poniedziałek, 26 czerwca 2017

62.

Idę jak burza normalnie.


Miłego czytania! xxx



P.S. Wiem czemu mam taką wenę... Właśnie jestem w trakcie sesji* xD

(*byłam jak zaczynałam pisać ten rozdział)
__________________________________________





16 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

- Rozmawiałeś z jej ojcem?! - Liam wytrzeszczył oczy.
Opowiedziałem mu o nocnym zdarzeniu, jak tylko skończyliśmy wykłady. Teraz czekał nas tylko trening i z tego co się dowiedziałem, ten miał odbyć się na siłowi. Potrzebowałem wycisku, żeby się zmęczyć i jakoś przespać kolejną noc.
- Przed chwilą wszystko dokładnie ci opowiedziałem - wywróciłem oczami. - Nie będę się powtarzał.
- Tak, tak - mruknął dziwnie rozkojarzony.
Jakby myślał o stu rzeczach naraz, nie mogąc skupić wzroku na mnie. W tej chwili byłem tu najważniejszy.
- Wybaczcie spóźnienie! - Moją dedukcję przerwała zdyszana Cindy. - Przytrzymali nas dłużej na wykładzie.
Liam jakby odetchnął ciężko, ale widząc swoją ukochaną aż oczu mu zabłyszczały. Nie, nie zaświeciły się jak oczy wilkołaka. Po prostu błyszczały.
Och, jak uroczo.
- Czy mógłbyś...
- O nie. - Uniosłem dłonie, od razu wstając z krzesła. - Nie będę opowiadał wszystkiego od początku.
Dziewczyna posmutniała, na co się skrzywiłem. Nie miała prawa grać na moich uczuciach.
- Posłuchaj - zacząłem.
- Generalizując, to gadał z ojcem Destiny i dowiedział się, że prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy jego córki na oczy - Payne wszedł mi w słowo. - Wystarczy?
Cin przyswoiła krótką informację, zastanowiła się chwilę, po czym szeroko się uśmiechnęła.
- Ujdzie - zachichotała, siadając na łóżku obok swojego chłopaka. - Ale to okropna wiadomość. Jak oni mogli w ogóle tak postąpić. Nie spodziewała się takiego zachowania z ich strony.
- Chyba nikt się nie spodziewał - przyznałem.
- Naprawdę chciałabym jakoś pomóc, ale pani Smith nie odbiera ode mnie telefonu. - Spuściła głowę z pokorą.
- Masz jej numer?! - Ożywił się Payne. - Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś?!
- Przecież głuptasie dowiadywałam się od niej o stanie Destiny i dzwoniłam przy tobie, kiedy Niall dowiedział się, że wyjechali - przypomniała, marszcząc brwi.
Szatyn pomyślał przez chwilę i złapał się za głowę.
- No tak, rzeczywiście tak było.
Prychnąłem, obserwując tą ich zabawną pogadankę. Mimo wszystko nie chciałem tracić tak cennego czasu, bo właśnie teraz mogłem być w drodze, żeby szukać Destiny.
- Wybaczcie mi - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia z pokoju.
- Ale co ty robisz? - Liam zerwał się na równe nogi.
- Spokojnie, nie uciekam.
- Ale?
Milczałem przez chwilę, zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego. Tej całej zabawy w kotka i myszkę.
- Idę pomyśleć w ciszy i spokoju - odparłem.
Nikt więcej mnie nie zatrzymywał.

***

30 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Te same ściany tych samych sal.
Te same twarze codziennie mijane na korytarzu.
Te same zajęcia z tymi samymi wykładowcami.
Powtarzające się posiłki w tej samej stołówce.
Nieustające próby znajomych, żeby dotrzeć do mojego trzeźwego myślenia.
Wszystko było takie samo, ale dla mnie nic już nie miało sensu.
Brakowało jej.
- Stary, musisz coś przełknąć w końcu - warknął zezłoszczony Liam.
Siedzieliśmy na stołówce podczas kolacji. Od tygodnia nie tknąłem nic oprócz wody.
Straciłem apetyt, tak samo jak straciłem ochotę na życie.
- Nie wysilaj się - mruknąłem ze wzrokiem wlepionym w ścianę przede mną.
Mogłem umrzeć z głodu, było mi wszystko jedno. Wolałem to, niż śmierć z tęsknoty i rosnącego pragnienia mojej ukochanej Omegi.
- Nie chcę cię stracić, bracie - westchnął. - A ty utrudniasz mi opiekę nad tobą i twoim złamanym sercem. Naprawdę chciałbym ją tu sprowadzić, żebyście żyli długo i szczęśliwie.
Wzruszyłem ramionami, bo nie miałem nic do powiedzenia na ten temat. Nie potrzebowałem niczyjej łaski. Wiedziałem, że przyjaciel się starał, ale mi już na niczym nie zależało.
Nie.
Zależało mi tylko na jej odnalezieniu.

