wtorek, 30 maja 2017

58.

Kolejny już niebawem!

Miłego czytania! xxx
_____________________________________________





*Destiny*

Dopiero, kiedy się przebudziłam zrozumiałam, że zasnęłam. Spanikowana poderwałam się na równe nogi i przebiegłam po całym mieszkaniu, nie budząc Nialla. Wszystko wydawało się być w porządku. Nigdzie nie znalazłam śladów włamania, ani nic z tych rzeczy.
Odetchnęłam z ulgą.
- Prawie dostałam zawału - wymamrotałam sama do siebie.
Wróciłam do salonu i poprawiłam koc na chłopaku, bo ten zsunął się nieznacznie. Przez chwilę przyglądałam się spokojnej twarzy blondyna, nie mogąc uwierzyć, że był mi przeznaczony.
- Czemu tak nade mną stoisz? - Wymamrotał, zaskakując mnie.
Odchrząknęłam i podrapałam się po skroni, bo kompletnie nie wiedziałam, jak się wytłumaczyć. Wyszłam na idiotkę, wpatrującą się w śpiącego chłopaka.
- Dopiero przyszłam i chciałam sprawdzić czy jeszcze śpisz - skłamałam. - Teraz moja kolej, żeby odpocząć.
Horan z ociąganiem wyprostował się na kanapie i poruszył głową na boki, chcąc rozruszać mięśnie.
- Przecież wiem, że spałaś przyklejona do mnie - odparł z na wpół zamkniętymi oczami.
Nie miałam nic na swoją obronę.
- Nic się przez ten czas nie wydarzyło? - Zapytał już bardziej rozbudzony.
Pokręciłam głową i wzruszyłam ramionami.
- Wszystko takie samo, jak wcześniej.
Skinął głową i wstał, żeby następnie minąć mnie i wejść do łazienki. Nagle gdzieś na tyłach domu rozległ się huk. Pisnęłam zaskoczona i instynktownie osłoniłam głowę ramionami.
- Destiny! - Krzyknął Horan i sekundę później pojawił się w pomieszczeniu. - Nic ci nie jest?
- Nie, ale co to było? - Rozejrzałam się gorączkowo w ciemnościach.
Na szczęście już wcześniej automatycznie uruchomił się wilczy wzrok, więc widziałam wszystko idealnie, jak za dnia.
- To coś na zewnątrz - wyszeptał Niall.
Zgięty w pół i bezgłośnym krokiem podszedł do drzwi, prowadzących na podwórko. Kiwnął na mnie dłonią, żebym trzymała się blisko niego. Tak też zrobiłam.
- Widzisz? - Zapytał, tym samym kierując mój wzrok na postacie poruszające się w ciemności nocy.
- Myślisz, że to ludzie Dyrektora?
- Myślę, że on sam tutaj jest. Wiedziałem, że nie odpuści tak łatwo.
Dopiero teraz mnie olśniło.
- Śledził nas.
Horan posłał mi spojrzenie, mówiące, że też na to wpadł. Niestety równie za późno. W przypływie emocji, ale głównie strachu wybiegliśmy na zewnątrz, żeby sprawdzić czy nikt bliski nie był ranny.
- Wiedziałem, że was tutaj znajdę, moje cukiereczki - zarechotał mężczyzna i wyłonił się z ciemnej plamy żywopłotu.
- Czego znowu chcesz?! - Warknęłam.
- Was.
To jedno, głupie słowo przyprawiło mnie o dreszcze. Uświadomiłam sobie, że to mógł być nasz definitywny koniec. Z pewnością nie był tutaj sam. Przez cały ten czas kiedy mieliśmy spokój, on układał plan.
- Teraz już mi nie umkniecie - dodał i podniósł dłoń ponad głowę.
W tym momencie ze wszystkich stron pojawili się wielcy mężczyźni. Całkiem tak, jak ostatnio. Póki co, nie atakowali.
- Cześć, Destiny - usłyszałam znajomy głos. - Pamiętasz mnie?
- Logan? - Wymamrotałam prawie bezgłośnie.
Ktoś złapał mnie za dłoń i pociągnął na bok.
