środa, 26 kwietnia 2017

54.

! EDIT !

Jeśli pojawi się Was tutaj "odrobinę" więcej, to zorganizuję MINI MARATON :)

Ale muszę wiedzieć, czy ktoś jeszcze chce czytać moje wypociny :( 
Dlatego będę wdzięczna za jakikolwiek odzew w tej sprawie (czyt. komenatrze xD)


Apel do tych, którzy już wiedzą, że wróciłam:

Proszę dajcie znać gdzie możecie, że opowiadanie wróciło, bo widzę, że na moim blogu jest praktycznie pusto. 
Oczywiście oprócz kilku skarbów, które widziały nowe rozdziały <3

______________________________________________


No i mamy kolejny!!

Wiem, że Was zawiodłam, ale mam nadzieję, że do mnie wrócicie, bo teraz czuję, że doprowadzę historię do końca. Natchnęła mnie jakaś siła xD

Miłego czytania! xx
________________________________________________




*Niall*

Znacie to uczucie, kiedy spada wam ogromny ciężar z serca?
Ja właśnie je poznałem.
Powiedzenie Destiny o moich uczuciach było najlepszą decyzją, jaką podjąłem. Zbierałem się zbyt długo, ale nie mogłem zrozumieć samego siebie. To było nie do wykonania, ale kiedy popatrzyłem w jej piękne oczy, jarzące się na niebiesko wiedziałem, że jest tą z którą chcę spędzić życie.
Poważna decyzja, prawda?
Może i tak, ale byłem tego kurewsko pewien. Destiny jeszcze nie musiała o tym wiedzieć. Za dużo emocji, jak na jeden raz.
Darzyłem ją czymś więcej niż tylko miłością, ale nie byłem w stanie tego odpowiednio nazwać.

Była moim niebem.

*Destiny*

Niall opuścił mnie niedługo po tej cudownie intymnej chwili, którą będę żyła resztę dnia. Pozwolił mi dokończyć szykowanie na jutrzejszą imprezę. Jakoś tak wyszło, że obiad znowu ominęłam. Nie specjalnie czułam głód, ale nie byłam na tyle głupia, żeby jeszcze dłużej powstrzymywać się od jedzenie. Nie chciałam się odchudzić, więc to i tak nie miało sensu. Wiedziałam, że prędzej czy później mam by zauważyła, że nic nie jem, a Horan urwałby mi głowę.
- Destiny! - Usłyszałam zza drzwi głos ojca. - Musisz pomóc mamie z kolacją!
- Już idę! - Odkrzyknęłam.
Chwilę później kroiłam już warzywa na sałatkę. Mama robiła kanapki, a pni Ellen wlała sok do dzbanka i rozstawiła szklanki.
- Przybywam z pomocą. - W wejściu pojawił się nikt inny, jak kochany Mike.
- Wszystko jest już gotowe, ale możesz pomóc w noszeniu - odparła mama, posyłając mu lekki uśmiech.
Brat przytaknął na zgodę i wziął się do roboty. Zastanawiałam się nad obecnością Nialla, który nagle zniknął wszystkim z oczu.
- Auć - syknęłam, kiedy nóż zatopił się delikatnie w opuszku mojego palca.
Szybko podłożyłam rękę pod kran i oblałam palec zimną wodą. Szczypało jak cholera, ale musiałam być dzielna.
- Co się stało? - zainteresowała się mama Horana.
- To nic takiego.
- Pokaż mi - zarządziła, a ja nie protestowałam.
Obejrzała moją rękę z każdej strony i pokręciła głową.
- Głębokie cięcie, ale powinnaś się szybko wyleczyć. - Poklepała mnie lekko po ramieniu z uśmiechem.
Kiwnęłam głową i ponownie zanurzyłam ranę pod wodę. Tak bardzo skupiłam się na obserwowaniu rany, że nie zauważyłam, kiedy wszyscy opuścili kuchnię.'
- Co robisz? - Zapytał ktoś tuż za mną.
Powstrzymałam piśnięcie, ale lekkiego podskoku ze strachu nie udało mi się pominąć.
- Kiedyś dostanę przez ciebie zawału, naprawdę - warknęłam zła.
- Podaj mi rękę - rozkazał.
Wytrzeszczyłam na niego oczy, patrząc przez ramię.
- Słucham?
- Podaj.
Zanim zaprotestowałam, Niall złapał mój nadgarstek i uważnie zbadał rozcięcie. Nie odrywałam wzroku od jego przystojnej twarzy, dziwiąc się jakim cudem to ja na niego trafiłam. Momentami był specyficzny i dziwny, ale potrafił obudzić we mnie takie uczucia, których wcześniej nie doświadczyłam. Pokazał mi, jak właściwie żyć i interpretować świat.
- Nic ci nie będzie, ale musisz bardziej uważać - powiedział jakby zmartwiony. - Nie chcę widzieć cię zranionej w jakikolwiek sposób.
Jego słowa sprawiły, że przypomniały mi się wszystkie rzeczy, które mi zrobił. Te świadome i te nie do końca, ale postanowiłam mu tego nie wypominać w takim momencie.
- To tylko małe przecięcie. - Skrzywiłam się z uśmiechem.
Nie odpowiedział. Odwrócił mnie przodem do siebie, pochylił się i delikatnie złożył pocałunek na moich wargach. Odsunął się, ale ja chciałam więcej.
Pragnęłam więcej.
- Chodźmy na kolację, bo niedługo zemdlejesz mi z głodu. - Splótł palce z moją zdrową dłonią i pociągnął mnie za sobą.
Jego troska sprawiała, że moje serce galopowało. W salonie wszystkie oczy skierowały się na nas, a potem na nasze złączone ręce. Mama mrugnęła do mnie, domyślając się co było na rzeczy, a pani Ellen powstrzymała szeroki uśmiech. Oczy obu matek mówiły "w końcu się doczekałam".
- Siadajcie i zaczynajmy, bo umieram z głodu - zarządził tata.

