jarzące się na niebiesko wiedziałem, że jest tą z którą chcę spędzić życie.
Poważna decyzja, prawda?
Może i tak, ale byłem tego kurewsko pewien. Destiny jeszcze nie musiała o tym wiedzieć. Za dużo emocji, jak na jeden raz.
Darzyłem ją czymś więcej niż tylko miłością, ale nie byłem w stanie tego odpowiednio nazwać.

Była moim niebem.

*Destiny*

Niall opuścił mnie niedługo po tej cudownie intymnej chwili, którą będę żyła resztę dnia. Pozwolił mi dokończyć szykowanie na jutrzejszą imprezę. Jakoś tak wyszło, że obiad znowu ominęłam. Nie specjalnie czułam głód, ale nie byłam na tyle głupia, żeby jeszcze dłużej powstrzymywać się od jedzenie. Nie chciałam się odchudzić, więc to i tak nie miało sensu. Wiedziałam, że prędzej czy później mam by zauważyła, że nic nie jem, a Horan urwałby mi głowę.
- Destiny! - Usłyszałam zza drzwi głos ojca. - Musisz pomóc mamie z kolacją!
- Już idę! - Odkrzyknęłam.
Chwilę później kroiłam już warzywa na sałatkę. Mama robiła kanapki, a pni Ellen wlała sok do dzbanka i rozstawiła szklanki.
- Przybywam z pomocą. - W wejściu pojawił się nikt inny, jak kochany Mike.
- Wszystko jest już gotowe, ale możesz pomóc w noszeniu - odparła mama, posyłając mu lekki uśmiech.
Brat przytaknął na zgodę i wziął się do roboty. Zastanawiałam się nad obecnością Nialla, który nagle zniknął wszystkim z oczu.
- Auć - syknęłam, kiedy nóż zatopił się delikatnie w opuszku mojego palca.
Szybko podłożyłam rękę pod kran i oblałam palec zimną wodą. Szczypało jak cholera, ale musiałam być dzielna.
- Co się stało? - zainteresowała się mama Horana.
- To nic takiego.
- Pokaż mi - zarządziła, a ja nie protestowałam.
Obejrzała moją rękę z każdej strony i pokręciła głową.
- Głębokie cięcie, ale powinnaś się szybko wyleczyć. - Poklepała mnie lekko po ramieniu z uśmiechem.
Kiwnęłam głową i ponownie zanurzyłam ranę pod wodę. Tak bardzo skupiłam się na obserwowaniu rany, że nie zauważyłam, kiedy wszyscy opuścili kuchnię.'
- Co robisz? - Zapytał ktoś tuż za mną.
Powstrzymałam piśnięcie, ale lekkiego podskoku ze strachu nie udało mi się pominąć.
- Kiedyś dostanę przez ciebie zawału, naprawdę - warknęłam zła.
- Podaj mi rękę - rozkazał.
Wytrzeszczyłam na niego oczy, patrząc przez ramię.
- Słucham?
- Podaj.
Zanim zaprotestowałam, Niall złapał mój nadgarstek i uważnie zbadał rozcięcie. Nie odrywałam wzroku od jego przystojnej twarzy, dziwiąc się jakim cudem to ja na niego trafiłam. Momentami był specyficzny i dziwny, ale potrafił obudzić we mnie takie uczucia, których wcześniej nie doświadczyłam. Pokazał mi, jak właściwie żyć i interpretować świat.
- Nic ci nie będzie, ale musisz bardziej uważać - powiedział jakby zmartwiony. - Nie chcę widzieć cię zranionej w jakikolwiek sposób.
Jego słowa sprawiły, że przypomniały mi się wszystkie rzeczy, które mi zrobił. Te świadome i te nie do końca, ale postanowiłam mu tego nie wypominać w takim momencie.
- To tylko małe przecięcie. - Skrzywiłam się z uśmiechem.
Nie odpowiedział. Odwrócił mnie przodem do siebie, pochylił się i delikatnie złożył pocałunek na moich wargach. Odsunął się, ale ja chciałam więcej.
Pragnęłam więcej.
- Chodźmy na kolację, bo niedługo zemdlejesz mi z głodu. - Splótł palce z moją zdrową dłonią i pociągnął mnie za sobą.
Jego troska sprawiała, że moje serce galopowało. W salonie wszystkie oczy skierowały się na nas, a potem na nasze złączone ręce. Mama mrugnęła do mnie, domyślając się co było na rzeczy, a pani Ellen powstrzymała szeroki uśmiech. Oczy obu matek mówiły "w końcu się doczekałam".
- Siadajcie i zaczynajmy, bo umieram z głodu - zarządził tata.