***

Mieliście kiedyś takie uczucie, że świat kręcił się poza wami?
Tak, właśnie to przeżywałem.
Czułem, jakbym zatrzymał się w miejscu. Każdy dzień był taki sam - monotonny i przerażająco spokojny. Nikt nie zagrażał szkole, a tym bardziej mi. Potrzebowałem adrenaliny, bo właśnie być może to obudziłoby we mnie jakiekolwiek uczucia. Uczniowie na korytarzu odsuwali się z mojej drogi, jakbym miał ich zabić. Nie byłem taki, nie potrzebowałem zemsty na byle kim. Nie miałem chęci wyładowania skumulowanego żalu.
Zdecydowanie wystarczyłoby mi, gdyby ona mogła mnie przytulić i delikatnie wsunąć palce w moje włosy.
Tylko tyle i aż tyle.
- Niall! - Usłyszałem wołanie, gdzieś za plecami.
Odwróciłem się niespiesznie, powstrzymując się przed wywróceniem oczami.
- Tak, pani dyrektor? - Uśmiechnąłem się sztucznie.
- Mam dla ciebie dobre wieści.
- Naprawdę? - Uniosłem brwi, utrzymując sarkastyczny ton.
- Wiem, że ci ciężko i...
- Do rzeczy, proszę pani - przerwałem niegrzecznie.
Nie chciało mi się słuchać kolejnych słów współczucia.
Rzygałem tym.
- Skontaktowała się z nami pani Smith - powiedziała z widoczną radością.
Pochyliłem głowę na bok, mrużąc oczy.
- I?
- Będzie tu za dwie godziny, żeby z tobą porozmawiać.
- Ale ja nie wyraziłem na to zgody - skrzywiłem się. - Nie chcę jej widzieć.
Gwałtownie zrobiłem krok w tył i puściłem się biegiem w stronę głównego wyjścia. Nikt nie będzie zmuszał mnie do rozmowy z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili. Zabrali mi jedyny powód do życia, a teraz chcieli się wytłumaczyć. Nic z tego.
Nikt nie będzie mną bezkarnie pomiatał.

***
NARRATOR

- Gdzie mama wyszła? - Dziewczyna stanęła w progu niewielkiej kuchni, opierając się o futrynę.
Była osłabiona, ale siły wracały z każdym dniem coraz bardziej. Niestety dużo schudła, co nie cieszyło oczu jej rodziców.
- Powinnaś odpoczywać - skarcił ją ojciec, tym samym unikając odpowiedzi na pytanie. - Pamiętasz, co powiedział lekarz?
- Tak, tato - westchnęła i powoli zajęła miejsce na jednym z trzech krzeseł przy stole. - Organizm lepiej się regeneruje, kiedy leniuchuje.
- Chcesz czegoś do picia? A może jesteś głodna? Chcesz wyjść na taras? - Zasypał ją pytaniami, jednocześnie mieszając coś w garnku na kuchence.
- Przede wszystkim jestem dorosła i odpowiedzialna - zaśmiała się. - Co pysznego gotujesz?
- Spaghetti - odparł dumnie.
Destiny pokręciła głową, która cały czas lekko ją bolała. Ze śpiączki wybudzili ją zaledwie kilka dni temu, ale czuła się zadziwiająco sprawnie. Czasami mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa, ale generalnie nie było tragedii.
- Myślisz, że przypomnę sobie wszystko sprzed wypadku? - Zapytała zamyślona.
Ta kwestia nurtowała ją od początku, jak tylko otworzyła oczy.
- Bardzo bym chciał - przyznał szczerze. -Właśnie wtedy wydarzyło się dużo ważnych rzeczy, które miały wpływ na twoje życie.
Pan Smith po rozmowie z lekarzem należącym do Rady wiedział, że być może umiejętności jego córki zostały jakimś cudem zniszczone, albo przynajmniej osłabione. Żaden członek stowarzyszenia nie miał pewności, że dziewczyna kiedyś wróci do stanu sprzed nieszczęsnej nocy. Jeżeli zniknęła jej wilcza cząstka, oznaczało to, że nie czuła pragnienia bliskości Alfy.
Alfy, którym był cierpiący Niall.
- Tato? - Odezwała się nagle, przywracając go do rzeczywistości.
- Tak?
- Kim byłam przed śpiączką?
Czekał na to pytanie odkąd ją wybudzili, ale teraz nie miał pojęcia od czego zacząć.

czwartek, 22 czerwca 2017

61.

NO I JESTEM PONOWNIE!

