środa, 19 lipca 2017

64.

Miśki, miśki!

Mam nadzieję, że jeszcze Was nie zanudziłam ;)
Akcja się rozwinie, ale potrzebuję czasu, żeby oczywiście wszystko miało ręce i nogi. 

Miłego czytania! xxx

______________________________________






23 STYCZNIA 2018r.
*Destiny*

Przez cały tydzień próbowałam przekonać rodziców, żeby pozwolili mi na spotkanie z chłopakiem, o którym tak dużo opowiadał mi tata. Uwielbiałam o tym słuchać, bo naprawdę odnosiłam wrażenie, że rzeczywiście mogłam go kiedyś znać. Co noc w moich snach widziałam niebieskie, intensywne oczy, które aż elektryzująco przyciągały. Odczuwałam silną potrzebę zobaczenia go na żywo.
- Destiny? - W drzwiach do mojego pokoju pojawiła się mama.
- Słucham. - Spojrzałam przez ramię.
- Ja i tata wychodzimy na chwilę - poinformowała. - Proszę, żebyś nigdzie nie wychodziła i nikomu nie otwierała drzwi.
- Prosisz o to za każdym razem - westchnęłam. - Jestem więźniem we własnym domu.
- Mamy powody, żeby cię chronić. Już ci to tłumaczyłam.
Wywróciłam oczami, co zapewne odrobinę zirytowało moją rodzicielkę. Jednak powoli miałam dosyć bycia traktowaną jak malutkie dziecko. Doskonale umiałam o siebie zadbać.
- Tak, wiem - mruknęłam i wróciłam do przeglądania Internetu.
Mama stała w progu jeszcze przez chwilę, po czym zamknęła za sobą drzwi, zostawiając mnie samą. Wiedziała, co czułam, a ja wiedziałam, że miała konkretny powód, żeby postępować tak, a nie inaczej.
Mimo ciągłej kontroli i zakazów ruszania się z domu nie zamierzałam siedzieć bezczynnie. Od rana do wieczora szukałam czegoś, co pomogłoby mi zidentyfikować tajemniczego chłopaka, o którym śniłam. Szczegółowo analizowałam media społecznościowe, ale były jakby wybrakowane. Nie chciałam, żeby okazało się, że rodzice mieli w tym udział.
- Zgłodniałam - powiedziałam na głos, odrywając się od klawiatury.
Przeszłam do kuchni i przygotowałam sobie posiłek. Był pierwszym, jaki dzisiaj tknęłam, co było powodem lekkiej kłótni z rodzicami godzinę temu. Nie moja wina, że odkąd wstałam nie miałam apetytu aż do samego wieczora.
Nagle usłyszałam obcą melodię, dochodzącą gdzieś z głębi domu. Ze zmarszczonym czołem weszłam do salonu i zlokalizowałam źródło dźwięku. Okazał się nim być telefon, który leżał na stoliku. Wzięłam go do ręki, a on w tym samym momencie ucichł.
Była to komórka mojej rodzicielki.
- Pójdę za to do piekła - wymamrotałam pod nosem i usiadłam na kanapie.
Z walącym sercem odblokowałam urządzenie i niepewnie sprawdziłam kto dzwonił. W spisie wyświetliła się nazwa "Mystic C". Nie miałam pojęcia, co to mogło być.
- Mama mnie zabije, jak tylko się zorientuje. Nie powinnam tego robić - mówiłam, chcąc odciągnąć samą siebie od popełnienia zbrodni, jaką było przeglądanie czyjejś własności.
Gdzieś w głębi serca czułam, że w tym małym urządzeniu kryła się odpowiedź na moje pytania. Czułam, że dzięki niemu będę miała możliwość spotkania z Niallem.

***

*Naill*

Nastąpiło to, czego obawiałem się najbardziej...
Przestałem uczestniczyć w życiu szkoły.
Przestałem uczestniczyć w życiu towarzyskim.
Przestałem uczęszczać na treningi.
Przestałem odpowiadać na powtarzające się pytania.
Przestałem troszczyć się o przyszłość.  
Przestałem dobrze sypiać.
Przestałem właściwie się odżywiać.
Przestałem martwić się bliskimi.
Przestałem czuć.
Zwyczajnie powoli przestawałem egzystować.