***

31 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Nadszedł ten dzień.
Od trzech godzin próbowałam doprowadzić się do czegokolwiek. Prawie półtorej godziny męczyłam się z makijażem, potem cztery razy próbowałam założyć sztuczne rzęsy, co w końcu zakończyło się sukcesem. Chciałam wyglądać, jakbym rzeczywiście wybierała się na Galę Oscarów, ale ja nie posiadałam sztabu stylistów i pomocników.
Miałam dość.
- Kochanie? - Zza drzwi pokoju wychyliła się pięknie uczesana i umalowana głowa rodzicielki.
- Tak? - westchnęłam ciężko, obserwując się uważnie w lusterku.
Kobieta weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi.
- Radzisz sobie?
- Ledwo, ledwo - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Na szczęście skończyłam z etapem makijażu. Teraz przyszła pora na strój.
Obie popatrzyłyśmy w kierunku sukni rozłożonej na łóżku. Dobrałam do niej lekko połyskujące, cieliste buty na obcasie i kopertówkę w tym samym kolorze.
- Jest przepiękna - przyznała mama o wróciła wzrokiem na mnie. - Jest idealna dla ciebie. Nie czekaj, wskakuj w nią.
Dzięki jej pomocy udało mi się w miarę sprawnie ubrać i dopiąć wszystko na ostatni guzik.
Byłam gotowa.
- Wyglądasz cudownie. - Rodzicielka nie mogła wyjść z zachwytu.
Ucieszył mnie widok jej rozpromienionych oczu.
- Lepiej się pospiesz, bo dochodzi osiemnasta, a taksówka będzie za piętnaście minut - poinformowała i spokojnym krokiem zostawiła mnie samą.
Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i obróciłam wokół własnej osi. Rzeczywiście w jakimś stopniu wyglądałam, jakbym wybierała się na jakąś wielką galę. Przynajmniej tak się czułam.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Gotowa? - zapytał Niall. - Taksówka już jest.
Wzięłam głęboki wdech i starałam się uspokoić galopujące serce. Nie wiem czy stresowałam się imprezą, czy reakcją Horana.
- Desti?
Ugh!
Czemu w jego ustach to zdrobnienie nie brzmiało już tak źle? Mogłam nawet szczerze przyznać, że podobało mi się, kiedy mnie tak nazywał.
- Idę, idę - mruknęłam i po raz setny sprawdziłam czy wszystko zabrałam.
Niepewnie chwyciłam klamkę i sekundę później stałam przed milczącym blondynem. Wpatrywał się we mnie, jakbym zrobiła mu niewybaczalną krzywdę.
- Niall? - odezwałam się niepewnie, chcąc przywrócić go do świata żywych.
Chłopak potrząsnął głową i przetarł dłonią twarz. Bez słowa chwycił mnie za dłoń i poprowadził do wyjścia. Znaleźliśmy się na zewnątrz i dopiero, gdy otworzył mi drzwi do auta, przyjrzałam mu się dokładniej. Wyglądał bardzo przystojnie w granatowym garniturze i czarnej koszuli. Tylko chusteczka w butonierce odznaczała się ze stroju swoim bladoróżowym kolorem.
Dopasowaliśmy się idealnie.
Zanim zanurzyłam się w samochodzie, przysunęłam usta do ucha blondyna.
- Wyglądasz bardzo przystojnie - wyszeptałam. - Wręcz gorąco.
Horan ciężko przełknął ślinę i zacisnął szczękę. Przez chwilę miałam widok na jego piękne, niebieskie, jarzące się oczy wilka.
Kochałam je.
- Wsiadaj, bo zostaniemy w domu - warknął z kompletną powagą na twarzy.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zajęłam swoje miejsce.
Zapowiadał się interesujący wieczór.

***

*Niall*

Za każdym razem, kiedy Destiny oddalała się ode mnie, nie spuszczałem z niej wzroku. Zwyczajnie nie mogłem. Wyglądała prześlicznie i przede wszystkim kurewsko seksownie. Nie tylko ja wodziłem za nią oczami. Byłem okropnie zazdrosny o każdego faceta, który odważył się na nią spojrzeć.
Była moja.
Tylko moja,do cholery.
- Ej, stary. - Liam szturchnął mnie łokciem w żebra. - Co się tak zamyśliłeś?
Payne przysiadł na oparciu kanapy obok mnie.
- Zdawało ci się - mruknąłem i wziąłem łyk drinka, który dostałem od Desti.
Nie wiem, co tu wlała, ale było całkiem smaczne i niezbyt mocne.
- Jak sobie chcesz. - Wzruszył ramionami.
Przyglądał mi się dłuższą chwilę, aż nie wytrzymałem.
- Co znowu? - westchnąłem.
- Czyli ty i Destiny jesteście oficjalni? - zapytał bez skrępowania.
Jakim cudem się domyślił?
- Jestem twoim kumplem i nie trudno było wyczuć, co cię tak zajmuje przez ostatnie piętnaście  minut - odparł, zanim zdążyłem zaprzeczyć. - Bez przerwy się na nią gapisz, a kiedy jest przy tobie, to masz maślane oczka.
- Brawo, Liam. Zaimponowałeś mi swoim zmysłem obserwacyjnym - zaśmiałem się. - Ale wydaje mi się, że powinieneś więcej uwagi poświęcić swojej dziewczynie, nie mojej.
- Powiedziałeś to! - Ucieszył się.
- Cicho bądź - syknąłem, sprawdzając czy nikt się na mnie nie gapił.
Nigdy nie mogłem nic przed nim ukryć. Był dobry w te klocki, a ja nie narzekałem, bo dzięki temu nie musiałem mu się spowiadać.
- Oj już nie bądź taki strachliwy. - Wywrócił oczami. - Każdy zasługuje na miłość.
Powtórzyłem słowa przyjaciela w głowie jeszcze kilka razy, sam nie wiedziałem w jakim celu.
- Twoja ukochana się zbliża, więc ja się oddalam.
Payne zniknął gdzieś w tłumie wystrojonych gości, a moje ciało od razu zlokalizowało dopasowaną duszyczkę.
- Woah, pohamuj swój entuzjazm - zażartowała, jak tylko stanęła tuż przed moim nosem,
Nawet w szpilkach była trochę niższa.
- Bardzo dobrze się bawię - odparłem z lekkim uśmiechem. - Po prostu sprawiam inne wrażenie.
Destiny wywróciła oczami i machnęła ręką na moje słowa.
- Jesteśmy tu od trzech godzin, a ty nie wyrwałeś żadnej laski.
Auć.
Przecież byliśmy już oficjalnie razem.
- Jak to? - Zapytałem zdezorientowany. - Przecież...
- Tak wiem - przerwała mi. - To było głupie, przepraszam.
Z miną zbitego psiaka wyglądała jeszcze słodziej niż normalnie. Nie mogłem się długo gniewać.
- Wybaczę tylko wtedy, jak mnie teraz pocałujesz.
Wytrzeszczyła oczy na moje odważne wyzwanie.
- Tutaj?
- Wstydzisz się mnie? - Zapytałem lekko zawiedziony.
- Skądże - zaprzeczyła szybko i rozejrzała się dookoła. - Niall, ja...
Naprawdę było to dla niej trudnością?
Fakt, że zaczęła się wahać sprawił, że gdzieś w środku poczułem ukłucie bólu. To nie było złamanie serca. Po prostu poczułem, że nie byłem dla niej wystarczający. Jak głupek myślałem, że rzuci się na mnie bez słowa sprzeciwu i w końcu będę mógł pokazać innym, że jest tylko moja.
- Nie musisz, żartowałem - wycofałem się, nie chcąc jej do niczego zmuszać.
Odstawiłem pusty kubek na stolik obok i bez zbędnych słów skierowałem się do wyjścia. Potrzebowałem zaczerpnąć świeżego powietrza. Żeby oderwać myśli od krępującej sytuacji, podziwiałem dekoracje Cindy, które wykonała niesamowicie.
- Niall, zaczekaj! - Krzyknęła za mną, ale się nie zatrzymałem.
Bałem się, że mógłbym powiedzieć coś nieodpowiedniego.
- Niall!
Nawet się nie obejrzałem.