MAM SZALONĄ WENĘ

Miłego czytania miśki! xxx
______________________________________________





15 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Przez pewne problemy techniczne i próby usunięcia obecności Dyrektora w naszym Mystic College, dopiero dzisiaj zaczynaliśmy kolejną część roku szkolnego. Dla mnie to już nie było to samo miejsce. Gdyby nie mama, to pewnie nawet bym się tutaj nie zjawił. Wszystko co widziałem i z czym się stykałem sprawiało mi cierpienie. Musiałem szukać Destiny, a jak do tej pory nie wpadłem na żaden sensowny trop. Nawet Cindy niewiele wiedziała i bardzo się zdziwiła, kiedy oznajmiłem jej wyjazd Państwa Smith razem z córką.
- Dzisiaj zajęcia zaczynają się od południa - oznajmiła nowa dyrektorka, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia i kończąc apel. - Możecie rozejść się do pokoi.
Tak też zrobiłem, ale nie czekałem na Liama. Zmienili nam numer pokoju, ale dalej mieszkaliśmy we dwóch. Z tego, co wiedziałem, Cindy póki co zajmowała ten sam pokój z łóżkiem przygotowanym na powrót jej przyjaciółki. Władze szkoły oczywiście doskonale wiedziały, co się wydarzyło, bo większość była członkami Rady lub ludźmi z nią współpracującymi.
Logiczne.
- Nie wytrzymam długo - powiedziałem na głos to, o czym myślałem od wczorajszego wieczora, kiedy tu przybyłem. - Zwariuję, jeśli tu zostanę i mówię to całkowicie poważnie. Ja w tej chwili odchodzę od zmysłów.
- Musisz - odparł Payne. - Mają nas wszystkich pod ścisłą obserwacją, więc nie dasz rady się stąd wymknąć. Nawet gdybyś bardzo się postarał.
- Muszę ją znaleźć - powtarzałem to jak mantrę odkąd zastałem puste łóżko szpitalne.
Moje serce łaknęło jej obecności i niczym nie mogłem zagłuszyć tego okrutnie silnego pragnienia. Zabrano mi osobę, bez której nie wyobrażałem sobie mojego istnienia. Już bym wolał umrzeć, gdybym miał jej nigdy nie odnaleźć.
- Lepiej odpuść - poradził szatyn.
Być może miał racje,, bo zazwyczaj tak było. Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie postawił na swoim.
I właśnie taki miałem zamiar.
- Dobra, nie martw się - skłamałem. - Będę grzeczny.
Posłałem mu nawet lekki uśmiech. Musiał być o mnie spokojny i zdecydowanie mniej czujny. Miałem świadomość, że zapewne by mnie nie powstrzymywał, gdyż wyczuwał mój stan. Sam chciał, żebym w końcu połączył się z Destiny.
- Nie podoba mi się twój wzrok, ale dobrze. Niech będzie, że ustąpiłem. Będę udawał, że nic nie zauważyłem.
Może i nie dało się oszukać własnego przyjaciela, ale przynajmniej stał po mojej stronie.