Umierałem.

***

24 STYCZNIA 2018r.
*Destiny*

Wystarczyło, żebym nacisnęła zieloną słuchawkę.
Jeden mały ruch, który mógłby zmienić moje życie.
Nie mogąc spać, wpatrywałam się w ekran swojej komórki na której zapisałam numer znaleziony w kontaktach mamy. Był podpisany "Cindy".
Imieniem, które wspominał mi tata. Imieniem, które było ważną częścią mojego dawnego życia.
Zegarek wskazywał piątą rano, ale ja nie nie mogłam zasnąć. Trzęsącymi palcami ściskałam urządzenie, bojąc się poruszyć.
Co jeśli nic się nie wydarzy? Co jeśli to się nie uda?
Te pytania ciągle kołatały się w mojej głowie. Zmęczona rozdarciem podjęcia właściwej dezycji zamknęłam oczy, a następnie wzięłam głęboki oddech i policzyłam powoli do dziesięciu.
To był ten moment. Zdecydowałam.
Szybko i bez zastanowienia wystukałam wiadomość, w której zawarłam wszystkie ważne informacje. Umieściłam Cindy jako odbiorcę i kliknęłam wyślij.

Teraz pozostało mi tylko czekać na odpowiedź.

***

Przebudziłam się w środku nocy, mając dziwne wrażenie, że wydarzyło się coś niepokojącego. Odruchowo sięgnęłam na stolik nocny po komórkę. Pierwsze spojrzenie na ekran było bolesne ze względu na natężenie jasności. Kiedy oczy przyzwyczaiły się do światła zobaczyłam, że miałam nieodebraną wiadomość. Moje serce na chwilę przestało bić, a oddech ugrzązł mi w gardle.
Spanikowałam.
Po odczekaniu kilku sekund zdecydowałam się podjąć ten ważny krok i sprawdzić kto do mnie napisał. Oczywiście miałam szczerą nadzieję, że była to owa Cindy.
- No dalej - mruknęłam cicho, ostrożnie dotykając ekranu.
Dla wygody i większego skupienia oparłam się plecami o ścianę i ciaśniej owinęłam kołdrą. Całkiem jakby miała mnie ochronić przed czymś złym. Stuknęłam w ikonę koperty i z zapartym tchem czekałam, żeby ujrzeć treść SMS-a. Szybko, ale kilkakrotnie prześledziłam tekst, nie mogąc uwierzyć własnym oczom.
To była odpowiedź od Cindy.
To była szansa na spotkanie Nialla.
Nasza konwersacja obecnie wyglądała następująco:

"Cześć. Tata dużo opowiadałam mi o tobie, twoim chłopaku i Niallu. Wiem, że byliście ważną częścią mojego życia i z tego powodu chciałabym się z wami spotkać. Niestety rodzice trzymają mnie tutaj, jak w więzieniu. Może masz jakiś pomysł? A i przepraszam, że odzywam się tak nagle, ale to wszystko jest dla mnie nowe. Destiny."

"Nie mogę uwierzyć, że udało ci się ze mną skontaktować. Od zawsze byłaś sprytna i przebiegła, za co ceniłam cię najbardziej. Dalej cenię. Nawet nie wiesz, jak bardzo chcę cię zobaczyć. Wszyscy chcemy, a Niall potrzebuje tego w szczególności. Zasięgnę porady chłopaków i jak najszybciej się do ciebie odezwę. Całuję, Cindy."

Zrozumiała mnie. Wiedziała, że potrzebowałam bezzwłocznej pomocy. Zachowała się tak jak na najlepszą przyjaciółkę przystało. Żałowałam tylko, że nie pamiętałam naszej dotychczasowej więzi.