***

- Kurwa - mruknęłam i zamknęłam na chwilę oczy.
Powinnam była pomyśleć, zanim otworzyłam te cholerne usta. Czego ja się bałam, kiedy zaproponował pocałunek? Przecież był moim chłopakiem.
- Destiny. - Przy moim ramieniu pojawiła się Cindy. - Co się dzieje?
- Nic.
Posłała mi spojrzenie, które oznaczało, że kompletnie jej nie przekonałam i że powinnam postarać się postarać.
- Więc? - Spróbowała jeszcze raz.
Westchnęłam zirytowana i pociągnęłam ją za sobą. Zamknęłam nas w łazience, żeby nikt nam nie przeszkodził.
- Ja i Niall jesteśmy razem już oficjalnie - wypaliłam.
- Liam miał racje - wymamrotała do siebie.
- Słucham? - Uniosłam brwi zdziwiona.
Potrząsnęła głową i położyła mi dłoń na ramieniu.
- Mów co zrobiłaś - poprosiła.
- Dlaczego...
- Destiny, obie wiemy, że znowu zrobiłaś zanim pomyślałaś - westchnęła.
Musiałam to przyznać. Była świetną przyjaciółką i cholernie zaskakiwała mnie swoją spostrzegawczością. Za każdym razem.
Zobrazowałam jej sytuację, która miała miejsce kilka minut temu najdokładniej, jak potrafiłam.
- Idź za nim, na co czekasz? - Zmarszczyła czoło.
- Tak po prostu?
- Potrzebujesz kopnięcia w tyłek na zachętę?
Uniosłam ręce w geście poddania i zrobiłam krok w tył.
- Tylko bez agresji - zaśmiałam się.
- Idź już. - Kiwnęła głową w kierunku drzwi.
Nie zwlekałam. Wypadłam z łazienki jak poparzona i przepchnęłam się przez imprezowiczów na zewnątrz budynku. Gorączkowo próbowałam zlokalizować moją drugą połówkę, ale przez emocje miałam problem. W końcu do głosu doszło moje dopasowanie i bez trudu wskazało mi postać chłopaka.
- Ptrzepraszam - powiedziałam, zanim miał szansę mnie odtrącić. - Nie powinnam była tak zareagować. To było głupie i niedojrzałe. Po prostu spanikowałam jak dziecko. Przecież jesteś moim chłopakiem i jestem z tego kurewsko dumna. Nawet nie wiesz, jak szczęśliwa jestem, a ja nie potrafię tego określić słowami. Musisz...
W dokończeniu zdania przeszkodziły mi cudowne usta Horana. Pocałował mnie gwałtownie i bez ostrzeżenia, a ja się nie opierałam. Wręcz przylgnęłam do niego jeszcze bardziej. Rozkoszowałam się uczuciem dotyku jego dłoni na moim ciele.
- Przestań już mówić - wyszeptał, jak tylko odsunęliśmy się od siebie. - Przestań.
- Jesteś zły? - Skrzywiłam się, obawiając się odpowiedzi.
Niall nabrał haust powietrza i powoli je wypuścił. Zastanawiał się, co powiedzieć, żeby źle tego nie odebrała.
- Poczułem się nieswojo, bo wstydziłaś się mnie pocałować wśród ludzi - odparł smutno. - Nie spodziewałem się tego.
- Byłam głupia. - Położyłam dłoń na jego policzku. - Powinnam korzystać z każdej okazji, żeby się tobą napawać. Musisz wiedzieć, że pragnę być w twoich ramionach, żebyś mógł trzymać mnie mocno i żebyś nigdy nie puścił.
Wyzwanie zabrzmiało poważniej niż sądziłam. Miałam nadzieje, że wyczuł szczerość moich uczuć. Reakcją Nialla było schowanie nosa pod moim uchem i delikatny całus w szyję, ledwie wyczuwalny. Staliśmy tak dłuższą chwilę, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Mogłam tak zostać już na wieczność.
- Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, nie sądziłem że staniesz się tak strasznie dla mnie ważna - odezwał się nagle.