***

Noc dłużyła mi się jak nigdy przedtem. Wszystko wydawało się obce, niebezpieczne i nastawione przeciwko mnie. Nie mogłem zasnąć, więc wykorzystałem ten czas, żeby obmyślić i rozpisać plan działania. Co jakiś czas opierałem głowę o ścianę za sobą, a potem zamykałem oczy, żeby odetchnąć i jednocześnie przywołać obraz jej twarzy, a przede wszystkim pogodnego uśmiechu, w którym byłem zakochany do szaleństwa. Potrzebowałem jej i to cholernie bardzo.
Nagle drzwi naszego pokoju się uchyliły.
- Niall Horan? - Usłyszałem obcy głos.
Schowałem papiery za łóżko, podniosłem się i podszedłem bliżej. Moim zmrużonym oczom ukazał się mężczyzna, który najprawdopodobniej był jednym z opiekunów.
- To ja.
Zlustrował mnie od góry do dołu i skinął brodą w stronę schodów.
- Jesteś proszony do gabinetu Rady.
Zmarszczyłem czoło zdezorientowany, ale podążyłem za tym człowiekiem, nie wiedząc co mnie czekało. Przeszliśmy praktycznie przez cały budynek, żeby w końcu zatrzymać się przed ozdobnymi i ogromnymi drzwiami. Nigdy nie byłem w tej części szkoły...
- Wejdź - nakazał, ale sam pozostał na zewnątrz.
Niepewnie wszedłem do środka, gdzie czekało na mnie dwie osoby - dyrektorka i jakiś facet.
- Witaj - odezwała się kobieta. - Wybacz, że wezwaliśmy cię o tak później porze, ale musieliśmy mieć pewność, że spotkanie odbędzie się w dyskrecji.
- Spoko i tak nie mogłem zasnąć. - Wzruszyłem ramionami.
Przybrałem obojętny wyraz twarzy, ale w rzeczywistości w środku aż piszczałem z ciekawości.
- Więc co się stało? - Zapytałem i zatrzymałem wzrok na obrazie za dyrektorką.
- Mamy dla ciebie rozmowę telefoniczną - odpowiedział mężczyzna i wstał z krzesła, które stało pod ścianą.
Podszedł do biurka, gdzie siedziałem i wyciągnął z kieszeni komórkę. Wyciągnął przedmiot w moją stronę i czekał.
- Z kim mam rozmawiać? Przecież nie prosiłem o żadne połączenie. - Stałem się podejrzliwy. - Chcecie mnie w coś wpakować?
- Spokojnie, chłopcze - powiedziała rozbawiona kobieta. - Jesteś bezpieczny i możesz nam ufać. Oboje znaliśmy i szanowaliśmy twojego ojca.
- To nic nie znaczy - warknąłem, a moje ciało automatycznie się spięło.
Spotkałem się z ciszą z ich strony, co było idealnym posunięciem. Nie miałem ochoty na dyskusję o moim zmarłym tacie. Nie potrzebowałem dolewać oliwy do ognia.
- Pan Smith chciał z tobą porozmawiać.
No w końcu jakieś konkrety!
- Pan Smith? - Uniosłem brwi zaskoczony. - Nagle chce ze mną rozmawiać? Po tym jak mi ją odebrał?
- Nie możemy się w to mieszać, to sprawa między wami - odparła dyrektorka i skinęła głową na telefon. - Weź go.
- Nie chcę. Nie będę z nim rozmawiał.
Brzmiałem jak dziecko, byłem tego świadomy. Wiedziałem też, że jej ojciec nie zasługuje na to bym go wysłuchał. Nie chciałem, żeby zaczął mi się tłumaczyć.
- Nalegam - upierała się. - To dla niego ważne.
- Gdybym się dla niego liczył, to postąpiłby inaczej. Nie jak ostatni tchórz - rzuciłem w złości.
- Uważaj na słowa - upomniał mężczyzna, patrząc na mnie twardym wzrokiem.
- Mówił tylko, że chodzi o jego córkę - westchnęła zrezygnowana, jakby to miał być ostatni argument z jej strony.
Te słowa podziałały. Wystarczyło, że mi o niej przypomniano i od razu zmieniałem tok myślenia. Oddziaływała na mnie nawet pod swoją nieobecność.
- Chcę być sam - zażądałem, wiedząc że miałem do tego prawo.
Oboje popatrzyli na siebie porozumiewawczo, po czym skinęli głowami prawie jednocześnie. Upewniłem się, że zamknęli za sobą drzwi i uruchomiłem urządzenie.
- Nie znam jego numeru, do cholery - wymamrotałem.
Niby jak miałem z nim porozmawiać? Przecież...
Ale telefon zadzwonił.
- Halo? - Odebrałem z lekkim wahaniem, bo na ekranie widać było tylko rząd cyferek.
- Niall? Jak dobrze, że zgodziłeś się na tę rozmowę. - Usłyszałem znajomy głos pana Smitha.
Skrzywiłem się.
- Musieli mnie mocno przekonywać - odparłem obojętnie.
- Wiem, że prawdopodobnie masz ochotę rozszarpać mnie na kawałki za to, co zrobiłem, ale uwierz mi, że nie miałem innego wyjścia.
Jego głos był dość gorączkowy.
- Zawsze jest lepsze wyjście niż ucieczka - syknąłem.
Czułem, że instynkt próbował nade mną zapanować. Postanowiłem opierać się najdłużej, jak tylko potrafiłem.
- Nie denerwuj się. Nie wyjdzie ci to na dobre, bo nie ma cię kto uspokoić - upomniał mnie.
Zaśmiałem się histerycznie głośnym i udawanym śmiechem.
- Chyba pan sobie żartuje - prychnąłem z ironią. - Przecież to wy ją wywieźliście bez mojej wiedzy. To wy skazaliście mnie na cierpienie.
Starałem się nie podnosić głosu, co było niezwykle trudne. Wyobrażałem sobie, że mężczyzna stał tuż obok nieprzytomnej Destiny. To podniosło moje ciśnienie jeszcze bardziej.
Nie odpowiedział, więc kontynuowałem.
- Czy ona... - Chciałem zadać pytanie, ale się zająknąłem.
- Żyje i ma się coraz lepiej. Lekarze zakładają, że za kilka dni będzie można wyprowadzić ją ze śpiączki farmakologicznej.
- Zawsze była silna - wyszeptałem.
- Tak, to prawda - przyznał, jakby w zadumie. - Niall, ja naprawdę przepraszam, ale...
- Nie - przerwałem mu ostro. - Nie chcę głupiego tłumaczenia. Chcę ją odzyskać.
Na linii zapanowała głucha cisza. Słyszałem jedynie szybkie bicie własnego serca.
- To niemożliwe - odparł.
W tamtym momencie mój świat zaczął rozpadać się na drobne kawałeczki.
- Potrzebuję jej - wykrztusiłem, bo nagle jakby brakowało mi powietrza.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Nic pan nie wie! - Wybuchnąłem wściekły, zrywając się na równe nogi. - Jakby się pan czuł, gdyby ktoś odebrał panu żonę i córkę, wywożąc je w nieznane miejsce, gdzie nie miałby pan możliwości osobistego kontaktu?! No jak?! - Moje oczy zaświeciły się na niebiesko. - Destiny jest dla mnie wszystkim! Nie potrafię bez niej funkcjonować, a pan tak po prostu mi ją odebrał! Co ja takiego zrobiłem, co?! Czym na to zasłużyłem?!
Z ciężkim oddechem czekałem na upragnioną odpowiedź, ale nie nadeszła.
- Przykro mi.
Tylko tyle.
Tylko tyle zdążył powiedzieć, bo odrzuciłem telefon na blat biurka i wypadłem z pomieszczenia jak szalony. Pobiegłem w kierunku, gdzie mogłem znaleźć chwilowe ukojenie. Dotarłem do rozsypującej się altanki i usiadłem na ławeczce, oddychając głęboko.
To tutaj wiele razy rozmawialiśmy.
To tutaj przeżywaliśmy trudne momenty.
To tutaj wszystko wróciło do normy po moim porwaniu.
Dlaczego tym razem ta stara altana nie mogła znowu nas połączyć?

Przecież to było NASZE miejsce.


***
NARRATOR

- Mówiłam ci, że nie będzie chciał słuchać twojego tłumaczenia - powtórzyła kobieta kolejny raz.
- Przyznaję, miałaś rację - odparł.
- Przez naszą gwałtowną decyzję ten chłopak się wykończy i będziemy mieć go na sumieniu.
- Nie mów tak - rzucił ostro.
Niestety to było bardzo prawdopodobne. Pan Smith wiedział, jak okrutne potrafi być dopasowanie. Nie chciał nikogo narażać na cierpienie, ale najbardziej zależało mu na zdrowiu córki.
- Coś wymyślę- mruknął i skierował się do swojego gabinetu.
Spędził tam resztę nocy i cały kolejny dzień.
Kobieta zdecydowała się zostać z córką kolejny już raz. Praktycznie nie opuszczała jej na krok, chcąc być przy niej przez cały czas. Brakowało jej promiennego uśmiechu Destiny i głupot, które zdarzało jej się mówić.
- Wyzdrowiejesz kochanie i wszyscy będziemy żyć szczęśliwie - powiedziała cicho z lekkim uśmiechem. - Nawet Niall.

poniedziałek, 19 czerwca 2017

60.

