poniedziałek, 19 czerwca 2017

60.

Dajcie mi znać, że tu jesteście :)

Kolejny rozdział tego samego dnia - WOW!
Miłego czytania (jak zwykle)! xxx
____________________________________________






5 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Rodzice Destiny pozwolili mi spać w ich domu, żebym bez problemów mógł odwiedzać ich córkę. Moja mama wróciła do domu, obiecując że sprowadzi tam sobie koleżankę. Nie chciałem, żeby przebywała sama, ale nie mogłem pojechać razem z nią.
- Niall Horan - zameldowałem się w recepcji szpitala.
Byłem na liście osób, które miały wstęp do sali, więc nikt nie robił problemu.
- Zna pan salę? - Zapytała starsza kobieta w białym stroju pielęgniarki, patrząc na mnie znad okularów.
- Jasne.
Wskazała ręką korytarz po mojej lewej i wróciła do swoich spraw. Ta nudna czynność powtarzała się za każdym razem. Wszyscy zalecali mi żebym porządnie się wyspał i uspokoił nerwy, ale nie słuchałem, co było oczywiste. Czuwałem przy Desti każdego dnia. Rozmawiałem z nią mimo, że była w śpiączce farmakologicznej. Gówno, które jej wstrzyknięto sprawiło praktycznie spustoszenie w jej organizmie.
Byłem gotowy rozszarpać Dyrektora, gdybym tylko się na niego natknął.
- Już jestem, kochanie - powiedziałem, siadając na stołku tuż przy łóżku. - Jak się dzisiaj czujesz?
Wiadomo, że nie oczekiwałem odpowiedzi. Splotłem nasze palce razem, bo za każdym razem gdy to robiłem czułem przepływ mocy między nami. Tej mocy, która nas połączyła.
- Lekarze mówili, że jesteś bardzo silna. Na pewno z tego wyjdziesz - zacząłem mówić, jakby normalnie z nią rozmawiał.
Ktoś mógłby pomyśleć, że zwariowałem, ale to właśnie było to, co pomagało mi przetrwać kolejny dzień. Sama świadomość, że miała duże szanse na życie bez komplikacji było miodem dla mojego serca.
- Twój tata poruszył całą Radę, żeby dowiedzieć się, co takiego stworzył Dyrektor. Wiesz, chodzi o truciznę, którą ci wstrzyknął. Póki co, nie wiemy jak oddziałała na twoje moce. - Uważnie wpatrywałem się w jej piękną, ale bladą twarz.
- Zrobię dla ciebie wszystko, wiesz o tym? - Zapytałem, chcąc kolejny raz upewnić samego siebie.
Destiny wyglądała jakby spała, śniąc najpiękniejsze sny. Gdyby nie odgłosy maszyny, mógłbym się pomylić. Miałem ogromną ochotę położyć się obok, wziąć ją w ramiona i zasnąć.
Resztę wizyty spędziłem na opowiadaniu wszystkiego, co przyszło mi do głowy, upewniając się, że wyznałem jej swoje uczucie wystarczająco dużo razy.


9 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

- Niall Horan - rzuciłem, nie zatrzymując się przy blacie recepcji.
Każda osoba z personelu już dobrze mnie kojarzyła. Bywałem tu zdecydowanie zbyt często, zaniedbując rodzinę i przyjaciół, ale teraz Desti była moim priorytetem.
- Proszę zaczekać! - Ktoś zawołał za mną.
Zatrzymałem się w pół kroku i odwróciłem.
- O co chodzi? - Zmarszczyłem brwi zdezorientowany.
- Nie może pan tam pójść.
Stężałem, spinając wszystkie mięśnie w ciele.
- Jak to nie mogę? - Uniosłem brwi.
Zbliżyłem się do otyłej pielęgniarki, górując nad nią wzrostem. Kobieta przełknęła ciężko ślinę i odchrząknęła.
- Wykreślono pana z listy gości - wyjaśniła speszona.
- Kto to zrobił?
- Nie mogę udzielać takich informacji.
Prychnąłem lekceważąco i odwróciłem się na pięcie, a następnie od razu udałem w docelowe miejsce. Coś jeszcze do mnie mówiła, ale kompletnie ją zignorowałem.
- Dzień dobry, słońce - rzuciłem od razu, jak tylko otworzyłem drzwi znajomego pomieszczenia.
Następnie stanąłem jak wryty.
Nie było jej tam.
Łóżko było puste i idealnie zasłane.
- Kurwa - syknąłem pod nosem.
Zacisnąłem pięści i z walącym sercem wybiegłem z budynku. Skierowałem się do domu Destiny, licząc że mogłem jeszcze zastać jej rodziców.
- Panie Smith! - Krzyknąłem, przekraczając furtkę posiadłości.
Złapałem za klamkę, ale ta ani drgnęła. Spróbowałem jeszcze kilka razy, ale to było na nic.
- Jasna cholera! - Krzyknąłem, czym wywabiłem z domu jednego z sąsiadów.
Był nim starszy mężczyzna, którego czasami przelotnie widywałem.
- Państwo Smith wyjechali jakiś czas temu i kazali przekazać, że zostawili pańskie rzeczy i bilet na podróż u mnie. - Uśmiechnął się szeroko. - Zapraszam.
Zdezorientowany odebrałem to, co należało do mnie. Jednak nie spodziewałem się, że zostawią mi jakiś bilet. Od razu go wyjąłem i już wiedziałem.
To był bilet na pociąg, żebym mógł wrócić do siebie.
Nie tego chciałem.
Musiałem odnaleźć Destiny.
Musiałem odnaleźć osobę potrzebną mi do życia.