***

31 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

Nadszedł ten dzień.
Od trzech godzin próbowałam doprowadzić się do czegokolwiek. Prawie półtorej godziny męczyłam się z makijażem, potem cztery razy próbowałam założyć sztuczne rzęsy, co w końcu zakończyło się sukcesem. Chciałam wyglądać, jakbym rzeczywiście wybierała się na Galę Oscarów, ale ja nie posiadałam sztabu stylistów i pomocników.
Miałam dość.
- Kochanie? - Zza drzwi pokoju wychyliła się pięknie uczesana i umalowana głowa rodzicielki.
- Tak? - westchnęłam ciężko, obserwując się uważnie w lusterku.
Kobieta weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi.
- Radzisz sobie?
- Ledwo, ledwo - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. - Na szczęście skończyłam z etapem makijażu. Teraz przyszła pora na strój.
Obie popatrzyłyśmy w kierunku sukni rozłożonej na łóżku. Dobrałam do niej lekko połyskujące, cieliste buty na obcasie i kopertówkę w tym samym kolorze.
- Jest przepiękna - przyznała mama o wróciła wzrokiem na mnie. - Jest idealna dla ciebie. Nie czekaj, wskakuj w nią.
Dzięki jej pomocy udało mi się w miarę sprawnie ubrać i dopiąć wszystko na ostatni guzik.
Byłam gotowa.
- Wyglądasz cudownie. - Rodzicielka nie mogła wyjść z zachwytu.
Ucieszył mnie widok jej rozpromienionych oczu.
- Lepiej się pospiesz, bo dochodzi osiemnasta, a taksówka będzie za piętnaście minut - poinformowała i spokojnym krokiem zostawiła mnie samą.
Jeszcze raz przejrzałam się w lustrze i obróciłam wokół własnej osi. Rzeczywiście w jakimś stopniu wyglądałam, jakbym wybierała się na jakąś wielką galę. Przynajmniej tak się czułam.
Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Gotowa? - zapytał Niall. - Taksówka już jest.
Wzięłam głęboki wdech i starałam się uspokoić galopujące serce. Nie wiem czy stresowałam się imprezą, czy reakcją Horana.
- Desti?
Ugh!
Czemu w jego ustach to zdrobnienie nie brzmiało już tak źle? Mogłam nawet szczerze przyznać, że podobało mi się, kiedy mnie tak nazywał.
- Idę, idę - mruknęłam i po raz setny sprawdziłam czy wszystko zabrałam.
Niepewnie chwyciłam klamkę i sekundę później stałam przed milczącym blondynem. Wpatrywał się we mnie, jakbym zrobiła mu niewybaczalną krzywdę.
- Niall? - odezwałam się niepewnie, chcąc przywrócić go do świata żywych.
Chłopak potrząsnął głową i przetarł dłonią twarz. Bez słowa chwycił mnie za dłoń i poprowadził do wyjścia. Znaleźliśmy się na zewnątrz i dopiero, gdy otworzył mi drzwi do auta, przyjrzałam mu się dokładniej. Wyglądał bardzo przystojnie w granatowym garniturze i czarnej koszuli. Tylko chusteczka w butonierce odznaczała się ze stroju swoim bladoróżowym kolorem.
Dopasowaliśmy się idealnie.
Zanim zanurzyłam się w samochodzie, przysunęłam usta do ucha blondyna.
- Wyglądasz bardzo przystojnie - wyszeptałam. - Wręcz gorąco.
Horan ciężko przełknął ślinę i zacisnął szczękę. Przez chwilę miałam widok na jego piękne, niebieskie, jarzące się oczy wilka.
Kochałam je.
- Wsiadaj, bo zostaniemy w domu - warknął z kompletną powagą na twarzy.
Uśmiechnęłam się pod nosem i zajęłam swoje miejsce.
Zapowiadał się interesujący wieczór.

