wtorek, 30 maja 2017

58.

Kolejny już niebawem!

Miłego czytania! xxx
_____________________________________________





*Destiny*

Dopiero, kiedy się przebudziłam zrozumiałam, że zasnęłam. Spanikowana poderwałam się na równe nogi i przebiegłam po całym mieszkaniu, nie budząc Nialla. Wszystko wydawało się być w porządku. Nigdzie nie znalazłam śladów włamania, ani nic z tych rzeczy.
Odetchnęłam z ulgą.
- Prawie dostałam zawału - wymamrotałam sama do siebie.
Wróciłam do salonu i poprawiłam koc na chłopaku, bo ten zsunął się nieznacznie. Przez chwilę przyglądałam się spokojnej twarzy blondyna, nie mogąc uwierzyć, że był mi przeznaczony.
- Czemu tak nade mną stoisz? - Wymamrotał, zaskakując mnie.
Odchrząknęłam i podrapałam się po skroni, bo kompletnie nie wiedziałam, jak się wytłumaczyć. Wyszłam na idiotkę, wpatrującą się w śpiącego chłopaka.
- Dopiero przyszłam i chciałam sprawdzić czy jeszcze śpisz - skłamałam. - Teraz moja kolej, żeby odpocząć.
Horan z ociąganiem wyprostował się na kanapie i poruszył głową na boki, chcąc rozruszać mięśnie.
- Przecież wiem, że spałaś przyklejona do mnie - odparł z na wpół zamkniętymi oczami.
Nie miałam nic na swoją obronę.
- Nic się przez ten czas nie wydarzyło? - Zapytał już bardziej rozbudzony.
Pokręciłam głową i wzruszyłam ramionami.
- Wszystko takie samo, jak wcześniej.
Skinął głową i wstał, żeby następnie minąć mnie i wejść do łazienki. Nagle gdzieś na tyłach domu rozległ się huk. Pisnęłam zaskoczona i instynktownie osłoniłam głowę ramionami.
- Destiny! - Krzyknął Horan i sekundę później pojawił się w pomieszczeniu. - Nic ci nie jest?
- Nie, ale co to było? - Rozejrzałam się gorączkowo w ciemnościach.
Na szczęście już wcześniej automatycznie uruchomił się wilczy wzrok, więc widziałam wszystko idealnie, jak za dnia.
- To coś na zewnątrz - wyszeptał Niall.
Zgięty w pół i bezgłośnym krokiem podszedł do drzwi, prowadzących na podwórko. Kiwnął na mnie dłonią, żebym trzymała się blisko niego. Tak też zrobiłam.
- Widzisz? - Zapytał, tym samym kierując mój wzrok na postacie poruszające się w ciemności nocy.
- Myślisz, że to ludzie Dyrektora?
- Myślę, że on sam tutaj jest. Wiedziałem, że nie odpuści tak łatwo.
Dopiero teraz mnie olśniło.
- Śledził nas.
Horan posłał mi spojrzenie, mówiące, że też na to wpadł. Niestety równie za późno. W przypływie emocji, ale głównie strachu wybiegliśmy na zewnątrz, żeby sprawdzić czy nikt bliski nie był ranny.
- Wiedziałem, że was tutaj znajdę, moje cukiereczki - zarechotał mężczyzna i wyłonił się z ciemnej plamy żywopłotu.
- Czego znowu chcesz?! - Warknęłam.
- Was.
To jedno, głupie słowo przyprawiło mnie o dreszcze. Uświadomiłam sobie, że to mógł być nasz definitywny koniec. Z pewnością nie był tutaj sam. Przez cały ten czas kiedy mieliśmy spokój, on układał plan.
- Teraz już mi nie umkniecie - dodał i podniósł dłoń ponad głowę.
W tym momencie ze wszystkich stron pojawili się wielcy mężczyźni. Całkiem tak, jak ostatnio. Póki co, nie atakowali.
- Cześć, Destiny - usłyszałam znajomy głos. - Pamiętasz mnie?
- Logan? - Wymamrotałam prawie bezgłośnie.
Ktoś złapał mnie za dłoń i pociągnął na bok.
- Witaj - przywitał się, a ja mogłam zobaczyć tę znienawidzoną twarz z bliska.
Próbowałam się wyszarpać, ale nie podołałam jego żelaznemu uściskowi.
- Spokojnie - syknął już mniej przyjaźnie. - Nikt nie chcę, żeby zrobiło się brutalnie.
Zacisnęłam zęby i spinając wszystkie mięśnie ciała byłam gotowa na ewentualny atak, albo ucieczkę.
- Puść ją, do kurwy! - Warknął Niall władczym tonem.
- Hej, młody. - Logan nic nie robił sobie z jego jarzących się niebieskich oczu. - Co u ciebie? Słyszałem, że wujaszek cię zostawił. Bardzo niemądre posunięcie z jego strony.
- Odpierdol się od moich bliskich. Ty i ten twój Dyrektorek.
Nigdy jeszcze nie słyszałam takiego głosu u Horana. Sama zrobiłabym wszystko, żeby tylko się uspokoił. To nie zwiastowało nic dobrego.
- Już nie trzymacie się w stadzie, pieski? - Zapytał dyrektor, na co głośno warknęłam.
Nie miał prawa tak o nas mówić.
- Uspokój się mała, bo będę musiał zrobić ci krzywdę - wyszeptał mi Logan do ucha.
Wytężyłam wszystkie zmysły i skupiłam się na osobie blondyna. Miał rozbiegany, ale uważny wzrok. Starał się zapanować nad sytuacją, ale też nad samym sobą. Energia go rozsadzała, a ja czułam to na własnej skórze.
- Czyżby ktoś nas wołał? - W drzwiach pojawiły się dwie nowe osoby.
- Dzień dobry, proszę pana - rzuciła Cindy przesłodzonym głosikiem.
- Stęskniliście się? - Dodał Liam.
Twarz Dyrektora przybrała dziwny wyraz.
- Skąd się tu wzięliście, gówniarze?
- Proszę - zaśmiał się Payne. - Nie jesteśmy w podstawówce. Chyba stać się na lepsze epitety.
Miałam ochotę się zaśmiać, ale nie wypadało. Teraz całe nasze stado było w komplecie, więc była szansa, że u Nialla uruchomi się instynkt Prawdziwego Alfy.
- Musimy się pospieszyć, bo ten idiota wezwał pewnie więcej pomocy - wymamrotał mężczyzna, łapiąc się za kark.
- Kogo masz na myśli, bo na pewno nie samego siebie? - Zapytałam.
Facet zmroził mnie wzrokiem. Pewnie miał ogromną ochotę mnie udusić.
- Twojego cholernego braciszka - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Otworzyłam usta zdziwiona. Jak on śmiał mówić tak na mojego kochanego Mike'a?
Wykorzystując rozproszonego Logana, wyrwała się i zadałam mu cios prosto między nogi. Padł na kolana, więc jak strzała pobiegłam w stronę Dyrektora. Wyskoczyłam, żeby uderzyć z powietrza, ale czyjeś ręce złapały mnie i od razu przyparły do ziemi.
- Destiny! - Pisnęła Cindy.
Przez chwilę czułam się ogłuszona i miałam mroczki przed oczami. Odniosłam wrażenie, jakby sytuacja miała się powtórzyć, jakby ten nieszczęsny wieczór w kryjówce pana Horana znowu mnie dopadł.
Nie chciałam, żeby znowu zabrali mi Nialla... Nie zniosłabym tego drugi raz.
- Waleczna z ciebie dziewczyna - przyznał szef zamieszania z uznaniem. - Niestety mam wyśmienitą obstawę.
Kręciłam się i szarpałam ile mogłam, ale tylko niepotrzebnie straciłam siły.
- Przestało mnie to bawić - powiedział głośno i z powagą Horan.
Zanim się zorientował cała trójka przyjaciół zaczęła okładać wielkich mężczyzn, próbując się do mnie przedostać. Znowu wyszłam na beznadziejną ofiarę, która nie umie dać sobie rady.
Niestety zanim zdążyłam jakkolwiek zaprotestować, walka rozpętała się na dobre.