- Witaj - przywitał się, a ja mogłam zobaczyć tę znienawidzoną twarz z bliska.
Próbowałam się wyszarpać, ale nie podołałam jego żelaznemu uściskowi.
- Spokojnie - syknął już mniej przyjaźnie. - Nikt nie chcę, żeby zrobiło się brutalnie.
Zacisnęłam zęby i spinając wszystkie mięśnie ciała byłam gotowa na ewentualny atak, albo ucieczkę.
- Puść ją, do kurwy! - Warknął Niall władczym tonem.
- Hej, młody. - Logan nic nie robił sobie z jego jarzących się niebieskich oczu. - Co u ciebie? Słyszałem, że wujaszek cię zostawił. Bardzo niemądre posunięcie z jego strony.
- Odpierdol się od moich bliskich. Ty i ten twój Dyrektorek.
Nigdy jeszcze nie słyszałam takiego głosu u Horana. Sama zrobiłabym wszystko, żeby tylko się uspokoił. To nie zwiastowało nic dobrego.
- Już nie trzymacie się w stadzie, pieski? - Zapytał dyrektor, na co głośno warknęłam.
Nie miał prawa tak o nas mówić.
- Uspokój się mała, bo będę musiał zrobić ci krzywdę - wyszeptał mi Logan do ucha.
Wytężyłam wszystkie zmysły i skupiłam się na osobie blondyna. Miał rozbiegany, ale uważny wzrok. Starał się zapanować nad sytuacją, ale też nad samym sobą. Energia go rozsadzała, a ja czułam to na własnej skórze.
- Czyżby ktoś nas wołał? - W drzwiach pojawiły się dwie nowe osoby.
- Dzień dobry, proszę pana - rzuciła Cindy przesłodzonym głosikiem.
- Stęskniliście się? - Dodał Liam.
Twarz Dyrektora przybrała dziwny wyraz.
- Skąd się tu wzięliście, gówniarze?
- Proszę - zaśmiał się Payne. - Nie jesteśmy w podstawówce. Chyba stać się na lepsze epitety.
Miałam ochotę się zaśmiać, ale nie wypadało. Teraz całe nasze stado było w komplecie, więc była szansa, że u Nialla uruchomi się instynkt Prawdziwego Alfy.
- Musimy się pospieszyć, bo ten idiota wezwał pewnie więcej pomocy - wymamrotał mężczyzna, łapiąc się za kark.
- Kogo masz na myśli, bo na pewno nie samego siebie? - Zapytałam.
Facet zmroził mnie wzrokiem. Pewnie miał ogromną ochotę mnie udusić.
- Twojego cholernego braciszka - wysyczał przez zaciśnięte zęby.
Otworzyłam usta zdziwiona. Jak on śmiał mówić tak na mojego kochanego Mike'a?
Wykorzystując rozproszonego Logana, wyrwała się i zadałam mu cios prosto między nogi. Padł na kolana, więc jak strzała pobiegłam w stronę Dyrektora. Wyskoczyłam, żeby uderzyć z powietrza, ale czyjeś ręce złapały mnie i od razu przyparły do ziemi.
- Destiny! - Pisnęła Cindy.
Przez chwilę czułam się ogłuszona i miałam mroczki przed oczami. Odniosłam wrażenie, jakby sytuacja miała się powtórzyć, jakby ten nieszczęsny wieczór w kryjówce pana Horana znowu mnie dopadł.
Nie chciałam, żeby znowu zabrali mi Nialla... Nie zniosłabym tego drugi raz.
- Waleczna z ciebie dziewczyna - przyznał szef zamieszania z uznaniem. - Niestety mam wyśmienitą obstawę.
Kręciłam się i szarpałam ile mogłam, ale tylko niepotrzebnie straciłam siły.
- Przestało mnie to bawić - powiedział głośno i z powagą Horan.
Zanim się zorientował cała trójka przyjaciół zaczęła okładać wielkich mężczyzn, próbując się do mnie przedostać. Znowu wyszłam na beznadziejną ofiarę, która nie umie dać sobie rady.
Niestety zanim zdążyłam jakkolwiek zaprotestować, walka rozpętała się na dobre.

