wtorek, 9 maja 2017

56.

Miłego czytania, misiaki! xxx

Dzięki, że jesteście <3 
____________________________________________




*Destiny*

- Niall! - wrzasnęłam, wykorzystując całe powietrze z płuc.
Chłopak zjawił się szybciej niż się spodziewałam. Od razu wziął mnie w ramiona i przytulił, ale szybko się wyplątałam. Pędem puściłam się w kierunku pozostałych pomieszczeń. Niestety każde, które sprawdziłam było puste. Zdyszana zatrzymałam się w drzwiach pokoju rodziców.
- Gdzie oni są? - zapytałam w przestrzeń.
Pościel była nienaruszona. Tak, jakby nikt nie spał w tym łóżku od wczoraj. Jedynie salon był w rozsypce.
- Wydaje mi się, że ten ktoś zastał ich w salonie - powiedział Niall, stając za mną.
- Niall - jęknęłam płaczliwie. - Co my teraz zrobimy?
Z całych sił próbowałam powstrzymać łzy, żeby zachować się profesjonalnie. Niestety było to trudniejsze niż myślałam. Przecież chodziło o moich rodziców, do cholery.
- Na pewno nie możemy panikować - odparł zamyślony, wodząc wzrokiem po pomieszczeniu, jakby szukał czegoś ważnego. - Musieli zniknąć zanim wróciliśmy z imprezy od Cindy.
- Przeszliśmy przez dom nie zapalając świateł - zauważyłam.
Teraz dokładnie pamiętałam wczorajszą drogę do domu oraz to, że nie sprawdziliśmy czy rodzice byli w swoich pokojach. Jak mogłam być tak głupia?
- To moja wina. - Zacisnęłam pięści z całej siły. - Powinnam była ich nie zostawiać, czując że coś jest nie tak.
- Czułaś to? - Horan zmarszczył czoło.
Skinęłam głową, po czym przeszliśmy do kuchni.
- Od kilku dni miałam dziwne przeczucie, że coś złego może się wydarzyć. Nie dawało mi spokoju aż do wczoraj.
- Myślisz, że to...
- Tak - przerwałam mu. - Dyrektor.
- W końcu nas znalazł - warknął. - Ale dlaczego porwał rodziców?
Oparłam tyłek o blat i oplotłam się ramionami. Wyrwana z rzeczywistości tępo wpatrywałam się w podłogę.
- Postanowił zadziałać podstępem - mruknęłam. - Można się było tego spodziewać. Nie mógł odpuścić.
- Ma świadomość, że dla rodziny zrobimy wszystko - blondyn dokończył moją myśl. - Ale zaraz... Gdzie jest Mike?
- Wczoraj pojechał do znajomych w innym mieście, jest bezpieczny.
Na szczęście w jego przypadku mogłam być spokojna i to dodało mi otuchy. Jak najszybciej musiałam się z nim skontaktować.
- Myślę, że powinniśmy spakować najpotrzebniejsze rzeczy. Nie ma na co czekać. - Wyprostowałam się jak struna i pewnym krokiem wyszłam na korytarz. - Potem zadzwonię do brata, a ty do wujka.
Niall zgodził się bez wahania i ruszył w moją stronę.

Musieliśmy działać jak najszybciej.

***

- Ciągle nie mogę się do niego dodzwonić - mruknął Niall i rzucił telefon w kąt kanapy. - Próbuje od jakichś czterdziestu minut i nic.
- Może zmienił numer. - Uniosłam brew i wzruszyłam ramionami.
- Jest sygnał.
- Przecież miał jakąś umowę z tym dziwnym facetem, który przetrzymywał jego córkę, więc może dlatego nie może się z tobą kontaktować - powiedziałam zgodnie z tym co szczerze myślałam.
Blondyn zastanowił się przez chwilę i skinął głową.
- Możesz mieć rację, ale to oznacza, że on nam nie pomoże. Zostaje nam tylko twój brat.
- A nasza uczelnia? - Skrzywiłam się, wiedząc, że to nie był najlepszy pomysł.
- Tam zwrócimy się w ostateczności. - Niall złapał się za głowę i ociężale opadł na kanapę.
Wyliczyłam w głowie wszystkie pozytywy i negatywy takiego wyjścia. Jednoznacznie wychodziło, że nie powinniśmy sami porywać się na Dyrektora, który był nieobliczalny. Oczywiście, że nie mogłam pozwolić na to aby po raz drugi torturował Horana.
- Jedziemy do Mystic College - zdecydowałam twardo.
- Chyba sobie żartujesz - prychnął. - To będzie pierwsze miejsce jakie obstawia ten wariat. Wie, że nie będziemy chcieli działać we dwójkę.
- On ma naszych rodziców, do cholery! - krzyknęłam zła. - Nie zależy ci na uratowaniu własnej matki?!
Niall podniósł się gwałtownie i w sekundę znalazł się przed moim nosem, przyciskając mnie do ściany.
- Nigdy więcej nie waż się tak myśleć - warknął, a ja poczułam jego oddech na policzku. - Mama jest jedyną osobą, która została mi na tym świecie, a która była ze mną w każdej chwili. Niczego bardziej nie pragnę, jak odnalezienia jej całej i zdrowej.
Przeraziłam się, kiedy wyczułam serce chłopaka, bijące niezwykle mocno. Nie chciałam go zdenerwować, ale jak zwykle nie zdążyłam ugryźć się w język.
Przecież on już stracił ojca...
- Przepraszam - wyszeptałam i popatrzyłam mu głęboko w oczy. - Naprawdę przepraszam.
Odetchnął, ale się nie cofnął. Zdecydowałam się przytulić najmocniej, jak umiałam. Spięte ciało blondyna w końcu się rozluźniło.
- Przepraszam - powtórzyłam najszczerzej jak tylko mogłam.
- Nie powinienem na ciebie naskakiwać - odparł przygnębiony. - Po prostu czuję się kurewsko bezsilny.
Widząc jego smutne oczy, zacisnęłam zęby i odsunęłam go od siebie na krok.
- Musimy zacząć działać, kochanie. - Mrugnęłam zaczepnie.
Takim małym gestem udało mi się wywołać malutki uśmieszek na ustach mojego mężczyzny.

