czwartek, 22 czerwca 2017

61.

NO I JESTEM PONOWNIE!

MAM SZALONĄ WENĘ

Miłego czytania miśki! xxx
______________________________________________





15 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Przez pewne problemy techniczne i próby usunięcia obecności Dyrektora w naszym Mystic College, dopiero dzisiaj zaczynaliśmy kolejną część roku szkolnego. Dla mnie to już nie było to samo miejsce. Gdyby nie mama, to pewnie nawet bym się tutaj nie zjawił. Wszystko co widziałem i z czym się stykałem sprawiało mi cierpienie. Musiałem szukać Destiny, a jak do tej pory nie wpadłem na żaden sensowny trop. Nawet Cindy niewiele wiedziała i bardzo się zdziwiła, kiedy oznajmiłem jej wyjazd Państwa Smith razem z córką.
- Dzisiaj zajęcia zaczynają się od południa - oznajmiła nowa dyrektorka, tym samym wyrywając mnie z zamyślenia i kończąc apel. - Możecie rozejść się do pokoi.
Tak też zrobiłem, ale nie czekałem na Liama. Zmienili nam numer pokoju, ale dalej mieszkaliśmy we dwóch. Z tego, co wiedziałem, Cindy póki co zajmowała ten sam pokój z łóżkiem przygotowanym na powrót jej przyjaciółki. Władze szkoły oczywiście doskonale wiedziały, co się wydarzyło, bo większość była członkami Rady lub ludźmi z nią współpracującymi.
Logiczne.
- Nie wytrzymam długo - powiedziałem na głos to, o czym myślałem od wczorajszego wieczora, kiedy tu przybyłem. - Zwariuję, jeśli tu zostanę i mówię to całkowicie poważnie. Ja w tej chwili odchodzę od zmysłów.
- Musisz - odparł Payne. - Mają nas wszystkich pod ścisłą obserwacją, więc nie dasz rady się stąd wymknąć. Nawet gdybyś bardzo się postarał.
- Muszę ją znaleźć - powtarzałem to jak mantrę odkąd zastałem puste łóżko szpitalne.
Moje serce łaknęło jej obecności i niczym nie mogłem zagłuszyć tego okrutnie silnego pragnienia. Zabrano mi osobę, bez której nie wyobrażałem sobie mojego istnienia. Już bym wolał umrzeć, gdybym miał jej nigdy nie odnaleźć.
- Lepiej odpuść - poradził szatyn.
Być może miał racje,, bo zazwyczaj tak było. Jednak nie byłbym sobą, gdybym nie postawił na swoim.
I właśnie taki miałem zamiar.
- Dobra, nie martw się - skłamałem. - Będę grzeczny.
Posłałem mu nawet lekki uśmiech. Musiał być o mnie spokojny i zdecydowanie mniej czujny. Miałem świadomość, że zapewne by mnie nie powstrzymywał, gdyż wyczuwał mój stan. Sam chciał, żebym w końcu połączył się z Destiny.
- Nie podoba mi się twój wzrok, ale dobrze. Niech będzie, że ustąpiłem. Będę udawał, że nic nie zauważyłem.
Może i nie dało się oszukać własnego przyjaciela, ale przynajmniej stał po mojej stronie.