***

25 STYCZNIA 2018r.
*Niall*

Obudziłem się o świcie i pierwszą myślą było bieganie. Od kilku dni to właśnie w taki sposób rozładowywałem nadmierną energię, która gromadziła się we mnie w zastraszająco szybkim tempie. Liam jeszcze słodko chrapał i nie miałem serca, żeby go obudzić, dlatego jak najciszej wymknąłem się z pokoju. Truchtem pokonałem odległość dzielącą mnie od głównego wyjścia, ale zanim złapałem za klamkę zamarłem. Usłyszałem za sobą ledwie wyczuwalny ruch, ale z jakiegoś powodu byłem na to uczulony. Odwróciłem się gwałtownie, chcąc się bronić. Ku zaskoczeniu moim oczom ukazała się postać drobnej, zaspanej dziewczyny.
- Cindy, co ty tu robisz o tej porze? - Zmarszczyłem czoło zdezorientowany.
Moja niespodziewana towarzyszka ziewnęła przeciągle i podrapała się po głowie. Miała mocno poczochrane włosy i różową piżamę na sobie.
- Właściwie to sama nie wiem, ale nie mogłam zasnąć po tym, jak odpisałam Destiny - odparła bez większych emocji.
- Destiny? - Wytrzeszczyłem oczy. - Odezwała się do ciebie?
Nagle Cin potrząsnęła głową i jakby momentalnie się otrzeźwiła.
- Napisała do mnie wiadomość jakoś wczoraj. Nie wiem skąd wzięła numer, ale udało jej się skontaktować i napisać kilka słów. Przede wszystkim bardzo chce się z nami spotkać - wyjaśniła z ogromnym uśmiechem.
Zamilkłem na moment, myśląc intensywnie.
- To ty nie wiesz? - Zapytałem niepewnie.
- O czym?
- Destiny... Ona... - zawahałem się. - Od wybudzenia się ze śpiączki nie pamięta nic, co było przed napadem Dyrektora.
Mnie samego bolało powtarzanie tak okrutnej wieści, ale moim obowiązkiem było ją uświadomić.
- Nie żartujesz sobie? - Przyjrzała mi się uważnie, ale chyba dostrzegła powagę w moich oczach, bo nagle jej humor uległ kompletnej zmianie.
- Napisała, że tata jej o nas dużo opowiadała i że... - zająknęła się, a jej oczy się zaszkliły.
O nie.
Nie chciałem, żeby się przede mną rozpłakała.
- Że co? - Spróbowałem pociągnąć rozmowę.
- Że w szczególności chciałaby spotkać się z tobą - odparła i wierchem dłoni wytarła pojedynczą łzę, która spłynęła jej po policzku. - Napisała też, że rodzice traktują ją jak więźnia i zapytała, czy nie mam jakichś pomysłów na zorganizowanie spotkania.
Przymknąłem oczy, przywołując w myślach ostatnie wspomnienia mojej Destiny. Głowa pękała mi od nowych informacji i samego faktu, że chciała mnie widzieć.
Mnie.
- Pomyślę nad tym i dam ci znać - powiedziałem z przekonaniem, bo mój mózg już pracował na najwyższych obrotach. - Dziękuję, że mi o tym powiedziałaś.
Cindy posłała mi uśmiech z lekką nutą współczucia i skierowała się na schody. Oszołomiony wyszedłem z budynku i oddałem się czynności, która napełniała mnie pozytywną energią i pozwalała oczyścić umysł.

Być może niedługo będę mógł znowu ją zobaczyć.


sobota, 8 lipca 2017

63.