***

*Niall*

Od godziny byliśmy w drodze. Zmierzaliśmy na uczelnie, bo nie pozostało nam nic innego. Brat Destiny również uznał to za najlepszą opcję. Ja dalej byłem przeciwny, ale postanowiłem się podporządkować.
Aktualnie czekaliśmy aż pojawi się jakieś auto.
- Dlaczego musimy korzystać ze stopa? - jęknęła zmęczona dziewczyna, przeciągając się.
- Tak jest najbezpieczniej.
- Nie słyszałeś o zboczeńcach? - Oburzyła się bardzo teatralnie.
- Słyszałem - przytaknąłem. - Jestem jednym z nich.
Desti otworzyła usta ze zdziwienia, ale szybko je zamknęła i szturchnęła mnie łokciem w bok.
- Ciebie się nie boję - zachichotała.
Chwyciłem ją za talię i władczo przyciągnąłem do siebie.
- Jesteś pewna? - Zmrużyłem groźnie oczy. - Umiem gryźć.
- Wiem - rzuciła niewzruszona.
Uniosłem brwi, a ona pokazała mi język. Niespodziewanie, zamiast się uwolnić, to przylgnęła do mojego boku i odetchnęła.
- Boję się, Niall - wymamrotała.
Przytuliłem Desti tak, że całkowicie zetknęła się z moją klatką piersiową i oparłem brodę o jej głowę.
- Jesteśmy razem, a wtedy jesteśmy najsilniejsi.
Dziewczyna zadrżała i zacisnęła pięść na mojej kurtce.

Obym się nie mylił.

***

*Destiny*

Po przebyciu ostatnich kilku metrów drogi prowadzącej do drzwi uczelni, miałam ochotę tylko paść na podłogę i zasnąć. Był dopiero wieczór, ale w żadnym oknie nie świeciło się światło. Oświetlone były tylko schody wejściowe.
- Niall, zaczekaj. - Zatrzymałam się gwałtownie.
- Co? - Spojrzał przez ramię nim postawił stopę na stopniu.
- Tutaj jest za spokojnie.
- Jest przerwa świąteczna - zironizował. - Czego się spodziewałaś?
Zmarszczyłam czoło zdziwiona jego tonem i skrzyżowałam ramiona na piersiach.
- Przecież Rada ma tutaj swoją siedzibę, więc niemożliwe, żeby było kompletnie pusto.
Chłopak zawrócił i podszedł do mnie.
- Nie jest pusto. - Pokręcił głową litościwie. - Zwyczajnie jest tu tylko kilka osób odpowiedzialnych za monitorowanie obiektu i tyle.
Nie odezwałam się, ale i tak miałam złe przeczucia. Kobiety mimo wszystko miały ten szósty zmysł, a tym bardziej kobieta wilkołak.
- Idziesz?
Otrząsnęłam się z zamyślenia i podążyłam za Horanem do środka.
Tak jak się spodziewałam, było kompletnie pusto, ale uczelnia była otwarta.
- Co teraz? - odezwałam się, a po korytarzu rozeszło się złowrogie echo.
Byłam delikatnie wystraszona, ale nie dałam tego po sobie poznać.
- Chodźmy do części z gabinetami Rady.
Tak też zrobiliśmy.

