poniedziałek, 26 czerwca 2017

62.

Idę jak burza normalnie.


Miłego czytania! xxx



P.S. Wiem czemu mam taką wenę... Właśnie jestem w trakcie sesji* xD

(*byłam jak zaczynałam pisać ten rozdział)
__________________________________________





16 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

- Rozmawiałeś z jej ojcem?! - Liam wytrzeszczył oczy.
Opowiedziałem mu o nocnym zdarzeniu, jak tylko skończyliśmy wykłady. Teraz czekał nas tylko trening i z tego co się dowiedziałem, ten miał odbyć się na siłowi. Potrzebowałem wycisku, żeby się zmęczyć i jakoś przespać kolejną noc.
- Przed chwilą wszystko dokładnie ci opowiedziałem - wywróciłem oczami. - Nie będę się powtarzał.
- Tak, tak - mruknął dziwnie rozkojarzony.
Jakby myślał o stu rzeczach naraz, nie mogąc skupić wzroku na mnie. W tej chwili byłem tu najważniejszy.
- Wybaczcie spóźnienie! - Moją dedukcję przerwała zdyszana Cindy. - Przytrzymali nas dłużej na wykładzie.
Liam jakby odetchnął ciężko, ale widząc swoją ukochaną aż oczu mu zabłyszczały. Nie, nie zaświeciły się jak oczy wilkołaka. Po prostu błyszczały.
Och, jak uroczo.
- Czy mógłbyś...
- O nie. - Uniosłem dłonie, od razu wstając z krzesła. - Nie będę opowiadał wszystkiego od początku.
Dziewczyna posmutniała, na co się skrzywiłem. Nie miała prawa grać na moich uczuciach.
- Posłuchaj - zacząłem.
- Generalizując, to gadał z ojcem Destiny i dowiedział się, że prawdopodobnie już nigdy nie zobaczy jego córki na oczy - Payne wszedł mi w słowo. - Wystarczy?
Cin przyswoiła krótką informację, zastanowiła się chwilę, po czym szeroko się uśmiechnęła.
- Ujdzie - zachichotała, siadając na łóżku obok swojego chłopaka. - Ale to okropna wiadomość. Jak oni mogli w ogóle tak postąpić. Nie spodziewała się takiego zachowania z ich strony.
- Chyba nikt się nie spodziewał - przyznałem.
- Naprawdę chciałabym jakoś pomóc, ale pani Smith nie odbiera ode mnie telefonu. - Spuściła głowę z pokorą.
- Masz jej numer?! - Ożywił się Payne. - Dlaczego wcześniej nie powiedziałaś?!
- Przecież głuptasie dowiadywałam się od niej o stanie Destiny i dzwoniłam przy tobie, kiedy Niall dowiedział się, że wyjechali - przypomniała, marszcząc brwi.
Szatyn pomyślał przez chwilę i złapał się za głowę.
- No tak, rzeczywiście tak było.
Prychnąłem, obserwując tą ich zabawną pogadankę. Mimo wszystko nie chciałem tracić tak cennego czasu, bo właśnie teraz mogłem być w drodze, żeby szukać Destiny.
- Wybaczcie mi - rzuciłem i skierowałem się do wyjścia z pokoju.
- Ale co ty robisz? - Liam zerwał się na równe nogi.
- Spokojnie, nie uciekam.
- Ale?
Milczałem przez chwilę, zastanawiając się nad sensem tego wszystkiego. Tej całej zabawy w kotka i myszkę.
- Idę pomyśleć w ciszy i spokoju - odparłem.
Nikt więcej mnie nie zatrzymywał.

***

30 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Te same ściany tych samych sal.
Te same twarze codziennie mijane na korytarzu.
Te same zajęcia z tymi samymi wykładowcami.
Powtarzające się posiłki w tej samej stołówce.
Nieustające próby znajomych, żeby dotrzeć do mojego trzeźwego myślenia.
Wszystko było takie samo, ale dla mnie nic już nie miało sensu.
Brakowało jej.
- Stary, musisz coś przełknąć w końcu - warknął zezłoszczony Liam.
Siedzieliśmy na stołówce podczas kolacji. Od tygodnia nie tknąłem nic oprócz wody.
Straciłem apetyt, tak samo jak straciłem ochotę na życie.
- Nie wysilaj się - mruknąłem ze wzrokiem wlepionym w ścianę przede mną.
Mogłem umrzeć z głodu, było mi wszystko jedno. Wolałem to, niż śmierć z tęsknoty i rosnącego pragnienia mojej ukochanej Omegi.
- Nie chcę cię stracić, bracie - westchnął. - A ty utrudniasz mi opiekę nad tobą i twoim złamanym sercem. Naprawdę chciałbym ją tu sprowadzić, żebyście żyli długo i szczęśliwie.
Wzruszyłem ramionami, bo nie miałem nic do powiedzenia na ten temat. Nie potrzebowałem niczyjej łaski. Wiedziałem, że przyjaciel się starał, ale mi już na niczym nie zależało.
Nie.
Zależało mi tylko na jej odnalezieniu.