*Niall*

Nie chciałem przyjść na spotkanie z matką Destiny, więc ona przyszła do mnie. Dyrektorka przyprowadziła ją do mojego pokoju, w którym chciałem się ukryć. Właśnie stałem z nią twarzą w twarz, ale nie wpuściłem jej do środka.
- Szukałyśmy cię, Niall - odezwała się dyrektorka, kręcąc głową z dezaprobatą.
- Witaj - powiedziała pani Smith, ku mojemu zaskoczeniu.
Zmrużyłem oczy i przyjrzałem się kobiecie, do której Destiny była bardzo podobna. Szukałem w jej wzroku skruchy, ale bez skutku.
- Wciąż trzymam się swojej decyzji, żegnam - burknąłem i złapałem za drzwi, żeby zamknąć je przed ich wścibskimi nosami.
Praktycznie mi się udało, ale w ostatniej sekundzie obie panie użyły rąk, żeby mnie powstrzymać. Odepchnęły drzwi, które z hukiem uderzyły o ścianę, tym samym otwierając się na całą szerokość. Wściekły zacisnąłem zęby i niespokojnie czekałem na rozwój sytuacji.
- Muszę z tobą porozmawiać, Niall - powiedziała pani Smith neutralnym głosem. - To naprawdę ważne.
Wahałem się. Moja ciekawska strona była silna i praktycznie zmusiła mnie do wpuszczenia kobiety do środka.
- Chodzi o Destiny - dodała.
Zamarłem.
- Słucham? - Warknąłem odrobinę za głośno.
- Wysłuchaj mnie, proszę.
Zamknąłem na chwilę oczy, żeby doprowadzić serce do w miarę możliwie wolnego bicia, bo aktualnie galopowało jak szalone. Reagowało tak na każdą wzmiankę o mojej utraconej miłości.
- Dobrze - zgodziłem się.
Dyrektorka skinęła lekko głową i zostawiła nas samych. Wpuściłem mamę Desti do środka i wskazałem na krzesło.
- Proszę sobie usiąść.
Kobieta niezręcznie zajęła miejsce, a ja usiadłem na swoim łóżku na przeciwko niej.
- Zamieniam się w słuch - rzuciłem sucho.
Nie umknęło mi chwilowe zawahanie oraz cień strachu, który przemknął przez jej twarz. Wyczułem przyspieszone bisie jej serca i nierówny oddech. Zapewne stresowała się moją ewentualną reakcją na to, co chciała wyjawić.
- Destiny wybudzono ze śpiączki kilka dni temu - powiedziała wyraźnie, patrząc mi prosto w oczy.
Powstrzymałem chęć zerwania się na nogi i zmuszenia jej, żeby zabrała mnie do ukochanej.
- Jest bardzo osłabiona, ale z każdym dniem organizm pracuje coraz lepiej - kontynuowała. - Generalnie lekarze należący do Rady twierdzą, że powinna dojść do siebie najdłużej w ciągu najbliższego miesiąca.
- Cieszę się, że z Destiny jest wszystko w porządku, ale nie pociesza mnie fakt, że sam nie mogę tego sprawdzić - syknąłem zły.
Bardzo starałem się nad sobą panować, żeby nie zrobić nic głupiego, ale pragnienie było zbyt silne.
- Nie do końca wszystko jest w porządku, jak to określiłeś. - Spuściła wzrok i splotła dłonie leżące na jej kolanach. - Jeszcze nie odkryto, co dokładnie wstrzyknięto Destiny, przez co nie wiadomo jakie szkody wywarło na jej nieludzkiej naturze. Lekarze z Rady obawiają się, że mogła częściowo albo nawet całkowicie stracić swoje zdolności.
- Ale... - zająknąłem się, lekko panikując. - To już pewne?
Obawiałem się najgorszego.
- Jeszcze nie, ale jest bardzo prawdopodobne.
- Nie pytała o mnie? - Zmarszczyłem czoło.
Pani Smith nagle zamilkła i odwróciła wzrok. Wtedy zacząłem spodziewać się najgorszego.
- Chcę z nią porozmawiać - zażądałem, zrywając się na równe nogi.
- Niall, ja...
- Muszę ją zobaczyć.
- Ale...
- Kocham ją, do cholery! - Wrzasnąłem.
Kobieta otworzyła usta w szoku, nie wiedząc jak zareagować na tak nagłe wyznanie z mojej strony. Sam tak zareagowałem, kiedy w końcu to sobie uświadomiłem.
- Nie umiem bez niej funkcjonować. Czy to tak ciężko zrozumieć? - Ciągnąłem dalej. - Każdy dzień jest istną męczarnią, przez co mam ochotę się powiesić. Nie wyobrażałem sobie, że będzie mi to sprawiało aż tak straszny ból. Niestety powoli tracę cierpliwość i siły. Jeśli nie pozwolicie mi się z nią zobaczyć, to...
- Ona nie pamięta nic sprzed śpiączki - przerwała mi.
Poczułem się, jakbym dostał w głowę czymś ciężkim. Świat jakby się zatrzymał, a mi zabrakło powietrza.
- Nic? - Ledwo wydusiłem.
Mama Destiny pokręciła głową, próbując powstrzymać łzy, które cisnęły jej się do oczu.
- Nie pamięta tego, co doprowadziło ją do takiego stanu. Jedyne co kojarzy, to tylko wczesne dzieciństwo. Podobno jest szansa, że wspomnienia do niej wrócą, ale wszyscy z Rady podejrzewają, że właśnie na takim efekcie zależało Dyrektorowi. Specjalnie namieszał jej w głowie...
- Chciał mnie zniszczyć przez odebranie najważniejszej osoby w życiu - powiedziałem szeptem, gapiąc się w przestrzeń.
W tamtym momencie zrozumiałem, że już nic nie trzymało mnie przy życiu.