***

*Niall*

Za każdym razem, kiedy Destiny oddalała się ode mnie, nie spuszczałem z niej wzroku. Zwyczajnie nie mogłem. Wyglądała prześlicznie i przede wszystkim kurewsko seksownie. Nie tylko ja wodziłem za nią oczami. Byłem okropnie zazdrosny o każdego faceta, który odważył się na nią spojrzeć.
Była moja.
Tylko moja,do cholery.
- Ej, stary. - Liam szturchnął mnie łokciem w żebra. - Co się tak zamyśliłeś?
Payne przysiadł na oparciu kanapy obok mnie.
- Zdawało ci się - mruknąłem i wziąłem łyk drinka, który dostałem od Desti.
Nie wiem, co tu wlała, ale było całkiem smaczne i niezbyt mocne.
- Jak sobie chcesz. - Wzruszył ramionami.
Przyglądał mi się dłuższą chwilę, aż nie wytrzymałem.
- Co znowu? - westchnąłem.
- Czyli ty i Destiny jesteście oficjalni? - zapytał bez skrępowania.
Jakim cudem się domyślił?
- Jestem twoim kumplem i nie trudno było wyczuć, co cię tak zajmuje przez ostatnie piętnaście  minut - odparł, zanim zdążyłem zaprzeczyć. - Bez przerwy się na nią gapisz, a kiedy jest przy tobie, to masz maślane oczka.
- Brawo, Liam. Zaimponowałeś mi swoim zmysłem obserwacyjnym - zaśmiałem się. - Ale wydaje mi się, że powinieneś więcej uwagi poświęcić swojej dziewczynie, nie mojej.
- Powiedziałeś to! - Ucieszył się.
- Cicho bądź - syknąłem, sprawdzając czy nikt się na mnie nie gapił.
Nigdy nie mogłem nic przed nim ukryć. Był dobry w te klocki, a ja nie narzekałem, bo dzięki temu nie musiałem mu się spowiadać.
- Oj już nie bądź taki strachliwy. - Wywrócił oczami. - Każdy zasługuje na miłość.
Powtórzyłem słowa przyjaciela w głowie jeszcze kilka razy, sam nie wiedziałem w jakim celu.
- Twoja ukochana się zbliża, więc ja się oddalam.
Payne zniknął gdzieś w tłumie wystrojonych gości, a moje ciało od razu zlokalizowało dopasowaną duszyczkę.
- Woah, pohamuj swój entuzjazm - zażartowała, jak tylko stanęła tuż przed moim nosem,
Nawet w szpilkach była trochę niższa.
- Bardzo dobrze się bawię - odparłem z lekkim uśmiechem. - Po prostu sprawiam inne wrażenie.
Destiny wywróciła oczami i machnęła ręką na moje słowa.
- Jesteśmy tu od trzech godzin, a ty nie wyrwałeś żadnej laski.
Auć.
Przecież byliśmy już oficjalnie razem.
- Jak to? - Zapytałem zdezorientowany. - Przecież...
- Tak wiem - przerwała mi. - To było głupie, przepraszam.
Z miną zbitego psiaka wyglądała jeszcze słodziej niż normalnie. Nie mogłem się długo gniewać.
- Wybaczę tylko wtedy, jak mnie teraz pocałujesz.
Wytrzeszczyła oczy na moje odważne wyzwanie.
- Tutaj?
- Wstydzisz się mnie? - Zapytałem lekko zawiedziony.
- Skądże - zaprzeczyła szybko i rozejrzała się dookoła. - Niall, ja...
Naprawdę było to dla niej trudnością?
Fakt, że zaczęła się wahać sprawił, że gdzieś w środku poczułem ukłucie bólu. To nie było złamanie serca. Po prostu poczułem, że nie byłem dla niej wystarczający. Jak głupek myślałem, że rzuci się na mnie bez słowa sprzeciwu i w końcu będę mógł pokazać innym, że jest tylko moja.
- Nie musisz, żartowałem - wycofałem się, nie chcąc jej do niczego zmuszać.
Odstawiłem pusty kubek na stolik obok i bez zbędnych słów skierowałem się do wyjścia. Potrzebowałem zaczerpnąć świeżego powietrza. Żeby oderwać myśli od krępującej sytuacji, podziwiałem dekoracje Cindy, które wykonała niesamowicie.
- Niall, zaczekaj! - Krzyknęła za mną, ale się nie zatrzymałem.
Bałem się, że mógłbym powiedzieć coś nieodpowiedniego.
- Niall!
Nawet się nie obejrzałem.