***

Mieliście kiedyś takie uczucie, że świat kręcił się poza wami?
Tak, właśnie to przeżywałem.
Czułem, jakbym zatrzymał się w miejscu. Każdy dzień był taki sam - monotonny i przerażająco spokojny. Nikt nie zagrażał szkole, a tym bardziej mi. Potrzebowałem adrenaliny, bo właśnie być może to obudziłoby we mnie jakiekolwiek uczucia. Uczniowie na korytarzu odsuwali się z mojej drogi, jakbym miał ich zabić. Nie byłem taki, nie potrzebowałem zemsty na byle kim. Nie miałem chęci wyładowania skumulowanego żalu.
Zdecydowanie wystarczyłoby mi, gdyby ona mogła mnie przytulić i delikatnie wsunąć palce w moje włosy.
Tylko tyle i aż tyle.
- Niall! - Usłyszałem wołanie, gdzieś za plecami.
Odwróciłem się niespiesznie, powstrzymując się przed wywróceniem oczami.
- Tak, pani dyrektor? - Uśmiechnąłem się sztucznie.
- Mam dla ciebie dobre wieści.
- Naprawdę? - Uniosłem brwi, utrzymując sarkastyczny ton.
- Wiem, że ci ciężko i...
- Do rzeczy, proszę pani - przerwałem niegrzecznie.
Nie chciało mi się słuchać kolejnych słów współczucia.
Rzygałem tym.
- Skontaktowała się z nami pani Smith - powiedziała z widoczną radością.
Pochyliłem głowę na bok, mrużąc oczy.
- I?
- Będzie tu za dwie godziny, żeby z tobą porozmawiać.
- Ale ja nie wyraziłem na to zgody - skrzywiłem się. - Nie chcę jej widzieć.
Gwałtownie zrobiłem krok w tył i puściłem się biegiem w stronę głównego wyjścia. Nikt nie będzie zmuszał mnie do rozmowy z ludźmi, którzy mnie skrzywdzili. Zabrali mi jedyny powód do życia, a teraz chcieli się wytłumaczyć. Nic z tego.
Nikt nie będzie mną bezkarnie pomiatał.

***
NARRATOR

- Gdzie mama wyszła? - Dziewczyna stanęła w progu niewielkiej kuchni, opierając się o futrynę.
Była osłabiona, ale siły wracały z każdym dniem coraz bardziej. Niestety dużo schudła, co nie cieszyło oczu jej rodziców.
- Powinnaś odpoczywać - skarcił ją ojciec, tym samym unikając odpowiedzi na pytanie. - Pamiętasz, co powiedział lekarz?
- Tak, tato - westchnęła i powoli zajęła miejsce na jednym z trzech krzeseł przy stole. - Organizm lepiej się regeneruje, kiedy leniuchuje.
- Chcesz czegoś do picia? A może jesteś głodna? Chcesz wyjść na taras? - Zasypał ją pytaniami, jednocześnie mieszając coś w garnku na kuchence.
- Przede wszystkim jestem dorosła i odpowiedzialna - zaśmiała się. - Co pysznego gotujesz?
- Spaghetti - odparł dumnie.
Destiny pokręciła głową, która cały czas lekko ją bolała. Ze śpiączki wybudzili ją zaledwie kilka dni temu, ale czuła się zadziwiająco sprawnie. Czasami mięśnie odmawiały jej posłuszeństwa, ale generalnie nie było tragedii.
- Myślisz, że przypomnę sobie wszystko sprzed wypadku? - Zapytała zamyślona.
Ta kwestia nurtowała ją od początku, jak tylko otworzyła oczy.
- Bardzo bym chciał - przyznał szczerze. -Właśnie wtedy wydarzyło się dużo ważnych rzeczy, które miały wpływ na twoje życie.
Pan Smith po rozmowie z lekarzem należącym do Rady wiedział, że być może umiejętności jego córki zostały jakimś cudem zniszczone, albo przynajmniej osłabione. Żaden członek stowarzyszenia nie miał pewności, że dziewczyna kiedyś wróci do stanu sprzed nieszczęsnej nocy. Jeżeli zniknęła jej wilcza cząstka, oznaczało to, że nie czuła pragnienia bliskości Alfy.
Alfy, którym był cierpiący Niall.
- Tato? - Odezwała się nagle, przywracając go do rzeczywistości.
- Tak?
- Kim byłam przed śpiączką?
Czekał na to pytanie odkąd ją wybudzili, ale teraz nie miał pojęcia od czego zacząć.

3 komentarze:

  1. O mój boże.. O.O Jakim cudem ona nic nie pamięta?! Każdym rozdziałem jest mi coraz bardziej smutno :( :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybacz, ale właśnie o to mi chodziło. Właśnie to pokazuje, że moje opowiadanie wywołuje jakiekolwiek emocje w czytelnikach.
      Mi samej jest smutno jak to piszę, wierz mi ;)

      Usuń
  2. Coraz bbardziej jest mi smutno :( ojciec Destiny pewnie jej nie powie o niallu ;(( A takto bosko piszesz zycze weny !! :D / pati

    OdpowiedzUsuń