***

- Mówiłam, że nikogo tutaj nie ma - prychnęłam, kiedy skończyliśmy obchodzić części z pokojami dla uczniów.
Zatrzymaliśmy się na szczycie schodów, kombinując co dalej. Budynek był jak opuszczony w pośpiechu, bo nikt nie zgasił świateł ani nie zamknął drzwi. Gdzieś w środku czułam, że taki stan czekał właśnie na nas.
- Kurwa mać - warknął nagle Niall, sprawiając że podskoczyłam.
- Co się stało? - Zapytałam prawie bez tchu.
Złapałam się za serce, żeby sprawdzić czy aby na pewno się nie zatrzymało.
- To jest jakaś beznadzieja. Do kogo mamy się teraz zwrócić? Nie został nam nikt, oprócz nas samych.
Horan zacisnął palce w pięść i uderzył w ścianę. Użył całej swojej siły, bo zostawił prawie niewidoczny ślad.
- Wyjdźmy stąd, dziwnie się tutaj czuję - wymamrotałam pod nosem, pospiesznie pokonując schody.
- Co jeśli ich nie znajdziemy? - Chłopak odezwał się za moimi plecami.
- Nie mów tak.
- Albo jeśli nas zabiją? - Kontynuował.
Zagryzłam wargę i spróbowałam go zignorować. Nie potrzebowałam podnoszenia ciśnienia, już wystarczająco się stresowałam, a przecież musiałam myśleć trzeźwo.
- Nie możemy się rozdzielać! - zawołał za mną, kiedy zostawiłam go w tyle.
Pokręciłam głową i zaczekałam u podnóża schodów. Niall dogonił mnie i ujął moją twarz w dłonie.
- Poradzimy sobie - obiecał.
Uwierzyłam mu bez wahania, ale zmartwiłam się, kiedy popatrzył ponad moją głowę, a jego oczy rozbłysły na niebiesko.
- Witam w progach Mystic Academy - usłyszałam za plecami znajomy głos.
Odwróciłam się gwałtownie, a moje oczy napotkały postać, której szczerze nienawidziłam.
- Czego chcesz? - Syknęłam wściekła.
Dyrektor uśmiechnął się jednym kącikiem ust i poprawił krawat. Jak zwykle ubrany był w nienaganny, idealnie skrojony garnitur.
- Myślałem, że już tutaj nie dotrzecie. - Zignorował moje pytanie. - Czekałem i czekałem.
Wiedziałam!
- Odwal się od nas i od naszych rodzin! - Krzyknęłam z całych sił.
Obawiałam się, że nie powstrzymam łez.
- Spokojnie - szepnął mi Niall na ucho i zrobił krok przede mnie. - Narobiłeś sobie roboty, zasadzając się na naszych rodziców.
- Było łatwiej niż myślałem. - Wzruszył ramionami. - Ważne, że poskutkowało i udało nam się zobaczyć.
- Obawiam się, że to jednostronna radość ze spotkania - rzucił beztrosko Horan.
- Jesteś odważny, ale na nic ci się to nie przyda. Mam nad wami przewagę.
W twarzy Dyrektora coś się zmieniło. Wyglądał, jakby był zaniepokojony, kiedy patrzył na naszą dwójkę.
- Coś się stało, panie dyrektorze? - Widocznie blondyn też to zauważył.
- Lepiej nie pogarszaj waszej sytuacji i oddaj się w moje ręce - zażądał mężczyzna.
Wybuchnęłam śmiechem na jego słowa. Był na tyle głupi, żeby sądzić o bezwolnym oddaniu się w jego brudne łapska.
- Radzę ci, żebyś przyprowadził naszych bliskich. - Tym razem głos Horana się zaostrzył.
Dyrektor zaśmiał się krótko.
- Przyglądają się wam, odkąd przekroczyliście próg uczelni.
Odruchowo rozejrzałam się dookoła. Moje myśli błagały o zesłanie jakiejkolwiek pomocy. Nie byliśmy w stanie długo przetrzymać tego szaleńca rozmową.
Zanim Niall zdążył się odezwać, wystąpiłam na przód. Wyprostowałam plecy i odetchnęłam głęboko.
- Powiedz dokładnie, czego od nas oczekujesz - powiedziałam zdecydowanym głosem.

Byłam gotowa na wszystko, aby tylko uratować tych, których bezwzględnie kochałam.




4 komentarze:

  1. Cudowny juz sie nie moge doczekac co bedzie dalej ���� Czekam na nastepny ����

    OdpowiedzUsuń
  2. O mój boże. Umarłam kiedy zobaczyłam tyle rozdziałów po tak długim czasie. Kocham to ❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  3. Minął tydzień... Tęsknimy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej wybaczcie, ale miałam trochę zajęć i jedyne o czym myślałam, jak już byłam wolna, to sen :(

      Już niedługo pojawi się kolejny <3

      Usuń