niedziela, 18 czerwca 2017

59.

Jeeesteeeeem!

Ale coś widzę, że Was tutaj nie ma :/ 
Szkoda, ale i tak postaram się dokończyć historię ;)

Miłego czytania! xx

___________________________________________




*Destiny*

Wszystko działo się tak szybko, że ledwie nadążałam. Jedyne na czym się skupiłam, to sylwetka zdenerwowanego Nialla. Przez ostatnie trzydzieści minut byłam cały czas przyciśnięta do ziemi. Miałam wrażenie, jakby zdrętwiał mi policzek, ale nie byłam pewna.
- To będzie tylko małe ukłucie, kochana - powiedział Dyrektor.
Kiedy dotarły do mnie jego słowa, zaczęłam się miotać jak szalona. Nie mogłam pozwolić, żeby wstrzyknął mi jakieś świństwo i gdzieś wywiózł.
- Spróbuj ją tknąć, ale oderwę ci ręce z ogromną przyjemnością. - Horan był stanowczy i zawzięty.
Nawet ja mu uwierzyłam.
- Twoje groźby są na nic, bo ona jest teraz w moich rękach.
- Lepiej odsuń od niej tą strzykawkę - warknęła Cindy, co bardzo mnie zdziwiło.
Cała się trzęsła, a jej twarz przybrała czerwony kolor. Pierwszy raz widziałam przyjaciółkę aż tak zdenerwowaną. Liam czujnie obserwował całe zajście. Tylko tyle udało mi się zaobserwować. Ze względu na pozycję w jakiej się znalazłam, moje ciało zaczęło nieprzyjemnie drętwieć. Byłam świadoma, że nawet gdyby mnie puścili, to i tak nie byłabym w stanie walczyć, a co dopiero uciekać.
- Logan za nic jej nie puszczaj - rozkazał mężczyzna.
Sekundę później poczułam ukłucie w kark, więc wrzasnęłam.
- Odpierdol się! - Miotałam się jak oszalała. - Zostaw nas w spokoju, do cholery!
- Spokojnie, kochana - zarechotał. - Teraz już wszystko będzie lepiej.
Niespodziewanie poczułam przyjemne ciepło, które powoli rozchodziło się po całym ciele. Poddałam się temu uczuciu, gdyż było bardzo odprężające. Niestety nie trwało długo.

*Niall*

Bezradnie patrzyłem jak w jednej sekundzie igła znalazła się w skórze Desitny. Nie mogłem się ruszyć. Żadne z nas tego nie zrobiło. Nie zrobiliśmy nic, żeby ją przed tym uchronić.
Byłem beznadziejny.
- Nie mogłem dopaść ciebie, więc unieszkodliwiłem cię na tyle na ile mogłem za pomocą twojej drugiej połówki - powiedział Dyrektor z tajemniczym uśmieszkiem.
- Co to było? - Zapytał Payne.
- A czy to ważne?
Jasne, że ten chory idiota bawił się nami, jak kukiełkami. Miał nas w garści.
Nagle moja dziewczyna wygięła się pod nienaturalnym kątem i zawarczała jak nigdy dotąd. Przeraziłem się nie na żarty.
- Destiny! - Cindy pisnęła ze strachu.
- Ty kurwo - syknąłem z zaciśniętymi zębami i pięściami.
- Teraz już po wszystkim. - Wzruszył ramionami i skinął głową na Logana.
Obaj oddalili się w szybkim tempie i zniknęli gdzieś w ciemnościach. Jednak w tej chwili nawet nie miałem zamiaru się tym martwić.
Coś działo się z moją ukochaną.
- Desti - szepnąłem, jak tylko dopadłem jej trzęsącego się ciała.
Była bardzo blada i mokra od potu.
- Skarbie, spójrz na mnie proszę - próbowałem.
Wziąłem ją w objęcia i czym prędzej wniosłem do domu.
- Zadzwoniłam po karetkę - zakomunikowała Cindy. - Powinni tu być w ciągu dziesięciu minut.
- Pilnuj jej parametrów życiowych - rzucił przejęty Liam.
Nie skupiałem się na ich słowach. Widziałem tylko zbolałą twarz Destiny - dziewczyny, która odmieniła moje gówniane życie.
- Ocknij się, proszę. - Byłem bliski płaczu. - Nie zostawiaj mnie. Nie możesz, pamiętasz? Nie poradzę sobie bez ciebie.
Coraz bardziej ściszałem głos, bo zdawało mi się, że każde kolejne słowo coraz bardziej rozdziera mi serce.
Była moim życiem.