***

- Nie dam rady - wydusiłam, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku.
Moja klatka unosiła się i ciężko opadała. Od momentu, kiedy udało mi się wyrwać z łap jednego ze sług Dyrektora, dawałam z siebie sto procent. Już w wilczej postaci stawiałam czoło wszelkim problemom. W pewnym momencie idealnie zgrywałam się z przyjaciółką i wspólnie dokopałyśmy kilku facetom.
- Uważaj! - Usłyszałam gdzieś z boku i automatycznie się uchyliłam.
Okazało się to być odpowiednim posunięciem, bo z mojej lewej zaatakował mnie sam Logan.
- Jeszcze się nie zmęczyłaś? - Zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
- Dam radę pokonać jeszcze ciebie.
Słysząc moje słowa, zaśmiał się głośno. Całkiem jakbym opowiedziała prześmieszny żart.
- Za chwilę będziesz płakał - zagroziłam i ustawiłam się w pozycji do ataku.
Za moimi plecami cały czas wrzało pole bitwy. Aż dziwnym było, że żaden z sąsiadów nie interweniował.
- Nie podskakuj, mała suko, bo pożałujesz. - Zmrużył groźnie oczy.
Uniosłam brwi zdziwiona nagłą zmianą humoru chłopaka. Zachowywał się jak ja podczas okresu.
- Czyżbyś niepokoił moją koleżankę? - Nagle przy moim boku pojawił się Liam.
W duchu skakałam z radości, że nie byłam już sama w tej potyczce.
- Nie twoja sprawa, chłopczyku - odparł Logan, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nie tobie to osądzać - rzucił Payne i wycelował kopnięcie prosto w szczękę naszego przeciwnika.
Nie zostając w tyle, kucnęłam i go podcięłam. Zwalił się na ziemię i przez chwilę nawet się nie poruszył.
- To było niezłe - przyznał mi Liam z uśmiechem.
Odwróciłam się, żeby sprawdzić jak radziła sobie moja druga połówka. Ledwie wypatrzyłam go w tej wrzawie. Siłował się z jednym potężnym facetem, ale widziałam, że to on był górą.
- Pomóżmy im. - Payne klepnął mnie w ramię i pobiegł przed siebie.
Rzuciłam okiem na Logana, który dalej się nie ruszał. Musiał nieźle uderzyć głową, że aż tak go zamroczyło.
- Jestem - rzuciłam, podbiegając do blondyna.
- Świetnie sobie radzę - wydyszał.
Miał twarz oblaną potem i potargane włosy. Dłonie cały czas trzymał zaciśnięte w pięście, jakby tylko czekał na odparcie wszelkiego ataku.
- Twoje oczy... - zaczęłam, ale zdecydowałam się urwać.
Musiałam zaatakować goryla, który nie odpuszczał. Wielu z nich już leżało praktycznie nieprzytomnych na trawie, ale kilku próbowało walczyć. Z pomocą Horana uderzyłam go tak, że poleciał kilka metrów dalej.
- Czuję większą siłę, kiedy jesteśmy wszyscy razem - odparł w odpowiedzi na moje nieskończone zdanie.
Oboje czujnie się rozglądaliśmy, stojąc do siebie tyłem. Po drugiej stronie ogrodu stała Cindy z Liamem.
- Jesteśmy twoim stadem, Niall. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Największego kopa dajesz mi ty, Desti - rzucił.
Serce mi podskoczyło, a ja zagryzłam wargę. W takiej chwili nie mogłam usłyszeć lepszych słów.
- Zabierajmy się stąd - zdecydował, kiedy stałam cicho.
Bez wahania potruchtałam w stronę wejścia do domu, licząc że Niall podążył za mną. Dłonią skinęłam jeszcze na parę zakochanych.
- Nie tak prędko.
Niespodziewanie zostałam ponownie przyparta do ziemi. Ten ktoś musiał ważyć tonę.
- Myślałaś, że mi się wywiniesz?
Logan.
- Wal się - warknęłam z policzkiem wciśniętym w trawę.
Instynktownie domyśliłam się, że pozostała trójka chciała mi pomóc, ale coś ich powstrzymywało.
- Zostaw ją - zażądał Horan stanowczo.
Wtedy do akcji dołączył Dyrektor, o którym na moment zapomniałam. Teraz widziałam jego buty tuż przed moją twarzą.
- Ta piękna istotka będzie musiała się poświęcić - powiedział, a ja struchlałam.
To się działo...
- Liczyłem na złapanie najlepszego okazu, jakim jest sam Niall Horan, ale niestety okazałeś się zbyt mocny, kiedy reszta do ciebie dołączyła. Dlatego będę musiał zadowolić się nią. Nie podoba mi się, że uszkodziliście moich wiernych przyjaciół, ale mam nadzieję, że jakoś się wyliżą.
- Ty chory pojebie! - Krzyknął Payne.
- Uważaj na słowa - upomniał go, jak przystało na pracownika szkoły.
Serce waliło mi jak opętane. Miałam świadomość, że mogłam zginąć, albo zostać ranna. Jednak teraz, gdy to wszystko się działo, byłam przerażona.
"Nie bój się"
To był Niall.
Wykorzystywał telepatię. Naszą tajną broń w komunikowaniu, o której nikt nie miał pojęcia.
Postanowiłam odpowiedzieć, ale cholernie nie chciałam się żegnać.
Przecież na koniec i tak wszystko będzie w porządku, a skoro nie jest to znaczy, że to nie może być nasz koniec.
Taką miałam nadzieję,

"Byłeś najlepszym, co mnie spotkało, dziękuję"

____________________________________________

PŁACZĘ!

piątek, 26 maja 2017

57.