A moje serce zakołatało jak szalone.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

53.

Jeśli dodaję ten rozdział, to znaczy, że RACZEJ wróciłam z opowiadaniem :) 
Jednak to nie będzie Mały Maraton, bo nie jestem w stanie go zrobić.

Ten rozdział jest dość krótki w porównaniu z poprzednimi, ale zaczęłam go już jakiś czas temu i po prostu chciałam go jakoś zakończyć. Zdziwiło mnie to, że nagle naszła mnie ochota na pisanie i mam wrażenie, że znowu zaczynam się wkręcać w historię Nialla i Destiny.

Trzymajcie kciuki za kolejny rozdział, który być może pojawi się w przyszły weekend ;) 

Miłego czytania! xxx
____________________________________________




*Destiny*

Przez resztę czteroosobowej imprezy starałam się unikać rozmowy z Horanem. Nie chciałam psuć sobie humoru, bo już wystarczająco mnie zezłościł. Liam i Cindy postanowili zostać na noc, więc przygotowałam im miejsce do spania. Co prawda, to Payne wylądował na podłodze, ale z własnego wyboru, natomiast przyjaciółka zajęła moje łóżko. Jeszcze nie wymyśliłam, gdzie ja mogłabym spocząć, ale byłam w trakcie ciężkiego procesu myślowego. Jak wiadomo, blondyn musiał wrócić do siebie.
- Dobranoc, Niall - wymamrotała Cin, wtulając się w poduszkę.
Payne pomachała na pożegnanie i zawinął się w kołdrę. Jako jedyna stałam jeszcze na środku pokoju, obserwując poczynania całej reszty.
- Możemy pogadać? - zapytał Niall.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że mówił do mnie. Zmarszczyłam czoło zdezorientowana i popatrzyłam na niego jak na niezrównoważonego psychicznie.
- Do mnie mówisz? - Wskazałam palcem swoją osobę.
Skinął głową, trzymając dłoń na klamce. Podjęłam szybką decyzję i skinęłam głową, godząc się. Razem opuściliśmy pomieszczenie, a chłopak rzucił pozostałym szybkie "dobranoc". Z racji, że wybiła trzecia w nocy, dom był zupełnie cichy i przerażający. Dlatego tez postanowiliśmy przenieść się do kuchni.
- Mam nadzieję, że nikomu nie zachce się pić - mruknęłam pod nosem, bardziej do siebie niż do niego.
Niall oparł się tyłem o blat, a ja zatrzymałam się w wejściu. Skrzyżowałam ramiona na piersi i przybrałam obojętny wyraz twarzy. Był całkowicie przeciwny temu, co czułam w środku. Cóż... Było tak przez większość czasu ostatnio.
- O czym chciałeś porozmawiać? - Uniosłam brwi fałszywie zaciekawiona.
- O nas.
- Dobrze wiesz, że nie ma żadnego "nas". - Wzruszyłam zniechęcona ramionami.
- Destiny... - westchnął i mocno zacisnął powieki.
Przygryzłam wargę, żeby powstrzymać się od złośliwości. Byłam zbyt zmęczona na ciągłe kłótnie. Chciałam spokoju i bezpieczeństwa, ale on nie mógł mi tego dać.
Zwyczajnie nie chciał mi tego dać.
- Chce mi się spać, więc przejdź do rzeczy - odparłam chłodno.
Niall wystawił dłoń w moim kierunku, ale pokręciłam głową.
- Podejdź - rzucił ze spokojem.
Moja odpowiedź była prosta...
- Nie.
Zmrużył oczy zdezorientowany.
- Dlaczego?
- Nie chcę, żebyś przejął nade mną kontrolę. Doskonale wiesz, co zrobić, żebym była bezbronna. Dzięki dopasowaniu masz mnie w garści. Nie potrafię nad sobą panować, a ty potrafisz to wykorzystać.
- Nie prawda. - Pokręcił głową zrezygnowany.
- Doskonale wiesz, że to prawda i tym razem to się nie wydarzy. - Zaśmiałam się gorzko. Odrobinę zbyt gorzko. - Nie będę tą, którą będziesz mógł sobie pomiatać. Miałeś czas, żeby się zdecydować czy chcesz ze mną czegoś więcej. Do niczego cię nie zmuszałam i cierpliwie czekałam na ruch z twojej strony. Jak zwykle wszystko się popsuło i już poświęcę się, mówiąc, że to moja wina.