***

- Nie dam rady - wydusiłam, pozwalając sobie na chwilę odpoczynku.
Moja klatka unosiła się i ciężko opadała. Od momentu, kiedy udało mi się wyrwać z łap jednego ze sług Dyrektora, dawałam z siebie sto procent. Już w wilczej postaci stawiałam czoło wszelkim problemom. W pewnym momencie idealnie zgrywałam się z przyjaciółką i wspólnie dokopałyśmy kilku facetom.
- Uważaj! - Usłyszałam gdzieś z boku i automatycznie się uchyliłam.
Okazało się to być odpowiednim posunięciem, bo z mojej lewej zaatakował mnie sam Logan.
- Jeszcze się nie zmęczyłaś? - Zapytał z kpiącym uśmieszkiem.
- Dam radę pokonać jeszcze ciebie.
Słysząc moje słowa, zaśmiał się głośno. Całkiem jakbym opowiedziała prześmieszny żart.
- Za chwilę będziesz płakał - zagroziłam i ustawiłam się w pozycji do ataku.
Za moimi plecami cały czas wrzało pole bitwy. Aż dziwnym było, że żaden z sąsiadów nie interweniował.
- Nie podskakuj, mała suko, bo pożałujesz. - Zmrużył groźnie oczy.
Uniosłam brwi zdziwiona nagłą zmianą humoru chłopaka. Zachowywał się jak ja podczas okresu.
- Czyżbyś niepokoił moją koleżankę? - Nagle przy moim boku pojawił się Liam.
W duchu skakałam z radości, że nie byłam już sama w tej potyczce.
- Nie twoja sprawa, chłopczyku - odparł Logan, nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Nie tobie to osądzać - rzucił Payne i wycelował kopnięcie prosto w szczękę naszego przeciwnika.
Nie zostając w tyle, kucnęłam i go podcięłam. Zwalił się na ziemię i przez chwilę nawet się nie poruszył.
- To było niezłe - przyznał mi Liam z uśmiechem.
Odwróciłam się, żeby sprawdzić jak radziła sobie moja druga połówka. Ledwie wypatrzyłam go w tej wrzawie. Siłował się z jednym potężnym facetem, ale widziałam, że to on był górą.
- Pomóżmy im. - Payne klepnął mnie w ramię i pobiegł przed siebie.
Rzuciłam okiem na Logana, który dalej się nie ruszał. Musiał nieźle uderzyć głową, że aż tak go zamroczyło.
- Jestem - rzuciłam, podbiegając do blondyna.
- Świetnie sobie radzę - wydyszał.
Miał twarz oblaną potem i potargane włosy. Dłonie cały czas trzymał zaciśnięte w pięście, jakby tylko czekał na odparcie wszelkiego ataku.
- Twoje oczy... - zaczęłam, ale zdecydowałam się urwać.
Musiałam zaatakować goryla, który nie odpuszczał. Wielu z nich już leżało praktycznie nieprzytomnych na trawie, ale kilku próbowało walczyć. Z pomocą Horana uderzyłam go tak, że poleciał kilka metrów dalej.
- Czuję większą siłę, kiedy jesteśmy wszyscy razem - odparł w odpowiedzi na moje nieskończone zdanie.
Oboje czujnie się rozglądaliśmy, stojąc do siebie tyłem. Po drugiej stronie ogrodu stała Cindy z Liamem.
- Jesteśmy twoim stadem, Niall. - Uśmiechnęłam się niepewnie.
- Największego kopa dajesz mi ty, Desti - rzucił.
Serce mi podskoczyło, a ja zagryzłam wargę. W takiej chwili nie mogłam usłyszeć lepszych słów.
- Zabierajmy się stąd - zdecydował, kiedy stałam cicho.
Bez wahania potruchtałam w stronę wejścia do domu, licząc że Niall podążył za mną. Dłonią skinęłam jeszcze na parę zakochanych.
- Nie tak prędko.
Niespodziewanie zostałam ponownie przyparta do ziemi. Ten ktoś musiał ważyć tonę.
- Myślałaś, że mi się wywiniesz?
Logan.
- Wal się - warknęłam z policzkiem wciśniętym w trawę.
Instynktownie domyśliłam się, że pozostała trójka chciała mi pomóc, ale coś ich powstrzymywało.
- Zostaw ją - zażądał Horan stanowczo.
Wtedy do akcji dołączył Dyrektor, o którym na moment zapomniałam. Teraz widziałam jego buty tuż przed moją twarzą.
- Ta piękna istotka będzie musiała się poświęcić - powiedział, a ja struchlałam.
To się działo...
- Liczyłem na złapanie najlepszego okazu, jakim jest sam Niall Horan, ale niestety okazałeś się zbyt mocny, kiedy reszta do ciebie dołączyła. Dlatego będę musiał zadowolić się nią. Nie podoba mi się, że uszkodziliście moich wiernych przyjaciół, ale mam nadzieję, że jakoś się wyliżą.
- Ty chory pojebie! - Krzyknął Payne.
- Uważaj na słowa - upomniał go, jak przystało na pracownika szkoły.
Serce waliło mi jak opętane. Miałam świadomość, że mogłam zginąć, albo zostać ranna. Jednak teraz, gdy to wszystko się działo, byłam przerażona.
"Nie bój się"
To był Niall.
Wykorzystywał telepatię. Naszą tajną broń w komunikowaniu, o której nikt nie miał pojęcia.
Postanowiłam odpowiedzieć, ale cholernie nie chciałam się żegnać.
Przecież na koniec i tak wszystko będzie w porządku, a skoro nie jest to znaczy, że to nie może być nasz koniec.
Taką miałam nadzieję,

"Byłeś najlepszym, co mnie spotkało, dziękuję"

____________________________________________

PŁACZĘ!

2 komentarze:

  1. Mój pieprzony boże.. To jest cudowne! ������
    I nie ma mowy, że coś stanie się Destiny albo Niallowi. Po prostu się nie zgadzam

    OdpowiedzUsuń
  2. Cudo kochanie �� a ta scena faktycznie jak z filmu XDDD

    OdpowiedzUsuń