Przepraszaaaam baaardzo!

Wiem, długo nic nie dodawałam, ale już nadrabiam ;)

Miłego czytania! xx

___________________________________________



*Destiny*

Wszyscy dookoła pewnie pomyśleli, że zwariowałam.
- Zrobię, co tylko będziesz chciał - zdeklarowałam głośno i wyraźnie. - Jedyne czego chcę w zamian, to uwolnienia naszych rodzin.
Dyrektor zaśmiał się ponuro, przerażając mnie obleśnym uśmieszkiem, który nie schodził mu z twarzy.
- Naprawdę myślisz, że to takie proste? - zapytał.
Wzięłam głęboki oddech, zacisnęłam pięści i napięłam mięśnie w całym ciele.
- No dalej - ponagliłam, ignorując jego pytanie.
Niall szarpnął mnie za ramię, przyciągając do siebie.
- Oszalałaś? - syknął.
Miał zmarszczone czoło i rozbiegany wzrok.
-Nie bój się, wiem co robię - zapewniłam.
Chociaż do końca sama nie wiedziałam, co mogło się wydarzyć.
Ale zaryzykowałam.
- Ja to załatwię. - Wystąpił przede mnie i uniósł brodę, żeby wyglądać na pewnego siebie.
Był taki, nie musiał udawać.
- Czyżby kłótnia między zakochanymi? - zażartował Dyrektor.
Zmrużyłam oczy, próbując zabić go spojrzeniem.
- Przestań pierdolić i mów czego chcesz. Mam dość tej głupiej zabawy w kotka i myszkę - warknął Horan.
Wiedziałam, że jego oczy rozbłysły na żółto, a następnie na niebiesko. Nie było konieczne, żebym widziała jego twarz.
- Spokojnie, wilczku.
Nagle ze wszystkich stron wyłonili się faceci ubrani na czarno. Przez to jak bardzo byli napakowani, wyglądali jakby nie mieli szyi. Po moim ciele przebiegł dreszcz niepokoju.
Było ich zbyt wielu, żebyśmy dali im szansę tylko we dwoje.
- Mam kilku pomocników na wypadek, gdybyście coś kombinowali - odezwał się mężczyzna. - Kochana, nadal jesteś chętna do współpracy?
Mówił do mnie...
Kurwa.
- Odpieprz się od nas i naszych rodzin! - wrzasnęłam.
Emocje brały górę, a ja nie mogłam nad tym zapanować.
W całym holu rozległ się głośny rechot tego idioty. Dlaczego nikt nie przybywał z pomocą?
Hmm... Może dlatego, że nikt nie wiedział, że tutaj dotarliśmy.
- Pójdziecie ze mną, a wtedy odstawię waszych bliskich do domu - powiedział Dyrektor, poważniejąc.
- Co chcesz z nami zrobić? - zapytałam, stając obok blondyna. - Zabić?
- Być może. - Wzruszył ramionami i skinął głową do swoich goryli. - Brać ich.
Niespodziewanie akcja zaczęła się toczyć jakby w zwolnionym tempie. Serce waliło mi jak oszalałe, ale nie straciłam przytomności umysłu.
- Uciekaj! - krzyknął Horan i odepchnął mnie wgłąb pomieszczenia.
Jednak, jak na mnie przystało, nie mogłam przystać na takie rozwiązanie. Używając całej siły w nogach rozbiegłam się i z wyskoku zaatakowałam faceta. który chciał zajść Nialla od tyłu. Ten runął na ziemię, powodując lekkie trzęsienie ziemi.
- Już nie jesteś taki mocny, co? - splunęłam w jego stronę i podarowałam mu kilka kopniaków.
Zdziwiony blondyn skinął głową z uznaniem i już nie próbował mnie odsyłać. Stanęliśmy do siebie plecami i odpieraliśmy ataki każdej z małp Dyrektora. Wyglądało to całkiem, jak na wszystkich filmach akcji.
- Myślicie, że dacie rade ich wszystkich pokonać? - Usłyszałam gdzieś z daleka. - Zmiażdżą was jak robaki.
Napędzana strachem o utratę bliskich, warknęłam wściekle. Niall zrobił to samo i w tym momencie poczułam przypływ niesamowitej energii. Oddychałam ciężko, ale miałam wrażenie, jakbym unosiła się nad ziemią.
- Współpracujmy - wyszeptał Niall.
Wykonaliśmy wszystkie ataki, jakich nauczył nas wuj Horan. Dzięki nim położyliśmy każdego, kto się zbliżał. Po dłuższym czasie mieliśmy spokój. Wokół nas rozpościerał się widok powalonych czarnych mas.
- Myślicie, że wygraliście? - Dyrektor skierował się do wyjścia. - Otóż nie. Ja nadal mam waszych bliskich. Do zobaczenia niebawem.
Pożegnał się i zniknął. Wybiegliśmy za nim i zatrzymaliśmy się na schodach, ale nie było po mężczyźnie żadnego śladu. Całkiem jakby wyparował.
- Zabierajmy się stąd. - Blondyn złapał moją dłoń i pociągnął w kierunku bramy posiadłości.