Skrzywił się, jakbym naprawdę go skrzywdziła.
Zrobiłam to?
- To nie tak.
- A jak? - Prychnęłam ironicznie.
Niall zacisnął zęby i wsunął palce obu dłoni we włosy. Zamknął na chwilę oczy, a kiedy je otworzył wstrzymałam oddech.
- Pragnę cię mieć przy sobie, rozumiesz? - Wydusił z trudem. - Nie wiem, co to dokładnie oznacza i z czym się wiąże, ale cholernie cię potrzebuję. Każdy kolejny dzień kłótni i unikania sprawia, że opadam z sił i jakichkolwiek chęci do życia. Nie zauważyłaś tego? Aż tak bardzo mnie nienawidzisz?
Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale zaskoczona nie mogłam wydać z siebie żadnego słowa. Mój Alfa właśnie wyznał, że prawdopodobnie czuje to samo. Albo chociaż jakąś część tego, co ja do niego. Odczytałam tylko jak bardzo miał splątane myśli, więc mogłam się zorientować.
- Ja... - Zacięłam się.
Zamknął mi usta. Nie wiedziałam, co mogłam powiedzieć.
- Przecież chciałaś to usłyszeć, prawda? Chciałaś usłyszeć, to co noszę w sobie od dłuższego czasu.
Pod wpływem uczuć, które nagle mnie ogarnęły zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.
- Dziękuję - wyszeptałam niepewnie. - Naprawdę dziękuję.
Nastąpiła niezręczna chwila ciszy.
- Za co? - odezwał się, marszcząc czoło.
W tym momencie zabrakło mi pewności, co do słów, które miałam wypowiedzieć. Nie byłam typem osoby, który ujawniał wszystkie swoje myśli. Uczucia wolałam zachować dla siebie, żeby nikt nie mógł wykorzystać ich przeciwko mnie.
- Za przywrócenie mi nadziei, Niall. Za ten jebany promyczek nadziei.
Jego reakcją na moje słowa było zrobienie kilku kroków przed siebie. W ten sposób znalazł się tuż przy mnie.
- Przestaniemy się unikać? - Zapytał zmęczony.
Podniosłam wzrok na jego twarz i przygryzłam wargę, zastanawiając się. Żadne z nas nie wiedziało, co mogło czekać nas jutro. Czułam w kościach, że zbliżał się moment konfrontacji z naszym wrogiem. Wiedziałam, że miało to nastąpić.
Czy powinniśmy coś zaczynać w obliczu tragedii, która mogłaby się wydarzyć?
- Myślę, że możemy spróbować się dogadać - odparłam z lekkim uśmiechem.
Napięcie między naszymi ciałami było nie do zniesienia i Niall walczył z nim tak samo, jak ja.
- W porządku. - Wyprostował się dumnie.  - A teraz lepiej chodźmy się położyć.
Odwrócił się na pięcie, ale zanim przekroczył próg, zatrzymało go moje chrząknięcie.
- Um... Niall. - Skrzywiłam się, wracając do rzeczywistości.
Popatrzył na mnie przez ramię pytającym wzrokiem.
- Tak?
- Ja zostaję w salonie. Cindy zajęła moje łóżko - przypomniałam.
Blondyn w sekundę wrócił na swoje poprzednie miejsce i mocno mnie przytulił. Zrobiło mi się niezmiernie lekko i ciepło na sercu, więc bez wahania oddałam gest.
- Przepraszam, musiałem cię chociaż dotknąć. - Zrobił krok w tył.
- Rozumiem. - Uśmiechnęłam się zażenowana.
Patrzyliśmy się na siebie przez kilka sekund, aż w końcu popychana więzią przyciągnęłam go do siebie i mocno pocałowałam. Silnie pragnienie chciało utrzymać mnie w takiej pozycji już na wieczność, ale zdrowy rozum sprawił, że niechętnie się odsunęłam.
- O kurwa - Horan wydusił prawie bezgłośnie. - Znaczy... O kurcze.
Zagryzłam wargę, żeby ukryć zadowolenie i popchnęłam go delikatnie w kierunku wyjścia. Minutę później każde z nas leżało w swoim łóżku. Moje myśli zatrzymywały się tylko na jednym.
Niebieskie oczy.
Czarujący uśmiech.
Ale najważniejsze...
Skrywane głęboko najcieplejsze serce, jakie można spotkać.

***

30 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

- Chyba zwariuję - wymamrotałam, kręcąc się po domu jak szalona.
Od wczorajszego popołudnia próbowałam skomponować całe moje przebranie na jutrzejszą zabawę u Cindy. Zaczęłam się szykować, jak tylko pożegnałam się z zakochanymi. Nawet nie bardzo miałam czas, żeby coś zjeść.
- Córeczko! - Mama zawołała z głębi domu.
- Tak? - Wydarłam się.
- Przyjdź do mnie!
Wywróciłam oczami o zawlokłam swoje cztery litery do rodzicielki, która aktualnie miała ten sam problem, co ja.
- Musisz pomóc mi wybrać dodatki. - Usłyszałam, jak tylko przekroczyłam próg sypialni rodziców.
Mama krzątała się nerwowo, próbując nie wywalić wszystkich rzeczy na podłogę w poszukiwaniu tej jedynej i pasującej. Z tego, co wiedziałam, nie mieli motywu przewodniego, ale jak na kobietę przystało, mama chciała wyglądać oszałamiająco.
- Czego dusza pragnie? - Zapytałam z szerokim uśmiechem.
- Nie stój tak, tylko weź się za szukanie kolczyków do tego naszyjnika. - Machnęła ręką gdzieś w kierunku łóżka i zanurzyła się do połowy w szafie.
- Tak jest, kapitanie - prychnęłam rozbawiona.
Po godzinie dyskusji i ciągłych zmian udało nam się dopasować wszystko w najmniejszym szczególe.
- Dziękuję, córeczko - powiedziała mama z błogim spokojem na twarzy. - Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Pewnie nic dobrego - zażartowałam.
- Ty już naszykowana na jutro? - Uniosła brwi zaciekawiona.
- Niestety, ale musiałam przerwać przygotowania, bo pewna cudowna kobieta potrzebowała mojej pomocy.
Rodzicielka pokręciła głową i odetchnęła ciężko. Wróciłam do swojego pokoju, gdzie zastałam nikogo innego, jak Nialla. Leżał swobodnie na łóżku z rękoma podłożonymi pod głowę.
- Musisz mnie tak nachodzić? - Zmarszczyłam czoło, nie potrafiąc zrozumieć jego dziwnego zachowania.
Znaliśmy się już dość długo, ale dalej nie mogłam przywyknąć.
- Ciebie też miło widzieć - prychnął sarkastycznie.
- Widzieliśmy się już dzisiaj.
- Przelotnie, kiedy wpadłaś do kuchni po kawę. - Wywrócił oczami. - Czy ty w ogóle coś jadłaś od wczorajszego obiadu?
Odwróciłam wzrok, nie odpowiadając. Oczywiście, że nic nie zjadłam. Nie miałam czasu.
- Destiny...
To był poważny ton.
Zbyt poważny.
- Słucham? - Uśmiechnęłam się dziecinnie, licząc na zmiękczenie jego serca.
- Mam jedno pytanie.
Uniosłam brew, zachęcając go do kontynuowania.
- Połamał ci ktoś kiedyś wszystkie kości? - Zmrużył na mnie oczy i podniósł się do siadu.
- Czy to jest groźba?
- Pytanie.
- Nikt mi nigdy nic nie złamał - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Musiałam włożyć ogromnie dużo wysiłku w to, żeby utrzymać powagę. Stanowcza postawa Nialla bardzo mnie rozbawiła. Był taki kochany, kiedy się martwił.
- Jeśli w tej chwili nie pójdziesz zrobić sobie jedzenia, to obiecuję ci, że to się zmieni - powiedział, podchodząc.
Nawet się nie cofałam. Nie było sensu, bo i tak by mnie złapał.
- Naprawdę? - Zapytałam głupio.
- Nie drażnij się ze mną - ostrzegł.
- Kiedy ja uwielbiam to robić - jęknęłam.
Horan przyglądał mi się przez chwilę, po czym położył dłonie na moich policzkach i zniżył się tak, żeby zrównać nasze oczy.
- Za chwilę tego pożałujesz - wyszeptał.
- Kolejna groźba - rzuciłam i pokręciłam głową, udając niedowierzanie.
- Koniec tego - warknął pod nosem.
Zanim się obejrzałam, blondyn złapał mnie w pasie i jednym ruchem rzucił na łóżko. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że się tego spodziewałam. Zaskoczył mnie totalnie.
- Niall - zaśmiałam się. - Co ty wyprawiasz?
Chłopak oparł kolano na brzegu łóżka, a obie dłonie umieścił po bokach mojej głowy i wpatrywał się w moje oczy.
- Kocham cię.
W tamtym momencie moje serce przestało na sekundę bić. Byłam pewna, że umarłam. Jednak zanim zdążyłam się odezwać, Niall kontynuował.
- "Kocham cię", to za słabe słowa, żeby określić to, co do ciebie czuję. Cholernie ciężko określić mi własne uczucia, co doprowadza mnie do szaleństwa. Odkąd usłyszałem przed uczelnią, że mnie kochasz poczułem, że mam tak samo. W sensie, że to nie jest tylko cholerne dopasowanie. Słowo "kocham" jest niewystarczające i akurat tego jestem pewien.
- Niall, ja... - zacięłam się. - O Boże.
Co miałam powiedzieć? Wyraził dokładnie to, co siedziało mi w głowie. Na głos nie brzmiało tak absurdalnie, jak mi się wydawało.
- Nie musisz nic mówić. - Pokręcił głową. - Musiałem to z siebie w końcu wyrzucić.
Odsunął się i usiadł na końcu łóżka ze spuszczoną głową. Różnież dźwignęłam się do siadu, splatając ze zdenerwowania palce dłoni.
- Właśnie to chciałeś mi powiedzieć w ostatnim czasie?
Przytaknął głową, ale w dalszym ciągu nie nawiązał ze mną kontaktu wzrokowego.
- Niall?
- Hm?
- Spójrz na mnie - poprosiłam.
- Masz mnie za idiotę, prawda? - prychnął ironicznie.
Wiedziałam, że tak mógł o sobie myśleć. Dla faceta użeranie się z uczuciami nie jest niczym łatwym.
- Absolutnie - odparłam spokojnie. - Wręcz przeciwnie, w końcu wiem, co czujesz. Dziękuję, że w końcu się otworzyłeś. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
Dopiero teraz odetchnęłam z ulgą. Dopiero teraz to do mnie dotarło.
Blondyn powoli podniósł głowę, wlepiając we mnie smutne oczy. Na sam widok zakuło mnie serce.
- Przestań - wymamrotałam.
Bez wahania przysunęłam się i objęłam go najmocniej jak potrafiłam. Kilka sekund później poczułam, jak jego ramiona oplatają moje ciało.
Czy już byłam w niebie?
- Czuję się zajebiście. - Usłyszałam jego przytłumiony głos.
Uśmiechnęłam się i odchyliłam głowę, żeby móc spojrzeć mu w twarz.
- Czyli to oznacza, że...
- Tak, zdecydowanie - przerwał mi.
- Ale jesteś pewien?
- Jak nigdy w życiu. - Posłał mi szeroki uśmiech. - Jednak myślę, że powinno to wyglądać bardziej oficjalnie.
Delikatnie odsunął się ode mnie i odchrząknął. Przyglądałam mu się uważnie, nie mogąc oderwać od niego oczu.
Był moim światem.
- Destiny, czy zechcesz zostać moją dziewczyną? - Zapytał z powagą.
Potrząsnęłam głową, żeby odgonić rozbawienie i wyprostowałam plecy.
- Z ogromną chęcią, Niall - odpowiedziałam.
Chłopak złapał mnie w ramiona, przez co oboje wylądowaliśmy na materacu.
- W końcu pierdolona ulga - jęknął, chowając nos w moją szyję.
Nie odezwałam się. Nie chciałam przerywać tak pięknej chwili.
Czekałam na to tak długo.
Stęskniłam się za taką wersją Nialla i chwilami bez problemów.
Za jego uśmiechem, dotykiem, głosem, przytulaniem...
Cholernie tęskniłam za nim całym.

Udało się...
W końcu byłam szczęśliwa.