***

Noc dłużyła mi się jak nigdy przedtem. Wszystko wydawało się obce, niebezpieczne i nastawione przeciwko mnie. Nie mogłem zasnąć, więc wykorzystałem ten czas, żeby obmyślić i rozpisać plan działania. Co jakiś czas opierałem głowę o ścianę za sobą, a potem zamykałem oczy, żeby odetchnąć i jednocześnie przywołać obraz jej twarzy, a przede wszystkim pogodnego uśmiechu, w którym byłem zakochany do szaleństwa. Potrzebowałem jej i to cholernie bardzo.
Nagle drzwi naszego pokoju się uchyliły.
- Niall Horan? - Usłyszałem obcy głos.
Schowałem papiery za łóżko, podniosłem się i podszedłem bliżej. Moim zmrużonym oczom ukazał się mężczyzna, który najprawdopodobniej był jednym z opiekunów.
- To ja.
Zlustrował mnie od góry do dołu i skinął brodą w stronę schodów.
- Jesteś proszony do gabinetu Rady.
Zmarszczyłem czoło zdezorientowany, ale podążyłem za tym człowiekiem, nie wiedząc co mnie czekało. Przeszliśmy praktycznie przez cały budynek, żeby w końcu zatrzymać się przed ozdobnymi i ogromnymi drzwiami. Nigdy nie byłem w tej części szkoły...
- Wejdź - nakazał, ale sam pozostał na zewnątrz.
Niepewnie wszedłem do środka, gdzie czekało na mnie dwie osoby - dyrektorka i jakiś facet.
- Witaj - odezwała się kobieta. - Wybacz, że wezwaliśmy cię o tak później porze, ale musieliśmy mieć pewność, że spotkanie odbędzie się w dyskrecji.
- Spoko i tak nie mogłem zasnąć. - Wzruszyłem ramionami.
Przybrałem obojętny wyraz twarzy, ale w rzeczywistości w środku aż piszczałem z ciekawości.
- Więc co się stało? - Zapytałem i zatrzymałem wzrok na obrazie za dyrektorką.
- Mamy dla ciebie rozmowę telefoniczną - odpowiedział mężczyzna i wstał z krzesła, które stało pod ścianą.
Podszedł do biurka, gdzie siedziałem i wyciągnął z kieszeni komórkę. Wyciągnął przedmiot w moją stronę i czekał.
- Z kim mam rozmawiać? Przecież nie prosiłem o żadne połączenie. - Stałem się podejrzliwy. - Chcecie mnie w coś wpakować?
- Spokojnie, chłopcze - powiedziała rozbawiona kobieta. - Jesteś bezpieczny i możesz nam ufać. Oboje znaliśmy i szanowaliśmy twojego ojca.
- To nic nie znaczy - warknąłem, a moje ciało automatycznie się spięło.
Spotkałem się z ciszą z ich strony, co było idealnym posunięciem. Nie miałem ochoty na dyskusję o moim zmarłym tacie. Nie potrzebowałem dolewać oliwy do ognia.
- Pan Smith chciał z tobą porozmawiać.
No w końcu jakieś konkrety!
- Pan Smith? - Uniosłem brwi zaskoczony. - Nagle chce ze mną rozmawiać? Po tym jak mi ją odebrał?
- Nie możemy się w to mieszać, to sprawa między wami - odparła dyrektorka i skinęła głową na telefon. - Weź go.
- Nie chcę. Nie będę z nim rozmawiał.
Brzmiałem jak dziecko, byłem tego świadomy. Wiedziałem też, że jej ojciec nie zasługuje na to bym go wysłuchał. Nie chciałem, żeby zaczął mi się tłumaczyć.
- Nalegam - upierała się. - To dla niego ważne.
- Gdybym się dla niego liczył, to postąpiłby inaczej. Nie jak ostatni tchórz - rzuciłem w złości.
- Uważaj na słowa - upomniał mężczyzna, patrząc na mnie twardym wzrokiem.
- Mówił tylko, że chodzi o jego córkę - westchnęła zrezygnowana, jakby to miał być ostatni argument z jej strony.
Te słowa podziałały. Wystarczyło, że mi o niej przypomniano i od razu zmieniałem tok myślenia. Oddziaływała na mnie nawet pod swoją nieobecność.
- Chcę być sam - zażądałem, wiedząc że miałem do tego prawo.
Oboje popatrzyli na siebie porozumiewawczo, po czym skinęli głowami prawie jednocześnie. Upewniłem się, że zamknęli za sobą drzwi i uruchomiłem urządzenie.
- Nie znam jego numeru, do cholery - wymamrotałem.
Niby jak miałem z nim porozmawiać? Przecież...
Ale telefon zadzwonił.
- Halo? - Odebrałem z lekkim wahaniem, bo na ekranie widać było tylko rząd cyferek.
- Niall? Jak dobrze, że zgodziłeś się na tę rozmowę. - Usłyszałem znajomy głos pana Smitha.
Skrzywiłem się.
- Musieli mnie mocno przekonywać - odparłem obojętnie.
- Wiem, że prawdopodobnie masz ochotę rozszarpać mnie na kawałki za to, co zrobiłem, ale uwierz mi, że nie miałem innego wyjścia.
Jego głos był dość gorączkowy.
- Zawsze jest lepsze wyjście niż ucieczka - syknąłem.
Czułem, że instynkt próbował nade mną zapanować. Postanowiłem opierać się najdłużej, jak tylko potrafiłem.
- Nie denerwuj się. Nie wyjdzie ci to na dobre, bo nie ma cię kto uspokoić - upomniał mnie.
Zaśmiałem się histerycznie głośnym i udawanym śmiechem.
- Chyba pan sobie żartuje - prychnąłem z ironią. - Przecież to wy ją wywieźliście bez mojej wiedzy. To wy skazaliście mnie na cierpienie.
Starałem się nie podnosić głosu, co było niezwykle trudne. Wyobrażałem sobie, że mężczyzna stał tuż obok nieprzytomnej Destiny. To podniosło moje ciśnienie jeszcze bardziej.
Nie odpowiedział, więc kontynuowałem.
- Czy ona... - Chciałem zadać pytanie, ale się zająknąłem.
- Żyje i ma się coraz lepiej. Lekarze zakładają, że za kilka dni będzie można wyprowadzić ją ze śpiączki farmakologicznej.
- Zawsze była silna - wyszeptałem.
- Tak, to prawda - przyznał, jakby w zadumie. - Niall, ja naprawdę przepraszam, ale...
- Nie - przerwałem mu ostro. - Nie chcę głupiego tłumaczenia. Chcę ją odzyskać.
Na linii zapanowała głucha cisza. Słyszałem jedynie szybkie bicie własnego serca.
- To niemożliwe - odparł.
W tamtym momencie mój świat zaczął rozpadać się na drobne kawałeczki.
- Potrzebuję jej - wykrztusiłem, bo nagle jakby brakowało mi powietrza.
- Zdaję sobie z tego sprawę.
- Nic pan nie wie! - Wybuchnąłem wściekły, zrywając się na równe nogi. - Jakby się pan czuł, gdyby ktoś odebrał panu żonę i córkę, wywożąc je w nieznane miejsce, gdzie nie miałby pan możliwości osobistego kontaktu?! No jak?! - Moje oczy zaświeciły się na niebiesko. - Destiny jest dla mnie wszystkim! Nie potrafię bez niej funkcjonować, a pan tak po prostu mi ją odebrał! Co ja takiego zrobiłem, co?! Czym na to zasłużyłem?!
Z ciężkim oddechem czekałem na upragnioną odpowiedź, ale nie nadeszła.
- Przykro mi.
Tylko tyle.
Tylko tyle zdążył powiedzieć, bo odrzuciłem telefon na blat biurka i wypadłem z pomieszczenia jak szalony. Pobiegłem w kierunku, gdzie mogłem znaleźć chwilowe ukojenie. Dotarłem do rozsypującej się altanki i usiadłem na ławeczce, oddychając głęboko.
To tutaj wiele razy rozmawialiśmy.
To tutaj przeżywaliśmy trudne momenty.
To tutaj wszystko wróciło do normy po moim porwaniu.
Dlaczego tym razem ta stara altana nie mogła znowu nas połączyć?