***

NARRATOR

Odkąd kobieta wyszła oboje siedzieli przy kuchennym stole i szczerze rozmawiali. Ojciec opowiedział jej wszystko, co pamiętał i w co został wtajemniczony przez grupę młodych. Chciał, żeby pamięć jego córki wróciła. Wiedział, że jeśli nie nastąpi to w najbliższym czasie, to Rada będzie miała problem ze swoim przyszłym przywódcą, którym był Niall Horan.
- Wszystko mi się miesza, tato. - Destiny pokręciła głową.
Bardzo starała się przywołać jakiekolwiek wspomnienia, ale starania spełzły na niczym.
- Nic nie wydaje ci się znajome? - Zapytał mężczyzna z nadzieją.
- Nie - westchnęła ciężko.
- Nawet imiona?
- Kompletnie nic - mruknęła smętnie. - Chociaż imię "Cindy" bardzo mi się podoba. Żałuję, że nie poznaję tej dziewczyny. Naprawdę jest moją przyjaciółką?
- Najlepszą - przyznał z lekkim uśmiechem. - Nie odstępowałyście się na krok.
W oczach Destiny pojawiły się łzy. Tak bardzo pragnęła przypomnieć sobie własne życie, ale nie miała na to żadnego wpływu.
- Tato, a... - zaczęła niepewnie.
- Tak? - Pan Smith uniósł brwi w oczekiwaniu.
- A ten cały Nate?
- Niall - poprawił.
- Właśnie on. - Wyprostowała się nagle, jakby wpadła na pomysł. - Czy mogłabym się z nim zobaczyć?
Zanim ojciec zdążył wyrazić swoje niezdecydowanie i obawy, dziewczyna zdecydowała się kontynuować.
- Może wtedy mój mózg zacząłby wracać do czasu sprzed śpiączki, skoro ten chłopak był dla mnie taki ważny? Zaciekawiłeś mnie tymi wszystkimi opowieściami.
- Nie jestem pewien czy to dobry pomysł, Destiny.
- Tato, proszę - przerwała mu. - Nie mamy innego wyjścia.
- Muszę się zastanowić, wybacz - rzucił i wyszedł z pomieszczenia.
Ta cała sytuacja go przerastała. Nie sądził, że kiedykolwiek coś złego dotknie jego rodziny. Miał dylemat, czy pozwolić na spotkanie dwojga młodych, czy lepiej dać możliwość całkowitego wyleczenia się córce.
Dziewczyna oniemiała i z głową pełną nowych informacji udała się do swojego niewielkiego pokoju, żeby odpocząć. Leżenie na łóżku skończyło się snem, w którym pojawił się tajemniczy blondyn z niebieskimi oczami.
Nagle zapragnęła go odnaleźć.