***

- Kurwa - mruknęłam i zamknęłam na chwilę oczy.
Powinnam była pomyśleć, zanim otworzyłam te cholerne usta. Czego ja się bałam, kiedy zaproponował pocałunek? Przecież był moim chłopakiem.
- Destiny. - Przy moim ramieniu pojawiła się Cindy. - Co się dzieje?
- Nic.
Posłała mi spojrzenie, które oznaczało, że kompletnie jej nie przekonałam i że powinnam postarać się postarać.
- Więc? - Spróbowała jeszcze raz.
Westchnęłam zirytowana i pociągnęłam ją za sobą. Zamknęłam nas w łazience, żeby nikt nam nie przeszkodził.
- Ja i Niall jesteśmy razem już oficjalnie - wypaliłam.
- Liam miał racje - wymamrotała do siebie.
- Słucham? - Uniosłam brwi zdziwiona.
Potrząsnęła głową i położyła mi dłoń na ramieniu.
- Mów co zrobiłaś - poprosiła.
- Dlaczego...
- Destiny, obie wiemy, że znowu zrobiłaś zanim pomyślałaś - westchnęła.
Musiałam to przyznać. Była świetną przyjaciółką i cholernie zaskakiwała mnie swoją spostrzegawczością. Za każdym razem.
Zobrazowałam jej sytuację, która miała miejsce kilka minut temu najdokładniej, jak potrafiłam.
- Idź za nim, na co czekasz? - Zmarszczyła czoło.
- Tak po prostu?
- Potrzebujesz kopnięcia w tyłek na zachętę?
Uniosłam ręce w geście poddania i zrobiłam krok w tył.
- Tylko bez agresji - zaśmiałam się.
- Idź już. - Kiwnęła głową w kierunku drzwi.
Nie zwlekałam. Wypadłam z łazienki jak poparzona i przepchnęłam się przez imprezowiczów na zewnątrz budynku. Gorączkowo próbowałam zlokalizować moją drugą połówkę, ale przez emocje miałam problem. W końcu do głosu doszło moje dopasowanie i bez trudu wskazało mi postać chłopaka.
- Ptrzepraszam - powiedziałam, zanim miał szansę mnie odtrącić. - Nie powinnam była tak zareagować. To było głupie i niedojrzałe. Po prostu spanikowałam jak dziecko. Przecież jesteś moim chłopakiem i jestem z tego kurewsko dumna. Nawet nie wiesz, jak szczęśliwa jestem, a ja nie potrafię tego określić słowami. Musisz...
W dokończeniu zdania przeszkodziły mi cudowne usta Horana. Pocałował mnie gwałtownie i bez ostrzeżenia, a ja się nie opierałam. Wręcz przylgnęłam do niego jeszcze bardziej. Rozkoszowałam się uczuciem dotyku jego dłoni na moim ciele.
- Przestań już mówić - wyszeptał, jak tylko odsunęliśmy się od siebie. - Przestań.
- Jesteś zły? - Skrzywiłam się, obawiając się odpowiedzi.
Niall nabrał haust powietrza i powoli je wypuścił. Zastanawiał się, co powiedzieć, żeby źle tego nie odebrała.
- Poczułem się nieswojo, bo wstydziłaś się mnie pocałować wśród ludzi - odparł smutno. - Nie spodziewałem się tego.
- Byłam głupia. - Położyłam dłoń na jego policzku. - Powinnam korzystać z każdej okazji, żeby się tobą napawać. Musisz wiedzieć, że pragnę być w twoich ramionach, żebyś mógł trzymać mnie mocno i żebyś nigdy nie puścił.
Wyzwanie zabrzmiało poważniej niż sądziłam. Miałam nadzieje, że wyczuł szczerość moich uczuć. Reakcją Nialla było schowanie nosa pod moim uchem i delikatny całus w szyję, ledwie wyczuwalny. Staliśmy tak dłuższą chwilę, ale kompletnie mi to nie przeszkadzało. Mogłam tak zostać już na wieczność.
- Kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, nie sądziłem że staniesz się tak strasznie dla mnie ważna - odezwał się nagle.