Nie mogli tak po prostu mi jej odebrać.

***

10 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Mama zdziwiła się, kiedy wróciłem wczoraj wieczorem do domu. Opowiedziałem jej wszystko, bo nie było co ukrywać. Rodzice Desti mnie wystawili, nic wcześniej nie mówiąc. To było chytre i samolubne posunięcie z ich strony, ale nie zamierzałem odpuścić.
Znajdę ją.
- Zjesz śniadanie? - Usłyszałem głos mamy z kuchni.
Byłem w trakcie zakładania butów. Zamierzałem spotkać się z przyjacielem, którego już uprzedziłem. Na szczęście nie miał nic przeciwko, a nawet się ucieszył.
- Nie, dziękuję! - Odkrzyknąłem.
Nie zdążyłem wyjść, kiedy usłyszałem...
- Gdzie się wybierasz?
- Do Liama.
- Źle wyglądasz, powinieneś coś zjeść - stwierdziła, próbując mnie przekonać. - Wyspałeś się chociaż?
- Tak, mamo - westchnąłem.
- Niall...
Szybko oplotłem rodzicielkę ramionami i mocno przytuliłem.
- Kocham cię, mamo - szepnąłem. - Uważaj na siebie i dzwoń, gdy coś cię zaniepokoi. Biorę samochód i nie wiem kiedy wrócę.
Dziesięć minut później stanąłem na podjeździe pod domem Liama. Wygrzebałem się z samochodu i z ponurym nastrojem podszedłem do drzwi wejściowych. Zapukałem dość mocno, aż zabolały mnie kostki.
- Witaj, Niall. - Przed moimi oczami pojawiła się urocza twarz mamy Payne.
- Dzień dobry.
- Wejdź, Liam jest u siebie.
Bez wahania przekroczyłem próg, zrzuciłem buty oraz kurtę i skierowałem się do pokoju przyjaciela. Tym razem nie pukałem.
- Miło cię w końcu widzieć - rzucił, jak tylko zamknąłem za sobą drzwi.
- Dobrze wiesz w jakiej jestem sytuacji, znaczy w jakiej byłem - poprawiłem się.
- A nie jesteś? - Zmarszczył czoło zdziwiony.
Pozwoliłem usiąść sobie na jego łóżku, kiedy on zajął fotel pod oknem.
- Nie ma jej.
Te słowa sprawiły, że przez twarz chłopaka przewinęły się wszystkie emocje.
- Czy ona... - zająknął się.
- Żyje.
Odetchnął z wyraźną ulgą i poprawił się na siedzeniu.
- W takim razie mów jasno, o co chodzi.
Bez zwlekania powiedziałem mu wszystko, co się do tej pory wydarzyło. Siedział sztywno, wyraźnie obmyślając plan.
- Co o tym myślisz? - Zapytałem na koniec.
Pomyślał jeszcze zanim się odezwał.
- Zdecydowali, że nie chcą żebyś miał z nią styczność... - wydedukował. - Ale dlaczego?
- No właśnie - przyznałem smętnie.
Coraz wyraźniej odczuwałem brak specyficznej siły, kiedy Destiny była obok mnie. Dopasowanie powoli dawało o sobie znać, a ja nie byłem na to przygotowany.
- Myślisz, że ich znajdziemy? Przecież mogli wyjechać gdziekolwiek.
- Chciałem, żebyś dał mi chociaż trochę nadziei - zironizowałem. - A ty mnie jeszcze dobijasz.
Payne wywrócił oczami.
- Myślę racjonalnie - burknął.
Siedzieliśmy przez chwilę w kompletnej ciszy. Każdy z nas zatopił się we własnych myślach.
- Cindy. - Ocknąłem się nagle.
- Co? - Przyjaciel popatrzył na mnie szeroko otwartymi oczami. - Co chcesz od niej?
- Może ona wie więcej na temat swojej przyjaciółki - stwierdziłem.
- Nie było jej przez cały ten czas w szpitalu - przypomniał. - Nie miała z nią bezpośredniego kontaktu.
Musiałem być uparty, więc brnąłem w to dalej.
- Ale na pewno dowiadywała się o jej stanie. To niemożliwe, żeby żyła spokojnie bez wieści o stanie zdrowia swojej najlepszej przyjaciółki.
Liam przygryzł wargę i popatrzył w okno.
- Dobrze, zadzwonię do niej - zgodził się. - Jednak nie nastawiaj się na cudowne wiadomości.
Gdzieś wewnątrz mnie zapaliła się mała iskierka nadziei, której tak bardzo pragnąłem.
- Może wybierzemy się na jakieś niezdrowe jedzenie? - Zaproponował Payne z przesadzonym uśmiechem.
Pokręciłem głową, patrząc na jego wygłupy, ale właśnie tego teraz potrzebowałem. Zwyczajnej chwili wytchnienia, a on zawsze wiedział, co zrobić.
Podniosłem się i złapałem za klamkę.
- Jasne, chodźmy.