Przecież to było NASZE miejsce.


***
NARRATOR

- Mówiłam ci, że nie będzie chciał słuchać twojego tłumaczenia - powtórzyła kobieta kolejny raz.
- Przyznaję, miałaś rację - odparł.
- Przez naszą gwałtowną decyzję ten chłopak się wykończy i będziemy mieć go na sumieniu.
- Nie mów tak - rzucił ostro.
Niestety to było bardzo prawdopodobne. Pan Smith wiedział, jak okrutne potrafi być dopasowanie. Nie chciał nikogo narażać na cierpienie, ale najbardziej zależało mu na zdrowiu córki.
- Coś wymyślę- mruknął i skierował się do swojego gabinetu.
Spędził tam resztę nocy i cały kolejny dzień.
Kobieta zdecydowała się zostać z córką kolejny już raz. Praktycznie nie opuszczała jej na krok, chcąc być przy niej przez cały czas. Brakowało jej promiennego uśmiechu Destiny i głupot, które zdarzało jej się mówić.
- Wyzdrowiejesz kochanie i wszyscy będziemy żyć szczęśliwie - powiedziała cicho z lekkim uśmiechem. - Nawet Niall.

2 komentarze:

  1. Świetna historia, nie mogę się doczekać następnego !!! :)

    OdpowiedzUsuń