A moje serce zakołatało jak szalone.

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

53.

Jeśli dodaję ten rozdział, to znaczy, że RACZEJ wróciłam z opowiadaniem :) 
Jednak to nie będzie Mały Maraton, bo nie jestem w stanie go zrobić.

Ten rozdział jest dość krótki w porównaniu z poprzednimi, ale zaczęłam go już jakiś czas temu i po prostu chciałam go jakoś zakończyć. Zdziwiło mnie to, że nagle naszła mnie ochota na pisanie i mam wrażenie, że znowu zaczynam się wkręcać w historię Nialla i Destiny.

Trzymajcie kciuki za kolejny rozdział, który być może pojawi się w przyszły weekend ;) 

Miłego czytania! xxx
____________________________________________




*Destiny*

Przez resztę czteroosobowej imprezy starałam się unikać rozmowy z Horanem. Nie chciałam psuć sobie humoru, bo już wystarczająco mnie zezłościł. Liam i Cindy postanowili zostać na noc, więc przygotowałam im miejsce do spania. Co prawda, to Payne wylądował na podłodze, ale z własnego wyboru, natomiast przyjaciółka zajęła moje łóżko. Jeszcze nie wymyśliłam, gdzie ja mogłabym spocząć, ale byłam w trakcie ciężkiego procesu myślowego. Jak wiadomo, blondyn musiał wrócić do siebie.
- Dobranoc, Niall - wymamrotała Cin, wtulając się w poduszkę.
Payne pomachała na pożegnanie i zawinął się w kołdrę. Jako jedyna stałam jeszcze na środku pokoju, obserwując poczynania całej reszty.
- Możemy pogadać? - zapytał Niall.
Dopiero po chwili zorientowałam się, że mówił do mnie. Zmarszczyłam czoło zdezorientowana i popatrzyłam na niego jak na niezrównoważonego psychicznie.
- Do mnie mówisz? - Wskazałam palcem swoją osobę.
Skinął głową, trzymając dłoń na klamce. Podjęłam szybką decyzję i skinęłam głową, godząc się. Razem opuściliśmy pomieszczenie, a chłopak rzucił pozostałym szybkie "dobranoc". Z racji, że wybiła trzecia w nocy, dom był zupełnie cichy i przerażający. Dlatego tez postanowiliśmy przenieść się do kuchni.
- Mam nadzieję, że nikomu nie zachce się pić - mruknęłam pod nosem, bardziej do siebie niż do niego.
Niall oparł się tyłem o blat, a ja zatrzymałam się w wejściu. Skrzyżowałam ramiona na piersi i przybrałam obojętny wyraz twarzy. Był całkowicie przeciwny temu, co czułam w środku. Cóż... Było tak przez większość czasu ostatnio.
- O czym chciałeś porozmawiać? - Uniosłam brwi fałszywie zaciekawiona.
- O nas.
- Dobrze wiesz, że nie ma żadnego "nas". - Wzruszyłam zniechęcona ramionami.
- Destiny... - westchnął i mocno zacisnął powieki.
Przygryzłam wargę, żeby powstrzymać się od złośliwości. Byłam zbyt zmęczona na ciągłe kłótnie. Chciałam spokoju i bezpieczeństwa, ale on nie mógł mi tego dać.
Zwyczajnie nie chciał mi tego dać.
- Chce mi się spać, więc przejdź do rzeczy - odparłam chłodno.
Niall wystawił dłoń w moim kierunku, ale pokręciłam głową.
- Podejdź - rzucił ze spokojem.
Moja odpowiedź była prosta...
- Nie.
Zmrużył oczy zdezorientowany.
- Dlaczego?
- Nie chcę, żebyś przejął nade mną kontrolę. Doskonale wiesz, co zrobić, żebym była bezbronna. Dzięki dopasowaniu masz mnie w garści. Nie potrafię nad sobą panować, a ty potrafisz to wykorzystać.
- Nie prawda. - Pokręcił głową zrezygnowany.
- Doskonale wiesz, że to prawda i tym razem to się nie wydarzy. - Zaśmiałam się gorzko. Odrobinę zbyt gorzko. - Nie będę tą, którą będziesz mógł sobie pomiatać. Miałeś czas, żeby się zdecydować czy chcesz ze mną czegoś więcej. Do niczego cię nie zmuszałam i cierpliwie czekałam na ruch z twojej strony. Jak zwykle wszystko się popsuło i już poświęcę się, mówiąc, że to moja wina.
Skrzywił się, jakbym naprawdę go skrzywdziła.
Zrobiłam to?
- To nie tak.
- A jak? - Prychnęłam ironicznie.
Niall zacisnął zęby i wsunął palce obu dłoni we włosy. Zamknął na chwilę oczy, a kiedy je otworzył wstrzymałam oddech.
- Pragnę cię mieć przy sobie, rozumiesz? - Wydusił z trudem. - Nie wiem, co to dokładnie oznacza i z czym się wiąże, ale cholernie cię potrzebuję. Każdy kolejny dzień kłótni i unikania sprawia, że opadam z sił i jakichkolwiek chęci do życia. Nie zauważyłaś tego? Aż tak bardzo mnie nienawidzisz?
Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale zaskoczona nie mogłam wydać z siebie żadnego słowa. Mój Alfa właśnie wyznał, że prawdopodobnie czuje to samo. Albo chociaż jakąś część tego, co ja do niego. Odczytałam tylko jak bardzo miał splątane myśli, więc mogłam się zorientować.
- Ja... - Zacięłam się.
Zamknął mi usta. Nie wiedziałam, co mogłam powiedzieć.
- Przecież chciałaś to usłyszeć, prawda? Chciałaś usłyszeć, to co noszę w sobie od dłuższego czasu.
Pod wpływem uczuć, które nagle mnie ogarnęły zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.
- Dziękuję - wyszeptałam niepewnie. - Naprawdę dziękuję.
Nastąpiła niezręczna chwila ciszy.
- Za co? - odezwał się, marszcząc czoło.
W tym momencie zabrakło mi pewności, co do słów, które miałam wypowiedzieć. Nie byłam typem osoby, który ujawniał wszystkie swoje myśli. Uczucia wolałam zachować dla siebie, żeby nikt nie mógł wykorzystać ich przeciwko mnie.
- Za przywrócenie mi nadziei, Niall. Za ten jebany promyczek nadziei.
Jego reakcją na moje słowa było zrobienie kilku kroków przed siebie. W ten sposób znalazł się tuż przy mnie.
- Przestaniemy się unikać? - Zapytał zmęczony.
Podniosłam wzrok na jego twarz i przygryzłam wargę, zastanawiając się. Żadne z nas nie wiedziało, co mogło czekać nas jutro. Czułam w kościach, że zbliżał się moment konfrontacji z naszym wrogiem. Wiedziałam, że miało to nastąpić.
Czy powinniśmy coś zaczynać w obliczu tragedii, która mogłaby się wydarzyć?
- Myślę, że możemy spróbować się dogadać - odparłam z lekkim uśmiechem.
Napięcie między naszymi ciałami było nie do zniesienia i Niall walczył z nim tak samo, jak ja.
- W porządku. - Wyprostował się dumnie.  - A teraz lepiej chodźmy się położyć.
Odwrócił się na pięcie, ale zanim przekroczył próg, zatrzymało go moje chrząknięcie.
- Um... Niall. - Skrzywiłam się, wracając do rzeczywistości.
Popatrzył na mnie przez ramię pytającym wzrokiem.
- Tak?
- Ja zostaję w salonie. Cindy zajęła moje łóżko - przypomniałam.
Blondyn w sekundę wrócił na swoje poprzednie miejsce i mocno mnie przytulił. Zrobiło mi się niezmiernie lekko i ciepło na sercu, więc bez wahania oddałam gest.
- Przepraszam, musiałem cię chociaż dotknąć. - Zrobił krok w tył.
- Rozumiem. - Uśmiechnęłam się zażenowana.
Patrzyliśmy się na siebie przez kilka sekund, aż w końcu popychana więzią przyciągnęłam go do siebie i mocno pocałowałam. Silnie pragnienie chciało utrzymać mnie w takiej pozycji już na wieczność, ale zdrowy rozum sprawił, że niechętnie się odsunęłam.
- O kurwa - Horan wydusił prawie bezgłośnie. - Znaczy... O kurcze.
Zagryzłam wargę, żeby ukryć zadowolenie i popchnęłam go delikatnie w kierunku wyjścia. Minutę później każde z nas leżało w swoim łóżku. Moje myśli zatrzymywały się tylko na jednym.
Niebieskie oczy.
Czarujący uśmiech.
Ale najważniejsze...
Skrywane głęboko najcieplejsze serce, jakie można spotkać.