***

2 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Zatrzymaliśmy się w małym pensjonacie, który napotkaliśmy w drodze powrotnej do domu. Do tego momentu nie skorzystaliśmy nawet z zatrzymania przypadkowego samochodu. To było zbyt niebezpieczne. Dotarliśmy tutaj grubo po północy, a teraz zbliżało się południe. Fakt, że była zima nie ułatwiał nam przemieszczania się. Mimo tego, że ja potrafiłem ogrzać się ciepłotą własnego ciała, to Destiny musiała polegać z tym na mnie.
Starałem się najbardziej, jak mogłem.
- Umm. - Masa z kołdry, leżąca obok mnie poruszyła się nieznacznie.
- Czy księżniczka zamierza wstać? - zapytałem wesoło.
Nie chciałem jej zrywać, ale nie mogliśmy tutaj długo zostać. Z drugiej strony uwielbiałem na nią patrzeć.
- Jeszcze chwilkę - mruknęła niewyraźnie.
- Jest już dwunasta - zaśmiałem się. - Wstawaj, śpiochu.
- Nie bądź gburem.
Uniosłem brwi zdziwiony.
- Słucham?
Dziewczyna zachichotała i szczelniej przykryła się kołdrą.
- Powtórz - poprosiłem.
- Ale co? - Wychyliła pół twarzy, dzięki czemu widziałem jej piękne oczy.
- Kim jestem? - Zmrużyłem oczy, udając zezłoszczonego.
- Niallem Horanem. - Wzruszyła ramionami.
Nie będzie robiła ze mnie głupka...
Rzuciłem się na nią i zacząłem łaskotać gdzie popadnie. Destiny zaniosła się śmiechem i w efekcie wierzgała nogami jak szalona.
- Przestań już! - Piszczała.
- Przeproś.
- Ale za co? - Wymamrotała zaczepnie.
Zerwałem z niej kołdrę i zrzuciłem na podłogę. Oparłem się nad nią tak, że nie mogła mi uciec.
- Co teraz? - Uniosłem jedną brew.
- Musimy wstać i zjeść jakieś śniadanie - odparła, odwracając wzrok.
- Ja mam ochotę na co innego.
Dziewczyna zastygła w bezruchu, wstrzymując oddech. Dotknąłem kciukiem jej warg. które okazały się zadziwiająco miękkie i dopiero wtedy wypuściła powietrze ze świstem.
- Boisz się? - Wyszeptałem.
- Ciebie? - Zmrużyła oczy. - Nigdy.
Bez wahania zaatakowałem jej usta, łącząc je z moimi w namiętnym pocałunku. Był on pełen uczucia, którym ją darzyłem. Nie byłem w stanie wyrazić go słowami, wiec wspomagałem się czynami.
- Och - westchnęła, kiedy odsunąłem się na kilka centymetrów. - Dlaczego to robisz?
Miała zamknięte oczy i rozmarzony wyraz twarzy.
- Co takiego? - Uniosłem brwi zaskoczony.
- Wszystko - mruknęła, złapała mnie za kark i zdecydowanym ruchem przyciągnęła do pocałunku.
Oczywiście, że nie protestowałem.
- Kocham cię - wyszeptałem między całusami. - Jesteś moim światem.
Na te słowa Destiny popatrzyła mi w oczy tak głęboko, że poczułem się jak zahipnotyzowany. Nic nie powiedziała, ale wyczułem, że to co powiedziałem coś w niej ruszyło.
- Umrę, jeśli coś ci się stanie - wyznała. - Nie wyobrażam sobie życia bez ciebie.
Atmosfera zrobiła się dość ciężka, więc odsunąłem się i usiadłem na brzegu łóżka.
- Nie możesz tak mówić. - Pokręciłem głową i zamknąłem powieki.
Spuściłem głowę, opierając łokcie na kolanach.
- Niall - westchnęła. - Mówię to, co mam na myśli.
- Dobrze wiesz, że szykuje się coś niebezpiecznego. Musisz być samodzielna, bo nie wiadomo, które z nas wyjdzie cało.
- Nie wiadomo, czy którekolwiek wyjdzie - dodała smutno.
- Przestań, proszę - odparłem cicho.
Serce bolało mnie na myśl utraty tak wspaniałej osoby, jaką była dziewczyna przy moim boku. Musiałem zrobić wszystko, żeby brudne łapy Dyrektora jej nie dopadły.
- Niall zamykaj się przede mną - poprosiła płaczliwie.
Zacisnąłem zęby i potrząsnąłem głową.
- Uratuję ich i ciebie - obiecałem, patrząc jej prosto w oczy. - Zrobię to.
Dziewczyna zacisnęła wargi i wtuliła się w moje ramię. Pocałowałem ją w czubek głowy, napawając się chwilą spokoju.
- Obiecaj, że nigdy mnie nie zostawisz.
Słysząc taką prośbę, aż zamarłem.
Mogłem to obiecać?
- Nigdy - przyrzekłem i jej i sobie. - Zawsze wybiorę ciebie, nie ważne co się będzie działo.

***

*Destiny*

Zaraz po śniadaniu postanowiliśmy zebrać wszystkie rzeczy, które mieliśmy ze sobą i ruszyliśmy w drogę. Przemiły starszy mężczyzna podwiózł nas prawie pod sam dom.
- Dziękujemy. - Powiedziałam na odchodne i zostawiłam mu na fotelu banknot.
Należało mu się za tak długą podróż z nami.
- Jesteśmy u siebie - westchnął Niall, kiedy przekroczyliśmy próg mojego domu.
- Tylko co teraz?
To pytanie bardziej zadałam sobie, niż jemu.
- Coś wymyślimy - odpowiedział mimo wszystko.
Od razu skierowałam się do kuchni, z nadzieją, że coś zostało w lodówce z przyjęcia sylwestrowego. Dzisiaj jedliśmy jedynie niewielkie śniadanie.
- Jesteś głodny? - Rzuciłam przez ramię do śledzącego mnie blondyna.
- Ciebie zawsze.
Zawstydziłam się i przyspieszyłam kroku. Na szczęście znalazłam w lodówce dwie sałatki i jakieś ciasto.
- Chodź, podzielimy się.
Przy posiłku staraliśmy się wykombinować najlepszy sposób na odzyskanie naszych rodziców, co nie było łatwym zadaniem. W międzyczasie nawet zadzwonił Mike, ale wspólnie uzgodniliśmy, żeby nie pokazywał się w mieście przez najbliższe kilka dni. Obawiałam się, że jego Dyrektor też mógł porwać.
Pozmywałam naczynia i wyrzuciłam niepotrzebne śmieci, żeby kuchnia wyglądała porządnie. Oparłam się biodrem o brat i wytarłam ręce w mały ręczniczek.
- Jestem totalnie padnięty. - Niall ziewnął, czym zaraził również mnie. - Powinniśmy odpocząć.
Chłopak podszedł i owinął swoje ręce wokół mojej talii, przysuwając się do mnie najbliżej jak tylko się dało. Ciepło jego ciała sprawiło, że się odprężyłam.
- Nie możemy oboje zasnąć - stwierdziłam stanowczo. - Ktoś musi stać na warcie.
- Czyli zgłaszasz się na ochotnika? - Mrugnął zaczepnie i złożył całusa na moim czole.
- Tego nie powiedziałam. - Wtuliłam się w klatkę piersiową blondyna i odetchnęłam ciężko. - Ale jeśli mnie przekonasz, to pozwolę ci spać.
Niall jak na zawołanie zrobił minę smutnego pieska, próbując na mnie wpłynąć.
- No nie wiem, nie wiem.... - wahałam się.
Boże, jak ja go kochałam.
- A teraz? - zapytał, ale zanim odpowiedziałam pocałował mnie mocno.
Na chwilę straciłam oddech i panowanie nad własnym ciałem. Niekontrolowanie jęknęłam, kiedy już się odsunął. Na jego ustach pojawił się uśmieszek oznaczający wygraną.
- No dobrze - westchnęłam. - Ale tylko godzinę, a potem ja.

Wszystko byłby w porządku, gdybym nie przytuliła się do Horana i nie zamknęła oczu. Przez to przysnęłam i nie usłyszałam hałasu dochodzącego z tyłu domu.


__________________________________________

Już niedługo kolejny! <3

wtorek, 9 maja 2017

56.

Miłego czytania, misiaki! xxx

Dzięki, że jesteście <3 
____________________________________________




*Destiny*

- Niall! - wrzasnęłam, wykorzystując całe powietrze z płuc.
Chłopak zjawił się szybciej niż się spodziewałam. Od razu wziął mnie w ramiona i przytulił, ale szybko się wyplątałam. Pędem puściłam się w kierunku pozostałych pomieszczeń. Niestety każde, które sprawdziłam było puste. Zdyszana zatrzymałam się w drzwiach pokoju rodziców.
- Gdzie oni są? - zapytałam w przestrzeń.
Pościel była nienaruszona. Tak, jakby nikt nie spał w tym łóżku od wczoraj. Jedynie salon był w rozsypce.
- Wydaje mi się, że ten ktoś zastał ich w salonie - powiedział Niall, stając za mną.
- Niall - jęknęłam płaczliwie. - Co my teraz zrobimy?
Z całych sił próbowałam powstrzymać łzy, żeby zachować się profesjonalnie. Niestety było to trudniejsze niż myślałam. Przecież chodziło o moich rodziców, do cholery.
- Na pewno nie możemy panikować - odparł zamyślony, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu, jakby szukał czegoś ważnego. - Musieli zniknąć zanim wróciliśmy z imprezy od Cindy.
- Przeszliśmy przez dom nie zapalając świateł - zauważyłam.
Teraz dokładnie pamiętałam wczorajszą drogę do domu oraz to, że nie sprawdziliśmy czy rodzice byli w swoich pokojach. Jak mogłam być tak głupia?
- To moja wina. - Zacisnęłam pięści z całej siły. - Powinnam była ich nie zostawiać, czując że coś jest nie tak.
- Czułaś to? - Horan zmarszczył czoło.
Skinęłam głową, po czym przeszliśmy do kuchni.
- Od kilku dni miałam dziwne przeczucie, że coś złego może się wydarzyć. Nie dawało mi spokoju aż do wczoraj.
- Myślisz, że to...
- Tak - przerwałam mu. - Dyrektor.
- W końcu nas znalazł - warknął. - Ale dlaczego porwał rodziców?
Oparłam tyłek o blat i oplotłam się ramionami. Wyrwana z rzeczywistości tępo wpatrywałam się w podłogę.
- Postanowił zadziałać podstępem - mruknęłam. - Można się było tego spodziewać. Nie mógł odpuścić.
- Ma świadomość, że dla rodziny zrobimy wszystko - blondyn dokończył moją myśl. - Ale zaraz... Gdzie jest Mike?
- Wczoraj pojechał do znajomych w innym mieście, jest bezpieczny.
Na szczęście w jego przypadku mogłam być spokojna i to dodało mi otuchy. Jak najszybciej musiałam się z nim skontaktować.
- Myślę, że powinniśmy spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Nie ma na co czekać. - Wyprostowałam się jak struna i pewnym krokiem wyszłam na korytarz. - Potem zadzwonię do brata, a ty do wujka.
Niall zgodził się bez wahania i ruszył w moją stronę.

Musieliśmy działać jak najszybciej.

***

- Ciągle nie mogę się do niego dodzwonić - mruknął Niall i rzucił telefon w kąt kanapy. - Próbuje od jakichś czterdziestu minut i nic.
- Może zmienił numer. - Uniosłam brew i wzruszyłam ramionami.
- Jest sygnał.
- Przecież miał jakąś umowę z tym dziwnym facetem, który przetrzymywał jego córkę, więc może dlatego nie może się z tobą kontaktować - powiedziałam zgodnie z tym co szczerze myślałam.
Blondyn zastanowił się przez chwilę i skinął głową.
- Możesz mieć rację, ale to oznacza, że on nam nie pomoże. Zostaje nam tylko twój brat.
- A nasza uczelnia? - Skrzywiłam się, wiedząc, że to nie był najlepszy pomysł.
- Tam zwrócimy się w ostateczności. - Niall złapał się za głowę i ociężale opadł na kanapę.
Wyliczyłam w głowie wszystkie pozytywy i negatywy takiego wyjścia. Jednoznacznie wychodziło, że nie powinniśmy sami porywać się na Dyrektora, który był nieobliczalny. Oczywiście, że nie mogłam pozwolić na to aby po raz drugi torturował Horana.
- Jedziemy do Mystic College - zdecydowałam twardo.
- Chyba sobie żartujesz - prychnął. - To będzie pierwsze miejsce jakie obstawia ten wariat. Wie, że nie będziemy chcieli działać we dwójkę.
- On ma naszych rodziców, do cholery! - krzyknęłam zła. - Nie zależy ci na uratowaniu własnej matki?!
Niall podniósł się gwałtownie i w sekundę znalazł się przed moim nosem, przyciskając mnie do ściany.
- Nigdy więcej nie waż się tak myśleć - warknął, a ja poczułam jego oddech na policzku. - Mama jest jedyną osobą, która została mi na tym świecie, a która była ze mną w każdej chwili. Niczego bardziej nie pragnę, jak odnalezienia jej całej i zdrowej.
Przeraziłam się, kiedy wyczułam serce chłopaka, bijące niezwykle mocno. Nie chciałam go zdenerwować, ale jak zwykle nie zdążyłam ugryźć się w język.
Przecież on już stracił ojca...
- Przepraszam - wyszeptałam i popatrzyłam mu głęboko w oczy. - Naprawdę przepraszam.
Odetchnął, ale się nie cofnął. Zdecydowałam się przytulić najmocniej, jak umiałam. Spięte ciało blondyna w końcu się rozluźniło.
- Przepraszam - powtórzyłam najszczerzej jak tylko mogłam.
- Nie powinienem na ciebie naskakiwać - odparł przygnębiony. - Po prostu czuję się kurewsko bezsilny.
Widząc jego smutne oczy, zacisnęłam zęby i odsunęłam go od siebie na krok.
- Musimy zacząć działać, kochanie. - Mrugnęłam zaczepnie.
Takim małym gestem udało mi się wywołać malutki uśmieszek na ustach mojego mężczyzny.

***

*Niall*

Od godziny byliśmy w drodze. Zmierzaliśmy na uczelnie, bo nie pozostało nam nic innego. Brat Destiny również uznał to za najlepszą opcję. Ja dalej byłem przeciwny, ale postanowiłem się podporządkować.
Aktualnie czekaliśmy aż pojawi się jakieś auto.
- Dlaczego musimy korzystać ze stopa? - jęknęła zmęczona dziewczyna, przeciągając się.
- Tak jest najbezpieczniej.
- Nie słyszałeś o zboczeńcach? - Oburzyła się bardzo teatralnie.
- Słyszałem - przytaknąłem. - Jestem jednym z nich.
Desti otworzyła usta ze zdziwienia, ale szybko je zamknęła i szturchnęła mnie łokciem w bok.
- Ciebie się nie boję - zachichotała.
Chwyciłem ją za talię i władczo przyciągnąłem do siebie.
- Jesteś pewna? - Zmrużyłem groźnie oczy. - Umiem gryźć.
- Wiem - rzuciła niewzruszona.
Uniosłem brwi, a ona pokazała mi język. Niespodziewanie, zamiast się uwolnić, to przylgnęła do mojego boku i odetchnęła.
- Boję się, Niall - wymamrotała.
Przytuliłem Desti tak, że całkowicie zetknęła się z moją klatką piersiową i oparłem brodę o jej głowę.
- Jesteśmy razem, a wtedy jesteśmy najsilniejsi.
Dziewczyna zadrżała i zacisnęła pięść na mojej kurtce.

Obym się nie mylił.

***

*Destiny*

Po przebyciu ostatnich kilku metrów drogi prowadzącej do drzwi uczelni, miałam ochotę tylko paść na podłogę i zasnąć. Był dopiero wieczór, ale w żadnym oknie nie świeciło się światło. Oświetlone były tylko schody wejściowe.
- Niall, zaczekaj. - Zatrzymałam się gwałtownie.
- Co? - Spojrzał przez ramię nim postawił stopę na stopniu.
- Tutaj jest za spokojnie.
- Jest przerwa świąteczna - zironizował. - Czego się spodziewałaś?
Zmarszczyłam czoło zdziwiona jego tonem i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Przecież Rada ma tutaj swoją siedzibę, więc niemożliwe, żeby było kompletnie pusto.
Chłopak zawrócił i podszedł do mnie.
- Nie jest pusto. - Pokręcił głową litościwie. - Zwyczajnie jest tu tylko kilka osób odpowiedzialnych za monitorowanie obiektu i tyle.
Nie odezwałam się, ale i tak miałam złe przeczucia. Kobiety mimo wszystko miały ten szósty zmysł, a tym bardziej kobieta wilkołak.
- Idziesz?
Otrząsnęłam się z zamyślenia i podążyłam za Horanem do środka.
Tak jak się spodziewałam, było kompletnie pusto, ale uczelnia była otwarta.
- Co teraz? - odezwałam się, a po korytarzu rozeszło się złowrogie echo.
Byłam delikatnie wystraszona, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Chodźmy do części z gabinetami Rady.
Tak też zrobiliśmy.

***

- Mówiłam, że nikogo tutaj nie ma - prychnęłam, kiedy skończyliśmy obchodzić części z pokojami dla uczniów.
Zatrzymaliśmy się na szczycie schodów, kombinując co dalej. Budynek był jak opuszczony w pośpiechu, bo nikt nie zgasił świateł ani nie zamknął drzwi. Gdzieś w środku czułam, że taki stan czekał właśnie na nas.
- Kurwa mać - warknął nagle Niall, sprawiając że podskoczyłam.
- Co się stało? - Zapytałam prawie bez tchu.
Złapałam się za serce, żeby sprawdzić czy aby na pewno się nie zatrzymało.
- To jest jakaś beznadzieja. Do kogo mamy się teraz zwrócić? Nie został nam nikt, oprócz nas samych.
Horan zacisnął palce w pięść i uderzył w ścianę. Użył całej swojej siły, bo zostawił prawie niewidoczny ślad.
- Wyjdźmy stąd, dziwnie się tutaj czuję - wymamrotałam pod nosem, pospiesznie pokonując schody.
- Co jeśli ich nie znajdziemy? - Chłopak odezwał się za moimi plecami.
- Nie mów tak.
- Albo jeśli nas zabiją? - Kontynuował.
Zagryzłam wargę i spróbowałam go zignorować. Nie potrzebowałam podnoszenia ciśnienia, już wystarczająco się stresowałam, a przecież musiałam myśleć trzeźwo.
- Nie możemy się rozdzielać! - zawołał za mną, kiedy zostawiłam go w tyle.
Pokręciłam głową i zaczekałam u podnóża schodów. Niall dogonił mnie i ujął moją twarz w dłonie.
- Poradzimy sobie - obiecał.
Uwierzyłam mu bez wahania, ale zmartwiłam się, kiedy popatrzył ponad moją głowę, a jego oczy rozbłysły na niebiesko.
- Witam w progach Mystic Academy - usłyszałam za plecami znajomy głos.
Odwróciłam się gwałtownie, a moje oczy napotkały postać, której szczerze nienawidziłam.
- Czego chcesz? - Syknęłam wściekła.
Dyrektor uśmiechnął się jednym kącikiem ust i poprawił krawat. Jak zwykle ubrany był w nienaganny, idealnie skrojony garnitur.
- Myślałem, że już tutaj nie dotrzecie. - Zignorował moje pytanie. - Czekałem i czekałem.
Wiedziałam!
- Odwal się od nas i od naszych rodzin! - Krzyknęłam z całych sił.
Obawiałam się, że nie powstrzymam łez.
- Spokojnie - szepnął mi Niall na ucho i zrobił krok przede mnie. - Narobiłeś sobie roboty, zasadzając się na naszych rodziców.
- Było łatwiej niż myślałem. - Wzruszył ramionami. - Ważne, że poskutkowało i udało nam się zobaczyć.
- Obawiam się, że to jednostronna radość ze spotkania - rzucił beztrosko Horan.
- Jesteś odważny, ale na nic ci się to nie przyda. Mam nad wami przewagę.
W twarzy Dyrektora coś się zmieniło. Wyglądał, jakby był zaniepokojony, kiedy patrzył na naszą dwójkę.
- Coś się stało, panie dyrektorze? - Widocznie blondyn też to zauważył.
- Lepiej nie pogarszaj waszej sytuacji i oddaj się w moje ręce - zażądał mężczyzna.
Wybuchnęłam śmiechem na jego słowa. Był na tyle głupi, żeby sądzić o bezwolnym oddaniu się w jego brudne łapska.
- Radzę ci, żebyś przyprowadził naszych bliskich. - Tym razem głos Horana się zaostrzył.
Dyrektor zaśmiał się krótko.
- Przyglądają się wam, odkąd przekroczyliście próg uczelni.
Odruchowo rozejrzałam się dookoła. Moje myśli błagały o zesłanie jakiejkolwiek pomocy. Nie byliśmy w stanie długo przetrzymać tego szaleńca rozmową.
Zanim Niall zdążył się odezwać, wystąpiłam na przód. Wyprostowałam plecy i odetchnęłam głęboko.
- Powiedz dokładnie, czego od nas oczekujesz - powiedziałam zdecydowanym głosem.

Byłam gotowa na wszystko, aby tylko uratować tych, których bezwzględnie kochałam.




wtorek, 2 maja 2017

55.

I mamy kolejny!

Miłego czytania misiaki! xx
______________________________________________




*Destiny*

Za wszelką cenę próbowałam zostać w pionowej pozycji, co okazało się niezwykle trudne w tym stanie. Co mnie spotkało?
Otóż pod sam koniec imprezy założyłam się z kilkoma starymi znajomymi, że przebije ich w piciu kolejki shotów, co było kompletną głupotą. Wiedziałam, że za chwilę alkohol mnie puści, bo z natury wilkołak nie może się opić jak normalny człowiek. Jednak przyjęłam na raz zbyt dużo, żeby nie dać po sobie poznać, że cokolwiek piłam.
Dawka była uderzeniowa.
Wypiłam wszystko w przeciwieństwie do kolegów, dlatego potrzebowałam powietrza.
- Chodź. - Ktoś złapał mnie za łokieć i poprowadził na zewnątrz.
Zmarszczyłam czoło, myśląc intensywnie. To zdecydowanie był facet, ale nie poznałam głosu.
- Liam? - wymamrotałam.
- Nie - zaśmiała się ta osoba, a ja powstrzymałam się od panikowania.
To z pewnością nie był Niall. Wyczułabym go.
- Ale...
- Spokojnie, mała - przerwał mi.
Dotarliśmy na ławkę niedaleko wejścia, na której z ulgą spoczęłam. Za bardzo kręciło mi się w głowie, żebym mogła znaleźć i rozpoznać mojego "bohatera". Musiałam wyglądać komicznie, będąc w taki stroju i w tak okropnym stanie.
- Gdzie jest Niall? - wybełkotałam.
- Po co ci on?
Wstrzymałam oddech na to głupie pytanie. On był mi potrzebny do życia.
- Kim jesteś?
Chłopak stał tuż obok mnie i palił papierosa, ale przez rażące mnie światło nie mogłam go rozpoznać.
- Nie poznajesz mnie?
- Jestem kurewsko pijana - zauważyłam i czknęłam bez jakiejkolwiek gracji.
- Proszę, proszę - zaśmiał się krótko. - Ułożona panna Destiny przesadziła z alkoholem.
- Wal się - warknęłam. - Zawołaj Nialla.
Przestało mi się podobać jego towarzystwo. Chciałam wrócić w ramiona Horana.
- Dawno się nie widzieliśmy. Zniknęłaś i nikt nie miał pojęcia gdzie.
Poczułam pierwsze oznaki, że alkohol ustępował z mojego organizmu. Było zbyt niebezpieczne, żebym dalej tkwiła tutaj z tym kolesiem, bo zorientowałby się, że wytrzeźwiałam za szybko.
- Idę do Cindy - mruknęłam.
Zrobiłabym to, co postanowiłam, ale nim dźwignęłam się do pozycji stojącej, mój pseudo bohater pchnął mnie na poprzednie miejsce. Chciałam zaprotestować, ale byłam zbyt zszokowana.
- Nie dotykaj jej. - Usłyszałam po mojej drugiej stronie.
Wzrokiem napotkałam znajomą sylwetkę i odetchnęłam z ulgą.
- Cindy. - Uśmiechnęłam się, kiedy usiadła obok mnie.
- Czego od niej chcesz? - Zignorowała mnie, posyłające groźne spojrzenie chłopakowi.
- Pomogłem jej wydostać się z budynku i przypilnowałem.
Przyjaciółka prychnęła ironicznie, powstrzymując wybuchnięcie śmiechem.
- Uwierzyłabym, gdybym cię nie znała.
Koleś wypuścił dym z usta i zdeptał niedopałek.
- Ciągle pytała o jakiegoś Nialla, czy jakoś tak - mruknął obojętnie.
- To jej facet - wyjaśniła Cin.
Pseudo bohater zaniósł się śmiechem.
- Czyżby rozbawiła cię ta informacja? - W końcu usłyszałam upragniony głos.
Wyprostowałam plecy i się pochyliłam. Dopiero teraz dostrzegłam blondyna i stojącego przed nim nieznajomego. Był niższy od Horana o pół głowy i ustawił się plecami w moją stronę. Wiedziałam, że mój mężczyzna i tak miał przewagę.
- Ty jesteś jej chłopakiem?
- Oczywiście, a ty jesteś tutaj zbędny - odparł luźno Niall.
Cindy objęła ręką moje ramiona i przytuliła.
- Zaraz wytrzeźwieję - szepnęłam jej na ucho. - Zabierz mnie stąd.
Obie podniosłyśmy się z ławki i dziewczyna otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale przeszkodził jej głos blondyna.
- Spierdalaj od mojej kobiety - rzucił nonszalancko.
Całkiem jakby przed chwilą nie użył wulgaryzmu.
- Bo co?
- Przestanę być miły. - Wzruszył ramionami i przechylił głowę na bok.
Nieznajomy chciał zaprotestować, ale Niall złapał go za ramię i powoli zaczął zaciskać palce.
- Kurwa - przeklął tamten. - Zostaw mnie, koleś.
- Odczepisz się?
- Tak, kurwa, ała - syknął.
Sekundę później straciliśmy go z oczu.
Niall przyciągnął mnie do siebie i zmartwiony popatrzył mi w oczy.
- Wszystko w porządku? Nic ci nie zrobił?
- Nie. - Pokręciłam głową. - Dziękuję.
Chłopak przytulił mnie, opierając usta na moim czole.
- Wszystko dla mojej księżniczki - wyszeptał. - A teraz zabierzmy cię stąd, zanim goście się zorientują.

***

Dotarliśmy do mojego domu, jakieś trzydzieści minut później. Towarzystwo zaczęło się rozchodzić, jak tylko Cindy dała znać, że wystarczy tego szaleństwa. Wtedy było grubo po trzeciej nad ranem, teraz dochodziła piąta.
- Więcej nie tknę alkoholu - mruknęłam i złapałam się za głowę.
Nie sądziłam, że będę miała kaca. Byłam pewna, że takiej istoty jak
- Masz szczęście, że wytrzeźwienie zajęło ci tylko niecałą godzinę.
Posłałam Horanowi sarkastyczną minę, a on uniósł ręce.
- Dobra, już nic nie mówię - zaśmiał się i otworzył nam drzwi.
W domu było cicho. Zajrzałam do salonu, ale nikogo nie zlokalizowałam.
- Ciekawe, o której skończyli się bawić - wyszeptałam, kierując się do swojego pokoju.
Niall zawahał się, ale w końcu podążył za mną. Na to w duchu liczyłam.
- Zostaniesz ze mną? - zapytałam, kiedy dotarliśmy pod mój pokój.
Chłopak skinął głową, wpatrując mi się w oczy. Zawstydzona pochyliłam głowę i wprowadziłam go do środka. Odłożyłam torebkę i buty, a następnie próbowałam sięgnąć do wstążki na plecach, żeby uwolnić się ze stroju.
- Niall? - odezwałam się, wiedząc że sama nie dam rady.
- Hm? - Uniósł brew.
Był w trakcie rozpinania koszulki, co na chwileczkę przytłumiło mój mózg i jego racjonalne działanie.
- Pomóc ci? - zapytał, kiedy milczałam.
Pokiwałam głową oszołomiona, nie mogąc zdobyć się na znalezienie normalnych słów. Przez cały wieczór czułam w klatce coś na kształt pożądania, ale było o wiele silniejsze niż to związane z dopasowaniem. Nie mogłam skupić się na niczym innym, bo w głowie miałam tylko blondyna.
- Odwróć się - poprosił zniecierpliwiony.
Wstrzymałam oddech, kiedy jego palce zetknęły się z moją skórą. Tym razem legalniei do woli napawałam się kontaktem naszych ciał.
Niespodziewanie przeszył mnie silny dreszcz.
- Zimno ci? - Niall zwinnie rozplątał taśmę, a ja poczułam jak sukienka lekko zsunęła się z moich ramion.
Powoli odwróciłam się przodem do chłopaka i ciężko przełknęłam ślinę. Potrzebowałam wody, straszliwie zaschło mi w gardle.
- Nie - wymamrotałam słabo.
Odchrząknęłam, słysząc swój wkurzający, piskliwy głosik. Coś się między nami działo, a ja nie do końca byłam świadoma, co to takiego. Horan stał już bez koszulki, dzięki czemu widziałam, jak gwałtownie oddychał, a każdy z mięśni jego torsu mocno się napinał.
- Też to czujesz? - zapytałam szeptem.
- Tak, zdecydowanie.
Słuchając instynktu, przysunęłam się bliżej chłopaka i objęłam go za szyję. Niall powoli pozbył się sukienki, która zatrzymała mi się na biodrach, nie spotykając się z moim protestem.
Pragnęłam go.
Bardziej niż kiedykolwiek.
- Jesteś pewna? - wyszeptał, zniżając się do poziomu moich obojczyków.
Oboje wiedzieliśmy, co wkrótce miało się wydarzyć. Zadrżałam ponownie, kiedy jego usta zetknęły się z moją skórą.
- Nigdy nie byłam bardziej pewna - odparłam z przymkniętymi oczami.
Poddałam mu się w całości i nie zamierzałam rezygnować. Byłam pewna, że między nami pojawiły się widoczne iskry. Powietrze stało się ciężkie, a świat zdawał się nie funkcjonować poza nami.
Powoli ujęłam jego twarz w dłonie i odsunęłam się na tyle, żeby widzieć jego cudownie iskrzące się oczy.
- Musimy być cicho - przypomniałam, zachowując resztki rozsądku.
Mama byłaby ze mnie dumna.
- Oczywiście - zgodził się z zadziornym uśmieszkiem.
Głos blondyna był przepełniony napięciem, co obudziło we mnie nową falę uczuć i pragnienia. Niespodziewanie w ciągu sekundy znalazłam się na łóżku. Niall zawisł tuż nade mną.
- Nie mogę obiecać, że będę grzeczny - wyszeptał konspiracyjnie.
Zachichotałam i klepnęłam go w klatkę.
- Będziesz musiał się postarać. - Zagryzłam wargę, powstrzymując się od oblizania warg.
Horan kciukiem musnął moją żuchwę, posyłając wgłąb mnie kolejną dawkę dreszczy.
- Zróbmy teraz coś z rzeczy pod tytułem "nie powinniśmy tego robić" - zaproponował z cwaniackim uśmieszkiem godnym samego Nialla Horana.
- Ja chcę tylko żebyś był szczęśliwy. - Moja odpowiedź spotkała się ze zdezorientowaną miną chłopaka, więc uśmiechnęłam się szeroko. - I nagi - dodałam.
Dwa razy nie musiałam mu powtarzać.

Przeżyłam pierwszy raz z cudownym mężczyzną i nie żałowałam niczego.

***

1 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Kiedy otworzyłem oczy ona nadal spała. Wyglądała bardzo uroczo z rozczochranymi włosami i ledwie widocznym uśmiechem zadowolenia na ustach.
Byłam piękna.
Była moja.
- Dzień dobry - wyszeptałem, widząc jak zaczęła się przeciągać.
- Hej - mruknęła ochryple i uśmiechnęła się szeroko.
Destiny dźwignęła się na łokciach i zakryła twarz dłoni. Zgadywałem, że próbowała się rozbudzić i wrócić do rzeczywistości.
- Wyspana?
Popatrzyła na mnie, jak na wariata i pokręciła głową.
- Jestem bardziej zmęczona niż wypoczęta - wymamrotała, próbując ukryć rumieniec. - A to wszystko przez ciebie.
- Uwierz mi, że chciałem dobrze. - Zrobiłem minę smutnego psa. - Mam nadzieję, że się udało.
- I to jak - wypaliła bez namysłu.
Dziewczyna natychmiast zanurkowała głową pod poduszkę i krzyknęła cicho.
- Chodź do mnie - zaśmiałem się.
Kochałem jej dziwne zachowania.
- Wyjdź - wymamrotała ledwie zrozumiale.
- Dlaczego? - oburzyłem się teatralnie. - Przecież nic złego nie zrobiłem.
Desti westchnęła głośno i usiadła na łóżku. Miała zarumienioną twarz i zaspane oczy, ale i tak nie mogłem oderwać od niej wzroku.
- Przestań mnie zawstydzać. - Zmarszczyła czoło i rzuciła we mnie poduszką, która trafiła mnie prosto w twarz.
Przesadziła.
- O kochana, to był zły ruch. - Pokręciłem powoli głową i zmrużyłem oczy. - Musisz za to zapłacić.
Dziewczyna pisnęła i niezgrabnie próbowała wyplątać się z kołdry, ale byłem szybszy. Przyciągnąłem ją za kostkę i zablokowałem jej dłonie, a resztę ciała pokryłem swoim. Miałem ją w garści.
- Co teraz? - droczyłem się.
- Pójdę zrobić ci śniadanie? - zaproponowała, licząc na szybkie ułaskawienie.
Zastanowiłem się nad kuszącą opcją, ale zgoda byłaby zbyt łatwym rozwiązaniem. Pochyliłem się do jej ucha.
- Chciałbym coś innego -wyszeptałem.
Zadrżała i zacisnęła zęby. Uwielbiałem sposób w jaki reagowało na mnie jej ciało. Byłem pewien, że to nie tylko sprawka dopasowania.
Pragnęła mnie tak samo bardzo, jak ja jej.
- A może... - zaczęła, intensywnie rozglądając się po pomieszczeniu.
Zmarszczyłem czoło zdezorientowany i powiodłem za jej wzrokiem. Zanim się obejrzałem, Destiny wykręciła się w taki sposób, że zepchnęła mnie z łóżka na podłogę. Nie miałem pojęcia, jak to zrobiła i dlaczego jej na to pozwoliłem.
- Trzymaj się! - krzyknęła i wybiegła z pokoju.

*Destiny*

Oglądając się za ramię, biegłam aż dotarłam do progu salonu. Pochyliłam się, żeby złapać oddech, po czym powoli wyprostowałam plecy. To, co zobaczyłam, kompletnie wmurowało mnie w podłogę...
- O mój Boże - wymamrotałam prawie bezgłośnie i zakryłam usta dłonią.

Cały salon wyglądał jakby przeszło przez niego tornado.