Dajcie mi znać, że tu jesteście :)

Kolejny rozdział tego samego dnia - WOW!
Miłego czytania (jak zwykle)! xxx
____________________________________________






5 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Rodzice Destiny pozwolili mi spać w ich domu, żebym bez problemów mógł odwiedzać ich córkę. Moja mama wróciła do domu, obiecując że sprowadzi tam sobie koleżankę. Nie chciałem, żeby przebywała sama, ale nie mogłem pojechać razem z nią.
- Niall Horan - zameldowałem się w recepcji szpitala.
Byłem na liście osób, które miały wstęp do sali, więc nikt nie robił problemu.
- Zna pan salę? - Zapytała starsza kobieta w białym stroju pielęgniarki, patrząc na mnie znad okularów.
- Jasne.
Wskazała ręką korytarz po mojej lewej i wróciła do swoich spraw. Ta nudna czynność powtarzała się za każdym razem. Wszyscy zalecali mi żebym porządnie się wyspał i uspokoił nerwy, ale nie słuchałem, co było oczywiste. Czuwałem przy Desti każdego dnia. Rozmawiałem z nią mimo, że była w śpiączce farmakologicznej. Gówno, które jej wstrzyknięto sprawiło praktycznie spustoszenie w jej organizmie.
Byłem gotowy rozszarpać Dyrektora, gdybym tylko się na niego natknął.
- Już jestem, kochanie - powiedziałem, siadając na stołku tuż przy łóżku. - Jak się dzisiaj czujesz?
Wiadomo, że nie oczekiwałem odpowiedzi. Splotłem nasze palce razem, bo za każdym razem gdy to robiłem czułem przepływ mocy między nami. Tej mocy, która nas połączyła.
- Lekarze mówili, że jesteś bardzo silna. Na pewno z tego wyjdziesz - zacząłem mówić, jakby normalnie z nią rozmawiał.
Ktoś mógłby pomyśleć, że zwariowałem, ale to właśnie było to, co pomagało mi przetrwać kolejny dzień. Sama świadomość, że miała duże szanse na życie bez komplikacji było miodem dla mojego serca.
- Twój tata poruszył całą Radę, żeby dowiedzieć się, co takiego stworzył Dyrektor. Wiesz, chodzi o truciznę, którą ci wstrzyknął. Póki co, nie wiemy jak oddziałała na twoje moce. - Uważnie wpatrywałem się w jej piękną, ale bladą twarz.
- Zrobię dla ciebie wszystko, wiesz o tym? - Zapytałem, chcąc kolejny raz upewnić samego siebie.
Destiny wyglądała jakby spała, śniąc najpiękniejsze sny. Gdyby nie odgłosy maszyny, mógłbym się pomylić. Miałem ogromną ochotę położyć się obok, wziąć ją w ramiona i zasnąć.
Resztę wizyty spędziłem na opowiadaniu wszystkiego, co przyszło mi do głowy, upewniając się, że wyznałem jej swoje uczucie wystarczająco dużo razy.


9 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

- Niall Horan - rzuciłem, nie zatrzymując się przy blacie recepcji.
Każda osoba z personelu już dobrze mnie kojarzyła. Bywałem tu zdecydowanie zbyt często, zaniedbując rodzinę i przyjaciół, ale teraz Desti była moim priorytetem.
- Proszę zaczekać! - Ktoś zawołał za mną.
Zatrzymałem się w pół kroku i odwróciłem.
- O co chodzi? - Zmarszczyłem brwi zdezorientowany.
- Nie może pan tam pójść.
Stężałem, spinając wszystkie mięśnie w ciele.
- Jak to nie mogę? - Uniosłem brwi.
Zbliżyłem się do otyłej pielęgniarki, górując nad nią wzrostem. Kobieta przełknęła ciężko ślinę i odchrząknęła.
- Wykreślono pana z listy gości - wyjaśniła speszona.
- Kto to zrobił?
- Nie mogę udzielać takich informacji.
Prychnąłem lekceważąco i odwróciłem się na pięcie, a następnie od razu udałem w docelowe miejsce. Coś jeszcze do mnie mówiła, ale kompletnie ją zignorowałem.
- Dzień dobry, słońce - rzuciłem od razu, jak tylko otworzyłem drzwi znajomego pomieszczenia.
Następnie stanąłem jak wryty.
Nie było jej tam.
Łóżko było puste i idealnie zasłane.
- Kurwa - syknąłem pod nosem.
Zacisnąłem pięści i z walącym sercem wybiegłem z budynku. Skierowałem się do domu Destiny, licząc że mogłem jeszcze zastać jej rodziców.
- Panie Smith! - Krzyknąłem, przekraczając furtkę posiadłości.
Złapałem za klamkę, ale ta ani drgnęła. Spróbowałem jeszcze kilka razy, ale to było na nic.
- Jasna cholera! - Krzyknąłem, czym wywabiłem z domu jednego z sąsiadów.
Był nim starszy mężczyzna, którego czasami przelotnie widywałem.
- Państwo Smith wyjechali jakiś czas temu i kazali przekazać, że zostawili pańskie rzeczy i bilet na podróż u mnie. - Uśmiechnął się szeroko. - Zapraszam.
Zdezorientowany odebrałem to, co należało do mnie. Jednak nie spodziewałem się, że zostawią mi jakiś bilet. Od razu go wyjąłem i już wiedziałem.
To był bilet na pociąg, żebym mógł wrócić do siebie.
Nie tego chciałem.
Musiałem odnaleźć Destiny.
Musiałem odnaleźć osobę potrzebną mi do życia.