***

30 GRUDNIA 2017r.
*Destiny*

- Chyba zwariuję - wymamrotałam, kręcąc się po domu jak szalona.
Od wczorajszego popołudnia próbowałam skomponować całe moje przebranie na jutrzejszą zabawę u Cindy. Zaczęłam się szykować, jak tylko pożegnałam się z zakochanymi. Nawet nie bardzo miałam czas, żeby coś zjeść.
- Córeczko! - Mama zawołała z głębi domu.
- Tak? - Wydarłam się.
- Przyjdź do mnie!
Wywróciłam oczami o zawlokłam swoje cztery litery do rodzicielki, która aktualnie miała ten sam problem, co ja.
- Musisz pomóc mi wybrać dodatki. - Usłyszałam, jak tylko przekroczyłam próg sypialni rodziców.
Mama krzątała się nerwowo, próbując nie wywalić wszystkich rzeczy na podłogę w poszukiwaniu tej jedynej i pasującej. Z tego, co wiedziałam, nie mieli motywu przewodniego, ale jak na kobietę przystało, mama chciała wyglądać oszałamiająco.
- Czego dusza pragnie? - Zapytałam z szerokim uśmiechem.
- Nie stój tak, tylko weź się za szukanie kolczyków do tego naszyjnika. - Machnęła ręką gdzieś w kierunku łóżka i zanurzyła się do połowy w szafie.
- Tak jest, kapitanie - prychnęłam rozbawiona.
Po godzinie dyskusji i ciągłych zmian udało nam się dopasować wszystko w najmniejszym szczególe.
- Dziękuję, córeczko - powiedziała mama z błogim spokojem na twarzy. - Co ja bym bez ciebie zrobiła?
- Pewnie nic dobrego - zażartowałam.
- Ty już naszykowana na jutro? - Uniosła brwi zaciekawiona.
- Niestety, ale musiałam przerwać przygotowania, bo pewna cudowna kobieta potrzebowała mojej pomocy.
Rodzicielka pokręciła głową i odetchnęła ciężko. Wróciłam do swojego pokoju, gdzie zastałam nikogo innego, jak Nialla. Leżał swobodnie na łóżku z rękoma podłożonymi pod głowę.
- Musisz mnie tak nachodzić? - Zmarszczyłam czoło, nie potrafiąc zrozumieć jego dziwnego zachowania.
Znaliśmy się już dość długo, ale dalej nie mogłam przywyknąć.
- Ciebie też miło widzieć - prychnął sarkastycznie.
- Widzieliśmy się już dzisiaj.
- Przelotnie, kiedy wpadłaś do kuchni po kawę. - Wywrócił oczami. - Czy ty w ogóle coś jadłaś od wczorajszego obiadu?
Odwróciłam wzrok, nie odpowiadając. Oczywiście, że nic nie zjadłam. Nie miałam czasu.
- Destiny...
To był poważny ton.
Zbyt poważny.
- Słucham? - Uśmiechnęłam się dziecinnie, licząc na zmiękczenie jego serca.
- Mam jedno pytanie.
Uniosłam brew, zachęcając go do kontynuowania.
- Połamał ci ktoś kiedyś wszystkie kości? - Zmrużył na mnie oczy i podniósł się do siadu.
- Czy to jest groźba?
- Pytanie.
- Nikt mi nigdy nic nie złamał - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
Musiałam włożyć ogromnie dużo wysiłku w to, żeby utrzymać powagę. Stanowcza postawa Nialla bardzo mnie rozbawiła. Był taki kochany, kiedy się martwił.
- Jeśli w tej chwili nie pójdziesz zrobić sobie jedzenia, to obiecuję ci, że to się zmieni - powiedział, podchodząc.
Nawet się nie cofałam. Nie było sensu, bo i tak by mnie złapał.
- Naprawdę? - Zapytałam głupio.
- Nie drażnij się ze mną - ostrzegł.
- Kiedy ja uwielbiam to robić - jęknęłam.
Horan przyglądał mi się przez chwilę, po czym położył dłonie na moich policzkach i zniżył się tak, żeby zrównać nasze oczy.
- Za chwilę tego pożałujesz - wyszeptał.
- Kolejna groźba - rzuciłam i pokręciłam głową, udając niedowierzanie.
- Koniec tego - warknął pod nosem.
Zanim się obejrzałam, blondyn złapał mnie w pasie i jednym ruchem rzucił na łóżko. Skłamałabym, gdybym powiedziała, że się tego spodziewałam. Zaskoczył mnie totalnie.
- Niall - zaśmiałam się. - Co ty wyprawiasz?
Chłopak oparł kolano na brzegu łóżka, a obie dłonie umieścił po bokach mojej głowy i wpatrywał się w moje oczy.
- Kocham cię.
W tamtym momencie moje serce przestało na sekundę bić. Byłam pewna, że umarłam. Jednak zanim zdążyłam się odezwać, Niall kontynuował.
- "Kocham cię", to za słabe słowa, żeby określić to, co do ciebie czuję. Cholernie ciężko określić mi własne uczucia, co doprowadza mnie do szaleństwa. Odkąd usłyszałem przed uczelnią, że mnie kochasz poczułem, że mam tak samo. W sensie, że to nie jest tylko cholerne dopasowanie. Słowo "kocham" jest niewystarczające i akurat tego jestem pewien.
- Niall, ja... - zacięłam się. - O Boże.
Co miałam powiedzieć? Wyraził dokładnie to, co siedziało mi w głowie. Na głos nie brzmiało tak absurdalnie, jak mi się wydawało.
- Nie musisz nic mówić. - Pokręcił głową. - Musiałem to z siebie w końcu wyrzucić.
Odsunął się i usiadł na końcu łóżka ze spuszczoną głową. Różnież dźwignęłam się do siadu, splatając ze zdenerwowania palce dłoni.
- Właśnie to chciałeś mi powiedzieć w ostatnim czasie?
Przytaknął głową, ale w dalszym ciągu nie nawiązał ze mną kontaktu wzrokowego.
- Niall?
- Hm?
- Spójrz na mnie - poprosiłam.
- Masz mnie za idiotę, prawda? - prychnął ironicznie.
Wiedziałam, że tak mógł o sobie myśleć. Dla faceta użeranie się z uczuciami nie jest niczym łatwym.
- Absolutnie - odparłam spokojnie. - Wręcz przeciwnie, w końcu wiem, co czujesz. Dziękuję, że w końcu się otworzyłeś. Nawet nie wiesz, jak bardzo się cieszę.
Dopiero teraz odetchnęłam z ulgą. Dopiero teraz to do mnie dotarło.
Blondyn powoli podniósł głowę, wlepiając we mnie smutne oczy. Na sam widok zakuło mnie serce.
- Przestań - wymamrotałam.
Bez wahania przysunęłam się i objęłam go najmocniej jak potrafiłam. Kilka sekund później poczułam, jak jego ramiona oplatają moje ciało.
Czy już byłam w niebie?
- Czuję się zajebiście. - Usłyszałam jego przytłumiony głos.
Uśmiechnęłam się i odchyliłam głowę, żeby móc spojrzeć mu w twarz.
- Czyli to oznacza, że...
- Tak, zdecydowanie - przerwał mi.
- Ale jesteś pewien?
- Jak nigdy w życiu. - Posłał mi szeroki uśmiech. - Jednak myślę, że powinno to wyglądać bardziej oficjalnie.
Delikatnie odsunął się ode mnie i odchrząknął. Przyglądałam mu się uważnie, nie mogąc oderwać od niego oczu.
Był moim światem.
- Destiny, czy zechcesz zostać moją dziewczyną? - Zapytał z powagą.
Potrząsnęłam głową, żeby odgonić rozbawienie i wyprostowałam plecy.
- Z ogromną chęcią, Niall - odpowiedziałam.
Chłopak złapał mnie w ramiona, przez co oboje wylądowaliśmy na materacu.
- W końcu pierdolona ulga - jęknął, chowając nos w moją szyję.
Nie odezwałam się. Nie chciałam przerywać tak pięknej chwili.
Czekałam na to tak długo.
Stęskniłam się za taką wersją Nialla i chwilami bez problemów.
Za jego uśmiechem, dotykiem, głosem, przytulaniem...
Cholernie tęskniłam za nim całym.

Udało się...
W końcu byłam szczęśliwa.