***

NARRATOR

Kobieta czuwała przy swojej córce cały dzień, nie chcąc stracić jej z oczu. Spędzili dopiero jedną noc w nowym miejscu, ale czuła, że tak było lepiej. Razem z mężem zdecydowali, że muszą zapewnić córce spokój, który nie łączył się z tym blond chłopakiem.
- Lekarze mówią, że jej organizm szybko się regeneruje. - Mężczyzna położył dłoń na jej ramieniu i delikatnie zacisnął palce.
Chciał jej dodać otuchy. Męczyło go ciągłe oglądanie jej zmartwionych oczu i niezdrowo bladej twarzy, która jeszcze niedawno promieniała blaskiem.
- Chcę, żeby już była z nami.
- Ja też, kochanie.
- Rada coś odkryła? - Zapytała z nadzieją.
On pokręcił głową, zaprzeczając.
- Bardzo się staramy, ale póki co jedynym wyjściem jest trzymanie jej z daleka od niego. Nie wiadomo jak trucizna oddziałała na ich dopasowanie.
- Dalej sądzę, że mogliśmy go uprzedzić - upierała się.
Robiła to odkąd tylko uciekli z własnego domu, wykorzystując nieobecność chłopaka.
- Wtedy chciałby jechać z nami, a nie o to nam chodziło.
- I tak będzie jej szukał - stwierdziła twardo i ponownie popatrzyła na śpiącą dziewczynę. - Pewnie złamaliśmy mu serce.
Mężczyzna zastanowił się chwilę. Przypomniał sobie przez co przechodziła jego córka, kiedy to chłopaka zabrakło w pobliżu.
- Na pewno to zrobiliśmy, ale jest silny. Na pewno da sobie radę. Liczyłem się z tym, że będzie jej szukał i nie spocznie póki jej nie odnajdzie. Jednak do tego czasu powinniśmy mieć jakieś rozwiązanie.

Przynajmniej taką miał nadzieję.

_________________________________________

Trzymajcie się siedzeń, bo czeka was ostra jazda!
xxx

2 komentarze:

  1. Nie rozumiem co tu się właśnie stało... Jak oni mogli mu to zrobić i jak to niby ma pomóc Destiny, przecież ona go potrzebuje! Popłaczę się normalnie... Destiny musi się obudzić i muszą być znowu razem :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Naprawdę cieszę się, że wróciłaś z taką weną :) Ale umieram razem z Niall'em, kiedy nie ma przy nim Destiny i oboje cierpią ;-; :'(

    OdpowiedzUsuń