Nie mogli tak po prostu mi jej odebrać.

***

10 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Mama zdziwiła się, kiedy wróciłem wczoraj wieczorem do domu. Opowiedziałem jej wszystko, bo nie było co ukrywać. Rodzice Desti mnie wystawili, nic wcześniej nie mówiąc. To było chytre i samolubne posunięcie z ich strony, ale nie zamierzałem odpuścić.
Znajdę ją.
- Zjesz śniadanie? - Usłyszałem głos mamy z kuchni.
Byłem w trakcie zakładania butów. Zamierzałem spotkać się z przyjacielem, którego już uprzedziłem. Na szczęście nie miał nic przeciwko, a nawet się ucieszył.
- Nie, dziękuję! - Odkrzyknąłem.
Nie zdążyłem wyjść, kiedy usłyszałem...
- Gdzie się wybierasz?
- Do Liama.
- Źle wyglądasz, powinieneś coś zjeść - stwierdziła, próbując mnie przekonać. - Wyspałeś się chociaż?
- Tak, mamo - westchnąłem.
- Niall...
Szybko oplotłem rodzicielkę ramionami i mocno przytuliłem.
- Kocham cię, mamo - szepnąłem. - Uważaj na siebie i dzwoń, gdy coś cię zaniepokoi. Biorę samochód i nie wiem kiedy wrócę.
Dziesięć minut później stanąłem na podjeździe pod domem Liama. Wygrzebałem się z samochodu i z ponurym nastrojem podszedłem do drzwi wejściowych. Zapukałem dość mocno, aż zabolały mnie kostki.
- Witaj, Niall. - Przed moimi oczami pojawiła się urocza twarz mamy Payne.
- Dzień dobry.
- Wejdź, Liam jest u siebie.
Bez wahania przekroczyłem próg, zrzuciłem buty oraz kurtę i skierowałem się do pokoju przyjaciela. Tym razem nie pukałem.
- Miło cię w końcu widzieć - rzucił, jak tylko zamknąłem za sobą drzwi.
- Dobrze wiesz w jakiej jestem sytuacji, znaczy w jakiej byłem - poprawiłem się.
- A nie jesteś? - Zmarszczył czoło zdziwiony.
Pozwoliłem usiąść sobie na jego łóżku, kiedy on zajął fotel pod oknem.
- Nie ma jej.
Te słowa sprawiły, że przez twarz chłopaka przewinęły się wszystkie emocje.
- Czy ona... - zająknął się.
- Żyje.
Odetchnął z wyraźną ulgą i poprawił się na siedzeniu.
- W takim razie mów jasno, o co chodzi.
Bez zwlekania powiedziałem mu wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Siedział sztywno, wyraźnie obmyślając plan.
- Co o tym myślisz? - Zapytałem na koniec.
Pomyślał jeszcze zanim się odezwał.
- Zdecydowali, że nie chcą żebyś miał z nią styczność... - wydedukował. - Ale dlaczego?
- No właśnie - przyznałem smętnie.
Coraz wyraźniej odczuwałem brak specyficznej siły, kiedy Destiny była obok mnie. Dopasowanie powoli dawało o sobie znać, a ja nie byłem na to przygotowany.
- Myślisz, że ich znajdziemy? Przecież mogli wyjechać gdziekolwiek.
- Chciałem, żebyś dał mi chociaż trochę nadziei - zironizowałem. - A ty mnie jeszcze dobijasz.
Payne wywrócił oczami.
- Myślę racjonalnie - burknął.
Siedzieliśmy przez chwilę w kompletnej ciszy. Każdy z nas zatopił się we własnych myślach.
- Cindy. - Ocknąłem się nagle.
- Co? - Przyjaciel popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. - Co chcesz od niej?
- Może ona wie więcej na temat swojej przyjaciółki - stwierdziłem.
- Nie było jej przez cały ten czas w szpitalu - przypomniał. - Nie miała z nią bezpośredniego kontaktu.
Musiałem być uparty, więc brnąłem w to dalej.
- Ale na pewno dowiadywała się o jej stanie. To niemożliwe, żeby żyła spokojnie bez wieści o stanie zdrowia swojej najlepszej przyjaciółki.
Liam przygryzł wargę i popatrzył w okno.
- Dobrze, zadzwonię do niej - zgodził się. - Jednak nie nastawiaj się na cudowne wiadomości.
Gdzieś wewnątrz mnie zapaliła się mała iskierka nadziei, której tak bardzo pragnąłem.
- Może wybierzemy się na jakieś niezdrowe jedzenie? - Zaproponował Payne z przesadzonym uśmiechem.
Pokręciłem głową, patrząc na jego wygłupy, ale właśnie tego teraz potrzebowałem. Zwyczajnej chwili wytchnienia, a on zawsze wiedział, co zrobić.
Podniosłem się i złapałem za klamkę.
- Jasne, chodźmy.

***

NARRATOR

Kobieta czuwała przy swojej córce cały dzień, nie chcąc stracić jej z oczu. Spędzili dopiero jedną noc w nowym miejscu, ale czuła, że tak było lepiej. Razem z mężem zdecydowali, że muszą zapewnić córce spokój, który nie łączył się z tym blond chłopakiem.
- Lekarze mówią, że jej organizm szybko się regeneruje. - Mężczyzna położył dłoń na jej ramieniu i delikatnie zacisnął palce.
Chciał jej dodać otuchy. Męczyło go ciągłe oglądanie jej zmartwionych oczu i niezdrowo bladej twarzy, która jeszcze niedawno promieniała blaskiem.
- Chcę, żeby już była z nami.
- Ja też, kochanie.
- Rada coś odkryła? - Zapytała z nadzieją.
On pokręcił głową, zaprzeczając.
- Bardzo się staramy, ale póki co jedynym wyjściem jest trzymanie jej z daleka od niego. Nie wiadomo jak trucizna oddziałała na ich dopasowanie.
- Dalej sądzę, że mogliśmy go uprzedzić - upierała się.
Robiła to odkąd tylko uciekli z własnego domu, wykorzystując nieobecność chłopaka.
- Wtedy chciałby jechać z nami, a nie o to nam chodziło.
- I tak będzie jej szukał - stwierdziła twardo i ponownie popatrzyła na śpiącą dziewczynę. - Pewnie złamaliśmy mu serce.
Mężczyzna zastanowił się chwilę. Przypomniał sobie przez co przechodziła jego córka, kiedy to chłopaka zabrakło w pobliżu.
- Na pewno to zrobiliśmy, ale jest silny. Na pewno da sobie radę. Liczyłem się z tym, że będzie jej szukał i nie spocznie póki jej nie odnajdzie. Jednak do tego czasu powinniśmy mieć jakieś rozwiązanie.

Przynajmniej taką miał nadzieję.

_________________________________________

Trzymajcie się siedzeń, bo czeka was ostra jazda!
xxx

niedziela, 18 czerwca 2017

59.

Jeeesteeeeem!

Ale coś widzę, że Was tutaj nie ma :/ 
Szkoda, ale i tak postaram się dokończyć historię ;)

Miłego czytania! xx

___________________________________________




*Destiny*

Wszystko działo się tak szybko, że ledwie nadążałam. Jedyne na czym się skupiłam, to sylwetka zdenerwowanego Nialla. Przez ostatnie trzydzieści minut byłam cały czas przyciśnięta do ziemi. Miałam wrażenie, jakby zdrętwiał mi policzek, ale nie byłam pewna.
- To będzie tylko małe ukłucie, kochana - powiedział Dyrektor.
Kiedy dotarły do mnie jego słowa, zaczęłam się miotać jak szalona. Nie mogłam pozwolić, żeby wstrzyknął mi jakieś świństwo i gdzieś wywiózł.
- Spróbuj ją tknąć, ale oderwę ci ręce z ogromną przyjemnością. - Horan był stanowczy i zawzięty.
Nawet ja mu uwierzyłam.
- Twoje groźby są na nic, bo ona jest teraz w moich rękach.
- Lepiej odsuń od niej tą strzykawkę - warknęła Cindy, co bardzo mnie zdziwiło.
Cała się trzęsła, a jej twarz przybrała czerwony kolor. Pierwszy raz widziałam przyjaciółkę aż tak zdenerwowaną. Liam czujnie obserwował całe zajście. Tylko tyle udało mi się zaobserwować. Ze względu na pozycję w jakiej się znalazłam, moje ciało zaczęło nieprzyjemnie drętwieć. Byłam świadoma, że nawet gdyby mnie puścili, to i tak nie byłabym w stanie walczyć, a co dopiero uciekać.
- Logan za nic jej nie puszczaj - rozkazał mężczyzna.
Sekundę później poczułam ukłucie w kark, więc wrzasnęłam.
- Odpierdol się! - Miotałam się jak oszalała. - Zostaw nas w spokoju, do cholery!
- Spokojnie, kochana - zarechotał. - Teraz już wszystko będzie lepiej.
Niespodziewanie poczułam przyjemne ciepło, które powoli rozchodziło się po całym ciele. Poddałam się temu uczuciu, gdyż było bardzo odprężające. Niestety nie trwało długo.

*Niall*

Bezradnie patrzyłem jak w jednej sekundzie igła znalazła się w skórze Desitny. Nie mogłem się ruszyć. Żadne z nas tego nie zrobiło. Nie zrobiliśmy nic, żeby ją przed tym uchronić.
Byłem beznadziejny.
- Nie mogłem dopaść ciebie, więc unieszkodliwiłem cię na tyle na ile mogłem za pomocą twojej drugiej połówki - powiedział Dyrektor z tajemniczym uśmieszkiem.
- Co to było? - Zapytał Payne.
- A czy to ważne?
Jasne, że ten chory idiota bawił się nami, jak kukiełkami. Miał nas w garści.
Nagle moja dziewczyna wygięła się pod nienaturalnym kątem i zawarczała jak nigdy dotąd. Przeraziłem się nie na żarty.
- Destiny! - Cindy pisnęła ze strachu.
- Ty kurwo - syknąłem z zaciśniętymi zębami i pięściami.
- Teraz już po wszystkim. - Wzruszył ramionami i skinął głową na Logana.
Obaj oddalili się w szybkim tempie i zniknęli gdzieś w ciemnościach. Jednak w tej chwili nawet nie miałem zamiaru się tym martwić.
Coś działo się z moją ukochaną.
- Desti - szepnąłem, jak tylko dopadłem jej trzęsącego się ciała.
Była bardzo blada i mokra od potu.
- Skarbie, spójrz na mnie proszę - próbowałem.
Wziąłem ją w objęcia i czym prędzej wniosłem do domu.
- Zadzwoniłam po karetkę - zakomunikowała Cindy. - Powinni tu być w ciągu dziesięciu minut.
- Pilnuj jej parametrów życiowych - rzucił przejęty Liam.
Nie skupiałem się na ich słowach. Widziałem tylko zbolałą twarz Destiny - dziewczyny, która odmieniła moje gówniane życie.
- Ocknij się, proszę. - Byłem bliski płaczu. - Nie zostawiaj mnie. Nie możesz, pamiętasz? Nie poradzę sobie bez ciebie.
Coraz bardziej ściszałem głos, bo zdawało mi się, że każde kolejne słowo coraz bardziej rozdziera mi serce.
Była moim życiem.

***

- Nie mówcie wszyscy na raz, bo nie jestem w stanie tego poskładać - poprosił Mike kolejny raz, starając się uspokoić Liama i Cindy, którzy zdawali mu całą relację.
Jej brat przyjechał najszybciej, jak tylko mógł. Ja siedziałem na plastikowym krześle kilka metrów dalej i czekałem na jakiekolwiek wieści od lekarza. Przebywaliśmy tu już dobre kilka godzin, ale dalej nic nie wiedziałem.
Byłem z tym sam.
Jeśli chodziło o wsparcie, to miałem tylko ją.
- Stary, wasi rodzice dotarli. - Usłyszałem głos przyjaciela, który położył dłoń na moim ramieniu.
Nie zareagowałem tak, jak powinienem, ale nikt tego nie oczekiwał. Skinąłem powoli głową i w milczeniu podniosłem się na proste nogi. Zamknąłem na chwilę oczy i głęboko odetchnąłem. Wyczułem ją już z daleka. Mama wpadła na mnie z dużą siłą pod wpływem emocji i mocno przytuliła.
W jakiś sposób poczułem ulgę.
- O mój Boże - płakała. - Myślałam, że cię nie zobaczę. Ten dziwny mężczyzna mówił tak straszne rzeczy.
- Żyję, mamo - mruknąłem i odwzajemniłem uścisk.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest.
Nie odpowiedziałem, więc po chwili mama odchyliła głowę od mojego ramienia i uważnie mi się przyjrzała.
- Destiny? - Zapytała.
Odpowiedź zobaczyła w moich oczach.
- Och, Niall - posmutniała. - Tak mi przykro.
Miałem ochotę ryczeć, jak małe dziecko.
- Co z nią? W której jest sali? Lekarz już coś mówił? - Rodzice Desti zasypali mnie kolejną dawką pytań.
Widziałem, jak minęli Michaela nie poświęcając mu uwagi, dlatego ten posłał mi współczujący wzrok i wzruszył ramionami.
- Jeszcze nic nie wiem, proszę mi wybaczyć - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia.
To było ponad moje siły.

***

Patrzyłem przed siebie, próbując zebrać rozszalałe myśli. Chciałem się uspokoić, żeby dać odpowiednie wsparcie osobie, która najbardziej mnie potrzebowała. Jednak okazało się to być okropnie trudne. Tym bardziej, kiedy wiedziałeś, że twoja największa miłość właśnie walczy o życie.
- Przejebałeś, Niall - stwierdziłem, wypowiadając to w końcu na głos. - Nie obroniłeś jej. Nie postarałeś się.
Jedna myśl kołatała się najbardziej i wrzeszczała najgłośniej.
- Być może pozbawiłeś ją życia - wyszeptałem, spuszczając głowę.
Kolejny samochód właśnie zaparkował pod budynkiem szpitala i z trzaskiem drzwi wysiadł z niego mężczyzna. Był jednocześnie smutny i przerażony. Ktoś ważny właśnie znalazł się w najgorszym miejscu na świecie. Nie było nic ponad przerażająco atmosferę szpitala. To tutaj ludzie rodzili się, ale i umierali.
Piekło.
- Trzymasz się? - Liam usiadł na krawężniku tuż obok mnie.
- Chyba muszę.
- Nie myśl teraz o jej rodzicach - odparł. - Nie myśl o niej, bo to na sobie musisz się skupić, Jeżeli ty się rozpadniesz, to kto będzie jej wsparciem?
- Ale Liam...
- Nie - przerwał mi. - Dokładnie tak powinieneś postąpić. Powoli wziąć się w garść mimo cholernego bólu, który od ciebie emanuje. Wiem, że wychodzę na bezdusznego, ale to jedyna opcja, żebym cię nie stracił. Ani ja, ani Destiny.
Nie odezwałem się, a Payne nie dodał nic więcej. Siedział tak ze mną kolejne pół godziny w kompletnej ciszy.
Miał rację.
Pogodziłem się z tym, wlepiając wzrok w rzędy aut.


Wtedy popłynęły łzy, kiedy słowa nie były w stanie wyrazić bólu, który czułem w środku.