***

- Nie mówcie wszyscy na raz, bo nie jestem w stanie tego poskładać - poprosił Mike kolejny raz, starając się uspokoić Liama i Cindy, którzy zdawali mu całą relację.
Jej brat przyjechał najszybciej, jak tylko mógł. Ja siedziałem na plastikowym krześle kilka metrów dalej i czekałem na jakiekolwiek wieści od lekarza. Przebywaliśmy tu już dobre kilka godzin, ale dalej nic nie wiedziałem.
Byłem z tym sam.
Jeśli chodziło o wsparcie, to miałem tylko ją.
- Stary, wasi rodzice dotarli. - Usłyszałem głos przyjaciela, który położył dłoń na moim ramieniu.
Nie zareagowałem tak, jak powinienem, ale nikt tego nie oczekiwał. Skinąłem powoli głową i w milczeniu podniosłem się na proste nogi. Zamknąłem na chwilę oczy i głęboko odetchnąłem. Wyczułem ją już z daleka. Mama wpadła na mnie z dużą siłą pod wpływem emocji i mocno przytuliła.
W jakiś sposób poczułem ulgę.
- O mój Boże - płakała. - Myślałam, że cię nie zobaczę. Ten dziwny mężczyzna mówił tak straszne rzeczy.
- Żyję, mamo - mruknąłem i odwzajemniłem uścisk.
- Tak się cieszę, że nic ci nie jest.
Nie odpowiedziałem, więc po chwili mama odchyliła głowę od mojego ramienia i uważnie mi się przyjrzała.
- Destiny? - Zapytała.
Odpowiedź zobaczyła w moich oczach.
- Och, Niall - posmutniała. - Tak mi przykro.
Miałem ochotę ryczeć, jak małe dziecko.
- Co z nią? W której jest sali? Lekarz już coś mówił? - Rodzice Desti zasypali mnie kolejną dawką pytań.
Widziałem, jak minęli Michaela nie poświęcając mu uwagi, dlatego ten posłał mi współczujący wzrok i wzruszył ramionami.
- Jeszcze nic nie wiem, proszę mi wybaczyć - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia.
To było ponad moje siły.

***

Patrzyłem przed siebie, próbując zebrać rozszalałe myśli. Chciałem się uspokoić, żeby dać odpowiednie wsparcie osobie, która najbardziej mnie potrzebowała. Jednak okazało się to być okropnie trudne. Tym bardziej, kiedy wiedziałeś, że twoja największa miłość właśnie walczy o życie.
- Przejebałeś, Niall - stwierdziłem, wypowiadając to w końcu na głos. - Nie obroniłeś jej. Nie postarałeś się.
Jedna myśl kołatała się najbardziej i wrzeszczała najgłośniej.
- Być może pozbawiłeś ją życia - wyszeptałem, spuszczając głowę.
Kolejny samochód właśnie zaparkował pod budynkiem szpitala i z trzaskiem drzwi wysiadł z niego mężczyzna. Był jednocześnie smutny i przerażony. Ktoś ważny właśnie znalazł się w najgorszym miejscu na świecie. Nie było nic ponad przerażająco atmosferę szpitala. To tutaj ludzie rodzili się, ale i umierali.
Piekło.
- Trzymasz się? - Liam usiadł na krawężniku tuż obok mnie.
- Chyba muszę.
- Nie myśl teraz o jej rodzicach - odparł. - Nie myśl o niej, bo to na sobie musisz się skupić, Jeżeli ty się rozpadniesz, to kto będzie jej wsparciem?
- Ale Liam...
- Nie - przerwał mi. - Dokładnie tak powinieneś postąpić. Powoli wziąć się w garść mimo cholernego bólu, który od ciebie emanuje. Wiem, że wychodzę na bezdusznego, ale to jedyna opcja, żebym cię nie stracił. Ani ja, ani Destiny.
Nie odezwałem się, a Payne nie dodał nic więcej. Siedział tak ze mną kolejne pół godziny w kompletnej ciszy.
Miał rację.
Pogodziłem się z tym, wlepiając wzrok w rzędy aut.


Wtedy popłynęły łzy, kiedy słowa nie były w stanie wyrazić bólu, który czułem w środku.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz